Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Holandia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 listopada 2017

Brouwerij 't Ij: Flink

Z IPA wyszło tak sobie, może lepiej Brouwerij 't IJ wypadnie na polu stylu nieco bliższemu Holandii, a mianowicie belgijskiego pale ale, w tej interpretacji odrobinę podkręconego nowofalowym chmielem. Piwa w tym stylu mam okazję pić bardzo bardzo rzadko, ale akurat to jest drugi raz w ciągu krótkiego przedziału czasu.

Informacje ogólne:
Piwo: Flink
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Północna
Miasto: Amsterdam
Browar: Brouwerij t' IJ
Styl: nowofalowe belgijskie pale ale
Alkohol: 4,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo mi się podoba - charakterystyczny kształt etykiety i bardzo klimatyczny, oldskulowy wzór graficzny.
8,5/10


 
Barwa
Ciemne złoto minimalnie wpadające w bursztyn.
4/5

Piana
Obfita, gęsta, średnio trwała - solidna.
3,5/5

Zapach
Dość dziwaczne, ale przyjemne połączenie belgijskich drożdży z amerykańskim chmielem: jest bardzo owocowe (z lekką nutą rozmarynu) i są to takie owoce wpół drogi między belgijskimi estrami a nowofalową lupuliną. Do tego niekoniecznie pochodzący od słodu aromat przypieczonej skórki od chleba. Fajne.
7/10

Smak
Tutaj uspokaja się, normalizuje, mocniej przypomina klasyczne belgijskie pale ale, zaprawione nie za wysoką dawką chmielu amerykańskiego. Przefajna, chlebowa baza słodowa, subtelna gra belgijskich estrów i stonowana chmielowość, solidna goryczka - świeże, czyste, pijalne i smakowite piwo.
8,5/10

Tekstura
Dobrze dopasowane, wysokie wysycenie.
5/5

7.5/10

Ooo, i to jest już coś bardzo godnego uwagi. BPA to dość spokojny styl i to piwo też jest spokojne mimo wzbogacenia nowofalowym chmielem, ale wyszło na wysokim poziomie, złożone, kompletne, ciekawe, pijalne, nieco oldskulowe.

poniedziałek, 6 listopada 2017

Brouwerij t' IJ: IPA

Choć żadne piwo z Brouwerij t' IJ nie znajduje się w zdominowanym przez de Molena top 50 holenderskich piw ratebeera, to jest to drugi najlepiej oceniany browar ze stolicy kraju. Powstał w 1985 roku, więc jak na standardy craftowe jest to już browar z brodą. Dzięki uprzejmości pewnego podróżnika mam okazję dać mu dwie szansy - oto pierwsza z nich, klasyczne, sztandarowe AIPA.

Informacje ogólne:
Piwo: IPA
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Północna
Miasto: Amsterdam
Browar: Brouwerij t' IJ
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Etykieta jak na polskie warunki niecodzienna, bo właściwie soft-pornograficzna. Jak na taką - w całkiem dobrym smaku, z niezłym efektem kolorystycznym, choć to tylko czerń i biel. Podoba mi się.
8/10

 
Barwa
Mętne złoto, pięknie pracujący gaz.
4/5

Piana
Wyśmienicie obfita, gęsta, trwała.
5/5

Zapach
Bardzo ładny, świeży aromat kwiatowo-owocowego chmielu i zbożowo-karmelowego słodu, który nie przesłania, a jedynie ładnie podkreśla chmielowe nuty. Nie jest to jednak jakaś chmielowa bomba, a z czasem wychodzi leciutki diacetyl.
7/10

Smak
Solidne IPA z miejscem na owocowe aromaty chmielu, lekko karmelową słodowość, trawiastość, dość wysoką i szlachetną goryczkę. Bardzo fajny, długi finisz.
7,5/10  
Tekstura
Trochę za dużo gazu. 
4/5

6.5/10

Taka tam przyjemna ipka, do miłego wypicia, ale i do zapomnienia gdyby nie ta niecodziennie pornograficzna etykieta. Browar zupełnie nie przykuł mojej uwagi, ale dostanie jeszcze jedną okazję na wykazani się.

wtorek, 22 sierpnia 2017

De Molen: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA

Wczoraj rozczarowanie de Molenową kooperacją z Omnipollo, dziś liczę na sowite zadośćuczynienie. Leżakowana w beczkach po bourbonie wersja Mooi & Meedogenloos (piękny i bezwzględny) to ścisła czołówka piw z najsłynniejszego holenderskiego browaru - top 10 (z kilkuset), a nie licząc piw wycofanych, to nawet top 6. Czy zbliży się do poziomu wyśmienitego Weer & Wind?

Informacje ogólne:
Piwo: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 11,2%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 15 września 2016 roku (do 15.09.2021 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasyczna ascetyczna etykieta de Molena i czarny lak - arcydzieło butelkowej estetyki, osiągnięte w prosty sposób.
9,5/10

 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej słaba.
2/5
 
Zapach
Niezbyt intensywny, słodowy, bardzo ciemny, bardzo mocno palony słód przechodzący dość ewidentnie w nuty wędzone, i beczka, ale właściwie samo drewno, jakby nic w nim nie leżało. Właściwie to rozczarowanie, dziwna ta kompozycja i brak intensywności. Z czasem trooochę się otwiera.
6,5/10
 
Smak
Dużo lepszy niż aromat, duuużo lepszy. Pyszny, gładziutki, intensywny RIS smagnięty beczką; piękna, czekoladowo-ciastowo-przypalano-wędzonkowa słodowość wzbogacona słodkimi nutami bourbonowej wanilii, marcepana, no i po prostu nutami drewna. Bardzo pijalne jak na taką moc. Finisz jest genialny, długi i intensywny, na nim nawet lepiej niż w ustach ujawnia się genialne połączenie bourbona z RISem. Cudowne.
9,5/10
 
Tekstura
Nie mam uwag.
5/5

8.0/10
 
Dziwne piwo, nie wiem skąd ta rażąca dysproporcja między przeciętnym aromatem a znakomitym smakiem. Gdyby oba były na poziomie tego drugiego, mielibyśmy piwo fantastyczne, porównywalne z Weer & Wind. Wciąż jest to świetna propozycja.

czwartek, 17 sierpnia 2017

De Molen & Omnipollo: SitiS

Dziesiątą setkę recenzji otwieram kooperacją dwóch gwiaździstych europejskich browarów, względnie konserwatywnego jak na craft de Molena i nieznającego żadnych granic Omnipollo. 900 zrecenzowanych piw za mną, a chyba jeszcze nigdy, ani tu ani poza blogiem, nie miałem okazji spróbować piwa z ananasem - to będzie pierwsze. Konkretnie - IIPA z ananasem.

Informacje ogólne:
Piwo: SitiS
Kraj: Holandia - uwarzone w kooperacji ze szwedzkim browarem kontraktowym
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen i Omnipollo
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 11 maja 2017 roku (do 11.05.2018 r.)
Cena: 20,70 zł (31,36 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No cóż, ta kolorystyka psuje mocno cały efekt ascetycznych etykiet de Molena. Ale nie jest źle i podobać się musi skład - już nie tylko dowiadujemy się, jakie chmiele zostały wykorzystane, ale które w którym momencie procesu powstawania piwa zostały wykorzystane.
6,5/10
 
Barwa
Najbardziej spektakularne, nierównomierne zmętnienie, jakie widziałem. Wygląda to trochę podejrzanie, ale i pięknie.
4,5/5
 
Piana
Dość obfita i gęsta, nietrwała wszak.
4/5
 
Zapach
Intensywny, bardzo ostro chmielowy i bardzo owocowy - grejpfrut, biały grejpfrut na przedzie, to piwo pachnie wręcz kwaśno; poza tym są słodsze przebłyski liczi i rzeczywiście niemało ananasa. Taki na maksa biało-owocowy aromat, znakomity.
8,5/10
 
Smak
Dużo mniej udany od aromatu. Dalej jest bardzo owocowo, wręcz sokowato pod pewnym względem, natomiast w miejscu, w którym powinna następować fajna słodowa kontra, jest alkoholowy dech, taki już naprawdę nieprzyjemny. Ta soczysta, chmielowa owocowość jest super, więc ciężko mi potępić to piwo w czambuł, ale dawno się z tak rażącym alkoholem nie spotkałem.
4/10
 
Tekstura
Trochę za mocno gazowane, ale jest dobrze.
3,5/5

4.5/10

Piwo z masą zalet, a jednak musiałem wylać 2/3 butelki. Naprawdę niedopuszczalny poziom alkoholowości, nieprzystojny obu browarom. Chociaż swoją drogą to już drugie bardzo nieudane IIPA od Omnipollo, z jakim się zetknąłem, z tym poprzednim z trzy lata temu, kiedy jeszcze o Omnipollo było w miarę cicho.

piątek, 12 maja 2017

De Molen: Weer & Wind

Weer & Wind, tradycyjne barleywine leżakowane w beczce po bourbonie, to bez wątpienia jeden z kandydatów na chef d'oeuvre holenderskiego browaru. Na RB wyprzedza je parę stoutów imperialnych, natomiast jeśli chodzi o barleywine'y, to najlepiej ocenianej piwo z Młyna i dwudzieste czwarte najlepsze na świecie. Zdradzę, że piłem je już na grupowej degustacji w listopadzie i było fantastyczne, więc to dla mnie taka trochę degustacja na pewniaka. Lubię takie, przyznam, mimo że i odkrywać nowe lądy uwielbiam.

Informacje ogólne:
Piwo: Weer & Wind
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,4%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: z 5 września 2016 roku (do 05.09.2041 r.)
Cena: 25,20 zł (38,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Standardowa asceza de Molena, którą tak uwielbiam, a do tego czerwony laka - świetnie to wygląda.
9,5/10


 
Barwa
Głęboki bursztyn przechodzący w miedź, piękne.
4,5/5

Piana
Marna.
2/5

Zapach
Przepiękny, intensywny, słodki aromat wykorzystanej na całego beczki po bourbonie (wszechogarniająca wanilia), rodzynek, szlachetnego karmelu, chleba, fig, suszonych owoców. Jak jakiś pyszny karmelowy deser nasączony bourbonem.
9,5/10

Smak
Mniej więcej to samo co w aromacie, tylko dwa razy bardziej intensywnie i z wkraczającą nutą przypalaną. Cudowna fala słodyczy. Przepyszne, łączy potężną złożoność z ogromną prozaiczną przyjemnością z picia, a odczuwalny ciężar z nie najgorszą pijalnością. Nie jest idealne, ale niedalekie od ideału.
9,5/10

Tekstura
Nieco za dużo gazu jak na tak ciężkie piwo.
4/5

9.0/10

Wspaniałe piwo, ocierające się o geniusz. W temacie niechmielonego nowofalowo barleywine biją je tylko trzy piwa, jakie znam - dwa z serii Riserva Teo Musso z Baladin i jeden rocznik Vintage Ale z Fuller'sa. W dodatku było bardzo tanie jak na taki kaliber - teraz chyba z 10 zł droższe, ale warte tych pieniędzy.

poniedziałek, 1 maja 2017

De Molen & Piwoteka: Łódź i młyn

Choć piwa z De Molena zalegają na półkach polskich sklepów specjalistycznych, to rzadko decyduję się je kupić. Kompletnie nie jestem w stanie się zgodzić z werdyktem konkursu Ratebeer Best 2016, który umieścił holenderski browar w światowym top10 - zakrawa mi to doprawdy na kuriozum. Póki co piłem z De Molena dwa piwa faktycznie znakomite, wybitne, ale cała reszta była mniejszym lub większym rozczarowaniem. Na Łódź i młyn skusiłem się ze względu na huczną kooperację z polską Piwoteką i fakt jednorazowości tego piwa. Jest to stout imperialny z jarzębiną. Miałem okazję pić go z kranu chyba nawet w dniu premiery i zrobił na mnie wrażenie pozytywne, aczkolwiek umiarkowanie, bo był bardzo alkoholowy. Mam nadzieję, że pół roku leżakowania wyeliminowało ten mankament.

Informacje ogólne:
Piwo: Łódź i młyn
Kraj: Holandia - uwarzone w kooperacji z polskim browarem kontraktowym
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen i Piwoteka
Styl: stout imperialny
Alkohol: 13,8%
Ekstrakt: 29,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 19.10.2021 r.
Cena: 21,90 zł (33,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Całkiem fajne etykiety ma Piwoteka, a ta jest udana w szczególności. Kapsel De Molena.
8/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Ciężkie nuty ciemnego słodu - czekolada gorzka i trochę mniej gorzka, palone zboże, likier kawowy, orzechy - łączą się z delikatnymi wtrąceniami jakby owocowymi i jakby kwaskowatymi, które można przypisać jarzębinie. Bardzo przyjemny aromat, aczkolwiek jak na styl brakuje mu trochę głębi.
8/10

Smak
Przyjemny napór kawy, czekolady i nut mocno palonego zboża, zakończenie w postaci nawet sporej, ziołowej goryczki, do tego element z innego świata, zapewne ze świata jarzębiny. Niestety mimo półrocznego leżakowania suchy alkohol w dalszym ciągu jest mocno wyczuwalny i odbiera piwu szlachetność.
6,5/10

Tekstura
Świetna, może odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

6.5/10

Pół roku leżakowania to zdecydowanie za mało. Może za kolejny rok, może za parę lat to piwo będzie bardzo dobre - póki co jest piwem niezłym, to znaczy jednym z najmniej okazałych RISów, jakie spotkałem. Szczerze mówiąc, dałbym mu tak nawet z pięć lat, żeby nie powiedzieć dziesięć. Mam jeszcze butelkę w piwnicy i chyba spotkam się z jej zawartością najwcześniej pod koniec następnej dekady. Patrząc na to, że cena ani trochę mniejsza nie jest przez współpracę z polskim browarem, to jest to zwyczajna strata kasy przy RISowej konkurencji w podobnej cenie.

poniedziałek, 13 marca 2017

Brouwerij de Koeningshoeven: La Trappe Quadrupel Oak Aged Batch #19

Po sześciu wypitych piwach z Brouwerij de Koeningshoeven wciąż zostają mi jeszcze jakieś La Trappe'y do odkrycia. Teoretycznie La Trappe Puur (jedyne piwo browaru nastawione na chmiel), witbier i leżakowany w beczkach quadrupel, a praktycznie to te dwa pierwsze i niezliczone wersje tego ostatniego, bo jak mówi sam browar, każda warka tego piwa jest inna, gdyż zawsze trafia ono do innej beczki. Holenderscy trapiści wyczyniają cuda z drewnem już od 2010 roku, kiedy w Polsce dopiero zaczynano śnić o rewolucji. Leżakowana w beczkach wersja świetnego już i bez beczek quadrupla to z założenia chef d'oeuvre browaru i potwierdza to ratebeer - dziewięć z dotychczasowych 26 warek to dziewięć najlepszych piw La Trappe. Warka dwudziesta zajmuje nawet siódme miejsce w rankingu quadrupli wszech czasów (przed Bubami zajmowała czwarte). Ja trafiłem na dziewiętnastą, która jest ostatnią ze wspomnianych dziewięciu.

Warka dziewiętnasta została zblendowana 28 lutego 2015, co oznacza, że zupełnym przypadkiem zabrałem się za degustację tego piwa równiusieńko co do dnia dwa lata bo jego powstaniu. W 83% jest to piwo leżakowane w beczce po winie deserowym z Banyuls w Roussillon, które zdaniem browaru przypomina w zapachu kompot śliwkowy i kakao. Pozostałe 17% to świeża dębowa beczka. Mega ciekawie.

Informacje ogólne:
Piwo: La Trappe Quadrupel Oak Aged Batch #19
Kraj: Holandia
Prowincja: Brabancja Północna
Miasto: Berkel-Enschot
Browar: Brouwerij de Koningshoeven (Bavaria)
Styl: quadrupel (Banyuls wine BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 01.2040 r.
Cena: 66 zł (88 zł za 0,5 l) 

Opakowanie
Standardowo piękna etykieta La Trappe tutaj umieszczona na butelce o piękniejszym kształcie niż zwykle w tym browarze i z eleganckim korkiem. Na minus jednak brak grawerunków na szkle. 
9,5/5
 

Barwa
Piękna miedź i bardzo brzydkie zmętnienie.
1,5/5
 
Piana
Przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Z jednej strony typowy quadrupel, który faktycznie kojarzy mi się z quadem La Trappe, którego piłem przecież aż cztery lata temu: rodzynki, suszone figi, śliwki, karmel, toffi, dojrzałe jabłka, szlachetny alkohol. Z drugiej strony beczka - drewno, migdał, kokos. Piękny aromat i potwornie złożony.
9/10
 
Smak
Podobnie jak w aromacie, tylko potężniej. Czuć od razu spory ciężar tego piwa, ale jest to ciężar przyjemny, nawet spory udział nut alkoholowych nie przeszkadza, bo są bardzo szlachetne. Bardzo chlebowe, rodzynkowe, pełne suszonych owoców i słodyczy, szczypta czekolady. I znowu ta beczka - kokosowa, migdałowa, bardzo drzewna, z każdym kolejnym łykiem coraz mocniejsza. Czuć w tym nutę ciężkiego, deserowego, słodkiego wina, choć bez informacji o nim chyba bym na nie nie wpadł. Potężne piwo, doprawdy genialny mariaż.
9,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
4/5

8.5/10

Znakomite piwo od bardzo tradycyjnego browaru, którego wielu młodych gniewnych kraftowców mogłoby uczyć, jak korzystać z beczek. Po czymś takim będę zażarcie polował na inne warki tego piwa. Pomysł z winem deserowym wypadł świetnie.

czwartek, 20 października 2016

Brouwerij de Koeningshoeven (Bavaria): La Trappe Bockbier

Po trzech latach przerwy, z okazji przebycia dokładnie 3/4 drogi do tysiąca recenzji, mam okazję zrecenzować jeszcze jedno piwo z jedynego holenderskiego browaru trapistów. Sytuacja jest trochę specyficzna. Pierwsze zdanie etykiety mówi wiele: "... world's only Trappist bock ale". Aha. Generalnie, no właśnie, trapiści i koźlaki (oczywiście ile wpływu na repertuar La Trappe mają faktycznie trapiści, to osobna kwestia) to romans zupełnie niecodzienny, ale koźlaki i ale to już jakby oksymoron. Co z tego wyjdzie? Najsłynniejsze portale mimo wszystko klasyfikują piwo jako koźlaka, w dodatku na ratebeerze mieści się ono wśród top 5 najlepszych tradycyjnych koźlaków ever (w dodatku jeden z top 4 to enigma, którą ostatnio ktoś ocenił 5 lat temu). De Halve Maan z Brugii warzy już ewidentnego dubbla, którego określa koźlakiem - zobaczymy, jak będzie tutaj.

Informacje ogólne:
Piwo: La Trappe Bockbier
Kraj: Holandia
Prowincja: Brabancja Północna
Miasto: Berkel-Enschot
Browar: Brouwerij de Koningshoeven (Bavaria)
Styl: koźlak tradycyjny
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: do 08.2018 r.
Cena: 21,99 zł (14,66 zł za 0,5 l)

Opakowanie
W dużych butelkach i z korkiem, z pięknymi etykietami i grawerunkami, piwa z La Trappe wyglądają wspaniale.
10/10


 
Barwa
Brązowe bez światła, pod światłem wspaniała czerwień.
5/5
 
Piana
Genialna.
5/5
 
Zapach
Klasyka koźlaka - subtelny karmel, toffi, chleb, a do tego suszone i niekoniecznie suszone owoce - śliwki, jabłka.
8,5/10
 
Smak
Podobnie jak w zapachu, dominuje ciemny chleb, karmel i owoce, do tego bardzo przyjemna nuta przypalana i lekka ziemistość. Dostojny kozioł, jedynym minusem jest trochę wyłażący alkohol.
8/10
Tekstura
Do przeżycia, ale przegazowane.
3/5

7.5/10 

Po pierwsze, mimo drożdży górnej fermentacji, smakuje to totalnie jak koźlak, i to taki klasyczny. No cóż. A po drugie bardzo dobre piwo, chociaż po trapistach, nawet takich trochę z pobocza, oczekuję jednak więcej.

niedziela, 20 grudnia 2015

Buxton & Oedipus & Rooie Dop: Ring Your Mother

Po nieprzyzwoicie długiej, bo prawie pięciomiesięcznej przerwie wracam do jednego z moich ulubionych browarów świata, Buxton Brewery. Anglicy uwarzyli we współpracy z dwoma holenderskimi craftami (od których jeszcze nic nie piłem) bardzo mocne piwo, które podpisali stylem "1832 XXXX Mild". O co tu chodzi? Związek z tym, co dziś rozumiemy pod pojęciem milda, będzie oczywiście czysto historyczny i nominalny - powstało na podstawie receptury browaru Truman's Brewery z 1832 roku, które było czymś dzisiaj niespotykanym - Imperial Mild Ale. Czy dowiemy się, jak smakowało tak dawne piwo? Ano niekoniecznie, bo craftowcy dołożyli od siebie amerykański chmiel.

Informacje ogólna:
Piwo: Ring Your Mother
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - we współpracy z browarami z Holandii
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery, Oedipus Brewing i Rooie Dop
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 24 lutego 2015 r.
Cena: 19,45 zł (29,47 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Klasyczna etykieta Buxton, Holendrzy nie dołożyli nic od siebie i dopóki nie sięgnąłem po to piwo - a stało sobie u mnie, przyznam, jakieś pół roku - byłem pewien, że to indywidualna robota Anglików. Bardzo ładnie.
8,5/10

Barwa
Bursztyn i bardzo nietypowe, drobinkowe zmętnienie - ładne, oryginalne.
3,5/5

Piana
Bez rewelacji; niezbyt obfita, średnio gęsta, najlepiej jest z trwałością, choć też daleko ideału.
3/5

Zapach
Tak daleko od milda, jak się da - przypomina coś pomiędzy amerykańskim barleywine a imperialnym IPA; najpierw dominuje skondensowany nowofalowy chmiel na potężnej słodyczą podbudowie słodowej. Odczucie chmielowe jest dalekie od ideału, trochę łodygowe, natomiast na słodowym tle wypada już nawet nieźle, a potem słodowość coraz bardziej przeważa, wprowadza efektowne nuty karmelowe i biszkoptowe i jest już świetnie. Daleki od doskonałego, ale bardzo fajny aromat.
8,5/10

Smak
W ustach słód ma swoje najbardziej aktywne pięć minut, choć co prawda jest dalej bardzo chmielowo, to nasila się słodycz; po przełknięciu natomiast wkracza nieustępliwa, bardzo przyjemna, wysoka goryczka i finisz jest już totalnie chmielowy. Ciut za bardzo alkoholowe jak na mniej niż 10%, ale bardzo przyjemne i dostojne, takie nieustanne przeciąganie liny przez słód i chmiel.
8/10

Tekstura
Bez zarzutu - wysoka, ale nie za wysoka gęstość i niskie, ale nie za niskie wysycenie idealnie współpracują ze smakiem.
5/5

7.5/10

Proszę mi tu nie mydlić oczu, za dużo piw w życiu wypiłem - nie wiem, jak smakowało piwo z 1832 roku, ale dzięki potężnej ilości nowofalowego chmielu (przypominam, że piwo było uwarzone dziesięć miesięcy temu i mimo to chmiel dominuje) ten twór wyszedł jak ewidentne amerykańskie barleywine. Piwo bardzo dobre z plusem, ale jak na ten wybitny styl i jak na tę cenę to takie tam, do machnięcia ręką. Z dziesięciu piw Buxton, które piłem do tej pory, przebiło tylko dwie interpretacje berliner weisse - przy takim ekstrakcie jest to trochę zawód.

sobota, 18 lipca 2015

De Molen: Rasputin Laphroaig/Caol Ila

Jaram się tym piwem jak nie wiem. Tak się złożyło, że nie miałem do tej pory okazji zdobyć podstawowej wersji jednego z bardziej legendarnych RISów Europy, Rasputina z Brouwerij de Molen, za to trafiłem na jego wersję leżakowaną w beczkach bo sławetnych szkockich whisky, Laphroaigu i Caol Ili. Obie destylarnie mieszczą się na równie słynnej wyspie Islay, będącej skupiskiem gorzelni, które produkują whisky mocno torfowe (choć nie wszystkie, jak np. Bunnahabhain), czyli takie, do których ciągnie mnie najmocniej. Laphroaig jest w ogóle często uważana za najmocniej torfową whisky świata (nie mogę potwierdzić - piłem już Ardbega, Lagavulin, Caol Ilę, ale butelka 10-letniej Laphroaig póki co czeka na swoją kolej w szafce). Wchodzę w to.

Informacje ogólne:
Piwo: Rasputin Laphroaig/Caol Ila
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: wędzony stout imperialny (Laphroaig & Caol Ila whisky BA)
Alkohol: 11,4%
Ekstrakt: 23%
Objętość: 330 ml
Warka: z 19 marca 2013 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Do cudownej etykiety dołączyła tu czarna guma, pokrywająca szyjkę i kapsel. Bardzo ascetyczne, ale jak dla mnie - genialne opakowanie.
10/10

 
Barwa
Jest bardzo ciemne, ale do czerni mu daleko - pod mocnym światłem robi się wręcz brązowo-rubinowe - ładne to, ale jak na RISa po prostu daleko za jasne.
2,5/5

Piana
Całkiem obfita i gęsta, utrzymuje się nawet długo.
3,5/5

Zapach
Zdecydowana dominacja torfu, ale mimo że bardzo mocnego, to i nie agresywnego, takiego jakby ugładzonego, bardzo przyjemnego, mocno dymnego; do tego kwaskowate, suszone/wędzone śliwki i wiśnie w alkoholu, daleko w tle jakieś przebłyski ciemnosłodowe - potężny i świetny aromat, choć z czasem za bardzo zaczyna dominować kwaśność.
8,5/10


Smak
W smaku właściwie bardzo podobnie - mariaż mocnego, ale jednocześnie gładkiego torfu z kwaskowatością suszonych, ciemnych i czerwonych owoców - ta kwaskowatość jest bardzo zastanawiająca, bo w sumie skąd miałaby się wziąć (za dużo jak na efekt palonego słodu), ale o dziwo bardzo dobrze komponuje się z całością, choć trochę za bardzo dominuje; brak trochę jakichś mocniejszych uderzeń ciemnego słodu, czegoś typowego dla normalnego stoutu imperialnego (choć lekka czekoladowa słodycz jest), poza tym świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Zdecydowanie za wysokie wysycenie jak na taką moc, choć tragedii nie ma.
2/5

7.0/10 

Strasznie dziwna przygoda. Czy w ogóle w tej butelce był stout imperialny? Po prawdzie ta wersja Rasputina przypomina mi bardziej flamandzkie brązowe ale niż RISa. A skoro jest to RIS, no bo Rasputin to RIS jak cholera (akurat trafiłem na niego w multitapie parę dni temu), to jedynym wyjaśnieniem pozostaje zakażenie (nienaturalnie wysokie wysycenie jak na moc i beczki zdaje się to potwierdzać), tylko co, wlali do cholernie drogich beczek zakażone piwo (żeby nie było, że moja butelka była felerna - wrażenia ratebeerowców są jednoznaczne, piwo jest mocno kwaskowate)? No i jak wyjaśnić, że nawet w barwie to bardziej przypomina flamandzkie brązowe ale niż stout imperialny, a cała ta kwaśność wydaje się zupełnie przemyślana? Nic z tego nie rozumiem, poza tym, że właśnie wypiłem bardzo dobre piwo, jakkolwiek nie tak dobre, na jakie liczyłem. Wrzucam je do stoutów imperialnych tylko dlatego, że nie lubię się kłócić z etykietami, jakbym miał je w ciemno zakwalifikować, to naprawdę skłaniałbym się ku... wędzonemu, imperialnemu flamandzkiemu brązowemu ale. Ciekawy przypadek do dyskusji nad paradoksem piw kwaśnych.

piątek, 26 grudnia 2014

De Molen: Mout & Mocca

Dwudziesty stout imperialny opisany na blogu będzie piwem de Molena. Holenderski browar z RISów słynie, na ratebeer.com Hel & Verdoemenis oraz Rasputin są najczęściej ocenianymi jego produktami, znacząco wyprzedzając wszystkie pozostałe. Mnie wpadł w ręce nieco mniej popularny Mout & Mocca, czyli Słód i Mokka (gatunek kawy), a więc oczywiście RIS warzony z kawą. Piwo ma już prawie dwa lata, a więc zapewne nawet przy 11,6% alkoholu przeszło już jakieś przeobrażenie względem świeżo wypuszczonego.

Informacje ogólne:
Piwo: Mout & Mocca
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: kawowy stout imperialny
Alkohol: 11,6%
Ekstrakt: 23,7%
Objętość: 330 ml
Warka: z 31.01.2013 (do 31.01.2018)
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasyczna, piękna etykieta de Molena. Co ciekawe, kawa w składzie nie jest podana, acz bez wątpienia się w nim znajduje.
9,5/10


 
Barwa
Czarne do bólu, nawet pod bardzo mocnym światłem ciężko dojrzeć jakiekolwiek prześwity. 
5/5

Piana
Mizerna, udaje się nalać cienką warstwę, ale dość szybko redukuje się ona do grubopęcherzykowego pierścienia i smug na środku. 
2/5

Zapach
Bardzo intensywny zapach palonego słodu i bardzo aromatycznych ziaren kawy wysokiej jakości, te dwa oblicza, choć podobne, to jednak istotnie się różnią, dobrze ze sobą komponują i napędzają nawzajem; próbują się poza tym przebić jakieś owoce, suszone śliwki, ale udaje im się to ledwo co, rządzi kawa; piękny aromat. 
9/10

Smak
W smaku gorzej, pierwsze łyki są jeszcze wybitne, stanowią powtórkę z aromatu, ale po niedługim czasie tej wspaniałości wchodzą w drogę trzy rzeczy: trochę za wysoka kwaskowatość, trochę za wysoka goryczka i trochę za mocno wyczuwalne nuty alkoholowe; wszystko to naprawdę nieznacznie przesadzone, ale występując naraz zabija szansę na wybitne piwo, choć i tak jest bardzo dobre, bardzo intensywne, wkradają się nieobecne w zapachu nuty czekoladowe, bardzo przyjemna rzecz, tylko od geniuszu daleka. 
8/10

Tekstura
Jest znaczącym problemem - piwo jest prawie całkiem odgazowane, a o dziwo nie nadrabia tak jak wiele stoutów imperialnych gęstością, przez co występuje efekt wodnistości.
1,5/5

7.0/10

Spory zawód, taka ocena, choć oznacza piwo bardzo dobre, to jednak nie jest wysoka jak na stout imperialny, jest wręcz niska - zwłaszcza jak na importowany, czyli dość drogi (choć tu chyba cena nie była taka duża). Zapamiętam je głównie z tego, że piłem je w wigilię. Póki co na cztery piwa de Molena - choć wszystkie były przynajmniej dobre - tylko jedno mnie w pełni usatysfakcjonowało, no ale za to było od razu ocierające się o geniusz, więc na pewno Holendrzy się tu jeszcze nieraz pojawią.  

wtorek, 11 listopada 2014

De Molen: Alpha & Omega

Zaskakujące, że zrecenzowałem jak dotąd zaledwie dwa piwa z de Molena, bo są bardzo dobrze dostępne, a jedno z nich pozostaje jednym z moich kilkunastu ulubionych. Cóż, w końcu czas na trzecie. Alpha & Omega jest trochę bezrefleksyjnie nazywane przez wszystkich India Pale Ale. Sam browar nazywa je natomiast "I.P.A.-ish", a chodzi tu o to, że to w ogóle nie jest ale, a mocno nachmielone piwo dolnej fermentacji, w dodatku na słodzie pilzneńskim (i karmelowym). Pozwolę sobie się nieco porządzić i podpiąć je pod pilznera nowofalowego - to chyba bardziej sensowne określenie niż kombinowanie z IPA.

Informacje ogólne:
Piwo: Alpha & Omega
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Produkowane od: 2013
Styl: nowofalowy pilzner
Alkohol: 6,8%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta oczywiście w typowym, ascetycznym stylu de Molena, który bardzo mi się podoba. Jest i firmowy kapsel i dokładny skład, z którego można wywnioskować, że to żadne IPA. Zabutelkowane ósmego października 2013 roku. 
9,5/10
 

Barwa
Przyjemna, jasnobursztynowa, sympatycznie ulatujący gaz, a po dolaniu końcówki również przyjemne dla oka zmętnienie; bardzo ładne. 
4/5

Piana
Bardzo obfita, niestety stosunkowo dziurawa, zwłaszcza po bokach; oblepia jednak trochę szkło i bardzo długo się utrzymuje. 
4/5

Zapach
Dowodzi potencjału łączenia piw dolnej fermentacji z amerykańskim chmielem - aromatyczna owocowość wspaniale komponuje się z charkaterystyczną, pilznerową drożdżowością, dając zapach intensywny, choć nienachalny, lekko przyprawowy, nawet da się w nim wyczuć goździki - w miarę upływu czasu niestety trochę się rozmywa. 
8,5/10

Smak
Znacznie słabiej - jak w ustach mamy dalej mniej więcej to samo co w zapachu, tak na finiszu pojawia się niezbyt przyjemna kwaskowatość; jak jednak w zapachu sprawy się pogarszają, tak tutaj ta kwaskowatość w końcu zanika i robi miejsce dość szorstkiej, ale przyjemnej goryczce - wówczas piwo robi się naprawdę bardzo dobre, znów przyjemnie dźga a to owocami, a to przyprawowością, a to żywicą i drożdżami. 
7/10

Tekstura
Wysycenie prawie idealne, minimalnie za wysokie.
4,5/5

6.5/10

Zaczęło się pięknie, pierwsze pociągnięcia nosem pozwalały wierzyć, że będzie to piwo wybitne i bardzo ciekawe, a kończy jako dobre i dość ciekawe. Kierunek chyba jest bardzo dobry, tylko wykonanie nie do końca tu się udało - a może za bardzo się zestarzało, ale cóż, jeszcze prawie rok do końca terminu.

sobota, 6 września 2014

De Prael: Johnny

Bardzo dawno nie piłem kölscha, chociaż patrząc na ich niepopularność w browarach wszelkiego rodzaju poza Kolonią, to pięć sztuk na ponad trzysta piw nie wygląda wcale tak ubogo. Dziś kölsch w wersji holenderskiej, uwarzony przez amsterdamską Brouwerij De Prael. Piłem już, degustowałem i opisywałem jedno piwo z tego browaru - stout mleczny - ale po napisaniu wszystkiego okazało się, że nie było karty pamięci w aparacie, jak robiłem zdjęcia. Jedyny taki przypadek w historii bloga, mam nadzieję, że dziś uda mi się dodać do statystyk nowy browar.

Informacje ogólne:
Piwo: Johnny
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Północna
Miasto: Amsterdam
Browar: Brouwerij De Prael
Produkowane od: brak danych
Styl: kölsch
Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowane
Nie trafia do mnie estetyka etykiet De Prael, kojarzy mi się z jakimiś lekami, nie lubię leków. Zresztą no brzydkie są po prostu. Z tyłu jest jakiś opis piwa, ale krótki i po holendersku. Zamiast krawatki nietypowa, mała naklejka. Trochę ratuje sprawę firmowy kapsel, chociaż i tak nie ma jakiejś tragedii, po prostu nic ładnego.
5/10

Barwa
Jasnozłote, mocno zmętnione, co wygląda kiepsko raczej, jakby zakurzone - nieznaczne ilości ulatującego gazu nie ratują sprawy. 
1/5

Piana
Dość obfita, dość ładna, miejscami gęsta, miejscami mnie, bardzo trwała i bardzo dobra, choć nie idealna. 
4/5

Zapach
Słodowy charakter miesza się z ogromną porcją... diacetylu, maślanego diacetylu, który niestety ze wszystkim innym wygrywa - nie jest to zapach odpychający, to raczej to lepsze oblicze diacetylu, ale jest go bardzo dużo i niemal całkowicie zasłania inne aromaty; fatalna sprawa. 
2/10
 
Smak
Nieporównywalnie lepiej jest w smaku, gdzie masło odchodzi na bok i możemy rozkoszować się typowym kölschem, wybitnie przyjemnym, mocno słodowym, choć i z pewnymi nietypowymi dla lagerów akcentami, a wszystko zakończone nietypowo już jak na styl wysoką, chmielową goryczką - bardzo dobre, szkoda tylko, że na finiszu znowu trochę wkracza diacetyl. 
8/10

Tekstura
Jest nieco zanadto gazowane, ale ogólnie tekstura dobra.
3,5/5

5.5/10

Druga taka sytuacja na blogu po Prometeuszu z Olimpu. Zapach totalnie zdominowany przez diacetyl (z tą różnicą, że w Prometeuszu był obrzydliwy, tutaj po prostu jest i zasłania wszystko, ale nie odraża), ale już w smaku bardzo dobre piwo. No cóż, szkoda tego zapachu, szkoda też brzydkiego wyglądu, bo smakowo znacznie lepszy kölsch od wszystkich niemieckich, które piłem.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Kaapse: Gozer

Niedawno Emelisse, dziś Kaapse Brouwers poszerza gamę holenderskich browarów, z jakimi się zetknąłem. Do niedawna był to browar kontraktowy, który warzył w słynnym De Molenie, ale niedawno wybudowali własny budynek w Rotterdamie. Na początek przygody z nim istna bomba, imperialny stout owsiany. Dobrze by było, żeby była to bomba nie tylko na papierze, bo coraz trudniej przyciągnąć moją uwagę.

Informacje ogólne:
Piwo: Gozer
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Rotterdam
Browar: Kaapse Brouwers
Produkowane od: 2014
Gatunek: stout imperialny
Alkohol: 9,8%
Ekstrakt: 23%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Ładnie zaprojektowana etykieta, pasująca do tych, które ozdabiają pozostałe piwa z browaru. Kapsel goły, ale ciężko się jeszcze czepiać, na plus za to dokładny skład i podane EBU. 
8,5/10



Barwa
Czarne jak smoła, tylko pod najmocniejszym światłem ujawnia minimalne, ciemnobrązowe prześwity - piękne, majestatyczne. 
5/5

Piana
Niestety bardzo kiepska - nalewa się nieobficie, a marny kożuszek, który udaje się wytworzyć, znika w pół minuty, pozostawiając resztki i niezbyt gęsty pierścień. 
1/5

Zapach
Bardzo bogaty, dominuje oczywiście paloność, jest też sporo czekolady i to nawet nie bardzo gorzkiej - ogółem dość słodki, dołącza się do tego niestety również spora dawka alkoholu, ale przynajmniej są to nuty w miarę szlachetne, kojarzące się z koniakiem lub katalońską brandy - mimo wszystko trochę za mocne, da się też wyczuć trochę chmielu - ładny, ale nie olśniewa, zwłaszcza jak na styl. 
8/10

Smak
Na początku wydaje się, że lepiej maskuje alkohol, ale niestety powraca on po kilku łykach - na początku dalej jest słodkie, czekoladowe, ale już na przełyku przeważa wytrawna, kawowa paloność, finisz zaś, co ciekawe, zdominowany jest przez chmielową, ziołową goryczkę, naprawdę wysoką i bardzo odczuwalną jak na tak ciężkie piwo. Bardzo pełne, to, co dzieje się od przełknięcia włącznie przez parę sekund nazwałbym ekstremalnym - niespirytusowa, ale też ewidentna, wysoka moc w połączeniu z mocną goryczką daje potężny efekt. Co ciekawe, mamy ewidentny posmak słony; za demonstracją siły nie idzie wybitny smak, jest niezłe i interesujące, ale zbyt siermiężne i alkoholowe - ostatecznie dużo lepiej jest w zapachu, tutaj alkohol w końcu grzebie szansę na sukces. 
6/10

Tekstura
Wybitnie gęste, w połączeniu z niskim wysyceniem daje to teksturę bliską ideału.
4,5/5

5.5/10 

Jeden z gorszych stoutów imperialnych, jakie piłem. A nie - po prostu najgorszy i to bezapelacyjnie. Ociężały, alkoholowy, w zamian nie dający za dużo, choć ogólnie niezłe piwo, ale nie jak na jeden z najbardziej efektownych stylów. Ciężko będzie teraz ruszyć do przodu moją znajomość z Kaapse Brouwers.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Emelisse: Rauchbier

W końcu jakiś nowy, holenderski browar na liście - do trapistów i de Molena dołącza Brouwerij Emelisse, połączenie browaru i restauracji (podobnie jak zresztą de Molen). Zaczynam przygodę z nim od rauchbiera, w czym nie ma przypadku, bo stosunek mojej miłości do piw wędzonych do wyboru tychże w sklepie z piwem jest bardzo duży i zachodzi wysokie prawdopodobieństwo, że jeśli na półce pojawi się rauch, którego jeszcze nie piłem, to od razu wpadnie w moje ręce.

Informacje ogólne:
Piwo: Rauchbier
Kraj: Holandia
Prowincja: Zelandia
Miasto: Kamperland
Browar: Brouwerij Emelisse
Produkowane od: 2010
Styl: rauchbier
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykiety Emelisse same w sobie nie powalają, ale razem tworzą ładną, spójną serię, mieniącą się różnymi kolorami. Holendrzy nie bawią się w wymyślanie ciekawych nazw, po prostu nazywają piwa stylami, ma to swoje wady, ale i daje dużą przejrzystość. Etykieta nie jest przesadnie bogata, brak na niej opisu piwa ani dokładnego składu. Minus też za goły kapsel, a przecież Emelisse w tym roku obchodzi już dziesięciolecie.
7,5/10
 
Barwa
Ładna, brązowa, z ładnymi prześwitami od ciemnego bursztynu przez miedź aż po jasny brąz; byłoby dużo lepiej gdyby nie nieciekawe zmętnienie, ale też jest dobrze. 
3,5/5

Piana
Obfita i tytanicznie gęsta, wprost ubita; oblepia szkło i bardzo długo utrzymuje się na powierzchni. 
4,5/5
Zapach
Dominuje piękna, ogniskowa wędzonka, dość intensywna i niepozostawiająca złudzeń - poza nią pojawiają się też jednak akcenty śliwkowe i karmelowe, ogólnie wybitnie przyjemny i wyrazisty zapach. 
8,5/10

Smak
Jeszcze lepiej - oprócz potężnego, zintensyfikowanego uderzenia wędzonki, która robi się tu jakby słona, mamy jeszcze ładnie zaokrąglającą piwo karmelową słodycz oraz bardzo przyzwoitą dawkę chmielowej, ziołowej goryczki, która nie pozwala na jakąkolwiek mdłość - w zasadzie to sama jest nieco za wysoka i słodycz trochę nie radzi sobie z jej skontrowaniem, ale dzięki temu piwo jest przyjemnie ostre, agresywne, choć na finiszu już trochę zbyt dzikie - tak czy inaczej jest jednak znakomite. 
9/10

Tekstura
Wyższe wysycenie byłoby wskazane, choć pod względem tekstury jest raczej dobrze.
3,5/5

8.0/10

Bardzo udana, nawet świetna wariacja na temat klimatów bamberskich - mimo że do poziomów bamberskich trochę daleko. Emelisse, ponad wszelką wątpliwość, przyciągnęła moją uwagę, aczkolwiek też na razie na pewno nie rzucę się na jej piwa jak na świętego Graala. Póki co cieszę się, że poznałem kolejny holenderski browar, który dobrze się zapowiada.

wtorek, 8 lipca 2014

De Molen: Bloed, Zweet & Tranen

Słynny holenderski De Molen ponad pół roku musiał czekać na drugą szansę ode mnie. Faktycznie pierwsze ich piwo jak na głośno brzmiący styl imperialny tripel nie powaliło mnie, a nawet odrobinę rozczarowało, ale nie obraziłem się bynajmniej na browar - tak wyszło. Dzisiaj okaz jeszcze ciekawszy, choć styl ciężko jasno określić - jest to na pewno piwo wędzone, przy czym dość mocne, a w jego składzie znalazł się podobno wędzony słód z Bambergu oraz słód whisky.

Informacje ogólne:
Piwo: Bloed, Zweet & Tranen
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Produkowane od: 2008
Styl: stout wędzony
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Tak jak mówiłem pół roku temu, etykiety De Molena (i kapsle) bardzo do mnie trafiają mimo skrajnej wręcz prostoty. Podobnie trafia do mnie pełny skład, który prezentuje niezwykłe bogactwo słodów. Data zabutelkowania pozwala przenieść się w piękne czasy młodości - ta butelka liczy sobie już prawie dwa lata, została napełniona pierwszego sierpnia mojego ulubionego roku. Chwila zastanowienia i przypominam sobie, że to był bardzo pamiętny dzień w moim życiu! Mogłaby postarzeć się jeszcze o co najmniej trzy, ale ciekawość mówi "otwieraj".
9,5/10

Barwa
Wspaniała, niczym niezmącona czerń, całkowicie nie do przejrzenia - majestatyczna. 
5/5

Piana
Obłędnie obfita, wysoka; nie doskonale, ale bardzo gęsta, pięknej ciemnobeżowej barwy, doskonale trwała. 
5/5

Zapach
Podzielony jest na trzy części - jedna z nich to klasyczna, faktycznie jakby bamberska wędzonka, piękna, szynkowo-ogniskowa; druga to bardziej brudne, torfowe, wręcz asfaltowe akcenty bez wątpienia będące pochodną słodu whisky; te dwa typy dymności występują na trzecim elemencie, bogatym aromacie ciemnych słodów, nieco czekoladowym - potwornie wyraziste, bliskie ideału przedstawienie. 
9/10

Smak
W smaku ani trochę nie spuszcza z tonu - w bogactwie przeróżnych wędzonek można się rozpłynąć; na początek dostajemy je wszystkie na przyjemnym, miękkim, słodkim tle słodowym z delikatnym muśnięciem wiśni; to, co się dzieje w okolicach przełyku, to skończona maestria - potężne uderzenie dymnej whisky i bamberskiej wędzonki; wyśmienite i bardzo bezpośrednie. 
9,5/10

Tekstura
Jedynym mankamentem piwa jest lekkie przegazowanie - niestety nadaje mu ciężkości, której przy niskim wysyceniu w ogóle by nie miało mimo wysokiego woltażu.
2,5/5

9.0/10

Raczej rzadko w ogóle mi się zdarza pić dwa piwa jednego dnia, a wystawienie dwóch dziesiątek za smak tego samego dnia to już istny cud. Fantastyczne piwo. Wdarło się na ostatnie miejsce blogowego top 10, przebijając między innymi wszystkie piwa ze Schlenkerli, co czyni je najlepszą wędzonką. Czas zacząć traktować de Molena z większą uwagą.