czwartek, 19 kwietnia 2018

Birbant (Zarzecze): 10 Hops

American Pale Ale / 5,7% / 13,1° Blg / do 22.05.2018 / 7,50 zł
 
Ciemne złoto, kiepska piana. Średnio intensywny aromat słodkich owoców, wypieranych przez niezbyt ciekawą słodowość. W smaku wciąż chmielowość jest zbyt nikła, przyjemna, ale nikła. Więcej tu już banalnej słodowości, pojawiają się nawet lekkie nuty alkoholowe. Na jednym polu natomiast to piwo bardzo fajnie funkcjonuje, a mianowicie układzie słodycz/goryczka. Obie są ani niskie, ani wysokie, lecz idealne jak na American Pale Ale. Szkoda, że na polu aromatycznym nie jest bardziej wyraziste.

10 odmian chmielu nie przełożyło się na świetne APA, lecz na dość zwyczajnego reprezentanta stylu, piwo którym jaralibyśmy się w 2013 roku, a które dzisiaj jest jednym z setek albo nawet tysięcy. Ale całkiem przyjemne, bez poważnych wad, miło się pije. Ale jak moje APA pije się zdecydowanie przyjemniej, no to czemu miałbym to piwo zapamiętać.

6.0/10

Birbant (Zarzecze): Klasyczny Porter

Porter bałtycki / 10,2% / 24,5° Blg / do 17.01.2019 / 13 zł

Na wstępie plusik za fajną, oldskulową etykietę. Barwa to klasyka gatunku, czerń, a jednak pod światłem ciemny rubin. Przyzwoita piana. W dość delikatnym, ale miłym aromacie dominuje przypieczona skórka od chleba, pumpernikiel i mocno wysuszone owoce. Intensywność wszak naprawdę słaba. W smaku jest dużo bardziej intensywne i bardziej wytrawne, skręca z aromatów piekarniczych w stronę popiołu, bardzo gorzkiej czekolady, spalonego zboża. Kończy się nieco ponadprogramową jak na styl goryczką. Alkohol nie jest ukryty idealnie, ale tragedii nie ma. Leciutkie żelazo i wyraźny posmak drożdży do lagera. Pije się całkiem przyjemnie, ale trochę mało się w nim dzieje. Jest ciężkie, lecz wykorzystuje może jedną czwartą potencjału takiego ciężaru, jeśli chodzi o przełożenie na intensywność i złożoność smaku.

Niezłe piwo, przeciętny porter bałtycki, bezsensowny zakup. Za tę cenę przy odrobinie szczęścia można kupić trzy naprawdę świetne bałtyki, a dwa to już lekką ręką. Świetne, a nie przeciętne.

6.0/10

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Birbant (Zarzecze): Imperial Citra IPA

Imperial IPA (Citra Single Hop) / 7,9% / 19,1° Blg / do 12.11.2018 / 9,50 zł

Bardzo ładny oranż i solidna piana. W aromacie soczyste, cytrynowe i pomarańczowe aromaty biją się o miejsce z lekkim DMSem - może minimalnie wygrywają, ale niesmak pozostaje. Już dużo lepiej wygląda to w smaku, gdzie diacetyl jest niemal nieobecny, nuty cytrusowe fajne, goryczka dość szlachetna, odpowiednio wysoka i odpowiednio zbita przez słodową pełnię. Szczerze mówiąc ani słodowość, ani chmielowość nie są tu jakieś wyśmienite, brak mi też trochę wysycenia, ale pije się dość przyjemnie, rześko, lekko. Jakoś bardzo smacznie jednak nie, a zapach odpycha.

Spoko piwo, po prostu spoko. Gdyby nie ewidentnie wadliwy i nieprzyjemny w sumie aromat, to byłoby to piwo dobre, a tak... jest spoko. Domyślam się też, że na najlepszą warkę nie trafiłem. Tak czy inaczej do zapomnienia, mimo że spoko.

6.0/10

niedziela, 15 kwietnia 2018

Birbant (Zarzecze): El Jaguaris

Coffee Imperial Stout / 10,5% / 24,5° Blg / do 25.10.2019 / 12 zł (0,33)

Nieprzejrzyście czarne, bardzo ładna piana jak na taki woltaż. Zapach jest zdominowany przez kawę - bardzo fajną, mocno paloną, ewidentnie wysokiej jakości; jest też jednak miejsce na słodką czekoladę, karmel, cukier kandyzowany, palone zboże. Świetny. Tyle z fajerwerków, w smaku niestety jest mocno alkoholowe. No wiadomo, kawa też jest, palony słód też jest, ale mocno popsute nutami wódczanymi. Fajnie się robi dopiero na trochę dalszym finiszu. Brakuje trochę ciała.

Takie w porządku piwo do wypicia i zapomnienia, co w przypadku RISów oznacza porażkę browaru. Aromat jest faktycznie godny tego stylu, ale smak to przeciętność, a z każdym łykiem coraz mniej chce się to pić. Nie rozumiem wysokich ocen, może jakbym nie wypił dziesiątek zagranicznych RISów, w których alkohol jest całkowicie niewyczuwalny, to bym przymknął oko, ale na szczęście wypiłem i nie przymknę. Nawet ta szóstka trochę naciągana, ale niech będzie za piękny zapach.

6.0/10

Birbant (Zarzecze): Dr. IPA

Black Rye IPA / 6,5% / 15,5° Blg / warka do 01.02.2019 / 7,90 zł

Niesamowicie oleiste, bardzo gęste, tylko w wąskiej części szkła widać jasnobrązowe prześwity, tak to zbity, matowy, ciemny brąz. Piana skromna, ale dość trwała. Ciężki zapach, bitwa intensywnej chmielowości i ciężarnej podbudowy słodowej; wynik to aromat przypominający czekoladę z orzechami i owocami albo galaretką owocową. Fajny, ale czas mu nie służy. W smaku jest podobnie, dalej zacięta walka chmielu ze słodem. Jeden i drugi ma mocne argumenty - ten pierwszy zdobywa większość walorów aromatycznych i finisz, ten drugi rozpycha się gęstością tekstury i orzechowymi wtrętami. Bardzo fajne połączenie. Wadą jest wszak goryczka daleka od ideału, drapiąca, a niezbyt intensywna, połączona z lekką alkoholową cierpkością. 

Piwo tylko niezłe, trochę nieokrzesane. Skojarzyło mi się mocno z TakAHaką z Pinty - idzie w bardzo podobnym kierunku, tylko ścieżką o trzy półki gorszą. Można wypić, można nie pić, nie idzie powtórzyć.

6.0/10

piątek, 13 kwietnia 2018

Baladin: Xyauyù Barrel 2010

Tysiąc już dawno za mną, ale ta być może jeszcze ważniejsza recenzja, tysiąc pierwsza, właśnie przede mną. Czemu ważniejsza? Takie sentymenty - zdarzyło się bowiem, że bardzo ważną rolę w rozwoju mojego zainteresowania piwem na jego wczesnym etapie była książka "1001 piw, których warto spróbować" - pozycja niedopracowana, nie do końca logiczna w swoim układzie, ale mimo wszystko bardzo wartościowa nawet dziś, a w styczniu 2012 roku - zawracająca w głowie polskiemu miłośnikowi piwa ogromem prezentowanych dóbr.

Jak przy tysięcznej recenzji postanowiłem pójść maksymalnie w jakość, tak tutaj połączyłem spodziewaną ogromną jakość z pewnymi walorami sentymentalnymi. Nigdy bowiem nie zapomnę Terre 2010 z Baladin - piwa, które chyba jako pierwsze naprawdę urwało mi mózg swoimi walorami, sprawiło że odpłynąłem w rejony dotąd mi nieznane, jeśli chodzi o przyjemność z picia lub jedzenia. Xyauyù Barrel to według ratebeera najdoskonalsze piwo z tego browaru, szóste najlepsze barleywine świata i w końcu najlepsze włoskie piwo - rzecz też dla mnie nie bez znaczenia, bo Włochy to drugi najważniejszy kraj mojego życia. Wersja Barrel to Xyauyù leżakowane w beczce po rumie.

Miałem się w tym miejscu zdobyć na grubsze podsumowanie statystyczne tego tysiąca, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że lepiej poświęcić więcej czasu na planowanie przyszłości i będę się streszczał.

Jeśli chodzi o miejsce uwarzenia piwa, było mi dane recenzować trunki z dwudziestu dziewięciu krajów. Znaczną większość z nich stanowią kraje europejskie, ale co najmniej jednego reprezentanta dostały Afryka, Ameryka Północna i Środkowa, Australia i Azja, czyli wszystko poza Antarktydą i Ameryką Południową. Najwięcej naturalnie było Polski - od początku bloga udział polskich wyrobów w moim spożyciu oscylował w okolicach jednej trzeciej, skończyło się na 383 piwach na 1000. Na drugim miejscu Belgia (120) i zaraz dalej USA (108), później Szkocja (89), Anglia (72), Niemcy (68), Włochy (43), Czechy (21), Holandia (20), Norwegia (18) i Irlandia (12). Reszta to drobnica.

Patrząc z punktu widzenia "duchowego" pochodzenia piwa, wygląda to odrobinę inaczej, a główną zmianą jest duża ilość piw duńskich - przyczyną jest to, że dużo piłem Mikkellera, który w Danii raczej nie warzy. Z tego względu drugie miejsce po Polsce (391) zajmuje już USA (119), dalej Belgia (93), Szkocja (89), Niemcy (69), Anglia (65), Włochy (51), Dania właśnie (49), Holandia (22), Irlandia (13) i Szwecja (10). Do dwudziestu dziewięciu krajów z poprzedniego ujęcia trzeba tutaj dodać Brazylię (wyjazdowe kooperacje ze Szwedami), ale odjąć Mauritius (miałem okazję bowiem wypić warzonego na Mauritiusie Guinnessa, a więc piwo mauritiuskie tylko fizycznie).

Długo zastanawiałem się, czy mając do wyboru tylko jeden kraj, z którego mogę pić piwo, wybrałbym Belgię, czy Wielką Brytanię albo nawet samą Anglię. Po jakimś czasie zdecydowałem się, że Belgię, a następnie otworzyłem się na piwa z USA i również piwa z USA otworzyły się na mnie, tzn. zaczęły się częściej pojawiać w Polsce. Spowodowało to, że mimo swojej eurofilii musiałem Stanom pozwolić zdominować moje rankingi, szczególnie po przywiezieniu wielu świetnych butelek z podróży do Kalifornii. Najlepsze póki co piwo mojego życia to piwo amerykańskie, w top 4 tylko jedno amerykańskie nie jest - a przecież bardzo wielu gigantycznych piw zza oceanu jeszcze nie próbowałem, z klasyką europejską będąc zapoznanym dość dobrze.

Walka o tytuł mojego ulubionego stylu była zaciekła. Ostatecznie muszę go przyznać RISowi leżakowanemu w beczce po bourbonie, ale nie zmieniło się to, że nie ma stylu, którego w dobrej interpretacji bym nie uwielbiał. Kocham RISy, BW, quadruple, lambiki, portery bałtyckie, ale podniecam się również na myśl o dobrze uwarzonym hellesie, doppelbocku, szkockim ale, saisonie czy schwarzbierze.

Ulubiony browar? To się nie wykrystalizowało. Jestem pod ogromnym wrażeniem Cantillon, Firestone'a Walkera, AleSmitha, Szałpiwu, Baladin, Russian River, Lost Abbey, Alchemista, Rocheforta, Mikkellera, Buxton, 3 Fonteinen, Westvleteren, Schlenkerli, a także Bottle Logic, mimo że z powodu tylko jednego piwa. Może nie uważam za genialne, ale uwielbiam i jestem ogromnie wdzięczny Pincie, BrewDogowi, Kormoranowi, Chimay, AleBrowarowi i wielu innym. Szkoda wymieniać, zwłaszcza gdy kompleksowe ujęcie poszczególnych browarów będzie moim celem od dzisiaj. Zmieniam nieco koncepcję, potrzebuję świeżości. Pojedyncze recenzje staną się mocno uproszczone i będą raczej stanowić elementy w miarę szerokiego ujęcia poszczególnych browarów.

Zakończę jednak ten odcinek tej pięknej podróży w starym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Barrel 2010
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Rum BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2010
Cena: brak danych

Opakowanie
Drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem (drugie obok... Xyauyù Kentucky) - spektakularna skrzynka i olśniewająca butelka.
10/10

Barwa
Typowe mętne Xyauyù. Różne odblaski brązu, miedzi i bursztynu w zależności od światła.
4/5
 
Piana
Brak.
0/5
 
Zapach
Olśniewający. Czekolada, melasa, cukier kandyzowany, suszone i kandyzowane owoce (daktyle, śliwki, rodzynki), szlachetny beczkowy alkohol, karmel, marcepan, jeszcze więcej czekolady. Dość istotnie różni się od innych piw z serii, jest jeszcze bardziej genialne - aromat perfekcyjny.
10/10

Smak
Nie jest aż tak dobry jak aromat - odrobinę mniej złożony - ale też fantastyczny. Jeszcze mocniej idzie w tę czekoladę, jeszcze mocniej w rum, karmel, melasę, tematy cukrowe generalnie. Obrywa się za to odrobinę tym przepięknym suszonym owocom z aromatu. Fascynujące - w ustach czuć raczej beczkę, na finiszu pojawia się subtelne, ale bardzo ewidentne ukłucie rumu. Bardzo słodkie, butelka zdecydowanie do podziału w przestrzeni albo w czasie, tym niemniej wyśmienite.
9,5/10
 
Tekstura
Totalnie bez gazu - standardowo trochę mi go tu jednak brakuje, bo wcale nie jest to piwo maksymalnie gęste.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem. Jeszcze jedno genialne piwo z Baladin. Bardzo ciężko mi się było zdecydować, ale chyba jednak Fumè podeszło mi minimalnie bardziej. Minimalnie. Możliwe, że trochę już za stary rocznik, może świeższe nie miałoby tych leciutkich braków w intensywności smaku i byłoby idealne.

Dziękuję sobie i wszystkim czytelnikom (nawet tym, którzy tylko zerkali na zdjęcia i ocenę) za te 1001 piw. Było pięknie.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Bottle Logic: Fundamental Observation

Schnie w gardle i braknie słów w takich chwilach. Dotarłem do najbardziej symbolicznego jubileuszu w życiu każdego miłośnika piwa (bo do miliona chyba nikt nie dobije, a dopiero milion brzmi równie okrągło): na trzy dni przed piątą rocznicą pierwszej recenzji na moim blogu udaje mi się oto dokonać recenzji tysięcznej. Tysiąc różnych wypitych piw to w dzisiejszych czasach nic specjalnego, sporo osób w Polsce ma na koncie kilka tysięcy, niemało - kilkanaście, niektórzy i kilkadziesiąt. Sam mam oczywiście znacznie więcej niż ten tysiąc, bo piję mimo wszystko nie tylko w domu: ciężko mi już oszacować konkretną liczbę, dwóch tysięcy raczej nie przekracza, półtora tysiąca prawdopodobnie owszem. To, z czego jestem jednak naprawdę dumny i co sprawia mi wielką satysfakcję, to że udało mi się - albo jeszcze uda raczej - wypić okrągły tysiąc piw, każde jedno z nich pieczołowicie opisując, fotografując i oceniając. W tej samej, z drobnymi tylko zmianami, koncepcji od pięciu lat. Wiele osób nazwie to skostniałością, nudą, rutyną i brakiem polotu i będzie pewnie miało sporo racji, ale ja jestem dumny ze swojej konsekwencji w realizacji długoterminowych celów, które u swych podnóży zdają się nie do wykonania.

Ze względów, które ujawnię niedługo, bardziej wzruszająca, jeszcze ważniejsza będzie dla mnie recenzja nr 1001, po której najprawdopodobniej radykalnie zmienię formułę bloga. Wtedy też zdobędę się na podsumowanie statystyczne. Kończę więc już przemowę i przechodzę do głównego bohatera wieczoru.

Piwo oczywiście musiałem wybrać maksymalnie wyjątkowe. Fundamental Observation z Bottle Logic, browaru który odwiedziłem w zeszłym roku, to wprawdzie nie jest żadna długoletnia legenda - jest to piwo produkowane od niedawna, bo i browar od niedawna istnieje. Zdobyło jednak błyskawicznie światową klasę (chyba żadne piwo, które już piłem, aż takiej nie ma w pewnych kręgach) i osiągnęło zawrotną cenę. Za tę butelkę musiałem wyłożyć na stół od dwustu do trzystu dolarów plus koszty przesyłki z USA, a więc zdecydowanie najwięcej w życiu za butelkę piwa. To stout imperialny z ziarnami wanilii madagaskarskiej, leżakowany w czterech różnych beczkach po bourbonie - Buffalo Trace, Four Roses, Heaven Hill i Bernheim. Liczę, że będzie najlepszym z tysiąca.

Informacje ogólne:
Piwo: Fundamental Observation
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Anaheim
Browar: Bottle Logic Brewing
Styl: słodki stout imperialny (Bernheim, Buffalo Trace, Four Roses & Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 14,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak już kiedyś mówiłem, uwielbiam styl Bottle Logic. Gdyby dodać do tej etykiety jaką grawerkę na butelce albo opakowanie, to byłoby doskonale.
9,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Błyskawicznie zredukowana do dość grubego pierścienia, ten jednak utrzymuje się dziarsko.
3,5/5
 
Zapach
Waniliowo-czekoladowa orgia. Genialny, genialnie intensywny aromat wanilii - zarówno takiej bezpośredniej, jak i będącej egzemplifikacją beczki po bourbonie - czekolady mlecznej bardzo wysokiej jakości, ziaren kakao, orzechów laskowych, melasy, marcepana, palonego ziarna. Bardzo możliwe, że najlepszy aromat piwa, z jakim się spotkałem, arcydzieło sztuki.
10/10
 

Smak
Nadąża za aromatem. Genialny. Gigantycznie intensywny, gigantycznie złożony i zbalansowany. Układ sił jest zbliżony - dalej pierwsze skrzypce to cudowna, wielowymiarowa wanilia oraz czekolada - ale jest odrobinę mniej słodko, wchodzi kawa i lekka goryczka dla zbalansowania słodyczy. Dalej jest, co mnie rozwala chyba najbardziej w tym wszystkim, bardzo bardzo orzechowo, chociaż żadnych orzechów tam nie ma. Na finiszu natomiast z impetem wchodzi bourbon, to piwo kończy się bardziej jak whiskey niż jak piwo, chociaż jednocześnie alkohol jest ukryty totalnie. Z każdym łykiem robi się coraz bardziej beczkowe i bourbonowe, nie tylko na finiszu, również w ustach. Z każdym łykiem jego złożoność się rozrasta. Jednocześnie bardzo szybko znika ze szkła - przy takim woltażu jest arcydziełem pijalności. Himalaje rozkoszy podniebienia, ani nie piłem, ani nie jadłem w życiu nic lepszego.
10/10

Tekstura
Cudowna gęstość, lepkość i idealne, symboliczne wysycenie, perfekcja.
5/5

10/10

No i tak się zdarzyło, że niejako u kresu swojej podróży odkrywam piwo na nowo. Fundamental Observation to zdecydowanie najlepsze, co piłem w życiu - śmiało powiem nawet, że wyraźnie przewyższa wszystko inne. To jest inny poziom, którego jeszcze nigdy nie odczułem. Pierwsze 10/10, jakie wystawiam, i od razu takie 10/10 bez większego zastanowienia - nie mogło być mowy o innej ocenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piw na poziomie FO - albo i wyższym - trochę na świecie istnieje, co daje mi sporego kopa do zagłębiania się w piwo jeszcze bardziej. To na dzisiaj tyle, rozgadam się mocniej i podsumuję wszystko w recenzji nr 1001. Przed Bottle Logic - klęczę.

sobota, 10 lutego 2018

BrewDog: Nanny State

Slot Machine nie był jednak ostatnim piwem BrewDoga, które wypiję przed dobiciem do tysięcznej recenzji. Skąd pomysł, by na recenzję nr 999 wybrać piwo bezalkoholowe? Chyba głównie stąd, że chciałem sobie odpocząć od ciężarów przed ciężarem, jaki przyjmę na siebie na jubileusz. Ale możemy to też potraktować jako akt symboliczny, deklarację, że nie dla alkoholu był ten tysiąc wypitych piw. Tak czy inaczej, Nanny State - ale o 0,5% alkoholu, już dość stara marka BrewDoga. Ciekawe, jak wypadnie w konfrontacji z 1 na 100 z Kormorana.

Informacje ogólne:
Piwo: Slot Machine
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 0,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 17.08.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
BrewDogowy standardzik, który bardzo lubię.
8,5/10


 

Barwa
Ciemne złoto wpadające w bursztyn.
3/5
 
Piana
Całkiem przyzwoita.
4,5/5
 
Zapach
Bardzo przyjemny aromat, pachnie właściwie jak klasyczne East Coast IPA - chmielowe owoce w typie tropikalnym bardziej niż cytrusowym i powiew pozytywnego karmelu. Trochę mu zbywa na intensywności, ale poza tym niczego sobie.
7,5/10
 
Smak
Wodnistość jest niezaprzeczalna, ale naprawdę jest dobrze - jest bardzo chmielowe zarówno jeśli chodzi o owocowo-żywiczne aromaty, jak i o goryczkę, a też trochę karmelowego słodu się znajdzie. Zbywa mu na szlachetności goryczki, nie smakuje wcale jak pełnoprawne piwo, ale całkiem blisko. Super pijalne, bardzo fajne.
7/10
 
Tekstura
Minimalnie za dużo gazu, choć generalnie wysokie wysycenie w piwie bezalkoholowym musi być, żeby podbić pełnię. 
4,5/5

6.5/10

1 na 100 tańsze i lepsze, aczkolwiek inne. Wyrób Kormorana to bardziej grzeczna APA, wyrób Szkotów - grzeczne East Coast IPA. Chętnie bym konsumował częściej jedno i drugie, gdyby były trochę szerzej dostępne.

Brokreacja (Gryf): Imperialny Nafciarz BA

Ostatnim polskim piwem, jakie wypiję w pierwszym tysiącu recenzji, będzie wyjątkowa rzecz otrzymana przeze mnie od wyjątkowej osoby. Faktem wszak jest, że gdyby ta sama osoba nie dała mi na imieniny pięć lat temu dwóch piw i nie zachęciła do tego, to ten blog miałby spore szanse na niepowstanie. Niech więc koło się zamknie u podnóży tysiąca. Imperialny Nafciarz BA, czyli świetne piwo Brokreacji załadowane do beczki po jednej z moich ulubionych whisky, Laphroaig 10 Years Old.

Informacje ogólne:
Piwo: Imperialny Nafciarz Dukielski
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Szczyrzyc
Browar: Szczyrzycki Browar Cystersów Gryf (Brokreacja)
Styl: wędzony żytni porter imperialny (Laphroaig 10 Years Old Whisky BA)
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 24%
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
No jedno z najlepiej opakowanych polskich piw - już sama etykieta jest świetna, a w połączeniu z kartonikiem robi naprawdę duże wrażenie.
9,5/10

Barwa
Bardzo ciemny brąz, raczej klarowne.
4/5

Piana
Marna, ale jakiś tam pierścień się utrzymuje.
1,5/5

Zapach
Nie ma tu właściwie nic poza ostrą, torfową wędzonką na całego, taką przechodzącą bardziej w asfalt, palone gumy i spalone przewody elektryczne niż jodynę i bandaże. W to mi graj, chociaż mógłby być po primo trochę bardziej intensywny, po drugo nieco bardziej złożony.
8,5/10

Smak
Tu wkracza to, czego mi bardzo brakowało w zapachu - silna podbudowa słodowa, złożona z suszonych owoców i czekolady. Ogólnie jest dość słodko i dość słono, bardzo korzystne połączenie i oryginalne, intensywne, rozkoszne, z totalnie ukrytym alkoholem.
9/10

Tekstura
Przydałoby się troszkę więcej gazu.
4/5

8.0/10

Trochę lepsze od podstawki. Znacznie bardziej torfowe, ale jednocześnie wcale nie mniej zbalansowane. Jedno z bardziej eleganckich polskich piw i możliwe że najlepsze torfowe.