Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flamandzkie ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą flamandzkie ale. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2018

Russian River: Consecration

Czas na ostatni akord pięknej znajomości z Russian River, przynajmniej na dłuższy czas. Consecration to najmocniejszy kwas browaru, aż dziesięcioprocentowe ciemne sour ale, które traktuje się na ogół jako bardzo mocne oud bruin. Z porzeczkami. Leżakowane w beczkach po winie ze szczepu Cabernet Sauvignon, przez wielu uważanego za króla winorośli. W światowym rankingu flandersów ustępuje jedynie genialnemu Supplication z tego samego browaru, więc mam ogromne oczekiwania.

Informacje ogólne:
Piwo: Consecration
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: imperialne oud bruin (Cabernet Sauvignon Wine BA)
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 16 grudnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Chiba najładniejsza ze wszystkich etykiet browaru, bardzo ładny jest ten kolor.
8,5/10


 
Barwa
Ciemna miedź wpadająca w jasny brąz, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Dość obfita, ale szybko redukuje się do pierścienia.
1,5/5

Zapach
O dziwo nie aż tak intensywny, za to bardzo złożony i ciekawy. Na pierwszym planie występuje nuta dzikości charakterystyczna dla Russian River, w której zdążyłem się już zakochać; zaraz za nią obłędne porzeczki pomieszane z Cabernet, dalej tytoń, drewno, siano, maliny, suszone owoce. Imponujący.
9,5/10

Smak
Mówiłem coś o niedostatkach intensywności? Tu są wynagradzane, jest wręcz bombowo intensywne. Do wrażeń z zapachu, przyznam że w ustach nieco uproszczonych, dochodzi winna cierpkość, dzika wytrawność, niemała kwaśność oraz lekko przypalane nuty od ciemnych słodów oraz owocowa słodycz. Piwo może nie genialne, ale wyjątkowe.
9/10

Tekstura
Może minimalnie za dużo gazu. 
4,5/5

8.5/10

Kolejne znakomite piwo z Russian River, ale zważywszy na to, jak genialne było Supplication, to licząc na podobny poziom trochę się rozczarowałem. Również Beatification jest moim zdaniem trochę lepsze. Wszystkie te trzy pozycje to tak czy inaczej pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika kwasów.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Port Brewing: Lost Abbey - Cuvee de Tomme

No to jeszcze jedna petarda z Lost Abbey, chyba już ostatnia przed dobiciem do tysiąca recenzji. Cuvee de Tomme, klasyfikowane jako flanders, zajmuje w tej kategorii piąte miejsce wszech czasów na RB. Bazą dla piwa jest znakomity quadrupel z rodzynkami Judgment Day, do którego dodawane są kwaśne wiśnie i dzikie drożdże; następnie część trafia do beczek z amerykańskiego dębu po bourbonie, a część do beczek z francuskiego dębu po winie, po roku wedle uznania piwowara tworzony jest z tego blend.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Cuvee de Tomme
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne oud bruin
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Jedno z najlepszych Lost Abbey, a to mówi więcej niż tysiąc ocen.
10/10


 

Barwa
Ciemna czerwień przechodząca w jasny brąz, mocno mętne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo słaba.
1,5/5
 
Zapach
Bardzo intensywny i wybitnie złożony. Mieszają się tu głównie dwa światy - oud bruin i beczka po bourbonie. Ten pierwszy to szlachetna octowość, wiśnie, czereśnie, maliny i suszone owoce, mokre liście, nuty przypalane i chlebowe, ten drugi to głównie waniliowa słodycz z lekką nutą migdałów. Beczka po winie raczej wtapia się w standardową paletę aromatów flandersa, z definicji już winnego. Znakomity.
9,5/10
 
Smak
Bardzo podobny do aromatu, aczkolwiek beczka po bourbonie trochę się wycofuje na rzecz flandersowej klasyki. Trochę mocniej też idzie tu w stronę dzikości. Jest daleki od intensywnego kwasu i octowości, kwaśność jest powściągnięta i połączona z wytrawną cierpkością trochę rodem z czerwonego wytrawnego wina. Znakomicie to gra z brązową słodowością spod znaku cukru kandyzowanego i karmelu. Jest to dość spokojne piwo, potężne, ale jego potęga objawia się w grze subtelności, coraz ciekawszej z każdym łykiem.
9/10
 
Tekstura
Mało gazu, trochę za mało. 
3,5/5

8.5/10

Znakomity flanders, aczkolwiek jest to jakieś tam małe rozczarowanie jak na tak oceniane piwo z mojego być może ulubionego browaru. Nie aż tak głośne Red Poppy z Lost Abbey bardziej mnie zdobyło, choć do CdT mimo wygórowanej ceny mam nadzieję też kiedyś wrócić.

niedziela, 31 grudnia 2017

Russian River: Supplication

Na zakończenie roku czas na wyjątkowe piwo. Supplication to piwo, które poza Pliniuszem Starszym zaimponowało mi najmocniej w trakcie wizyty w browarze Russian River. Jest to swobodna interpretacja flandersa - brown ale leżakowane w beczkach po winie Pinot Noir z dodatkiem wiśni, fermentowane na brettach, zakwaszane bakteriami kwasu mlekowego. Wg ratebeera najlepszy flanders świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Supplication
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Santa Rosa
Browar: Russian River Brewing Company
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7,75%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: 27.02.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Konsekwencja szaty graficznej z Beatification i Sanctification.
8,5/10 



 
Barwa
Głęboki bursztyn podchodzący pod czerwień, mętne.
3,5/5

Piana
Dość słaba.
2/5

Zapach
Intensywny, bardzo złożony i elegancki aromat wiśni, ziemi, siana, brettów, malin, ale przede wszystkim czerwonego wina. Arcydzieło.
10/10

Smak
Skrzyżowanie trzech światów: czerwonego, mocno wytrawnego wina z jego nutami ciemnych owoców, szlachetną cierpkością i winogronowością, flamandzkiego ale pełnego czerwonych owoców, kwasu i minimalnej octowości oraz wild ale z nutami funku i wsi. Jest świetne też na poziomie smaków podstawowych - bardzo subtelna i idealnie zbalansowana gra kwasu, cierpkości, goryczki i słodyczy. Wszystkie cztery są delikatne, ale dobrze zaakcentowane.
9,5/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem piwo na koniec roku, który pod względem średniej jakości próbowanych przeze mnie piw był bez wątpienia najlepszym rokiem w moim dotychczasowym życiu. Spróbowałem w nim chyba tyle piw klasy światowej, co przez całe poprzednie życie. To koniec już piątego kalendarzowego roku prowadzenia tego bloga - co mnie bardzo cieszy, w dalszym ciągu czuję wymierny wzrost mojej wiedzy o piwie, w dalszym ciągu było dużo horyzontów do poszerzenia i wiem, że ciągle dużo jest. Nie udało mi się wprawdzie dobić do tysiąca recenzji na koniec roku, kończę 2017 z dokładnie 980 zrecenzowanymi piwami na koncie, ale już praktycznie na pewno uda mi się to zrobić na pięciolecie bloga, które nadejdzie w połowie najbliższego lutego. Wtedy nadejdzie czas wielkich omówień, wielkich statystyk i być może wielkich zmian, więc na razie kończę już i życzę szczęśliwego nowego roku.

A Supplication? Jedno z kilkunastu najlepszych piw, jakie piłem, jeden z trzech najlepszych kwasów, najlepszy flanders - o ile tak można je traktować, bo jednak paleta smaków i aromatów odchodzi tu dość znacząco od kanonu wyznaczanego przez Rodenbachy i inne belgijskie piwa. Subtelne, złożone, intensywne i wyśmienite.

Sante Adairius: Love's Armor

Drugie podejście do Sante Adairius. Blend dwóch leżakowanych w beczkach piw: ciemnego, mocnego saisona i żytniego porteru.

Informacje ogólne:
Piwo: Love's Armor
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Capitola
Browar: Sante Adairius Rustic Ales
Styl: oud bruin
Alkohol: 8,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Wyróżniająca się, bardzo ładna etykieta i firmowy kapsel.
8,5/10 
 
 
 

Barwa
Ciemnobrązowe, bardzo mętne, trochę błotniste.
3/5

Piana
Przeciętna.
3,5/5

Zapach
Intensywny, choć nieprzesadnie agresywny funk skrzyżowany z delikatnymi nutami ciemnego słodu. Podjeżdża pod oud bruin. Jest tu też coś niepożądanego, podchodzącego pod DMS, choć to raczej nie on.
7/10

Smak
Tutaj lepiej. Niesztampowe połączenie wyrazistego, dość nietypowego funku, suszonych czerwonych owoców, dębowej beczki i nieznacznych, ale bardzo dobrze kontrujących swoją słodyczą kwas nut czekolady.
8,5/10  
Tekstura
Bez zastrzeżeń.
5/5

7.5/10

Bardzo dobry kwas, a właściwie można śmiało powiedzieć, że bardzo dobre oud bruin. Po tak uznanym browarze więcej jednak bym się spodziewał, raczej nie będę za często wspominał ani tego, ani Quality of Life.

wtorek, 19 grudnia 2017

Sante Adairius: Quality of Life

Wreszcie dobieram się do piw, które przywiozłem z browaru Sante Adairius, położonego w urokliwym dość miasteczku nad Pacyfikiem zwanym Capitola. Browar specjalizuje się w saisonach i wild ale, jest malutki i zrobił na mnie wielkie wrażenie, mimo że spróbowałem tylko trzech jego piw. Do domu przywiozłem dwa różne: pierwsze które otworzę, Quality of Life, to kwaśny dubbel z wiśniami leżakowany w beczkach. Czyli że oud bruin, tak?

Informacje ogólne:
Piwo: Quality of Life
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Capitola
Browar: Sante Adairius Rustic Ales
Styl: oud bruin
Alkohol: 8,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: trzecia
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta neutralna, skrótowa, wspólna dla wielu piw SA. Ładny kapsel.
6,5/10



Barwa
Gdzieś między miedzią a jasnym brązem, piękne, dostojne.
5/5
 
Piana
Tworzy się koszmarnie słabo, ale o dziwo ładny pierścień długo się trzyma.
2/5
 
Zapach
Piękny, dość klasyczny zapach oud bruin: wiśnie, maliny, porzeczki, drewno, przypalone melanoidyny, wkrótce wkracza też intrygująca przyprawowość, zapewne reminiscencja dubblowego pochodzenia piwa. Szlachetny, elegancki. Więcej intensywności nie byłoby złym pomysłem, ale jest świetny.
9/10
 
Smak
Logiczna kontynuacja wrażeń z zapachu - wiśnie i inne czerwone owoce, lekka octowość, średnia kwaśność, kontra w postaci brązowego słodowego ciała, nawet z nutami czekolady. Piwo dość spokojne, wyważone, zbalansowane, na wysokim poziomie.
8,5/10

Tekstura
Może minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

8.0/10

Nie jest to może jakiś rozpierdziel, ale bardzo klasowe oud bruin, którego większość belgijskich browarów by się co najmniej nie powstydziła. Eleganckie piwo do długiej degustacji.

poniedziałek, 29 maja 2017

Rodenbach Alexander

Długo czekałem na tę degustację. Po półtora roku od ostatniej degustacji piwa z Rodenbach udało mi się, jak zresztą wielu osobom w Polsce, zdobyć Alexandra, czyli najlepiej oceniane piwo tego znakomitego browaru i najlepsze flamandzkie ale na świecie oprócz dwóch piw z Russian River. Pierwszy raz uwarzone w 1986 roku z okazji 200. rocznicy urodzin Alexandra Rodenbacha, jest to mieszanka w 2/3 dwuletniego piwa i w 1/3 świeżego, macerowana z kwaśnymi wiśniami. 

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Alexander
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: do 16.09.2019 r. 
Cena: brak danych

Opakowanie
Imponująca, wielka butla z korkiem, obleczona plastikową powłoką z tego samego materiału co ta na Gulden Draaku. Piękne.
9,5/10


 
Barwa
Przepiękna czerwień.
5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, ale średnio trwała.
3,5/5

Zapach
Wybitnie owocowy i wybitnie wiśniowy (chyba najpiękniejsze wiśnie w piwie, z jakimi się spotkałem), ale też truskawkowy, żurawinowy, dębowy i z subtelną nutą octu. Może odrobinę zbyt jednoznacznie wiśniowy, ale cudny.
9/10

Smak
Piękna podróż przez cudowne oblicze słodko-kwaśnej wiśniowości, sporą cierpkość, kwaskowatość (w miarę pohamowaną) i nawet lekką chlebowość. Zastrzeżenie mniej więcej to samo co w zapachu i tak samo jak w zapachu, jest super.
9/10
 
Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

8.5/10

Rodenbach Vintage ciągle górą. Tutaj mam właściwie identyczne zastrzeżenie co w przypadku Caractère Rouge - no jest takie troszeczkę za bardzo owocowe, a za mało piwne. Chyba nawet wolałem odrobinę Caractère Rouge. Ale oba to piwa znakomite.

wtorek, 28 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Red Poppy Ale

Kiedy człowiek w krótkim okresie czasu ma okazję pić parę różnych piw z tak genialnego browaru jak Port Brewing, wpada w lekkie wyrzuty sumienia pomieszane z niepokojem, bo wie, że na to raczej nie zasłużył. Tak właśnie mam teraz - po Framboise de Amorosa i Track #8 czas na Red Poppy Ale, lekkiego (lekkiego, ale droższego od każdego piwa z tego browaru, jakie piłem) kwasa z ziarnami maku i wiśniami. Bazą do tego piwa jest Dawn Patrol Dark, mild z Port Brewing. Po pierwszej fermentacji miesza się go w beczce dębowej i wiśniami z innym piwem z PB, Amigo Lager. W rezultacie ma być coś przypominającego flamandzkie red ale. Co zabawne, te dwa piwa mają na RB oceny zupełnie bez szału, a w ten sposób potraktowane jako Red Poppy Ale zajmują dziesiąte miejsce w ogólnoświatowym rankingu sour red/brown. Oczekiwania mam doprawdy przepotężne, ciężko będzie im sprostać.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Red Poppy Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 90 zł (120 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Pure genius, nawet jak na ten browar. 
10/10



 
Barwa
Genialna czerwień.
5/5
 
Piana
Prawie idealna.
4,5/5
 
Zapach
O boże, jaki cudowny flanders. Suszone owoce, wiśnie, maliny, mnóstwo ale to mnóstwo dębu, wyschnięte liście, jabłka, mnóstwo tanin, leciutka karmelowa słodowość i o dziwo dość wyraźna nuta maku. Genialny i genialnie intensywny.
9,5/10
 
Smak
Powtarza właściwie wszystkie nuty z zapachu, a dokłada rozsądnie wyważoną kwaśność, szlachetną taninową cierpkość i całkiem okazałą stronę słodową, podchodzącą właściwie pod czekoladę. Doskonały balans słodyczy, kwaśności i cierpkości. Niestety potworna pijalność - niestety, bo chciałoby się trochę dłużej podelektować tak znakomitym piwem za taką kupę kasy...
9/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Uff, Rodenbach ciągle górą. To bardzo ważne, bo jest trzy razy tańszy i trzydzieści razy lepiej dostępny. Wciąż jest to jednak najmocniejsza wypowiedź w temacie flandersów (piwo jest właściwie totalnie flandersowe), z jaką się spotkałem, poza największymi piwami z Rodenbach. Port Brewing/Lost Abbey umacnia swoją pozycję mojego ulubionego amerykańskiego browaru. Wielkie, wielkie piwo.

sobota, 11 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Framboise de Amorosa

Port Brewing/Lost Abbey to na chwilę obecną mój ulubiony amerykański browar. Na sześć piw, jakie od nich piłem, aż trzy były genialne. Nie że bardzo dobre, świetne, znakomite - genialne po prostu. Nie miałbym nic przeciwko, żeby dzisiaj wjechało czwarte i ostatecznie przypieczętowało dominację browaru z Kalifornii. Szansa jest niemała, bo Framboise de Amorosa to mocne, malinowe kwaśne ale leżakowane w beczkach po czerwonym winie. Raczej rzadko spotyka się tego rodzaju leżakowanie, a szkoda, bo czerwone wino często robi doskonałą robotę. Piwo cieszy się czternastym miejscem w rankingu nietradycyjnych kwaśnych/dzikich ale na RB. Będzie to również luźno jedno z dziesięciu najdroższych piw mojego życia, więc oczekiwania mam naprawdę spore.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Framboise de Amorosa
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne oud bruin (Red Wine BA)
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 90 zł (120 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Lost Abbey - i wszystko jasne. Genialne.
10/10

 


Barwa
Mocno zmętnione, czerwono-brązowe, piękne.
4,5/5
 
Piana
Obfita, ale grubopęcherzykowa i kiepsko trwała.
2/5
 
Zapach
Bardzo malinowy, a jednocześnie bardzo beczkowy. Kwaśność malin łączy się ze słodyczą beczki i daje również wrażenie nieco truskawkowe. Lekka winność i funk niesamowicie to wszystko uszlachetnia. Przepiękny aromat, niemal genialny.
9,5/10
 
Smak
Tu trochę mniej malinowe, a bardziej flandersowe, wchodzą suszone owoce, zielone jabłka, totalna winność, minimalnie octowa. Tak, to jest flanders. Maliny mocno wycofane, ale są w tle, fajnie przełamują swoją świeżością. Świetne, choć  kwas trochę zbyt gryzący.
8,5/10
 
Tekstura
Za dużo gazu, tak nawet znacznie za dużo.
2,5/5

8.0/10

Świetne piwo, które z pełną odpowiedzialnością można określić jako oud bruin. Nie ukrywam, że spodziewałem się czegoś trochę większego, czegoś olśniewającego, a to po prostu świetny flanders, ale kłaniający się największym piwom z Rodenbach, które są znacznie tańsze, więc... więc cieszę się, że mam już drugą butelkę tego piwa w piwnicy (potencjał do leżakowanie ogromny) i nie muszę już w nie więcej inwestować.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

The Bruery: Terreux Gypsy Tart

Teraz to już każde kolejne piwo z The Bruery będzie dla mnie świętem. Póki co same znakomitości. Dziś ich imperialna interpretacja flandersa, a dokładnie oud bruin, i już z góry wiem, że będzie co najmniej bardzo dobrze, bo miałem już okazję tego piwa próbować, choć nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia jak Beret. Może w domowym zaciszu będzie na odwrót?

Informacje ogólne:
Piwo: Terreux Gypsy Tart
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Placentia
Browar: The Bruery
Styl: imperialne oud bruin
Alkohol: 8,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: z 17 września 2015 roku
Cena: 79,60 zł (59,70 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Mniej więcej takie jak na wszystkich piwach z segmentu Terreux, czyli świetne.
9/10


 
Barwa
Brunatno-czerwone, mocno zmętnione, trochę nieeleganckiego osadu, ładne.
4/5
 
Piana
Marna - tworzy się dość obfita, ale ulatnia szybko z sykiem i pozostaje cienki pierścień.
1,5/5
 
Zapach
Intensywny, totalnie owocowy aromat kwaśnych jabłek, wiśni, poziomek, ciemnych winogron, z subtelnymi wstawkami beczki i... liści spadłych z drzewa.
8,5/10
 
Smak
Do palety owoców wzbogaconej dębową beczką, znanych już z zapachu, dołącza bardzo mocna jak na flandersa kwaśność i spora cierpkość. Stara się to kontrować z lekka czekoladowa słodowość, ale średnio się udaje, szybko zanika, przez co piwo można nawet określić mianem ekstremalnego, tyle że w przyjemny sposób. Spory plus to zupełnie nieodczuwalny alkohol, który przecież jest bardzo wysoki.
8,5/10
 
Tekstura 
To jego jedyny problem - jest zdecydowanie przegazowane.
2/5

7.5/10

Pierwsze piwo z The Bruery, które mnie nie zachwyciło, ale też świetne. Bardzo intensywne. Zdecydowanie nie jest to butelka na jedną osobę, a nawet więcej niż dwie polecam. Z drugiej strony nie do końca jest sens to kupować przy dużo niższych cenach dużo lepszego Rodenbacha Vintage, który jest do Gypsy Tart bardzo podobny, tyle że, no, dużo lepszy.

sobota, 7 maja 2016

Browar Zamkowy Cieszyn (Grupa Żywiec): Red Roeselare Ale

Grand Champion budzi dużo mniej emocji niż kiedyś - i ciężko się temu dziwić - ale fakt, że zeszłoroczną edycję wygrało piwo kwaśne, sporo znaczy. Jeszcze niemal dokładnie rok temu, czyli parę miesięcy przed wypuszczeniem tego piwa, na browar.bizie (który już nawet nie umiera, a w szybkim tempie się rozkłada, jakby ktoś dawno nie zaglądał i był ciekawy) czytałem zatrważające wypowiedzi na temat piw kwaśnych dwóch użytkowników portalu z ekstremalnie długim stażem i dorobkiem postów (polegały głównie na zrównywaniu kwasów z piwami zepsutymi). A już na jesieni dzieło bardzo młodych stażem jak na taki sukces piwowarów domowych, Piotra Terki i Piotra Marczyka, sięgnęło po koronę. Dinozaury polskiej sceny piwnej zdania na temat kwasów pewnie nie zmieniły i już nie zmienią, ale wynik Grand Championa z zeszłego roku to dość jasny sygnał, jak polepszył się (albo w ogóle, jak zaistniał) wizerunek piw kwaśnych w Polsce. Piwo to flamandzkie red ale (co prawda zamiast beczki kostki dębowe), czyli jeszcze nie jakiś ekstremalny kwach (takich się u nas jeszcze praktycznie nie warzy), ale jednak kwach pełną gębą.

Informacje ogólne:
Piwo: Red Roeselare Ale
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Cieszyn
Browar: Browar Zamkowy Cieszyn (Grupa Żywiec)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: 17%
Objętość: 330 ml
Warka: do 27.11.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Niemal równie doskonałe, co na Dubblu rok temu.  
9,5/10



 
Barwa
Pozornie ciemnobrązowe, pod światłem jedna z piękniejszych czerwieni, jakie w piwie widziałem.
5/5
 
Piana
Przyzwoicie obfita, dość gęsta, niezbyt trwała.
3/5
 
Zapach
Maliny i truskawki na bardzo trafionym podkładzie karmelowego słodu, kojarzącym mi się trochę z dubblem. Do tego taka piwniczna, dębowa otoczka. Przyjemny zapach, ale nic specjalnego, brakuje intensywności trochę.
6,5/10
 
Smak
Trochę mniej owocowy niż zapach, trochę bardziej karmelowo-dębowy, a przede wszystkim wkracza kwaśność i cierpkość, obie bardzo stonowane. Dobre piwo, ale strasznie grzeczne jak na tak wysoki alkohol (przy czym wcale nie lekkie).
7/10
 
Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie, a również nieco za gęste.
3,5/5

6.5/10

No fajne, fajne, ale przy takich piwach to Grand Champion będzie niedługo budził tyle samo emocji co premiera nowego piwa z przysłowiowego Birbanta. Każden jeden z kwasów Pinty, przykładowo, zjada to piwo dupą, za przeproszeniem. Szkoda czasu, szkoda pieniędzy, szkoda miejsca w piwniczce na ewentualne leżakowanie. Nie byłoby szkoda, gdyby piwa z Brouwerij Rodenbach i Duchesse de Bourgogne nie były w Polsce tak dobrze dostępne. Ale "niestety", są.

czwartek, 5 maja 2016

Timmermans: Bourgogne des Flandres

Jak skłonić mnie, żebym niemal bez zastanowienia kupił piwo? No, na przykład umieścić na etykiecie cokolwiek związanego z Brugią. Staram się nie kupować piwa wzrokiem, ale czego się nie robi z miłości do najlepszego miasta na świecie. Tak, wszedłem sobie do sklepu, zobaczyłem etykietę z brugijską dzwonnicą, no to wziąłem. Okazało się, że to piwo określane jako oud bruin, które powstaje przez zmieszanie lambika i brązowego piwa górnej fermentacji w Brouwerij Timmermans, wcale nie w Brugii, a tuż pod Brukselą, w zagłębiu lambikowym. 

Informacje ogólne:
Piwo: Bourgogne des Flandres
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Itterbeek
Browar: Brouwerij Timmermans
Styl: oud bruin
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 17.03.2017 r.
Cena: 10,30 zł (15,61 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Choć jest na niej kawałek Brugii, to nie jest to jakaś olśniewająca etykieta. Ale całkiem intrygująca kolorystycznie. Dedykowany kapsel.
7,5/10 

 
Barwa
Wspaniała, brunatno-miedziana.
5/5
 
Piana
Obfita i o przyzwoitej gęstości, gorzej z trwałością.
3,5/5
 
Zapach
Typowa dla stylu, ale bardzo ugrzeczniona kwaskowatość ciemnych owoców, trochę brązowego słodu i spora dawka diacetylu albo czegoś, co diacetyl przypomina, w każdym razie nie jest przyjemne i zasłania aromat. Słabo, a nawet bardzo słabo.
3,5/10

Smak
Dużo lepszy niż zapach, bo wprowadza całkiem przyjemne połączenie ciemnowocowej kwaśności (choć bardzo niskiej, za niskiej jak na styl) i słodowej słodyczy, lekko przypalanej. W smaku byłoby to piwo proste, ale nawet może świetne, gdyby nie kolejna wada - tym razem żelazo. Nie jest ono jednak jakieś strasznie mocne i piwo pozostaje dobre, przy znakomitej pijalności podchodzi nawet pod bardzo dobre.
7,5/10

Tekstura
Bez zarzutu, spore, ale nieprzesadzone wysycenie jest idealne w przypadku flamandzkich ale.
5/5

6.0/10

Cóż, jest niezłe, ale szkoda zachodu. Nawet gdyby zapach nie był fatalny, a byłby powiedzmy na poziomie smaku, to byłoby to piwo zdecydowanie słabsze nawet od podstawowego Rodenbacha, a co dopiero mówić o Rodenbachach szlachetnych albo o Duchesse de Bourgogne. Nawet ceną nie walczy. Czujcie się zwolnieni z testowania tego na sobie.

niedziela, 15 listopada 2015

Rodenbach (Palm Breweries): Rodenbach Vintage

Rodenbach Vintage to obok niedawno degustowanego przeze mnie Caractère Rouge najbardziej ekskluzywne piwo browaru. Mnie ciekawi nawet bardziej, bo nie jest wsparte owocami wrzuconymi do piwa, jak to drugie. Jest to w całości piwo leżakowane w dębowych beczkach przez dwa lata, bez domieszki młodego trunku, bez owoców. Mam nadzieję, że pobije Caractère Rouge, które było za bardzo owocowe, i tym samym stanie się najlepszym flandersem, jakiego piłem.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Vintage
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: z 2012 roku (zabutelkowane w 2014)
Cena: brak danych

Opakowanie
Eleganckie i subtelne. Wyszłoby jeszcze ładniej, gdyby wszystkie te napisy były "malowane" na butelce, a nie wydrukowane na przezroczystej folii, ale przynajmniej mam etykietę do kolekcji.
9/10
 
 
Barwa
Od brązu do ciemnej miedzi, piękna, dostojna.
4,5/5
 
Piana
Powstaje bardzo ładna, dość obfita i gęsta, ale szybko redukuje się do grubego pierścienia.
2,5/5
 
Zapach
Dębina jest tak intensywna, że wręcz wychodzi na pierwszy plan, co nieczęsto się zdarza; za nią idzie czerwone wino i przeróżne owoce - jabłka, wiśnie, suszone śliwki, czereśnie, jest nawet coś w rodzaju zapachu liści - piękny, złożony, dostojny.
9/10
 
Smak
Powtarza wrażenia z zapachu i dokłada sporą (acz krótką) kwaśność i winną cierpkość, zrównoważone delikatną owocową słodyczą; owocowość staje się bardziej suszona, ciemniejsza, nawet przypomina susz owocowy; fantastyczne, intensywne, dostojne piwo, które w dodatku rośnie z każdym łykiem.
9,5/10

Tekstura
Dość wysokie, idealnie dopasowane wysycenie.
5/5

9.0/10

O, o, o to mi chodziło. Wybitne, wspaniałe piwo, królewski reprezentant stylu. A Rodenbach to browar cudowny - trzy na cztery piwa były wyśmienite, a i czwarte bardzo godne uwagi. Teraz pozostaje mi sprawdzić, czy da się w temacie flandersów powiedzieć jeszcze więcej.

piątek, 30 października 2015

Rodenbach (Palm): Rodenbach Caractère Rouge

Moja fascynacja flamandzkimi kwachami rośnie z każdym kolejnym piwem w tym stylu. Póki co o numer jeden ścierają się Duchesse de Bourgogne i Rodenbach Grand Cru, ale mam nadzieję, że dzisiaj oba piwa zostaną rozłożone na łopatki. Oto bowiem trafiłem na to cudo, które w rankingu najlepszych flamandzkich ale (czerwonych czy brązowych) zajmuje trzecie miejsce za dwoma piwami amerykańskimi, których w Polsce dostać raczej nie idzie. Koncepcja jest wybitnie owocowa, mianowicie taka: do piwa leżakującego już dwa lata w beczkach dębowych dodaje się owoce w takiej ilości, że ostatecznie jest w nim 5% wiśni, 4% malin i 4% żurawiny. I tak sobie to "maceruje" jeszcze przez pół roku, po czym refermentuje w butlach. No to jedziemy.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Caractère Rouge
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: 53,30 zł (35,53 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Całkowicie goła butelka pięknego kształtu z przewieszoną na sznurku nie tyle etykietą, co doprawdy broszurką z dość szczegółowymi informacjami o piwie w trzech językach. No i korek z firmowym kapslem szampańskim. Świetne, bardzo oryginalne.
9/10

Barwa
Świetna gra bursztynów, miedzi, nawet brązów; zmętnienie mogłoby być ładniejsze, ale prezentuje się intrygująco.
4,5/5

Piana
Nędzna - udaje się utworzyć jakiś tam kożuch, ale ani gęsty, ani trwały, parę minut i zostajemy z cienkim pierścieniem.
1,5/5
 
Zapach
Niezwykle dostojny: czerwone wino, dąb, owoce być może przede wszystkim: żurawina doskonale wyczuwalna, poza tym truskawki, maliny, wiśnie, czereśnie; na końcu delikatnie zaznaczona kwaśność, która wspaniale kontrapunktuje ogólną słodycz dębu i owoców - rewelacja.
9/10

Smak
Jeszcze bardziej słodko i owocowo, ale jest to słodycz wyjątkowo elegancka, nie zalepiająca, winna raczej; kompozycja owocowa jest wprost genialna, ciężko powiedzieć, co gra pierwsze skrzypce, ale najbardziej ujmują mnie posmaki żurawinowe; podobnie jak w zapachu, słodycz kontrowana jest przez stonowaną kwaśność i lekką cierpkość, nieduże jak na styl, dzięki czemu piwo jest nie tylko wyśmienite, ale i dość przystępne, ukrywa też totalnie swoje 7%, nie zdziwiłoby mnie nawet, gdyby miało z 4%.
9,5/10
 
Tekstura
Wysokie, dobrze pasujące do smaku wysycenie, tylko odrobinę zbyt wysokie.
4,5/5

8.5/10

Miałem chyba nadzieję na jeszcze więcej, na jakąś dychę w smaku lub w zapachu (a nawet to 9,5 to tak ledwo ledwo dałem), ale piwo jest niezaprzeczalnie znakomite. Niespotykana sztuka operowania owocami w piwie, choć jednocześnie ten atut jest pewnym przekleństwem - prostolinijność owoców za bardzo przykrywa wysublimowane nuty szlachetnego, dębowego flandersa i zaprzepaszcza szansę na piwo absolutne.

środa, 21 października 2015

LoverBeer: Madamin

LoverBeer to browar rzemieślniczy, mieszczący się na wsi niedaleko Turynu, jeden z tych browarów typu "jednoosobowego", założony i prowadzony w dużej mierze do dziś przez jednego faceta, Valtera Loveriera. Z asortymentem wyraźnie puszczającym oko w stronę Belgii (podobnie jak, co teraz sobie właśnie uświadomiłem, zastanawiająco sporo włoskich browarów). Trafiło mi się piwo zwane przez twórcę "Oak Amber Ale", które ja pozwolę sobie zakwalifikować jako flamandzkie czerwone ale na podstawie doznań, które przyniosło. "Madamin" to piemonckie słowo, oznaczające młodą kobietę, jakby się ktoś zastanawiał.

Informacje ogólne:
Piwo: Madamin
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Marentino
Browar: LoverBeer
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 2014 roku (do końca 2021 r.)
Cena: 31,50 zł (47,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wyróżniające się dzięki zwłaszcza nietypowemu oklejeniu szyjki. Całkiem długi opis na kontrze. Dobre.
7,5/10

 
Barwa
Ekscytująca - bursztynowe, rdzawe, miedziane i brunatne jednocześnie, świetnie się prezentuje.
5/5
 
Piana
Fatalna - ledwo powstaje jakiś kożuch, od razu redukuje się do pierścienia.
1/5
 
Zapach
Znakomity mariaż beczek - sprawiających nawet wrażenie, że gościły wcześniej jakiś mocniejszy alkohol - ze świeżością kwaskowatych owoców (jabłka, wiśnie, rodzynki, a nawet kandyzowane ananasy) i nutami wprost winnymi - rewelacyjny, z czasem tylko trochę słabnie.
8,5/10
 
Smak
Podobnie do zapachu, ale z pewnymi różnicami: zmniejsza się udział owoców, zwiększa dębu, a piwo nabiera nut klasycznie piwnicznych, mocnej kwaśności i mocnej, bardzo winnej cierpkości. Całość ma trochę rześkości, ale jest przede wszystkim szalenie eleganckie, kończy się złożonym finiszem, który splata kwaskowatość, goryczkę i przypalany dąb. Świetne.
8,5/10

Tekstura
Prawie idealna, odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

7.5/10

O patrzcie, jaki świetny flanders właściwie znikąd mi się trafił. Problemem jest to, że nie ma startu do belgijskich klasyków jak lepsze Rodenbachy czy Księżniczka Burgundzka, a cenowo wypada przy nich wprost fatalnie. No, ale doceniam, że już w 2010 roku takie piwa we Włoszech powstawały.

środa, 7 października 2015

Alvinne: Sigma

Picobrouwerij Alvinne, z którym miałem już do czynienia przy degustacji kooperacyjnego piwa z hiszpańskim Naparbier, to browar belgijski, powstały 2002 roku, który mieści się niedaleko granicy francuskiej przy Lille. Swoim asortymentem balansuje na granicy tradycji belgijskiej i craftu, jak zresztą wiele belgijskich minibrowarów. Jednym z owoców takiego dualnego podejścia jest bardzo ciekawie zapowiadające się piwo, które stoi dziś przede mną - "dark sour ale", które, jak się okazało po otwarciu, nie jest taką zupełnie swobodną wariacją, a mocno wykorzystuje zdobycze flamandzkiej szkoły piw kwaśnych.

Informacje ogólne:
Piwo: Sigma
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Moen
Browar: Picobrouwerij Alvinne
Styl: imperialne oud bruin
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.2016 r.
Cena: 13,95 zł (21,14 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Ascetyczne, nawet oryginalne, niezłe, choć nie jakieś piękne. Kapsel połowicznie goły, połowicznie dedykowany - ma nadrukowaną nazwę piwa w ten sposób, w jaki drukuje się na kapslach datę ważności.
7/10
 
Barwa
Pozornie czarne, pod mocnym światłem rubinowe przebłyski, nieco zbyt nieśmiałe, ale bardzo ładne i tak.
4/5
 
Piana
Wybitnie obfita, ale szybko się redukuje i to z sykiem, niezbyt gęsta, na szczęście gruby pierścień utrzymuje się bardzo długo.
3/5
 
Zapach
Bardzo osobliwe połączenie nut kwaśnych, najbardziej z piw przypominających kwaśność flamandzkiego ale, bardzo winną, z nutami ciemnego słodu, przede wszystkim palonymi, również trochę kawowymi. Do tego owoce, głównie wiśnie, i szczypta karmelu. Efekt jest świetny, bardzo elegancki i intrygujący.
8,5/10
 

Smak
Bardzo kwaśne, strona kwaśna, coraz bardziej przypominająca oud bruin, bierze górę, choć pozostaje i miejsce na trochę ciemnego słodu. Kwaśność jest bardzo przyjemna, troszkę winna, a troszkę owocowa, wręcz jabłkowa. Alkohol w smaku jest ukryty właściwie totalnie, mówiąc bez cienia przesady, to piwo mogłoby mieć 5% i w ogóle by mnie to nie zdziwiło! Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, a samo piwo po prostu pyszne, bardzo dostojne i równie oryginalne.
8,5/10

Tekstura
Wysokie wysycenie bardzo pasuje i nadaje lekkości, może tylko odrobinę bym je zbił.
4,5/5

7.5/10

Ogłosiłbym je najlepiej ukrywającym alkohol piwem, jakie wypiłem, ale wierzyć mi się nie chce w te 10%, bo wypiłem je raczej szybko na sam koniec dnia i nic nie poczułem, a ta łagodność aż nienaturalna. Dziwne. Mniejsza z tym - piwo świetne, a do tego bardzo, bardzo ciekawe - warto zwłaszcza za tę całkiem przystępną jak na mocny, importowany craft cenę. Tyle że chyba była to jednorazowa warka. Uznałem też, że można je śmiało zakwalifikować jako oud bruin, choć to dość swobodna interpretacja.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Szałpiw (Bartek): Duke of Flanders

Pinta wywołała ostatnio wzmożone zainteresowanie piwami kwaśnymi (notabene wypuszczając piwa bardzo delikatnie kwaśne), ale tym razem nie była pionierska. Eksperymenty z kwachami w Polsce już były, i to nie tylko wybuchające koszmary z AleBrowaru, a również dostojne kwasy leżakowane w beczkach po winie. Jedną z takich akcji popełnił Szałpiw, porywając się na flamandzkie czerwone ale i w dodatku wsadzając je na rok do beczki po winie, i w dodatku po Bordeaux. Ciężko się oprzeć.

Informacje ogólne:
Piwo: Duke of Flanders
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek
Styl: flamandzkie czerwone ale (Bordeaux Wine BA)
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 375 ml
Warka: do 31.12.2015 r.
Cena: 32 zł (42,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Świetne - gruba, elegancka butelka, korek i udana, oryginalnie trzyczęściowa etykieta. Trochę mniej komiksowo, a trochę bardziej subtelnie bym jeszcze prosił, aczkolwiek komiksowe postacie to wyznacznik stylu Szałpiwu trochę.
9/10

Barwa
Lawiruje od jasnomiedzianej do brązowej, pod mocnym światłem przypomina mus truskawkowy - dość zjawiskowe.
4,5/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło, długo się utrzymuje, świetna jak na styl i beczki.
4/5

Zapach
Znakomity, łączy w sobie karmelowo-waniliową, wyraźnie beczkową słodycz z kwaskowatym charakterem przypominającym różne owoce: przede wszystkim wiśnie, ale również jabłka, rodzynki. Wchodzą również nuty winne, charakterystycznie cierpkie - całość jest bardzo dostojna, jakby przemyślana i przyjemna.
8,5/10

Smak
Jest kwaśność, ale raczej stonowana, więcej tu cierpkości klasycznej dla wytrawnego, czerwonego wina, a ta i tak jest udanie zbalansowana karmelowo-waniliową słodyczą, więc ostatecznie piwo jest dość łagodne, do tego bardzo przyjemna otoczka dębowa, ostatecznie brakuje mu dużo do klasyków stylu (bardziej zdecydowana kwaśność mogłaby dużo wnieść), ale jest bardzo smaczne i całkiem złożone, świetne piwo do delektowania się.
8,5/10

Tekstura
Trochę zanadto wysycone, ale bardzo dobra.
4/5

7.5/10

Świetne piwo, co prawda daleko mu już do Rodenbach Grand Cru czy Duchesse de Bourgogne, ale jak na polskie warunki - można przyklasnąć. Szałpiw trochę lepiej poradził sobie z leżakowaniem w beczkach - wycisnęli z nich maksimum - niż z tym szlachetnym stylem, ale tak czy inaczej to spore osiągnięcie. Cena jest jego wadą, acz nie jest to rozbój w biały dzień - łatwo dostać tańsze alternatywy w stylu, ale niekoniecznie jeśli chodzi o piwa leżakowane w beczkach po winie czerwonym.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rodenbach (Palm): Rodenbach Grand Cru

Flamandzkie czerwone ale, runda trzecia. Po bardzo dobrym podstawowym Rodenbach i znakomitej Duchesse de Bourgogne czas na jedną z bardziej ekskluzywnych wersji tego pierwszego piwa. Przypomnę, że podstawka była mieszanką w 3/4 młodego piwa i w 1/4 leżakowanego przez dwa lata w dębowych beczkach. Tutaj proporcje robią się dużo bardziej ekscytujące - odpowiednio 1/3 i 2/3. 

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Grand Cru
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 21.01.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Ładna, klimatyczna etykieta z drewnem jako motywem głównym - dałoby się to lepiej wykonać, ale jest ładnie - niestety goły kapsel.
7,5/10


 
Barwa
W zależności od natężenia światła jasnobrązowe lub ciemnobrązowe, mocno zmętnione, pod mocnym światłem nieznaczne, rubinowe przebłyski - nie jest złe, ale trochę za bardzo matowe. 
3/5

Piana
Umiarkowanie obfita i gęsta, bardzo szybko redukuje się do grubego pierścienia, ten za to zachowuje swą okazałość niemal do samego końca - w porządku.
3/5

Zapach
Istotnie spore ilości dębu oraz piękna plejada słodkich i kwaskowatych owoców - wiśnie, jabłka, rodzynki, suszone śliwki, trochę karmelu, do tego akcenty winne - piękny, bogaty zapach. 
9/10

Smak
Na wejściu uderzenie dużą dawką orzeźwiającej, owocowej kwaśności, bardzo intensywnej, ale krótkiej, znikającej zaraz po przełknięciu, idealnie zbalansowanej ze słodyczą; na finiszu szczypta nut końskiej derki, znów różne owoce, zwłaszcza jabłka i wiśnie - znakomity trunek, bardzo pijalny i orzeźwiający, ale też elegancki. 
9/10

Tekstura
Doskonała - wysokie wysycenie, które pasuje do smaku.
5/5

8.5/10  

Wspaniałe piwo, wspaniałe. Rozłożyło się przed Księżną Burgundzką w aspektach wizualnych, ale aromat i smak dotrzymały jej kroku. Piękny jest ten styl, ze wszystkich kwachów flamandzkie ale wydaje mi się gatunkiem o największym potencjale, ale będzie trzeba to jeszcze zweryfikować. Póki co napalam się na kolejne wersje Rodenbach - sądząc po katalogu browaru i ocenach na ratebeerze, Grand Cru to ledwie preludium.

piątek, 19 września 2014

Verhaeghe: Duchesse de Bourgogne

Niedługo po degustacji słynnego Rodenbach mam okazję zabrać się za spróbowanie innego flamandzkiego czerwonego ale, równie słynnej Duchesse de Bourgogne. Piwo nazwane zostało imieniem Marii Burgundzkiej. Podobnie jak Rodenbach, jest starzone w dębowych beczkach, a po podobno osiemnastu miesiącach mieszane z młodszym, ośmiomiesięcznym piwem. Na ratebeerze notowania ma zdecydowanie wyższe, ale zobaczymy, czy i u mnie będzie miało.

Informacje ogólne:
Piwo: Duchesse de Bourgogne
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Vichte
Browar: Brouwerij Verhaeghe
Produkowane od: brak danych
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 250 ml

Opakowanie 
Mała buteleczka z elegancką i nastrojową etykietą, na której znajduje się portret księżnej. Ciekawych informacji brak, jest za to bardzo ładny, firmowy kapsel. Ładna i bardzo łatwo rozpoznawalna etykieta. 
8,5/10



Barwa
Przepiękna, przechodząca płynnie z nawet ciemnego brązu do miedzi - niesamowite wrażenie robi również prawdziwa nawałnica ulatującego gazu. 
5/5

Piana 
Bardzo obfita, początkowo wydaje się, że szybko zniknie, bo gwałtownie opada z sykiem, ale w pewnym momencie przestaje i utrzymuje gruby, gęsty kożuch do końca degustacji - rewelacyjna. 
5/5

Zapach
Przepiękny - na początek uderza nas mocno paleta akcentów kwaśnych, taninowych, dębowych, po czym zauważamy drugi plan, na którym znajdują się słodsze nuty owocowe, zwłaszcza wiśniowe, trochę jest też malin - wspaniały, bardzo szlachetny aromat. 
9/10

Smak
Równie dobrze, jeśli nie jeszcze lepiej - w ustach niezwykle przebojowe, sprawia, że kubki smakowe wariują od niesamowitego połączenia owocowej słodyczy i równie owocowej kwaskowatości; przełknięcie przynosi już natomiast cierpki, beczkowy akcent, który na finiszu łączy się z powracającą owocowością - przepyszne i dostojne, życzyłbym sobie jednak odrobinę mocniejszej kwaśności. 
9/10

Tekstura
Bardzo wysokie wysycenie pasuje do tego piwa jak ulał, choć tu jest minimalnie za wysokie.
4,5/5

8.5/10
 
Istotnie, dużo, dużo lepsze flamandzkie czerwone ale od podstawowej wersji Rodenbach, choć czuję, że ten styl może się wspiąć jeszcze wyżej, znacznie wyżej. Pojedynek na piwa w tym gatunku bynajmniej się nie zakończył - już niedługo zapoznam się z bardziej ekskluzywną wersją Rodenbacha, a i na inne będę polował, bo ten styl ma potencjał na zostanie jednym z moich ulubionych.

środa, 3 września 2014

Rodenbach (Palm): Rodenbach

Wyjątkowym zbiegiem okoliczności drugi raz z rzędu degustuję piwo w stylu, który się tu jeszcze nie pojawiał. Tym razem flamandzkie czerwone ale prosto ze źródła, słynnego Rodenbach, ojczyzny tego stylu. Zdarzyło mi się już pić innego przedstawiciela flamish red i wiem, że mogę się spodziewać wiele - piwa te łączą bezkompromisowosć lambików i dostojność innych belgijskich ale. Rodenbach jest mieszanką 3/4 młodego piwa i 1/4 starzonego w dębowych beczkach przez dwa lata.

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Produkowane od: 1821
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 250 ml

Opakowanie
Prosta, ale sugestywna i wyróżniająca się, mocno czerwona etykieta. Na kontretykiecie znajdziemy całkiem zgrabny opis koncepcji tego piwa w trzech językach. Bardzo dobre wrażenie robi firmowy kapsel z charakterystyczną literą "R". Ładne.
7,5/10


Barwa
Pięknie się prezentuje, bez światła wygląda raczej na brązowe, ale już naświetlenie ujawnia jego miedzianą, rubinową naturę - eleganckie. 
4,5/5

Piana
Bardzo nieobfita i w ciągu dosłownie kilkunastu sekund cienki kożuch zanika; o dziwo pierścień, który pozostaje, jest całkiem gruby i trwały. 
2/5

Zapach
Kwaskowaty, interesujący, ale przy tym dość przystępny, ułożony zapach winno-owocowy - na pierwszym planie zdecydowanie wiśnie, bardzo wyraziste wiśnie - dalej można wyczuć trochę dębu, a również sporą dawkę cukrowej słodyczy - bardzo ładny i intensywny aromat. 
8/10

Smak
Faktycznie obiecywany przez browar majstersztyk orzeźwienia - w ustach dostajemy najpierw mocne ukłucie kwaskowatości, ale rzecz w tym, że bardzo krótkie i stłamszone słodyczą, przez co piwo jest ekstremalnie lekkie i rześkie, a finisz, jaki pozostawia, można by określić mianem owocowej świeżości. Ta lekkość sprawia, że nie jest to piwo genialne - jest za mało intensywne - ale jednocześnie czyni je przepysznym i kosmicznie pijalnym, świetna rzecz.
8,5/10

Tekstura
Wysycenie jest bardzo wysokie, ale tą swą wysokością przeszkadza tylko trochę, bo pasuje do lekkości piwa.
4/5

7.0/10
 
Bardzo fajne piwo, które zdecydowanie nie powinno być produkowane w aż tak małych butelkach. Wchodzi lekko i przyjemnie, wspaniale orzeźwia, chce się je pić bez końca i na pewno po tak niewielkiej, degustacyjnej ilości pozostaje niedosyt. Nie jest to też trunek olśniewający, ale Rodenbach ma w ofercie bardziej ekskluzywne wersje flamandzkiego czerwonego ale, z większą ilością starzonego w beczkach piwa, a mniejszą młodego. Jak tylko wypatrzę, to kupię.