czwartek, 11 czerwca 2015

Trappist Westvleteren 12

Nadeszła wiekopomna chwila. Położyłem łapy jeśli nie na najlepszym, to na pewno najbardziej mitycznym piwie świata. Legenda Westvleteren i zwłaszcza Westvleteren 12 była bez wątpienia jednym z czynników, które przyciągnęły mnie bezpowrotnie do świata piwa. Szybko postanowiłem, że je zdobędę, pojadę do Belgii, odwiedzę klasztor i zdobędę, za ileś tam lat. Jak już mówiłem, czasy się zmieniły i nie musiałem, Dwunastka przyjechała do pobliskiego sklepu z piwem, w którym bywam w każdym miesiącu. Szczerze mówiąc, wolałbym, żeby tak się nie stało. To z jednej strony super, że każdy, kto chce i ma 40 zł może poznać taką legendę, nie musząc jechać do Belgii, ale jako romantyk żałuję, że nie mogłem zdobyć i wypić tego trunku wtedy, gdy było to możliwe tylko albo prawie tylko w klasztorze. Takie magiczne sytuacje są na tym świecie tak rzadkie, że żal stracić jakąkolwiek. No, ale dość smętów. Jeszcze ku przypomnieniu - to piwo przez długie, długie lata było numerem jeden w rankingu wszystkich piw świata ratebeer.com. Niedawno zostało zepchnięte na drugie miejsce, ale może wrócić na pierwsze w sumie w każdej chwili, bo obecny numer jeden ma mało ocen i łatwo naruszyć średnią. I to już w sumie komentarza nie wymaga. Po Ósemce boję się napalać na jakieś cuda niewidy, ale mam nadzieję, że Dwunastka nawiąże przynajmniej walkę z Chimay Bleue.

Przez kaliber piwa niemal zapomniałem, że to pięćsetna recenzja na moim blogu. Chwilowo przestało mnie to ruszać, bo za kwadrans otwieram butelkę i czuję coś w rodzaju tremy.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappist Westvleteren 12
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Westvleteren
Browar: Sint-Sixtusabdij Westvleteren
Styl: quadrupel
Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 11.09.2016 r.
Cena: 43,50 zł (65,91 zł)

Opakowanie
Oczywiście identycznie opakowane jak poprzednie dwa, tylko tym razem kapsel złoty, a raczej czarno-złoty.
9/10


 
Barwa
Wspaniała, brunatna, od ciemnobrązowej do jasnobrązowej, prześwity w tym ostatnim kolorze mogłyby być wyraźniejsze, poza tym prawie ideał.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita i bardzo gęsta, utrzymuje się do samego końca prawie w całości, bliska ideału.
4,5/5

Zapach
Genialny - czekolada, suszone śliwki w dużych ilościach, pumpernikiel, ciasto, ciastka, rodzynki, wszystko otoczone bardzo szlachetną atmosferą alkoholową - kompozycja jest w zasadzie doskonała, jednak jest jeden mankament, intensywność powinna być trochę większa, by nazwać zapach idealnym.
9,5/10
Smak
W smaku problemu niedoboru intensywności już nie ma i jest po prostu idealnie - cudowny napór ciemnych słodów w maskach belgijskiej drożdżowości, jakby esencja z czarnego chleba, ciągle suszone śliwki, rodzynki, zboże, a kompletnym majstersztykiem jest z kolei to, co zrobiono z alkoholem - nie jest całkowicie ukryty i wychodzi to na wielki plus, bo bardzo wspomaga smak; genialny, potężny, długi finisz; mimo mocy bardzo pijalne przez swoją wyśmienitość - genialne piwo, nic bym tu nie zmieniał.
10/10

Tekstura
Wysokie wysycenie, ale ani trochę nie za wysokie, idealnie pasuje do smaku.
5/5

9.5/10 

Nie zawiodłem się. Mistyczny obraz Dwunastki, który nosiłem w sobie przez lata, nie upadł - to naprawdę jest piwo genialne. Na pewno nie najlepsze, jakie w życiu piłem, wyłożyło się na zapachu (niedobór intensywności aromatu to zresztą wspólny problem wszystkich trzech piw z Westvleteren) i przegrywa z Chimay Bleue (i niewieloma innymi), ale jest genialne, na pewno jedno z dziesięciu najlepszych, jaki piłem. Godne uczczenie 500 recenzji na blogu. Drugą połowę pierwszego tysiąca rozpocznę również piwem trapistów (chyba ostatnim, jakie mi zostało spośród tych dostępnych w Polsce) i wtedy będę mógł przedstawić ranking wszystkich belgijskich i holenderskich browarów trapistów.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 30.05.2017 r., warka do 03.09.2018 r.
 
Piękna mieszanka brązów i miedzi, niezbyt piękne zmętnienie. Genialna piana. Bogaty i intensywny aromat ciemnego chleba, pumpernikla, rodzynków, cukru kandyzowanego, szlachetnego alkoholu, belgijskich drożdży, suszonych owoców. W smaku bardzo chlebowe - podobnie jak dwa lata temu, tak i teraz zdaje się jednym z najpiękniej chlebowych piw świata. Poza tym spora belgijska przyprawowość, karmel, śliwki, dostojne nuty alkoholu, a całość zakończona subtelną goryczką. Cudownie intensywny, długi finisz, na którym wkracza intensywna czekolada, zresztą w ogóle jest potężnie intensywne. Piwo właściwie genialne. Wyjątkowo stonowane wysycenie jak na trapistów, pasuje mi to.
 
 
 

9.0/10

środa, 10 czerwca 2015

Trappist Westvleteren 8

Preludium za mną, czas zmierzyć się z zawodnikiem wagi ciężkiej. Westvleteren 8 jest może trochę schowany za swoim starszym bratem, ale również jest to piwo o potężnej opinii, dzierżące trzydzieste miejsce w ogólnym rankingu ratebeera i tym samym bezsprzecznie najlepszy dubbel tam (choć z jakichś powodów nie jest zakwalifikowany jako dubbel). U mnie póki co najbardziej zadowoliła wersja Chimay, nie licząc leżakowanego z bakteriami kwasu mlekowego w beczkach po winie dubbla z To Øl, który wypadł mniej więcej równie dobrze. Będę zawiedziony, jeśli Ósemka nie okaże się najlepszym dubblem w moim dotychczasowym życiu.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappist Westvleteren 8
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Westvleteren
Browar: Sint-Sixtusabdij Westvleteren
Styl: dubbel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 30.10.2017 r.
Cena: 42,50 zł (64,39 zł)

Opakowanie
Wszystko oczywiście identyczne jak w przypadku Blonda, tylko kolor kapsla niebieski. W Chimay i Rochefort ta barwa reprezentuje najlepsze trunki browarów, Westvleteren się wyłamuje.
9/10
 
Barwa
Piękne, bez światła czarne, pod światłem od ciemnobrązowego od miedzianego, intrygujące zmętnienie, choć lepiej byłoby chyba bez niego.
4,5/5

Piana
Obfita, dość gęsta, po paru minutach mamy już dziurę na tafli, ale na tym przestaje się redukować, sporo zostaje jej do samego końca degustacji.
4/5

Zapach
Świetny - najpierw mleczna czekolada, potem zboże, karmel, cukier kandyzowany, belgijskie fenole, ciemne owoce (śliwki w czekoladzie) - piękna kompozycja, ale jest jeden spory minus, niezadowalająca intensywność.
8,5/10
Smak
Tu zaczyna się najlepsze - napiera intensywna, dostojna, czekoladowa słodycz, wysoka, ale niemdląca, bo świetnie skontrowana szlachetnie alkoholową goryczką; rozpościera na podniebieniu niesamowicie intensywny finisz, długi, lekko drożdżowy - piękne piwo, ale od genialnego konkretny kawałek drogi.
9/10

Tekstura
Na początku mocne wysycenie trochę przeszkadza, szczęśliwie dość szybko spada do niemal idealnego.
4/5

8.0/10

A jednak się zawiodłem. Westvletereński dubbel uplasował się w tym samym rejonie, co dubble z La Trappe, Westmalle i Chimay, przy czym przebił lekko dwa pierwsze i poddał się lekko ostatniemu. Co tu dużo mówić, biorąc pod uwagę same walory smakowo-zapachowe tego piwa, odrzucając jego wymiar symboliczny, nie jest warte podróży do Belgii ani nawet tych 40 złotych, nawet 30, a nawet 20, patrząc na ceny wymienionych dubbli. Wystawiłem mu, co zaskakujące, identyczne oceny co dużo mniej hołubionemu Westowi Blond, poza pianą, w której Ósemka przegrała. Trochę krucho jak na top 30 ratebeeru, mimo że znakomite jest to piwo. No cóż, wszystko i tak rozegra się przy Dwunastce, a dubbel to nie jest mój ulubiony styl z kanonu trapistów.

wtorek, 9 czerwca 2015

Trappist Westvleteren Blond

Co tu napisać? Przede mną trzy piwa, po których nic już nie będzie takie samo. Na żaden browar nie czekałem i już raczej nie będę czekać tak gorąco, jak na klasztor św. Sykstusa Westvleteren. Czasy się szybko zmieniają ostatnio, ale gdy zaczynałem interesować się piwem, piwa Westvleteren były w Polsce jak święty Graal, delikatnie mówiąc. Powszechnie postrzegane za najlepsze piwo świata było Westvleteren 12, przez długie lata numer jeden rankingu wszech czasów ratebeer.com (dopiero niedawno zostało zrzucone przez jakiś stout imperialny z USA, acz mający niecałe 100 ocen, więc może szybko znowu wrócić na pierwsze miejsce), pozostałe wersje cieszyły się niewiele mniejszym uwielbieniem, a podbijającym serca hitem był fakt, że piwa te można (było) kupić tylko osobiście na miejscu, w Belgii, po uprzedniej rezerwacji z podaniem numeru rejestracji samochodu, żeby nie można było za wcześnie wrócić po więcej. Myślałem, że i mnie to czeka kiedyś, kiedyś i postrzegałem to jako szczyt mojej drogi przez piwo. Cóż, czasy się zmieniły, Westvleteren można już kupić tu i ówdzie, a skoro wszystkie trzy wersje przyjechały mi praktycznie pod nos, bo do sklepu z piwem, w którym się zaopatruję, i w zaskakująco przystępnej cenie, to nie mogłem się powstrzymać, zwłaszcza że większa okazja będzie dopiero gdzieś za dwa lata. Dzisiejsze piwo będzie bowiem recenzją numer 498 i lada dzień walnę pierwsze pół tysiąca. Westvleteren 12 ze swoim niezrównanym majestatem nadawałby się bardziej na pierwszy tysiąc (czyli najbardziej okrągły jubileusz, jaki może być, bo do miliona dojść się nie da, a dziesięć tysięcy brzmi jakoś gorzej), ale za dwa lata mógłbym go nie dostać, a nie chcę recenzować jakiejś niebywale leżakowanej wersji. No to zaczynamy: 498 - Blond, żeby wejść w ten świat z jakąś łagodnością, 499 - 8 i 500 - mityczna 12.

Westvleteren Blond to piwo, które przynajmniej przed spróbowaniem ciężko przyporządkować do konkretnego stylu. Są aż trzy opcje - dobrze znane belgijskie pale ale oraz blond i dużo mniej znany... single, jako młodszy brat dubbli i tripli (i quadrupli, jeśli ktoś je uznaje). Trappist Single to styl, który znalazł się w tegorocznej, uaktualnionej klasyfikacji BJCP, ale nie jest to jakiś wymysł Amerykanów - single to tradycyjnie najsłabsze piwa warzone przez trapistów, często na wyłączny użytek mnichów lub dostępne tylko na miejscu w browarze. Jako jeden z komercyjnych przykładów BJCP podaje właśnie Westvleteren Blond. Tyle że chyba żaden browar aktualnie nie używa tego określenia, a poza tym podobieństwo do blondów i BPA zdaje się wielkie, więc czy jest sens mnożyć style? Wypiję i rozsądzę.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappist Westvleteren Blond
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Westvleteren
Browar: Sint-Sixtusabdij Westvleteren
Styl: single
Alkohol: 5,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 20.11.2015 r.
Cena: 42,50 zł (64,39 zł)

Opakowanie
Całkowicie goła butelka jedynie ze zgrubieniem na szyjce, a na nim litery głoszące "trappistenbier" oraz oczywiście piękny kapsel, na którym jest wszystko inne - alkohol, data przydatności, nazwa i logo browaru (a raczej klasztoru) i objętość. Mimo wszystko bardziej doceniam przepiękne etykiety niż aż taką ascezę, ale butelki Westvleteren również mają swój potężny, tajemniczy urok.
9/10

Barwa
Piękne złoto i masa fascynująco wyglądającego osadu - wygląda niezwykle ciekawie i dynamicznie, bardzo, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Genialna, wzorowa pod względem gęstości, obfitości i trwałości, nic więcej nie można wymagać, a w dodatku pięknie oblepia szkło.
5/5

Zapach
Cudowny, bardzo intensywny i świeży, jest dość słodko jakby od owocowego chmielu, rześko od skórki pomarańczowej, do tego czysta, jasna słodowość, jakieś cudowne słodycze i piękne, łagodne fenole - wspaniały aromat, z czasem tylko trochę za bardzo intensywność spada.
8,5/10
Smak
W smaku podobnie, zaczyna się od jasnego słodu, trochę chlebowo, a potem już coraz bardziej belgijsko, fenole, skórka cytrusów, lekka słodycz, cudowny, zbożowo-ziemisty finisz; mimo niskiego raczej alkoholu bardzo intensywnie, wręcz masywnie - wybitne, maksymalnie dopracowane piwo, choć jest jednak za proste, by nazwać je genialnym.
9/10

Tekstura
Nieco za mocno wysycone.
4/5

8.0/10

Co za początek. Jak tak znakomite jest piwo uważane w sumie trochę za outsidera browaru, to nie mogę się doczekać ciągu dalszego. Co do rozważań stylowych: w trakcie i po degustacji wczytałem się mocno w opisy wszystkich trzech stylów i przyznałem BJCP rację. "More like a much smaller, more highly hopped tripel than a smaller Belgian Blond Ale" znakomicie określa to piwo, a też zdecydowanie nie pasuje ono na Belgian Pale Ale, jest bezwzględnie za bardzo intensywne, agresywne, belgijskie.

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Raduga (Witnica): Naked City

Czwarte piwo z Radugi i czwarte IPA, ale tym razem nie wyłącznie na amerykańskie kopyto, albowiem belgijskie IPA, styl trochę niejednolity. Czasem pod tą nazwą spotyka się zwykłe AIPA/IIPA z niemal homeopatycznym dodatkiem Belgii, mam nadzieję, że tu jest inaczej. Niestety znowu warzone w Witnicy, mam dużo więcej zaufania do Zodiaka.

Informacje ogólne:
Piwo: Naked City
Kraj: Polska
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Raduga)
Styl: belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.09.2015 r.
Cena: 7,75 zł

Opakowanie
Niezła etykieta, choć męczy mnie trochę, że pani na obrazku ma piersi przy samej szyi i bez sutków. No ale dobra tam, fajna kolorystyka, filmowo, klimacik.
8/10

 
Barwa
Bardzo ładne, bursztynowe, może jasnobursztynowe, zmętnienie działa na niekorzyść - mogłoby być większe lub mniejsze.
4/5

Piana
Doskonale obfita, bardzo gęsta, osiada na szkle w dużych ilościach, z trwałością mogłoby być nieco lepiej, ale też jest dobrze.
4,5/5

Zapach
Słodki, chmielowy zapach owoców oraz nuty pikantne, niekoniecznie o belgijskim charakterze, bardziej chmielowa żywica, chociaż jednak drożdże belgijskie są wyczuwalne - to wszystko niestety podszyte witnicowym masełkiem, raczej nieodrzucającym, ale przykrywającym aromat w za dużym stopniu - zapach najwyżej solidny.
6/10
Smak 
Dużo mniej słodko, żywiczny chmiel, mocna, choć nie za mocna, trochę mało szlachetna goryczka, niezły balans słodycz-goryczka mimo dużej przewagi tej drugiej, wszystko rujnuje tym razem nie diacetyl, a paskudne gwoździe, nie jakieś przytłaczająco intensywne, nie trwają też ciągle, ale paskudne, zdobywają najciekawszą fazę, czyli wczesny finisz - mimo to piwo pije się w miarę przyjemnie, o dziwo chce się wziąć następny łyk (daleki finisz jest bardzo dobry), ale jest to przyjemność naznaczona pewnym cierpieniem, jakbyśmy jedli smaczną potrawę przy bólu gardła - mimo wszystko pozytywne przeżycie, ale nie jakoś bardzo.
6/10

Tekstura
Wysokie wysycenie bardzo do niego pasuje, jeno odrobinę bym obniżył.
4,5/5

5.5/10

Pierwsze zupełnie niesatysfakcjonujące piwo z Radugi, kompletnie niewarte swojej ceny. Nie dość, że Belgii wiele tu nie ma, to nawet nie patrząc na zgodność ze stylem średnie. Jeśli kolejne piwo z Radugi, które już kupiłem, nie wywrze na mnie sporego wrażenia, to się pożegnamy na jakiś czas. Może jednak trzeba się trzymać od Witnicy jak najdalej - trzy na trzy piwa Radugi uwarzone tam miały trochę diacetylu, a tutaj jeszcze dodatkowo żelazo. To dobra okazja, by wspomnieć o doświadczeniu, jakie ostatnio przeżyłem - na urodzinach u koleżanki zostałem poczęstowany Porterem Witnickim z ogromnej butli (a la Porter Grudniowy z Ciechana) - było to najbardziej żelazowe piwo, jakie w życiu wypiłem, paskudny trunek (a nie tak dawno, pity z normalnej, półlitrowej butelki, przecież mnie zachwycił!).

niedziela, 7 czerwca 2015

The Alchemist: Heady Topper

Niech się dopełni. Myślałem, że Focal Banger będzie tylko przygrywką, ale dostałem bezsprzecznie najlepsze AIPA, jakie kiedykolwiek piłem, no i ciężko to nazywać przygrywką, bez względu na to jak dobry będzie Heady Topper. Czy The Alchemist zaliczy genialny dublet i to z kolei będzie najlepsze IIPA w moim życiu? Zasadniczo I Hardcore You ocierało się o doskonałość absolutną i można mu już tylko albo dorównać, albo przebić w szczegółach. Drugi potężny przeciwnik to w moim rankingu dużo mniej znane Ageless z Redwillow Brewery. Nie będę zawiedziony, jeśli Heady Topper zajmie trzecie miejsce, ale i nie będę zaskoczony, jeśli zajmie pierwsze. Na ratebeerze to piwo z kolei zajmuje trzecie miejsce w rankingu IIPA (w przeciwieństwie do Focal Banger, średnia jest wyciągnięta z bardzo wielu ocen) i dwudzieste trzecie w rankingu wszystkich piw świata, rany koguta, mam ciarki.

Informacje ogólne:
Piwo: Heady Topper
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Vermont
Miasto: Waterbury
Browar: The Alchemist
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 473 ml
Warka: brak daty przydatności
Cena: ok. 32 zł

Opakowanie
O ile puszka Focal Bangera była bardzo ładna, to tutaj jest już przepięknie, artystycznie, a mówię to, będąc wielkim zwolennikiem szklanych butelek i puszkowym sceptykiem. Heady Topper prezentuje się jednak lepiej niż zdecydowana większość piw w schemacie butelka+etykieta, jakie w życiu widziałem. Świetna grafika w jak zazwyczaj subtelnym połączeniu srebra i czerni. Co do zawartości merytorycznej, to z przemyśleń Johna Kimmicha, czyli Alchemika, prześwituje lekko kontrrewolucyjne podejście do piwa vel hipsterstwo wsteczne. Wisienką na torcie jest to zalecenie o piciu prosto z puszki, bo dzięki temu aromaty mają się nie ulotnić - eee. No to fajnie, że się nie ulotnią, tylko że ich nie powącham. Wiem, kręcę trochę, ale jak dla mnie spychanie walorów zapachowych piwa na dalszy plan (do głębin puszki znaczy) to humbug i jestem w stanie posądzić Alchemista o to, że zalecenie ma bardziej wzbudzić sensację niż zadbać o odbiór piwa.
9,5/10

Barwa
Bardzo jasne jak na styl, złote, nawet jasnozłote - byłoby trochę banalne, gdyby nie cudownie ulatujące bąbelki, lekkie zmętnienie też działa na plus.
4/5

Piana 
Bardzo obfita, ale kiepsko z gęstością i trwałość też średnia, szybko robią się pierwsze dziury na tafli, na szczęście gruby pierścień i spore resztki utrzymują się do samego końca, więc ostatecznie jest nawet dobrze.
3,5/5

Zapach
Cudowny zapach chmielu, mieści w sobie zarówno sferę słodkoowocową (na czele zdecydowanie marakuja, za nią grjepfrut i świeżo wyciśnięty sok z cytryny), jak i żywiczną, właściwie taką lekko pikantną, ostrą, świetnie dopasowaną do tych owoców, podkreślającą je - wspaniały zapach, choć jeszcze nie doskonały.
9,5/10

Smak
Tu stosunkowo podobnie, choć zdecydowanie więcej żywicznej ostrości, natomiast po przełknięciu dochodzi do głosu dość potężna, niesamowicie przyjemna goryczka grejpfrutowo-ziołowa - piwo jest cudowne, stanowcze, ale bezbłędnie zbalansowane (jest miejsce na trochę jasnego słodu), goryczka daje kopa, ale pozytywnego, chmiel jest świeży i wspaniały, ale zabrakło mi tego czegoś do wystawienia noty najwyższej.
9,5/10

Tekstura 
Spore wysycenie, ale nie jest to zbyt ciężka wersja IIPA i pasuje ono idealnie.
5/5

9.0/10

Jak to mówią młodzi ludzie ze starego pokolenia - no i zonk, ale tak coś czułem podskórnie, że Heady Topper nie zachwyci aż tak jak Focal Banger, ten ostatni zachwycił za bardzo. To cudowne, absolutnie cudowne piwo, ale w moim panteonie się nie znajdzie - przegrało z I Hardcore You, przegrało z Ageless, a dodatkowo - minimalnie, na wygląd w zasadzie - przegrało z 1000 IBU. Chociaż jest ciekawą alternatywą dla wszystkich trzech. Zwykle imperialne IPA smakują jak bardzo odmienny styl od AIPA wbrew pozorom, a Heady Topper jest jakby wzmocnionym i jeszcze bardziej nachmielonym AIPA.

czwartek, 4 czerwca 2015

Browar Stu Mostów: WRCLW Dunkelweizen

Ostatnia edycja wrocławskiego Festiwalu Dobrego Piwa wywarła na mnie potężne, największe z dotychczasowych wrażenie. Nie mniejsze wrażenie wywiera na mnie raz za razem równie wrocławski Browar Stu Mostów. Mam więc nadzieję, że i to piwo - oficjalne piwo Festiwalu uwarzone przez BSM - wywrze na mnie wrażenie nie lada. Właściwie to już wywarło spore, na Festiwalu, ale czasem w warunkach degustacyjnych czar trochę pryska albo się wzmaga w porównaniu do warunków terenowych.

Informacje ogólne:
Piwo: WRCLW Dunkelweizen
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: dunkelweizen
Alkohol: 5,9%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 10.06.2015 r.
Cena: 9,20 zł

Opakowanie
Klasyczna etykieta jak na pozostałych WRCLWach, tylko z logiem Festiwalu. Miłą niespodzianką jest festiwalowy kapsel.
9/10

 

Barwa
Wspaniała, lawirująca od ciemnego brązu do przebłysków ciemnobursztynowych, bardzo bogata, a mocne zmętnienie nadaje jej wyrazistości.
5/5

Piana
Nie jest przesadnie obfita jak na weizena, ale za to sakramencko gęsta, zbita i bardzo trwała.
4,5/5

Zapach
Mocno fenolowy, goździkowy, aż pikantny, również wyraźnie drożdżowy - lekki pumpernikiel, bardzo mała dawka bananów - potężny, bardzo intensywny, aż trochę za potężny, można go nazwać przyciężkawym, lekko alkoholowym, choć generalnie jest ładny, przynajmniej przez pewien czas, bo w miarę ogrzewania jest coraz gorzej, robi się wręcz trochę kwaśno.
6/10

Smak
Niestety ta mocarność nie przekłada się na pełnię smaku - jest trochę wodniste, a mimo to pozostaje ostre, fenole nie zwalniają, tylko są jakieś puste; dopiero po przełknięciu, na finiszu rozpościerają się przyjemne akcenty przypalane, karmelowe, biszkoptowe i to ratuje piwo - ogólnie jednak nie jest to dobry trunek, choć i nie jest zły, pije się w porządku i absolutnie bez jęków - jest gdzieś na granicy dobra i zła, może trochę powyżej.
5/10

Tekstura
Dość znaczące (choć nie tragiczne) niedogazowanie pogarsza sprawę.
2/5

5.0/10

Pierwszy duży zawód Browarem Stu Mostów. To zawsze musi nastąpić przy większej ilości piw, nie będę się więc znęcał. Dziwi mnie tylko aż tak potężna różnica między doznaniami na Festiwalu a teraźniejszymi - na pewno nie bawiłem się aż tak dobrze, żeby takie piwo, jakie teraz wypiłem, aż tak bardzo mi smakowało, więc albo niecały miesiąc czasu tak źle na nie wpłynął, albo przy butelkowaniu poszło coś nie do końca dobrze. Albo w tak krótkim czasie poszła druga warka. Przynajmniej pięknie wygląda.

środa, 3 czerwca 2015

Hoegaarden (AB Inbev): Hoegaarden Grand Cru

Brouwerij Hoegaarden, poza najsłynniejszym witbierem świata, warzy również parę innych piw, z czego najszlachetniejszym przynajmniej według producentów ma być Hoegaarden Grand Cru. Nie jest to wcale jakaś wariacja na temat witbiera, a belgijskie złote mocne ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Hoegaarden Grand Cru
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Hoegaarden
Browar: Brouwerij Hoegaarden (AB Inbev)
Styl: belgijskie złote mocne ale
Dodatki: przyprawy
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 24.02.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Elegancka wariacja na temat etykiety zwykłego Hoegaardena, bardzo udana, subtelna, do tego również bardzo ładny kapsel dedykowany.
8,5/10

 
Barwa
Piękne połączenie głębokiego, lekko miodowego złota z atrakcyjnym zmętnieniem - nie tylko jest bardzo matowe (choć zachowuje zdolność błysku), ale dodatkowo mamy fajnie kontrastujące drobinki przypominające ziarnka piasku.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita i całkiem gęsta, ale redukuje się do grubego pierścienia w parę minut.
2,5/5

Zapach
Świetna, cytrusowa rześkość, intensywna belgijska drożdżowość, nieco nut chlebowych i biszkoptowych, również trochę owocowej słodyczy; lekko rustykalnie; bardzo przyjemny, spokojny, ale wyrazisty zapach, świetny.
8,5/10
Smak
W smaku bardzo podobnie co w zapachu: trochę zintensyfikowanego jasnego słodu przechodzącego w chleb, sporo drożdży, delikatne przyprawy, cytrusy, bardzo dobrze, choć nie doskonale ukryty alkohol; trochę za mało pełne smaku jak na taką moc, nieco za mało intensywny finisz, ale poza tym świetne, bez choćby jednej fałszywej nuty.
8/10

Tekstura
Bardzo mocne wysycenie, raczej pasujące do stylu, ale trochę bym spuścił.
4/5

7.5/10

Dużo sensowniejsza propozycja od witbiera, bardzo udane piwo, aczkolwiek jak na "grand cru" to szału nie ma, porównywać z jakimś Duvelem nie ma sensu. Brouwerij Hoegaarden to bez wątpienia nie jest śmietanka belgijskiego piwowarstwa, choć poziom trzymają i są zapewne jednym z najlepszych browarów będących własnością megakoncernów. Można im dać szansę.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Birbant (Zarzecze): Miss Big Foot

Dużo już mija czasu, odkąd postanowiłem zrobić sobie przerwę od Birbanta ze względu na zbyt rzadkie wypuszczanie przez tego kontraktowca piw na poziomie rzemieślniczym. W międzyczasie Birbant zdążył uwarzyć mnóstwo nowych piw i ugruntować swoją pozycję na rynku, stając się jednym z bardziej poważanych rzemieślników. Przywołali mnie do siebie z powrotem stylem piwa, jakie uwarzyli - wędzony Foreign Extra Stout brzmi jak coś bardzo pod moje gusta (jest nim notabene wybitny Smoky Joe). Jak się okazuje, jest też zasypany przeróżnymi dodatkami. Piwo jest nietypową kooperacją, bo nie z innym browarem kontraktowym, a z poznańskim pubem Piwna Stopa, a konkretniej z reprezentującym ów pub piwowarem domowym, Sebastianem Leszczakiem.

Informacje ogólne:
Piwo: Miss Big Foot
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Birbant)
Styl: wędzony Foreign Extra Stout
Dodatki: cukier muscovado, skórki pomarańczy, polskie wędzone śliwki, laska wanilii
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 17,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 03.09.2015 r.
Cena: 8,65 zł

Opakowanie
Etykieta seksowna i seksowna w dobrym guście, chociaż panienka ma trochę elementów bardzo nie w moim typie (krzykliwe tatuaże und tunele w uszach). Do tego bardzo dobrze narysowana, zapada w pamięć i wyróżnia się. Ładnie podany dokładny skład. Ogólnie super, no, może ewentualnie Birbant mógłby powoli myśleć o własnych kapslach.
8,5/10

Barwa
Nieprzejrzyście ciemne, choć nawet mimo tego widać gdzieniegdzie nieładną, błotnistą mętność, co odbiera majestatu czerni.
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, o ładnej barwie, ale już umiarkowanie, żeby nie powiedzieć niezbyt gęsta i z trwałością też nieszczególnie.
3/5

Zapach
W zapachu niespodzianka, jest ogarnięte przez wędzone śliwki, poza tym amerykański chmiel jest tu czynnikiem istotnym, choć jest i miejsce na ciemny, lekko czekoladowy słód - efekt jest bardzo, bardzo dziwny, w pierwszym odruchu w ogóle nie kojarzy się z piwem, a raczej z jakimś daniem na ciepło - na boga, przypomina mi pieczeń wieprzową z dużą ilością jałowca i żurawiny, schab ze śliwką też pasuje; przy mocniejszym skupieniu się na zapachu, a właściwie przy długim pociągnięciu nosem, jest już normalniej, bardziej czekoladowo, czuć wanilię; po jakimś czasie chmiel się usuwa, zostają wędzone śliwki w czekoladzie, pumpernikiel, zapach sauny i suszone figi - jeśli oceniałbym tylko oryginalność i złożoność, to musiałbym chyba walnąć dziesiątkę za zapach, ale jednak jest on dużo bardziej nietypowy i złożony niż przyjemny; mimo wszystko bardzo mi się podoba.
8,5/10

Smak
W smaku jest właściwie równie dziwnie: dominuje ta popieprzona, śliwkowo-jałowcowa, lekko popiołowa wędzonka, aż czuć jej słono-kwaśny smak, jest też trochę chmielowych cytrusów; coś z normalnego stoutu czuć dopiero na mocno palonym, leciutko czekoladowym finiszu ze sporą goryczką, acz sprawiającą wrażenie nie chmielowej, a takiej z mocnej kawy bardziej; i jeszcze nie koniec, parę ostatnich łyków po prostu paliło gardło, chociaż sam już nie wiem, czy pikanterią czy słonością - piwo nie jest jakieś rozkoszne na pewno, choć całkiem smaczne, natomiast tak pozytywnie zakręcone, że nie umiem nie wystawić mu bardzo wysokiej noty.
8/10

Tekstura
Jest trochę niedogazowane, choć prawdę mówiąc przy tym smaku ciężko zwrócić uwagę na teksturę.
3,5/5

7.0/10

Dawno nie popełniłem tak długiego opisu degustacji, co bardzo dużo mówi o tym piwie. Choć przeczytałem skład, jakoś nie zajarzyłem, że nie ma w nim słodu wędzonego, a zatem za wędzonkę miały odpowiadać śliwki - no i co tu dużo mówić, odpowiedziały twardo. Piekielnie ciekawe i oryginalne piwo, szkoda tylko, że przyjemność z picia nie dorównała oryginalności (trochę "za dużo wszystkiego" jednak), ale i tak jest bardzo dobre. Szkoda, że pewnie nigdy się nie dowiem, jak komponowałoby się z jakimś konkretnym mięsiwem, w każdym razie jak ktoś jeszcze uchował butelkę, to polecam zestawić z czymś takim.

Mikkeller (De Proef): Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels

Czas wreszcie dokończyć rozrachunki z serią krieków Mikkellera. Pierwszego z nich wypiłem pod koniec sierpnia, drugiego niedługo potem, w listopadzie - trzeci poczekał na mnie aż do dziś. Ku przypomnieniu, pierwszy był wersją leżakowaną w nowych beczkach, drugi - w beczkach po Maladze i paradoksalnie pierwszego oceniłem trochę lepiej. Ostatnia wersja wylądowała w beczkach po winie z chardonnay, a więc winie białym (jakim dokładnie, nie wiadomo).

Informacje ogólne:
Piwo: Spontan Cherry Frederiksdal Aged in Chardonnay Wine Barrels
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: kriek (Chardonnay BA)
Dodatki: wiśnie
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 12.12.2021 r.
Cena: 66,50 zł (88,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Taka sama etykieta jak na wcześniejszych z serii i takie samo sreberko jak na wersji leżakowanej w beczkach po Maladze, tylko adekwatnie do koloru wina zmieniła się kolorystyka z bordowo-czerwonej na biało-żółtą. Elegancja.
9/10

Barwa
Bardzo ciemne, prawie nieprzejrzysta, choć pod bardzo mocnym światłem coś błyska rubinowo u podstawy - prezentuje się dość majestatycznie, aczkolwiek prześwity mogłyby być wyraźniejsze.
4/5

Piana
Piana bardzo obfita jak na leżakowanego w beczce po winie lambika, o uroczej, różowej barwie, całkiem gęsta, trochę gorzej z trwałością, już po paru minutach mamy pierwsze dziury na tafli, ale do końca zachowuje spore ilości.
4/5

Zapach
Znakomity aromat, w którym cierpka winność, niekoniecznie przypominająca akurat chardonnay, ma bardzo duży udział, aczkolwiek nie dominujący, pozostawia dużo miejsca na wiejską kwaśność lambikowej końskiej derki oraz na słodko-kwaśne, wyraźne wiśnie - wspaniała kompozycja, niesamowicie szlachetna, może odrobinę za mało intensywna.
9/10

Smak
W smaku rewelacyjna, intensywna, owocowa (nie tylko wiśnie, również jeżyny) raczej niż dzika kwaśność w towarzystwie posmaków już wyraźnie pochodzących od wina białego, trochę dębu, lekka kontra słodyczy - trochę brakuje do ideału, nie obraziłbym się w sumie na większą kwaśność, ale jest to wybitne piwo.
9/10

Tekstura
Przydałoby się mocniejsze wysycenie, chociaż jest całkiem w porządku.
3/5

8.0/10

A jednak najsłabsze z całej serii - kriek w beczkach świeżych wygrał, co być może nie jest takie dziwne - wydaje mi się, że wino w obu przypadkach przykryło trochę genialną, owocową kwaśność z podstawowej wersji. I chyba tylko ona był na tyle dobra, że warta tej kosmicznej ceny, choć wszystkie trzy piwa były wybitne.