Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flamandzkie czerwone ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flamandzkie czerwone ale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 31 grudnia 2017

Russian River: Supplication

Na zakończenie roku czas na wyjątkowe piwo. Supplication to piwo, które poza Pliniuszem Starszym zaimponowało mi najmocniej w trakcie wizyty w browarze Russian River. Jest to swobodna interpretacja flandersa - brown ale leżakowane w beczkach po winie Pinot Noir z dodatkiem wiśni, fermentowane na brettach, zakwaszane bakteriami kwasu mlekowego. Wg ratebeera najlepszy flanders świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Supplication
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7,75%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: 27.02.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Konsekwencja szaty graficznej z Beatification i Sanctification.
8,5/10 



 
Barwa
Głęboki bursztyn podchodzący pod czerwień, mętne.
3,5/5

Piana
Dość słaba.
2/5

Zapach
Intensywny, bardzo złożony i elegancki aromat wiśni, ziemi, siana, brettów, malin, ale przede wszystkim czerwonego wina. Arcydzieło.
10/10

Smak
Skrzyżowanie trzech światów: czerwonego, mocno wytrawnego wina z jego nutami ciemnych owoców, szlachetną cierpkością i winogronowością, flamandzkiego ale pełnego czerwonych owoców, kwasu i minimalnej octowości oraz wild ale z nutami funku i wsi. Jest świetne też na poziomie smaków podstawowych - bardzo subtelna i idealnie zbalansowana gra kwasu, cierpkości, goryczki i słodyczy. Wszystkie cztery są delikatne, ale dobrze zaakcentowane.
9,5/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem piwo na koniec roku, który pod względem średniej jakości próbowanych przeze mnie piw był bez wątpienia najlepszym rokiem w moim dotychczasowym życiu. Spróbowałem w nim chyba tyle piw klasy światowej, co przez całe poprzednie życie. To koniec już piątego kalendarzowego roku prowadzenia tego bloga - co mnie bardzo cieszy, w dalszym ciągu czuję wymierny wzrost mojej wiedzy o piwie, w dalszym ciągu było dużo horyzontów do poszerzenia i wiem, że ciągle dużo jest. Nie udało mi się wprawdzie dobić do tysiąca recenzji na koniec roku, kończę 2017 z dokładnie 980 zrecenzowanymi piwami na koncie, ale już praktycznie na pewno uda mi się to zrobić na pięciolecie bloga, które nadejdzie w połowie najbliższego lutego. Wtedy nadejdzie czas wielkich omówień, wielkich statystyk i być może wielkich zmian, więc na razie kończę już i życzę szczęśliwego nowego roku.

A Supplication? Jedno z kilkunastu najlepszych piw, jakie piłem, jeden z trzech najlepszych kwasów, najlepszy flanders - o ile tak można je traktować, bo jednak paleta smaków i aromatów odchodzi tu dość znacząco od kanonu wyznaczanego przez Rodenbachy i inne belgijskie piwa. Subtelne, złożone, intensywne i wyśmienite.

poniedziałek, 29 maja 2017

Rodenbach Alexander

Długo czekałem na tę degustację. Po półtora roku od ostatniej degustacji piwa z Rodenbach udało mi się, jak zresztą wielu osobom w Polsce, zdobyć Alexandra, czyli najlepiej oceniane piwo tego znakomitego browaru i najlepsze flamandzkie ale na świecie oprócz dwóch piw z Russian River. Pierwszy raz uwarzone w 1986 roku z okazji 200. rocznicy urodzin Alexandra Rodenbacha, jest to mieszanka w 2/3 dwuletniego piwa i w 1/3 świeżego, macerowana z kwaśnymi wiśniami. 

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Alexander
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: do 16.09.2019 r. 
Cena: brak danych

Opakowanie
Imponująca, wielka butla z korkiem, obleczona plastikową powłoką z tego samego materiału co ta na Gulden Draaku. Piękne.
9,5/10


 
Barwa
Przepiękna czerwień.
5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, ale średnio trwała.
3,5/5

Zapach
Wybitnie owocowy i wybitnie wiśniowy (chyba najpiękniejsze wiśnie w piwie, z jakimi się spotkałem), ale też truskawkowy, żurawinowy, dębowy i z subtelną nutą octu. Może odrobinę zbyt jednoznacznie wiśniowy, ale cudny.
9/10

Smak
Piękna podróż przez cudowne oblicze słodko-kwaśnej wiśniowości, sporą cierpkość, kwaskowatość (w miarę pohamowaną) i nawet lekką chlebowość. Zastrzeżenie mniej więcej to samo co w zapachu i tak samo jak w zapachu, jest super.
9/10
 
Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

8.5/10

Rodenbach Vintage ciągle górą. Tutaj mam właściwie identyczne zastrzeżenie co w przypadku Caractère Rouge - no jest takie troszeczkę za bardzo owocowe, a za mało piwne. Chyba nawet wolałem odrobinę Caractère Rouge. Ale oba to piwa znakomite.

wtorek, 28 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Red Poppy Ale

Kiedy człowiek w krótkim okresie czasu ma okazję pić parę różnych piw z tak genialnego browaru jak Port Brewing, wpada w lekkie wyrzuty sumienia pomieszane z niepokojem, bo wie, że na to raczej nie zasłużył. Tak właśnie mam teraz - po Framboise de Amorosa i Track #8 czas na Red Poppy Ale, lekkiego (lekkiego, ale droższego od każdego piwa z tego browaru, jakie piłem) kwasa z ziarnami maku i wiśniami. Bazą do tego piwa jest Dawn Patrol Dark, mild z Port Brewing. Po pierwszej fermentacji miesza się go w beczce dębowej i wiśniami z innym piwem z PB, Amigo Lager. W rezultacie ma być coś przypominającego flamandzkie red ale. Co zabawne, te dwa piwa mają na RB oceny zupełnie bez szału, a w ten sposób potraktowane jako Red Poppy Ale zajmują dziesiąte miejsce w ogólnoświatowym rankingu sour red/brown. Oczekiwania mam doprawdy przepotężne, ciężko będzie im sprostać.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Red Poppy Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 90 zł (120 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pure genius, nawet jak na ten browar. 
10/10



 
Barwa
Genialna czerwień.
5/5
 
Piana
Prawie idealna.
4,5/5
 
Zapach
O boże, jaki cudowny flanders. Suszone owoce, wiśnie, maliny, mnóstwo ale to mnóstwo dębu, wyschnięte liście, jabłka, mnóstwo tanin, leciutka karmelowa słodowość i o dziwo dość wyraźna nuta maku. Genialny i genialnie intensywny.
9,5/10
 
Smak
Powtarza właściwie wszystkie nuty z zapachu, a dokłada rozsądnie wyważoną kwaśność, szlachetną taninową cierpkość i całkiem okazałą stronę słodową, podchodzącą właściwie pod czekoladę. Doskonały balans słodyczy, kwaśności i cierpkości. Niestety potworna pijalność - niestety, bo chciałoby się trochę dłużej podelektować tak znakomitym piwem za taką kupę kasy...
9/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Uff, Rodenbach ciągle górą. To bardzo ważne, bo jest trzy razy tańszy i trzydzieści razy lepiej dostępny. Wciąż jest to jednak najmocniejsza wypowiedź w temacie flandersów (piwo jest właściwie totalnie flandersowe), z jaką się spotkałem, poza największymi piwami z Rodenbach. Port Brewing/Lost Abbey umacnia swoją pozycję mojego ulubionego amerykańskiego browaru. Wielkie, wielkie piwo.

sobota, 7 maja 2016

Browar Zamkowy Cieszyn (Grupa Żywiec): Red Roeselare Ale

Grand Champion budzi dużo mniej emocji niż kiedyś - i ciężko się temu dziwić - ale fakt, że zeszłoroczną edycję wygrało piwo kwaśne, sporo znaczy. Jeszcze niemal dokładnie rok temu, czyli parę miesięcy przed wypuszczeniem tego piwa, na browar.bizie (który już nawet nie umiera, a w szybkim tempie się rozkłada, jakby ktoś dawno nie zaglądał i był ciekawy) czytałem zatrważające wypowiedzi na temat piw kwaśnych dwóch użytkowników portalu z ekstremalnie długim stażem i dorobkiem postów (polegały głównie na zrównywaniu kwasów z piwami zepsutymi). A już na jesieni dzieło bardzo młodych stażem jak na taki sukces piwowarów domowych, Piotra Terki i Piotra Marczyka, sięgnęło po koronę. Dinozaury polskiej sceny piwnej zdania na temat kwasów pewnie nie zmieniły i już nie zmienią, ale wynik Grand Championa z zeszłego roku to dość jasny sygnał, jak polepszył się (albo w ogóle, jak zaistniał) wizerunek piw kwaśnych w Polsce. Piwo to flamandzkie red ale (co prawda zamiast beczki kostki dębowe), czyli jeszcze nie jakiś ekstremalny kwach (takich się u nas jeszcze praktycznie nie warzy), ale jednak kwach pełną gębą.

Informacje ogólne:
Piwo: Red Roeselare Ale
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Cieszyn
Browar: Browar Zamkowy Cieszyn (Grupa Żywiec)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: 17%
Objętość: 330 ml
Warka: do 27.11.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Niemal równie doskonałe, co na Dubblu rok temu.  
9,5/10



 
Barwa
Pozornie ciemnobrązowe, pod światłem jedna z piękniejszych czerwieni, jakie w piwie widziałem.
5/5
 
Piana
Przyzwoicie obfita, dość gęsta, niezbyt trwała.
3/5
 
Zapach
Maliny i truskawki na bardzo trafionym podkładzie karmelowego słodu, kojarzącym mi się trochę z dubblem. Do tego taka piwniczna, dębowa otoczka. Przyjemny zapach, ale nic specjalnego, brakuje intensywności trochę.
6,5/10
 
Smak
Trochę mniej owocowy niż zapach, trochę bardziej karmelowo-dębowy, a przede wszystkim wkracza kwaśność i cierpkość, obie bardzo stonowane. Dobre piwo, ale strasznie grzeczne jak na tak wysoki alkohol (przy czym wcale nie lekkie).
7/10
 
Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie, a również nieco za gęste.
3,5/5

6.5/10

No fajne, fajne, ale przy takich piwach to Grand Champion będzie niedługo budził tyle samo emocji co premiera nowego piwa z przysłowiowego Birbanta. Każden jeden z kwasów Pinty, przykładowo, zjada to piwo dupą, za przeproszeniem. Szkoda czasu, szkoda pieniędzy, szkoda miejsca w piwniczce na ewentualne leżakowanie. Nie byłoby szkoda, gdyby piwa z Brouwerij Rodenbach i Duchesse de Bourgogne nie były w Polsce tak dobrze dostępne. Ale "niestety", są.

niedziela, 15 listopada 2015

Rodenbach (Palm Breweries): Rodenbach Vintage

Rodenbach Vintage to obok niedawno degustowanego przeze mnie Caractère Rouge najbardziej ekskluzywne piwo browaru. Mnie ciekawi nawet bardziej, bo nie jest wsparte owocami wrzuconymi do piwa, jak to drugie. Jest to w całości piwo leżakowane w dębowych beczkach przez dwa lata, bez domieszki młodego trunku, bez owoców. Mam nadzieję, że pobije Caractère Rouge, które było za bardzo owocowe, i tym samym stanie się najlepszym flandersem, jakiego piłem.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Vintage
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: z 2012 roku (zabutelkowane w 2014)
Cena: brak danych

Opakowanie
Eleganckie i subtelne. Wyszłoby jeszcze ładniej, gdyby wszystkie te napisy były "malowane" na butelce, a nie wydrukowane na przezroczystej folii, ale przynajmniej mam etykietę do kolekcji.
9/10
 
 
Barwa
Od brązu do ciemnej miedzi, piękna, dostojna.
4,5/5
 
Piana
Powstaje bardzo ładna, dość obfita i gęsta, ale szybko redukuje się do grubego pierścienia.
2,5/5
 
Zapach
Dębina jest tak intensywna, że wręcz wychodzi na pierwszy plan, co nieczęsto się zdarza; za nią idzie czerwone wino i przeróżne owoce - jabłka, wiśnie, suszone śliwki, czereśnie, jest nawet coś w rodzaju zapachu liści - piękny, złożony, dostojny.
9/10
 
Smak
Powtarza wrażenia z zapachu i dokłada sporą (acz krótką) kwaśność i winną cierpkość, zrównoważone delikatną owocową słodyczą; owocowość staje się bardziej suszona, ciemniejsza, nawet przypomina susz owocowy; fantastyczne, intensywne, dostojne piwo, które w dodatku rośnie z każdym łykiem.
9,5/10

Tekstura
Dość wysokie, idealnie dopasowane wysycenie.
5/5

9.0/10

O, o, o to mi chodziło. Wybitne, wspaniałe piwo, królewski reprezentant stylu. A Rodenbach to browar cudowny - trzy na cztery piwa były wyśmienite, a i czwarte bardzo godne uwagi. Teraz pozostaje mi sprawdzić, czy da się w temacie flandersów powiedzieć jeszcze więcej.

piątek, 30 października 2015

Rodenbach (Palm): Rodenbach Caractère Rouge

Moja fascynacja flamandzkimi kwachami rośnie z każdym kolejnym piwem w tym stylu. Póki co o numer jeden ścierają się Duchesse de Bourgogne i Rodenbach Grand Cru, ale mam nadzieję, że dzisiaj oba piwa zostaną rozłożone na łopatki. Oto bowiem trafiłem na to cudo, które w rankingu najlepszych flamandzkich ale (czerwonych czy brązowych) zajmuje trzecie miejsce za dwoma piwami amerykańskimi, których w Polsce dostać raczej nie idzie. Koncepcja jest wybitnie owocowa, mianowicie taka: do piwa leżakującego już dwa lata w beczkach dębowych dodaje się owoce w takiej ilości, że ostatecznie jest w nim 5% wiśni, 4% malin i 4% żurawiny. I tak sobie to "maceruje" jeszcze przez pół roku, po czym refermentuje w butlach. No to jedziemy.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Caractère Rouge
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: 53,30 zł (35,53 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Całkowicie goła butelka pięknego kształtu z przewieszoną na sznurku nie tyle etykietą, co doprawdy broszurką z dość szczegółowymi informacjami o piwie w trzech językach. No i korek z firmowym kapslem szampańskim. Świetne, bardzo oryginalne.
9/10

Barwa
Świetna gra bursztynów, miedzi, nawet brązów; zmętnienie mogłoby być ładniejsze, ale prezentuje się intrygująco.
4,5/5

Piana
Nędzna - udaje się utworzyć jakiś tam kożuch, ale ani gęsty, ani trwały, parę minut i zostajemy z cienkim pierścieniem.
1,5/5
 
Zapach
Niezwykle dostojny: czerwone wino, dąb, owoce być może przede wszystkim: żurawina doskonale wyczuwalna, poza tym truskawki, maliny, wiśnie, czereśnie; na końcu delikatnie zaznaczona kwaśność, która wspaniale kontrapunktuje ogólną słodycz dębu i owoców - rewelacja.
9/10

Smak
Jeszcze bardziej słodko i owocowo, ale jest to słodycz wyjątkowo elegancka, nie zalepiająca, winna raczej; kompozycja owocowa jest wprost genialna, ciężko powiedzieć, co gra pierwsze skrzypce, ale najbardziej ujmują mnie posmaki żurawinowe; podobnie jak w zapachu, słodycz kontrowana jest przez stonowaną kwaśność i lekką cierpkość, nieduże jak na styl, dzięki czemu piwo jest nie tylko wyśmienite, ale i dość przystępne, ukrywa też totalnie swoje 7%, nie zdziwiłoby mnie nawet, gdyby miało z 4%.
9,5/10
 
Tekstura
Wysokie, dobrze pasujące do smaku wysycenie, tylko odrobinę zbyt wysokie.
4,5/5

8.5/10

Miałem chyba nadzieję na jeszcze więcej, na jakąś dychę w smaku lub w zapachu (a nawet to 9,5 to tak ledwo ledwo dałem), ale piwo jest niezaprzeczalnie znakomite. Niespotykana sztuka operowania owocami w piwie, choć jednocześnie ten atut jest pewnym przekleństwem - prostolinijność owoców za bardzo przykrywa wysublimowane nuty szlachetnego, dębowego flandersa i zaprzepaszcza szansę na piwo absolutne.

środa, 21 października 2015

LoverBeer: Madamin

LoverBeer to browar rzemieślniczy, mieszczący się na wsi niedaleko Turynu, jeden z tych browarów typu "jednoosobowego", założony i prowadzony w dużej mierze do dziś przez jednego faceta, Valtera Loveriera. Z asortymentem wyraźnie puszczającym oko w stronę Belgii (podobnie jak, co teraz sobie właśnie uświadomiłem, zastanawiająco sporo włoskich browarów). Trafiło mi się piwo zwane przez twórcę "Oak Amber Ale", które ja pozwolę sobie zakwalifikować jako flamandzkie czerwone ale na podstawie doznań, które przyniosło. "Madamin" to piemonckie słowo, oznaczające młodą kobietę, jakby się ktoś zastanawiał.

Informacje ogólne:
Piwo: Madamin
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Marentino
Browar: LoverBeer
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 2014 roku (do końca 2021 r.)
Cena: 31,50 zł (47,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wyróżniające się dzięki zwłaszcza nietypowemu oklejeniu szyjki. Całkiem długi opis na kontrze. Dobre.
7,5/10

 
Barwa
Ekscytująca - bursztynowe, rdzawe, miedziane i brunatne jednocześnie, świetnie się prezentuje.
5/5
 
Piana
Fatalna - ledwo powstaje jakiś kożuch, od razu redukuje się do pierścienia.
1/5
 
Zapach
Znakomity mariaż beczek - sprawiających nawet wrażenie, że gościły wcześniej jakiś mocniejszy alkohol - ze świeżością kwaskowatych owoców (jabłka, wiśnie, rodzynki, a nawet kandyzowane ananasy) i nutami wprost winnymi - rewelacyjny, z czasem tylko trochę słabnie.
8,5/10
 
Smak
Podobnie do zapachu, ale z pewnymi różnicami: zmniejsza się udział owoców, zwiększa dębu, a piwo nabiera nut klasycznie piwnicznych, mocnej kwaśności i mocnej, bardzo winnej cierpkości. Całość ma trochę rześkości, ale jest przede wszystkim szalenie eleganckie, kończy się złożonym finiszem, który splata kwaskowatość, goryczkę i przypalany dąb. Świetne.
8,5/10

Tekstura
Prawie idealna, odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

7.5/10

O patrzcie, jaki świetny flanders właściwie znikąd mi się trafił. Problemem jest to, że nie ma startu do belgijskich klasyków jak lepsze Rodenbachy czy Księżniczka Burgundzka, a cenowo wypada przy nich wprost fatalnie. No, ale doceniam, że już w 2010 roku takie piwa we Włoszech powstawały.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Szałpiw (Bartek): Duke of Flanders

Pinta wywołała ostatnio wzmożone zainteresowanie piwami kwaśnymi (notabene wypuszczając piwa bardzo delikatnie kwaśne), ale tym razem nie była pionierska. Eksperymenty z kwachami w Polsce już były, i to nie tylko wybuchające koszmary z AleBrowaru, a również dostojne kwasy leżakowane w beczkach po winie. Jedną z takich akcji popełnił Szałpiw, porywając się na flamandzkie czerwone ale i w dodatku wsadzając je na rok do beczki po winie, i w dodatku po Bordeaux. Ciężko się oprzeć.

Informacje ogólne:
Piwo: Duke of Flanders
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek
Styl: flamandzkie czerwone ale (Bordeaux Wine BA)
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 375 ml
Warka: do 31.12.2015 r.
Cena: 32 zł (42,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Świetne - gruba, elegancka butelka, korek i udana, oryginalnie trzyczęściowa etykieta. Trochę mniej komiksowo, a trochę bardziej subtelnie bym jeszcze prosił, aczkolwiek komiksowe postacie to wyznacznik stylu Szałpiwu trochę.
9/10

Barwa
Lawiruje od jasnomiedzianej do brązowej, pod mocnym światłem przypomina mus truskawkowy - dość zjawiskowe.
4,5/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło, długo się utrzymuje, świetna jak na styl i beczki.
4/5

Zapach
Znakomity, łączy w sobie karmelowo-waniliową, wyraźnie beczkową słodycz z kwaskowatym charakterem przypominającym różne owoce: przede wszystkim wiśnie, ale również jabłka, rodzynki. Wchodzą również nuty winne, charakterystycznie cierpkie - całość jest bardzo dostojna, jakby przemyślana i przyjemna.
8,5/10

Smak
Jest kwaśność, ale raczej stonowana, więcej tu cierpkości klasycznej dla wytrawnego, czerwonego wina, a ta i tak jest udanie zbalansowana karmelowo-waniliową słodyczą, więc ostatecznie piwo jest dość łagodne, do tego bardzo przyjemna otoczka dębowa, ostatecznie brakuje mu dużo do klasyków stylu (bardziej zdecydowana kwaśność mogłaby dużo wnieść), ale jest bardzo smaczne i całkiem złożone, świetne piwo do delektowania się.
8,5/10

Tekstura
Trochę zanadto wysycone, ale bardzo dobra.
4/5

7.5/10

Świetne piwo, co prawda daleko mu już do Rodenbach Grand Cru czy Duchesse de Bourgogne, ale jak na polskie warunki - można przyklasnąć. Szałpiw trochę lepiej poradził sobie z leżakowaniem w beczkach - wycisnęli z nich maksimum - niż z tym szlachetnym stylem, ale tak czy inaczej to spore osiągnięcie. Cena jest jego wadą, acz nie jest to rozbój w biały dzień - łatwo dostać tańsze alternatywy w stylu, ale niekoniecznie jeśli chodzi o piwa leżakowane w beczkach po winie czerwonym.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rodenbach (Palm): Rodenbach Grand Cru

Flamandzkie czerwone ale, runda trzecia. Po bardzo dobrym podstawowym Rodenbach i znakomitej Duchesse de Bourgogne czas na jedną z bardziej ekskluzywnych wersji tego pierwszego piwa. Przypomnę, że podstawka była mieszanką w 3/4 młodego piwa i w 1/4 leżakowanego przez dwa lata w dębowych beczkach. Tutaj proporcje robią się dużo bardziej ekscytujące - odpowiednio 1/3 i 2/3. 

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Grand Cru
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 21.01.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Ładna, klimatyczna etykieta z drewnem jako motywem głównym - dałoby się to lepiej wykonać, ale jest ładnie - niestety goły kapsel.
7,5/10


 
Barwa
W zależności od natężenia światła jasnobrązowe lub ciemnobrązowe, mocno zmętnione, pod mocnym światłem nieznaczne, rubinowe przebłyski - nie jest złe, ale trochę za bardzo matowe. 
3/5

Piana
Umiarkowanie obfita i gęsta, bardzo szybko redukuje się do grubego pierścienia, ten za to zachowuje swą okazałość niemal do samego końca - w porządku.
3/5

Zapach
Istotnie spore ilości dębu oraz piękna plejada słodkich i kwaskowatych owoców - wiśnie, jabłka, rodzynki, suszone śliwki, trochę karmelu, do tego akcenty winne - piękny, bogaty zapach. 
9/10

Smak
Na wejściu uderzenie dużą dawką orzeźwiającej, owocowej kwaśności, bardzo intensywnej, ale krótkiej, znikającej zaraz po przełknięciu, idealnie zbalansowanej ze słodyczą; na finiszu szczypta nut końskiej derki, znów różne owoce, zwłaszcza jabłka i wiśnie - znakomity trunek, bardzo pijalny i orzeźwiający, ale też elegancki. 
9/10

Tekstura
Doskonała - wysokie wysycenie, które pasuje do smaku.
5/5

8.5/10  

Wspaniałe piwo, wspaniałe. Rozłożyło się przed Księżną Burgundzką w aspektach wizualnych, ale aromat i smak dotrzymały jej kroku. Piękny jest ten styl, ze wszystkich kwachów flamandzkie ale wydaje mi się gatunkiem o największym potencjale, ale będzie trzeba to jeszcze zweryfikować. Póki co napalam się na kolejne wersje Rodenbach - sądząc po katalogu browaru i ocenach na ratebeerze, Grand Cru to ledwie preludium.

piątek, 19 września 2014

Verhaeghe: Duchesse de Bourgogne

Niedługo po degustacji słynnego Rodenbach mam okazję zabrać się za spróbowanie innego flamandzkiego czerwonego ale, równie słynnej Duchesse de Bourgogne. Piwo nazwane zostało imieniem Marii Burgundzkiej. Podobnie jak Rodenbach, jest starzone w dębowych beczkach, a po podobno osiemnastu miesiącach mieszane z młodszym, ośmiomiesięcznym piwem. Na ratebeerze notowania ma zdecydowanie wyższe, ale zobaczymy, czy i u mnie będzie miało.

Informacje ogólne:
Piwo: Duchesse de Bourgogne
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Vichte
Browar: Brouwerij Verhaeghe
Produkowane od: brak danych
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 250 ml

Opakowanie 
Mała buteleczka z elegancką i nastrojową etykietą, na której znajduje się portret księżnej. Ciekawych informacji brak, jest za to bardzo ładny, firmowy kapsel. Ładna i bardzo łatwo rozpoznawalna etykieta. 
8,5/10



Barwa
Przepiękna, przechodząca płynnie z nawet ciemnego brązu do miedzi - niesamowite wrażenie robi również prawdziwa nawałnica ulatującego gazu. 
5/5

Piana 
Bardzo obfita, początkowo wydaje się, że szybko zniknie, bo gwałtownie opada z sykiem, ale w pewnym momencie przestaje i utrzymuje gruby, gęsty kożuch do końca degustacji - rewelacyjna. 
5/5

Zapach
Przepiękny - na początek uderza nas mocno paleta akcentów kwaśnych, taninowych, dębowych, po czym zauważamy drugi plan, na którym znajdują się słodsze nuty owocowe, zwłaszcza wiśniowe, trochę jest też malin - wspaniały, bardzo szlachetny aromat. 
9/10

Smak
Równie dobrze, jeśli nie jeszcze lepiej - w ustach niezwykle przebojowe, sprawia, że kubki smakowe wariują od niesamowitego połączenia owocowej słodyczy i równie owocowej kwaskowatości; przełknięcie przynosi już natomiast cierpki, beczkowy akcent, który na finiszu łączy się z powracającą owocowością - przepyszne i dostojne, życzyłbym sobie jednak odrobinę mocniejszej kwaśności. 
9/10

Tekstura
Bardzo wysokie wysycenie pasuje do tego piwa jak ulał, choć tu jest minimalnie za wysokie.
4,5/5

8.5/10
 
Istotnie, dużo, dużo lepsze flamandzkie czerwone ale od podstawowej wersji Rodenbach, choć czuję, że ten styl może się wspiąć jeszcze wyżej, znacznie wyżej. Pojedynek na piwa w tym gatunku bynajmniej się nie zakończył - już niedługo zapoznam się z bardziej ekskluzywną wersją Rodenbacha, a i na inne będę polował, bo ten styl ma potencjał na zostanie jednym z moich ulubionych.

środa, 3 września 2014

Rodenbach (Palm): Rodenbach

Wyjątkowym zbiegiem okoliczności drugi raz z rzędu degustuję piwo w stylu, który się tu jeszcze nie pojawiał. Tym razem flamandzkie czerwone ale prosto ze źródła, słynnego Rodenbach, ojczyzny tego stylu. Zdarzyło mi się już pić innego przedstawiciela flamish red i wiem, że mogę się spodziewać wiele - piwa te łączą bezkompromisowosć lambików i dostojność innych belgijskich ale. Rodenbach jest mieszanką 3/4 młodego piwa i 1/4 starzonego w dębowych beczkach przez dwa lata.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Produkowane od: 1821
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 250 ml

Opakowanie
Prosta, ale sugestywna i wyróżniająca się, mocno czerwona etykieta. Na kontretykiecie znajdziemy całkiem zgrabny opis koncepcji tego piwa w trzech językach. Bardzo dobre wrażenie robi firmowy kapsel z charakterystyczną literą "R". Ładne.
7,5/10


Barwa
Pięknie się prezentuje, bez światła wygląda raczej na brązowe, ale już naświetlenie ujawnia jego miedzianą, rubinową naturę - eleganckie. 
4,5/5

Piana
Bardzo nieobfita i w ciągu dosłownie kilkunastu sekund cienki kożuch zanika; o dziwo pierścień, który pozostaje, jest całkiem gruby i trwały. 
2/5

Zapach
Kwaskowaty, interesujący, ale przy tym dość przystępny, ułożony zapach winno-owocowy - na pierwszym planie zdecydowanie wiśnie, bardzo wyraziste wiśnie - dalej można wyczuć trochę dębu, a również sporą dawkę cukrowej słodyczy - bardzo ładny i intensywny aromat. 
8/10

Smak
Faktycznie obiecywany przez browar majstersztyk orzeźwienia - w ustach dostajemy najpierw mocne ukłucie kwaskowatości, ale rzecz w tym, że bardzo krótkie i stłamszone słodyczą, przez co piwo jest ekstremalnie lekkie i rześkie, a finisz, jaki pozostawia, można by określić mianem owocowej świeżości. Ta lekkość sprawia, że nie jest to piwo genialne - jest za mało intensywne - ale jednocześnie czyni je przepysznym i kosmicznie pijalnym, świetna rzecz.
8,5/10

Tekstura
Wysycenie jest bardzo wysokie, ale tą swą wysokością przeszkadza tylko trochę, bo pasuje do lekkości piwa.
4/5

7.0/10
 
Bardzo fajne piwo, które zdecydowanie nie powinno być produkowane w aż tak małych butelkach. Wchodzi lekko i przyjemnie, wspaniale orzeźwia, chce się je pić bez końca i na pewno po tak niewielkiej, degustacyjnej ilości pozostaje niedosyt. Nie jest to też trunek olśniewający, ale Rodenbach ma w ofercie bardziej ekskluzywne wersje flamandzkiego czerwonego ale, z większą ilością starzonego w beczkach piwa, a mniejszą młodego. Jak tylko wypatrzę, to kupię.