Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijskie India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijskie India Pale Ale. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2016

Stone Berlin: Cali-Belgique IPA

Zobaczmy, jak legendarny Stone radzi sobie na swoim nowym obiekcie w Berlinie. Belgijskiego IPA nie piłem już z dawien dawna, a dobrego belgijskiego IPA to już w ogóle. Piwo według opisu browaru ma być po prostu belgijską wersją ich sztandarowego Stone IPA.

Informacje ogólne:
Piwo: Cali-Belgique IPA
Kraj: Niemcy - uwarzone przez filię browaru ze Stanów Zjednoczonych
Miasto: Berlin
Browar: Stone Brewing Berlin (filia browaru Stone Brewing Co.)
Styl: belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 6,9%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zapuszkowane 8 września 2015 r. (do 05.06.2017 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Wybitnie gustowna, mała puszka.
8/10 



Barwa
Głębokie złoto, leciutkie zmętnienie, sporo ulatującego gazu - bardzo ładnie.
4/5

Piana
Bardzo obfita, gorzej z gęstością. Utrzymuje się bardzo długo.
3,5/5

Zapach
W pierwszym odruchu - świeży, nowofalowy, ale i trochę tradycyjnie ziołowy chmiel. W drugim - bardzo wyraźne, przyprawowe belgijskie drożdże, efekt a la blond. Intensywny, nieprzesadnie złożony, bardzo przyjemny.
8/10

Smak
Połączenie Ameryki i Belgii niemal na równych prawach. Ciężko doprawdy powiedzieć, co tu stanowi trzon - bardzo silna jest zarówno ziołowo-żywiczno-cytrusowa, typowo amerykańska chmielowość (w tym spora goryczka), czy też przyprawowe, trochę skórkowo-cytrynowe akcenty belgijskie. Przeważa USA, ale nie jakoś bardzo mocno. Tak czy inaczej piwo jest bardzo smaczne i dwuwymiarowe. Właściwie to świetne. 
8,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
3,5/5

7.5/10

I takie połączenie Belgii z USA to ja rozumiem. Stone odczarował trochę moje umiarkowanie korzystne zdanie o belgijskich IPA. Po pierwsze piwo jest bardzo dobre, a po drugie czuć i Belgię, i Stany.

niedziela, 21 czerwca 2015

AleBrowar & Birbant (Gościszewo): Kiss the Beast

Dotychczasowe dwa piwa z serii wielkich kooperacji AleBrowaru były rewelacyjne. I Deep Love, i So Far, So Dark uwiodły mnie totalnie, toteż na Kiss the Beast czekałem w ekscytacji, chociaż partner tym razem dużo mniejszego formatu niż Nøgne Ø i Artezan, bo Birbant, co do którego mam mieszane odczucia (jak zresztą do samego AB). Na pierwszy rzut oka mamy trochę powtórkę z Deep Love, ale Deep Love to było bardziej belgijskie ale z amerykańskim chmielem, a tzw. belgijskie IPA to zwykle AIPA/IIPA z jakimiś belgijskimi wstawkami, zwykle zresztą mizernymi. Koncepcyjnie Kiss the Beast przywodzi mi na myśl od razu Raging Bitch z Flying Dog Brewery, znakomite piwo zresztą, choć tej Belgii to właśnie tam było jak na lekarstwo.

Informacje ogólne:
Piwo: Kiss the Beast
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar i Birbant)
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.10.2015 r.
Cena: 10,50 zł

Opakowanie
Jak zwykle w tej serii genialna, malowana butelka, może poprzednie projekty odrobinę bardziej mi się podobały. Zabrakło też firmowego kapsla.
9,5/10

 
Barwa
Cudowny bursztyn leciutko wpadający w miedź, zmętnienie na tyle duże, by nadać wyrazistości, ale dość małe, by pozwalać na piękne błyski - piękne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, ale niezbyt gęsta, o solidnej, ale nierewelacyjnej trwałości.
3/5

Zapach
Intensywny, barwny zapach amerykańskiego chmielu, owocowy, a jednak raczej wytrawny niż słodki, mimo wszystko mocno podszyty żywicą i trawą, pojawia się w nim też coś belgijskiego, jakby owoce kandyzowane w dość specyficznym wydaniu - bardzo ładna kompozycja, choć daleka od wybitności.
7,5/10
Smak
O ile w zapachu jest "raczej wytrawnie", o tyle w smaku słodycz zostaje właściwie zutylizowana, jest jakby pozbawione słodowości, niestety na jej miejsce wskakuje niewybaczalnie wysoki alkohol, rozpuszczalnik wprost, który w połączeniu z suchą, trochę łodygową (nawet nie jakąś bajecznie wysoką, 200 IBU? że co?) goryczką daje piwo po prostu bardzo złe, może nie katastrofalne, ale jednoznacznie nieprzyjemne, puste mimo swojej mocy, na finiszu można wyciągnąć minimum przyjemności z goryczki i to tyle.
2/10

Tekstura
Jest dość gęste i mocno wysycone, co właściwie jeszcze pogarsza sprawę, bo kompletnie nie wchodzi.
1/5

3.0/10 

Kiss the Beast to nazwa trafna jak cholera, nie powiem. Wpadka, a gdyby nie bardzo ładny zapach, to nie tylko wpadka, ale i katastrofa by to była. Bezsprzecznie najgorsze piwo z dwudziestu czterech (!), jakie piłem z AleBrowaru (z Birbanta również). Jeśli chodzi o sam smak, to zresztą nie mogę sobie przypomnieć nic równie dramatycznie słabego z całego polskiego craftu, jaki przez siebie przelałem! Ten rozpuszczalnik jest absolutnie zabójczy, wstydziłbym się takie piwo wypuścić, zmęczyłem pół butelki (zresztą tylko dzięki zapachowi, który jest zachęcający i choć każdy łyk jest nieprzyjemny, to chce się dać jeszcze jedną szansę), reszta leci do rzeki, dziękuję, dobranoc. Sytuacja jest o tyle przykra, że gdybym takie piwo dostał od BrewDoga albo Mikkellera, to byłbym absolutnie zszokowany, a w przypadku bądź co bądź uznanych przedstawicieli polskiej sceny rzemieślniczej jestem tylko mocno zawiedziony. AleBrowar jest cholernie nierówny.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Raduga (Witnica): Naked City

Czwarte piwo z Radugi i czwarte IPA, ale tym razem nie wyłącznie na amerykańskie kopyto, albowiem belgijskie IPA, styl trochę niejednolity. Czasem pod tą nazwą spotyka się zwykłe AIPA/IIPA z niemal homeopatycznym dodatkiem Belgii, mam nadzieję, że tu jest inaczej. Niestety znowu warzone w Witnicy, mam dużo więcej zaufania do Zodiaka.

Informacje ogólne:
Piwo: Naked City
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Raduga)
Styl: belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.09.2015 r.
Cena: 7,75 zł

Opakowanie
Niezła etykieta, choć męczy mnie trochę, że pani na obrazku ma piersi przy samej szyi i bez sutków. No ale dobra tam, fajna kolorystyka, filmowo, klimacik.
8/10

 
Barwa
Bardzo ładne, bursztynowe, może jasnobursztynowe, zmętnienie działa na niekorzyść - mogłoby być większe lub mniejsze.
4/5

Piana
Doskonale obfita, bardzo gęsta, osiada na szkle w dużych ilościach, z trwałością mogłoby być nieco lepiej, ale też jest dobrze.
4,5/5

Zapach
Słodki, chmielowy zapach owoców oraz nuty pikantne, niekoniecznie o belgijskim charakterze, bardziej chmielowa żywica, chociaż jednak drożdże belgijskie są wyczuwalne - to wszystko niestety podszyte witnicowym masełkiem, raczej nieodrzucającym, ale przykrywającym aromat w za dużym stopniu - zapach najwyżej solidny.
6/10
Smak 
Dużo mniej słodko, żywiczny chmiel, mocna, choć nie za mocna, trochę mało szlachetna goryczka, niezły balans słodycz-goryczka mimo dużej przewagi tej drugiej, wszystko rujnuje tym razem nie diacetyl, a paskudne gwoździe, nie jakieś przytłaczająco intensywne, nie trwają też ciągle, ale paskudne, zdobywają najciekawszą fazę, czyli wczesny finisz - mimo to piwo pije się w miarę przyjemnie, o dziwo chce się wziąć następny łyk (daleki finisz jest bardzo dobry), ale jest to przyjemność naznaczona pewnym cierpieniem, jakbyśmy jedli smaczną potrawę przy bólu gardła - mimo wszystko pozytywne przeżycie, ale nie jakoś bardzo.
6/10

Tekstura
Wysokie wysycenie bardzo do niego pasuje, jeno odrobinę bym obniżył.
4,5/5

5.5/10

Pierwsze zupełnie niesatysfakcjonujące piwo z Radugi, kompletnie niewarte swojej ceny. Nie dość, że Belgii wiele tu nie ma, to nawet nie patrząc na zgodność ze stylem średnie. Jeśli kolejne piwo z Radugi, które już kupiłem, nie wywrze na mnie sporego wrażenia, to się pożegnamy na jakiś czas. Może jednak trzeba się trzymać od Witnicy jak najdalej - trzy na trzy piwa Radugi uwarzone tam miały trochę diacetylu, a tutaj jeszcze dodatkowo żelazo. To dobra okazja, by wspomnieć o doświadczeniu, jakie ostatnio przeżyłem - na urodzinach u koleżanki zostałem poczęstowany Porterem Witnickim z ogromnej butli (a la Porter Grudniowy z Ciechana) - było to najbardziej żelazowe piwo, jakie w życiu wypiłem, paskudny trunek (a nie tak dawno, pity z normalnej, półlitrowej butelki, przecież mnie zachwycił!).

poniedziałek, 3 marca 2014

BrewDog: Mix Tape 8

I jeszcze jedno piwo z BrewDoga - namnożyło się ich ostatnio, ale to dzisiejsze jest szczególne. Za sprawą szkockiego browaru właśnie miałem już okazję pić blendy, znaczy się mieszanki dwóch, a nawet trzech piw, ale za jednym i drugim razem były to połączenia piw tego samego stylu. Tutaj Szkoci robią coś naprawdę niecodziennego - łączą ze sobą przerobionego na modłę amerykańską tripla, czyli coś, co można nazwać belgijskim India Pale Ale, z imperialnym (jak mówią - potrójnym) India Pale Ale. To jeszcze nie koniec historii, bo szalenie istotny jest też fakt, że oba piwa przed zmieszaniem były leżakowane przez prawie dwa lata w beczkach po szkockiej whisky zbożowej (single grain) - czyli tak samo jak single malt niemieszanej, ale wyrabianej przynajmniej po części ze słodu innego niż jęczmiennego. Wyjątkowo rzadko w porównaniu z innymi gatunkami whisky się ją spotyka, kojarzy się bardziej z uczestnictwa w procesie tworzenia blendów. W Polsce na granicy osiągalności. Jakby jeszcze było mało, to piwo (jak już wypiję) uplasuje się na siódmym miejscu najmocniejszych, jakie piłem w życiu i co najmniej w pierwszej piątce najdroższych.

Informacje ogólne:
Piwo: Mix Tape 8
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale (Single Grain Scotch Whisky BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Butelka zapakowana w piękne pudełeczko, a na nim - na trzech ścianach - bardzo ładna, artystyczna wizja niejakiej Johanny Basford i na czwartej opis piwa. Etykietę na samej butelce pokrywa już wyłącznie owa artystyczna wizja. Firmowy kapsel. Gustownie, wybitnie niesztampowo i ekskluzywnie - cudo.
10/10

Barwa
Przepiękna, bursztynowo-miedziana barwa, całkowicie klarowne, do tego ładnie ulatujący gaz. 
5/5

Piana
Dość mizerna, niezbyt obfita i bardzo nietrwała, szybko spada do resztek i pierścienia, a po paru minutach nie ma jej już wcale. 
2/5

Zapach
Bardzo intensywny, dość słodki, na pierwszym planie nuty wybitnie imperialnego India Pale Ale, do tego trochę cukierkowości, mocy, owoców, faktycznie może skojarzyć się z whisky; można dopatrywać się nut belgijskich, ale to niełatwe - bardzo ciekawe, może tylko odrobinę ciekawsze niż przyjemne, jednak na duży plus. 
8,5/10

Smak
W smaku jest jeszcze lepiej - pierwsze, co rzuca się w oczy, to prawdziwie zadziwiające ukrycie alkoholu, nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałem się z lepszym, absolutnie nie sprawia wrażenia tak mocnego - bardzo dostojne, słodkie, owocowo-chmielowe z wyraźnymi nutami starzenia; na finiszu bardzo mocna, ale też piekielnie krótka goryczka, nawet nieco za bardzo, choć ogólnie finisz jest długi - świetne, eleganckie, ale do ideału trochę brakuje. 
9/10

Tekstura
Dość dobrze współpracuje z intensywnością smaku, choć jednak odjąłbym trochę wysycenia.
4/5

8.0/10

Mimo bardzo wysokiej oceny muszę mówić o rozczarowaniu. Cała sytuacja brzmiała lepiej niż piwo ostatecznie smakowało. Przemawia za nim na pewno zupełna niesztampowość - jeszcze takiego nie piłem i nie sądzę, by łatwo było dostać coś w tym guście. Liczyłem jednak, że będę mógł się teraz rozpływać w zachwytach - niestety, ani za tę jakość, ani za tę cenę, choć, powtarzam, piwo świetne, eleganckie.

sobota, 16 listopada 2013

Flying Dog: Raging Bitch

W listopadzie bogato rozszerzam swoje horyzonty stylowe - było pumpkin ale, porter i marcowe wędzone, sahti, Foreign Extra Stout, a dzisiaj wezmę do ust belgijskie IPA. To gatunek innowacyjny, hybrydowy i świeży, łączący cechy imperialnego (ewentualnie amerykańskiego) IPA i mocnego belgijskiego ale. Dziś trzymam w ręku jedno najbardziej popularnych piw w takim stylu na świecie, wersję z amerykańskiego browaru Flying Dog.

Informacje ogólne:
Piwo: Raging Bitch
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Maryland
Miasto: Frederick
Browar: Flying Dog Brewery
Produkowane od: 2009
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Etykieta z rysunkiem w stylu... no, nie moim. Doceniam wyrazistość i turpistyczną odwagę, ale preferuję na etykietach od piwa oglądać rzeczy ładne. Wykonanie etykiety jest niemniej porządne, znajdziemy parę zdań (choć dość abstrakcyjnych) o piwie, firmowy kapsel. Ostatecznie ujdzie.
4/10

Barwa
Jasnobursztynowe, bardzo klarowne; ładne, do tego niezły, ulatujący gaz. 
4/5

Piana
Dość wysoka, raczej gęsta (miejscami bardzo), ładna, trwała, choć nie udaje jej się utrzymać do końca na całej powierzchni - za to ładnie osiada na szkle. 
4,5/5

Zapach
Na pierwszym planie zdecydowane nuty klasyczne dla imperialnego IPA: potężna, chmielowa cytrusowość - głównie liczi, mango i pomarańcze, nuty belgijskie daleko, daleko w tle; za słabe, acz zapach przepiękny. 
9,5/10


Smak
W smaku stosunkowo łagodne, z przyjemną podbudową słodową, również potężnie owocowe, z wysoką, acz nie niemożliwą do udźwignięcia ziołowo-pomarańczową goryczką, minimalnie ściągającą; zarówno tutaj, jak i w zapachu świetnie ukrywa alkohol; nuty belgijskie również tutaj bardzo głęboko ukryte, przewijają się delikatnie głównie na finiszu. 
9/10

Tekstura
Idealne wysycenie na początku, pod koniec degustacji trochę za bardzo spada.
4,5/5

8.5/10

Piwo, choć znakomite, zawiodło mnie pod jednym względem - gdybym nie wiedział, że mam doszukiwać się nut belgijskiego ale, nie zauważyłbym ich i wziął piwo za klasyczne imperialne India Pale Ale. Zdecydowanie za bardzo po amerykańsku, za mało po belgijsku - a tyle mi się już ostatnio nazbierało wspaniałych IIPA, że do tego - mimo takiej oceny - ciężko mi będzie kiedyś wrócić. Może też kogoś zmylić otoczka, którą tworzy nazwa i etykieta - piwo jak na swój styl nie jest jakieś ekstremalne.