Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saison. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą saison. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 listopada 2017

Hill Farmstead: Anna

Arthur okazał się najlepszym saisonem, jakiego miałem okazję spróbować - Anna, saison z dodatkiem miodu kwiatowego, ma być rzekomo jeszcze lepsza. 

Informacje ogólne:
Piwo: Anna
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Vermont
Miasto: Greensboro
Browar: Hill Farmstead Brewery
Styl: saison
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: do 22.03.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co w przypadku Arthura, tylko żółte.
7,5/10



 
Barwa
Jasne złoto, pierwsza partia przejrzysta, druga mętna; pierwsza przypomina chardonnay. Bardzo ładne w obu wersjach.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, odrobinę gorzej z trwałością.
4,5/5

Zapach
Intensywny, złożony i mega przyjemny aromat wiejskich drożdży, pachnących sianem, trawą, kwiatami, cytryną... do tego dość wytrawnego i kwaskowatego profilu fajną kontrę robi lekka zbożowa słodowość i słodkawy, nieznacznie wyczuwalny miód.
9/10

Smak
Powtarzają się mniej więcej wrażenia z zapachu, choć miodu już nie czuć, a za to wkrada się minimalna alkoholowość; poza tym to jednak świetny saison, lekko kwaskowaty, intensywny, ukazujący saisonową drożdżowość w najlepszym wydaniu.
8,5/10

Tekstura
Trochę za mocno gazowane.
3,5/5

8.0/10

Tu jednak lekkie rozczarowanie - miało być lepiej od Arthura, a jest zdecydowanie mniej imponująco, choć wciąż to świetny saison.

niedziela, 5 listopada 2017

Hill Farmstead: Arthur

Hill Farmstead to jeden z najwybitniejszych browarów świata, których piw w Polsce jednak kupić się nie da poza czarnym rynkiem (a i na nim ich bardzo mało). Położony w stanie Vermont, ledwie 50 km od nie mniej słynnego Alchemista, w przeurokliwym miejscu na wsi. Specjalizację ma niecodzienną - skupia się na saisonach, czy też jak kto woli piwach wiejskich. I to skupia się bardzo dobrze, bo na ratebeerze w pierwszej dziesiątce  saisonów wszech czasów jego piwa zajmują sześć miejsc, w tym cztery pierwsze (a już pierwszy tak bardzo odsadza całą resztę, że aż strach - i jest 13. najlepszym piwem wszech czasów na tym portalu. W innych stylach też sobie jednak radzą - ich barleywine to 31. piwo wszech czasów, a ich imperialne IPA - 46. Ja zaczynam przygodę z tym osławionym browarem z nieco niższego, choć i tak bardzo wysokiego pułapu - Arthur to saison na 24. pozycji w rankingu piw w tym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Arthur
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Vermont
Miasto: Greensboro
Browar: Hill Farmstead Brewery
Styl: saison
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak daty
Cena: brak danych

Opakowanie
HF ma fajną tradycję nazywania piw imionami członków rodziny prowadzącej browar. Szata graficzna jest bardzo prosta, ale bardzo estetyczna.
7,5/10

 
Barwa
Złote; pierwsza porcja klarowna, potem mocno mętna. Bardzo ładne.
4/5
 
Piana
Doskonała.
4,5/5

Zapach
Bardzo intensywny i ekspansywny aromat z dominującą nutą klasycznie wiejskich drożdży, taki trochę bardzo ugrzeczniony lambik, spod której wyłaniają się subtelne estry kwiatowe i owocowe, w końcu coraz mocniej udzielające się przyprawy na czele z pieprzem i goździkami. Piękny, niesamowicie elegancki, subtelny, złożony.
9/10

Smak
Kompozycja jest tu bardzo podobna jak w aromacie, dochodzi natomiast całkiem mocny jak na saisona kwasek. Piwo to jest wszechogarnięte przez drożdże, chmiel i nawet słód prawie nie dochodzą do głosu. Piękna jest ta subtelna gra drożdżowych estrów i fenoli, natomiast samo piwo ma również walory piwa codziennego zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem saisona. W jakiś magiczny sposób łączy wyrazistość i intensywność wszystkich czynników (słodycz, kwaskowatość, wiejskość, przyprawowość, owoce) z brakiem przegięcia któregokolwiek, można się nim delektować powoli niczym jakimś ciężarem z beczki.
9,5/10
 
Tekstura
Trochę za dużo gazu.
4/5

9.0/10

Najlepszy saison, jakiego miałem okazję pić. Słowa takie jak subtelność, elegancja, balans długo dźwięczą w uszach po degustacji. Jeśli to jest jedno z powszednich piw z HF, to jak smakują te najwybitniejsze?

środa, 12 lipca 2017

Kingpin (Zarzecze): Alphonse

Co tam u Kingpina? Jeszcze w tym roku do niego nie zaglądałem, a bardzo go lubię i uwarzył w dodatku piwo w stylu, którego jeszcze nie piłem, przynajmniej teoretycznie. Teoretycznie, bo grisette można chyba śmiało traktować jako wariację na temat saisona. Grisette było tradycyjnie lekkim, rześkim piwem warzonym dla górników. W interpretacji Kingpina dodany został kwiat rumianku.

Informacje ogólne:
Piwo: Alphonse
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: grisette
Dodatki: kwiat rumianku
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 10,5%
Objętość: 500 ml
Warka: 1 (do 19.01.2017 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo ładne.
8/10


 
Barwa
Mocno zmętnione złoto, piękna rzecz.
4,5/5
 
Piana
Bardzo obfita i gęsta, mocno trwała, bardzo dobra.
4,5/5
 
Zapach
Najpierw idą belgijskie drożdże, lekko wiejskie i przyprawowe, ale szybko wkracza bardzo ładny i bardzo intensywny rumianek, który zaczyna dominować. Oryginalny i bardzo przyjemny aromat.
7,5/10
 
Smak
Bardzo fajne, rześkie, ale i pełne smaku. Jest bardzo podobnie jak w aromacie - belgijskie drożdże, lekko ziemista słodowość i duuużo rumianku, całość zakończona stonowaną goryczką. Minusem jest lekko przezierający się alkohol, co przy 4,5% powodem do dumy za bardzo nie jest, i lekko piołunowy charakter goryczki, całkiem możliwe, że wina rumianku. Mimo to bardzo smaczne piwo.
7/10
 
Tekstura
Troszkę za mało gazu.
4,5/5

6.5/10

Niestety to kolejne już piwo Kingpina do zapomnienia. Przez ostatnie półtora roku ze wszystkich piw browaru tylko znakomity Aficionado wyłamywał się z tego schematu. Trochę Kingpin traci swoją pozycję u mnie. Co do Alphonse'a, to jest oczywiście ze wszech miar udanym piwem, ale moim zdaniem z rumiankiem przegięto. Dla fanów tej "przyprawy" to natomiast obowiązkowa pozycja.

piątek, 9 września 2016

Pinta (Browar na Jurze): FarmHouse!

American farmhouse ale, czyli nowofalowy saison, znakomicie wyszedł Profesji - oby więc Pinta nie była gorsza. Ten powinien być odrobinę bardziej klasycznym saisonem, nie weszły tu w grę dzikie drożdże. Chmielenie samymi gwiazdami - Citra, Cascade, Centennial i Mosaic.

Informacje ogólne:
Piwo: FarmHouse!
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Styl: nowofalowy saison
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 13,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 30.09.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Wyjątkowo figuratywna grafika jak na Pintę. Ładna, podoba mi się kolorystyka.  Etykieta zapowiada, że będzie to dość szalony saison.
9/10

 

Barwa
Piękne złoto. Zobaczyłem dwa jego oblicze - pierwsze nalanie było tylko lekko zmętnione drobinkowym osadem, po dolaniu drugiej części zrobiła się totalna mętność. Do tego słup gazu.
5/5
 
Piana
Bardzo obfita, zadowalająco gęsta, bardzo trwała.
4,5/5
 
Zapach
Jasny słód i klasyczne drożdże do saisona, lekkie kwiaty. Praktycznie nie czuję amerykańskiego chmielu, ale to nic złego - drożdże robią robotę, jest wiejsko, ale łagodnie, elegancko.
8,5/10
 
Smak
Drożdże drożdżami, ale baza słodowa tu wygrywa - lekko chlebowa słodycz jest rozkoszna, a jednocześnie ani trochę męcząca. Na drugim planie wysublimowane akcenty wiejskie i belgijskie. Piwo bardzo spokojne, chmiel zaznacza się tylko w postaci goryczki (no, może taka kwiatowość, która się tu pojawia w tle, to jego zasługa) i to wcale nie za wysokiej, ale piwo jest rozkoszne. Subtelne. I bardzo sesyjne.
9/10

Tekstura
Normalnie tak wysokie wysycenie nazwałbym za wysokim, tu pasuje mi idealnie do smaku.
5/5

8.5/10

Zdaję sobie sprawę, że to piwo furory nie zrobi - jest za łagodne, zbyt subtelne. Jeśli do czegokolwiek się tu przyczepić, to do pewnej niezgodności etykiety z rzeczywistością - to nie jest trąba powietrzna na wsi, a najwyżej trochę mocniejszy niż zwykle wiatr, znaczy się - niewiele tu Ameryki. Dla mnie to jedna z najlepszych kompozycji, na jakie Pinta wpadła. To już 53. piwo tego browaru kontraktowego, jakie piłem, i zajęłoby w rankingu 11. miejsce, jeśli dobrze liczyłem. Kwas Epsilon, Farmhouse - mam wrażenie, że to już teraz jest lepszy rok dla Pinty niż poprzedni.

środa, 17 sierpnia 2016

Profesja: Basista

W końcu nadeszło piwo z Profesji, które mnie urzekło - oby teraz pójść za ciosem. Basista to American Farmhouse Ale, czyli innymi słowy - żeby nie mnożyć stylów - nowofalowy saison. Uwarzone zostało we współpracy z warszawskim multitapem Jabeerwocky, o którym ostatnio zrobiło się głośno i poza Warszawą, a to ze względu na ich kanał na youtube, bardzo ciekawy zresztą. Piwo składa hołd Lemmiemu Kilmisterowi, jednemu z najgłośniejszych zmarłych tego roku. Muzyka Moturhed rusza mnie bardzo średnio, chociaż jak na metal to nawet całkiem mocno.

Informacje ogólne:
Piwo: Basista
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Profesja
Styl: nowofalowy saison
Alkohol: 5,9%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 19.08.2016 r.
Cena: 7,80 zł

Opakowanie
Trochę inne niż standardowe - inna czcionka nazwy piwa, logo Jabeerwocky, Lemmy w roli krasnoludka.
9/10


 
Barwa
Mętne złoto, ładne.
4/5
 
Piana
Bardzo obfita, nieco mniej gęsta, szalenie trwała.
4,5/5
 
Zapach
Rewelacyjne połączenie ostrych brettów z amerykańskim chmielem. Aromaty typowo funkowe, wiejskie, końskie znakomicie łączą się ze słodkoowocowym obliczem nowofalowego chmielu, dając zapach piękny i bardzo ciekawy zarazem. Kojarzy mi się z Orvalem, a więc jednym z najładniej pachnących piw świata, a to naprawdę coś.
9,5/10

Smak
Tu dużo mniej dziko, miejsce obok chmielu zajmuje zaskakująco okazała baza słodowa, w której bez wątpienia maczały palce płatki owsiane - zachowuje świetny balans między aromatami zbożowymi i owocowymi, między słodyczą i goryczką. Delikatna dzikość w tle sprawia natomiast, że jest nie tylko pyszne, ale i bardzo ciekawe.
8,5/10
 
Tekstura
Trochę za dużo gazu.
3,5/5

8.0/10

Z siedmiu piw Profesji, jakie piłem, to jest zdecydowanie najlepsze. Świetny, odważny pomysł i świetne wykonanie, a jeśli chodzi o zapach, to "świetny" wydaje się nawet umniejszaniem. Saison nowofalowy w podwójnym znaczeniu - nie tylko wzbogacony nowofalowym chmielem, ale jeszcze mocno podrasowany brettami.

wtorek, 17 maja 2016

Trzech Kumpli (Gryf): Otwarcie sezonu

Browar kontraktowy Trzech Kumpli, który bardzo dobrze wprowadził mi się na bloga dwoma piwami w czysto amerykańskich stylach, poza Stanami bierze się też czasem za Belgię, i to taką Stanami nieskażoną. Dziś sprawdzę, jak sobie z tą Belgią radzą. Saison to może nie jest jak na belgijskie piwowarstwo bardzo trudny styl, ale nie jest i łatwy.

Informacje ogólne:
Piwo: Otwarcie sezonu
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Szczyrzyc
Browar: Szczyrzycki Browar Cystersów Gryf (Trzech Kumpli)
Styl: saison
Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 14.06.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Ciut mniej udana etykieta niż poprzednie - żółć i biel odrobinę za bardzo się ze sobą zlewają.
8,5/10

 

Barwa
Genialnie to wygląda - złoto i spore zmętnienie dały taki cytrynowo-miodowy, świetlisty, a jednocześnie pełny efekt.
5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, trwałość bardzo dobra, ale już nie idealna.
4/5

Zapach
Mistrzowski - piękne, idealnie zbalansowane połączenie ostrych, wiejskich i przyprawowych nut drożdżopochodnych z cytrynową rześkością i kwaskowatością oraz słodyczą nieco biszkoptowej strony słodowej. Mogłoby być jeszcze mocniej cytrynowe i mocniej wiejskie, ale i tak jest to fantastyczny zapach bez jednej fałszywej nuty.
9/10
Smak
Nie rozczarowuje po zapachu. Jest tu wszystko, co trzeba - słodowa, biszkoptowa pełnia; pikantne, wiejskie nuty typowe dla saisona; potężna, cytrynowa rześkość i delikatna goryczka dla skontrowania dość tłustej strony słodowej. Gdyby jeszcze odrobinę mocniej walnąć drożdżami i cytrusami oraz przede wszystkim odrobinę podwyższyć goryczkę, to byłby to chyba idealny smak. Tak czy inaczej jest znakomity, klasa belgijska. Niebywale pijalne.
8,5/10

Tekstura
Tak jak obiecuje etykieta - "żywe, a zarazem delikatne nagazowanie". Idealne.
5/5

8.0/10

Bardzo możliwe, że to najlepszy tradycyjny, znaczy się uwarzony bez pomocy amerykańskiego chmielu saison, jakiego piłem w całym życiu. Nie piłem ich co prawda bardzo wiele, no ale. Wiele powie też fakt, że na ponad 100 belgijskich ale, jakich spróbowałem, Otwarcie sezonu zmieściłoby się chyba w top 30. Nie sądziłem, że Browar Trzech Kumpli jeszcze lepiej niż z Ameryką poradzi sobie z Belgią; bardzo u mnie zapunktowali.

poniedziałek, 19 października 2015

Brasserie du Pays Flamande & Pinta: Księżniczka Wiosny - Princesse de Printemps

Już same piwa francuskie to na naszym rynku towar dość egzotyczny, to co dopiero pomyśleć o kooperacji browaru francuskiego z polskim? Pinta pomyślała, że jak najbardziej, no i się udało, odwiedzili Francuzów i na ich terenie popełnili saisona. Pinta jest absolutnie pionierska, ale nawet ona bardzo ostrożnie podchodzi do stylów belgijskich (i francuskich) - poza witbierem, którego i tak warzą prawie wszyscy, zdobyła się jedynie dwa lata temu na Bière de Garde. Cisza w temacie flamandzkich ale, przede wszystkim obszernej rodziny klasztorniaków, a do momentu kooperacji nawet saisonów - w końcu jest przełom.

Informacje ogólne:
Piwo: Księżniczka Wiosny - Princesse de Printemps
Kraj: Francja - uwarzone we współpracy z polskim browarem kontraktowym
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande i Pinta
Styl: saison
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 13,5%
Objętość: 750 ml
Warka: do 03.2016
Cena: 20 zł (13,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przepiękna, masywna butla i subtelna, "przezroczysta etykieta". Zatracona natomiast została zwyczajowa jakość merytoryczna Pinty, jedyna informacja na tej etykiecie to alkohol i krótki opis. Składu nie ma nawet podstawowego, o szczegółowym nie mówiąc. No, ale estetyką nadrabia.
9/10

Barwa
Bardzo atrakcyjnie zamglone złoto, jest kawałkowaty osad, ale nawet on wygląda przyjemnie, w dodatku szaleńczo szybko unosząca się struga gazu - piękne.
4,5/5
 
Piana
Ekstremum obfitości, z gęstością słabiej, ale też dobrze; niemal nienaganna trwałość.
4,5/5
 
Zapach
Saisonowa klasyka w wyjątkowo przyjemnej postaci - jest podłoże słodowe, chlebowe, nawet z lekka karmelowe, jest kolorowe bogactwo belgijskich drożdży, jest przede wszystkim paleta nut wiejskich, ale nie dzikich, takich w sam raz na styl. Zapach istotnie bardzo wiosenny, bo mocno kwiatowy, ale pasuje doprawdy do każdej pory roku, jest jednocześnie rześki i kolorowy, ale też przytulny, ciepły, w sam raz na zimny wieczór - świetna sprawa, z czasem tylko trochę opada.
8,5/10

Smak
Zdecydowany zjazd w porównaniu z zapachem, ale też niczego sobie. Idzie mocno w kierunku słodowym, dominuje chlebowa, przyjemna, acz prosta bardzo słodowość, do której nuty wiejskie, belgijskie są jedynie dodatkiem. Na finiszu goryczka a la skórka pomarańczowa. Fajne, bardzo przyjemne, ale trochę za proste, żeby nie powiedzieć za płaskie, zapach robił nadzieje na dużo, dużo więcej.
7/10

Tekstura
Problem centralny - jest kosmicznie przegazowane, musiałem wyjątkowo długo majtać kielichem, żeby uzyskać wysycenie na jakimś ludzkim poziomie. Tragedia, refermentacja za bardzo zaszalała.
0/5

6.0/10

No taki trochę lekki zawód. Wysycenie zwłaszcza położyło sprawę jak nigdy. Być może za długo przetrzymałem to piwo w piwnicy i za bardzo się dofermentowało, ale to nie ja ustaliłem datę ważności do 2016 roku. Tylko dobre, od Pinty wymagam więcej.

czwartek, 10 września 2015

BrewDog: Everyday Anarchy

Jeszcze jedno drogie jak diabli piwo BrewDoga u mnie na blogu. Jedno z paru najdroższych, jeśli liczyć według ceny za mililitr, gdzieś na czwartym miejscu na siedemdziesiąt cztery. Piwo pod znakiem anarchii, braku zasad, chaosu, aczkolwiek trochę zasad jednak BrewDog jasno ustala - ma to być imperialny saison, leżakowany w beczkach po białym winie. Bardzo podobną koncepcję miał Black Jacques - tylko że saison ciemny i wino czerwone. Świetne piwo, ale niesatysfakcjonujące jak na podobną jak tutaj cenę. Oby tu było wybitniej.

Informacje ogólne:
Piwo: Everyday Anarchy
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: saison imperialny (White Wine BA)
Alkohol: 10,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 19.06.2019 r.
Cena: 53 zł (80,30 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Butelka zagadkowo owinięta w papier znany mi już z Taktycznego Nuklearnego Pingwina, fajnie. Pod spodem normalna butelka BrewDoga, tylko etykieta inna, "anarchistyczna". Można było to rozegrać z większą estetyką, ale jest niezła i wyrazista.
6,5/10
Barwa
Bursztyn, głęboki bursztyn - dość niepozorne jak na tak mocne piwo.
3,5/5

Piana
Całkiem obfita i gęsta, ale pada do pierścienia w ciągu paru minut.
2/5

Zapach
Najpierw na pierwszym planie nuty winno-beczkowe, nawet bardziej beczkowe niż winne - kwaskowatość winogronowa miesza się z waniliową słodyczą dębowej beczki. Z tła wyłaniają się coraz usilniej i w końcu zdobywają pierwszy plan nuty saisona - cytrusy, przyprawy oraz akcenty wiejskie, nawet zmierzające nieco ku lambikowym, ale to już tak bardzo nieśmiało. Ciekawostka - po zasłonięciu dłonią kieliszka, odsłonięciu i szybkim powąchaniu, czuć przez sekundę ewidentnie jak cholera coś przypominającego zapach... baniek mydlanych, coś, z czym się nigdy w piwie nie spotkałem. Fascynujący aromat, acz nie aż tak przyjemny jak fascynujący i średnio intensywny.
8/10

Smak
Eskalacja splotu kwaskowatości ze słodyczą z zapachu, jedna i druga mocno odczuwalna, a obie mocno owocowe; do tego w dalszym ciągu trochę wina, trochę saisona, wzmaga się zwłaszcza część przyprawowa, zdaje się w pewnym momencie wręcz goździkowe. Na poklask zasługuje nie tylko ukrycie alkoholu, ale wręcz zadziwiająca jak na taką moc lekkość piwa. Jest bardzo smaczne, ale dalekie od wybitnego - jak na tak wysoki ekstrakt to nawet trochę rozczarowuje.
7,5/10

Tekstura
Trochę za mocne wysycenie, ale ogólnie bardzo dobra.
4/5

6.5/10

No panowie, no... kolejny spory zawód z BrewDogiem w roli głównej w tym roku. Piwo niegodne swojej ceny nawet mimo oryginalnych wrażeń. Mniej więcej tak samo przyjemny, a trochę nawet ciekawszy i tańszy dziesięć razy (!) eksperyment wyszedł niedawno Pincie w postaci Niedobitego. Niepoważna akcja, a myślałem, że jak już BD coś zawija w ten papierek, to coś naprawdę wielkiego, jak TNP.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Artezan: Babie Lato

Artezan póki co niczym mnie nie zachwycił (nie licząc kooperacyjnego piwa z AleBrowarem), ale póki co nie śmiem mu odmówić, gdy widzę na półce jakieś nowe piwo. Babie Lato to nieobca mi już koncepcja saisona chmielonego na nowofalową modłę.

Informacje ogólne:
Piwo: Babie Lato
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: nowofalowy saison
Dodatki: kolendra
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 500 ml
Warka: do 13.09.2015 r.
Cena: 8,95 zł

Opakowanie
Sympatyczne, acz blado wypada w porównaniu z tymi etykietami Artezana, które już znam. Zabrakło też tym razem opisu piwa.
7,5/10 

 
Barwa
Bardzo jasne, jasnozłote, idealne zmętnienie i cudowna burza ulatującego gazu - chyba jedno z najpiękniej prezentujących się piw, jakie widziałem.
5/5

Piana
Bardzo obfita, niezbyt zaś gęsta, przeciętnie trwała - solidna.
3/5

Zapach
Cudownie przyjemny, słodko-pikantny aromat, w którym jest miejsce na wszystko - intensywne belgijskie drożdże, kolendrę, owocowy nowofalowy chmiel, lekko kwaskowe nuty wiejskie i słodowe zaokrąglenie - efekt ekstremalnie rześki, złożony i rozkoszny zarazem, rewelacja.
9/10


Smak
Bardzo podobnie do zapachu, w dalszym ciągu znakomicie zbalansowane przemieszanie słodu, drożdży, chmielu i kolendry, dochodzi zaś charakterystyczna trochę goryczka, trochę cierpkość, efekt przypominający smak skórki cytrusowej, co już w ogóle winduje rześkość - wspaniałe piwo, nie rzuca się nie wiadomo czym na pijącego, trzeba dostrzec jego geniusz w idealnym balansie.
9/10

Tekstura
Wysokie wysycenie, które idealnie współgra ze smakiem.
5/5

8.5/10

No i to jest to, czego oczekuję od tak renomowanego browaru. Jest znakomite niezależnie od pory roku, ale trzeba przyznać, że to wspaniałe piwo, jeśli chcemy poczuć orzeźwienie, a jednocześnie zależy nam na pełni smaku. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale ono, przepraszam za wyrażenie, smakuje jak lato.

sobota, 18 lipca 2015

Brew By Numbers: 01 | 10

Kolejny browar rzemieślniczy z Anglii, kolejny z Londynu. Został założony oficjalnie pod koniec 2012 roku przez dwójkę przyjaciół, którzy poznali się na górskim tourze rowerowym po Azji, by niedługo razem skonstruować minibrowar z różnych nieprzeznaczonych pierwotnie do warzenia piwa urządzeń. Mają bliską memu sercu koncepcję nazywania swoich piw - każda nazwa to dwie liczby, pierwsza oznaczająca ogólny styl piwa, a druga - numer wariacji na jego temat. Co ciekawe, specjalizują się w saisonach (ewenement poza Belgią i Francją chyba) - popełnili już trzynaście wariacji na temat tego stylu. Mnie dostała się dziesiąta, czyli akurat... klasyczny saison (pozostałe są nowofalowo chmielone lub wzbogacane nietypowymi dla stylu przyprawami). 

Informacje ogólne:
Piwo: 01 | 10
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Brew By Numbers
Styl: saison
Dodatki: przyprawy
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 23 grudnia 2014 r. (do 23.12.2015 r.)
Cena: 18,60 zł (28,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Bardzo ładne, ascetyczne, wręcz matematyczne etykiety. Przypominają trochę De Molena, którego styl ubóstwiam - nie aż tak genialne, ale też trafiają do mojego wzroku. Goły kapsel.
9/10 
 
Barwa
Jasnozłote, cytrynowe, bardzo sympatycznie zamglone, a do tego burza ulatującego gazu - piękne.
4,5/5

Piana
Wybitnie obfita, trochę słabiej z gęstością, ale utrzymuje się prawie do samego końca.
4,5/5

Zapach
Ostry, mocno fenolowy, gryzący w przyjemny, belgijski sposób; do tego subtelne nuty rustykalne, konkretna dawka orzeźwiającej, wyraźnie cierpkiej cytrusowości, w końcu lekko ziemista, a lekko biszkoptowa słodowość - aromat kompletny, bardzo intensywny, złożony i piękny, majstersztyk.
9,5/10

Smak
W smaku nie jest aż tak wybitnie, ale przenosi wiele zalet z aromatu - dalej dość ostro, fenolowo, przyprawowo, lekko pieprznie właściwie, dalej udziela się przyjemna, ziemista (tu również lekko chlebowa) słodowość i cierpkość a la skórka cytrusowa, brakuje może trochę klasycznych dla stylu, wyraźniejszych nut wiejskich, ale i tak jest to świetne, bardzo smaczne, pełne i orzeźwiające zarazem piwo.
8,5/10

Tekstura
Najsłabszy punkt programu - jest bardzo okej, ale wysycenie jednak zbiłbym tak dość konkretnie.
3,5/5

8.0/10

O rany, kolejny świetny angielski browar? To się zaczyna robić męczące, wypadałoby im wszystkim regularnie dawać kolejne możliwości popisu, a powoli przestaję je wszystkie pamiętać. Nie no, absolutnie klasowy saison, BBN faktycznie są mistrzami w tym temacie. Chętnie sięgnę po inne wariacje jak i inne style.

poniedziałek, 11 maja 2015

BrewDog: Black Jacques

Piłem sporo mocno odjechanych piw z BrewDoga, ale to ma spore szansę na tytuł najbardziej ekstrawaganckiego w swojej koncepcji. Ciemny imperialny saison (i to bardzo imperialny, 11,1%) - to już brzmi bardzo, bardzo dziwnie, a do tego jeszcze dostajemy dziewięć miesięcy leżakowania w beczkach po czerwonym winie, owies i pszenicę. No i wywindowaną cenę. Bardzo niedawno BrewDog zawiódł mnie równie drogim Abstraktem 17, mam nadzieję, że to będzie rewanż, a nie druga wtopa. Moja butelka, jak mniemam, ma już około roku (i to nie licząc leżakowania w beczkach, w sumie piwo ma już prawie dwa lata).

Informacje ogólne:      
Piwo: Black Jacques
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: imperialny ciemny saison (Red Wine BA)

Alkohol: 11,1%    
Ekstrakt: nieznany    
Objętość: 330 ml   
Warka: do 29.04.2024   
Cena: 48,60 zł (73,64 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Na etykiecie dzieło artysty Serge'a Seidlitza. Bardziej podobała mi się współpraca BrewDoga z Johanną Basford, ale też jest fajnie, wyraziście, dziwnie. Standardowo odjechana historyjka i rzadki, czarny kapsel BrewDoga.
8,5/10
 
Barwa
Całkowicie nieprzejrzyście czarne. 
5/5

Piana
Całkiem obfita i gęsta, acz bardzo szybko opada do pierścienia i pewnych pozostałości na środku, wkrótce już tylko cienki pierścień. 
2/5

Zapach
Niesamowity zapach, naładowany przeróżnymi akcentami - najbardziej daje się we znaki taka cytrusowo-wiejska świeżość, istotnie przypominająca saisona, dalej nuty ciemne - czekolada, akcenty palone, mak; trochę kwaskowatości zapewne od czerwonego wina; fascynujący aromat, choć niekoniecznie obezwładniający, trochę za mało intensywny na to. 
8,5/10

Smak
W smaku dużo większy udział ma ciemny słód (skierowany lekko w stronę kawy), jednocześnie pozostają w nim kwaskowato-owocowe akcenty saisona i wkraczają bardzo lekkie, ale wyraźne nuty winno-dębowe, pojawia się charakterystyczna cierpkość czerwonego wina, w ogóle bardzo fajne uderzenie kwaskowatości na przełyku; niezwykle lekkie jak na swoją moc; bardzo złożone i pyszne piwo, ale odrobinę bardziej złożone niż pyszne. 
8,5/10

Tekstura
Jest dość lekkie, to znaczy mało gęste - to nie RIS i bardzo dobrze to tutaj działa, jest co najwyżej odrobinę za mocno wysycone.
4,5/5

7.5/10

Tym razem świetne i bardzo ciekawe piwo, ale pięć dyszek za małą butelkę każe się spodziewać jednak czegoś jeszcze lepszego. Fajnie natomiast, że żaden z elementów koncepcji nie przepadł w tłumie - było czuć saisona, było czuć ciemność, imperializm i w końcu beczki po czerwonym winie.

sobota, 21 marca 2015

St-Feuillien: Saison

Nazbierało mi się tu już trochę saisonów, ale póki co nie degustowałem jeszcze żadnego tradycyjnego, niechmielonego w oryginalny sposób, przykładnego saisona z tradycyjnego, belgijskiego browaru. W końcu dostarczył mi takiego Brasserie St-Feuillien, browar słynący przede wszystkim ze swojego tripla. Saison to najnowsza ich propozycja, wypuszczona na rynek dopiero w 2009 roku, ale na ratebeerze zdążyła już zdobyć ponad osiemset ocen i uplasować się powyżej dziewiątego decyla zarówno w rankingu saisonów, jak i wszystkich piw świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Saison
Kraj: Belgia  
Prowincja: Hainaut
Miasto: Le Roeulx
Browar: Brasserie St-Feuillien
Styl: saison
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.06.2015
Cena: 11,45 zł (17,35 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta bardzo prosta, ale i ładna. W składzie, następującym po krótkim, rzeczowym opisie piwa, zobaczymy... witaminę C. Zdobywa serce przede wszystkim dedykowanym, wyrazistym kapslem. Wyszło samo z butelki po odkapslowaniu.
7,5/10

Barwa
Złote, acz wydaje się ciemniejsze przez totalne zmętnienie - pod światłem ładnie się rozświetla, ale przeszkadzają ciemne, spore kawałki osadu. 
3/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, trwałość niezła, ale już daleka od doskonałości. 
3,5/5

Zapach
Raczej łagodne połączenie lekko kwaskowatych nut wiejskich oraz dużej ilości aromatu chlebowego, mącznego - te pierwsze są odrobinę za delikatne, a z czasem wręcz zanikają - zapach jest miły, ale nie zachwyca. 
6/10

Smak
Na wejściu wyraziste, słodko-kwaśne, fenolowe uderzenie, bardzo przyjemne, ale dość krótkie - po nim nie następuje już nic ciekawego, piwo momentalnie wycisza się, pozostawiając nas z niewątpliwie przyjemną, ale trochę nudną mieszanką chlebowości i drożdży. Pije się z przyjemnością i szybko, ale bez uniesień. 
7/10

Tekstura
Najlepsza w tym wszystkim - przyjemnie gęste, solidnie wysycone, nadrabia w tym miejscu trochę niedostatków w pełni smaku.
5/5

6.0/10  

No jak na Belgię to trochę cienko, a jak na tę cenę nawet bardzo cienko. Przyjemne piwo, ale kompletnie do zapomnienia, niczym się nie wyróżnia.

piątek, 20 marca 2015

BrewDog & Magic Rock & Stone: Magic Stone Dog

Drugi raz w życiu mam okazję pić piwo, będące owocem współpracy aż trzech różnych browarów: w tym przypadku szkockiego BrewDoga, angielskiego Magic Rock Brewing i amerykańskiego Stone Brewing (tym razem nie jest to mieszanka trzech piw, a jedno uwarzone wspólnie na terenie BrewDoga). Piwo też jest stylistycznie niejednorodne - ma to być hybryda saisona z amerykańskim pale ale, warzona na słodzie jęczmiennym, pszenicy, życie i owsie, chmielona Simcoe i Amarillo i doprawiona jakimiś przyprawami. Na bogato, oby nie za bardzo.

Informacje ogólne:    
Piwo: Magic Stone Dog
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja) - warzone we współpracy z browarami z Anglii i Stanów Zjednoczonych
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog, Magic Rock Brewing i Stone Brewing Co.
Styl: nowofalowy saison
Alkohol: 5%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: do 08.08.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Fajna, wyrazista etykieta, łącząca stylistykę wszystkich trzech browarów, choć wolę tradycyjne etykieta BrewDoga. Do tego wyjątkowo rzeczowy jak na BrewDoga opis.
8,5/10
 
Barwa
Głęboki, złoty do ciemnozłotego kolor, raczej klarowne, trochę banalne, ale miłe dla oka - po dolaniu drugiej porcji zrobiło się zmętnione w sposób doskonały, przepiękne. 
4/5

Piana
Bardzo obfita, ale skandalicznie grubopęcherzykowa, w dodatku w dwie minuty pozostaje po niej tylko gruby pierścień - ten za to już jest przynajmniej bardzo trwały. 
1,5/5

Zapach
W bardzo przyjemnym, intensywnym zapachu dominują klasyczne, wiejskie nuty saisona - troszkę końskiej derki, dużo charakteru cytrusowego a la skórka cytrynowa, szczypta przypraw, a daleko w tle nieśmiałe akcenty amerykańskiego chmielu - bardzo udany aromat. 
8,5/10


Smak
Ciekawy, w ustach to zdecydowanie kwaskowaty saison, wiejsko-cytrusowy, z wieloma małymi smaczkami, które szybko rozchodzą się na wszystkie strony i ciężko uchwycić je w słowa, na finiszu natomiast zupełnie znika kwaskowatość, a pojawia się podkręcona jak na zwykłego saisona goryczka, chociaż nie do końca chmielowa, bardziej jakby od skórek cytrusów - bardzo smaczne, bardzo orzeźwiające piwo, w którym mieszają się zręcznie wszystkie smaki podstawowe poza słonym. 
8/10

Tekstura
Pasuje do tego smaku wysokie wysycenie, ale jednak jest ono tutaj trochę przesadzone.
3,5/5

7.0/10

I jeszcze jedno udane piwo BrewDoga, bez rewelacji, ale bardzo przyjemne, byłoby idealne na upały. To jednak nie tyle hybryda saisona z APA, a po prostu saison wcale nie za mocno podchmielony amerykańskim chmielem.

sobota, 24 stycznia 2015

Pracownia Piwa & Szałpiw (Wąsosz): 1

Ciężko byłoby mi nie sięgnąć po to piwo z półki. Raz że Szałpiw, dwa że Pracownia Piwa, a trzy że bardzo mało popularny w Polsce saison - sądziłem, że klasyczny, ale jednak warzony z użyciem "sporej ilości amerykańskiego chmielu", kwalifikuję więc go jako saison amerykański. PP to wyjątkowo uznawany ostatnio browar, a Szałpiw udowodnił mi już, że potrafi warzyć znakomite piwa w stylach belgijskich, mam więc nadzieję na świetne piwo i zachętę do nabycia kolejnych owoców współpracy tej dwójki ("2" i "3" już w sprzedaży).

Informacje ogólne:
Piwo: 1
Kraj: Polska  
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Pracownia Piwa i Szałpiw)
Styl: nowofalowy saison
Alkohol: 6,7%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 500 ml  
Warka: do 21.03.2015
Cena: 8,40 zł

Opakowanie
Etykieta wybitnie prosta, ascetyczna, ale całkiem niezła, szkoda tylko że nic ciekawego na niej nie ma na czele z dokładnym składem. Jest za to link do strony internetowej, która nie istnieje. Goły kapsel.
7/10

 
Barwa
Jest złote, głęboko złote, acz bardzo mocne zmętnienie robi je bardziej jasnobursztynowym - pięknie wygląda zwłaszcza pod mocnym światłem, rewelacyjny pomarańcz i intrygujące zmętnienie. 
4,5/5

Piana
Niezbyt obfita, za to dość gęsta i ładnie oblepia szkło, trwałość przyzwoita. 
3/5

Zapach
Piękny triumwirat łagodnych nut wiejskich, dzikich z niezwykle finezyjną, kwiatową słodyczą amerykańskiego chmielu oraz cytrusową kwaskowatością - początkowo wspaniały i intensywny aromat, bardzo rześki, z czasem odrobinę traci na jakości, lecz pozostaje na bardzo wysokim poziomie. 
8,5/10

Smak
Tu trochę inne, na pewno cięższe; bardziej stawia na typowe nuty belgijskich drożdży, przyprawowe, fenolowe, w ustach jest raczej słodkie, finisz natomiast niesie sporą dawkę goryczki, odczuwalną na wysokim poziomie być może dlatego, że jest dość szorstka, jakby pochodna skórki pomarańczowej; bardzo dobre piwo, może odrobinę za ciężkie jak na swą moc. 
8/10

Tekstura
Idealna, nie zwraca na siebie uwagi.
5/5

7.0/10

Bardzo dobry saison, Szałpiw i Pracownia bez wątpienia okiełznały ten niełatwy styl, ale nie ukrywam, że trochę więcej sobie po nim obiecywałem. AleBrowarowa wersja chmielonego po amerykańsku saisona dużo, dużo bardziej mnie zdobyła. No nic, kolejne owoce współpracy tych dwóch browarów na pewno się tu i tak pojawią, jeśli je zdobędę.

piątek, 22 sierpnia 2014

Thiriez & Jester King: La Petite Princesse

Gdy zobaczyłem na półce piwo z Francji, ucieszyłem się, że wreszcie dodam sobie ten niepozorny, ale ciekawy piwowarsko kraj do doświadczeń. Dopiero potem przypomniałem sobie, że przecież dodałem go sobie... dokładnie podczas pierwszej degustacji na blogu. Fischer Tradition, produkt Heinekena, kojarzy mi się jednak bardziej z Heinekenem niż z Francją i nie dziwi mnie ta moja pomyłka. Jak się okazuje, trafiłem na piwo z mikrobrowaru francuskiego, ale uwarzone w kolaboracji z amerykańskim. A samo piwo bardzo osobliwe, bo jest to saison o niespełna trzyprocentowej zawartości alkoholu. Uczyni je to najsłabszym piwem zdegustowanym tu przeze mnie niebędącym grodziszem.

Informacje ogólne:
Piwo: La Petite Princesse
Kraj: Francja - uwarzone w kolaboracji z browarem ze Stanów Zjednoczonych
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Esquelbecq
Styl: Brasserie Thiriez i Jester King Brewery
Produkowane od: 2013
Gatunek: saison
Alkohol: 2,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Na etykiecie księżniczka o oczach lalki/kosmity, nosie kościotrupa i ustach ryby. No brzydkie to coś jak cholera, co zapewne jest zamierzone. Z ciekawych informacji mamy jedynie numer beczki. Kapsel goły, ale przynajmniej pod kolor do etykiety. Ujdzie.
5/10

Barwa
Jest bardzo jasne, jasnozłote albo nawet słomkowe, ale jednocześnie ekstremalnie zmętnione, przez co wydaje się nieco ciemniejsze - efekt jest naprawdę świetny, wygląda bardzo gęsto. 
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, choć nie rewelacyjnie, do samego końca utrzymuje się w pełni na powierzchni. 
4,5/5

Zapach
Świetny, typowo saisonowy akcent wiejski - nie tylko intensywny, ale też wyjątkowo przyjemny, daleki od drażnienia mimo że niewygładzony - rewelacyjnie kwaskowato-słodkawy, czuć poza końską derką również sporo owoców.
8,5/10
Smak
Również bardzo dobre, na pewno dalekie od wodnistości, jaką mogłaby za sobą pociągnąć niska zawartość alkoholu - do świetnych, nieco szampańskich, kwaskowatych posmaków wiejskich dołącza jeszcze chmiel, który jest stuprocentowo trawiasty i dodaje od siebie przyjemną, całkiem niemałą goryczkę - efekt jest świetny, dziki, zadziwiająco pełny. 
8,5/10

Tekstura
Jest najsłabszym punktem, trochę zanadto pęcznieje w ustach pod wpływem wysycenia.
3/5

7.5/10

Ocena nie dotyka kosmosu, choć jednoznacznie wskazuje na bardzo dobre piwo, ale jestem nim bardziej zachwycony niż na te 8,24/10. A to dlatego, że jest zadziwiająco intensywne, pełne smaku jak na tak niską zawartość alkoholu. Dużo piw poniżej 4% nie piłem, ale spośród ich wszystkich dorównuje Księżniczce tylko o 0,9 punktu procentowego mocniejsze Dead Pony Club z BrewDoga pod tym względem. Świetna rzecz, świetny saison.

środa, 18 grudnia 2013

AleBrowar (Gościszewo): Golden Monk

Zwykle zapowiedzi piw z Pinty i AleBrowaru wyprzedzają premiery o miesiąc, raczej nie dłużej. Przede mną produkt, o którym było bardzo głośno, jeszcze zanim zaczęły się wakacje. Afera z etykietą piwa to sprawa już wiekowa, więc nie będę się rozpisywał; łatwo zresztą znaleźć, o co chodzi. Lepiej napisać, że piwo nie wyszło takie, jakie chcieli AleBrowarowcy - miało być abbey IPA, ostatecznie drożdże sprawiły niespodziankę i wyszło, ich zdaniem, saison IPA. Zapowiadali też 100 IBU, a ostało się jeno 60. Drugi raz z rzędu po Brown Foot nie wywiązują się z obietnicy goryczki. Mimo to są zadowoleni z efektu jak nigdy dotąd. Zobaczmy.

Informacje ogólne:
Piwo: Golden Monk
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2013
Styl: nowofalowy saison
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Kontrowersyjna (teraz już nie, zmieniona na poprawną politycznie etykieta) trafia w mój gust zdecydowanie najlepiej ze wszystkich dotychczasowych AleBrowaru. Postać chyba narysowana najładniej jak dotąd, bardzo zdobywająca mnie kolorystyka. Rzecz jasna jak zwykle wszystkie informacje na swoim miejscu - jeno znowu im firmowych kapsli zabrakło.
9/10

Barwa
Bursztynowy kolor w połączeniu z mocnym zmętnieniem i snującym się gazem daje efekt oszałamiający; naprawdę genialne, lawiruje między złotem a nawet miedzią. 
5/5

Piana
Niezbyt obfita, ale bardzo ładna, gęsta i oblepiająca szkło.
3/5

Zapach
Fenomenalny, przepiękny i intensywny - na początku uderza amerykański chmiel, ale już po chwili dominują typowe dla saison słodko-wiejskie nuty belgijskie, naprawdę wybitne. 
10/10

Smak
Początkowo sama Belgia - jest dość słodko, trochę przyprawowo, ogólnie cudownie - na finiszu zaczyna dopiero przemawiać chmiel, trochę za słabo jak na styl z IPA w nazwie; za to bardzo przyjemna goryczka, nie bardzo wysoka, ale stanowiąca zaprzeczenie zalegającej.
9,5/10

Tekstura
Wysycenie dość niskie, a gęstość wysoka, ale bardzo dobrze pasuje to do smaku.
4/5

9.0/10

Krótko mówiąc, kolejna rewelacja od AleBrowaru. Przegrało to piwo - głównie pianą - z Brown Foot i Atakiem Chmielu, ale przeskoczyło rzutem na taśmę Viva la Wita i tym samym zmieściło się na podium polskich piw w moim dotychczasowym życiu. Pozostaje mi podziękować obsłudze sklepu z piwem, w którym się zaopatruję, za zachowanie dla mnie z własnej woli jednej butelki, bo popyt totalnie przerósł podaż i mnich rozszedł się chyba w parę godzin - tak mało brakowało, by to fantastyczne piwo mnie ominęło. Napisałbym, że końcówka roku należała do AleBrowaru, ale nie mogę, bo przed nami być może coś jeszcze lepszego od Pintu.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 07.11.2017 r., warka do 10.03.2018 r.

Ładny miedziany kolor i świetna piana. W aromacie baardzo fajne połączeni owocowo-kwiatowo-wiejskich nut drożdży do saisona, delikatnego nowofalowego chmielu oraz nienachalnie karmelowej słodowości. W smaku jest właściwie bardzo podobnie - dużo saisona, nie za dużo chmielu, fajne ciało słodowe. Fajny chlebowy finisz. Lekka alkoholowość pogarsza odbiór, ale to wciąż bardzo dobre piwo, choć jak się można było spodziewać nieporównywalnie mniejsze wrażenie zrobiło na mnie dziś niż cztery lata temu. Ale w dużym stopniu rozumiem siebie sprzed czterech lat.
 






7.5/10