środa, 18 grudnia 2013

Thornbridge: Tzara

Wreszcie spotykam się z jednym z głośniej omawianych angielskich browarów, Thornbridge. Nie wiem czemu, na początek zdecydowałem się zaznajomić z ich wersją kölscha, a w zasadzie, jako że termin ten jest zarezerwowany prawnie dla piw produkowanych w Kolonii, "piwa w stylu kolońskim". Chwalą się tytułem najlepszego kolońskiego ale na świecie, zdobytym na World Beer Awards 2013.

Informacje ogólne:
Piwo: Tzara
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Thornbridge Hall
Browar: Thornbridge Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: kölsch
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo ładna i wybitnie porządnie wykonana etykieta; na kontrze informacje o browarze i o piwie, a do tego pełny skład oraz firmowy kapsel. Po prostu pełen profesjonalizm, czego chcieć więcej? No, są etykiety ładniejsze, butelki też. Ale pełny skład mocno ciągnie w górę.
9,5/10

Barwa
Rzadko kiedy tak jasny, słomkowo-złoty kolor jest tak urzekający; rzecz w doskonałej przejrzystości i pięknie ulatującym dwutlenku węgla. 
4,5/5

Piana
Dość obfita, ale nietrwała, szybko robią się dziury na powierzchni.
2/5

Zapach
Świetny, bezbłędny stylowo - baza jest słodowa, lagerowa, ale to tylko podkład dla naprawdę pięknych, ale'owych nut owocowych; na czele oczywiście jabłko, bardzo czyste, bez alkoholu - nie przypomina cydru, ma aromat niesamowicie kuszącego soku jabłkowego. 
9/10

Smak
Trochę bardziej zwyczajnie, ale dalej świetne; dominuje już słodowość, jednak co rusz kłuta nietypowymi, ciekawymi nutami, dającymi wrażenie bardzo dobrego leżakowania piwa. 
8,5/10

Tekstura
Znacznie za małe wysycenie i niestety dość wyraźnie na tym cierpi.
2/5

7.5/10
   
Szczegóły wykończyły potencjalną świetną ocenę tego piwa, ale i tak jestem zachwycony. Anglicy zupełnie odczarowali dla mnie kölscha, bo niemieckie "oryginały" nie powaliły. Bardzo dobre, pijalne, sesyjne piwo i szeroko dostępny kölsch zarazem.

sobota, 14 grudnia 2013

Del Ducato: Golden Ale

Po wspaniałych doznaniach z Winterlude i jeszcze lepszych z Chimerą, chciałem jak najszybciej zdobyć kolejne piwo włoskiego Birrificio del Ducato. Znalazłem w sklepie tylko jedno i w dodatku wyglądające zupełnie inaczej; już bez butelki o genialnym kształcie, bez wymyślnej etykiety i nazwy - po prostu Golden Ale. Nie zastanawiałem się jednak ani chwili i wziąłem to, co było.

Informacje ogólne:
Piwo: Golden Ale
Kraj: Włochy
Region: Emilia-Romania
Miasto: Roncole Verdi
Browar: Birrificio del Ducato
Produkowane od: brak danych
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Choć czar wspaniałej butelki prysł (jak się okazało na stronie internetowej, dotychczasowe mieściły się w serii klasycznej, ta jest z nowoczesnej), i tak jest bardzo ładnie; etykieta wyjątkowo estetyczna, firmowy kapsel, parę zdań na temat piwa. Nic ująć, trochę można by dodać, ale wysoki poziom. 
8/10

Barwa
Bardzo jasne, słomkowo-złote, ogromnie zmętnione; wielka moc osadu drożdżowego; mnóstwo mniejszych i większych kawałeczków drożdży - wygląda to bardzo dziko, trochę chaotycznie, ale dość intrygująco, zwłaszcza po dodaniu mocno pracującego gazu.  
4/5

Piana
Bardzo obfita, dość dziurawa, szybko opada do kożucha, ten jednak trzyma się długo. 
4/5

Zapach
Wybitnie rześki, świeży, chmielowy; cytrusy, głównie cytryna, limonka, trochę pomarańczy; naprawdę piękny, choć nie genialny. 
8,5/10  
Smak
Lekkie, ale jednocześnie pełne, wyraziste; rządzi nim cytrusowość, w zasadzie trochę za bardzo, również wyraźnie za mocno pozwalają sobie drożdże, ogólnie jednak dobre i niezwykle orzeźwiające. 
7,5/10

Tekstura
Wysycenie za niskie, ale za bardzo to nie przeszkadza.
3,5/5

7.0/10

Bardzo fajne, lekkie, ale przy tym nie wodniste piwo. Zdecydowanie lepsze od złotego ale w wykonaniu BrewDoga, jednak raczej nie na tyle dobre, bym kiedyś do niego powrócił. W kategorii "lekkie i pełne smaku" setnie przegrywa chociażby z innym piwem BrewDoga, wspaniałym Dead Pony Club.

piątek, 13 grudnia 2013

Dionizos (Krajan): Biały Kot

Ostatni z serii radomskich kotów, która niestety wpadła mi w ręce. Po katastrofie z Rudym Kotem, który prawie stał się najgorszym piwem opisanym na blogu, od ostatniego, Białego, nie oczekuję w zasadzie niczego. Chociaż... może przynajmniej zwykły jasny lager im wyszedł w miarę znośnie. Jak dopiję do końca, będzie można odtrąbić sukces.

Informacje ogólne:
Piwo: Biały Kot
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Trzeciewnica
Browar: Krajan (Dionizos)
Produkowane od: 2012
Styl: jasny lager
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
W identycznym stylu jak przy poprzednich kotach, to jest zatajające miejsce uwarzenia. Poza tym nic nowego, goły kapsel, przyzwoita, choć minimalistyczna etykieta.
3/10 



Barwa
Słomkowo-złota, bardzo ładnie ulatujący gaz; dość przyjemne. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, jednak trochę brzydka, grubopęcherzykowa; utrzymuje się dość długo na powierzchni, w porządku. 
3/5

Zapach
Całkowicie dominuje słód; dość chemiczny, raczej niezbyt przyjemny, aczkolwiek do zniesienia, trochę mało męczącego diacetylu, próbuje się przebić DMS, początkowo na szczęście ze słabym skutkiem, ale w miarę ogrzewania się piwa coraz bardziej agresywnie. 
2,5/10

Smak
Podobny, ale wyraźnie lepszy, czystszy, słodowość jest momentami nawet zadowalająca, pojawia się też minimum jakiejś goryczki; da się pić, choć ogólnie dość nudne i mdłe. 
3,5/10

Tekstura
Tę ostatnią wadę ze smaku jeszcze pogłębia znacznie za niskie, choć przynajmniej stabilne wysycenie.
2,5/5

3.0/10

A więc jednak moja myśl nie była taka naiwna; uwarzenie najpopularniejszego stylu świata wyszło im na tyle dobrze, że po raz pierwszy dopiłem do końca. Gdybym już musiał wybierać między większością polskich koncernówek, a Białym Kotem, wybrałbym jego. Na szczęście raczej nigdy nie stanę przed tak traumatycznym wyborem. Koty mam za sobą, teraz jeszcze "tylko" seria filmowa Dionizosa.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Velké Popovice (SABMiller): Velkopopovický Kozel Světlý

Ostatni wpis rozpocząłem krótkim wywodem o zaniedbywaniu przeze mnie Belgii - to co dopiero powiedzieć o Czechach? Z tego typowo piwnego przecież kraju oceniłem jak dotąd zaledwie pięć piw, a ostatnie aż cztery miesiące temu. Dziś odrobinę to nadrobię, degustując najlżejszą odmianę czeskiego pilznera; styl, na brak którego (w dobrej reprezentacji) często narzeka się na polskim rynku.

Informacje ogólne:
Piwo: Velkopopovický Kozel Světlý
Kraj: Czechy
Kraj (adm.): Środkowoczeski
Miasto: Velké Popovice
Browar: Pivovar Velké Popovice (SABMiller)
Produkowane od: brak danych
Styl: lekki czeski pilzner
Alkohol: 4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo przyjemna etykieta z wyrazistym kozłem trzymającym kufel jasnego piwa. Tekst jest w pełni po czesku, więc za dużo z niego nie wyczytałem, choć i chyba nic specjalnie ciekawego tam nie ma. Kapsel dedykowany, ogólnie estetycznie, choć bez szału.
7/10  

Barwa
Bardzo jasne, słomkowe, lekko wpadające w złoto; mimo tej prostoty bardzo ładne.
3,5/5

Piana
Obfita, wysoka, ale umiarkowanie gęsta i niezbyt trwała, opada prawie do zera. 
2/5

Zapach
Prosty, ale przyjemny - chmiel i słód ze zdecydowanie większym naciskiem na to drugie; czysty, nie ma miejsca na skomplikowanie, ale jest w porządku.
6/10
Smak
Bardzo podobnie; coraz bardziej dominuje słodowość, dość przyjemna, nie czyni piwa mdłym; chmiel powraca w małym stopniu na finiszu, ale bardziej w posmaku niż goryczce - ta jest niestety bliska minimum; ogólnie piwo bardzo płaskie, ale względnie pijalne.
5,5/10

Tekstura
Wysycenie od początku na za niskim poziomie i w dodatku spada, co kiepsko komponuje się z lekkim charakterem piwa.
1,5/5

5.0/10

Lekkie rozczarowanie; nie spodziewałem się fajerwerków, ale liczyłem na porządnego, smacznego, lekkiego pilznera. Jasny Kozioł absolutnie niczym się jednak nie wyróżnia, jest przeciętny i warto sięgnąć po niego tylko wtedy, jeśli do wyboru mamy tylko polską koncernówkę. Jako że on sam należy do czeskiej, można pozazdrościć sąsiadom tego sektora.

wtorek, 3 grudnia 2013

Lefebvre: Blanche de Bruxelles

Zaniedbuję Belgię. Po wsiąknięciu w pachnącą amerykańskimi chmielami krainę piwnej rewolucji ten kraj przestał mi się już jednoznacznie jawić jako niepodważalne centrum browarniczego wszechświata, ciągle jednak, jeśli miałbym wymienić tylko jeden kraj, który piwowarsko miłuję najbardziej, byłaby to Belgia. Dziwi mnie więc tak niski odsetek ichnich piw we wszystkich zdegustowanych na blogu. Z drugiej strony jednak cieszę się, że przede mną jeszcze tak wiele belgijskich klasyków. Dziś piwo mało ikoniczne; witbier z browaru, który kojarzę głównie z piwem Hopus, którego fascynującą otoczkę kiedyś tu opiszę. A teraz - białe brukselskie.

Informacje ogólne:
Piwo: Blanche de Bruxelles
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Walońska
Miasto: Quenast
Browar: Brasserie Lefebvre
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta to trochę pomyłka. Sikająca rzeźba w centrum etykiety jasnego piwa, naprawdę panowie? Nawet pomijając ten fakt, graficznie, kolorystycznie bardzo słabo. Kapsel dedykowany, ale trochę dziwny: zawiera po prostu napis "białe piwo" w czterech językach. W składzie widnieje cukier. Kiepskie wrażenie.
2,5/10
Barwa
Kolor ekstremalnie jasny, istotnie dążący ze słomkowości do bieli; mocno, choć nie totalnie zmętnione, ogółem klasyczny wygląd witbiera.
4/5

Piana
Gęsta i obfita, nie zdołała utrzymać się w całości, ale w większości owszem; oblepia nieco szkło. 
4/5

Zapach
Już tu wyczuwalny cukier; poza tym jak na gatunek dość prosto, kolendra i curacao praktycznie niewyczuwalne, zastępuje je owocowa kwaskowość, która przywodzi mi na myśl gueuze; dziwny, ale całkiem przyjemny.
6/10
Smak
Lepiej; choć kolendry ciągle brak, ujawnia się skórka pomarańczowa, nie tylko w samych odczuciach aromatycznych, ale i krótkiej, charakterystycznej, choć średnio przyjemnej goryczce; poza tym bardzo zwiewne, dzięki temu pijalne, aczkolwiek trochę za mało ma do zaoferowania i wydaje się nieco wodniste.
6,5/10

Tekstura
Początkowo idealne wysycenie, ale ekstremalnie szybko spada, co przyjmuje się z żalem, bo większe mogłoby podreperować brak pełni; pod koniec prawie zerowe.
2,5/5

5.5/10

Jakichś wielkich spodziewań nie miałem, ale i tak lekkie rozczarowanie; to w końcu Belgia. Jeden z mniej ciekawych witbierów, jakie w życiu piłem; dość płaski, dość mało aromatyczny, ogólnie zaledwie solidny. W sklepach, w których ten okaz można nabyć, zazwyczaj gdzieś obok na półce stoi wspaniałe Blanche de Namur - jeśli nie szukamy nowości, a jakości, wybór spośród tych dwóch może być tylko jeden, choć Blanche de Bruxelles jest piwem przyjemnym.

niedziela, 1 grudnia 2013

Pinta (Browar na Jurze): Żytorillo

Po świetnych przeżyciach z ortodoksyjną wersją piwa żytniego od Pinty zabieram się z ekscytacją do drugiego, w stylu rewolucyjnym - ciemne IPA na słodzie żytnim. Black rye IPA to nie kompletna nowość; w Stanach zwłaszcza niejeden browar warzy takie piwo - w Polsce oczywiście to ewenement.

Informacje ogólne:
Piwo: Żytorillo
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2013
Styl: ciemne żytnie India Pale Ale
Alkohol: 5,3%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Pinta kojarzy mi się z nazwami o znacznie większej dawce polotu niż Żytorillo, ale to szczegół. Oczywiście wszystko na swoim miejscu: skład, ekstrakt, temperatura serwowania, szkło, polecane jedzenie i IBU (niezłe, 68). Ładna, wyrazista etykieta mówiąca wszystko: żyto i chmiel.
9,5/10

Barwa
Dzięki mętności czarne jak smoła, choć tak naprawdę jest ciemnobrązowe, co widać po naświetleniu go; fascynujące. 
4,5/5

Piana
Na pianę przychodzi mi tylko jedno wyjaśniające wszystko określenie: genialna - ciemnobeżowa, tak gęsta, że wygląda, jakby można ją było kroić nożem, nieprawdopodobnie trwała, obfita i oblepiająca szkło. 
5/5

Zapach
Na pierwszym planie chmiel, potężny chmiel - bardzo świeży, dość żywiczny; na początku mocno przebijają się akcenty słodu żytniego, ale po jakimś czasie giną pomiędzy chmielem a początkowo bardzo delikatną, ale rozwijającą się palonością; bardzo ładny, jednak nie zniewalający, trochę mało zapadający w pamięć. 
8/10

Smak
W smaku bardziej wyraziste, chmiel odpuszcza trochę na rzecz nut palonych, nawet czekoladowych, ale głównym punktem programu jest mocna goryczka - niestety odrobinę piołunowa i ściągająca, choć również trochę kawowa, ogólnie robi solidne wrażenie, ale nie znajduje dostatecznej kontry w smaku. 
7,5/10

Tekstura
Do idealnej tekstury brakuje trochę wysycenia; gęstość w ogóle nie przeszkadza.
3,5/5

7.0/10
 
No i się trochę rozczarowałem. Bardzo ciekawy tryumf tradycji nad rewolucją; Apetyt Na Życie okazał się znacznie lepszym piwem, spodziewałem się czegoś odwrotnego. Żytorillo jest jak na Pintę (i wyłącznie jak na nią) po prostu słabe, choć ogólnie to bardzo dobre piwo i na pewno warte spróbowania już nawet ze względu na koncepcję.

Pinta (Browar na Jurze): Apetyt Na Życie

Długo czekałem - najpierw na podwójną premierę, a później na dostawę do Wrocławia - ale w końcu się doczekałem i zdobyłem oba nowe piwa z Pinty. Browar kontraktowy - już niedługo przestanie nim być - wypuścił naraz dwa żytnie piwa i był to ruch, który postrzegam jako symbol tego, za co cenię Pintę najbardziej. Jedno z nich jest bowiem ortodoksyjnym, standardowym roggenbierem, czyli niemieckim piwem żytnim, a drugie mieszanką stylów z amerykańskimi chmielami w roli głównej. I to lubię - rewolucyjny impet, ale jednocześnie poświęcanie dużej uwagi stylom, które obok amerykanizmów nie stały. Na początek, zwłaszcza że moje doświadczenia z piwem żytnim są gorzej niż skromne, spróbuję wersji tradycyjnej.

Informacje ogólne:
Piwo: Apetyt Na Życie
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2013
Styl: roggenbier
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 13,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykiety Pinty są ostatnio coraz mniej enigmatyczne. Tutaj w optymistycznych, pogodnych kolorach: kłosy żyta, słońce, błękit nieba. Pełny skład, polecane szkło, temperatura serwowania, łączenie z jedzeniem, ekstrakt, IBU, określony styl, opis piwa: powtórzę po raz setny, tak powinno to wyglądać na każdym piwie. W słodach między innymi dwa żytnie (zwykły i karmelowy), dwa niemieckie chmiele. 18 IBU, niefiltrowane.
9,5/10

Barwa
Nieprawdopodobnie mętne; na tyle, że aż ciemne, choć barwę ma jasną; intrygujące, wygląda jak miód w stanie stałym. 
4/5

Piana
Obfita, bardzo gęsta i trwała, osiada na szkle, dopiero pod koniec się poddaje i przestaje obejmować całą taflę. 
4,5/5


Zapach
Poza mocnymi nutami goździków i lekkimi banana to czyste zboże; nasunął mi na myśl Koniec Świata, który również miał słód żytni; piękny, tajemniczy, słodki, orzeźwiający. 
9/10

Smak
W smaku również świetne; na początku atakuje bardzo intensywną, zbożową słodowością; im bliżej końca, tym bardziej wytrawnie aż do małej, ale jednak zauważalnej goryczki; finisz potężnie goździkowy; bardzo pełne, pyszne. 
9/10

Tekstura
Wysycenie minimalnie można by podwyższyć, ale bliskie ideału.
4,5/5

8.5/10

Po raz drugi z rzędu rzeczywistość przeskakuje moje oczekiwania. Spodziewałem się prostego, lekkiego, raczej mało wbijającego się w pamięć piwa, a dostałem fantastyczne połączenie orzeźwiającej lekkości z głęboką pełnią i niebanalnością smaku. Roggenbiery stawia się zwykle obok niemiecki piw pszenicznych i muszę powiedzieć, że Apetyt Na Życie przebił chyba wszystkie z nich, które próbowałem w życiu. U mnie na ostatnim miejscu podium szerokiej oferty Pinty - a teraz drżę z ciekawości, czy Żytorillo go z niego nie zrzuci.

niedziela, 24 listopada 2013

AleBrowar (Gościszewo): Brown Foot

I drugie piwo AleBrowaru, tym razem nowość. Hybryda AIPA i brown ale, a może raczej amerykańskie brązowe ale mocno chmielone na goryczkę. A może jeszcze inaczej, brązowe IPA. Początkowo zapowiadano sto IBU, co byłoby już połączeniem BA nie z AIPA, a z imperialnym IPA, ale ostatecznie skończyło się na osiemdziesięciu. Sam browar określa styl jako India Brown Ale. No, standardowa mieszanina stylowa w wykonaniu AleBrowaru, ostatecznie najważniejszy jest smak; czuję się bardzo zaciekawiony.

Informacje ogólne:
Piwo: Brown Foot
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2013
Styl: brązowe India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Tym razem piwną postacią AleBrowaru została słusznych rozmiarów Indianka; całkiem przyjemnie narysowana, chociaż kolor etykiety jakiś taki mało brown, a tekst o łajnie bizona na kontrze mogli sobie darować. Zwraca uwagę cukier w składzie. Zabrakło też chyba firmowych kapsli.
8/10

Barwa
Bardzo ładny, brązowy kolor; pod światłem ostre, rubinowo-miedziane przebłyski, po nalaniu wszystkiego nieco mętnieje. 
4,5/5

Piana 
Obłędnie gęsta, obfita, osiada na szkle w bezbłędny sposób, odmierzając każdy łyk, bezwzględnie trwała - cudo. 
5/5

Zapach
Potężne uderzenie amerykańskich chmieli; niezwykła, niespotykanie świeża owocowość - cytrusy walczą o prymat z jagodami, truskawkami, owocami leśnymi, a te ostatnie w subtelny, może odrobinę zbyt delikatny sposób przechodzą w ciastową słodycz; bardzo intensywny, prawie doskonały. 
9,5/10 
Smak
Po tym intensywnym koncercie w ustach zadziwia lekkością; smak idzie trochę w stronę nut belgijskich, ale wcześnie zostaje wyhamowany przez typowo amerykańską, cudowną, mocną, ale nie zalegającą chmielową goryczkę; cytrusy są tu już zupełnie wyparte przez "cięższe" owoce, wręcz kandyzowane; obłędne, bardzo bliskie ideału, nic ująć, acz jednak nie wystawię dziesiątki, bo można coś dodać. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie dość niskie, ale świetnie pasuje to do potężnego charakteru piwa; no, minimalnie mogłoby pójść w górę; pijalność jak na taką goryczkę i nie aż tak mały alkohol to fenomen.
4,5/5

9.0/10

Olśnienie. Ni stąd, ni zowąd trafiło we mnie najlepsze polskie piwo, jakie w życiu piłem. Atak Chmielu pobity, Pinta pobita - a od dłuższego czasu rodziło się we mnie przeświadczenie, że w pojedynku z AleBrowarem to ona jest jednak górą. Teraz już nie wiem, zgłupiałem. Bardzo rzadko nie nasycam się półlitrowym piwem, ale dzisiaj po wypiciu tego oddałbym bardzo wiele, by mieć pod ręką drugie. Maleńka łyżeczka dziegciu - trochę za mało w tym charakteru brązowego ale na rzecz IPA.

sobota, 23 listopada 2013

AleBrowar (Gościszewo): Naked Mummy

No, nareszcie. Choć gdy tylko w "moim" sklepie z piwem pojawia się produkt AleBrowaru (między innymi), z którym jeszcze nie miałem do czynienia, od razu do owej placówki handlowej pędzę na złamanie karku, ostatnio piłem piwo warzone w Gościszewie cztery miesiące temu. Dziś w końcu dojechało do sklepu coś, czego jeszcze nie próbowałem - a nawet dwie takie rzeczy. Spóźnione o trzy tygodnie Naked Mummy i nowość sprzed tygodnia, Brown Foot. Na początek zobaczę, jak przedstawia się AleBrowarowa wersja pumpkin ale. Przypomnijmy, że Pintowa zdecydowanie podbiła moje serce i często będę tu chyba czynił do niej odwołania.

Informacje ogólne:
Piwo: Naked Mummy
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2012
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
W odróżnieniu od wariacji na etykietach Pinty, które zawsze znajduję mniej więcej równie dobrze, postacie z etykiet AleBrowaru raz mi się podobają, raz nie. Ta niezbyt, chociaż ogólnie style etykiet AB całkiem lubię. Oczywiście pełny skład. A przeczytawszy go, dowiemy się, że lista przypraw znacząco różni się od tej w Dyniamicie. Jest imbir i cynamon, ale zamiast goździków i mchu irlandzkiego - ziele angielskie, wanilia i gałka muszkatołowa. Ziele i wanilia z definicji mi średnio tu pasują, ale zobaczymy. Płaczę trochę nad goździkami, ale może ich brak odsłoni więcej dyni. 45 IBU.
7/10
 
Barwa
Bursztynowe, dość wyraźnie zmętnione, po nalaniu wszystkiego już zupełnie, ładne i dobrze koresponduje ze stylem, dynamicznie ulatujący gaz. 
4,5/5

Piana
Dość obfita, ale rzadka i dziurawa, już po chwili powstają dziury na tafli, a wkrótce znika do nędznych resztek. 
2/5

Zapach
Przyprawy walczą o prym z nutami słodowymi i chmielowymi; wygrywa imbir, wydaje mi się, że wyczuwam również wanilię i cynamon, ale w umiarkowanym stopniu; domagałbym się minimalnie większej intensywności. 
8/10

Smak
Znacząco się różni od zapachu, poza goryczką kompletnie zaczynają już rządzić przyprawy; wpada z impetem gałka muszkatołowa wraz z zielem angielskim, wspólnie przebijają nawet imbir; finisz jest arcyciekawy, wręcz pikantny, elektryzujący, jednocześnie bardzo świeży - pogłębia wspomnianą goryczkę, która dzięki pikantności wydaje się mocniejsza niż w rzeczywistości; bardzo smaczne, a jeszcze bardziej ciekawe niż smaczne; nut dyniowych nie stwierdziłem, choć może na siłę da się ich dopatrzyć. 
8,5/10

Tekstura
Zdecydowanie za wysokie wysycenie, które przyczynia się do średniej pijalności.
2/5

7.0/10

Znacznie inne doznanie od Dyniamitu; łączy je tylko dominacja imbiru i kiepska piana. A poza tym - wersja Pinty jest w tym porównaniu gładka i zmierzająca w stronę słodyczy korzennego ciastka - Naked Mummy to zaś piwo pikantne, ostre, agresywne. W Dyniamicie nuty dyniowe były obecne, tutaj przyprawy zupełnie wzięły górę. Nie spodziewałem się, że ziele angielskie odegra istotną albo nawet jakąkolwiek rolę, a okazało się wręcz kluczowe, tworząc naprawdę niepowtarzalny finisz. Zapamiętuję to piwo lepiej niż oceniam, bo było bardzo ciekawe, nawet ciekawsze od Dyniamitu, który je notabene znacznie przebił. Nie było jednak aż tak wyśmienite i aromatyczne, a poza tym zniszczyły je inne parametry. Minimalnie pod Amber Boyem, kończy jako najgorsze pite przeze mnie dotąd piwo AleBrowaru, ale podkreślam - jest jednym z najciekawszych i gorąco polecam spróbować chociaż ten jeden raz.