Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Birbant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Birbant. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 października 2017

Birbant (Zarzecze): Peach Hopsbant Milkshake

Przechodzi przez polski craft ostatnio mała fala mody na "Milkshake IPA", czyli IPA (na ogół nędznie chmielone na goryczkę) z laktozą. Koncepcja jak dla mnie umiarkowanie przekonująca, ale obczajmy. Przy okazji pierwszy raz od ponad roku dam szansę jednemu z najstarszych polskich browarów kontraktowych, Birbantowi. Tutaj w wersji z sokiem brzoskwiniowym.

Informacje ogólne:
Piwo: Peach Hopsbant Milkshake
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: 15,5%
Objętość: 500 ml
Warka:
Cena: brak danych

Opakowanie
Nawet fajna kolorowa etykieta i idiotyczny opis piwa.
6/10 



 
Barwa
Ciemne złoto podchodzące pod bursztyn, bardzo mętne, ładne.
4/5

Piana
Niezbyt obfita, przyzwoicie gęsta, średnio trwała.
3,5/5

Zapach
Bardzo słodki, wręcz nieco ulepkowaty, ale jeszcze w porządku; czuć już tutaj bardzo mocno laktozę, jest też ostro-cytrusowy chmiel i brzoskwinie. Może nie przesadnie piękny, ale udany, dość oryginalny, przyjemny i zachęcający. Po czasie tylko wychodzi lekka cebulka z Mosaica (zapewne).
6,5/10

Smak
Bardzo podobny do zapachu; ledwie jest to IPA, w każdym razie być może najmniej goryczkowe, jakie piłem; laktoza bardzo mocno wyczuwalna, właściwie faktycznie ma to piwo w sobie coś z szejka mlecznego, zważywszy również na gęstość tekstury; sok brzoskwiniowy jakoś przesadnie się nie udziela, ale jest fajna owocowość od chmielu. Smaczne piwo, ale trochę mdłe od połączenia laktozy z niskim odfermentowaniem, po paru łykach już średnio chciało mi się je pić.
6,5/10

Tekstura
Jak wspomniałem, straszliwie gęste jak na tak niski alkohol - gra to nie najlepiej, ale i nie źle.
3/5

6.0/10

Najbliżej tego z moich doświadczeń stoi Krakowskie śniadanie z Pracowni Piwa i był to dużo bardziej udany eksperyment z laktozą w jasnym piwie. Twór Birbanta jest niezły, ale nic więcej, w życiu bym nie powtórzył.

piątek, 13 maja 2016

Birbant (Zarzecze): ABW

Z Birbantem, jednym z najstarszych i chyba jednym z bardziej docenianych przez rynek kontraktowców, długo się już nie widziałem; po raz ostatni wypiłem ich piwo na początku zeszłego lipca. Statystyka była nieubłagana - tylko trzy z ośmiu piw Birbanta, jakich spróbowałem, były warte zakupu. Ktoś mnie jednak dość spontanicznie namówił na zakup tego piwa, no to wziąłem, zwłaszcza że barleywine'ów wciąż znacznie za mało w życiu wypiłem, a i jest to okazja do przetestowania polskiego craftu na trudnym terenie BW, bo Birbant jest takim trochę "typowym", reprezentatywnym kontraktowcem jak dla mnie - nie jest ani tworem wybitnym, ani kiepskim. ABW to oczywiście amerykańskie barleywine, chmielone sześcioma różnymi amerykańskimi chmielami (dla odmiany baza słodowa jest skrajnie banalna - pale ale i koniec, trochę to nasuwa obawy, że piwo będzie można równie dobrze określić jako imperialne IPA, jak już było w przypadku Hard Bride z AleBrowaru) i rzekomo z goryczką na poziomie 100 IBU. 

Informacje ogólne:
Piwo: ABW
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: 24,5%
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.12.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Ta sama estetyka, co na Old Ale, które piłem w lipcu, ale etykieta z matowej zmieniona na bardzo błyszczącą. Trochę na niekorzyść. Birbant dorobił się za to firmowych kapsli, całkiem ładnych.
8,5/10

 
Barwa
Fantastyczna, pod mocnym światłem jest to taki idealny pomarańcz, porządne zmętnienie robi robotę.
5/5

Piana
Umiarkowanie obfita, umiarkowanie gęsta, solidnie trwała. Średnia z plusem.
3/5

Zapach
Niemal totalnie chmielowy, a nawet niemal totalnie chmielowo-owocowy. Cytrusy (pomarańcza, słodki grejpfrut), do tego jakieś owoce tropikalne, mango chyba, lekka pikantność, lekki karmel. Intensywny bardzo. Gdyby nie trochę negatywny efekt zbyt skondensowanej chmielowości (często występuje w bardzo mocnych IIPA), byłoby przepięknie (jest też lekki kwas izowalerianowy, ale w zupełnie znośnych ilościach). Trzeba mieć natomiast sporo dobrej woli, żeby zakwalifikować to jako barleywine.
8,5/10

Smak
Dalej mocno stawia na chmiel, słodowych nut tu właściwie nie ma (są tylko nuty słodkie). Chmielowość robi się trochę cięższa, dalej owocowa przede wszystkim, ale jak w zapachu było odczucie soku owocowego, tak tu bardziej miąższu. No niestety jest tu pewne niedbalstwo w kwestii słodowej, przez co wyłazi alkohol - bez tragedii, ale trochę przeszkadza. Odczucie goryczki jest średnie i to nie jak na styl, a po prostu średnie - 100 IBU gdzieś uciekło, i to tak w połowie. Finisz jest jednak fajny, taki słodko-chmielowy. To jest dla mnie po prostu bardzo mocne IIPA, ale bardzo dobre. Gdyby nie alkohol, byłoby świetne.
8/10

Tekstura
Trochę brakuje mi wysycenia i trochę za gęsto.
4/5

7.0/10

Niemal równo rok temu piłem sobie Hard Bride, które było bardziej imperialnym IPA niż amerykańskim barleywine. Nawet tam było chyba jednak więcej punktów zaczepienia do zakwalifikowania piwa jako ABW niż tu. Tu w sumie jedynym jest bardzo wysoki alkohol, bardzo rzadko spotykany w imperialnych IPA. Nie lubię się kłócić z producentami i uznam to za ABW, ale nie będę mógł spojrzeć sobie w oczy. A piwo - bardzo dobre, podchodzące pod świetne, tylko że niekoniecznie wzruszające jak na styl (czy to ABW, czy IIPA) czy na kraftową cenę. Z Birbantem raczej nie będę flirtował jeszcze długo.

sobota, 11 lipca 2015

Birbant (Zarzecze): Old Ale

Nie mogę się przekonać do Birbanta, ale nie mogłem nie dać mu jeszcze jednej szansy, skoro uwarzyli styl tak sakramencko rzadki w polskim i w ogóle chyba każdym krafcie jak old ale. Ostatnio miałem okazję pić piwo w tym szlachetnym angielskim stylu aż szesnaście miesięcy temu, a było to Yorkshire Stingo z Samuel Smith Brewery. Opis na etykiecie zapowiada zupełnie klasyczne old ale i oby tak było. W każdym razie Birbant dostaje małego plusa już za samą chęć uwarzenia mało znanego i zapewne średnio się sprzedającego stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Old Ale
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: old ale
Dodatki: cukier muscovado
Alkohol: 7,4%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 27.10.2015 r.
Cena: 8,75 zł

Opakowanie
Bardzo konkretny ten nowy styl etykiet Birbanta. Wyraziście, jaskrawo, ale w miarę subtelnie. Wszystkie informacje na swoim miejscu, dokładny skład. Dalej goły kapsel.
8,5/10 
 
Barwa
Piękna - w zależności od oświetlenia ciemnobrązowa do ciemnomiedzianej, piękna gra refleksów, gdyby nie lekkie zmętnienie, byłoby idealnie.
4,5/5

Piana
Średnio obfita, dość gęsta, po paru minutach mamy już pierwsze dziury, do końca utrzymuje się dość gruby pierścień.
2,5/5

Zapach
Bardzo, ale to bardzo mocno przypalony karmel, orzechy laskowe, tort orzechowo-czekoladowy, cukier, lekko suszone owoce, może lekkie akcenty dębu - niby to piękne, ale trochę przykryte dziwnym, jakby gumowym z lekka charakterem chyba pochodzącym od alkoholu, na szczęście tylko trochę - ostatecznie świetny aromat z pewnym uszczerbkiem.
7,5/10

Smak
Bardzo intensywne, dobry balans karmelowej słodyczy ze spaloną goryczką; dalej orzechy, dąb, ciemne owoce; spalenizna przypomina mi bardzo mocno tę typową dla brandy hiszpańskiej - znakomity efekt. Dalej niestety alkohol wchodzi w paradę tym pięknym smakom, tym razem bardziej niż w aromacie, burzy wczesny finisz, dopiero odległy finisz jest bardzo przyjemny - szkoda, piwo jest tylko dobre, a miało być może potencjał na świetne.
7/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

6.5/10

Po raz nie wiem który w przypadku Birbanta - coś tu jest błyskotliwego, ale ostatecznie piwo tylko dobre i niewarte zachodu za swoją cenę. Świetny efekt brandy w smaku, bardzo ciekawa kompozycja, ale niedopieszczona. Odpuszczam sobie tych kontraktowców do momentu usłyszenia jakichś bardzo-bardzo pozytywnych recenzji ich piw.

niedziela, 21 czerwca 2015

AleBrowar & Birbant (Gościszewo): Kiss the Beast

Dotychczasowe dwa piwa z serii wielkich kooperacji AleBrowaru były rewelacyjne. I Deep Love, i So Far, So Dark uwiodły mnie totalnie, toteż na Kiss the Beast czekałem w ekscytacji, chociaż partner tym razem dużo mniejszego formatu niż Nøgne Ø i Artezan, bo Birbant, co do którego mam mieszane odczucia (jak zresztą do samego AB). Na pierwszy rzut oka mamy trochę powtórkę z Deep Love, ale Deep Love to było bardziej belgijskie ale z amerykańskim chmielem, a tzw. belgijskie IPA to zwykle AIPA/IIPA z jakimiś belgijskimi wstawkami, zwykle zresztą mizernymi. Koncepcyjnie Kiss the Beast przywodzi mi na myśl od razu Raging Bitch z Flying Dog Brewery, znakomite piwo zresztą, choć tej Belgii to właśnie tam było jak na lekarstwo.

Informacje ogólne:
Piwo: Kiss the Beast
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar i Birbant)
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.10.2015 r.
Cena: 10,50 zł

Opakowanie
Jak zwykle w tej serii genialna, malowana butelka, może poprzednie projekty odrobinę bardziej mi się podobały. Zabrakło też firmowego kapsla.
9,5/10

 
Barwa
Cudowny bursztyn leciutko wpadający w miedź, zmętnienie na tyle duże, by nadać wyrazistości, ale dość małe, by pozwalać na piękne błyski - piękne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, ale niezbyt gęsta, o solidnej, ale nierewelacyjnej trwałości.
3/5

Zapach
Intensywny, barwny zapach amerykańskiego chmielu, owocowy, a jednak raczej wytrawny niż słodki, mimo wszystko mocno podszyty żywicą i trawą, pojawia się w nim też coś belgijskiego, jakby owoce kandyzowane w dość specyficznym wydaniu - bardzo ładna kompozycja, choć daleka od wybitności.
7,5/10
Smak
O ile w zapachu jest "raczej wytrawnie", o tyle w smaku słodycz zostaje właściwie zutylizowana, jest jakby pozbawione słodowości, niestety na jej miejsce wskakuje niewybaczalnie wysoki alkohol, rozpuszczalnik wprost, który w połączeniu z suchą, trochę łodygową (nawet nie jakąś bajecznie wysoką, 200 IBU? że co?) goryczką daje piwo po prostu bardzo złe, może nie katastrofalne, ale jednoznacznie nieprzyjemne, puste mimo swojej mocy, na finiszu można wyciągnąć minimum przyjemności z goryczki i to tyle.
2/10

Tekstura
Jest dość gęste i mocno wysycone, co właściwie jeszcze pogarsza sprawę, bo kompletnie nie wchodzi.
1/5

3.0/10 

Kiss the Beast to nazwa trafna jak cholera, nie powiem. Wpadka, a gdyby nie bardzo ładny zapach, to nie tylko wpadka, ale i katastrofa by to była. Bezsprzecznie najgorsze piwo z dwudziestu czterech (!), jakie piłem z AleBrowaru (z Birbanta również). Jeśli chodzi o sam smak, to zresztą nie mogę sobie przypomnieć nic równie dramatycznie słabego z całego polskiego craftu, jaki przez siebie przelałem! Ten rozpuszczalnik jest absolutnie zabójczy, wstydziłbym się takie piwo wypuścić, zmęczyłem pół butelki (zresztą tylko dzięki zapachowi, który jest zachęcający i choć każdy łyk jest nieprzyjemny, to chce się dać jeszcze jedną szansę), reszta leci do rzeki, dziękuję, dobranoc. Sytuacja jest o tyle przykra, że gdybym takie piwo dostał od BrewDoga albo Mikkellera, to byłbym absolutnie zszokowany, a w przypadku bądź co bądź uznanych przedstawicieli polskiej sceny rzemieślniczej jestem tylko mocno zawiedziony. AleBrowar jest cholernie nierówny.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Birbant (Zarzecze): Miss Big Foot

Dużo już mija czasu, odkąd postanowiłem zrobić sobie przerwę od Birbanta ze względu na zbyt rzadkie wypuszczanie przez tego kontraktowca piw na poziomie rzemieślniczym. W międzyczasie Birbant zdążył uwarzyć mnóstwo nowych piw i ugruntować swoją pozycję na rynku, stając się jednym z bardziej poważanych rzemieślników. Przywołali mnie do siebie z powrotem stylem piwa, jakie uwarzyli - wędzony Foreign Extra Stout brzmi jak coś bardzo pod moje gusta (jest nim notabene wybitny Smoky Joe). Jak się okazuje, jest też zasypany przeróżnymi dodatkami. Piwo jest nietypową kooperacją, bo nie z innym browarem kontraktowym, a z poznańskim pubem Piwna Stopa, a konkretniej z reprezentującym ów pub piwowarem domowym, Sebastianem Leszczakiem.

Informacje ogólne:
Piwo: Miss Big Foot
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: wędzony Foreign Extra Stout
Dodatki: cukier muscovado, skórki pomarańczy, polskie wędzone śliwki, laska wanilii
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 17,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 03.09.2015 r.
Cena: 8,65 zł

Opakowanie
Etykieta seksowna i seksowna w dobrym guście, chociaż panienka ma trochę elementów bardzo nie w moim typie (krzykliwe tatuaże und tunele w uszach). Do tego bardzo dobrze narysowana, zapada w pamięć i wyróżnia się. Ładnie podany dokładny skład. Ogólnie super, no, może ewentualnie Birbant mógłby powoli myśleć o własnych kapslach.
8,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście ciemne, choć nawet mimo tego widać gdzieniegdzie nieładną, błotnistą mętność, co odbiera majestatu czerni.
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, o ładnej barwie, ale już umiarkowanie, żeby nie powiedzieć niezbyt gęsta i z trwałością też nieszczególnie.
3/5

Zapach
W zapachu niespodzianka, jest ogarnięte przez wędzone śliwki, poza tym amerykański chmiel jest tu czynnikiem istotnym, choć jest i miejsce na ciemny, lekko czekoladowy słód - efekt jest bardzo, bardzo dziwny, w pierwszym odruchu w ogóle nie kojarzy się z piwem, a raczej z jakimś daniem na ciepło - na boga, przypomina mi pieczeń wieprzową z dużą ilością jałowca i żurawiny, schab ze śliwką też pasuje; przy mocniejszym skupieniu się na zapachu, a właściwie przy długim pociągnięciu nosem, jest już normalniej, bardziej czekoladowo, czuć wanilię; po jakimś czasie chmiel się usuwa, zostają wędzone śliwki w czekoladzie, pumpernikiel, zapach sauny i suszone figi - jeśli oceniałbym tylko oryginalność i złożoność, to musiałbym chyba walnąć dziesiątkę za zapach, ale jednak jest on dużo bardziej nietypowy i złożony niż przyjemny; mimo wszystko bardzo mi się podoba.
8,5/10

Smak
W smaku jest właściwie równie dziwnie: dominuje ta popieprzona, śliwkowo-jałowcowa, lekko popiołowa wędzonka, aż czuć jej słono-kwaśny smak, jest też trochę chmielowych cytrusów; coś z normalnego stoutu czuć dopiero na mocno palonym, leciutko czekoladowym finiszu ze sporą goryczką, acz sprawiającą wrażenie nie chmielowej, a takiej z mocnej kawy bardziej; i jeszcze nie koniec, parę ostatnich łyków po prostu paliło gardło, chociaż sam już nie wiem, czy pikanterią czy słonością - piwo nie jest jakieś rozkoszne na pewno, choć całkiem smaczne, natomiast tak pozytywnie zakręcone, że nie umiem nie wystawić mu bardzo wysokiej noty.
8/10

Tekstura
Jest trochę niedogazowane, choć prawdę mówiąc przy tym smaku ciężko zwrócić uwagę na teksturę.
3,5/5

7.0/10

Dawno nie popełniłem tak długiego opisu degustacji, co bardzo dużo mówi o tym piwie. Choć przeczytałem skład, jakoś nie zajarzyłem, że nie ma w nim słodu wędzonego, a zatem za wędzonkę miały odpowiadać śliwki - no i co tu dużo mówić, odpowiedziały twardo. Piekielnie ciekawe i oryginalne piwo, szkoda tylko, że przyjemność z picia nie dorównała oryginalności (trochę "za dużo wszystkiego" jednak), ale i tak jest bardzo dobre. Szkoda, że pewnie nigdy się nie dowiem, jak komponowałoby się z jakimś konkretnym mięsiwem, w każdym razie jak ktoś jeszcze uchował butelkę, to polecam zestawić z czymś takim.

sobota, 13 września 2014

Birbant (Zarzecze): Red AIPA

Kolejne piwo z Birbanta, ale tym razem nie nowe - jak wiadomo, panowie z Birbanta wcześniej pracowali w minibrowarze Haust, rozlewającym na mniejszą skalę niż Birbant. Zabrali ze sobą swoją recepturę, stworzyli nie identyczną, ale ewidentnie bardzo podobną etykietę i w tym roku postanowili znowu zacząć je warzyć, na większą skalę, choć nie w Witnicy, a w... Zarzeczu. Powoli miszmasz kontraktowy zaczyna się robić trochę skomplikowany.

Informacje ogólne:
Piwo: Red AIPA
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Produkowane od: 2012
Styl: czerwone India Pale Ale
Alkohol: 6,7%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Nie podoba mi się specjalnie ta historyczna etykieta, wolę typowy styl Birbanta znany z Witnicy. Ocenę podbija w górę za to dokładny skład. Autorzy nie ukrywają też historii piwa.
6/10



Barwa
Piękna, głęboko bursztynowa barwa w połączeniu z całkowitą klarownością daje efekt czysty, elegancki, ale i jednocześnie swojski - prawie idealne. 
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, a ponad wszystko ekstremalnie gęsta, naprawdę niezwykle zbita - bardzo ładnie oblepia szkło i utrzymuje grubą warstwę do samego końca. 
5/5

Zapach
Dominuje oczywiście amerykański chmiel, ale w towarzystwie karmelu - ma raczej dość słodki, owocowy profil, choć i jakieś nuty żywiczne gdzieś tam w tle się kryją - wśród owoców szczególnie mocne wydaje się liczi - ogólnie bardzo ładny zapach, ale trochę więcej intensywności byłoby bardzo mile widziane. 
7/10

Smak
W smaku znacznie bardziej wytrawne, od początku najbardziej rzuca się na nas bardzo mocna goryczka, trochę w towarzystwie owoców, ale skromnym - ogólnie poza goryczką wiele w tym piwie nie ma, ta zaś co prawda byłaby niemal idealna, jednak wkrada się na pewnym etapie każdego łyku ewidentna, bardzo psująca obraz nuta kartonowa, papierowa, szorstka i sucha - szkoda, piwo byłoby bez tego bardzo dobre (mimo że wyjątkowo nieskomplikowane), a tak jest najwyżej niezłe; fajny, długi finisz, na którym karton jest już nieobecny, pozostaje przyjemne, żywiczne oblicze goryczki. 
7/10

Tekstura
Odjąłbym mu sporo gazu, ale źle z teksturą nie jest, jest w porządku.
3/5

6.0/10

Możliwe, że odpocznę sobie od Birbanta na jakiś czas. Nie skreślam ich, ale trzy z pięciu ich piw, które piłem, nie były godne uwagi i pieniędzy, statystyka robi się więc już trochę kiepska. Szkoda, bo był moment, że liczyłem na konkurencję dla Pinty i AleBrowaru, ale chyba nic z tego - na szczęście pojawili się inni kandydaci.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Birbant (Witnica): American Wheat

Czwarte piwo z jednego z ciekawszych polskich kontraktowców, Birbanta. Póki co udaje mi się dostać wszystko, co wypuszczą i myślę, że będę walczył o kolejne propozycje, nawet jeśli dzisiaj nie będzie najlepiej. Co zaś do piwa, które stoi przede mną, to jest efektem nowej mody wśród rzemieślników, mody na amerykańskie pszeniczne ale. Ciekaw jestem, jak Birbant to udźwignął, najbardziej podobne z dotychczasowych ich piw, Citra IPA, było najsłabsze.

Informacje ogólne:
Piwo: American Wheat
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Birbant)
Produkowane od: 2014
Styl: American Wheat
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Kolejna fryzura do kolekcji. Jak już Birbant dorobi się z dziesięciu piw, to ich komplet będzie się prezentował znakomicie. A nawet komplet etykiet, jaki będę zapewne posiadał. Czekam.
8/10



Barwa
Bardzo jasne i mocno zmętnione - w efekcie wygląda świeżo, atrakcyjnie, cytrynowo - blisko ideału. 
4,5/5
 
Piana
Niestety bardzo skromna, a i gęstość pozostawia wiele do życzenia - już po paru minutach pozostają marne resztki, a jedynym większym plusem jest oblepienie szkła. 
2/5

Zapach
Owocowy aromat amerykańskiego chmielu, połączony z mocną, słodką nutą słodową - trochę niewyraźny, ciężko doszukiwać się w nim nie wiadomo ilu owoców, czuć głównie cytrynę - ani specjalnie wyszukany, ani intensywny, chociaż bez wątpienia dość miły. 
6,5/10
Smak
W smaku ma podobny problem, brak mu pełni - ma to co prawda swoją dobrą stronę, jest rewelacyjnie orzeźwiające, ale mogłoby takim pozostać, gdyby cytrusowe nuty udzielały się nieco nachalniej; w ustach jest proste, nawet bardziej słodowe niż chmielowe, na przełyku przemyka nieśmiało niewysoka, ale przyjemna goryczka, a finisz wreszcie daje trochę pola do popisu dla chmielu - jest smaczne, a nade wszystko niebywale rześkie, ale nie jest to nektar bogów i nawet nim być nie próbuje. 
7/10

Tekstura
Bardzo dobra, sprzyja orzeźwieniu, może trochę więcej gazu by nie zaszkodziło.
4/5

6.0/10
 
A więc jednak mamy dwa na dwa. Dwa piwa z Birbanta były świetne, ale tyle samo okazało się sporym zawodem, jak na warunki rzemieślnicze naprawdę sporym. American Wheat ma swoje zalety - jest niebywale orzeźwiające i sesyjne, ale to nie wszystko, jest poza tym po prostu dość nudne. Po Brown Ale i Robust Porterze Birbant mnie tak łatwo do siebie nie zrazi, ale druga taka "wpadka" na cztery piwa oddala ich mocno od wysokich lokat w rankingu polskich rzemieślników.

środa, 13 sierpnia 2014

Birbant (Witnica): Robust Porter

Po pewnej przerwie powracam do jednego z bardziej wyrazistych kontraktowców na naszej scenie, Birbanta. Bardzo spodobało mi się jego brown ale, ale już single hop IPA mocno zawiodło - teraz mam chyba największe oczekiwania, przede mną styl, który jeszcze tu nie zagościł, a który już na papierze bardzo mi się podoba - robust porter, trochę mocniejszy, bardziej intensywny i bardziej chmielowy od brown porteru.

Informacje ogólne:
Piwo: Robust Porter
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Birbant)
Produkowane od: 2014
Styl: robust porter
Alkohol: 5,8%
Ekstrakt: 14,7%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Tak jak sądziłem, etykiety Birbanta z każdą kolejną do kompletu wyglądają lepiej. Tutaj mamy fryzurę słynnego wcielenia Samuela L. Jacksona z Pulp Fiction i w kontekście stylu wygląda to bardzo przekonująco. Z tyłu jak zawsze dokładny skład.
8/10


Barwa
Bardzo ciemne, ale nie czarne - pozostawia miejsce na piękne, rubinowe i ciemnobrązowe przebłyski; znakomite.
5/5

Piana
Jest umiarkowanie obfita, za to piekielnie gęsta i bogato oblepiająca szkło; utrzymuje się do samego końca prawie w całości. 
4,5/5

Zapach
Wpierw rewelacyjny, intensywny aromat, w którym dominującą nutą jest palone zboże, mamy też dodatek słodkiego, czekoladowego zaokrąglenia, doszukać można się śliwek w czekoladzie, ogólnie jednak najbardziej skupia uwagę palenizna; traci na intensywności z czasem.
8/10
Smak
W smaku bardzo podobnie, na samym początku dostajemy potężne uderzenie paloności, które jednak bardzo szybko jest równoważone sporą dawką nut czekoladowo-kremowych, przez co piwo raz pokazuje wytrawne, a raz słodkie oblicze i daje to świetny, ciekawy efekt; na koniec pojawia się jeszcze wyraźna, ale nie za wysoka, chmielowa goryczka, może trochę za mało szlachetna, a na finiszu możemy delektować się na powrót akcentami palonymi - wyśmienite. 
9/10

Tekstura
Jest bardzo gęste, przyjemnie gęste, do tego dochodzi umiarkowane wysycenie i mamy idealną teksturę.
5/5

8.0/10

Zdecydowanie najlepsze z dotychczasowych trzech piw Birbanta, które sprawia, że można z tym browarem wiązać spore nadzieje. Nie jest to na pewno jeszcze poziom wysokiej formy Pinty, a nawet AleBrowaru czy Doctora Brew, ale to drugie po Brown Ale piwo świetne i można się spodziewać, że birbanci wiedzą, co robią, zwłaszcza że tutaj już amerykański chmiel nie mógł załatwić sprawy.

piątek, 18 kwietnia 2014

Birbant (Witnica): Citra IPA

Jak obiecałem, tak robię - po świetnym pierwszym piwie z browaru kontraktowego Birbant od razu rzucam się na kolejne. Piwowarzy zostają przy amerykańskim chmielu, tym razem wypuszczając kolejnego już na rynku single hopa. W roli głównej citra, chmiel, który, jak nazwa wskazuje, dostarczać ma wrażeń głównie cytrusowych. Ciekaw jestem, jakiej dostarczy goryczki - ta była bowiem głównym punktem programu w Brown Ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Citra IPA
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Birbant)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 5,9%
Ekstrakt: 14,2%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Browar oczywiście trzyma się koncepcji swoich etykiet i dobrze. Pofatygowałem się na ich fanpage'a i ujrzałem grafiki, które przedstawiają rysunek na etykiecie w całości. Trzeba przyznać, że wygląda to wtedy znacznie lepiej, ale cóż - Witnica ma takie a nie inne, owalne etykiety.
7,5/10

Barwa
Złote, dążące w kierunku jasnozłotego, mocno mętne - sugerując się nazwą, faktycznie może przyjść na myśl sok z cytryny. 
3/5

Piana
Słusznie obfita, niemal idealnie gęsta, dość trwała, ładnie oblepia szkło. 
4/5
 
Zapach
Aromat amerykańskiego chmielu, wyraźny, ale dość nienachalny - istotnie zupełna dominacja cytrusów, przede wszystkim cytryny i pomarańczy - zdecydowanie bardzo ładny, nie oszałamiający, ale bezbłędny - nie obraziłbym się na większą intensywność. 
8/10


Smak
W smaku, co ciekawe, pierwsze skojarzenia są belgijskie, ma gdzieś tam tę specyficzną, przyprawową duszę, generalnie jednak dominuje zupełnie amerykański chmiel, co jednak interesujące, w mało cytrusowy sposób, bardziej żywiczny, a właściwie ziołowy - taka jest w szczególności wysoka, ale trochę drapiąca, mimo wszystko przyjemna goryczka; trochę lepiej na finiszu; początkowo mocno pijalne i orzeźwiające, z czasem trochę się nudzi; dobre, nic ponadto. 
6,5/10

Tekstura
Wysycenie powinno być odrobinę większe, ale nie ono jest największym mankamentem tekstury - piwo jest po prostu trochę za gęste i przez to pijalność nie jest rewelacyjna.
3/5

6.5/10

No bardzo duże rozczarowanie, nawet to piwo nie stało koło Brown Ale. Ocena wskazuje na dobre piwo, ale generalnie w przypadku AIPA nie ma się czym chwalić. Amerykański chmiel potrafi dużo załatwić i ciężko tym stylem upaść zbyt nisko. Jak dotąd spośród czterdziestu wszystkich rodzajów India Pale Ale, jakie piłem, gorszy był tylko Prometeusz z Olimpu, który przez diacetyl dostał pół punktu za zapach. A może właśnie akurat citra w pojedynkę "nie robi roboty" i potrzeba już większych umiejętności, by uwarzyć z niej single hopa? Cóż, na Birbanta się nie obrażam, ale aż tak szybko na następne ich piwo się nie rzucę.

sobota, 22 marca 2014

Birbant (Witnica): American Brown Ale

Rozpoczynam przygodę z kolejnym browarem kontraktowym z Polski. I kolejnym bardzo świeżym, bo rozpoczął działalność w styczniu obecnego roku. Zdążyłem załapać się na degustację ich debiutu na parę dni przed wypuszczeniem drugiego piwa, ogłoszonego drugie parę dni temu. Na razie jeszcze prowizorycznie, bez strony internetowej, jedynie z profilem na facebooku. Na pierwszy raz nietypowo nie wybrali żadnego IPA, a amerykańskie brązowe ale.

Informacje ogólne:
Piwo: American Brown Ale
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Birbant)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie brown ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Na etykiecie widać jakiś tam koncept, nawet sympatyczny, ale daleki od wybitności, bardzo daleki. Wygląda, jakby się ktoś po prostu nie wysilił. Ratuje to podany pełny skład i IBU, z drugiej strony brak jakiegokolwiek opisu piwa rozczarowuje. Chociaż - lepsze to czy grafomania Doctora Brew? Mimo wszystko chyba to drugie - można nie czytać, a zawsze to jakaś informacja. Goły kapsel, ale w przypadku debiutu wybaczalny.
7,5/10

Barwa
W ciekawy sposób lawiruje od głębokiego bursztynu do jasnego brązu; jak na piwo niefiltrowane jest wprost doskonale klarowne, dopiero po wlaniu ostatnich kropel mętnieje i to w ładny sposób; piękne.
4,5/5

Piana
Obfita, bardzo gęsta, bardzo trwała i oblepia szkło w sposób nieprawdopodobnie widowiskowy, wprost artystyczny. 
5/5

Zapach
Piękne nuty amerykańskiego chmielu, które w połączeniu ze słodem karmelowym tworzą świetną, owocową gamę z naciskiem na śliwki i truskawki. 
8,5/10

Smak
Zaskakująco zmienia profil na mniej owocowy, a bardziej słodowy; bardzo lekkie i orzeźwiające; dochodzi do sporego kontrastu, na początku, w ustach, jest zwiewne, zdaje się bardzo łagodne, przyjemnie słodowo-chmielowe - po przełknięciu wchodzi naprawdę ogromna, zupełnie bezwzględna, ziołowa, a niemal piołunowa goryczka; kontrast jest odrobinę zbyt wysoki, goryczka mogłaby przystopować, bo niestety w miarę picia zagłusza wszystko inne włącznie z ciekawym, chlebowym finiszem. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie mogłoby być odrobinę mniejsze, ale jest bliskie ideału.
4,5/5

7.5/10
 
No i wreszcie kontraktowiec, który morze się mierzyć z Pintą i AleBrowarem. I to z dobrym efektem, bo piwo to przebiło mniej więcej połowę tych z wymienionej wielkiej dwójki. Gdyby nie było trochę zanadto przechmielone, byłoby naprawdę rewelacyjnie. Spośród Birbanta, Doctora Brew i Olimpu ten pierwszy zdecydowanie i bezwzględnie najmocniej przykuł moją uwagę. Będę śledził szczegółowo, bez wątpienia spróbuję już niedługo następnego ich piwa.