Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flandria Wschodnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Flandria Wschodnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 listopada 2017

Omnipollo (De Proef): Leon

Ciągle czekam, aż jakieś piwo mocniej przekona mnie do Omnipollo. Dzisiaj łagodniejsze podejście, może skuteczniejsze dzięki temu - zamiast RISów z aromatami czy przebojowych IPA, rzadko warzony styl Belgian Pale Ale, podrasowany trochę chmielem.

Informacje ogólne:
Piwo: Leon
Kraj: Belgia (warzone przez szwedzki browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Omnipollo)
Styl: nowofalowe belgijskie pale ale
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Czasem Omnipollo trafi w punkt - tu trafiło. Piękna malowana butelka.
9/10 


 
Barwa
Ciemne mętne złoto wpadające w pomarańcz.
4/5

Piana
Bliska ideału.
4,5/5

Zapach
Wspaniały, intensywny, rześki aromat na pograniczy Belgii i Nowej Anglii - dominuje jednak ta druga w postaci zapachu świeżej pulpy z mango polanej sokiem z marakui, jednak nie ma to typowego charakteru nowofalowego chmielu, lecz właśnie wpada w nuty belgijskich drożdży, bardziej estrowe i fenolowe. Zakończone to wszystko przyjemnym, chlebowym podłożem słodowym. Majstersztyk.
9/10
 

Smak
Tutaj już przybiera obliczę dużo bardziej tradycyjnego belgijskiego pale ale - jasne, dość lekkie, ale nie za lekkie piwo, oparte w równej mierze na mocno uwypuklonej słodowości, co na nie za ekspansywnych, przyprawowych nutach belgijskich drożdży. Jest bardzo fajne, intensywne, zdecydowane, ale odrobinę alkoholowe. Tylko bardzo dobre.
7/10

Tekstura
Za dużo gazu nawet jak na standardy belgijskie.
3,5/5

7.0/10

Trzeci raz na pięć blogowych podejść mam problem z alkoholem w piwie Omnipollo. Well. Wciąż to jednak interesujący reprezentant nie za często podejmowanego przez rewolucję stylu.

piątek, 6 października 2017

To Øl (De Proef): Lemongrass Gose

To Øl swojego czasu pojawiał się u mnie na blogu często. Zapamiętałem Duńczyków jako przebojowych twórców kwasów i wybitnych interpretatorów belgijskich piw. Od ponad dwóch lat jednak jakoś nie było mi z nimi po drodze. Dziś odświeżam, by dodać sobie do dorobku jeszcze jedno gose, by dodać przepiękna puszkę i by dodać, miejmy nadzieję, bardzo dobre piwo. Gose z trawą cytrynową - brzmi sensownie. 

Informacje ogólne:
Piwo: Lemongrass Gose
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (To Øl)
Styl: gose
Alkohol: 4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka:
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Póki co najładniejsza puszka, jaką trzymałem w rękach.
9,5/10 

 


Barwa
Jasnozłote, wręcz cytrynowe, lekko zmętnione, z ładnie pracującym gazem.
4/5

Piana
Bardzo obfita, średnio gęsta, bardzo trwała.
4/5

Zapach
Intensywny, rześki i dość agresywny - może to złudzenie, ale wydaje mi się, że już w zapachu wyczuwam sól, a już na pewno kwaskowatość. Dominuje jednak właśnie cytrynowość od trawy cytrynowej, skrajnie rześka i soczysta, przechodząca w nuty ostrzejsze, nawet lekko pieprzne. Świetny.
8/10

Smak
Okazuje się tylko delikatnie kwaskowe i ledwo słone, bardzo cytrynowe, lekkie, rześkie i łagodne, wciąż jest obecna ta nuta pieprzna. Smaczne i fajnie orzeźwiające, choć nie da się ukryć że i trochę proste. Trochę większa kwaśność lub słoność mogłyby je wznieść na ciekawszy poziom.
7/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
3,5/5

7.0/10

Więcej bym oczekiwał po tym browarze. Lemongrass Gose to piwo dobre, bez ani jednej wady, ale brakuje mu jakiejś większej zalety, pieprznięcia, ostrości. Więcej tego kwasu, więcej soli i byłoby super. Ale i tak niczego sobie.

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Viven (De Proef): Viven Porter

Powoli moje żniwa z podróży do Belgii się kończą; zostało mi tylko po jednym piwie z obu browarów, które odwiedziłem. Mam jednak jeszcze trzy egzemplarze z browarów, których nie odwiedziłem, po które sięgnąłem niemal na chybił trafił w sklepie. Niemal, bo starałem się zerkać na style - i tak dzisiejsze piwo jest wyrazem chęci sprawdzenia, jak małe belgijskie browary radzą sobie z porterami. Okazało się, że trafiłem na kontraktowca z szesnastoletnią historią (paradne, co?), który ma siedzibę tuż pod przenajświętszą Brugią, ale warzy w jakże znanym De Proefbrouwerij. Inicjatywa jest dzieckiem Willy'ego De Lobela, który w 1999 roku znalazł w tej przystani dla niejednego kontraktowca możliwość stosowania swoich receptur na większą skalę. Przez pierwsze dziesięć lat Viven warzyło tylko dwa elementarne flamandzkie piwa, blonda i "browna", czyli słabego dubbla. W międzyczasie, w 2003, schedę przejął Tony Traen, syn sprzedawcy alkoholi. Od 2009 kontraktowiec poszedł w niebelgijskie style i jednym z nich jest ten porter, który w dodatku, ku mojej radości, okazał się porterem wędzonym.

Informacje ogólne:
Piwo: Viven Porter
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Brouwerij van Viven)
Styl: porter wędzony
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 12.01.2017 r.
Cena: 2 euro (3,03 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Nic specjalnego, ale bardzo ładne, przełamana elegancja, subtelna kolorystyka, goły kapsel.
8/10


 
Barwa
Czarne. Jaśniej proszę, to porter.
4/5

Piana
Świetna; wysoka, puszysta, gęsta i bardzo, choć nie idealnie trwała.
4,5/5
 
Zapach
Doprawdy wybitne połączenie wędzonki (1/3) i porteru (2/3); ta pierwsza jest zdecydowanie drzewna, odrobinę szynkowa, odrobinę ogniskowa, szlachetna. Strona porterowa z kolei kursuje w stronę melanoidyn - pralina orzechowa, biszkopt polany karmelem, nuty kawy zbożowej, świeżo zmielonego ziarna, czekolady, tort czekoladowo-orzechowy; piękna sprawa, świetne połączenie, jakby zwiększyć udział wędzonki, to byłyby fajerwerki.
8,5/10
Smak
Tu jeszcze bardziej się nasila ta taka ujmująca łagodność porteru połączona z pełnią smaku; właściwie przemyca wszystko, co było w zapachu, ze szczególnym nasileniem akcentów czekoladowych, zbożowych, tortowych oraz z dodatkiem niezbyt silnej suszonej śliwki; wędzonka jeszcze trochę maleje w stosunku do zapachu, ale dalej wyraźna. Na finiszu natomiast wraca jako najmocniejsza ze wszystkich etapów. Na koniec idealnie zaznaczona goryczka dla balansu. Znowu - trochę mocniejsza wędzonka mogłaby dać piwo naprawdę wielkie, ale i tak jest znakomite.
9/10
 
Tekstura
Cudownie aksamitne jest to piwo, jak na mój gust tylko odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

8.0/10

Piękny porter, piękny. Przypomniał mi tak trochę genialny Smoked Porter z Alaskan Brewing, a to wielki komplement. Tylko trochę więcej wędzonki, no! Jest taka na progu, już, już prawie idealna, ale jednak brakuje tego kawałka. Póki co najlepsze, co w tej Belgii ustrzeliłem. I w niesamowicie przystępnej cenie jak na ten bardzo drogi kraj.

piątek, 16 października 2015

Mikkeller (De Proef): Big Worster

Dawno nie piłem żadnego barleywine - przez ostatni rok tylko dwa, w tym Hard Bride z AleBrowaru, które równie dobrze można by nazwać imperialnym IPA. To niedobrze, bo to jeden z trzech głównych kandydatów na mój pojedynczy ulubiony styl ever obok RISów i belgijskich ciemnych mocnych ale. Tym razem zobaczę, co w temacie ma do powiedzenia Mikkeller, który stworzył wyjątkowo mocną, amerykańską wersję na drożdżach szampańskich.

Informacje ogólne:
Piwo: Big Worster
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 16,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 25.11.2023 r.
Cena: 41,50 zł (55,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Ascetyczne nieco, ale bardzo ładne opakowanie, bardzo też eleganckie jak na Mikkellera dzięki stonowanym barwom, kształcie butelki i przyozdobieniu szyjki. Jak zwykle brak jakichś szerszych informacji o piwie.
8,5/10

Barwa
Jasnobursztynowe, przyjemnie zamglone; niestety jest też brzydki osad w postaci wyjątkowo sporych kawałków drożdży lub czegoś innego - szkoda, bo sam kolor jest piękny.
2,5/5

Piana
Solidna obfitość, średnia gęstość, kiepska trwałość - marna, choć jak na tę moc to nie jest źle.
2/5

Zapach
Dziwny nieco - jest niby chmiel, ale nietypowy, trawiasty, zielony, roślinny w dziwny sposób (tak dziwny, że przypomniał mi... kapustę pekińską) z cytrusami, a konkretnie pomarańczami dopiero na drugim planie. Trochę bardzo mącznej słodowości, słodycz jakby anyżowa, w ogóle trochę zmierza w stronę klimatów belgijskich złotych mocnych ale. Trochę alkoholu, w sumie to tylko dobry aromat, mimo że bardzo złożony.
7/10

Smak
Nadrabia nieśmiałość zapachu - pierwszy łyk to typowa dla barleywine, słodowa bomba, do której dołącza się alkohol (szczęśliwie raczej szlachetny) i owocowy chmiel; te trzy pierwiastki, w dodatku słód i chmiel mocno skondensowane, esencjonalne, dają piwo bardzo ciężkie, acz w przyjemny sposób. Dalej ta anyżkowa słodycz. Bardzo fajne, smaczne, ale trochę mało wrażeń wyciąga z tak ogromnego ekstraktu, finisz zda się wręcz ubogi jak na taką moc - "tylko" bardzo dobre piwo.
8/10

Tekstura
Gęstość pasuje, natomiast wysycenie pasowałoby nieco niższe, acz i tak jest dobre.
4/5

6.5/10

Mocny zawód jak na te pieniądze, bardzo mocny. Ale to niekoniecznie wina wykonania; możliwe, że koncepcji. Piwa powyżej pewnej granicy, powiedzmy 15% alkoholu, jeśli nie są czarne jak smoła, wydają mi się bardzo ryzykowne, alkohol może się za bardzo rozpanoszyć. 

środa, 23 września 2015

Van Steenberge: Piraat

Czas w końcu dać szansę browarowi van Steenberge na innym polu niż kolejne wersje Gulden Draaka. Piłem już Piraata dawno, dawno temu, ale niewiele z niego zapamiętałem, poza tym, że nie dorastał do GD, ale i był świetnym piwem. Zobaczymy, jakie wrażenie na mnie wywrze teraz. Piwo dorównuje Złotemu Smokowi mocą i jest jednym z wymienianych przez BJCP klasyków stylu Belgian Golden Strong Ale, choć jest jego wyjątkowo mocnym reprezentantem.

Informacje ogólne:
Piwo: Piraat
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Ertvelde
Browar: Brouwerij van Steenberge
Styl: belgijskie złote mocne ale
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 05.08.2016 r.
Cena: 10,90 zł (16,52 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Sympatyczna jak zawsze buteleczka, ładna etykieta i podobnie jak na Gulden Draaku genialny kapsel, tutaj ze złotym okrętem. Bardzo zachęcająco.
8,5/10

 
Barwa
Ciemne złoto, lekkie zmętnienie i ładnie pracujący gaz - zmętnienie mogłoby być mocniejsze albo zniknąć, poza tym pięknie.
4/5
 
Piana
Wybitnie obfita, dużo gorzej zaś z gęstością, na górze wręcz trochę dziurawa, szybko na tafli pojawiają się dziury, ale spora część utrzymuje się do samego końca.
3/5
 
Zapach
Słodki, na pierwszym planie przyjemna, lekko estrowa, a lekko zbożowa podkładka słodowa, trochę dalej fenole belgijskich drożdży; hitem są nuty owocowe, rodzynki, jabłka kandyzowane i inne; lekka nuta alkoholowa pojawia się dopiero przy skupieniu zapachu.
8/10
Smak
Tu dla odmiany już jest bardzo alkoholowe; może nie są to jakieś ordynarne nuty rozpuszczalnikowe, ale jednak trochę ten alkohol jest przesadzony; poza tym trochę wszystkiego, słodycz słodu, przyprawowe akcenty drożdży, a także pojawia się tu chmiel, bardziej w ziołowym aromacie niż w goryczce; najfajniej na finiszu, gdy alkohol odpuszcza i możemy w pełni docenić ten tercet. Byłoby to wyśmienite piwo, gdyby opanować ten alkohol, a tak jest tylko dobre.
7/10

Tekstura
Klasycznie dla stylu wysokie wysycenie, tu jednak trochę przesadzone.
3,5/5

6.5/10

No zawód trochę. Wszystkie trzy wersje Gulden Draaka dużo lepsze, z Piraatem warto było sobie poobcować za Lidlową cenę niecałych 4 zł, ale nie za niecałe 11. Dodam, że piwo poleżało u mnie blisko pół roku, więc tym bardziej ten alkohol nie powinien tak szaleć. Dobre, dobre, ale w Belgii gra gdzieś w czwartej lidze.

środa, 16 września 2015

Van Steenberge: Gulden Draak The Brewmaster's Edition

Gulden Draak to piwo-bohater mojego wczesnego okresu zainteresowania piwem, a i do dziś pozostaje jednym z chyba kilkunastu najlepszych, jakie piłem. Nie mogłem więc nie sięgnąć po edycję leżakowaną w beczkach po whiskey (nie znalazłem informacji, jaka to whiskey konkretnie), gdy zobaczyłem tę samotną butelkę na półce. Piwo powstało w lutym 2014 roku, piję je więc już dość leciwe.

Informacje ogólne:
Piwo: Gulden Draak The Brewmaster's Edition
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Ertvelde
Browar: Brouwerij van Steenberge
Styl: quadrupel (whiskey BA)
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: z lutego 2014 r.
Cena: 45,15 zł (30,10 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Mimo korka nie wygląda aż tak rewelacyjnie jak "etykieta" standardowego Gulden Draaka, ale i tak robi potężne wrażenie.
9,5/10


 
Barwa
Genialna, brunatno-miedziana, pełna rozmaitych refleksów, a do tego burza ulatującego gazu - cudo.
5/5

Piana
Wybitnie obfita, dużo gorzej z gęstością, jest wprost dziurawa na wierzchu, acz pod spodem już gęsta i bardzo długo się utrzymuje.
4,5/5

Zapach
Genialny - mnóstwo wanilii, karmelu, również sporo nut przypiekanych, biszkoptowych, czekoladowych, winnych, rodzynkowych. Można natomiast mieć pewne zastrzeżenia do intensywności.
9/10

Smak
Tu już o niedostatku intensywności nie może być mowy, natomiast paradoksalnie jest trochę gorzej niż w zapachu - część tych pięknych aromatów zostaje bowiem nieco zanadto stłamszona alkoholem, aczkolwiek dalej jest czarująco, z pięknym, chlebowym finiszem. Nieprzesadnie co prawda czuć tę beczkę i whisky (ale czuć!), najmocniej samą beczkę w wanilii, ale walory samego belgijskiego ale wystarczają, by zrobić piwo pyszne.
8,5/10

Tekstura
Nie mam zastrzeżeń, stonowane wysycenie idealnie komponuje się ze smakiem.
5/5

8.0/10

Wspaniałe piwo, choć nie tak dobre jak zwykły Gulden Draak. Zawiedzie się ten, kto szuka tu nut beczki po whiskey - są obecne, ale w ilościach symbolicznych. Nie zawiedzie się natomiast ktoś, kto liczy po prostu na wyśmienite BDSA.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanrosehip

No to kończę serię lambików (sensu largo) Mikkellera. Na sam koniec kwach z owocami dzikiej róży.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanrosehip
Kraj: Belgia (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik z owocami dzikiej róży
Dodatki: dzika róża
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 20.05.2023 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Takie jak wszystkie z serii z innym owocem, czas mi się pożegnać z tym motywem.
8/10


Barwa
Głęboki bursztyn, a nawet pomarańcz, maksymalna mętność daje bardzo ciekawy efekt, bardzo ładne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo dobra - idealnie obfita, bardzo gęsta, długo, choć nie do końca się utrzymuje.
4/5
 
Zapach
Znakomite połączenie szlachetnych nut lambika z bardzo wyraźnym aromatem kwiatowo-owocowym dzikiej róży, ostre aromaty wiejskie i kwaśne dopełniane są i balansowane słodkim i delikatnym wkładem owoców - aromat i piękny, i intrygujący, i intensywny, choć z czasem trochę się rozrzedził.
8,5/10
 
Smak
Tu oczywiście żarty się kończą, ale atakuje właściwie nie tyle kwaśnością, co bardzo intensywną, bardzo szorstką, suchą cierpkością; w połączeniu z charakterystycznymi, dębowymi akcentami lambika daje to efekt bardzo winny. Ciekawe, ale zamiana kwaśności na cierpkość nie wychodzi tu na dobre, piwo jest trochę zbyt nieprzystępne, nie oferując w zamian jakichś niebywałych doznań smakowych, nie jest złe, ale ledwo na plus.
5,5/10
 
Tekstura
Jak na lambika przystało, bardzo wysokie wysycenie, o stopień za wysokie.
4/5

6.0/10

Zdecydowanie najsłabsze piwo z serii, coś tu kompletnie nie wyszło w smaku - pozostało przy charakterystycznej dla całej serii szlachetności i złożoności, ale dostało cios niezbyt przyjemną cierpkością, choć w zapachu wydawało się, że wszystko będzie dobrze. Ostatecznie dość skandaliczne przy takiej cenie. Nic to, ranking Spontanów, które piłem, przedstawiałby się tak (darujmy sobie duńskie nazwy): 1. Malina 2. Agrest 3. Rokitnik 4. Mandarynka 5. Dziki bez 6. Dzika róża. I z tego wszystkiego przy tak wysokich cenach za godnego polecenia uważam tylko kwacha malinowego. Dużo więcej się spodziewałem po tej serii, choć w większości były to świetne piwa.

piątek, 7 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanframboos

Przedostatni Spontan będzie tym jedynym, co do którego mam jakieś porównanie z dotychczasowych doświadczeń. Lambik z malinami, czyli framboise, to bowiem po krieku i gueuze najpopularniejsze wydanie lambika i parę się już takich wypiło. Może chociaż tutaj w zapachu i smaku dodatek będzie wyczuwalny, nie tak jak w poprzednich piwach z tej serii. Jak nie tu, to nigdzie.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanframboos
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: framboise
Dodatki: maliny
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 17.04.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Kontynuacja serii.
8/10
 

 
Barwa
Czerwono-brunatne, bardzo mętne, przypomina mus truskawkowy, bardzo ładne.
4/5

Piana
Bardzo dobra, obfita, bardzo gęsta, leciutko zaróżowiona, dość długo się utrzymuje.
4/5

Zapach
Piękne zderzenie typowej, derkowej, cierpkiej wiejskości lambika z subtelnymi malinami, które dają odczucie ciastka z marmoladą oraz z waniliowo-opiekanym charakterem dębowych beczek: aromat naprawdę wybitny, o rzadko spotykanej złożoności, zbalansowany, cudownie zachęcający.
9,5/10

Smak
Zachowuje wszystkie elementy zapachu i dodaje od siebie wysoką, trochę bardziej owocową niż brettową kwaśność, która trochę wykręca kubki smakowe w pozytywny sposób - piwo wyśmienite i bardzo ciekawe.
9/10

Tekstura
Idealne wysycenie, wysokie, ale tym razem ani trochę nie za wysokie.
5/5

8.5/10

No i się doczekałem - w końcu jakieś piwo z tej serii warte swojej potężnej ceny i wreszcie jakieś, w którym obecność dodatków owocowych jest niezaprzeczalnie wyczuwalna. Top 3 lambików, jakie w życiu piłem. Przy okazji można dojść do wniosku, że jako dodatek do lambików nadają się głównie czerwone lub ciemne, wyraziste owoce, a nie jakieś rokitniki i kwiaty dzikiego bzu, bo te ostatnie po prostu przepadają w tłumie intensywnych smaków i aromatów.

sobota, 1 sierpnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanseabuckthorn

Choć wiem już, że kupienie w ciemno sześciu bardzo drogich lambików Mikkellera z tej samej serii nie było za dobrym posunięciem - nie tylko są trochę za mało satysfakcjonujące jak na swoją cenę, ale i za mało się od siebie różnią - jadę dalej, co zrobić. Dzisiaj w menu rokitnik, owoc, który przynajmniej w naszym kraju ma dużo większe powodzenie w branży leczniczo-kosmetycznej niż spożywczej. 

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanseabuckthorn
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik rokitnikowy
Dodatki: rokitnik
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 09.07.2023 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak widać, kolejna odsłona powtarzanego przez całą serię schematu.
8/10

 
Barwa
Bursztynowe, właściwie to ciemnozłote, ale przez potężne zmętnienie bursztyn; najciemniejsze z serii; wcale ładne.
4/5

Piana
Umiarkowanie obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło, dość długo się trzyma.
3,5/5

Zapach
Dominuje lambikowa, wiejska, końska kwaśność und cierpkość, acz nie jest bardzo ostra, bo zbalansowana wyraźnie owocową słodyczą, do tego trochę słodkiego dębu. Skutek to aromat jednocześnie bezkompromisowy, złożony i przyjemny, znakomity.
9/10

Smak
Bardzo wysoki, może nie ekstremalny (na granicy), ale bardzo wysoki poziom kwasu - do kwaśności typowo brettowej dołącza jeszcze owocowa, być może dzięki temu jest to kwaśność wybitnie przyjemna - poza tym bardzo mocno uaktywniają się beczki, trochę karmelu, coś przypalonego - świetne, do granic wyraziste piwo, może mimo wszystko kwaśność mogłaby mieć lepsze pokrycie.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

8.0/10

Rokitnik wypadł podobnie świetnie jak agrest i mandarynka, trochę za pierwszym, trochę przed drugą. Tutaj poziom kwaśności był też najwyższy ze wszystkich dotychczasowych lambików z tej serii, ogólnie jedno z najkwaśniejszych piw, jakie piłem. Wciąż jednak - trochę za mało jak na taką cenę.

czwartek, 9 lipca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanmandarin

Spontan z Mikkellera numer trzy, tym razem w roli głównej mandarynka. A raczej zapewne tak naprawdę daleko w tle, przynajmniej w poprzednich piwach z tej serii dodatek był trudny do wychwycenia. Chociaż agrest i dziki bez można jeszcze przegapić, mandarynka, jeśli będzie odpowiednio intensywna, to nie powinna wtopić się w inne aromaty.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanmandarin
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik mandarynkowy
Dodatki: mandarynki
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No kolejna z serii etykieta adekwatna do zawartości.
8/10


 
Barwa
Jasnobursztynowy kolor, duża klarowność, a co najlepsze - burza ulatującego szybko gazu, świetnie to wygląda.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, bardzo trwała, ładnie oblepia szkło i utrzymuje się niemal do samego końca.
4,5/5

Zapach
Klasyka ostrego, lambikowego aromatu - duże ilości końskiej derki i innych wiejskich aromatów (tak intensywnych, że przechodzą w nuty pikantne) oraz wyczuwalna już w zapachu intensywna kwaśność i taka sucha cierpkość, dąb, ogólnie wkracza trochę w nuty winne - wspaniale wyostrzony zapach i niestety mandarynki nie wyczuwam, choć jest taka ogólnoowocowa rześkość.
8,5/10


Smak
Nie zawodzi - jest ekstremalne, kwaśność porządnie daje po kubkach smakowych, niewprawionemu podniebieniu mogłaby wręcz wyciskać łzy z oczu, jest też niebywale cierpkie, łączy w sobie cierpkość dziką oraz cierpkość skórki cytrusowej, jest też sporo dębowej beczki - mandarynkę z wysiłkiem udało mi się wyczuć dopiero na dalekim finiszu, ale świetne jest to piwo, cudownie bezkompromisowe, może minimalnie za proste.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10

Lepiej od dzikiego bzu, gorzej od agrestu. Ze wszystkich trzech tutaj było najkwaśniej, ale kwas miał przyjemniejszy charakter w agreście. Dodatek znowu niestety na granicy wyczuwalności. Zostały mi jeszcze trzy Spontany i jestem już niestety prawie pewien, że więcej ich nie kupię - świetne piwa, ale po pierwsze trochę za mało jak na tę kasę, a po drugie za mało się od siebie różnią.

środa, 24 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontangooseberry

Kolejne pchnięcie do przodu serii lambików Mikkellera, których zrobiłem sobie mały zapas. Pierwszy mnie trochę rozczarował (bo to drogie skurczybyki były), ale mam nadzieję, że to przez dodatek, jaki był tam użyty, kwiat dzikiego bzu. Okazał się mało wyrazisty i z piwa wyszło w sumie trochę zwykłe gueuze. Dzisiaj czas na agrest i powinno być dużo ciekawiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontangooseberry
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik agrestowy
Dodatki: agrest
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 45,50 zł (60,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No etykieta to to samo co na wszystkich piwach z serii, tylko z tematycznym owocem i kolorem. Przy okazji dowiedziałem się, że agrest to po angielsku "gęsia jagoda".
8/10   
 
Barwa
Jasnobursztynowe lub ciemnozłote, ładnie snujące się bąbelki gazu, przyjemne.
3,5/5

Piana
Zadziwiająca jak na lambika - bardzo obfita, bardzo gęsta, redukuje się wolno, pięknie oblepiając ścianki, w końcu jednak zostaje pierścień i resztki na środku.
4/5

Zapach
Bardzo intensywna, ostra dzikość, dominuje końska derka i ogólna wiejskość, tak ostra, że aż jakby pieprzna; do tego wyczuwalna już tutaj kwaśność i cierpkość, ale i lekka, słodka kontra, być może pochodząca od agrestu, którego tutaj nie czuć - świetny, bezkompromisowy aromat, trochę może za mało złożony.
8,5/10


Smak
W smaku bardzo mocny i bardzo przyjemny atak kwaśnością, trochę mniej wiejską, dziką, a bardziej owocową, cytrynową niż w zapachu, naprawdę wyjątkowo przyjemne odczucie kwaśności, rzadko spotykane; do tego trochę drewna, ogólnie owocowa atmosfera, ale nie wyczuwam konkretnie agrestu - znakomity lambik, nie jest może piekielnie złożony, ale udało się uzyskać kwaśność o doskonałym charakterze.
9/10

Tekstura
Wysycenie bardzo dobrze współpracuje, jest spore, ale nieprzesadnie, może odrobinę za bardzo gryzie.
4,5/5

8.0/10

Co prawda wyczuwalność agrestu była taka sama jak wyczuwalność dzikiego bzu, praktycznie zerowa, ale agrest chyba zrobił swoje, bo piwo jest zdecydowanie lepsze niż Spontanelderflower. Tyle że jakby mi ktoś powiedział, że to zwykłe gueuze, to bym uwierzył. Wciąż jeszcze nie jestem usatysfakcjonowany za tę kasę, ale tu już bliżej satysfakcji niż w wersji z dzikim bzem. 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels

Czas wreszcie dokończyć rozrachunki z serią krieków Mikkellera. Pierwszego z nich wypiłem pod koniec sierpnia, drugiego niedługo potem, w listopadzie - trzeci poczekał na mnie aż do dziś. Ku przypomnieniu, pierwszy był wersją leżakowaną w nowych beczkach, drugi - w beczkach po Maladze i paradoksalnie pierwszego oceniłem trochę lepiej. Ostatnia wersja wylądowała w beczkach po winie z chardonnay, a więc winie białym (jakim dokładnie, nie wiadomo).

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: kriek (Chardonnay BA)
Dodatki: wiśnie
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 12.12.2021 r.
Cena: 66,50 zł (88,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na wcześniejszych z serii i takie samo sreberko jak na wersji leżakowanej w beczkach po Maladze, tylko adekwatnie do koloru wina zmieniła się kolorystyka z bordowo-czerwonej na biało-żółtą. Elegancja.
9/10

Barwa
Bardzo ciemne, prawie nieprzejrzysta, choć pod bardzo mocnym światłem coś błyska rubinowo u podstawy - prezentuje się dość majestatycznie, aczkolwiek prześwity mogłyby być wyraźniejsze.
4/5

Piana
Piana bardzo obfita jak na leżakowanego w beczce po winie lambika, o uroczej, różowej barwie, całkiem gęsta, trochę gorzej z trwałością, już po paru minutach mamy pierwsze dziury na tafli, ale do końca zachowuje spore ilości.
4/5

Zapach
Znakomity aromat, w którym cierpka winność, niekoniecznie przypominająca akurat chardonnay, ma bardzo duży udział, aczkolwiek nie dominujący, pozostawia dużo miejsca na wiejską kwaśność lambikowej końskiej derki oraz na słodko-kwaśne, wyraźne wiśnie - wspaniała kompozycja, niesamowicie szlachetna, może odrobinę za mało intensywna.
9/10

Smak
W smaku rewelacyjna, intensywna, owocowa (nie tylko wiśnie, również jeżyny) raczej niż dzika kwaśność w towarzystwie posmaków już wyraźnie pochodzących od wina białego, trochę dębu, lekka kontra słodyczy - trochę brakuje do ideału, nie obraziłbym się w sumie na większą kwaśność, ale jest to wybitne piwo.
9/10

Tekstura
Przydałoby się mocniejsze wysycenie, chociaż jest całkiem w porządku.
3/5

8.0/10

A jednak najsłabsze z całej serii - kriek w beczkach świeżych wygrał, co być może nie jest takie dziwne - wydaje mi się, że wino w obu przypadkach przykryło trochę genialną, owocową kwaśność z podstawowej wersji. I chyba tylko ona był na tyle dobra, że warta tej kosmicznej ceny, choć wszystkie trzy piwa były wybitne.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanelderflower

Wreszcie biorę pod lupę pierwsze piwo z serii, po której bardzo dużo sobie obiecuję - serii całkiem mocnych, starzonych w dębowych beczkach lambików/kwachów Mikkellera na bazie przeróżnych owoców, kwiatów, a nawet warzyw. Duński browar już wielokrotnie udowodnił umiejętność tworzenia wybitnych dzikusów i ekscytuję się niezwykle - mimo bardzo wysokich cen kupiłem w ciemno sześć różnych, a jak spełnią moje oczekiwania, to kupię i więcej. Na początek lambik na bazie kwiatu dzikiego bzu.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanelderflower
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia   

Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik bzowy
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: z 2013 roku (data przydatności rozmazana)
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)


Opakowanie
Wszystkie etykiety w serii są mniej więcej takie same, różnią się tylko kolorystyką i tym, co niesie na nich postać. Dość prosty motyw, ale całkiem przekonujący, zwłaszcza w grupie. Rocznik 2013, goły kapsel.
8/10
  
 
Barwa
Złote, lekko zmętnione - kolor jest niezbyt ekscytujący, nadrabia za to bardzo obficie ulatującym gazem, tworzącym świetny słup bąbelków.
3/5

Piana
Przyzwoita - w miarę obfita, gęsta, umiarkowanie trwała. 
2,5/5

Zapach
Totalna dominacja kwaśnych nut bakterii kwasu mlekowego, końskiej derki, do tego trochę akcentów cytrynowych - daleko w tle kryje się słodki akcent, który faktycznie przypomina zapach bzu, mógłby być bardziej nachalny, ale ogólnie znakomity, bezkompromisowy zapach; z butelki wyłaniają się spore ilości dębu, niestety w szkle prawie nieobecne. 
8,5/10

Smak
Kwaśno, ale nie ekstremalnie - jest bardziej cierpko niż kwaśno, zwłaszcza na wczesnym finiszu, na który jakby ktoś wrzucił wywrotkę skórki cytrynowej - wrażenie bliskie ekstremalnego, ale zdecydowanie w przyjemny sposób; do tego jeszcze trochę słodkiej, owocowej kontry i mamy świetne piwo, choć nie genialne, trochę za proste na geniusz, no i bzu praktycznie brak, za to totalnie ukrywa alkohol, nie zdziwiłbym się, gdyby miało 5%. 
8,5/10

Tekstura
Wysokie, pasujące do lambika nagazowanie, ale odrobinę jednak za duże.
4,5/5

7.5/10

Mój entuzjazm został trochę ostudzony - to bardzo dobry lambik, ale no na pewno niewart takiej wysokiej ceny. Dodatek dzikiego bzu też z lekka homeopatyczny. Mam nadzieję, że jedno i drugie rozczarowanie wynikło właśnie z nieśmiałego charakteru dzikiego bzu i pozostałe lambiki z tej serii będą i lepsze, i bardziej ukierunkowane na owoce, które do nich dodano, bo inaczej to nie będą najlepiej wydane pieniądze w moim życiu.

wtorek, 31 marca 2015

Mikkeller (De Proef): Hues

Po dwóch wersjach RISa zwanego Blackiem czas na jeszcze jedno ekskluzywne piwo z Mikkellera, tym razem jednak zupełnie inne. Lekkie gueuze (z datą przydatności bardziej odległą od tych RISów, które miały prawie 20%), ale za to leżakowane w beczkach z dębu węgierskiego. I to w sumie tyle, co o nim wiadomo. Mikkeller zachwycił mnie już dwoma swoimi kriekami i jednym gueuze i bardzo ciągnie mnie do ich kwachów, więc mimo wysokiej ceny nie przepuściłem tego, a teraz mam spore wymagania.

Informacje ogólne:
Piwo: Hues
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia  
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: gueuze
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 27.03.2024
Cena: 34,50 zł (46 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Zupełnie nie w stylu Mikkellera, etykieta jest "nowocześnie elegancka", bardzo ładna, a szyjka obleczona jest w złotko w szampańskim stylu, pod którym oczywiście kryje się korek. Do tego jeszcze rocznik. Cudo.
9,5/10
 
 
Barwa
Balansuje na granicy złota i bursztynu, bardziej wchodząc w ten drugi, dość znacząco zmętnione, proste, ale w porządku. 
3/5

Piana
Zaskakująco dobra, dość obfita, gęsta i nie znika od razu, całkiem długo utrzymuje konkretne ilości, potem dopiero musimy ja pożegnać. 
3,5/5

Zapach
Najpierw uderzenie czystym, białym winem, a potem już raczej klasyczny kwach, na czele końska derka, dąb raczej w umiarkowanej, a nawet małej ilości, do tej dzikości dochodzą jeszcze leciutkie nuty kwiatowe i ziołowe oraz toffi, które trochę go łagodzą - piękny, wyrazisty, orzeźwiający, choć nie jakiś ekstremalny. 
8,5/10
Smak
W smaku już dużo bardziej agresywnie, bardzo kwaśne i cierpkie, przez trochę owocowy charakter w pewnym momencie bardzo przypomina sok z cytryny, wszystko w wiejskiej, lambikowej otoczce, aczkolwiek końska derka nie dominuje, dominuje lekko szorstka kwaśność, bardziej owocowa właśnie; wrażenia może nie są jak na styl ekstremalne, ale na pewno mocne, a mimo to pije się lekko i rześko - znakomite piwo, bezkompromisowe, ale na swój sposób subtelne. 
9/10

Tekstura
Doskonałe wysycenie - mocne, ale nie przesadzone, idealnie pasuje do smaku.
5/5

8.0/10 

Kolejny znakomity kwach od Mikkellera, chociaż Betelgeuze było odrobinę lepsze, jeśli o gueuze chodzi. Chociaż i wyraźnie droższe. Nie mogę się doczekać kolejnych lambików z tego browaru, a w kolejce czeka już siedem różnych i ciągle rośnie.

środa, 25 marca 2015

Mikkeller (De Proef): 黑 [Black] (Tequila and Speyside Whisky Barrel Aged)

Czy chcę, czy nie chcę, powracam do Blacka z Mikkellera, który tak bardzo mnie rozczarował niedawno. Recenzja tego piwa - Blacka leżakowanego w beczkach po tequili i whisky ze Speyside (najgęściej usianego destylarniami regionu produkcji szkockiej - szkoda, że nigdzie nie da się znaleźć informacji, z której dokładnie destylarni te beczki) - nie pojawiłaby się tu na pewno po tej pierwszej degustacji, ale tak się złożyło, że kupiłem to piwo długo przed nią, ba, nawet przed kupieniem pierwotnej wersji. Trunek oczywiście bardzo drogi i dość unikalny, więc skoro już kupiłem, to degustacja musi być (pierwotna wersja była zresztą rozczarowująca, ale jednak było to piwo zdecydowanie dobre). To zapewne Black z innej warki niż tamten, więc jednak mam też spore oczekiwania. Alkohol jeszcze wyższy niż tam i wyższy również niż w Tokyo* z BrewDoga, więc piwo to będzie trzecim najmocniejszym, jakie w dotychczasowym życiu wypiję. Leżało już jednak u mnie przez solidnie ponad pół roku w oczekiwaniu na swoją kolej, więc może się trochę chociaż ugładziło.

Informacje ogólne:
Piwo: 黑 [Black] (Tequila and Speyside Whisky Barrel Aged)
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia    
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: stout imperialny (tequila & whisky BA)
Alkohol: 18,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 06.06.2022
Cena: brak danych

Opakowanie
Chińskie słowo znaczące "czarny" zostało tu zapisane dużo mniejszą czcionką i zepchnięte do rogu - w przeciwległym rogu inne znaczki w czerwonym kolorze, zapewne mówiące, że to wersja leżakowana w beczkach po tym i tamtym. Skutkiem tego etykieta jest prawie całkiem czarna - wrażenie trochę słabsze niż na zwykłym Blacku, ale też bardzo dobre.
8,5/10

Barwa
O dziwo nie jest doskonale czarne - bez większego światła oczywiście tak, ale pod mocnym oświetleniem dostrzec można ewidentne, rubinowe i ciemnobrązowe prześwity - piękne, choć te prześwity mogłyby być śmielsze lub zupełnie zniknąć.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita jak na taką moc i beczki, nieszczególnie gęsta ani trwała (chociaż gruby pierścień utrzymał się prawie do końca), ale w kontekście bardzo imponująca, w dodatku ładnie oblepiła szkło.
4/5

Zapach
Beczki bardzo mocno dają się we znaki od samego początku - właściwie aromat jest połączeniem intensywnej, beczkowej wanilii i tak naturalnie pachnącej czekolady, że zacząłem sprawdzać, czy jej aby nie ma w składzie - doprawdy ciastko waniliowo-czekoladowe, odrobina orzechów, może gdzieś tam z tyłu nuty palone, z czasem wychodzi z ukrycia whisky; świetnie przykryty alkohol - piękny aromat. 
9,5/10

Smak
Niesamowita podróż - zaczyna się od tego, co było w zapachu, od raczej słodkiej kompozycji waniliowo-czekoladowej, natomiast od momentu przełknięcia bardzo intensyfikują się nuty palone, spalone wręcz, popiołowe, przechodzące powoli w niekoniecznie bardzo wysoką, ale bardzo wyrazistą, paloną goryczkę, która długo rozpościera się na finiszu. Pyszne, ekstremalnie intensywne i bardzo ciekawe; przy przełknięciu na chwilę pojawia się też duch jakiegoś mocniejszego alkoholu, jakiegoś destylatu. Poza tym, że odrobinę za ciężkie, to cudowna rzecz. 
9/10

Tekstura
Bardzo ciężko w ogóle zwrócić uwagę na teksturę przy takiej intensywności smaku, ale w końcu się udało - jest przyjemnie gęste i nieznacznie wysycone, co daje prawie ideał.
4,5/5

8.5/10

Ale miłe zaskoczenie. Absolutnie lepsze piwo od zwykłego Blacka - przynajmniej tego z tej warki, którą ja piłem. Pięknie skomponowane, a nie zdominowane przez agresywną goryczkę jak tam. Zasługa tego, że trzymałem je pół roku w domu? No chyba nie, taki czas by tak szybko sobie nie poradził z tak ogromną goryczką i takim alkoholem. Znakomity trunek, chociaż prawdę mówiąc mile zaskoczony jestem tylko dlatego, że zwykły Black był dużo słabszy - poza tym to jednak piłem niejednego lepszego RISa i za tę cenę (której nie pamiętam, ale na pewno była ogromniasta, skoro już pierwszy, nieleżakowany przecież w beczkach Black kosztował cztery dychy) nie jest to specjalnie dobry interes, można było za to pewnie kupić trzy inne RISy na co najmniej równie wysokim poziomie.

czwartek, 19 marca 2015

Mikkeller (De Proef): 黑 [Black]

Starcie z legendą. 黑 (Hēi) z Mikkellera, z oczywistych względów szerzej znane jako Black, to piwo-ikona europejskiego piwowarstwa rzemieślniczego oraz jeden z najbardziej rozpoznawalnych stoutów imperialnych na świecie, może również najbardziej rozpoznawalne piwo Mikkellera. Dwa RISy od tej duńskiej inicjatywy już za mną, a jeden pozostaje najlepszym piwem, jakie piłem - tym razem jednak RIS uwarzony nie w Norwegii, a w Belgii, tam gdzie zdecydowana większość ich pomysłów. To potężne piwo (17,5%), na tyle potężne, że bez problemu wymienię wszystkie mocniejsze, jakie w życiu piłem. Były takie zaledwie trzy (wszystkie z BrewDoga), Black wskakuje na czwartą pozycję i najmocniej narzuca mi się porównanie ze szkockim Tokyo*. Tak w ogóle to ja już to piwo piłem przeszło półtora roku temu, zmieszane z dwoma innymi RISami - Dark Horizon z Nøgne Ø i właśnie Tokyo* z BrewDoga, wszystkie trzy połączone w wybitne piwo pod nazwą Black Tokyo Horizon. Dobra, niech przemówi zawartość butelki. Piwo warzone jest na drożdżach szampańskich (poza piwowarskimi).

Informacje ogólne:
Piwo: 黑 [Black]
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 17,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 22.05.2024
Cena: 40,90 zł (59,87 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Nie czuję zbytniej fascynacji ni pociągu do krajów Dalekiego Wschodu i nie rozumiem, czemu głównym bohaterem etykiety stało się chińskie słowo Hēi napisane dużą czcionką w ich alfabecie, oznaczające naturalnie "czarny", ale jakimś sposobem bardzo mnie ta koncepcja zdobyła. Etykieta jest prosta, ascetyczna, ale bardzo wyrazista, wprost potężna niczym samo piwo. Jak zawsze u Mikkellera goły kapsel.
9/10

Barwa
Istotnie, jest czarne jak smoła, nieprzejrzyste, piękne. 
5/5

Piana
Niesamowita jak na taką moc, bajecznie gęsta i obfita, od początku cudnie oblepia szkło, utrzymuje się w dużej ilości na powierzchni do samego końca długiej degustacji - naprawdę imponuje przy tej mocy.
4,5/5

Zapach
Wymyka się klasyfikacjom, jest bardzo mocny, znacząco kwaskowaty, do czego doprowadzają zintensyfikowane do granic nuty palone; dominują suszone śliwki i szlachetny alkohol, jest też trochę orzechów i szczypta czekolady. Bardzo przyjemny, nie wybitny, choć z czasem intensywność nut palonych robi się przyjemna już bardzo.
8/10
Smak 
Bardzo intensywne nuty orzechowe, które przechodzą dość szybko w bardzo, bardzo wysoką, chmielowo-przypalaną (lekko popiołową) goryczkę - jest totalnie wytrawne, nic nawet specjalnie nie próbuje tej goryczy skontrować (są jakieś nuty czekoladowe, ale w chwili przełknięcia umierają), przez co swobodnie ogarnia ona długi finisz. Oiwo jest przyjemne, w ładny sposób obezwładnia, daje w głowę obuchem, ale, co zaskakujące, stosunkowo jednowymiarowe - nuty ciemnosłodowe są zbyt stłamszone chmielem - goryczka jest jedną z najmocniejszych, jakie spotkałem, właściwie jest tak duża, że dostarcza jakiejś masochistycznej przyjemności i jest najbardziej interesująca w piwie. Po długim czasie robi się kawowa, jakbyśmy jedli ziarna kawy; potężny trunek, ale jak na RISa to jest wręcz... cienko. 
6,5/10

Tekstura
Na teksturze ciężko się skupić przy tak intensywnym smaku, jest bardzo gęste, choć nie ekstremalnie, trochę za mocno przy tym wysycone.
4/5

6.0/10 
 

Oj, niezłe rozczarowanie, niezłe. Król jest nagi? Może nie nagi, ale ubiera się tam, gdzie zwykli obywatele. Mój gust nie jest na tyle odmienny od przeciętnego, bym sądził, że to piwo zawsze takie jest - zakładam, że trafiłem na taką a nie inną warkę, nie wyobrażam sobie, żeby w tej formie zbierało takie peany - ale tak czy inaczej to jeden z dwóch najsłabszych stoutów imperialnych, jakie piłem (na dwadzieścia trzy). Na bogów, Hades od wiecznie rozczarowującego mnie kontraktowca bardziej mnie usatysfakcjonował. To jest dobre piwo, ale nie jak na ten styl, nie jak na ten browar, nie jak na tę cenę (doprawdy niewarte 1/5 swojej ceny!), nie jak na tę moc... zdecydowanie powinno też wchodzić w maksymalnie 330-mililitrowe butelki, 375 to za dużo na jedną osobę. Ta goryczka jest nawet fajna, przypomniała mi IIPA "1000 IBU", ale to nie jest jej miejsce. W mniejszej ilości dobre, ale w takiej zaczęło męczyć, chyba pierwszy raz w życiu wylałem dobre piwo.

niedziela, 15 marca 2015

Mikkeller (De Proef): 10

Dopiero pierwsze w tym roku piwo Mikkellera - za długa była ta przerwa, ale w najbliższym czasie może być tu gęsto od piw duńskiego kontraktowca. Na początek 10, czyli dość mocna AIPA z dziesięcioma odmianami chmielu. Bohaterowie dzisiejszego spotkania to Warrior, Simcoe, Centennial, Cascade, Chinook, Amarillo, Nelson Sauvin, Nugget, Tomahawk i - dla odmiany - East Kent Golding.

Informacje ogólne:
Piwo: 10
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia  
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 05.02.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Prosta, ale bardzo celna, tęczowa etykieta w dziesięciu różnych kolorach. Wyjątkowo Mikkeller wymienił dokładny skład. Jak zwykle goły kapsel z datą ważności.
8/10

 
Barwa
Bursztynowe, nawet odrobinę zmierza w kierunku miedzi, minimalnie zmętnione, ładne. 
3,5/5

Piana
Świetna, obfita i gęsta, długo się utrzymuje.
4,5/5

Zapach
Naturalnie całkowicie chmielowy, bardzo słodki, dominują owoce - nektarynki, mango i liczi, cytrusy bardziej w tle, jest również akcent ostrzejszy, żywiczno-przyprawowy, który nadaje trochę więcej charakteru - bardzo intensywny aromat, chmielowa esencja, ale "tylko" bardzo ładny. 
8/10

Smak
W smaku robi się dużo mniej owocowe, a bardziej żywiczne, wręcz lekko pikantne, mocna goryczka natomiast idzie w jeszcze inne, trawiaste raczej nuty - poza tym chmielowym koncertem jest też jednak miejsce na karmelowe posmaki słodu, przez co nie jest ekstremalne, jednocześnie intensywne i w jakimś sensie łagodne, lekkie; goryczka jest dość wysoka, ale ułożona, bardzo przyjemne piwo. 
8,5/10

Tekstura
Wypada najsłabiej, jest trochę za bardzo nagazowane.
3,5/5

7.5/10
 
Widząc dziesięć różnych odmian chmielu w składzie, można odruchowo spodziewać się genialnego piwa, ale oczywiście więcej nie znaczy w tym przypadku lepiej. 10 to bardzo dobre AIPA, ale nie wybitne, nie będzie mi się śniło po nocach. Spodziewałem się w ogóle bardzo ostrej chmielowości, a jednak jest tu zaskakująco dużo miejsca na słodowe nuty.

środa, 31 grudnia 2014

Mikkeller (De Proef): Fra Til Via 2012

Czterysta! Udało mi się na tyle przyspieszyć, że osiągam swój cel i ostatnie piwo, jakie wypiję i zrecenzuję w roku 2014 jest jednocześnie czterechsetnym na blogu. Jubileusz nie jest jakiś specjalnie okrągły - powinienem bardziej żyć myślą o osiągnięciu połowy tysiąca - nie będę się więc specjalnie rozgadywał. Powiem tylko, że był to piękny rok, w którym fakt rewolucji piwnej w Polsce został ostatecznie przypieczętowany wysypem nowych rzemieślników tak obfitym, że wszyscy poza tymi najbardziej wytrwałymi zaczęli wpadać w dezorientację. Równy zasyp przeżyły sklepy specjalistyczne - dodając do polskich wyrobów jeszcze natłok zagranicznych nie da się nie postradać zmysłów, przy każdej wizycie w sklepie mam ochotę wziąć ze sobą do domu z pięćdziesiąt pozycji. Mówi się jednocześnie o zadyszce tych, którzy byli hegemonami przed 2014 - Pinty i AleBrowaru. Co do Pinty mam mieszane odczucia, nie był to tak dobry jej rok jak poprzedni, fakt, ale nie mówiłbym o zadyszce, raczej o celowym zwolnieniu biegu, co pozwoliło zwrócić uwagę na nieco mniej efektowne style; co innego AleBrowar, przychylam się do tych sądów. Jest ciekawie, a będzie jeszcze ciekawiej.

Podtrzymuję tradycję degustowania piw specjalnych na okrągłe setki. Tym razem piwo z Mikkellera, ratebeer uznaje je za porter, na etykiecie zaś określone jako świąteczne ale z przyprawami starzone w beczkach po koniaku, na stronie Mikkellera można dokopać się do określenia go porterem świątecznym. Szczególnie interesujące są dla mnie te beczki - starzenie w beczkach po winie i whisky jest bardzo popularne, spotkałem się też już z rumem, póki co natomiast nie piłem piwa leżakowanego w beczkach po żadnej brandy, a więc i po żadnym koniaku. Rocznik 2012, jak już ostatnio wspominałem, bliski mojemu sercu czas. Piwo nie jest wcale takie mocne jak na starzone w beczkach po alkoholu, na pewno swoje zmiany przeszło w tej butelce przez dwa lata.

Informacje ogólne:
Piwo: Fra Til Via 2012
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: porter przyprawowy (cognac BA)
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 21.03.2018
Cena: brak danych

Opakowanie
Pomysłowa etykieta, którą można zaadresować i komuś wręczyć. Wizualnie może nie powala, ale już z eleganckim sreberkiem na szyjce komponuje się bardzo ładnie. Niestety przyprawy nie są na kontrze wymienione konkretnie, chociaż ma to swoje plusy, doszukiwanie się ich w smaku i aromacie to dobra zabawa.
8,5/10

Barwa
Czarne, nieprzenikliwie, idealne.
5/5

Piana
Imponująca, poza cudownym, ciemnym kolorem urzeka obfitością, gęstością i trwałością niespotykanymi przeze mnie wcześniej w piwach starzonych w beczkach; jakby tego było mało, tworzy piękną mozaikę na szkle, nie mówiąc o kształtach, jakie się wytwarzają - cudna. 
5/5

Zapach
Synteza typowych, stoutowych lub porterowych nut palonych z natłokiem intensywnych przypraw - wyczuwam cynamon, skórkę pomarańczową, chyba gałkę muszkatołową i imbir, ogólnie są to przyprawy takie ciastowe, piernikowe, korzenne, nie ziołowe, chociaż chyba jest też ziele angielskie - tak, korzenne to najlepsze słowo; przeważają nad ciemnym słodem, ogólnie aromat niesamowity. 
9/10
Smak
Zapach okazuje się zdradliwie niewinny i przyjazny, w smaku piwo jest mocarne, bardzo intensywne, ciemny słód wraz z mocną dawką chmielu (zaskakująco spora goryczka) spycha przyprawy na tło i tworzy niesamowicie dopracowane piwo, niezwykle dostojne, szczególnie uwiódł mnie długi i intensywny, palono-goryczkowy finisz. 
9,5/10

Tekstura
Przyjemnie gęste, wysycenie trochę za duże, ale na dobrym poziomie.
4/5

8.5/10

Ostateczne piwo świąteczne? Pewnie są lepsze, ale ja lepszych nie piłem. Wspaniały trunek, kolejny dowód na wielkość Mikkellera. Jest to też piwo niesztampowe, ciężko je jakoś sklasyfikować. "Porter świąteczny" wydaje się dość dobrym określeniem, acz to raczej tworzenie nowej klasy.

Szczęśliwego Nowego Roku! Oby okazał się lepszy od wszystkich poprzednich, ale gorszy od wszystkich następnych.