czwartek, 20 listopada 2014

BrewDog: Kohatu

Dopiero drugie z tegorocznej serii single hopów BrewDoga - pierwsze poszło jeszcze na początku wakacji i nie zachwyciło. Tym razem mamy chmiel nowozelandzki. Ma być bardzo tropikalnie, limonkowo i ananasowo. Single hop na nowozelandzkim chmielu o nazwie Waimea z zeszłego roku wypadł bardzo dobrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Kohatu
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Kolejny kolor BrewDogowej etykiety do kolekcji. Muszę kiedyś sprawdzić, czy im się nie powtarzają.
9/10




Barwa
Jasnobursztynowe i bardzo klarowne, bardzo ładne, wręcz eleganckie, ale też nie zwala z nóg. 
4/5

Piana
Nie najszczególniej, choć przyzwoicie obfita, gęstość średnia, troszkę osiada na szkle, utrzymuje się za to dość długo - w porządku. 
3/5

Zapach
W zapachu chmielowość tak intensywna, tak skomasowana, że aż przypomina imperialne India Pale Ale - całkowicie dominują owoce i to tropikalne, bardzo słodkie, istotnie nuty ananasa są nie do przegapienia, a ponadto liczi, mango, pomarańcze i mandarynki, z mniej egzotycznych może morele, a do tego wszystkiego ewidentna szczypta miodu - fascynujący, bogaty, może odrobinę za słodki. 
8,5/10 
Smak
W smaku również zupełnie chmielowe, ale tutaj jest nieco inaczej - na samym wstępie imponująca eksplozja melona, ewidentny melon od początku do końca - tutaj w zasadzie inne owoce się raczej chowają, przez co jest mniej ciekawie niż w zapachu, a również za słodko - goryczka jakoś mnie nie zdobywa, trochę za niska, smaczne, wyraziste piwo, ale bez szału.
7,5/10

Tekstura
Przegazowane dość znacznie.
2/5

6.5/10

Nieco lepsze od EXP 366, ale wciąż - poza aromatem - nie jest to poziom, do jakiego BrewDog mnie przyzwyczaił. Zwaliłbym na bazę słodową, ale chyba jest taka sama, jak w serii single hopów z zeszłęgo roku, która była świetna. Może więc jednak kolejny chmiel, który w pojedynkę nie zrobi wybitnego IPA. Dobre piwo, ale do zapomnienia.

środa, 19 listopada 2014

Sobótka Górka 16%

Po zaskakująco miłej przygodzie z jasnym lagerem z Browarni Sobótki Górki, browaru położonego u stóp góry Ślęży, warzącego jeno trzy piwa, bardzo byłem ciekaw pozostałych dwóch, ale do niedawna wydawało się, że znalezienie ich będzie bardzo trudne. Parę dni temu miałem jednak okazję uczestniczyć we wspaniałej, magicznej, owianej mgłą i zasypanej morzem skrzących się jesienną rdzą liści wyprawie na szczyt wspomnianej góry. Tam, w schronisku, zupełnie niespodziewanie natrafiłem na piwa z rzeczonego browaru, ku mojej wielkiej radości - wśród nich również inne niż to, które piłem. Najmocniejsze piwo z Sobótki - koźlak - stało się więc moim trofeum z tej niezapomnianej podróży, które pozwoli mi przenieść się jeszcze na parę chwil do tamtego dnia.

Informacje ogólne:
Piwo: Sobótka Górka 16%
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Sobótka
Browar: Browarnia Sobótka Górka
Produkowane od: 2013
Styl: koźlak
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Butelka i etykieta wyglądają prawie identycznie co na dwunastce, jedyną różnicą są ciemniejsze, brązowe, a nie złote kontury. 
8,5/10



Barwa
Kolor dość jasny, bursztynowy, jednak wydaje się dużo ciemniejsze przez mocne zmętnienie - wygląda trochę za bardzo tajemniczo, ale bardzo ładnie. 
4/5

Piana
Nieprawdopodobna - obfitość być może największa, z jaką się kiedykolwiek spotkałem, w każdym razie ścisły top, gęstość jest również świetna, poza tym również niesamowicie trwała - niespotykana. 
5/5

Zapach
Piękny, intensywny aromat, nastawiony bardzo mocno na chlebowość oraz karmel, szczypta miodu - to chyba najbardziej chlebowo pachnące piwo, jakie spotkałem - na początku mamy też sporo akcentów owocowych, ale gdzieś się ulatniają w miarę upływu czasu; świetny, niesztampowy zapach. 
9/10

Smak
Bardzo podobnie - dalej naciera chleb, ale tutaj nie on najbardziej przyciąga uwagę, a zacięta bitwa karmelowej słodyczy z zadziwiająco wysoką, chmielową goryczką oraz ewidentny smak orzechów arachidowych; na finiszu, gdy już opadnie pył, znów wraca chleb - wszystko to łączy się w całość może nie doskonałą, ale naprawdę piekielnie interesującą, bo zupełnie nietypową - świetne piwo. 
8,5/10

Tekstura
Jak pozwalała się domyślać kuriozalnie obfita piana, piwo jest mocno przegazowane, aczkolwiek spotykałem dużo cięższe przypadki, da się przeżyć.
1,5/5

7.5/10

Po raz drugi Browarnia Sobótka Górka mnie zadziwia. Dwunastka była jednym z najsmaczniejszych jasnych lagerów, jakie piłem, a szesnastka poza tym, że jest świetna, to jeszcze jest piwem o wyjątkowo oryginalnej kompozycji, która sprawia, iż ciężko mi je do czegoś porównać (choć jednocześnie można je bez naciągania nazwać koźlakiem). Aż szkoda, że browar warzy tylko trzy piwa i chyba nie zamierza poszerzać oferty, pozostaje mi więc zapolować na ostatnie.

wtorek, 18 listopada 2014

Pinta (Zarzecze): Pierwsza Pomoc

Zacząłem się interesować piwowarstwem rzemieślniczym mniej więcej wtedy, gdy Pinta zmieniała na lepsze swoje etykiety. Wtedy jednocześnie wycofała się z produkcji kilku ze swoich dotychczasowych piw - wszystkie po zmianie etykiet spróbowałem, ale te ze starej ery pozostają dla mnie tajemnicą. Do dziś wszystkie, od dziś wszystkie poza jednym. Niedawno Pinta znów uwarzyła swojego lekkiego, jasnego lagera z początków działalności - piwo w stylu tak niepopularnym wśród rzemieślników. Bardzo po cichu liczę, że będzie to najlepszy jasny lager, jakiego w dotychczasowym życiu wypiję. Chociaż czy powinienem po kiepskiej przygodzie z Oki Doki?

Informacje ogólne:
Piwo: Pierwsza Pomoc
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Pinta)
Produkowane od: 2011
Styl: pilzner
Alkohol: 4,1%
Ekstrakt: 10,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Autotematyczna etykieta, przedstawiająca otwierane piwo. Nie wiem czemu, ale ilekroć na nią patrzę, myślę nie o ratownikach medycznych, a o Zakonie Templariuszy. I tak jest fajna i jak zwykle aspekt merytoryczny etykiety zwala z nóg.
9,5/10


Barwa
Złote, bardziej jasno niż ciemno, ale generalnie mniej więcej po środku; minimalne zmętnienie - byłoby na pewno lepiej, gdyby go nie było, poprawia za to sytuację ładnie ulatujący gaz. 
3/5

Piana
Bardzo, ale to bardzo obfita, acz z gęstością nie jest już tak doskonale, genialnie jednak oblepia szkło i utrzymuje się dość długo w sporej ilości. 
3,5/5

Zapach
Klasyka stylu - ładne, czyste połączenie jasnego słodu z delikatnym, mało ekstrawaganckim chmielem; jakby minimalne pójście w stronę czeskiego, akceptowalnego diacetylu; zapach ładny, przyjemny, ale trochę brak mu ikry i nie z powodu stylu. 
7/10

Smak
Na początek wita nas jeszcze większa ilość jasnej, czystej słodowości, w ustach za bardzo chmielu nie ma, jego występ zaczyna się dopiero na finiszu, gdzie dostarcza goryczki niemałej, na poziomie zdecydowanie bardziej pilznerowym niż hellesowym, nawet jak na pilznera jest konkretna, przy tym takiej klasycznej, zielonej, prostej a przyjemnej, pięknie rozpływającej się na finiszu - to chyba najlepszy moment tego piwa; ogólnie bardzo dobre, proste i lekkie, ale konkretne. 
8/10

Tekstura
Coś mi w niej nie pasuje - w ustach wysycenie wydaje się za niskie, a w gardło z kolei trochę za bardzo szczypie - obie niedogodności są jednak nieznaczne.
3,5/5

7.0/10

No jednak jest zawód. To dobre piwo, zwłaszcza w swojej kategorii (którą, nawiasem mówiąc, zdecydowanie doprecyzowałbym do pilznera - nawet jak na niego ma sporą goryczkę), ale bardzo, bardzo dalekie od pierwszego miejsca w niej, na które po cichu liczyłem. Dużo lepsza rzecz niż Oki Doki, ale i tak jedno z najsłabszych piw Pinty, które piłem, a to dokładnie trzydzieste. Bursztynowy i ciemny lager oraz koźlak wyszły Pincie świetnie, ale jakoś ich jasne lagery nie stoją na standardowym poziomie tych genialnych rzemieślników.

środa, 12 listopada 2014

Port Brewing: Board Meeting

Trzecie podejście do Port Brewing z Kalifornii. Jak na swoją renomę browar ten póki co mocno mnie zawodzi, ale póki co jeszcze nie na tyle, bym nie dawał kolejnych szans (w przypadku Anchor Brewing w końcu się udało). Dziś piwo o sporym potencjale (choć nie większym niż rozczarowujący stout imperialny starzony w beczkach po bourbonie), imperialne brązowe ale z kawą i ziarnami kakaa, dobra okazja na odkupienie win, a raczej zabłyśnięcie po prostu czymś wybitnym.

Informacje ogólne:
Piwo: Board Meeting
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne amerykańskie brown ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 17,5%
Objętość: 828 ml

Opakowanie
Butelka nie wygląda na aż tak pojemną, jaka w rzeczywistości jest. Jak zwykle w przypadku Port Brewing piękna szata graficzna, jest też firmowy kapsel i trochę przydługa historyjka dość luźno powiązana z piwem.
9/10


Barwa
Bardziej czarne niż brązowe - jak na brown ale trochę za ciemne, ale niekoniecznie jak na imperialne brown ale - piękne
5/5

Piana
Wspaniała, gęsta, beżowa, wspaniale wysoka i bardzo, choć nie doskonale trwała. 
4,5/5

Zapach
Cudowny festiwal nut melanoidynowych, do wyboru, do koloru - ciasta i ciastka, mocno przypieczone tosty, orzechy laskowe, świeżo zmielona kawa, ziarna kakaowca, upieczony przed momentem chleb - coś obłędnego, a do tego dochodzą piękne dźgnięcia owocowe - suszone śliwki, daktyle, nawet truskawki - aromat po prostu genialny, idealny. 
10/10
Smak
Nie, w smaku wcale nie zwalnia - wspaniałe uderzenie wszystkiego tego, co było obecne w zapachu ze szczególnym uwzględnieniem kawy i orzechów, a do tego wspaniałe uderzenie czekoladowej, idealnie wyważonej słodyczy, a na finiszu porządna - również idealna - dawka chmielowej konkretnej goryczki w akompaniamencie wyciszających się nut kawowych, orzechowych - coś pięknego, idźmy dalej - piwo genialnie maskuje alkohol, nie czuć go wcale, nie zdziwiłbym się, jakby miało pięć procent; nie do opisania przyjemność, zdradliwie pijalne, genialne, jedno z najlepszych w moim życiu. 
10/10

Tekstura
Wspaniała, aksamitna, z idealnym wysyceniem, bez zarzutu.
5/5

10/10

Nie wystawiłem tak wysokiej oceny od mniej więcej półtora roku. A konkretniej od degustacji Chimay Bleue, które do dziś dzierży pierwsze miejsce. Board Meeting wskakuje na drugie. To wielki dzień. Stany Zjednoczone, które do tej pory mnie nie zachwycały na miarę swojej marki, dziś przebiły wszystko poza jednym belgijskim klasykiem. Jeśli chodzi o same walory smakowo-zapachowo-teksturowe, to Beer Geek Brunch Weasel z Mikkellera nie zostało pobite, ale Board Meeting walczy o drugie miejsce ze wspomnianym Chimay. Wielkie, gigantyczne, genialne piwo, które sprawia, że piwa z Port Brewing pojawią się tu jeszcze wiele, wiele razy mimo średnich początków.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 28.07.2017 r.
 
Czarne z minimalnym prześwitem u nasady, piękna piana. Genialny aromat czekolady, orzechów, ciasta, mocno przypieczonego ciasta, kawy, jeszcze raz orzechów. Takie piękne ciasto czekoladowo-orzechowe, nasączone kawą. W smaku dalej cudownie czekoladowe i orzechowe, bardzo intensywne, czuć że nie jest to stout, a właśnie imperialne brown ale, bo paloności jest względnie mało, a mnóstwo orzechów, orzechów, orzechów. Sporo też kawy no i kakaa. Trochę za dużo gazu. Co tu dużo mówić - solidnie przegiąłem pałę z oceną tego piwa, oceniając je jako drugie najlepsze w moim życiu. Ale nie zmienia to faktu, że jest to znakomity wywar z przykładnie użytymi dodatkami.






9.0/10

wtorek, 11 listopada 2014

De Molen: Alpha & Omega

Zaskakujące, że zrecenzowałem jak dotąd zaledwie dwa piwa z de Molena, bo są bardzo dobrze dostępne, a jedno z nich pozostaje jednym z moich kilkunastu ulubionych. Cóż, w końcu czas na trzecie. Alpha & Omega jest trochę bezrefleksyjnie nazywane przez wszystkich India Pale Ale. Sam browar nazywa je natomiast "I.P.A.-ish", a chodzi tu o to, że to w ogóle nie jest ale, a mocno nachmielone piwo dolnej fermentacji, w dodatku na słodzie pilzneńskim (i karmelowym). Pozwolę sobie się nieco porządzić i podpiąć je pod pilznera nowofalowego - to chyba bardziej sensowne określenie niż kombinowanie z IPA.

Informacje ogólne:
Piwo: Alpha & Omega
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Produkowane od: 2013
Styl: nowofalowy pilzner
Alkohol: 6,8%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta oczywiście w typowym, ascetycznym stylu de Molena, który bardzo mi się podoba. Jest i firmowy kapsel i dokładny skład, z którego można wywnioskować, że to żadne IPA. Zabutelkowane ósmego października 2013 roku. 
9,5/10
 

Barwa
Przyjemna, jasnobursztynowa, sympatycznie ulatujący gaz, a po dolaniu końcówki również przyjemne dla oka zmętnienie; bardzo ładne. 
4/5

Piana
Bardzo obfita, niestety stosunkowo dziurawa, zwłaszcza po bokach; oblepia jednak trochę szkło i bardzo długo się utrzymuje. 
4/5

Zapach
Dowodzi potencjału łączenia piw dolnej fermentacji z amerykańskim chmielem - aromatyczna owocowość wspaniale komponuje się z charkaterystyczną, pilznerową drożdżowością, dając zapach intensywny, choć nienachalny, lekko przyprawowy, nawet da się w nim wyczuć goździki - w miarę upływu czasu niestety trochę się rozmywa. 
8,5/10

Smak
Znacznie słabiej - jak w ustach mamy dalej mniej więcej to samo co w zapachu, tak na finiszu pojawia się niezbyt przyjemna kwaskowatość; jak jednak w zapachu sprawy się pogarszają, tak tutaj ta kwaskowatość w końcu zanika i robi miejsce dość szorstkiej, ale przyjemnej goryczce - wówczas piwo robi się naprawdę bardzo dobre, znów przyjemnie dźga a to owocami, a to przyprawowością, a to żywicą i drożdżami. 
7/10

Tekstura
Wysycenie prawie idealne, minimalnie za wysokie.
4,5/5

6.5/10

Zaczęło się pięknie, pierwsze pociągnięcia nosem pozwalały wierzyć, że będzie to piwo wybitne i bardzo ciekawe, a kończy jako dobre i dość ciekawe. Kierunek chyba jest bardzo dobry, tylko wykonanie nie do końca tu się udało - a może za bardzo się zestarzało, ale cóż, jeszcze prawie rok do końca terminu.

niedziela, 9 listopada 2014

Dark Horse: Tres Blueberry Stout

Dziś zapoznam się z Dark Horse Brewing Company, jednym z bardziej szacownych browarów ze Stanów Zjednoczonych, który ma jedno ze swoich piw w ratebeerowym top 50. Ten położony w stanie Michigan browar dzieli swoją ofertę na cztery segmenty - piwa w stałej ofercie, piwa w sezonowej ofercie, piwa warzone raz na jakiś czas i... stouty. To uhonorowanie jednej z moich ulubionych rodzin piwa może skłaniać do teorii, że Dark Horse w stoutach się specjalizuje. Dziś jeden z nich, stout z dodatkiem borówek amerykańskich (jednych z moich ulubieńszych owoców).


Informacje ogólne:
Piwo: Tres Blueberry Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Michigan
Miasto: Marshall
Browar: Dark Horse Brewing Co.
Produkowane od: brak danych
Styl: stout borówkowy
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Etykieta robi średnie wrażenie, choć jakiś tam koncept w tym jest. Informacji o piwie na niej zero, ale przynajmniej parę słów znajdziemy na stronie internetowej. Polepsza sytuację ładny, firmowy kapsel.
6,5/10



Barwa
Wyjątkowo ciemne - czerń doskonała, brak miejsca choćby i na brąz, piękne. 
5/5

Piana
O wspaniałej, bardzo ciemnej barwie, ale niestety koszmarnie nieobfita - udaje się wytworzyć jedynie cienki kożuszek, a już po paru chwilach na tafli mamy pierwsze prześwity - na szczęście z trwałością nie jest aż tak strasznie, gruby pierścień utrzymuje się do końca. 
2/5

Zapach
Zachwycające połączenie bardzo intensywnej, bardzo ostrej paloności z nieprzesadzonym, ale wyrazistym aromatem borówek - te dwie strefy znakomicie wprost się ze sobą komponują, do tego trochę zbożowości oraz spora dawka czekolady i mamy zapach idealny - nic dodać, nic ująć. 
10/10

Smak
Niezwykle gładkie, lekkie mimo sporej mocy dzięki owocowej atmosferze - jednocześnie jest bardzo wyraziste i pełne smaku, mieszają się tu akcenty palone, dużo czekolady, a również spore ilości lukrecji - na finiszu ładna, dobrze wyważona goryczka i wspaniały koncert kawowo-palony: zdradliwie pijalne, rewelacyjne. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie minimalnie za wysokie, ale też na niemal idealnym poziomie.
4,5/5

9.0/10

Połączenie stoutu z borówkami okazało się strzałem jeśli nie w dziesiątkę, to przynajmniej w dziewiątkę i pół. Można powiedzieć, że mamy tutaj przykład idealnego użycia dodatku do piwa - borówki robią za drugi plan, nie dominują stoutowego majestatu piwa, ale też nie występują na granicy wyczuwalności (jak w przypadku borówkowych przygód BrewDoga), są ewidentne i wnoszą sobą coś do bukietu. Wspaniały stout, szkoda tej piany - patrząc tylko na zapach, smak i teksturę, wyprzedziły go tylko trzy, z czego dwa imperialne - a to już dokładnie czterdzieste piwo w tym stylu, jakie opisuję.



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 03.06.2017 r.
 
Znacznie bardziej borówkowe, niż trzy lata temu, przy czym dalej obłędne. Zapach to cudowne ciasto czekoladowo-borówkowe. W smaku nieco bardziej piwnie, stoutowo, nawet wcale nie jest słodko - kawa, czekolada, palone zboże, jagody, ciemny chleb. Pyszne. Trochę za dużo gazu tylko. 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
8.5/10

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Malaga Wine Barrels

Po degustacji rewelacyjnego krieka starzonego w drewnie z Mikkellera mimo bardzo wysokiej ceny nie mogłem sobie podarować jego dwóch alternatywnych wersji - starzonego w beczkach po Maladze i chardonnay (wersja pierwotna była leżakowana w nieużywanych). Jestem wielkim fanem sztuki leżakowania piw w beczkach po winie i destylatach oraz wielkim fanem krieka Mikkelera, więc siłą rzeczy liczę, że przynajmniej jeden egzemplarz z tych dwóch mnie powali. Na początek Malaga.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Malaga Wine Barrels
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Produkowane od: 2013
Styl: kriek (Malaga BA)
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie Etykieta jest praktycznie identyczna względem pierwowzoru -  jedyną różnicę stanowi mały dopisek "aged in Malaga wine barrels", tak niezauważalny, że wziąłbym to piwo po prostu za inną butelkę zwykłej wersji, gdyby nie czerwone sreberko pokrywające szyjkę butelki.
9/10


Barwa
Bardzo ciemne, ale jednak widać, że to nie czerń, a czerwień - mocne naświetlenie dostarcza unikalnych, rubinowych błysków, krwistych i sugestywnych - piękne. 
5/5

Piana
Pięknie różowa, bardzo gęsta, ale umiarkowanie obfita i niezbyt trwała. 
3,5/5

Zapach
Wspaniały - zaczyna się od mocnego uderzenia winem, ale już za chwilę stery przejmują wiśnie i wiejskie aromaty piw spontanicznej fermentacji - dużo kwaśności, ale jest też naprawdę spora dawka pięknej, naturalnej słodyczy - być może owocowej, ale chyba jednak pochodzącej z beczki po maladze, pałęta się bowiem w tle wanilia. Zapach ten jest niesamowicie piękny, ale do doskonałości brakuje mi jeszcze ostrzejszego ataku kwaśnych akcentów lambikowych. 
9,5/10

Smak
Równie piękne - powiedziałbym że proporcje typowych nut krieka do tego, co dostarczyły beczki i Malaga są idealne, czyli te drugie nuty są dodatkiem, ale jednak dodatkiem bardzo wyraźnym. Jednocześnie winno-beczkowe akcenty stanowią znakomite uzupełnienie wiśniowo-lambikowych, tworząc trunek szlachetny i przyjemny; po raz kolejny mam jednak zastrzeżenie do nieco za niskiej kwaśności, choć na pewno jest odczuwalna i przyzwoita, w dodatku w ciekawy sposób dualna - trochę lambikowa, trochę winna. 
9/10

Tekstura
Doskonała, pasujące do krieka wysokie, ale i nie przesadzone wysycenie.
5/5

8.5/10

Rewelacyjne piwo i... rozczarowanie, bowiem wersja podstawowa zrobiła na mnie lepsze wrażenie, a liczyłem, że Malaga podniesie poziom. Co prawda wniosła wspaniale komponujące się z resztą smaku akcenty, ale też piwo zatraciło przyjemnie napastliwą kwaśność z pierwowzoru. Ostatecznie przełożyło się to na ciekawszy zapach, ale mniej ekscytujący smak. Oby chardonnay lepiej się spisało.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Doctor Brew (Bartek): Summer Ale

Dziś mały powrót do przeszłości w towarzystwie Doctora Brew. Jak wiadomo, ten wyjątkowo interesujący browar rzemieślniczy wystartował, wypuszczając na rynek amerykańskie pale ale o zawrotnej jak na styl wysokości IBU 83. Kiedy delikatnie zwrócono im uwagę, że to nie styl na taką goryczkę, następną warkę uwarzyli już z prawie dwa razy mniejszą. I znowu nie wszyscy byli zadowoleni takim stanem rzeczy, bo Sunny Ale zebrało dużo zwolenników. Efekt jest taki, że w końcu nową, ugładzoną wersję doktorzy postanowili nazwać Summer Ale i w gruncie rzeczy stworzyli osobne piwo, które teraz zrecenzuję.

Informacje ogólne:
Piwo: Summer Ale
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta bardzo podobna do Sunny Ale, to znaczy kolorystycznie, chociaż chyba ten żółty trochę został zzieleniony. Opis na kontrze to katastrofa, jakiej jeszcze nie było, bo producenci zaczęli te swoje bzdury... rymować. Dno dna, ale poza tym etykieta na najwyższym poziomie. Ciekawe, kiedy doczekamy się firmowego kapsla.
8,5/10

Barwa
Głęboko złote, o niezbyt atrakcyjnym zmętnieniu - w porządku, ale bez rewelacji; po dolaniu końcówki natomiast robi się tak mętne, że przypomina miód z mnóstwem białych kawałeczków drożdży. 
2,5/5

Piana
Mało obfita, wręcz skąpa, ale nadrabia dobrą trwałością i pięknym oblepianiem szkła, jest też solidnie gęsta. 
4/5

Zapach
Pierwsze, co poczułem, to intensywna woń dżemu truskawkowego - coś niebywałego, ale niestety na tym się skończyło - później owocowe aromaty amerykańskiego chmielu mocno przykrył wyraźny diacetyl - nie odrzucający, w zasadzie neutralny, ale po prostu zakrywający inne aromaty; woń truskawek jeszcze się jednak przewija przez resztę degustacji, nie jest więc źle. 
6,5/10

Smak
W ustach podobnie, choć tutaj zamiast "mało wyraziste" powiedziałbym raczej "bardzo łagodne" - dostajemy poza delikatnymi akcentami chmielowymi również przyjemną podbudowę słodową - ostrzej robi się na finiszu za sprawą fajnej, trawiasto-grejpfrutowej goryczki, prostej i nie za wysokiej, ale przyjemnej - dobre, sympatyczne piwo bez jakichkolwiek zachwytów. 
7/10

Tekstura
Największy mankament - niemal kompletnie wygazowane.
1/5

5.5/10

Kiepścizna. Gorszy z dziewięciu piw DB był tylko American Weizen. Piwo przyjemne, ale niegodne rzemieślników. To ja już wolę zachmielone do przesady Sunny Ale niż to. Najsłabsze APA, jakie piłem.

niedziela, 2 listopada 2014

Baladin: Birra Nazionale

Po przerwie, która potrwała cały kwartał, mam przyjemność zaprezentować kolejne piwo z Birrificio Baladin. Włoski browar rozwalił mi mózg swoim ekskluzywnym barley wine, po czym trochę rozczarował trzema piwami z ocenami z przedziału 7,5-8/10. Dziś może nastąpi przełamanie, zwłaszcza że piwo dość istotne w ofercie rzemieślników z Piemontu. Birra Nazionale, czyli piwo narodowe, to, jak twierdzą, pierwsze w historii piwo, uwarzone w stu procentach z włoskich składników. Ciężko je jakoś zakwalifikować, zwłaszcza zważywszy na dodatek bergamotki i kolendry.

Informacje ogólne:
Piwo: Birra Nazionale
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Produkowane od: 2011
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Standardowa butelka Baladin, choć etykieta dość odmienna od wszystkich. Oczywiście firmowy kapsel i oczywiście po szczegółówe informacje na temat piwa trzeba się pofatygować na stronę internetową browaru.
9/10


Barwa
Bardzo mocno, ekstremalnie niemal zmętnione - barwa to raczej ciemne złoto, ale dzięki zmętnieniu uzyskuje efekt raczej bursztynu; bardzo atrakcyjne, bardzo zaokrąglone, zmętnienie nie pozbawia go intrygujących przebłysków. 
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęstość dobra, z trwałością nieco słabiej, ładnie za to oblepia szkło. 
4/5

Zapach
Przepiękny aromat, którym rządzi kolendra oraz owoce, owoce i jeszcze raz owoce - ciężko powiedzieć, jaka w tym rola chmielu, a jaka przypraw (zdaje mi się, że mniej więcej po równo), ale efekt jest cudowny, mnóstwo cytrusów, pomarańcze, cytryny, grejpfruty czynią ten aromat niesamowicie orzeźwiającym i zachęcającym; również wyraźna obecność drożdżowych akcentów belgijskich - bardzo zbliżone do witbiera; większa intensywność uczyniłaby go doskonałym. 
9,5/10

Smak
Bardzo podobny profil, dalej piękna rewia owoców, ale są i wyraźne zmiany - zamiast słodyczy, a może bardziej obok niej, dostajemy gorzkość skórki pomarańczowej i trochę ziemistej słodowości; zawodzi nieco finisz, do którego pasowałaby jak ulał mocna albo nawet potężna goryczka - jest tymczasem bardzo słaba, prawie żadna; poza tym to jednak wyjątkowo radosne piwo, bardzo smaczne i orzeźwiające, faktycznie wydaje mi się idealnie pasować do włoskiej kuchni i upałów. 
9/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

8.0/10

Baladin wraca do gry. Znakomite piwo, które jak ulał pasuje na piwo narodowe Włochów, tak jak mówiłem, świetne na ich upały i kuchnię. Zadziwiające jednak, że stylowo wydaje się wstrzelać gdzieś między witbiera i blonda. No, witbier zrozumiały, bo kolendra, ale obecność typowo belgijskiej drożdżowości przy użyciu włoskich drożdży ciekawa.