Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 13-14%. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 13-14%. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 lutego 2018

Prairie & Evil Twin: Barrel Aged Bible Belt

Ostatnie w pierwszym tysiącu recenzji piwo z ratebeerowego top 50. Dopiero czternaste, co pokazuje, że jeszcze dużo dobrego przede mną. Barrel Aged Bible Belt to efekt współpracy dwóch wybitnych amerykańskich browarów, Prairie Artisan Ales z Oklahomy i kontraktowego Evil Twina. Stout imperialny z ziarnami kakao, papryczkami chili, ziarnami kawy i wanilii, leżakowany przez 7-9 miesięcy w beczkach po bourbonie Heaven Hill. 

Informacje ogólne:
Piwo: Barrel Aged Bible Belt
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oklahoma
Miasto: Tulsa
Browar: Prairie Artisan Ales i Evil Twin Brewing
Styl: słodki kawowy stout imperialny (Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Ekscentryczne. A jednocześnie, o dziwo, trochę mało wyraziste. Złe nie jest, ale średnio mnie przekonuje. Fajowy kapsel though.
6/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5

Piana
Prawie brak, ledwie cienki pierścień.
1,5/5

Zapach
Mocno ogarnięty przez przyprawy. Wszystkie trzy - kawa, kakao, chili, wanilia - są bardzo mocno wyczuwalne, mniej więcej w tej kolejności. Spod tego intensywnego, mięsistego i kolorowego zarazem aromatu wydobywają się orzechy, palone zboże, marcepan. Beczka po bourbonie jest wyraźna, ale raczej uzupełniająca niż przewodnia. Bardzo złożony aromat i wybitnie przyjemny.
9,5/10

Smak
Zgodny z zapowiedziami aromatu - cudowny, wyklejający słodziak o wielu barwach, z przełamaniem nienachalną pikanterią papryczek i goryczką. Pije się to piwo jakby się jadło ciasto. Kakao, wanilia, kawowy likier, marcepan, orzechy laskowe, bourbon. Intensywność sięga szczytów, pojedynczy łyk dostarcza wystarczająco wielu wrażeń na kilka minut. Może być minimalnie, tak minimalnie zanadto przepalone, ale poza tym perfekcja. 
9,5/10

Tekstura
Cudowna gęstość.
5/5
 
9.0/10

Maestria. Słodki RIS z dodatkami stworzony wzorowo - no dobra, piłem jedno lepsze piwo w takiej koncepcji, zresztą spokrewnione z Bible Beltem IBB, ale to prawie ten sam poziom. Aż cztery dodatki i jeszcze w tym wszystkim beczka, a proporcje udało się zachować po prostu perfekcyjne. Top 30 życiowe, wielkie piwo.

czwartek, 25 stycznia 2018

Firestone Walker: XX Anniversary Ale

Po Stickee Monkee, Sucabie i Paraboli czas na ostateczne starcie z beczkowymi piwami Firestone Walker. Co roku ten zacny kalifornijski browar wypuszcza jakieś piwo na swoją rocznicę działalności, które każdorazowo jest blendem kilku innych, leżakowanych w beczkach przez rok lub dłużej piw browaru. Do stworzenia blendu na tę wyjątkową, okrągłą, 20. rocznicę zaproszono 17 lokalnych twórców wina, którzy stworzyli własne blendy, każdy swój. Wygrała kompozycja Scotta Hawleya - 40% (genialnej) Paraboli, 20% znakomitego Stickee Monkee, 17,5% stoutu owsianego Velvet Merkin, 12,5% imperialnego brown ale Bravo i 10% jasnego barleywine Helldorado. Wszystkie piwa leżakowane w beczkach po bourbonie, Stickee Monkee również po brandy. Wyszło drugie najlepiej oceniane American Strong Ale na ratebeerze i ściślusieńki top piw browaru.

Informacje ogólne:
Piwo: XX Anniversary Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: hybryda stout imperialny + angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 650 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Odrobinę mniej przekonująca szata niż na tych nie-okazjonalnych piwach FW. 
8,5/10 
 

 
Barwa
Brąz, przez który bardzo nieśmiało prześwieca rubin.
4,5/5
 
Piana
Skromniutka, ale przyzwoita jak na piwo po takich turbulencjach.
3/5
 
Zapach
Owładnięty beczką po bourbonie. Kokos, marcepan, wanilia, przypalane drewno. I cała gama pochodnych od brązowych i czarnych słodów: palony cukier, melasa, czekolada, orzechy laskowe. Znakomity.
9,5/10
 
Smak
Piwno-bourbonowa rozkosz w płynie, powtarzają się tu z grubsza wszystkie elementy zapachu, najwięcej jest chyba palonego cukru, orzechów, melasy, marcepana. Ale i drewno, i czekolada,  i wanilia, i szlachetny alkohol, suszone owoce, kandyzowane owoce. Wszystko. Niesamowita gra zarówno na poziomie aromatów, jak i smaków podstawowych.
9,5/10
 
Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.5/10

Praktycznie ten sam poziom co Parabola, genialne piwo. Jest mniejsze o cudowną stoutową słodowość Paraboli, ale jeszcze lepiej eksponuje beczkę po bourbonie. Właściwie eksponuje ją tak, jak eksponują ją barleywine'y z The Bruery, tylko że w przeciwieństwie do nich nie zapomina o pełni słodowej. Firestone Walker to znakomity browar.

niedziela, 17 grudnia 2017

Firestone Walker: §ucaba

Kolejne piwo z zacnej serii Vintage zacnego kalifornijskiego browaru Firestone Walker, kolejne ciężkie ale leżakowane w beczkach po bourbonie. Jak Stickee Monkee było quadruplem (aczkolwiek mocno idącym w BW), tak tutaj już mamy typowe angielskie barleywine. Dziwna nazwa piwa to pokłosie sporu prawnego - wcześniej nazywało się Abacus, lecz sąd zasądził, że nazwa ta jest zastrzeżona.

Informacje ogólne:
Piwo: Sucaba
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 13,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: 2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Identyczne jak w przypadku Stickee Monkee, z nieco zmienioną kolorystyką, znakomite. 
9/10 

 

Barwa
Miedź wpadająca w bardzo jasny brąz, lekko mętne, ładne.
4/5

Piana
Nieobfita, średnio gęsta, szybko redukuje się do grubego pierścienia.
2,5/5

Zapach
Rozkoszny związek angielskiego barleywine z beczką po bourbonie. Suszone i kandyzowane owoce na pierwszym planie, dalej karmel, toffi, marcepan, wanilia, wiórki kokosowe, dąb. Znam ja ci piękniejsze oblicza Bourbon BA, ale to tak czy inaczej jest piękne.
9/10

Smak
Wjeżdża tu zachwycająca słodycz oparta na toffi, karmelu, wanilii i marcepanie; kontruje je całkiem niemała goryczka i nieco zbyt intensywny, choć szlachetny alkohol. Znakomite, pyszne, dobrze ułożone piwo, ciężko mówić o geniuszu, ale znakomite.
9/10

Tekstura
Całkiem sporo gazu, ciut za dużo.
4/5

8.5/10

Zdecydowanie nie tak znamienite jak Stickee Monkee, aczkolwiek wciąż wyśmienite piwo. Na pewno jednak nie jest to coś, czego byśmy absolutnie nie mieli w Europie - mamy i to raczej taniej, więc za Sucabą tęsknił przesadnie nie będę (zwłaszcza że mam drugą butelkę w piwnicy).

wtorek, 15 sierpnia 2017

Goose Island: Bourbon County Brand Stout

900. recenzja piwa to o tyle szczególny jubileusz, że ostatni przed tym największym. Nigdy nie będzie bardziej okrągło niż przy tysiącu, bo nawet jeśli jakimś cudem uda mi się dobić do dziesięciu tysięcy recenzji, to dziesięć tysięcy już nie brzmi, następne co brzmi to dopiero milion. A więc jestem już bardzo blisko tej szczególnej okazji, ale póki co mogę się jeszcze cieszyć kameralnością tej mniejszej, nieokrągłej dziewięćsetki. Jak zawsze na jubileusz wybrałem piwo szczególne, a nawet powiem więcej - większą legendą ozdobiłem tylko 500. recenzję, wypijając wreszcie Westvleterena 12.

Bourbon County Brand Stout z chicagowskiego browaru Goose Island to piwo wyjątkowe z co najmniej dwóch powodów. Jak powszechnie wiadomo, to jedno z najlepiej ocenianych piw świata - dzierży obecnie 20. miejsce na ratebeerze. Tylko że to nie jest takie proste - panuje szeroko zakrojona zgoda, że niektóre piwa z top 50 RB znajdują się tam trochę od czapy. Tymczasem jeśli chodzi o dzieło z Chicago, jest zawsze szczerze wymieniane jako jedno z najlepszych piw świata. To raz. A dwa, to że było to pierwsze w historii piwo leżakowane w beczkach po mocniejszym alkoholu (dokładnie po bourbonie) - wkład w dzieje piwowarstwa nie do przecenienia. 

Piwo w Polsce absolutnie nie do kupienia w sklepie, pożądane diabolicznie, ale w Stanach wcale nie jest jakimś unikatem. Zgarnąłem dwie sztuki jak gdyby nigdy nic za 15 dolarów jedna.

Informacje ogólne:
Piwo: Bourbon County Brand Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Illinois
Miasto: Chicago
Browar: Goose Island Beer Co.
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 13,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: zabutelkowana 20 września 2016 roku
Cena: 14,99 $

Opakowanie
Genialne. Frontowa etykieta została zastąpiona spektakularną grawerką, z tyłu już tradycyjna kontra z informacją o alkoholu i dacie zabutelkowania, wokół szyjki charakterystyczna wystająca obwiązana etykieta, do tego piękny kapsel.
10/10
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Praktycznie nie zaistniała.
0/5

Zapach
Baaardzo beczkowy. Chyba tak intensywnie odczuwalnej beczki po bourbonie jeszcze nie zaznałem - to piwo pachnie doprawdy bardziej jak bourbon niż jak RIS. Wywrotka wanilii, przypalane, zwęglone drewno, przechodzące w dym, migdały, kokosy, melasa, szlachetny, dostojny alkohol. Gdzieś tam w tle dopiero majaczy czekolada i suszone, ciemne i czerwone owoce, typowe dla stoutu. Z czasem jest tylko coraz lepiej. Genialny.
10/10
 

Smak
Przecudowna, słodka kompozycja przeładowana czekoladą, kokosem, marcepanem, melasą, wanilią, opalonym drewnem, szlachetnym alkoholem. Cudowny, słodki, ale nie przesłodzony finisz z dużą rolą czekolady. Chyba najbardziej bourboniaste piwo, jakie piłem. Jak na mój gust do perfekcji brakuje mi tu jednak ciemnosłodowej potęgi, ale i tak jest przewybitne. Niesamowicie degustacyjne piwo - jeden duży łyk wystarcza nawet na kwadrans, tak intensywny jest finisz.
9,5/10

Tekstura
Genialna gęstość, ale trochę za dużo gazu.
3,5/5

9.0/10

Wielkie piwo, gigantyczne, chociaż nie w pełni w moim typie, trochę za bardzo beczka przytłacza słód. W The Bruery muszą je kochać ponad życie. Nawet jako "nie w pełni w moim typie" jest luźno top 30 piw mojego życia, a prawie na pewno top 20. Refleksja - szokująco podobne do Buby Extreme Whiskey BA. Buba górą zdecydowanie.

poniedziałek, 1 maja 2017

De Molen & Piwoteka: Łódź i młyn

Choć piwa z De Molena zalegają na półkach polskich sklepów specjalistycznych, to rzadko decyduję się je kupić. Kompletnie nie jestem w stanie się zgodzić z werdyktem konkursu Ratebeer Best 2016, który umieścił holenderski browar w światowym top10 - zakrawa mi to doprawdy na kuriozum. Póki co piłem z De Molena dwa piwa faktycznie znakomite, wybitne, ale cała reszta była mniejszym lub większym rozczarowaniem. Na Łódź i młyn skusiłem się ze względu na huczną kooperację z polską Piwoteką i fakt jednorazowości tego piwa. Jest to stout imperialny z jarzębiną. Miałem okazję pić go z kranu chyba nawet w dniu premiery i zrobił na mnie wrażenie pozytywne, aczkolwiek umiarkowanie, bo był bardzo alkoholowy. Mam nadzieję, że pół roku leżakowania wyeliminowało ten mankament.

Informacje ogólne:
Piwo: Łódź i młyn
Kraj: Holandia - uwarzone w kooperacji z polskim browarem kontraktowym
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen i Piwoteka
Styl: stout imperialny
Alkohol: 13,8%
Ekstrakt: 29,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 19.10.2021 r.
Cena: 21,90 zł (33,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Całkiem fajne etykiety ma Piwoteka, a ta jest udana w szczególności. Kapsel De Molena.
8/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Ciężkie nuty ciemnego słodu - czekolada gorzka i trochę mniej gorzka, palone zboże, likier kawowy, orzechy - łączą się z delikatnymi wtrąceniami jakby owocowymi i jakby kwaskowatymi, które można przypisać jarzębinie. Bardzo przyjemny aromat, aczkolwiek jak na styl brakuje mu trochę głębi.
8/10

Smak
Przyjemny napór kawy, czekolady i nut mocno palonego zboża, zakończenie w postaci nawet sporej, ziołowej goryczki, do tego element z innego świata, zapewne ze świata jarzębiny. Niestety mimo półrocznego leżakowania suchy alkohol w dalszym ciągu jest mocno wyczuwalny i odbiera piwu szlachetność.
6,5/10

Tekstura
Świetna, może odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

6.5/10

Pół roku leżakowania to zdecydowanie za mało. Może za kolejny rok, może za parę lat to piwo będzie bardzo dobre - póki co jest piwem niezłym, to znaczy jednym z najmniej okazałych RISów, jakie spotkałem. Szczerze mówiąc, dałbym mu tak nawet z pięć lat, żeby nie powiedzieć dziesięć. Mam jeszcze butelkę w piwnicy i chyba spotkam się z jej zawartością najwcześniej pod koniec następnej dekady. Patrząc na to, że cena ani trochę mniejsza nie jest przez współpracę z polskim browarem, to jest to zwyczajna strata kasy przy RISowej konkurencji w podobnej cenie.

wtorek, 14 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Track #8

Kolejna szansa przed Port Brewing na rozwalenie mi mózgu. Track #8 powstał na bazie piwa Judgment Day, quadrupla warzonego przez ten browar. Judgment Day został wlany do beczek po bourbonie z dodatkiem lasek cynamonu i suszonych papryczek chili. Jest potężne (13,7%), jest znakomicie oceniane (dziesiąty najlepszy quadrupel świata na ratebeerze, do niedawna, przed premierą Bub Extreme, siódmy), jest z Lost Abbey. Mam potężne oczekiwania.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Track #8
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: quadrupel (Bourbon BA)
Alkohol: 13,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 79,70 zł (106,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Troszkę mniej artsy niż zwykle, ale kolorystyka jest dla mnie niezwykle przyciągająca. Genialne jak zawsze.
10/10

 

Barwa
Czarne, pod mocnym światłem brązowawe, piękne.
4,5/5
 
Piana
Jak na takiego mocarza, w porządku.
3/5
 
Zapach
Potwornie bogaty. Cynamon, rodzynki, szlachetny alkohol, wanilia, drewno, whiskey, chili, suszone śliwki, wiśnie, czekolada. Kokos jakiś, migdał. Obłędny.
9,5/10
 
Smak
Dość spokojny jak na tak mocne piwo, świetnie ukrywa ciężar. Dalej spora rola cynamonu, spora rola beczki - właściwie czuć dość bezpośrednio bourbon, szlachetny bourbon - no a poza tym wszystkie te oblicza owoców - rodzynki, suszone śliwki, wiśnie, do tego troszeczkę czekolady i orzechy, niemal niezauważalna pikantność od papryczek. Ma taką alkoholową otoczkę, ale nie ma to nic wspólnego z jakimś rozpuszczalnikiem czy gryzieniem, to mega szlachetny, starzony alkohol. Rodzynkowy finisz. Mega.
9/10

Tekstura
Może nieco za dużo gazu.
4/5

8.5/10

Jedno z tych piw, które są po pierwsze piwami leżakowanymi w beczce po czymś, a dopiero po drugie takim a takim stylem piwa. Najbliżej temu do quadrupla, ale po to piwo sięga się przede wszystkim po doznania beczkowe. Znakomita rzecz, chociaż może i pozostawia minimalny niedosyt, brakuje mu dosłownie jednego błysku więcej do oceny naprawdę wybitnej.

Parę godzin temu minęły cztery lata, odkąd prowadzę bloga. To już naprawdę długo. Patrzę w tył zaskoczony tym faktem. Mnóstwo już piw wypiłem, ale wciąż dobrze pamiętam praktycznie każde z nich. To chyba dobrze.

sobota, 30 kwietnia 2016

Lervig: Barley Wine

Najlepsze piwo, jakie do tej pory piłem w życiu, powstało w Norwegii. Uwarzył je Mikkeller i etykieta ledwo wspominała o miejscu uwarzenia, no ale Mikkeller to nie browar, a twórca piwa. Fizycznie odpowiedzialnym za wspaniałego kawowego RISa był norweski browar Lervig Aktiebryggeri, który poza tym, że dla duńskiego kontraktowca niejedno piwo już uwarzył (sam próbowałem ośmiu), posiada również bardzo, ale to bardzo szeroką ofertę własnych trunków. Lervig jako jeden z nielicznych browarów Europy (sic) zmieścił się w rankingu top 100 browarów świata ratebeer.com za 2014 rok (za 2015 już nie). Postanowiłem złożyć hołd browarowi, który nie wymyślił, ale jednak perfekcyjnie wprowadził w życie pomysł Mikkellera i nie zastanawiałem się długo, gdy zobaczyłem jego piwo na półce, zwłaszcza że barleywine'ów zdecydowanie zbyt mało w życiu wypiłem, i zwłaszcza że całkiem przyzwoita cena jak na importowane, bardzo mocne piwo leżakowane w beczkach po destylacie. Okazało się, że instynkt mnie nie zawiódł - ta niepozorna buteleczka zawiera dwudzieste najlepsze barleywine we wszechświecie według ratebeeru; nie piłem żadnego, które byłoby w rankingu wyżej.

Barleywine o niezbyt skomplikowanej nazwie Barley Wine to potężny (13%) reprezentant stylu, który dodatkowo przeleżał w beczce po bourbonie Maker's Mark. Nie piłem go nigdy, choć niedawno kupiłem butelkę. Lervig warzy to piwo tylko raz w roku i chyba zawsze trochę inne, nie będę się rozwodził nad jego cechami, bo browar na swojej stronie podaje informacje dotyczące rocznika 2016 (ja mam 2014, mocniejszy o 0,5% alkoholu), w dodatku są sprzeczne same ze sobą. Nie mówiąc o tym, że producent podpisuje to jako American Barley Wine, a jednocześnie stwierdza, że jest to piwo nachmielone tylko Goldingiem, i to delikatnie, a w dodatku w aromacie nie zapowiada absolutnie niczego amerykańskiego. Nie wiem, o co tu chodzi, więc może po prostu spróbuję.

Informacje ogólne:
Piwo: Barley Wine
Kraj: Norwegia
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri
Styl: angielskie barleywine (Maker's Mark Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 2014 roku (do 30.01.2024 r.)
Cena: 29,20 zł (44,24 zł)

Opakowanie
Minimalistyczne - ani za brzydkie, ani za ładne. W każdym razie nie za ciekawe. Przeciętne z plusikiem. Firmowy kapsel, tyle że zeszpecony datą ważności.
5,5/10

 
Barwa
Ciemnobrązowe, ale wydaje się czarne, jest prawdopodobnie mocno zmętnione, na dole trochę mało estetycznego osadu.
3,5/5

Piana
Marniuchna, tworzy się na początku przyzwoita, ale szybko zostaje jeno pierścień.
2/5

Zapach
Cudowne połączenie beczki ze słodem. Karmel, wanilia, dąb, bakalie, jest też typowa dla amerykańskiej whisky węglowość i kukurydza. Czekolada. Kokos. Orzechy. Lekki dym. Trochę za dużo alkoholu, ale genialny aromat.
9/10

Smak
Do nut z zapachu dochodzą wiśnie, rodzynki, jeszcze więcej dębowości, takiej bardzo w stylu amerykańskiej whisky, świeżej, mocno przypalonej, węglowej. Tak, beczka bardzo tym piwem rządzi, choć jest też dużo takiej klasycznej, pełnej słodowości. Ładny finisz, z przyzwoitą goryczką, która kontruje ogólną słodycz. Świetne piwo, ale do ideału, a nawet do wielkości mi tu trochę brakuje. W sumie jak na 13% nie jest wcale zabójczo intensywne.
8,5/10

Tekstura
Idealne, bardzo stonowane, ale zaznaczone wysycenie, natomiast nie obraziłbym się na większą gęstość.
4/5 

7.5/10

Opcje są dwie: albo leżakowanie mu nie służy (bądź co bądź bardzo dojrzałe piwo, sprzed dwóch lat), albo nie jest to żadne top 20 barleywine'ów. Piwo jest świetne, bardzo beczkowo-bourbonowe i bardzo polecam, ale jak na cudownie brzmiącą kombinację "barleywine o zawartości alkoholu 13% leżakowane w beczkach po bourbonie", to pozostawia niedosyt. A już za tę cenę to naprawdę można trafić lepiej.

sobota, 16 kwietnia 2016

De Struise: Black Albert

Mamy już kwiecień, ja tymczasem powracam do września i mojej podróży do Brugii, gdzie nabyłem w specjalistycznym sklepie z piwem kilka okazów na chybił trafił. Black Albert jest ostatni, a poczekał na swoją kolej tak długo, bo jest stoutem imperialnym o potężnej zawartości alkoholu i te pół roku raczej specjalnie go nie ruszyło. Jakoś przez ten czas nie zadałem sobie trudu sprawdzenia, z jakiego to browaru jest piwo, bo byłem pewien, że nazwa wiele mi nie powie i dopiero przed degustacją sprawdziłem, co ja właściwie przywiozłem. Okazało się, że zupełnie przypadkiem trafiłem na jedno z dosłownie paru (na ponad sto istniejących) najlepiej ocenianych piw browaru De Struise, cieszącego się potężną renomą, położonego ledwie półtora kilometra od wiele mówiącej miejscowości Westvleteren. Black Albert to RIS stworzony z wyłącznie belgijskich składników, nazwany tak na cześć Alberta II, szóstego króla Belgii, który pełnił tę funkcję przez 20 lat i niecałe trzy lata temu abdykował na rzecz swojego syna. Wypiję więc za Belgię - przyda jej się.

Informacje ogólne:
Piwo: Black Albert
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Oostvleteren
Browar: De Struise Brouwers
Styl: stout imperialny
Alkohol: 13%
Ekstrakt: 30%
Objętość: 330 ml
Warka: z 2015 roku
Cena: brak danych

Opakowanie
Trochę niepozorne, ale jest w nim coś potężnego, coś groźnego. Goły kapsel. Solidne, nie więcej. Rzadki przypadek - piwo belgijskie z podanym ekstraktem (potęga, 30 plato).
6/10

 
Barwa
Smoła.
5/5

Piana
Mizerniutka - udało się jeszcze nalać w miarę przyzwoitą, ale jest niezbyt gęsta i bardzo szybko redukuje się do pierścienia i pozostałości. Pierścień przynajmniej utrzymuje się długo.
2/5

Zapach
Piękny, intensywny, imperialny - skondensowany ciemny słód przechodzi w nuty kawowe, prażonego ziarna, czekoladowe, pralinowe wręcz; wiśnie w czekoladzie, o. Alkohol niemal niewyczuwalny, jest za to jakaś nuta pikantna. Arcyprzyjemny, może nie jest to coś niezwykłego jak na styl, no ale...
9/10

Smak
Rozkoszny, lepszy niż zapach. Wciąż nie jest to piwo niebywale złożone, składa się przede wszystkim z czekolady, kawy, mocno palonego ziarna; ich splot jest natomiast tak celny, tak zdaje się przemyślany, że robi wielkie wrażenie. Dość słodkie w ustach, nawet lekko porterowe, rzekłbym, po przełknięciu kontrowane jest goryczką, która daje trochę słone odczucie. Aha, a alkohol jest ukryty wręcz nieprawdopodobnie - gdyby mi powiedziano, że piwo ma 8%, uwierzyłbym.
9/10

Tekstura
Idealne, symboliczne tylko wysycenie. Gęstość natomiast mogłaby być ciut większa.
4/5

8.5/10

Znakomite piwo, chociaż spodziewałem większego pieprznięcia. W świecie RISów trochę przepada i zdecydowanie nie jest to stout, dla którego warto rzucić wszystko i wsiąść w samolot do Belgii. Ale przy okazji warto się za nim rozejrzeć, zwłaszcza że chyba był dość tani.

piątek, 20 listopada 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Vanilla Shake

Jako że Beer Geek Brunch Weasel od ponad roku pozostaje najlepszym piwem, jakie piłem w całym życiu, rzuciłem się w paru ostatnich miesiącach na niemało stoutów imperialnych z serii Beer Geek. Niektóre to Brunch Weasele leżakowane w beczkach po różnych trunkach, a niektóre - jak tutaj - piwa o już odmiennej koncepcji. Vanilla Shake to piwo mocne nawet jak na RISa, okraszone owsem, kawą, laktozą i wanilią.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Vanilla Shake
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: słodki kawowy stout imperialny
Dodatki: kawa, laktoza i wanilia
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 27,15 zł (41,14 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wariacja na temat szablonu serii, jak zwykle skromna, ale bardzo udana.
8,5/10

 
Barwa
Czerń absolutna.
5/5
 
Piana
Niezbyt, acz przyzwoicie jak na moc obfita, gęsta, niezbyt trwała, w parę minut pojawiają się pierwsze dziury, wkrótce znika zupełnie.
1,5/5
 
Zapach
Genialny, niesamowicie intensywny i przemycający wszystkie elementy koncepcji piwa - jest esencjonalna mocarność słodu, wspaniała kawa, wanilia i w końcu laktoza - składają się one również na nieobecną w składzie czekoladę, w efekcie pachnie jak jakiś deser absolutny - jeśli mógłbym coś zmienić, to jedynie przesunąłbym trochę szalę na korzyść słodu, ale poza tym to genialny aromat.
9/10
Smak
Dość znacząco się zmienia - pierwsza rzuca się w oczy owsiana pełnia, poza tym już w ustach jest dużo bardziej wytrawnie, choć wanilia przemawia jeszcze głośniej niż w zapachu - po przełknięciu natomiast chmiel przypuszcza zmasowany atak i zalewa piwo bardzo wysoką goryczką, trochę ziołową, trochę jak w espresso; byłoby lepiej, jakby jednak pociągnąć do końca słodycz, co prawda dzięki temu nie jest mdłe, ale goryczka zbyt brutalnie ścina kompozycję słodyczy, która zaczyna się genialnie. Dość dobrze maskuje swoją moc.
8,5/10

Tekstura
Przyjemna gęstość, trochę za wysokie wysycenie (mimo że jest najwyżej średnie, no ale do smaku i gęstości pasowałoby bardzo małe).
3,5/5

7.5/10

Nie umywa się do Brunch Weasel, choć ma momenty wybitne, zwłaszcza w złożonym, deserowym, esencjonalnym aromacie. Świetne piwo, niekoniecznie jak na RISa, a już na pewno nie jak na swoją cenę. Moim zdaniem nie warto.

sobota, 31 maja 2014

Revelation Cat (Ramsgate): Hop Animal Double Double IPA

Dziesiąte piwo z browaru kontraktowego (choć po prawdzie to nie tylko) Revelation Cat. Sporo. Nie odzwierciedla ta liczba mojej faktycznej fascynacji tym podmiotem, a z tego tylko wynika, że uwiodły mnie niemal bezkrytyczne rekomendacje takiego jednego pana, który to się generalnie zna i od razu wziąłem sporo tego. Po starcie zapowiadającym rzeczywiście coś rewelacyjnego nadeszło pasmo niedosytów i nawet rozczarowań. Dziś może przełamanie - na to piwo czekam najgoręcej ze wszystkich pozostałych, bo może być najbardziej goryczkowym, jakie w życiu piłem. Imperialne IPA o aż 13% zawartości alkoholu - pijałem już nawet mocniejsze, ale żadne nie było kategorycznie nastawione na goryczkę, chmielowość. To jest.

Informacje ogólne:
Piwo: Hop Animal Double Double IPA
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone przez włoski browar kontraktowy
Region: South East England
Miasto: Ramsgate
Browar: Ramsgate Brewery (Revelation Cat)
Produkowane od: 2012
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Wyjątkowo fajna etykieta z sugestywnym wizerunkiem chmielowego potwora-kałamarnicy. Revelation Cat mógł umieścić piwo równie dobrze w serii imperialnej, ale, co zrozumiałe, trafiło do chmielowej. Jak przekonuje etykieta, ilość IBU ma być poza wszelkimi wyobrażeniami. Mam nadzieję! Niestety goły kapsel, niecodzienność na butelkach RC z Anglii.
8,5/10

Barwa
Intrygująca, ciemnobursztynowa, bardzo mocne zmętnienie, a jednak pod mocnym światłem zdradza piwo przepiękne, rubinowo-miedziane przebłyski. 
4/5

Piana
Bardzo mało obfita i również z trwałością ma problemy, ale pierścień i resztki na tafli co nieco się utrzymują. 
1,5/5

Zapach
Typowy zapach mocnego IIPA, czyli całkowicie ogarnięty przez chmiel, który układa bukiet ciężki i owocowy; przede wszystkim ogrom truskawek, bardzo słodkich, do tego troszkę jagód, ale te truskawki zupełnie dominują; w małych ilościach intrygujący i zachęcający, ale przy zbytnim skupieniu wiązki zapachu zaczynają się dziać mało przyjemne rzeczy. Ogólnie solidny, ale jakby bardzo brakowało mu świeżości.
6/10

Smak
Na początku dostajemy fajną, słodką, owocową słodowość, a później już im dalej, tym bardziej chmielowo - nie da się jednak powiedzieć, żeby naprawdę miażdżąco. Goryczka jest oczywiście bardzo wysoka, ale nijak się ma do hucznych zapowiedzi; przyjemne, ale bez rewelacji, najciekawiej zaczyna się dziać na finiszu, łączącym typowy, ziołowy chmiel z akcentami karmelu; mimo wszystko za ciężkie, alkohol ukrywa przyzwoicie, ale ogólną ciężkość nie. 
6,5/10

Tekstura
Nie pomaga - wysycenie jest jeszcze w miarę, ale piwo jest nieprzyjemnie za gęste.
2,5/5

5.5/10
 
Jedno z największych, o ile nie największe rozczarowanie, odkąd prowadzę bloga (może poza zniszczonymi wspomnieniami o pierwszych minimalnie niesztampowych piwach, jakie piłem, koźlaku i porterze z Ambera). Piwo, którego nie nazwę co prawda złym, ale kompletnie nietrafionym. 6,18/10 w przypadku piwa z górnej półki cenowej stricte rzemieślniczego browaru to po prostu porażka. Może po prostu IPA nie jest stworzone do takiego woltażu, ale z drugiej strony prawie trzykrotnie mocniejsze Watt Dickie z BrewDoga znacznie lepiej się zaprezentowało. Revelation Cat ma szczęście, że ex ante uznałem go za jednostkę wybitną, bo po tym epizodzie chyba na jakiś czas bym się z nim rozstał, a tak cztery piwa jeszcze na pewno się pojawią, no bo je mam.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Revelation Cat (Ramsgate): Death Star

Po dłuższej rozłące powracam do Revelation Cata, a po jeszcze dłuższej do piw RC warzonych w Anglii. Dziś piwo, które śmiało można nazwać głównym punktem programu, jakim jest moja rozciągnięta w czasie przygoda z dotychczas uwarzonymi piwami Alexa Liberatiego. Death Star to chyba najlepiej rozpoznawalne jego piwo i jedno z najlepiej ocenianych, a i koncept oryginalny, bo imperialnego stoutu słodkiego codziennie się nie spotyka. Przypomnę, że choć jak dotąd żadne piwo z Revelation Cata nie zjechało poniżej bardzo wysokiego poziomu, to też żadne mnie nie powaliło. Oby to był ten dzień.

Informacje ogólne:
Piwo: Death Star
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone przez włoski browar kontraktowy
Region: South East England
Miasto: Ramsgate
Browar: Ramsgate Brewery (Revelation Cat)
Produkowane od: 2013
Styl: słodki stout imperialny
Dodatki: laktoza, wanilia
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jako że piwo warzone w Anglii, to powraca jednoczęściowa, lepsza i bogatsza etykieta. Tym razem przedstawia ona legendarną niszczycielską stację kosmiczną w trakcie unicestwiania jakiejś planety. Ma być niemal ekstremalnie słodko, a goryczkowo nie do przesady.
9/10

Barwa
Czarne, absolutnie nieprzeniknione, majestatyczne i piękne.
5/5

Piana
Bardzo ciemna, niezbyt obfita i niezbyt gęsta, bardzo szybko opada do pierścienia - ten za to jest trwały i dość pokaźny.
2,5/5

Zapach
Słodkie, waniliowe, a nieco alkoholowe nuty na pierwszym planie, następnie dociera do nas bukiet aromatów palonych i melanoidynowych, trochę wiśni, czekolady, odrobina alkoholu; wanilia w miarę degustacji zdobywa sobie coraz więcej udziału - świetne, choć nie zwala z nóg. 
9/10

Smak
Smak jest jednak bezwzględną rewelacją - po pierwsze uderza nas niesamowita pełnia, bardzo przyjemnie słodka, na przełyku czujemy solidne pchnięcie goryczki połączone z subtelną kwaskowatością, ale największym majstersztykiem jest bogaty i długi finisz, na którym powracają znane z zapachu nuty palone oraz bardzo przyjemna, czekoladowa słodycz połączona z nienachalną mocą, która ogólnie jest znakomicie ukryta - jeszcze może nie idealne, ale niepodważalnie wyśmienite.
9,5/10

Tekstura
Wybitnie gęste, co znakomicie pasuje do smaku, wysycenie nie za duże i to również pasuje do smaku idealnie.
5/5

9.0/10

No i wreszcie się doczekałem. Minimalnie, ale w końcu piwo z Revelation Cata przebiło próg 9/10. Znalazło się jednocześnie na ostatnim miejscu podium stoutów imperialnych. Na dziewięć. Następne piwo będzie tym dziesiątym i mam oczywiście nadzieję, że znowu nastąpi rotacja na szczycie. Jeśli chodzi o RC, to byłoby jednak miło, gdyby Death Star nie okazało się najlepszym ich piwem.

czwartek, 20 marca 2014

Del Ducato: L'Ultima Luna

Długo nie degustowałem tu żadnych barley wine, ale jak już zacząłem, to się rozpędziłem i dzisiaj zabieram się już za trzecie. Dzieje się tak, bo wreszcie dorwałem kolejne piwo z Birrificio del Ducato - jednego z tych browarów, które wyrobiły sobie u mnie status "biorę wszystko". Choć lżejsze piwa tego włoskiego mikrusa mnie nie zachwyciły, to oba mocne były wspaniałe - liczę więc, że świetnie sobie tu poradzą, zwłaszcza że okaz nie byle jaki - leżakowany przez aż dwadzieścia cztery miesiące w beczkach z francuskiego dębu po włoskim winie czerwonym Amarone della Valpolicella. Brzmi cudownie, przekonajmy się, jak smakuje.

Informacje ogólne:
Piwo: L'Ultima Luna
Kraj: Włochy
Region: Emilia-Romania
Miasto: Roncole Verdi
Browar: Birrificio del Ducato
Produkowane od: brak danych
Styl: angielskie barleywine (Amarone della Valpolicella Wine BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jak zwykle przepięknego kształtu butelka z dużym, firmowym kapslem i piękną etykietą - tym razem mamy aluzje artystyczne do twórczości Salvadora Dalego i Antoine'a de Saint-Exupéry'ego. Na tejże między innymi dość długi opis piwa po włosku i informacja o numerze butelki - 373, niestety nie wiadomo na ile wypuszczonych. Piwo powstało, a raczej zaczęło powstawać, bo trzeba dołożyć jeszcze leżakowanie w beczkach, w 2010 roku. Powiew historii. No teraz to już się robi naprawdę interesująco.
10/10

Barwa
Bardzo ciemne, ale dalekie od czerni - brązowe, pod światłem mieni się czerwienią bardzo winną, wygląda na mocno zmętnione, ogólnie nie zwala z nóg, ale bardzo ładne i bardzo nietypowe, ciekawe, dostojne. 
4/5

Piana
Poza paroma bąbelkami, które niemal od razu znikają, piany brak. 
0,5/5

Zapach
Ultrabeczkowy, przywodzący na myśl nawet mocniejsze alkohole niż wino - przez połączenie nut alkoholowych z drzewnymi i charakterystyczną słodyczą przed oczami staje nam jak żywa butelka ciemnej, katalońskiej brandy, a zaraz za nią rumu; słodkie, czerwone wino znajduje się raczej gdzieś w tle; szalenie intrygujący, chociaż nie mający wiele wspólnego z klasycznie pojmowanym piwem; nie rzuca może na kolana, ale jest przyjemny, złożony i fascynuje, pokazuje potęgę starzenia. 
9,5/10

Smak
Zupełnie co innego dzieje się w smaku, gdzie wino nadrabia zaległości z zapachu i dominuje już totalnie poprzez charakterystyczną kwaskowatość, aż zanadto, bo wprost smakuje jak wino - na dość delikatnym finiszu powracają wybitnie przyjemne nuty brandy; wybitnie ciekawe, słodko-kwaśne, ale przydałoby się chociaż jakiegoś mocnego piwnego akordu; wbrew zapachowi w smaku bardzo dobrze ukrywa alkohol. 
8,5/10

Tekstura
Zerowe wysycenie; w tym przypadku nie jest to wada ogromna, ale jednak znacząca - przydałoby się chociaż naprawdę minimalne, może podniosłoby dość marną pijalność.
2/5

7.5/10
 
Jest to pewne rozczarowanie, bo za tę cenę i po tej koncepcji spodziewałem się piwa, które ocenię wyżej. Było to jednak na tyle nietypowe i ciekawe doświadczenie, że może tej ceny warte, w pewnym sensie. Gdybym wypił to piwo dwa lata temu, doznałbym prawdopodobnie cięższego szoku, niż próbując prawdziwszą wersję gueuze z Lindemans. Mimo wszystko mam jednak nadzieję, że kolejne piwo z Birrificio del Ducato bardziej mnie powali.