poniedziałek, 16 października 2017

Russian River: Beatification

Sanctification nie rozwaliło mózgu, ale teraz powinno już być naprawdę grubo. Beatification to piąte najlepiej oceniane piwo browaru z obecnie produkowanych, ósme najlepsze wild/sour ale świata na ratebeerze. Zainspirowane lambikami, a zwłaszcza zaprzyjaźnionym z RR Cantillon, jest w stu procentach spontanicznie fermentowane. Podobnie jak w Cantillon, najpierw po uwarzeniu brzeczka spędza noc w płaskim, otwartym tanku, by przesiąknąć bakteriami i drożdżami fruwającymi w powietrzu w Russian River, a następnie trafia do beczek i tam fermentuje i leżakuje kilka miesięcy. Bardzo ciekawa sprawa - chyba pierwszy raz piję pełnoprawnego dzikusa (bez celowego zadania drożdży brettanomyces czy jakichkolwiek innych) spoza Belgii i w dodatku spoza Europy. Skoro spontany Mikkellera klasyfikowałem jako krieki i tak dalej, to Beatification muszę wrzucić do worka z niemieszanymi lambikami.

Informacje ogólne:
Piwo: Beatification
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: lambik niemieszany
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana
Cena: brak danych

Opakowanie
Z tej samej serii co Sanctification, na etykiecie narzędzie którego nie potrafię nazwać. Trochę słabsze kolorystycznie. 
8,5/10


 
Barwa
Jasnozłota, cytrynowa wręcz.
5/5

Piana
Niezła wpierw, ale szybko się redukuje do grubego pierścienia.
2,5/5

Zapach
Liryczny aromat siana, stajni, kwiatów, przepięknej ziemistości, trawy czy wręcz polnego zielska, rumianku (bardzo intensywny), tylko nieznacznie podszyty funkiem. Jednocześnie rustykalny i dystyngowany, przepiękny, w dodatku świetnie się rozwija z czasem.
10/10

Smak
Tu następuje pewna zmiana - jest bardzo kwaśne, w sposób przypominający sok z cytryny, bardziej zdecydowane, ale w dalszym ciągu piękna ziemistość, dalej się ten rumianek przebija, dalej sianko i kwiaty. Minimalnie mniej wysublimowany niż aromat, ale też wybitny.
9/10

Tekstura
Nie zwróciłem nawet uwagi, co znaczy że bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Wspaniałe piwo, które nie musi się wstydzić nawet przed lambikami naprawdę dużego kalibru. Jest na pewno spokojniejsze niż większość z nich, mniej złożone niż te najlepsze, ale większość przebija. I udowadnia, że prawdziwie spontaniczne piwa warto robić nawet bardzo, bardzo daleko od doliny rzeki Zenne.

piątek, 13 października 2017

Piwne Podziemie (Browar Jana): Summer Freakout

Czekało się na Artezanów, czekało się na Pracownię Piwa, czekało się i na Piwne Podziemie. Dobrze, że najlepsze niebutelkujące browary w końcu przełamują się i zaczynają butelkować. Wielokrotnie zachwycałem się piwami Podziemia w pubach, ale jeszcze nie miałem okazji na blogu - no to proszę. Na początek prosty American Wheat. 

Informacje ogólne:
Piwo: Summer Freakout
Kraj: Polska
Województwo: lubelskie
Miasto: Rożdżałów
Browar: Piwne Podziemie
Styl: American Wheat
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 12.01.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Jeśli to standardowy poziom estetyczny Piwnego Podziemia, to nie dziwię się, że tak długo nie chcieli zacząć butelkować. Kurde, brzydkie to jest i to tak już bardzo. Nie ma też dokładnego składu, który mógłby uratować trochę sytuację.
3/10

Barwa
Słomkowe, bardzo mocno zmętnione, tak sobie właśnie wyobrażam AW.
4,5/5

Piana
Dość obfita, umiarkowanie gęsta, trwała.
4/5

Zapach
Piękny, świeży i rześki aromat cytrusów ze szczególnym uwzględnieniem białego grejpfruta i cytryny. Czuć zarówno chmielową, jak i bezpośrednio owocową proweniencję. Może odrobinę za prosty, ale wybitnie udany jako taki.
8,5/10

Smak
Dość przykładny American Wheat, choć średnio się wyróżniający. Wyraziście chmielowy, ale z powściągniętą goryczką, z lekką bazą słodową z wyraźnym udziałem pszenicy, niezwykle lekki i pijalny.
7,5/10

Tekstura
Niemałe wysycenie bardzo tu pasuje.
5/5

7.5/10

Bardzo udany American Wheat. Nie obezwładnia, ale spełnia całkowicie założenia tego średnio spektakularnego stylu. Świetne piwo na lato i po lecie.

środa, 11 października 2017

Crooked Stave: St. Bretta Pomelo

Crooked Stave to ciekawy twór z Denver w Kolorado - dystrybutor piwa z dziesiątek różnych browarów na całym świecie, ale i osobny browar warzący własne piwa z nieomal totalnym ukierunkowaniem na kwasy i dzikusy. Piwo, które zaraz wypiję, jedno z wielu z serii St. Bretta - wild ale leżakowane w dębowych beczkach, każda edycja z innym cytrusem - miałem już okazję próbować na bottle sharingu i zachwyciło mnie mimo nieprzesadnie wysokich ocen na RB.

Informacje ogólne:
Piwo: St. Bretta Pomelo
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kolorado
Miasto: Denver
Browar: Crooked Stave
Styl: wild ale
Alkohol: 5,8%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 375 ml
Warka: z czerwca 2015 roku
Cena: brak danych

Opakowanie
Piękna butelka, ładna etykieta, firmowy kapsel.
7,5/10



 
Barwa
Jasne złoto, ekstremalnie zmętnione.
4/5

Piana
Świetna - obfita, gęsta, wręcz puchowa, bardzo trwała.
4,5/5

Zapach
Wspaniałe połączenie intensywnych brettów, takich dość lekkich, mniej wiejskich, a bardziej "funkowych", z przepięknie rześkim i świeżym, soczystym wręcz aromatem cytrusów i skórki cytrusów, czegoś będącego pomiędzy pomarańczą a limonką, powiedziałbym. Obłędny.
9,5/10

Smak
Smak również jest świetny, choć odrobinę łagodniejszy, zmierza nawet w stronę takiego wyrazistego, dzikiego witbiera. Delikatne już bretty, które dostarczają fajnej wytrawności, kontrastującej ze słodyczą owoców. Lekki kwasek. Łączy gigantyczne walory orzeźwiające z całkiem wysoką złożonością.
8,5/10

Tekstura
Bez zarzutu. 
5/5

8.5/10

Tak, piękne, choć na pewno też nie genialne piwo. Tanie nie było, ale chętnie spróbowałbym czegoś z innym cytrusem z tej serii. Wspaniałe połączenie owocu, brettów i beczki, znakomicie wyważone.

poniedziałek, 9 października 2017

Russian River: Sanctification

Od razu po powrocie z USA rzuciłem się do recenzowania Pliniusza Starszego z RR, a teraz czas powoli zabierać się za kwasy tego znamienitego browaru, nie mniej legendarne od imperialnych IPA. Zaczynam od najmniej obiecującego z czterech, które przywiozłem. Sanctification to piwo, które aż do rozpoczęcia fermentacji przyrządzane jest jak zwyczajne golden/blonde ale, natomiast później zaczyna się zabawa, bo fermentowane jest tylko i wyłącznie drożdżami brettanomyces. Powinno to więc być piwo skrajnie wytrawne, jako że bretty zżerają cukry bardzo intensywnie i w ostatecznym rozrachunku chyba praktycznie do zera. Widać zresztą o co chodzi z parametrów - 6,75% alkoholu z zaledwie 13% ekstraktu.

Informacje ogólne:
Piwo: Sanctification
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: wild ale
Alkohol: 6,75%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 26 lipca 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Ładna butelka z korkiem i charakterystyczna, rustykalno-elegancka (tak) etykieta. Gdyby tylko nie ten comic sans, to byłoby super, ale i tak jest bardzo ładnie.
8,5/10

 
Barwa
Bardzo ładne, klasyczne, klarowne złoto.
4/5
 
Piana
Niezbyt obfita, ale gęsta i z niezłym lacingiem.
3,5/5
 
Zapach
Bardzo subtelny i elegancki, połączenie piwa z białym winem właściwie. Co odrobinę zaskakujące, bardzo intensywne są nuty jasnych owoców, zwłaszcza winogron, kwaśnych jabłek, może liczi. Leciusieńka stajnia, nuty szampańskie, może nawet takiej szlachetnej pleśni i charakterystyczna uber-wytrawność brettów. Jest tam coś, co mi się nie podoba, ale bardzo interesujący aromat.
8,5/10

Smak
Trochę mniej winne a bardziej piwne, choć skojarzenia z musującym białym winem ciągle obecne; wkracza nie taka mała kwaśność, i bardzo fajna, szlachetna wytrawność połączona z minimalną cierpkością i resztkami słodu (taki stary czerstwy jasny chleb). Trochę mniej owocowe, znika też ta nuta z zapachu, która mi się nie podobała. Bardzo subtelne, bardzo nienachalne, pyszne, choć dalekie od geniuszu bardzo.
8,5/10

Tekstura
Troszkę za mało gazu.
4/5

8.0/10

Nie jest to jakieś gigantyczne piwo, ale pyszna przygrywka pod geniusz, jakiego oczekuję od pozostałych trzech kwasach z RR. Urzekła mnie subtelność tego piwa - jest takie bardzo nieoczywiste, trzeba się na nim mocno pochylić. W zatłoczonym pubie Russian River nie dozna się go w pełni.

niedziela, 8 października 2017

Evil Twin (Westbrook): Even More Jesus

Imperial Biscotti Break pozostaje jednym z kilkunastu najlepszych piw, jakie piłem. Ciężko więc nie podniecać mi się piwem, które stoi przede mną: również stoutem imperialnym z Evil Twing Brewing, również uwarzonym w Westbrooku, które na ratebeerze ma ocenę nawet wyższą niż IBB. Tym razem czysty RIS bez żadnych dodatków, bez beczki, wyłącznie poezja słodu.

Informacje ogólne:
Piwo: Even More Jesus
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Południowa Karolina
Miasto: Mt. Pleasant
Browar: Westbrook Brewing Company (Evil Twin Brewing)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 12%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 650 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Czarno-szara wersja Imperial Biscotti Break, można powiedzieć.
7,5/10 
 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Niezbyt obfita, ale bardzo gęsta i ciemna, dość trwała.
3,5/5
 
Zapach
Bardzo intensywny zapach mocno przypalonego słodu, przechodzącego w mocno suszone, wręcz wędzone śliwki i śliwki w czekoladzie - to na pierwszym planie, a poza tym gorzka czekolada, praliny, palony cukier, szczypta sosu sojowego. Nie jest tak imponujący jak bywają najlepsze RISy, ale piękny zapach.
9/10

Smak
Tu już jest naprawdę rozkoszne - potężne, a jednocześnie dość subtelne i ułożone. Cukier kandyzowany, kawa, czekolada pod różnymi postaciami, suszone ciemne owoce, palone zboże, sos sojowy. Przez tę łagodność jest bardzo niebezpiecznie pijalne. Długi, intensywny, ciemny finisz.
9/10
 
Tekstura
Rozkosznie gęste z symbolicznym wysyceniem - idealna.
5/5

8.5/10

Super piwo, ale od klasy Imperial Biscotti Breaka dość dalekie. Jak na RISa bez żadnych dodatków i bez beczki imponujące, choć miałem okazję próbować kilka lepszych. Jeszcze bardziej imponujący pod kątem ukrywania alkoholu.

Brokreacja (Gryf): The Dealer

Trzecie podejście do Brokreacji. Zacząłem trochę od końca, bo od mocarnych porterów, no to czas na coś lekkiego i powszedniego - przenajzwyczajniejsze APA.

Informacje ogólne:
Piwo: The Dealer
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Szczyrzyc
Browar: Szczyrzycki Browar Cystersów Gryf (Brokreacja)
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,7%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml
Warka: do 04.04.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Trochę mi się styl Brokreacji podoba, a trochę nie. Tu akurat mi się spodobał bardziej niż zwykle.
7,5/10
 
 

Barwa
Złoto, klarowne, klasyka.
3,5/5
 
Piana
Gęsta, przyzwoicie obfita, średnio trwała.
3,5/5
 
Zapach
Średnio udany - zamiast chmielowej burzy lekki diacetyl i mocniejsza autoliza, trochę słodu i ledwie muśnięcie owocami, kojarzące mi się najmocniej z kiwi i melonem. Nie jest nieprzyjemny, ale bardzo zachęcający też nie.
4/10
 
Smak
Tu również bez szału. Nijaka baza słodowa i dosłownie resztki chmielowego aromatu, w dodatku nieco izowalerianowego w odczuciu; tyle że całkiem spox balans słodowość/goryczka. Nie jest to nic wstrętnego czy niepijalnego, ale wadliwa nędza.
4/10

Tekstura
Trochę za mało gazu.
4/5

4.0/10

No tak, no niezbyt. Jedno z najnędzniejszych APA, jakie piłem, po prostu do niczego. Brokreacja za prędko na bloga nie powróci. 

piątek, 6 października 2017

To Øl (De Proef): Lemongrass Gose

To Øl swojego czasu pojawiał się u mnie na blogu często. Zapamiętałem Duńczyków jako przebojowych twórców kwasów i wybitnych interpretatorów belgijskich piw. Od ponad dwóch lat jednak jakoś nie było mi z nimi po drodze. Dziś odświeżam, by dodać sobie do dorobku jeszcze jedno gose, by dodać przepiękna puszkę i by dodać, miejmy nadzieję, bardzo dobre piwo. Gose z trawą cytrynową - brzmi sensownie. 

Informacje ogólne:
Piwo: Lemongrass Gose
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (To Øl)
Styl: gose
Alkohol: 4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka:
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Póki co najładniejsza puszka, jaką trzymałem w rękach.
9,5/10 

 


Barwa
Jasnozłote, wręcz cytrynowe, lekko zmętnione, z ładnie pracującym gazem.
4/5

Piana
Bardzo obfita, średnio gęsta, bardzo trwała.
4/5

Zapach
Intensywny, rześki i dość agresywny - może to złudzenie, ale wydaje mi się, że już w zapachu wyczuwam sól, a już na pewno kwaskowatość. Dominuje jednak właśnie cytrynowość od trawy cytrynowej, skrajnie rześka i soczysta, przechodząca w nuty ostrzejsze, nawet lekko pieprzne. Świetny.
8/10

Smak
Okazuje się tylko delikatnie kwaskowe i ledwo słone, bardzo cytrynowe, lekkie, rześkie i łagodne, wciąż jest obecna ta nuta pieprzna. Smaczne i fajnie orzeźwiające, choć nie da się ukryć że i trochę proste. Trochę większa kwaśność lub słoność mogłyby je wznieść na ciekawszy poziom.
7/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
3,5/5

7.0/10

Więcej bym oczekiwał po tym browarze. Lemongrass Gose to piwo dobre, bez ani jednej wady, ale brakuje mu jakiejś większej zalety, pieprznięcia, ostrości. Więcej tego kwasu, więcej soli i byłoby super. Ale i tak niczego sobie.

czwartek, 5 października 2017

Birbant (Zarzecze): Peach Hopsbant Milkshake

Przechodzi przez polski craft ostatnio mała fala mody na "Milkshake IPA", czyli IPA (na ogół nędznie chmielone na goryczkę) z laktozą. Koncepcja jak dla mnie umiarkowanie przekonująca, ale obczajmy. Przy okazji pierwszy raz od ponad roku dam szansę jednemu z najstarszych polskich browarów kontraktowych, Birbantowi. Tutaj w wersji z sokiem brzoskwiniowym.

Informacje ogólne:
Piwo: Peach Hopsbant Milkshake
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: 15,5%
Objętość: 500 ml
Warka:
Cena: brak danych

Opakowanie
Nawet fajna kolorowa etykieta i idiotyczny opis piwa.
6/10 



 
Barwa
Ciemne złoto podchodzące pod bursztyn, bardzo mętne, ładne.
4/5

Piana
Niezbyt obfita, przyzwoicie gęsta, średnio trwała.
3,5/5

Zapach
Bardzo słodki, wręcz nieco ulepkowaty, ale jeszcze w porządku; czuć już tutaj bardzo mocno laktozę, jest też ostro-cytrusowy chmiel i brzoskwinie. Może nie przesadnie piękny, ale udany, dość oryginalny, przyjemny i zachęcający. Po czasie tylko wychodzi lekka cebulka z Mosaica (zapewne).
6,5/10

Smak
Bardzo podobny do zapachu; ledwie jest to IPA, w każdym razie być może najmniej goryczkowe, jakie piłem; laktoza bardzo mocno wyczuwalna, właściwie faktycznie ma to piwo w sobie coś z szejka mlecznego, zważywszy również na gęstość tekstury; sok brzoskwiniowy jakoś przesadnie się nie udziela, ale jest fajna owocowość od chmielu. Smaczne piwo, ale trochę mdłe od połączenia laktozy z niskim odfermentowaniem, po paru łykach już średnio chciało mi się je pić.
6,5/10

Tekstura
Jak wspomniałem, straszliwie gęste jak na tak niski alkohol - gra to nie najlepiej, ale i nie źle.
3/5

6.0/10

Najbliżej tego z moich doświadczeń stoi Krakowskie śniadanie z Pracowni Piwa i był to dużo bardziej udany eksperyment z laktozą w jasnym piwie. Twór Birbanta jest niezły, ale nic więcej, w życiu bym nie powtórzył.

środa, 27 września 2017

Golem (Gontyniec): Pieprzony Gr*dzisz

Staram się ciągle załapać na podjarkę browarem Golem, która ogarnęła Polskę, póki co z marnym skutkiem. Grodziskie z czerwonym pieprzem chmielone na zimno raczej tego nie zmieni, ale może okazać się bardzo przyjemnym piwem.

Informacje ogólne:
Piwo: Pieprzony Gr*odzisz
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Kamionka
Browar: Gontyniec (Golem)
Styl: grodziskie
Alkohol: 2,7%
Ekstrakt: 8%
Objętość: 500 ml
Warka:
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Trochę ładniejsze niż zwykle u Golema, ale wciąż średnie.
6,5/10 


 

Barwa
Bardzo mętne złoto, trochę błotkowe, w dodatku niepiękne, duże kawałki drożdży - prezencja nie jest najlepsza.
1,5/5

Piana
Ładna, gęsta, choć umiarkowanie obfita.
4,5/5

Zapach
Właściwie klasyczny grodzisz, leciutkie słodowe podłoże i delikatna, szynkowa wędzonka, pieprzu nie wyczuwam. Nie urywa, ale bardzo przyjemny.
8/10

Smak
Pieprz wyczuwalny nie za mocno (choć ewidentnie), ale tak czy inaczej jest to bardzo dobre grodziskie - wybitnie lekkie, ale i smakowite, pełne jak na taki ekstrakt, a zarazem porządnie wędzone. Pojawia się też trochę nowofalowego chmielu - aromatycznie i goryczkowo - który wraz z pieprzem sprawia, że kompozycja jest jak na grodziskie bardzo złożona.
8,5/10

Tekstura
Jak zwykle u Golema - za mało gazu. Ale całkiem ok.
3,5/5

7.5/10

Jeden z najlepszych grodziskich, jakie piłem. Nie oznacza to wciąż urwania dupy, ale tu Golem naprawdę pokazał klasę. Przemyślana, wyważona i ciekawa kompozycja.