Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikkeller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mikkeller. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 marca 2017

Mikkeller (Lervig): Beer Hop Breakfast

Beer Hop Breakfast to niestandardowa wariacja na temat najsłynniejszej serii piw Mikkellera. Do tej pory wszystkie Beer Geeki/Weaki, jakie piłem, opierały się wyłącznie na kawie, słodzie i beczkach, tutaj Mikkeller poszedł w chmiel i zrobił ze swoich stoutów ciemne India Pale Ale. Połączenie tego stylu z kawą wydaje mi się pomysłem kontrowersyjnym, ale tak kocham tę serię, że wstyd by mi było nie spróbować, tym bardziej że to według ratebeera czwarte najlepsze BIPA na świecie.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Hop Breakfast
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: ciemne India Pale Ale
Dodatki: kawa (1%)
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 10 października 2016 roku (do 10.10.2026 r.)
Cena: 23 zł (34,85 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Standardową szatę graficzną serii tu zdominował kolor zielony, bardzo ładnie to wygląda.
9/10

 
Barwa
Czerń.
5/5
 
Piana
Genialna.
5/5
 
Zapach
Potwornie intensywna mieszanka słodkiej kawy, typowej dla serii, z ziołowymi, żywicznymi i w mniejszym stopniu cytrusowymi nutami chmielu. Bardzo dziwne uczucie, jakby się wąchało dwa zupełnie inne piwa naraz. Dziwne i świetne.
9/10
 
Smak
O ile w zapachu pachniało to bardziej jak american stout, tutaj jest już ipowato. Chmiel przeważa, jest bardzo intensywny zarówno w aromacie, jak i w postaci trochę szorstkiej, ale przyjemnej, cytrusowej goryczki. Kawowo-czekoladowo-ziemiste podbicie słodowe świetnie z tym współpracuje, łącząc się w piwo przepyszne.
9/10
 
Tekstura
Nie mam zastrzeżeń.
5/5

8.5/10

Znakomite piwo, jeszcze jedno znakomite piwo z tej serii. Okolice podium BIPA mojego życia. Puryści być może narzekaliby na zbyt intensywną słodowość jak na IPA, ale zdecydowanie prędzej jest to BIPA niż stout amerykański, bo chmielowość jest wszechogarniająca. Przy jego przyzwoitej cenie must have.

niedziela, 8 stycznia 2017

Nøgne Ø & BrewDog & Mikkeller: Horizon Tokyo Black

Black Tokyo Horizon to jeden z pierwszych trzech RISów w moim życiu. Dobrze pamiętam to lato i ten szok, kiedy zobaczyłem piwo za 60 zł, w dodatku opakowane w karton. Mariaż trzech sztandarowych RISów BrewDoga, Mikkellera i Nøgne Ø, teraz może już nie, ale w owym czasie chyba trzech najważniejszych browarów craftowych w Europie. Taka kooperacja zrodziła się w 2010 roku i wtedy powstało jedno z trzech zaplanowanych piw - uwarzone na terenie BrewDoga. Dwa lata później nadeszła pora na drugie, tym razem powstałe w Norwegii (swoją drogą jeszcze zanim spróbowałem BTH). Horizon Tokyo Black to gigantyczne piwo z zawartością alkoholu 16%, ale ma już trzy i pół roku i powinno być doskonale odleżane. Przenieśmy się więc na chwilę do 29 listopada 2012 roku, do dnia, gdy ten trunek powstał.

Informacje ogólne:
Piwo: Horizon Tokyo Black
Kraj: Norwegia - uwarzone w kooperacji z browarem ze Szkocji i browarem kontraktowym z Danii
Okręg: Aust-Agder
Miasto: Grimstad
Browar: Nøgne Ø (w kooperacji z BrewDogiem i Mikkellerem)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 16%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 250 ml
Warka: z 29 listopada 2012 roku (do 29.11.2027 r.) 
Cena: 29,50 zł (59 zł za 0,5 l )

Opakowanie
Dozgonny props za pojemność 250 ml. Nie ma potrzeby umieszczać tego kalibru piw w większych butlach. I cena nawet taka przystępna jak za takie potężne piwo. A poza tym znakomity, subtelny kartonik, firmowy kapsel, nienaganna etykieta - prawie doskonałość.
9,5/10

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Niezbyt obfita i szybko redukuje się do pierścienia, ale ten przynajmniej jest dość gruby i trwały.
3/5
 
Zapach
Spalenizna, lekko popiołowa i kwaskowa, espresso, bardzo gorzka czekolada, ciemne, suszone owoce, suszone śliwki zwłaszcza, szczypta sosu sojowego. Piękny i potężny, choć jak na moc i styl nie genialny.
9/10
 
Smak
Bardzo podobny do zapachu, tylko że zintensyfikowany jak diabli. Tutaj jest już naprawdę genialnie. Doskonałe, naprawdę idealne współgranie strony wytrawnej - kawowej, palonego słodu, lekko popiołowej, a także goryczkowej (daleko od 100 IBU, ale mocarna gorycz i nawet wyraźne chmielowe wstawki na finiszu) - ze słodką, czekoladową i śliwkową, a jest to czekolada pod różnymi obliczami, nie tylko bardzo gorzka. Nie wiem nawet sam, czego mi zabrakło do doskonałości, ale czegoś tam zabrakło. Zaskakuje mnie jego totalna gładkość, niemal łagodność, alkohol jest zupełnie ukryty.
9,5/10

Tekstura
Nawet sporo gazu po tylu latach, obniżyłbym go o pół stopnia. Oczywiście cudownie gęste.
4,5/5

9.0/10

Nasłuchałem się o tym piwie trochę złego. Że niby zamieniło się w sam sos sojowy i że mocno alkoholowe, głównie. I ja wierzę tym ludziom - prawie cztery lata to bardzo dużo czasu i sposoby przechowywania butelek mogły mieć już dużo do powiedzenia, a teraz każda tak naprawdę ma prawo inaczej smakować. Pozostaje mi się cieszyć, że mi trafił się najwidoczniej egzemplarz doskonale przechowywany, bo sos sojowy jest skrajnie subtelny, stanowi dopełnienie, zaś alkohol jak na 16% jest ukryty po arcymistrzowsku. Piwo, które daje wiarę w sens leżakowania RISów przez dłużej niż rok czy dwa. Cóż, przepiękne piwo, idealne do powspominania starych czasów i powolnego delektowania się (chociaż i bez przesady - ułożyło się tak świetnie, że godzinka w zupełności wystarczy na samotne obalenie tej małej butelki, nawet szybciej się uporałem, a lubię długo posiedzieć nad piwem). Niewiele piłem lepszych RISów nieleżakowanych w beczkach, do top 10 mieści się na luzie.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Mikkeller (Lervig): George

To było tak: kupiłem sobie piwo George Bourbon BA i wypiłem, a było to dawno temu. Było rewelacyjne, choć niekoniecznie satysfakcjonujące jak na coś tak drogiego i od Mikkellera. Mimo wszystko zasłużyło, żeby znaleźć się w mojej piwniczce na długie lata, więc kupiłem jeszcze raz. Tylko że kupiłem wersję nieleżakowaną w beczkach, bo myślałem, że istnieje tylko jedna, a etykieta praktycznie się nie różniła. Jako że nie leżakuję piw, których nie piłem, pozostało mi wypić George'a zwyczajnego, no i teraz to robię. Czasem te same piwa bez beczek są lepsze niż leżakowane, może i teraz. Zajęło mi to sporo czasu, siedziało u mnie grubo ponad rok. Patrząc na datę ważności, można przypuszczać, że zostało zabutelkowane na 10 lat przed nią, co by oznaczało, że w sumie ma już prawie dwa lata.

Informacje ogólne:
Piwo: George
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 12,12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 28.08.2024 r.
Cena: 25,95 zł (39,32 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Identyczne jak na leżakowanym George'u.
8/10 



 
Barwa
Nieprzejrzysta czerń.
5/5
 
Piana
Niezbyt obfita, zadowalająco gęsta, nietrwała, szybko pozostaje sam pierścień.
2/5
 
Zapach
Cudowna intensywność ciemnego słodu - palone zboże, duużo kawy i czekolady, kakao, tort czekoladowy, ogólnie ciasto, leciuteńki dym i nuta sosu sojowego, całość bardzo intensywna. Znakomity początkowo, z czasem trochę za dużo tego sosu.
9/10

Smak
Gorszy niż zapach, acz też świetny. Przede wszystkim dużo mniej słodki - od pierwszego łyku pojawia się bardzo mocno zaznaczona goryczka ziołowo-popiołowa, która jest sama w sobie przyjemna, natomiast z lekka przesłania bardziej atrakcyjne wrażenia czekoladowo-kawowo-zbożowe. Jest lekko słone i to tak ewidentnie. Fajny finisz, długi, popiołowo-kawowy.
8,5/10

Tekstura
Piękna gęstość, minimalnie za wysoki gaz.
4,5/5

7.5/10

Myślę, że mogło nie postarzeć się najszczęśliwiej - jest zdecydowanie mniej udane niż George leżakowany w beczkach po bourbonie, którego wypiłem świeższego. Nie mam ogromnego doświadczenia z długo leżakowanymi piwami, ale dostrzegam pewne symptomy. To świetne piwo, ale jest wiele lepszych RISów i lepiej skupić się chociażby na Brunch Weaselach, również warzonych przez Mikkellera w Norwegii.

środa, 24 sierpnia 2016

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Brunch Weasel BA Islay

Minęły prawie dwa lata od degustacji, a ja wciąż nie uznałem żadnego piwa za lepsze od Beer Geek Brunch Weasel. Ale szukam ciągle. Szukam między innymi wśród innych BGBW - wersja leżakowana w beczce po koniaku okazała się fantastyczna, ale jednak wyraźnie odstawała od oryginału, może lepiej spisze się whisky z Islay.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Brunch Weasel BA Islay
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (Islay whisky BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 10,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 47,85 zł (72,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
To samo co na pozostałych BGBW, tylko barwa tła ze złotej poszła w agresywną zieleń. O dziwo nie wygląda to gorzej.
8,5/10 

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Skromna jeśli chodzi o obfitość, dość szybko redukuje się do pierścienia, ale za to pierścień ten utrzymuje się bardzo długo, a i gęsta jest. W porównaniu z oryginałem to niebo a ziemia.
3,5/5

Zapach
Wyraźne nuty wędzone, ani chybi pochodne whisky. Trzon wciąż stanowi genialne połączenie ciemnego słodu z kawą. Na pierwszym planie właśnie ona, poza tym czekolada w wydaniach od gorzkiej do mlecznej, kakao, zboże, palenizna, ziemistość, torf, powiew jakiegoś destylatu; jest i jakiś akcent korzenny, żeby nie powiedzieć wprost - cynamonowy. Fantastyczny, choć są piękniejsze i bardziej intensywne. Ale nieznacznie.
9,5/10
Smak
Jeśli w zapachu można było mieć małą uwagę do intensywności, to tu już nie. Wszechogarnia. Wyraźnie różne od oryginału, kawa nie jest aż tak dominująca, choć dalej oczywiście bardzo mocno się udziela. Ważniejsze są chyba natomiast czyste nuty palonego słodu, wręcz spalonego. Whisky wprowadziła wyjątkowo wiele, torf nie żartuje, jest nie tylko dym, ale nawet ciut jodyny; nie żartuje też ewidentny powiew smaku słonego. Dłuugi finisz, lekko popiołowy (mało tego - cygaro!) i ziemisty. Całość jest potężna no i tyle, choć do absolutnego geniuszu - takiego jak w podstawce choćby - jeszcze mi tam czegoś brakuje.
9,5/10

Tekstura
Gęstość jest ge-nial-na, obłędnie przyjemna. Symboliczne wysycenie dopełnia.
5/5

9.0/10

To wciąż nie to co oryginał, ale trzecie genialne piwo z tej serii na trzy. Nieznacznie lepsze niż wersja koniakowa. Must have jak wszystkie trzy.

czwartek, 9 czerwca 2016

Lindemans & Mikkeller: SpontanBasil

Ciężko mi było nie kupić piwa pod tytułem "Lindemans i Mikkeller łączą się, by stworzyć bazyliowego lambika". Z najbardziej popularnym, choć zdecydowanie nie najlepszym producentem lambików, który mnie i wiele innych osób wprowadził w świat spontanicznej fermentacji, nie miałem do czynienia już bardzo długo, bo przez ponad dwa i pół roku. Na nazwę Lindemans mimo wszystko zawsze będę patrzył z uśmiechem pełnym wspomnień, więc cieszę się z powrotu.

Informacje ogólne:
Piwo: SpontanBasil
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Vlezenbeek
Browar: Brouwerij Lindemans i Mikkeller
Styl: lambik bazyliowy
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: z lutego 2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Wspaniałe. Okazała, bardzo elegancka w kształcie butelka, piękny, malowany wzór i ta sugestywna kolorystyka od góry do dołu. Z niczym nie dałoby się go pomylić. 
9,5/10
 

Barwa
Jasnozłote, dość klarowne, pięknie pracujący gaz. Ładne.
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, o średniej gęstości. Utrzymuje się bardzo długo i genialnie oblepia szkło.
4,5/5
 
Zapach
Nie żartowali z tą bazylią, jest naprawdę intensywna, wręcz stanęła mi przed oczami dobra, włoska pizza. Drugi niuch i można już zauważyć, że jest tu i sporo charakteru lambika - klasyczna końska derka i wszelkie wiejskie tematy królują. Aromat jest bardzo specyficzny, ale połączenie okazuje się bardzo atrakcyjne, cholernie wyraziste. Burzliwe, a jednak dostojne.
9/10
Smak
Tu bazylia spuszcza z tonu i robi się z tego już bardziej klasyczny lambik z tłustą nutą tej przyprawy w tle. Kwas nie jest za mocny, wręcz delikatny, a już na pewno bardzo krótki, nie pozostaje go wiele na finiszu. Raczej stonowane jak na prawilnego lambika, ale nie zmienia to faktu, że bardzo przyjemne i ciekawe. Na finiszu trochę kwiatów.
8/10

Tekstura
Dość niskie jak na lambika wysycenie, co bardzo mi odpowiada, choć odrobinę bym go dodał.
4,5/5

7.5/10

Świetne i bardzo oryginalne piwo. Właściwie to trochę ciekawsze niż lepsze - jeśli chodzi o czystą przyjemność z picia to zdecydowanie nie warto płacić zań kilkudziesięciu złotych (i to bliżej stu niż dziesięciu), ale nietypowe doznania trochę to rekompensują.

poniedziałek, 23 maja 2016

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Breakfast Brunch Big Blend

Nie piłem chyba nigdy piwa leżakowanego w beczkach po dwóch lub więcej różnych alkoholach. Big Blend to co prawda nie do końca piwo, które leżakowało w sześciu różnych, ale też nieźle - mieszanka zawartości sześciu różnych beczek. Tak czy inaczej, Mikkeller ma rozmach. Bourbon, brandy, cherry wine, koniak, tequila i whisky. Piwo co ciekawe nie jest klasycznym, mocarnym stoutem imperialnym. Ma 8%, więc mogłoby spokojnie być określone RISem, ale Mikkeller woli po prostu określić je stoutem owsianym. Do porównania z Polską, gdzie niektórzy chętnie nazywają RISami piwa nawet słabsze... Cóż, Beer Geek Brunch Weasel z tej serii pozostaje najlepszym piwem, jakie w życiu piłem, więc oczekiwania mam ogromne.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Breakfast Brunch Big Blend
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (bourbon & brandy & cherry wine & cognac & tequila & whisky BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.07.2025 r.
Cena: 38,10 zł (57,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No taka tam, klasyka serii, bardzo lubię tę kolorystykę.
8,5/10 


Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Być może najbardziej obfita, z jaką się spotkałem. Co tu dużo mówić - zbyt obfita, przy bardzo delikatnym nalewaniu po ściance wypełniła kieliszek prawie w całości. Musiałem trochę poczekać, żeby trochę zbastowała i żebym mógł zrobić sensowne zdjęcie. Gęstość już nie imponuje tak jak obfitość, w dodatku jak już zaczęła opadać, to na całego i niedługo został tylko cienki pierścień.
3/5
 
Zapach
Wspaniała jak zwykle w tej serii zespolona z ciemnym słodem kawa - mocno palona, a jednocześnie z charakterystyczną kwiatową nutą, która niezmiennie kojarzy mi się z lawendą - toczy walkę z aromatami beczkowymi, których nie ma tu aż tak porażająco dużo, choć sporo jest. Wanilia, typowy dla bourbonu przypalany dąb, wyczuwam też nutę brandy (albo koniaku, w końcu koniak to brandy) i kwaskowatość typową dla wina. Znalazło się i trochę... starego chmielu, kwasu izowalerianowego, ale szybko zniknął. Mimo sześciu beczek gwoździem programu wciąż jest tu połączenie kawowo-słodowe, ale to naprawdę genialny aromat, niebywale złożony.
9,5/10
 
Smak
Zaskoczeniem po totalnie słodkim zapachu jest spora wytrawność. Ciągle dużo kawy (tu jednak jakby bardziej gorzkiej, takie ekstra mocne espresso), dużo ciemnego słodu, a i tutaj destylaty dużo mocniej się udzielają - już tak nawet nie do końca beczkowo, ale właśnie destylatowo. Szczególnie mocne podejrzenia kieruję na tequilę i obie brandy, wina ani wiśni tu nie czuję, z whisky jest tu coś z klasycznej szkockiej, bourbon dla odmiany się schował. Całkiem wysoka goryczka. Wciąż gdzieś się tam ten stary chmiel przewija, ha - ale nie przeszkadza to praktycznie wcale. Nie tak wspaniały jak zapach, ale też rewelka.
9/10

Tekstura
Przyjemnie gęste, lekko przegazowane.
9,5/10

8.5/10

Jeszcze jedno znakomite piwo z tej serii, choć ilość nie przełożyła się na jakość. Piwo jest mniej więcej na tym samym poziomie co zwykły Beer Geek Breakfast i na zdecydowanie niższym niż Beer Geek Brunch Weasel - zarówno ten czysty, jak i leżakowany w beczce po koniaku. Bezcenne przeżycie, ale wydaje mi się, że sześć różnych beczek to jak dziesięć różnych odmian chmielu - za duży rozmach, nie dlatego że krzywdzi piwo, ale od pewnego momentu kolejne beczki już za wiele nie wniosą i zleją się z całością, więc po co. A, no i jak dla mnie to zdecydowanie stout imperialny - nie tylko o alkohol chodzi, ale i o intensywność smaku.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Mikkeller (Montseny): Brian BA Bourbon

Porter imperialny z Mikkellera, tak trochę w nadziei na otrząśnięcie się po kiepskim RISie z Browaru Stu Mostów. To mocne nawet jak na swój styl piwo jest "bokserskim" nawiązaniem do pewnego stoutu imperialnego od duńskiego kontraktowca, George'a, z którym spotkałem się już niemały czas temu (wybitne piwo, niekoniecznie wybitny RIS). Tak jak i wtedy, tak i teraz natknąłem się na edycję specjalną, leżakowaną w beczkach po bourbonie. Ciekawostka jest taka, że Mikkeller uwarzył to piwo nie w De Proefbrouwerij, nie w Lervig Aktiebryggeri, nie w BrewDogu nawet, a w katalońskim browarze Montseny, który trudni się warzeniem bardzo przeciętnych według ocen ratebeer.com piw. Drogie cholerstwo, mam nadzieję, że nie zawiedzie.

Informacje ogólne:
Piwo: Brian BA Bourbon
Kraj: Hiszpania (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Wspólnota autonomiczna: Katalonia
Miasto: Sant Miquel De Balenyà
Browar: Companyia Cervesera del Montseny
Styl: porter imperialny (bourbon BA)
Alkohol: 12,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 55,95 zł (84,77 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Nigdy nie przepadałem za boksem, ale George miał fajną kolorystykę - Brian ma średnią w najlepszym razie.
5,5/10


 
Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Umiarkowanie obfita, choć jak na tę moc i beczki nieźle, bardzo gęsta; trwałość zadowalająca.
3/5

Zapach
Genialny - na pierwszym planie dość pralinowa, słodka czekolada, wzbogacona jeszcze słodyczą bourbonu (czuć go dość wyraźnie), dalej trochę bardziej kawowo. Są też orzechy laskowe; całość bardzo zharmonizowana, intensywna, piękna.
9,5/10

Smak
Czuć, że to nie stout imperialny, a porter - jest zdecydowanie słodkie, czekoladowe, choć na pewno nie przesłodzone; znajdzie się i miejsce na kawową, wytrawną kontrę. Przewija się też coś w rodzaju lawendy, co znam już z RISów Mikkellera. Do tego bardzo wyraźny dąb i whiskey. Byłoby to genialne, intensywne piwo, ale jest niebagatelna wada - kwaskowatość, z czasem na szczęście się zacierająca.
8,5/10

Tekstura
Pięknie gęsta, gładkie, acz odrobinę więcej gazu by nie zawadziło wrzucić.
4,5/5

8.0/10

Gdyby nie kwaskowatość, to byłoby genialnie i mówiłbym o piwie wartym swojej ceny. Niestety warte jej nie jest, choć to wyśmienity trunek. Paradoksalnie pewnie byłoby lepsze bez beczek - tak chyba czasem bywa, że wprowadzają do piwa właśnie kwaśne nuty.

niedziela, 27 grudnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Brunch Weasel BA Cognac

To dla mnie wybitnie istotna degustacja - Beer Geek Brunch Weasel, kawowy stout imperialny z najdroższą kawą świata o ciekawym rodowodzie, który wypiłem we wrześniu ubiegłego roku, pozostaje do dziś najlepszym piwem, z jakim zetknęły się moje kubki smakowe. Nie, zaraz, nie tylko piwem - ten trunek pobił każdy napój i każde danie, jakie piłem lub jadłem w życiu. Dziś trzymam przed sobą to samo piwo (tyle że pewnie z innej warki), ale leżakowane w beczkach po koniaku. To bardzo rzadko używany w piwotwórstwie rodzaj beczek - jedynym piwem z beczek po koniaku, jakie do tej pory wypiłem, był znakomity porter trochę skręcający w stronę piwa świątecznego, notabene też z Mikkellera i niemal równo rok temu. Oryginalne BGBW było tak genialne, że nawet nie mam za wysokich oczekiwań - nie chcę się rozczarować i zakładam z góry, że pierwowzór pozostanie niedościgniony. Przede wszystkim jest to dla mnie sentymentalna podróż wstecz do najwspanialszego smaku, jaki miałem okazję poznać w życiu.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Brunch Weasel BA Cognac
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (cognac BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 10,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 47,85 zł (72,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Rzadki przypadek - etykieta jest identyczna jak na oryginalnym BGBW (jedynie "11.2 fl. oz." znalazło się w trochę innym miejscu). Nie ma tu jakiejkolwiek informacji, że to edycja leżakowana w beczkach po koniaku. Co odróżnia to opakowanie od oryginału, to zalakowana szyjka - gdyby jednak nie informacja od obsługi sklepu specjalistycznego, byłbym pewien, że to po prostu to samo piwo co wtedy i machnąłbym ręką. Lak ciągnie ocenę w górę, ale ta dezinformacja trochę słaba.
9/10

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Lepsza niż na pierwowzorze, lecz i tak licha - tworzy się przyzwoity kożuch, który w minuty dwie redukuje się do cienkiego pierścienia i marnych pozostałości na środku.
2/5
 
Zapach
Symfoniczne połączenie kawy i ciemnego słodu; wspaniała, lekko kwiatowa, ale i mocno prażona kawa nadaje lekkości, a nuty zbożowe, palone, czekoladowe - obciążają aromat. Brakuje szczypty intensywności, zwłaszcza na początku. Beczki buchnęły na samym początku, potem odpuściły na jakiś czas, by jeszcze później konsekwentnie coraz bardziej przykrywać inne akcenty. Powiem więcej, czuć, że to nie jakiś tam mocny alkohol, ale konkretnie jakaś brandy, więc może koniak.
9/10
Smak
Jest, jest ten geniusz pierwowzoru, choć trochę pomniejszony; niesamowite, idealnie zbalansowane połączenie kawy, wspaniałej kawy, czekolady (od mlecznej po bardzo gorzką), prażonych orzechów, palonego jęczmienia, mocno spalonego karmelu, mocnej, ale nie przytłaczającej piwa goryczki. Dostojne. Czuć wyraźnie beczkę po mocniejszym alkoholu (niekoniecznie koniaku), ale niestety pełni lekko negatywną rolę - nie wnosi nic ciekawego, a wprowadza trochę zbyt oczywistą nutę alkoholową. Ale to kompletny szczegół, genialne piwo, idealny balans słodycz-goryczka, potężny i długi finisz (daleko, daleko niesamowite nuty chlebowo-słodowe). Dodajmy, że jest nieprawdopodobnie pijalne jak na taką moc - nie chce się czekać na kolejny łyk.
9,5/10
 
Tekstura
Genialnie, aksamitnie gęste; wysycenie natomiast w ogóle nie zwraca na siebie uwagi i bardzo dobrze.
5/5

9.0/10

Tak, tak, to piwo nie padło daleko od pierwowzoru, bardzo mnie to cieszy. Beczki i koniak - jak zresztą podejrzewałem - raczej narobiły malutkich szkód, niż wzniosły piwo jeszcze wyżej, ale nie odebrały mu boskiej iskry. Zarówno zapach, jak i smak są solidarnie na trochę niższym poziomie niż w przenajświętszym BGWB, ale to genialny RIS i da tej edycji znajdzie się osobne miejsce w mojej piwnicy.

czwartek, 24 grudnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Dessert

Kolejne piwo z serii Beer Geek, kolejny stout imperialny z tej serii, ale absolutnie po raz pierwszy - Beer Geek bez kawy. Jest za to kakao i wanilia i ma być słodko na całego, przynajmniej jak się popatrzy na etykietę, to tak się zapowiada sytuacja. Mam nadzieję, że spisze się lepiej niż Vanilla Shake.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Dessert
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: słodki stout imperialny
Dodatki: kakao i wanilia
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.05.2025 r.
Cena: 28,95 zł (43,86 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Seria po raz pierwszy przełamana kolorystycznie i to radykalnie - "martwa natura" z przeróżnymi słodyczami w różowych odcieniach; bardzo sugestywna etykieta, choć trochę niewinna jak na woltaż.
8,5/10 
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Średnio obfita, średnio gęsta, o kiepskiej raczej trwałości - słaba.
2/5
 
Zapach
Doprawdy deserowy: potęga stoutu imperialnego zaprzężona w dwa dorodne konie, którym na imię kakao i wanilia. Dodatki wypadają niezwykle ładnie i świetnie łączą się z ciemnosłodową pełnią, aczkolwiek trochę za bardzo dominują aromat i tym samym czynią go trochę za prostym.
8/10
 
Smak
I po deserze - w smaku robi się dużo bardziej wytrawne, strona słodowa odchodzi od czekolady w stronę kawy, wanilii pozostaje tylko szczypta, a przede wszystkim gigantyczną rolę odgrywa chmiel z bardzo wysoką, popiołową goryczką. Co tu dużo mówić, jest niezbalansowane, przeholowane w stronę chmielu, zupełnie nie daje tego, co obiecuje; w ogóle słodowość jakby robi się pusta, zanika, brak typowej RIS-owej gęstości smaku. Maskuje alkohol bardzo dobrze, ale nie wyciąga z niego konsekwencji. Finisz popiołowy, pusty, banalny. Nie jest tragiczne, o nie, ma swoje momenty, zwłaszcza w ustach jest jeszcze bardzo przyjemne, ale po przełknięciu znika chyba wszystko, co dobre, dopiero gdzieś tam daleko pojawiają się nuty zbożowe; nie jest bardzo złe, nie jest też dobre. Można sobie posiorbać, ale trochę nie widać w tym sensu.
4,5/10
 
Tekstura
Przy tak wysokiej gęstości wysycenie mogłoby być jeszcze mniejsze, choć i tak jest nie za wysokie. 
4/5

5.0/10

Rany, ale zawód, jeden z największych. Piwo zbiera tak znakomite noty, że obawiam się, że trafiłem na feralną warkę lub butelkę. Zakwalifikuję je tylko dlatego jako słodki stout imperialny - mój egzemplarz słodki był jedynie w zapachu (który mocno je ratuje i to on zachęca do brania kolejnych łyków), acz jak czytam recenzje, to normalnie jest to faktycznie bardzo słodkie piwo. Wyjątkowo cienko jak na ten browar, jak na tę serię, jak na ten styl. A już za tę cenę - to prawdziwy koszmar, choć pić się da, a wącha się bardzo przyjemnie.

piątek, 20 listopada 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Vanilla Shake

Jako że Beer Geek Brunch Weasel od ponad roku pozostaje najlepszym piwem, jakie piłem w całym życiu, rzuciłem się w paru ostatnich miesiącach na niemało stoutów imperialnych z serii Beer Geek. Niektóre to Brunch Weasele leżakowane w beczkach po różnych trunkach, a niektóre - jak tutaj - piwa o już odmiennej koncepcji. Vanilla Shake to piwo mocne nawet jak na RISa, okraszone owsem, kawą, laktozą i wanilią.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Vanilla Shake
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: słodki kawowy stout imperialny
Dodatki: kawa, laktoza i wanilia
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 27,15 zł (41,14 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wariacja na temat szablonu serii, jak zwykle skromna, ale bardzo udana.
8,5/10

 
Barwa
Czerń absolutna.
5/5
 
Piana
Niezbyt, acz przyzwoicie jak na moc obfita, gęsta, niezbyt trwała, w parę minut pojawiają się pierwsze dziury, wkrótce znika zupełnie.
1,5/5
 
Zapach
Genialny, niesamowicie intensywny i przemycający wszystkie elementy koncepcji piwa - jest esencjonalna mocarność słodu, wspaniała kawa, wanilia i w końcu laktoza - składają się one również na nieobecną w składzie czekoladę, w efekcie pachnie jak jakiś deser absolutny - jeśli mógłbym coś zmienić, to jedynie przesunąłbym trochę szalę na korzyść słodu, ale poza tym to genialny aromat.
9/10
Smak
Dość znacząco się zmienia - pierwsza rzuca się w oczy owsiana pełnia, poza tym już w ustach jest dużo bardziej wytrawnie, choć wanilia przemawia jeszcze głośniej niż w zapachu - po przełknięciu natomiast chmiel przypuszcza zmasowany atak i zalewa piwo bardzo wysoką goryczką, trochę ziołową, trochę jak w espresso; byłoby lepiej, jakby jednak pociągnąć do końca słodycz, co prawda dzięki temu nie jest mdłe, ale goryczka zbyt brutalnie ścina kompozycję słodyczy, która zaczyna się genialnie. Dość dobrze maskuje swoją moc.
8,5/10

Tekstura
Przyjemna gęstość, trochę za wysokie wysycenie (mimo że jest najwyżej średnie, no ale do smaku i gęstości pasowałoby bardzo małe).
3,5/5

7.5/10

Nie umywa się do Brunch Weasel, choć ma momenty wybitne, zwłaszcza w złożonym, deserowym, esencjonalnym aromacie. Świetne piwo, niekoniecznie jak na RISa, a już na pewno nie jak na swoją cenę. Moim zdaniem nie warto.

piątek, 16 października 2015

Mikkeller (De Proef): Big Worster

Dawno nie piłem żadnego barleywine - przez ostatni rok tylko dwa, w tym Hard Bride z AleBrowaru, które równie dobrze można by nazwać imperialnym IPA. To niedobrze, bo to jeden z trzech głównych kandydatów na mój pojedynczy ulubiony styl ever obok RISów i belgijskich ciemnych mocnych ale. Tym razem zobaczę, co w temacie ma do powiedzenia Mikkeller, który stworzył wyjątkowo mocną, amerykańską wersję na drożdżach szampańskich.

Informacje ogólne:
Piwo: Big Worster
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 16,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 25.11.2023 r.
Cena: 41,50 zł (55,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Ascetyczne nieco, ale bardzo ładne opakowanie, bardzo też eleganckie jak na Mikkellera dzięki stonowanym barwom, kształcie butelki i przyozdobieniu szyjki. Jak zwykle brak jakichś szerszych informacji o piwie.
8,5/10

Barwa
Jasnobursztynowe, przyjemnie zamglone; niestety jest też brzydki osad w postaci wyjątkowo sporych kawałków drożdży lub czegoś innego - szkoda, bo sam kolor jest piękny.
2,5/5

Piana
Solidna obfitość, średnia gęstość, kiepska trwałość - marna, choć jak na tę moc to nie jest źle.
2/5

Zapach
Dziwny nieco - jest niby chmiel, ale nietypowy, trawiasty, zielony, roślinny w dziwny sposób (tak dziwny, że przypomniał mi... kapustę pekińską) z cytrusami, a konkretnie pomarańczami dopiero na drugim planie. Trochę bardzo mącznej słodowości, słodycz jakby anyżowa, w ogóle trochę zmierza w stronę klimatów belgijskich złotych mocnych ale. Trochę alkoholu, w sumie to tylko dobry aromat, mimo że bardzo złożony.
7/10

Smak
Nadrabia nieśmiałość zapachu - pierwszy łyk to typowa dla barleywine, słodowa bomba, do której dołącza się alkohol (szczęśliwie raczej szlachetny) i owocowy chmiel; te trzy pierwiastki, w dodatku słód i chmiel mocno skondensowane, esencjonalne, dają piwo bardzo ciężkie, acz w przyjemny sposób. Dalej ta anyżkowa słodycz. Bardzo fajne, smaczne, ale trochę mało wrażeń wyciąga z tak ogromnego ekstraktu, finisz zda się wręcz ubogi jak na taką moc - "tylko" bardzo dobre piwo.
8/10

Tekstura
Gęstość pasuje, natomiast wysycenie pasowałoby nieco niższe, acz i tak jest dobre.
4/5

6.5/10

Mocny zawód jak na te pieniądze, bardzo mocny. Ale to niekoniecznie wina wykonania; możliwe, że koncepcji. Piwa powyżej pewnej granicy, powiedzmy 15% alkoholu, jeśli nie są czarne jak smoła, wydają mi się bardzo ryzykowne, alkohol może się za bardzo rozpanoszyć. 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanrosehip

No to kończę serię lambików (sensu largo) Mikkellera. Na sam koniec kwach z owocami dzikiej róży.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanrosehip
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik z owocami dzikiej róży
Dodatki: dzika róża
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 20.05.2023 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Takie jak wszystkie z serii z innym owocem, czas mi się pożegnać z tym motywem.
8/10


Barwa
Głęboki bursztyn, a nawet pomarańcz, maksymalna mętność daje bardzo ciekawy efekt, bardzo ładne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo dobra - idealnie obfita, bardzo gęsta, długo, choć nie do końca się utrzymuje.
4/5
 
Zapach
Znakomite połączenie szlachetnych nut lambika z bardzo wyraźnym aromatem kwiatowo-owocowym dzikiej róży, ostre aromaty wiejskie i kwaśne dopełniane są i balansowane słodkim i delikatnym wkładem owoców - aromat i piękny, i intrygujący, i intensywny, choć z czasem trochę się rozrzedził.
8,5/10
 
Smak
Tu oczywiście żarty się kończą, ale atakuje właściwie nie tyle kwaśnością, co bardzo intensywną, bardzo szorstką, suchą cierpkością; w połączeniu z charakterystycznymi, dębowymi akcentami lambika daje to efekt bardzo winny. Ciekawe, ale zamiana kwaśności na cierpkość nie wychodzi tu na dobre, piwo jest trochę zbyt nieprzystępne, nie oferując w zamian jakichś niebywałych doznań smakowych, nie jest złe, ale ledwo na plus.
5,5/10
 
Tekstura
Jak na lambika przystało, bardzo wysokie wysycenie, o stopień za wysokie.
4/5

6.0/10

Zdecydowanie najsłabsze piwo z serii, coś tu kompletnie nie wyszło w smaku - pozostało przy charakterystycznej dla całej serii szlachetności i złożoności, ale dostało cios niezbyt przyjemną cierpkością, choć w zapachu wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Ostatecznie dość skandaliczne przy takiej cenie. Nic to, ranking Spontanów, które piłem, przedstawiałby się tak (darujmy sobie duńskie nazwy): 1. Malina 2. Agrest 3. Rokitnik 4. Mandarynka 5. Dziki bez 6. Dzika róża. I z tego wszystkiego przy tak wysokich cenach za godnego polecenia uważam tylko kwacha malinowego. Dużo więcej się spodziewałem po tej serii, choć w większości były to świetne piwa.

piątek, 7 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanframboos

Przedostatni Spontan będzie tym jedynym, co do którego mam jakieś porównanie z dotychczasowych doświadczeń. Lambik z malinami, czyli framboise, to bowiem po krieku i gueuze najpopularniejsze wydanie lambika i parę się już takich wypiło. Może chociaż tutaj w zapachu i smaku dodatek będzie wyczuwalny, nie tak jak w poprzednich piwach z tej serii. Jak nie tu, to nigdzie.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanframboos
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: framboise
Dodatki: maliny
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 17.04.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Kontynuacja serii.
8/10
 

 
Barwa
Czerwono-brunatne, bardzo mętne, przypomina mus truskawkowy, bardzo ładne.
4/5

Piana
Bardzo dobra, obfita, bardzo gęsta, leciutko zaróżowiona, dość długo się utrzymuje.
4/5

Zapach
Piękne zderzenie typowej, derkowej, cierpkiej wiejskości lambika z subtelnymi malinami, które dają odczucie ciastka z marmoladą oraz z waniliowo-opiekanym charakterem dębowych beczek: aromat naprawdę wybitny, o rzadko spotykanej złożoności, zbalansowany, cudownie zachęcający.
9,5/10

Smak
Zachowuje wszystkie elementy zapachu i dodaje od siebie wysoką, trochę bardziej owocową niż brettową kwaśność, która trochę wykręca kubki smakowe w pozytywny sposób - piwo wyśmienite i bardzo ciekawe.
9/10

Tekstura
Idealne wysycenie, wysokie, ale tym razem ani trochę nie za wysokie.
5/5

8.5/10

No i się doczekałem - w końcu jakieś piwo z tej serii warte swojej potężnej ceny i wreszcie jakieś, w którym obecność dodatków owocowych jest niezaprzeczalnie wyczuwalna. Top 3 lambików, jakie w życiu piłem. Przy okazji można dojść do wniosku, że jako dodatek do lambików nadają się głównie czerwone lub ciemne, wyraziste owoce, a nie jakieś rokitniki i kwiaty dzikiego bzu, bo te ostatnie po prostu przepadają w tłumie intensywnych smaków i aromatów.

sobota, 1 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanseabuckthorn

Choć wiem już, że kupienie w ciemno sześciu bardzo drogich lambików Mikkellera z tej samej serii nie było za dobrym posunięciem - nie tylko są trochę za mało satysfakcjonujące jak na swoją cenę, ale i za mało się od siebie różnią - jadę dalej, co zrobić. Dzisiaj w menu rokitnik, owoc, który przynajmniej w naszym kraju ma dużo większe powodzenie w branży leczniczo-kosmetycznej niż spożywczej. 

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanseabuckthorn
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik rokitnikowy
Dodatki: rokitnik
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 09.07.2023 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak widać, kolejna odsłona powtarzanego przez całą serię schematu.
8/10

 
Barwa
Bursztynowe, właściwie to ciemnozłote, ale przez potężne zmętnienie bursztyn; najciemniejsze z serii; wcale ładne.
4/5

Piana
Umiarkowanie obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło, dość długo się trzyma.
3,5/5

Zapach
Dominuje lambikowa, wiejska, końska kwaśność und cierpkość, acz nie jest bardzo ostra, bo zbalansowana wyraźnie owocową słodyczą, do tego trochę słodkiego dębu. Skutek to aromat jednocześnie bezkompromisowy, złożony i przyjemny, znakomity.
9/10

Smak
Bardzo wysoki, może nie ekstremalny (na granicy), ale bardzo wysoki poziom kwasu - do kwaśności typowo brettowej dołącza jeszcze owocowa, być może dzięki temu jest to kwaśność wybitnie przyjemna - poza tym bardzo mocno uaktywniają się beczki, trochę karmelu, coś przypalonego - świetne, do granic wyraziste piwo, może mimo wszystko kwaśność mogłaby mieć lepsze pokrycie.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

8.0/10

Rokitnik wypadł podobnie świetnie jak agrest i mandarynka, trochę za pierwszym, trochę przed drugą. Tutaj poziom kwaśności był też najwyższy ze wszystkich dotychczasowych lambików z tej serii, ogólnie jedno z najkwaśniejszych piw, jakie piłem. Wciąż jednak - trochę za mało jak na taką cenę.

czwartek, 9 lipca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanmandarin

Spontan z Mikkellera numer trzy, tym razem w roli głównej mandarynka. A raczej zapewne tak naprawdę daleko w tle, przynajmniej w poprzednich piwach z tej serii dodatek był trudny do wychwycenia. Chociaż agrest i dziki bez można jeszcze przegapić, mandarynka, jeśli będzie odpowiednio intensywna, to nie powinna wtopić się w inne aromaty.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanmandarin
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik mandarynkowy
Dodatki: mandarynki
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No kolejna z serii etykieta adekwatna do zawartości.
8/10


 
Barwa
Jasnobursztynowy kolor, duża klarowność, a co najlepsze - burza ulatującego szybko gazu, świetnie to wygląda.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, bardzo trwała, ładnie oblepia szkło i utrzymuje się niemal do samego końca.
4,5/5

Zapach
Klasyka ostrego, lambikowego aromatu - duże ilości końskiej derki i innych wiejskich aromatów (tak intensywnych, że przechodzą w nuty pikantne) oraz wyczuwalna już w zapachu intensywna kwaśność i taka sucha cierpkość, dąb, ogólnie wkracza trochę w nuty winne - wspaniale wyostrzony zapach i niestety mandarynki nie wyczuwam, choć jest taka ogólnoowocowa rześkość.
8,5/10


Smak
Nie zawodzi - jest ekstremalne, kwaśność porządnie daje po kubkach smakowych, niewprawionemu podniebieniu mogłaby wręcz wyciskać łzy z oczu, jest też niebywale cierpkie, łączy w sobie cierpkość dziką oraz cierpkość skórki cytrusowej, jest też sporo dębowej beczki - mandarynkę z wysiłkiem udało mi się wyczuć dopiero na dalekim finiszu, ale świetne jest to piwo, cudownie bezkompromisowe, może minimalnie za proste.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10

Lepiej od dzikiego bzu, gorzej od agrestu. Ze wszystkich trzech tutaj było najkwaśniej, ale kwas miał przyjemniejszy charakter w agreście. Dodatek znowu niestety na granicy wyczuwalności. Zostały mi jeszcze trzy Spontany i jestem już niestety prawie pewien, że więcej ich nie kupię - świetne piwa, ale po pierwsze trochę za mało jak na tę kasę, a po drugie za mało się od siebie różnią.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Weak Brunch Weasel

Kolejne piwo z serii Beer Geek... a właściwie nie do końca, bo Beer Weak. Piwo jest lżejszą (dużo lżejszą) wersją najsmaczniejszego piwa, jakie piłem w całym życiu, czyli Beer Geek Brunch Weasel. Ta sama kawa (kopi luwak) i pewnie te same proporcje, tylko dużo więcej... wody. Nie spodziewam się cudów niewidów, bo BGBW bazowało w równym stopniu na kompozycji, co na intensywności, ale i tak powinno być co najmniej bardzo dobrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Weak Brunch Weasel
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout owsiany
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 08.04.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na starszym bracie, tylko trochę kolorystyka inna, mniej przekonująca.
8/10
 

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, choć u podstawy coś tam błyska na ciemnobrązowo.
4,5/5

Piana
Piana wpędziła mnie w skonfundowanie - przy pierwszym nalaniu (z którym na pewno wszystko było w porządku), podobnie jak w oryginale, prawie się nie utworzyła, najwyżej jakaś minimalna i prawie od razu zniknęła do zera, natomiast po dolaniu niewielkiej końcówki stworzyła się ładna, bardzo gęsta, nawet dość wysoka piana; cóż, wystawię średnią.
2/5

Zapach
Bardzo ładny aromat szlachetnej kawy, połączonej z ciemnym, mocno czekoladowym słodem oraz nutami lawendowymi; świetny mariaż czekoladowej słodyczy z wytrawnym, ziemistym charakterem znakomitej kawy, może trochę za mało intensywny.
8/10

Smak
Smak powoduje, że od razu chcemy krzyknąć "kawa, wspaniała kawa!", ale po zastanowieniu się bardziej przypomina mi to czekoladkę o smaku kawowym, takie kawowe Merci; świetne, istne piwo śniadaniowe, jednocześnie słodycz jest mocno równoważona goryczką pochodzącą zapewne od chmielu, ale przybierającą właśnie taką kawową maskę, jakby goryczka espresso; jest dużo gorsze od imperialnej wersji, brakuje tej powalającej intensywności i gęstości smaku, ale też jest to świetne doświadczenie i też intensywne.
8,5/10

Tekstura
Nie jest za dobra, przeholowane wysycenie nie przystaje do smaku, no ale tragedii nie ma.
2/5

7.0/10

Jak łatwo było przewidzieć, nie umywa się do oryginalnej wersji i jak równie łatwo było przewidzieć jest to bardzo dobre piwo, choć piłem duuużo lepszych stoutów na mniej więcej takim poziomie alkoholu.

środa, 24 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontangooseberry

Kolejne pchnięcie do przodu serii lambików Mikkellera, których zrobiłem sobie mały zapas. Pierwszy mnie trochę rozczarował (bo to drogie skurczybyki były), ale mam nadzieję, że to przez dodatek, jaki był tam użyty, kwiat dzikiego bzu. Okazał się mało wyrazisty i z piwa wyszło w sumie trochę zwykłe gueuze. Dzisiaj czas na agrest i powinno być dużo ciekawiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontangooseberry
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik agrestowy
Dodatki: agrest
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 45,50 zł (60,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No etykieta to to samo co na wszystkich piwach z serii, tylko z tematycznym owocem i kolorem. Przy okazji dowiedziałem się, że agrest to po angielsku "gęsia jagoda".
8/10   
 
Barwa
Jasnobursztynowe lub ciemnozłote, ładnie snujące się bąbelki gazu, przyjemne.
3,5/5

Piana
Zadziwiająca jak na lambika - bardzo obfita, bardzo gęsta, redukuje się wolno, pięknie oblepiając ścianki, w końcu jednak zostaje pierścień i resztki na środku.
4/5

Zapach
Bardzo intensywna, ostra dzikość, dominuje końska derka i ogólna wiejskość, tak ostra, że aż jakby pieprzna; do tego wyczuwalna już tutaj kwaśność i cierpkość, ale i lekka, słodka kontra, być może pochodząca od agrestu, którego tutaj nie czuć - świetny, bezkompromisowy aromat, trochę może za mało złożony.
8,5/10


Smak
W smaku bardzo mocny i bardzo przyjemny atak kwaśnością, trochę mniej wiejską, dziką, a bardziej owocową, cytrynową niż w zapachu, naprawdę wyjątkowo przyjemne odczucie kwaśności, rzadko spotykane; do tego trochę drewna, ogólnie owocowa atmosfera, ale nie wyczuwam konkretnie agrestu - znakomity lambik, nie jest może piekielnie złożony, ale udało się uzyskać kwaśność o doskonałym charakterze.
9/10

Tekstura
Wysycenie bardzo dobrze współpracuje, jest spore, ale nieprzesadnie, może odrobinę za bardzo gryzie.
4,5/5

8.0/10

Co prawda wyczuwalność agrestu była taka sama jak wyczuwalność dzikiego bzu, praktycznie zerowa, ale agrest chyba zrobił swoje, bo piwo jest zdecydowanie lepsze niż Spontanelderflower. Tyle że jakby mi ktoś powiedział, że to zwykłe gueuze, to bym uwierzył. Wciąż jeszcze nie jestem usatysfakcjonowany za tę kasę, ale tu już bliżej satysfakcji niż w wersji z dzikim bzem. 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels

Czas wreszcie dokończyć rozrachunki z serią krieków Mikkellera. Pierwszego z nich wypiłem pod koniec sierpnia, drugiego niedługo potem, w listopadzie - trzeci poczekał na mnie aż do dziś. Ku przypomnieniu, pierwszy był wersją leżakowaną w nowych beczkach, drugi - w beczkach po Maladze i paradoksalnie pierwszego oceniłem trochę lepiej. Ostatnia wersja wylądowała w beczkach po winie z chardonnay, a więc winie białym (jakim dokładnie, nie wiadomo).

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: kriek (Chardonnay BA)
Dodatki: wiśnie
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 12.12.2021 r.
Cena: 66,50 zł (88,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na wcześniejszych z serii i takie samo sreberko jak na wersji leżakowanej w beczkach po Maladze, tylko adekwatnie do koloru wina zmieniła się kolorystyka z bordowo-czerwonej na biało-żółtą. Elegancja.
9/10

Barwa
Bardzo ciemne, prawie nieprzejrzysta, choć pod bardzo mocnym światłem coś błyska rubinowo u podstawy - prezentuje się dość majestatycznie, aczkolwiek prześwity mogłyby być wyraźniejsze.
4/5

Piana
Piana bardzo obfita jak na leżakowanego w beczce po winie lambika, o uroczej, różowej barwie, całkiem gęsta, trochę gorzej z trwałością, już po paru minutach mamy pierwsze dziury na tafli, ale do końca zachowuje spore ilości.
4/5

Zapach
Znakomity aromat, w którym cierpka winność, niekoniecznie przypominająca akurat chardonnay, ma bardzo duży udział, aczkolwiek nie dominujący, pozostawia dużo miejsca na wiejską kwaśność lambikowej końskiej derki oraz na słodko-kwaśne, wyraźne wiśnie - wspaniała kompozycja, niesamowicie szlachetna, może odrobinę za mało intensywna.
9/10

Smak
W smaku rewelacyjna, intensywna, owocowa (nie tylko wiśnie, również jeżyny) raczej niż dzika kwaśność w towarzystwie posmaków już wyraźnie pochodzących od wina białego, trochę dębu, lekka kontra słodyczy - trochę brakuje do ideału, nie obraziłbym się w sumie na większą kwaśność, ale jest to wybitne piwo.
9/10

Tekstura
Przydałoby się mocniejsze wysycenie, chociaż jest całkiem w porządku.
3/5

8.0/10

A jednak najsłabsze z całej serii - kriek w beczkach świeżych wygrał, co być może nie jest takie dziwne - wydaje mi się, że wino w obu przypadkach przykryło trochę genialną, owocową kwaśność z podstawowej wersji. I chyba tylko ona był na tyle dobra, że warta tej kosmicznej ceny, choć wszystkie trzy piwa były wybitne.

piątek, 10 kwietnia 2015

Mikkeller (BrewDog): I Beat yoU

Można powiedzieć, że czekam na tę degustację od prawie dwóch lat. Do dziś najlepszym imperialnym IPA, jakie piłem, a przynajmniej tym, które najlepiej wspominam, pozostaje bowiem I Hardcore You - blend piw BrewDoga i Mikkellera dochmielony jeszcze na zimno. BrewDog dał od siebie Hardcore IPA, które piłem i mnie nie zachwyciło, a Mikkeller - właśnie to piwo, które poznam dzisiaj. Nawiasem mówiąc, warzone jest w BrewDogu - co za połączenie gwiazd.

Informacje ogólne:  
Piwo: I Beat yoU
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja) - warzone przez duński browar kontraktowy
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog (Mikkeller)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 9,75%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: do 15.07.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Wyjątkowo solidnie jakościowo prezentuje się tu etykieta jak na Mikkellera, bo została naklejona w BrewDogu. Projekt graficzny natomiast nie powala, choć jest solidny. W składzie poza standardem znajdują się płatki owsiane. Pomysłowa nazwa - wielkie litery układają się w "IBU".
7,5/10
 
Barwa
Wspaniały, głęboki bursztyn, przechodzący wręcz w pomarańcz - byłoby idealnie, gdyby nie lekkie zmętnienie. 
4,5/5

Piana
Całkiem obfita, dość gęsta, umiarkowanie trwała, oblepia trochę szkło - dobra. 
3,5/5

Zapach
Ekstremalnie chmielowy - najbardziej przed szereg wysuwają się słodkie owoce tropikalne, ale nie dominują, jest też miejsce na ostrzejsze akcenty żywiczne oraz sporą ilość prostej, trochę szorstkiej, ziołowej chmielowości - bardzo ładny aromat, z czasem coraz bardziej zyskuje, choć nie staje się genialny. 
8,5/10

Smak
Jeszcze lepiej - zaczyna się od świetnego uderzenia słodowo-owocową słodyczą, w której owoce dużo ciekawiej prezentują się niż w zapachu, a następnie mamy bardzo stopniowe przejście w świat intensywnej, ale bardzo szlachetnej, ziołowej goryczki, która wprost majestatycznie rozciąga się powoli na genialnym finiszu; świetnie ukryty alkohol, choć jakiś tam jego akcent musi się pojawić - wspaniale zbalansowane IIPA, wyraziste jak przystało, ale w żaden sposób nie męczące, pijalność jak na taką moc jest bardzo niebezpieczna. 
9,5/10

Tekstura
Odrobinkę spuściłbym z wysycenia.
4,5/5

8.5/10

Fantastyczne IIPA, bez startu co prawda do I Hardcore You, ale wśród najlepszej 1/4 ze wszystkich, jakie piłem. Trochę przeciwieństwo 1000 IBU - jest dość łagodne jak na ten styl, bardzo wyważone i dzięki temu mocno pijalne jak na taką moc, co nie znaczy, że nie jest wyraziste.