poniedziałek, 17 grudnia 2018

Pinta (Browar Zarzecze): eiksizdorG

grodziskie / 2,9% / 7,8 blg / do 27.03.2019 r.

Grodziskiego z Pinty nigdy za wiele - to już siódme podejście do tematu pierwszego polskiego kontraktowego browaru rzemieślniczego, z jakim się stykam. Pincie odechciało się numerowania swoich kolejnych grodziszy i postanowiła zatytułować najnowszą wersję słowem "Grodziskie" zapisanym na wspak. No ok. EiksizdorG to chmiel lubelski i słód pszeniczny wędzony dębem.

Jasnozłote, zmętnione drobinkowym "kurzem", dobra piana. Bardzo przyjemny, nieprzeciętnie wędzony aromat, mało szynkowy, a bardziej drzewny, ogniskowy, dymny, również spod znaku ściółki leśnej, starych liści. Można wyczuć, że to dąb. W smaku już tak dobrze nie jest - profil smakowy jest bardzo dobry, dużo wędzonki, leciutkie, lekko zbożowe słodowe ciało, natomiast intensywność jest bardzo niska nawet jak na grodziskie. Spore nagazowanie trochę ratuje sprawę.

Grodzisz jak grodzisz, nic specjalnego. Pinta potrafi je robić dużo lepiej, tutaj piwo, które ciężko mi będzie zapamiętać.

6.0/10

niedziela, 16 grudnia 2018

Westbrook & Evil Twin: Imperial Mexican Biscotti Cake Break

Imperial Stout / + kawa, cynamon, migdały, ziarna kakao, wanilia, papryczki habanero / 10,5%

Jest początek grudnia 2018 roku - dobijam powoli do finału wypijania piw, które przywiozłem z Kalifornii w czerwcu roku 2017. Ta kooperacja Westbrook Brewing z Evil Twinem - skrzyżowanie ich dwóch najsłynniejszych być może piw, Mexican Cake'a z jednej i Imperial Biscotti Breaka z drugiej stajni - będzie przedostatnim. Piwo było moim niecelnym strzałem w USA, dlatego że jako jedyne bardzo szybko po moim powrocie stało się dostępne w Polsce. Nie powinno to jednak odebrać mi przyjemności z RISa z masą dodatków.

Czarne jak smoła, piany praktycznie brak. Zapach jest dość złożony i żaden element nie dominuje: są papryczki, jest popiół z ogniska, jest kakao, kawa, wanilia. Przyjemnie, choć nie do przesady intensywnie, co jest wynagradzane w smaku. To mocarne, złożone i dobrze wyważone połączenie palonego słodu, kawy, dodatków cukierniczych i w końcu papryczek - użytych w ilości prawie idealnej do piwa. Nadają mu pikanterii nie do przegapienia, ale nie przytłaczają ani nie męczą ostrością. Sypnąłbym ich tylko troszkę mniej, bo o ile piwa nie przytłaczają, to jednak odrobinę za mocno przysłaniają akcenty czekoladowo-migdałowe na finiszu. Bardzo dobrze się trzyma.

Ciut rozczarowujące jak na dużą kolaborację dwóch amerykańskich specjalistów od stoutów imperialnych. Czysta przyjemność, ale nic co warto byłoby przywozić aż ze Stanów.

7.5/10

piątek, 14 grudnia 2018

The Bruery: Terreux Goses Are Red

gose / + winogrona / 5,3% / rocznik 2017 / 59,90 zł (0,75 ml)

Dawno niewidziany tu gość, The Bruery, jest niewidziany dawno, bo po zalewie ich piwami wrocławskich sklepów w latach 2016-2017 ostatnio nie widuję żadnych. Wspomnienia dopadły mnie jednak w Warszawie i nie mogłem sobie odpuścić. Goses Are Red to gose z winogronami, które nie jest żadnym specjalnie głośnym okazem wśród piw z tego browaru, ale sparowanie gose z czymś innym niż cytrusy i owoce tropikalne przyciągnęło moją uwagę.

Ciemnozłote, być z może z leciutkim odcieniem czerwieni od winogron - piana w minutę redukuje się do zera. W złożonym i intensywnym aromacie mieszają się winogrona, kwiaty, skóra, kwaśne owoce (kwaśne jabłka, marakuja, niedojrzałe czereśnie). Trochę flandersowy, bardzo dobry. W smaku jako pierwsze atakuje łupnięcie sporą kwaśnością - również soli nie dodano w ilości symbolicznej, jest bardzo wyraźna. Tutaj paleta aromatyczna już nie jest tak bogata - trochę skóry, bardzo kwaśnych jabłek, nienachalnego octu, winogron już nie czuć. Jest fajne, ale trochę niedopracowane - za wysoka kwaśność jak na umiarkowaną pełnię smaku, przegazowanie.

Prawdę mówiąc, to jedno z najsłabszych piw The Bruery, jakie piłem, kompletnie nie warte swojej ceny.

6.0/10

środa, 12 grudnia 2018

Mikkeller (De Proef): Hallo Ich Bin Berliner Weisse - Alkoholfrei

bezalkoholowe berliner weisse / 0,1% / do 05.04.2019 r.

Od mojego przymusowego rajdu na piwa bezalkoholowe minęło już trochę czasu, ale nie zamierzam zamykać tematu: odkryłem w sobie spore zamiłowanie do piwa bez procentów i będę dalej w miarę okazji poszukiwał bezalkoholowych piw na poziomie. Dzisiaj propozycja Mikkellera w temacie bezalkoholowych kwasów.

Bardzo jasne złoto, uczciwa piana. W umiarkowanie intensywnym zapachu przeważa kiszonka, dość kapuściana, właściwie najbardziej kapuściana z jaką się spotkałem w piwie. Gdzieś w tle nuta chmielu i jasnego słodu. W smaku jest dużo lepiej - jest wyraziście kwaśne, przyjemnie skontrowane słodyczą, cytrynowo-ziemiste, trochę lemoniadowe a trochę piwne. Czuć brzeczkowość, ale w znikomym stopniu, przykryta jest przez pełnię smaku. Przyjemnie, mocno nagazowane.

Jedno z najlepszych piw bezalkoholowych, jakie piłem, na podium pozostają u mnie Kormoran x2 i Fortuna, ale Mikkeller tuż za nimi. Bardzo bym chciał całą serię tego piwa w wersji z różnymi owocami, baardzo. Gdyby pozbyć się tej kapuścianej nuty, to byłoby naprawdę rewelacyjne w swojej kategorii, a owoce mogłyby ją przykryć.

6.5/10

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Deschutes: The Abyss Barrel Aged in Brandy Barrels

Imperial Stout Brandy BA / + melasa, lukrecja, kora wiśni, laski wanilii / 13,3% / zabutelkowane 08.12.2016 r.

Czas na trzecią i ostatnią wersję legendarnego The Abyss z Deschutes Brewery. Była wersja podstawowa (21% Bourbon, 21% Wino, 8% czysta dębowa beczka, 50% bez leżakowania), była wersja bourbonowa, czas na brandy. Piłem póki co zaledwie pięć piw leżakowanych w beczkach po brandy i wszystkie były znakomite. Dwa z nich były mieszankami z innymi beczkami, a trzy były leżakowane konkretnie w beczce po koniaku. Po raz pierwszy więc spróbuję piwa, które leżakowało w całości w beczce po brandy, która koniakiem nie była (a przynajmniej sądzę, że browar by się tym pochwalił).

Smoliście czarne, z całkiem niezłą pianą. Zapach jest rewelacyjny, zdecydowanie najlepszy ze wszystkich trzech wersji: charakterystycznie owocowe nuty brandy i ciemny słód wsparty wanilią, melasą i lukrecją dają wrażenie praliny czekoladowej nadzianej słodką masą skropioną właśnie brandy; do tego typowe dla The Abyss, ale tym razem przełamane czymś ciekawszym nuty palone, kawowe, wręcz dymne. Mistrzostwo. W smaku jest nieco bliższe oryginałowi, ale wciąż lepsze: bardzo mocno palone, delikatnie czekoladowe, z wyraźną choć nieprzesadnie intensywną, podobną do jabłek nutą brandy. Fajnie zbalansowane, z dobrze ukrytym alkoholem, intensywne, gęste.

Zdecydowanie najlepsze z trójcy, w przeciwieństwie do tamtych nie ma problemu z nadmierną palonością, jest skontrowane fajną słodyczą. W dalszym ciągu nie jest to piwo gigantyczne, ale jest wybitne.

9.0/10

sobota, 1 grudnia 2018

Nepomucen: Hole

Black IPA / 6,3% / 16,5 blg / do 19.07.2019 r.

Uwielbiam wracać do Nepomucena, bo jestem prawie pewien, że wypiję bardzo dobre piwo. Zawiodłem się na tym browarze jedyny raz, mocno, ale jedyny raz, a cała reszta razów to były piwa więcej niż dobre. Niedawno w Szynkarni przypomniałem sobie, jak super potrafi być dobrze zrobione ciemne IPA, choć nie tak często się trafia. Mam nadzieję, że propozycja Nepomucena, chmielona Citrą i Chinookiem, będzie zrobione nienagannie.

W szerszym fragmencie szkła czarne, w węższym brązowo-miedziane: przepiękne, a do tego dochodzi majestatyczna, drobniusieńka, kremowa, długo się trzymająca piana - prezencja na szóstkę. Zapach to owoce leśne w czekoladzie, cytrusy, żywica i igły, igły, igły - cudowny, klasyka stylu, takie kompozycje zbudowały piwną rewolucję. Jest tak dobrze, że aż wyglądam rozczarowania w smaku, ale nie - jest równie dobrze. Bomba owoców i iglaków, przełamana w łagodnym, idealnym dla ciemnego IPA stopniu nutami czekoladowymi; wyposażona w wysoką, żywiczną goryczkę (może ciut za szorstką), która razem ze stroną słodową i bogactwem chmielowego aromatu czyni piwo bardzo pełne i intensywne. Jedynie nagazowanie mogłoby być nieco większe, poza tym to wzorcowe dla stylu piwo.

Hole to piwo, które przeszło bez echa, ale nie u mnie - dawno tak dobrego ciemnego IPA nie piłem. Można by trochę popracować nad szlachetnością goryczki, trochę za szorstkiej i ściągającej - jakby była na najwyższym poziomie, to byłby to mój ścisły życiowy top ciemnych IPA.

8.0/10

piątek, 30 listopada 2018

Alefarm: Soft Fracture

American IPA / 5,5% / 22,80 zł

Alefarm Brewing to duński browar spod Kopenhagi, koncentrujący się na piwach chmielonych na modłę Nowej Anglii, obecnie czwarty najlepszy browar tego kraju na untappd.com. W jednym z najbardziej intrygujących opakowań piwa, jakie widziałem, rozkosznie minimalistyczną puszką, czeka na mnie IPA chmielona Citrą i Simcoe.

Złoto, mocno mętne, z bujną pianą. Aromat cytrusów wybuchnął po pokoju jak tylko otworzyłem puszkę - jest bardzo intensywny, soczysty, cytrynowy, grejpfrutowy, pomarańczowy, pojawia się nawet ewidentna marakuja, są wtrącenia żywiczne i słodowe - cudowny, znakomity aromat. W smaku dużo mniej Citry, dużo więcej Simcoe - robi się mocno już żywicznie, iglakowo, choć kwaskowe cytrusy dalej występują. Jest w dalszym ciągu bardzo intensywne, co odczuwa się zwłaszcza na długo ciągnącym się finiszu. Brakuje mu jak dla mnie nieco gładkości (wynika to również ze zbyt mocnego nagazowania) - goryczka jest ciut piekąca - ale to bardzo dobre, złożone, intensywne IPA.

Świetne piwo, szkoda że nie jest trochę gładsze, bo byłoby wybitne. Takie nie do końca NEIPA - jest bardzo soczyste, ale bardzo mało "soczkowe", właściwie to masywna, ciężka, intensywna IPA, tylko z nowo-nowofalowym profilem aromatycznym. Mi bardzo pasuje.

8.0/10

poniedziałek, 26 listopada 2018

Crooked Stave: St. Bretta

wild ale / + cytrusy / 5,8% / 39,99 zł (0,375 ml)

St. Bretta to piwo na brettach leżakowane w dębowych beczkach z dodatkiem różnych cytrusów przez browar i dystrybutora piwa z Kolorado. Miałem okazję już pić wersję z pomelo i smakowała mi tak bardzo, że wiele nie myśląc sięgnąłem po inną, gdy zobaczyłem na półce, mimo że nie są to tanie piwa. Ta wersja jest trochę enigmatyczna - nie ma na etykiecie podanego żadnego konkretnego cytrusa. Ratebeer wymienia St. Bretty różnicowane po owocach i po porach roku, ale tutaj nie ma też pory roku. Być może browar znudził się dywersyfikacją i postanowił warzyć jedną jedyną słuszną St. Brettę.

Jasne klarowne złoto i bujna piana. Zapach jest cudowny, kojarzy mi się z dzikusami z Russian River - jest świetnie wyważonym połączeniem eleganckiej dzikości (siano, końska derka), kolorowej, słonecznej cytrusowości i w końcu niebagatelnego, nieprzeszkadzającego, ale wyraźnego biszkoptowego podłoża słodowego. Pachnie jak sad pomarańczy latem, a w każdym razie tak sobie wyobrażam zapach sadu pomarańczy latem. W smaku może nie jest to aż taka bomba nut zapachowych, ale jest intensywnym, fajnie wspartym cytrusami dzikusem z mocnymi posmakami siana i ziemi, niemal zupełnie nie kwaśnym, wytrawnym, dość wyważonym, może trochę za bardzo.

Wersję Pomelo zapamiętałem zdecydowanie lepiej - ta jest bardzo dobrym piwem, ale zdecydowanie swojej ceny niegodnym, nie wprowadza nic specjalnie oryginalnego do mojego doświadczenia z kwasami.

7.5/10

Samuel Smith: Pale Ale

premium bitter / 5% /  do 12.2018 r.

Do Samuela Smitha mam spory szacunek i sentyment i w ogóle dużo dobrych rzeczy: to dla mnie jeden z najlepszych tradycyjnych angielskich browarów, który dał światu mnóstwo pysznych rzeczy. Dopiero niedawno natrafiłem jednak na coś tak tradycyjnie angielskiego jak premium bitter z tego browaru. Mimo że na ratebeerze to żaden top stylu, to liczę na smakowitego, przyjemnego bittera w arcyklasycznym wydaniu.

Estetycznie Samuel Smith nic się nie zmienił odkąd ostatnio go piłem - i bardzo dobrze, bo to przepiękne butelki z przepięknymi, oldskulowymi etykietami. Piękna jasnobursztynowa barwa z przebłyskami miedzi, gęsta i trwała piana. W zapachu owocowe estry, karmel, drewno cedrowe i szczypta ziołowego chmielu - trochę nieokrzesany, mało czysty, ale przyjemny. W smaku jest gorzej - jest dość puste i wychodzi alkohol, aldehyd octowy wkracza z rozpędem umiarkowanie wysokim, słodowość spod znaku karmelu i landrynek nie jest zła, ale wszystkiego sama nie zrobi, a chmiel gdzieś zaginął w tłumie. Jest takie ok - nie czyni nieprzyjemności z picia, ale przyjemności daje jak na lekarstwo.

Spore rozczarowanie. To jeden z mniej udanych bitterów jakie piłem. Ogólnie Samuelowi lepiej wychodzą piwa ciemne, po jasną angielską tradycję będę się kierował w stronę Fuller'sa.

5.5/10