Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

Baladin: Xyauyù Barrel 2010

Tysiąc już dawno za mną, ale ta być może jeszcze ważniejsza recenzja, tysiąc pierwsza, właśnie przede mną. Czemu ważniejsza? Takie sentymenty - zdarzyło się bowiem, że bardzo ważną rolę w rozwoju mojego zainteresowania piwem na jego wczesnym etapie była książka "1001 piw, których warto spróbować" - pozycja niedopracowana, nie do końca logiczna w swoim układzie, ale mimo wszystko bardzo wartościowa nawet dziś, a w styczniu 2012 roku - zawracająca w głowie polskiemu miłośnikowi piwa ogromem prezentowanych dóbr.

Jak przy tysięcznej recenzji postanowiłem pójść maksymalnie w jakość, tak tutaj połączyłem spodziewaną ogromną jakość z pewnymi walorami sentymentalnymi. Nigdy bowiem nie zapomnę Terre 2010 z Baladin - piwa, które chyba jako pierwsze naprawdę urwało mi mózg swoimi walorami, sprawiło że odpłynąłem w rejony dotąd mi nieznane, jeśli chodzi o przyjemność z picia lub jedzenia. Xyauyù Barrel to według ratebeera najdoskonalsze piwo z tego browaru, szóste najlepsze barleywine świata i w końcu najlepsze włoskie piwo - rzecz też dla mnie nie bez znaczenia, bo Włochy to drugi najważniejszy kraj mojego życia. Wersja Barrel to Xyauyù leżakowane w beczce po rumie.

Miałem się w tym miejscu zdobyć na grubsze podsumowanie statystyczne tego tysiąca, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że lepiej poświęcić więcej czasu na planowanie przyszłości i będę się streszczał.

Jeśli chodzi o miejsce uwarzenia piwa, było mi dane recenzować trunki z dwudziestu dziewięciu krajów. Znaczną większość z nich stanowią kraje europejskie, ale co najmniej jednego reprezentanta dostały Afryka, Ameryka Północna i Środkowa, Australia i Azja, czyli wszystko poza Antarktydą i Ameryką Południową. Najwięcej naturalnie było Polski - od początku bloga udział polskich wyrobów w moim spożyciu oscylował w okolicach jednej trzeciej, skończyło się na 383 piwach na 1000. Na drugim miejscu Belgia (120) i zaraz dalej USA (108), później Szkocja (89), Anglia (72), Niemcy (68), Włochy (43), Czechy (21), Holandia (20), Norwegia (18) i Irlandia (12). Reszta to drobnica.

Patrząc z punktu widzenia "duchowego" pochodzenia piwa, wygląda to odrobinę inaczej, a główną zmianą jest duża ilość piw duńskich - przyczyną jest to, że dużo piłem Mikkellera, który w Danii raczej nie warzy. Z tego względu drugie miejsce po Polsce (391) zajmuje już USA (119), dalej Belgia (93), Szkocja (89), Niemcy (69), Anglia (65), Włochy (51), Dania właśnie (49), Holandia (22), Irlandia (13) i Szwecja (10). Do dwudziestu dziewięciu krajów z poprzedniego ujęcia trzeba tutaj dodać Brazylię (wyjazdowe kooperacje ze Szwedami), ale odjąć Mauritius (miałem okazję bowiem wypić warzonego na Mauritiusie Guinnessa, a więc piwo mauritiuskie tylko fizycznie).

Długo zastanawiałem się, czy mając do wyboru tylko jeden kraj, z którego mogę pić piwo, wybrałbym Belgię, czy Wielką Brytanię albo nawet samą Anglię. Po jakimś czasie zdecydowałem się, że Belgię, a następnie otworzyłem się na piwa z USA i również piwa z USA otworzyły się na mnie, tzn. zaczęły się częściej pojawiać w Polsce. Spowodowało to, że mimo swojej eurofilii musiałem Stanom pozwolić zdominować moje rankingi, szczególnie po przywiezieniu wielu świetnych butelek z podróży do Kalifornii. Najlepsze póki co piwo mojego życia to piwo amerykańskie, w top 4 tylko jedno amerykańskie nie jest - a przecież bardzo wielu gigantycznych piw zza oceanu jeszcze nie próbowałem, z klasyką europejską będąc zapoznanym dość dobrze.

Walka o tytuł mojego ulubionego stylu była zaciekła. Ostatecznie muszę go przyznać RISowi leżakowanemu w beczce po bourbonie, ale nie zmieniło się to, że nie ma stylu, którego w dobrej interpretacji bym nie uwielbiał. Kocham RISy, BW, quadruple, lambiki, portery bałtyckie, ale podniecam się również na myśl o dobrze uwarzonym hellesie, doppelbocku, szkockim ale, saisonie czy schwarzbierze.

Ulubiony browar? To się nie wykrystalizowało. Jestem pod ogromnym wrażeniem Cantillon, Firestone'a Walkera, AleSmitha, Szałpiwu, Baladin, Russian River, Lost Abbey, Alchemista, Rocheforta, Mikkellera, Buxton, 3 Fonteinen, Westvleteren, Schlenkerli, a także Bottle Logic, mimo że z powodu tylko jednego piwa. Może nie uważam za genialne, ale uwielbiam i jestem ogromnie wdzięczny Pincie, BrewDogowi, Kormoranowi, Chimay, AleBrowarowi i wielu innym. Szkoda wymieniać, zwłaszcza gdy kompleksowe ujęcie poszczególnych browarów będzie moim celem od dzisiaj. Zmieniam nieco koncepcję, potrzebuję świeżości. Pojedyncze recenzje staną się mocno uproszczone i będą raczej stanowić elementy w miarę szerokiego ujęcia poszczególnych browarów.

Zakończę jednak ten odcinek tej pięknej podróży w starym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Barrel 2010
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Rum BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2010
Cena: brak danych

Opakowanie
Drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem (drugie obok... Xyauyù Kentucky) - spektakularna skrzynka i olśniewająca butelka.
10/10

Barwa
Typowe mętne Xyauyù. Różne odblaski brązu, miedzi i bursztynu w zależności od światła.
4/5
 
Piana
Brak.
0/5
 
Zapach
Olśniewający. Czekolada, melasa, cukier kandyzowany, suszone i kandyzowane owoce (daktyle, śliwki, rodzynki), szlachetny beczkowy alkohol, karmel, marcepan, jeszcze więcej czekolady. Dość istotnie różni się od innych piw z serii, jest jeszcze bardziej genialne - aromat perfekcyjny.
10/10

Smak
Nie jest aż tak dobry jak aromat - odrobinę mniej złożony - ale też fantastyczny. Jeszcze mocniej idzie w tę czekoladę, jeszcze mocniej w rum, karmel, melasę, tematy cukrowe generalnie. Obrywa się za to odrobinę tym przepięknym suszonym owocom z aromatu. Fascynujące - w ustach czuć raczej beczkę, na finiszu pojawia się subtelne, ale bardzo ewidentne ukłucie rumu. Bardzo słodkie, butelka zdecydowanie do podziału w przestrzeni albo w czasie, tym niemniej wyśmienite.
9,5/10
 
Tekstura
Totalnie bez gazu - standardowo trochę mi go tu jednak brakuje, bo wcale nie jest to piwo maksymalnie gęste.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem. Jeszcze jedno genialne piwo z Baladin. Bardzo ciężko mi się było zdecydować, ale chyba jednak Fumè podeszło mi minimalnie bardziej. Minimalnie. Możliwe, że trochę już za stary rocznik, może świeższe nie miałoby tych leciutkich braków w intensywności smaku i byłoby idealne.

Dziękuję sobie i wszystkim czytelnikom (nawet tym, którzy tylko zerkali na zdjęcia i ocenę) za te 1001 piw. Było pięknie.

czwartek, 23 listopada 2017

Baladin: Lune 2012

Powrót do Riserva Teo Musso to dla mnie zawsze duże wydarzenie. Terre 2010 dostarczyło mi jednego z największych zachwytów w moim wczesnym piwoznawczym życiu, a obie wersje Xyauyu - jednych z największych zachwytów w w piwoznawczym życiu dojrzałym. Dzisiaj coś jeszcze innego - Lune to również barleywine, podobnie jak Terre leżakowane w beczkach po winie włoskim, ale tym razem po białym.

Informacje ogólne:  
Piwo: Lune 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Italian White Wine BA)
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: brak danych

Opakowanie
Z czterech rezerw Teo Musso to piwo ma opakowanie najmniej ujmujące, przy czym i tak jest to bezsprzeczne 10/10.
10/10

 
Barwa
Trochę błotkowo wygląda, ale jeszcze w porządku.
2,5/5
 
Piana
Tradycyjnie brak.
0/5
 
Zapach
Piękna paleta przeróżnych aromatów: karmel, pumpernikiel, miód, mleczna czekolada, toffi, suszone figi, daktyle, kokos, wanilia, marcepan... pachnie bardziej jak z beczki po bourbonie niż jak z beczki po winie, tak czy inaczej jest to fantastyczny aromat.
9,5/10
 
Smak
Tutaj minimalnie wyczuwalna jest rola białego wina, ale ciągle dominują te barleywine'owe nuty z aromatu, w porównaniu z zapachem nieco uproszczone i o nieco powściągniętej intensywności.
8,5/10
 
Tekstura
Główny mankament - przy ekstrakcie 36 plato totalny brak gazu był akceptowalny, natomiast tutaj już doskwiera płytkość fakturalna.
2/5

7.5/10

Nie da się ukryć rozczarowanka. Aromatem to piwo dorównało prawie największym piwom z Baladin, ale już smak był mniej imponujący i jeszcze ściągnięty w dół przez płaskość tesktury. Mimo wszystko to bardzo, bardzo dobra rzecz. Tyle że ponad stu złotych już tak umiarkowanie warta.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Amarcord & Pinta: Bałtyk Adriatico Porter

No jestem troszkę spóźniony, nie mówię że nie. Bałtyk Adriatico Porter to piwo uwarzone przez Pintę na święto porteru bałtyckiego jeszcze w zeszłym roku, efekt kooperacji wyjazdowej z włoskim browarem Amarcord, z którego miałem już kiedyś pić okazję wyśmienity porter, tyle że górnej fermentacji i z kawą. Tu jest klasyka. Piwo miało opinię dobrego, ale trochę nieułożonego, więc po ponad pół roku od wypuszczenia do sklepów powinno chyba być bardzo dobrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Bałtyk Adriatico Porter
Kraj: Włochy - uwarzone w kooperacja z polskim browarem kontraktowym
Region: Marche
Miasto: Apecchio
Browar: Birra Amarcord i Pinta
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: do 09.01.2019 r.
Cena: 13,95 zł (19,65 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Butelki Amarcord to skończone mistrzostwo, jeno etykieta mogłaby być jeszcze ładniejsza.
9,5/10


Barwa
Nieprzejrzyście czarne, przydałby się jakiś bałtycki prześwit.
4/5

Piana
Prawie doskonała.
4,5/5

Zapach
Intensywny, bardzo śliwkowy i to nie tylko suszono-śliwkowy, ale też śliwkowo-śliwkowy; poza tym pralinki, wiśnie w czekoladzie, suszone czerwone jabłka, karmel, chlebek, biszkopt. Może nie ścina z nóg, ale bardzo ładny i bogaty.
8/10

Smak
Daje znać brak rubinowych prześwitów w barwie - mocno idzie w stronę stoutu imperialnego, choć zatrzymuje się w pół drogi. Sporo nut palonych, kawowych, czekoladowych, tu już mniejsza owocowość niż w aromacie, ale wciąż obecna. W stronę stoutu kieruje go też niemała goryczka. Niestety jest trochę alkoholowa, w ogóle piwo to jest trochę alkoholowe. Nic ordynarnego, ale trochę przeszkadza. Poza tym jednak bardzo przyjemne.
7/10

Tekstura
Bardzo puszysta, minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

7.0/10

Nie, ponad pół roku nie ułożyło tego piwa dostatecznie. Co prawda już jest dobre, ale jeśli macie, to radzę trzymać je spokojnie nawet do daty ważności. Potrzebuje czasu, może być bardzo dobre, chociaż wybitne nie będzie na pewno - jak na Pintę i taki prominentny styl piwa to trochę słabo w sumie.

sobota, 31 grudnia 2016

Baladin: Xyauyù 2012

Xyauyù, Xyauyù, Xyauyù... to już trzecie moje spotkanie z tą podserią piw, która wchodzi w skład serii Riserva Teo Musso. Póki co wszystkie trzy piwa były bezkompromisowo genialne, liczę więc i teraz na wiele, choć to jedyne piwo z serii, które beczek nie widziało. Doświadczenia z przeszłości mówią mi jednak, że mimo to musi być co najmniej wybitnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: 100 zł

Opakowanie
Skrzyni z Kentucky nie pobije, ale to chyba drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Do standardowej tuby i pięknej butelki doszła jeszcze genialna kompozycja kolorystyczna. Obłęd.
10/10

Barwa
Od bursztynu do brązu, mocno zmętnione, bardzo ładne, choć trochę chaotyczne.
4/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Potężne wino jęczmienne w pełnym tego słowa znaczeniu. Daktyle, rodzynki, jabłka, śliwki, śliwki suszone, dużo szlachetnego karmelu, toffi, orzechy, porto, porto, porto. Genialny.
9,5/10

Smak
Wspaniały, owocowo-karmelowy, słodki likier z nutką kwaskowatości, choć smak jest nieco uboższy od zapachu. Toffi, daktyle, rodzynki, słodkie, wzmacniane wino, skrajnie przypalony karmel. Zero nut alkoholowych, tylko lekkie pieprzne gryzienie na języku. W porównaniu z beczkowymi słodycz jest bardziej pohamowana, dzięki czemu pijalność jest dość wysoka jak na takie piwo.
9/10

Tekstura
Zero gazu, ale nadrabia wielką gęstością.
4,5/5

8.5/10

Chyba najbardziej rozkoszne rozczarowanie, jakie przeżyłem. Znakomite piwo, ale nie spodziewałem się (w sumie nie wiem czemu), że tak wyraźnie będzie odstawać od Xyauyù Fumé i Xyauyù Kentucky. Mimo wszystko tym razem powiedziałbym, że nie jest warte swojej ceny, zwłaszcza że jest ona niewiele niższa niż w przypadku wersji leżakowanych w beczkach.

wtorek, 6 grudnia 2016

Baladin: Elixir

Super mnie trochę zawiodło, więc wziąłem się za Elixir, inne bardzo mocne piwo z Baladin. Portale do oceny piwa określają je jako belgijskiego stronga, ja jednak po degustacji jestem bardziej skłonny uznać je za piwo eksperymentalne, zwłaszcza że sam browar do żadnej Belgii się nie przyznaje, a i piwo jest na drożdżach z zupełnie innych rejonów - drożdżach używanych do produkcji whisky z Islay.

Informacje ogólne:
Piwo: Elixir
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 20%
Objętość: 750 ml
Warka: do 07.2017 r.
Cena: brak danych
Opakowanie
To samo co w przypadku Super.
9,5/10




Barwa
Bardzo ładny, zmętniony bursztyn.
4/5

Piana
Bardzo obfita, ale znika z sykiem w mniej niż minutę praktycznie do zera - fatalnie.
0,5/5

Zapach
Złożony, słodowy, oryginalny. Maliny, truskawki, wiśnie, karmel, lekkie drożdżowe fenole, likier wiśniowy. Bardziej ciekawy niż piękny, ale bardzo ładny również.
8/10

Smak
Ojej, niedobrze. Jest potwornie alkoholowe, właściwie składa się z gazu i alkoholu. No dobra, są też jakieś reminiscencje bardzo udanego słodowego aromatu, ale strasznie przykryte. Dopiero na finiszu trochę mocniej mogą przemówić. Bardzo, bardzo słabo.
2,5/10

Tekstura
Koszmarnie przegazowane, katastrofa.
0/5

3.0/10

Mam wrażenie, że to było albo mogło być dobre piwo (zapach jest naprawdę bardzo dobry), ale coś poszło mocno nie tak przy fermentacji albo refermentacji. Może trzeba było jednak użyć normalnych drożdży. Piwo jest niespotykanie przegazowane, nie wiem czy spotkałem się kiedyś z aż tak świdrującym gazem. Jestem prawie pewien, że gdyby nie bardzo grube szkło butelki, rozsadziłoby ją, zanim zdążyłbym je otworzyć. Baladin będę kochał już dozgonnie, ale nie rozumiem, jak browar tworzący genialne trunki z serii Riserva Teo Musso mógł tak spartaczyć.

czwartek, 10 listopada 2016

Baladin: Super

Birrificio Baladin już zawsze będę uważał za jeden z najwybitniejszych browarów na globie dzięki genialnym piwom z serii Riserva Teo Musso. Nie samymi leżakowanymi w beczkach barleywine'ami żyje jednak człowiek; w lżejszej wadze włoscy piwowarzy już aż tak dobrze się nie spisywali. Dziś dam im się wykazać w temacie bynajmniej nie lekkim, ale nie aż takim mocarnym. Super to piwo z serii "słodowej" browaru, inspirowane mocnymi belgijskimi ale.
Informacje ogólne:
Piwo: Super
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: belgijskie złote mocne ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: 18,2%
Objętość: 750 ml
Warka: do 08.2017 r.
Cena: brak danych
Opakowanie
Nie aż takie genialne jak w Riservach, ale znakomite. Wielka, pękata butla z grawerkami, ładną etykietą, zalakowanym korkiem.
9,5/10 


Barwa
Przepiękny bursztyn z wstawkami zarówno czerwonawymi, jak i złotymi. Rzadko kiedy barwa piwa bywa tak... złożona. Minimalnie psują prezencję kawałki osadu.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, puszyście gęsta, brudnobiała, trzyma się dość długo.
4,5/5

Zapach
Słodki i ciężki, zdominowany przez drożdże belgijskie i tłustą bazę słodową. Pieprz i inne przyprawy, chleb, kwiaty, trochę wanilii. Mocarny, ale na kolana nie rzuca.
7,5/10

Smak
Dalej słodkie i ciężkie. A jednak nie przekłada się to na jakiś wspaniały smak. Dużo drożdżowych fenoli, dużo słodkiego słodu, ale poza tym nic wielkiego, jakiś średnio adekwatny kwasek, szczypta alkoholu. Przyjemne jest to piwo, jego pełnia i ciężar są przyjemne, ale w sumie najwyżej niezłe.
6/10

Tekstura
Za ciężka. Jest strasznie gęste, wręcz oleiste, a przy tym mocno wysycone, co kiepsko się komponuje.
2/5

5.5/10

Póki co najgorsze piwo z tego browaru, jakie piłem. Duże rozczarowanie. Jest niezłe, ale nie bardzo wiem, co piwowar chciał mi przekazać, to piwo jest felerne od strony ideologicznej. I robienie ich w takich butelkach jest trochę bez sensu - nawet 330 to sporo w tym przypadku, jest strasznie ciężkie. Ciekawostka - po jakichś dwóch tygodniach pusta butelka zaczęła pachnieć mieszanką benzyny z szałwią.

poniedziałek, 24 października 2016

Birrificio del Ducato: La Prima Luna

Jednym z pierwszych barleywine, jakie miałem okazję pić i recenzować, była L'Ultima Luna z Birrificio del Ducato, BW leżakowane w beczkach po winie. Zapamiętałem to piwo jako najbardziej przypominające wino ze wszystkich, które w życiu próbowałem. Włoski browar postanowił udostępnić do sprzedaży także to samo piwo, ale bez leżakowania w beczkach. L'Ultima Luna nie zachwyciła mnie jakoś specjalnie, ale postanowiłem kupić tę wersję, bo od dawna nie mogę trafić na nic nowego z del Ducato, a bardzo cenię ten browar.
Informacje ogólne:
Piwo: La Prima Luna
Kraj: Włochy
Region: Emilia-Romania
Miasto: Roncole Verdi
Browar: Birrificio del Ducato
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.09.2024 r.
Cena: 40,20 zł (60,91 zł za 0,5 l)
Opakowanie
Jak zwykle wspaniałe. Bardzo podobne do leżakowanej wersji.
10/10 

 


Barwa
Głęboki bursztyn, sporo kawałeczków osadu, średnio.
2,5/5

Piana
Bardzo obfita i bardzo burzliwa, średnio gęsta, najpierw szybko się redukuje, ale spora warstwa długo się trzyma - dobrze jest.
3,5/5

Zapach
Karmel, miód, orzechy, ananasy kandyzowane, śliwki suszone, chleb żytni, szlachetny alkohol, pomarańcze. Bardzo złożony i intensywny, nawet bardziej niż przyjemny, ale przyjemny również nieprzeciętnie.
8/10

Smak
Dość ścisła powtórka wrażeń z zapachu - karmel, orzechy, miód, owoce kandyzowane, chleb. Bardzo słodkie, ale w przyjemny sposób, dostojny. Totalnie słodowe, klasyczne angielskie BW, choć jest i pochodna najprawdopodobniej od chmielu, trawiasta nuta, która trochę burzy efekt. Jest bardzo dobre i skomplikowane, choć jak na 12% mogłoby być bardziej esencjonalne. 
8/10

Tekstura
Kompletnie przegazowane.
0,5/5

6.5/10

Gdyby nie nieeleganckie, fatalne przegazowanie, byłoby bardzo dobrze. Ale nawet wtedy zdecydowanie niezadowalająco jak za taką cenę. Szkoda zachodu.

poniedziałek, 26 września 2016

Baladin: Xyauyù Kentucky 2011

Trzecie spotkanie z hiperekskluzywnymi piwami z Birrificio Baladin, drugie spotkanie z serią Xyauyù. Xyauyù Fumè było jednym z najlepszych piw mojego życia, Terre 2010 również - nie da się ukryć, że mam gigantyczne oczekiwania. Można by się domyślać po nazwie, że tym razem wspaniałe barleywine trafiło do beczki po bourbonie - otóż nie! Kentucky nie odwołuje się do bourbonu, a do szlachetnego tytoniu o nazwie Kentucky, uprawianego w tym stanie od początku XVIII wieku (dziś nie tylko tam, a między innymi również we Włoszech), z którym to piwo leżakowało w dębowej beczce bez przeszłości. Tytoń Teo Musso pozyskał z farmy Giancarlo Guzzo w regionie Veneto, farmy zarządzanej od wielu pokoleń przez jedną rodzinę.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Kentucky 2011
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2011
Cena: brak danych

Opakowanie
Co tu dużo mówić, z czymś takim się jeszcze nigdy nie spotkałem i pewnie za prędko drugi raz nie spotkam. Przepiękna jak zawsze w tej serii butelka tym razem opakowana jest nie w blaszaną tubę, a w coś jeszcze lepszego - prawdziwą drewnianą skrzynię, wyłożoną w środku płóciennym materiałem. Ja pieprzę. Bezdyskusyjnie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Pińcet na dziesięć.
10/10

Barwa
Brunatno-miedziana, dość klarowne, jak ciemna brandy - piękność.
5/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Na pierwszym planie suszone i niesuszone owoce - śliwki, jabłka, gigantyczne ilości rodzynek. Karmel, wanilia, ziemistość, dąb, orzechy - i tytoń, bardzo wyraźny tytoń. Szlachetne nuty alkoholu, armaniakowe z lekka.
10/10

Smak
Gładkość tego trunku jest nieziemska. Zachowuje się tak łagodnie, jakby w ogóle nie było w nim alkoholu, a jednocześnie jest przepełniony smakiem. Orzechy, miód, karmel, jabłka, lekki dym, śliwki, rodzynki, drewno. Tytoń jest wyczuwalny, chociaż nie aż tak jak w zapachu. Słodkie bardzo, ale jest to niebiańska słodycz, nie muli. Długi, intensywny finisz. Eleganckie i rozkoszne.
9,5/10
 
Tekstura
Kompletnie bez gazu - minimalnie podbiłbym jeszcze gęstość.
4,5/5

9.0/10

Kto by się spodziewał - kolejne arcygenialne piwo. Mimo wszystko jak mam wybierać z tej dwójki na szybko, biorę Fumè, ale to praktycznie ten sam fenomenalny poziom. Tam smak był jeszcze doskonalszy, tutaj za to nie miałem prawie żadnych zastrzeżeń do tekstury. Unikalne przeżycie i po raz kolejny ściągam czapkę z głowy przed Teo Musso.

piątek, 12 sierpnia 2016

Sensolibero: Amelie

Koniec przygody z włoskim browarem, który dał mi najgorszy stout w życiu, bardzo dobre APA i najlepsze golden ale w życiu. Kończę witbierem.

Informacje ogólne:
Piwo: Amelie
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: witbier
Dodatki: kolendra, skórka pomarańczy
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do sierpnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
O, tu już wpadli na to, żeby na jasnym tle nie dawać białej czcionki, tylko czarną.
8/10

 
Barwa
Klasyka witbiera - bardzo zmętnione, słomkowe, "mleczne".
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, trochę burzliwa, ale utrzymuje się bardzo długo.
4,5/5

Zapach
Bardzo duże ilości bardzo świeżej kolendry, jakby dopiero co ktoś rozbił i roztarł w palcach parę nasion. Dzięki podszyciu równie świeżym aromatem skórki pomarańczowej, właściwie to niemal soku pomarańczowego, efekt jest niezwykle barwny, bajeczny wręcz. Przepiękny aromat, ale mógłby być bardziej intensywny przez całą degustację.
8,5/10

Smak
Podobnie jak w zapachu - świeże aromaty kolendry i skórki pomarańczowej z przewagą kolendry, tutaj jeszcze na przyjemnym, nie za słodkim podkładzie słodowym. Smak jednak wypada jakoś mniej wyraziście od zapachu, przydałaby się mu przynajmniej lekka goryczka (nie ma prawie żadnej), ale wciąż jest świetnie.
8/10

Tekstura
Trochę za wysoki gaz.
3,5/5

7.0/10

Bardzo dobry wit, który przypomniał mi nawet jednego z moich ulubionych, Blanche de Namur. Ostatecznie przygodę z Sensolibero zapamiętam pozytywnie, mimo że zdarzyło się na samym jej początku coś bardzo przykrego. Mimo ogromnej wpadki to dobry browar, może nawet kiedyś jeszcze się spotkamy. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Sensolibero: Amarela

Trzecie podejście do niszowego włoskiego mikrusa Sensolibero. Pierwsze skończyło się najgorszym stoutem w moim życiu, drugie bardzo dobrym APA. Jak wyjdzie piwo w mało popularnym stylu golden ale?

Informacje ogólne:
Piwo: Amarela
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: angielskie golden ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do sierpnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na pozostałych piwach, a jednak nie to samo. Biała czcionka na jasnożółtym tle, serio? 
7,5/10


 
Barwa
Bardzo ładne, lekko zmętnione złoto i ulatujący gaz.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, prawie idealnie trwała.
4,5/5

Zapach
Połączenie trzech różnych wymiarów chmielu - kapka zalatujących nową falą cytrusów, trochę takiej czystej zieleniny jak po starciu w ręce świeżej szyszki, a najwięcej chyba kwiatowych nut chmielu angielskiego. Jest też lekka baza słodowa o profilu biszkoptowo-ziemistym. Bardzo ciekawy, świeży i ładny aromat.
8,5/10

Smak
W dalszym ciągu bardzo barwna plejada różnych oblicz chmielu jak w zapachu, tu natomiast zwiększa się udział strony słodowej, wraz z którą naciera brytyjska ziemistość, którą bardzo lubię. Połączenie ziołowej goryczki z ziemistą słodowością wypada na finiszu naprawdę obłędnie w swojej klasyczności. Świetne piwo, choć może za dużo w nim takiej czysto zielonej, granulatowej lupuliny jak na mój gust.
8/10

Tekstura
Minimalnie za duży gaz, ale to trochę czepialstwo. 
4,5/5

7.5/10

No, robi się interesująco. Browar, który uwarzył najgorszy stout w moim życiu, uwarzył też najlepsze golden ale w moim życiu. Jedno jest pewne - Sensolibero naprawdę dobrze sobie zapamiętam. Ale jeszcze witbier przede mną.