wtorek, 21 lipca 2015

Beer City (Wąsosz): Wit

W końcu musiało się to stać - powstał browar kontraktowy, który założył sobie specjalizację w warzeniu klasycznych stylów piwa, znaczy się, jak rozumiem, nierewolucyjnych. Ciężko się nie cieszyć z tej przeciwwagi dla ogólnego trendu, choć oczywiście muszą to jeszcze być piwa dobre. Beer City, bo tak się ta inicjatywa nazywa, przyciągnęło mnie do siebie zresztą właśnie dzięki swojej koncepcji, bo rozpaczliwie szukałem jakiegokolwiek altbiera (poza tym z Ambera, no bo kurde Amber), jako że jedynym na blogu pozostaje ten z Pinty, w dodatku degustowany już ponad dwa lata temu! Niebywale rzadki styl w świecie craftu i już za sam pomysł uwarzenia go Beer City ma u mnie plusa.

Informacje ogólne:
Piwo: Wit
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Beer City)
Styl: altbier
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml
Warka: 1 (do 25.09.2015 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Podoba mi się koncepcja etykiet - inne miasto średniowieczne na każdym piwie - wykonanie trochę mniej, zwłaszcza to przaśne tło mi wadzi. Dokładny skład zawsze podbija ocenę. Goły kapsel. Opis z tyłu mnie (chyba) niezamierzenie rozbawił. Ogółem bardzo dobrze. Niefortunna (celowo?) nazwa piwa.
8/10

Barwa
Bardzo ładny bursztyn, z pełną klarownością byłoby idealne.
4/5

Piana
Przyzwoicie obfita, wybitnie gęsta i całkiem długo się utrzymuje, acz po pewnym czasie zostaje tylko gruby pierścień.
3,5/5

Zapach
Wyjątkowo przyjemne nuty karmelowe, leciutko przypalane, toffi, krówki, te klimaty, do tego trochę estrów owocowych - zapach nie jest może oszałamiający ani bardzo złożony, ale bardzo przyjemny.
7,5/10

Smak
W smaku dużo bardziej wytrawnie niż w zapachu - dalej rządzi słód, ale już nie objawia się tak karmelowo (zostają natomiast akcenty tostowe, przypalane, tu nawet lekko popiołowe), przypomina to bardziej jasną słodowość z pilznera, efekt jest skrajnie prosty, ale bardzo przyjemny; kończy się niemałą jak na styl, ziołową goryczką, całkiem smaczną.
7,5/10

Tekstura
Brakuje co nieco wysycenia.
3,5/5

7.0/10

Jak na rzadki styl, w którym ciężko o spektakularność, Beer City spisało się bardzo dobrze, co mnie też cieszy - nie majstrowało przy tym altbierze, żeby go podrasować, to klasyczny reprezentant stylu. Zaryzykuję tezę, że lepszy altbier na 7,5/10 niż tysięczne AIPA na 8/10. Jest to doprawdy ważna odskocznia, nawet jeśli nie kładzie naszych kubków smakowych na łopatki.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Szałpiw (Bartek): Duke of Flanders

Pinta wywołała ostatnio wzmożone zainteresowanie piwami kwaśnymi (notabene wypuszczając piwa bardzo delikatnie kwaśne), ale tym razem nie była pionierska. Eksperymenty z kwachami w Polsce już były, i to nie tylko wybuchające koszmary z AleBrowaru, a również dostojne kwasy leżakowane w beczkach po winie. Jedną z takich akcji popełnił Szałpiw, porywając się na flamandzkie czerwone ale i w dodatku wsadzając je na rok do beczki po winie, i w dodatku po Bordeaux. Ciężko się oprzeć.

Informacje ogólne:
Piwo: Duke of Flanders
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek
Styl: flamandzkie czerwone ale (Bordeaux Wine BA)
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 375 ml
Warka: do 31.12.2015 r.
Cena: 32 zł (42,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Świetne - gruba, elegancka butelka, korek i udana, oryginalnie trzyczęściowa etykieta. Trochę mniej komiksowo, a trochę bardziej subtelnie bym jeszcze prosił, aczkolwiek komiksowe postacie to wyznacznik stylu Szałpiwu trochę.
9/10

Barwa
Lawiruje od jasnomiedzianej do brązowej, pod mocnym światłem przypomina mus truskawkowy - dość zjawiskowe.
4,5/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło, długo się utrzymuje, świetna jak na styl i beczki.
4/5

Zapach
Znakomity, łączy w sobie karmelowo-waniliową, wyraźnie beczkową słodycz z kwaskowatym charakterem przypominającym różne owoce: przede wszystkim wiśnie, ale również jabłka, rodzynki. Wchodzą również nuty winne, charakterystycznie cierpkie - całość jest bardzo dostojna, jakby przemyślana i przyjemna.
8,5/10

Smak
Jest kwaśność, ale raczej stonowana, więcej tu cierpkości klasycznej dla wytrawnego, czerwonego wina, a ta i tak jest udanie zbalansowana karmelowo-waniliową słodyczą, więc ostatecznie piwo jest dość łagodne, do tego bardzo przyjemna otoczka dębowa, ostatecznie brakuje mu dużo do klasyków stylu (bardziej zdecydowana kwaśność mogłaby dużo wnieść), ale jest bardzo smaczne i całkiem złożone, świetne piwo do delektowania się.
8,5/10

Tekstura
Trochę zanadto wysycone, ale bardzo dobra.
4/5

7.5/10

Świetne piwo, co prawda daleko mu już do Rodenbach Grand Cru czy Duchesse de Bourgogne, ale jak na polskie warunki - można przyklasnąć. Szałpiw trochę lepiej poradził sobie z leżakowaniem w beczkach - wycisnęli z nich maksimum - niż z tym szlachetnym stylem, ale tak czy inaczej to spore osiągnięcie. Cena jest jego wadą, acz nie jest to rozbój w biały dzień - łatwo dostać tańsze alternatywy w stylu, ale niekoniecznie jeśli chodzi o piwa leżakowane w beczkach po winie czerwonym.

sobota, 18 lipca 2015

De Molen: Rasputin Laphroaig/Caol Ila

Jaram się tym piwem jak nie wiem. Tak się złożyło, że nie miałem do tej pory okazji zdobyć podstawowej wersji jednego z bardziej legendarnych RISów Europy, Rasputina z Brouwerij de Molen, za to trafiłem na jego wersję leżakowaną w beczkach bo sławetnych szkockich whisky, Laphroaigu i Caol Ili. Obie destylarnie mieszczą się na równie słynnej wyspie Islay, będącej skupiskiem gorzelni, które produkują whisky mocno torfowe (choć nie wszystkie, jak np. Bunnahabhain), czyli takie, do których ciągnie mnie najmocniej. Laphroaig jest w ogóle często uważana za najmocniej torfową whisky świata (nie mogę potwierdzić - piłem już Ardbega, Lagavulin, Caol Ilę, ale butelka 10-letniej Laphroaig póki co czeka na swoją kolej w szafce). Wchodzę w to.

Informacje ogólne:
Piwo: Rasputin Laphroaig/Caol Ila
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: wędzony stout imperialny (Laphroaig & Caol Ila whisky BA)
Alkohol: 11,4%
Ekstrakt: 23%
Objętość: 330 ml
Warka: z 19 marca 2013 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Do cudownej etykiety dołączyła tu czarna guma, pokrywająca szyjkę i kapsel. Bardzo ascetyczne, ale jak dla mnie - genialne opakowanie.
10/10

 
Barwa
Jest bardzo ciemne, ale do czerni mu daleko - pod mocnym światłem robi się wręcz brązowo-rubinowe - ładne to, ale jak na RISa po prostu daleko za jasne.
2,5/5

Piana
Całkiem obfita i gęsta, utrzymuje się nawet długo.
3,5/5

Zapach
Zdecydowana dominacja torfu, ale mimo że bardzo mocnego, to i nie agresywnego, takiego jakby ugładzonego, bardzo przyjemnego, mocno dymnego; do tego kwaskowate, suszone/wędzone śliwki i wiśnie w alkoholu, daleko w tle jakieś przebłyski ciemnosłodowe - potężny i świetny aromat, choć z czasem za bardzo zaczyna dominować kwaśność.
8,5/10


Smak
W smaku właściwie bardzo podobnie - mariaż mocnego, ale jednocześnie gładkiego torfu z kwaskowatością suszonych, ciemnych i czerwonych owoców - ta kwaskowatość jest bardzo zastanawiająca, bo w sumie skąd miałaby się wziąć (za dużo jak na efekt palonego słodu), ale o dziwo bardzo dobrze komponuje się z całością, choć trochę za bardzo dominuje; brak trochę jakichś mocniejszych uderzeń ciemnego słodu, czegoś typowego dla normalnego stoutu imperialnego (choć lekka czekoladowa słodycz jest), poza tym świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Zdecydowanie za wysokie wysycenie jak na taką moc, choć tragedii nie ma.
2/5

7.0/10 

Strasznie dziwna przygoda. Czy w ogóle w tej butelce był stout imperialny? Po prawdzie ta wersja Rasputina przypomina mi bardziej flamandzkie brązowe ale niż RISa. A skoro jest to RIS, no bo Rasputin to RIS jak cholera (akurat trafiłem na niego w multitapie parę dni temu), to jedynym wyjaśnieniem pozostaje zakażenie (nienaturalnie wysokie wysycenie jak na moc i beczki zdaje się to potwierdzać), tylko co, wlali do cholernie drogich beczek zakażone piwo (żeby nie było, że moja butelka była felerna - wrażenia ratebeerowców są jednoznaczne, piwo jest mocno kwaskowate)? No i jak wyjaśnić, że nawet w barwie to bardziej przypomina flamandzkie brązowe ale niż stout imperialny, a cała ta kwaśność wydaje się zupełnie przemyślana? Nic z tego nie rozumiem, poza tym, że właśnie wypiłem bardzo dobre piwo, jakkolwiek nie tak dobre, na jakie liczyłem. Wrzucam je do stoutów imperialnych tylko dlatego, że nie lubię się kłócić z etykietami, jakbym miał je w ciemno zakwalifikować, to naprawdę skłaniałbym się ku... wędzonemu, imperialnemu flamandzkiemu brązowemu ale. Ciekawy przypadek do dyskusji nad paradoksem piw kwaśnych.

Brew By Numbers: 01 | 10

Kolejny browar rzemieślniczy z Anglii, kolejny z Londynu. Został założony oficjalnie pod koniec 2012 roku przez dwójkę przyjaciół, którzy poznali się na górskim tourze rowerowym po Azji, by niedługo razem skonstruować minibrowar z różnych nieprzeznaczonych pierwotnie do warzenia piwa urządzeń. Mają bliską memu sercu koncepcję nazywania swoich piw - każda nazwa to dwie liczby, pierwsza oznaczająca ogólny styl piwa, a druga - numer wariacji na jego temat. Co ciekawe, specjalizują się w saisonach (ewenement poza Belgią i Francją chyba) - popełnili już trzynaście wariacji na temat tego stylu. Mnie dostała się dziesiąta, czyli akurat... klasyczny saison (pozostałe są nowofalowo chmielone lub wzbogacane nietypowymi dla stylu przyprawami). 

Informacje ogólne:
Piwo: 01 | 10
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Brew By Numbers
Styl: saison
Dodatki: przyprawy
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 23 grudnia 2014 r. (do 23.12.2015 r.)
Cena: 18,60 zł (28,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Bardzo ładne, ascetyczne, wręcz matematyczne etykiety. Przypominają trochę De Molena, którego styl ubóstwiam - nie aż tak genialne, ale też trafiają do mojego wzroku. Goły kapsel.
9/10 
 
Barwa
Jasnozłote, cytrynowe, bardzo sympatycznie zamglone, a do tego burza ulatującego gazu - piękne.
4,5/5

Piana
Wybitnie obfita, trochę słabiej z gęstością, ale utrzymuje się prawie do samego końca.
4,5/5

Zapach
Ostry, mocno fenolowy, gryzący w przyjemny, belgijski sposób; do tego subtelne nuty rustykalne, konkretna dawka orzeźwiającej, wyraźnie cierpkiej cytrusowości, w końcu lekko ziemista, a lekko biszkoptowa słodowość - aromat kompletny, bardzo intensywny, złożony i piękny, majstersztyk.
9,5/10

Smak
W smaku nie jest aż tak wybitnie, ale przenosi wiele zalet z aromatu - dalej dość ostro, fenolowo, przyprawowo, lekko pieprznie właściwie, dalej udziela się przyjemna, ziemista (tu również lekko chlebowa) słodowość i cierpkość a la skórka cytrusowa, brakuje może trochę klasycznych dla stylu, wyraźniejszych nut wiejskich, ale i tak jest to świetne, bardzo smaczne, pełne i orzeźwiające zarazem piwo.
8,5/10

Tekstura
Najsłabszy punkt programu - jest bardzo okej, ale wysycenie jednak zbiłbym tak dość konkretnie.
3,5/5

8.0/10

O rany, kolejny świetny angielski browar? To się zaczyna robić męczące, wypadałoby im wszystkim regularnie dawać kolejne możliwości popisu, a powoli przestaję je wszystkie pamiętać. Nie no, absolutnie klasowy saison, BBN faktycznie są mistrzami w tym temacie. Chętnie sięgnę po inne wariacje jak i inne style.

środa, 15 lipca 2015

Artezan: Mera IPA

Artezan kontra najpopularniejszy styl piwa w Polsce poza korpolagerem i radlerstwem. Klasyczne amerykańskie IPA, tak po prostu, nic dodać, nic ująć. A nie, można dodać, że wersja West Coast. Chęć dowiedzenia się czegoś więcej o tym piwie zaprowadziła mnie na stronę Artezana, gdzie znalazłem podział na piwa "warzone regularnie" (5), "sezonowe" (3) oraz "pojedyncze warki oraz piwa 'w stanie spoczynku', które w każdej chwili mogą zostać uwarzone ponownie' (kilkadziesiąt, nie liczę). Okazuje się, że do sztandarowej produkcji zaliczają się wszystkie trzy, które recenzowałem, a Mera będzie czwartym.

Informacje ogólne:
Piwo: Mera IPA
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 500 ml
Warka: do 15.08.2015 r.
Cena: 8,95 zł

Opakowanie
Jak zwykle klasowo wykonana etykieta, choć najsłabsza z dotychczasowych.
8/10


 
Barwa
Jasnozłote, niemal słomkowe, do tego lekkie zamglenie - klasyka West Coast IPA, bardzo ładne.
3,5/5

Piana
Znakomita, bardzo obfita, gęsta, oblepia szkło i utrzymuje się do samego końca.
5/5

Zapach
Piękny zapach amerykańskiego chmielu, zdominowany przez owoce cytrusowe i tropikalne - grejpfrut, liczi, cytryny - do tego trochę zaostrzających ogólną słodycz nut sosnowych oraz subtelne wtrącenia jasnego słodu - piękna kompozycja, choć z czasem traci na intensywności.
8/10

Smak
Dużo mniej słodko i nie chodzi tylko o goryczkę, a o kompozycję aromatu, która zmienia się na dużo mniej cytrusową, a bardziej żywiczną, sosnową, również trawiastą - wypada to słabiej, trochę banalniej niż w zapachu, ale też jest przyjemnie, również tutaj spory udział słodowości, goryczka jest niemała, chociaż jak na styl to i bez wątpienia nieduża (ciężko uwierzyć w 70 IBU) - piwo tylko dobre z plusem - bardzo smaczne, bez wad, ale i bez rewelacji.
7,5/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie.
3,5/5

6.5/10

To nie jest Artezan na miarę swoich możliwości. Piwo, do którego ciężko się mocniej przyczepić i które dostarcza dużo przyjemności, ale piłem dużo lepszych krajowych AIPA, o zagranicznych nie mówiąc. Błonie nie działają jeszcze na najwyższych obrotach, przynajmniej mam taką nadzieję, póki co żadne butelkowe piwo Artezana - poza kooperacyjnym So Far, So Dark uwarzonym w Gościszewie - niczego mi nie urwało.

wtorek, 14 lipca 2015

Buxton: Rain Shadow

Z ekscytacją czekałem na tę degustację, jako że Buxton Brewery to jeden z moich ulubionych browarów świata, a stout imperialny - jeden z ulubionych stylów piwa. Choć gdy to piszę, temperatura powietrza sprzyja bardziej grodziskiemu niż RISowi, nie zamierzam czekać na chłodniejszą okazję. Buxton jak to Buxton niewiele zdradza na temat swojego piwa - napisali tylko, że receptura powstawała osiem miesięcy w akompaniamencie licznych poprawek - więc pozostaje mi otworzyć butelkę.

Informacje ogólna:
Piwo: Rain Shadow
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Styl: stout imperialny
Alkohol: 11,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 03.09.2014 r. (do 03.09.2024 r.)
Cena: 21,10 zł (31,97 zł za 0,5 l) 

Opakowanie
Etykieta z typowym szablonem browaru, ale dużo ładniejsza od wszystkich poprzednich dzięki genialnej kolorystyce, która mówi jasno i czytelnie, że w środku butelki czai się RIS i nie trzeba nawet tego sprawdzać.
8/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarne, a jakże.
5/5

Piana
Bardzo dobra - zadziwiająco obfita, genialnie wprost gęsta, w dodatku o przepięknym kolorze cukru trzcinowego i pięknie oblepia szkło, nie utrzymuje się do samego końca w całości, ale pozostawia tłusty pierścień.
4/5

Zapach
Wspaniale intensywny, gęsty aromat wszelkich nut ciemnosłodowych: na pierwszym planie nuty kawowe, ostro palone, ale zaraz za nimi wyrasta czekolada - właściwie nie, nie ma planów, wszystko zlewa się w jedną, genialną całość, czekoladową kawę z dodatkiem wanilii - rewelacyjny zapach.
9,5/10
Smak
W smaku nie zwalnia: podobnie jak w zapachu, silny napór połączonych sił strony wytrawnej, kawowej, palonej, ze słodką - kakaową, kremową; do tego dochodzi wysoka jak na styl przystało goryczka, ale - jak również na styl przystało - mimo swojej wysokości nie gra pierwszych skrzypiec, a doskonale zlewa się z symfonią słodu; intensywny, mocno palony finisz z subtelnymi wstawkami ziołowego chmielu; absolutnie wyśmienite piwo, któremu nic się nie da zarzucić, zabrakło mi "tego czegoś" do wystawienia najwyższej noty, ale było blisko.
9,5/10

W teksturze cudownie gęste, aksamitne, natomiast wysycenie jest nieco za wysokie i to jedyna rzecz, do jakiej można się w ogóle w tym piwie przyczepić.
4/5

9.0/10 

Ach, Buxton. Nie mogli zawieść. Właściwie jest to niemal perfekcyjny RIS, naprawdę jedyne, do czego można się doczepić, to odrobinkę za duży gaz. Zarówno jednak w zapachu, jak i w smaku, zabrakło mi "czegoś więcej", to znaczy więcej niż perfekcyjnego, skutkiem czego jednak Rain Shadow poddaje się kilku RISom, jakie piłem. Ale nie no, piwo fenomenalne i mogę już stwierdzić na pewno, że Buxton to po BrewDogu, Pincie i Mikkellerze to mój czwarty ulubiony browar/inicjatywa rzemieślnicz.

Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak): Lwówek Porter 18°

Nie jestem entuzjastą browarów Jakubiaka. Mam dobre wspomnienia z lat dawnych, dotyczące porterów i pszenicy z Ciechana, ale odkąd na niekoncernowe piwo i tym samym na wszystkie piwa Jakubiaka zapanował zwiększony popyt, nie trafiłem jeszcze na żadne bardzo dobre piwo ani z Ciechana, ani z Lwówka, ani z Bojanowa z wyjątkiem w postaci AIPA Dziełaka. Częste opinie o wahaniach warek utwierdzają mnie w przekonaniu, że niewiele tracę, trochę omijając całą spółkę. Ale zasada jest taka, że porterom bałtyckim się nie odmawia, no to czas na ten z Lwówka. Warzony jest tam od końcówki 2013 roku, ale, co warto zaznaczyć, jest to tak naprawdę przeniesiona z Ciechanowa do Lwówka Śląskiego lżejsza wersja porteru z tamtego browaru (Ciechan miał w portfolio dwie, lżejszą 18° i 22°, którą już degustowałem i która jako jedyna jest już tam warzona).

Informacje ogólne:
Piwo: Lwówek Porter 18°
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Lwówek Śląski
Browar: Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak)
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 18,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 24.08.2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo ładna, subtelna kolorystycznie etykieta. Lwówek w ogóle ma je zdecydowanie najlepsze ze wszystkich browarów BRJ. Kontra mi się trochę nie podoba, burzy elegancję czerni. I pognieciona krawatka, ale to tam. Mimo to bardzo ładnie się prezentuje.
8,5/10
 
Barwa
Idealna - bez światła czerń, pod światłem genialna gra rubinowych przebłysków, przepiękne.
5/5

Piana
Niezbyt obfita, choć w miarę przyzwoicie, w miarę gęsta również, natomiast fatalnie z trwałością, już po dwóch minutach mocno przerzedzona.
2/5

Zapach
Świetna kompozycja, w której prym wiedzie palone ziarno zmieszane z nutami czekoladowymi i nawet lekko karmelowymi; trochę dalej można wyczuć suszone, lekko wędzone nawet śliwki, czarny chleb i likierową moc - wspaniale przyjemny zapach.
8,5/10
Smak
W smaku nie odstaje - na wejściu bardzo intensywny atak nut palonych i czekoladowych, cudownie ze sobą skontrastowanych, następnie muśnięcie słodyczą w stylu suszonych owoców, a dalej wyciszanie się w stronę nut palonych, kawowych, do tego subtelnie zaznaczony alkohol i długi finisz; doprawdy wspaniałe piwo, a co najlepsze - z każdym łykiem coraz bardziej smakuje.
9/10

Tekstura
Przydałoby się troszkę zwiększyć wysycenie albo troszkę zwiększyć gęstość, niemniej bardzo dobra.
4/5

8.0/10

Łał. Lwówek Porter okazuje się walczyć u mnie o drugie miejsce w rankingu polskich bałtyków za Warmińskim. Co prawda trochę jednak przegrywa z Komesem i Witnickim, ale nieznacznie. Dobrze, że takie rzeczy są dobrze dostępne. No cóż, trzeba będzie dać niedługo nową szansę BRJ.

niedziela, 12 lipca 2015

Browar Stu Mostów: Salamander AIPA

Browar Stu Mostów po raz dziewiąty. Choć już osiem ich piw za mną, nie trafiło się wśród nich jeszcze to w najsłynniejszym stylu rewolucji piwnej. Wrocławskie ujęcie AIPA to piwo dość mocne jak na styl i chyba celujące bardziej w wizerunek East Coast IPA, sądząc po wzmiance o "karmelowej pełni" na etykiecie. Jednocześnie ma jednak nie oszczędzać konsumenta goryczką. No ciekaw jestem, jak BSM wypadnie w porównaniu z kontraktowcami oraz zagranicznymi browarami, które ostatnio dostarczyły mi paru niezapomnianych przeżyć swoimi AIPAmi.

Informacje ogólne:
Piwo: Salamander AIPA
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,8%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
Warka: do 12.08.2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta znana już z poprzednich piw z tej serii.
9/10



 
Barwa
Złoto, ani ciemne ani jasne, bardzo fajne, mocne, jednolite zmętnienie, ładne.
4/5

Piana
Bardzo, bardzo obfita, gęsta, oblepia szkło, utrzymuje się po sam kres spożycia - wzorowa.
5/5

Zapach
Cieniutki - na początku buchnęło amerykańskim chmielem, ale szybko wkradł się nieodrzucający, lecz spory diacetyl, który połączył się z nutami jasnego słodu, niedługo potem diacetyl sobie poszedł i został sam jasny słód, a jeszcze w międzyczasie próbował się przebić DMS - no bardzo słabo, choć nie katastrofalnie.
3,5/10
Smak
W smaku również chmiel jest mocno schowany za słodem, wyłania się zza niego dopiero w postaci ostrej, żywicznej i odrobinę ziołowej goryczki, fajnej, bardzo konkretnej; szkoda, że poza nią trochę nudno, jakieś tam cytrusy są bardzo w tle i nie potrafią się przebić przez zasieki jasnego słodu. Do konkursu na najlepsze AIPA świata nie powinno nawet podchodzić, bo jest dość banalne na poziomie kompozycji aromatycznej, ale pije się jednak bardzo, ale to bardzo przyjemnie dzięki idealnemu balansowi goryczki i słodyczy.
7,5/10

Tekstura
Idealne wysycenie.
5/5

6.0/10

Drugi zawód z rzędu, dużo mniejszego kalibru niż przy Dunkelweizenie, ale jednak. Jak wypadło w porównaniu ze wspomnianymi AIPAmi? Ano nijak. Coś się nie udało na etapie chmielenia na aromat. A szkoda, bo chmielenie na goryczkę nazwałbym perfekcyjnym i piwo miało potencjał na wybitne AIPA.

sobota, 11 lipca 2015

Birbant (Zarzecze): Old Ale

Nie mogę się przekonać do Birbanta, ale nie mogłem nie dać mu jeszcze jednej szansy, skoro uwarzyli styl tak sakramencko rzadki w polskim i w ogóle chyba każdym krafcie jak old ale. Ostatnio miałem okazję pić piwo w tym szlachetnym angielskim stylu aż szesnaście miesięcy temu, a było to Yorkshire Stingo z Samuel Smith Brewery. Opis na etykiecie zapowiada zupełnie klasyczne old ale i oby tak było. W każdym razie Birbant dostaje małego plusa już za samą chęć uwarzenia mało znanego i zapewne średnio się sprzedającego stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Old Ale
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: old ale
Dodatki: cukier muscovado
Alkohol: 7,4%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 27.10.2015 r.
Cena: 8,75 zł

Opakowanie
Bardzo konkretny ten nowy styl etykiet Birbanta. Wyraziście, jaskrawo, ale w miarę subtelnie. Wszystkie informacje na swoim miejscu, dokładny skład. Dalej goły kapsel.
8,5/10 
 
Barwa
Piękna - w zależności od oświetlenia ciemnobrązowa do ciemnomiedzianej, piękna gra refleksów, gdyby nie lekkie zmętnienie, byłoby idealnie.
4,5/5

Piana
Średnio obfita, dość gęsta, po paru minutach mamy już pierwsze dziury, do końca utrzymuje się dość gruby pierścień.
2,5/5

Zapach
Bardzo, ale to bardzo mocno przypalony karmel, orzechy laskowe, tort orzechowo-czekoladowy, cukier, lekko suszone owoce, może lekkie akcenty dębu - niby to piękne, ale trochę przykryte dziwnym, jakby gumowym z lekka charakterem chyba pochodzącym od alkoholu, na szczęście tylko trochę - ostatecznie świetny aromat z pewnym uszczerbkiem.
7,5/10

Smak
Bardzo intensywne, dobry balans karmelowej słodyczy ze spaloną goryczką; dalej orzechy, dąb, ciemne owoce; spalenizna przypomina mi bardzo mocno tę typową dla brandy hiszpańskiej - znakomity efekt. Dalej niestety alkohol wchodzi w paradę tym pięknym smakom, tym razem bardziej niż w aromacie, burzy wczesny finisz, dopiero odległy finisz jest bardzo przyjemny - szkoda, piwo jest tylko dobre, a miało być może potencjał na świetne.
7/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

6.5/10

Po raz nie wiem który w przypadku Birbanta - coś tu jest błyskotliwego, ale ostatecznie piwo tylko dobre i niewarte zachodu za swoją cenę. Świetny efekt brandy w smaku, bardzo ciekawa kompozycja, ale niedopieszczona. Odpuszczam sobie tych kontraktowców do momentu usłyszenia jakichś bardzo-bardzo pozytywnych recenzji ich piw.