piątek, 15 maja 2015

Oud Beersel: Oude Geuze Vieille

Po względnie niedawnych przygodach z gueuze od Mikkellera czas na propozycję tradycyjnego belgijskiego browaru. Mikrobrowar Oud Beersel założony został w 1882 roku w Beersel, małej miejscowości niedaleko Brukseli, w której urodził się prawdopodobnie znany kompozytor XV-wieczny Guillaume Dufay. Przybytek pozostawał w rękach tej samej rodziny aż do 2002 roku. Do 1991 właścicielem był wnuk założyciela, wówczas jego siostrzeniec przejął browar, który niestety 11 lat później przestał warzyć z powodu problemów finansowych, ale w 2005 Gert Christiaens i Roland De Bus postanowili na nowo go uruchomić. Dziś warzy się tam krieka, framboise i gueuze, które właśnie przede mną stoi. Zobaczymy, jak wypadnie w porównaniu z wersjami Mikkellera. Polecam zajrzeć na stronę browaru i przeglądnąć sobie zdjęcia, są niesamowite.

Informacje ogólne: 
Piwo: Oude Geuze Vieille
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Beersel
Browar: Oud Beersel
Styl: gueuze
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 27.11.2033
Cena: 21,20 zł (28,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wpisuje się w nurt "lambikowej elegancji" - dystyngowana, klasowa etykieta i charakterystyczna, smukła butelka z korkiem. W centrum etykiety widzimy zamek, który mieści się w miejscowości Beersel, zbudowany w pierwszej dekadzie XIV wieku. Zostało zabutelkowane w 2013 roku.
9/10   
 
Barwa
Złote, może ciemnozłote, z prawdziwą burzą szybko ulatującego gazu i sporym, chaotycznym zmętnieniem - bardzo ciekawe, dzikie, zachęcające wyglądem. 
4/5

Piana
Bardzo dobra jak na lambika, po pierwsze wybitnie obfita, po drugie całkiem trwała, utrzymuje się na całej powierzchni jeszcze kilkanaście minut po nalaniu; gęstość mogłaby być lepsza, ale jest zadowalająca.
4/5







Zapach 
Takie natężenie nut wiejsko-dzikich, że przechodzi wręcz w ostrość; końska derka, kwas, wiejskie wino musujące, a do tego zrównoważenie pięknymi nutami owocowymi na czele z jabłkami, trochę cydrowymi - wspaniały, bardzo złożony zapach. 
9/10

Smak 
Równie znakomicie, obecne właściwie wszystko, co było w zapachu, a do tego uderzenie sporą, choć krótką, niezalegającą kwaśnością, która atakuje w ustach i podczas przełykania, na finiszu natomiast szybko się kończy i pozostawia posmak cydrowy - znakomite, bezkompromisowe, ale i subtelne w pewien sposób gueuze. 
9/10

Tekstura
Bardzo mocno wysycone, co generalnie do niego pasuje, ale jednak tutaj to trochę przesada.
3,5/5

8.5/10

Znakomite gueuze. Jest mniej więcej na tym samym poziomie co wspominane Betelgeuze i Hues z Mikkellera, a średnio dwa razy tańsze. Pod względem ceny jest również dobrą alternatywą dla wyrobów bardziej popularnych Cantillon i 3 Fonteinen. Krótko mówiąc, bardzo warto.

wtorek, 12 maja 2015

Hofbraühaus München: Münchner Weisse

Drugie piwo z przepięknego browaru restauracyjnego w Monachium, tym razem klasyczny hefeweizen. Hofbraühaus co prawda nie słynie z piw pszenicznych, mimo że znajduje się w sercu Bawarii - podstawowymi piwami są w tym przybytku helles i dunkel - ale tak czy inaczej ciekaw jestem rezultatu. 

Informacje ogólne:
Piwo: Münchner Weisse
Kraj: Niemcy  Land: Bawaria
Miasto: Monachium
Browar: Staatliches Hofbräuhaus München
Styl: hefeweizen
Alkohol: 5,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 18.08.2015
Cena: 9,50 zł

Opakowanie
Na etykiecie bardzo podobnej do wszystkich piw z HB, tym razem już główny budynek słynnej piwiarni, zapewne jeden z najbardziej rozgrzewających moje serce budynków świata. Kapsel różni się kolorystycznie od poprzedniego.
8/10 

 
Barwa
Złote, ładnie ulatujący gaz, zmętnione w połowiczny sposób - mogłoby być bardziej lub mniej matowe, tak jest trochę niewyraźne, choć w porządku. 
2,5/5

Piana
Bardzo obifta, ale umiarkowanie gęsta i z trwałością też bardzo kiepsko, po dziesięciu minutach zostaje cieniutki pierścień - nędza niebywała jak na styl. 
1,5/5

Zapach
Zdecydowana dominacja pięknych, świeżych, słodkich bananów, bardziej w tle przyjemna drożdżowość i delikatny biszkopt - bardzo przyjemny, intensywny i orzeźwiający aromat. 
8,5/10

Smak
Mamy dalej to wszystko co w zapachu, tylko mniej bananów, które oddają pole fenolom goździkowym i rozkosznym nutom biszkoptu lub maślanych ciastek - piwo jest bardzo słodkie, ale w przyjemny sposób, wszystkie weizenowe posmaki wspaniale się ze sobą komponują, dając przepełniony smakiem i lekki zarazem trunek, może nie ma w nim niczego genialnego, ale jest bardzo dopracowane. 
8,5/10

Tekstura
Idealna, dość wysokie, pasujące jak ulał wysycenie.
5/5

7.5/10

Jeśli chodzi o walory smakowo-zapachowe, to jest to świetny weizen, co prawda bez startu do kilku najlepszych, jakie piłem (bezsprzecznie najlepszym niewędzonym weizenem pozostaje dla mnie ten z Ayinger, browaru mającego swój lokal jakieś dwadzieścia metrów naprzeciwko Hofbraühausu), ale piwo na bardzo, bardzo wysokim poziomie - dziwią mnie przeciętne recenzje na ratebeerze. Jeśli chodzi o wygląd, to o dziwo chyba najgorszy weizen, z jakim się spotkałem.

poniedziałek, 11 maja 2015

BrewDog: Black Jacques

Piłem sporo mocno odjechanych piw z BrewDoga, ale to ma spore szansę na tytuł najbardziej ekstrawaganckiego w swojej koncepcji. Ciemny imperialny saison (i to bardzo imperialny, 11,1%) - to już brzmi bardzo, bardzo dziwnie, a do tego jeszcze dostajemy dziewięć miesięcy leżakowania w beczkach po czerwonym winie, owies i pszenicę. No i wywindowaną cenę. Bardzo niedawno BrewDog zawiódł mnie równie drogim Abstraktem 17, mam nadzieję, że to będzie rewanż, a nie druga wtopa. Moja butelka, jak mniemam, ma już około roku (i to nie licząc leżakowania w beczkach, w sumie piwo ma już prawie dwa lata).

Informacje ogólne:      
Piwo: Black Jacques
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: imperialny ciemny saison (Red Wine BA)

Alkohol: 11,1%    
Ekstrakt: nieznany    
Objętość: 330 ml   
Warka: do 29.04.2024   
Cena: 48,60 zł (73,64 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Na etykiecie dzieło artysty Serge'a Seidlitza. Bardziej podobała mi się współpraca BrewDoga z Johanną Basford, ale też jest fajnie, wyraziście, dziwnie. Standardowo odjechana historyjka i rzadki, czarny kapsel BrewDoga.
8,5/10
 
Barwa
Całkowicie nieprzejrzyście czarne. 
5/5

Piana
Całkiem obfita i gęsta, acz bardzo szybko opada do pierścienia i pewnych pozostałości na środku, wkrótce już tylko cienki pierścień. 
2/5

Zapach
Niesamowity zapach, naładowany przeróżnymi akcentami - najbardziej daje się we znaki taka cytrusowo-wiejska świeżość, istotnie przypominająca saisona, dalej nuty ciemne - czekolada, akcenty palone, mak; trochę kwaskowatości zapewne od czerwonego wina; fascynujący aromat, choć niekoniecznie obezwładniający, trochę za mało intensywny na to. 
8,5/10

Smak
W smaku dużo większy udział ma ciemny słód (skierowany lekko w stronę kawy), jednocześnie pozostają w nim kwaskowato-owocowe akcenty saisona i wkraczają bardzo lekkie, ale wyraźne nuty winno-dębowe, pojawia się charakterystyczna cierpkość czerwonego wina, w ogóle bardzo fajne uderzenie kwaskowatości na przełyku; niezwykle lekkie jak na swoją moc; bardzo złożone i pyszne piwo, ale odrobinę bardziej złożone niż pyszne. 
8,5/10

Tekstura
Jest dość lekkie, to znaczy mało gęste - to nie RIS i bardzo dobrze to tutaj działa, jest co najwyżej odrobinę za mocno wysycone.
4,5/5

7.5/10

Tym razem świetne i bardzo ciekawe piwo, ale pięć dyszek za małą butelkę każe się spodziewać jednak czegoś jeszcze lepszego. Fajnie natomiast, że żaden z elementów koncepcji nie przepadł w tłumie - było czuć saisona, było czuć ciemność, imperializm i w końcu beczki po czerwonym winie.

BrewDog: Russian Doll Double IPA

Czas na drugą i w moim przypadku ostatnią Matrioszkę z BrewDoga. Było APA, pomijam AIPA i przechodzę do DIPA. BrewDog uwarzył niejedno wyśmienite imperialne India Pale Ale i mam nadzieję, że to będzie jeszcze jedno. 

Informacje ogólne:      
Piwo: Russian Doll Double IPA
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: imperialne India Pale Ale

Alkohol: 8%    
Ekstrakt: nieznany  
Objętość: 330 ml   
Warka: do 18.08.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta podobna jak na APA, tylko w innej kolorystyce i z inną złowrogą twarzą, ukrywającą się w lalce.
8,5/10


 
Barwa
Cudowna, bursztynowa, przeszkadza natomiast w delektowaniu się nią spore, średnio atrakcyjne zmętnienie. 
4/5

Piana
Całkiem obfita, w miarę gęsta, solidnie trwała. 
3,5/5

Zapach
Bardzo intensywny, zdecydowanie owocowy aromat chmielowy, choć nie obyło się bez ostrych akcentów żywicznych; cytrusy, owoce tropikalne, ogólnie dość słodko - bardzo ładny i dobrze skomponowany zapach. 
8/10

Smak
W smaku dużo, dużo bardziej wytrawnie, więcej żywicy niż owoców, wkracza chmiel w wydaniu ziołowo-trawiastym i dostarcza sporej, choć może nie jak na styl goryczki, kontrowanej bardziej karmelową niż owocową słodyczą; bardzo dobre, bardzo przyjemne piwo, choć bez rewelacji jak na IIPA, trochę kiepsko przykryty alkohol. 
7,5/10

Tekstura
Na początku trochę za wysokie wysycenie, później opada z kolei odrobinę za bardzo.
4/5

6.5/10 

Piwo na podobnym poziomie co APA z tej samej serii, tylko że od imperialnego IPA wymaga się już więcej i mogę mówić o pewnym zawodzie. Z samego BrewDoga piłem siedem lepszych przedstawicieli tego stylu. Cóż, przynajmniej teraz niespecjalnie żałuję, że nie udało mi się zdobyć AIPA i barleywine z tej serii.

sobota, 9 maja 2015

Naparbier & Alvinne: Gentlelady

Powrót do hiszpańskiego browaru rzemieślniczego, który przykuł moją uwagę świetnym pilznerem. Tym razem we współpracy z mikrobrowarem z Belgii, Picobrouwerij Alvinne, który specjalizuje się w tradycyjnych belgijskich stylach, ale ma też na swoim koncie choćby stout imperialny. Owocem współpracy (która dokonała się na ziemi hiszpańskiej) jest tripel.

Informacje ogólne:
Piwo: Gentlelady
Kraj: Hiszpania - uwarzone we współpracy z browarem z Belgii
Wspólnota autonomiczna: Nawarra
Miasto: Noain
Browar: Naparbier i Picobrouwerij Alvinne
Styl: tripel
Dodatki: przyprawy (nieznane)
Alkohol: 9,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.08.2015
Cena: 14,85 zł (22,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Piękna etykieta, podobnie jak na pilsie, właściwie jeszcze lepsza, ciekawsza, z ujmującą kolorystyką.
9,5/10
 
 
Barwa
Klasyczne, triplowe złoto podszyte całkiem ładnym zmętnieniem - bardzo atrakcyjna. 
4/5

Piana
Dużo gorsza, niezbyt obfita i znika już po dwóch minutach do pierścienia i marnych resztek w środku, pierścień przynajmniej utrzymuje się przez kilkanaście minut.
1/5

Zapach
Bardzo cytrusowo-przyprawowy, przy czym nie są to raczej klasyczne, fenolowe przyprawy drożdży belgijskich, a bardziej korzenne, piernikowe, przywodzące trochę na myśl pumpkin ale; chyba trafiła tu gałka muszkatołowa albo imbir, może kolendra; zapach trochę poza stylem, ale bardzo przyjemny, intensywny, dobrze skomponowany. 
7,5/10
Smak
W smaku bardzo słodko z lekkim muśnięciem kwaskowatości, dalej dużo przypraw i coraz słodszych owoców (karmelizowane pomarańcze?); jest przyjemnie intensywne, ma fajne belgijskie nuty i genialnie maskuje alkohol, ale słodycz, która znajduje kontrę jedynie w leciutkiej goryczce a la skórka pomarańczowa, po pewnym czasie trochę przeszkadza, za bardzo oranżadowe się robi.
6,5/10

Tekstura
Znacząco za mocno wysycone, acz jeszcze w granicach przyzwoitości.
2,5/5

6.0/10

Tak sobie myślę, że może nazwa piwa nie jest przypadkowa. No doprawdy, smakuje jak tripel uwarzony mocno pod kobiety z tą swoją oranżadową słodyczą. Dopiero po pierwszych pociągnięciach nosem sprawdziłem skład i faktycznie okazało się, że są w nim przyprawy, ale niesprecyzowane. Przeszukałem sieć, ale browar chyba się nie pochwalił tą informacją. Dobre piwo, niekoniecznie dobry tripel, na pewno za słaby poziom jak na browar rzemieślniczy. Craft i style belgijskie to doprawdy ciężki związek. Niedawno Szałpiw skasował quadrupla toną kolendry, jeszcze wcześniej nietrafiony quadrupel kawowy z BrewDoga, tutaj również przesadzono z przyprawami. Cóż, tu przynajmniej było względnie niedrogo jak na bardzo mocne piwo z importowanego craftu.

piątek, 8 maja 2015

Reden: Banany na rauszu

Miałem z Redenem póki co dwa bardzo odmienne zetknięcia - wypiłem z tego browaru znakomity stout mleczny i jedno z najnędzniejszych AIPA, jakie piłem. Ze względu na to pierwsze piwo miałem jeszcze dać mu szansę, ale z kolei drugie trochę tę szansę odłożyło w czasie i pewnie nie kupiłbym jeszcze przez jakiś czas nic nowego ze Świętochłowic, gdyby nie uwarzyli bardzo rzadko występującego stylu, wędzonego weizena. Jedyne takie piwo, jakie póki co piłem, to ikona stylu ze Schlenkerli i było genialne.

Informacje ogólne:
Piwo: Banany na rauszu
Kraj: Polska    
Województwo: śląskie
Miasto: Świętochłowice
Browar: Reden
Styl: weizen wędzony
Alkohol: 4,6%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.07.2015
Cena: 6,95 zł

Opakowanie
Klasyczna etykieta Redena, na klasycznie wysokim poziomie, z pomysłową nazwą piwa.
9/10
 


Barwa
Piękne, przyciemnione przez dużą mętność złoto, wpadające w bursztyn, do tego leniwie snujący się gaz. 
5/5

Piana
Wybitnie obfita, choć nie idealnie gęsta, trwałość też nie jest doskonała. 
3,5/5

Zapach
Dobry balans nut wędzonych, oscypkowych, jasnosłodowych i bananowo-goździkowych, potem doszły jeszcze jakieś inne owoce, chyba truskawki - bardzo przyjemny, złożony aromat, może odrobinę za mało intensywny, nie obraziłbym się na trochę większy udział wędzonki. 
8/10

Smak
W smaku jeszcze lepiej, do tego wszystkiego, co było w aromacie, dochodzą jeszcze niezwykle przyjemne nuty biszkoptowe, co daje już naprawdę świetną kompozycję; bardzo przyjemny, biszkoptowo-wędzony finisz, pyszne, orzeźwiające, ale i pełne smaku piwo. 
8,5/10

Tekstura
Trochę za mało gazu.
4/5

7.5/10

Nie jest to poziom Milkołaka, natomiast do rauchweizena ze Schlenkerli kompletnie nie ma startu (a co ma?), ale świetne piwo. Można od niego zaczynać przygodę z piwami wędzonymi, wędzonka wyraźna, ale nie dominująca. Dam kolejne szanse Redenowi, może AIPA była jedyną wtopą.

czwartek, 7 maja 2015

Heller: Aecht Schlenkerla Eiche

Bardzo długo i z napięciem oczekiwana chwila. Z bamberskiego browaru Heller - jak zwykle zaznaczę - znanego powszechnie pod nazwą Schlenkerla, piłem póki co tylko trzy różne piwa, ale to wystarczyło, by został on moim ulubionym niemieckim browarem i jednym z może pięciu ulubionych w ogóle. Odkąd po raz pierwszy próbowałem ostatnie z tych trzech, minął już ponad rok. W końcu udało mi się zdobyć coś nowego i to nie byle co - wędzony doppelbock, piwo wypuszczane przez Schlenkerlę na święta bożonarodzeniowe. Co jest w nim takiego wyjątkowego, to to, że w przeciwieństwie do pozostałych piw z tego browaru nie jest ze słodu wędzonego bukiem, a dębem. Dąb podobno ma dawać bardziej delikatny aromat wędzonki, ale za to bardziej złożony. No umieram z ciekawości.

Informacje ogólne:
Piwo: Aecht Schlenkerla Eiche
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Bamberg
Browar: Brauerei Heller
Styl: wędzony koźlak dubeltowy
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 07.2015
Cena: 10,40 zł

Opakowanie
Trochę inna etykieta niż standardowe Schlenkerli, tego samego kroju, ale pokolorowana na gustowną zieleń. Równie ładna, do tego nowy kapsel do kolekcji. 
9/10
 

Barwa
Wspaniała, bursztynowo-miedziana, wręcz rdzawa, rudawa, w połączeniu z idealną klarownością daje to znakomity efekt. 
5/5

Piana
Umiarkowanie obfita, raczej gęsta, niezbyt trwała, po kilkunastu minutach zostaje tylko cienki pierścień - niezbyt udana. 
2/5

Zapach
Dominuje wędzonka, faktycznie inna niż w pozostałych piwach Schlenkerli i faktycznie bardzo złożona - trochę idzie w kierunku torfu, przypomina zapach ogniska, a trochę jest tutaj zapachu liści, może ściółki leśnej, później dochodzą nuty a la susz owocowy - wybitnie interesujące, oryginalne, bardzo przyjemne, można się poczuć jak w lesie. 
9/10 
Smak
W smaku mamy wszystko to co w zapachu, ale chyba jeszcze bardziej intensywne, a do tego dochodzą dwa przeciwstawne elementy - karmelowa, wręcz o charakterze toffi, koźlakowa słodycz oraz niebagatelna, chmielowa goryczka; na rozkosznym finiszu znowu liście, las, dochodzą nawet orzechy i daktyle: wspaniała kompozycja, choć nie doskonała, alkohol nieco za słabo przykryty. 
9/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone. 
4/5

8.5/10
 
Schlenkerla oczywiście nie schodzi poniżej znakomitego poziomu, ale akurat w tym przypadku trochę się rozczarowałem. Liczyłem, że to piwo mnie zmiecie jak tradycyjny koźlak wędzony - nic z tego, nie ma startu do niego, a nawet do rauchweizena, walczy o trzecie miejsce z marcowym. A że prawie każdy browar świata może najwyżej pomarzyć o warzeniu takich wędzonek, to inna sprawa.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 25.08.2017 r., warka do 10.2017 r.

Piękna rubinowo-bursztynowa barwa i imponująca piana. W zapachu zgodnie z tym co napisałem dwa lata temu nie jest to typowa wędzonka Schlenkerli, idzie dużo mniej w szynkę, a dużo bardziej w ognisko, wyschnięte liście, ściółkę leśną. Jest też sporo pochodnych od słodu karmelu i owoców, które w połączeniu z wędzonką przypominają trochę susz owocowy. Przepiękny aromat. Smak piekielnie bogaty, głęboko słodowy, przechodzący trochę w orzechy w karmelu, połączony z piękną dymnością. Brakuje temu piwu odrobinę lekkości pozostałych piw ze Schlenkerli, ale jest świetne. Ocenę podtrzymuję.
 
 
 
 

8.5/10

środa, 6 maja 2015

Browar Stu Mostów: Nigredo

Nie byłem na Beer Geek Madness 2, chociaż chciałem być. Ale jeszcze bardziej chciałem robić tego wieczora coś innego, no i te kilkanaście premierowych piw polskiego craftu przeleciało mi przed nosem. Przynajmniej tak myślałem, ale okazało się, że niejedno z nich pójdzie w butelki. Przykładem tego jest Nigredo z Browaru Stu Mostów, Foreign Extra Stout z miętą i czekoladą, drugie piwo z serii ART. Jakby ktoś nie wiedział, było ono częścią koncepcji Stu Mostów, Piwoteki, Masona i Kraftwerku, czterech piw "alchemicznych", uwarzonych oczywiście w jedynym fizycznym z tych czterech browarów specjalnie na BGM2. Pozostałych już chyba nie dostanę.

Informacje ogólne:
Piwo: Nigredo
Kraj: Polska   
Województwo: dolnośląskie  
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: czekoladowy Foreign Extra Stout
Dodatki: mięta czekoladowa, mięta pieprzowa, prażone ziarno kakowca
Alkohol: 6,1%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
Warka: do 03.06.2015
Cena: 8,35 zł

Opakowanie
Fajna, nastrojowa etykieta, odrobinę mniej bogata w treść w porównaniu z poprzednimi BSM. 
8,5/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, piękne. 
5/5

Piana
Umiarkowanie, acz przyzwoicie obfita, o ładnej, ciemnobeżowej barwie, bardzo gęsta i niezbyt trwała, po kilkunastu minutach zostaje z niej tylko pierścień, po kolejnych kilkunastu znika i on. 
2/5

Zapach
Fantastycznie intensywne i czyste nuty palono-czekoladowe, przede wszystkim palone - kawa, czekolada mleczna, kakao, mocno przypalony karmel - mięta jest wyczuwalna, choć sam bym na nią chyba nie wpadł (chociaż intensyfikuje się z czasem), ale ta maestria ciemnego słodu z dodatkiem czekolady jest znakomita. 
9/10


Smak
Mniej łagodnie, dużo bardziej wytrawnie, ale jednocześnie bardziej czekoladowo - dominuje bardzo gorzka, bardzo intensywna czekolada i espresso, jest też subtelny, ale ewidentny akcent mięty, który nadaje trochę rześkości, na finiszu spora, spora goryczka, ale nie o chmielowym charakterze, a raczej właśnie jakby z bardzo mocnego espresso; cudowne piwo, nie genialne może, ale wybitne, czekolada nim rządzi, ale nie przykrywa słodowej części doznań, kunsztowne. 
9/10

Tekstura
Bez zastrzeżeń, przyjemne, średnie wysycenie i fajna aksamitność.
5/5

8.5/10

No cóż, kolejne rewelacyjne piwo z Browaru Stu Mostów. Przykładne użycie dodatków w piwie, a jednocześnie przykładny FES. Zaczynają szturmować czołówkę mojego rankingu polskich browarów.

Szałpiw (Wąsosz): Buba

Mówi dużo o polskiej scenie rzemieślniczej, że RIS i barleywine uwarzone przez bardziej popularny niż poważany browar kontraktowy, przez Doctora Brew, wywołały ekstazę (która trochę opadła, kiedy już je spróbowano), gdy tymczasem fakt uwarzenia quadrupla przez znamienity Szałpiw przeszedł trochę bez echa i pewnie jeszcze gdzieś stoi na półkach. Mnie dużo bardziej podekscytowała ta druga wiadomość - kocham klasykę belgijską, a bardzo mało jej na polskiej scenie. Jak zwykle stara się to naprawić Szałpiw, który uwarzył już parę świetnych Belgów na czele ze Szczunem, drugim najlepszym triplem (po Tripel Karmeliet), jakiego piłem w życiu. Czy quadrupel będzie chociaż niedaleko tamtego poziomu?

Informacje ogólne:
Piwo: Buba
Kraj: Polska  
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: quadrupel
Dodatki: kolendra
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 500 ml  
Warka: do 20.07.2015  
Cena: brak danych

Opakowanie
Powrót do pierwszych etykiet Szałpiwu, moich ulubionych. Okazuje się, że piwo było leżakowane z płatkami dębowymi, w składzie mamy kolendrę, a ekstrakt i poziom alkoholu są stosunkowo niskie.
8,5/10

Barwa
Świetna, od bardzo ciemnego brązu po całą plejadę rubinowych przebłysków, pod mocnym światłem właściwie całkiem rubinowe - przepiękne. 
5/5

Piana
Dość obfita, wybitnie gęsta, przepięknie firankuje szkło i utrzymuje się niemal do samego końca. 
4,5/5

Zapach
Przyjemny, aczkolwiek mocno zdominowany przez kolendrę, suszoną, zmieloną kolendrę; pod spodem ciepłe, lekko cukrowe nuty słodowe i belgijskie drożdże - aromat bardzo mocno przyprawowy, za bardzo. 
6,5/10

Smak
Niestety natarczywość kolendry pozostaje na co najmniej takim samym poziomie, a tutaj działa to już gorzej - daje dziwne odczucie, bardzo niezbalansowane, zmasowany atak kolendry i niezidentyfikowanej kwaśności na wejściu, następnie fala niemal tekturowej szorstkości, matowości smaku, a dopiero na zaawansowanym finiszu pojawiają się nuty typowego quadrupla - karmel, czekolada, rodzynki - i tu jest bardzo przyjemnie, ale generalnie piwo stoi tylko nieznacznie powyżej granicy dobra i zła, pije się z pewną przyjemnością, ale jest to przyjemność naznaczona lekkim cierpieniem, wynikającym z ciężkiej formy - przy czym nie chodzi o alkohol, tylko ociężałość spowodowaną nieumiarkowaniem w przyprawieniu i za wysoką kwaśnością. 
5,5/10

Tekstura
Nie jest bardzo zła, ale dobra też nie - chyba przyczynia się w jakiejś mierze do wrażenia ciężkości i szorstkości.
2/5

5.5/10

Quadrupel to zapewne jeden z najtrudniejszych stylów do uwarzenia, ale może i Szałom udało się go poskromić, tylko że przypadkiem obok kadzi przejeżdżała ciężarówka załadowana po brzegi kolendrą i... no, dalej już wiadomo. Aromat przy niektórych pociągnięciach nosem naprawdę był niemal identyczny z aromatem mojego moździerza, po tym jak ostatnio zmieliłem w nim suszoną kolendrę. Ciekawe, czym to piwo byłoby bez tego ładunku przyprawowego. Obawiam się, że czymś na bardzo wysokim poziomie - nuty słodowe, przebijające się spod kolendry, w zapachu i smaku, wydawały się świetne. No zawiódł mnie Szałpiw, drugi raz po Jasnym Dynksie.