Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starzone w drewnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą starzone w drewnie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

Baladin: Xyauyù Barrel 2010

Tysiąc już dawno za mną, ale ta być może jeszcze ważniejsza recenzja, tysiąc pierwsza, właśnie przede mną. Czemu ważniejsza? Takie sentymenty - zdarzyło się bowiem, że bardzo ważną rolę w rozwoju mojego zainteresowania piwem na jego wczesnym etapie była książka "1001 piw, których warto spróbować" - pozycja niedopracowana, nie do końca logiczna w swoim układzie, ale mimo wszystko bardzo wartościowa nawet dziś, a w styczniu 2012 roku - zawracająca w głowie polskiemu miłośnikowi piwa ogromem prezentowanych dóbr.

Jak przy tysięcznej recenzji postanowiłem pójść maksymalnie w jakość, tak tutaj połączyłem spodziewaną ogromną jakość z pewnymi walorami sentymentalnymi. Nigdy bowiem nie zapomnę Terre 2010 z Baladin - piwa, które chyba jako pierwsze naprawdę urwało mi mózg swoimi walorami, sprawiło że odpłynąłem w rejony dotąd mi nieznane, jeśli chodzi o przyjemność z picia lub jedzenia. Xyauyù Barrel to według ratebeera najdoskonalsze piwo z tego browaru, szóste najlepsze barleywine świata i w końcu najlepsze włoskie piwo - rzecz też dla mnie nie bez znaczenia, bo Włochy to drugi najważniejszy kraj mojego życia. Wersja Barrel to Xyauyù leżakowane w beczce po rumie.

Miałem się w tym miejscu zdobyć na grubsze podsumowanie statystyczne tego tysiąca, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że lepiej poświęcić więcej czasu na planowanie przyszłości i będę się streszczał.

Jeśli chodzi o miejsce uwarzenia piwa, było mi dane recenzować trunki z dwudziestu dziewięciu krajów. Znaczną większość z nich stanowią kraje europejskie, ale co najmniej jednego reprezentanta dostały Afryka, Ameryka Północna i Środkowa, Australia i Azja, czyli wszystko poza Antarktydą i Ameryką Południową. Najwięcej naturalnie było Polski - od początku bloga udział polskich wyrobów w moim spożyciu oscylował w okolicach jednej trzeciej, skończyło się na 383 piwach na 1000. Na drugim miejscu Belgia (120) i zaraz dalej USA (108), później Szkocja (89), Anglia (72), Niemcy (68), Włochy (43), Czechy (21), Holandia (20), Norwegia (18) i Irlandia (12). Reszta to drobnica.

Patrząc z punktu widzenia "duchowego" pochodzenia piwa, wygląda to odrobinę inaczej, a główną zmianą jest duża ilość piw duńskich - przyczyną jest to, że dużo piłem Mikkellera, który w Danii raczej nie warzy. Z tego względu drugie miejsce po Polsce (391) zajmuje już USA (119), dalej Belgia (93), Szkocja (89), Niemcy (69), Anglia (65), Włochy (51), Dania właśnie (49), Holandia (22), Irlandia (13) i Szwecja (10). Do dwudziestu dziewięciu krajów z poprzedniego ujęcia trzeba tutaj dodać Brazylię (wyjazdowe kooperacje ze Szwedami), ale odjąć Mauritius (miałem okazję bowiem wypić warzonego na Mauritiusie Guinnessa, a więc piwo mauritiuskie tylko fizycznie).

Długo zastanawiałem się, czy mając do wyboru tylko jeden kraj, z którego mogę pić piwo, wybrałbym Belgię, czy Wielką Brytanię albo nawet samą Anglię. Po jakimś czasie zdecydowałem się, że Belgię, a następnie otworzyłem się na piwa z USA i również piwa z USA otworzyły się na mnie, tzn. zaczęły się częściej pojawiać w Polsce. Spowodowało to, że mimo swojej eurofilii musiałem Stanom pozwolić zdominować moje rankingi, szczególnie po przywiezieniu wielu świetnych butelek z podróży do Kalifornii. Najlepsze póki co piwo mojego życia to piwo amerykańskie, w top 4 tylko jedno amerykańskie nie jest - a przecież bardzo wielu gigantycznych piw zza oceanu jeszcze nie próbowałem, z klasyką europejską będąc zapoznanym dość dobrze.

Walka o tytuł mojego ulubionego stylu była zaciekła. Ostatecznie muszę go przyznać RISowi leżakowanemu w beczce po bourbonie, ale nie zmieniło się to, że nie ma stylu, którego w dobrej interpretacji bym nie uwielbiał. Kocham RISy, BW, quadruple, lambiki, portery bałtyckie, ale podniecam się również na myśl o dobrze uwarzonym hellesie, doppelbocku, szkockim ale, saisonie czy schwarzbierze.

Ulubiony browar? To się nie wykrystalizowało. Jestem pod ogromnym wrażeniem Cantillon, Firestone'a Walkera, AleSmitha, Szałpiwu, Baladin, Russian River, Lost Abbey, Alchemista, Rocheforta, Mikkellera, Buxton, 3 Fonteinen, Westvleteren, Schlenkerli, a także Bottle Logic, mimo że z powodu tylko jednego piwa. Może nie uważam za genialne, ale uwielbiam i jestem ogromnie wdzięczny Pincie, BrewDogowi, Kormoranowi, Chimay, AleBrowarowi i wielu innym. Szkoda wymieniać, zwłaszcza gdy kompleksowe ujęcie poszczególnych browarów będzie moim celem od dzisiaj. Zmieniam nieco koncepcję, potrzebuję świeżości. Pojedyncze recenzje staną się mocno uproszczone i będą raczej stanowić elementy w miarę szerokiego ujęcia poszczególnych browarów.

Zakończę jednak ten odcinek tej pięknej podróży w starym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Barrel 2010
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Rum BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2010
Cena: brak danych

Opakowanie
Drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem (drugie obok... Xyauyù Kentucky) - spektakularna skrzynka i olśniewająca butelka.
10/10

Barwa
Typowe mętne Xyauyù. Różne odblaski brązu, miedzi i bursztynu w zależności od światła.
4/5
 
Piana
Brak.
0/5
 
Zapach
Olśniewający. Czekolada, melasa, cukier kandyzowany, suszone i kandyzowane owoce (daktyle, śliwki, rodzynki), szlachetny beczkowy alkohol, karmel, marcepan, jeszcze więcej czekolady. Dość istotnie różni się od innych piw z serii, jest jeszcze bardziej genialne - aromat perfekcyjny.
10/10

Smak
Nie jest aż tak dobry jak aromat - odrobinę mniej złożony - ale też fantastyczny. Jeszcze mocniej idzie w tę czekoladę, jeszcze mocniej w rum, karmel, melasę, tematy cukrowe generalnie. Obrywa się za to odrobinę tym przepięknym suszonym owocom z aromatu. Fascynujące - w ustach czuć raczej beczkę, na finiszu pojawia się subtelne, ale bardzo ewidentne ukłucie rumu. Bardzo słodkie, butelka zdecydowanie do podziału w przestrzeni albo w czasie, tym niemniej wyśmienite.
9,5/10
 
Tekstura
Totalnie bez gazu - standardowo trochę mi go tu jednak brakuje, bo wcale nie jest to piwo maksymalnie gęste.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem. Jeszcze jedno genialne piwo z Baladin. Bardzo ciężko mi się było zdecydować, ale chyba jednak Fumè podeszło mi minimalnie bardziej. Minimalnie. Możliwe, że trochę już za stary rocznik, może świeższe nie miałoby tych leciutkich braków w intensywności smaku i byłoby idealne.

Dziękuję sobie i wszystkim czytelnikom (nawet tym, którzy tylko zerkali na zdjęcia i ocenę) za te 1001 piw. Było pięknie.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Bottle Logic: Fundamental Observation

Schnie w gardle i braknie słów w takich chwilach. Dotarłem do najbardziej symbolicznego jubileuszu w życiu każdego miłośnika piwa (bo do miliona chyba nikt nie dobije, a dopiero milion brzmi równie okrągło): na trzy dni przed piątą rocznicą pierwszej recenzji na moim blogu udaje mi się oto dokonać recenzji tysięcznej. Tysiąc różnych wypitych piw to w dzisiejszych czasach nic specjalnego, sporo osób w Polsce ma na koncie kilka tysięcy, niemało - kilkanaście, niektórzy i kilkadziesiąt. Sam mam oczywiście znacznie więcej niż ten tysiąc, bo piję mimo wszystko nie tylko w domu: ciężko mi już oszacować konkretną liczbę, dwóch tysięcy raczej nie przekracza, półtora tysiąca prawdopodobnie owszem. To, z czego jestem jednak naprawdę dumny i co sprawia mi wielką satysfakcję, to że udało mi się - albo jeszcze uda raczej - wypić okrągły tysiąc piw, każde jedno z nich pieczołowicie opisując, fotografując i oceniając. W tej samej, z drobnymi tylko zmianami, koncepcji od pięciu lat. Wiele osób nazwie to skostniałością, nudą, rutyną i brakiem polotu i będzie pewnie miało sporo racji, ale ja jestem dumny ze swojej konsekwencji w realizacji długoterminowych celów, które u swych podnóży zdają się nie do wykonania.

Ze względów, które ujawnię niedługo, bardziej wzruszająca, jeszcze ważniejsza będzie dla mnie recenzja nr 1001, po której najprawdopodobniej radykalnie zmienię formułę bloga. Wtedy też zdobędę się na podsumowanie statystyczne. Kończę więc już przemowę i przechodzę do głównego bohatera wieczoru.

Piwo oczywiście musiałem wybrać maksymalnie wyjątkowe. Fundamental Observation z Bottle Logic, browaru który odwiedziłem w zeszłym roku, to wprawdzie nie jest żadna długoletnia legenda - jest to piwo produkowane od niedawna, bo i browar od niedawna istnieje. Zdobyło jednak błyskawicznie światową klasę (chyba żadne piwo, które już piłem, aż takiej nie ma w pewnych kręgach) i osiągnęło zawrotną cenę. Za tę butelkę musiałem wyłożyć na stół od dwustu do trzystu dolarów plus koszty przesyłki z USA, a więc zdecydowanie najwięcej w życiu za butelkę piwa. To stout imperialny z ziarnami wanilii madagaskarskiej, leżakowany w czterech różnych beczkach po bourbonie - Buffalo Trace, Four Roses, Heaven Hill i Bernheim. Liczę, że będzie najlepszym z tysiąca.

Informacje ogólne:
Piwo: Fundamental Observation
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Anaheim
Browar: Bottle Logic Brewing
Styl: słodki stout imperialny (Bernheim, Buffalo Trace, Four Roses & Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 14,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak już kiedyś mówiłem, uwielbiam styl Bottle Logic. Gdyby dodać do tej etykiety jaką grawerkę na butelce albo opakowanie, to byłoby doskonale.
9,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Błyskawicznie zredukowana do dość grubego pierścienia, ten jednak utrzymuje się dziarsko.
3,5/5
 
Zapach
Waniliowo-czekoladowa orgia. Genialny, genialnie intensywny aromat wanilii - zarówno takiej bezpośredniej, jak i będącej egzemplifikacją beczki po bourbonie - czekolady mlecznej bardzo wysokiej jakości, ziaren kakao, orzechów laskowych, melasy, marcepana, palonego ziarna. Bardzo możliwe, że najlepszy aromat piwa, z jakim się spotkałem, arcydzieło sztuki.
10/10
 

Smak
Nadąża za aromatem. Genialny. Gigantycznie intensywny, gigantycznie złożony i zbalansowany. Układ sił jest zbliżony - dalej pierwsze skrzypce to cudowna, wielowymiarowa wanilia oraz czekolada - ale jest odrobinę mniej słodko, wchodzi kawa i lekka goryczka dla zbalansowania słodyczy. Dalej jest, co mnie rozwala chyba najbardziej w tym wszystkim, bardzo bardzo orzechowo, chociaż żadnych orzechów tam nie ma. Na finiszu natomiast z impetem wchodzi bourbon, to piwo kończy się bardziej jak whiskey niż jak piwo, chociaż jednocześnie alkohol jest ukryty totalnie. Z każdym łykiem robi się coraz bardziej beczkowe i bourbonowe, nie tylko na finiszu, również w ustach. Z każdym łykiem jego złożoność się rozrasta. Jednocześnie bardzo szybko znika ze szkła - przy takim woltażu jest arcydziełem pijalności. Himalaje rozkoszy podniebienia, ani nie piłem, ani nie jadłem w życiu nic lepszego.
10/10

Tekstura
Cudowna gęstość, lepkość i idealne, symboliczne wysycenie, perfekcja.
5/5

10/10

No i tak się zdarzyło, że niejako u kresu swojej podróży odkrywam piwo na nowo. Fundamental Observation to zdecydowanie najlepsze, co piłem w życiu - śmiało powiem nawet, że wyraźnie przewyższa wszystko inne. To jest inny poziom, którego jeszcze nigdy nie odczułem. Pierwsze 10/10, jakie wystawiam, i od razu takie 10/10 bez większego zastanowienia - nie mogło być mowy o innej ocenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piw na poziomie FO - albo i wyższym - trochę na świecie istnieje, co daje mi sporego kopa do zagłębiania się w piwo jeszcze bardziej. To na dzisiaj tyle, rozgadam się mocniej i podsumuję wszystko w recenzji nr 1001. Przed Bottle Logic - klęczę.

czwartek, 8 lutego 2018

Prairie & Evil Twin: Barrel Aged Bible Belt

Ostatnie w pierwszym tysiącu recenzji piwo z ratebeerowego top 50. Dopiero czternaste, co pokazuje, że jeszcze dużo dobrego przede mną. Barrel Aged Bible Belt to efekt współpracy dwóch wybitnych amerykańskich browarów, Prairie Artisan Ales z Oklahomy i kontraktowego Evil Twina. Stout imperialny z ziarnami kakao, papryczkami chili, ziarnami kawy i wanilii, leżakowany przez 7-9 miesięcy w beczkach po bourbonie Heaven Hill. 

Informacje ogólne:
Piwo: Barrel Aged Bible Belt
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oklahoma
Miasto: Tulsa
Browar: Prairie Artisan Ales i Evil Twin Brewing
Styl: słodki kawowy stout imperialny (Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Ekscentryczne. A jednocześnie, o dziwo, trochę mało wyraziste. Złe nie jest, ale średnio mnie przekonuje. Fajowy kapsel though.
6/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5

Piana
Prawie brak, ledwie cienki pierścień.
1,5/5

Zapach
Mocno ogarnięty przez przyprawy. Wszystkie trzy - kawa, kakao, chili, wanilia - są bardzo mocno wyczuwalne, mniej więcej w tej kolejności. Spod tego intensywnego, mięsistego i kolorowego zarazem aromatu wydobywają się orzechy, palone zboże, marcepan. Beczka po bourbonie jest wyraźna, ale raczej uzupełniająca niż przewodnia. Bardzo złożony aromat i wybitnie przyjemny.
9,5/10

Smak
Zgodny z zapowiedziami aromatu - cudowny, wyklejający słodziak o wielu barwach, z przełamaniem nienachalną pikanterią papryczek i goryczką. Pije się to piwo jakby się jadło ciasto. Kakao, wanilia, kawowy likier, marcepan, orzechy laskowe, bourbon. Intensywność sięga szczytów, pojedynczy łyk dostarcza wystarczająco wielu wrażeń na kilka minut. Może być minimalnie, tak minimalnie zanadto przepalone, ale poza tym perfekcja. 
9,5/10

Tekstura
Cudowna gęstość.
5/5
 
9.0/10

Maestria. Słodki RIS z dodatkami stworzony wzorowo - no dobra, piłem jedno lepsze piwo w takiej koncepcji, zresztą spokrewnione z Bible Beltem IBB, ale to prawie ten sam poziom. Aż cztery dodatki i jeszcze w tym wszystkim beczka, a proporcje udało się zachować po prostu perfekcyjne. Top 30 życiowe, wielkie piwo.

niedziela, 4 lutego 2018

AleSmith: Old Numbskull Bourbon Barrel Aged

Zanim dobiję do tysiąca, chcę jeszcze otworzyć tę zdobycz z podróży do USA, którą podniecam się może najbardziej ze wszystkich. Generalnie pakowanie amerykańskiego barleywine do beczek po bourbonie wydawało mi się pomysłem co najmniej ekscentrycznym, ale próbka tak właśnie potraktowanego Old Numbskull, jaką wchłonąłem w San Diego, była genialna. To siódme najlepiej oceniane barleywine świata na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: Old Numbskull Bourbon Barrel Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Diego
Browar: AleSmith Brewing Company
Styl: amerykańskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: brak danych

Opakowanie
Pięknie się prezentuje malowana na złoto wersja podstawowego ON.
9/10 


 
Barwa
Bardzo ciemna miedź przechodząca w brąz, piękne.
4,5/5
 
Piana
Przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Cudowne połączenie trzech światów. O dziwo charakter nowofalowego chmielu został zachowany bardzo dobrze, cytrusy i inne owoce o wyraźnie chmielowej proweniencji są wręcz na pierwszym planie - dopiero dalej następuje cudowny splot karmelowo-chlebowo-przypiekanego słodu i słodkich, waniliowych nut beczki po bourbonie. Właściwie beczka tu trochę zawodzi, ale nie ma to większego znaczenia, bo aromat to genialny.
9,5/10
 
Smak
I tutaj dopiero beczka wjeżdża na ostro. Wanilia, kokos, drewno i sam bourbon, a poza tym w dalszym ciągu szlachetna i intensywna chmielowość oraz rozkoszna słodowość: karmel, orzechy, czekolada, owoce kandyzowane. Piwo kompletne, doprawdy piwo kompletne, jakkolwiek coś powstrzymuje mnie przed najwyższą oceną.
9,5/10
 
Tekstura
Fajnie gęste, wysycenie odpowiednio niskie, bez zarzutu.
5/5

9.0/10

W San Diego smakowało mi w biegu ciut bardziej, ale i tak to piwo ocierające się o geniusz. Zdecydowanie najlepsze amerykańskie BW jakie piłem.

czwartek, 11 stycznia 2018

Firestone Walker (Boulevard): Parabola

Nowy Rok rozpoczynam z grubej rury. Jeszcze jedno piwo z Firestone Walker Brewing Company, jeszcze jedno leżakowane w beczkach po bourbonie, jeszcze jedno mocarne, ale tym razem RIS i tym razem... uwarzone nie w browarze FW w Paso Robles, ale niejako kontraktowo w browarze Boluevard Brewing w Kansas. To wyjątkowa sytuacja - w 2017 roku Firestone się przebudowywał i nie miał wystarczająco dużo mocy przerobowych, by stworzyć Parabolę, postanowił więc stworzyć ją w innym browarze. W przypadku tak skomplikowanego piwa to trochę dziwna sprawa, ale udało się - zdaniem tak browaru, jak i oceniających konsumentów - nie gorzej niż w poprzednich latach. Parabola to 24. najlepiej oceniany stout imperialny świata na RB, jak i 34. piwo w ogóle. Tylko 8 tysięcy butelek z edycji 2017 wyszło na świat.

Informacje ogólne:
Piwo: Parabola
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Boulevard Brewing Company (Firestone Walker Brewing)
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: 31,2%
Objętość: 355 ml
Warka: 2017
Cena: brak danych

Opakowanie
Od 2017 roku Firestone leje swoje ciężkie, beczkowe piwa w butelki o pojemności 355 ml zamiast dotychczasowych 650 ml. Szanuję mocno za tę decyzję, oby więcej browarów z USA szło tą drogą. Szata graficzna kartoniku i etykiety pozostała natomiast identyczna. 
9/10 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej przeciętna, choć jak na beczkę nie jest źle.
2,5/5
 
Zapach
Piękne połączenie rozkosznej beczki po bourbonie - waniliowej, węglowej, bourbonowej, przypalanej, karmelowej, drzewnej, kokosowej - z kawowymi, czekoladowymi, palonymi nutami stoutu imperialnego. Klasyka w znakomitym wydaniu.
9,5/10
 
Smak
Jeszcze lepiej. W aromacie nieco za mocno dominowała nad piwem beczka, tutaj wyważenie jest po prostu perfekcyjne. Doskonale współgra cudowny, słodki charakter beczki po bourbonie z dość słodkim, czekoladowym RISem, zwłaszcza że nie następuje efekt przesłodzenia, goryczka jest taka w punkt. Alkohol ukryty genialnie, wszystko idealnie zbalansowane, muszę wystawić najwyższą ocenę.
10/10
 
Tekstura
Bez zarzutów.
5/5
 
9.5/10

Bombastyczne rozpoczęcie roku. Parabola to póki co najbardziej imponujące piwo FW, jeden z najlepszych RISów życia mego, jedno z najlepszych zastosowań beczki po bourbonie, piwo eleganckie, zbalansowane, złożone i intensywne, bliskie ideałowi. Doniosłe.

wtorek, 26 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Deliverance

Lost Abbey czy też Port Brewing to obecnie bardzo silny kandydat do tytułu mojego ulubionego browaru świata. Serpent's Stout i Angel's Share leżakowany w beczkach po bourbonie to chyba dwa moje ulubione piwa tego browaru. Deliverance to blend SS Bourbon BA i AS Brandy BA. Zapowiada się cudownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Deliverance
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: hybryda stout imperialny (Bourbon BA) + angielskie barleywine (Brandy BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 81 zł (108 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle genialne.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt potężna, ale jest.
2,5/5

Zapach
Piękny, złożony, intensywny aromat z dominującymi nutami beczki po bourbonie (kokos, marcepan, wanilia, trochę też cynamonowo) oraz słodu - praliny, suszone owoce, kawa.
9,5/10

Smak
Jeszcze wspanialsze, jeszcze bardziej intensywne. Doskonałe wyważone połączenie... no właśnie, RISa, BW i beczki po bourbonie, czyli tym, czym to piwo jest. Kokos, migdał, marcepan, czekolada, kawa, karmel, suszone owoce, daktyle, orzechy, wanilia, szlachetny alkohol. Cudownie złożone i przepyszne, dość słodkie, ale odpowiednio skontrowane, z doskonale ukrytym alkoholem.
9,5/10

Tekstura
Trochę mniej gazu, trochę więcej ciała - tego bym chciał.
4/5

9.0/10

Wybitne piwo, może zabrakło mu jakiejś iskry bożej do wyższej oceny, ale wybitne. I w dodatku bardzo interesujące, bo faktycznie można je potraktować jako hybrydę RISa z BW, zachowuje nie zlewając ich w jedno sztandarowe cechy obu stylów, łącząc je cudowną beczkowatością. Nie jest tanie - nawet jak na Lost Abbey drogie - ale doprawdy warte tych pieniędzy, no chyba że obok na półce stoi Angel's Share Bourbon BA i mamy pieniądze tylko na jedno z nich.

niedziela, 17 grudnia 2017

Firestone Walker: §ucaba

Kolejne piwo z zacnej serii Vintage zacnego kalifornijskiego browaru Firestone Walker, kolejne ciężkie ale leżakowane w beczkach po bourbonie. Jak Stickee Monkee było quadruplem (aczkolwiek mocno idącym w BW), tak tutaj już mamy typowe angielskie barleywine. Dziwna nazwa piwa to pokłosie sporu prawnego - wcześniej nazywało się Abacus, lecz sąd zasądził, że nazwa ta jest zastrzeżona.

Informacje ogólne:
Piwo: Sucaba
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 13,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: 2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Identyczne jak w przypadku Stickee Monkee, z nieco zmienioną kolorystyką, znakomite. 
9/10 

 

Barwa
Miedź wpadająca w bardzo jasny brąz, lekko mętne, ładne.
4/5

Piana
Nieobfita, średnio gęsta, szybko redukuje się do grubego pierścienia.
2,5/5

Zapach
Rozkoszny związek angielskiego barleywine z beczką po bourbonie. Suszone i kandyzowane owoce na pierwszym planie, dalej karmel, toffi, marcepan, wanilia, wiórki kokosowe, dąb. Znam ja ci piękniejsze oblicza Bourbon BA, ale to tak czy inaczej jest piękne.
9/10

Smak
Wjeżdża tu zachwycająca słodycz oparta na toffi, karmelu, wanilii i marcepanie; kontruje je całkiem niemała goryczka i nieco zbyt intensywny, choć szlachetny alkohol. Znakomite, pyszne, dobrze ułożone piwo, ciężko mówić o geniuszu, ale znakomite.
9/10

Tekstura
Całkiem sporo gazu, ciut za dużo.
4/5

8.5/10

Zdecydowanie nie tak znamienite jak Stickee Monkee, aczkolwiek wciąż wyśmienite piwo. Na pewno jednak nie jest to coś, czego byśmy absolutnie nie mieli w Europie - mamy i to raczej taniej, więc za Sucabą tęsknił przesadnie nie będę (zwłaszcza że mam drugą butelkę w piwnicy).

sobota, 9 grudnia 2017

Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht: Kord Whiskey Barrel Aged

Zdarzy się czasem, że browar o reputacji góra niezłej stworzy jedno z najlepszych piw w kraju, tak jak z rzadka niezłemu z zasady malarzowi, reżyserowi czy muzykowi wychodzi jedno i tylko jedno arcydzieło wśród mnóstwa dzieł niezłych. Tym browarem jest być może piotrkowski Jan Olbracht - jego Kord, leżakowany w beczkach po whiskey quadrupel skrzyżowany z barleywine (czy też, jak chcą twórcy, quintupel), to w tym momencie na ratebeerze 18. najlepsze polskie piwo i 14. najlepszy quadrupel świata. Będzie to jakaś reminiscencja Buby, cień jej ledwie czy też może piwo zupełnie inne?

Informacje ogólne:
Piwo: Kord Whiskey Barrel Aged
Kraj: Polska
Województwo: łódzkie
Miasto: Piotrków Trybunalski
Browar: Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht
Styl: angielskie barleywine (Whiskey BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: 26%
Objętość: 330 ml
Warka: do 24.03.2018 r.
Cena: brak danych 

Opakowanie
Bardzo gustowne, godne wielkiego piwa. Rzadko spotykany kształt butelki, trochę na styl włoski.
8,5/10


 
Barwa
Ciemny bursztyn wpadający w miedź, dość jasne jak na quada.
3,5/5
 
Piana
Znikoma, bardzo.
1,5/5
 
Zapach
Ciężki, słodowy zapach z estrami belgijskich drożdży - chleb, pumpernikiel, rodzynki, czerwone owoce, szlachetny alkohol, chyba błysk kole. Jest też jakaś nuta, która nie do końca mi gra, ale i tak jest bardzo ładnie.
8,5/10
 
Smak
Masywne, słodkie, wyklejające, dużo chleba, toffi, suszonych owoców (figi, rodzynki, jabłka, śliwki), wyraźna nuta waniliowej słodyczy od whiskey. Sporo w nim barleywine'a, może nawet więcej niż quada. Arcyprzyjemne, piękne piwo.
9/10

Tekstura
Ciut większa gęstość nie zawadziłaby.
4,5/5

8.5/10

Nie, oczywiście nie ma startu do najlepszej z Bub, ale też jest to zupełnie inne piwo. Quintuple nasuwa najmocniejsze skojarzenia z quadem, a jednak dużo więcej tu moim zdaniem angielskiego BW, co zresztą nie kłóci się z wizją browaru i etykietą. Znakomite piwo w każdym razie, może nie ścisła polska czołówka, ale czołówka.

czwartek, 30 listopada 2017

Browar Stu Mostów: WRCLW Rye Ris Bourbon B.A.

Podstawową wersję żytniego RISa z Browaru Stu Mostów zapamiętałem jako jedno z najmniej udanych piw w tym stylu ze wszystkich, jakie piłem w całym życiu. Spore było moje zdziwienie, kiedy na kwietniowym WFDP wersja leżakowana w beczkach po bourbonie troszeczkę mi nawet urwała. Z pierwszego wrocławskiego browaru craftowego nie piłem nic od roku, kiedy to spróbowałem znakomite ART 9 - czas odświeżyć znajomość czymś na podobnym poziomie, miejmy nadzieję. Oto więc 21. najlepiej oceniane polskie piwo na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: WRCLW Rye Ris Bourbon B.A.
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: 23%
Objętość: 330 ml
Warka: do 04.04.2019 r.
Cena: 19,90 zł (30,15 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Od prawie trzech lat istnienia nie zmieniło się w BSM nic w szacie graficznej - i bardzo dobrze.
9/10


 
Barwa
Czarna, chociaż wyraźniejsze niż zwykle w RISach prześwity ciemnobrązowe u brzegów.
4,5/5

Piana
Nieobfita, ale dość trwała. 
3,5/5

Zapach
Bardzo beczkowy - zwęglone drewno, bourbon, wanilia, lekka dymność, dopiero na drugim planie akcenty czekolady i palonego zboża. Dyskretny, niezbyt intensywny, ale subtelny i bardzo przyjemny.
8,5/10

Smak
Tutaj wchodzi wreszcie fajny, czekoladowo-kawowo-palony RIS o długim popiołowym finiszu, w którym niemało słodyczy, ale i goryczki, przez co stoi gdzieś pomiędzy dwiema szkołami warzenia RISów. Charakter beczki jest dalej obecny, choć w zapachu był bardziej intensywny. Na plus ukrycie alkoholu.
8,5/10

Tekstura
Przyjemna, gładka i gęsta, z niewysokim wysyceniem.
5/5

8.0/10

Bardzo dobry, podchodzący pod świetny, a jak na polski rynek RISów to naprawdę niemal najwyższa klasa. W tłumie genialnych RISów BA zza oceanu czy ze Skandynawii oczywiście całkowicie przepada, ale z rozsądną jak na beczkę po bourbonie ceną stanowi nie najgłupszą alternatywę low budget. Ale z tym top 21 polskich piw to bym nie szalał.

sobota, 25 listopada 2017

Hoppin' Frog: Barrel Aged In-Ten-Sity

Miałem okazję w styczniu uczestniczyć w panelu piw z Hoppin' Froga i doszedłem do wniosku, że troszeńkę ten browar jest przehajpowany. Jedno piwo jednakże zrobiło potężne wrażenie, a o dziwo nie był nim RIS, czyli specjalizacja browaru, a uwarzone na dziesięciolecie amerykańskie barleywine, leżakowane w beczce po bourbonie przez pół roku. Oto ono.

Informacje ogólne:
Piwo: Barrel Aged In-Ten-Sity
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Ohio
Miasto: Akron
Browar: Hoppin' Frog Brewery
Styl: amerykańskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: 28,6%
Objętość: 650 ml
Warka: brak danych
Cena: 100 zł (76,92 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Estetyczne, ale trochę nieciekawe - rubaszne żaby ze standardowych etykiet HP bardziej mi się podobają.
6,5/10


 
Barwa
Głęboki bursztyn, zmierzający w stronę miedzi.
4/5

Piana
Marniutka.
2,5/5

Zapach
Intensywny koncert skumulowanych aromatów chmielu i słodu z pomocą beczki, objawiający się suszonymi śliwkami, karmelem, skórką pomarańczy, drewnem. Jest w nim jakaś nuta, która mi nie gra, ale ogólnie to bardzo przyjemny aromat.
8,5/10

Smak
Tu już fałszywych nut nie ma, jest za to zgodnie z nazwą potężna intensywność, zarówno słodowej słodyczy spod znaku szlachetnego karmelu, toffi, przypieczonego ciasta i suszonych owoców, jak i chmielu, objawiającego się zarówno poprzez żywiczno-owocowe aromaty, jak i niemałą, ale mocno pożartą przez słód goryczkę. Trochę bardziej w tle błyska waniliowa słodycz od beczki po bourbonie. Piwo kompletne, z mistrzowsko długim finiszem.
9,5/10

Tekstura
Idealna, świetne gęste ciało i umiarkowane wysycenie.
5/5

8.5/10

Do dziewiątki zabrakło mu dosłownie milimetrów, ale tak czy inaczej to wspaniałe piwo. Niekoniecznie być może tylko rekompensuje wygórowaną cenę, i to nawet zapominając o tym, że wcale niewiele mu ustępujący Old Foghorn jest piwem z pięć razy tańszym.

środa, 6 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged

Wielki to dla mnie wieczór. Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga regularnie, to wie, że jestem wielkim miłośnikiem Lost Abbey, jak i wielkim miłośnikiem barleywine. Otóż przede mną piwo, które na RB jest najlepszym z ponad dwustu piw tego browaru, nie licząc czterech piw wycofanych z produkcji i Cable Cara, który wprawdzie jest w dalszym ciągu warzony, ale rozchodzi się błyskawicznie i na aukcjach lata po kilkaset dolarów. To również trzecie najlepiej oceniane barleywine świata, a trzeba dodać, że drugie ma tylko 16 ocen, więc po prawdzie średnio się liczy. Angel's Share to określenie ze świata destylatów, oznaczające część destylatu, która w trakcie leżakowania w beczkach wyparowuje. A piwo jest angielskim barleywine leżakowanym w beczkach po bourbonie właśnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 110 zł (146,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z najpiękniejszych, może i najpiękniejsze Lost Abbey. A to mówi BARDZO wiele.
10/10


 
Barwa
Ciemny brąz, chyba dość mętne.
3,5/5

Piana
Marniutka - ledwo się jakaś tworzy i zaraz redukuje do pierścienia.
2/5

Zapach
Potężny splot bogatej słodowości (czekolada, karmel, suszone śliwki, suszone figi, daktyle, cukier kandyzowany) z niesamowitymi aromatami beczki: piękna wanilia, drewno, węglowość, wiórki kokosowe, marcepan. Genialny.
10/10

Smak
Cudownie rozprzestrzeniają się na podniebieniu te nuty z zapachu. Przewodzi mocno przypalony karmel, rozkoszna chlebowość i beczka po bourbonie, nawet bardziej kokosowa niż waniliowa. Do tego szczypta czekolady, szlachetnego bourbonu, zwęglonego drewna. Słodkie, ale nie przesadnie, z wyraźnie zaznaczoną kontrą goryczki. Genialne, genialne, genialne.
10/10

Tekstura
Minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

9.5/10

Te momenty, gdy efekt dogania oczekiwania, mimo że były skrajnie wygórowane. To fenomenalne, genialne piwo, które wskakuje na moje życiowe podium. Najlepsze barleywine? Tak. Najlepsze Lost Abbey? Również. Najlepszy przykład użycia beczki po whiskey? A nie, Buba Extreme ciągle górą. Czarowne piwo.

niedziela, 3 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - My Black Parade

Jeszcze jedno grubo zapowiadające się piwo z Lost Abbey. Bliżej nieokreślone strong ale, leżakowane w beczce po bourbonie z całą gamą dodatków: ziarna kakao, ziarna wanilii i przyprawy nienazwane, ale co nieco sugerują obiecywane nuty smakowe - wędzone chili, cynamon i kardamon. 19. najlepsze American Strong Ale świata na RB.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - My Black Parade
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: przyprawowe imperialne amerykańskie ale (Bourbon BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 89 zł (118,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jeszcze jedno przepiękne dzieło Lost Abbey, tutaj w wydaniu dość nekromanckim.
10/10 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Bardzo ładna się tworzy, obfita i gęsta, ale szybko znika dość.
4/5

Zapach
Baaardzo przyprawowy i "dodatkowy". Ciężko powiedzieć, co jest motywem przewodnim, ale są obecne: kakao, wanilia, beczka po bourbonie, papryczki chili (nie wpadłbym na to bez informacji, ale faktycznie wędzone), kardamon. Kurde, nawet ten tytoń obiecywany poczułem (i to bardzo mocno), tylko cynamonu nie. Niezwykły aromat, może tylko wolałbym, żeby położony został na jakimś piękniejszym słodowym podłożu, ale przepiękny.
9/10

Smak
Podobnie jak w aromacie, jest ogarnięte przez swoje przyprawy, aczkolwiek tutaj słodowość już mocniej się zaznacza, jest cudownie czekoladowo-orzechowa (kakao zapewne potęguje efekt). Ogólnie słodziaczek, bardziej niż jakąś poważniejszą goryczką przełamany średnio-lekką pikanterią chili. Fascynujące i arcyprzyjemne piwo, idealne do długiego sączenia.
9/10

Tekstura
Troszeńkę za dużo gazu.
4,5/5

8.5/10

Jak na Lost Abbey nie jest to petarda petard, ale kolejne znakomite piwo do kolekcji. Nie wiem, czy piłem kiedyś piwo tak bardzo naładowane dodatkami, a tak wysokiej klasy. Wszystko to jest bardzo intensywne, ale i bardzo przemyślane.

wtorek, 22 sierpnia 2017

De Molen: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA

Wczoraj rozczarowanie de Molenową kooperacją z Omnipollo, dziś liczę na sowite zadośćuczynienie. Leżakowana w beczkach po bourbonie wersja Mooi & Meedogenloos (piękny i bezwzględny) to ścisła czołówka piw z najsłynniejszego holenderskiego browaru - top 10 (z kilkuset), a nie licząc piw wycofanych, to nawet top 6. Czy zbliży się do poziomu wyśmienitego Weer & Wind?

Informacje ogólne:
Piwo: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 11,2%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 15 września 2016 roku (do 15.09.2021 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasyczna ascetyczna etykieta de Molena i czarny lak - arcydzieło butelkowej estetyki, osiągnięte w prosty sposób.
9,5/10

 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej słaba.
2/5
 
Zapach
Niezbyt intensywny, słodowy, bardzo ciemny, bardzo mocno palony słód przechodzący dość ewidentnie w nuty wędzone, i beczka, ale właściwie samo drewno, jakby nic w nim nie leżało. Właściwie to rozczarowanie, dziwna ta kompozycja i brak intensywności. Z czasem trooochę się otwiera.
6,5/10
 
Smak
Dużo lepszy niż aromat, duuużo lepszy. Pyszny, gładziutki, intensywny RIS smagnięty beczką; piękna, czekoladowo-ciastowo-przypalano-wędzonkowa słodowość wzbogacona słodkimi nutami bourbonowej wanilii, marcepana, no i po prostu nutami drewna. Bardzo pijalne jak na taką moc. Finisz jest genialny, długi i intensywny, na nim nawet lepiej niż w ustach ujawnia się genialne połączenie bourbona z RISem. Cudowne.
9,5/10
 
Tekstura
Nie mam uwag.
5/5

8.0/10
 
Dziwne piwo, nie wiem skąd ta rażąca dysproporcja między przeciętnym aromatem a znakomitym smakiem. Gdyby oba były na poziomie tego drugiego, mielibyśmy piwo fantastyczne, porównywalne z Weer & Wind. Wciąż jest to świetna propozycja.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Goose Island: Bourbon County Brand Stout

900. recenzja piwa to o tyle szczególny jubileusz, że ostatni przed tym największym. Nigdy nie będzie bardziej okrągło niż przy tysiącu, bo nawet jeśli jakimś cudem uda mi się dobić do dziesięciu tysięcy recenzji, to dziesięć tysięcy już nie brzmi, następne co brzmi to dopiero milion. A więc jestem już bardzo blisko tej szczególnej okazji, ale póki co mogę się jeszcze cieszyć kameralnością tej mniejszej, nieokrągłej dziewięćsetki. Jak zawsze na jubileusz wybrałem piwo szczególne, a nawet powiem więcej - większą legendą ozdobiłem tylko 500. recenzję, wypijając wreszcie Westvleterena 12.

Bourbon County Brand Stout z chicagowskiego browaru Goose Island to piwo wyjątkowe z co najmniej dwóch powodów. Jak powszechnie wiadomo, to jedno z najlepiej ocenianych piw świata - dzierży obecnie 20. miejsce na ratebeerze. Tylko że to nie jest takie proste - panuje szeroko zakrojona zgoda, że niektóre piwa z top 50 RB znajdują się tam trochę od czapy. Tymczasem jeśli chodzi o dzieło z Chicago, jest zawsze szczerze wymieniane jako jedno z najlepszych piw świata. To raz. A dwa, to że było to pierwsze w historii piwo leżakowane w beczkach po mocniejszym alkoholu (dokładnie po bourbonie) - wkład w dzieje piwowarstwa nie do przecenienia. 

Piwo w Polsce absolutnie nie do kupienia w sklepie, pożądane diabolicznie, ale w Stanach wcale nie jest jakimś unikatem. Zgarnąłem dwie sztuki jak gdyby nigdy nic za 15 dolarów jedna.

Informacje ogólne:
Piwo: Bourbon County Brand Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Illinois
Miasto: Chicago
Browar: Goose Island Beer Co.
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 13,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: zabutelkowana 20 września 2016 roku
Cena: 14,99 $

Opakowanie
Genialne. Frontowa etykieta została zastąpiona spektakularną grawerką, z tyłu już tradycyjna kontra z informacją o alkoholu i dacie zabutelkowania, wokół szyjki charakterystyczna wystająca obwiązana etykieta, do tego piękny kapsel.
10/10
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Praktycznie nie zaistniała.
0/5

Zapach
Baaardzo beczkowy. Chyba tak intensywnie odczuwalnej beczki po bourbonie jeszcze nie zaznałem - to piwo pachnie doprawdy bardziej jak bourbon niż jak RIS. Wywrotka wanilii, przypalane, zwęglone drewno, przechodzące w dym, migdały, kokosy, melasa, szlachetny, dostojny alkohol. Gdzieś tam w tle dopiero majaczy czekolada i suszone, ciemne i czerwone owoce, typowe dla stoutu. Z czasem jest tylko coraz lepiej. Genialny.
10/10
 

Smak
Przecudowna, słodka kompozycja przeładowana czekoladą, kokosem, marcepanem, melasą, wanilią, opalonym drewnem, szlachetnym alkoholem. Cudowny, słodki, ale nie przesłodzony finisz z dużą rolą czekolady. Chyba najbardziej bourboniaste piwo, jakie piłem. Jak na mój gust do perfekcji brakuje mi tu jednak ciemnosłodowej potęgi, ale i tak jest przewybitne. Niesamowicie degustacyjne piwo - jeden duży łyk wystarcza nawet na kwadrans, tak intensywny jest finisz.
9,5/10

Tekstura
Genialna gęstość, ale trochę za dużo gazu.
3,5/5

9.0/10

Wielkie piwo, gigantyczne, chociaż nie w pełni w moim typie, trochę za bardzo beczka przytłacza słód. W The Bruery muszą je kochać ponad życie. Nawet jako "nie w pełni w moim typie" jest luźno top 30 piw mojego życia, a prawie na pewno top 20. Refleksja - szokująco podobne do Buby Extreme Whiskey BA. Buba górą zdecydowanie.

środa, 26 lipca 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Madonna and Child

Piwo, do którego się dziś przymierzam, już w malutkiej ilości miałem okazję spróbować i wydaje mi się, że zasługuje na miano najdziwniejszego piwa, jakie piłem. A to coś znaczy. W gruncie rzeczy po paru niewielkich łykach nie byłem nawet w stanie powiedzieć, czy mi to smakuje, czy nie. W domowych warunkach powinienem wydać sensowny werdykt. A piwo to to dzieło mojego ukochanego Lost Abbey - jest to kwaśne, bardzo mocne piwo, leżakowane w beczkach po tequili z dodatkiem soli i limonki. Krótko mówiąc taki hołd dla jednego z najpopularniejszych szotów świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Madonna and Child
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: limonkowe kwaśne ale (Tequila BA)
Alkohol: 11,25%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 89 zł (118,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zawsze w Lost Abbey, perfekcja.
10/10 



 
Barwa
Od brązowej do ciemnobursztynowej; bardzo zmętnione, trochę błotkowe, ale ładne.
3/5

Piana
Prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Odjechany bardzo mocno, skrajnie odległy od wszystkiego, co kiedykolwiek w piwie spotkałem. Dużo dębowej beczki, ale jeszcze więcej - no właśnie - posolonej limonki. Czystej tequili najmniej, ale jest i ona. Przypomina mi trochę jakieś lekarstwo, syrop na kaszel, o. Wiem, syropy są różne - nie, nie wiem który to, ale ma coś wspólnego z iglakami chyba. Uwielbiałem zawsze syrop na kaszel i ten aromat również bardzo mi się podoba.
8,5/10

Smak
Lekko kwaśny, lekko cierpki syrop na kaszel z intensywnym posmakiem dębiny? Tak, mniej więcej tak to smakuje. Skrajnie dziwne piwo, odjechane, wariackie. I smaczne jak najbardziej, naprawdę bardzo smaczne. Wbrew pozorom całkiem ładnie się to komponuje, jest jak na 11,25% perwersyjnie lekkie i pijalne. Z każdym łykiem jest coraz bardziej limonkowe. I coraz lepsze. Cholera, świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4/5

7.5/10

Ok, jak na Lost Abbey nie jest to nic wielkiego z czysto hedonistycznego punktu widzenia, natomiast szanuję jak cholera za odwagę. Stworzenie czegoś tak oryginalnego na poziomie 7.5/10 znaczy dla mnie chyba trochę więcej niż jeszcze jeden RIS na 8.5/10, a na pewno niż coś na 8.0/10. Trochę gdyby to dopracować, to mogłoby wyjść kultowe piwo. Oczywiście jest skazane na niełaskę u wielu osób, ale ma potencjał.