Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amerykańskie brown ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą amerykańskie brown ale. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - My Black Parade

Jeszcze jedno grubo zapowiadające się piwo z Lost Abbey. Bliżej nieokreślone strong ale, leżakowane w beczce po bourbonie z całą gamą dodatków: ziarna kakao, ziarna wanilii i przyprawy nienazwane, ale co nieco sugerują obiecywane nuty smakowe - wędzone chili, cynamon i kardamon. 19. najlepsze American Strong Ale świata na RB.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - My Black Parade
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: przyprawowe imperialne amerykańskie ale (Bourbon BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 89 zł (118,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jeszcze jedno przepiękne dzieło Lost Abbey, tutaj w wydaniu dość nekromanckim.
10/10 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Bardzo ładna się tworzy, obfita i gęsta, ale szybko znika dość.
4/5

Zapach
Baaardzo przyprawowy i "dodatkowy". Ciężko powiedzieć, co jest motywem przewodnim, ale są obecne: kakao, wanilia, beczka po bourbonie, papryczki chili (nie wpadłbym na to bez informacji, ale faktycznie wędzone), kardamon. Kurde, nawet ten tytoń obiecywany poczułem (i to bardzo mocno), tylko cynamonu nie. Niezwykły aromat, może tylko wolałbym, żeby położony został na jakimś piękniejszym słodowym podłożu, ale przepiękny.
9/10

Smak
Podobnie jak w aromacie, jest ogarnięte przez swoje przyprawy, aczkolwiek tutaj słodowość już mocniej się zaznacza, jest cudownie czekoladowo-orzechowa (kakao zapewne potęguje efekt). Ogólnie słodziaczek, bardziej niż jakąś poważniejszą goryczką przełamany średnio-lekką pikanterią chili. Fascynujące i arcyprzyjemne piwo, idealne do długiego sączenia.
9/10

Tekstura
Troszeńkę za dużo gazu.
4,5/5

8.5/10

Jak na Lost Abbey nie jest to petarda petard, ale kolejne znakomite piwo do kolekcji. Nie wiem, czy piłem kiedyś piwo tak bardzo naładowane dodatkami, a tak wysokiej klasy. Wszystko to jest bardzo intensywne, ale i bardzo przemyślane.

czwartek, 12 listopada 2015

BrewDog: Abstrakt AB:18

Po raz piąty mierzę się z ekscytującą serią piw BrewDoga, jednorazowo warzonych Abstraktów, która doczekała się już osiemnastej edycji. BrewDog, w którym do niedawna byłem zakochany, sprawił mi w tym roku trochę zawodów i wolę dać szansę innym, zamiast tak szybko jak kiedyś zmierzać do wypicia setnego piwa z tego browaru w życiu. Nad serią Abstrakt nie mógłbym jednak przejść obojętnie - trzy na cztery wydania, jakie piłem, były znakomite (czwarte było co prawda sporą wtopą jak na ten pułap cenowy). Tym razem koncepcja jest wyjątkowo stuknięta: imperialne (bardzo imperialne) brown ale, do którego dodano szkockie malinojeżyny (!) i fioletowe maliny, całość następnie przeleżakowano przez dwa lata w beczkach po rumie, a w końcu zmieszano ze świeżym, chmielowym "black ale". No to już naprawdę jest jakaś abstrakcja, nieźle się chłopaki bawią w tej Szkocji, ale kto bogatemu zabroni. Na świat wyszło 12 100 butelek, a stało się to 12 grudnia 2014 roku - piwo (częściowo) ma więc już prawie trzy lata.

Informacje ogólne:
Piwo: Abstrakt AB:18
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: imperialne amerykańskie brown ale (Rum BA)
Alkohol: 11,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 12 grudnia 2014 roku
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co zawsze, tylko że pomarańczowe. Trafiła im się butelka numer 3680.
10/10

 

Barwa
Gdy już wydawało się, że jest nieprzejrzyście czarne, pod bardzo mocnym oświetleniem robi się jednak ciemnobrązowe. Mogłoby być bardziej jawnie brązowe, ale ładne.
3,5/5
 
Piana
Tworzy się cienki kożuch i bardzo szybko redukuje do pierścienia.
1,5/5
 
Zapach
Bardzo ciężki, intensywny, złożony - jest esencja ciemnego słodu, bardziej orzechowego i czekoladowego niż palonego, jest kawa, jest beczkowa wanilia, tytoń, popiół, dużo suszonych owoców na czele oczywiście ze śliwkami, wyczułem nawet ten rum - nieomal genialny aromat, potem tylko trochę za bardzo wdziera się alkohol.
9/10
Smak
Nie tak dobry jak zapach: idzie mniej więcej w tę samą stronę, ale jest uboższy. Bardzo mocno ukierunkowany na orzechy laskowe i czekoladę, natomiast cała reszta doznań może poza wciąż wyraźnym rumowym dębem idzie sobie na tło albo dalej, trochę wyparta przez obowiązkowe odczucie alkoholu (raczej winne niż spirytusowe) - bardzo dobre, tylko bardzo dobre.
8/10

Tekstura
Za rzadkie jest jak na takiego mocarza, wysycenie też takie trochę nieprzystojnie za wysokie, ale ogólnie to znośna.
2,5/5

7.0/10

Ciężko nazwać wpadką bardzo dobre piwo, ale po pierwsze dużo więcej oczekuje się od piw za około 50 złotych (chyba, zgubiłem rachunek), a po drugie więcej oczekuje się od imperialnych amerykańskich ale. Jeszcze jedno tegoroczne piwo z BrewDoga kompletnie niewarte swojej ceny, kończy mi się cierpliwość.

czwartek, 25 czerwca 2015

Anchor: Brekle's Brown

Dawno nie widziałem się z Anchorem. W sumie nie wiem, czemu daję temu browarowi aż tyle szans i już zaczynam podejrzewać, że to przez te prześliczne buteleczki o niepowtarzalnym kształcie, bo do tej pory tylko Old Foghorn było piwem wybitnym, a to już będzie siódme. No ale piłem już ich APA i AAA, to i do kompletu niech będzie ABA. Piwo jest hołdem złożonym Gottliebowi Brekle'owi, który przybył do San Francisco w latach 50. XIX wieku, by w 1871 roku kupić saloon z piwem i bilardem i przerobić go na browar, pod koniec tamtego stulecia dzierżący już nazwę "Anchor". Krótko mówiąc, założycielowi i pierwszemu piwowarowi Anchora. Poza tym, że to american brown ale, to również single hop na Citrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Brekle's Brown
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Francisco
Browar: Anchor Brewing Company
Styl: amerykańskie brown ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: do 11.2015 r.
Cena: 11,35 zł (15,99 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Widywałem lepsze etykiety z tego browaru, ale ta jest też bardzo ładna.
8,5/10


 
Barwa
Genialny kolor, bardzo ciemna miedź na granicy z brązem, pełna klarowność pozwala na znakomitą grę przebłysków.
5/5

Piana
Piana bardzo obfita, o rzadko spotykanej gęstości, ładnie oblepia szkło, ale w końcu się trochę podaje, niemniej bliska ideału.
4,5/5

Zapach
Bardzo oryginalny zapach ukierunkowany na owoce, ale nie chmielowe, bardziej jakby słaba wersja barleywine: wiśnie, czereśnie, owoce kandyzowane, rodzynki, ciasto, do tego trochę karmelu, aromat brązowego słodu; bardzo przyjemny zapach, wręcz odrobinę świąteczny.
8/10

Smak
W smaku trochę więcej prostej słodowości, zaś wymienione owoce zostają zatopione w likierze; na finiszu z subtelną, wystarczającą i szlachetną goryczką mieszają się fajne posmaki chlebowe i karmelowe, nawet lekko czekoladowe, tu już klasyka brown ale, ale ogólnie piwo jest dość nietypowe i bardzo dobrze - nie rzuca na kolana, ale jest bardzo przyjemne, bardzo wyraziste, a zarazem lekkie; w 6% przemycić nuty zarezerwowane zwykle dla barleywine'ów to nie byle sztuka.
8/10

Tekstura
Wysycenie jest idealne, co bardzo pomaga w uzyskaniu lekkości przy jednoczesnej pełni smaku.
5/5

7.5/10

Jedno z najlepszych piw tego browaru, jakie piłem, mimo że jak na jankeski craft jakiegoś tam szału nie ma i tak. Gdyby wszystkie poza Old Foghorn były na tym poziomie, to byłoby fajnie. No, ale nie były i zrobię sobie już teraz dłuższą, może nawet kilkuletnią przerwę od tego browaru, w samych Stanach mam na oku co najmniej kilka ciekawszych warzelni.

środa, 12 listopada 2014

Port Brewing: Board Meeting

Trzecie podejście do Port Brewing z Kalifornii. Jak na swoją renomę browar ten póki co mocno mnie zawodzi, ale póki co jeszcze nie na tyle, bym nie dawał kolejnych szans (w przypadku Anchor Brewing w końcu się udało). Dziś piwo o sporym potencjale (choć nie większym niż rozczarowujący stout imperialny starzony w beczkach po bourbonie), imperialne brązowe ale z kawą i ziarnami kakaa, dobra okazja na odkupienie win, a raczej zabłyśnięcie po prostu czymś wybitnym.

Informacje ogólne:
Piwo: Board Meeting
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne amerykańskie brown ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 17,5%
Objętość: 828 ml

Opakowanie
Butelka nie wygląda na aż tak pojemną, jaka w rzeczywistości jest. Jak zwykle w przypadku Port Brewing piękna szata graficzna, jest też firmowy kapsel i trochę przydługa historyjka dość luźno powiązana z piwem.
9/10


Barwa
Bardziej czarne niż brązowe - jak na brown ale trochę za ciemne, ale niekoniecznie jak na imperialne brown ale - piękne. 
5/5

Piana
Wspaniała, gęsta, beżowa, wspaniale wysoka i bardzo, choć nie doskonale trwała. 
4,5/5

Zapach
Cudowny festiwal nut melanoidynowych, do wyboru, do koloru - ciasta i ciastka, mocno przypieczone tosty, orzechy laskowe, świeżo zmielona kawa, ziarna kakaowca, upieczony przed momentem chleb - coś obłędnego, a do tego dochodzą piękne dźgnięcia owocowe - suszone śliwki, daktyle, nawet truskawki - aromat po prostu genialny, idealny. 
10/10
Smak
Nie, w smaku wcale nie zwalnia - wspaniałe uderzenie wszystkiego tego, co było obecne w zapachu ze szczególnym uwzględnieniem kawy i orzechów, a do tego wspaniałe uderzenie czekoladowej, idealnie wyważonej słodyczy, a na finiszu porządna - również idealna - dawka chmielowej konkretnej goryczki w akompaniamencie wyciszających się nut kawowych, orzechowych - coś pięknego, idźmy dalej - piwo genialnie maskuje alkohol, nie czuć go wcale, nie zdziwiłbym się, jakby miało pięć procent; nie do opisania przyjemność, zdradliwie pijalne, genialne, jedno z najlepszych w moim życiu. 
10/10

Tekstura
Wspaniała, aksamitna, z idealnym wysyceniem, bez zarzutu.
5/5

10/10

Nie wystawiłem tak wysokiej oceny od mniej więcej półtora roku. A konkretniej od degustacji Chimay Bleue, które do dziś dzierży pierwsze miejsce. Board Meeting wskakuje na drugie. To wielki dzień. Stany Zjednoczone, które do tej pory mnie nie zachwycały na miarę swojej marki, dziś przebiły wszystko poza jednym belgijskim klasykiem. Jeśli chodzi o same walory smakowo-zapachowo-teksturowe, to Beer Geek Brunch Weasel z Mikkellera nie zostało pobite, ale Board Meeting walczy o drugie miejsce ze wspomnianym Chimay. Wielkie, gigantyczne, genialne piwo, które sprawia, że piwa z Port Brewing pojawią się tu jeszcze wiele, wiele razy mimo średnich początków.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 28.07.2017 r.
 
Czarne z minimalnym prześwitem u nasady, piękna piana. Genialny aromat czekolady, orzechów, ciasta, mocno przypieczonego ciasta, kawy, jeszcze raz orzechów. Takie piękne ciasto czekoladowo-orzechowe, nasączone kawą. W smaku dalej cudownie czekoladowe i orzechowe, bardzo intensywne, czuć że nie jest to stout, a właśnie imperialne brown ale, bo paloności jest względnie mało, a mnóstwo orzechów, orzechów, orzechów. Sporo też kawy no i kakaa. Trochę za dużo gazu. Co tu dużo mówić - solidnie przegiąłem pałę z oceną tego piwa, oceniając je jako drugie najlepsze w moim życiu. Ale nie zmienia to faktu, że jest to znakomity wywar z przykładnie użytymi dodatkami.






9.0/10

sobota, 12 kwietnia 2014

Ursa Maior: Deszcz w Cisnej

No i wreszcie. Ursa Maior, browar rzemieślniczy - i po raz pierwszy nie kontraktowy, a faktyczny, fizyczny browar - z Bieszczadów, inicjatywa, która w tym roku przyćmiewa rozgłosem chyba nawet liderów, Pintę i AleBrowar. Niestety przyćmiewa złą sławą - jakiś miesiąc, dwa temu Ursa była obiektem mnóstwa skarg na DMS w większości ich piw. Sprawa znacznie się pogorszyła po aroganckich odpowiedziach na fanpage'u facebookowym na owe zarzuty - totalny strzał w stopę z punktu widzenia PR. Historia ta sprawiła, że mimo dobrego startu w zeszłym roku trzymałem się od tego przedsięwzięcia z daleka, ale w końcu ciekawość wzięła górę, zwłaszcza że ostatnio opinie trochę się polepszyły i postanowiłem dać im przynajmniej szansę. Zaczynam od wędzonego brown ale, co brzmi bardzo obiecująco - i miejmy nadzieję, że nie kończę.

Informacje ogólne:
Piwo: Deszcz w Cisnej
Kraj: Polska
Województwo: podkarpackie
Miasto: Uherce Mineralne
Browar: Ursa Maior
Produkowane od: 2013
Styl: wędzone amerykańskie brown ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 12,7%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Ursa wysila się na etykiety mocno koncepcyjne, wręcz artystyczne (szczególnie jeśli chodzi o kształt) i chwała im za to nawet jeśli koncepcja ta nie przemawia do mnie w stu procentach. Na tym konkretnym piwie przemawia jednak niemal całkowicie, bardzo klimatyczna. Niektóre napisy trochę niewyraźne, ale do przeżycia. Jest krótki opis, jest temperatura serwowania i polecane potrawy. Nie ma jednak niestety dokładnego składu. Kapsel nie do końca udany, trochę krzykliwy, ale grunt, że firmowy.
8,5/10

Barwa
Bardzo ładne, głęboko brązowe z atrakcyjnymi, ciemnobursztynowi prześwitami - mogłoby być idealnie, gdyby było całkowicie klarowne, ale i tak jest dobrze. 
4/5

Piana
Niezbyt obfita, za to bardzo gęsta, nawet nieźle trwała, choć po parunastu minutach zostaje już tylko pierścień. 
3,5/5

Zapach
Bardzo przyjemna, wyraźna wędzonka, dość intensywna, ale nie inwazyjna, łagodna, posłodzona akcentami karmelowymi - bardzo ładny aromat, nie powala na ziemię, ale konkretny i przyjemny. 
8,5/10
Smak
Odbiega trochę w inną stronę, robi się bardziej agresywne - nie dość, że wędzonka jest bardziej nachalna, bardziej szynkowa, wręcz słona, zwłaszcza na przełyku, a w dodatku wchodzi naprawdę wysoka goryczka - mogłaby być nawet trochę niższa, bo za bardzo dominuje finisz, zasłania słodową kontrę, która ładniej niż goryczka komponuje się z wędzonką; ogólnie bardzo smaczne, wyraźne, choć mam wrażenie, że trochę za słabo zbalansowane. 
8/10

Tekstura
W ustach wysycenie jest bardzo dobre, może odrobinę za wysokie, trochę jednak za bardzo atakuje żołądek.
3,5/5

7.0/10
 
Bardzo dobre piwo. Nic ponadto, Schlenkerla to to nie jest w żadnym stopniu, ale bezwzględnie bardzo dobre i na pewno Ursa jeszcze się tutaj pojawi. Coś mnie jednak martwi - zapomniałem napisać, że Deszcz w Cisnej generalnie uważany jest za najlepsze, ewentualnie jedno z dwóch najlepszych piw z tego browaru. To daje trochę marny obraz przyszłości, ale ostatecznie to tylko "generalna" opinia - ja muszę sobie wyrobić swoją. 

sobota, 22 marca 2014

Birbant (Witnica): American Brown Ale

Rozpoczynam przygodę z kolejnym browarem kontraktowym z Polski. I kolejnym bardzo świeżym, bo rozpoczął działalność w styczniu obecnego roku. Zdążyłem załapać się na degustację ich debiutu na parę dni przed wypuszczeniem drugiego piwa, ogłoszonego drugie parę dni temu. Na razie jeszcze prowizorycznie, bez strony internetowej, jedynie z profilem na facebooku. Na pierwszy raz nietypowo nie wybrali żadnego IPA, a amerykańskie brązowe ale.

Informacje ogólne:
Piwo: American Brown Ale
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Birbant)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie brown ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Na etykiecie widać jakiś tam koncept, nawet sympatyczny, ale daleki od wybitności, bardzo daleki. Wygląda, jakby się ktoś po prostu nie wysilił. Ratuje to podany pełny skład i IBU, z drugiej strony brak jakiegokolwiek opisu piwa rozczarowuje. Chociaż - lepsze to czy grafomania Doctora Brew? Mimo wszystko chyba to drugie - można nie czytać, a zawsze to jakaś informacja. Goły kapsel, ale w przypadku debiutu wybaczalny.
7,5/10

Barwa
W ciekawy sposób lawiruje od głębokiego bursztynu do jasnego brązu; jak na piwo niefiltrowane jest wprost doskonale klarowne, dopiero po wlaniu ostatnich kropel mętnieje i to w ładny sposób; piękne.
4,5/5

Piana
Obfita, bardzo gęsta, bardzo trwała i oblepia szkło w sposób nieprawdopodobnie widowiskowy, wprost artystyczny. 
5/5

Zapach
Piękne nuty amerykańskiego chmielu, które w połączeniu ze słodem karmelowym tworzą świetną, owocową gamę z naciskiem na śliwki i truskawki. 
8,5/10

Smak
Zaskakująco zmienia profil na mniej owocowy, a bardziej słodowy; bardzo lekkie i orzeźwiające; dochodzi do sporego kontrastu, na początku, w ustach, jest zwiewne, zdaje się bardzo łagodne, przyjemnie słodowo-chmielowe - po przełknięciu wchodzi naprawdę ogromna, zupełnie bezwzględna, ziołowa, a niemal piołunowa goryczka; kontrast jest odrobinę zbyt wysoki, goryczka mogłaby przystopować, bo niestety w miarę picia zagłusza wszystko inne włącznie z ciekawym, chlebowym finiszem. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie mogłoby być odrobinę mniejsze, ale jest bliskie ideału.
4,5/5

7.5/10
 
No i wreszcie kontraktowiec, który morze się mierzyć z Pintą i AleBrowarem. I to z dobrym efektem, bo piwo to przebiło mniej więcej połowę tych z wymienionej wielkiej dwójki. Gdyby nie było trochę zanadto przechmielone, byłoby naprawdę rewelacyjnie. Spośród Birbanta, Doctora Brew i Olimpu ten pierwszy zdecydowanie i bezwzględnie najmocniej przykuł moją uwagę. Będę śledził szczegółowo, bez wątpienia spróbuję już niedługo następnego ich piwa.

środa, 28 sierpnia 2013

BrewDog: #Mashtag

Było piwo uwarzone z udziałem akcjonariuszy BrewDoga, teraz czas na recepturę, przy tworzeniu której Szkoci zupełnie oddali władzę wszystkim swoim fanom, pozwalając im zdecydować poprzez głosowanie na twitterze i facebooku, jaki styl i w jaki sposób mają uwarzyć. Padło na brązowe ale z dodatkiem orzechów laskowych i wiórek dębowych.

Informacje ogólne:
Piwo: #Mashtag
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: amerykańskie brown ale
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta w innym stylu niż tradycyjny BrewDoga; łamie konwencję jednolitego koloru, mamy za to obrazek - trochę gorsza niż zwyczajne. Piwo określone demokratycznym brązowym ale.
8,5/10



Barwa
Bardzo ciemny brąz, niemal czarne, z ciemnorubinowymi prześwitami; bardzo ładne i nietypowe. 
4,5/5

Piana
Niska, ale gęsta, dość trwała. 
3,5/5

Zapach
Wspaniały zapach czekolady, orzechów i świeżego ciasta, trochę chmielu; przypomina tort orzechowy, fascynujący. 
10/10






Smak
Wyraźniejsze nuty palone, niemal stoutowe, trochę chlebowe, przyjemna słodycz, niezła goryczka, pojawiają się nawet posmaki winne, dalej orzechy; alkohol czuć głównie po przełknięciu, przepyszne. 
10/10

Tekstura
Za wysokie wysycenie i trochę za gęste, ale w porządku.
4/5

9.0/10

Traciłem już nadzieję, ale oto na kilka piw przed dobiciem do pierwszej setki na blogu mogę wystawić drugi po Chimay Bleue dublet dziesiątek za smak i zapach. To również trzecie piwo, które przebiło "ostatnią barierę", czyli ocenę 9,5/10. Niespodziewanie fenomenalne.