czwartek, 9 lipca 2015

BrauKunstKeller: Mandarina IPA

BrauKunstKeller to kolejny dowód na to, że w Niemczech craft ma rację bytu. Powstały dwa lata temu w uroczym miasteczku Michelstadt, specjalizuje się w nastawionych na chmiel piwach z amerykańskiej tradycji piwowarskiej - regularnie warzą prawie same IPA (niczym przykładny polski kontraktowiec), choć mają już na koncie serię leżakowanych w różnych beczkach RISów. Mandarina IPA to oczywiście single hop na słynnej niemieckiej nowofalowej odmianie chmielu.

Informacje ogólne:
Piwo: Mandarina IPA
Kraj: Niemcy
Land: Hesja
Miasto: Michelstadt
Browar: BrauKunstKeller
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,1%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml
Warka: do 12.11.2015 r.
Cena: 15,35 zł (23,26 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Trochę bezpłciowa ta etykieta, taka chłodna. Choć nie nieestetyczna (poza krzywą krawatką), jest okej. Goły kapsel.
6/10

 

Barwa
Jasnozłote, cytrynowe, ładnie zamglone osadem, bardzo przyjemne dla oka.
4/5

Piana
Niemal doskonała - wybitnie obfita, wybitnie gęsta, genialnie oblepia szkło i utrzymuje gruby kożuch przez bardzo długi czas.
4,5/5

Zapach
Piękny, cytrusowy aromat nowofalowego chmielu z lekkim akcentem żywiczno-ziołowym - z cytrusów dominuje jednak cytryna, ale mandarynka jest w drugim rzędzie bezsprzecznie obecna - wspaniały, świeży, rześki, barwny, znakomity zapach.
9,5/10


Smak
W smaku równie wspaniale, tutaj już mandarynka wysuwa się na pierwszy plan, ogólnie w ustach piwo jest cudownie cytrusowe, dość słodkie, co genialnie kontrastuje z wysoką, bardzo szlachetną, lekko ziołową goryczką, jest też subtelna podbudowa słodowa, przez co goryczka daje popalić, ale nie jest ani trochę męcząca - jedno z najsmaczniejszych AIPA, jakie piłem w życiu.
9,5/10

Tekstura
Minimalnie za niskie wysycenie.
4,5/5

9.0/10

Krótko mówiąc, jedno z paru najlepszych nieimperialnych IPA, jakie piłem, a to już siedemdziesiąte na blogu. Klasyka West Coast IPA, mistrzowskie obejście się z chmielem, świetny początek znajomości. I trochę smutek, że niemiecki browar rzemieślniczy w temacie AIPA jednym piwem nakrył czapką prawie całą polską scenę. Kolejne piwa z BKK tu to formalność.

Mikkeller (De Proef): Spontanmandarin

Spontan z Mikkellera numer trzy, tym razem w roli głównej mandarynka. A raczej zapewne tak naprawdę daleko w tle, przynajmniej w poprzednich piwach z tej serii dodatek był trudny do wychwycenia. Chociaż agrest i dziki bez można jeszcze przegapić, mandarynka, jeśli będzie odpowiednio intensywna, to nie powinna wtopić się w inne aromaty.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanmandarin
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik mandarynkowy
Dodatki: mandarynki
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 28.05.2024 r.
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No kolejna z serii etykieta adekwatna do zawartości.
8/10


 
Barwa
Jasnobursztynowy kolor, duża klarowność, a co najlepsze - burza ulatującego szybko gazu, świetnie to wygląda.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, bardzo trwała, ładnie oblepia szkło i utrzymuje się niemal do samego końca.
4,5/5

Zapach
Klasyka ostrego, lambikowego aromatu - duże ilości końskiej derki i innych wiejskich aromatów (tak intensywnych, że przechodzą w nuty pikantne) oraz wyczuwalna już w zapachu intensywna kwaśność i taka sucha cierpkość, dąb, ogólnie wkracza trochę w nuty winne - wspaniale wyostrzony zapach i niestety mandarynki nie wyczuwam, choć jest taka ogólnoowocowa rześkość.
8,5/10


Smak
Nie zawodzi - jest ekstremalne, kwaśność porządnie daje po kubkach smakowych, niewprawionemu podniebieniu mogłaby wręcz wyciskać łzy z oczu, jest też niebywale cierpkie, łączy w sobie cierpkość dziką oraz cierpkość skórki cytrusowej, jest też sporo dębowej beczki - mandarynkę z wysiłkiem udało mi się wyczuć dopiero na dalekim finiszu, ale świetne jest to piwo, cudownie bezkompromisowe, może minimalnie za proste.
8,5/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10

Lepiej od dzikiego bzu, gorzej od agrestu. Ze wszystkich trzech tutaj było najkwaśniej, ale kwas miał przyjemniejszy charakter w agreście. Dodatek znowu niestety na granicy wyczuwalności. Zostały mi jeszcze trzy Spontany i jestem już niestety prawie pewien, że więcej ich nie kupię - świetne piwa, ale po pierwsze trochę za mało jak na tę kasę, a po drugie za mało się od siebie różnią.

wtorek, 7 lipca 2015

Gościszewo: Porter 55

Nie wiem, czy w Polsce sprzedawane jest jakiekolwiek piwo z wyższą ceną za litr od porteru bałtyckiego z Gościszewa (zgubiłem rachunek, ale wszędzie kosztuje około 60 zł za 750 ml), ale nie mogłem go nie kupić - po pierwsze, nie odmawiam żadnemu polskiemu porterowi bałtyckiemu, a po drugie jest to porter wędzony w dodatku. Smoked Porter z Alaskan Brewing pozostaje jednym z najdoskonalszych piw, jakie w życiu piłem, choć ze względu na znacznie mniejszą zawartość alkoholu ciężko go ściśle porównywać do dzisiaj degustowanego piwa. Oczekiwania spore, już jeśli nie będzie to jeden z najlepszych porterów, jakie piłem, to będę zawiedziony.

Informacje ogólne:
Piwo: Porter 55
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo
Styl: wędzony porter bałtycki
Alkohol: 9,6%
Ekstrakt: 24%
Objętość: 750 ml
Warka: do 30.09.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To zdecydowanie najładniej opakowane polskie piwo, z jakim się spotkałem, a w rankingu ogólnoświatowym bije je tylko Riserva Teo Musso Terre 2010 z Birrificio Baladin. Kartonik, genialna, malowana butelka z korkiem. Od strony wizualnej - chyba najlepsze, co można z polskich piw kupić na prezent.
10/10

Barwa
Niemal nieprzejrzyście czarne, dopiero pod mocnym światłem bardzo nieśmiałe prześwity ciemnobrązowe - mogłyby być śmielsze, ale poza tym piękno.
4,5/5

Piana
Zaczyna się świetnie, jest wybitnie obfita, ale mogłaby być odrobinę gęstsza, a co gorsza kiepsko z trwałością, już po kilkunastu minutach zostaje tylko bardzo marny pierścień.
3/5

Zapach
W bardzo ładnym aromacie wędzonka dzieli się miejscem na równi z nutami porterowymi; dym jest typowo drzewny, a nawet typowo bukowy, przypomina trochę Schlenkerlę, choć pozbawione jest raczej akcentów szynkowych, to po prostu piękny zapach palonego drewna; jeśli chodzi o sferę porterową, mamy intensywne śliwki - suszone i nie, mleczną czekoladę, karmel, lukrecję, wiśnie - zapach nie jest może wybitny (trochę za mało intensywny), nawet na pewno, ale bardzo udany i elegancko zbalansowany.
8/10

Smak
W smaku na pierwszym planie jest rozkoszna, idealna słodycz, czekoladowo-karmelowo-śliwkowa, zrównoważona delikatną, przypalaną goryczką, do tego subtelna, lekko słona wędzonka i aura mocnego piwa, aczkolwiek nuty alkoholowe nie występują wcale, są znakomicie ukryte; bardzo dostojne, świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Wysycenie jest najwyżej średnie, ale w moim odczuciu nie zawadziłoby niskie, piwo jest za to przyjemnie oleiste.
4/5

7.5/10

No i jestem trochę zawiedziony - to bardzo dobre piwo nieśmiało podchodzące pod świetne, ale za tę cenę to bardzo słaby interes. Sporo jest na rynku porterów bezwzględnie lepszych, a nieporównywalnie tańszych. Wędzonka też jest zbyt delikatna, żeby zrobić różnicę. Cóż, jak wspomniałem - piwo dobre na prezent, kiedy poza smakiem bardzo liczy się też wygląd, ale tak generalnie to lepiej tę kasę wydać na... Smoked Porter z Alaskan Brewing (i jeszcze sporo zostanie). Chociaż umiliło wieczór, nie powiem.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Weak Brunch Weasel

Kolejne piwo z serii Beer Geek... a właściwie nie do końca, bo Beer Weak. Piwo jest lżejszą (dużo lżejszą) wersją najsmaczniejszego piwa, jakie piłem w całym życiu, czyli Beer Geek Brunch Weasel. Ta sama kawa (kopi luwak) i pewnie te same proporcje, tylko dużo więcej... wody. Nie spodziewam się cudów niewidów, bo BGBW bazowało w równym stopniu na kompozycji, co na intensywności, ale i tak powinno być co najmniej bardzo dobrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Weak Brunch Weasel
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout owsiany
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 08.04.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na starszym bracie, tylko trochę kolorystyka inna, mniej przekonująca.
8/10
 

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, choć u podstawy coś tam błyska na ciemnobrązowo.
4,5/5

Piana
Piana wpędziła mnie w skonfundowanie - przy pierwszym nalaniu (z którym na pewno wszystko było w porządku), podobnie jak w oryginale, prawie się nie utworzyła, najwyżej jakaś minimalna i prawie od razu zniknęła do zera, natomiast po dolaniu niewielkiej końcówki stworzyła się ładna, bardzo gęsta, nawet dość wysoka piana; cóż, wystawię średnią.
2/5

Zapach
Bardzo ładny aromat szlachetnej kawy, połączonej z ciemnym, mocno czekoladowym słodem oraz nutami lawendowymi; świetny mariaż czekoladowej słodyczy z wytrawnym, ziemistym charakterem znakomitej kawy, może trochę za mało intensywny.
8/10

Smak
Smak powoduje, że od razu chcemy krzyknąć "kawa, wspaniała kawa!", ale po zastanowieniu się bardziej przypomina mi to czekoladkę o smaku kawowym, takie kawowe Merci; świetne, istne piwo śniadaniowe, jednocześnie słodycz jest mocno równoważona goryczką pochodzącą zapewne od chmielu, ale przybierającą właśnie taką kawową maskę, jakby goryczka espresso; jest dużo gorsze od imperialnej wersji, brakuje tej powalającej intensywności i gęstości smaku, ale też jest to świetne doświadczenie i też intensywne.
8,5/10

Tekstura
Nie jest za dobra, przeholowane wysycenie nie przystaje do smaku, no ale tragedii nie ma.
2/5

7.0/10

Jak łatwo było przewidzieć, nie umywa się do oryginalnej wersji i jak równie łatwo było przewidzieć jest to bardzo dobre piwo, choć piłem duuużo lepszych stoutów na mniej więcej takim poziomie alkoholu.

niedziela, 5 lipca 2015

BrewDog: Alpha Pop

Piwo z BrewDoga nr 70 na blogu to pozornie nic wielkiego, ale czasem z pozornie niewielkich rzeczy Szkotom wychodzą majstersztyki i mam nadzieję, że to taki właśnie przypadek. "Hoppy rye pale ale", czyli po prostu żytnie APA, przypomina mi koncepcją i nazwą prototypowe piwo Hobo Pop, pszeniczno-żytnie APA, trochę zresztą słabe jak na ten browar. Oby to było lepsze.

Informacje ogólne:
Piwo: Alpha Pop
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: żytnie amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 19.11.2015 r.
Cena: 9,60 zł (14,55 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jeszcze stara szata graficzna BrewDoga - nie wiem w sumie, czy została zupełnie wycofana, czy jeszcze niektóre piwa dalej są oklejane takimi etykietami, ale chyba to pierwsze, więc to być może ostatnie piwo z tym legendarnym wzorem, jakie w życiu otwieram.
9/10

Barwa
Ciemnozłote, pełna klarowność, jakiś ulatujący gaz trochę by je ożywił, ale i tak jest ładne.
3,5/5

Piana
W miarę obfita, dość gęsta, ładnie oblepia szkło i długo się utrzymuje.
4/5

Zapach
Przyjemny, cytrusowy (na czele pomarańcze i słodkie grejpfruty, cytryny z cukrem, liczi, nawet melon), podszyty nutami przyprawowymi, wręcz pikantnymi - bardzo ładny, gdyby był intensywniejszy, to nawet byłby świetny.
8/10

Smak
Tu trochę dziwaczniej - jest tym razem mniej cytrusowy, a bardzo żywiczny amerykański chmiel, który łączy się z charakterystyczną, przyciężkawą aromatycznością żytniego słodu, co daje wręcz korzenne odczucie; już samo to jest nietypowe, a jeszcze dochodzi do tego specyficzna goryczka, jakby lekko cierpka i sucha, ale nie w nieprzyjemny sposób, pozostawia wyrazisty finisz ziołowo-cytrusowy, lekko ziemisty - bardzo interesujące piwo, niebywale intensywne, skondensowane i ciężkie jak na swoją moc, żyto zrobiło swoje, jednocześnie jest bardzo smaczne.
8,5/10

Tekstura
Za wysokie wysycenie trochę przeszkadza, ale jeszcze jest okej.
3/5

7.5/10

O, tu już bliżej do BrewDoga, którego uwielbiam. Nie tylko bardzo smaczne, ale i bardzo ciekawe APA, żyto nie widnieje na etykiecie dla picu, zostało użyte w przemyślany i udany sposób. Super, lekkie i ciężkie jednocześnie, nawet jeśli w natłoku rzeczy dużo lepszych nie będzie mi się śniło po nocach.

piątek, 3 lipca 2015

Meantime: London Pale Ale

Kolejne piwo z Meantime, londyńskiego browaru, który póki co za wszystkie trzy piwa, jakie degustowałem, zgarnął wybitne oceny. Zbiegiem okoliczności, koncepcja piwa przypominała do złudzenia moją ledwie wczorajszą warkę: tradycyjne, czyli angielskie pale ale chmielone Goldingsem, ale przerobione właściwie na amerykańskie Cascade'em (możliwe też, że Centennialem - strona internetowa browaru o nim wspomina, etykieta nie). Wyprzedzę jednak fakty i już teraz zdradzę, że to po prostu normalny angielski bitter, w którym nowofalowe chmiele nie odegrały poważnej roli poza może lekkim podbiciem goryczki.

Informacje ogólne:
Piwo: London Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Meantime Brewing Company
Styl: premium bitter
Alkohol: 4,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 05.12.2015 r.
Cena: 9,30 zł (14,09 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Tym razem zabrakło tego genialnego kształtu poprzednich butelek z Meantime, ale ta też jest bardzo ładna i ze świetną etykietą. Do tego dedykowany kapsel.
9/10

 
Barwa
Ciemne złoto, idealna klarowność, strużka gazu - ładne, czyste, może minimalnie zbyt banalne.
4/5

Piana
Dość obfita, umiarkowanie gęsta, z trwałością bardzo dobrze - dobra.
3,5/5

Zapach
Bardzo delikatny, nienarzucający się - łagodna, lekko karmelowa słodowość oraz spokojne akcenty kwiatowego, niekoniecznie nowofalowego chmielu - bardzo ładny, chociaż dość prosty i za bardzo delikatny.
7/10

Smak
W smaku może i dalej jest proste, ale dużo bardziej wyraziste - w ustach bardzo przyjemna, mocno zintensyfikowana słodowość typowa dla angielskiego ale, lekko ziemista, a po przełknięciu konkretna, ziołowa goryczka, na dalekim finiszu ziołowo-kwiatowa - lekkie i nieskomplikowane, ale twarde, konkretne, wyraziste, bardzo smaczne piwo, przykładny premium bitter.
8/10

Tekstura
Jest lekko przesycone, ale za bardzo to nie przeszkadza.
3,5/5

7.0/10

Bardzo fajny bitter, choć w przeciwieństwie do poprzednich piw z Meantime nie zapamiętam go jakoś specjalnie. Tradycyjne angielskie browary warzą już i lepsze, i tańsze, i łatwiej dostępne odpowiedniki, więc piwo właściwie do zapomnienia.

Nepomucen: Grodzisz

Historia Browaru Nepomucen jest jedną z tych pięknych. Słowa nie do końca to oddają - rzecz ma się tak, że trzech piwowarów domowych w ciągu niecałych dwóch lat przerobiło starą piekarnię we wsi Szkaradowo na browar. Jeśli do kogoś ta wizja nie przemawia wystarczająco obrazowo, to niech odwiedzi profil browaru na facebooku i prześledzi dokumentację zdjęciową realizacji projektu, prowadzoną od samiutkiego początku. Serce rośnie. No, ale jak piękna nie byłaby historia, bez dobrego piwa nie ma o czym rozmawiać. Na początek trochę wrzucam Browar na głęboką wodę, bo ciężko uwarzyć wybitnego grodzisza, nawet trochę podkręconego pod względem mocy.

Informacje ogólne:
Piwo: Grodzisz
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Szkaradowo
Browar: Nepomucen
Styl: grodziskie
Alkohol: 3,9%
Ekstrakt: 10%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.08.2015 r.
Cena: 7,20 zł

Opakowanie
Ładne, czytelne, proste etykiety ma Nepomucen. Może trochę za proste, a jakość materiału pozostawia pewne wątpliwości, ale za to jest dokładny skład.
7,5/10

 
Barwa
Pięknie się prezentuje, bardzo jasne złoto w połączeniu z bardzo mocnym zmętnieniem i snującym się powoli ku górze gazem wygląda świetnie.
5/5

Piana
Piana może nie jakoś szalenie obfita, choć wystarczająco, za to wspaniale gęsta i od razu bogato oblepiająca szkło, trochę się poddaje pod koniec.
4/5

Zapach
Charakterystyczna, delikatna woń lekko szynkowej wędzonki w połączeniu z urzekającym, czystym profilem jasnego słodu - jak na tak lekkie i niedoprawione nowofalowym chmielem piwo aromat jest niemal genialny, bardzo wyrazisty, czysty i niezwykle przyjemny.
8,5/10


Smak
W ustach mniej wędzonki, raczej prosta, ale dalej bardzo czysta i tym samym przyjemna słodowość, najlepsze zaś zaczyna się w momencie przełknięcia, kiedy wędzonka powraca w wersji słonej i łączy się z subtelną, ale wyraźną, ziołową goryczką, co daje całkiem charakterny finisz i nie pozwala nazwać piwa wodnistym; nie jest to smak rzucający na kolana, ale ani jednej fałszywej nuty, jest bardzo lekkie, orzeźwiające, ale jednocześnie pełne smaku, a to sztuka - geniusz w prostocie.
8,5/10

Tekstura
Pomaga mu bardzo, jest idealna - spore, ale nieprzesadzone ani o jotę wysycenie.
5/5

8.0/10

Zdecydowanie najlepsze grodziskie, jakie w życiu piłem. No, może nie piłem ich za wiele (cztery wersje Pinty i ze dwa inne w pubach), ale nie tylko jest najlepsze, a nawet po prostu rozkłada na łopatki pozostałe. Co prawda może to odrobinę niesprawiedliwe porównanie, bo ma też ponad 2% ekstraktu więcej od tamtych, no ale jednak. Świetne jest, powinno być w stałej ofercie każdej szanującej się restauracji. Nie sądziłem w sumie, że grodziskie może być aż takie dobre, szczerze mówiąc, chyba ciężko byłoby powiedzieć coś więcej w temacie bez mocniejszego podbicia ekstraktu. No to mamy już piękną historię i co najmniej jedno świetne (oceniając według stylu, to po prostu wybitne) piwo. Będę zgłębiał dalej i to niebawem.

środa, 1 lipca 2015

BrewDog: Konnichiwa Kitsune

Kolejne piwo z serii "Hello My Name Is...", choć po etykiecie bardzo ciężko to stwierdzić. Różni się stylem od pozostałych etykiet BrewDoga, a w dodatku jest prawie cała po japońsku (a nawet po rozszyfrowaniu nazwa piwa okazuje się być tylko luźnym nawiązaniem do nazwy serii). W każdym razie imperialne IPA z yuzu - popularnym w Japonii i Korei cytrusem, który mocno przypomina (na zdjęciach, oczywiście) skrzyżowanie mandarynki z cytryną.

Informacje ogólne:
Piwo: Konnichiwa Kitsune
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: imperialne India Pale Ale
Dodatki: yuzu
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 11.11.2015 r.
Cena: 18,40 zł (25,92 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta będąca ukłonem w stronę Japończyków, prawie cała, jak wspomniałem, po japońsku. Bardzo przykuwa wzrok, choć wolę bardziej standardowe klimaty BrewDoga.
8/10
 
Barwa
Piękny, głęboki, lekko zamglony bursztyn, bliskie ideału.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, całkiem długo się utrzymuje w przyzwoitej ilości, dobra.
3,5/5

Zapach
Piękny, świeży, skierowany przede wszystkim w stronę najróżniejszych cytrusów - limonka, pomarańcza, grejpfrut, do tego spore ilości nut żywicznych, ostrych, wręcz wchodzących w pieprzność; nowofalowy chmiel stać może na więcej, nawet dużo więcej, ale jest to świetny aromat, choć po ogrzaniu troszkę przebija się alkohol.
8/10

Smak
Tu nie pozostawia złudzeń co do swojej masywności, jest bardzo intensywne, zarówno zintensyfikowana, słodka, niemal korzenna słodowość mocno się udziela, jak i owocowo-żywiczny chmiel - niby jest dobrze, ale są dwa problemy - kiepsko ukryty, a niezbyt szlachetny alkohol oraz dziwny, kwaskowaty posmak na finiszu (być może od dodanych owoców), które razem wypierają normalną, chmielową goryczkę, ostatecznie piwo jest najwyżej solidne, ale nazwałbym je raczej przeciętnym.
5/10

Tekstura
Na bardzo dobrym poziomie, tylko trochę za wysokie wysycenie.
4/5

5.5/10

Na etapie zapachu myślałem, że dostanę kolejne świetne IIPA z BrewDoga, ale w smaku okazało się, że dostałem najgorsze ze wszystkich, jakie piłem. Ba, jedno z dwóch najgorszych piw z BrewDoga w ogóle. Nie udźwignęli alkoholu. IIPA to wbrew pozorom jeden z najtrudniejszych stylów do uwarzenia, chyba najwięcej kraftowych wpadek spotkałem właśnie na tym polu. Duże rozczarowanie.

Wrężel (Zarzecze): Belgian Blond Ale

I jeszcze jeden kontraktowiec. Wrężel jest już na rynku od jakiegoś czasu, na tyle długiego, że piwo, które mam przed sobą, ma już nieaktualną etykietę, a dokładniej od ponad roku. Jeśli wszystkie ich produkty są na ich stronie, to popełnili już dziewięć różnych piw. Jest niezła różnorodność jak na polskiego kontraktowca, poza pięcioma amerykańcami jest weizen, stout owsiany, marcowe i właśnie blond, którym mnie do siebie przyciągnęli.

Informacje ogólne:
Piwo: Belgian Blond Ale
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Wrężel)
Styl: belgijskie blond ale
Dodatki: skórka słodkiej pomarańczy
Alkohol: 7,3%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 17.12.2015 r.
Cena: 8,20 zł

Opakowanie
Jak wspominałem, Wrężel zmienił etykiety - nie bez powodu, sypały się na nich gromy za poprzednie. Ja tam bym gromu nie zrzucił, czcionka faktycznie jest fatalna, pewne elementy szablonu też, a nazwa piwa zlewa się z tłem, ale ten rysuneczek, jakkolwiek Beksiński to to nie jest, jest ciekawszy od beztreściowych nowych etykiet Wrężela. Na plus też czytelny, dokładny skład, podane IBU, szarpnęli się nawet na liczbowe określenie koloru piwa. Opis bardzo słaby, trochę w kierunku Doctora Brew.
7/10

Barwa
Bardzo przyjemne, głębokie złoto leciutko wpadające w bursztyn, pełna klarowność, bardzo ładne.
4/5

Piana
Straszliwie mizerna: bardzo nieobfita, w dosłownie minutę redukuje się do marnych resztek i pierścienia, ten za to długo się utrzymuje chociaż.
1/5

Zapach
Niesubtelne połączenie estrów owocowych, chlebowego, wręcz mącznego jasnego słodu (najprzyjemniejszy element) oraz minimalnego charakteru belgijskich drożdży - bardziej przypomina mi koźlaka majowego niż blonda i to koźlaka niezbyt wysokich lotów; marnie.
4,5/10
Smak
Nie jest lepiej, a nawet dużo gorzej - zaczyna się jeszcze jako tako, mamy nawet przyjemne, bo bardzo pełne uderzenie przyjemniejszymi niż w zapachu owocami oraz słodowością, ale zaraz robi się tragiczne przez wysoki, ordynarny alkohol, który ogarnia całość aż do odległego finiszu, na którym powracają jakieś nuty słodkoowocowe - da się to pić, ale bez przyjemności, z lekką nieprzyjemnością.
3/10

Tekstura
Jedyny sensowny element, wysycenie jest tylko trochę za wysokie.
4/5

3.0/10

Dramat. Może trochę przydługo je u siebie potrzymałem, ale w dobrych warunkach, a powinno być jeszcze ważne przez pół roku. A zresztą alkohol to raczej z czasem powinien się chować, a nie wyłazić, więc to chyba nie kwestia tego. Niestety piwo jest klasycznym dowodem na to, że Belgia to bardzo trudny obszar piwowarstwa, chyba najtrudniejszy. Połowa piwa ląduje w zlewie, a ja Wrężelowi co prawda nie mówię "nigdy więcej", bo nie chcę nikogo spławiać po jednej szansie, ale drugą szansę odkładam daleko w kalendarzu i w praktyce może nawet nigdy nie nadejść.