Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norwegia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 marca 2017

Mikkeller (Lervig): Beer Hop Breakfast

Beer Hop Breakfast to niestandardowa wariacja na temat najsłynniejszej serii piw Mikkellera. Do tej pory wszystkie Beer Geeki/Weaki, jakie piłem, opierały się wyłącznie na kawie, słodzie i beczkach, tutaj Mikkeller poszedł w chmiel i zrobił ze swoich stoutów ciemne India Pale Ale. Połączenie tego stylu z kawą wydaje mi się pomysłem kontrowersyjnym, ale tak kocham tę serię, że wstyd by mi było nie spróbować, tym bardziej że to według ratebeera czwarte najlepsze BIPA na świecie.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Hop Breakfast
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: ciemne India Pale Ale
Dodatki: kawa (1%)
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 10 października 2016 roku (do 10.10.2026 r.)
Cena: 23 zł (34,85 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Standardową szatę graficzną serii tu zdominował kolor zielony, bardzo ładnie to wygląda.
9/10

 
Barwa
Czerń.
5/5
 
Piana
Genialna.
5/5
 
Zapach
Potwornie intensywna mieszanka słodkiej kawy, typowej dla serii, z ziołowymi, żywicznymi i w mniejszym stopniu cytrusowymi nutami chmielu. Bardzo dziwne uczucie, jakby się wąchało dwa zupełnie inne piwa naraz. Dziwne i świetne.
9/10
 
Smak
O ile w zapachu pachniało to bardziej jak american stout, tutaj jest już ipowato. Chmiel przeważa, jest bardzo intensywny zarówno w aromacie, jak i w postaci trochę szorstkiej, ale przyjemnej, cytrusowej goryczki. Kawowo-czekoladowo-ziemiste podbicie słodowe świetnie z tym współpracuje, łącząc się w piwo przepyszne.
9/10
 
Tekstura
Nie mam zastrzeżeń.
5/5

8.5/10

Znakomite piwo, jeszcze jedno znakomite piwo z tej serii. Okolice podium BIPA mojego życia. Puryści być może narzekaliby na zbyt intensywną słodowość jak na IPA, ale zdecydowanie prędzej jest to BIPA niż stout amerykański, bo chmielowość jest wszechogarniająca. Przy jego przyzwoitej cenie must have.

niedziela, 8 stycznia 2017

Nøgne Ø & BrewDog & Mikkeller: Horizon Tokyo Black

Black Tokyo Horizon to jeden z pierwszych trzech RISów w moim życiu. Dobrze pamiętam to lato i ten szok, kiedy zobaczyłem piwo za 60 zł, w dodatku opakowane w karton. Mariaż trzech sztandarowych RISów BrewDoga, Mikkellera i Nøgne Ø, teraz może już nie, ale w owym czasie chyba trzech najważniejszych browarów craftowych w Europie. Taka kooperacja zrodziła się w 2010 roku i wtedy powstało jedno z trzech zaplanowanych piw - uwarzone na terenie BrewDoga. Dwa lata później nadeszła pora na drugie, tym razem powstałe w Norwegii (swoją drogą jeszcze zanim spróbowałem BTH). Horizon Tokyo Black to gigantyczne piwo z zawartością alkoholu 16%, ale ma już trzy i pół roku i powinno być doskonale odleżane. Przenieśmy się więc na chwilę do 29 listopada 2012 roku, do dnia, gdy ten trunek powstał.

Informacje ogólne:
Piwo: Horizon Tokyo Black
Kraj: Norwegia - uwarzone w kooperacji z browarem ze Szkocji i browarem kontraktowym z Danii
Okręg: Aust-Agder
Miasto: Grimstad
Browar: Nøgne Ø (w kooperacji z BrewDogiem i Mikkellerem)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 16%
Ekstrakt: 36%
Objętość: 250 ml
Warka: z 29 listopada 2012 roku (do 29.11.2027 r.) 
Cena: 29,50 zł (59 zł za 0,5 l )

Opakowanie
Dozgonny props za pojemność 250 ml. Nie ma potrzeby umieszczać tego kalibru piw w większych butlach. I cena nawet taka przystępna jak za takie potężne piwo. A poza tym znakomity, subtelny kartonik, firmowy kapsel, nienaganna etykieta - prawie doskonałość.
9,5/10

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Niezbyt obfita i szybko redukuje się do pierścienia, ale ten przynajmniej jest dość gruby i trwały.
3/5
 
Zapach
Spalenizna, lekko popiołowa i kwaskowa, espresso, bardzo gorzka czekolada, ciemne, suszone owoce, suszone śliwki zwłaszcza, szczypta sosu sojowego. Piękny i potężny, choć jak na moc i styl nie genialny.
9/10
 
Smak
Bardzo podobny do zapachu, tylko że zintensyfikowany jak diabli. Tutaj jest już naprawdę genialnie. Doskonałe, naprawdę idealne współgranie strony wytrawnej - kawowej, palonego słodu, lekko popiołowej, a także goryczkowej (daleko od 100 IBU, ale mocarna gorycz i nawet wyraźne chmielowe wstawki na finiszu) - ze słodką, czekoladową i śliwkową, a jest to czekolada pod różnymi obliczami, nie tylko bardzo gorzka. Nie wiem nawet sam, czego mi zabrakło do doskonałości, ale czegoś tam zabrakło. Zaskakuje mnie jego totalna gładkość, niemal łagodność, alkohol jest zupełnie ukryty.
9,5/10

Tekstura
Nawet sporo gazu po tylu latach, obniżyłbym go o pół stopnia. Oczywiście cudownie gęste.
4,5/5

9.0/10

Nasłuchałem się o tym piwie trochę złego. Że niby zamieniło się w sam sos sojowy i że mocno alkoholowe, głównie. I ja wierzę tym ludziom - prawie cztery lata to bardzo dużo czasu i sposoby przechowywania butelek mogły mieć już dużo do powiedzenia, a teraz każda tak naprawdę ma prawo inaczej smakować. Pozostaje mi się cieszyć, że mi trafił się najwidoczniej egzemplarz doskonale przechowywany, bo sos sojowy jest skrajnie subtelny, stanowi dopełnienie, zaś alkohol jak na 16% jest ukryty po arcymistrzowsku. Piwo, które daje wiarę w sens leżakowania RISów przez dłużej niż rok czy dwa. Cóż, przepiękne piwo, idealne do powspominania starych czasów i powolnego delektowania się (chociaż i bez przesady - ułożyło się tak świetnie, że godzinka w zupełności wystarczy na samotne obalenie tej małej butelki, nawet szybciej się uporałem, a lubię długo posiedzieć nad piwem). Niewiele piłem lepszych RISów nieleżakowanych w beczkach, do top 10 mieści się na luzie.

środa, 26 października 2016

Nøgne Ø: Kriek of Telemark

Z Nøgne Ø nie widziałem się prawie dwa lata - tak jakoś wyszło, chociaż każde ich piwo, jakie piłem, było świetne. No nic, w końcu jest - dość mocny kriek z kwaśnymi wiśniami z norweskiego okręgu Telemark. Chyba. Nie jestem w sumie pewien, czy to nie jest po prostu piwo z kwaśnymi wiśniami, a nie żaden prawilny kriek z brettami i po beczkach, ale zobaczymy. Piwo otwieram dzień po rocznicy jego uwarzenia. 

Informacje ogólne:
Piwo: Kriek of Telemark
Kraj: Norwegia
Okręg: Aust-Agder
Miasto: Grimstad
Browar: Nøgne Ø
Styl: wiśniowe kwaśne ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 500 ml
Warka: z 8 października 2015 roku (do 8.10.2017 r.) 
Cena: brak danych

Opakowanie
Przez dwa lata nic się chyba nie zmieniło.
8/10

 


Barwa
Przepiękna, krwista czerwień.
5/5
 
Piana
Dość obfita i gęsta, długo się utrzymuje.
3,5/5
 
Zapach
Zdominowany przez czerwone owoce, niekoniecznie same wiśnie, mocno udziela się też nuta truskawkowa i czereśniowa. W tle dość ewidentne przebłyski kwasu mlekowego. Beczki niet, brettów niet, ale bardzo ładny i przyjemny.
8/10
 
Smak
Bardzo podobny do zapachu, wchodzi tylko bardzo stonowana kwaśność, lekka cierpkość i dziwna nuta, która kojarzy mi się z przyprawami korzennymi, najbliżej chyba z cynamonem i gałką muszkatołową. Bardzo smaczne, ale nic specjalnego.
7,5/10
Tekstura
Nie zwróciłem uwagi, a zatem nie mam zastrzeżeń.
5/5

7.0/10

Trochę siara, że tak uznany browar rzemieślniczy nazywa takie piwo kriekiem, no ale dobra. Koło lambika to to nawet nie stało, lecz to bardzo udane kwaśne piwo owocowe. Nie wiem, czy kwaśność pochodzi wyłącznie od wiśni, czy weszły w grę lactobacillusy, tak czy inaczej to bardzo dobra piwo, jednak nie warte zachodu jak na import.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Mikkeller (Lervig): George

To było tak: kupiłem sobie piwo George Bourbon BA i wypiłem, a było to dawno temu. Było rewelacyjne, choć niekoniecznie satysfakcjonujące jak na coś tak drogiego i od Mikkellera. Mimo wszystko zasłużyło, żeby znaleźć się w mojej piwniczce na długie lata, więc kupiłem jeszcze raz. Tylko że kupiłem wersję nieleżakowaną w beczkach, bo myślałem, że istnieje tylko jedna, a etykieta praktycznie się nie różniła. Jako że nie leżakuję piw, których nie piłem, pozostało mi wypić George'a zwyczajnego, no i teraz to robię. Czasem te same piwa bez beczek są lepsze niż leżakowane, może i teraz. Zajęło mi to sporo czasu, siedziało u mnie grubo ponad rok. Patrząc na datę ważności, można przypuszczać, że zostało zabutelkowane na 10 lat przed nią, co by oznaczało, że w sumie ma już prawie dwa lata.

Informacje ogólne:
Piwo: George
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: stout imperialny
Alkohol: 12,12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 28.08.2024 r.
Cena: 25,95 zł (39,32 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Identyczne jak na leżakowanym George'u.
8/10 



 
Barwa
Nieprzejrzysta czerń.
5/5
 
Piana
Niezbyt obfita, zadowalająco gęsta, nietrwała, szybko pozostaje sam pierścień.
2/5
 
Zapach
Cudowna intensywność ciemnego słodu - palone zboże, duużo kawy i czekolady, kakao, tort czekoladowy, ogólnie ciasto, leciuteńki dym i nuta sosu sojowego, całość bardzo intensywna. Znakomity początkowo, z czasem trochę za dużo tego sosu.
9/10

Smak
Gorszy niż zapach, acz też świetny. Przede wszystkim dużo mniej słodki - od pierwszego łyku pojawia się bardzo mocno zaznaczona goryczka ziołowo-popiołowa, która jest sama w sobie przyjemna, natomiast z lekka przesłania bardziej atrakcyjne wrażenia czekoladowo-kawowo-zbożowe. Jest lekko słone i to tak ewidentnie. Fajny finisz, długi, popiołowo-kawowy.
8,5/10

Tekstura
Piękna gęstość, minimalnie za wysoki gaz.
4,5/5

7.5/10

Myślę, że mogło nie postarzeć się najszczęśliwiej - jest zdecydowanie mniej udane niż George leżakowany w beczkach po bourbonie, którego wypiłem świeższego. Nie mam ogromnego doświadczenia z długo leżakowanymi piwami, ale dostrzegam pewne symptomy. To świetne piwo, ale jest wiele lepszych RISów i lepiej skupić się chociażby na Brunch Weaselach, również warzonych przez Mikkellera w Norwegii.

środa, 24 sierpnia 2016

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Brunch Weasel BA Islay

Minęły prawie dwa lata od degustacji, a ja wciąż nie uznałem żadnego piwa za lepsze od Beer Geek Brunch Weasel. Ale szukam ciągle. Szukam między innymi wśród innych BGBW - wersja leżakowana w beczce po koniaku okazała się fantastyczna, ale jednak wyraźnie odstawała od oryginału, może lepiej spisze się whisky z Islay.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Brunch Weasel BA Islay
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (Islay whisky BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 10,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 47,85 zł (72,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
To samo co na pozostałych BGBW, tylko barwa tła ze złotej poszła w agresywną zieleń. O dziwo nie wygląda to gorzej.
8,5/10 

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Skromna jeśli chodzi o obfitość, dość szybko redukuje się do pierścienia, ale za to pierścień ten utrzymuje się bardzo długo, a i gęsta jest. W porównaniu z oryginałem to niebo a ziemia.
3,5/5

Zapach
Wyraźne nuty wędzone, ani chybi pochodne whisky. Trzon wciąż stanowi genialne połączenie ciemnego słodu z kawą. Na pierwszym planie właśnie ona, poza tym czekolada w wydaniach od gorzkiej do mlecznej, kakao, zboże, palenizna, ziemistość, torf, powiew jakiegoś destylatu; jest i jakiś akcent korzenny, żeby nie powiedzieć wprost - cynamonowy. Fantastyczny, choć są piękniejsze i bardziej intensywne. Ale nieznacznie.
9,5/10
Smak
Jeśli w zapachu można było mieć małą uwagę do intensywności, to tu już nie. Wszechogarnia. Wyraźnie różne od oryginału, kawa nie jest aż tak dominująca, choć dalej oczywiście bardzo mocno się udziela. Ważniejsze są chyba natomiast czyste nuty palonego słodu, wręcz spalonego. Whisky wprowadziła wyjątkowo wiele, torf nie żartuje, jest nie tylko dym, ale nawet ciut jodyny; nie żartuje też ewidentny powiew smaku słonego. Dłuugi finisz, lekko popiołowy (mało tego - cygaro!) i ziemisty. Całość jest potężna no i tyle, choć do absolutnego geniuszu - takiego jak w podstawce choćby - jeszcze mi tam czegoś brakuje.
9,5/10

Tekstura
Gęstość jest ge-nial-na, obłędnie przyjemna. Symboliczne wysycenie dopełnia.
5/5

9.0/10

To wciąż nie to co oryginał, ale trzecie genialne piwo z tej serii na trzy. Nieznacznie lepsze niż wersja koniakowa. Must have jak wszystkie trzy.

poniedziałek, 23 maja 2016

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Breakfast Brunch Big Blend

Nie piłem chyba nigdy piwa leżakowanego w beczkach po dwóch lub więcej różnych alkoholach. Big Blend to co prawda nie do końca piwo, które leżakowało w sześciu różnych, ale też nieźle - mieszanka zawartości sześciu różnych beczek. Tak czy inaczej, Mikkeller ma rozmach. Bourbon, brandy, cherry wine, koniak, tequila i whisky. Piwo co ciekawe nie jest klasycznym, mocarnym stoutem imperialnym. Ma 8%, więc mogłoby spokojnie być określone RISem, ale Mikkeller woli po prostu określić je stoutem owsianym. Do porównania z Polską, gdzie niektórzy chętnie nazywają RISami piwa nawet słabsze... Cóż, Beer Geek Brunch Weasel z tej serii pozostaje najlepszym piwem, jakie w życiu piłem, więc oczekiwania mam ogromne.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Breakfast Brunch Big Blend
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (bourbon & brandy & cherry wine & cognac & tequila & whisky BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.07.2025 r.
Cena: 38,10 zł (57,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
No taka tam, klasyka serii, bardzo lubię tę kolorystykę.
8,5/10 


Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Być może najbardziej obfita, z jaką się spotkałem. Co tu dużo mówić - zbyt obfita, przy bardzo delikatnym nalewaniu po ściance wypełniła kieliszek prawie w całości. Musiałem trochę poczekać, żeby trochę zbastowała i żebym mógł zrobić sensowne zdjęcie. Gęstość już nie imponuje tak jak obfitość, w dodatku jak już zaczęła opadać, to na całego i niedługo został tylko cienki pierścień.
3/5
 
Zapach
Wspaniała jak zwykle w tej serii zespolona z ciemnym słodem kawa - mocno palona, a jednocześnie z charakterystyczną kwiatową nutą, która niezmiennie kojarzy mi się z lawendą - toczy walkę z aromatami beczkowymi, których nie ma tu aż tak porażająco dużo, choć sporo jest. Wanilia, typowy dla bourbonu przypalany dąb, wyczuwam też nutę brandy (albo koniaku, w końcu koniak to brandy) i kwaskowatość typową dla wina. Znalazło się i trochę... starego chmielu, kwasu izowalerianowego, ale szybko zniknął. Mimo sześciu beczek gwoździem programu wciąż jest tu połączenie kawowo-słodowe, ale to naprawdę genialny aromat, niebywale złożony.
9,5/10
 
Smak
Zaskoczeniem po totalnie słodkim zapachu jest spora wytrawność. Ciągle dużo kawy (tu jednak jakby bardziej gorzkiej, takie ekstra mocne espresso), dużo ciemnego słodu, a i tutaj destylaty dużo mocniej się udzielają - już tak nawet nie do końca beczkowo, ale właśnie destylatowo. Szczególnie mocne podejrzenia kieruję na tequilę i obie brandy, wina ani wiśni tu nie czuję, z whisky jest tu coś z klasycznej szkockiej, bourbon dla odmiany się schował. Całkiem wysoka goryczka. Wciąż gdzieś się tam ten stary chmiel przewija, ha - ale nie przeszkadza to praktycznie wcale. Nie tak wspaniały jak zapach, ale też rewelka.
9/10

Tekstura
Przyjemnie gęste, lekko przegazowane.
9,5/10

8.5/10

Jeszcze jedno znakomite piwo z tej serii, choć ilość nie przełożyła się na jakość. Piwo jest mniej więcej na tym samym poziomie co zwykły Beer Geek Breakfast i na zdecydowanie niższym niż Beer Geek Brunch Weasel - zarówno ten czysty, jak i leżakowany w beczce po koniaku. Bezcenne przeżycie, ale wydaje mi się, że sześć różnych beczek to jak dziesięć różnych odmian chmielu - za duży rozmach, nie dlatego że krzywdzi piwo, ale od pewnego momentu kolejne beczki już za wiele nie wniosą i zleją się z całością, więc po co. A, no i jak dla mnie to zdecydowanie stout imperialny - nie tylko o alkohol chodzi, ale i o intensywność smaku.

sobota, 30 kwietnia 2016

Lervig: Barley Wine

Najlepsze piwo, jakie do tej pory piłem w życiu, powstało w Norwegii. Uwarzył je Mikkeller i etykieta ledwo wspominała o miejscu uwarzenia, no ale Mikkeller to nie browar, a twórca piwa. Fizycznie odpowiedzialnym za wspaniałego kawowego RISa był norweski browar Lervig Aktiebryggeri, który poza tym, że dla duńskiego kontraktowca niejedno piwo już uwarzył (sam próbowałem ośmiu), posiada również bardzo, ale to bardzo szeroką ofertę własnych trunków. Lervig jako jeden z nielicznych browarów Europy (sic) zmieścił się w rankingu top 100 browarów świata ratebeer.com za 2014 rok (za 2015 już nie). Postanowiłem złożyć hołd browarowi, który nie wymyślił, ale jednak perfekcyjnie wprowadził w życie pomysł Mikkellera i nie zastanawiałem się długo, gdy zobaczyłem jego piwo na półce, zwłaszcza że barleywine'ów zdecydowanie zbyt mało w życiu wypiłem, i zwłaszcza że całkiem przyzwoita cena jak na importowane, bardzo mocne piwo leżakowane w beczkach po destylacie. Okazało się, że instynkt mnie nie zawiódł - ta niepozorna buteleczka zawiera dwudzieste najlepsze barleywine we wszechświecie według ratebeeru; nie piłem żadnego, które byłoby w rankingu wyżej.

Barleywine o niezbyt skomplikowanej nazwie Barley Wine to potężny (13%) reprezentant stylu, który dodatkowo przeleżał w beczce po bourbonie Maker's Mark. Nie piłem go nigdy, choć niedawno kupiłem butelkę. Lervig warzy to piwo tylko raz w roku i chyba zawsze trochę inne, nie będę się rozwodził nad jego cechami, bo browar na swojej stronie podaje informacje dotyczące rocznika 2016 (ja mam 2014, mocniejszy o 0,5% alkoholu), w dodatku są sprzeczne same ze sobą. Nie mówiąc o tym, że producent podpisuje to jako American Barley Wine, a jednocześnie stwierdza, że jest to piwo nachmielone tylko Goldingiem, i to delikatnie, a w dodatku w aromacie nie zapowiada absolutnie niczego amerykańskiego. Nie wiem, o co tu chodzi, więc może po prostu spróbuję.

Informacje ogólne:
Piwo: Barley Wine
Kraj: Norwegia
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri
Styl: angielskie barleywine (Maker's Mark Bourbon BA)
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 2014 roku (do 30.01.2024 r.)
Cena: 29,20 zł (44,24 zł)

Opakowanie
Minimalistyczne - ani za brzydkie, ani za ładne. W każdym razie nie za ciekawe. Przeciętne z plusikiem. Firmowy kapsel, tyle że zeszpecony datą ważności.
5,5/10

 
Barwa
Ciemnobrązowe, ale wydaje się czarne, jest prawdopodobnie mocno zmętnione, na dole trochę mało estetycznego osadu.
3,5/5

Piana
Marniuchna, tworzy się na początku przyzwoita, ale szybko zostaje jeno pierścień.
2/5

Zapach
Cudowne połączenie beczki ze słodem. Karmel, wanilia, dąb, bakalie, jest też typowa dla amerykańskiej whisky węglowość i kukurydza. Czekolada. Kokos. Orzechy. Lekki dym. Trochę za dużo alkoholu, ale genialny aromat.
9/10

Smak
Do nut z zapachu dochodzą wiśnie, rodzynki, jeszcze więcej dębowości, takiej bardzo w stylu amerykańskiej whisky, świeżej, mocno przypalonej, węglowej. Tak, beczka bardzo tym piwem rządzi, choć jest też dużo takiej klasycznej, pełnej słodowości. Ładny finisz, z przyzwoitą goryczką, która kontruje ogólną słodycz. Świetne piwo, ale do ideału, a nawet do wielkości mi tu trochę brakuje. W sumie jak na 13% nie jest wcale zabójczo intensywne.
8,5/10

Tekstura
Idealne, bardzo stonowane, ale zaznaczone wysycenie, natomiast nie obraziłbym się na większą gęstość.
4/5 

7.5/10

Opcje są dwie: albo leżakowanie mu nie służy (bądź co bądź bardzo dojrzałe piwo, sprzed dwóch lat), albo nie jest to żadne top 20 barleywine'ów. Piwo jest świetne, bardzo beczkowo-bourbonowe i bardzo polecam, ale jak na cudownie brzmiącą kombinację "barleywine o zawartości alkoholu 13% leżakowane w beczkach po bourbonie", to pozostawia niedosyt. A już za tę cenę to naprawdę można trafić lepiej.

niedziela, 27 grudnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Brunch Weasel BA Cognac

To dla mnie wybitnie istotna degustacja - Beer Geek Brunch Weasel, kawowy stout imperialny z najdroższą kawą świata o ciekawym rodowodzie, który wypiłem we wrześniu ubiegłego roku, pozostaje do dziś najlepszym piwem, z jakim zetknęły się moje kubki smakowe. Nie, zaraz, nie tylko piwem - ten trunek pobił każdy napój i każde danie, jakie piłem lub jadłem w życiu. Dziś trzymam przed sobą to samo piwo (tyle że pewnie z innej warki), ale leżakowane w beczkach po koniaku. To bardzo rzadko używany w piwotwórstwie rodzaj beczek - jedynym piwem z beczek po koniaku, jakie do tej pory wypiłem, był znakomity porter trochę skręcający w stronę piwa świątecznego, notabene też z Mikkellera i niemal równo rok temu. Oryginalne BGBW było tak genialne, że nawet nie mam za wysokich oczekiwań - nie chcę się rozczarować i zakładam z góry, że pierwowzór pozostanie niedościgniony. Przede wszystkim jest to dla mnie sentymentalna podróż wstecz do najwspanialszego smaku, jaki miałem okazję poznać w życiu.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Brunch Weasel BA Cognac
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (cognac BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 10,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 47,85 zł (72,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Rzadki przypadek - etykieta jest identyczna jak na oryginalnym BGBW (jedynie "11.2 fl. oz." znalazło się w trochę innym miejscu). Nie ma tu jakiejkolwiek informacji, że to edycja leżakowana w beczkach po koniaku. Co odróżnia to opakowanie od oryginału, to zalakowana szyjka - gdyby jednak nie informacja od obsługi sklepu specjalistycznego, byłbym pewien, że to po prostu to samo piwo co wtedy i machnąłbym ręką. Lak ciągnie ocenę w górę, ale ta dezinformacja trochę słaba.
9/10

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Lepsza niż na pierwowzorze, lecz i tak licha - tworzy się przyzwoity kożuch, który w minuty dwie redukuje się do cienkiego pierścienia i marnych pozostałości na środku.
2/5
 
Zapach
Symfoniczne połączenie kawy i ciemnego słodu; wspaniała, lekko kwiatowa, ale i mocno prażona kawa nadaje lekkości, a nuty zbożowe, palone, czekoladowe - obciążają aromat. Brakuje szczypty intensywności, zwłaszcza na początku. Beczki buchnęły na samym początku, potem odpuściły na jakiś czas, by jeszcze później konsekwentnie coraz bardziej przykrywać inne akcenty. Powiem więcej, czuć, że to nie jakiś tam mocny alkohol, ale konkretnie jakaś brandy, więc może koniak.
9/10
Smak
Jest, jest ten geniusz pierwowzoru, choć trochę pomniejszony; niesamowite, idealnie zbalansowane połączenie kawy, wspaniałej kawy, czekolady (od mlecznej po bardzo gorzką), prażonych orzechów, palonego jęczmienia, mocno spalonego karmelu, mocnej, ale nie przytłaczającej piwa goryczki. Dostojne. Czuć wyraźnie beczkę po mocniejszym alkoholu (niekoniecznie koniaku), ale niestety pełni lekko negatywną rolę - nie wnosi nic ciekawego, a wprowadza trochę zbyt oczywistą nutę alkoholową. Ale to kompletny szczegół, genialne piwo, idealny balans słodycz-goryczka, potężny i długi finisz (daleko, daleko niesamowite nuty chlebowo-słodowe). Dodajmy, że jest nieprawdopodobnie pijalne jak na taką moc - nie chce się czekać na kolejny łyk.
9,5/10
 
Tekstura
Genialnie, aksamitnie gęste; wysycenie natomiast w ogóle nie zwraca na siebie uwagi i bardzo dobrze.
5/5

9.0/10

Tak, tak, to piwo nie padło daleko od pierwowzoru, bardzo mnie to cieszy. Beczki i koniak - jak zresztą podejrzewałem - raczej narobiły malutkich szkód, niż wzniosły piwo jeszcze wyżej, ale nie odebrały mu boskiej iskry. Zarówno zapach, jak i smak są solidarnie na trochę niższym poziomie niż w przenajświętszym BGWB, ale to genialny RIS i da tej edycji znajdzie się osobne miejsce w mojej piwnicy.

czwartek, 24 grudnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Dessert

Kolejne piwo z serii Beer Geek, kolejny stout imperialny z tej serii, ale absolutnie po raz pierwszy - Beer Geek bez kawy. Jest za to kakao i wanilia i ma być słodko na całego, przynajmniej jak się popatrzy na etykietę, to tak się zapowiada sytuacja. Mam nadzieję, że spisze się lepiej niż Vanilla Shake.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Dessert
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: słodki stout imperialny
Dodatki: kakao i wanilia
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.05.2025 r.
Cena: 28,95 zł (43,86 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Seria po raz pierwszy przełamana kolorystycznie i to radykalnie - "martwa natura" z przeróżnymi słodyczami w różowych odcieniach; bardzo sugestywna etykieta, choć trochę niewinna jak na woltaż.
8,5/10 
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Średnio obfita, średnio gęsta, o kiepskiej raczej trwałości - słaba.
2/5
 
Zapach
Doprawdy deserowy: potęga stoutu imperialnego zaprzężona w dwa dorodne konie, którym na imię kakao i wanilia. Dodatki wypadają niezwykle ładnie i świetnie łączą się z ciemnosłodową pełnią, aczkolwiek trochę za bardzo dominują aromat i tym samym czynią go trochę za prostym.
8/10
 
Smak
I po deserze - w smaku robi się dużo bardziej wytrawne, strona słodowa odchodzi od czekolady w stronę kawy, wanilii pozostaje tylko szczypta, a przede wszystkim gigantyczną rolę odgrywa chmiel z bardzo wysoką, popiołową goryczką. Co tu dużo mówić, jest niezbalansowane, przeholowane w stronę chmielu, zupełnie nie daje tego, co obiecuje; w ogóle słodowość jakby robi się pusta, zanika, brak typowej RIS-owej gęstości smaku. Maskuje alkohol bardzo dobrze, ale nie wyciąga z niego konsekwencji. Finisz popiołowy, pusty, banalny. Nie jest tragiczne, o nie, ma swoje momenty, zwłaszcza w ustach jest jeszcze bardzo przyjemne, ale po przełknięciu znika chyba wszystko, co dobre, dopiero gdzieś tam daleko pojawiają się nuty zbożowe; nie jest bardzo złe, nie jest też dobre. Można sobie posiorbać, ale trochę nie widać w tym sensu.
4,5/10
 
Tekstura
Przy tak wysokiej gęstości wysycenie mogłoby być jeszcze mniejsze, choć i tak jest nie za wysokie. 
4/5

5.0/10

Rany, ale zawód, jeden z największych. Piwo zbiera tak znakomite noty, że obawiam się, że trafiłem na feralną warkę lub butelkę. Zakwalifikuję je tylko dlatego jako słodki stout imperialny - mój egzemplarz słodki był jedynie w zapachu (który mocno je ratuje i to on zachęca do brania kolejnych łyków), acz jak czytam recenzje, to normalnie jest to faktycznie bardzo słodkie piwo. Wyjątkowo cienko jak na ten browar, jak na tę serię, jak na ten styl. A już za tę cenę - to prawdziwy koszmar, choć pić się da, a wącha się bardzo przyjemnie.

piątek, 20 listopada 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Vanilla Shake

Jako że Beer Geek Brunch Weasel od ponad roku pozostaje najlepszym piwem, jakie piłem w całym życiu, rzuciłem się w paru ostatnich miesiącach na niemało stoutów imperialnych z serii Beer Geek. Niektóre to Brunch Weasele leżakowane w beczkach po różnych trunkach, a niektóre - jak tutaj - piwa o już odmiennej koncepcji. Vanilla Shake to piwo mocne nawet jak na RISa, okraszone owsem, kawą, laktozą i wanilią.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Vanilla Shake
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: słodki kawowy stout imperialny
Dodatki: kawa, laktoza i wanilia
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 27,15 zł (41,14 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Wariacja na temat szablonu serii, jak zwykle skromna, ale bardzo udana.
8,5/10

 
Barwa
Czerń absolutna.
5/5
 
Piana
Niezbyt, acz przyzwoicie jak na moc obfita, gęsta, niezbyt trwała, w parę minut pojawiają się pierwsze dziury, wkrótce znika zupełnie.
1,5/5
 
Zapach
Genialny, niesamowicie intensywny i przemycający wszystkie elementy koncepcji piwa - jest esencjonalna mocarność słodu, wspaniała kawa, wanilia i w końcu laktoza - składają się one również na nieobecną w składzie czekoladę, w efekcie pachnie jak jakiś deser absolutny - jeśli mógłbym coś zmienić, to jedynie przesunąłbym trochę szalę na korzyść słodu, ale poza tym to genialny aromat.
9/10
Smak
Dość znacząco się zmienia - pierwsza rzuca się w oczy owsiana pełnia, poza tym już w ustach jest dużo bardziej wytrawnie, choć wanilia przemawia jeszcze głośniej niż w zapachu - po przełknięciu natomiast chmiel przypuszcza zmasowany atak i zalewa piwo bardzo wysoką goryczką, trochę ziołową, trochę jak w espresso; byłoby lepiej, jakby jednak pociągnąć do końca słodycz, co prawda dzięki temu nie jest mdłe, ale goryczka zbyt brutalnie ścina kompozycję słodyczy, która zaczyna się genialnie. Dość dobrze maskuje swoją moc.
8,5/10

Tekstura
Przyjemna gęstość, trochę za wysokie wysycenie (mimo że jest najwyżej średnie, no ale do smaku i gęstości pasowałoby bardzo małe).
3,5/5

7.5/10

Nie umywa się do Brunch Weasel, choć ma momenty wybitne, zwłaszcza w złożonym, deserowym, esencjonalnym aromacie. Świetne piwo, niekoniecznie jak na RISa, a już na pewno nie jak na swoją cenę. Moim zdaniem nie warto.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Weak Brunch Weasel

Kolejne piwo z serii Beer Geek... a właściwie nie do końca, bo Beer Weak. Piwo jest lżejszą (dużo lżejszą) wersją najsmaczniejszego piwa, jakie piłem w całym życiu, czyli Beer Geek Brunch Weasel. Ta sama kawa (kopi luwak) i pewnie te same proporcje, tylko dużo więcej... wody. Nie spodziewam się cudów niewidów, bo BGBW bazowało w równym stopniu na kompozycji, co na intensywności, ale i tak powinno być co najmniej bardzo dobrze.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Weak Brunch Weasel
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout owsiany
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 08.04.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na starszym bracie, tylko trochę kolorystyka inna, mniej przekonująca.
8/10
 

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, choć u podstawy coś tam błyska na ciemnobrązowo.
4,5/5

Piana
Piana wpędziła mnie w skonfundowanie - przy pierwszym nalaniu (z którym na pewno wszystko było w porządku), podobnie jak w oryginale, prawie się nie utworzyła, najwyżej jakaś minimalna i prawie od razu zniknęła do zera, natomiast po dolaniu niewielkiej końcówki stworzyła się ładna, bardzo gęsta, nawet dość wysoka piana; cóż, wystawię średnią.
2/5

Zapach
Bardzo ładny aromat szlachetnej kawy, połączonej z ciemnym, mocno czekoladowym słodem oraz nutami lawendowymi; świetny mariaż czekoladowej słodyczy z wytrawnym, ziemistym charakterem znakomitej kawy, może trochę za mało intensywny.
8/10

Smak
Smak powoduje, że od razu chcemy krzyknąć "kawa, wspaniała kawa!", ale po zastanowieniu się bardziej przypomina mi to czekoladkę o smaku kawowym, takie kawowe Merci; świetne, istne piwo śniadaniowe, jednocześnie słodycz jest mocno równoważona goryczką pochodzącą zapewne od chmielu, ale przybierającą właśnie taką kawową maskę, jakby goryczka espresso; jest dużo gorsze od imperialnej wersji, brakuje tej powalającej intensywności i gęstości smaku, ale też jest to świetne doświadczenie i też intensywne.
8,5/10

Tekstura
Nie jest za dobra, przeholowane wysycenie nie przystaje do smaku, no ale tragedii nie ma.
2/5

7.0/10

Jak łatwo było przewidzieć, nie umywa się do oryginalnej wersji i jak równie łatwo było przewidzieć jest to bardzo dobre piwo, choć piłem duuużo lepszych stoutów na mniej więcej takim poziomie alkoholu.

sobota, 4 kwietnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Bacon

Ogromna ekscytacja. Piłem póki co tylko dwa, ale jestem już wielkim fanem serii kawowych stoutów owsianych Mikkellera pod szyldem "Beer Geek..." i jeszcze większym fanem piw wędzonych. Oto zaś połączenie: wędzona wersja znakomitego Beer Geek Breakfast. Znajduje się w dodatku na piątym miejscu rankingu piw wędzonych na ratebeer.com. Mam tak wysokie oczekiwania, że chyba nie ma szans na pozytywne zaskoczenie, mogę się tylko rozczarować, chociaż w sumie... połączenie kawy i wędzonki wbrew pozorom brzmi trochę ryzykownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Bacon
Kraj: Norwegia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Okręg: Rogaland    
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: wędzony kawowy stout owsiany
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 24.02.2019
Cena: brak danych

Opakowanie
Kontynuacja stylu całej serii, tutaj w bekonowej stylistyce, ładnie i z humorem.
9/10


 
Barwa
Nieprzenikliwie czarne. 
5/5

Piana
Tworzy się przyzwoita, ale nic ponadto, a w dodatku momentalnie redukuje się do pierścienia i marnych resztek, słabiutko. 
1,5/5

Zapach
Zdecydowanie dominuje kawowo-czekoladowa symfonia kawy i ciemnego słodu z solidną nutą kwiatową, a konkretniej lawendową (tak samo jak w poprzednich piwach z serii); wędzonka niestety bardzo delikatna, bardziej wyczuwalna z butelki niż ze szkła, o charakterze słono-szynkowo-drzewnym - zapach jest piękny, ale to zasługa kawy i słodu. 
8,5/10

Smak
Zupełnie inny, na początku co prawda mamy uderzenie kawowo-czekoladowe, ale trwa bardzo krótko, potem nagle robi się bardzo wytrawne, a za chwilę wchodzi bardzo słona wędzonka, jeszcze dodajmy ekstremalne nuty palone, lekki popiół i niemałą goryczkę chmielową - kompozycja piękna, ale jeszcze nie genialna - wędzonka mogłaby się objawiać po pierwsze mocniej, a po drugie bardziej aromatycznie, mniej w słoności, niemniej jest to piwo pyszne. 
8,5/10

Tekstura
Dobre wysycenie, natomiast jakoś bardzo mocno zabrakło mi gęstości, tekstura bardzo średnio współpracuje ze smakiem.
2,5/5

7.0/10

A jednak, spory, spory zawód. Stout przede wszystkim kawowy, po drugie owsiany, a dopiero na końcu wędzony - to raz, ale to jeszcze byłoby w porządku, gdyby w takiej formie był olśniewający - nie jest, jest tylko bardzo, bardzo dobry i z mankamentami w pianie i teksturze. Dużo mniej udane piwo niż poprzednie dwa Beer Geeki, natomiast jeśli chodzi o ranking piw wędzonych, to w moim skromnym rankingu dwudziestu czterech już teraz wędzonek ląduje jakoś na dwunastym miejscu; jaki tam światowy top, paaaanie... na znacznie więcej liczyłem. Odrobinę też mimo wszystko chyba za dużo tego było - aż tak intensywny udział kawy być może nie powinien iść w parze z wędzonką.

niedziela, 22 marca 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Breakfast

Degustacja ta jest dla mnie nieprzeciętnie ważna, jako że Beer Geek Brunch Weasel pozostaje najlepszym piwem, jakie piłem w życiu. Beer Geek Breakfast, od którego zaczęła się cała seria, to natomiast poniekąd jego mniejszy (choć starszy) brat. Również stout owsiany, ale już nie imperialny - również z kawą, ale już nie z najdroższą na świecie kopi luwak, a gourmet. W kategorii zwykłych stoutów owsianych (choć ten aż taki zwykły nie jest, i tak jest dość mocny, no i z kawą) jest już tu olbrzymia konkurencja w postaci Lublin To Dublin.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Breakfast
Kraj: Norwegia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Okręg: Rogaland  
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout owsiany
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.01.2019
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo przyjemna etykieta, podobna do wszystkich z serii. Z tyłu, o dziwo, wreszcie dokładny skład, którego mi w Mikkellerze zawsze brakuje.
9/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, piękne. 
5/5

Piana
Bardzo ciemna, średnio obfita, ale za to wybitnie gęsta, pięknie oblepiająca szkło, o przyzwoitej trwałości. 
4/5

Zapach
Wybucha szlachetną kawą, czekoladą, palonym słodem, kruchymi ciastkami z czekoladą - wszystko o dość słodkim charakterze, przewijają się nuty kwiatowe, lawendowe, biszkoptowe, kremowe... piękna plejada, przepiękna, ale mógłby być odrobinę bardziej intensywny. 
9/10

Smak
O dziwo dużo mniej słodko, właściwie to bardzo wytrawnie - dalej kawa, dużo kawy o lekko kwiatowym charakterze, ale tym razem nie przechodzi ona w czekoladę (choć trochę też jej jest), a raczej w całkiem wysoką, bardzo szlachetną goryczkę o charakterze espresso, paloną, lekko kwaskowatą, do tego ziarna kakaowca, tak, w dużych ilościach; cudowne, dostojne piwo, przy tym niesamowicie lekkie jak na swą moc, pije się szybko i lekko niczym słabiutki dry stout. 
9/10

Tekstura
W przyjemnej, kremowej teksturze zabrakło jednak trochę wysycenia.
3,5/5

8.0/10

Dawno mi się tak szybko piwo nie skończyło i tak bardzo nie pożądałem większej ilości. Niesamowite skrzyżowanie piwa sesyjnego i degustacyjnego - jest przecież mocne i bardzo intensywne, a mam wrażenie, że mógłbym je pić, pić i pić i to dużymi łykami. Faktycznie niesamowicie komponowałoby się chyba ze śniadaniem. I faktycznie to jakby mniejszy brat Brunch Weasel - czuć tego samego ducha, ale jednak jest to duch bardzo pomniejszony. Nie zawiodłem się jednak.

wtorek, 23 grudnia 2014

Mikkeller (Lervig): George (Bourbon Barrel Aged)

Po kolejnej mało przyjemnej przygodzie z browarem z Eibau czas ukoić nerwy czymś potencjalnie wielkim. Stout imperialny z Mikkellera - to hasło mówi w sumie samo za siebie, a dodajmy jeszcze końcówkę "leżakowany w beczkach po bourbonie" i ogromne oczekiwania stają się chyba oczywistością. Nie mówiąc już o tym, że inny stout imperialny od Duńczyków pozostaje od września najlepszym w smaku i aromacie piwem, jakie w życiu spotkałem. Poprzeczka zawieszona bardzo wysoko i nie liczę oczywiście, że to piwo jej dosięgnie (bo przeskoczyć się chyba nie da), ale jak się trochę zbliży, to będzie pięknie. Cena jest, nawiasem mówiąc, około dwa razy wyższa od wspomnianego numeru jeden, ale zapewne to wynik tych beczek po bourbonie. Można by za to kupić gdzieś dwanaście razy większą ilość Ataku Chmielu, Porteru Warmińskiego, Szczuna czy jakiegoś innego wybitnego krajowego piwa. Mam je już od paru miesięcy, ale w obliczu takiej zawartości alkoholu raczej się specjalnie nie zmieniło przez ten czas.

Informacje ogólne:
Piwo: George (Bourbon Barrel Aged)
Kraj: Norwegia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: stout imperialny (bourbon BA)
Alkohol: 12,12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 30.10.2023
Cena: 52,80 zł (80 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Ładna, wyrazista etykieta, choć na pewno nie mistrzostwo świata. Jak zwykle nic ciekawego o piwie się nie dowiemy, trochę nie lubię, jak browary w ten sposób działają - trunek i tak obroni się lub nie obroni zawartością butelki, ale choćby dwa zdania, bardzo merytoryczne czy bardzo abstrakcyjne, nadałyby mu trochę indywidualności, sprawiły, że łatwiej byłoby je sobie kiedyś przypomnieć.
8/10

Barwa
Jego czerń jest aż przerażająca, nie wiem, czy kiedykolwiek widziałem piwo aż tak ciemne - widać to szczególnie przy nalewaniu, kiedy struga płynu jest czarna, nie jak zwykle nawet w bardzo ciemnych piwach brązowa - w szkle nie ma już mowy o jakimkolwiek kolorze poza czernią. 
5/5

Piana
Jak na styl i moc niezła, nalewa się w miarę obfita, ekstremalnie gęsta i o pięknej, bardzo ciemnej barwie - trwałość niestety nie jest już taka dobra, dość szybko pozostajemy z porządnym pierścieniem, po dłuższym czasie znika i on. 
3,5/5

Zapach 
Dominują zintensyfikowane nuty kawowe i kakaowe - ale nie czekoladowe, po prostu ziarna kakaa - zapach w ogóle taki ziarnowy, jakby wąchało się przed sekundą zmieloną kawę i kakao; poza tym smagnięcia owocowe (wiśnie) i kwiatowe (lawenda), balans melanoidynową, ciastową słodyczą - genialny zapach. 
9,5/10

Smak
Niebywale intensywny, ciemnosłodowy cios prosto między oczy, tak bogaty, że ciężko zacząć opisywanie poszczególnych smaków; w dalszym ciągu mnóstwo kawy i kakaa, przede wszystkim kawy, spora kwaskowatość, bardzo, bardzo gorzka czekolada; dość wysoka goryczka, poziom kawowości w tym piwie jest tak wysoki, że można odnieść wrażenie, że jest to goryczka kawowa z udziałem ziołowej; w ustach jeszcze jest całkiem słodko, finisz natomiast całkiem wytrawny - wyśmienite piwo, potężne, ale jeszcze nie genialne, smak minimalnie za tą potęgą nie nadąża, można mu zarzucić szczyptę ociężałości. 
9/10

Tekstura
Genialna  - niezwykle przyjemnie gęste z idealną, umiarkowaną dawką wysycenia.
5/5

8.5/10  

Jeśli przy takiej ocenie czuję niedosyt, to chyba znaczy, że za bardzo się na to piwo napaliłem. Z drugiej strony miałem solidne podstawy, a w obliczu ceny niedosyt jest uzasadniony. Piwo co ciekawe bardzo podobne do Beer Geek Brunch Weasel, ale w jakiś sposób jednak znacznie gorzej wypada. No i ważna rzecz - zupełnie nie natrafiłem na nuty, które zdradziłyby leżakowanie w beczkach po bourbonie. Tym samym - mimo wybitnie wysokiej oceny - nie polecam (o ile w ogóle jeszcze gdzieś można je kupić), lepiej nabyć dwa Beer Geeki za tę kwotę - podobny profil, a jednak dużo lepsze. Albo wspomnianą dwanaście razy większą ilość (czyli około ośmiu butelek) Porteru Warmińskiego, też lepszy!

piątek, 19 grudnia 2014

AleBrowar & Veholt (Gościszewo): Saint No More Hoppy Dark Ale

Długo czekałem na wejście w trzecią dziesiątkę piw AleBrowaru, od eksperymentalnych single hopów, które wypiłem na początku października, minęło sporo czasu. Nie był to jednak czas, w trakcie którego wzdychałem niesamowicie za AB, bo również na początku października mój egzemplarz Johna Cherry'ego wybuchł mi w szafce i narobił potwornego bałaganu (duch woni wiśniowego piwa, która wypełniła szafkę, pałęta się po niej do dziś). Dopiero na następny dzień AleBrowar ostrzegł konsumentów. Ostatecznie tragedii nie było, godzina sprzątania to rzecz do przeżycia, ale wizja przebiegu wydarzeń, gdyby akurat nie było mnie w domu lub gdybym spokojnie czytał sobie etykietę przed degustacją w trakcie wybuchu, sprawiła, że mocno ochłodziło to mój tak gorący wcześniej stosunek do AB. Piłem jednocześnie tyle wspaniałych ich piw, że ciężko byłoby się tak po prostu obrazić. Obrażę się, jak wybuchnie jeszcze jedno, a póki co daję im kolejną szansę. Trzeci rok z rzędu uwarzyli piwo świąteczne pod nazwą Saint No More, tym razem nawet dwa piwa - powtórkę z zeszłego roku i coś nowego. To piwo nie ma już zupełnie nic wspólnego ze świętami, jest po prostu normalnym ciemnym IPA (nazwanym kuriozalnie "hoppy dark ale" - bezsensowne mnożenie nazw dla tego samego stylu). Uwarzone w kolaboracji z browarem Veholt z Norwegii, a konkretniej z jednym z jego piwowarów (ale piwo markowane jest obiema firmami, więc liczę jako kolaborację).

Informacje ogólne:
Piwo: Saint No More Hoppy Dark Ale
Kraj: Polska - uwarzone w kolaboracji z browarem z Norwegii
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar i Bryggerhuset Veholt)
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
Warka: do 25.01.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta poza głównym nurtem etykiet AB, co prawda postać znana z poprzednich Saint No More, ale "trochę" inny profil no i ogólny układ graficzny i styl etykiety. Bardzo ładnie to wygląda, również dlatego, że połączenie srebra z czernią to połączenie bardzo, ale to bardzo korzystne. Nowy kapsel, taki już pozostanie, stary przechodzi do lamusa. Dość prostacki tekst na kontrze, ale za to jak zwykle dokładny skład.
9/10
 
Barwa
Pozornie czarne, pod światłem zaś natłok prześwitów ciemnobrązowych i rubinowych - jeszcze mi czegoś zabrakło do ideału, ale blisko. 
4,5/5

Piana
Genialna, bardzo obfita, o cieszącej oko puchowej, gęstej konsystencji, od początku w zadziwiająco dużych ilościach pozostaje na szkle, a trwałość jest miażdżąca, gruba pierzyna do samego końca. 
5/5

Zapach
W mniej więcej równych ilościach rządzi czekoladowo-palona pełnia ciemnego słodu oraz żywiczny charakter amerykańskiego chmielu - wynik to piękny aromat, który pozwala przemówić obu stronom w wystarczającej ilości, złożony, a przede wszystkim bardzo przyjemny. 
8,5/10
Smak
Jak w zapachu był sojusz, tak smak to wojna tych dwóch sfer - w ustach słód atakuje bardzo intensywnymi nutami palonymi, natomiast po przełknięciu chmiel tłamsi go zaskakująco potężną i ostrą goryczką; jak łatwo się domyślić, chmiel tę walkę wygrywa i dominuje smak, co niestety na dobre nie wychodzi, bo można mieć do goryczki spore zastrzeżenia - niezbyt szlachetna, narowista, nieco zalegająca; szkoda, poza nią piwo jest pyszne, ale jej mało wyrafinowany charakter sprowadza je do najwyżej niezłego (chociaż daleki finisz, kiedy goryczka wygasa, a powraca trochę czekolady i dużo żywicy, na bardzo wysokim poziomie). 
6,5/10

Tekstura
Nie pomaga, jest wyraźnie przegazowane, choć jeszcze bez katastrofy.
1,5/5

6.0/10

Parę dni temu piłem Molly IPA z Doctora Brew z teoretycznie i praktycznie znacząco wyższą goryczką niż tutaj, ale tam byłem zakochany, a tutaj ta goryczka mi popsuła zabawę (choć piwo ostatecznie i tak jest dobre). Nie mówiąc o takim 1000 IBU Mikkellera, jednego z najlepszych IPA, jakie piłem, w którym goryczka była na poziomie absolutnie miażdżącym. Prowadzi mnie to do przekonania, że w goryczce zdecydowanie nie jest najważniejsza jej wysokość (to znaczy - o ile nie jest za mała; mówię o przypadku, w którym można by ją potencjalnie uznać za za dużą), a charakter, tak zwana szlachetność. 

To bez wątpienia ostatnie piwo AleBrowaru, jakie wypiłem w tym roku, mogę więc pokusić się o refleksję. Miało być ich dziesięć, było dziewięć. Jedno wybuchło, z pozostałych aż cztery nie były godne uwagi, trzy były, ale nie robiły szału jak na sektor rzemieślniczy, a dwa były wybitne, tyle że w jednym z tych dwóch - tym lepszym, co gorsza - maczało palce Nøgne Ø. Tak, jestem w stanie przyłączyć się do utyskiwań na spadek formy AleBrowaru. Ciągle mam w pamięci obraz z 2013 roku, obraz browaru, przed którego trzema różnymi stoutami - amerykańskim, wędzonym i mlecznym - padałem na kolana; który oczarował mnie trzema różnymi IPA - ciemnym, amerykańskim i brązowym; który w końcu na dokładkę dołożył rewelacyjną interpretację saisona. Dlatego w nowym roku dalej mam zamiar dawać każdemu nowemu piwu AB szansę, ale jeśli 2015 będzie na podobnym poziomie, co 2014, to w 2016 moja pamięć nieco się pogorszy i będę pił tylko te ich piwa, które spodobają mi się a priori, już ze względu na koncepcję - ewentualnie te, o których przeczytam wyśmienite recenzje - i nie będę się rzucał na każde nowe IPA, jakie uwarzą. Nie sądziłem, że to powiem, ale na chwilę obecną Doctor Brew, Szałpiw, a nawet Kingpin, z którego piłem jeno dwa piwa, to dla mnie bardziej ekscytujące inicjatywy.