Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lambik owocowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lambik owocowy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 grudnia 2017

Oude Mûre Tilquin à l'Ancienne

Podejście trzecie do zacnej lambikarni Tilquin. Był lambik śliwkowy, było gueuze, czas na odsłonę lambika której jeszcze nigdy nie spotkałem - lambik z jeżynami. Specjalnie się tym nie podniecam, bo śliwki były na granicy wyczuwalności i tu pewnie będzie podobnie, ale podniecam się spodziewaną bardzo wysoką jakością piwa.

Informacje ogólne:
Piwo: Oude Mûre Tilquin à l'Ancienne
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Walońska
Miasto: Rebecq-Rognon
Browar: Gueuzerie Tilquin - stworzone z brzeczki uwarzonej przez Brouwerij Boon, Brasserie Cantillon, Brouwerij Girardin i Brouwerij Lindemans
Styl: lambik jeżynowy
Alkohol: 6,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 23.11.2025 r. (rocznik 2015-2016)
Cena: 56,30 zł (85,30 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pięękne fiolety.
8,5/10


Barwa
Cudowna, czerwonawa, nieosiągalna za pomocą samego słodu.
5/5
 
Piana
Skromna, ale przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Fantastyczne połączenie lambikowej klasyki - stajnia, siano, cytryna, mokra skóra - z intensywną owocowością, w której przewodzą maliny, jeżyny porzeczki jak najbardziej. Brakuje mi jakiejś kropki nad i, ale tylko kropki.
8,5/10
 
Smak
Nieco mniej zachwycający niż aromat - intensywnie cierpkie, kwaśne, owocowe, natomiast poskromione zostają nieco dzikie nuty typowego lambika.
8/10  
Tekstura
Więcej gazu bym chciał.
4,5/5

7.5/10

Bardzo dobry lambik, ale z tej lambikarni zdecydowanie najmniej mi zaimponował. W sumie nie jestem jakimś fanatykiem jeżyn - to raz, a dwa, że po prostu czysto lambikowe oblicze jest tu jakieś mniej udane. Piwo świetne, chociaż za tę cenę już trochę ciężko by je kupić drugi raz.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Cantillon: Vigneronne

Cantillon = ekscytacja. W tym przypadku wyjątkowo duża. Vigneronne nie robi może szału w rankingach, ale cieszy się potężnym uznaniem kilku osób, do których gustu mam spore zaufanie. To dwuletni lambik z winogronami, konkretnie białymi winogronami ze szczepu Muscat. Jak zapewnia browar, piwo to jest dalekim kuzynem białego wina - połączenie beczki z winogronami musi robić swoje. Przyznam, że pomysł połączenia lambika z winogronami, a białymi chyba w szczególności, wydaje mi się znakomity. Otwierać czas.

Informacje ogólne:
Piwo: Vigneronne
Kraj: Belgia
Miasto: Bruksela
Browar: Brasserie Cantillon
Styl: lambik winogronowy
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: zabutelkowana 29 października 2014 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Uwielbiam etykiety Cantillon, a ta przebija wszystkie dotychczasowe. Słowo wyjaśnienia - symbol na środku to nie jest gwiazda Dawida, a symbol alchemiczny, reprezentujący balans pomiędzy żywiołami - ogniem (kocioł warzelny), ziemią (zboże), powietrzem (dzikie drożdże), wodą.
9,5/10
 

Barwa
Cytrynowa żółć, trochę brzydkiego zmętnienia, ale zachęcające.
3,5/5
 
Piana
Marna, nie chce się tworzyć, praktycznie od początku tylko gruby pierścień.
2/5
 
Zapach
Stajnia, dość hardkorowa stajnia, która nowicjusza odrzuciłaby chyba całkowicie; skóra, dalej dębowa beczka, delikatne cytryny. W tle powiew słodkich owoców, mogą to być winogrona, czemu nie. Z czasem te winogrona stają się oczywiste. Jest tam jeszcze coś takiego, co kojarzy mi się bardzo z jakąś włoską potrawą, ale nie mogę ogarnąć z jaką. Piękny i bardzo złożony, choć znam lepsze lambiki.
9/10
 

Smak
Przepyszne. Bardzo kwaśne, powiedziałbym że już ekstremalnie, w sposób mocno przypominający cytrynę, ale w swojej ekstremalności masochistycznie przyjemny. Z drugiej strony szybko kubki smakowe się przyzwyczajają i robi się już subtelnie. Może wariuję, ale poza względnie standardowym funkiem, beczką, skórą i tak dalej, jest tu też krótka i subtelna, ale wyraźna nuta czegoś w rodzaju spalenizny, ale nie a la palone słody, a już bardziej a la torf, spalone kable. Bardzo dziwne, ale świetnie tu działa. Powraca jeszcze na finiszu, gdzie łączy się z najlepszą ziemistością ever. Winogrona w smaku dużo mniej się panoszą.
9,5/10
 
Tekstura
Nie zaprotestowałbym przeciwko solidnemu podwyższeniu nagazowania.
4,5/5

8.5/10

To kolejne znakomite piwo z Cantillon (jak kocham niekwaśną Belgię, tak nie mogę już wykluczać, że Cantillon będzie kiedyś moim ulubionym belgijskim browarem), jakkolwiek minimalnie się rozczarowałem przez recenzje moich znajomych. Liczyłem na lambika ostatecznego, rozpierdziel, a Fou' Foune, Iris i Armand & Gaston zdecydowanie górą, więc nawet podium nie ma. Piwo jednak fascynujące i przepyszne.

środa, 4 stycznia 2017

Boon: Kriek Mariage Parfait

Rozpoczynam nowy rok od rodziny stylów piwa, którą w zeszłym roku ostatecznie i nieodwołalnie uznałem jako wspaniałą. Z Brouwerij Boon miałem do czynienia dawno temu, poznałem jedynie ich dosładzane framboise (skądinąd bardzo super jak na dosładzanego lambika). Dziś coś dużo poważniejszego, mocny oude kriek z 400 gramami wiśni wrzucanymi na litr piwa. 33. miejsce na RB w rankingu owocowych lambików i jedno z dwóch najlepszych piw browaru według tegoż portalu.

Informacje ogólne:
Piwo: Kriek Mariage Parfait
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Lembeek
Browar: Brouwerij Boon
Styl: kriek
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: z 2014 roku (do 13.05.2035 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Standardowa lambikowa elegancja, choć jak na lambika to szału nie ma.
7,5/10


 
Barwa
Boska czerwień.
5/5
 
Piana
Średnio obfita, dość gęsta, o pięknej różowej barwie, utrzymuje się dość długo.
3,5/5
 
Zapach
Piękne, intensywne, ale zbalansowane połączenie wyjątkowo szlachetnych, wiejskich brettów z mocno wyczuwalnymi jak na oude krieka wiśniami, które wprowadzają łamiącą słodycz i łagodność, do tego delikatne wstawki dębowej beczki. Gładki, dostojny aromat.
8,5/10
 
Smak
Podobnie jak w zapachu, zwraca uwagę wyjątkowa jak na lambika łagodność, balans, spokój, który jednak nie oznacza nudy. Co się rzuca w oczy, to że piwo jest naprawdę ledwo kwaśne. W ustach jest słodko od wiśni, a po przełknięciu następuje nagły atak wytrawności połączonej z lekką cierpkością. Bretty i wiśnie, bretty i wiśnie. Minimalnie brakuje mi intensywności, przyznam, ale i tak jest rozkoszne. Zastraszająco pijalne jak na 8%.
8,5/10
 
Tekstura
Troszkę za dużo gazu.
4/5

8.0/10

Jak w tytule, to znaczy w nazwie piwa. Perfekcyjny mariaż, perfekcyjny mariaż brettów z wiśniami. No dobra, z tą perfekcją to może nie przesadzajmy, ale jest świetnie i jest to ciekawa alternatywa dla tradycyjnych krieków - jest bardziej owocowo, ledwo kwaśno (!) i mocniej alkoholowo (choć nie czuć tego zupełnie). No, to jeszcze raz - szczęśliwego nowego roku, samych wspaniałych piw.

czwartek, 29 grudnia 2016

Tilquin: Oude Quetsche Tilquin à l'Ancienne

Prowadzę bloga od prawie czterech lat, a po raz pierwszy spotykam się z piwem, którego pierwsze autorstwo należy się podmiotowi, nie będącemu ani browarem fizycznym, ani browarem kontraktowym. Zakład Tilquin to jedna z nielicznych w Belgii "gueuzerie", czyli "gueze'owni", "mieszalni gueuze". Tilquin nie warzy piwa - kupuje świeżo uwarzone brzeczki od belgijskich browarów produkujących lambiki (konkretnie z Boon, Cantillon, Girardin i Lindemans), następnie wedle uznania wciska je na fermentację i leżakowanie do dębowych beczek, dodaje owoców i robi co tam jeszcze chce. Zdecydowanie mocniej zatem przykłada rękę do ostatecznego obrazu piwa od browarów, które je uwarzyły, ale mimo wszystko oddam faktycznym browarom ich honory. Oude Quetsche to lambik śliwkowy ze śliwkami odmiany Quetsche véritable d’Alsace, powstały z mieszanki rocznych i dwuletnich lambików (śliwki spędzają w nich cztery miesiące, 250 gramów na litr).

Informacje ogólne:
Piwo: Oude Quetsche Tilquin à l'Ancienne
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Walońska
Miasto: Rebecq-Rognon
Browar: Gueuzerie Tilquin - stworzone z brzeczki uwarzonej przez Brouwerij Boon, Brasserie Cantillon, Brouwerij Girardin i Brouwerij Lindemans
Styl: lambik śliwkowy
Alkohol: 6,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 03.02.2025 r. (rocznik 2014-2015)
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasyczna lambikowa butelka z korkiem i dość elegancką etykietą.
8/10


Barwa
Złote, lekko zmętnione, słup gazu. Ładne.
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, bardzo trwała.
4/5

Zapach
Bogaty świat brettanomyces: skóra, stajnia, dębowa beczka, bardzo wyczuwalna cierpkość, taniny. Owoców właściwie nie wyczuwam. Ostry, intensywny, agresywny, znakomity, bezkompromisowy aromat prawdziwego lambika.
9/10

Smak
W dalszym ciągu bardzo dzikie, ale jeszcze bardziej kwaśne. Potężna, przejmująca kwaśność przypominająca sok z cytryny, która to cytryna jest tu zresztą jedynym wyczuwalnym owocem, śliwek nie odnotowałem. Kwaśność, choć potężna, to nie jest za długa, finisz jest bardzo spokojnym piwo łączy więc w pewien sposób intensywność z lekkością. Świetne, ale jakby ta śliweczka jednak tu wkroczyła, to mogłoby być super.
8,5/10

Tekstura 
Minimalnie za mało gazu. 
4,5/5

8.0/10

Świetny lambik smakujący trochę bardziej jak gueuze niż jak lambik owocowy. Napaliłem się na te śliwki, praktycznie ich jednak nie wyczułem, no ale w lambikach bywa tak bardzo często. Gueuzerie to trochę ekscentryczne twory, ale jak widać mają jak najbardziej sens.

sobota, 22 października 2016

Cantillon: Rosé de Gambrinus

Powroty do Cantillon zawsze budzą ekscytację. Rosé de Gambrinus, framboise z dwustoma gramami malin na litr dwuletniego lambika, to jedno z trzech podstawowych piw browaru obok gueuze i krieka, nawet na RB jest odrobinę popularniejsze od krieka. Framboise póki co recenzowałem tylko dwa razy, w dodatku jedno było dosładzane, a drugie nie było takim tradycyjnym lambikiem na całego, tylko kwasem Mikkellera. Trafił mi się dość dojrzały już lambik, bo zabutelkowany prawie 3 lata temu, mogę się więc spodziewać raczej poskromionej owocowości, jeśli w ogóle jest ona jakaś mocna w świeżym piwie, w co wątpię.

Informacje ogólne:
Piwo: Rosé de Gambrinus
Kraj: Belgia
Miasto: Bruksela
Browar: Brasserie Cantillon
Styl: framboise
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 20 listopada 2013 r.
Cena: 35,45 zł (47,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Obrazek na etykiecie taki delikatnie mówiąc odbiegający od standardowej subtelności Cantillon, ale jakimś sposobem nawet z gołą panienką na etykiecie całość wygląda elegancko. 
8/10


 
Barwa
Bardzo specyficzna, pomarańczowo-różowawa, nie widziałem takiej w piwie jeszcze nigdy, piękna.
5/5
 
Piana
Bardzo obfita, raczej grubopęcherzykowa, bardzo trwała.
4,5/5
 
Zapach
Klasyczna Cantillonowa stajnia - końska derka, dębowa beczka, piwnica, ziemistość, kwaskowatość i raczej symboliczna owocowość. Całość jest potwornie intensywna, dostojna i tchnie starością w pozytywnym znaczeniu.
9,5/10
Smak
Odrobinę bardziej owocowy, głównie (choć nie tylko) dzięki dość owocowej z charakteru, mocnej kwaśności, ale wciąż dominuje stajnia, piwniczność, dąb. Jest i lekka nuta słodka dla przełamania, Nie jest to lambik genialny, ale jest wybitny, dostojny i esencjonalny.
9/10
 
Tekstura
Tylko odrobinę za wysokie wysycenie. 
4,5/5

8.5/10

No cóż, kolejne wybitne piwo z Cantillon. Z trzech podstawowych lambików tego browaru moim zdaniem najlepsze (aczkolwiek gueuze i krieka piłem dużo młodsze, więc trochę ciężko porównać). Kocham Cantillon.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

3 Fonteinen: Oude Kriek

Cantillon zagościł u mnie już cztery razy i te cztery wystarczyły zresztą, by stał się jednym z moich ulubionych browarów. 3 Fonteinen, chyba największa konkurencja Wielkiej Brasserie Cantillon, gościłem póki co tylko raz i to półtora roku temu. Intense Red, kriek warzony raz na jakiś czas, był fantastyczny. Zobaczmy, jak prezentuje się podstawowy kriek browaru, warzony na porządku dziennym. Wiśni jest sporo, bo 35%.

Informacje ogólne:
Piwo: Kriek
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Beersel
Browar: 3 Fonteinen
Styl: kriek
Dodatki: wiśnie
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 22 maja 2014 r. (do 22.05.2019 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Elegancka butelka z korkiem jest, ale etykiecie brakuje klasycznej lambikowej elegancji, znanej choćby z piw Cantillon czy prawilnych Lindemansów.
7/10
 
Barwa
Wspaniała, krwista czerwień i pięknie ulatujący gaz.
5/5

Piana
Wybitnie obfita, średniopęcherzykowa, różowa, średnio trwała.
3,5/5

Zapach
Dzikie, wiejskie, końskie nuty są na pierwszym planie, ale drugi plan jest bardzo niedaleko z tyłu, a na nim prezentują się apetyczne, słodko-kwaskowe wiśnie, przywodzące też na myśl maliny. Dość grzeczne, ale mimo to wyjątkowo przyjemne, ładnie zbalansowane.
8,5/10

Smak
Tu jest niestety jeszcze grzeczniej niż w aromacie. Bretty wycofują się za plecy wiśni, a kwaśność, która wkracza, jest baardzo stonowana. Wszystko dalej jest bardzo ładne, smaczne, fajne i tak dalej, bez ani jednej fałszywej nuty, tylko niczego nie próbuje urwać.
8/10

Tekstura
Wysycenie na idealnym poziomie. Wydało mi się minimalnie za gęste.
4,5/5

7.5/10

Bardzo dobre, ale bardzo bez szału jak na lambika z tak osławionego browaru. Podstawowy kriek z Cantillon rozszarpuje go w trzy sekundy, również oude kriek z Lindemans jest moim zdaniem lepszy. A najlepszy z nich wszystkich pozostaje, zupełnie niepodstawowy co prawda, Intense Red.

niedziela, 1 maja 2016

Cantillon: Fou’ Foune

W końcu nadszedł czas, by wypić moją ostatnią zdobycz z wrześniowej podróży do Belgii. Na koniec zostawiłem najsmaczniej zapowiadający się kąsek. Ta dorodna butla, którą nabyłem w samym browarze Cantillon, zawiera ósmego najlepszego lambika według rankingu ratebeeru (o czym nie wiedziałem, gdy go kupowałem zresztą). Kiedy byłem w Belgii, piwa z Cantillon były już od dosłownie paru miesięcy w Polsce, ale tylko podstawowe gueuze i kriek. Kiedy wróciłem i poszedłem do sklepu, było ich już więcej, ale do dziś nie spotkałem w Polsce tego, co zaraz wypiję.

Ciekawą historię Fou' Foune, morelowego lambika, przeczytać można na stronie browaru. W 1998 roku któryś przedstawiciel browaru wieczerzał sobie nad Renem przy lampce wina, między innymi w towarzystwie pana François Daronnata (pseudonim Foufoune), sadownika uprawiającego morele, który wyjątkowo je zachwalał. Człowiek z Cantillon powiedział mimochodem, że mógłby uwarzyć piwo z dodatkiem tych moreli, po czym wrócił do Belgii i zapomniał o sprawie. Pan Daronnat nie zapomniał i jeszcze w tym samym roku przywiózł do browaru 300 kg swoich moreli. 

Dziś tego piwa, nazwanego na cześć sadownika, Cantillon produkuje tylko 3000 litrów, czyli 4000 butelek rocznie; wiele z nich wraca w dodatku do regionu, skąd pochodzą morele. Na litr piwa przypada 300 gramów moreli. Są dodawane do dwuletniego lambika, a ta mieszanka butelkowana jest już po dwóch miesiącach.

Informacje ogólne:
Piwo: Fou' Foune
Kraj: Belgia
Miasto: Bruksela
Browar: Brasserie Cantillon
Styl: lambik morelowy
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: zabutelkowana 24 sierpnia 2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Elegancki styl jak zawsze w przypadku Cantillon.
8,5/10




 
Barwa
Cytrynowa, bardzo mętne, dzięki temu wyraziste, świetliste, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, bardzo trwała.
4,5/5

Zapach
Wyjątkowo rześkie, wręcz niewiarygodnie rześkie połączenie brettowej, wiejskiej szorstkości (ale czy wiejskiej do końca - niekoniecznie, jest dość szlachetna, wyjątkowo wysublimowana). Strona owocowa natomiast jest w odczuciu nieco bardziej cytrynowa niż morelowa, choć może da się doszukać i moreli. Najlepsze połączenie lambikowej szorstkości z potężną owocową rześkością, z jakim się spotkałem, genialny i piekielnie intensywny aromat.
9,5/10


Smak
Zachowuje wszystkie zalety zapachu, ale dochodzi do tego wspaniała kwaśność, taka słoneczna, pozytywna; ostra, ale niesamowicie przyciągająca. Jest zarówno dzikie, jak i szlachetne, staro-lambikowe i owocowe, ekstremalne i bardzo przyjemne. Jedno z najbardziej intensywnych piw, jakie piłem. Jest genialne, nie piłem w życiu lepszego lambika. Moreli za bardzo nie czuć.
9,5/10

Tekstura
Ciut za wysokie wysycenie.
4,5/5

9.5/10

Żeby nie przedłużać: to jest najlepsze piwo kwaśne, jakie piłem w życiu. Jest arcydziełem. Jeśli się koniecznie do czegoś przyczepić, to tylko do tego, że morelowe to ono za bardzo nie jest, choć można sobie udowodnić, że morele tam były - pusta butelka po paru godzinach zaczyna bardzo intensywnie i pięknie pachnieć tymi owocami. Piłem tylko cztery piwa z Cantillon, ale już naprawdę kocham ten browar. To piwo - jako jedyne ze wszystkich, które przywiozłem - jest naprawdę warte tego, żeby wrócić do Belgii po więcej. I to nawet do Brukseli 2016.

czwartek, 17 grudnia 2015

Cantillon: Kriek 100% Lambic Bio

W przerwie między jednym a drugim Cantillon przywiezionymi z Brukseli, wypiję sobie to, które kupiłem w Polsce. Cantillon numer trzy, po gueuze i czystym lambiku czas sprawdzić krieka. Wykorzystuje się w nim 150 kg wiśni na 500 litrów piwa.

Informacje ogólne:
Piwo: Kriek 100% Lambic Bio
Kraj: Belgia
Miasto: Bruksela
Browar: Brasserie Cantillon
Styl: kriek 
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 11 lutego 2015 r.
Cena: 34,30 zł (45,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle w tym browarze bardzo subtelne i eleganckie. Dzieło Raymonda Coumans z 1989 roku.
8,5/10



 
Barwa
Przepiękna, rubinowa czerwień niczym w winie, do tego niezwykle subtelnie ulatujący gaz - strasznie elegancko wygląda.
5/5

Piana
Wybitnie obfita, ale w stylu szampańskim bardzo szybko się redukuje, potem utrzymuje gruby pierścień, a po jakimś czasie znika zupełnie.
2,5/5

Zapach
Niedużo wiśni, za to mnóstwo dębu i wiejskich akcentów dzikich drożdży i bakterii; ze wszystkich piw Cantillon, jakie do tej pory piłem, Kriek najbardziej pachnie samym browarem, wręcz poczułem się przeniesiony w przestrzeni; do wyjątkowo eleganckiej przy swojej ostrości strony dziko-kwaśnej wiśnie dokładają leciutką kontrę owocowej słodyczy i kwaskowatości; piękny aromat.
9/10 
Smak
Podobny do zapachu, wzbogacony tylko o dość umiarkowaną jak na prawowitego lambika kwaśność; wiśnie zdają się też dołączać do kwasu, w sumie jest ten kwas taki bardziej owocowy niż lambikowy. Jednocześnie nadają leciutkiej słodyczy. Znakomite piwo, wymagający, ale nie agresywny kriek.
9/10

Tekstura
Idealnie dopasowane do smaku, dość wysokie wysycenie.
5/5

8.5/10

Kriek wybitny, jeden z najlepszych, jakie piłem, jak i w ogóle jedno z maks dziesięciu najlepszych piw kwaśnych. Wspaniała jest też ta więź piwa z browarem - kriek pachnie doprawdy tak samo jak powietrze w Cantillon. Za tę wybitność trzeba jednak srogo zapłacić - mimo wszystko jest to piwo warte swojej ceny, bo lambiki to drogie cholerstwa.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanrosehip

No to kończę serię lambików (sensu largo) Mikkellera. Na sam koniec kwach z owocami dzikiej róży.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanrosehip
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik z owocami dzikiej róży
Dodatki: dzika róża
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 20.05.2023 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Takie jak wszystkie z serii z innym owocem, czas mi się pożegnać z tym motywem.
8/10


Barwa
Głęboki bursztyn, a nawet pomarańcz, maksymalna mętność daje bardzo ciekawy efekt, bardzo ładne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo dobra - idealnie obfita, bardzo gęsta, długo, choć nie do końca się utrzymuje.
4/5
 
Zapach
Znakomite połączenie szlachetnych nut lambika z bardzo wyraźnym aromatem kwiatowo-owocowym dzikiej róży, ostre aromaty wiejskie i kwaśne dopełniane są i balansowane słodkim i delikatnym wkładem owoców - aromat i piękny, i intrygujący, i intensywny, choć z czasem trochę się rozrzedził.
8,5/10
 
Smak
Tu oczywiście żarty się kończą, ale atakuje właściwie nie tyle kwaśnością, co bardzo intensywną, bardzo szorstką, suchą cierpkością; w połączeniu z charakterystycznymi, dębowymi akcentami lambika daje to efekt bardzo winny. Ciekawe, ale zamiana kwaśności na cierpkość nie wychodzi tu na dobre, piwo jest trochę zbyt nieprzystępne, nie oferując w zamian jakichś niebywałych doznań smakowych, nie jest złe, ale ledwo na plus.
5,5/10
 
Tekstura
Jak na lambika przystało, bardzo wysokie wysycenie, o stopień za wysokie.
4/5

6.0/10

Zdecydowanie najsłabsze piwo z serii, coś tu kompletnie nie wyszło w smaku - pozostało przy charakterystycznej dla całej serii szlachetności i złożoności, ale dostało cios niezbyt przyjemną cierpkością, choć w zapachu wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Ostatecznie dość skandaliczne przy takiej cenie. Nic to, ranking Spontanów, które piłem, przedstawiałby się tak (darujmy sobie duńskie nazwy): 1. Malina 2. Agrest 3. Rokitnik 4. Mandarynka 5. Dziki bez 6. Dzika róża. I z tego wszystkiego przy tak wysokich cenach za godnego polecenia uważam tylko kwacha malinowego. Dużo więcej się spodziewałem po tej serii, choć w większości były to świetne piwa.

piątek, 7 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanframboos

Przedostatni Spontan będzie tym jedynym, co do którego mam jakieś porównanie z dotychczasowych doświadczeń. Lambik z malinami, czyli framboise, to bowiem po krieku i gueuze najpopularniejsze wydanie lambika i parę się już takich wypiło. Może chociaż tutaj w zapachu i smaku dodatek będzie wyczuwalny, nie tak jak w poprzednich piwach z tej serii. Jak nie tu, to nigdzie.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanframboos
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: framboise
Dodatki: maliny
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 17.04.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Kontynuacja serii.
8/10
 

 
Barwa
Czerwono-brunatne, bardzo mętne, przypomina mus truskawkowy, bardzo ładne.
4/5

Piana
Bardzo dobra, obfita, bardzo gęsta, leciutko zaróżowiona, dość długo się utrzymuje.
4/5

Zapach
Piękne zderzenie typowej, derkowej, cierpkiej wiejskości lambika z subtelnymi malinami, które dają odczucie ciastka z marmoladą oraz z waniliowo-opiekanym charakterem dębowych beczek: aromat naprawdę wybitny, o rzadko spotykanej złożoności, zbalansowany, cudownie zachęcający.
9,5/10

Smak
Zachowuje wszystkie elementy zapachu i dodaje od siebie wysoką, trochę bardziej owocową niż brettową kwaśność, która trochę wykręca kubki smakowe w pozytywny sposób - piwo wyśmienite i bardzo ciekawe.
9/10

Tekstura
Idealne wysycenie, wysokie, ale tym razem ani trochę nie za wysokie.
5/5

8.5/10

No i się doczekałem - w końcu jakieś piwo z tej serii warte swojej potężnej ceny i wreszcie jakieś, w którym obecność dodatków owocowych jest niezaprzeczalnie wyczuwalna. Top 3 lambików, jakie w życiu piłem. Przy okazji można dojść do wniosku, że jako dodatek do lambików nadają się głównie czerwone lub ciemne, wyraziste owoce, a nie jakieś rokitniki i kwiaty dzikiego bzu, bo te ostatnie po prostu przepadają w tłumie intensywnych smaków i aromatów.

sobota, 1 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanseabuckthorn

Choć wiem już, że kupienie w ciemno sześciu bardzo drogich lambików Mikkellera z tej samej serii nie było za dobrym posunięciem - nie tylko są trochę za mało satysfakcjonujące jak na swoją cenę, ale i za mało się od siebie różnią - jadę dalej, co zrobić. Dzisiaj w menu rokitnik, owoc, który przynajmniej w naszym kraju ma dużo większe powodzenie w branży leczniczo-kosmetycznej niż spożywczej. 

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanseabuckthorn
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik rokitnikowy
Dodatki: rokitnik
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 09.07.2023 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak widać, kolejna odsłona powtarzanego przez całą serię schematu.
8/10

 
Barwa
Bursztynowe, właściwie to ciemnozłote, ale przez potężne zmętnienie bursztyn; najciemniejsze z serii; wcale ładne.
4/5

Piana
Umiarkowanie obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło, dość długo się trzyma.
3,5/5

Zapach
Dominuje lambikowa, wiejska, końska kwaśność und cierpkość, acz nie jest bardzo ostra, bo zbalansowana wyraźnie owocową słodyczą, do tego trochę słodkiego dębu. Skutek to aromat jednocześnie bezkompromisowy, złożony i przyjemny, znakomity.
9/10

Smak
Bardzo wysoki, może nie ekstremalny (na granicy), ale bardzo wysoki poziom kwasu - do kwaśności typowo brettowej dołącza jeszcze owocowa, być może dzięki temu jest to kwaśność wybitnie przyjemna - poza tym bardzo mocno uaktywniają się beczki, trochę karmelu, coś przypalonego - świetne, do granic wyraziste piwo, może mimo wszystko kwaśność mogłaby mieć lepsze pokrycie.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

8.0/10

Rokitnik wypadł podobnie świetnie jak agrest i mandarynka, trochę za pierwszym, trochę przed drugą. Tutaj poziom kwaśności był też najwyższy ze wszystkich dotychczasowych lambików z tej serii, ogólnie jedno z najkwaśniejszych piw, jakie piłem. Wciąż jednak - trochę za mało jak na taką cenę.

czwartek, 9 lipca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanmandarin

Spontan z Mikkellera numer trzy, tym razem w roli głównej mandarynka. A raczej zapewne tak naprawdę daleko w tle, przynajmniej w poprzednich piwach z tej serii dodatek był trudny do wychwycenia. Chociaż agrest i dziki bez można jeszcze przegapić, mandarynka, jeśli będzie odpowiednio intensywna, to nie powinna wtopić się w inne aromaty.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanmandarin
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik mandarynkowy
Dodatki: mandarynki
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No kolejna z serii etykieta adekwatna do zawartości.
8/10


 
Barwa
Jasnobursztynowy kolor, duża klarowność, a co najlepsze - burza ulatującego szybko gazu, świetnie to wygląda.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, bardzo trwała, ładnie oblepia szkło i utrzymuje się niemal do samego końca.
4,5/5

Zapach
Klasyka ostrego, lambikowego aromatu - duże ilości końskiej derki i innych wiejskich aromatów (tak intensywnych, że przechodzą w nuty pikantne) oraz wyczuwalna już w zapachu intensywna kwaśność i taka sucha cierpkość, dąb, ogólnie wkracza trochę w nuty winne - wspaniale wyostrzony zapach i niestety mandarynki nie wyczuwam, choć jest taka ogólnoowocowa rześkość.
8,5/10


Smak
Nie zawodzi - jest ekstremalne, kwaśność porządnie daje po kubkach smakowych, niewprawionemu podniebieniu mogłaby wręcz wyciskać łzy z oczu, jest też niebywale cierpkie, łączy w sobie cierpkość dziką oraz cierpkość skórki cytrusowej, jest też sporo dębowej beczki - mandarynkę z wysiłkiem udało mi się wyczuć dopiero na dalekim finiszu, ale świetne jest to piwo, cudownie bezkompromisowe, może minimalnie za proste.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10

Lepiej od dzikiego bzu, gorzej od agrestu. Ze wszystkich trzech tutaj było najkwaśniej, ale kwas miał przyjemniejszy charakter w agreście. Dodatek znowu niestety na granicy wyczuwalności. Zostały mi jeszcze trzy Spontany i jestem już niestety prawie pewien, że więcej ich nie kupię - świetne piwa, ale po pierwsze trochę za mało jak na tę kasę, a po drugie za mało się od siebie różnią.

środa, 24 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontangooseberry

Kolejne pchnięcie do przodu serii lambików Mikkellera, których zrobiłem sobie mały zapas. Pierwszy mnie trochę rozczarował (bo to drogie skurczybyki były), ale mam nadzieję, że to przez dodatek, jaki był tam użyty, kwiat dzikiego bzu. Okazał się mało wyrazisty i z piwa wyszło w sumie trochę zwykłe gueuze. Dzisiaj czas na agrest i powinno być dużo ciekawiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontangooseberry
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik agrestowy
Dodatki: agrest
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 45,50 zł (60,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No etykieta to to samo co na wszystkich piwach z serii, tylko z tematycznym owocem i kolorem. Przy okazji dowiedziałem się, że agrest to po angielsku "gęsia jagoda".
8/10   
 
Barwa
Jasnobursztynowe lub ciemnozłote, ładnie snujące się bąbelki gazu, przyjemne.
3,5/5

Piana
Zadziwiająca jak na lambika - bardzo obfita, bardzo gęsta, redukuje się wolno, pięknie oblepiając ścianki, w końcu jednak zostaje pierścień i resztki na środku.
4/5

Zapach
Bardzo intensywna, ostra dzikość, dominuje końska derka i ogólna wiejskość, tak ostra, że aż jakby pieprzna; do tego wyczuwalna już tutaj kwaśność i cierpkość, ale i lekka, słodka kontra, być może pochodząca od agrestu, którego tutaj nie czuć - świetny, bezkompromisowy aromat, trochę może za mało złożony.
8,5/10


Smak
W smaku bardzo mocny i bardzo przyjemny atak kwaśnością, trochę mniej wiejską, dziką, a bardziej owocową, cytrynową niż w zapachu, naprawdę wyjątkowo przyjemne odczucie kwaśności, rzadko spotykane; do tego trochę drewna, ogólnie owocowa atmosfera, ale nie wyczuwam konkretnie agrestu - znakomity lambik, nie jest może piekielnie złożony, ale udało się uzyskać kwaśność o doskonałym charakterze.
9/10

Tekstura
Wysycenie bardzo dobrze współpracuje, jest spore, ale nieprzesadnie, może odrobinę za bardzo gryzie.
4,5/5

8.0/10

Co prawda wyczuwalność agrestu była taka sama jak wyczuwalność dzikiego bzu, praktycznie zerowa, ale agrest chyba zrobił swoje, bo piwo jest zdecydowanie lepsze niż Spontanelderflower. Tyle że jakby mi ktoś powiedział, że to zwykłe gueuze, to bym uwierzył. Wciąż jeszcze nie jestem usatysfakcjonowany za tę kasę, ale tu już bliżej satysfakcji niż w wersji z dzikim bzem. 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels

Czas wreszcie dokończyć rozrachunki z serią krieków Mikkellera. Pierwszego z nich wypiłem pod koniec sierpnia, drugiego niedługo potem, w listopadzie - trzeci poczekał na mnie aż do dziś. Ku przypomnieniu, pierwszy był wersją leżakowaną w nowych beczkach, drugi - w beczkach po Maladze i paradoksalnie pierwszego oceniłem trochę lepiej. Ostatnia wersja wylądowała w beczkach po winie z chardonnay, a więc winie białym (jakim dokładnie, nie wiadomo).

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: kriek (Chardonnay BA)
Dodatki: wiśnie
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 12.12.2021 r.
Cena: 66,50 zł (88,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na wcześniejszych z serii i takie samo sreberko jak na wersji leżakowanej w beczkach po Maladze, tylko adekwatnie do koloru wina zmieniła się kolorystyka z bordowo-czerwonej na biało-żółtą. Elegancja.
9/10

Barwa
Bardzo ciemne, prawie nieprzejrzysta, choć pod bardzo mocnym światłem coś błyska rubinowo u podstawy - prezentuje się dość majestatycznie, aczkolwiek prześwity mogłyby być wyraźniejsze.
4/5

Piana
Piana bardzo obfita jak na leżakowanego w beczce po winie lambika, o uroczej, różowej barwie, całkiem gęsta, trochę gorzej z trwałością, już po paru minutach mamy pierwsze dziury na tafli, ale do końca zachowuje spore ilości.
4/5

Zapach
Znakomity aromat, w którym cierpka winność, niekoniecznie przypominająca akurat chardonnay, ma bardzo duży udział, aczkolwiek nie dominujący, pozostawia dużo miejsca na wiejską kwaśność lambikowej końskiej derki oraz na słodko-kwaśne, wyraźne wiśnie - wspaniała kompozycja, niesamowicie szlachetna, może odrobinę za mało intensywna.
9/10

Smak
W smaku rewelacyjna, intensywna, owocowa (nie tylko wiśnie, również jeżyny) raczej niż dzika kwaśność w towarzystwie posmaków już wyraźnie pochodzących od wina białego, trochę dębu, lekka kontra słodyczy - trochę brakuje do ideału, nie obraziłbym się w sumie na większą kwaśność, ale jest to wybitne piwo.
9/10

Tekstura
Przydałoby się mocniejsze wysycenie, chociaż jest całkiem w porządku.
3/5

8.0/10

A jednak najsłabsze z całej serii - kriek w beczkach świeżych wygrał, co być może nie jest takie dziwne - wydaje mi się, że wino w obu przypadkach przykryło trochę genialną, owocową kwaśność z podstawowej wersji. I chyba tylko ona był na tyle dobra, że warta tej kosmicznej ceny, choć wszystkie trzy piwa były wybitne.

niedziela, 14 grudnia 2014

3 Fonteinen: Intense Red

Względnie niedawne są moje przygody z ekskluzywnymi kriekami Mikkellera (pozostała jeszcze trzecia i ostatnia), ale minęło już sporo czasu, odkąd miałem w ustach jakiegoś belgijskiego lambika, a zwłaszcza krieka. Dziś zetknę się z jednym najstarszych "lambikowych" browarów świata, a również najbardziej uznanych i prestiżowych. Gdy spojrzy się na przykład na ranking lambików owocowych na ratebeer.com, odnieść można wrażenie, że dwa browary miażdżą w tym temacie wszystkie inne - po pierwsze nieimportowane chyba do Polski Cantillon, a po drugie właśnie 3 Fonteinen. Intense Red, na wspaniałym, trzynastym miejscu w tym rankingu, jest w nim czwartym najlepszym kriekiem i ciężko mi nie mieć ogromnych oczekiwań - tym bardziej, że cena również delikatnie mówiąc do najniższych nie należała (dokładnej kwoty nie pamiętam, ale coś koło 100 zł za pół litra by chyba wyszło po przeliczeniu).

Informacje ogólne:
Piwo: Intense Red
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Beersel
Browar: 3 Fonteinen
Styl: kriek
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 13.11.2017
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasycznie elegancka butelka z korkiem (firmowym!), jak na belgijskiego lambika przystało, etykieta natomiast do tej elegancji niestety trochę nie pasuje - jest w porządku, ale odrobinę prostacka i odstaje od subtelnego kształtu butelki i korka, pasuje bardziej do wizerunku wiśniowego napoju orzeźwiającego. Z tyłu znajdziemy spory opis, z którego dowiemy się, że wiśnie stanowią aż 40% piwa. Zabutelkowane 13 listopada 2012 roku.
6,5/10

Barwa
Piękna, czerwona, krwista, zachowująca równowagę między pięknymi, jasnoczerwonymi przebłyskami i matową, winną czerwienią - bliska ideału.
4,5/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, o cudownej, kremowo-różowej barwie, całkiem trwała - bardzo dobra. 
4/5

Zapach
Intensywne, agresywne połączenie nut dzikich, końskiej derki, wiejskich z cierpkością czerwonego wina oraz owocową, wiśniową słodyczą - w wymienionej kolejności od najmocniejszego do najsłabszego akcentu, dzikość dominuje, słodyczy mamy zaś jeno szczyptę - fantastyczny zapach, bezkompromisowy i piękny. 
9,5/10

Smak
W pierwszym łyku pojawia się bardzo mocna (choć nie ekstremalna) i bardzo przyjemna kwaśność, której brakowało w aromacie, przytłacza ona nawet zapach końskiej derki, o słodyczy nie ma już raczej mowy - kwaśność jest intensywna, ale jednocześnie dość krótka, nie utrzymuje się na finiszu dłużej niż dziesięć sekund, a wtedy powraca na nim to, co znamy już z aromatu - wspaniałe piwo, lekkie i rześkie, ale i bardzo intensywne, niemniej jednak nie genialne.
9/10

Tekstura
Wysycenie wysokie jak na lambika przystało, pasuje do smaku prawie idealnie, odrobinę bym je jednak zmniejszył. 
4,5/5

8.5/10

Poza kriekami z Mikkellera jest to najlepszy lambik, jakiego piłem i po prostu jest to wspaniałe, wybitne piwo. W kontekście bardzo wysokiej ceny i pozycji w rankingu ratebeera nie jestem jednak w pełni usatysfakcjonowany, liczyłem na trochę większą bombę smakową. Będę dalej poszukiwał lambika idealnego, również w 3 Fonteinen. Już po degustacji wyczytałem, że najprawdopodobniej to piwo nie jest i nie będzie już produkowane, rocznik 2012 był chyba ostatni - załapałem się więc być może w ostatniej chwili.

niedziela, 9 listopada 2014

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Malaga Wine Barrels

Po degustacji rewelacyjnego krieka starzonego w drewnie z Mikkellera mimo bardzo wysokiej ceny nie mogłem sobie podarować jego dwóch alternatywnych wersji - starzonego w beczkach po Maladze i chardonnay (wersja pierwotna była leżakowana w nieużywanych). Jestem wielkim fanem sztuki leżakowania piw w beczkach po winie i destylatach oraz wielkim fanem krieka Mikkelera, więc siłą rzeczy liczę, że przynajmniej jeden egzemplarz z tych dwóch mnie powali. Na początek Malaga.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Malaga Wine Barrels
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Produkowane od: 2013
Styl: kriek (Malaga BA)
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie Etykieta jest praktycznie identyczna względem pierwowzoru -  jedyną różnicę stanowi mały dopisek "aged in Malaga wine barrels", tak niezauważalny, że wziąłbym to piwo po prostu za inną butelkę zwykłej wersji, gdyby nie czerwone sreberko pokrywające szyjkę butelki.
9/10


Barwa
Bardzo ciemne, ale jednak widać, że to nie czerń, a czerwień - mocne naświetlenie dostarcza unikalnych, rubinowych błysków, krwistych i sugestywnych - piękne. 
5/5

Piana
Pięknie różowa, bardzo gęsta, ale umiarkowanie obfita i niezbyt trwała. 
3,5/5

Zapach
Wspaniały - zaczyna się od mocnego uderzenia winem, ale już za chwilę stery przejmują wiśnie i wiejskie aromaty piw spontanicznej fermentacji - dużo kwaśności, ale jest też naprawdę spora dawka pięknej, naturalnej słodyczy - być może owocowej, ale chyba jednak pochodzącej z beczki po maladze, pałęta się bowiem w tle wanilia. Zapach ten jest niesamowicie piękny, ale do doskonałości brakuje mi jeszcze ostrzejszego ataku kwaśnych akcentów lambikowych. 
9,5/10

Smak
Równie piękne - powiedziałbym że proporcje typowych nut krieka do tego, co dostarczyły beczki i Malaga są idealne, czyli te drugie nuty są dodatkiem, ale jednak dodatkiem bardzo wyraźnym. Jednocześnie winno-beczkowe akcenty stanowią znakomite uzupełnienie wiśniowo-lambikowych, tworząc trunek szlachetny i przyjemny; po raz kolejny mam jednak zastrzeżenie do nieco za niskiej kwaśności, choć na pewno jest odczuwalna i przyzwoita, w dodatku w ciekawy sposób dualna - trochę lambikowa, trochę winna. 
9/10

Tekstura
Doskonała, pasujące do krieka wysokie, ale i nie przesadzone wysycenie.
5/5

8.5/10

Rewelacyjne piwo i... rozczarowanie, bowiem wersja podstawowa zrobiła na mnie lepsze wrażenie, a liczyłem, że Malaga podniesie poziom. Co prawda wniosła wspaniale komponujące się z resztą smaku akcenty, ale też piwo zatraciło przyjemnie napastliwą kwaśność z pierwowzoru. Ostatecznie przełożyło się to na ciekawszy zapach, ale mniej ekscytujący smak. Oby chardonnay lepiej się spisało.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal

Bardzo dawno nie piłem żadnego lambika, a od ostatniego i jedynego jak dotąd krieka minął już ponad rok. Zawsze z przyjemnością powracam jednak do tych piw, już choćby ze względu na ich wyjątkową odrębność w świecie piwa. Dziś po raz pierwszy lambik związany z innym krajem niż z Belgią, choć wciąż w Belgii warzony, jako że to tu duński Mikkeller warzy większość swoich piw. Skoro Mikkeller, to nie mogło być tak prosto - nie tyle kriek, co kriek leżakowany w dębowych beczkach. A skoro beczki, to nie mogło być tanio, ale cena i tak bardzo wysoka - zdaje się że więcej za butelkę zapłaciłem tylko w przypadku Pingwina z BrewDoga i Riserva Teo Musso Terre z Baladin.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Produkowane od: 2013
Styl: kriek
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Trochę większa niż zwykle, o dużo bardziej eleganckim kształcie butelka z wyjątkowo ładną jak na Mikkellera etykietą. Wyjaśnia, skąd się wzięła nazwa - ano po prostu do produkcji tego piwa użyto wiśni z Frederiksdal, jakiejś chyba wsi spod Kopenhagi. Ładne, eleganckie jak belgijskie lambiki, szkoda tylko że nie ma korka, a goły kapsel. Podany rocznik 2013.
8,5/10  

Barwa
Genialna, ciemnoczerwona, krwista barwa, która aż zbyt dosadnie przypomina wiśnie - bez światła ciemne bordo, pod światłem ujawnia genialne, rubinowe przebłyski - wspaniałe, piękne.
5/5

Piana
O urzekającej, różowej barwie, jak na leżakowanego w beczkach lambika bardzo gęsta i trwała, również obfita nieprzeciętnie. 
4,5/5

Zapach
Doskonale intensywny, ostry, ale bardzo ciekawy i przyjemny, dominują wiśnie połączone z charakterystyczną kwaśnością, choć akcenty wiejskie są tutaj bardzo delikatne; świetny, rześki, bardzo wiśniowy, bardzo szlachetny i bardzo konkretny. 
9/10
 
Smak
Ale najciekawsze zaczyna się tutaj - jest niemal ekstremalnie cierpkie, ale jakimś cudem w bardzo szlachetny sposób - kwaśność potrafi wykręcić twarz, ale jednocześnie cieszy, jest bardzo dobrze kontrowana przez lekką nutę słodyczy, owocową, nie cukrową; do tego trochę dębu. Jego intensywność sprawia, że wysoki alkohol w ogóle nie zwraca na siebie uwagi; ciekawy, cierpki, nieco trawiasty finisz; genialne, szlachetnością bije od niego na kilometr. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie wysokie i bardzo dobrze, takie być tu powinno, idealnie współpracuje ze smakiem, czyniąc piwo nieziemsko lekkim jak na taką moc.
5/5

9.0/10

Wreszcie, wreszcie Mikkeller błysnął i to od razu piwem absolutnie wybitnym. To zdecydowanie najlepszy lambik, jakiego piłem - może jeszcze trochę zabrakło do ideału, ale było niedaleko. Niesamowicie szlachetny trunek, postaram się dostać dwie inne jego wersje - leżakowane w beczkach po maladze i po chardonnay. Mikkeller niby się przełamał, ale nie do końca - piwo było cholernie drogie i łaski nie zrobił. Czekam na coś równie wybitnego, ale za normalne pieniądze.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Framboise Boon

Szósty już lambik na blogu, ale dopiero pierwszy warzony w miejscowości Lembeek, leżącej po flamandzkiej stronie granicy Flandrii i Walonii, od której, jak można przypuszczać, wzięła się nazwa tej rodziny stylów. A dokładniej w jedynym browarze mieszczącym się w tej miejscowości - Brouwerij Boon. W ściślejszym ujęciu to piwo w stylu, który jeszcze się tu nie pojawił - framboise, czyli owocowy lambik, jednak w malinowym wydaniu zamiast znacznie bardziej rozpowszechnionego wiśniowego. Podobno to właśnie Boon wskrzesił produkcję framboise w 1976.

Informacje ogólne:
Piwo: Framboise Boon
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Lembeek
Browar: Brouwerij Boon
Produkowane od: brak danych
Styl: framboise
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Bardzo ładne, typowa dla lambików, nieco szampańska butelka z prawdziwym korkiem i podobnie elegancka etykieta. Na krawatce wyszczególniony rok, zapewne uwarzenia, co zawsze nadaje każdemu piwu pewnej indywidualności. 2012 to był piękny rok, mam nadzieję, że i piwo takie będzie. Na kontrze opis piwa w obu językach Belgii - z ciekawszych informacji można zaznaczyć, że na każdy litr piwa zużyto trzysta gramów malin. Nie wiadomo, ile zużyto wiśni, bo co ciekawe figurują one w składzie. Jest też niestety cukier, ale przynajmniej nie ma żadnych sztuczności.
8,5/10

Barwa
Fantastyczny, krwisty kolor - bez światła bardzo ciemny, niemal brązowy, pod zdecydowanym światłem absolutnie genialny rubin, w dodatku masa ulatującego gazu. 
5/5

Piana
Bardzo gęsta, dość obfita, pięknie różowa, niemal do końca utrzymuje cały kożuch na powierzchni.
4,5/5

Zapach
Na pierwszym planie maliny, zdecydowane, bardzo naturalne, słodkie maliny, za którymi czai się lambikowa kwaśność i końska derka - trochę zbyt nieśmiało, jednak owocowe oblicze aromatu jest naprawdę rozkoszne. 
8/10

Smak
Bardzo podobnie - również dominuje przyjemna malinowość, pojawia się wyraźna nuta wiśniowa, lambikowa kwaśność musi się zadowolić tłem - nieprzegapialnym, ale jednak tłem, na które dodatkowo spycha je słodycz - nie mdła, ale trochę przesadzona; dopiero na finiszu owocowy charakter trochę ustępuje i lambikowe nuty mają szersze pole do popisu. Mimo zbytniego wygładzenia nie można mu odmówić dostarczania znacznej przyjemności i orzeźwienia. 
7,5/10

Tekstura
Wysycenie na bardzo wysokim poziomie, które ładnie komponuje się ze smakiem, jednak trochę za bardzo drapie gardło, mogłoby być mniejsze.
4/5

7.0/10
 
Bardzo dobry lambik, choć bardzo wygładzony, nawet bardziej niż lambiki z Lindemans, a spodziewałem się właśnie czegoś konkretnego, zwłaszcza że to w końcu jedyny browar z Lembeek. Niemniej jednak jakby wszelkie owocowe piwa-orzeźwiacze tak smakowały, to nie byłyby traktowane przez piwny światek z taką rezerwą jak obecnie. Bardzo przyjemne.