Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imperialne India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imperialne India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 października 2017

Trzech Kumpli (Zapanbrat): Pan IPAni Double

Klasyczne Pan IPAni jakoś przesadnie mi nie podeszło (będę to musiał zrewidować jeszcze, bo jestem niezwykle odosobniony w tej opinii i może trafiłem na gorszą/przejrzałą warkę), a może podwójne Pan IPAni podejdzie przesadnie. 

Informacje ogólne:
Piwo: Pan IPAni Double
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Żywiec
Browar: Zapanbrat (Browar Trzech Kumpli)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: 18,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 05.02.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Równie piękne jak w przypadku podstawowej wersji piwa.
9,5/10
 


 
Barwa
Lekko zmętnione złoto.
4/5
 
Piana
Przyzwoicie obfita, bardzo gęsta, świetny lacing, bardzo trwała.
4,5/5
 
Zapach
Piękny i przeintensywny, soczyście owocowy, przede wszystkim grejpfrutowy, ale też cytrynowy, limonkowy, pomarańczowy, marakujowy, z lekką ostrzejszą nutą żywiczną oraz zbożową od słodu. Wspaniały, rzadko w Polsce piwowarzy robią aż tak piękne rzeczy z chmieleniem na aromat.
9,5/10
 
Smak
Dokładnie takie, jak zapowiada etykieta - łączy w sobie korzyści ciężkości, to znaczy intensywności imperialnego IPA, jak i lekkości pszenicznego zasypu. Super fajna gra chmielowych owoców, połączona z całkiem głośną bazą słodową, ale niemal całkowicie wyzbytą karmelu, raczej taką zbożową właśnie. Bardzo przyjemna słodycz fajnie dopełniająca się z goryczką, może odrobinę za niską.
8,5/10
 
Tekstura
Ciut za mało gazu.
4/5

8.0/10

Ścisły top polskich imperialnych IPA, bez dwóch zdań. Ta bardzo przyjemna degustacja utwierdziła mnie w planie powtórzenia przygody z podstawowym Pan IPAni.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Dugges & Wiper and True: The Twin Pines

Jakoś długo omijałem bardzo popularny ostatnio szwedzki browar Dugges - dorwał mnie za pomocą prezentu urodzinowego. A miejsce jak na europejski craft jest nieprzeciętnie wiekowe, bo założone w 2005 roku. Piwo jest imperialnym IPA uwarzonym we współpracy z angielskimi rzemieślnikami z Bristolu, zwanych jako Wiper and True, ma stanowić mocniejszą wersję jednego z piw właśnie tego angielskiego browaru i być bardzo mocno nastawione na nuty żywiczne.

Informacje ogólne:
Piwo: The Twin Pines
Kraj: Szwecja - uwarzone we współpracy z browarem z Anglii
Region: Västra Götaland
Miasto: Landvetter
Browar: Dugges Bryggeri i Wiper and True
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 14.02.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Trochę bezpłciowe - gdyby nie nazwa, kojarząca się z jedynym serialem, którego oglądanie nie jest stratą czasu, to nie zwróciłbym na nie uwagi w sklepie (gdybym to ja je kupował). Ale też nie ma w nim brzydoty, jest w porządku.
6/10

Barwa
Piękny, lekko zmętniony bursztyn.
4,5/5

Piana
Prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Rzeczywiście totalnie żywiczny i iglakowy, w przepięknym wydaniu, taka żywica o lekkiej nucie pomarańczy. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spotkałem się z tak pięknie żywicznym obliczem chmielu.
8,5/10

Smak
Bardzo podobne odczucie jak w zapachu. Niesamowicie sosnowe, żywiczne, iglaste, z nutami pomarańczy. Przypomina mi to autentyczną żywicę, którą wąchałem niecałe dwa miesiące temu w Yosemite National Park w Kalifornii, też przewijała się ta pomarańczowość. Ponadto mamy tu bardzo dobre proporcje pomiędzy słodyczą a goryczką. Znakomite piwo.
9/10

Tekstura
Idealna.
5/5

8.5/10

Nie spodziewałem się takiej rewelacji, na RB wcale to piwo nie ma fantastycznej oceny. Tymczasem okazuje się po pierwsze jednym z najpiękniej, o ile nie najpiękniej żywicznych ukierunkowań chmielu, z jakimi się spotkałem, a po drugie jeszcze ma świetną bazę słodową.

czwartek, 17 sierpnia 2017

De Molen & Omnipollo: SitiS

Dziesiątą setkę recenzji otwieram kooperacją dwóch gwiaździstych europejskich browarów, względnie konserwatywnego jak na craft de Molena i nieznającego żadnych granic Omnipollo. 900 zrecenzowanych piw za mną, a chyba jeszcze nigdy, ani tu ani poza blogiem, nie miałem okazji spróbować piwa z ananasem - to będzie pierwsze. Konkretnie - IIPA z ananasem.

Informacje ogólne:
Piwo: SitiS
Kraj: Holandia - uwarzone w kooperacji ze szwedzkim browarem kontraktowym
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen i Omnipollo
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 11 maja 2017 roku (do 11.05.2018 r.)
Cena: 20,70 zł (31,36 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No cóż, ta kolorystyka psuje mocno cały efekt ascetycznych etykiet de Molena. Ale nie jest źle i podobać się musi skład - już nie tylko dowiadujemy się, jakie chmiele zostały wykorzystane, ale które w którym momencie procesu powstawania piwa zostały wykorzystane.
6,5/10
 
Barwa
Najbardziej spektakularne, nierównomierne zmętnienie, jakie widziałem. Wygląda to trochę podejrzanie, ale i pięknie.
4,5/5
 
Piana
Dość obfita i gęsta, nietrwała wszak.
4/5
 
Zapach
Intensywny, bardzo ostro chmielowy i bardzo owocowy - grejpfrut, biały grejpfrut na przedzie, to piwo pachnie wręcz kwaśno; poza tym są słodsze przebłyski liczi i rzeczywiście niemało ananasa. Taki na maksa biało-owocowy aromat, znakomity.
8,5/10
 
Smak
Dużo mniej udany od aromatu. Dalej jest bardzo owocowo, wręcz sokowato pod pewnym względem, natomiast w miejscu, w którym powinna następować fajna słodowa kontra, jest alkoholowy dech, taki już naprawdę nieprzyjemny. Ta soczysta, chmielowa owocowość jest super, więc ciężko mi potępić to piwo w czambuł, ale dawno się z tak rażącym alkoholem nie spotkałem.
4/10
 
Tekstura
Trochę za mocno gazowane, ale jest dobrze.
3,5/5

4.5/10

Piwo z masą zalet, a jednak musiałem wylać 2/3 butelki. Naprawdę niedopuszczalny poziom alkoholowości, nieprzystojny obu browarom. Chociaż swoją drogą to już drugie bardzo nieudane IIPA od Omnipollo, z jakim się zetknąłem, z tym poprzednim z trzy lata temu, kiedy jeszcze o Omnipollo było w miarę cicho.

poniedziałek, 24 lipca 2017

Bottle Logic: Double Actuator

Kolejna zdobycz z Kalifornii, którą się jaram jak nie wiem. Bottle Logic to mały browar z Anaheim, miasta przyległego do Los Angeles (rzut beretem od bardziej znanego w Polsce The Bruery), który miałem okazję na krótko odwiedzić (dość spektakularny tasting room - można pić piwo, przechadzając się między fermentorami i warzelnią). Bardzo młody jak na tamte standardy, bo liczący sobie ledwie 3,5 roku. Robi jednak sporo szumu. Ich rzekome chef d'oeuvre, stout imperialny Fundamental Observation, to obecnie jedno z najbardziej pożądanych i tym samym najdroższych na rynku wtórnym piw świata. Ja zgarnąłem jedyne butelkowane piwo, jakie akurat mieli, a jest to imperialne IPA, które wraz z kilkoma innymi było pierwszym piwem uwarzonym w browarze. Nie wiem, czy nie jest to przypadkiem ich sztandarowy wyrób. IIPA na Mosaicu - nie kocham tego chmielu, ale niektórzy czynią z nim cuda (Alchemist) - a w mniejszym stopniu również Citrze, Centennialu i Columbusie.

Informacje ogólne:
Piwo: Double Actuator
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Anaheim
Browar: Bottle Logic Brewing
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Estetyka tego browaru jest genialna. Ge-nial-na. Muszę to przyznać, bo urzeka mnie totalnie, nie będąc wcale wstrzelona idealnie w mój ulubiony styl (elegancja barleywine'ów z Baladin, artyzm Lost Abbey, tradycjonalizm Fuller'sa). Bottle Logic odwołuje się swoją nazwą i estetyką do fizyki i techniki - ta druga, przyznam niemęsko, od dzieciństwa działa na mnie jak najlepszy środek nasenny. Ale te etykiety są genialne - doskonale łączą estetyzm z bogatymi informacjami (zdjęcie niestety ich geniuszu nie oddaje, bo sporo się dzieje po bokach). Pełny skład (rzadkość w Stanach) i genialny firmowy kapsel.
10/10
 
Barwa
Piękny, lekko mętny bursztyn.
5/5
 
Piana
Prawie doskonała.
4,5/5
 
Zapach
Świeży, intensywnie chmielowy aromat niemal totalnie owocowy (szczypta żywicy się pojawia): w pierwszej kolejności... nie, mniej więcej w tej samej kolejności, naraz wchodzą słodziaki - brzoskwinie, mango - oraz cytrusy, pomarańcza i grejpfrut. Jest też dość wyraźna marakuja. Fantastyczny doprawdy zapach.
9/10
 
Smak
Koniec zajebistości. Dalej jest fajnie słodkoowocowo, jest i bardzo sympatyczna, minimalnie karmelowa kontra słodowa, jest niezła goryczka, ale co tu dużo mówić - jest też alkohol, który szczególnie zły wpływ ma na tę goryczkę właśnie.
7/10
 
Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4/5

7.0/10

Tak to jest. Przed Pliniuszem Starszym byłem pełen obaw - wyszło jedno z kilku najlepszych piw mojego życia. Przed Dymaxionem z Modern Times nie miałem większych oczekiwań niż na smaczne APA - dostałem APA świetne. Na IIPA z Bottle Logic się napaliłem, no i rozczarowanko. To jest bardzo smaczne piwo, fajnie zbalansowane, ale nie gra w ekstraklasie, absolutnie nie, nawet w pierwszej lidze. Takie IIPA potrafi uwarzyć mnóstwo browarów. No, nie licząc naprawdę znakomitego zapachu.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Russian River: Pliny the Elder

Tak, byłem w Stanach. Widziałem dziewięć browarów. Przywiozłem dużo piwa. Wszystko prawda. Opiszę to wszystko niedługo w osobnym wpisie, a póki co muszę zabierać się do niektórych zdobyczy czem prędzej, bo tracą z każdym dniem. I tak wyszło, że zaczynam od jednej z największych zdobyczy.

Pliniusz Starszy to piwo absolutnie legendarne, z legendarnego browaru Russian River, który miałem okazję zobaczyć. Jest to pierwsze komercyjnie uwarzone imperialne IPA i do dzisiaj drugie najlepiej oceniane na całym świecie (pierwszym jest Pliny the Younger z tego samego browaru, niebutelkowany). No i dziewiętnaste w ogóle. Nazwane na cześć rzymskiego botanika, który jako pierwszy w historii opisał chmiel zwyczajny (na to, by zacząć ją na szeroką skalę stosować przy produkcji piwa, trzeba było oczywiście zaczekać jeszcze grubo ponad tysiąc lat). Chmielone odmianami Amarillo, Centennial, Simcoe i CTZ, co jest skrótem od mieszanki Columbusa, Tomahawka i Zeusa.

Dziś Pliniusz jest trochę atakowany jako piwo mocno przereklamowane, zarówno ze strony wyznawców New England, którzy pogardzają West Coastami z definicji (tfu!), jak i niektórych sceptyków Nowej Anglii, w tym przez Tomka Kopyrę. Trochę się więc boję tego starcia.

Informacje ogólne:
Piwo: Pliny the Elder
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: zabutelkowana 13 czerwca 2017 r.
Cena: 5,45$

Opakowanie
Bardzo proste, bardzo niepozorne, ciężko nazwać tę etykietę piękną, ale jest coś pociągającego w tym czerwonym kole na zielonym tle. Pewnie legenda. Firmowy kapsel.
7,5/10

 
Barwa
Piękne, klasyczne złoto, całkowicie klarowne.
5/5
 
Piana
Genialnie obfita i gęsta, wspaniała, choć z trwałością nie jest idealnie.
4,5/5

Zapach
Miażdżąco intensywny aromat świeżo wyciśniętych owoców tropikalnych (ananas, mango, papaja, szczypta marakui) i cytrusowych (grejpfrut moccccno, cytryny), przełamany żywicą. Jak dla mnie to jest ostateczny aromat IPA, szczyt możliwości aromatycznych chmielu. Jedyna ujma - trochę za szybko traci swoje uderzenie i się wycisza.
9,5/10

Smak
Genialna bomba chmielowa, doskonale zbalansowana bomba. Cudowna rewia znanych już z zapachu aromatów chmielowych w ustach, szlachetna, wysoka i przyjemnie osadzająca się na podniebieniu goryczka, a wszystko osnute przenajzgrabniejszą słodowością, która raczej nie wkracza w paletę aromatyczną, ale zapewnia kontrę słodyczy i pyszną pełnię. Wspaniałe piwo.
10/10

Tekstura
Bez zarzutu. 
5/5

9.5/10

Focal Banger stawia mocny opór, ale Pliniusz Starszy to chyba jednak najlepsze IPA, jakie piłem w całym życiu. Na pewno najlepsze imperialne. Generalnie będę teraz z bardzo specyficznym wyrazem twarzy patrzył na ludzi, którzy coś tam gadają, że Pliniusz to srogi przehajp, że kiedyś to może było wielkie piwo, ale teraz już nie robi wrażenia w porównaniu z New Englandami, a i w kategorii West Coast nic specjalnego. Za przeproszeniem, kiedy piję to genialne piwo, to mam ochotę zakrzyknąć, że pieprzyć New Englandy, West Coast 4 life. Ostatnio tkwiłem w lekkim przesycie rodziną IPA i myślałem, że chyba trzeba ją będzie wykreślić z moich ulubionych - Pliniusz przywrócił mi wiarę w wielkość tej gałęzi piwa. Cudowne, jedno z kilku najlepszych piw mojego życia.

poniedziałek, 29 maja 2017

Rockmill (Bytów): Juicy Melody

Ciemne IPA wypadło bardzo dobrze, ale czas wreszcie podejść do tego, co Rockmillowi wychodzi podobno najlepiej, czyli do jasnych piw chmielonych nowofalowo. Święta trójca APA-AIPA-IIPA robi największą furorę na ratebeerze, przy czym szczególnie ogromną AIPA. Juicy Melody to to trzecie piwo, najmocniejsze. Jak zobaczyć można na etykiecie, poziom goryczki zapowiadany przez browar to zaledwie 2 na 6 punktów w skali, więc rażąco nisko jak na IIPA, ale nie zaszokuje to nikogo, kto zna obecne trendy w piwowarstwie.

Informacje ogólne:
Piwo: Juicy Delight
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Bytów
Browar: Bytów Browar Kaszubski (Rockmill)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 7,8%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 500 ml
Warka: do 12.07.2017 r.
Cena: 10,95 zł

Opakowanie
Całkiem fajna, adekwatna do stylu, tropikalna etykieta.
7/10


 

Barwa
Piękne złoto, lekko zamglone.
4,5/5

Piana
Bliska doskonałości.
4,5/5

Zapach
Cudowny, arcyintensywny aromat świeżo wyciśniętego soku z cytrusów (grejpfruty, cytryny) z dodatkiem soku z owoców tropikalnych (mango, marakuja) i nieznacznym ukłuciem żywiczności, które jest takim chmielowym sztandarem w tym kolorowym świecie owoców. Genialny na początku, trochę za szybko słabnie, ale i tak bardzo imponujący.
9/10

Smak
A tu już aż tak orgazmicznie nie jest, ale też świetnie. Bardziej stonowanie, mniej tropikalnie, w ogóle dość łagodnie - ani słodowość nie jest nachalna, ani chmiel. Ten ostatni nie tylko jeśli chodzi o paletę aromatyczną, ale i - zgodnie z etykietą - goryczkę, która jest poniżej poziomu porządnego pilsa. Nie chcę zabrzmieć staromodnie, ale jak dla mnie to bardzo by się właśnie w tym miejscu przydała taka sążnista chmielowa gorycz, bez niej jest trochę zbyt puste i cukrowe.
7,5/10

Tekstura
Bez zastrzeżeń.
5/5

7.5/10

Małe rozczarowanie. To bardzo dobre piwo, ale piłem sporo imperialnych IPA, które bardziej mi odpowiadały. O ile zapach jest fantastyczny, o tyle w smaku po prostu brakuje mi goryczki przy tak wysokim ekstrakcie.

czwartek, 11 maja 2017

Dogfish Head: 90 Minute IPA

60 Minute IPA przyniosło minimalny zawód. Mam nadzieję, że imperialne 90 Minute IPA tak nie zrobi, ale może, bo oczekiwania mam wyższe - to już naprawdę znakomicie notowane piwo, 40. najlepsze IIPA świata (i swoją drogą dzierżące zdecydowanie najwięcej oddanych na nie głosów w ratebeerowym top 50 tego stylu), drugie najlepiej oceniane spośród kilkuset piw browaru. 

Informacje ogólne:
Piwo: 90 Minute IPA
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Michigan
Miasto: Marshall
Browar: Dogfish Head Brewery
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: zabutelkowana 2 marca 2017 roku
Cena: brak danych

Opakowanie
Właściwie identyczne jak 60 Minute IPA, poza subtelnościami kolorystycznymi, które dotyczą także kapsla. 
7,5/10


 
Barwa
Jaśniutki bursztyn, prawie złoto. Idealnie klarowne. Bardzo estetyczne.
5/5

Piana
Obfita, puszysta, niemal idealnie trwała.
4,5/5

Zapach
Trochę mało intensywny, ale ładny: skondensowana słodkoowocowa, tropikalna chmielowość na przyjemnym, karmelowym tle. Ładny, tak, ale prawdę mówiąc to okropnie bez szału.
6/10

Smak
Dzieje się tu coś bardzo podobnego jak w 60 Minute IPA. Chmielowość z owocowej robi się bardziej ziołowa, monochromatyczna że tak powiem. I jak na styl to nie jest jakaś wszechogarniająca. Spora za to jest rola chlebowo-karmelowego słodu. I nawet goryczka nie wywiera za dużego wrażenia, chociaż jest bardzo przyjemna.
7/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
4/5

6.5/10

To już jest ostre rozczarowanie. Bardzo ostre. 40. IIPA świata? Moja butelka zawierała po prostu niezłe piwo i to wszystko. I podobnie jak 60 Minute - strasznie zachowawcze. Niemal nijakie. Generalnie to fajny trunek, ale IIPA kalekie. Ale trzeba mu też oddać, że świetnie ukrywa alkohol jak na tak mocne i jasne piwo.

niedziela, 16 kwietnia 2017

Faktoria (Zodiak): Winchester

Dzisiaj dwa powroty. Po pierwsze pierwszy raz od czerwca wypiję klasyczne imperialne IPA, styl który gościł na blogu jako jeden z najczęstszych, a który ostatnio zaniedbuję. Po drugie powrót do Browaru Faktoria. Trzy piwa od nich, jedno naprawdę świetne, miałem okazję wypić w lecie 2014 roku. Jakiś niedługi czas temu skonstatowałem, że bardzo dawno nie widziałem nic ich na półkach sklepowych i z bólem pomyślałem, że może zwinęli interes. Spojrzałem na ich profil na fb - ostatni wpis w sierpniu zeszłego roku, no to chyba padli. Wpisów na fb nie przybyło, a tu nagle widzę ich piwa w sklepie - no to wziąłem jedno, najsłynniejsze. Winchester to bądź co bądź jedno z bardziej doniosłych polskich piw - ociera się o top 50 polskiego ratebeera i o top 10 polskich IPA. Piwo zostało uwarzone w marcu zeszłego roku, ma już rok, ktoś niezbyt rozważnie dał prawie półtoraroczną datę ważności.

Informacje ogólne:
Piwo: Winchester
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Bierzwienna Długa-Kolonia
Browar: Zodiak (Faktoria)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,4%
Ekstrakt: 18,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 22.06.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Od 2014 szata graficzna Faktorii większym zmianom nie uległa. 
7,5/10 
 


 
Barwa
Genialny, jednolity głęboki bursztyn.
5/5
 
Piana
Bliska ideału.
4,5/5
 
Zapach
Ostry, chmielowy, w raczej żywicznym wydaniu, choć i trochę cytrusa i tropików wpadnie. Chyba nieznaczny diacetyl się tu pojawia, ale prawie nie przeszkadza. Czuć, że jego czas minął, jest zbyt zwietrzałe, ale wciąż przyjemne.
6,5/10
 
Smak
Dalej przeważa żywica, ale owoce tropikalne dużo mocniej się udzielają. Bardzo zgrabne połączenie słodkiego, karmelowego słodu z mocną, choć nie miażdżącą goryczką o dość szlachetnym charakterze. Bardzo smaczne mimo oznak starości.
8/10
 
Tekstura
Jedyny mankament - zdecydowanie brakuje mi wysycenia. 
2/5

6.5/10
 
Generalnie piwo nie nadąża za swoją legendą, pytanie tylko, w jakiej mierze to wina jego jakości wrodzonej, a w jakiej za długiego terminu ważności. Z drugiej strony piłem już niejedno IPA, które było przepyszne nawet po dłuższym czasie od zabutelkowania. Winchester w formie takiej, w jakiej go wypiłem, jest piwem do zapomnienia, jakkolwiek przyjemnym.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

BrewDog: Sink the Bismarck!

Osiemset! Nie zdążyłem dobić do ośmiuset degustacji przed końcem 2016 roku, robię to więc w styczniu roku następnego, na niecały miesiąc przed czwartą rocznicą rozpoczęcia tej mojej skromnej działalności cyberprzestrzennej. A więc niemal równo dwieście degustacji rocznie mi wychodzi, choć średnia dużo mocniej niż teraz przekraczałaby dwie setki, gdyby nie przymusowa zeszłoroczna przerwa od alkoholu podyktowana kuracją leczniczą. Osiemset to liczba jak liczba, w tym momencie człowiek patrzy już raczej w stronę tysiąca - mój plan jest taki, by tysięczne piwo na blogu było ostatnim, które zrecenzuję w 2017 roku - niemniej okrągłość trzeba uczcić. Z okazji trzysetnej recenzji, pamiętam ten dzień znakomicie, otworzyłem butelkę piwa, która do dziś pozostaje najdroższą ze wszystkich, jakie w życiu otworzyłem, i zawierającą jedno z dwóch najmocniejszych piw. Był to Tactical Nuclear Penguin, wymrażany RIS z BrewDoga, moim zresztą zdaniem piwo naprawdę genialne - do dziś mam jeszcze jego resztkę z tej samej butelki, dalej jest pyszne. Dziś przebijam jednak to wszystko.

Sink the Bismarck to wymrażane IPA o zawartości alkoholu 41%. Najmocniejsze i najdroższe piwo mojego życia. Browar określa jako "poczwórne IPA". Zawiera "poczwórną dawkę chmielu" i było cztery razy wymrażane, by uzyskać tak ogromną wartość alkoholu. W swoim czasie było najmocniejszym kiedykolwiek wyprodukowanym piwem świata. Nazwa nawiązuje bezpośrednio do tej brytyjsko-niemieckiej walki o najmocniejsze piwo wszech czasów - BrewDog stworzył je w odpowiedzi na to, jak niemiecki Schorschbräu wypuścił 40-procentową wersję swojego lodowego koźlaka.

Informacje ogólne:
Piwo: Sink the Bismarck!
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: lodowe imperialne India Pale Ale
Alkohol: 41%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 14.01.2021 r.
Cena: 450 zł (600 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Podobnie jak Pingwin, ładna butelka z odrobinę mniej ładną niż w przypadku Pingwina etykietą, zawinięta w papier, który okazuje się być torbą. Do tego korek rozporowy, który pozwoli zakonserwować piwo na lata.
9/10
 
Barwa
Mieni się od jasnego brązu przez genialną miedź, czerwień aż do głębokiego, ciemnego bursztynu i pomarańczy. Przepiękne.
5/5
Piana
Oczywiście nie ma prawa jej być.
0/0
 
Zapach
Nie tyle jak imperialne IPA, co raczej jak amerykańskie barleywine. Zachowało mocny, chmielowy, owocowy charakter, ale nie są to typowe nowofalowe cytrusy (choć lekki cytrus też wpadnie). Mamy brzoskwinie, morele, karmelizowane pomarańcze, bardzo słodkie jabłka, rodzynki, poza tym mnóstwo toffi i karmelu, trochę migdałów. Wszystko jest skąpane w sporej dawce alkoholu, ale zupełnie nie przeszkadzającym, tak jak nie przeszkadza on w dobrej whisky. Jest naprawdę wspaniały, potężnie dużo się tu dzieje, no i oczywiście niewyobrażalnie intensywny.
9,5/10
 
Smak
Wyciąg z chmielu. W ustach zaczyna się jeszcze od uderzenia barleywine'owej słodyczy, bardzo szybko wkracza ostrość alkoholu, a od razu po przełknięciu następuje przeciągłe dźgnięcie potężnej, ziołowej goryczki, która ciągnie się i ciągnie jeszcze na bardzo dalekim finiszu. Totalnie nowe przeżycie, ciężkie do porównania z czymś, choć na pewno nie jakieś genialne - w przeciwieństwie do zapachu, tutaj złożoność nie wynagradza w pełni gryzącej strony alkoholu.
8/10
 
Tekstura
Oleiste jak dobra whisky, super.
5/5

7.5/10

Nasuwa mi się parę deskryptorów. Bardzo oryginalne. Znakomicie pachnące. Bardzo smaczne. Ekstremalnie gorzkie. Nieidealnie ułożone. I w końcu - totalnie niewarte swojej ceny, aczkolwiek nie do końca, bo jeden kieliszek za te 30 zł warto byłoby sobie zafundować, dla samej oryginalności przeżycia. Szczerze mówiąc, podejrzewałem, że tak będzie, ale miałem bardzo dobry dzień, gdy kupowałem tę butelkę. Bardzo dobre piwo, aczkolwiek nie rozumiem, po co ładować się w tak kosztowny proces jakim jest wymrażanie dla zrobienia megaimperialnego IPA. Stout imperialny, quadrupel czy nawet porter bałtycki wydają się tak znacznie, znacznie, znacznie lepszymi pomysłami.

wtorek, 20 grudnia 2016

Omnipollo & Tupiniquim (Dugges): Polimango

Omnipollo, kontraktowiec ze Szwecji, od jakiegoś czasu robi totalną furorę w świecie europejskiego craftu. Przyjąłem tę informację te parę miesięcy temu z lekkim szokiem, bo piłem kiedyś pewne imperialne IPA z Omnipollo o nazwie Nathalius i było beznadziejnym piwem, jednym z najgorszych craftów, z jakimi miałem do czynienia. Wszechobecny zachwyt (z nutą goryczy, bo niektórych oburza fakt, że swoje piwa Omnipollo wzmacnia czasem aromatami) musiał mnie jednak w końcu skierować z powrotem na ich piwa. Miałem już okazję popróbować niektórych na festiwalach i faktycznie potrafią urwać. Na blogu zacznę z nimi znajomość od nowa również za pomocą imperialnego IPA (tyle że... z polentą), dość legendarnej pozycji w ofercie Omnipollo, uwarzonego w szwedzkim Dugges Bryggeri wraz z brazylijskim mikrobrowarem z Porto Alegre (to pierwszy raz, gdy piję coś co prawda nie uwarzonego przez browar z Ameryki Południowej, ale związanego z tymże w bezpośredni sposób). 

Informacje ogólne:
Piwo: Polimango
Kraj: Szwecja - uwarzone w kooperacji z browarem z Brazylii
Region: Västra Götaland
Miasto: Landvetter
Browar: Dugges Bryggeri (Omnipollo i Cervejaria Tupiniquim)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 13.09.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Ciekawe oblicze ascetyczności. Bardzo fajne.
7,5/10 



 
Barwa
Totalnie mętne, jak pulpa owocowa. Świetne wrażenie psują trochę farfocle.
4,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, średnio gęsta i niezbyt trwała.
3/5
 
Zapach
Jak świeżo wyciśnięty sok z grejpfruta, ananasa, mango i innych takich fajnych rzeczy, dość kwaskowy, do tego szczypta żywicznej pikanterii. I kurde, chyba naprawdę czuję polentę. Piękny i intensywny.
9/10
 
Smak
Tu nie jest już aż tak wszechowocowe, bardziej klasyczne IIPA. Sporą rolę odgrywa całkiem pokaźna, bardzo słodka słodowość, która po prostu doskonale koresponduje z wysoką goryczką. Liczyłem na bardziej chmielową paletę aromatyczną, ale jest super i tak.
8,5/10

Tekstura
Trochę za mocno nagazowane.
3,5/5

7.5/10

No, świetne IIPA, choć nie urwało mi. W ogóle jestem zaskoczony, sądziłem, że głównym przebojem będzie tu nieposkromiona owocowa chmielowość, a tymczasem najwspanialsza jest chyba idealna podbudowa słodowa, doskonały balans między słodyczą a goryczką.

sobota, 16 lipca 2016

Browar Stu Mostów & Pizza Boy Brewing: ART5

... czyli Browar Stu Mostów kolaboruje z Amerykanami, a konkretnie z browarem z Pensylwanii Pizza Boy Brewing. Wyszło im imperialne India Pale Ale (styl, który ostatnio jakoś zaniedbuję) z morelami, a dokładniej z purée morelowym. Brzmi sensownie. No to zaczynamy ósmą setkę recenzji.

Informacje ogólne:
Piwo: ART5
Kraj: Polska (uwarzone we współpracy z browarem z USA)
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów i Pizza Boy Brewing
Styl: imperialne India Pale Ale
Dodatki: purée morelowe
Alkohol: 8,9%
Ekstrakt: 19,5%
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.07.2016 r.
Cena: 9,60 zł (14,55 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Najlepsze ze wszystkich dotychczasowych ARTów, ale nie lepsze niż zwyczajny styl browaru.
8,5/10

 
Barwa
Fascynująco to wygląda – piękny bursztyn i wyjątkowo dziwnie wyglądający i zachowujący się osad. Niektórzy by się na to obruszyli, ale jak dla mnie to tu się utworzył jakiś alternatywny świat, super.  
5/5

Piana
Obfita, piekielnie gęsta, koronkuje szkło, bardzo dobra trwałość.
4,5/5

Zapach 
Bardzo, ale to bardzo świeży i zielony chmiel. Roztarta w dłoni szyszka chmielu. Ziołowa, trawiasta, ziołowa i trawiasta. Owoce? Trochę tak, ale nie cytrusy, raczej właśnie brzoskwinie, morele (nie, nie czuję moreli, ale jest tu coś co mi je przypomina), gruszki, coś w tym kierunku. Bardzo wyrazisty i interesujący (rzadko, albo prawie nigdy nie spotyka się tak, hm, bezpośrednio chmielowego aromatu), może odrobinę mniej przyjemny niż wyrazisty i interesujący, ale przyjemny również. Z czasem wkrada się jakiś daleki kuzyn DMSu.  
6,5/10

Smak 
Właściwie nic względem zapachu poza brakiem DMSu się specjalnie nie zmienia. Dalej jest to szyszka chmielu w płynie. Zarówno w kwestii aromatycznej, jak i w odczuciu goryczki – bardzo przypomina tę, którą ma moja „herbatka” z suszonych szyszek chmielu. Na swój sposób, bo jest jednak zdecydowanie mniej prostacka, w ogóle bardzo przyjemna. Totalnie wytrawne, chociaż ciekawa sprawa – mimo że kontry słodowej bezpośrednio nie czuć, a piwo jest bardzo gorzkie (ale 105 IBU? no niezbyt, dałbym mu z 70-80), to wcale nie nazwałbym go niezbalansowanym. Bardzo dobre, choć trochę proste jak na IIPA. Bardzo ładnie ukrywa moc. Morele? Jakie morele? No może jakieś, ale bardzo mało i bez sugestii bym na nie nie wpadł.  
8/10

Tekstura 
Idealne, stonowane wysycenie i odrobinę zbyt zamulista gęstość.
4,5/5

6.5/10

Hm. No bardzo dobre piwo i dość oryginalne w tej swojej czystej chmielowości, ale od IIPA oczekuję więcej, żeby nie powiedzieć dużo więcej. Zwłaszcza od IIPA za prawie 10 zł za małą butelkę. Prawie na pewno nie zostanie więcej uwarzone i nie jest mi z tego powodu ani trochę żal, bo więcej i tak bym go nie kupił.

To był pierwszy domowy test szkła z tegorocznego WFDP. Przyznam, że się w nim zakochałem.

sobota, 25 czerwca 2016

Kingpin (Zarzecze): Headbanger

Kingpin póki co stroni raczej od gatunków potężnych, imperialnych, bardzo mocnych i tak dalej. Był sobie Turbo Geezer, który jakiś niebotycznie mocny też nie był, i tyle, aż w końcu nadszedł Headbanger. Musiało sporo czasu minąć, byśmy się doczekali imperialnego IPA z tego zacnego browaru kontraktowego, a czy warto było czekać? Mam nadzieję, że tak, bo nie piłem jasnego IIPA od pięciu miesięcy. Jest to pierwsze piwo Kingpina, które powstało wyłącznie z czterech podstawowych składników piwowarskich. Jedyny "dodatek" stanowi "Tester Gier", czyli współpraca z młodym zespołem metalowym o takiej właśnie nazwie, z którego dorobkiem instynktownie pozwolę sobie się nie zapoznawać.

Informacje ogólne:
Piwo: Headbanger
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,6%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: 1 (do 26.07.2016 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Chyba najmniej udana etykieta Kingpina. Niby taka jak wszystkie, a jednak słabsza. Może nie moje klimaty.
8/10


 
Barwa
Ciemne złoto, z którego bardzo mocne zmętnienie uczyniło piękny, jednolity bursztyn. Idealnie.
5/5

Piana
Obfitość, gęstość i lacing na najwyższym poziomie, trwałość prawie na najwyższym.
4,5/5

Zapach
Słodki aromat skondensowanego, owocowego chmielu (owoce tropikalne, ale nie cytrusy) z akcentem przyprawowym, który niestety bardzo szybko zostaje w pewnej części przykryty przez wadę stojącą niedaleko od DMS-u. Szkoda, bo strona chmielowa jest bardzo przekonująca, wręcz świetna, a ostatecznie kończy jako słaby zapach.
4/10


Smak
Słodycz idzie precz, zostaje tylko ostra przyprawowość i szorstka goryczka bez poważniejszej kontry słodowej. To nie jest dobry kierunek, w zapachu było dużo ładniej, tu za to nie ma już wady. Trawiaste, dość nieokrzesane, ale w porządku. Odczucie goryczki jest całkiem przyjemne, jej szorstkość jest pozytywna, a przyprawowy charakter wyrazisty, ale brakuje jakiejś różnorodności - owoców, kontry słodowej, żywicy, czegoś. Jest zbyt surowe. Ostatecznie pozytywne, ale tylko solidne - a jak na potencjał, jaki daje wybór stylu IIPA, to po prostu kiepskie.
6/10

Tekstura
Dobra, choć niemałe wysycenie i niemała gęstość dają trochę za ciężkie odczucie.
3,5/5

5.0/10

Pierwsze piwo Kingpina bez dodatków, pierwsze nieudane. Ono nie jest złe nawet mimo sporej wady i surowości, ale jak na wymagania kraftowe, jak na styl i jak na dotychczasowy, fenomenalny poziom Kingpina to jest porażka piwowara. Cóż, nikt nie wygrywa zawsze. No może niektórzy Belgowie, ale też nieliczni. Jedno piwo, nawet dużo słabsze, nie jest w stanie mnie zrazić do Kingpina.

piątek, 15 kwietnia 2016

Solipiwko (Zarzecze): Black Bicz

Po raz czwarty na blogu Solipiwko i również po raz czwarty imperialna wersja ciemnego IPA. Niedoścignionym wzorem pozostaje Imperial Black z Buxton Brewery. Solipiwko to kontraktowiec, który swoim koźlakiem wędzonym zbliżył się na podejrzanie niedużą odległość do Urbocka ze Schlenkerli, więc ma potencjał, by i Anglikom rzucić wyzwanie.

Informacje ogólne:
Piwo: Black Bicz
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Solipiwko)
Styl: imperialne ciemne India Pale Ale
Alkohol: 8,1%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 14.06.2016 r.
Cena: 8,85 zł

Opakowanie
Standard Solipiwka.
8,5/10


 

Barwa
Czarne, bez prześwitów, piękne.
5/5
 
Piana
Majestatyczna. Bardzo obfita, bardzo gęsta, pięknie oblepia szkło i utrzymuje się na większości tafli do samego końca.
4,5/5
 
Zapach
Wypadkowa intensywnego, skondensowanego chmielu, sporego alkoholu oraz gęstej słodowości dała taki bardzo ciężki, wręcz oleisty aromat; wymagający, ale w gruncie rzeczy bardzo dostojny i piękny, złożony. Trochę owocowy, ale bardziej żywiczny chmiel gra pierwsze skrzypce, słód robi dla niego za tło, a szlachetne wtrącenia alkoholowe podkreślają całość. Wymaga skupienia, ale jest na wysokim poziomie. Chmiel natomiast mógłby się jednak zachowywać nieco... barwniej.
8,5/10
 
Smak
Jest dość dokładnym powtórzeniem zapachu, tylko w lepszej wersji. Trochę nasilają się nuty słodowe, a konkretnie palone, które bardzo dobrze komponują się ze szlachetną, ziołową goryczką. Dostojne piwo do powolnego delektowania się. Jest takie trochę wycofane, to znaczy nie strzela finezyjnymi nutami nowofalowego chmielu prosto w twarz, ale jego wartość tkwi głębiej. Przyjemny finisz, kojarzący się z tytoniem, ziołami i espresso. Można co najwyżej ponarzekać na zbyt małą goryczkę - zapowiadane 112 IBU okazuje się zdecydowanie humbugiem, niektórym też może się wydać nadmiernie alkoholowe, ale moim zdaniem ten alkohol jest świetnie wkomponowany. Piękne i nieoczywiste piwo.
9/10
 
Tekstura
Idealne, stonowane wysycenie i przyjemna oleistość.
5/5

8.5/10

Dopiero czwarte piwo, w dodatku do dwóch z nich bym nie wrócił, ale Solipiwko rośnie mi już na jedną z ciekawszych inicjatyw w Polsce. Dwa wybitne piwa to raczej nie przypadek, zwłaszcza że oba w niełatwych koncepcjach. Black Bicz pewnie niejednego zawiedzie - tych konkretnie, co bardzo liczą na feerię nowofalowego, barwnego chmielu i potężną goryczkę. Dla mnie to znakomita interpretacja stylu.

wtorek, 5 stycznia 2016

Port Brewing: Mongo India Pale Ale

Board Meeting pozostaje jednym z trzech najlepiej ocenionych przeze mnie piw w ciągu niecałych trzech lat blogowania. Piłem je już grubo ponad rok temu, dopiero niedawno zaś udało mi się dostać inne piwo z amerykańskiego Port Brewing, po którym oczywiście dużo sobie obiecuję. Piwo to imperialne IPA, uwarzone na cześć przerośniętego kota Mongo, który krzątał się swojego czasu po browarze, a który zdechł zaledwie po ośmiu miesiącach od narodzin. Piękny hołd!

Informacje ogólne:
Piwo: Mongo India Pale Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 828 ml
Warka: brak danych
Cena: 43,50 zł (26,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przerośnięta (jak kot) butelka ze świetną jak zwykle etykietą, ukazującą tytułowego bohatera na desce surfingowej.
9/10

 

Barwa
Przepiękny bursztyn, któremu mocne zmętnienie tylko pomaga.
5/5
 
Piana
Doskonale obfita i gęsta, bardzo dobra, choć już od ideału daleka trwałość.
4/5
 
Zapach
Bezkompromisowa, intensywna, owocowo-żywiczna lupulina; cytrusy (pomarańcze, grejpfruty) i inne owoce (mango przede wszystkim) wprowadzają element kwaskowo-słodki, a żywica równoważy to swoją pikanterią i wytrawnością. Początkowo rewelacja, ale z czasem trochę słabnie.
8,5/10
 

Smak
Co nieco przerzedza się to owocowe bogactwo z zapachu, piwo idzie mocno w stronę żywicy. Kontra słodowa też jest raczej umiarkowana, więc robi się bardzo wytrawnie, ale nie jest to bynajmniej piwo niezbalansowane. Brakuje natomiast tych cytrusów, jest po prostu trochę zbyt banalnie. Bardzo dobre i tylko tyle.
7,5/10
 
Tekstura
Odrobinę za niskie wysycenie.
4,5/5

7.0/10

Cóż, bardzo dobre IIPA i nic więcej, a od takiego browaru, od takich cen i od Stanów oczekuje się jednak więcej. Obawiam się, że mogła je spotkać przypadłość przygaszenia chmielowego efektu, właściwa dla mocno chmielonych piw sprowadzanych zza Atlantyku - główny problem to właśnie takie zmatowienie barwności smaku nowofalowego chmielu. Pozostało mimo to bardzo przyjemnym trunkiem i przypomniało, jak bardzo lubię ten styl, który w drugiej połowie 2015 roku zaledwie dwa razy zagościł na moim blogu.

piątek, 27 listopada 2015

Brasserie du Pays Flamande: Anosteké Prestige

Przyjechało niedawno do Polski parę piw Brasserie du Pays Flamande, browaru, który niedawno uwarzył dwa kooperacyjne piwa z Pintą. Francuszczyzna jest raczej rzadkością na półkach polskich sklepów - nie licząc tych dwóch z Pinty, to w całym życiu piłem chyba tylko trzy piwa z tego kraju - więc się skusiłem na dwa różne. Jednym z nich jest Anosteké Prestige, które będzie prawdopodobnie czymś w rodzaju belgijskiego złotego mocnego ale (post scriptum: nie będzie).

Informacje ogólne:
Piwo: Anosteké Prestige
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.2017
Cena: 9,75 zł (14,77 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pomysł świetny, wykonanie trochę gorsze. Przezroczysto-srebrna etykieta wyglądałaby bardzo elegancko, gdyby nie potworzyły się pod nią pęcherzyki powietrza, przez które niestety dobrze widać tę przezroczystą część materiału. Ale i tak całkiem ładnie. 
7/10

Barwa
Złote, ale i bardzo zmętnione, przez co wydaje się ciemniejsze, nawet bursztynowe. Bardzo ładne.
4/5
 
Piana
Kiepska obfitość, solidna gęstość i trwałość.
3/5
 
Zapach
Bardzo atrakcyjny, intensywny, raczej nie belgijski. Jasny słód, trochę zielonego chmielu, ale przede wszystkim sporo słodkich owoców, takich raczej w typie chmielowym niż belgijskim, nawet na pewno. Oryginalny, bardzo ładny aromat.
8/10
 
Smak
No i proszę - tutaj zaczyna się już normalne, regularne imperialne India Pale Ale. Mamy zintensyfikowaną słodycz słodu, a jednocześnie dominację chmielu, który jeszcze bardziej rozwija nuty owocowe z aromatu i dokłada ziołowe, a ponadto wprowadza wysoką goryczkę. Bardzo intensywne piwo, byłoby bodaj świetne, gdyby nie wkradająca się nuta łodygowa, ale i tak bardzo dobre, zarówno bardzo słodkie, jak i bardzo gorzkie; z długim finiszem.
8/10

Tekstura
Co prawda przy takiej intensyfikacji doznań i w dodatku sporej gęstości przydałoby się niższe wysycenie, ale jest w porządku.
3/5

7.0/10

Ot, takie zaskoczenie. Miało być BGSA, a wyszło, moim zdaniem, niepodważalne IIPA. Rzadko się zdarza, żeby jakiś browar uwarzył IPA i nie podpisał tego piwa nazwą tego stylu, ale z drugiej strony Francuzi nie podpisali go jakimkolwiek stylem, więc samowolnie je sobie zakwalifikuję wedle własnego widzimisię. Przede wszystkim bardzo dobre piwo, ale jest dużo lepszych i tańszych w tej kategorii.

sobota, 25 lipca 2015

Pinta (Browar na Jurze): Raj z rajs

Raj z rajs było jednym z najlepszych piw, jakie piłem na ostatnim Festiwalu Dobrego Piwa we Wrocławiu, kandydowało nawet na najlepsze - nie dziwota zatem, że z utęsknieniem wyczekiwałem możliwości zdegustowania butelkowej wersji. Anegdotka jest taka, że pijąc je na FDP, byłem przekonany, że to AIPA, nie podejrzewałem go o bycie imperialną wersją stylu - tak lekko i dobrze wchodziło mimo potężnej pełni smaku i wysokiej goryczki (a jak zobaczyłem ekstrakt, to nie mogłem uwierzyć). Zasługa ryżu? Cóż, mam niekrytą nadzieję, że z butelki będzie smakować identycznie jak na Festiwalu i będę mógł uważniej się mu przyjrzeć.

Informacje ogólne:
Piwo: Raj z rajs
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 7,9%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 19.11.2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Tęsknię co prawda bardzo do abstrakcyjnych etykiet Pinty, z jednym, dominującym kolorem, ale za to wspaniałą wiadomością jest to, że Pinta przeszła na ten genialny materiał, z którym pierwszy raz spotkałem się u Kingpina. Wcześniejszy styl plus ten materiał plus jak zawsze wyśmienite bogactwo treści dałoby ideał.
9,5/10

Barwa
Istotnie bardzo jasne, jasnozłote, właściwie trochę cytrynowe, wyjątkowo świetnie się na to patrzy jak na tak jasne piwo, duża w tym zasługa pięknego zamglenia.
4,5/5

Piana
Bardzo, bardzo dobra - obfita, cudownie gęsta, oblepia szkło, utrzymuje się bardzo długo, w końcu nieco poddając.
5/5

Zapach
W aromacie idealnie świeże zderzenie słodko-kwaskowatych cytrusów (grejpfrut, cytryna) i liczi oraz pikantnych, wyrazistych nut żywicznych, do tego później dochodzi jeszcze ziołowy, szyszkowy, świeży chmiel - świetny zapach, pokazujący trzy różne oblicza chmielu; ośmielę się też powiedzieć, że czuję udział ryżu; problemem jest minimalny DMS, zupełnie do przeżycia, o nieodpychającym obliczu, ale trochę kradnie z zapachu.
8/10

Smak
Zderzenie paru przeciwieństw - jak najbardziej czuć, że to bardzo mocne piwo, jednocześnie faktycznie wchodzi bardzo lekko jak na swoją moc, ale również nie dlatego, żeby było cienkie od strony słodowej, przeciwnie - najpierw pojawia się przyjemna, czysta, wyważona słodowa słodycz, a następnie bardzo wysoka i szlachetna, ziołowo-cytrusowa goryczka - znakomite piwo, gdyby jeszcze pohamować trochę zbyt śmiały alkohol, byłoby bodaj genialne.
9/10

Tekstura
Tekstura tak doskonała, że zupełnie nie zwróciłem na nią uwagi.
5/5

8.0/10 

Trochę słabiej niż na festiwalu (tym razem bardzo wyraźna moc), ale w dalszym ciągu - wybitne IIPA, bardzo błyskotliwa koncepcja i nienaganne wykonanie. Nie mogę się opędzić od wrażenia, że inspiracją dla twórców tego piwa był Heady Topper, też taka jaśniejsza, lżejsza - ale nie pod względem zawartości alkoholu, a odbioru - wersja tego stylu. Aż tak dobrze to nie wyszło, ale i tak ścisły top polskich imperialnych IPA.

czwartek, 23 lipca 2015

Buxton: Nth Cloud

Moje dziesiąte piwo z Buxton Brewery to imperialne IPA na Simcoe i Mosaicu. Ciemne IIPA z tego browaru było fantastyczne i mam nadzieję, że również jasne mnie rozwali. Ciekawostką jest fakt, że mój egzemplarz został zabutelkowany w ostatnim dniu ubiegłego roku.

Informacje ogólna:
Piwo: Nth Cloud
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 31.12.2014 r. (do 31.12.2015 r.)
Cena: 15,95 zł (24,17 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Kolejna odsłona standardowego stylu etykiety Buxton.
8,5/10 


 
 
Barwa
Piękny, lekko zamglony, ale świetlisty pomarańcz, świetne.
4,5/5

Piana
Rewelacyjnie gęsta i obfita, genialnie oblepia szkło, niemal w całości utrzymuje się do końca, prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Piękne nuty owoców cytrusowych i tropikalnych - pomarańcza, liczi, mango, grejpfrut, do tego ostrzejsze nuty żywiczne i trochę trawiastych, bardzo ładny popis chmielu, natomiast zastrzeżenia można mieć do intensywności, nawet znaczne.
8/10


Smak
W smaku nie ma już mowy o niedoborze intensywności, piwo daje świetny balans intensywnej, chmielowej goryczki ze słodową, słodką, odrobinę karmelową kontrą, ogólnie wypada nawet słodko przez słodkoowocowe oblicze chmielu; niezwykle przyjemne piwo, dopracowane, co prawda jak na styl nie jest jakieś rozbrajające, ale na próżno szukać w nim fałszywej nuty.
8,5/10

Tekstura
Opuściłbym wysycenie o pół stopnia.
4,5/5

7.5/10

Jest to jedno ze słabszych piw z Buxton, jakie piłem (co już dużo mówi o tym wybitnym browarze), a w natłoku dużo lepszych IIPA mocno przepada, ale przede wszystkim to kolejny świetny produkt tych niebywale niezawodnych Anglików. Myślę, że druga dziesiątka ich piw jest formalnością.

środa, 1 lipca 2015

BrewDog: Konnichiwa Kitsune

Kolejne piwo z serii "Hello My Name Is...", choć po etykiecie bardzo ciężko to stwierdzić. Różni się stylem od pozostałych etykiet BrewDoga, a w dodatku jest prawie cała po japońsku (a nawet po rozszyfrowaniu nazwa piwa okazuje się być tylko luźnym nawiązaniem do nazwy serii). W każdym razie imperialne IPA z yuzu - popularnym w Japonii i Korei cytrusem, który mocno przypomina (na zdjęciach, oczywiście) skrzyżowanie mandarynki z cytryną.

Informacje ogólne:
Piwo: Konnichiwa Kitsune
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: imperialne India Pale Ale
Dodatki: yuzu
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 11.11.2015 r.
Cena: 18,40 zł (25,92 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta będąca ukłonem w stronę Japończyków, prawie cała, jak wspomniałem, po japońsku. Bardzo przykuwa wzrok, choć wolę bardziej standardowe klimaty BrewDoga.
8/10
 
Barwa
Piękny, głęboki, lekko zamglony bursztyn, bliskie ideału.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, całkiem długo się utrzymuje w przyzwoitej ilości, dobra.
3,5/5

Zapach
Piękny, świeży, skierowany przede wszystkim w stronę najróżniejszych cytrusów - limonka, pomarańcza, grejpfrut, do tego spore ilości nut żywicznych, ostrych, wręcz wchodzących w pieprzność; nowofalowy chmiel stać może na więcej, nawet dużo więcej, ale jest to świetny aromat, choć po ogrzaniu troszkę przebija się alkohol.
8/10

Smak
Tu nie pozostawia złudzeń co do swojej masywności, jest bardzo intensywne, zarówno zintensyfikowana, słodka, niemal korzenna słodowość mocno się udziela, jak i owocowo-żywiczny chmiel - niby jest dobrze, ale są dwa problemy - kiepsko ukryty, a niezbyt szlachetny alkohol oraz dziwny, kwaskowaty posmak na finiszu (być może od dodanych owoców), które razem wypierają normalną, chmielową goryczkę, ostatecznie piwo jest najwyżej solidne, ale nazwałbym je raczej przeciętnym.
5/10

Tekstura
Na bardzo dobrym poziomie, tylko trochę za wysokie wysycenie.
4/5

5.5/10

Na etapie zapachu myślałem, że dostanę kolejne świetne IIPA z BrewDoga, ale w smaku okazało się, że dostałem najgorsze ze wszystkich, jakie piłem. Ba, jedno z dwóch najgorszych piw z BrewDoga w ogóle. Nie udźwignęli alkoholu. IIPA to wbrew pozorom jeden z najtrudniejszych stylów do uwarzenia, chyba najwięcej kraftowych wpadek spotkałem właśnie na tym polu. Duże rozczarowanie.

niedziela, 21 czerwca 2015

AleBrowar & Birbant (Gościszewo): Kiss the Beast

Dotychczasowe dwa piwa z serii wielkich kooperacji AleBrowaru były rewelacyjne. I Deep Love, i So Far, So Dark uwiodły mnie totalnie, toteż na Kiss the Beast czekałem w ekscytacji, chociaż partner tym razem dużo mniejszego formatu niż Nøgne Ø i Artezan, bo Birbant, co do którego mam mieszane odczucia (jak zresztą do samego AB). Na pierwszy rzut oka mamy trochę powtórkę z Deep Love, ale Deep Love to było bardziej belgijskie ale z amerykańskim chmielem, a tzw. belgijskie IPA to zwykle AIPA/IIPA z jakimiś belgijskimi wstawkami, zwykle zresztą mizernymi. Koncepcyjnie Kiss the Beast przywodzi mi na myśl od razu Raging Bitch z Flying Dog Brewery, znakomite piwo zresztą, choć tej Belgii to właśnie tam było jak na lekarstwo.

Informacje ogólne:
Piwo: Kiss the Beast
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar i Birbant)
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.10.2015 r.
Cena: 10,50 zł

Opakowanie
Jak zwykle w tej serii genialna, malowana butelka, może poprzednie projekty odrobinę bardziej mi się podobały. Zabrakło też firmowego kapsla.
9,5/10

 
Barwa
Cudowny bursztyn leciutko wpadający w miedź, zmętnienie na tyle duże, by nadać wyrazistości, ale dość małe, by pozwalać na piękne błyski - piękne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, ale niezbyt gęsta, o solidnej, ale nierewelacyjnej trwałości.
3/5

Zapach
Intensywny, barwny zapach amerykańskiego chmielu, owocowy, a jednak raczej wytrawny niż słodki, mimo wszystko mocno podszyty żywicą i trawą, pojawia się w nim też coś belgijskiego, jakby owoce kandyzowane w dość specyficznym wydaniu - bardzo ładna kompozycja, choć daleka od wybitności.
7,5/10
Smak
O ile w zapachu jest "raczej wytrawnie", o tyle w smaku słodycz zostaje właściwie zutylizowana, jest jakby pozbawione słodowości, niestety na jej miejsce wskakuje niewybaczalnie wysoki alkohol, rozpuszczalnik wprost, który w połączeniu z suchą, trochę łodygową (nawet nie jakąś bajecznie wysoką, 200 IBU? że co?) goryczką daje piwo po prostu bardzo złe, może nie katastrofalne, ale jednoznacznie nieprzyjemne, puste mimo swojej mocy, na finiszu można wyciągnąć minimum przyjemności z goryczki i to tyle.
2/10

Tekstura
Jest dość gęste i mocno wysycone, co właściwie jeszcze pogarsza sprawę, bo kompletnie nie wchodzi.
1/5

3.0/10 

Kiss the Beast to nazwa trafna jak cholera, nie powiem. Wpadka, a gdyby nie bardzo ładny zapach, to nie tylko wpadka, ale i katastrofa by to była. Bezsprzecznie najgorsze piwo z dwudziestu czterech (!), jakie piłem z AleBrowaru (z Birbanta również). Jeśli chodzi o sam smak, to zresztą nie mogę sobie przypomnieć nic równie dramatycznie słabego z całego polskiego craftu, jaki przez siebie przelałem! Ten rozpuszczalnik jest absolutnie zabójczy, wstydziłbym się takie piwo wypuścić, zmęczyłem pół butelki (zresztą tylko dzięki zapachowi, który jest zachęcający i choć każdy łyk jest nieprzyjemny, to chce się dać jeszcze jedną szansę), reszta leci do rzeki, dziękuję, dobranoc. Sytuacja jest o tyle przykra, że gdybym takie piwo dostał od BrewDoga albo Mikkellera, to byłbym absolutnie zszokowany, a w przypadku bądź co bądź uznanych przedstawicieli polskiej sceny rzemieślniczej jestem tylko mocno zawiedziony. AleBrowar jest cholernie nierówny.