Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nord-Pas-de-Calais. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nord-Pas-de-Calais. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 grudnia 2015

Brasserie du Pays Flamande: La Bracine Triple

Drugie piwo z Brasserie du Pays Flamande, francuskiego kooperanta Pinty, jakie zdobyłem, to tradycyjny tripel, który zdobył złoty medal na konkursie produktów agrokultury w Paryżu w 2009 roku. Oby był godny złota, bo jeśli nie będzie to piwo co najmniej świetne, to francuski browar może już nigdy nie dostać ode mnie szansy, poprzednie trzy piwa były dobre, ale nie miały błysku.

Informacje ogólne:
Piwo: La Bracine Triple
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 02.2016
Cena: 9,35 zł (14,17 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Daleka od brzydkiej, ale trochę bezpłciowa i schematyczna etykieta, brak informacji o piwie, goły kapsel. Średnio, w najlepszym razie.
5/10

 
Barwa
Piękne złoto, żeby nie powiedzieć cytryna - rustykalne zmętnienie trochę obniża elegancję, ale jest sympatyczne.
4,5/5
 
Piana
Zadowalająco obfita, generalnie gęsta, choć z paroma dużymi bąblami; średnio trwała, już po paru minutach są dziury na tafli, acz nieduże.
3/5
 
Zapach
Klasyka stylu: fenole belgijskich drożdży, bardzo intensywne i wyjątkowo naturalne cytryny oraz jasnosłodowa baza. Wszystko zmieszane w nienagannych proporcjach i dość intensywne, nie ma tu może czegoś super&ekstra, ale świetny, klasyczny aromat.
8,5/10

Smak
Podąża za zapachem, również bardzo soczysty, choć tu trzy dominujące składniki mieszają się trochę w jedno. Ale tak czy inaczej bardzo, bardzo smaczne piwo - rześkość cytrusów pozwala mu latać i przykrywa alkohol całkowicie, belgijskie drożdże wplatają typowe przyprawowe nuty, a słód zapewnia przyjemną, zbożową słodycz. Symbioza. Tripel bez jakichś niewiarygodnych uniesień, ale i w sumie bez zarzutu.
8,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10 

Jednak jest piwo świetne z tego browaru. Bardzo zacny tripel, bardzo - przebił dwa triple trapistów, Chimay i La Trappe. Cena też przyzwoita, polecam z całego serca. "Ukrywalność" alkoholu porównywalna do tej, którą reprezentuje arcygenialny Tripel Karmeliet. Innymi słowy, najlepsze francuskie piwo, jakie piłem.

piątek, 27 listopada 2015

Brasserie du Pays Flamande: Anosteké Prestige

Przyjechało niedawno do Polski parę piw Brasserie du Pays Flamande, browaru, który niedawno uwarzył dwa kooperacyjne piwa z Pintą. Francuszczyzna jest raczej rzadkością na półkach polskich sklepów - nie licząc tych dwóch z Pinty, to w całym życiu piłem chyba tylko trzy piwa z tego kraju - więc się skusiłem na dwa różne. Jednym z nich jest Anosteké Prestige, które będzie prawdopodobnie czymś w rodzaju belgijskiego złotego mocnego ale (post scriptum: nie będzie).

Informacje ogólne:
Piwo: Anosteké Prestige
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.2017
Cena: 9,75 zł (14,77 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pomysł świetny, wykonanie trochę gorsze. Przezroczysto-srebrna etykieta wyglądałaby bardzo elegancko, gdyby nie potworzyły się pod nią pęcherzyki powietrza, przez które niestety dobrze widać tę przezroczystą część materiału. Ale i tak całkiem ładnie. 
7/10

Barwa
Złote, ale i bardzo zmętnione, przez co wydaje się ciemniejsze, nawet bursztynowe. Bardzo ładne.
4/5
 
Piana
Kiepska obfitość, solidna gęstość i trwałość.
3/5
 
Zapach
Bardzo atrakcyjny, intensywny, raczej nie belgijski. Jasny słód, trochę zielonego chmielu, ale przede wszystkim sporo słodkich owoców, takich raczej w typie chmielowym niż belgijskim, nawet na pewno. Oryginalny, bardzo ładny aromat.
8/10
 
Smak
No i proszę - tutaj zaczyna się już normalne, regularne imperialne India Pale Ale. Mamy zintensyfikowaną słodycz słodu, a jednocześnie dominację chmielu, który jeszcze bardziej rozwija nuty owocowe z aromatu i dokłada ziołowe, a ponadto wprowadza wysoką goryczkę. Bardzo intensywne piwo, byłoby bodaj świetne, gdyby nie wkradająca się nuta łodygowa, ale i tak bardzo dobre, zarówno bardzo słodkie, jak i bardzo gorzkie; z długim finiszem.
8/10

Tekstura
Co prawda przy takiej intensyfikacji doznań i w dodatku sporej gęstości przydałoby się niższe wysycenie, ale jest w porządku.
3/5

7.0/10

Ot, takie zaskoczenie. Miało być BGSA, a wyszło, moim zdaniem, niepodważalne IIPA. Rzadko się zdarza, żeby jakiś browar uwarzył IPA i nie podpisał tego piwa nazwą tego stylu, ale z drugiej strony Francuzi nie podpisali go jakimkolwiek stylem, więc samowolnie je sobie zakwalifikuję wedle własnego widzimisię. Przede wszystkim bardzo dobre piwo, ale jest dużo lepszych i tańszych w tej kategorii.

poniedziałek, 19 października 2015

Brasserie du Pays Flamande & Pinta: Księżniczka Wiosny - Princesse de Printemps

Już same piwa francuskie to na naszym rynku towar dość egzotyczny, to co dopiero pomyśleć o kooperacji browaru francuskiego z polskim? Pinta pomyślała, że jak najbardziej, no i się udało, odwiedzili Francuzów i na ich terenie popełnili saisona. Pinta jest absolutnie pionierska, ale nawet ona bardzo ostrożnie podchodzi do stylów belgijskich (i francuskich) - poza witbierem, którego i tak warzą prawie wszyscy, zdobyła się jedynie dwa lata temu na Bière de Garde. Cisza w temacie flamandzkich ale, przede wszystkim obszernej rodziny klasztorniaków, a do momentu kooperacji nawet saisonów - w końcu jest przełom.

Informacje ogólne:
Piwo: Księżniczka Wiosny - Princesse de Printemps
Kraj: Francja - uwarzone we współpracy z polskim browarem kontraktowym
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande i Pinta
Styl: saison
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 13,5%
Objętość: 750 ml
Warka: do 03.2016
Cena: 20 zł (13,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przepiękna, masywna butla i subtelna, "przezroczysta etykieta". Zatracona natomiast została zwyczajowa jakość merytoryczna Pinty, jedyna informacja na tej etykiecie to alkohol i krótki opis. Składu nie ma nawet podstawowego, o szczegółowym nie mówiąc. No, ale estetyką nadrabia.
9/10

Barwa
Bardzo atrakcyjnie zamglone złoto, jest kawałkowaty osad, ale nawet on wygląda przyjemnie, w dodatku szaleńczo szybko unosząca się struga gazu - piękne.
4,5/5
 
Piana
Ekstremum obfitości, z gęstością słabiej, ale też dobrze; niemal nienaganna trwałość.
4,5/5
 
Zapach
Saisonowa klasyka w wyjątkowo przyjemnej postaci - jest podłoże słodowe, chlebowe, nawet z lekka karmelowe, jest kolorowe bogactwo belgijskich drożdży, jest przede wszystkim paleta nut wiejskich, ale nie dzikich, takich w sam raz na styl. Zapach istotnie bardzo wiosenny, bo mocno kwiatowy, ale pasuje doprawdy do każdej pory roku, jest jednocześnie rześki i kolorowy, ale też przytulny, ciepły, w sam raz na zimny wieczór - świetna sprawa, z czasem tylko trochę opada.
8,5/10

Smak
Zdecydowany zjazd w porównaniu z zapachem, ale też niczego sobie. Idzie mocno w kierunku słodowym, dominuje chlebowa, przyjemna, acz prosta bardzo słodowość, do której nuty wiejskie, belgijskie są jedynie dodatkiem. Na finiszu goryczka a la skórka pomarańczowa. Fajne, bardzo przyjemne, ale trochę za proste, żeby nie powiedzieć za płaskie, zapach robił nadzieje na dużo, dużo więcej.
7/10

Tekstura
Problem centralny - jest kosmicznie przegazowane, musiałem wyjątkowo długo majtać kielichem, żeby uzyskać wysycenie na jakimś ludzkim poziomie. Tragedia, refermentacja za bardzo zaszalała.
0/5

6.0/10

No taki trochę lekki zawód. Wysycenie zwłaszcza położyło sprawę jak nigdy. Być może za długo przetrzymałem to piwo w piwnicy i za bardzo się dofermentowało, ale to nie ja ustaliłem datę ważności do 2016 roku. Tylko dobre, od Pinty wymagam więcej.

piątek, 19 września 2014

Thiriez: L'Ambrée d'Esquelbecq

Sądziłem, że po świetnym, lekkim saisonie za prędko nie powrócę do francuskiej Brasserie Thiriez, ale dosłownie kilka dni po degustacji ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałem się o ściągnięciu trochę większej ilości ich piw do pobliskiego sklepu specjalistycznego. Z radością przyjąłem też wiadomość, że jedno z nich to Bière de Garde, w dodatku w wyjątkowo przyzwoitej cenie jak na tak egzotyczny browar (bo francuskie mikrobrowary to jednak w Polsce spora egzotyka). Wreszcie więc spróbuję piwa w tym francuskim stylu uwarzonego we Francji.

Informacje ogólne:
Piwo: L'Ambrée d'Esquelbecq
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Esquelbecq
Browar: Brasserie Thiriez
Produkowane od: brak danych
Styl: Bière de Garde
Alkohol: 5,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Tu już etykieta w bardziej tradycyjnym wydaniu, taka tam swojska, rustykalna, nie kojarząca się w ogóle z craftem, nawet z piwem nie do końca. Nic specjalnego, ale przyjemna. Informacji jakichś brak, kapsel goły.
6,5/10


Barwa
Kolor elegancki, ciemny bursztyn wpadający w miedź, a nawet w jasny brąz - jest bardzo mocno zmętnione i trochę obniża to ocenę, bo zmętnienie mogłoby być ładniejsze. 
4,5/5

Piana
Obfita, nieprzesadnie, acz zadowalająco gęsta, w miarę nieźle trwała. 
4/5

Zapach 
Zdecydowanie dominuje karmel, dość prosty karmel, który przysłania czające się gdzieś tam w tle nuty drożdżowe, owocowe bądź przyprawowe - przyjemny, ale nic ciekawego, nawet można powiedzieć, że nieco nudny. 
7/10


Smak
W smaku jest już dużo lepiej - karmel w dalszym ciągu dominuje, ale po pierwsze sam w sobie jest jakiś bardziej rozwinięty, skomplikowany, ciekawszy i smaczniejszy po prostu, a po drugie dołącza do niego bardziej wyraźne, lekko kwaskowate akcenty drożdżowe - w dalszym ciągu nie jest to może nic nie wiadomo jak wybitnego, ale teraz już naprawdę bardzo przyjemne i świetnie pijalne piwo, może trochę za słodkie, choć typowa dla stylu, cierpka goryczka trochę się słodyczy przeciwstawia; na dalekim finiszu pojawiają się rewelacyjne nuty chlebowe. 
8/10

Tekstura
Jest odrobinę za mocno gazowane, ale generalnie takie duże wysycenie bardzo do niego pasuje.
4,5/5

7.0/10  

Bardzo dobre, ale raczej nie skłaniające do powrotu piwo, Bière de Garde idące mocno w kierunku lagera wiedeńskiego. Trzeba się na nim bardzo skupić, by wyłapać eleganckie, ciekawe niuanse. Mimo wszystko najlepszym piwem w tym stylu ciągle pozostaje to z Pinty, która właśnie zapowiedziała uwarzenie go w wersji bardziej bursztynowej, być może więc zbliżonej do tego tutaj. Nie wiem jednak, czy będzie butelkować.

piątek, 22 sierpnia 2014

Thiriez & Jester King: La Petite Princesse

Gdy zobaczyłem na półce piwo z Francji, ucieszyłem się, że wreszcie dodam sobie ten niepozorny, ale ciekawy piwowarsko kraj do doświadczeń. Dopiero potem przypomniałem sobie, że przecież dodałem go sobie... dokładnie podczas pierwszej degustacji na blogu. Fischer Tradition, produkt Heinekena, kojarzy mi się jednak bardziej z Heinekenem niż z Francją i nie dziwi mnie ta moja pomyłka. Jak się okazuje, trafiłem na piwo z mikrobrowaru francuskiego, ale uwarzone w kolaboracji z amerykańskim. A samo piwo bardzo osobliwe, bo jest to saison o niespełna trzyprocentowej zawartości alkoholu. Uczyni je to najsłabszym piwem zdegustowanym tu przeze mnie niebędącym grodziszem.

Informacje ogólne:
Piwo: La Petite Princesse
Kraj: Francja - uwarzone w kolaboracji z browarem ze Stanów Zjednoczonych
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Esquelbecq
Styl: Brasserie Thiriez i Jester King Brewery
Produkowane od: 2013
Gatunek: saison
Alkohol: 2,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Na etykiecie księżniczka o oczach lalki/kosmity, nosie kościotrupa i ustach ryby. No brzydkie to coś jak cholera, co zapewne jest zamierzone. Z ciekawych informacji mamy jedynie numer beczki. Kapsel goły, ale przynajmniej pod kolor do etykiety. Ujdzie.
5/10

Barwa
Jest bardzo jasne, jasnozłote albo nawet słomkowe, ale jednocześnie ekstremalnie zmętnione, przez co wydaje się nieco ciemniejsze - efekt jest naprawdę świetny, wygląda bardzo gęsto. 
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, choć nie rewelacyjnie, do samego końca utrzymuje się w pełni na powierzchni. 
4,5/5

Zapach
Świetny, typowo saisonowy akcent wiejski - nie tylko intensywny, ale też wyjątkowo przyjemny, daleki od drażnienia mimo że niewygładzony - rewelacyjnie kwaskowato-słodkawy, czuć poza końską derką również sporo owoców.
8,5/10
Smak
Również bardzo dobre, na pewno dalekie od wodnistości, jaką mogłaby za sobą pociągnąć niska zawartość alkoholu - do świetnych, nieco szampańskich, kwaskowatych posmaków wiejskich dołącza jeszcze chmiel, który jest stuprocentowo trawiasty i dodaje od siebie przyjemną, całkiem niemałą goryczkę - efekt jest świetny, dziki, zadziwiająco pełny. 
8,5/10

Tekstura
Jest najsłabszym punktem, trochę zanadto pęcznieje w ustach pod wpływem wysycenia.
3/5

7.5/10

Ocena nie dotyka kosmosu, choć jednoznacznie wskazuje na bardzo dobre piwo, ale jestem nim bardziej zachwycony niż na te 8,24/10. A to dlatego, że jest zadziwiająco intensywne, pełne smaku jak na tak niską zawartość alkoholu. Dużo piw poniżej 4% nie piłem, ale spośród ich wszystkich dorównuje Księżniczce tylko o 0,9 punktu procentowego mocniejsze Dead Pony Club z BrewDoga pod tym względem. Świetna rzecz, świetny saison.