Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stout imperialny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stout imperialny. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lutego 2018

Bottle Logic: Fundamental Observation

Schnie w gardle i braknie słów w takich chwilach. Dotarłem do najbardziej symbolicznego jubileuszu w życiu każdego miłośnika piwa (bo do miliona chyba nikt nie dobije, a dopiero milion brzmi równie okrągło): na trzy dni przed piątą rocznicą pierwszej recenzji na moim blogu udaje mi się oto dokonać recenzji tysięcznej. Tysiąc różnych wypitych piw to w dzisiejszych czasach nic specjalnego, sporo osób w Polsce ma na koncie kilka tysięcy, niemało - kilkanaście, niektórzy i kilkadziesiąt. Sam mam oczywiście znacznie więcej niż ten tysiąc, bo piję mimo wszystko nie tylko w domu: ciężko mi już oszacować konkretną liczbę, dwóch tysięcy raczej nie przekracza, półtora tysiąca prawdopodobnie owszem. To, z czego jestem jednak naprawdę dumny i co sprawia mi wielką satysfakcję, to że udało mi się - albo jeszcze uda raczej - wypić okrągły tysiąc piw, każde jedno z nich pieczołowicie opisując, fotografując i oceniając. W tej samej, z drobnymi tylko zmianami, koncepcji od pięciu lat. Wiele osób nazwie to skostniałością, nudą, rutyną i brakiem polotu i będzie pewnie miało sporo racji, ale ja jestem dumny ze swojej konsekwencji w realizacji długoterminowych celów, które u swych podnóży zdają się nie do wykonania.

Ze względów, które ujawnię niedługo, bardziej wzruszająca, jeszcze ważniejsza będzie dla mnie recenzja nr 1001, po której najprawdopodobniej radykalnie zmienię formułę bloga. Wtedy też zdobędę się na podsumowanie statystyczne. Kończę więc już przemowę i przechodzę do głównego bohatera wieczoru.

Piwo oczywiście musiałem wybrać maksymalnie wyjątkowe. Fundamental Observation z Bottle Logic, browaru który odwiedziłem w zeszłym roku, to wprawdzie nie jest żadna długoletnia legenda - jest to piwo produkowane od niedawna, bo i browar od niedawna istnieje. Zdobyło jednak błyskawicznie światową klasę (chyba żadne piwo, które już piłem, aż takiej nie ma w pewnych kręgach) i osiągnęło zawrotną cenę. Za tę butelkę musiałem wyłożyć na stół od dwustu do trzystu dolarów plus koszty przesyłki z USA, a więc zdecydowanie najwięcej w życiu za butelkę piwa. To stout imperialny z ziarnami wanilii madagaskarskiej, leżakowany w czterech różnych beczkach po bourbonie - Buffalo Trace, Four Roses, Heaven Hill i Bernheim. Liczę, że będzie najlepszym z tysiąca.

Informacje ogólne:
Piwo: Fundamental Observation
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Anaheim
Browar: Bottle Logic Brewing
Styl: słodki stout imperialny (Bernheim, Buffalo Trace, Four Roses & Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 14,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak już kiedyś mówiłem, uwielbiam styl Bottle Logic. Gdyby dodać do tej etykiety jaką grawerkę na butelce albo opakowanie, to byłoby doskonale.
9,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Błyskawicznie zredukowana do dość grubego pierścienia, ten jednak utrzymuje się dziarsko.
3,5/5
 
Zapach
Waniliowo-czekoladowa orgia. Genialny, genialnie intensywny aromat wanilii - zarówno takiej bezpośredniej, jak i będącej egzemplifikacją beczki po bourbonie - czekolady mlecznej bardzo wysokiej jakości, ziaren kakao, orzechów laskowych, melasy, marcepana, palonego ziarna. Bardzo możliwe, że najlepszy aromat piwa, z jakim się spotkałem, arcydzieło sztuki.
10/10
 

Smak
Nadąża za aromatem. Genialny. Gigantycznie intensywny, gigantycznie złożony i zbalansowany. Układ sił jest zbliżony - dalej pierwsze skrzypce to cudowna, wielowymiarowa wanilia oraz czekolada - ale jest odrobinę mniej słodko, wchodzi kawa i lekka goryczka dla zbalansowania słodyczy. Dalej jest, co mnie rozwala chyba najbardziej w tym wszystkim, bardzo bardzo orzechowo, chociaż żadnych orzechów tam nie ma. Na finiszu natomiast z impetem wchodzi bourbon, to piwo kończy się bardziej jak whiskey niż jak piwo, chociaż jednocześnie alkohol jest ukryty totalnie. Z każdym łykiem robi się coraz bardziej beczkowe i bourbonowe, nie tylko na finiszu, również w ustach. Z każdym łykiem jego złożoność się rozrasta. Jednocześnie bardzo szybko znika ze szkła - przy takim woltażu jest arcydziełem pijalności. Himalaje rozkoszy podniebienia, ani nie piłem, ani nie jadłem w życiu nic lepszego.
10/10

Tekstura
Cudowna gęstość, lepkość i idealne, symboliczne wysycenie, perfekcja.
5/5

10/10

No i tak się zdarzyło, że niejako u kresu swojej podróży odkrywam piwo na nowo. Fundamental Observation to zdecydowanie najlepsze, co piłem w życiu - śmiało powiem nawet, że wyraźnie przewyższa wszystko inne. To jest inny poziom, którego jeszcze nigdy nie odczułem. Pierwsze 10/10, jakie wystawiam, i od razu takie 10/10 bez większego zastanowienia - nie mogło być mowy o innej ocenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piw na poziomie FO - albo i wyższym - trochę na świecie istnieje, co daje mi sporego kopa do zagłębiania się w piwo jeszcze bardziej. To na dzisiaj tyle, rozgadam się mocniej i podsumuję wszystko w recenzji nr 1001. Przed Bottle Logic - klęczę.

sobota, 10 lutego 2018

AleSmith: Speedway Stout Mokasida Coffee

Bardzo możliwe, że Speedway Stout pozostanie moim ulubionym piwem, gdy już za parę-paręnaście dni dobiję do tysiąca recenzji. Być może, że gdybym wypił go teraz, z większym doświadczeniem i większymi wymaganiami niż 1,5 roku temu, to spadłby z pierwszego miejsca, ale nie zamierzam go teraz pić, więc na razie tam zostaje. Wypiję za to sobie jeszcze jedną z jego wielu alternatywnych wersji, wersję z mieszanką etiopskich kaw Mokasida.

Informacje ogólne:
Piwo: Speedway Stout Mokasida Coffee
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Diego
Browar: AleSmith Brewing Company
Styl: kawowy stout imperialny
Alkohol: 12%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na podstawce z małym twistem.
8,5/10


 

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5
 
Piana
Znakomita, a jak na tak mocne piwo genialna.
4,5/5
 
Zapach
Kawa nie jest bardzo dominująca, na pierwszym planie raczej mega przyjemna czekolada, suszone śliwki, wiśnie w czekoladzie. Dalej dopiero kawa, ziemistość. Daleko od wielkości pierwowzoru, ale bardzo przyjemny aromat. 
8,5/10
 
Smak
Baaardzo intensywna paloność, taka rozkoszna, słodowa, do tego czekolada, dość oryginalna kawa, orzechy, zboże, dobry balans słodyczy z goryczką. Faktycznie idzie trochę w jagody obiecane na opisie z butelki. Przepyszne, jedyne zastrzeżenie to minimalnie, ale to minimalnie za mocno wychodzące alko.
9,5/10
 
Tekstura
Trochę za mocno wysycone, przecudowna gęstość. 
4,5/5

9.0/10

Czuć tu wyraźnie genialną podstawkę. Jest wyraźnie od niej słabsze, co może wynikać równie dobrze z kawy, co z danej warki - ale powtarza rdzeń walorów smakowo-zapachowych Speedway Stoutu. Przykładny RIS z kawą, znakomite piwo.

czwartek, 8 lutego 2018

Prairie & Evil Twin: Barrel Aged Bible Belt

Ostatnie w pierwszym tysiącu recenzji piwo z ratebeerowego top 50. Dopiero czternaste, co pokazuje, że jeszcze dużo dobrego przede mną. Barrel Aged Bible Belt to efekt współpracy dwóch wybitnych amerykańskich browarów, Prairie Artisan Ales z Oklahomy i kontraktowego Evil Twina. Stout imperialny z ziarnami kakao, papryczkami chili, ziarnami kawy i wanilii, leżakowany przez 7-9 miesięcy w beczkach po bourbonie Heaven Hill. 

Informacje ogólne:
Piwo: Barrel Aged Bible Belt
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oklahoma
Miasto: Tulsa
Browar: Prairie Artisan Ales i Evil Twin Brewing
Styl: słodki kawowy stout imperialny (Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Ekscentryczne. A jednocześnie, o dziwo, trochę mało wyraziste. Złe nie jest, ale średnio mnie przekonuje. Fajowy kapsel though.
6/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5

Piana
Prawie brak, ledwie cienki pierścień.
1,5/5

Zapach
Mocno ogarnięty przez przyprawy. Wszystkie trzy - kawa, kakao, chili, wanilia - są bardzo mocno wyczuwalne, mniej więcej w tej kolejności. Spod tego intensywnego, mięsistego i kolorowego zarazem aromatu wydobywają się orzechy, palone zboże, marcepan. Beczka po bourbonie jest wyraźna, ale raczej uzupełniająca niż przewodnia. Bardzo złożony aromat i wybitnie przyjemny.
9,5/10

Smak
Zgodny z zapowiedziami aromatu - cudowny, wyklejający słodziak o wielu barwach, z przełamaniem nienachalną pikanterią papryczek i goryczką. Pije się to piwo jakby się jadło ciasto. Kakao, wanilia, kawowy likier, marcepan, orzechy laskowe, bourbon. Intensywność sięga szczytów, pojedynczy łyk dostarcza wystarczająco wielu wrażeń na kilka minut. Może być minimalnie, tak minimalnie zanadto przepalone, ale poza tym perfekcja. 
9,5/10

Tekstura
Cudowna gęstość.
5/5
 
9.0/10

Maestria. Słodki RIS z dodatkami stworzony wzorowo - no dobra, piłem jedno lepsze piwo w takiej koncepcji, zresztą spokrewnione z Bible Beltem IBB, ale to prawie ten sam poziom. Aż cztery dodatki i jeszcze w tym wszystkim beczka, a proporcje udało się zachować po prostu perfekcyjne. Top 30 życiowe, wielkie piwo.

czwartek, 11 stycznia 2018

Firestone Walker (Boulevard): Parabola

Nowy Rok rozpoczynam z grubej rury. Jeszcze jedno piwo z Firestone Walker Brewing Company, jeszcze jedno leżakowane w beczkach po bourbonie, jeszcze jedno mocarne, ale tym razem RIS i tym razem... uwarzone nie w browarze FW w Paso Robles, ale niejako kontraktowo w browarze Boluevard Brewing w Kansas. To wyjątkowa sytuacja - w 2017 roku Firestone się przebudowywał i nie miał wystarczająco dużo mocy przerobowych, by stworzyć Parabolę, postanowił więc stworzyć ją w innym browarze. W przypadku tak skomplikowanego piwa to trochę dziwna sprawa, ale udało się - zdaniem tak browaru, jak i oceniających konsumentów - nie gorzej niż w poprzednich latach. Parabola to 24. najlepiej oceniany stout imperialny świata na RB, jak i 34. piwo w ogóle. Tylko 8 tysięcy butelek z edycji 2017 wyszło na świat.

Informacje ogólne:
Piwo: Parabola
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Boulevard Brewing Company (Firestone Walker Brewing)
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: 31,2%
Objętość: 355 ml
Warka: 2017
Cena: brak danych

Opakowanie
Od 2017 roku Firestone leje swoje ciężkie, beczkowe piwa w butelki o pojemności 355 ml zamiast dotychczasowych 650 ml. Szanuję mocno za tę decyzję, oby więcej browarów z USA szło tą drogą. Szata graficzna kartoniku i etykiety pozostała natomiast identyczna. 
9/10 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej przeciętna, choć jak na beczkę nie jest źle.
2,5/5
 
Zapach
Piękne połączenie rozkosznej beczki po bourbonie - waniliowej, węglowej, bourbonowej, przypalanej, karmelowej, drzewnej, kokosowej - z kawowymi, czekoladowymi, palonymi nutami stoutu imperialnego. Klasyka w znakomitym wydaniu.
9,5/10
 
Smak
Jeszcze lepiej. W aromacie nieco za mocno dominowała nad piwem beczka, tutaj wyważenie jest po prostu perfekcyjne. Doskonale współgra cudowny, słodki charakter beczki po bourbonie z dość słodkim, czekoladowym RISem, zwłaszcza że nie następuje efekt przesłodzenia, goryczka jest taka w punkt. Alkohol ukryty genialnie, wszystko idealnie zbalansowane, muszę wystawić najwyższą ocenę.
10/10
 
Tekstura
Bez zarzutów.
5/5
 
9.5/10

Bombastyczne rozpoczęcie roku. Parabola to póki co najbardziej imponujące piwo FW, jeden z najlepszych RISów życia mego, jedno z najlepszych zastosowań beczki po bourbonie, piwo eleganckie, zbalansowane, złożone i intensywne, bliskie ideałowi. Doniosłe.

wtorek, 26 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Deliverance

Lost Abbey czy też Port Brewing to obecnie bardzo silny kandydat do tytułu mojego ulubionego browaru świata. Serpent's Stout i Angel's Share leżakowany w beczkach po bourbonie to chyba dwa moje ulubione piwa tego browaru. Deliverance to blend SS Bourbon BA i AS Brandy BA. Zapowiada się cudownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Deliverance
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: hybryda stout imperialny (Bourbon BA) + angielskie barleywine (Brandy BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 81 zł (108 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle genialne.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt potężna, ale jest.
2,5/5

Zapach
Piękny, złożony, intensywny aromat z dominującymi nutami beczki po bourbonie (kokos, marcepan, wanilia, trochę też cynamonowo) oraz słodu - praliny, suszone owoce, kawa.
9,5/10

Smak
Jeszcze wspanialsze, jeszcze bardziej intensywne. Doskonałe wyważone połączenie... no właśnie, RISa, BW i beczki po bourbonie, czyli tym, czym to piwo jest. Kokos, migdał, marcepan, czekolada, kawa, karmel, suszone owoce, daktyle, orzechy, wanilia, szlachetny alkohol. Cudownie złożone i przepyszne, dość słodkie, ale odpowiednio skontrowane, z doskonale ukrytym alkoholem.
9,5/10

Tekstura
Trochę mniej gazu, trochę więcej ciała - tego bym chciał.
4/5

9.0/10

Wybitne piwo, może zabrakło mu jakiejś iskry bożej do wyższej oceny, ale wybitne. I w dodatku bardzo interesujące, bo faktycznie można je potraktować jako hybrydę RISa z BW, zachowuje nie zlewając ich w jedno sztandarowe cechy obu stylów, łącząc je cudowną beczkowatością. Nie jest tanie - nawet jak na Lost Abbey drogie - ale doprawdy warte tych pieniędzy, no chyba że obok na półce stoi Angel's Share Bourbon BA i mamy pieniądze tylko na jedno z nich.

środa, 6 grudnia 2017

Dugges & Omnipollo: Anagram

Kolejne podejście do kolorowych piw Omnipollo na aromatach. Noa Pecan Mud Cake okazał się piwem co prawda świetnym, ale jak na mój gust mocno przehajpowanym, jak zresztą prawie wszystko co od Szwedów póki co piłem. Może RIS z aromatem sernika jagodowego, uwarzony w kooperacji z zacnym Dugges, odmieni moje spojrzenie.

Informacje ogólne:
Piwo: Anagram
Kraj: Szwecja
Region: Västra Götaland
Miasto: Landvetter
Browar: Dugges Bryggeri i Omnipollo
Styl: słodki stout imperialny
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 45 zł (68,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Mistrzowski pomysł, nie da się ukryć, znakomite.
9/10
 

 

Barwa
Smolista.
5/5

Piana
Słabiutka.
1,5/5

Zapach
Fantastyczny aromat jagodowego ciasta i mlecznej czekolady. Po prostu. Jednowymiarowy, ale obłędnie przyjemny.
9,5/10

Smak
Nieco bardziej piwna powtórka wrażeń z zapachu. Bardzo słodki, bardzo jagodowy, bardzo bardzo czekoladowy, bardzo ciastowy RIS. Tak jak zwykle w przypadku Omni, wychodzi tu już brak wielkiej głębi i złożoności czysto piwnej bazy, tym niemniej to cudowny słodziaczek, z doskonale schowanym alkoholem.
8,5/10

Tekstura
Minimalnie za dużo gazu, piękna gęstość.
4,5/5

8.5/10

Fajniejsze niż osławiony Noa Pecan jak dla mnie. Aromat tu użyty jest nie mniej bajeczny, ale za to trochę mniej sztuczny, a poza tym sama baza stoutowa wydaje mi się dosadniejsza. Wciąż nie trąci to genialnym piwowarstwem, ale to już naprawdę świetne piwo.

wtorek, 5 grudnia 2017

Deschutes: The Abyss

Czas dodać sobie do bagażu doświadczeń kolejne piwo z ratebeerowego top 50. The Abyss, nie do kupienia w Polsce stout imperialny z melasą, lukrecją, korą wiśni i wanilią, leżakowany w 21% w beczce po bourbonie, w 21% w beczce po winie, w 8% w czystej dębowej beczce i w 50% bezbeczkowy, to chef d'oeuvre oregońskiego browaru Deschutes, craftowego staruszka, który w przyszłym roku będzie świętował trzydzieste urodziny, obecnie sporego przybytku, bo 15. największego w USA (8. największy z zaliczanych do craftu). Czy taki rozrost nie spowodował zmniejszenia wielkości tego legendarnego piwa? Oby nie.

Informacje ogólne:
Piwo: The Abyss
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oregon
Miasto: Bend
Browar: Deschutes Brewery
Styl: stout imperialny (Bourbon & Wine BA)
Alkohol: 12,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2015 Reserve
Cena: brak danych

Opakowanie
Klimatyczna etykieta i fajny "gumowy lak" na szyjce, może nic specjalnego, ale urzeka mnie kolorystyka.
8/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Solidna.
3,5/5
 
Zapach
Nieoczywisty, trochę tajemniczy. Palone aż do kwaskowatości i słoności zboże, espresso, sos sojowy, lukrecja, nuty wyraźnie wskazujące na beczkę po winie. Fajnie się otwiera i rozwija z czasem, super.
9/10
 
Smak
Spodziewałem się trochę słodziaczka patrząc na dodatki, a to mega wytrawny (chociaż nie maksymalnie, jednak są wyraźne przełamki słodyczą), mega palony RIS, którego ostra paloność wchodzi już lekko w wędzoność i odczuwa się ją słonawo; nie ma tu w ogóle czekolady, chyba że taka z 99% kakao, w sumie na finiszu występuje nieco podobny efekt do rozgryzania ziaren kakao, jest tak ziemisto. Co dość zaskakujące, dodatki prawie niewyczuwalne (może trochę lukrecja i wanilia pobrzmiewają), beczki też mało (tu bardziej bourbon się wyrywa niż wino), tak jakby raczej 20% piwa było BA, a nie 50%. Piwo baaardzo ciężkie, masywne, jeden łyk wystarcza na parę ładnych minut. W bardzo przyjemny sposób przygniata swoją potęgą, aczkolwiek brakuje mi w nim trochę złożoności i prozaicznej smakowitości. Finisz jednak jest powalająco długi. Znakomite piwo.
9/10

Tekstura
Potężna gęstość, symboliczne wysycenie.
5/5

8.5/10

Świetne piwo, ale rozczarowałem się, bo ze wszystkim piw z ratebeerowego top 50, jakie piłem, żadne nie znajduje się tam równie niezasłużenie. To znaczy zakładając, że rocznik 2015 jest reprezentatywny, bo pewnie kiedyś było lepsze. Obecnie jednak to jedno z wielu piw, jedno z wielu.

czwartek, 30 listopada 2017

Browar Stu Mostów: WRCLW Rye Ris Bourbon B.A.

Podstawową wersję żytniego RISa z Browaru Stu Mostów zapamiętałem jako jedno z najmniej udanych piw w tym stylu ze wszystkich, jakie piłem w całym życiu. Spore było moje zdziwienie, kiedy na kwietniowym WFDP wersja leżakowana w beczkach po bourbonie troszeczkę mi nawet urwała. Z pierwszego wrocławskiego browaru craftowego nie piłem nic od roku, kiedy to spróbowałem znakomite ART 9 - czas odświeżyć znajomość czymś na podobnym poziomie, miejmy nadzieję. Oto więc 21. najlepiej oceniane polskie piwo na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: WRCLW Rye Ris Bourbon B.A.
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: 23%
Objętość: 330 ml
Warka: do 04.04.2019 r.
Cena: 19,90 zł (30,15 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Od prawie trzech lat istnienia nie zmieniło się w BSM nic w szacie graficznej - i bardzo dobrze.
9/10


 
Barwa
Czarna, chociaż wyraźniejsze niż zwykle w RISach prześwity ciemnobrązowe u brzegów.
4,5/5

Piana
Nieobfita, ale dość trwała. 
3,5/5

Zapach
Bardzo beczkowy - zwęglone drewno, bourbon, wanilia, lekka dymność, dopiero na drugim planie akcenty czekolady i palonego zboża. Dyskretny, niezbyt intensywny, ale subtelny i bardzo przyjemny.
8,5/10

Smak
Tutaj wchodzi wreszcie fajny, czekoladowo-kawowo-palony RIS o długim popiołowym finiszu, w którym niemało słodyczy, ale i goryczki, przez co stoi gdzieś pomiędzy dwiema szkołami warzenia RISów. Charakter beczki jest dalej obecny, choć w zapachu był bardziej intensywny. Na plus ukrycie alkoholu.
8,5/10

Tekstura
Przyjemna, gładka i gęsta, z niewysokim wysyceniem.
5/5

8.0/10

Bardzo dobry, podchodzący pod świetny, a jak na polski rynek RISów to naprawdę niemal najwyższa klasa. W tłumie genialnych RISów BA zza oceanu czy ze Skandynawii oczywiście całkowicie przepada, ale z rozsądną jak na beczkę po bourbonie ceną stanowi nie najgłupszą alternatywę low budget. Ale z tym top 21 polskich piw to bym nie szalał.

niedziela, 26 listopada 2017

Pracownia Piwa: Mr. Hard's Rocks Coffee

Kolejna wersja Mr. Hard's Rocks? Zawsze. Kawowa interpretacja tej znakomitej serii RISów na ratebeerze dorównała wędzonej, ustępując tylko podstawowej, więc raczej nie ma prawa nie być dobrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Mr. Hard's Rocks Coffee
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: kawowy stout imperialny
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 330 ml
Warka: do 21.03.2019 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak to w Pracowni, niewiele się zmienia.
7/10
 


 
Barwa
Czerń.
5/5
 
Piana
Umiarkowanie obfita i gęsta, średnio trwała - przeciętna.
3/5
 
Zapach
Piękny, intensywny aromat słodkiej kawy, to znaczy kawy doprawionej czekoladą. Po paru minutach wkrada się "fasolowa/bobowa" nuta, w którą czasem przechodzi kawa w piwie, na szczęście jest nieznaczna.
7,5/10
 
Smak
Zmasowany, bardzo intensywny atak palonego słodu, gorzkiej czekolady i kawy oraz szczypta ziemistości. Zapowiadało się dość słodko, ale jest bardzo wytrawnie - chmielu na goryczkę jest sporo, finisz jest wprost popiołowy. Nie jest to piwo bardzo złożone, nie jest może i idealnie wyważone, ale jest pyszne.
8,5/10

Tekstura
Prawie zerowe wysycenie, ale fajniutka gęstość.
4/5

7.5/10

Mleko, wędzonka i podstawka dużo wyżej, o dziwo nawet amerykańska wersja lepsza. Sporo sobie po kawie obiecywałem, a jednak okazała się najsłabsza z serii, przy czym i tak świetne piwo.

piątek, 3 listopada 2017

Great Divide: Oak Aged Yeti

Podstawowa wersja Yetiego, świetne piwo, nie nadążyła jednak do końca za swoją legendą. Niech więc nadąży jeszcze większa legenda, Yeti leżakowany w dębowych beczkach, najlepiej oceniane piwo browaru i ratebeerowe top 50 RISów (obecnie dokładnie na 50. miejscu, ale jednak).

Informacje ogólne:
Piwo: Oak Aged Yeti
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kolorado
Miasto: Denver
Browar: Great Divide Brewing Company
Styl: stout imperialny
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: zabutelkowana w listopadzie 2014 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Robi większe wrażenie niż zwyczajny Yeti, bardzo fajny "drewniany" imidż. 
8,5/10 



Barwa
Smolista.
5/5

Piana
Przepiękna - obfita, gęsta, świetny lacing.
4,5/5

Zapach
Intensywny aromat gorzkiej czekolady, suszonych śliwek, palonego ziarna, wzbogacony o bardzo subtelną nutę drewna, która w połączeniu z ostro palonym słodem daje lekko wędzone wrażenie. Bardzo wysoka klasa.
9/10

Smak
Drewno bardzo się nasila i jest mocniej wędzonkowe, wspaniale się to łączy z intensywnym smakiem gorzkiej czekolady, suszonych owoców, lukrecji. Dostojne. Długi i potężny finisz, leciutko ściągający od drewna.
9,5/10
Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Nie spodziewałem się tego. Yeti a Oak Aged Yeti to ogromna różnica, leżakowanie w beczkach nadało temu piwu subtelności, szlachetności, wyrzuciło z niego niepotrzebnie wysokie odczucie chmielu (i w zapachu i w goryczce), wzbogaciło jak diabli. Tam rozczarowanie, tu jeden z najlepszych RISów ever.

niedziela, 8 października 2017

Evil Twin (Westbrook): Even More Jesus

Imperial Biscotti Break pozostaje jednym z kilkunastu najlepszych piw, jakie piłem. Ciężko więc nie podniecać mi się piwem, które stoi przede mną: również stoutem imperialnym z Evil Twing Brewing, również uwarzonym w Westbrooku, które na ratebeerze ma ocenę nawet wyższą niż IBB. Tym razem czysty RIS bez żadnych dodatków, bez beczki, wyłącznie poezja słodu.

Informacje ogólne:
Piwo: Even More Jesus
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Południowa Karolina
Miasto: Mt. Pleasant
Browar: Westbrook Brewing Company (Evil Twin Brewing)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 12%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 650 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Czarno-szara wersja Imperial Biscotti Break, można powiedzieć.
7,5/10 
 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Niezbyt obfita, ale bardzo gęsta i ciemna, dość trwała.
3,5/5
 
Zapach
Bardzo intensywny zapach mocno przypalonego słodu, przechodzącego w mocno suszone, wręcz wędzone śliwki i śliwki w czekoladzie - to na pierwszym planie, a poza tym gorzka czekolada, praliny, palony cukier, szczypta sosu sojowego. Nie jest tak imponujący jak bywają najlepsze RISy, ale piękny zapach.
9/10

Smak
Tu już jest naprawdę rozkoszne - potężne, a jednocześnie dość subtelne i ułożone. Cukier kandyzowany, kawa, czekolada pod różnymi postaciami, suszone ciemne owoce, palone zboże, sos sojowy. Przez tę łagodność jest bardzo niebezpiecznie pijalne. Długi, intensywny, ciemny finisz.
9/10
 
Tekstura
Rozkosznie gęste z symbolicznym wysyceniem - idealna.
5/5

8.5/10

Super piwo, ale od klasy Imperial Biscotti Breaka dość dalekie. Jak na RISa bez żadnych dodatków i bez beczki imponujące, choć miałem okazję próbować kilka lepszych. Jeszcze bardziej imponujący pod kątem ukrywania alkoholu.

poniedziałek, 25 września 2017

Great Divide: Yeti

Yeti to piwo-legenda. Jeden z najstarszych i jeden z najlepiej ocenianych amerykańskich RISów. Warzony w Great Divide w Kolorado, jest reprezentantem oldskulowego podejścia do stylu - nie tylko dużo ciemnego słodu, ale i dużo chmielu, nie tylko na goryczkę, ale i na aromat. Koncepcja średnio przekonująca, ale może efekt paradoksalnie będzie wielki.

Informacje ogólne:
Piwo: Yeti
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kolorado
Miasto: Denver
Browar: Great Divide Brewing Company
Styl: stout imperialny
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo estetyczna, poręczna puszka. Fajna kolorystyka.
8/10
 
 
 
 
Barwa
Czerń.
5/5

Piana
Fenomenalna, obfita i gęsta, o pięknej barwie, bardzo trwała.
5/5

Zapach
Istotnie nie jest to typowy zapach RISa - spod intensywnej kawowej powłoki mocno przeświecają cytrusowe chmiele, wręcz limonkowe. Bardzo intensywny i przyjemny aromat, ale nie do końca mnie ta kompozycja przekonuje.
8/10

Smak
Tu również obok intensywnej kawy, czekolady i palonego ziarna bardzo mocno gra chmiel, jednak tym razem nie walorami aromatycznymi, lecz sporą goryczką. To trochę lepsze połączenie. Piwo mocarne, intensywne, bardzo wytrawne, aczkolwiek trochę jednowymiarowe. Jak na RISa, nawet bardzo. Tym niemniej potężnie przyjemne.
9/10

Tekstura
Fajna gładkość i gęstość, natomiast za dużo gazu trochę.
3,5/5

8.0/10

W swojej klasie - bardzo wytrawnych, bardzo chmielowych RISów - to wybitne piwo, ale w klasie ogólnoRISowej - jedno z bardzo wielu. To była wielka przyjemność, lecz moja wizja doskonałego stoutu imperialnego jest bardzo odległa od tego, co prezentuje sobą Yeti.

wtorek, 22 sierpnia 2017

De Molen: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA

Wczoraj rozczarowanie de Molenową kooperacją z Omnipollo, dziś liczę na sowite zadośćuczynienie. Leżakowana w beczkach po bourbonie wersja Mooi & Meedogenloos (piękny i bezwzględny) to ścisła czołówka piw z najsłynniejszego holenderskiego browaru - top 10 (z kilkuset), a nie licząc piw wycofanych, to nawet top 6. Czy zbliży się do poziomu wyśmienitego Weer & Wind?

Informacje ogólne:
Piwo: Mooi & Meedogenloos Bourbon BA
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 11,2%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana 15 września 2016 roku (do 15.09.2021 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasyczna ascetyczna etykieta de Molena i czarny lak - arcydzieło butelkowej estetyki, osiągnięte w prosty sposób.
9,5/10

 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej słaba.
2/5
 
Zapach
Niezbyt intensywny, słodowy, bardzo ciemny, bardzo mocno palony słód przechodzący dość ewidentnie w nuty wędzone, i beczka, ale właściwie samo drewno, jakby nic w nim nie leżało. Właściwie to rozczarowanie, dziwna ta kompozycja i brak intensywności. Z czasem trooochę się otwiera.
6,5/10
 
Smak
Dużo lepszy niż aromat, duuużo lepszy. Pyszny, gładziutki, intensywny RIS smagnięty beczką; piękna, czekoladowo-ciastowo-przypalano-wędzonkowa słodowość wzbogacona słodkimi nutami bourbonowej wanilii, marcepana, no i po prostu nutami drewna. Bardzo pijalne jak na taką moc. Finisz jest genialny, długi i intensywny, na nim nawet lepiej niż w ustach ujawnia się genialne połączenie bourbona z RISem. Cudowne.
9,5/10
 
Tekstura
Nie mam uwag.
5/5

8.0/10
 
Dziwne piwo, nie wiem skąd ta rażąca dysproporcja między przeciętnym aromatem a znakomitym smakiem. Gdyby oba były na poziomie tego drugiego, mielibyśmy piwo fantastyczne, porównywalne z Weer & Wind. Wciąż jest to świetna propozycja.

wtorek, 15 sierpnia 2017

Goose Island: Bourbon County Brand Stout

900. recenzja piwa to o tyle szczególny jubileusz, że ostatni przed tym największym. Nigdy nie będzie bardziej okrągło niż przy tysiącu, bo nawet jeśli jakimś cudem uda mi się dobić do dziesięciu tysięcy recenzji, to dziesięć tysięcy już nie brzmi, następne co brzmi to dopiero milion. A więc jestem już bardzo blisko tej szczególnej okazji, ale póki co mogę się jeszcze cieszyć kameralnością tej mniejszej, nieokrągłej dziewięćsetki. Jak zawsze na jubileusz wybrałem piwo szczególne, a nawet powiem więcej - większą legendą ozdobiłem tylko 500. recenzję, wypijając wreszcie Westvleterena 12.

Bourbon County Brand Stout z chicagowskiego browaru Goose Island to piwo wyjątkowe z co najmniej dwóch powodów. Jak powszechnie wiadomo, to jedno z najlepiej ocenianych piw świata - dzierży obecnie 20. miejsce na ratebeerze. Tylko że to nie jest takie proste - panuje szeroko zakrojona zgoda, że niektóre piwa z top 50 RB znajdują się tam trochę od czapy. Tymczasem jeśli chodzi o dzieło z Chicago, jest zawsze szczerze wymieniane jako jedno z najlepszych piw świata. To raz. A dwa, to że było to pierwsze w historii piwo leżakowane w beczkach po mocniejszym alkoholu (dokładnie po bourbonie) - wkład w dzieje piwowarstwa nie do przecenienia. 

Piwo w Polsce absolutnie nie do kupienia w sklepie, pożądane diabolicznie, ale w Stanach wcale nie jest jakimś unikatem. Zgarnąłem dwie sztuki jak gdyby nigdy nic za 15 dolarów jedna.

Informacje ogólne:
Piwo: Bourbon County Brand Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Illinois
Miasto: Chicago
Browar: Goose Island Beer Co.
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 13,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: zabutelkowana 20 września 2016 roku
Cena: 14,99 $

Opakowanie
Genialne. Frontowa etykieta została zastąpiona spektakularną grawerką, z tyłu już tradycyjna kontra z informacją o alkoholu i dacie zabutelkowania, wokół szyjki charakterystyczna wystająca obwiązana etykieta, do tego piękny kapsel.
10/10
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Praktycznie nie zaistniała.
0/5

Zapach
Baaardzo beczkowy. Chyba tak intensywnie odczuwalnej beczki po bourbonie jeszcze nie zaznałem - to piwo pachnie doprawdy bardziej jak bourbon niż jak RIS. Wywrotka wanilii, przypalane, zwęglone drewno, przechodzące w dym, migdały, kokosy, melasa, szlachetny, dostojny alkohol. Gdzieś tam w tle dopiero majaczy czekolada i suszone, ciemne i czerwone owoce, typowe dla stoutu. Z czasem jest tylko coraz lepiej. Genialny.
10/10
 

Smak
Przecudowna, słodka kompozycja przeładowana czekoladą, kokosem, marcepanem, melasą, wanilią, opalonym drewnem, szlachetnym alkoholem. Cudowny, słodki, ale nie przesłodzony finisz z dużą rolą czekolady. Chyba najbardziej bourboniaste piwo, jakie piłem. Jak na mój gust do perfekcji brakuje mi tu jednak ciemnosłodowej potęgi, ale i tak jest przewybitne. Niesamowicie degustacyjne piwo - jeden duży łyk wystarcza nawet na kwadrans, tak intensywny jest finisz.
9,5/10

Tekstura
Genialna gęstość, ale trochę za dużo gazu.
3,5/5

9.0/10

Wielkie piwo, gigantyczne, chociaż nie w pełni w moim typie, trochę za bardzo beczka przytłacza słód. W The Bruery muszą je kochać ponad życie. Nawet jako "nie w pełni w moim typie" jest luźno top 30 piw mojego życia, a prawie na pewno top 20. Refleksja - szokująco podobne do Buby Extreme Whiskey BA. Buba górą zdecydowanie.

niedziela, 13 sierpnia 2017

Amager: Double Black Mash

Drugie podejście do Amagera i drugie do RISa z Amagera. Green, Green Banshee było znakomitym piwem, zobaczymy jak Duńczycy radzą sobie bez beczek po whiskey.

Informacje ogólne:
Piwo: Double Black Mash
Kraj: Dania
Region: Zelandia
Miasto: Kastrup
Browar: Amager Bryghus
Styl: stout imperialny
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 03.2020 r.
Cena: 43,79 zł

Opakowanie
Fajne połączenie srebra z czernią.
7,5/10 



 
Barwa
Smoła.
5/5

Piana
Świetna - obfita, o pięknej barwie, gęsto zbita i trwała.
4,5/5

Zapach
Potwornie intensywny aromat wzorowo zrobionego klasycznego RISa. Gorzka i trochę słodsza czekolada, palone zboże, ciasto czekoladowe o mocno przypieczonym spodzie, kawa z syropem czekoladowym, ziarna kakao. Nie jest to jakieś odkrywanie Ameryki, ale zaprawdę piękny aromat.
8,5/10

Smak
Skondensowany, niezwykle intensywny wywar, oparty na czekoladzie, ostro palonych, niemal przepalonych nutach, przechodzących wręcz w lekką wędzonkę, trochę też idących w żywicę. To jest RIS na maksa, ma przytłaczać intensywnością i gęstością ciemnych słodów i tak robi. W piękny sposób, wszechogarnia swoją potęgą w ustach i jeszcze dłuugo po przełknięciu trzyma za pomocą długiego finiszu.
9,5/10

Tekstura
Odrobinkę za dużo gazu.
4,5/5

8.5/10

Tego to się kompletnie nie spodziewałem, ale podeszło mi nawet odrobinę bardziej niż Green, Green Banshee. Tak znakomitego RISa bez dodatków i bez beczek wcale nie tak łatwo znaleźć, 44 zł (acz już 30 za 0,33 ml, czyli pojemność w której zwykle RISy występują) to spora cena za piwo które beczek nie widziało, ale warto dać się zmiażdżyć tą intensywnością.

piątek, 4 sierpnia 2017

Pinta (Browar na Jurze): Kwas Theta

63. piwo Pinty, które wypiję, będzie dość szczególne, bo według wielu osób to jeden z ich ściśle największych sukcesów. Według gremialnej wyroczni ratebeera trzecie najlepsze piwo Pinty wszech czasów, ustępujące tylko Imperatorowi Bałtyckiemu i jego leżakowanej w beczkach wersji. Można więc powiedzieć, przyjmując znaczną przynależność tej drugiej wersji IB do przeszłości, że to największe osiągnięcie Pinty od grudnia 2013 roku, a jak wiadomo przewinęło się od tamtej pory mnóstwo pysznych piw z tego browaru. Kwas Theta to bardzo specyficzny twór - RIS przefermentowany drożdżami nie tylko piwowarskimi, ale i do whiskey, zakwaszony częściowo blendem bakterii kwasu mlekowego, wzbogacony o tysiąc litrów soku z wiśni, w końcu dobity brettami zżerającymi go przez pół roku. Jedno z bardziej eksperymentalnych piw, z jakimi się spotkałem, ciekawe czy faktycznie wyszło tak znakomicie.

Informacje ogólne:
Piwo: Kwas Theta
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Styl: hybryda stout imperialny + wiśniowe kwaśne ale
Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: 24,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 20.12.2017 r.
Cena: 14,40 zł (21,82 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z najlepszych Pinty, znakomita kolorystyka, jak zwykle wyśmienita strona merytoryczna. 
9,5/10


 
Barwa
Czarne jak smoła.
5/5
 
Piana
Dobra.
3,5/5
 
Zapach
Kwas totalnie przeważa nad RISem, właściwie zmiażdżył RISa - jest bardzo brettowe i wiśniowe, taki kriek bez beczek, niezwykle intensywny aromat, może daleko w tle jakieś przebłyski ciemnych słodów, ale znikome. Przyjemny kwas, funk i owoce, nie tylko wiśnie, również maliny, czerwona porzeczka, te klimaty. Świetny, chociaż może nie wyrywa z butów.
8,5/10
 
Smak
W dalszym ciągu dominacja kwasu i wiśni, ale już mocno palony stout mocniej się odzywa i fajnie kontrapunktuje kwaśne oblicze piwa. Jest bardzo intensywnie kwaśne doprawdy, przy czym wydaje się że to przede wszystkim kwaśność wiśni, a nie kwasu mlekowego. Funk trochę mniejszy niż w aromacie. Gra słodyczy i kwaśności z niewielkim dodatkiem cierpkości i goryczki jest fenomenalna, na poziomie smaków podstawowych to jest genialne piwo. I jest MONSTRUALNIE pijalne jak na coś o takiej zawartości alkoholu, bardzo niebezpieczna rzecz, pije się to jak zwyczajne wiśniowe kwaśne piwo koło 5%... wybitny wywar.
9,5/10

Tekstura
Bardzo niskie wysycenie, generalnie to pasuje, ale troszeczkę bym podwyższył.
4,5/5

8.5/10

Trzecie najlepsze piwo Pinty? Nie przesadzałbym, wciąż moim zdaniem pierwsza warka Epsilonu była bardziej spektakularna, ale Kwas Theta jest doprawdy wybitny. Bardzo unikalny i bardzo smaczny. Jeśli wierzyć w te 10,2%, to jest to zdecydowanie najbardziej pijalne piwo o takim ciężarze jakie piłem, bezdyskusyjnie. A wierzę, mocno poszło w głowę. I najlepszy polski RIS, jaki piłem (tak, piłem tylko drugą warkę Samca Alfa), ale trochę ciężko go w tej kategorii poważniej rozpatrywać, to przede wszystkim imperialny wiśniowy kwas. Absolutny must try - piwo bardzo oryginalne, piwo przepyszne i w dodatku piwo za rozsądną cenę. Pinta jest super, zawsze była.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Bell's Comstock: Expedition Stout

Wiekopomna chwila - oto mój dorobek recenzji piw znajdujących się w top 50 ratebeera powiększy się do okrągłej dziesiątki. Wyżej położone w tym rankingu piwa piłem tylko trzy. Oto Expedition Stout, legendarny RIS z legendarnego browaru z Michigan, zgodnie z rankingiem 14. najlepszy RIS świata i 18. piwo w ogóle. Expedition Stout był jednym z pierwszych amerykańskich RISów, jakie powstały, podobnie jak Bells był jednym z pierwszych rzemieślniczych browarów. Starcia z takimi legendami są zawsze trochę stresujące, ale mam przeczucie, że będzie co najmniej wyśmienicie.

Informacje ogólne:
Piwo: Kalamazoo Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Michigan
Miasto: Marshall
Browar: Bell's Comstock Brewery (filia browaru Bell's Brewery)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: 26%
Objętość: 355 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Proste, niezbyt imponujące, ale schludne i z firmowym kapslem.
7/10
 


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Może nie przesadnie obfita, ale bardzo gęsta, o pięknej barwie, trwała.
3,5/5
 
Zapach
Cudny, dokładnie tego szukam w RISie - gęsta, słodko-gorzka czekolada, palone zboże, przypalone ciasto, kawa, czarny chleb, mocno wysuszone śliwki. K-l-a-s-y-k-a.
9,5/10
 
Smak
Co zapach obiecuje, tego smak dostarcza. Raczej wytrawny RIS, mimo że ze sporą dawką czekolady, ale przede wszystkim nuty palone, wybitnie intensywne, przechodzące w wyłącznie przyjemną popiołowość. Dość wysoka, nawet bardzo wysoka jak na RISa goryczka, ale o dziwo pasuje, tworzy fajną bombę intensywności w połączeniu ze słodem. Jest dość niebezpiecznie pijalne. Mimo wszystko goryczkę trochę bym stonował.
9/10
 
Tekstura
Perfekcyjna - cudowna gęstość, gładkość i niskie, ale obecne wysycenie.
5/5

8.5/10

O ile ponad wszelką wątpliwość nie jest to dla mnie 18. najlepsze piwo świata - trochę wręcz zawód jak na tak wysoką pozycję - o tyle jest to znakomity, klasyczny RIS. Wzór postępowania z tym stylem, jeśli nie ma się do dyspozycji ani beczek, ani dodatków. Tzn. wzór - no da się lepiej, ale o to w tym chodzi mniej więcej.

czwartek, 13 lipca 2017

Raduga (Zodiak): 2028 Space Odyssey

Powracam do Radugi po... rany, ponad dwóch latach, jak ten czas leci. Żadne z pięciu ich piw, jakie wypiłem od marca do czerwca 2015 roku, nie zrobiło na mnie piorunującego wrażenia, więc zrobiłem sobie od nich przerwę i wyszły dwa lata. Nic szokującego przy obecnej liczbie podmiotów na rynku. Powracam, bo w sumie wciśnięto mi w moim ulubionym sklepie tę butelkę, odłożono specjalnie i tak dalej, zachwalając. Czasy, w których bardziej ufałem osądowi obsługi sklepów specjalistycznych niż sobie przeminęły z wiatrem, ale sympatie nie przeminęły, więc sprawdźmy. 2028 Space Odyssey (tytuł jednego z dosłownie kilku najwspanialszych filmów w historii zmieniony, bo 28 stopni ekstraktu) to stout imperialny, według ratebeera chef d'oeuvre Radugi i 33. piwo polskiego piwowarstwa. Słyszałem jakieś głosy o nadmiernej alkoholowości - leżakowało u mnie prawie pół roku (wcześniej w browarze przez 10 miesięcy), więc nie będzie wymówek.

Informacje ogólne:
Piwo: 2028 Space Odyssey
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Bierzwienna Długa-Kolonia
Browar: Zodiak (Raduga)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: 28%
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.02.2019 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Całkiem ładne, choć wolałem te stare, matowe etykiety Radugi.
7,5/10


 

Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Średnia.
2,5/5
 
Zapach
Znakomity, zintensyfikowany aromat ciemnych słodów, idących w stronę przede wszystkim po prostu palonego zboża, po drugie kawy, w mniejszym stopniu niekoniecznie gorzkiej czekolady. Jest też jak najbardziej ładnie tu pasująca kropla, albo pół kropli sosu sojowego. Ale przede wszystkim robi wrażenie spora intensywność słodowych doznań.
9/10

Smak
Święto nut palonych. Już nie kawowych, czekoladowych - znaczy też, ale są na tle, a rządzi palenizna, dość bezkompromisowa, dla kogoś pewnie za mocna, ale to moje klimaty bardzo. Świetnie schowany alkohol. Cudownie intensywne piwo. Może finisz jest odrobinę zbyt nachalny - takie połączenie spalenizny przechodzącej w słoność, lekkiej kwaskowatości od palonych słodów i sporej goryczki - ale wciąż to pyszne piwo.
9/10
 
Tekstura
Prawie bez wysycenia, ale jest cudownie gładkie i gęste. 
5/5

8.5/10

Nie dla fanów wyłącznie słodkich RISów - ja na szczęście uwielbiam i te słodkie, i te wytrawne, ostro palone. Czy ten jest trochę za ostro? Dla wielu tak, dla mnie nie. Szacuneczek dla Radugi, to naprawdę perełka. Chyba muszę ich za to nagrodzić kolejnymi powrotami.

niedziela, 14 maja 2017

Amager: Green, Green Banshee

Amager. Amager to duński browar położony na wyspie Amager, który patrząc na ratebeera śmiało można nazwać trzecią siłą duńskiego piwowarstwa, a nawet w pewnym sensie... pierwszą siłą, jako że Mikkeller i To Øl nie tylko nie mają własnych browarów, ale nawet warzą poza Danią. Nie lubię trochę robić tak, że zaczynam znajomość z browarem od jego najlepszego, najbardziej prestiżowego piwa, ale jakoś przeżyję. Green, Green Banshee to wg RB chef d'oeuvre browaru, stout imperialny leżakowany w beczkach po irlandzkiej whiskey Jameson (całkiem sensowny trunek jak na swoją cenę i dostępność). Miałem okazję już tego piwa próbować pół roku temu i faktycznie było fantastycznie. Może po pół roku układania się będzie jeszcze lepiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Green, Green Banshee
Kraj: Dania
Region: Zelandia
Miasto: Kastrup
Browar: Amager Bryghus
Styl: stout imperialny (Jameson Whiskey BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.2021 r.
Cena: 59,60 zł

Opakowanie
Niezbyt mi się podoba komiksowy styl Amagera, ale akurat ta etykieta jest bardzo fajna. Firmowy kapsel.
7,5/10


 
Barwa
Smoła.
5/5
 
Piana
Po pierwsze wybitnie ciemna, po drugie obfita i bardzo gęsta, po trzecie przyzwoicie trwała.
4/5
 
Zapach
Wspaniały, zintensyfikowany aromat mocno palonego zboża, ciasta, kawy, czekolady, chleba czarnego jak smoła, likieru kawowego. Jest wyraźna, ale bardzo subtelna whiskey, robi raczej za tło, choć z czasem to tło się coraz mocniej przybliża. Arcyprzyjemny, przykładny zapach RISa, choć czas źle na niego działa.
8,5/10
 
Smak
Petarda, intensywność wywala z butów. Cudowny napór kawy, czekolady o różnych obliczach, niezwykle ciastowatego w odczuciu słodu, a także wciąż raczej subtelnych wtrąceń whiskey. Bardzo intensywna słodycz i jednocześnie spora goryczka, które w połączeniu sprawiają, że ani jest za słodko, ani za gorzko, ale bardzo intensywnie. Jest nawet wrażenie słoności, zapewne pochodna przepalenia słodowego. Znakomite piwo, ale mogłoby być bardziej, hm, subtelne.
9/10
 
Tekstura
Genialna, niewiele równie gęstych piw piłem.
5/5

8.5/10

Zapamiętałem je odrobinę lepiej, ale to wciąż znakomite piwo. Jest może odrobinę przegięte, to walnięcie w czerep zintensyfikowanymi ciemnymi słodami ma wielką siłę, ale nie najbardziej wysublimowaną technikę, ale i tak jest to mega przyjemne. Będę musiał wrócić do Amagera.