Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielskie barleywine. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielskie barleywine. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 kwietnia 2018

Baladin: Xyauyù Barrel 2010

Tysiąc już dawno za mną, ale ta być może jeszcze ważniejsza recenzja, tysiąc pierwsza, właśnie przede mną. Czemu ważniejsza? Takie sentymenty - zdarzyło się bowiem, że bardzo ważną rolę w rozwoju mojego zainteresowania piwem na jego wczesnym etapie była książka "1001 piw, których warto spróbować" - pozycja niedopracowana, nie do końca logiczna w swoim układzie, ale mimo wszystko bardzo wartościowa nawet dziś, a w styczniu 2012 roku - zawracająca w głowie polskiemu miłośnikowi piwa ogromem prezentowanych dóbr.

Jak przy tysięcznej recenzji postanowiłem pójść maksymalnie w jakość, tak tutaj połączyłem spodziewaną ogromną jakość z pewnymi walorami sentymentalnymi. Nigdy bowiem nie zapomnę Terre 2010 z Baladin - piwa, które chyba jako pierwsze naprawdę urwało mi mózg swoimi walorami, sprawiło że odpłynąłem w rejony dotąd mi nieznane, jeśli chodzi o przyjemność z picia lub jedzenia. Xyauyù Barrel to według ratebeera najdoskonalsze piwo z tego browaru, szóste najlepsze barleywine świata i w końcu najlepsze włoskie piwo - rzecz też dla mnie nie bez znaczenia, bo Włochy to drugi najważniejszy kraj mojego życia. Wersja Barrel to Xyauyù leżakowane w beczce po rumie.

Miałem się w tym miejscu zdobyć na grubsze podsumowanie statystyczne tego tysiąca, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że lepiej poświęcić więcej czasu na planowanie przyszłości i będę się streszczał.

Jeśli chodzi o miejsce uwarzenia piwa, było mi dane recenzować trunki z dwudziestu dziewięciu krajów. Znaczną większość z nich stanowią kraje europejskie, ale co najmniej jednego reprezentanta dostały Afryka, Ameryka Północna i Środkowa, Australia i Azja, czyli wszystko poza Antarktydą i Ameryką Południową. Najwięcej naturalnie było Polski - od początku bloga udział polskich wyrobów w moim spożyciu oscylował w okolicach jednej trzeciej, skończyło się na 383 piwach na 1000. Na drugim miejscu Belgia (120) i zaraz dalej USA (108), później Szkocja (89), Anglia (72), Niemcy (68), Włochy (43), Czechy (21), Holandia (20), Norwegia (18) i Irlandia (12). Reszta to drobnica.

Patrząc z punktu widzenia "duchowego" pochodzenia piwa, wygląda to odrobinę inaczej, a główną zmianą jest duża ilość piw duńskich - przyczyną jest to, że dużo piłem Mikkellera, który w Danii raczej nie warzy. Z tego względu drugie miejsce po Polsce (391) zajmuje już USA (119), dalej Belgia (93), Szkocja (89), Niemcy (69), Anglia (65), Włochy (51), Dania właśnie (49), Holandia (22), Irlandia (13) i Szwecja (10). Do dwudziestu dziewięciu krajów z poprzedniego ujęcia trzeba tutaj dodać Brazylię (wyjazdowe kooperacje ze Szwedami), ale odjąć Mauritius (miałem okazję bowiem wypić warzonego na Mauritiusie Guinnessa, a więc piwo mauritiuskie tylko fizycznie).

Długo zastanawiałem się, czy mając do wyboru tylko jeden kraj, z którego mogę pić piwo, wybrałbym Belgię, czy Wielką Brytanię albo nawet samą Anglię. Po jakimś czasie zdecydowałem się, że Belgię, a następnie otworzyłem się na piwa z USA i również piwa z USA otworzyły się na mnie, tzn. zaczęły się częściej pojawiać w Polsce. Spowodowało to, że mimo swojej eurofilii musiałem Stanom pozwolić zdominować moje rankingi, szczególnie po przywiezieniu wielu świetnych butelek z podróży do Kalifornii. Najlepsze póki co piwo mojego życia to piwo amerykańskie, w top 4 tylko jedno amerykańskie nie jest - a przecież bardzo wielu gigantycznych piw zza oceanu jeszcze nie próbowałem, z klasyką europejską będąc zapoznanym dość dobrze.

Walka o tytuł mojego ulubionego stylu była zaciekła. Ostatecznie muszę go przyznać RISowi leżakowanemu w beczce po bourbonie, ale nie zmieniło się to, że nie ma stylu, którego w dobrej interpretacji bym nie uwielbiał. Kocham RISy, BW, quadruple, lambiki, portery bałtyckie, ale podniecam się również na myśl o dobrze uwarzonym hellesie, doppelbocku, szkockim ale, saisonie czy schwarzbierze.

Ulubiony browar? To się nie wykrystalizowało. Jestem pod ogromnym wrażeniem Cantillon, Firestone'a Walkera, AleSmitha, Szałpiwu, Baladin, Russian River, Lost Abbey, Alchemista, Rocheforta, Mikkellera, Buxton, 3 Fonteinen, Westvleteren, Schlenkerli, a także Bottle Logic, mimo że z powodu tylko jednego piwa. Może nie uważam za genialne, ale uwielbiam i jestem ogromnie wdzięczny Pincie, BrewDogowi, Kormoranowi, Chimay, AleBrowarowi i wielu innym. Szkoda wymieniać, zwłaszcza gdy kompleksowe ujęcie poszczególnych browarów będzie moim celem od dzisiaj. Zmieniam nieco koncepcję, potrzebuję świeżości. Pojedyncze recenzje staną się mocno uproszczone i będą raczej stanowić elementy w miarę szerokiego ujęcia poszczególnych browarów.

Zakończę jednak ten odcinek tej pięknej podróży w starym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù Barrel 2010
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Rum BA)
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2010
Cena: brak danych

Opakowanie
Drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem (drugie obok... Xyauyù Kentucky) - spektakularna skrzynka i olśniewająca butelka.
10/10

Barwa
Typowe mętne Xyauyù. Różne odblaski brązu, miedzi i bursztynu w zależności od światła.
4/5
 
Piana
Brak.
0/5
 
Zapach
Olśniewający. Czekolada, melasa, cukier kandyzowany, suszone i kandyzowane owoce (daktyle, śliwki, rodzynki), szlachetny beczkowy alkohol, karmel, marcepan, jeszcze więcej czekolady. Dość istotnie różni się od innych piw z serii, jest jeszcze bardziej genialne - aromat perfekcyjny.
10/10

Smak
Nie jest aż tak dobry jak aromat - odrobinę mniej złożony - ale też fantastyczny. Jeszcze mocniej idzie w tę czekoladę, jeszcze mocniej w rum, karmel, melasę, tematy cukrowe generalnie. Obrywa się za to odrobinę tym przepięknym suszonym owocom z aromatu. Fascynujące - w ustach czuć raczej beczkę, na finiszu pojawia się subtelne, ale bardzo ewidentne ukłucie rumu. Bardzo słodkie, butelka zdecydowanie do podziału w przestrzeni albo w czasie, tym niemniej wyśmienite.
9,5/10
 
Tekstura
Totalnie bez gazu - standardowo trochę mi go tu jednak brakuje, bo wcale nie jest to piwo maksymalnie gęste.
4/5

9.5/10

Dobrze wybrałem. Jeszcze jedno genialne piwo z Baladin. Bardzo ciężko mi się było zdecydować, ale chyba jednak Fumè podeszło mi minimalnie bardziej. Minimalnie. Możliwe, że trochę już za stary rocznik, może świeższe nie miałoby tych leciutkich braków w intensywności smaku i byłoby idealne.

Dziękuję sobie i wszystkim czytelnikom (nawet tym, którzy tylko zerkali na zdjęcia i ocenę) za te 1001 piw. Było pięknie.

wtorek, 26 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Deliverance

Lost Abbey czy też Port Brewing to obecnie bardzo silny kandydat do tytułu mojego ulubionego browaru świata. Serpent's Stout i Angel's Share leżakowany w beczkach po bourbonie to chyba dwa moje ulubione piwa tego browaru. Deliverance to blend SS Bourbon BA i AS Brandy BA. Zapowiada się cudownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Deliverance
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: hybryda stout imperialny (Bourbon BA) + angielskie barleywine (Brandy BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 81 zł (108 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle genialne.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt potężna, ale jest.
2,5/5

Zapach
Piękny, złożony, intensywny aromat z dominującymi nutami beczki po bourbonie (kokos, marcepan, wanilia, trochę też cynamonowo) oraz słodu - praliny, suszone owoce, kawa.
9,5/10

Smak
Jeszcze wspanialsze, jeszcze bardziej intensywne. Doskonałe wyważone połączenie... no właśnie, RISa, BW i beczki po bourbonie, czyli tym, czym to piwo jest. Kokos, migdał, marcepan, czekolada, kawa, karmel, suszone owoce, daktyle, orzechy, wanilia, szlachetny alkohol. Cudownie złożone i przepyszne, dość słodkie, ale odpowiednio skontrowane, z doskonale ukrytym alkoholem.
9,5/10

Tekstura
Trochę mniej gazu, trochę więcej ciała - tego bym chciał.
4/5

9.0/10

Wybitne piwo, może zabrakło mu jakiejś iskry bożej do wyższej oceny, ale wybitne. I w dodatku bardzo interesujące, bo faktycznie można je potraktować jako hybrydę RISa z BW, zachowuje nie zlewając ich w jedno sztandarowe cechy obu stylów, łącząc je cudowną beczkowatością. Nie jest tanie - nawet jak na Lost Abbey drogie - ale doprawdy warte tych pieniędzy, no chyba że obok na półce stoi Angel's Share Bourbon BA i mamy pieniądze tylko na jedno z nich.

niedziela, 17 grudnia 2017

Firestone Walker: §ucaba

Kolejne piwo z zacnej serii Vintage zacnego kalifornijskiego browaru Firestone Walker, kolejne ciężkie ale leżakowane w beczkach po bourbonie. Jak Stickee Monkee było quadruplem (aczkolwiek mocno idącym w BW), tak tutaj już mamy typowe angielskie barleywine. Dziwna nazwa piwa to pokłosie sporu prawnego - wcześniej nazywało się Abacus, lecz sąd zasądził, że nazwa ta jest zastrzeżona.

Informacje ogólne:
Piwo: Sucaba
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Paso Robles
Browar: Firestone Walker Brewing
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 13,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 650 ml
Warka: 2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Identyczne jak w przypadku Stickee Monkee, z nieco zmienioną kolorystyką, znakomite. 
9/10 

 

Barwa
Miedź wpadająca w bardzo jasny brąz, lekko mętne, ładne.
4/5

Piana
Nieobfita, średnio gęsta, szybko redukuje się do grubego pierścienia.
2,5/5

Zapach
Rozkoszny związek angielskiego barleywine z beczką po bourbonie. Suszone i kandyzowane owoce na pierwszym planie, dalej karmel, toffi, marcepan, wanilia, wiórki kokosowe, dąb. Znam ja ci piękniejsze oblicza Bourbon BA, ale to tak czy inaczej jest piękne.
9/10

Smak
Wjeżdża tu zachwycająca słodycz oparta na toffi, karmelu, wanilii i marcepanie; kontruje je całkiem niemała goryczka i nieco zbyt intensywny, choć szlachetny alkohol. Znakomite, pyszne, dobrze ułożone piwo, ciężko mówić o geniuszu, ale znakomite.
9/10

Tekstura
Całkiem sporo gazu, ciut za dużo.
4/5

8.5/10

Zdecydowanie nie tak znamienite jak Stickee Monkee, aczkolwiek wciąż wyśmienite piwo. Na pewno jednak nie jest to coś, czego byśmy absolutnie nie mieli w Europie - mamy i to raczej taniej, więc za Sucabą tęsknił przesadnie nie będę (zwłaszcza że mam drugą butelkę w piwnicy).

sobota, 9 grudnia 2017

Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht: Kord Whiskey Barrel Aged

Zdarzy się czasem, że browar o reputacji góra niezłej stworzy jedno z najlepszych piw w kraju, tak jak z rzadka niezłemu z zasady malarzowi, reżyserowi czy muzykowi wychodzi jedno i tylko jedno arcydzieło wśród mnóstwa dzieł niezłych. Tym browarem jest być może piotrkowski Jan Olbracht - jego Kord, leżakowany w beczkach po whiskey quadrupel skrzyżowany z barleywine (czy też, jak chcą twórcy, quintupel), to w tym momencie na ratebeerze 18. najlepsze polskie piwo i 14. najlepszy quadrupel świata. Będzie to jakaś reminiscencja Buby, cień jej ledwie czy też może piwo zupełnie inne?

Informacje ogólne:
Piwo: Kord Whiskey Barrel Aged
Kraj: Polska
Województwo: łódzkie
Miasto: Piotrków Trybunalski
Browar: Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht
Styl: angielskie barleywine (Whiskey BA)
Alkohol: 12%
Ekstrakt: 26%
Objętość: 330 ml
Warka: do 24.03.2018 r.
Cena: brak danych 

Opakowanie
Bardzo gustowne, godne wielkiego piwa. Rzadko spotykany kształt butelki, trochę na styl włoski.
8,5/10


 
Barwa
Ciemny bursztyn wpadający w miedź, dość jasne jak na quada.
3,5/5
 
Piana
Znikoma, bardzo.
1,5/5
 
Zapach
Ciężki, słodowy zapach z estrami belgijskich drożdży - chleb, pumpernikiel, rodzynki, czerwone owoce, szlachetny alkohol, chyba błysk kole. Jest też jakaś nuta, która nie do końca mi gra, ale i tak jest bardzo ładnie.
8,5/10
 
Smak
Masywne, słodkie, wyklejające, dużo chleba, toffi, suszonych owoców (figi, rodzynki, jabłka, śliwki), wyraźna nuta waniliowej słodyczy od whiskey. Sporo w nim barleywine'a, może nawet więcej niż quada. Arcyprzyjemne, piękne piwo.
9/10

Tekstura
Ciut większa gęstość nie zawadziłaby.
4,5/5

8.5/10

Nie, oczywiście nie ma startu do najlepszej z Bub, ale też jest to zupełnie inne piwo. Quintuple nasuwa najmocniejsze skojarzenia z quadem, a jednak dużo więcej tu moim zdaniem angielskiego BW, co zresztą nie kłóci się z wizją browaru i etykietą. Znakomite piwo w każdym razie, może nie ścisła polska czołówka, ale czołówka.

czwartek, 23 listopada 2017

Baladin: Lune 2012

Powrót do Riserva Teo Musso to dla mnie zawsze duże wydarzenie. Terre 2010 dostarczyło mi jednego z największych zachwytów w moim wczesnym piwoznawczym życiu, a obie wersje Xyauyu - jednych z największych zachwytów w w piwoznawczym życiu dojrzałym. Dzisiaj coś jeszcze innego - Lune to również barleywine, podobnie jak Terre leżakowane w beczkach po winie włoskim, ale tym razem po białym.

Informacje ogólne:  
Piwo: Lune 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine (Italian White Wine BA)
Alkohol: 11,5%
Ekstrakt: 25%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: brak danych

Opakowanie
Z czterech rezerw Teo Musso to piwo ma opakowanie najmniej ujmujące, przy czym i tak jest to bezsprzeczne 10/10.
10/10

 
Barwa
Trochę błotkowo wygląda, ale jeszcze w porządku.
2,5/5
 
Piana
Tradycyjnie brak.
0/5
 
Zapach
Piękna paleta przeróżnych aromatów: karmel, pumpernikiel, miód, mleczna czekolada, toffi, suszone figi, daktyle, kokos, wanilia, marcepan... pachnie bardziej jak z beczki po bourbonie niż jak z beczki po winie, tak czy inaczej jest to fantastyczny aromat.
9,5/10
 
Smak
Tutaj minimalnie wyczuwalna jest rola białego wina, ale ciągle dominują te barleywine'owe nuty z aromatu, w porównaniu z zapachem nieco uproszczone i o nieco powściągniętej intensywności.
8,5/10
 
Tekstura
Główny mankament - przy ekstrakcie 36 plato totalny brak gazu był akceptowalny, natomiast tutaj już doskwiera płytkość fakturalna.
2/5

7.5/10

Nie da się ukryć rozczarowanka. Aromatem to piwo dorównało prawie największym piwom z Baladin, ale już smak był mniej imponujący i jeszcze ściągnięty w dół przez płaskość tesktury. Mimo wszystko to bardzo, bardzo dobra rzecz. Tyle że ponad stu złotych już tak umiarkowanie warta.

środa, 6 września 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged

Wielki to dla mnie wieczór. Jeśli ktokolwiek czyta tego bloga regularnie, to wie, że jestem wielkim miłośnikiem Lost Abbey, jak i wielkim miłośnikiem barleywine. Otóż przede mną piwo, które na RB jest najlepszym z ponad dwustu piw tego browaru, nie licząc czterech piw wycofanych z produkcji i Cable Cara, który wprawdzie jest w dalszym ciągu warzony, ale rozchodzi się błyskawicznie i na aukcjach lata po kilkaset dolarów. To również trzecie najlepiej oceniane barleywine świata, a trzeba dodać, że drugie ma tylko 16 ocen, więc po prawdzie średnio się liczy. Angel's Share to określenie ze świata destylatów, oznaczające część destylatu, która w trakcie leżakowania w beczkach wyparowuje. A piwo jest angielskim barleywine leżakowanym w beczkach po bourbonie właśnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Angel's Share Bourbon Barrel-Aged
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 110 zł (146,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z najpiękniejszych, może i najpiękniejsze Lost Abbey. A to mówi BARDZO wiele.
10/10


 
Barwa
Ciemny brąz, chyba dość mętne.
3,5/5

Piana
Marniutka - ledwo się jakaś tworzy i zaraz redukuje do pierścienia.
2/5

Zapach
Potężny splot bogatej słodowości (czekolada, karmel, suszone śliwki, suszone figi, daktyle, cukier kandyzowany) z niesamowitymi aromatami beczki: piękna wanilia, drewno, węglowość, wiórki kokosowe, marcepan. Genialny.
10/10

Smak
Cudownie rozprzestrzeniają się na podniebieniu te nuty z zapachu. Przewodzi mocno przypalony karmel, rozkoszna chlebowość i beczka po bourbonie, nawet bardziej kokosowa niż waniliowa. Do tego szczypta czekolady, szlachetnego bourbonu, zwęglonego drewna. Słodkie, ale nie przesadnie, z wyraźnie zaznaczoną kontrą goryczki. Genialne, genialne, genialne.
10/10

Tekstura
Minimalnie za dużo gazu.
4,5/5

9.5/10

Te momenty, gdy efekt dogania oczekiwania, mimo że były skrajnie wygórowane. To fenomenalne, genialne piwo, które wskakuje na moje życiowe podium. Najlepsze barleywine? Tak. Najlepsze Lost Abbey? Również. Najlepszy przykład użycia beczki po whiskey? A nie, Buba Extreme ciągle górą. Czarowne piwo.

środa, 31 maja 2017

The Bruery: Colonel Kernel

Szansa na rehabilitację za rozczarowujące White Oak innym mocnym piwem. Colonel Kernel to wyjątkowo mocne barleywine z kukurydzą, leżakowane w beczce po bourbonie.

Informacje ogólne:
Piwo: Colonel Kernel
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Placentia
Browar: The Bruery
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 14,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2016 edition
Cena: 94,70 zł (63,13 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jedno z bardziej udanych tego browaru.
9/10



 
Barwa
Miedziana, mocno mętne.
4/5

Piana
Obfita, ale ani gęsta, ani trwała.
2,5/5
 
Zapach
Cudowny ekstrakt z beczki po bourbonie. Totalna wanilia, karmel, toffi nawet bardziej niż karmel, trochę węglowego dębu, kokos, migdał, kakao i jeszcze więcej wanilii. Mógłby może być bardziej złożony (wiem, wymieniłem sporo różnych aromatów, ale wszystkie poza wanilią i toffi są niuansami), ale jest niesamowicie przyjemny.
9/10
 
Smak
Właściwie sytuacja się powtarza, choć wanilia odrobinę ustępuje miejsca czekoladzie i w ogóle nutom cięższym, również suszonych owoców. Bardzo to przyjemne, ale o dziwo na finiszu jest zaskakująco pusto. No i potężny alkohol trochę jednak jest wyczuwalny.
7/10
 
Tekstura
Oczekiwałbym większej gęstości po takim mocarzu, ale jest blisko ideału.
4,5/5

7.0/10

To drugie rozczarowanie The Bruery, choć zdecydowanie mniejszego kalibru niż w przypadku White Oak. Colonel Kernel ma zapach właściwie genialny, ale w smaku powtarza się ta sama tajemnicza historia - zaskakująca jak na taki browar i taki ekstrakt płaskość. Inaczej niż z White Oak, to piwo jest już bardzo przyjemne, ale nie warte ani swojej ceny, ani nadwyrężania sobie jego mocą żołądka i okolic. Potwierdza się moje przekonanie o barleywine'ach z The Bruery - znakomicie eksponują beczkę po bourbonie, ale strona słodowa wydaje się niemal zaniedbywana. Chyba będę się trzymał ich kwasów i stoutów/porterów.

piątek, 12 maja 2017

De Molen: Weer & Wind

Weer & Wind, tradycyjne barleywine leżakowane w beczce po bourbonie, to bez wątpienia jeden z kandydatów na chef d'oeuvre holenderskiego browaru. Na RB wyprzedza je parę stoutów imperialnych, natomiast jeśli chodzi o barleywine'y, to najlepiej ocenianej piwo z Młyna i dwudzieste czwarte najlepsze na świecie. Zdradzę, że piłem je już na grupowej degustacji w listopadzie i było fantastyczne, więc to dla mnie taka trochę degustacja na pewniaka. Lubię takie, przyznam, mimo że i odkrywać nowe lądy uwielbiam.

Informacje ogólne:
Piwo: Weer & Wind
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,4%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: z 5 września 2016 roku (do 05.09.2041 r.)
Cena: 25,20 zł (38,18 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Standardowa asceza de Molena, którą tak uwielbiam, a do tego czerwony laka - świetnie to wygląda.
9,5/10


 
Barwa
Głęboki bursztyn przechodzący w miedź, piękne.
4,5/5

Piana
Marna.
2/5

Zapach
Przepiękny, intensywny, słodki aromat wykorzystanej na całego beczki po bourbonie (wszechogarniająca wanilia), rodzynek, szlachetnego karmelu, chleba, fig, suszonych owoców. Jak jakiś pyszny karmelowy deser nasączony bourbonem.
9,5/10

Smak
Mniej więcej to samo co w aromacie, tylko dwa razy bardziej intensywnie i z wkraczającą nutą przypalaną. Cudowna fala słodyczy. Przepyszne, łączy potężną złożoność z ogromną prozaiczną przyjemnością z picia, a odczuwalny ciężar z nie najgorszą pijalnością. Nie jest idealne, ale niedalekie od ideału.
9,5/10

Tekstura
Nieco za dużo gazu jak na tak ciężkie piwo.
4/5

9.0/10

Wspaniałe piwo, ocierające się o geniusz. W temacie niechmielonego nowofalowo barleywine biją je tylko trzy piwa, jakie znam - dwa z serii Riserva Teo Musso z Baladin i jeden rocznik Vintage Ale z Fuller'sa. W dodatku było bardzo tanie jak na taki kaliber - teraz chyba z 10 zł droższe, ale warte tych pieniędzy.

poniedziałek, 27 lutego 2017

The Bruery: Mash

Dopiero pierwszy raz w tym roku piję piwo z The Bruery. Zobaczymy, co będzie miało do powiedzenia jako jeden z głównych kandydatów w walce o mój ulubiony browar ze Stanów. Miejmy nadzieję, że nieprzeciętnie dużo. Mash zapowiada się na piwo potężne - to bardzo mocne, angielskie barleywine, leżakowane w beczkach po bourbonie. Klasyka, po prostu, właściwie nic więcej browar o tym piwie nie mówi, poza wymienieniem obiecywanych nut smakowych. Prestiżu degustacji nadaje fakt, że zgodnie z informacją na stronie browaru nie zostanie to piwo już więcej stworzone.

Informacje ogólne:
Piwo: Shegöat
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Placentia
Browar: The Bruery
Styl: angielskie barleywine (Bourbon BA)
Alkohol: 12,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2015 edition
Cena: 105 zł (70 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle w przypadku The Bruery, monumentalne. Znakomita etykieta, piękna barwa.
9/10


 
Barwa
Głęboki bursztyn, bardzo ładne, choć nic ciekawego.
3,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, przyzwoicie gęsta i trwała.
4/5
 
Zapach
Cudowne uderzenie słodyczy. Obłędne ilości wanilii, karmelu, beczki, suszonych owoców, przypieczonego chleba. Orzechy. Genialny aromat, jakkolwiek jak na taką moc mógłby być bardziej intensywny.
9,5/10
 
Smak
Wybitnie subtelna gra wanilii, cukru kandyzowanego, karmelu, przypieczonej skórki od chleba, bourbonu, dębiny, suszonych gruszek, suszonych śliwek, daktyli, fig. Może nawet odrobinę zbyt subtelna, znaczy się postulowałbym jednak jak na 12,5% większe pieprznięcie intensywnością smaku. Wciąż to wielka rzecz. Można się delektować, no nie wiem, godzinami.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4/5

8.0/10

Świetne piwo, wiem że niektórym osobom będzie się wręcz jawiło jako genialne. Jak na The Bruery i potężną cenę jestem wszak minimalnie rozczarowany. Piłem już poza domem parę innych ich barleywine, wszystkie opierają się na podobnych zasadach i chyba nie zostanę wielkim fanem ich podejścia do tego stylu - fajnie że potężnie eksponują beczkę, ale mniej fajniej że kosztem słodowości. Znacznie bardziej przekonuje mnie ich wizja kwasów i ciemnosłodowców.

środa, 8 lutego 2017

Artezan: Preparat

Preparat był swojego czasu piwem niezwykle pożądanym jako jedno ze skrajnie niewielu (dwóch?) polskich barleywine na rynku, w dodatku barleywine wędzone. Dziś raczej nikogo o palpitację serca jego widok nie przyprawia, ale wciąż mieści się w top 50 polskich piw na RB, no i wędzone BW to rzadkość - sam nie piłem jeszcze ani jednego. A brzmi super, wędzonki lubią mocno słodowe piwa.

Informacje ogólne:
Piwo: Preparat
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: wędzone angielskie barleywine
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 22%
Objętość: 500 ml
Warka: do 31.03.2017 r.
Cena: 16,90 zł

Opakowanie
Prosto, ale bardzo ładnie, kolorystycznie zwłaszcza superowo.
7,5/10



 
Barwa
Mętne i czerwone, wygląda trochę jak mus truskawkowy, świetna prezencja i bardzo oryginalna.
5/5

Piana
Przepiękna, gęsta, puszysta, trwała.
4,5/5

Zapach
Na pierwszym planie piękna, intensywna, drzewna wędzonka, trochę ogniskowa, trochę szynkowa. Podszyta jest równie pięknymi rodzynkami i karmelem. Nie ma szału, jeśli chodzi o złożoność, ale jest mocno jeśli chodzi o przyjemność.
7,5/10

Smak
Podobnie jak w zapachu - świetna wędzonka, choć tym razem już nie na tle, a w parze z bardzo przyjemną, słodową, karmelowo-owocowo-rodzynkową słodyczą. Przefajny, chlebowy finisz. Minimalnie alkoholowe, ale nie przeszkadza to bardzo.
8,5/10

Tekstura
Gwóźdź programu - dawno nie spotkałem się z taką puszystością piwa. 
5/5

7.5/10

Nie wiem, jak smakował Preparat w swoich początkach. Jeśli tak jak obecny, to jest to legenda zasłużona, bo w swoim czasie musiał być rewelacją, ale zarazem trochę zdezaktualizowana. Łatwo dziś o lepszą wędzonkę, łatwo o lepsze barleywine (pytanie tylko, czy tańsze). 

sobota, 31 grudnia 2016

Baladin: Xyauyù 2012

Xyauyù, Xyauyù, Xyauyù... to już trzecie moje spotkanie z tą podserią piw, która wchodzi w skład serii Riserva Teo Musso. Póki co wszystkie trzy piwa były bezkompromisowo genialne, liczę więc i teraz na wiele, choć to jedyne piwo z serii, które beczek nie widziało. Doświadczenia z przeszłości mówią mi jednak, że mimo to musi być co najmniej wybitnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Xyauyù 2012
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 14%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 500 ml
Warka: rocznik 2012
Cena: 100 zł

Opakowanie
Skrzyni z Kentucky nie pobije, ale to chyba drugie najlepiej opakowane piwo, z jakim się spotkałem. Do standardowej tuby i pięknej butelki doszła jeszcze genialna kompozycja kolorystyczna. Obłęd.
10/10

Barwa
Od bursztynu do brązu, mocno zmętnione, bardzo ładne, choć trochę chaotyczne.
4/5

Piana
Brak.
0/5

Zapach
Potężne wino jęczmienne w pełnym tego słowa znaczeniu. Daktyle, rodzynki, jabłka, śliwki, śliwki suszone, dużo szlachetnego karmelu, toffi, orzechy, porto, porto, porto. Genialny.
9,5/10

Smak
Wspaniały, owocowo-karmelowy, słodki likier z nutką kwaskowatości, choć smak jest nieco uboższy od zapachu. Toffi, daktyle, rodzynki, słodkie, wzmacniane wino, skrajnie przypalony karmel. Zero nut alkoholowych, tylko lekkie pieprzne gryzienie na języku. W porównaniu z beczkowymi słodycz jest bardziej pohamowana, dzięki czemu pijalność jest dość wysoka jak na takie piwo.
9/10

Tekstura
Zero gazu, ale nadrabia wielką gęstością.
4,5/5

8.5/10

Chyba najbardziej rozkoszne rozczarowanie, jakie przeżyłem. Znakomite piwo, ale nie spodziewałem się (w sumie nie wiem czemu), że tak wyraźnie będzie odstawać od Xyauyù Fumé i Xyauyù Kentucky. Mimo wszystko tym razem powiedziałbym, że nie jest warte swojej ceny, zwłaszcza że jest ona niewiele niższa niż w przypadku wersji leżakowanych w beczkach.

poniedziałek, 31 października 2016

Fuller's: Vintage Ale 2015

Vintage Ale z Fuller'sa z 2013 roku tak mnie zachwyciło, że ciężko mi było nie sięgnąć po inne roczniki, bo jak wiadomo co roku jest to trochę inne piwo. Akurat przed paroma dniami zgarnąłem edycję 2014, ale tę z 2015 trzymam już jakieś pół roku, więc czas najpierw na nią. Dla uczczenia 50-lecia chmielu Maris Otter tym razem Vintage Ale powstało wyłącznie z brytyjskich składników. Poza tą odmianą są tu jeszcze cztery inne brytyjskie chmiele.

Informacje ogólne:
Piwo: Vintage Ale 2013
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Fuller's Brewery
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: z 2015 r. (do 31.12.2025 r.)
Cena: 38 zł

Opakowanie
Fuller's przeszedł lekki lifting, moim zdaniem lepiej to wyglądało wcześniej, ale to i tak genialne opakowanie. 
10/10


Barwa
Głęboki bursztyn, przejrzyste, bardzo ładne.
4/5
 
Piana
Bardzo obfita i gęsta, trochę słabiej z trwałością.
3,5/5
 
Zapach
Dominują owoce o pochodzeniu w sumie ciężkim do określenia - trochę w tym chmielu, trochę słodu i drożdży. Brzoskwinie, dojrzałe winogrona, akcenty niemal szampańskie. Nuty drewna cedrowego i przypraw jakby, momentami mocno kojarzy się z whisky. Bogaty i przyjemny, choć nie jest to olśniewająca kompozycja.
8/10
 
Smak
Tu wreszcie odzywa się trochę więcej klasycznej słodowości - karmel, ziemistość, nawet lekki tytoń, trochę szorstka goryczka, minimalna kwaskowatość. Jest dość wytrawne jak na BW, te ziemisto-tytoniowe akcenty są coraz mocniejsze z każdym łykiem i dominują na finiszu; w sumie fajna sprawa. Podobnie jak w zapachu - bardzo dobre, złożone, dostojne piwo, ale to dostojeństwo jest odrobinę rozdmuchane.
8,5/10

Tekstura
Za dużo gazu, ale jeszcze w porządku.
3/5

7.0/10

Patrzę na swoją recenzję rocznika 2013 sprzed roku i dostrzegam wiele podobnych spostrzeżeń, podobnych smaków i aromatów - tam jednak były one dużo lepiej skomponowane, więc jednak diabeł tkwi w szczegółach. A może w czasie? 2013 piłem dwuletnie, 2015 tylko roczne. I jeszcze zdjęcie mi nie wyszło, no rozczarowany jestem.

poniedziałek, 24 października 2016

Birrificio del Ducato: La Prima Luna

Jednym z pierwszych barleywine, jakie miałem okazję pić i recenzować, była L'Ultima Luna z Birrificio del Ducato, BW leżakowane w beczkach po winie. Zapamiętałem to piwo jako najbardziej przypominające wino ze wszystkich, które w życiu próbowałem. Włoski browar postanowił udostępnić do sprzedaży także to samo piwo, ale bez leżakowania w beczkach. L'Ultima Luna nie zachwyciła mnie jakoś specjalnie, ale postanowiłem kupić tę wersję, bo od dawna nie mogę trafić na nic nowego z del Ducato, a bardzo cenię ten browar.
Informacje ogólne:
Piwo: La Prima Luna
Kraj: Włochy
Region: Emilia-Romania
Miasto: Roncole Verdi
Browar: Birrificio del Ducato
Styl: angielskie barleywine
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.09.2024 r.
Cena: 40,20 zł (60,91 zł za 0,5 l)
Opakowanie
Jak zwykle wspaniałe. Bardzo podobne do leżakowanej wersji.
10/10 

 


Barwa
Głęboki bursztyn, sporo kawałeczków osadu, średnio.
2,5/5

Piana
Bardzo obfita i bardzo burzliwa, średnio gęsta, najpierw szybko się redukuje, ale spora warstwa długo się trzyma - dobrze jest.
3,5/5

Zapach
Karmel, miód, orzechy, ananasy kandyzowane, śliwki suszone, chleb żytni, szlachetny alkohol, pomarańcze. Bardzo złożony i intensywny, nawet bardziej niż przyjemny, ale przyjemny również nieprzeciętnie.
8/10

Smak
Dość ścisła powtórka wrażeń z zapachu - karmel, orzechy, miód, owoce kandyzowane, chleb. Bardzo słodkie, ale w przyjemny sposób, dostojny. Totalnie słodowe, klasyczne angielskie BW, choć jest i pochodna najprawdopodobniej od chmielu, trawiasta nuta, która trochę burzy efekt. Jest bardzo dobre i skomplikowane, choć jak na 12% mogłoby być bardziej esencjonalne. 
8/10

Tekstura
Kompletnie przegazowane.
0,5/5

6.5/10

Gdyby nie nieeleganckie, fatalne przegazowanie, byłoby bardzo dobrze. Ale nawet wtedy zdecydowanie niezadowalająco jak za taką cenę. Szkoda zachodu.