Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 11-12%. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 11-12%. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lutego 2018

AleSmith: Old Numbskull Bourbon Barrel Aged

Zanim dobiję do tysiąca, chcę jeszcze otworzyć tę zdobycz z podróży do USA, którą podniecam się może najbardziej ze wszystkich. Generalnie pakowanie amerykańskiego barleywine do beczek po bourbonie wydawało mi się pomysłem co najmniej ekscentrycznym, ale próbka tak właśnie potraktowanego Old Numbskull, jaką wchłonąłem w San Diego, była genialna. To siódme najlepiej oceniane barleywine świata na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: Old Numbskull Bourbon Barrel Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Diego
Browar: AleSmith Brewing Company
Styl: amerykańskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: brak danych

Opakowanie
Pięknie się prezentuje malowana na złoto wersja podstawowego ON.
9/10 


 
Barwa
Bardzo ciemna miedź przechodząca w brąz, piękne.
4,5/5
 
Piana
Przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Cudowne połączenie trzech światów. O dziwo charakter nowofalowego chmielu został zachowany bardzo dobrze, cytrusy i inne owoce o wyraźnie chmielowej proweniencji są wręcz na pierwszym planie - dopiero dalej następuje cudowny splot karmelowo-chlebowo-przypiekanego słodu i słodkich, waniliowych nut beczki po bourbonie. Właściwie beczka tu trochę zawodzi, ale nie ma to większego znaczenia, bo aromat to genialny.
9,5/10
 
Smak
I tutaj dopiero beczka wjeżdża na ostro. Wanilia, kokos, drewno i sam bourbon, a poza tym w dalszym ciągu szlachetna i intensywna chmielowość oraz rozkoszna słodowość: karmel, orzechy, czekolada, owoce kandyzowane. Piwo kompletne, doprawdy piwo kompletne, jakkolwiek coś powstrzymuje mnie przed najwyższą oceną.
9,5/10
 
Tekstura
Fajnie gęste, wysycenie odpowiednio niskie, bez zarzutu.
5/5

9.0/10

W San Diego smakowało mi w biegu ciut bardziej, ale i tak to piwo ocierające się o geniusz. Zdecydowanie najlepsze amerykańskie BW jakie piłem.

wtorek, 12 grudnia 2017

Firestone Walker: Stickee Monkee

Podczas całej mojej podróży do Kalifornii Stickee Monkee z przezacnego browaru Firestone Walker zrobiło na mnie największe piwne wrażenie, no może jedno z trzech największych wrażeń góra. Nie jestem wszak pewien, że będę tu miał sensoryczny orgazm, bo w browarze próbowałem edycji 2017, a butelka, jaką zdobyłem, to jedna z 4000 butelek warki 2016. Piwo jest wariacją na temat quadrupla, leżakowaną w beczkach, z dodatkiem brązowego cukru. Na ratebeerze szósty najlepszy quad świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Stickee Monkee
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: quadrupel (Bourbon BA)
Alkohol: 11,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Kartonik z rozwlekłym opisem, butelka ze szczegółowymi informacjami w stylu dość konserwatywnym, eleganckim. Suuper.
9/10

 

Barwa
Mahoniowe, przechodzące w brąz, lekko mętne.
4,5/5
 
Piana
Nie powalająca, ale jakaś tam jest.
2/5
 
Zapach
Rozkoszny, bardzo beczkowy - kokos, wanilia, cukier kandyzowany, melasa, karmel, mleczna czekolada, migdały, owoce kandyzowane, rodzynki. Złożoność super, kompozycja super, jedynie intensywność nie powala, ale i tak fantastyczny to aromat.
9/10
 
Smak
Logiczna kontynuacja wrażeń z zapachu; arcyprzyjemna, kokosowo-migdałowo-waniliowa (ale przede wszystkim kokosowa) słodycz, delikatne nuty przypalane (czy to od cukru brązowego, czy od beczki po bourbonie). Bardzo łagodne jak na swoją moc, podobnie jak w zapachu odczuwam jakiś tam niedobór intensywności, za to jest niezwykle gładkie, eleganckie, subtelne. Nie zostało tu za wiele quadrupla, przypomina bardziej angielskie barleywine Bourbon BA. Wspaniałe piwo.
9,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

9.0/10

W Stanach rocznik 2017 zrobił na mnie nieco większe wrażenie, ale mogła to być magia miejsca. Znakomite piwo tak czy inaczej, świetnie eksponujące beczkę (na poziomie The Bruery), ale nie zapominające o słodzie (jak często The Bruery). Trochę podobne do Buby Whiskey BA, ale mniej quadowe i zdecydowanie mniej genialne.

czwartek, 30 listopada 2017

Cascade Brewing: Pumpkin Smash

Cascade Brewing to browar założony już prawie 20 lat temu w Portland na północy Oregonu. Specjalizuje się od początku w piwach kwaśnych, a nawet ściśle w kwasach leżakowanych w beczkach - po winie, po whisky, po innych alkoholach. Właściwie to nawet nie produkuje on na dłuższą metę prawie żadnych innych piw. Parę miesięcy temu miałem okazję uczestniczyć w panelu degustacyjnym bodaj aż dziesięciu piw od nich i panel ten wygrał bez większej dyskusji Pumpkin Smash, piwo które trzymam przed sobą. Może powinienem zacząć od czegoś mniej petardowego, ale że mamy okolice halloween (mieliśmy, gdy pisałem recenzję), to skorzystam z okazji. Piwo jest wariacją na temat pumpkin ale - dynia owszem, przyprawy dyniowe owszem, ale poza tym to jest to bardzo mocny kwas leżakowany w beczkach po bourbonie i po brandy. Ot, piwo dyniowe podniesione do maksimum wykwintu.

Informacje ogólne:
Piwo: Pumpkin Smash
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oregon
Miasto: Portland
Browar: Cascade Brewing
Styl: imperialne kwaśne pumpkin ale (Bourbon & Brandy BA)
Alkohol: 11,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2014 project
Cena: 150 zł (100 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak wszystkie piwa z Cascade, tak i to jest w dużej, zakorkowanej butelce (korek firmowy). Etykieta jest prosta, ale sugestywna i klimatyczna.
8,5/10

 
Barwa
Oranż wpadający w czerwień, bardzo ładne.
4/5

Piana
Marniuchna, prawie się nie tworzy, a to co się tworzy szybko marnieje do cienkiego pierścienia.
1/5

Zapach
Złożony, piękny i intensywny. Złożony chyba przede wszystkim. Imbir, piernik, wanilia od beczki, drewno, suszone morele, trochę nawet taki susz owocowy, cynamon bardzo, przypieczona dynia, spód ciasta. I kwaśność, wyczuwalna już tutaj.
10/10

Smak
Specyficzne, ale dobrze grające połączenie smaku ciasta dyniowego z całą gamą charakterystycznych przypraw z bardzo, bardzo, bardzo intensywną kwaśnością. Charakter beczki był wyraźniejszy w aromacie. Alkohol ukryty znakomicie. Wyśmienite.
9/10

Tekstura
Nie zgłaszam zastrzeżeń.
5/5

9.0/10

Zaprawdę potężne i fascynujące piwo. W sumie mogłoby być wręcz genialne, gdyby pohamować kwaśność, która w smaku przysłania nieco jego niesamowitą złożoność. Skończyło się na genialnym aromacie. Bardzo osobliwa, ale możliwe, że i ostateczna wypowiedź w temacie pumpkin ale (trzeba przyznać, że jak najbardziej to wciąż jest pumpkin ale).

czwartek, 23 listopada 2017

Baladin: Lune 2012

Powrót do Riserva Teo Musso to dla mnie zawsze duże wydarzenie. Terre 2010 dostarczyło mi jednego z największych zachwytów w moim wczesnym piwoznawczym życiu, a obie wersje Xyauyu - jednych z największych zachwytów w w piwoznawczym życiu dojrzałym. Dzisiaj coś jeszcze innego - Lune to również barleywine, podobnie jak Terre leżakowane w beczkach po winie włoskim, ale tym razem po białym.

Informacje ogólne:  
Piwo: Lune 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Italian White Wine BA)
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: brak danych

Opakowanie
Z czterech rezerw Teo Musso to piwo ma opakowanie najmniej ujmujące, przy czym i tak jest to bezsprzeczne 10/10.
10/10

 
Barwa
Trochę błotkowo wygląda, ale jeszcze w porządku.
2,5/5
 
Piana
Tradycyjnie brak.
0/5
 
Zapach
Piękna paleta przeróżnych aromatów: karmel, pumpernikiel, miód, mleczna czekolada, toffi, suszone figi, daktyle, kokos, wanilia, marcepan... pachnie bardziej jak z beczki po bourbonie niż jak z beczki po winie, tak czy inaczej jest to fantastyczny aromat.
9,5/10
 
Smak
Tutaj minimalnie wyczuwalna jest rola białego wina, ale ciągle dominują te barleywine'owe nuty z aromatu, w porównaniu z zapachem nieco uproszczone i o nieco powściągniętej intensywności.
8,5/10
 
Tekstura
Główny mankament - przy ekstrakcie 36 plato totalny brak gazu był akceptowalny, natomiast tutaj już doskwiera płytkość fakturalna.
2/5

7.5/10

Nie da się ukryć rozczarowanka. Aromatem to piwo dorównało prawie największym piwom z Baladin, ale już smak był mniej imponujący i jeszcze ściągnięty w dół przez płaskość tesktury. Mimo wszystko to bardzo, bardzo dobra rzecz. Tyle że ponad stu złotych już tak umiarkowanie warta.

wtorek, 22 sierpnia 2017

De Molen: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA

Wczoraj rozczarowanie de Molenową kooperacją z Omnipollo, dziś liczę na sowite zadośćuczynienie. Leżakowana w beczkach po bourbonie wersja Mooi & Meedogenloos (piękny i bezwzględny) to ścisła czołówka piw z najsłynniejszego holenderskiego browaru - top 10 (z kilkuset), a nie licząc piw wycofanych, to nawet top 6. Czy zbliży się do poziomu wyśmienitego Weer & Wind?

Informacje ogólne:
Piwo: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 11,2%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 15 września 2016 roku (do 15.09.2021 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasyczna ascetyczna etykieta de Molena i czarny lak - arcydzieło butelkowej estetyki, osiągnięte w prosty sposób.
9,5/10

 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej słaba.
2/5
 
Zapach
Niezbyt intensywny, słodowy, bardzo ciemny, bardzo mocno palony słód przechodzący dość ewidentnie w nuty wędzone, i beczka, ale właściwie samo drewno, jakby nic w nim nie leżało. Właściwie to rozczarowanie, dziwna ta kompozycja i brak intensywności. Z czasem trooochę się otwiera.
6,5/10
 
Smak
Dużo lepszy niż aromat, duuużo lepszy. Pyszny, gładziutki, intensywny RIS smagnięty beczką; piękna, czekoladowo-ciastowo-przypalano-wędzonkowa słodowość wzbogacona słodkimi nutami bourbonowej wanilii, marcepana, no i po prostu nutami drewna. Bardzo pijalne jak na taką moc. Finisz jest genialny, długi i intensywny, na nim nawet lepiej niż w ustach ujawnia się genialne połączenie bourbona z RISem. Cudowne.
9,5/10
 
Tekstura
Nie mam uwag.
5/5

8.0/10
 
Dziwne piwo, nie wiem skąd ta rażąca dysproporcja między przeciętnym aromatem a znakomitym smakiem. Gdyby oba były na poziomie tego drugiego, mielibyśmy piwo fantastyczne, porównywalne z Weer & Wind. Wciąż jest to świetna propozycja.

środa, 26 lipca 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Madonna and Child

Piwo, do którego się dziś przymierzam, już w malutkiej ilości miałem okazję spróbować i wydaje mi się, że zasługuje na miano najdziwniejszego piwa, jakie piłem. A to coś znaczy. W gruncie rzeczy po paru niewielkich łykach nie byłem nawet w stanie powiedzieć, czy mi to smakuje, czy nie. W domowych warunkach powinienem wydać sensowny werdykt. A piwo to to dzieło mojego ukochanego Lost Abbey - jest to kwaśne, bardzo mocne piwo, leżakowane w beczkach po tequili z dodatkiem soli i limonki. Krótko mówiąc taki hołd dla jednego z najpopularniejszych szotów świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Madonna and Child
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: limonkowe kwaśne ale (Tequila BA)
Alkohol: 11,25%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 89 zł (118,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zawsze w Lost Abbey, perfekcja.
10/10 



 
Barwa
Od brązowej do ciemnobursztynowej; bardzo zmętnione, trochę błotkowe, ale ładne.
3/5

Piana
Prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Odjechany bardzo mocno, skrajnie odległy od wszystkiego, co kiedykolwiek w piwie spotkałem. Dużo dębowej beczki, ale jeszcze więcej - no właśnie - posolonej limonki. Czystej tequili najmniej, ale jest i ona. Przypomina mi trochę jakieś lekarstwo, syrop na kaszel, o. Wiem, syropy są różne - nie, nie wiem który to, ale ma coś wspólnego z iglakami chyba. Uwielbiałem zawsze syrop na kaszel i ten aromat również bardzo mi się podoba.
8,5/10

Smak
Lekko kwaśny, lekko cierpki syrop na kaszel z intensywnym posmakiem dębiny? Tak, mniej więcej tak to smakuje. Skrajnie dziwne piwo, odjechane, wariackie. I smaczne jak najbardziej, naprawdę bardzo smaczne. Wbrew pozorom całkiem ładnie się to komponuje, jest jak na 11,25% perwersyjnie lekkie i pijalne. Z każdym łykiem jest coraz bardziej limonkowe. I coraz lepsze. Cholera, świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4/5

7.5/10

Ok, jak na Lost Abbey nie jest to nic wielkiego z czysto hedonistycznego punktu widzenia, natomiast szanuję jak cholera za odwagę. Stworzenie czegoś tak oryginalnego na poziomie 7.5/10 znaczy dla mnie chyba trochę więcej niż jeszcze jeden RIS na 8.5/10, a na pewno niż coś na 8.0/10. Trochę gdyby to dopracować, to mogłoby wyjść kultowe piwo. Oczywiście jest skazane na niełaskę u wielu osób, ale ma potencjał.

piątek, 21 lipca 2017

Pinta (Browar na Jurze): Eisbock Grand Prix

2017 rok, a Pinta ciągle potrafi czynić swoją specjalność - czyli wrzucić na polski rynek piwo w stylu, którego na tym rynku jeszcze nigdy nie było. I przy okazji podbić ranking ratebeera dla tego stylu. Mowa o koźlaku lodowym, którego w ramach kolejnej już edycji Grand Prix Pinta uwarzyła według zwycięskiej receptury konkursowej piwowara domowego, tym razem Artura Pasiecznego. Wiele eisbocków może na świecie nie ma, ale szóste miejsce w światowym rankingu i tak robi spore wrażenie. Zostając na ratebeerze - ze wszystkich prawie stu stworzonych przez Pintę piw eisbock zajął miejsce również szóste, więc może być ekscytująco.

Informacje ogólne:
Piwo: Eisbock Grand Prix
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Styl: koźlak lodowy
Alkohol: 11,2%
Ekstrakt: 27%
Objętość: 330 ml
Warka: do 30.01.2020 r.
Cena: 14,50 zł (21,97 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Całkiem ładne, chociaż mogłoby być bardziej subtelne. Jak zawsze hitem w przypadku Pinty jest jednak strona merytoryczna etykiety. 
8,5/10


 
Barwa
Obłędna. Głęboka miedź wpadająca w jasny brąz, klarowne.
5/5

Piana
Zaskakująco obfita, gęsta i trwała jak na piwo po takich przejściach.
4,5/5

Zapach
Skondensowany, intensywny karmel, toffi, nuty orzechowe, przypalane, melanoidynowe, a również śliwki, może suszone czereśnie, no i dużo chleba. Brzmi to fantastycznie, chociaż pachnie nieco słabiej niż fantastycznie - nie wiem, jakoś brakuje mi subtelności. Ale bardzo ładny aromat.
8/10

Smak
Wszystkie walory aromatu zostają tu ocalone, a do tego jeszcze zintensyfikowane i poparte rozkoszną słodyczą, skontrowaną ładnie delikatną goryczką. Jest też aż rażąco doskonale ułożone jak na tę moc - groteskowo pijalne, ale jednocześnie degustacyjne.
9/10

Tekstura
Nie mogę się przyczepić - wysycenie jest odpowiednio niskie, gęstość odpowiednio wysoka.
5/5

8.0/10

Rzeczywiście jedno z najlepszych piw Pinty, pierwsza dziesiątka chyba będzie. Mam nadzieję, że browar dogada się z piwowarem domowym i uwarzą to piwo jeszcze nieraz, bo byłoby po prostu głupio nie.

niedziela, 14 maja 2017

Amager: Green, Green Banshee

Amager. Amager to duński browar położony na wyspie Amager, który patrząc na ratebeera śmiało można nazwać trzecią siłą duńskiego piwowarstwa, a nawet w pewnym sensie... pierwszą siłą, jako że Mikkeller i To Øl nie tylko nie mają własnych browarów, ale nawet warzą poza Danią. Nie lubię trochę robić tak, że zaczynam znajomość z browarem od jego najlepszego, najbardziej prestiżowego piwa, ale jakoś przeżyję. Green, Green Banshee to wg RB chef d'oeuvre browaru, stout imperialny leżakowany w beczkach po irlandzkiej whiskey Jameson (całkiem sensowny trunek jak na swoją cenę i dostępność). Miałem okazję już tego piwa próbować pół roku temu i faktycznie było fantastycznie. Może po pół roku układania się będzie jeszcze lepiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Green, Green Banshee
Kraj: Dania
Region: Zelandia
Miasto: Kastrup
Browar: Amager Bryghus
Styl: stout imperialny (Jameson Whiskey BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.2021 r.
Cena: 59,60 zł

Opakowanie
Niezbyt mi się podoba komiksowy styl Amagera, ale akurat ta etykieta jest bardzo fajna. Firmowy kapsel.
7,5/10


 
Barwa
Smoła.
5/5
 
Piana
Po pierwsze wybitnie ciemna, po drugie obfita i bardzo gęsta, po trzecie przyzwoicie trwała.
4/5
 
Zapach
Wspaniały, zintensyfikowany aromat mocno palonego zboża, ciasta, kawy, czekolady, chleba czarnego jak smoła, likieru kawowego. Jest wyraźna, ale bardzo subtelna whiskey, robi raczej za tło, choć z czasem to tło się coraz mocniej przybliża. Arcyprzyjemny, przykładny zapach RISa, choć czas źle na niego działa.
8,5/10
 
Smak
Petarda, intensywność wywala z butów. Cudowny napór kawy, czekolady o różnych obliczach, niezwykle ciastowatego w odczuciu słodu, a także wciąż raczej subtelnych wtrąceń whiskey. Bardzo intensywna słodycz i jednocześnie spora goryczka, które w połączeniu sprawiają, że ani jest za słodko, ani za gorzko, ale bardzo intensywnie. Jest nawet wrażenie słoności, zapewne pochodna przepalenia słodowego. Znakomite piwo, ale mogłoby być bardziej, hm, subtelne.
9/10
 
Tekstura
Genialna, niewiele równie gęstych piw piłem.
5/5

8.5/10

Zapamiętałem je odrobinę lepiej, ale to wciąż znakomite piwo. Jest może odrobinę przegięte, to walnięcie w czerep zintensyfikowanymi ciemnymi słodami ma wielką siłę, ale nie najbardziej wysublimowaną technikę, ale i tak jest to mega przyjemne. Będę musiał wrócić do Amagera.

poniedziałek, 8 maja 2017

Dark Horse: Plead the 5th

Piąte piwo od świetnego michigańskiego browaru specjalizującego się w stoutach. Przypomnijmy - znakomity stout owsiany, genialny borówkowy, świetny wędzony i bardzo dobry mleczny to dotychczasowy bilans. Czas na RISa, wypuszczanego chyba tylko rokrocznie w grudniu. Jakież mogę mieć oczekiwania, jak nie potężne?

Informacje ogólne:
Piwo: Plead the 5th
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Michigan
Miasto: Marshall
Browar: Dark Horse Brewing Co.
Styl: stout imperialny
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: brak daty ważności
Cena: 21 zł (29,58 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Mniej więcej to samo co na pozostałych stoutach z tego browaru.
6,5/10

 


Barwa
Smoła.
5/5
 
Piana
Niezbyt obfita, dość gęsta, o pięknej barwie, nawet w miarę się utrzymuje.
3/5
 
Zapach
Cudownie intensywny aromat skondensowanego ciemnego słodu - czekolada, ciasto czekoladowo-wiśniowe, palone zboże (niemal przechodzące w dymność), praliny, subtelna kropla sosu sojowego. Nie jest to może coś obezwładniającego jak na RISa, ale wybitny aromat.
9/10
 
Smak
Mega palone, wręcz przepalone, ale mi to odpowiada. Podobnie jak w zapachu, ta "spaloność" przechodzi niemal w wędzonkę, jest to w ogóle lekko słone piwo. Bardzo dobrze się to komponuje z czekoladą i zgrabną goryczką. Cudowny, długi finisz. Smakuje mi coraz bardziej z każdym łykiem, cudownie wszechogarnia kubki smakowe, jest doskonale ułożone, nie ma tu nawet pół nuty, która by przeszkadzała.
9,5/10
 
Tekstura
Trochę za dużo gazu.
3,5/5

8.5/10

Chyba spodziewałem się odrobinę mocniejszego pieprznięcia po tamtych stoutach, ale nie nazwałbym tego rozczarowaniem, to znakomite piwo. Trzeba dodać, że jest to piwo w rażąco przystępnej cenie jak na stout imperialny importowany z USA. Głupio nie kupić.

piątek, 17 marca 2017

Artezan: Samiec Alfa

No, nadejszła wiekopomna chwila i wreszcie spróbuję legendarnego Samca Alfa, według ratebeeru:
- czwartego najlepszego polskiego piwa (przed ofensywą Bub - drugiego),
- najlepszego piwa Artezana, według wielu osób najlepszego polskiego browaru,
- jedynego naprawdę wielkiego polskiego RISa, ocierającego się o top 50 piw w tym stylu.
A czysto obiektywnie to jednego z pierwszych polskich RISów i najbardziej pożądanego polskiego piwa oprócz Bub Extreme. Nie załapałem się na pierwszą warkę (mam butelkę, ale jako że jest po terminie, to nie robię oficjalnej degustacji i wrzucam na razie do piwnicy), spróbuję drugiej, dopiero co wypuszczonej na świat. Po prostu - mocny RIS leżakowany w beczkach po bourbonie.

Informacje ogólne:
Piwo: Samiec Alfa
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: 28%
Objętość: 500 ml
Warka: do 23.04.2017 r.
Cena: 55 zł

Opakowanie
Etykieta naprawdę znakomita, Artezan aż tak dobrych zwykle nie ma. Z czegoś, co pozornie jest plamą czerni na białym tle, wyłania się wataha wilków - świetny i pomysł, i realizacja. Minus tylko, że Artezan wlał drugą warkę w półlitrowe butelki - irracjonalna gigantyzacja objętości to chyba jedyny trend z amerykańskiego piwowarstwa, którego strzegłbym się jak ognia. 
9/10
Barwa
Nieprzejrzysta czerń.
5/5 

Piana
Raczej słaba, choć bez tragedii jak na mocne piwo po beczce.
2/5
 
Zapach
Skrajnie bourboniasty, drzewny, węglowy, lekko wręcz spalony, karmelowo-waniliowy. Na początku bardzo słabo intensywny i z niemiłą niespodzianką w postaci jakiejś nuty jawnie niepożądanej, kiszonkowatej, która pojawia się i znika. Po pół godziny rozwinęło się w bardzo pozytywnym kierunku, nic niepożądanego już tam nie było, a beczka coraz intensywniejsza. Praktycznie nie czuć jednak potęgi ciemnych słodów, na żadnym etapie.
8/10

Smak
Lepszy niż zapach. Tu wreszcie naciera intensywna, ciemna słodowość - mocno palone zboże, kawa, gorzka czekolada, spora popiołowo-chmielowa goryczka, wręcz potężna. Beczka, inaczej niż w zapachu, bardzo subtelna, ale to w porządku. Pyszne piwo.
9/10
 
Tekstura
Bardzo przyjemna, aksamitna, może ciut gazu bym dodał.
4,5/5

8.0/10

Prunum mnie zachwyciło totalnie, po Bubach spodziewałem się przez gigantyczny hajp może odrobinę więcej, ale też wpadłem w zachwyt, natomiast to... kurde, świetne piwo, nawet jak na RISa grubo powyżej przeciętnej, ale nie przystaje do tego gigantycznego hajpu. Taka refleksja tylko - mocarnie rozwinęło się z czasem. Po kwadransie dałbym mu 7.0/10, może nawet 6.5/10. Ktoś, kto zdecydował się wypić kapkę na chybcika w pubie lub grupowej degustacji, mógł bardzo, bardzo wiele stracić.

poniedziałek, 13 marca 2017

Brouwerij de Koeningshoeven: La Trappe Quadrupel Oak Aged Batch #19

Po sześciu wypitych piwach z Brouwerij de Koeningshoeven wciąż zostają mi jeszcze jakieś La Trappe'y do odkrycia. Teoretycznie La Trappe Puur (jedyne piwo browaru nastawione na chmiel), witbier i leżakowany w beczkach quadrupel, a praktycznie to te dwa pierwsze i niezliczone wersje tego ostatniego, bo jak mówi sam browar, każda warka tego piwa jest inna, gdyż zawsze trafia ono do innej beczki. Holenderscy trapiści wyczyniają cuda z drewnem już od 2010 roku, kiedy w Polsce dopiero zaczynano śnić o rewolucji. Leżakowana w beczkach wersja świetnego już i bez beczek quadrupla to z założenia chef d'oeuvre browaru i potwierdza to ratebeer - dziewięć z dotychczasowych 26 warek to dziewięć najlepszych piw La Trappe. Warka dwudziesta zajmuje nawet siódme miejsce w rankingu quadrupli wszech czasów (przed Bubami zajmowała czwarte). Ja trafiłem na dziewiętnastą, która jest ostatnią ze wspomnianych dziewięciu.

Warka dziewiętnasta została zblendowana 28 lutego 2015, co oznacza, że zupełnym przypadkiem zabrałem się za degustację tego piwa równiusieńko co do dnia dwa lata bo jego powstaniu. W 83% jest to piwo leżakowane w beczce po winie deserowym z Banyuls w Roussillon, które zdaniem browaru przypomina w zapachu kompot śliwkowy i kakao. Pozostałe 17% to świeża dębowa beczka. Mega ciekawie.

Informacje ogólne:
Piwo: La Trappe Quadrupel Oak Aged Batch #19
Kraj: Holandia
Prowincja: Brabancja Północna
Miasto: Berkel-Enschot
Browar: Brouwerij de Koningshoeven (Bavaria)
Styl: quadrupel (Banyuls wine BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 01.2040 r.
Cena: 66 zł (88 zł za 0,5 l) 

Opakowanie
Standardowo piękna etykieta La Trappe tutaj umieszczona na butelce o piękniejszym kształcie niż zwykle w tym browarze i z eleganckim korkiem. Na minus jednak brak grawerunków na szkle. 
9,5/5
 

Barwa
Piękna miedź i bardzo brzydkie zmętnienie.
1,5/5
 
Piana
Przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Z jednej strony typowy quadrupel, który faktycznie kojarzy mi się z quadem La Trappe, którego piłem przecież aż cztery lata temu: rodzynki, suszone figi, śliwki, karmel, toffi, dojrzałe jabłka, szlachetny alkohol. Z drugiej strony beczka - drewno, migdał, kokos. Piękny aromat i potwornie złożony.
9/10
 
Smak
Podobnie jak w aromacie, tylko potężniej. Czuć od razu spory ciężar tego piwa, ale jest to ciężar przyjemny, nawet spory udział nut alkoholowych nie przeszkadza, bo są bardzo szlachetne. Bardzo chlebowe, rodzynkowe, pełne suszonych owoców i słodyczy, szczypta czekolady. I znowu ta beczka - kokosowa, migdałowa, bardzo drzewna, z każdym kolejnym łykiem coraz mocniejsza. Czuć w tym nutę ciężkiego, deserowego, słodkiego wina, choć bez informacji o nim chyba bym na nie nie wpadł. Potężne piwo, doprawdy genialny mariaż.
9,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
4/5

8.5/10

Znakomite piwo od bardzo tradycyjnego browaru, którego wielu młodych gniewnych kraftowców mogłoby uczyć, jak korzystać z beczek. Po czymś takim będę zażarcie polował na inne warki tego piwa. Pomysł z winem deserowym wypadł świetnie.

niedziela, 5 marca 2017

Evil Twin (Westbrook): Imperial Biscotti Break

Czas nadrabiać zaległości z Evil Twin Brewing, które kilkanaście dni temu zostało ogłoszone jednym z dziesięciu najlepszych browarów świata (dokładnie dziewiątym). Imperial Biscotti Break to piwo dość legendarne, najpopularniejsze jeśli chodzi o ET i szóste najlepiej oceniane od tego kontraktowca. Warzony w Westbrook Brewing w Południowej Karolinie, jest to stout imperialny z ziarnami kawy i naturalnymi aromatami.

Informacje ogólne:
Piwo: Imperial Biscotti Break
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Południowa Karolina
Miasto: Mt. Pleasant
Browar: Westbrook Brewing Company (Evil Twin Brewing)
Styl: kawowy stout imperialny
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 650 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Niby nic specjalnego, ale bardzo ładnie się prezentuje, zwłaszcza dzięki kolorystyce.
7,5/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Średnio obfita, ale bardzo gęsta i trwała.
3/5

Zapach
Przepiękny, deserowy, intensywny jak diabli. Wywrotka słodkiej i gorzkiej czekolady, świeżo startego kakaa, świeżo zmielonej kawy; krem orzechowy, marcepan, karmel, biszkopt. Taki jeden wielki tort orzechowo-czekoladowo-kawowy. Genialny.
10/10

Smak
Boże mój... przekłada wszystko, co było w zapachu, tylko jest jeszcze intensywniej. I bardziej kawowo. I tym razem już mocno słodowo, cudownie słodowo. Cudownie słodko. Łączy gigantyczną pełnię smaku z niesamowitą łagodnością. Jest aksamitne, alkohol ukryty perfekcyjnie. Niewiele mi zabrakło tu do pełni szczęścia; może jest odrobinę za mocno kwaskowe, może minimalnie podbiłbym goryczkę.
9,5/10

Tekstura
Wspaniała gładkość, poprosiłbym minimalnie więcej gazu.
4,5/5

9.5/10

Genialne. Deser w płynie, i to jaki. Jedno z najlepszych piw, jakie piłem w życiu, godne jednego z dziesięciu najlepszych browarów świata. Teraz to Evil Twin naprawdę przykuł moją uwagę.

piątek, 3 lutego 2017

Omnipollo (Dugges): Noa Pecan Mud Cake

Mało które piwo wzbudza równie dużo emocji, co Noa Pecan Mud Cake. Dla jednych jest symbolem geniuszu Omnipollo, dla innych - symbolem swojego rodzaju nieetyczności szwedzkiego kontraktowca. Piwo cieszy się furorą, niewiele mu brakuje do top 50 RISów na ratebeerze, jest bardzo chodliwym towarem na rynku wymian. Dla niektórych osób jest to oburzające, ponieważ w pewnej mierze wspaniały (rzekomo) smak i aromat piwa jest zasługą naturalnych aromatów orzechów pekan (owoców drzewa zwanego orzesznikiem jadalnym). Ot, efekt który większość piwowarów starałaby się (raczej nadaremnie, bo klasyczne składniki dużo słabiej oddają swoje właściwości niż aromaty stworzone chemicznie na ich bazie) uzyskać, skrupulatnie wrzucając orzechy w odpowiedniej liczbie i w odpowiednim momencie do piwa, Omnipollo bez ceregieli uzyskało go w sposób dość prostacki. Niektórzy bojkotują, inni wyśmiewają bojkotujących (warto dodać, że Omnipollo wyraźnie zaznacza obecność aromatów w swoich piwach). Ja stosunek do tej sprawy mam chyba dość prosty. Na pewno większe uznanie miałbym dla piwowara, który nawet trochę słabszy efekt uzyskałby tradycyjną drogą, ale... większe uznanie będę miał dla PIWA po prostu smaczniejszego niż mniej smacznego. W związku z czym, bojkotować Omnipollo nie zamierzam, jestem skłonny się jarać, i to mimo że mam do piwa wciąż trochę romantyczne podejście i lekki zgrzyt u mnie te aromaty powodują.

Informacje ogólne:
Piwo: Noa Pecan Mud Cake
Kraj: Szwecja
Region: Västra Götaland
Miasto: Landvetter
Browar: Dugges Bryggeri (Omnipollo)
Styl: orzechowy stout imperialny
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak daty ważności
Cena: 50 zł (75,76 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Genialne w swojej prostocie. Już teraz jest kultowe i nie bez powodu.
9/10 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Gęsta, obfita, drobna, oblepia szkło i dość długo się utrzymuje.
4/5

Zapach
Jedyny w swoim rodzaju, nie do uzyskania normalnymi metodami. Orzechy, ciągnące się toffi, gorąca czekolada. Kojarzy mi się niemożebnie z cukierkami Dumle. A jednak jest minimalnie sztuczny, taki przesadzony, trochę to wychodzi. Wciąż genialne wrażenie.
9/10

Smak
Tu dużo więcej piwa. Na pierwszym planie, mimo wciąż mocno udzielającego się aromatu orzechów, jest mocno palony, kawowo-czekoladowy stout imperialny. Orzechy w toffi zaraz za nim. Ten RIS, który wyziera tu spod orzechów, wcale jakiś genialny nie jest, jest bardzo dobry, ale nic specjalnego jak na ten styl. Finisz nazwałbym nawet rozczarowującym. Aromat podnosi smak do rangi świetnego, jednak wciąż nie jest to taki orgazm, jaki niektórzy mają przy tym piwie.
8,5/10

Tekstura
Piękna, kremowa gęstość i symboliczne wysycenie, bez zarzutu.
5/5

8.0/10

No i po krzyku. Piwo ze znakomitym, hehe, aromatem, ale w smaku to nie jest wielki RIS, no bardzo nie jest. Ciągle czekam, aż piwowarzy z Omnipollo mi czymś naprawdę zaimponują. Świetność NPMC to efekt dodania znakomitego, bardzo trafionego aromatu do dobrego RISa bazowego.

wtorek, 17 stycznia 2017

AleSmith: Old Numbskull

AleSmith Brewery to solidny kandydat na jeden z moich kilku ulubionych browarów świata, a mówię to, mimo że piłem tylko dwa ich piwa. Cóż to jednak były za piwa - jeden z dwóch najlepszych stoutów życia mego i najlepsze lekkie angielskie ale. Dziś spora szansa na to, że AleSmith zapewni sobie miejsce w co najmniej pierwszej dziesiątce moich ulubionych warzelni, albo i lepiej. Old Numbskull to obecnie dziewiętnaste najlepsze barleywine świata według ratebeeru i - nie chce mi się liczyć - jedno z już zapewne tylko kilku najlepszych amerykańskich BW. Browar zapowiada wzorowe piwo w tym stylu - mocarną toffi-karmelową słodowość, dojrzałe ciemne owoce, intensywne amerykańskie chmiele, konfrontację słodowej słodyczy z agresywną goryczką, doskonały balans, gładki finisz, pełnię - no oby!

Informacje ogólne:
Piwo: Speedway Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Diego
Browar: AleSmith Brewing Company
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: 72 zł (48 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Podobnie jak Speedway Stout - wielka, malowana butelka z szyjką owiniętą charakternym sreberkiem. Gorsze o tyle, że kapsel goły. 
8/10


 
Barwa
Czerwone właściwie. Przepiękne.
5/5
 
Piana
Genialnie się prezentuje, ale po pewnym czasie odrobinę poddaje.
4,5/5
 
Zapach
Wspaniałe połączenie ekspansywnej, nowofalowej chmielowości ze słodową pełnią. Rodzynki, ciemne winogrona, kandyzowane ananasy, melasa, karmel, cytryny, grejpfrut, bardzo dużo żywicy, chlebchlebchleb, nawet odrobina czerwonej herbaty. Wojna słodu z chmielem, co pociągnięcie nosa, to inna strona przeważa. Genialny.
9,5/10

Smak
Wszechogarniający. W ustach słód wygrywa wojnę, jest bardzo mocno chlebowe, przypiekane, już mniej karmelowe - słodyczy mało i w sumie odrobinę mi brakuje. Po przełknięciu powracają cytrusowo-żywiczne nuty chmielu w odrobinę mniejszym natężeniu niż w aromacie, wchodzi też wysoka goryczka, ale trzymana w ryzach przez słodową pełnię. Na dalszym finiszu stopniowa powraca chlebowy słód.  Tu bym już nie mówił o geniuszu, ale o wybitnym piwie - na pewno.
9/10
 
Tekstura
Przeprzyjemnie gęste, odpowiednio niskie wysycenie.
5/5

8.5/10

Zachwycające piwo, choć w swoim rozbestwieniu przyznam, iż po genialnym Speedway Stoucie liczyłem na jeszcze więcej. Różnica między Old Numbskull a bez porównania tańszym Old Foghorn nie jest aż tak ogromna. Bardzo chętnie spróbowałbym natomaist wersji leżakowanej w beczce po bourbonie, wydaje mi się idealne na taki leżak.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Kormoran: Imperium Prunum

Arghhhh, nareszcie. Lepiej późno niż wcale. W końcu dorwałem Imperium Prunum, zdążyłem przed ukazaniem się drugiej warki i oto zabieram się za wypicie tej żywej legendy. Piwa nie trzeba chyba nikomu przedstawiać, ale i tak to zrobię. Imperium Prunum ukazało się na początku 2016 roku, jest to opus magnum znakomitego Browaru Kormoran, bardzo mocny porter bałtycki z suską sechlońską, odmianą wędzonej śliwki. Piwo rozeszło się błyskawicznie i zajęło pierwsze miejsce w dwóch ważnych rankingach na ratebeerze - polskich piw i ogólnoświatowych porterów bałtyckich, zajęło też osiemnaste miejsce w ogólnym rankingu wszystkich piw (!!!). Utworzył się drugi obieg na niespotykaną dotąd skalę, a IP to prawdziwy "skarb Polski" już chociażby dlatego, że dzięki pozycji na RB umożliwia przeprowadzanie wspaniałych wymian z zagranicznymi miłośnikami piwa. Imperium ma niecały rok, nie było jeszcze drugiej warki, ale już jest to piwo legendarne. Pytanie teraz tylko, jak smakuje.

Informacje ogólne:
Piwo: Imperium Prunum
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Styl: wędzony porter bałtycki
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 26%
Objętość: 500 ml
Warka: do 15.01.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Chyba najlepiej opakowane polskie piwo po wędzonym porterze bałtyckim z Gościszewa. Ładny karton z długą opowieścią typowo w stylu Kormorana, trochę niepoważną, trochę zbyt niepoważną, ale można to przeżyć; w subtelny sposób daje znać, że chmiel niejako został tutaj wyparty przez śliwkę. Przepiękna butelka satynowana na czarno, zalakowana na czerwono.
10/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Wspaniale gęsta, obfita, beżowa, bardzo trwała, pięknie oblepia szkło.
4,5/5

Zapach
Wspaniała, intensywna, bardzo dymna wędzonka z lekkimi, słonymi wstawkami szynkowymi. Podłoże to ciemny, czekoladowy słód z nutami suszonej śliwki. Chyba najpiękniejszy odpowiednik dymu, autentycznego dymu, z jakim się w piwie spotkałem. Z czasem odrobinę traci na intensywności, ale tak czy inaczej jest wybitny.
9,5/10

Smak
Tak, jest wspaniałe. Gładkie, aksamitne, bardzo mocno wędzone, ale z miejscem na wspaniałą, czekoladowo-śliwkowo-karmelową słodowość, lekko przypalaną. Genialne połączenie wędzonki ze słodem, dokładnie na tym to polega. Maskowanie alkoholu tutaj to skończona maestria, sprawia wrażenia bardziej 6-8% niż 11, pochłonąłem je prawie jak brown porter. Idealny balans słodyczy z symboliczną goryczką i niebagatelną słonością. Na finiszu tytoń, śliwka, kawa, czekolada. Genialne.
10/10

Tekstura
Cudna gęstość, ale trochę brakuje mi gazu, nie jest aż tak gęste, żeby go prawie nie było.
4/5

9.5/10

Wspaniałe piwo. Ścisły top polskich piw bez wątpienia, czy najlepsze - ciężko mi powiedzieć, nie piłem Samca Alfa, na równie wysoką ocenę oceniłem tylko Imperatora Bałtyckiego Tyle że to było dawno i czy oceniłbym go tak samo wysoko, nie wiem. Czuję, że tak! IP odniosło jedną chwalebną porażkę, minimalnie przegrało u mnie z... innym wędzonym porterem, tym z Alaski. Tak czy inaczej czapki z głów przed Kormoranem, przeszli BARDZO długą drogę.

czwartek, 3 listopada 2016

Evil Twin (Two Roads): Lil' B

Evil Twin to jedna z największych gwiazd craftu. U mnie pojawiła się natomiast tylko raz i to przy okazji współpracy z BrewDogiem. I to dawno. Skandal. Czas odmienić zły los za pomocą imperialnego porteru Lil' B, 38. piwa w tym stylu w rankingu RB. Evil Twin warzy je w Stanach, w mieście Stratford niedaleko Nowego Jorku, w którym wedle wikipedii 13% mieszkańców pochodzi z Polski.

Informacje ogólne:
Piwo: Lil' B
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Connecticut
Miasto: Stratford
Browar: Two Roads Brewing Company (Evil Twin Brewing)
Styl: porter imperialny
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 19,90 zł (30,15 zł za 0,5 l) 

Opakowanie
Trochę mi zajęło, zanim skumałem, że na etykiecie jest twarz. W sumie bardziej mi się podobało, zanim skumałem. Takie spoko, ale bez rewelacji.
6,5/10
 
 
Barwa
Czarne, nieprzejrzyste.
5/5
 
Piana
Skromna, ale przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Słodki; zdecydowana dominacja czekolady i to nie aż takiej gorzkiej, dalej kawa, trochę suszonej śliwki, kakaa, ciastek czekoladowych. Generalnie królestwo czekolady, bardzo ładne.
8,5/10
 
Smak
Wspaniałe, aksamitne, słodkie, ale w szlachetny sposób; czekolada, więcej kawy niż w zapachu, ale wciąż ta czekolada wszechogarniająca, jak w belgijskiej pralinie. Palone zboże, idealnie wyważona słodycz. Może nie jest to piwo zwalające z nóg złożonością, ale rozkoszne. Alkohol ukryty doskonale.
9,5/10
 
Tekstura
Wspaniale gęste i gładkie, z idealnym, symbolicznym wysyceniem. 
5/5

8.5/10

Wspaniałe piwo, jeszcze nie z najwyższej półki co prawda, ale wspaniałe. Będzie trzeba szybko nadrobić ogromne zaległości w Evil Twin. Doskonały materiał do parowania z gorzką czekoladą, co zresztą pozwoliłem sobie uczynić.