Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalifornia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kalifornia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lutego 2018

Bottle Logic: Fundamental Observation

Schnie w gardle i braknie słów w takich chwilach. Dotarłem do najbardziej symbolicznego jubileuszu w życiu każdego miłośnika piwa (bo do miliona chyba nikt nie dobije, a dopiero milion brzmi równie okrągło): na trzy dni przed piątą rocznicą pierwszej recenzji na moim blogu udaje mi się oto dokonać recenzji tysięcznej. Tysiąc różnych wypitych piw to w dzisiejszych czasach nic specjalnego, sporo osób w Polsce ma na koncie kilka tysięcy, niemało - kilkanaście, niektórzy i kilkadziesiąt. Sam mam oczywiście znacznie więcej niż ten tysiąc, bo piję mimo wszystko nie tylko w domu: ciężko mi już oszacować konkretną liczbę, dwóch tysięcy raczej nie przekracza, półtora tysiąca prawdopodobnie owszem. To, z czego jestem jednak naprawdę dumny i co sprawia mi wielką satysfakcję, to że udało mi się - albo jeszcze uda raczej - wypić okrągły tysiąc piw, każde jedno z nich pieczołowicie opisując, fotografując i oceniając. W tej samej, z drobnymi tylko zmianami, koncepcji od pięciu lat. Wiele osób nazwie to skostniałością, nudą, rutyną i brakiem polotu i będzie pewnie miało sporo racji, ale ja jestem dumny ze swojej konsekwencji w realizacji długoterminowych celów, które u swych podnóży zdają się nie do wykonania.

Ze względów, które ujawnię niedługo, bardziej wzruszająca, jeszcze ważniejsza będzie dla mnie recenzja nr 1001, po której najprawdopodobniej radykalnie zmienię formułę bloga. Wtedy też zdobędę się na podsumowanie statystyczne. Kończę więc już przemowę i przechodzę do głównego bohatera wieczoru.

Piwo oczywiście musiałem wybrać maksymalnie wyjątkowe. Fundamental Observation z Bottle Logic, browaru który odwiedziłem w zeszłym roku, to wprawdzie nie jest żadna długoletnia legenda - jest to piwo produkowane od niedawna, bo i browar od niedawna istnieje. Zdobyło jednak błyskawicznie światową klasę (chyba żadne piwo, które już piłem, aż takiej nie ma w pewnych kręgach) i osiągnęło zawrotną cenę. Za tę butelkę musiałem wyłożyć na stół od dwustu do trzystu dolarów plus koszty przesyłki z USA, a więc zdecydowanie najwięcej w życiu za butelkę piwa. To stout imperialny z ziarnami wanilii madagaskarskiej, leżakowany w czterech różnych beczkach po bourbonie - Buffalo Trace, Four Roses, Heaven Hill i Bernheim. Liczę, że będzie najlepszym z tysiąca.

Informacje ogólne:
Piwo: Fundamental Observation
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Anaheim
Browar: Bottle Logic Brewing
Styl: słodki stout imperialny (Bernheim, Buffalo Trace, Four Roses & Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 14,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak już kiedyś mówiłem, uwielbiam styl Bottle Logic. Gdyby dodać do tej etykiety jaką grawerkę na butelce albo opakowanie, to byłoby doskonale.
9,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Błyskawicznie zredukowana do dość grubego pierścienia, ten jednak utrzymuje się dziarsko.
3,5/5
 
Zapach
Waniliowo-czekoladowa orgia. Genialny, genialnie intensywny aromat wanilii - zarówno takiej bezpośredniej, jak i będącej egzemplifikacją beczki po bourbonie - czekolady mlecznej bardzo wysokiej jakości, ziaren kakao, orzechów laskowych, melasy, marcepana, palonego ziarna. Bardzo możliwe, że najlepszy aromat piwa, z jakim się spotkałem, arcydzieło sztuki.
10/10
 

Smak
Nadąża za aromatem. Genialny. Gigantycznie intensywny, gigantycznie złożony i zbalansowany. Układ sił jest zbliżony - dalej pierwsze skrzypce to cudowna, wielowymiarowa wanilia oraz czekolada - ale jest odrobinę mniej słodko, wchodzi kawa i lekka goryczka dla zbalansowania słodyczy. Dalej jest, co mnie rozwala chyba najbardziej w tym wszystkim, bardzo bardzo orzechowo, chociaż żadnych orzechów tam nie ma. Na finiszu natomiast z impetem wchodzi bourbon, to piwo kończy się bardziej jak whiskey niż jak piwo, chociaż jednocześnie alkohol jest ukryty totalnie. Z każdym łykiem robi się coraz bardziej beczkowe i bourbonowe, nie tylko na finiszu, również w ustach. Z każdym łykiem jego złożoność się rozrasta. Jednocześnie bardzo szybko znika ze szkła - przy takim woltażu jest arcydziełem pijalności. Himalaje rozkoszy podniebienia, ani nie piłem, ani nie jadłem w życiu nic lepszego.
10/10

Tekstura
Cudowna gęstość, lepkość i idealne, symboliczne wysycenie, perfekcja.
5/5

10/10

No i tak się zdarzyło, że niejako u kresu swojej podróży odkrywam piwo na nowo. Fundamental Observation to zdecydowanie najlepsze, co piłem w życiu - śmiało powiem nawet, że wyraźnie przewyższa wszystko inne. To jest inny poziom, którego jeszcze nigdy nie odczułem. Pierwsze 10/10, jakie wystawiam, i od razu takie 10/10 bez większego zastanowienia - nie mogło być mowy o innej ocenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piw na poziomie FO - albo i wyższym - trochę na świecie istnieje, co daje mi sporego kopa do zagłębiania się w piwo jeszcze bardziej. To na dzisiaj tyle, rozgadam się mocniej i podsumuję wszystko w recenzji nr 1001. Przed Bottle Logic - klęczę.

sobota, 10 lutego 2018

AleSmith: Speedway Stout Mokasida Coffee

Bardzo możliwe, że Speedway Stout pozostanie moim ulubionym piwem, gdy już za parę-paręnaście dni dobiję do tysiąca recenzji. Być może, że gdybym wypił go teraz, z większym doświadczeniem i większymi wymaganiami niż 1,5 roku temu, to spadłby z pierwszego miejsca, ale nie zamierzam go teraz pić, więc na razie tam zostaje. Wypiję za to sobie jeszcze jedną z jego wielu alternatywnych wersji, wersję z mieszanką etiopskich kaw Mokasida.

Informacje ogólne:
Piwo: Speedway Stout Mokasida Coffee
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Diego
Browar: AleSmith Brewing Company
Styl: kawowy stout imperialny
Alkohol: 12%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na podstawce z małym twistem.
8,5/10


 

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5
 
Piana
Znakomita, a jak na tak mocne piwo genialna.
4,5/5
 
Zapach
Kawa nie jest bardzo dominująca, na pierwszym planie raczej mega przyjemna czekolada, suszone śliwki, wiśnie w czekoladzie. Dalej dopiero kawa, ziemistość. Daleko od wielkości pierwowzoru, ale bardzo przyjemny aromat. 
8,5/10
 
Smak
Baaardzo intensywna paloność, taka rozkoszna, słodowa, do tego czekolada, dość oryginalna kawa, orzechy, zboże, dobry balans słodyczy z goryczką. Faktycznie idzie trochę w jagody obiecane na opisie z butelki. Przepyszne, jedyne zastrzeżenie to minimalnie, ale to minimalnie za mocno wychodzące alko.
9,5/10
 
Tekstura
Trochę za mocno wysycone, przecudowna gęstość. 
4,5/5

9.0/10

Czuć tu wyraźnie genialną podstawkę. Jest wyraźnie od niej słabsze, co może wynikać równie dobrze z kawy, co z danej warki - ale powtarza rdzeń walorów smakowo-zapachowych Speedway Stoutu. Przykładny RIS z kawą, znakomite piwo.

niedziela, 4 lutego 2018

AleSmith: Old Numbskull Bourbon Barrel Aged

Zanim dobiję do tysiąca, chcę jeszcze otworzyć tę zdobycz z podróży do USA, którą podniecam się może najbardziej ze wszystkich. Generalnie pakowanie amerykańskiego barleywine do beczek po bourbonie wydawało mi się pomysłem co najmniej ekscentrycznym, ale próbka tak właśnie potraktowanego Old Numbskull, jaką wchłonąłem w San Diego, była genialna. To siódme najlepiej oceniane barleywine świata na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: Old Numbskull Bourbon Barrel Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Diego
Browar: AleSmith Brewing Company
Styl: amerykańskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: brak danych

Opakowanie
Pięknie się prezentuje malowana na złoto wersja podstawowego ON.
9/10 


 
Barwa
Bardzo ciemna miedź przechodząca w brąz, piękne.
4,5/5
 
Piana
Przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Cudowne połączenie trzech światów. O dziwo charakter nowofalowego chmielu został zachowany bardzo dobrze, cytrusy i inne owoce o wyraźnie chmielowej proweniencji są wręcz na pierwszym planie - dopiero dalej następuje cudowny splot karmelowo-chlebowo-przypiekanego słodu i słodkich, waniliowych nut beczki po bourbonie. Właściwie beczka tu trochę zawodzi, ale nie ma to większego znaczenia, bo aromat to genialny.
9,5/10
 
Smak
I tutaj dopiero beczka wjeżdża na ostro. Wanilia, kokos, drewno i sam bourbon, a poza tym w dalszym ciągu szlachetna i intensywna chmielowość oraz rozkoszna słodowość: karmel, orzechy, czekolada, owoce kandyzowane. Piwo kompletne, doprawdy piwo kompletne, jakkolwiek coś powstrzymuje mnie przed najwyższą oceną.
9,5/10
 
Tekstura
Fajnie gęste, wysycenie odpowiednio niskie, bez zarzutu.
5/5

9.0/10

W San Diego smakowało mi w biegu ciut bardziej, ale i tak to piwo ocierające się o geniusz. Zdecydowanie najlepsze amerykańskie BW jakie piłem.

sobota, 3 lutego 2018

Russian River: Consecration

Czas na ostatni akord pięknej znajomości z Russian River, przynajmniej na dłuższy czas. Consecration to najmocniejszy kwas browaru, aż dziesięcioprocentowe ciemne sour ale, które traktuje się na ogół jako bardzo mocne oud bruin. Z porzeczkami. Leżakowane w beczkach po winie ze szczepu Cabernet Sauvignon, przez wielu uważanego za króla winorośli. W światowym rankingu flandersów ustępuje jedynie genialnemu Supplication z tego samego browaru, więc mam ogromne oczekiwania.

Informacje ogólne:
Piwo: Consecration
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: imperialne oud bruin (Cabernet Sauvignon Wine BA)
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 16 grudnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Chiba najładniejsza ze wszystkich etykiet browaru, bardzo ładny jest ten kolor.
8,5/10


 
Barwa
Ciemna miedź wpadająca w jasny brąz, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Dość obfita, ale szybko redukuje się do pierścienia.
1,5/5

Zapach
O dziwo nie aż tak intensywny, za to bardzo złożony i ciekawy. Na pierwszym planie występuje nuta dzikości charakterystyczna dla Russian River, w której zdążyłem się już zakochać; zaraz za nią obłędne porzeczki pomieszane z Cabernet, dalej tytoń, drewno, siano, maliny, suszone owoce. Imponujący.
9,5/10

Smak
Mówiłem coś o niedostatkach intensywności? Tu są wynagradzane, jest wręcz bombowo intensywne. Do wrażeń z zapachu, przyznam że w ustach nieco uproszczonych, dochodzi winna cierpkość, dzika wytrawność, niemała kwaśność oraz lekko przypalane nuty od ciemnych słodów oraz owocowa słodycz. Piwo może nie genialne, ale wyjątkowe.
9/10

Tekstura
Może minimalnie za dużo gazu. 
4,5/5

8.5/10

Kolejne znakomite piwo z Russian River, ale zważywszy na to, jak genialne było Supplication, to licząc na podobny poziom trochę się rozczarowałem. Również Beatification jest moim zdaniem trochę lepsze. Wszystkie te trzy pozycje to tak czy inaczej pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika kwasów.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Port Brewing: Lost Abbey - Cuvee de Tomme

No to jeszcze jedna petarda z Lost Abbey, chyba już ostatnia przed dobiciem do tysiąca recenzji. Cuvee de Tomme, klasyfikowane jako flanders, zajmuje w tej kategorii piąte miejsce wszech czasów na RB. Bazą dla piwa jest znakomity quadrupel z rodzynkami Judgment Day, do którego dodawane są kwaśne wiśnie i dzikie drożdże; następnie część trafia do beczek z amerykańskiego dębu po bourbonie, a część do beczek z francuskiego dębu po winie, po roku wedle uznania piwowara tworzony jest z tego blend.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Cuvee de Tomme
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne oud bruin
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Jedno z najlepszych Lost Abbey, a to mówi więcej niż tysiąc ocen.
10/10


 

Barwa
Ciemna czerwień przechodząca w jasny brąz, mocno mętne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo słaba.
1,5/5
 
Zapach
Bardzo intensywny i wybitnie złożony. Mieszają się tu głównie dwa światy - oud bruin i beczka po bourbonie. Ten pierwszy to szlachetna octowość, wiśnie, czereśnie, maliny i suszone owoce, mokre liście, nuty przypalane i chlebowe, ten drugi to głównie waniliowa słodycz z lekką nutą migdałów. Beczka po winie raczej wtapia się w standardową paletę aromatów flandersa, z definicji już winnego. Znakomity.
9,5/10
 
Smak
Bardzo podobny do aromatu, aczkolwiek beczka po bourbonie trochę się wycofuje na rzecz flandersowej klasyki. Trochę mocniej też idzie tu w stronę dzikości. Jest daleki od intensywnego kwasu i octowości, kwaśność jest powściągnięta i połączona z wytrawną cierpkością trochę rodem z czerwonego wytrawnego wina. Znakomicie to gra z brązową słodowością spod znaku cukru kandyzowanego i karmelu. Jest to dość spokojne piwo, potężne, ale jego potęga objawia się w grze subtelności, coraz ciekawszej z każdym łykiem.
9/10
 
Tekstura
Mało gazu, trochę za mało. 
3,5/5

8.5/10

Znakomity flanders, aczkolwiek jest to jakieś tam małe rozczarowanie jak na tak oceniane piwo z mojego być może ulubionego browaru. Nie aż tak głośne Red Poppy z Lost Abbey bardziej mnie zdobyło, choć do CdT mimo wygórowanej ceny mam nadzieję też kiedyś wrócić.

czwartek, 25 stycznia 2018

Firestone Walker: XX Anniversary Ale

Po Stickee Monkee, Sucabie i Paraboli czas na ostateczne starcie z beczkowymi piwami Firestone Walker. Co roku ten zacny kalifornijski browar wypuszcza jakieś piwo na swoją rocznicę działalności, które każdorazowo jest blendem kilku innych, leżakowanych w beczkach przez rok lub dłużej piw browaru. Do stworzenia blendu na tę wyjątkową, okrągłą, 20. rocznicę zaproszono 17 lokalnych twórców wina, którzy stworzyli własne blendy, każdy swój. Wygrała kompozycja Scotta Hawleya - 40% (genialnej) Paraboli, 20% znakomitego Stickee Monkee, 17,5% stoutu owsianego Velvet Merkin, 12,5% imperialnego brown ale Bravo i 10% jasnego barleywine Helldorado. Wszystkie piwa leżakowane w beczkach po bourbonie, Stickee Monkee również po brandy. Wyszło drugie najlepiej oceniane American Strong Ale na ratebeerze i ściślusieńki top piw browaru.

Informacje ogólne:
Piwo: XX Anniversary Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: hybryda stout imperialny + angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 650 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Odrobinę mniej przekonująca szata niż na tych nie-okazjonalnych piwach FW. 
8,5/10 
 

 
Barwa
Brąz, przez który bardzo nieśmiało prześwieca rubin.
4,5/5
 
Piana
Skromniutka, ale przyzwoita jak na piwo po takich turbulencjach.
3/5
 
Zapach
Owładnięty beczką po bourbonie. Kokos, marcepan, wanilia, przypalane drewno. I cała gama pochodnych od brązowych i czarnych słodów: palony cukier, melasa, czekolada, orzechy laskowe. Znakomity.
9,5/10
 
Smak
Piwno-bourbonowa rozkosz w płynie, powtarzają się tu z grubsza wszystkie elementy zapachu, najwięcej jest chyba palonego cukru, orzechów, melasy, marcepana. Ale i drewno, i czekolada,  i wanilia, i szlachetny alkohol, suszone owoce, kandyzowane owoce. Wszystko. Niesamowita gra zarówno na poziomie aromatów, jak i smaków podstawowych.
9,5/10
 
Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.5/10

Praktycznie ten sam poziom co Parabola, genialne piwo. Jest mniejsze o cudowną stoutową słodowość Paraboli, ale jeszcze lepiej eksponuje beczkę po bourbonie. Właściwie eksponuje ją tak, jak eksponują ją barleywine'y z The Bruery, tylko że w przeciwieństwie do nich nie zapomina o pełni słodowej. Firestone Walker to znakomity browar.

czwartek, 11 stycznia 2018

Firestone Walker (Boulevard): Parabola

Nowy Rok rozpoczynam z grubej rury. Jeszcze jedno piwo z Firestone Walker Brewing Company, jeszcze jedno leżakowane w beczkach po bourbonie, jeszcze jedno mocarne, ale tym razem RIS i tym razem... uwarzone nie w browarze FW w Paso Robles, ale niejako kontraktowo w browarze Boluevard Brewing w Kansas. To wyjątkowa sytuacja - w 2017 roku Firestone się przebudowywał i nie miał wystarczająco dużo mocy przerobowych, by stworzyć Parabolę, postanowił więc stworzyć ją w innym browarze. W przypadku tak skomplikowanego piwa to trochę dziwna sprawa, ale udało się - zdaniem tak browaru, jak i oceniających konsumentów - nie gorzej niż w poprzednich latach. Parabola to 24. najlepiej oceniany stout imperialny świata na RB, jak i 34. piwo w ogóle. Tylko 8 tysięcy butelek z edycji 2017 wyszło na świat.

Informacje ogólne:
Piwo: Parabola
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Boulevard Brewing Company (Firestone Walker Brewing)
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: 31,2%
Objętość: 355 ml
Warka: 2017
Cena: brak danych

Opakowanie
Od 2017 roku Firestone leje swoje ciężkie, beczkowe piwa w butelki o pojemności 355 ml zamiast dotychczasowych 650 ml. Szanuję mocno za tę decyzję, oby więcej browarów z USA szło tą drogą. Szata graficzna kartoniku i etykiety pozostała natomiast identyczna. 
9/10 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej przeciętna, choć jak na beczkę nie jest źle.
2,5/5
 
Zapach
Piękne połączenie rozkosznej beczki po bourbonie - waniliowej, węglowej, bourbonowej, przypalanej, karmelowej, drzewnej, kokosowej - z kawowymi, czekoladowymi, palonymi nutami stoutu imperialnego. Klasyka w znakomitym wydaniu.
9,5/10
 
Smak
Jeszcze lepiej. W aromacie nieco za mocno dominowała nad piwem beczka, tutaj wyważenie jest po prostu perfekcyjne. Doskonale współgra cudowny, słodki charakter beczki po bourbonie z dość słodkim, czekoladowym RISem, zwłaszcza że nie następuje efekt przesłodzenia, goryczka jest taka w punkt. Alkohol ukryty genialnie, wszystko idealnie zbalansowane, muszę wystawić najwyższą ocenę.
10/10
 
Tekstura
Bez zarzutów.
5/5
 
9.5/10

Bombastyczne rozpoczęcie roku. Parabola to póki co najbardziej imponujące piwo FW, jeden z najlepszych RISów życia mego, jedno z najlepszych zastosowań beczki po bourbonie, piwo eleganckie, zbalansowane, złożone i intensywne, bliskie ideałowi. Doniosłe.

niedziela, 31 grudnia 2017

Russian River: Supplication

Na zakończenie roku czas na wyjątkowe piwo. Supplication to piwo, które poza Pliniuszem Starszym zaimponowało mi najmocniej w trakcie wizyty w browarze Russian River. Jest to swobodna interpretacja flandersa - brown ale leżakowane w beczkach po winie Pinot Noir z dodatkiem wiśni, fermentowane na brettach, zakwaszane bakteriami kwasu mlekowego. Wg ratebeera najlepszy flanders świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Supplication
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7,75%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: 27.02.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Konsekwencja szaty graficznej z Beatification i Sanctification.
8,5/10 



 
Barwa
Głęboki bursztyn podchodzący pod czerwień, mętne.
3,5/5

Piana
Dość słaba.
2/5

Zapach
Intensywny, bardzo złożony i elegancki aromat wiśni, ziemi, siana, brettów, malin, ale przede wszystkim czerwonego wina. Arcydzieło.
10/10

Smak
Skrzyżowanie trzech światów: czerwonego, mocno wytrawnego wina z jego nutami ciemnych owoców, szlachetną cierpkością i winogronowością, flamandzkiego ale pełnego czerwonych owoców, kwasu i minimalnej octowości oraz wild ale z nutami funku i wsi. Jest świetne też na poziomie smaków podstawowych - bardzo subtelna i idealnie zbalansowana gra kwasu, cierpkości, goryczki i słodyczy. Wszystkie cztery są delikatne, ale dobrze zaakcentowane.
9,5/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem piwo na koniec roku, który pod względem średniej jakości próbowanych przeze mnie piw był bez wątpienia najlepszym rokiem w moim dotychczasowym życiu. Spróbowałem w nim chyba tyle piw klasy światowej, co przez całe poprzednie życie. To koniec już piątego kalendarzowego roku prowadzenia tego bloga - co mnie bardzo cieszy, w dalszym ciągu czuję wymierny wzrost mojej wiedzy o piwie, w dalszym ciągu było dużo horyzontów do poszerzenia i wiem, że ciągle dużo jest. Nie udało mi się wprawdzie dobić do tysiąca recenzji na koniec roku, kończę 2017 z dokładnie 980 zrecenzowanymi piwami na koncie, ale już praktycznie na pewno uda mi się to zrobić na pięciolecie bloga, które nadejdzie w połowie najbliższego lutego. Wtedy nadejdzie czas wielkich omówień, wielkich statystyk i być może wielkich zmian, więc na razie kończę już i życzę szczęśliwego nowego roku.

A Supplication? Jedno z kilkunastu najlepszych piw, jakie piłem, jeden z trzech najlepszych kwasów, najlepszy flanders - o ile tak można je traktować, bo jednak paleta smaków i aromatów odchodzi tu dość znacząco od kanonu wyznaczanego przez Rodenbachy i inne belgijskie piwa. Subtelne, złożone, intensywne i wyśmienite.

Sante Adairius: Love's Armor

Drugie podejście do Sante Adairius. Blend dwóch leżakowanych w beczkach piw: ciemnego, mocnego saisona i żytniego porteru.

Informacje ogólne:
Piwo: Love's Armor
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Capitola
Browar: Sante Adairius Rustic Ales
Styl: oud bruin
Alkohol: 8,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Wyróżniająca się, bardzo ładna etykieta i firmowy kapsel.
8,5/10 
 
 
 

Barwa
Ciemnobrązowe, bardzo mętne, trochę błotniste.
3/5

Piana
Przeciętna.
3,5/5

Zapach
Intensywny, choć nieprzesadnie agresywny funk skrzyżowany z delikatnymi nutami ciemnego słodu. Podjeżdża pod oud bruin. Jest tu też coś niepożądanego, podchodzącego pod DMS, choć to raczej nie on.
7/10

Smak
Tutaj lepiej. Niesztampowe połączenie wyrazistego, dość nietypowego funku, suszonych czerwonych owoców, dębowej beczki i nieznacznych, ale bardzo dobrze kontrujących swoją słodyczą kwas nut czekolady.
8,5/10  
Tekstura
Bez zastrzeżeń.
5/5

7.5/10

Bardzo dobry kwas, a właściwie można śmiało powiedzieć, że bardzo dobre oud bruin. Po tak uznanym browarze więcej jednak bym się spodziewał, raczej nie będę za często wspominał ani tego, ani Quality of Life.

czwartek, 28 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Judgment Day

Klasyczny dubbel z rodzynkami udał się Lost Abbey pięknie, więc co do klasycznego quadrupla z rodzynkami mam wymagania wygórowane. Czy znowu uda się nawiązać walkę z trapistami? Oto rzekomo dwudziesty pierwszy najlepszy quad świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Lost and Found
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: quadrupel
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Jeszcze jedna perełka. Choć nie jest to moja ulubiona etykieta tego browaru.
10/10


 
Barwa
Piękna ciemna miedź wpadająca w brąz.
5/5

Piana
Nieprzesadnie obfita, ale gęsta, trwała, pięknie oblepia szkło.
4,5/5

Zapach
Intensywny, wręcz taki soczysty aromat kandyzowanych owoców, rodzynek, przypalanego karmelu, śliwek, delikatnej czekolady, lekkich belgijskich fenoli.
8,5/10

Smak
Klasyczny, wręcz archetypiczny quad z dużą ilością wszystkiego: suszone i kandyzowane owoce, landrynki, rodzynki, gorzka czekolada, szlachetny alkohol, przyprawy. Quadrupel kompletny, doprawdy!
10/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Nie pachnie może tak pięknie, jak quad potrafi pachnieć, ale w smaku nie oczekuję więcej od klasycznej interpretacji stylu. Moja miłość do Lost Abbey zaczyna mnie aż już nudzić, ale to naprawdę kolejne fantastyczne piwo, które udowadnia, że to browar szalenie wszechstronny, znakomity zarówno gdy podchodzi do piwowarstwa współcześnie, jak i bardzo konserwatywnie. Topowy quad.

środa, 27 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Lost and Found

Dawno nie piłem żadnego dubbla, więc ciężko było mi się zastanawiać, gdy zobaczyłem na półce sklepu piwo w tym stylu w wykonaniu jednego z moich ściśle ulubionych browarów. Lost and Found by Lost Abbey, dubbel z rodzynkami.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Lost and Found
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: dubbel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak zwykle olśniewające. Nawet jedno z najlepszych browaru.
10/10


 

Barwa
Klasyczny dubblowy jasnawy brąz, piękne.
5/5
 
Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, całkiem trwała.
4,5/5

Zapach
Piękny, klimatyczny aromat chleba z rodzynkami - o tak, to idealne określenie. Na drugim planie trochę belgijskich fenoli i suszonych fig, ale generalnie to przede wszystkim chleb i rodzynki, przy czym tak ładny i intensywny chleb i rodzynki, że ciężko nie lubić.
9/10
 
Smak
Baaardzo klasyczne, bardzo spokojne, bardzo belgijskie, pyszne. Chleb, drożdże, rodzynki, suszone owoce, nieco bardzo po belgijsku przyjemnego alkoholu - i starczy, świetne piwo gotowe bez fajerwerków.
8,5/10
 
Tekstura
Bez zarzutu. 
5/5

8.0/10

Bardzo szanuję, jak browar przesiąknięty współczesnym podejściem do piwowarstwa potrafi bez jakichkolwiek ciągot nowofalowych uwarzyć świetne piwo w klasycznym stylu. Lost Abbey szanowałbym i tak, ale teraz szanuję po prostu jeszcze bardziej. To jeden z najlepszych dubbli, jaki piłem, może odrobinę słabszy od najlepszych dubbli trapistów, a jest to jednocześnie stuprocentowy, klasyczny dubbel.

wtorek, 26 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Deliverance

Lost Abbey czy też Port Brewing to obecnie bardzo silny kandydat do tytułu mojego ulubionego browaru świata. Serpent's Stout i Angel's Share leżakowany w beczkach po bourbonie to chyba dwa moje ulubione piwa tego browaru. Deliverance to blend SS Bourbon BA i AS Brandy BA. Zapowiada się cudownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Deliverance
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: hybryda stout imperialny (Bourbon BA) + angielskie barleywine (Brandy BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 81 zł (108 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle genialne.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt potężna, ale jest.
2,5/5

Zapach
Piękny, złożony, intensywny aromat z dominującymi nutami beczki po bourbonie (kokos, marcepan, wanilia, trochę też cynamonowo) oraz słodu - praliny, suszone owoce, kawa.
9,5/10

Smak
Jeszcze wspanialsze, jeszcze bardziej intensywne. Doskonałe wyważone połączenie... no właśnie, RISa, BW i beczki po bourbonie, czyli tym, czym to piwo jest. Kokos, migdał, marcepan, czekolada, kawa, karmel, suszone owoce, daktyle, orzechy, wanilia, szlachetny alkohol. Cudownie złożone i przepyszne, dość słodkie, ale odpowiednio skontrowane, z doskonale ukrytym alkoholem.
9,5/10

Tekstura
Trochę mniej gazu, trochę więcej ciała - tego bym chciał.
4/5

9.0/10

Wybitne piwo, może zabrakło mu jakiejś iskry bożej do wyższej oceny, ale wybitne. I w dodatku bardzo interesujące, bo faktycznie można je potraktować jako hybrydę RISa z BW, zachowuje nie zlewając ich w jedno sztandarowe cechy obu stylów, łącząc je cudowną beczkowatością. Nie jest tanie - nawet jak na Lost Abbey drogie - ale doprawdy warte tych pieniędzy, no chyba że obok na półce stoi Angel's Share Bourbon BA i mamy pieniądze tylko na jedno z nich.

wtorek, 19 grudnia 2017

Sante Adairius: Quality of Life

Wreszcie dobieram się do piw, które przywiozłem z browaru Sante Adairius, położonego w urokliwym dość miasteczku nad Pacyfikiem zwanym Capitola. Browar specjalizuje się w saisonach i wild ale, jest malutki i zrobił na mnie wielkie wrażenie, mimo że spróbowałem tylko trzech jego piw. Do domu przywiozłem dwa różne: pierwsze które otworzę, Quality of Life, to kwaśny dubbel z wiśniami leżakowany w beczkach. Czyli że oud bruin, tak?

Informacje ogólne:
Piwo: Quality of Life
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Capitola
Browar: Sante Adairius Rustic Ales
Styl: oud bruin
Alkohol: 8,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: trzecia
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta neutralna, skrótowa, wspólna dla wielu piw SA. Ładny kapsel.
6,5/10



Barwa
Gdzieś między miedzią a jasnym brązem, piękne, dostojne.
5/5
 
Piana
Tworzy się koszmarnie słabo, ale o dziwo ładny pierścień długo się trzyma.
2/5
 
Zapach
Piękny, dość klasyczny zapach oud bruin: wiśnie, maliny, porzeczki, drewno, przypalone melanoidyny, wkrótce wkracza też intrygująca przyprawowość, zapewne reminiscencja dubblowego pochodzenia piwa. Szlachetny, elegancki. Więcej intensywności nie byłoby złym pomysłem, ale jest świetny.
9/10
 
Smak
Logiczna kontynuacja wrażeń z zapachu - wiśnie i inne czerwone owoce, lekka octowość, średnia kwaśność, kontra w postaci brązowego słodowego ciała, nawet z nutami czekolady. Piwo dość spokojne, wyważone, zbalansowane, na wysokim poziomie.
8,5/10

Tekstura
Może minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

8.0/10

Nie jest to może jakiś rozpierdziel, ale bardzo klasowe oud bruin, którego większość belgijskich browarów by się co najmniej nie powstydziła. Eleganckie piwo do długiej degustacji.

niedziela, 17 grudnia 2017

Firestone Walker: §ucaba

Kolejne piwo z zacnej serii Vintage zacnego kalifornijskiego browaru Firestone Walker, kolejne ciężkie ale leżakowane w beczkach po bourbonie. Jak Stickee Monkee było quadruplem (aczkolwiek mocno idącym w BW), tak tutaj już mamy typowe angielskie barleywine. Dziwna nazwa piwa to pokłosie sporu prawnego - wcześniej nazywało się Abacus, lecz sąd zasądził, że nazwa ta jest zastrzeżona.

Informacje ogólne:
Piwo: Sucaba
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 13,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: 2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Identyczne jak w przypadku Stickee Monkee, z nieco zmienioną kolorystyką, znakomite. 
9/10 

 

Barwa
Miedź wpadająca w bardzo jasny brąz, lekko mętne, ładne.
4/5

Piana
Nieobfita, średnio gęsta, szybko redukuje się do grubego pierścienia.
2,5/5

Zapach
Rozkoszny związek angielskiego barleywine z beczką po bourbonie. Suszone i kandyzowane owoce na pierwszym planie, dalej karmel, toffi, marcepan, wanilia, wiórki kokosowe, dąb. Znam ja ci piękniejsze oblicza Bourbon BA, ale to tak czy inaczej jest piękne.
9/10

Smak
Wjeżdża tu zachwycająca słodycz oparta na toffi, karmelu, wanilii i marcepanie; kontruje je całkiem niemała goryczka i nieco zbyt intensywny, choć szlachetny alkohol. Znakomite, pyszne, dobrze ułożone piwo, ciężko mówić o geniuszu, ale znakomite.
9/10

Tekstura
Całkiem sporo gazu, ciut za dużo.
4/5

8.5/10

Zdecydowanie nie tak znamienite jak Stickee Monkee, aczkolwiek wciąż wyśmienite piwo. Na pewno jednak nie jest to coś, czego byśmy absolutnie nie mieli w Europie - mamy i to raczej taniej, więc za Sucabą tęsknił przesadnie nie będę (zwłaszcza że mam drugą butelkę w piwnicy).

sobota, 16 grudnia 2017

The Bruery: The Grade

Dawno nie piłem nic z The Bruery i chyba czas najwyższy wypić. Piwo interesujące, bo porter bałtycki z syropem klonowym i kozieradką oraz naturalnymi aromatami. Nie jest to jakiś hedaliner browaru, ale zobaczymy, bo The Bruery zwykle oceniam wyżej niż oceniają ten browar ludzie na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: The Grade
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Placentia
Browar: The Bruery
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 7,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2016
Cena: 90,90 zł (60,60 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Na ogół Bruery ma lepsze, ale to też ładne.
8/10 


 

Barwa
Czarne, bez porterowych brązów i miedzi.
4/5

Piana
Wygląda genialnie na początku, ale redukuje się do mniej imponujących widoków.
4/5 
 
Zapach
Oj jaki piękny - intensywny syrop klonowy, melasa, toffi, karmel, mleczna czekolada, prażone orzechy. Deserowy, słodki, bardzo zachęcający.
9/10
 
Smak
Niby to samo, a jednak nie to samo, gorzej niż w zapachu. Niby dalej syrop, orzechy, karmel, czekolada, ale zamiast mega wyklejającego, pełnego, intensywnego smaku, jest tutaj trochę pustki, jeśli chodzi o stronę słodową, którą wypełnia nawet trochę alkoholowej ciężkości. Nie no, brzmi to źle, a piwo jest bardzo smaczne, nawet bardzo-bardzo - to nie tak że puste, broń boże, po prostu mogłoby być troszkę pełniejsze. Zapach po prostu robił nadzieję na coś więcej.
8,5/10

Tekstura
Bez uwag.
5/5

8.0/10

Ej, nasłuchałem się trochę niepochlebnych opinii o tym piwie, a to naprawdę świetny bałtyk. Trafione dodatki, trafiona ilość dodatków, świetna baza. Przekonuje mnie to nie mniej niż osławione BW z beczek po bourbonie z The Bruery. Dygresja - Black Jack z Hopkinsa jest bardzo podobny. Co prawda zdecydowanie słabszy, ale też z sześć razy tańszy. 

wtorek, 12 grudnia 2017

Firestone Walker: Stickee Monkee

Podczas całej mojej podróży do Kalifornii Stickee Monkee z przezacnego browaru Firestone Walker zrobiło na mnie największe piwne wrażenie, no może jedno z trzech największych wrażeń góra. Nie jestem wszak pewien, że będę tu miał sensoryczny orgazm, bo w browarze próbowałem edycji 2017, a butelka, jaką zdobyłem, to jedna z 4000 butelek warki 2016. Piwo jest wariacją na temat quadrupla, leżakowaną w beczkach, z dodatkiem brązowego cukru. Na ratebeerze szósty najlepszy quad świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Stickee Monkee
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: quadrupel (Bourbon BA)
Alkohol: 11,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Kartonik z rozwlekłym opisem, butelka ze szczegółowymi informacjami w stylu dość konserwatywnym, eleganckim. Suuper.
9/10

 

Barwa
Mahoniowe, przechodzące w brąz, lekko mętne.
4,5/5
 
Piana
Nie powalająca, ale jakaś tam jest.
2/5
 
Zapach
Rozkoszny, bardzo beczkowy - kokos, wanilia, cukier kandyzowany, melasa, karmel, mleczna czekolada, migdały, owoce kandyzowane, rodzynki. Złożoność super, kompozycja super, jedynie intensywność nie powala, ale i tak fantastyczny to aromat.
9/10
 
Smak
Logiczna kontynuacja wrażeń z zapachu; arcyprzyjemna, kokosowo-migdałowo-waniliowa (ale przede wszystkim kokosowa) słodycz, delikatne nuty przypalane (czy to od cukru brązowego, czy od beczki po bourbonie). Bardzo łagodne jak na swoją moc, podobnie jak w zapachu odczuwam jakiś tam niedobór intensywności, za to jest niezwykle gładkie, eleganckie, subtelne. Nie zostało tu za wiele quadrupla, przypomina bardziej angielskie barleywine Bourbon BA. Wspaniałe piwo.
9,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

9.0/10

W Stanach rocznik 2017 zrobił na mnie nieco większe wrażenie, ale mogła to być magia miejsca. Znakomite piwo tak czy inaczej, świetnie eksponujące beczkę (na poziomie The Bruery), ale nie zapominające o słodzie (jak często The Bruery). Trochę podobne do Buby Whiskey BA, ale mniej quadowe i zdecydowanie mniej genialne.

sobota, 28 października 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Ten Commandments

Nigdy dosyć Lost Abbey, zwłaszcza odkąd ostatnio ich piwo weszło do mojego życiowego top 3. Dziś piwo zapowiadające się fascynująco: zdziczałe za pomocą brettów belgijskie ciemne mocne ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Ten Commandments
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: belgijskie ciemne mocne ale
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: Vintage 2016
Cena: 70 zł (46,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle spektakularne, w sumie nawet jedno z najlepszych tego browaru, wspaniałe.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyste, bo chyba bardzo mętne, ale nie jest czarne, jest ciemnobrązowe.
3,5/5


Piana
Umiarkowanie obfita, lekko przyciemniona, dość szybko się redukuje.
3,5/5

Zapach
Bardzo złożony, ciekawy i ładny - marcepan, mleczna czekolada, cynamon, szlachetny, typowo belgijski alkohol, belgijskie fenole. W tle pobrzmiewają bretty i kwaskowatość, ale nawet nie w każdym niuchnięciu.
9/10



Smak
Bretty wniosły aż podejrzanie mało - w sumie tylko taka charakterystyczna cierpkość-wytrawność na finiszu. Poza tym to natomiast pyszne belgijskie mocne ale, podobne mocno do Pannepota, z dużą rolą migdałów, mlecznej czekolady, wiórków kokosowych, strasznie fajnego słodko-likierowego alkoholu, ciemnych owoców.
8,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu. Jak to w belgach.
4/5

8.0/10

Moim zdaniem trochę lepsze niż podstawka Pannepota, ogólnie piwa dość znacząco podobne. Bardzo, ale to bardzo chciałbym je zobaczyć w beczkach po czymś.

poniedziałek, 16 października 2017

Russian River: Beatification

Sanctification nie rozwaliło mózgu, ale teraz powinno już być naprawdę grubo. Beatification to piąte najlepiej oceniane piwo browaru z obecnie produkowanych, ósme najlepsze wild/sour ale świata na ratebeerze. Zainspirowane lambikami, a zwłaszcza zaprzyjaźnionym z RR Cantillon, jest w stu procentach spontanicznie fermentowane. Podobnie jak w Cantillon, najpierw po uwarzeniu brzeczka spędza noc w płaskim, otwartym tanku, by przesiąknąć bakteriami i drożdżami fruwającymi w powietrzu w Russian River, a następnie trafia do beczek i tam fermentuje i leżakuje kilka miesięcy. Bardzo ciekawa sprawa - chyba pierwszy raz piję pełnoprawnego dzikusa (bez celowego zadania drożdży brettanomyces czy jakichkolwiek innych) spoza Belgii i w dodatku spoza Europy. Skoro spontany Mikkellera klasyfikowałem jako krieki i tak dalej, to Beatification muszę wrzucić do worka z niemieszanymi lambikami.

Informacje ogólne:
Piwo: Beatification
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: lambik niemieszany
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana
Cena: brak danych

Opakowanie
Z tej samej serii co Sanctification, na etykiecie narzędzie którego nie potrafię nazwać. Trochę słabsze kolorystycznie. 
8,5/10


 
Barwa
Jasnozłota, cytrynowa wręcz.
5/5

Piana
Niezła wpierw, ale szybko się redukuje do grubego pierścienia.
2,5/5

Zapach
Liryczny aromat siana, stajni, kwiatów, przepięknej ziemistości, trawy czy wręcz polnego zielska, rumianku (bardzo intensywny), tylko nieznacznie podszyty funkiem. Jednocześnie rustykalny i dystyngowany, przepiękny, w dodatku świetnie się rozwija z czasem.
10/10

Smak
Tu następuje pewna zmiana - jest bardzo kwaśne, w sposób przypominający sok z cytryny, bardziej zdecydowane, ale w dalszym ciągu piękna ziemistość, dalej się ten rumianek przebija, dalej sianko i kwiaty. Minimalnie mniej wysublimowany niż aromat, ale też wybitny.
9/10

Tekstura
Nie zwróciłem nawet uwagi, co znaczy że bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Wspaniałe piwo, które nie musi się wstydzić nawet przed lambikami naprawdę dużego kalibru. Jest na pewno spokojniejsze niż większość z nich, mniej złożone niż te najlepsze, ale większość przebija. I udowadnia, że prawdziwie spontaniczne piwa warto robić nawet bardzo, bardzo daleko od doliny rzeki Zenne.

poniedziałek, 9 października 2017

Russian River: Sanctification

Od razu po powrocie z USA rzuciłem się do recenzowania Pliniusza Starszego z RR, a teraz czas powoli zabierać się za kwasy tego znamienitego browaru, nie mniej legendarne od imperialnych IPA. Zaczynam od najmniej obiecującego z czterech, które przywiozłem. Sanctification to piwo, które aż do rozpoczęcia fermentacji przyrządzane jest jak zwyczajne golden/blonde ale, natomiast później zaczyna się zabawa, bo fermentowane jest tylko i wyłącznie drożdżami brettanomyces. Powinno to więc być piwo skrajnie wytrawne, jako że bretty zżerają cukry bardzo intensywnie i w ostatecznym rozrachunku chyba praktycznie do zera. Widać zresztą o co chodzi z parametrów - 6,75% alkoholu z zaledwie 13% ekstraktu.

Informacje ogólne:
Piwo: Sanctification
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: wild ale
Alkohol: 6,75%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 26 lipca 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Ładna butelka z korkiem i charakterystyczna, rustykalno-elegancka (tak) etykieta. Gdyby tylko nie ten comic sans, to byłoby super, ale i tak jest bardzo ładnie.
8,5/10

 
Barwa
Bardzo ładne, klasyczne, klarowne złoto.
4/5
 
Piana
Niezbyt obfita, ale gęsta i z niezłym lacingiem.
3,5/5
 
Zapach
Bardzo subtelny i elegancki, połączenie piwa z białym winem właściwie. Co odrobinę zaskakujące, bardzo intensywne są nuty jasnych owoców, zwłaszcza winogron, kwaśnych jabłek, może liczi. Leciusieńka stajnia, nuty szampańskie, może nawet takiej szlachetnej pleśni i charakterystyczna uber-wytrawność brettów. Jest tam coś, co mi się nie podoba, ale bardzo interesujący aromat.
8,5/10

Smak
Trochę mniej winne a bardziej piwne, choć skojarzenia z musującym białym winem ciągle obecne; wkracza nie taka mała kwaśność, i bardzo fajna, szlachetna wytrawność połączona z minimalną cierpkością i resztkami słodu (taki stary czerstwy jasny chleb). Trochę mniej owocowe, znika też ta nuta z zapachu, która mi się nie podobała. Bardzo subtelne, bardzo nienachalne, pyszne, choć dalekie od geniuszu bardzo.
8,5/10

Tekstura
Troszkę za mało gazu.
4/5

8.0/10

Nie jest to jakieś gigantyczne piwo, ale pyszna przygrywka pod geniusz, jakiego oczekuję od pozostałych trzech kwasach z RR. Urzekła mnie subtelność tego piwa - jest takie bardzo nieoczywiste, trzeba się na nim mocno pochylić. W zatłoczonym pubie Russian River nie dozna się go w pełni.

środa, 6 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged

Wielki to dla mnie wieczór. Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga regularnie, to wie, że jestem wielkim miłośnikiem Lost Abbey, jak i wielkim miłośnikiem barleywine. Otóż przede mną piwo, które na RB jest najlepszym z ponad dwustu piw tego browaru, nie licząc czterech piw wycofanych z produkcji i Cable Cara, który wprawdzie jest w dalszym ciągu warzony, ale rozchodzi się błyskawicznie i na aukcjach lata po kilkaset dolarów. To również trzecie najlepiej oceniane barleywine świata, a trzeba dodać, że drugie ma tylko 16 ocen, więc po prawdzie średnio się liczy. Angel's Share to określenie ze świata destylatów, oznaczające część destylatu, która w trakcie leżakowania w beczkach wyparowuje. A piwo jest angielskim barleywine leżakowanym w beczkach po bourbonie właśnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 110 zł (146,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z najpiękniejszych, może i najpiękniejsze Lost Abbey. A to mówi BARDZO wiele.
10/10


 
Barwa
Ciemny brąz, chyba dość mętne.
3,5/5

Piana
Marniutka - ledwo się jakaś tworzy i zaraz redukuje do pierścienia.
2/5

Zapach
Potężny splot bogatej słodowości (czekolada, karmel, suszone śliwki, suszone figi, daktyle, cukier kandyzowany) z niesamowitymi aromatami beczki: piękna wanilia, drewno, węglowość, wiórki kokosowe, marcepan. Genialny.
10/10

Smak
Cudownie rozprzestrzeniają się na podniebieniu te nuty z zapachu. Przewodzi mocno przypalony karmel, rozkoszna chlebowość i beczka po bourbonie, nawet bardziej kokosowa niż waniliowa. Do tego szczypta czekolady, szlachetnego bourbonu, zwęglonego drewna. Słodkie, ale nie przesadnie, z wyraźnie zaznaczoną kontrą goryczki. Genialne, genialne, genialne.
10/10

Tekstura
Minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

9.5/10

Te momenty, gdy efekt dogania oczekiwania, mimo że były skrajnie wygórowane. To fenomenalne, genialne piwo, które wskakuje na moje życiowe podium. Najlepsze barleywine? Tak. Najlepsze Lost Abbey? Również. Najlepszy przykład użycia beczki po whiskey? A nie, Buba Extreme ciągle górą. Czarowne piwo.