Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piemont. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piemont. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

Baladin: Xyauyù Barrel 2010

Tysiąc już dawno za mną, ale ta być może jeszcze ważniejsza recenzja, tysiąc pierwsza, właśnie przede mną. Czemu ważniejsza? Takie sentymenty - zdarzyło się bowiem, że bardzo ważną rolę w rozwoju mojego zainteresowania piwem na jego wczesnym etapie była książka "1001 piw, których warto spróbować" - pozycja niedopracowana, nie do końca logiczna w swoim układzie, ale mimo wszystko bardzo wartościowa nawet dziś, a w styczniu 2012 roku - zawracająca w głowie polskiemu miłośnikowi piwa ogromem prezentowanych dóbr.

Jak przy tysięcznej recenzji postanowiłem pójść maksymalnie w jakość, tak tutaj połączyłem spodziewaną ogromną jakość z pewnymi walorami sentymentalnymi. Nigdy bowiem nie zapomnę Terre 2010 z Baladin - piwa, które chyba jako pierwsze naprawdę urwało mi mózg swoimi walorami, sprawiło że odpłynąłem w rejony dotąd mi nieznane, jeśli chodzi o przyjemność z picia lub jedzenia. Xyauyù Barrel to według ratebeera najdoskonalsze piwo z tego browaru, szóste najlepsze barleywine świata i w końcu najlepsze włoskie piwo - rzecz też dla mnie nie bez znaczenia, bo Włochy to drugi najważniejszy kraj mojego życia. Wersja Barrel to Xyauyù leżakowane w beczce po rumie.

Miałem się w tym miejscu zdobyć na grubsze podsumowanie statystyczne tego tysiąca, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że lepiej poświęcić więcej czasu na planowanie przyszłości i będę się streszczał.

Jeśli chodzi o miejsce uwarzenia piwa, było mi dane recenzować trunki z dwudziestu dziewięciu krajów. Znaczną większość z nich stanowią kraje europejskie, ale co najmniej jednego reprezentanta dostały Afryka, Ameryka Północna i Środkowa, Australia i Azja, czyli wszystko poza Antarktydą i Ameryką Południową. Najwięcej naturalnie było Polski - od początku bloga udział polskich wyrobów w moim spożyciu oscylował w okolicach jednej trzeciej, skończyło się na 383 piwach na 1000. Na drugim miejscu Belgia (120) i zaraz dalej USA (108), później Szkocja (89), Anglia (72), Niemcy (68), Włochy (43), Czechy (21), Holandia (20), Norwegia (18) i Irlandia (12). Reszta to drobnica.

Patrząc z punktu widzenia "duchowego" pochodzenia piwa, wygląda to odrobinę inaczej, a główną zmianą jest duża ilość piw duńskich - przyczyną jest to, że dużo piłem Mikkellera, który w Danii raczej nie warzy. Z tego względu drugie miejsce po Polsce (391) zajmuje już USA (119), dalej Belgia (93), Szkocja (89), Niemcy (69), Anglia (65), Włochy (51), Dania właśnie (49), Holandia (22), Irlandia (13) i Szwecja (10). Do dwudziestu dziewięciu krajów z poprzedniego ujęcia trzeba tutaj dodać Brazylię (wyjazdowe kooperacje ze Szwedami), ale odjąć Mauritius (miałem okazję bowiem wypić warzonego na Mauritiusie Guinnessa, a więc piwo mauritiuskie tylko fizycznie).

Długo zastanawiałem się, czy mając do wyboru tylko jeden kraj, z którego mogę pić piwo, wybrałbym Belgię, czy Wielką Brytanię albo nawet samą Anglię. Po jakimś czasie zdecydowałem się, że Belgię, a następnie otworzyłem się na piwa z USA i również piwa z USA otworzyły się na mnie, tzn. zaczęły się częściej pojawiać w Polsce. Spowodowało to, że mimo swojej eurofilii musiałem Stanom pozwolić zdominować moje rankingi, szczególnie po przywiezieniu wielu świetnych butelek z podróży do Kalifornii. Najlepsze póki co piwo mojego życia to piwo amerykańskie, w top 4 tylko jedno amerykańskie nie jest - a przecież bardzo wielu gigantycznych piw zza oceanu jeszcze nie próbowałem, z klasyką europejską będąc zapoznanym dość dobrze.

Walka o tytuł mojego ulubionego stylu była zaciekła. Ostatecznie muszę go przyznać RISowi leżakowanemu w beczce po bourbonie, ale nie zmieniło się to, że nie ma stylu, którego w dobrej interpretacji bym nie uwielbiał. Kocham RISy, BW, quadruple, lambiki, portery bałtyckie, ale podniecam się również na myśl o dobrze uwarzonym hellesie, doppelbocku, szkockim ale, saisonie czy schwarzbierze.

Ulubiony browar? To się nie wykrystalizowało. Jestem pod ogromnym wrażeniem Cantillon, Firestone'a Walkera, AleSmitha, Szałpiwu, Baladin, Russian River, Lost Abbey, Alchemista, Rocheforta, Mikkellera, Buxton, 3 Fonteinen, Westvleteren, Schlenkerli, a także Bottle Logic, mimo że z powodu tylko jednego piwa. Może nie uważam za genialne, ale uwielbiam i jestem ogromnie wdzięczny Pincie, BrewDogowi, Kormoranowi, Chimay, AleBrowarowi i wielu innym. Szkoda wymieniać, zwłaszcza gdy kompleksowe ujęcie poszczególnych browarów będzie moim celem od dzisiaj. Zmieniam nieco koncepcję, potrzebuję świeżości. Pojedyncze recenzje staną się mocno uproszczone i będą raczej stanowić elementy w miarę szerokiego ujęcia poszczególnych browarów.

Zakończę jednak ten odcinek tej pięknej podróży w starym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Barrel 2010
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Rum BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2010
Cena: brak danych

Opakowanie
Drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem (drugie obok... Xyauyù Kentucky) - spektakularna skrzynka i olśniewająca butelka.
10/10

Barwa
Typowe mętne Xyauyù. Różne odblaski brązu, miedzi i bursztynu w zależności od światła.
4/5
 
Piana
Brak.
0/5
 
Zapach
Olśniewający. Czekolada, melasa, cukier kandyzowany, suszone i kandyzowane owoce (daktyle, śliwki, rodzynki), szlachetny beczkowy alkohol, karmel, marcepan, jeszcze więcej czekolady. Dość istotnie różni się od innych piw z serii, jest jeszcze bardziej genialne - aromat perfekcyjny.
10/10

Smak
Nie jest aż tak dobry jak aromat - odrobinę mniej złożony - ale też fantastyczny. Jeszcze mocniej idzie w tę czekoladę, jeszcze mocniej w rum, karmel, melasę, tematy cukrowe generalnie. Obrywa się za to odrobinę tym przepięknym suszonym owocom z aromatu. Fascynujące - w ustach czuć raczej beczkę, na finiszu pojawia się subtelne, ale bardzo ewidentne ukłucie rumu. Bardzo słodkie, butelka zdecydowanie do podziału w przestrzeni albo w czasie, tym niemniej wyśmienite.
9,5/10
 
Tekstura
Totalnie bez gazu - standardowo trochę mi go tu jednak brakuje, bo wcale nie jest to piwo maksymalnie gęste.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem. Jeszcze jedno genialne piwo z Baladin. Bardzo ciężko mi się było zdecydować, ale chyba jednak Fumè podeszło mi minimalnie bardziej. Minimalnie. Możliwe, że trochę już za stary rocznik, może świeższe nie miałoby tych leciutkich braków w intensywności smaku i byłoby idealne.

Dziękuję sobie i wszystkim czytelnikom (nawet tym, którzy tylko zerkali na zdjęcia i ocenę) za te 1001 piw. Było pięknie.

czwartek, 23 listopada 2017

Baladin: Lune 2012

Powrót do Riserva Teo Musso to dla mnie zawsze duże wydarzenie. Terre 2010 dostarczyło mi jednego z największych zachwytów w moim wczesnym piwoznawczym życiu, a obie wersje Xyauyu - jednych z największych zachwytów w w piwoznawczym życiu dojrzałym. Dzisiaj coś jeszcze innego - Lune to również barleywine, podobnie jak Terre leżakowane w beczkach po winie włoskim, ale tym razem po białym.

Informacje ogólne:  
Piwo: Lune 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Italian White Wine BA)
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: brak danych

Opakowanie
Z czterech rezerw Teo Musso to piwo ma opakowanie najmniej ujmujące, przy czym i tak jest to bezsprzeczne 10/10.
10/10

 
Barwa
Trochę błotkowo wygląda, ale jeszcze w porządku.
2,5/5
 
Piana
Tradycyjnie brak.
0/5
 
Zapach
Piękna paleta przeróżnych aromatów: karmel, pumpernikiel, miód, mleczna czekolada, toffi, suszone figi, daktyle, kokos, wanilia, marcepan... pachnie bardziej jak z beczki po bourbonie niż jak z beczki po winie, tak czy inaczej jest to fantastyczny aromat.
9,5/10
 
Smak
Tutaj minimalnie wyczuwalna jest rola białego wina, ale ciągle dominują te barleywine'owe nuty z aromatu, w porównaniu z zapachem nieco uproszczone i o nieco powściągniętej intensywności.
8,5/10
 
Tekstura
Główny mankament - przy ekstrakcie 36 plato totalny brak gazu był akceptowalny, natomiast tutaj już doskwiera płytkość fakturalna.
2/5

7.5/10

Nie da się ukryć rozczarowanka. Aromatem to piwo dorównało prawie największym piwom z Baladin, ale już smak był mniej imponujący i jeszcze ściągnięty w dół przez płaskość tesktury. Mimo wszystko to bardzo, bardzo dobra rzecz. Tyle że ponad stu złotych już tak umiarkowanie warta.

sobota, 31 grudnia 2016

Baladin: Xyauyù 2012

Xyauyù, Xyauyù, Xyauyù... to już trzecie moje spotkanie z tą podserią piw, która wchodzi w skład serii Riserva Teo Musso. Póki co wszystkie trzy piwa były bezkompromisowo genialne, liczę więc i teraz na wiele, choć to jedyne piwo z serii, które beczek nie widziało. Doświadczenia z przeszłości mówią mi jednak, że mimo to musi być co najmniej wybitnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: 100 zł

Opakowanie
Skrzyni z Kentucky nie pobije, ale to chyba drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Do standardowej tuby i pięknej butelki doszła jeszcze genialna kompozycja kolorystyczna. Obłęd.
10/10

Barwa
Od bursztynu do brązu, mocno zmętnione, bardzo ładne, choć trochę chaotyczne.
4/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Potężne wino jęczmienne w pełnym tego słowa znaczeniu. Daktyle, rodzynki, jabłka, śliwki, śliwki suszone, dużo szlachetnego karmelu, toffi, orzechy, porto, porto, porto. Genialny.
9,5/10

Smak
Wspaniały, owocowo-karmelowy, słodki likier z nutką kwaskowatości, choć smak jest nieco uboższy od zapachu. Toffi, daktyle, rodzynki, słodkie, wzmacniane wino, skrajnie przypalony karmel. Zero nut alkoholowych, tylko lekkie pieprzne gryzienie na języku. W porównaniu z beczkowymi słodycz jest bardziej pohamowana, dzięki czemu pijalność jest dość wysoka jak na takie piwo.
9/10

Tekstura
Zero gazu, ale nadrabia wielką gęstością.
4,5/5

8.5/10

Chyba najbardziej rozkoszne rozczarowanie, jakie przeżyłem. Znakomite piwo, ale nie spodziewałem się (w sumie nie wiem czemu), że tak wyraźnie będzie odstawać od Xyauyù Fumé i Xyauyù Kentucky. Mimo wszystko tym razem powiedziałbym, że nie jest warte swojej ceny, zwłaszcza że jest ona niewiele niższa niż w przypadku wersji leżakowanych w beczkach.

wtorek, 6 grudnia 2016

Baladin: Elixir

Super mnie trochę zawiodło, więc wziąłem się za Elixir, inne bardzo mocne piwo z Baladin. Portale do oceny piwa określają je jako belgijskiego stronga, ja jednak po degustacji jestem bardziej skłonny uznać je za piwo eksperymentalne, zwłaszcza że sam browar do żadnej Belgii się nie przyznaje, a i piwo jest na drożdżach z zupełnie innych rejonów - drożdżach używanych do produkcji whisky z Islay.

Informacje ogólne:
Piwo: Elixir
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 20%
Objętość: 750 ml
Warka: do 07.2017 r.
Cena: brak danych
Opakowanie
To samo co w przypadku Super.
9,5/10




Barwa
Bardzo ładny, zmętniony bursztyn.
4/5

Piana
Bardzo obfita, ale znika z sykiem w mniej niż minutę praktycznie do zera - fatalnie.
0,5/5

Zapach
Złożony, słodowy, oryginalny. Maliny, truskawki, wiśnie, karmel, lekkie drożdżowe fenole, likier wiśniowy. Bardziej ciekawy niż piękny, ale bardzo ładny również.
8/10

Smak
Ojej, niedobrze. Jest potwornie alkoholowe, właściwie składa się z gazu i alkoholu. No dobra, są też jakieś reminiscencje bardzo udanego słodowego aromatu, ale strasznie przykryte. Dopiero na finiszu trochę mocniej mogą przemówić. Bardzo, bardzo słabo.
2,5/10

Tekstura
Koszmarnie przegazowane, katastrofa.
0/5

3.0/10

Mam wrażenie, że to było albo mogło być dobre piwo (zapach jest naprawdę bardzo dobry), ale coś poszło mocno nie tak przy fermentacji albo refermentacji. Może trzeba było jednak użyć normalnych drożdży. Piwo jest niespotykanie przegazowane, nie wiem czy spotkałem się kiedyś z aż tak świdrującym gazem. Jestem prawie pewien, że gdyby nie bardzo grube szkło butelki, rozsadziłoby ją, zanim zdążyłbym je otworzyć. Baladin będę kochał już dozgonnie, ale nie rozumiem, jak browar tworzący genialne trunki z serii Riserva Teo Musso mógł tak spartaczyć.

czwartek, 10 listopada 2016

Baladin: Super

Birrificio Baladin już zawsze będę uważał za jeden z najwybitniejszych browarów na globie dzięki genialnym piwom z serii Riserva Teo Musso. Nie samymi leżakowanymi w beczkach barleywine'ami żyje jednak człowiek; w lżejszej wadze włoscy piwowarzy już aż tak dobrze się nie spisywali. Dziś dam im się wykazać w temacie bynajmniej nie lekkim, ale nie aż takim mocarnym. Super to piwo z serii "słodowej" browaru, inspirowane mocnymi belgijskimi ale.
Informacje ogólne:
Piwo: Super
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: belgijskie złote mocne ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: 18,2%
Objętość: 750 ml
Warka: do 08.2017 r.
Cena: brak danych
Opakowanie
Nie aż takie genialne jak w Riservach, ale znakomite. Wielka, pękata butla z grawerkami, ładną etykietą, zalakowanym korkiem.
9,5/10 


Barwa
Przepiękny bursztyn z wstawkami zarówno czerwonawymi, jak i złotymi. Rzadko kiedy barwa piwa bywa tak... złożona. Minimalnie psują prezencję kawałki osadu.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, puszyście gęsta, brudnobiała, trzyma się dość długo.
4,5/5

Zapach
Słodki i ciężki, zdominowany przez drożdże belgijskie i tłustą bazę słodową. Pieprz i inne przyprawy, chleb, kwiaty, trochę wanilii. Mocarny, ale na kolana nie rzuca.
7,5/10

Smak
Dalej słodkie i ciężkie. A jednak nie przekłada się to na jakiś wspaniały smak. Dużo drożdżowych fenoli, dużo słodkiego słodu, ale poza tym nic wielkiego, jakiś średnio adekwatny kwasek, szczypta alkoholu. Przyjemne jest to piwo, jego pełnia i ciężar są przyjemne, ale w sumie najwyżej niezłe.
6/10

Tekstura
Za ciężka. Jest strasznie gęste, wręcz oleiste, a przy tym mocno wysycone, co kiepsko się komponuje.
2/5

5.5/10

Póki co najgorsze piwo z tego browaru, jakie piłem. Duże rozczarowanie. Jest niezłe, ale nie bardzo wiem, co piwowar chciał mi przekazać, to piwo jest felerne od strony ideologicznej. I robienie ich w takich butelkach jest trochę bez sensu - nawet 330 to sporo w tym przypadku, jest strasznie ciężkie. Ciekawostka - po jakichś dwóch tygodniach pusta butelka zaczęła pachnieć mieszanką benzyny z szałwią.

poniedziałek, 26 września 2016

Baladin: Xyauyù Kentucky 2011

Trzecie spotkanie z hiperekskluzywnymi piwami z Birrificio Baladin, drugie spotkanie z serią Xyauyù. Xyauyù Fumè było jednym z najlepszych piw mojego życia, Terre 2010 również - nie da się ukryć, że mam gigantyczne oczekiwania. Można by się domyślać po nazwie, że tym razem wspaniałe barleywine trafiło do beczki po bourbonie - otóż nie! Kentucky nie odwołuje się do bourbonu, a do szlachetnego tytoniu o nazwie Kentucky, uprawianego w tym stanie od początku XVIII wieku (dziś nie tylko tam, a między innymi również we Włoszech), z którym to piwo leżakowało w dębowej beczce bez przeszłości. Tytoń Teo Musso pozyskał z farmy Giancarlo Guzzo w regionie Veneto, farmy zarządzanej od wielu pokoleń przez jedną rodzinę.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Kentucky 2011
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2011
Cena: brak danych

Opakowanie
Co tu dużo mówić, z czymś takim się jeszcze nigdy nie spotkałem i pewnie za prędko drugi raz nie spotkam. Przepiękna jak zawsze w tej serii butelka tym razem opakowana jest nie w blaszaną tubę, a w coś jeszcze lepszego - prawdziwą drewnianą skrzynię, wyłożoną w środku płóciennym materiałem. Ja pieprzę. Bezdyskusyjnie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Pińcet na dziesięć.
10/10

Barwa
Brunatno-miedziana, dość klarowne, jak ciemna brandy - piękność.
5/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Na pierwszym planie suszone i niesuszone owoce - śliwki, jabłka, gigantyczne ilości rodzynek. Karmel, wanilia, ziemistość, dąb, orzechy - i tytoń, bardzo wyraźny tytoń. Szlachetne nuty alkoholu, armaniakowe z lekka.
10/10

Smak
Gładkość tego trunku jest nieziemska. Zachowuje się tak łagodnie, jakby w ogóle nie było w nim alkoholu, a jednocześnie jest przepełniony smakiem. Orzechy, miód, karmel, jabłka, lekki dym, śliwki, rodzynki, drewno. Tytoń jest wyczuwalny, chociaż nie aż tak jak w zapachu. Słodkie bardzo, ale jest to niebiańska słodycz, nie muli. Długi, intensywny finisz. Eleganckie i rozkoszne.
9,5/10
 
Tekstura
Kompletnie bez gazu - minimalnie podbiłbym jeszcze gęstość.
4,5/5

9.0/10

Kto by się spodziewał - kolejne arcygenialne piwo. Mimo wszystko jak mam wybierać z tej dwójki na szybko, biorę Fumè, ale to praktycznie ten sam fenomenalny poziom. Tam smak był jeszcze doskonalszy, tutaj za to nie miałem prawie żadnych zastrzeżeń do tekstury. Unikalne przeżycie i po raz kolejny ściągam czapkę z głowy przed Teo Musso.

czwartek, 14 lipca 2016

Baladin: Xyauyù Fumè 2011

Zrecenzowanie siedmiuset piw, wyczyn który na nikim z branży raczej już nie robi wrażenia, zajęło mi niecałe trzy i pół roku. Prowadzę więc już swój skromny pamiętnik naprawdę długo i dopiero teraz to do mnie dotarło. Do tej pory postrzegałem tę swoją przygodę jako wciąż świeżą, tymczasem poświęciłem jej już wymierny kawałek swojego życia, a zwłaszcza dorosłego życia. Co bardzo mnie cieszy, wciąż się uczę. Coraz wolniej, ale za każdym razem, jak dochodzę do kolejnej okrągłej setki i patrzę 100 piw wstecz, stwierdzam, że przez ten czas dowiedziałem się o piwie sporo nowych rzeczy (nie tylko na drodze degustacji, również, a nawet przede wszystkim, na drodze piwowarstwa domowego i wymiany wiedzy i opinii z innymi osobami). Nie ma się co rozpisywać, lepiej kontynuować marsz do tysiąca.

Zawsze na okrągłe recenzje wybieram piwa maksymalnie wyjątkowe. Nie inaczej było, kiedy trochę ponad dwa lata temu świętowałem recenzję dwusetną - sięgnąłem wówczas po najdroższe piwo, jakie przyszło mi kupić, Terre 2010 z serii Riserva Teo Musso z Birrificio Baladin. To arcygenialne barleywine leżakowane w beczkach po czerwonym winie okazało się jednym z dosłownie kilku najlepszych piw, jakie miałem okazję wypić w życiu - jeśli chodzi o sam smak, to większe wrażenie zrobiło na mnie chyba tylko jedno, Beer Geek Brunch Weasel. Dziś - po dokładnie pięciuset wypitych piwach - powracam do tych wspomnień, powracam do szlachetnej serii Teo Musso. Powracam i do browaru Baladin, z którym nie miałem styczności już od listopada 2014 roku. Xyauyù Fumè to jedno z kilku piw z podserii Xyauyù. Jest to barleywine w stylu tradycyjnym (czyli angielskim), leżakowane w beczkach po whisky z wyspy Islay (bardzo szkoda, że nie udało mi się dowiedzieć, jakiej whisky konkretnie - po degustacji strzelam, że Bunnahabhain). Zajmuje czternaste miejsce w klasyfikacji barleywine wszech czasów ratebeeru.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Fumè
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Islay Whisky BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2011
Cena: brak danych

Opakowanie
Terre było chyba najlepiej opakowanym piwem, jakie widziałem. Fumè, opakowane identycznie w blaszaną tubę i fenomenalną butelkę, tylko utrzymane szaro-czarnej kolorystyce, z trudem strąca Terre z pierwszego miejsca. Przepiękny widok.
10/10
Barwa
Pod światłem wychodzą na jaw niezbyt eleganckie kawałki osadu, ale tak bez lupy to jest piękne, brunatno-bursztynowe, przypomina brandy de Jerez.
4,5/5

Piana
Nie istnieje. Niby browar sam o tym informuje, niemal się tym chwaląc, ale nie jest to tak mocne piwo, by piany z założenia nie powinno być.
0/5

Zapach
Wanilia, dębowa beczka, owoce pod tyloma różnymi postaciami, że może się zakręcić w głowie - śliwki, gruszki, rodzynki, mnóstwo rodzynek - brandy, skórka chleba, potwornie szlachetny karmel, jeszcze więcej wanilii, czekolada, ciastka maślane, kandyzowany cukier. A gdzie dym? Ano gdzieś daleko w tle, są bardzo wyraźne nuty whisky, ale raczej takiej słodowej, zaokrąglonej niż ostrej, torfowej whisky z Islay - ale co z tego? Genialny aromat, genialny.
10/10

Smak
O boże. Od pierwszego łyku przypuszcza zmasowany atak wspaniałej słodyczy, pod którą kryją się cuda najrozmaitsze. Karmel, taki mocno przypalony, rodzynki, skórka chleba, jabłecznik, przypieczone ciasto, szlachetne nuty alkoholowe a la zacna brandy lub porto, śliwki suszone, figi suszone i daktyle, nuty wina wzmacnianego. Lekko słonawy posmak kieruje wzrok w stronę Islay. Tak, na finiszu po raz pierwszy pojawia się torf. Wspaniały trunek, wino jęczmienne w pełnym tego słowa znaczeniu. 
10/10

Tekstura
A jednak się przyczepię. Że nie ma ani grama gazu, to fajnie, ale jak dla mnie brakuje ciała i tyle.
3/5

9.5/10

Genialne piwo, które godnie uczciło siedemset recenzji. Drugie już piwo z Riserva Teo Musoo (na dwa) zgarnia u mnie dublet dziesiątek za zapach i smak - sztuka ta udała się tylko siedmiu innym piwom, ostatni raz prawie dwa lata temu. Xyauyù Fumè jest z nich wszystkich natomiast najmniej udane przez niesatysfakcjonującą teksturę. Dziwna sprawa, ale naprawdę zabrakło mi gęstości. Tak ogólnie to piwo jest gęste, ale nie dość gęste jak na trunek bez ani grama gazu. Dlatego jak Terre to top 5 moich piw ever, tak Xyauyù Fumè - "tylko" top 20 (muszę też dodać, że nawet nie licząc tekstury, Terre wywarło na mnie jeszcze większe wrażenie).

środa, 21 października 2015

LoverBeer: Madamin

LoverBeer to browar rzemieślniczy, mieszczący się na wsi niedaleko Turynu, jeden z tych browarów typu "jednoosobowego", założony i prowadzony w dużej mierze do dziś przez jednego faceta, Valtera Loveriera. Z asortymentem wyraźnie puszczającym oko w stronę Belgii (podobnie jak, co teraz sobie właśnie uświadomiłem, zastanawiająco sporo włoskich browarów). Trafiło mi się piwo zwane przez twórcę "Oak Amber Ale", które ja pozwolę sobie zakwalifikować jako flamandzkie czerwone ale na podstawie doznań, które przyniosło. "Madamin" to piemonckie słowo, oznaczające młodą kobietę, jakby się ktoś zastanawiał.

Informacje ogólne:
Piwo: Madamin
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Marentino
Browar: LoverBeer
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 2014 roku (do końca 2021 r.)
Cena: 31,50 zł (47,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wyróżniające się dzięki zwłaszcza nietypowemu oklejeniu szyjki. Całkiem długi opis na kontrze. Dobre.
7,5/10

 
Barwa
Ekscytująca - bursztynowe, rdzawe, miedziane i brunatne jednocześnie, świetnie się prezentuje.
5/5
 
Piana
Fatalna - ledwo powstaje jakiś kożuch, od razu redukuje się do pierścienia.
1/5
 
Zapach
Znakomity mariaż beczek - sprawiających nawet wrażenie, że gościły wcześniej jakiś mocniejszy alkohol - ze świeżością kwaskowatych owoców (jabłka, wiśnie, rodzynki, a nawet kandyzowane ananasy) i nutami wprost winnymi - rewelacyjny, z czasem tylko trochę słabnie.
8,5/10
 
Smak
Podobnie do zapachu, ale z pewnymi różnicami: zmniejsza się udział owoców, zwiększa dębu, a piwo nabiera nut klasycznie piwnicznych, mocnej kwaśności i mocnej, bardzo winnej cierpkości. Całość ma trochę rześkości, ale jest przede wszystkim szalenie eleganckie, kończy się złożonym finiszem, który splata kwaskowatość, goryczkę i przypalany dąb. Świetne.
8,5/10

Tekstura
Prawie idealna, odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

7.5/10

O patrzcie, jaki świetny flanders właściwie znikąd mi się trafił. Problemem jest to, że nie ma startu do belgijskich klasyków jak lepsze Rodenbachy czy Księżniczka Burgundzka, a cenowo wypada przy nich wprost fatalnie. No, ale doceniam, że już w 2010 roku takie piwa we Włoszech powstawały.

niedziela, 2 listopada 2014

Baladin: Birra Nazionale

Po przerwie, która potrwała cały kwartał, mam przyjemność zaprezentować kolejne piwo z Birrificio Baladin. Włoski browar rozwalił mi mózg swoim ekskluzywnym barley wine, po czym trochę rozczarował trzema piwami z ocenami z przedziału 7,5-8/10. Dziś może nastąpi przełamanie, zwłaszcza że piwo dość istotne w ofercie rzemieślników z Piemontu. Birra Nazionale, czyli piwo narodowe, to, jak twierdzą, pierwsze w historii piwo, uwarzone w stu procentach z włoskich składników. Ciężko je jakoś zakwalifikować, zwłaszcza zważywszy na dodatek bergamotki i kolendry.

Informacje ogólne:
Piwo: Birra Nazionale
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Produkowane od: 2011
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Standardowa butelka Baladin, choć etykieta dość odmienna od wszystkich. Oczywiście firmowy kapsel i oczywiście po szczegółówe informacje na temat piwa trzeba się pofatygować na stronę internetową browaru.
9/10


Barwa
Bardzo mocno, ekstremalnie niemal zmętnione - barwa to raczej ciemne złoto, ale dzięki zmętnieniu uzyskuje efekt raczej bursztynu; bardzo atrakcyjne, bardzo zaokrąglone, zmętnienie nie pozbawia go intrygujących przebłysków. 
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęstość dobra, z trwałością nieco słabiej, ładnie za to oblepia szkło. 
4/5

Zapach
Przepiękny aromat, którym rządzi kolendra oraz owoce, owoce i jeszcze raz owoce - ciężko powiedzieć, jaka w tym rola chmielu, a jaka przypraw (zdaje mi się, że mniej więcej po równo), ale efekt jest cudowny, mnóstwo cytrusów, pomarańcze, cytryny, grejpfruty czynią ten aromat niesamowicie orzeźwiającym i zachęcającym; również wyraźna obecność drożdżowych akcentów belgijskich - bardzo zbliżone do witbiera; większa intensywność uczyniłaby go doskonałym. 
9,5/10

Smak
Bardzo podobny profil, dalej piękna rewia owoców, ale są i wyraźne zmiany - zamiast słodyczy, a może bardziej obok niej, dostajemy gorzkość skórki pomarańczowej i trochę ziemistej słodowości; zawodzi nieco finisz, do którego pasowałaby jak ulał mocna albo nawet potężna goryczka - jest tymczasem bardzo słaba, prawie żadna; poza tym to jednak wyjątkowo radosne piwo, bardzo smaczne i orzeźwiające, faktycznie wydaje mi się idealnie pasować do włoskiej kuchni i upałów. 
9/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

8.0/10

Baladin wraca do gry. Znakomite piwo, które jak ulał pasuje na piwo narodowe Włochów, tak jak mówiłem, świetne na ich upały i kuchnię. Zadziwiające jednak, że stylowo wydaje się wstrzelać gdzieś między witbiera i blonda. No, witbier zrozumiały, bo kolendra, ale obecność typowo belgijskiej drożdżowości przy użyciu włoskich drożdży ciekawa.