Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 14-15%. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 14-15%. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

Baladin: Xyauyù Barrel 2010

Tysiąc już dawno za mną, ale ta być może jeszcze ważniejsza recenzja, tysiąc pierwsza, właśnie przede mną. Czemu ważniejsza? Takie sentymenty - zdarzyło się bowiem, że bardzo ważną rolę w rozwoju mojego zainteresowania piwem na jego wczesnym etapie była książka "1001 piw, których warto spróbować" - pozycja niedopracowana, nie do końca logiczna w swoim układzie, ale mimo wszystko bardzo wartościowa nawet dziś, a w styczniu 2012 roku - zawracająca w głowie polskiemu miłośnikowi piwa ogromem prezentowanych dóbr.

Jak przy tysięcznej recenzji postanowiłem pójść maksymalnie w jakość, tak tutaj połączyłem spodziewaną ogromną jakość z pewnymi walorami sentymentalnymi. Nigdy bowiem nie zapomnę Terre 2010 z Baladin - piwa, które chyba jako pierwsze naprawdę urwało mi mózg swoimi walorami, sprawiło że odpłynąłem w rejony dotąd mi nieznane, jeśli chodzi o przyjemność z picia lub jedzenia. Xyauyù Barrel to według ratebeera najdoskonalsze piwo z tego browaru, szóste najlepsze barleywine świata i w końcu najlepsze włoskie piwo - rzecz też dla mnie nie bez znaczenia, bo Włochy to drugi najważniejszy kraj mojego życia. Wersja Barrel to Xyauyù leżakowane w beczce po rumie.

Miałem się w tym miejscu zdobyć na grubsze podsumowanie statystyczne tego tysiąca, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że lepiej poświęcić więcej czasu na planowanie przyszłości i będę się streszczał.

Jeśli chodzi o miejsce uwarzenia piwa, było mi dane recenzować trunki z dwudziestu dziewięciu krajów. Znaczną większość z nich stanowią kraje europejskie, ale co najmniej jednego reprezentanta dostały Afryka, Ameryka Północna i Środkowa, Australia i Azja, czyli wszystko poza Antarktydą i Ameryką Południową. Najwięcej naturalnie było Polski - od początku bloga udział polskich wyrobów w moim spożyciu oscylował w okolicach jednej trzeciej, skończyło się na 383 piwach na 1000. Na drugim miejscu Belgia (120) i zaraz dalej USA (108), później Szkocja (89), Anglia (72), Niemcy (68), Włochy (43), Czechy (21), Holandia (20), Norwegia (18) i Irlandia (12). Reszta to drobnica.

Patrząc z punktu widzenia "duchowego" pochodzenia piwa, wygląda to odrobinę inaczej, a główną zmianą jest duża ilość piw duńskich - przyczyną jest to, że dużo piłem Mikkellera, który w Danii raczej nie warzy. Z tego względu drugie miejsce po Polsce (391) zajmuje już USA (119), dalej Belgia (93), Szkocja (89), Niemcy (69), Anglia (65), Włochy (51), Dania właśnie (49), Holandia (22), Irlandia (13) i Szwecja (10). Do dwudziestu dziewięciu krajów z poprzedniego ujęcia trzeba tutaj dodać Brazylię (wyjazdowe kooperacje ze Szwedami), ale odjąć Mauritius (miałem okazję bowiem wypić warzonego na Mauritiusie Guinnessa, a więc piwo mauritiuskie tylko fizycznie).

Długo zastanawiałem się, czy mając do wyboru tylko jeden kraj, z którego mogę pić piwo, wybrałbym Belgię, czy Wielką Brytanię albo nawet samą Anglię. Po jakimś czasie zdecydowałem się, że Belgię, a następnie otworzyłem się na piwa z USA i również piwa z USA otworzyły się na mnie, tzn. zaczęły się częściej pojawiać w Polsce. Spowodowało to, że mimo swojej eurofilii musiałem Stanom pozwolić zdominować moje rankingi, szczególnie po przywiezieniu wielu świetnych butelek z podróży do Kalifornii. Najlepsze póki co piwo mojego życia to piwo amerykańskie, w top 4 tylko jedno amerykańskie nie jest - a przecież bardzo wielu gigantycznych piw zza oceanu jeszcze nie próbowałem, z klasyką europejską będąc zapoznanym dość dobrze.

Walka o tytuł mojego ulubionego stylu była zaciekła. Ostatecznie muszę go przyznać RISowi leżakowanemu w beczce po bourbonie, ale nie zmieniło się to, że nie ma stylu, którego w dobrej interpretacji bym nie uwielbiał. Kocham RISy, BW, quadruple, lambiki, portery bałtyckie, ale podniecam się również na myśl o dobrze uwarzonym hellesie, doppelbocku, szkockim ale, saisonie czy schwarzbierze.

Ulubiony browar? To się nie wykrystalizowało. Jestem pod ogromnym wrażeniem Cantillon, Firestone'a Walkera, AleSmitha, Szałpiwu, Baladin, Russian River, Lost Abbey, Alchemista, Rocheforta, Mikkellera, Buxton, 3 Fonteinen, Westvleteren, Schlenkerli, a także Bottle Logic, mimo że z powodu tylko jednego piwa. Może nie uważam za genialne, ale uwielbiam i jestem ogromnie wdzięczny Pincie, BrewDogowi, Kormoranowi, Chimay, AleBrowarowi i wielu innym. Szkoda wymieniać, zwłaszcza gdy kompleksowe ujęcie poszczególnych browarów będzie moim celem od dzisiaj. Zmieniam nieco koncepcję, potrzebuję świeżości. Pojedyncze recenzje staną się mocno uproszczone i będą raczej stanowić elementy w miarę szerokiego ujęcia poszczególnych browarów.

Zakończę jednak ten odcinek tej pięknej podróży w starym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Barrel 2010
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Rum BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2010
Cena: brak danych

Opakowanie
Drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem (drugie obok... Xyauyù Kentucky) - spektakularna skrzynka i olśniewająca butelka.
10/10

Barwa
Typowe mętne Xyauyù. Różne odblaski brązu, miedzi i bursztynu w zależności od światła.
4/5
 
Piana
Brak.
0/5
 
Zapach
Olśniewający. Czekolada, melasa, cukier kandyzowany, suszone i kandyzowane owoce (daktyle, śliwki, rodzynki), szlachetny beczkowy alkohol, karmel, marcepan, jeszcze więcej czekolady. Dość istotnie różni się od innych piw z serii, jest jeszcze bardziej genialne - aromat perfekcyjny.
10/10

Smak
Nie jest aż tak dobry jak aromat - odrobinę mniej złożony - ale też fantastyczny. Jeszcze mocniej idzie w tę czekoladę, jeszcze mocniej w rum, karmel, melasę, tematy cukrowe generalnie. Obrywa się za to odrobinę tym przepięknym suszonym owocom z aromatu. Fascynujące - w ustach czuć raczej beczkę, na finiszu pojawia się subtelne, ale bardzo ewidentne ukłucie rumu. Bardzo słodkie, butelka zdecydowanie do podziału w przestrzeni albo w czasie, tym niemniej wyśmienite.
9,5/10
 
Tekstura
Totalnie bez gazu - standardowo trochę mi go tu jednak brakuje, bo wcale nie jest to piwo maksymalnie gęste.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem. Jeszcze jedno genialne piwo z Baladin. Bardzo ciężko mi się było zdecydować, ale chyba jednak Fumè podeszło mi minimalnie bardziej. Minimalnie. Możliwe, że trochę już za stary rocznik, może świeższe nie miałoby tych leciutkich braków w intensywności smaku i byłoby idealne.

Dziękuję sobie i wszystkim czytelnikom (nawet tym, którzy tylko zerkali na zdjęcia i ocenę) za te 1001 piw. Było pięknie.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Bottle Logic: Fundamental Observation

Schnie w gardle i braknie słów w takich chwilach. Dotarłem do najbardziej symbolicznego jubileuszu w życiu każdego miłośnika piwa (bo do miliona chyba nikt nie dobije, a dopiero milion brzmi równie okrągło): na trzy dni przed piątą rocznicą pierwszej recenzji na moim blogu udaje mi się oto dokonać recenzji tysięcznej. Tysiąc różnych wypitych piw to w dzisiejszych czasach nic specjalnego, sporo osób w Polsce ma na koncie kilka tysięcy, niemało - kilkanaście, niektórzy i kilkadziesiąt. Sam mam oczywiście znacznie więcej niż ten tysiąc, bo piję mimo wszystko nie tylko w domu: ciężko mi już oszacować konkretną liczbę, dwóch tysięcy raczej nie przekracza, półtora tysiąca prawdopodobnie owszem. To, z czego jestem jednak naprawdę dumny i co sprawia mi wielką satysfakcję, to że udało mi się - albo jeszcze uda raczej - wypić okrągły tysiąc piw, każde jedno z nich pieczołowicie opisując, fotografując i oceniając. W tej samej, z drobnymi tylko zmianami, koncepcji od pięciu lat. Wiele osób nazwie to skostniałością, nudą, rutyną i brakiem polotu i będzie pewnie miało sporo racji, ale ja jestem dumny ze swojej konsekwencji w realizacji długoterminowych celów, które u swych podnóży zdają się nie do wykonania.

Ze względów, które ujawnię niedługo, bardziej wzruszająca, jeszcze ważniejsza będzie dla mnie recenzja nr 1001, po której najprawdopodobniej radykalnie zmienię formułę bloga. Wtedy też zdobędę się na podsumowanie statystyczne. Kończę więc już przemowę i przechodzę do głównego bohatera wieczoru.

Piwo oczywiście musiałem wybrać maksymalnie wyjątkowe. Fundamental Observation z Bottle Logic, browaru który odwiedziłem w zeszłym roku, to wprawdzie nie jest żadna długoletnia legenda - jest to piwo produkowane od niedawna, bo i browar od niedawna istnieje. Zdobyło jednak błyskawicznie światową klasę (chyba żadne piwo, które już piłem, aż takiej nie ma w pewnych kręgach) i osiągnęło zawrotną cenę. Za tę butelkę musiałem wyłożyć na stół od dwustu do trzystu dolarów plus koszty przesyłki z USA, a więc zdecydowanie najwięcej w życiu za butelkę piwa. To stout imperialny z ziarnami wanilii madagaskarskiej, leżakowany w czterech różnych beczkach po bourbonie - Buffalo Trace, Four Roses, Heaven Hill i Bernheim. Liczę, że będzie najlepszym z tysiąca.

Informacje ogólne:
Piwo: Fundamental Observation
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Anaheim
Browar: Bottle Logic Brewing
Styl: słodki stout imperialny (Bernheim, Buffalo Trace, Four Roses & Heaven Hill Bourbon BA)
Alkohol: 14,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: 2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak już kiedyś mówiłem, uwielbiam styl Bottle Logic. Gdyby dodać do tej etykiety jaką grawerkę na butelce albo opakowanie, to byłoby doskonale.
9,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarna.
5/5
 
Piana
Błyskawicznie zredukowana do dość grubego pierścienia, ten jednak utrzymuje się dziarsko.
3,5/5
 
Zapach
Waniliowo-czekoladowa orgia. Genialny, genialnie intensywny aromat wanilii - zarówno takiej bezpośredniej, jak i będącej egzemplifikacją beczki po bourbonie - czekolady mlecznej bardzo wysokiej jakości, ziaren kakao, orzechów laskowych, melasy, marcepana, palonego ziarna. Bardzo możliwe, że najlepszy aromat piwa, z jakim się spotkałem, arcydzieło sztuki.
10/10
 

Smak
Nadąża za aromatem. Genialny. Gigantycznie intensywny, gigantycznie złożony i zbalansowany. Układ sił jest zbliżony - dalej pierwsze skrzypce to cudowna, wielowymiarowa wanilia oraz czekolada - ale jest odrobinę mniej słodko, wchodzi kawa i lekka goryczka dla zbalansowania słodyczy. Dalej jest, co mnie rozwala chyba najbardziej w tym wszystkim, bardzo bardzo orzechowo, chociaż żadnych orzechów tam nie ma. Na finiszu natomiast z impetem wchodzi bourbon, to piwo kończy się bardziej jak whiskey niż jak piwo, chociaż jednocześnie alkohol jest ukryty totalnie. Z każdym łykiem robi się coraz bardziej beczkowe i bourbonowe, nie tylko na finiszu, również w ustach. Z każdym łykiem jego złożoność się rozrasta. Jednocześnie bardzo szybko znika ze szkła - przy takim woltażu jest arcydziełem pijalności. Himalaje rozkoszy podniebienia, ani nie piłem, ani nie jadłem w życiu nic lepszego.
10/10

Tekstura
Cudowna gęstość, lepkość i idealne, symboliczne wysycenie, perfekcja.
5/5

10/10

No i tak się zdarzyło, że niejako u kresu swojej podróży odkrywam piwo na nowo. Fundamental Observation to zdecydowanie najlepsze, co piłem w życiu - śmiało powiem nawet, że wyraźnie przewyższa wszystko inne. To jest inny poziom, którego jeszcze nigdy nie odczułem. Pierwsze 10/10, jakie wystawiam, i od razu takie 10/10 bez większego zastanowienia - nie mogło być mowy o innej ocenie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że piw na poziomie FO - albo i wyższym - trochę na świecie istnieje, co daje mi sporego kopa do zagłębiania się w piwo jeszcze bardziej. To na dzisiaj tyle, rozgadam się mocniej i podsumuję wszystko w recenzji nr 1001. Przed Bottle Logic - klęczę.

czwartek, 11 stycznia 2018

Firestone Walker (Boulevard): Parabola

Nowy Rok rozpoczynam z grubej rury. Jeszcze jedno piwo z Firestone Walker Brewing Company, jeszcze jedno leżakowane w beczkach po bourbonie, jeszcze jedno mocarne, ale tym razem RIS i tym razem... uwarzone nie w browarze FW w Paso Robles, ale niejako kontraktowo w browarze Boluevard Brewing w Kansas. To wyjątkowa sytuacja - w 2017 roku Firestone się przebudowywał i nie miał wystarczająco dużo mocy przerobowych, by stworzyć Parabolę, postanowił więc stworzyć ją w innym browarze. W przypadku tak skomplikowanego piwa to trochę dziwna sprawa, ale udało się - zdaniem tak browaru, jak i oceniających konsumentów - nie gorzej niż w poprzednich latach. Parabola to 24. najlepiej oceniany stout imperialny świata na RB, jak i 34. piwo w ogóle. Tylko 8 tysięcy butelek z edycji 2017 wyszło na świat.

Informacje ogólne:
Piwo: Parabola
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Boulevard Brewing Company (Firestone Walker Brewing)
Styl: stout imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: 31,2%
Objętość: 355 ml
Warka: 2017
Cena: brak danych

Opakowanie
Od 2017 roku Firestone leje swoje ciężkie, beczkowe piwa w butelki o pojemności 355 ml zamiast dotychczasowych 650 ml. Szanuję mocno za tę decyzję, oby więcej browarów z USA szło tą drogą. Szata graficzna kartoniku i etykiety pozostała natomiast identyczna. 
9/10 

Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Raczej przeciętna, choć jak na beczkę nie jest źle.
2,5/5
 
Zapach
Piękne połączenie rozkosznej beczki po bourbonie - waniliowej, węglowej, bourbonowej, przypalanej, karmelowej, drzewnej, kokosowej - z kawowymi, czekoladowymi, palonymi nutami stoutu imperialnego. Klasyka w znakomitym wydaniu.
9,5/10
 
Smak
Jeszcze lepiej. W aromacie nieco za mocno dominowała nad piwem beczka, tutaj wyważenie jest po prostu perfekcyjne. Doskonale współgra cudowny, słodki charakter beczki po bourbonie z dość słodkim, czekoladowym RISem, zwłaszcza że nie następuje efekt przesłodzenia, goryczka jest taka w punkt. Alkohol ukryty genialnie, wszystko idealnie zbalansowane, muszę wystawić najwyższą ocenę.
10/10
 
Tekstura
Bez zarzutów.
5/5
 
9.5/10

Bombastyczne rozpoczęcie roku. Parabola to póki co najbardziej imponujące piwo FW, jeden z najlepszych RISów życia mego, jedno z najlepszych zastosowań beczki po bourbonie, piwo eleganckie, zbalansowane, złożone i intensywne, bliskie ideałowi. Doniosłe.

środa, 31 maja 2017

The Bruery: Colonel Kernel

Szansa na rehabilitację za rozczarowujące White Oak innym mocnym piwem. Colonel Kernel to wyjątkowo mocne barleywine z kukurydzą, leżakowane w beczce po bourbonie.

Informacje ogólne:
Piwo: Colonel Kernel
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Placentia
Browar: The Bruery
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 14,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2016 edition
Cena: 94,70 zł (63,13 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z bardziej udanych tego browaru.
9/10



 
Barwa
Miedziana, mocno mętne.
4/5

Piana
Obfita, ale ani gęsta, ani trwała.
2,5/5
 
Zapach
Cudowny ekstrakt z beczki po bourbonie. Totalna wanilia, karmel, toffi nawet bardziej niż karmel, trochę węglowego dębu, kokos, migdał, kakao i jeszcze więcej wanilii. Mógłby może być bardziej złożony (wiem, wymieniłem sporo różnych aromatów, ale wszystkie poza wanilią i toffi są niuansami), ale jest niesamowicie przyjemny.
9/10
 
Smak
Właściwie sytuacja się powtarza, choć wanilia odrobinę ustępuje miejsca czekoladzie i w ogóle nutom cięższym, również suszonych owoców. Bardzo to przyjemne, ale o dziwo na finiszu jest zaskakująco pusto. No i potężny alkohol trochę jednak jest wyczuwalny.
7/10
 
Tekstura
Oczekiwałbym większej gęstości po takim mocarzu, ale jest blisko ideału.
4,5/5

7.0/10

To drugie rozczarowanie The Bruery, choć zdecydowanie mniejszego kalibru niż w przypadku White Oak. Colonel Kernel ma zapach właściwie genialny, ale w smaku powtarza się ta sama tajemnicza historia - zaskakująca jak na taki browar i taki ekstrakt płaskość. Inaczej niż z White Oak, to piwo jest już bardzo przyjemne, ale nie warte ani swojej ceny, ani nadwyrężania sobie jego mocą żołądka i okolic. Potwierdza się moje przekonanie o barleywine'ach z The Bruery - znakomicie eksponują beczkę po bourbonie, ale strona słodowa wydaje się niemal zaniedbywana. Chyba będę się trzymał ich kwasów i stoutów/porterów.

sobota, 31 grudnia 2016

Baladin: Xyauyù 2012

Xyauyù, Xyauyù, Xyauyù... to już trzecie moje spotkanie z tą podserią piw, która wchodzi w skład serii Riserva Teo Musso. Póki co wszystkie trzy piwa były bezkompromisowo genialne, liczę więc i teraz na wiele, choć to jedyne piwo z serii, które beczek nie widziało. Doświadczenia z przeszłości mówią mi jednak, że mimo to musi być co najmniej wybitnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: 100 zł

Opakowanie
Skrzyni z Kentucky nie pobije, ale to chyba drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Do standardowej tuby i pięknej butelki doszła jeszcze genialna kompozycja kolorystyczna. Obłęd.
10/10

Barwa
Od bursztynu do brązu, mocno zmętnione, bardzo ładne, choć trochę chaotyczne.
4/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Potężne wino jęczmienne w pełnym tego słowa znaczeniu. Daktyle, rodzynki, jabłka, śliwki, śliwki suszone, dużo szlachetnego karmelu, toffi, orzechy, porto, porto, porto. Genialny.
9,5/10

Smak
Wspaniały, owocowo-karmelowy, słodki likier z nutką kwaskowatości, choć smak jest nieco uboższy od zapachu. Toffi, daktyle, rodzynki, słodkie, wzmacniane wino, skrajnie przypalony karmel. Zero nut alkoholowych, tylko lekkie pieprzne gryzienie na języku. W porównaniu z beczkowymi słodycz jest bardziej pohamowana, dzięki czemu pijalność jest dość wysoka jak na takie piwo.
9/10

Tekstura
Zero gazu, ale nadrabia wielką gęstością.
4,5/5

8.5/10

Chyba najbardziej rozkoszne rozczarowanie, jakie przeżyłem. Znakomite piwo, ale nie spodziewałem się (w sumie nie wiem czemu), że tak wyraźnie będzie odstawać od Xyauyù Fumé i Xyauyù Kentucky. Mimo wszystko tym razem powiedziałbym, że nie jest warte swojej ceny, zwłaszcza że jest ona niewiele niższa niż w przypadku wersji leżakowanych w beczkach.

poniedziałek, 26 września 2016

Baladin: Xyauyù Kentucky 2011

Trzecie spotkanie z hiperekskluzywnymi piwami z Birrificio Baladin, drugie spotkanie z serią Xyauyù. Xyauyù Fumè było jednym z najlepszych piw mojego życia, Terre 2010 również - nie da się ukryć, że mam gigantyczne oczekiwania. Można by się domyślać po nazwie, że tym razem wspaniałe barleywine trafiło do beczki po bourbonie - otóż nie! Kentucky nie odwołuje się do bourbonu, a do szlachetnego tytoniu o nazwie Kentucky, uprawianego w tym stanie od początku XVIII wieku (dziś nie tylko tam, a między innymi również we Włoszech), z którym to piwo leżakowało w dębowej beczce bez przeszłości. Tytoń Teo Musso pozyskał z farmy Giancarlo Guzzo w regionie Veneto, farmy zarządzanej od wielu pokoleń przez jedną rodzinę.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Kentucky 2011
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2011
Cena: brak danych

Opakowanie
Co tu dużo mówić, z czymś takim się jeszcze nigdy nie spotkałem i pewnie za prędko drugi raz nie spotkam. Przepiękna jak zawsze w tej serii butelka tym razem opakowana jest nie w blaszaną tubę, a w coś jeszcze lepszego - prawdziwą drewnianą skrzynię, wyłożoną w środku płóciennym materiałem. Ja pieprzę. Bezdyskusyjnie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Pińcet na dziesięć.
10/10

Barwa
Brunatno-miedziana, dość klarowne, jak ciemna brandy - piękność.
5/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Na pierwszym planie suszone i niesuszone owoce - śliwki, jabłka, gigantyczne ilości rodzynek. Karmel, wanilia, ziemistość, dąb, orzechy - i tytoń, bardzo wyraźny tytoń. Szlachetne nuty alkoholu, armaniakowe z lekka.
10/10

Smak
Gładkość tego trunku jest nieziemska. Zachowuje się tak łagodnie, jakby w ogóle nie było w nim alkoholu, a jednocześnie jest przepełniony smakiem. Orzechy, miód, karmel, jabłka, lekki dym, śliwki, rodzynki, drewno. Tytoń jest wyczuwalny, chociaż nie aż tak jak w zapachu. Słodkie bardzo, ale jest to niebiańska słodycz, nie muli. Długi, intensywny finisz. Eleganckie i rozkoszne.
9,5/10
 
Tekstura
Kompletnie bez gazu - minimalnie podbiłbym jeszcze gęstość.
4,5/5

9.0/10

Kto by się spodziewał - kolejne arcygenialne piwo. Mimo wszystko jak mam wybierać z tej dwójki na szybko, biorę Fumè, ale to praktycznie ten sam fenomenalny poziom. Tam smak był jeszcze doskonalszy, tutaj za to nie miałem prawie żadnych zastrzeżeń do tekstury. Unikalne przeżycie i po raz kolejny ściągam czapkę z głowy przed Teo Musso.

czwartek, 14 lipca 2016

Baladin: Xyauyù Fumè 2011

Zrecenzowanie siedmiuset piw, wyczyn który na nikim z branży raczej już nie robi wrażenia, zajęło mi niecałe trzy i pół roku. Prowadzę więc już swój skromny pamiętnik naprawdę długo i dopiero teraz to do mnie dotarło. Do tej pory postrzegałem tę swoją przygodę jako wciąż świeżą, tymczasem poświęciłem jej już wymierny kawałek swojego życia, a zwłaszcza dorosłego życia. Co bardzo mnie cieszy, wciąż się uczę. Coraz wolniej, ale za każdym razem, jak dochodzę do kolejnej okrągłej setki i patrzę 100 piw wstecz, stwierdzam, że przez ten czas dowiedziałem się o piwie sporo nowych rzeczy (nie tylko na drodze degustacji, również, a nawet przede wszystkim, na drodze piwowarstwa domowego i wymiany wiedzy i opinii z innymi osobami). Nie ma się co rozpisywać, lepiej kontynuować marsz do tysiąca.

Zawsze na okrągłe recenzje wybieram piwa maksymalnie wyjątkowe. Nie inaczej było, kiedy trochę ponad dwa lata temu świętowałem recenzję dwusetną - sięgnąłem wówczas po najdroższe piwo, jakie przyszło mi kupić, Terre 2010 z serii Riserva Teo Musso z Birrificio Baladin. To arcygenialne barleywine leżakowane w beczkach po czerwonym winie okazało się jednym z dosłownie kilku najlepszych piw, jakie miałem okazję wypić w życiu - jeśli chodzi o sam smak, to większe wrażenie zrobiło na mnie chyba tylko jedno, Beer Geek Brunch Weasel. Dziś - po dokładnie pięciuset wypitych piwach - powracam do tych wspomnień, powracam do szlachetnej serii Teo Musso. Powracam i do browaru Baladin, z którym nie miałem styczności już od listopada 2014 roku. Xyauyù Fumè to jedno z kilku piw z podserii Xyauyù. Jest to barleywine w stylu tradycyjnym (czyli angielskim), leżakowane w beczkach po whisky z wyspy Islay (bardzo szkoda, że nie udało mi się dowiedzieć, jakiej whisky konkretnie - po degustacji strzelam, że Bunnahabhain). Zajmuje czternaste miejsce w klasyfikacji barleywine wszech czasów ratebeeru.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Fumè
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Islay Whisky BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2011
Cena: brak danych

Opakowanie
Terre było chyba najlepiej opakowanym piwem, jakie widziałem. Fumè, opakowane identycznie w blaszaną tubę i fenomenalną butelkę, tylko utrzymane szaro-czarnej kolorystyce, z trudem strąca Terre z pierwszego miejsca. Przepiękny widok.
10/10
Barwa
Pod światłem wychodzą na jaw niezbyt eleganckie kawałki osadu, ale tak bez lupy to jest piękne, brunatno-bursztynowe, przypomina brandy de Jerez.
4,5/5

Piana
Nie istnieje. Niby browar sam o tym informuje, niemal się tym chwaląc, ale nie jest to tak mocne piwo, by piany z założenia nie powinno być.
0/5

Zapach
Wanilia, dębowa beczka, owoce pod tyloma różnymi postaciami, że może się zakręcić w głowie - śliwki, gruszki, rodzynki, mnóstwo rodzynek - brandy, skórka chleba, potwornie szlachetny karmel, jeszcze więcej wanilii, czekolada, ciastka maślane, kandyzowany cukier. A gdzie dym? Ano gdzieś daleko w tle, są bardzo wyraźne nuty whisky, ale raczej takiej słodowej, zaokrąglonej niż ostrej, torfowej whisky z Islay - ale co z tego? Genialny aromat, genialny.
10/10

Smak
O boże. Od pierwszego łyku przypuszcza zmasowany atak wspaniałej słodyczy, pod którą kryją się cuda najrozmaitsze. Karmel, taki mocno przypalony, rodzynki, skórka chleba, jabłecznik, przypieczone ciasto, szlachetne nuty alkoholowe a la zacna brandy lub porto, śliwki suszone, figi suszone i daktyle, nuty wina wzmacnianego. Lekko słonawy posmak kieruje wzrok w stronę Islay. Tak, na finiszu po raz pierwszy pojawia się torf. Wspaniały trunek, wino jęczmienne w pełnym tego słowa znaczeniu. 
10/10

Tekstura
A jednak się przyczepię. Że nie ma ani grama gazu, to fajnie, ale jak dla mnie brakuje ciała i tyle.
3/5

9.5/10

Genialne piwo, które godnie uczciło siedemset recenzji. Drugie już piwo z Riserva Teo Musoo (na dwa) zgarnia u mnie dublet dziesiątek za zapach i smak - sztuka ta udała się tylko siedmiu innym piwom, ostatni raz prawie dwa lata temu. Xyauyù Fumè jest z nich wszystkich natomiast najmniej udane przez niesatysfakcjonującą teksturę. Dziwna sprawa, ale naprawdę zabrakło mi gęstości. Tak ogólnie to piwo jest gęste, ale nie dość gęste jak na trunek bez ani grama gazu. Dlatego jak Terre to top 5 moich piw ever, tak Xyauyù Fumè - "tylko" top 20 (muszę też dodać, że nawet nie licząc tekstury, Terre wywarło na mnie jeszcze większe wrażenie).

poniedziałek, 23 listopada 2015

The Bruery: Smoking Wood

Na sześćsetną degustację, jak zwykle na okrągłą, musiałem wybrać coś specjalnego. Opcji było tym razem wyjątkowo sporo, mam w zanadrzu parę piw zapowiadających się zjawiskowo i wybór był trudny. Padło na to, które wydaje się najbardziej schlebiać moim gustom - wędzony żytni porter imperialny, leżakowany w beczkach po bourbonie z kalifornijskiego browaru The Bruery. Do tego 14% alkoholu i prawie 100 zł za butelkę (co prawda 750 ml), rocznik 2014. Chyba się nada?

Informacje ogólne:
Piwo: Smoking Wood
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Placentia
Browar: The Bruery
Styl: wędzony żytni porter imperialny (Bourbon BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: z 2014 roku
Cena: 97,80 zł (65,20 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Monumentalna butelka i monumentalna etykieta, kapsel też niczego sobie. Etykieta bardzo dopasowana estetycznie do koncepcji piwa. Świetne.
9/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Bardzo obfita jak na taką moc i beczki, również całkiem gęsta, acz bardzo szybko redukuje się do pierścienia i nieznacznych pozostałości na środku tafli.
2,5/5
 
Zapach
Piekielnie intensywny fenomen - rdzeniem aromatu są esencjonalne nuty palonego i czekoladowego słodu, kawowo-czekoladowo-orzechowe, likierowe; rdzeń okolony jest zaś przez wyraźną, ale nie dominującą, raczej drzewną niż torfową wędzonkę oraz waniliową dębinę, zdradzającą, że miała styczność z jakimś raczej słodkim destylatem. Wyczuwalna jest również charakterystyczna nuta słodu żytniego, która zagęszcza aromat jeszcze bardziej. Koniec końców wszystkie elementy koncepcji piwa ujawniają się w tym zapachu, jest olśniewający, choć jeszcze nie idealny.
9,5/10
 
Smak
Zdradza odrębność od stoutu imperialnego, ma zdecydowanie słodki profil, kieruje się mocno w stronę czekolady bardziej niż kawy, choć czekolady bardzo ciemnej; tort orzechowy, dalej umiarkowana i dalej wyraźna wędzonka (zajmuje gdzieś tak 1/5 - 1/4 wrażeń), dalej wanilia typowa dla dębu i duch bourbonu; przebijają się delikatne nuty alkoholowe, ale szlachetne; bardzo stonowana goryczka, by podkreślić porterowość piwa. Połączenie słodyczy porterowej, czekoladowej ze słodyczą dębowej beczki daje cudowny efekt. Żyto podkręca intensywność, gęstość smaku do niemożliwości. Fantastyczne piwo, zabrakło mi tego czegoś do pełni szczęścia, ale fantastyczne.
9,5/10

Tekstura
Żyto zrobiło swoje, piwo jest niebywale gęste - niebywale przyjemnie gęste. Do tego symboliczne, ale obecne wysycenie i mamy ideał.
5/5

9.0/10

Uff, chyba dobrze wybrałem. Nie jest to bardzo ścisła czołówka pitych przeze mnie piw - i w zapachu, i w smaku zabrakło mi jeszcze jakiejś wisienki na torcie - ale nie patrząc na kwestie wizualne walczyłoby o top 30. Cudowne piwo, a teraz czas wejść w siódmą setkę.

środa, 21 maja 2014

Revelation Cat (Ramsgate): Speed King

Imperator Bałtycki z Pinty pozostaje czwartym najlepszym piwem na blogu odkąd go spróbowałem, czyli od pięciu miesięcy. Był to jak dotąd jedyny porter imperialny, z jakim się zetknąłem i dzisiaj się to zmieni - oto przede mną najpotężniejsze piwo z Revelation Cata, jakie wpadło mi w ręce. Alex Liberati trochę dosadniej niż Pinta rozumie imperializm i nie tylko przekroczył dziesięć procent alkoholu, ale i dobił do czternastu. Jak dotąd aż tak mocne piwa trafiały mi się jedynie z BrewDoga, zobaczymy, jak ktoś inny radzi sobie z taką mocą.

Informacje ogólne:
Piwo: Speed King
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone przez włoski browar kontraktowy
Region: South East England
Miasto: Ramsgate
Browar: Ramsgate Brewery (Revelation Cat)
Produkowane od: 2013
Styl: porter imperialny
Alkohol: 14%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie  
Klasyczne opakowanie Revelation Cata. Piwo zaliczone oczywiście do serii "imperialnych". Etykieta informuje, że ma być maksymalnie goryczkowo i nie za słodko. Ciekawe - stouty imperialne z BrewDoga zwykle miały w sobie dość dużo słodyczy.
9/10

Barwa
Oczywiście całkowicie czarne i tym samym piękne, dostojne. 
5/5

Piana
Nalewa się niemalże bez piany, choć cieniutki kożuch udaje się wytworzyć, szybko jednak redukuje się on do pierścienia, ten przynajmniej trochę się utrzymuje - bardzo marnie pod tym względem.
1,5/5

Zapach
Jest bardzo intrygujący, trochę słodki, ale też w dużej mierze zdaje się wręcz pikantny, przyprawowy, dużo wanilii, lukrecji, a również czarnych i czerwonych owoców, nieco chmielu, wybitnie przyjemny, bardzo udany.
9/10

Smak
Niesamowicie złożone, na samym początku dostajemy trochę słodyczy, później powraca pikantność, na przełyku wkracza chmielowa, porządna goryczka. Pierwsze chwile finiszu to cudowne doznania z akcentami czekoladowymi w roli głównej - po chwili następuje przyjemne rozgrzanie w przełyku; jeśli nie trzymamy go w ustach zbyt długo, alkoholu doświadczymy jedynie poprzez to rozgrzanie; na dalszym finiszu nuty klasycznie chmielowe. Wyśmienite, choć jeszcze odrobinę brakuje do ideału.
9,5/10

Tekstura
Nie da się przyczepić - wysycenie jest niskie, a gęstość wysoka, co daje bezbłędny efekt w połączeniu ze smakiem.
5/5

8.5/10

To kolejne rewelacyjne piwo z tego browaru, blisko najlepszego - wyłożyło się na pianie, pozostałe elementy oceniłem identycznie jak w przypadku Death Star. Rewelacyjnie ukryty alkohol i bardzo dużo przyjemnych niuansów. Informacja na etykietach mija się jednak trochę z rzeczywistością - ani wcale tak gorzko nie było, ani słodycz nie była mała.

poniedziałek, 3 marca 2014

BrewDog: Mix Tape 8

I jeszcze jedno piwo z BrewDoga - namnożyło się ich ostatnio, ale to dzisiejsze jest szczególne. Za sprawą szkockiego browaru właśnie miałem już okazję pić blendy, znaczy się mieszanki dwóch, a nawet trzech piw, ale za jednym i drugim razem były to połączenia piw tego samego stylu. Tutaj Szkoci robią coś naprawdę niecodziennego - łączą ze sobą przerobionego na modłę amerykańską tripla, czyli coś, co można nazwać belgijskim India Pale Ale, z imperialnym (jak mówią - potrójnym) India Pale Ale. To jeszcze nie koniec historii, bo szalenie istotny jest też fakt, że oba piwa przed zmieszaniem były leżakowane przez prawie dwa lata w beczkach po szkockiej whisky zbożowej (single grain) - czyli tak samo jak single malt niemieszanej, ale wyrabianej przynajmniej po części ze słodu innego niż jęczmiennego. Wyjątkowo rzadko w porównaniu z innymi gatunkami whisky się ją spotyka, kojarzy się bardziej z uczestnictwa w procesie tworzenia blendów. W Polsce na granicy osiągalności. Jakby jeszcze było mało, to piwo (jak już wypiję) uplasuje się na siódmym miejscu najmocniejszych, jakie piłem w życiu i co najmniej w pierwszej piątce najdroższych.

Informacje ogólne:
Piwo: Mix Tape 8
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale (Single Grain Scotch Whisky BA)
Alkohol: 14,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Butelka zapakowana w piękne pudełeczko, a na nim - na trzech ścianach - bardzo ładna, artystyczna wizja niejakiej Johanny Basford i na czwartej opis piwa. Etykietę na samej butelce pokrywa już wyłącznie owa artystyczna wizja. Firmowy kapsel. Gustownie, wybitnie niesztampowo i ekskluzywnie - cudo.
10/10

Barwa
Przepiękna, bursztynowo-miedziana barwa, całkowicie klarowne, do tego ładnie ulatujący gaz. 
5/5

Piana
Dość mizerna, niezbyt obfita i bardzo nietrwała, szybko spada do resztek i pierścienia, a po paru minutach nie ma jej już wcale. 
2/5

Zapach
Bardzo intensywny, dość słodki, na pierwszym planie nuty wybitnie imperialnego India Pale Ale, do tego trochę cukierkowości, mocy, owoców, faktycznie może skojarzyć się z whisky; można dopatrywać się nut belgijskich, ale to niełatwe - bardzo ciekawe, może tylko odrobinę ciekawsze niż przyjemne, jednak na duży plus. 
8,5/10

Smak
W smaku jest jeszcze lepiej - pierwsze, co rzuca się w oczy, to prawdziwie zadziwiające ukrycie alkoholu, nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałem się z lepszym, absolutnie nie sprawia wrażenia tak mocnego - bardzo dostojne, słodkie, owocowo-chmielowe z wyraźnymi nutami starzenia; na finiszu bardzo mocna, ale też piekielnie krótka goryczka, nawet nieco za bardzo, choć ogólnie finisz jest długi - świetne, eleganckie, ale do ideału trochę brakuje. 
9/10

Tekstura
Dość dobrze współpracuje z intensywnością smaku, choć jednak odjąłbym trochę wysycenia.
4/5

8.0/10

Mimo bardzo wysokiej oceny muszę mówić o rozczarowaniu. Cała sytuacja brzmiała lepiej niż piwo ostatecznie smakowało. Przemawia za nim na pewno zupełna niesztampowość - jeszcze takiego nie piłem i nie sądzę, by łatwo było dostać coś w tym guście. Liczyłem jednak, że będę mógł się teraz rozpływać w zachwytach - niestety, ani za tę jakość, ani za tę cenę, choć, powtarzam, piwo świetne, eleganckie.