Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Port Brewing Company. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Port Brewing Company. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Judgment Day

Klasyczny dubbel z rodzynkami udał się Lost Abbey pięknie, więc co do klasycznego quadrupla z rodzynkami mam wymagania wygórowane. Czy znowu uda się nawiązać walkę z trapistami? Oto rzekomo dwudziesty pierwszy najlepszy quad świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Lost and Found
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: quadrupel
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Jeszcze jedna perełka. Choć nie jest to moja ulubiona etykieta tego browaru.
10/10


 
Barwa
Piękna ciemna miedź wpadająca w brąz.
5/5

Piana
Nieprzesadnie obfita, ale gęsta, trwała, pięknie oblepia szkło.
4,5/5

Zapach
Intensywny, wręcz taki soczysty aromat kandyzowanych owoców, rodzynek, przypalanego karmelu, śliwek, delikatnej czekolady, lekkich belgijskich fenoli.
8,5/10

Smak
Klasyczny, wręcz archetypiczny quad z dużą ilością wszystkiego: suszone i kandyzowane owoce, landrynki, rodzynki, gorzka czekolada, szlachetny alkohol, przyprawy. Quadrupel kompletny, doprawdy!
10/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Nie pachnie może tak pięknie, jak quad potrafi pachnieć, ale w smaku nie oczekuję więcej od klasycznej interpretacji stylu. Moja miłość do Lost Abbey zaczyna mnie aż już nudzić, ale to naprawdę kolejne fantastyczne piwo, które udowadnia, że to browar szalenie wszechstronny, znakomity zarówno gdy podchodzi do piwowarstwa współcześnie, jak i bardzo konserwatywnie. Topowy quad.

środa, 27 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Lost and Found

Dawno nie piłem żadnego dubbla, więc ciężko było mi się zastanawiać, gdy zobaczyłem na półce sklepu piwo w tym stylu w wykonaniu jednego z moich ściśle ulubionych browarów. Lost and Found by Lost Abbey, dubbel z rodzynkami.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Lost and Found
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: dubbel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak zwykle olśniewające. Nawet jedno z najlepszych browaru.
10/10


 

Barwa
Klasyczny dubblowy jasnawy brąz, piękne.
5/5
 
Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, całkiem trwała.
4,5/5

Zapach
Piękny, klimatyczny aromat chleba z rodzynkami - o tak, to idealne określenie. Na drugim planie trochę belgijskich fenoli i suszonych fig, ale generalnie to przede wszystkim chleb i rodzynki, przy czym tak ładny i intensywny chleb i rodzynki, że ciężko nie lubić.
9/10
 
Smak
Baaardzo klasyczne, bardzo spokojne, bardzo belgijskie, pyszne. Chleb, drożdże, rodzynki, suszone owoce, nieco bardzo po belgijsku przyjemnego alkoholu - i starczy, świetne piwo gotowe bez fajerwerków.
8,5/10
 
Tekstura
Bez zarzutu. 
5/5

8.0/10

Bardzo szanuję, jak browar przesiąknięty współczesnym podejściem do piwowarstwa potrafi bez jakichkolwiek ciągot nowofalowych uwarzyć świetne piwo w klasycznym stylu. Lost Abbey szanowałbym i tak, ale teraz szanuję po prostu jeszcze bardziej. To jeden z najlepszych dubbli, jaki piłem, może odrobinę słabszy od najlepszych dubbli trapistów, a jest to jednocześnie stuprocentowy, klasyczny dubbel.

wtorek, 26 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Deliverance

Lost Abbey czy też Port Brewing to obecnie bardzo silny kandydat do tytułu mojego ulubionego browaru świata. Serpent's Stout i Angel's Share leżakowany w beczkach po bourbonie to chyba dwa moje ulubione piwa tego browaru. Deliverance to blend SS Bourbon BA i AS Brandy BA. Zapowiada się cudownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Deliverance
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: hybryda stout imperialny (Bourbon BA) + angielskie barleywine (Brandy BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 81 zł (108 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle genialne.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt potężna, ale jest.
2,5/5

Zapach
Piękny, złożony, intensywny aromat z dominującymi nutami beczki po bourbonie (kokos, marcepan, wanilia, trochę też cynamonowo) oraz słodu - praliny, suszone owoce, kawa.
9,5/10

Smak
Jeszcze wspanialsze, jeszcze bardziej intensywne. Doskonałe wyważone połączenie... no właśnie, RISa, BW i beczki po bourbonie, czyli tym, czym to piwo jest. Kokos, migdał, marcepan, czekolada, kawa, karmel, suszone owoce, daktyle, orzechy, wanilia, szlachetny alkohol. Cudownie złożone i przepyszne, dość słodkie, ale odpowiednio skontrowane, z doskonale ukrytym alkoholem.
9,5/10

Tekstura
Trochę mniej gazu, trochę więcej ciała - tego bym chciał.
4/5

9.0/10

Wybitne piwo, może zabrakło mu jakiejś iskry bożej do wyższej oceny, ale wybitne. I w dodatku bardzo interesujące, bo faktycznie można je potraktować jako hybrydę RISa z BW, zachowuje nie zlewając ich w jedno sztandarowe cechy obu stylów, łącząc je cudowną beczkowatością. Nie jest tanie - nawet jak na Lost Abbey drogie - ale doprawdy warte tych pieniędzy, no chyba że obok na półce stoi Angel's Share Bourbon BA i mamy pieniądze tylko na jedno z nich.

sobota, 28 października 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Ten Commandments

Nigdy dosyć Lost Abbey, zwłaszcza odkąd ostatnio ich piwo weszło do mojego życiowego top 3. Dziś piwo zapowiadające się fascynująco: zdziczałe za pomocą brettów belgijskie ciemne mocne ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Ten Commandments
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: belgijskie ciemne mocne ale
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: Vintage 2016
Cena: 70 zł (46,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle spektakularne, w sumie nawet jedno z najlepszych tego browaru, wspaniałe.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyste, bo chyba bardzo mętne, ale nie jest czarne, jest ciemnobrązowe.
3,5/5


Piana
Umiarkowanie obfita, lekko przyciemniona, dość szybko się redukuje.
3,5/5

Zapach
Bardzo złożony, ciekawy i ładny - marcepan, mleczna czekolada, cynamon, szlachetny, typowo belgijski alkohol, belgijskie fenole. W tle pobrzmiewają bretty i kwaskowatość, ale nawet nie w każdym niuchnięciu.
9/10



Smak
Bretty wniosły aż podejrzanie mało - w sumie tylko taka charakterystyczna cierpkość-wytrawność na finiszu. Poza tym to natomiast pyszne belgijskie mocne ale, podobne mocno do Pannepota, z dużą rolą migdałów, mlecznej czekolady, wiórków kokosowych, strasznie fajnego słodko-likierowego alkoholu, ciemnych owoców.
8,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu. Jak to w belgach.
4/5

8.0/10

Moim zdaniem trochę lepsze niż podstawka Pannepota, ogólnie piwa dość znacząco podobne. Bardzo, ale to bardzo chciałbym je zobaczyć w beczkach po czymś.

środa, 6 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged

Wielki to dla mnie wieczór. Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga regularnie, to wie, że jestem wielkim miłośnikiem Lost Abbey, jak i wielkim miłośnikiem barleywine. Otóż przede mną piwo, które na RB jest najlepszym z ponad dwustu piw tego browaru, nie licząc czterech piw wycofanych z produkcji i Cable Cara, który wprawdzie jest w dalszym ciągu warzony, ale rozchodzi się błyskawicznie i na aukcjach lata po kilkaset dolarów. To również trzecie najlepiej oceniane barleywine świata, a trzeba dodać, że drugie ma tylko 16 ocen, więc po prawdzie średnio się liczy. Angel's Share to określenie ze świata destylatów, oznaczające część destylatu, która w trakcie leżakowania w beczkach wyparowuje. A piwo jest angielskim barleywine leżakowanym w beczkach po bourbonie właśnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 110 zł (146,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z najpiękniejszych, może i najpiękniejsze Lost Abbey. A to mówi BARDZO wiele.
10/10


 
Barwa
Ciemny brąz, chyba dość mętne.
3,5/5

Piana
Marniutka - ledwo się jakaś tworzy i zaraz redukuje do pierścienia.
2/5

Zapach
Potężny splot bogatej słodowości (czekolada, karmel, suszone śliwki, suszone figi, daktyle, cukier kandyzowany) z niesamowitymi aromatami beczki: piękna wanilia, drewno, węglowość, wiórki kokosowe, marcepan. Genialny.
10/10

Smak
Cudownie rozprzestrzeniają się na podniebieniu te nuty z zapachu. Przewodzi mocno przypalony karmel, rozkoszna chlebowość i beczka po bourbonie, nawet bardziej kokosowa niż waniliowa. Do tego szczypta czekolady, szlachetnego bourbonu, zwęglonego drewna. Słodkie, ale nie przesadnie, z wyraźnie zaznaczoną kontrą goryczki. Genialne, genialne, genialne.
10/10

Tekstura
Minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

9.5/10

Te momenty, gdy efekt dogania oczekiwania, mimo że były skrajnie wygórowane. To fenomenalne, genialne piwo, które wskakuje na moje życiowe podium. Najlepsze barleywine? Tak. Najlepsze Lost Abbey? Również. Najlepszy przykład użycia beczki po whiskey? A nie, Buba Extreme ciągle górą. Czarowne piwo.

niedziela, 3 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - My Black Parade

Jeszcze jedno grubo zapowiadające się piwo z Lost Abbey. Bliżej nieokreślone strong ale, leżakowane w beczce po bourbonie z całą gamą dodatków: ziarna kakao, ziarna wanilii i przyprawy nienazwane, ale co nieco sugerują obiecywane nuty smakowe - wędzone chili, cynamon i kardamon. 19. najlepsze American Strong Ale świata na RB.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - My Black Parade
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: przyprawowe imperialne amerykańskie ale (Bourbon BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 89 zł (118,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jeszcze jedno przepiękne dzieło Lost Abbey, tutaj w wydaniu dość nekromanckim.
10/10 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Bardzo ładna się tworzy, obfita i gęsta, ale szybko znika dość.
4/5

Zapach
Baaardzo przyprawowy i "dodatkowy". Ciężko powiedzieć, co jest motywem przewodnim, ale są obecne: kakao, wanilia, beczka po bourbonie, papryczki chili (nie wpadłbym na to bez informacji, ale faktycznie wędzone), kardamon. Kurde, nawet ten tytoń obiecywany poczułem (i to bardzo mocno), tylko cynamonu nie. Niezwykły aromat, może tylko wolałbym, żeby położony został na jakimś piękniejszym słodowym podłożu, ale przepiękny.
9/10

Smak
Podobnie jak w aromacie, jest ogarnięte przez swoje przyprawy, aczkolwiek tutaj słodowość już mocniej się zaznacza, jest cudownie czekoladowo-orzechowa (kakao zapewne potęguje efekt). Ogólnie słodziaczek, bardziej niż jakąś poważniejszą goryczką przełamany średnio-lekką pikanterią chili. Fascynujące i arcyprzyjemne piwo, idealne do długiego sączenia.
9/10

Tekstura
Troszeńkę za dużo gazu.
4,5/5

8.5/10

Jak na Lost Abbey nie jest to petarda petard, ale kolejne znakomite piwo do kolekcji. Nie wiem, czy piłem kiedyś piwo tak bardzo naładowane dodatkami, a tak wysokiej klasy. Wszystko to jest bardzo intensywne, ale i bardzo przemyślane.

środa, 26 lipca 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Madonna and Child

Piwo, do którego się dziś przymierzam, już w malutkiej ilości miałem okazję spróbować i wydaje mi się, że zasługuje na miano najdziwniejszego piwa, jakie piłem. A to coś znaczy. W gruncie rzeczy po paru niewielkich łykach nie byłem nawet w stanie powiedzieć, czy mi to smakuje, czy nie. W domowych warunkach powinienem wydać sensowny werdykt. A piwo to to dzieło mojego ukochanego Lost Abbey - jest to kwaśne, bardzo mocne piwo, leżakowane w beczkach po tequili z dodatkiem soli i limonki. Krótko mówiąc taki hołd dla jednego z najpopularniejszych szotów świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Madonna and Child
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: limonkowe kwaśne ale (Tequila BA)
Alkohol: 11,25%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 89 zł (118,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zawsze w Lost Abbey, perfekcja.
10/10 



 
Barwa
Od brązowej do ciemnobursztynowej; bardzo zmętnione, trochę błotkowe, ale ładne.
3/5

Piana
Prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Odjechany bardzo mocno, skrajnie odległy od wszystkiego, co kiedykolwiek w piwie spotkałem. Dużo dębowej beczki, ale jeszcze więcej - no właśnie - posolonej limonki. Czystej tequili najmniej, ale jest i ona. Przypomina mi trochę jakieś lekarstwo, syrop na kaszel, o. Wiem, syropy są różne - nie, nie wiem który to, ale ma coś wspólnego z iglakami chyba. Uwielbiałem zawsze syrop na kaszel i ten aromat również bardzo mi się podoba.
8,5/10

Smak
Lekko kwaśny, lekko cierpki syrop na kaszel z intensywnym posmakiem dębiny? Tak, mniej więcej tak to smakuje. Skrajnie dziwne piwo, odjechane, wariackie. I smaczne jak najbardziej, naprawdę bardzo smaczne. Wbrew pozorom całkiem ładnie się to komponuje, jest jak na 11,25% perwersyjnie lekkie i pijalne. Z każdym łykiem jest coraz bardziej limonkowe. I coraz lepsze. Cholera, świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4/5

7.5/10

Ok, jak na Lost Abbey nie jest to nic wielkiego z czysto hedonistycznego punktu widzenia, natomiast szanuję jak cholera za odwagę. Stworzenie czegoś tak oryginalnego na poziomie 7.5/10 znaczy dla mnie chyba trochę więcej niż jeszcze jeden RIS na 8.5/10, a na pewno niż coś na 8.0/10. Trochę gdyby to dopracować, to mogłoby wyjść kultowe piwo. Oczywiście jest skazane na niełaskę u wielu osób, ale ma potencjał.

wtorek, 28 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Red Poppy Ale

Kiedy człowiek w krótkim okresie czasu ma okazję pić parę różnych piw z tak genialnego browaru jak Port Brewing, wpada w lekkie wyrzuty sumienia pomieszane z niepokojem, bo wie, że na to raczej nie zasłużył. Tak właśnie mam teraz - po Framboise de Amorosa i Track #8 czas na Red Poppy Ale, lekkiego (lekkiego, ale droższego od każdego piwa z tego browaru, jakie piłem) kwasa z ziarnami maku i wiśniami. Bazą do tego piwa jest Dawn Patrol Dark, mild z Port Brewing. Po pierwszej fermentacji miesza się go w beczce dębowej i wiśniami z innym piwem z PB, Amigo Lager. W rezultacie ma być coś przypominającego flamandzkie red ale. Co zabawne, te dwa piwa mają na RB oceny zupełnie bez szału, a w ten sposób potraktowane jako Red Poppy Ale zajmują dziesiąte miejsce w ogólnoświatowym rankingu sour red/brown. Oczekiwania mam doprawdy przepotężne, ciężko będzie im sprostać.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Red Poppy Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 90 zł (120 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pure genius, nawet jak na ten browar. 
10/10



 
Barwa
Genialna czerwień.
5/5
 
Piana
Prawie idealna.
4,5/5
 
Zapach
O boże, jaki cudowny flanders. Suszone owoce, wiśnie, maliny, mnóstwo ale to mnóstwo dębu, wyschnięte liście, jabłka, mnóstwo tanin, leciutka karmelowa słodowość i o dziwo dość wyraźna nuta maku. Genialny i genialnie intensywny.
9,5/10
 
Smak
Powtarza właściwie wszystkie nuty z zapachu, a dokłada rozsądnie wyważoną kwaśność, szlachetną taninową cierpkość i całkiem okazałą stronę słodową, podchodzącą właściwie pod czekoladę. Doskonały balans słodyczy, kwaśności i cierpkości. Niestety potworna pijalność - niestety, bo chciałoby się trochę dłużej podelektować tak znakomitym piwem za taką kupę kasy...
9/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Uff, Rodenbach ciągle górą. To bardzo ważne, bo jest trzy razy tańszy i trzydzieści razy lepiej dostępny. Wciąż jest to jednak najmocniejsza wypowiedź w temacie flandersów (piwo jest właściwie totalnie flandersowe), z jaką się spotkałem, poza największymi piwami z Rodenbach. Port Brewing/Lost Abbey umacnia swoją pozycję mojego ulubionego amerykańskiego browaru. Wielkie, wielkie piwo.

wtorek, 14 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Track #8

Kolejna szansa przed Port Brewing na rozwalenie mi mózgu. Track #8 powstał na bazie piwa Judgment Day, quadrupla warzonego przez ten browar. Judgment Day został wlany do beczek po bourbonie z dodatkiem lasek cynamonu i suszonych papryczek chili. Jest potężne (13,7%), jest znakomicie oceniane (dziesiąty najlepszy quadrupel świata na ratebeerze, do niedawna, przed premierą Bub Extreme, siódmy), jest z Lost Abbey. Mam potężne oczekiwania.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Track #8
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: quadrupel (Bourbon BA)
Alkohol: 13,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 79,70 zł (106,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Troszkę mniej artsy niż zwykle, ale kolorystyka jest dla mnie niezwykle przyciągająca. Genialne jak zawsze.
10/10

 

Barwa
Czarne, pod mocnym światłem brązowawe, piękne.
4,5/5
 
Piana
Jak na takiego mocarza, w porządku.
3/5
 
Zapach
Potwornie bogaty. Cynamon, rodzynki, szlachetny alkohol, wanilia, drewno, whiskey, chili, suszone śliwki, wiśnie, czekolada. Kokos jakiś, migdał. Obłędny.
9,5/10
 
Smak
Dość spokojny jak na tak mocne piwo, świetnie ukrywa ciężar. Dalej spora rola cynamonu, spora rola beczki - właściwie czuć dość bezpośrednio bourbon, szlachetny bourbon - no a poza tym wszystkie te oblicza owoców - rodzynki, suszone śliwki, wiśnie, do tego troszeczkę czekolady i orzechy, niemal niezauważalna pikantność od papryczek. Ma taką alkoholową otoczkę, ale nie ma to nic wspólnego z jakimś rozpuszczalnikiem czy gryzieniem, to mega szlachetny, starzony alkohol. Rodzynkowy finisz. Mega.
9/10

Tekstura
Może nieco za dużo gazu.
4/5

8.5/10

Jedno z tych piw, które są po pierwsze piwami leżakowanymi w beczce po czymś, a dopiero po drugie takim a takim stylem piwa. Najbliżej temu do quadrupla, ale po to piwo sięga się przede wszystkim po doznania beczkowe. Znakomita rzecz, chociaż może i pozostawia minimalny niedosyt, brakuje mu dosłownie jednego błysku więcej do oceny naprawdę wybitnej.

Parę godzin temu minęły cztery lata, odkąd prowadzę bloga. To już naprawdę długo. Patrzę w tył zaskoczony tym faktem. Mnóstwo już piw wypiłem, ale wciąż dobrze pamiętam praktycznie każde z nich. To chyba dobrze.

sobota, 11 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Framboise de Amorosa

Port Brewing/Lost Abbey to na chwilę obecną mój ulubiony amerykański browar. Na sześć piw, jakie od nich piłem, aż trzy były genialne. Nie że bardzo dobre, świetne, znakomite - genialne po prostu. Nie miałbym nic przeciwko, żeby dzisiaj wjechało czwarte i ostatecznie przypieczętowało dominację browaru z Kalifornii. Szansa jest niemała, bo Framboise de Amorosa to mocne, malinowe kwaśne ale leżakowane w beczkach po czerwonym winie. Raczej rzadko spotyka się tego rodzaju leżakowanie, a szkoda, bo czerwone wino często robi doskonałą robotę. Piwo cieszy się czternastym miejscem w rankingu nietradycyjnych kwaśnych/dzikich ale na RB. Będzie to również luźno jedno z dziesięciu najdroższych piw mojego życia, więc oczekiwania mam naprawdę spore.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Framboise de Amorosa
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne oud bruin (Red Wine BA)
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 90 zł (120 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Lost Abbey - i wszystko jasne. Genialne.
10/10

 


Barwa
Mocno zmętnione, czerwono-brązowe, piękne.
4,5/5
 
Piana
Obfita, ale grubopęcherzykowa i kiepsko trwała.
2/5
 
Zapach
Bardzo malinowy, a jednocześnie bardzo beczkowy. Kwaśność malin łączy się ze słodyczą beczki i daje również wrażenie nieco truskawkowe. Lekka winność i funk niesamowicie to wszystko uszlachetnia. Przepiękny aromat, niemal genialny.
9,5/10
 
Smak
Tu trochę mniej malinowe, a bardziej flandersowe, wchodzą suszone owoce, zielone jabłka, totalna winność, minimalnie octowa. Tak, to jest flanders. Maliny mocno wycofane, ale są w tle, fajnie przełamują swoją świeżością. Świetne, choć  kwas trochę zbyt gryzący.
8,5/10
 
Tekstura
Za dużo gazu, tak nawet znacznie za dużo.
2,5/5

8.0/10

Świetne piwo, które z pełną odpowiedzialnością można określić jako oud bruin. Nie ukrywam, że spodziewałem się czegoś trochę większego, czegoś olśniewającego, a to po prostu świetny flanders, ale kłaniający się największym piwom z Rodenbach, które są znacznie tańsze, więc... więc cieszę się, że mam już drugą butelkę tego piwa w piwnicy (potencjał do leżakowanie ogromny) i nie muszę już w nie więcej inwestować.

czwartek, 13 października 2016

Port Brewing: Santa's Little Helper Bourbon BA

Zawiodłem się na jednym RISie z beczki po bourbonie w wykonaniu Port Brewing. Dawno temu to było, w międzyczasie zdążyłem wypić z tego browaru jedno z najlepszych piw mojego życia i jaram się nim niezmiernie. Santa's Little Helper Bourbon BA to piwo nawiązujące do świąt, ale przewrotnie wypuszczane przez browar w lipcu. Mój egzemplarz na pewno nie jest z ostatniego lipca, bo przeleżał u mnie ponad rok.

Informacje ogólne:
Piwo: Santa's Little Helper Bourbon BA
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: 22%
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 70,50 zł (94 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle w przypadku Port Brewing, piękność, tu szczególna, bo z korkiem. Świątecznie i z humorem.
9,5/10 


 
Barwa
Smoła.
5/5
 
Piana
Znakomita jak na tak mocne piwo po beczce; gęsta, obfita, dość długo się utrzymuje.
4,5/5
 
Zapach
Wspaniały, intensywny - połączenie bardzo waniliowej i węglowej beczki po bourbonie z nutami samego bourbonu i czekoladowo-kawowo-palonej potęgi ciemnego słodu. Beczka po bourbonie dostarczyła też trochę korzennych, piernikowych akcentów, dzięki czemu mocno kojarzy się ze świętami.
9/10
 
Smak
Trochę mniej bourbonu, a więcej klasycznego stoutu imperialnego - no i czemu nie. Zmasowany atak ciemnego słodu - kawa i czekolada, palone zboże, praliny, dosłownie kropla sosu sojowego. Bourbon wciąż jest jednak silny, waniliowa słodycz pięknie się komponuje z RISową klasyką. Lekka nuta słona tylko podkręca zabawę. Perfekcyjnie ukryty alkohol i spora pijalność. Jest doskonałe, nic bym w nim nie zmienił.
10/10

Tekstura
Wspaniała gęstość i aksamit, trochę za wysokie wysycenie.
4/5

9.0/10

Na ratebeerze to piwo nie cieszy się oszałamiającymi statami jak na stout imperialny, ale dla mnie to jedno z najlepszych piw w tym stylu, jakie piłem. Rewelacyjne. Doskonałe wykorzystanie beczki po bourbonie, po prostu wzorowe.

wtorek, 13 września 2016

Port Brewing: Lost Abbey - Serpent's Stout

Szczerze mówiąc to trzy razy na cztery próby Port Brewing mnie rozczarowało. Ta czwarta sprawia jednak, że na ich piwa wciąż patrzę z ogromną ekscytacją, bo było to jedno z dosłownie kilku najlepszych piw mojego życia. Będę więc jeszcze pewnie długo szukał czegoś równie dobrego z tego browaru. Dziś spora szansa - Serpent's Stout z sekcji Lost Abbey to mocarny RIS bez beczek i bez kawy. Po prostu RIS.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Serpent's Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: stout imperialny
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: 62,30 zł (41,53 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No cóż, po prostu genialne, jak wszystkie z Lost Abbey. Klasa sama w sobie.
10/10
 
 

Barwa
Nieprzejrzysta czerń.
5/5

Piana
Genialna jak na taką moc - bardzo obfita, drobna jak piasek, o pięknej barwie, bardzo trwała.
4/5

Zapach
Porażająco intensywne aromaty zbożowe, czekoladowe, kawowe, likierowe, tortu kawowo-czekoladowego, palonego słodu. Szczypta chmielu. Klasyka, tu nie ma jakiegoś nie wiadomo czego, czego nigdzie by nie było, ale i tak petarda - wzorowy zapach RISa.
10/10

Smak
Genialny. Jednocześnie potężny i zaborczy, a jednocześnie łagodny, kremowy, gładki. Doskonale ukryty alkohol. I znów lecimy - kawa, czekolada, palone zboże, likier, ciasto czekoladowe, śliwka, spora goryczka, ale nie niszczy wrażeń słodowych.
9,5/10

Tekstura
Obezwładniająca gęstość i niemal idealne, ale trochę za wysokie wysycenie. 
4/5

9.5/10

Krótko na temat - najlepszy stout imperialny bez kawy i bez beczek, jakim się kiedykolwiek raczyłem (lepszych z kawą/beczkami też znajdzie się tylko parę). Jakby ktoś mnie zapytał, jak powinien smakować klasyczny RIS bez dodatkowych atrakcji, to nic bym nie mówił, tylko postawił przed nim tę przepiękną butelkę. Wspaniałe piwo.

wtorek, 5 stycznia 2016

Port Brewing: Mongo India Pale Ale

Board Meeting pozostaje jednym z trzech najlepiej ocenionych przeze mnie piw w ciągu niecałych trzech lat blogowania. Piłem je już grubo ponad rok temu, dopiero niedawno zaś udało mi się dostać inne piwo z amerykańskiego Port Brewing, po którym oczywiście dużo sobie obiecuję. Piwo to imperialne IPA, uwarzone na cześć przerośniętego kota Mongo, który krzątał się swojego czasu po browarze, a który zdechł zaledwie po ośmiu miesiącach od narodzin. Piękny hołd!

Informacje ogólne:
Piwo: Mongo India Pale Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 828 ml
Warka: brak danych
Cena: 43,50 zł (26,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przerośnięta (jak kot) butelka ze świetną jak zwykle etykietą, ukazującą tytułowego bohatera na desce surfingowej.
9/10

 

Barwa
Przepiękny bursztyn, któremu mocne zmętnienie tylko pomaga.
5/5
 
Piana
Doskonale obfita i gęsta, bardzo dobra, choć już od ideału daleka trwałość.
4/5
 
Zapach
Bezkompromisowa, intensywna, owocowo-żywiczna lupulina; cytrusy (pomarańcze, grejpfruty) i inne owoce (mango przede wszystkim) wprowadzają element kwaskowo-słodki, a żywica równoważy to swoją pikanterią i wytrawnością. Początkowo rewelacja, ale z czasem trochę słabnie.
8,5/10
 

Smak
Co nieco przerzedza się to owocowe bogactwo z zapachu, piwo idzie mocno w stronę żywicy. Kontra słodowa też jest raczej umiarkowana, więc robi się bardzo wytrawnie, ale nie jest to bynajmniej piwo niezbalansowane. Brakuje natomiast tych cytrusów, jest po prostu trochę zbyt banalnie. Bardzo dobre i tylko tyle.
7,5/10
 
Tekstura
Odrobinę za niskie wysycenie.
4,5/5

7.0/10

Cóż, bardzo dobre IIPA i nic więcej, a od takiego browaru, od takich cen i od Stanów oczekuje się jednak więcej. Obawiam się, że mogła je spotkać przypadłość przygaszenia chmielowego efektu, właściwa dla mocno chmielonych piw sprowadzanych zza Atlantyku - główny problem to właśnie takie zmatowienie barwności smaku nowofalowego chmielu. Pozostało mimo to bardzo przyjemnym trunkiem i przypomniało, jak bardzo lubię ten styl, który w drugiej połowie 2015 roku zaledwie dwa razy zagościł na moim blogu.

środa, 12 listopada 2014

Port Brewing: Board Meeting

Trzecie podejście do Port Brewing z Kalifornii. Jak na swoją renomę browar ten póki co mocno mnie zawodzi, ale póki co jeszcze nie na tyle, bym nie dawał kolejnych szans (w przypadku Anchor Brewing w końcu się udało). Dziś piwo o sporym potencjale (choć nie większym niż rozczarowujący stout imperialny starzony w beczkach po bourbonie), imperialne brązowe ale z kawą i ziarnami kakaa, dobra okazja na odkupienie win, a raczej zabłyśnięcie po prostu czymś wybitnym.

Informacje ogólne:
Piwo: Board Meeting
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne amerykańskie brown ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 17,5%
Objętość: 828 ml

Opakowanie
Butelka nie wygląda na aż tak pojemną, jaka w rzeczywistości jest. Jak zwykle w przypadku Port Brewing piękna szata graficzna, jest też firmowy kapsel i trochę przydługa historyjka dość luźno powiązana z piwem.
9/10


Barwa
Bardziej czarne niż brązowe - jak na brown ale trochę za ciemne, ale niekoniecznie jak na imperialne brown ale - piękne. 
5/5

Piana
Wspaniała, gęsta, beżowa, wspaniale wysoka i bardzo, choć nie doskonale trwała. 
4,5/5

Zapach
Cudowny festiwal nut melanoidynowych, do wyboru, do koloru - ciasta i ciastka, mocno przypieczone tosty, orzechy laskowe, świeżo zmielona kawa, ziarna kakaowca, upieczony przed momentem chleb - coś obłędnego, a do tego dochodzą piękne dźgnięcia owocowe - suszone śliwki, daktyle, nawet truskawki - aromat po prostu genialny, idealny. 
10/10
Smak
Nie, w smaku wcale nie zwalnia - wspaniałe uderzenie wszystkiego tego, co było obecne w zapachu ze szczególnym uwzględnieniem kawy i orzechów, a do tego wspaniałe uderzenie czekoladowej, idealnie wyważonej słodyczy, a na finiszu porządna - również idealna - dawka chmielowej konkretnej goryczki w akompaniamencie wyciszających się nut kawowych, orzechowych - coś pięknego, idźmy dalej - piwo genialnie maskuje alkohol, nie czuć go wcale, nie zdziwiłbym się, jakby miało pięć procent; nie do opisania przyjemność, zdradliwie pijalne, genialne, jedno z najlepszych w moim życiu. 
10/10

Tekstura
Wspaniała, aksamitna, z idealnym wysyceniem, bez zarzutu.
5/5

10/10

Nie wystawiłem tak wysokiej oceny od mniej więcej półtora roku. A konkretniej od degustacji Chimay Bleue, które do dziś dzierży pierwsze miejsce. Board Meeting wskakuje na drugie. To wielki dzień. Stany Zjednoczone, które do tej pory mnie nie zachwycały na miarę swojej marki, dziś przebiły wszystko poza jednym belgijskim klasykiem. Jeśli chodzi o same walory smakowo-zapachowo-teksturowe, to Beer Geek Brunch Weasel z Mikkellera nie zostało pobite, ale Board Meeting walczy o drugie miejsce ze wspomnianym Chimay. Wielkie, gigantyczne, genialne piwo, które sprawia, że piwa z Port Brewing pojawią się tu jeszcze wiele, wiele razy mimo średnich początków.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 28.07.2017 r.
 
Czarne z minimalnym prześwitem u nasady, piękna piana. Genialny aromat czekolady, orzechów, ciasta, mocno przypieczonego ciasta, kawy, jeszcze raz orzechów. Takie piękne ciasto czekoladowo-orzechowe, nasączone kawą. W smaku dalej cudownie czekoladowe i orzechowe, bardzo intensywne, czuć że nie jest to stout, a właśnie imperialne brown ale, bo paloności jest względnie mało, a mnóstwo orzechów, orzechów, orzechów. Sporo też kawy no i kakaa. Trochę za dużo gazu. Co tu dużo mówić - solidnie przegiąłem pałę z oceną tego piwa, oceniając je jako drugie najlepsze w moim życiu. Ale nie zmienia to faktu, że jest to znakomity wywar z przykładnie użytymi dodatkami.






9.0/10

piątek, 13 czerwca 2014

Port Brewing: Lost Abbey - Avant Garde Ale

Piwa z The Lost Abbey - oddziału znanego mi już Port Brewing Company, nastawionej (wbrew części zwanej po prostu Port Brewing) na piwa zainspirowane stylami belgijskimi - są jednymi z najsłynniejszych craftów na świecie. Przez to głównie, że dostępne są głównie w wielkich butelkach, które trochę nie sprzyjają degustacji, do dziś mnie omijały, ale w końcu musiałem po jakieś sięgnąć i robię to akurat dzisiaj, powracając po urlopie naukowym i jednocześnie świętując połowę trzeciej setki piw na blogu. To dopiero drugie (a może już drugie, patrząc na rzadkość tego stylu) Bière de Garde na blogu i w moim życiu po wersji Pinty. Na wstępie powiem, że jestem zachwycony ich stroną internetową - długaśne opisy i filmy do każdego piwa, ogólnie genialna szata graficzna, przejrzystość, koncepcja świątynnej stylizacji, rewelacja. Jeśli piwa będą równie dobre co oprawa, to wielkie butelki mnie nie zniechęcą do dalszych poznań.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Avant Garde Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company (The Lost Abbey)
Produkowane od: 2006
Styl: Bière de Garde
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml

Opakowanie
Rewelacyjna, majestatyczna butelka z prawdziwym korkiem zabezpieczonym firmowym opięciem, świetna, elegancka i nastrojowa etykieta, która doskonale komponuje się z innymi z tego browaru. Bardzo udany opis piwa na kontrze. Piękna rzecz.
10/10


Barwa
Bardzo ładny, jasnobursztynowy kolor okraszony bardzo mocnym zmętnieniem i leniwie ulatującym gazem. 
4/5

Piana
Piękna, wybitnie obfita i szalenie gęsta piana, tworzy efektowne kształty, pięknie oblepia szkło, zostaje do końca - genialna. 
5/5

Zapach
Na początku przede wszystkim nuty owocowe, lekko witbierowe, pomarańczowo-cytrynowe i jabłkowe, ale szybko profil zmienia się na bardziej belgijsko drożdżowy, niemal przyprawowy, a później dochodzi do tego sympatyczna, słodka nuta niemal miodowa; bardzo ładny, dość intrygujący, strasznie złożony i rozwojowy, ale może trochę mało wyrazisty, za mało intensywny. 
8,5/10

Smak
Bardzo pełne, wręcz przyciężkie, zaskakująco goryczkowe - na początku trochę owocowo-belgijskiego orzeźwienia, na przełyku zupełnie ten profil zostaje pogrzebany poprzez naprawdę wysoką, niestety wyraźnie chropowatą i ściągającą goryczkę jakby od skórki cytrusów; niedoskonałość i zbytnia nachalność goryczki to największy mankament piwa, bez tego byłoby świetne, zwłaszcza że na głębokim finiszu znowu jest zupełnie przyjemnie, a tak jest tylko dobre. 
7/10

Tekstura
Wysycenie jest o stopień za wysokie jak na tak ciężki smak.
3,5/5

7.0/10

No zawiodłem się nieprzeciętnie. Może kwestia nastawienia - po zapoznaniu się z wersją Pinty stworzyłem sobie w głowie obraz Bière de Garde jako piwa bardzo łagodnego, przystępnego, a to tutaj było wyjątkowo agresywne. Pod względem alkoholu to jednak The Lost Abbey zmieściło się w standardach BJCP. Tak czy inaczej nie jest to piwo rewelacyjne i to już drugi poważny zawód z Port Brewing Company w roli głównej. Nie będę się palił, żeby dać im kolejną szansę - ładne butelki i świetne strony internetowe to za mało - aczkolwiek kiedyś to na pewno nastąpi biorąc pod uwagę ich renomę.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Port Brewing: Older Viscosity

Nowy rok zaczynam od, miejmy nadzieję, mocnego uderzenia. Starzony w dębowych beczkach po bourbonie stout imperialny z amerykańskiego browaru rzemieślniczego w południowej Kalifornii, w pobliżu San Diego. Nadzieje na coś potężnego są duże - nie tylko przez styl, pochodzenie, korek i woltaż, ale też, nie da się ukryć, bardzo wysoką cenę.

Informacje ogólne:
Piwo: Older Viscosity
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Produkowane od: brak danych
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Eleganckie - nietypowy kształt butelki, korek - i to prawdziwy - i ładna, solidna etykieta, na której znajdują się cztery akapity tekstu o piwie. Z nich dowiemy się, że browar warzy też piwo Old Viscosity, również starzone w beczkach po bourbonie - z tego, co zrozumiałem, Older powstaje poprzez zmieszanie piw z kilku najbardziej udanych beczek Old, mamy więc do czynienia z wyjątkowością w wyjątkowości. Oby smak nadążał za otoczką.
9/10

Barwa
Bezwzględnie i nieodwołalnie czarne, zero prześwitów, cudowne. 
5/5
 
Piana
Ładna, gęsta i bardzo ciemna, ale wyjątkowo mało obfita, od początku cienki kożuszek szybko opada i powstają na nim dziury, wkrótce pozostaje jedynie ładny pierścień. 
2,5/5

Zapach
Na początku atakuje zdecydowana, bardzo przyjemna, gładka zbożowość, trochę kawy i czekolady, można doszukać się nut bourbonu, później rozwija trochę nut winnych - alkohol doskonale ukryty, dopóki specjalnie nie skupimy wiązki zapachu; bardzo ładny, łagodny, kojący wręcz, ale życzyłbym sobie zdecydowanie większej intensywności. 
8/10
Smak
W smaku bardzo aksamitne, również stara się popisać świetnym kamuflażem alkoholu, który początkowo czuć jedynie w postaci rozgrzania w przełyku, później jednak dominuje finisz - na szczęście bardzo uszlachetniają go nuty bourbonowe, które w połączeniu z miękką zbożowością dają efekt bardzo przyjemny, jakkolwiek od ideału daleki. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie jest bliskie zeru, co niestety najlepiej się z piwem nie dogaduje i za bardzo skupia uwagę na jego ciężkości smakowej; gęstość jest jednak za to bardzo dobra, gładka, przyjemna.
1,5/5

7.0/10

Niestety olbrzymie rozczarowanie. Zdecydowanie bardziej zdobyły moje serce chyba wszystkie stouty imperialne z BrewDoga, zarówno te leżakowane w beczkach po szlachetnych alkoholach, jak i te "zwykłe". Poza faktycznie wyraźnym posmakiem bourbonu nic interesującego.