Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijskie mocne ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą belgijskie mocne ale. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Judgment Day

Klasyczny dubbel z rodzynkami udał się Lost Abbey pięknie, więc co do klasycznego quadrupla z rodzynkami mam wymagania wygórowane. Czy znowu uda się nawiązać walkę z trapistami? Oto rzekomo dwudziesty pierwszy najlepszy quad świata.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Lost and Found
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: quadrupel
Alkohol: 10,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
 
Opakowanie
Jeszcze jedna perełka. Choć nie jest to moja ulubiona etykieta tego browaru.
10/10


 
Barwa
Piękna ciemna miedź wpadająca w brąz.
5/5

Piana
Nieprzesadnie obfita, ale gęsta, trwała, pięknie oblepia szkło.
4,5/5

Zapach
Intensywny, wręcz taki soczysty aromat kandyzowanych owoców, rodzynek, przypalanego karmelu, śliwek, delikatnej czekolady, lekkich belgijskich fenoli.
8,5/10

Smak
Klasyczny, wręcz archetypiczny quad z dużą ilością wszystkiego: suszone i kandyzowane owoce, landrynki, rodzynki, gorzka czekolada, szlachetny alkohol, przyprawy. Quadrupel kompletny, doprawdy!
10/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

9.0/10

Nie pachnie może tak pięknie, jak quad potrafi pachnieć, ale w smaku nie oczekuję więcej od klasycznej interpretacji stylu. Moja miłość do Lost Abbey zaczyna mnie aż już nudzić, ale to naprawdę kolejne fantastyczne piwo, które udowadnia, że to browar szalenie wszechstronny, znakomity zarówno gdy podchodzi do piwowarstwa współcześnie, jak i bardzo konserwatywnie. Topowy quad.

środa, 27 grudnia 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Lost and Found

Dawno nie piłem żadnego dubbla, więc ciężko było mi się zastanawiać, gdy zobaczyłem na półce sklepu piwo w tym stylu w wykonaniu jednego z moich ściśle ulubionych browarów. Lost and Found by Lost Abbey, dubbel z rodzynkami.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Lost and Found
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: dubbel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych

Opakowanie
Jak zwykle olśniewające. Nawet jedno z najlepszych browaru.
10/10


 

Barwa
Klasyczny dubblowy jasnawy brąz, piękne.
5/5
 
Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, całkiem trwała.
4,5/5

Zapach
Piękny, klimatyczny aromat chleba z rodzynkami - o tak, to idealne określenie. Na drugim planie trochę belgijskich fenoli i suszonych fig, ale generalnie to przede wszystkim chleb i rodzynki, przy czym tak ładny i intensywny chleb i rodzynki, że ciężko nie lubić.
9/10
 
Smak
Baaardzo klasyczne, bardzo spokojne, bardzo belgijskie, pyszne. Chleb, drożdże, rodzynki, suszone owoce, nieco bardzo po belgijsku przyjemnego alkoholu - i starczy, świetne piwo gotowe bez fajerwerków.
8,5/10
 
Tekstura
Bez zarzutu. 
5/5

8.0/10

Bardzo szanuję, jak browar przesiąknięty współczesnym podejściem do piwowarstwa potrafi bez jakichkolwiek ciągot nowofalowych uwarzyć świetne piwo w klasycznym stylu. Lost Abbey szanowałbym i tak, ale teraz szanuję po prostu jeszcze bardziej. To jeden z najlepszych dubbli, jaki piłem, może odrobinę słabszy od najlepszych dubbli trapistów, a jest to jednocześnie stuprocentowy, klasyczny dubbel.

sobota, 28 października 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Ten Commandments

Nigdy dosyć Lost Abbey, zwłaszcza odkąd ostatnio ich piwo weszło do mojego życiowego top 3. Dziś piwo zapowiadające się fascynująco: zdziczałe za pomocą brettów belgijskie ciemne mocne ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Ten Commandments
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: belgijskie ciemne mocne ale
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: Vintage 2016
Cena: 70 zł (46,67 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle spektakularne, w sumie nawet jedno z najlepszych tego browaru, wspaniałe.
10/10


 
Barwa
Nieprzejrzyste, bo chyba bardzo mętne, ale nie jest czarne, jest ciemnobrązowe.
3,5/5


Piana
Umiarkowanie obfita, lekko przyciemniona, dość szybko się redukuje.
3,5/5

Zapach
Bardzo złożony, ciekawy i ładny - marcepan, mleczna czekolada, cynamon, szlachetny, typowo belgijski alkohol, belgijskie fenole. W tle pobrzmiewają bretty i kwaskowatość, ale nawet nie w każdym niuchnięciu.
9/10



Smak
Bretty wniosły aż podejrzanie mało - w sumie tylko taka charakterystyczna cierpkość-wytrawność na finiszu. Poza tym to natomiast pyszne belgijskie mocne ale, podobne mocno do Pannepota, z dużą rolą migdałów, mlecznej czekolady, wiórków kokosowych, strasznie fajnego słodko-likierowego alkoholu, ciemnych owoców.
8,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu. Jak to w belgach.
4/5

8.0/10

Moim zdaniem trochę lepsze niż podstawka Pannepota, ogólnie piwa dość znacząco podobne. Bardzo, ale to bardzo chciałbym je zobaczyć w beczkach po czymś.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Struise: Pannepot Grand Reserva

Trzecie i ostatnie podejście do Pannepota. Grand Reserva to wersja najszlachetniejsza - oglądała nie tylko goły dąb, ale i dąb nasączony destylatem. Moja butelka, z piwem uwarzonym w 2011 roku (jeden z dwóch moich ulubionych roków), zawiera Pannepota, jeśli dobrze kojarzę, leżakowanego przez 14 miesięcy w dębowej beczce, a następnie 8 miesięcy w dębowej beczce po calvadosie. Do butelek trafił 15 marca ubiegłego roku, a więc nie dość że piwo ma jakieś sześć lat, to sama butelka już ponad rok.

Informacje ogólne:
Piwo: Pannepot Grand Reserva
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Oostvleteren
Browar: De Struise Brouwers
Styl: belgijskie ciemne mocne ale (Calvados BA)
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 24%
Objętość: 330 ml
Warka: z 2011 (zabutelkowana 15 marca 2016 r.)
Cena: 20 zł (30,30 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Dalszy ciąg wariacji na temat oryginalnego Pannepota.
8/10
 


 
Barwa
Pozornie czarne, pod światłem genialny rubin.
5/5
 
Piana
Bardzo obfita, ale dość grubopęcherzykowa i szybko się redukuje do pierścienia.
3,5/5
 
Zapach
Podobnie jak w zwykłej Reservie, genialny. Połączenie quadruplowej, rodzynkowej, lekko czekoladowej, pumperniklowej słodowości z kwaskową beczką i przyprawową drożdżowością. Czuć zarówno czystą, bezkompromisową dębinę, jak i calvados, wprowadzający nuty jawnie jabłkowe. Coś pięknego.
9,5/10
 
Smak
Przepiękna podróż od zintensyfikowanej, tutaj jeszcze mocniej czekoladowej, romansującej ze stoutem słodowości do totalnych rządów bardzo szlachetnej beczki po calvadosie. Długi finisz powraca do słodu, wyciszając piwo w stronę chlebową. Piwo naprawdę genialne, trzeba to śmiało powiedzieć. Rozwala mózg.
10/10

Tekstura
Jedyne, do czego można się przyczepić - gazu jest zdecydowanie zbyt wiele jak na tak dostojne piwo, ale jeszcze jest to poziom, który można zrzucić w miarę na koloryt belgijskich drożdży.
3,5/5

9.5/10

Takkk. To jest to, i ja poczułem magię Pannepota. Grand Reserva, w każdym razie z 2011 roku, moim zdaniem znacznie przewyższa wersje bez beczki po calvadosie. Zrobiła ona swoje, jednocześnie piwo nie jest nadmiernie kwaskowe, jak zwykła Reserva z 2012. To już jest belgijskie ciemne mocne ale, które stanowi zagrożenie dla trapistów, i to dla większości bardzo poważne.

Szczerze mówiąc, od Buby Extreme to piwo specjalnie nie odstaje, a jest jakieś dwa razy tańsze nominalnie i jakieś DZIESIĘĆ razy tańsze realnie na chwilę obecną.

sobota, 25 marca 2017

De Struise: Pannepot Reserva

Podstawowy Pannepot, piwo świetne, trochę mnie rozczarował jak na członka top50 ratebeera. Pannepot Reserva, czyli Pannepot leżakowany w czystych beczkach z francuskiego dębu, oceniany jest odrobinę słabiej i w rankingu najlepszych belgijskich mocnych ale świata zajmuje "zaledwie" trzecie miejsce. Ja ufam jednak, że spodoba mi się bardziej od podstawki.

Informacje ogólne:
Piwo: Pannepot Reserva
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Oostvleteren
Browar: De Struise Brouwers
Styl: belgijskie ciemne mocne ale
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 24%
Objętość: 330 ml
Warka: z 2012 (zabutelkowana 15 grudnia 2015 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Wariacja na temat etykiety zwyczajnego Pannepota. 
8/10


 

Barwa
Boska mieszanka brązów, miedzi, ciemnego bursztynu, naprawdę genialnie to wygląda.
5/5
 
Piana
Tworzy się niezła, ale bardzo szybko redukuje do pierścienia.
2/5
 
Zapach
Obłędny. Czuć z miejsca, jak dużą rolę odegrał dąb. Słód i drożdże dają czekoladę, suszone śliwki, suszone wiśnie, rodzynki, pumpernikiel, alkohol szlachetny do granic możliwości, czarną porzeczkę, lekką przyprawowość; beczka wnosi taniny, kwaskowatość, drewno. Niezwykle dostojny, intensywny i złożony aromat.
9,5/10
 
Smak
Po genialnym zapachu stanowi pewne rozczarowanie, ale też jest na bardzo wysokim poziomie. Jest właściwie bardzo podobnie jeśli chodzi o bukiet, dalej jest bajecznie złożone i dostojne, ale tutaj kwaskowatość od beczki już tak pięknie nie współgra ze słodem, a alkoholowość nie jest aż tak gigantycznie szlachetna.
8/10
 
Tekstura
Trochę za dużo gazu.
4/5

7.5/10

Na etapie wąchania byłem już przekonany, że tak, że oto wreszcie uznam geniusz Pannepota. Smak niestety przyniósł piwo rozczarowujące bardziej niż oryginalna wersja. Proszę mnie nie zrozumieć źle - to oba są świetne piwa, oryginał trochę lepszy, po prostu sporo ludzi się nimi totalnie zachwyca, no i oceny ma to jakie ma, a dla mnie to jakoś "tylko" świetne piwa. Zobaczymy, co powie ostatnia, najszlachetniejsza teoretycznie wersja.

poniedziałek, 13 marca 2017

Brouwerij de Koeningshoeven: La Trappe Quadrupel Oak Aged Batch #19

Po sześciu wypitych piwach z Brouwerij de Koeningshoeven wciąż zostają mi jeszcze jakieś La Trappe'y do odkrycia. Teoretycznie La Trappe Puur (jedyne piwo browaru nastawione na chmiel), witbier i leżakowany w beczkach quadrupel, a praktycznie to te dwa pierwsze i niezliczone wersje tego ostatniego, bo jak mówi sam browar, każda warka tego piwa jest inna, gdyż zawsze trafia ono do innej beczki. Holenderscy trapiści wyczyniają cuda z drewnem już od 2010 roku, kiedy w Polsce dopiero zaczynano śnić o rewolucji. Leżakowana w beczkach wersja świetnego już i bez beczek quadrupla to z założenia chef d'oeuvre browaru i potwierdza to ratebeer - dziewięć z dotychczasowych 26 warek to dziewięć najlepszych piw La Trappe. Warka dwudziesta zajmuje nawet siódme miejsce w rankingu quadrupli wszech czasów (przed Bubami zajmowała czwarte). Ja trafiłem na dziewiętnastą, która jest ostatnią ze wspomnianych dziewięciu.

Warka dziewiętnasta została zblendowana 28 lutego 2015, co oznacza, że zupełnym przypadkiem zabrałem się za degustację tego piwa równiusieńko co do dnia dwa lata bo jego powstaniu. W 83% jest to piwo leżakowane w beczce po winie deserowym z Banyuls w Roussillon, które zdaniem browaru przypomina w zapachu kompot śliwkowy i kakao. Pozostałe 17% to świeża dębowa beczka. Mega ciekawie.

Informacje ogólne:
Piwo: La Trappe Quadrupel Oak Aged Batch #19
Kraj: Holandia
Prowincja: Brabancja Północna
Miasto: Berkel-Enschot
Browar: Brouwerij de Koningshoeven (Bavaria)
Styl: quadrupel (Banyuls wine BA)
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 01.2040 r.
Cena: 66 zł (88 zł za 0,5 l) 

Opakowanie
Standardowo piękna etykieta La Trappe tutaj umieszczona na butelce o piękniejszym kształcie niż zwykle w tym browarze i z eleganckim korkiem. Na minus jednak brak grawerunków na szkle. 
9,5/5
 

Barwa
Piękna miedź i bardzo brzydkie zmętnienie.
1,5/5
 
Piana
Przyzwoita.
3/5
 
Zapach
Z jednej strony typowy quadrupel, który faktycznie kojarzy mi się z quadem La Trappe, którego piłem przecież aż cztery lata temu: rodzynki, suszone figi, śliwki, karmel, toffi, dojrzałe jabłka, szlachetny alkohol. Z drugiej strony beczka - drewno, migdał, kokos. Piękny aromat i potwornie złożony.
9/10
 
Smak
Podobnie jak w aromacie, tylko potężniej. Czuć od razu spory ciężar tego piwa, ale jest to ciężar przyjemny, nawet spory udział nut alkoholowych nie przeszkadza, bo są bardzo szlachetne. Bardzo chlebowe, rodzynkowe, pełne suszonych owoców i słodyczy, szczypta czekolady. I znowu ta beczka - kokosowa, migdałowa, bardzo drzewna, z każdym kolejnym łykiem coraz mocniejsza. Czuć w tym nutę ciężkiego, deserowego, słodkiego wina, choć bez informacji o nim chyba bym na nie nie wpadł. Potężne piwo, doprawdy genialny mariaż.
9,5/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
4/5

8.5/10

Znakomite piwo od bardzo tradycyjnego browaru, którego wielu młodych gniewnych kraftowców mogłoby uczyć, jak korzystać z beczek. Po czymś takim będę zażarcie polował na inne warki tego piwa. Pomysł z winem deserowym wypadł świetnie.

wtorek, 7 marca 2017

Szałpiw (Wąsosz): Buba Extreme Cognac Barrel Aged

Pamiętam bardzo dobrze, jak piłem Bubę z Szałpiwu, bo po pierwsze zrobiłem to po obejrzeniu jednego z pierwszych odcinków Twin Peaks, a po drugie mocno mnie to piwo rozczarowało. Szanuję Szałpiw niezwykle za ich belgijskie operacje, wręcz śmiało stwierdzam, że to jedyny polski browar, który ma naprawdę dużo do powiedzenia w temacie. Ich quadrupel okazał się zaś piwem moim zdaniem nieudanym, zniszczonym przez gdzieś tak pięć razy za duży dodatek kolendry. Nie byłem odosobniony w tym rozczarowaniu. Jakiś czas później pojawiła się Fest Buba, mocniejsza wersja piwa, którą sobie podarowałem mimo bardzo dobrych recenzji. Na początku grudnia zeszłego roku w sklepach na ułamek sekundy wstąpiły w końcu trzy wersje Buby Extreme, czyli wymrażanej do 16% alkoholu Fest Buby, leżakowanej w beczkach po koniaku, calvadosie i whiskey. Wszystkie trzy piwa zrobiły błyskawiczną furorę, obecnie można śmiało przyjąć, że nikt by ich nie sprzedał za mniej niż czterokrotność ich ceny detalicznej (a ta wynosiła już 50-60 zł). Wszystkie trzy są obecnie najbardziej pożądanymi piwami w Polsce (wyszło zaledwie po pięćset butelek). Wszystkie trzy mieszczą się na ten moment w pierwszej szóstce quadrupli wszech czasów na ratebeerze, przy czym wersja leżakowana w beczkach po Jacku Daniel'sie okupuje podium razem z takimi gigantami jak Westvleteren 12 i Rochefort 10, wyprzedzając Abt 12 z St. Bernardusa. Prawdą jest, że te belgijskie klasyki mają po kilka tysięcy ocen, a Buby niespełna po 30, ale osiągnięcie i tak jest gigantyczne, z niczym nieporównywalne poza Imperium Prunum.

Byłem jednym ze szczęśliwców, którzy wyskoczyli z domów w samych skarpetkach na wieść o pojawieniu się tych piw w sklepie i zdobyli je w normalnej cenie detalicznej. Mam wszystkie trzy wersje. Zaczynam od koniaku, później spróbuję rzekomo najlepszej whiskey i skończę na calvadosie. Chyba. Jeśli chodzi o starzenie w beczkach po koniaku, przypominam sobie tylko trzy takie piwa, jakie piłem, więc jest to wciąż niemała egzotyka. Generalnie brandy wydaje mi się gorszym pomysłem niż wszelaka whisky czy rum jeśli chodzi o RISy, ale przy quadruplu to może zagrać wyśmienicie.

Informacje ogólne:
Piwo: Buba Extreme Cognac Barrel Aged
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: quadrupel lodowy (Cognac BA)
Dodatki: kolendra
Alkohol: 16%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 31.12.2018 r.
Cena: 50 zł (75,76 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Znakomite, godne wielkiego piwa. Etykieta może nie jest wyśmienicie piękna, ale ten kształt butelki, to obwiązanie szyjki, korek, numeracja butelek i poprzeczna dodatkowa etykieta - super.
9/10
 
Barwa
Ciemnobrązowa, prawie czarna, pod światłem przepięknie rubinowa.
5/5
 
Piana
Jak na takie przejścia to całkiem niezła. Gruby pierścień trzyma się do końca.
3,5/5
 
Zapach
Obłędny. Wanilia, kokos, dąb, czekolada, karmel, palone zboże, bardzo szlachetny alkohol, w którym da się bez wątpienia rozpoznać konkretnie brandy. Suszone owoce. Pięknie, choć nie perfekcyjnie.
9,5/10
 
Smak
Ciężko pozbierać odczucia, tyle się tu dzieje. Zacznę trochę od dupy strony - nie zatraciło swoich belgijskich korzeni, wciąż jest ich niemało. Przeważa jednak chlebowość, cukier kandyzowany, karmel, kokos, wanilia, cudowny szlachetny destylat, suszone owoce, miód. Lekka kwaskowość, wszechogarniająca słodycz, szczypta goryczki. Finisz jest nieskończony i potężny. Perfekcyjnie jak na 16% ukryty alkohol, choć jednak minimalnie mniej mógłby się dawać we znaki. Cudownie, rozkosz ogarnia...
9,5/10
 
Tekstura
Doskonała.
5/5

9.0/10

Przyznam, że spodziewałem się czegoś jeszcze lepszego, ale to wina szału, jaki ogarnął ludzi. Piwo jest znakomite, genialne to może nie, ale ociera się o geniusz. Jeśli dwie pozostałe wersje bardziej mi podejdą, nawet tak odrobinę bardziej, to to już będzie ocena o pół punktu wyższa. Całkowicie warte swojej detalicznej ceny, nawet na jej podwójność można przystać, natomiast cena, jaką dyktuje obecnie czarny rynek, jest już po prostu kuriozalna i jeśli liczą się dla nas tylko i wyłącznie walory smakowo-zapachowe, to można lepiej spożytkować kasę, którą obecnie trzeba wyłożyć na jedną butelkę Buby Extreme. Tej po koniaku, w każdym razie.

wtorek, 14 lutego 2017

Port Brewing: Lost Abbey - Track #8

Kolejna szansa przed Port Brewing na rozwalenie mi mózgu. Track #8 powstał na bazie piwa Judgment Day, quadrupla warzonego przez ten browar. Judgment Day został wlany do beczek po bourbonie z dodatkiem lasek cynamonu i suszonych papryczek chili. Jest potężne (13,7%), jest znakomicie oceniane (dziesiąty najlepszy quadrupel świata na ratebeerze, do niedawna, przed premierą Bub Extreme, siódmy), jest z Lost Abbey. Mam potężne oczekiwania.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Track #8
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: quadrupel (Bourbon BA)
Alkohol: 13,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: brak danych
Cena: 79,70 zł (106,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Troszkę mniej artsy niż zwykle, ale kolorystyka jest dla mnie niezwykle przyciągająca. Genialne jak zawsze.
10/10

 

Barwa
Czarne, pod mocnym światłem brązowawe, piękne.
4,5/5
 
Piana
Jak na takiego mocarza, w porządku.
3/5
 
Zapach
Potwornie bogaty. Cynamon, rodzynki, szlachetny alkohol, wanilia, drewno, whiskey, chili, suszone śliwki, wiśnie, czekolada. Kokos jakiś, migdał. Obłędny.
9,5/10
 
Smak
Dość spokojny jak na tak mocne piwo, świetnie ukrywa ciężar. Dalej spora rola cynamonu, spora rola beczki - właściwie czuć dość bezpośrednio bourbon, szlachetny bourbon - no a poza tym wszystkie te oblicza owoców - rodzynki, suszone śliwki, wiśnie, do tego troszeczkę czekolady i orzechy, niemal niezauważalna pikantność od papryczek. Ma taką alkoholową otoczkę, ale nie ma to nic wspólnego z jakimś rozpuszczalnikiem czy gryzieniem, to mega szlachetny, starzony alkohol. Rodzynkowy finisz. Mega.
9/10

Tekstura
Może nieco za dużo gazu.
4/5

8.5/10

Jedno z tych piw, które są po pierwsze piwami leżakowanymi w beczce po czymś, a dopiero po drugie takim a takim stylem piwa. Najbliżej temu do quadrupla, ale po to piwo sięga się przede wszystkim po doznania beczkowe. Znakomita rzecz, chociaż może i pozostawia minimalny niedosyt, brakuje mu dosłownie jednego błysku więcej do oceny naprawdę wybitnej.

Parę godzin temu minęły cztery lata, odkąd prowadzę bloga. To już naprawdę długo. Patrzę w tył zaskoczony tym faktem. Mnóstwo już piw wypiłem, ale wciąż dobrze pamiętam praktycznie każde z nich. To chyba dobrze.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Struise: Pannepot

De Struise Brouwers, legendarny belgijski browar, twierdzi, że kocha wszystkie swoje piwa, ale jeśli mieliby tam wybrać jedno jedyne, byłby to Pannepot i jego wszelkie odmiany. Tak, dziś przede mną piwo wielkie, najlepiej oceniane na ratebeerze piwo tego browaru (lepiej od jego beczkowych wersji), drugie najlepiej oceniane belgijskie mocne ale (wyjąwszy quadruple), piwo znajdujące się w top 50 RB (dopiero dziewiąte, które piję). Według Struise Pannepot stoi pomiędzy belgijskim mocnym ale a stoutem, według RB jest tym pierwszym, według beeradvocate jest quadem. Czyli że muszę sam rozsądzić? Bardzo chętnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Pannepot
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Oostvleteren
Browar: De Struise Brouwers
Styl: belgijskie ciemne mocne ale
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 24%
Objętość: 330 ml
Warka: z 2015 (zabutelkowana 15 lutego 2016 r.)
Cena: brak danych

Opakowanie
Mało spektakularne, ale z dużym smakiem. Bardzo subtelne. 
8/10

 


Barwa
Bardzo ciemny brąz.
4,5/5
 
Piana
Nędzna, cienka, grubopęcherzykowa i szybko redukuje się do pierścienia.
1,5/5
 
Zapach
Czekolada, wanilia, suszone śliwki, przyprawy niezidentyfikowane, z lekka korzenne, kawa, marcepan. Byłby genialny, gdyby był bardziej intensywny.
8/10
 
Smak
Ma rzeczywiście w sobie coś ze stoutu, ale może z 10%, na pewno nie połowę. Pozostała część to znakomity, belgijski mocny ciemniak. Suszone owoce, wiśnie, belgijskie przyprawowe drożdże, kawa, szczypta szlachetnego alkoholu, migdały, chleb, synergia słodyczy, goryczki (niemałej jak na belga) i lekkiej kwaskowatości, wręcz przechodzącej w cierpkość. Dość lekkie jak na 10%. Długi, chlebowy finisz. Znakomite, piękne kompozycja, choć znowu mogłaby być nieco bardzie esencjonalna jak na tak mocne piwo.
9/10

Tekstura
Mimo nędznej piany wysycenie okazuje się całkiem pokaźne, nieco za wysokie.
4/5

8.0/10

Piękne piwo, ale... no trochę rozczarowanie jak na top50 ratebeera. Wszystkie inne piwa z tej czołówki, które piłem, zdecydowanie bardziej mnie podbiły. Wciąż jest to znakomite i stosunkowo niedrogie piwo, w dodatku bardzo oryginalne, mocno dystansuje się od klasycznych klasztornych quadów/BDSA.

czwartek, 10 listopada 2016

Baladin: Super

Birrificio Baladin już zawsze będę uważał za jeden z najwybitniejszych browarów na globie dzięki genialnym piwom z serii Riserva Teo Musso. Nie samymi leżakowanymi w beczkach barleywine'ami żyje jednak człowiek; w lżejszej wadze włoscy piwowarzy już aż tak dobrze się nie spisywali. Dziś dam im się wykazać w temacie bynajmniej nie lekkim, ale nie aż takim mocarnym. Super to piwo z serii "słodowej" browaru, inspirowane mocnymi belgijskimi ale.
Informacje ogólne:
Piwo: Super
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Styl: belgijskie złote mocne ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: 18,2%
Objętość: 750 ml
Warka: do 08.2017 r.
Cena: brak danych
Opakowanie
Nie aż takie genialne jak w Riservach, ale znakomite. Wielka, pękata butla z grawerkami, ładną etykietą, zalakowanym korkiem.
9,5/10 


Barwa
Przepiękny bursztyn z wstawkami zarówno czerwonawymi, jak i złotymi. Rzadko kiedy barwa piwa bywa tak... złożona. Minimalnie psują prezencję kawałki osadu.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, puszyście gęsta, brudnobiała, trzyma się dość długo.
4,5/5

Zapach
Słodki i ciężki, zdominowany przez drożdże belgijskie i tłustą bazę słodową. Pieprz i inne przyprawy, chleb, kwiaty, trochę wanilii. Mocarny, ale na kolana nie rzuca.
7,5/10

Smak
Dalej słodkie i ciężkie. A jednak nie przekłada się to na jakiś wspaniały smak. Dużo drożdżowych fenoli, dużo słodkiego słodu, ale poza tym nic wielkiego, jakiś średnio adekwatny kwasek, szczypta alkoholu. Przyjemne jest to piwo, jego pełnia i ciężar są przyjemne, ale w sumie najwyżej niezłe.
6/10

Tekstura
Za ciężka. Jest strasznie gęste, wręcz oleiste, a przy tym mocno wysycone, co kiepsko się komponuje.
2/5

5.5/10

Póki co najgorsze piwo z tego browaru, jakie piłem. Duże rozczarowanie. Jest niezłe, ale nie bardzo wiem, co piwowar chciał mi przekazać, to piwo jest felerne od strony ideologicznej. I robienie ich w takich butelkach jest trochę bez sensu - nawet 330 to sporo w tym przypadku, jest strasznie ciężkie. Ciekawostka - po jakichś dwóch tygodniach pusta butelka zaczęła pachnieć mieszanką benzyny z szałwią.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Stone: Winter Harvest

Swoją znajomość z arcysłynnym amerykańskim browarem Stone, który niedawno otworzył filię w Berlinie (filię browaru, jednostkę warzelniczą, nie tam żaden firmowy pub), rozpocząłem ponad rok temu, wypijając nowofalowego saisona uwarzonego w BrewDogu przez BrewDoga, Stone'a właśnie i jeszcze angielski browar Magic Rock Brewing. Pierwsze piwo uwarzone samodzielnie przez Stone'a na własnym terenie, jakie zrecenzuję, będzie petardą przynajmniej w założeniu. Kupiłem w życiu tylko dwie droższe butelki piwa, a trzy droższe piwa w przeliczeniu na mililitr - wszystkie trzy to spirytualistyczne przygody BrewDoga. Winter Harvest jest więc najdroższym piwem o "piwnej" zawartości alkoholu, jakie wypiję. 

Piwo nie tylko cenę ma egzotyczną, ale i koncepcję. Jest to belgijskie złote mocne ale z winogronami leżakowane przez 27 miesięcy w beczkach z amerykańskiego i francuskiego dębu po białym winie ze szczepów Sauvignon Blanc i Chardonnay z Sonoma County w Kalifornii. Craft rzadko leżakuje cokolwiek w beczkach po winie, bardzo rzadko po winie białym, a również bardzo rzadko wsadza w jakiekolwiek beczki belgijskie złote mocne ale.

Piwo zostało uwarzone 28 kwietnia 2012 roku, zabutelkowane 22 grudnia 2014. W całości na słodzie pilzneńskim, z dodatkiem cukru kandyzowanego, chmielone Magnum podczas warzenia i Hallertau w whirlpoolu. Jeśli dobrze rozumiem, to do fermentora wleciały jeszcze winogrona ze szczepu Merlot.

Informacje ogólne:
Piwo: Winter Harvest
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Escondido
Browar: Stone Brewing Co.
Styl: dzikie belgijskie złote mocne ale (Sauvignon Blanc & Chardonnay Wine BA)
Dodatki: winogrona Merlot
Alkohol: 11,3%
Objętość: 500 ml
Warka: z 28 kwietnia 2012 roku, zabutelkowane 22 grudnia 2014 roku
Cena: 154,85 zł

Opakowanie
Genialne. Przepiękna, elegancka, malowana butelka z korkiem firmowym i w dodatku. Lepiej opakowane piwa na mojej dotychczasowej drodze da się policzyć na palcach jednej ręki.
10/10
 
Barwa
Złote, ale bardzo mocno zmętnione, wpada w bursztyn - bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita i dość gęsta, dużo gorzej z trwałością.
3/5

Zapach
Jest właściwie wszystko - dębowa wanilia, owocowe oblicze estrów belgijskich drożdży i chyba najmocniej reprezentowana strona winna, lekko szampańska - białe winogrona, zielone jabłka, cytryny, gruszki... agrest? Melon? Dodatkowo lekkie nuty wiejskie, żeby nie powiedzieć dzikie - jakiś lambikowy duch zdaje się tu pałętać w tle. Niebotycznie złożony aromat, przywodzi na myśl wiele obrazów, z których tylko część jestem w stanie opisać. Jednocześnie zachowuje sporą dozę elegancji, nie ma tu ni trochę chaosu. 
9,5/10
Smak
Bardzo interesujący przebieg - w ustach atakuje sporą winną cierpkością i niemałą kwaśnością (kwaśne jabłka) oraz lambikową dzikością, po przełknięciu szybko wycisza się w stronę nut słodkich (dość czekoladowych w odczuciu nawet), połączonych z lekką, ziołową goryczką i w dalszym ciągu niemałą cierpkością. Wino bardzo mocno nim zawładnęło, może nie powiedziałbym, że to pół wino, a pół piwo, ale tak 1/4 do 1/3 smaku stanowi właśnie białe wino. Wspaniały trunek, niebywale skomplikowany. Alkohol ukryty całkowicie. Bardzo długi, cierpko-kwaskowo-słodkawo-goryczkowy finisz.
9,5/10

Tekstura
Belgijskie, wysokie wysycenie, ale tutaj jakoś pasuje, obniżyłbym je tylko odrobinę.
4,5/5

9.0/10

Fantastyczne piwo, które wymyka się klasyfikacjom. Najbliższe określenie to dzikie belgijskie złote mocne ale. Usatysfakcjonuje fanów lambików i flamandów, fanów barrel ejdżów i ewentualnie fanów niekwaśnych belgijskich ale (jestem każdym z tych fanów). Przy czym chyba w szczególności... fanów lambików. Czy jest warte 155 zł? No zależy. Jest fantastyczne, ale jest trochę piw smaczniejszych i tańszych, nawet jakieś dwadzieścia razy tańszych, więc może i nie bardzo. Ale jest unikalne, trzeba mu to oddać, wybitnie unikalne. Szczerze mówiąc, kupiłbym drugą butelkę do piwnicy, bo mogą się z nim dziać naprawdę niesamowicie ciekawe rzeczy wraz z upływem czasu.

sobota, 18 czerwca 2016

Malmgård: Emmer Tripel

Ledwo co wypiłem pierwsze piwo z Islandii, a już przede mną stoi pierwsze w moim życiu piwo z Finlandii, uwarzone w dodatku przez niebywale interesującego producenta. Malmgård to nie tylko browar, ale... przepiękna posiadłość, pałacyk właściwie, i 500 hektarów terenów uprawnych. Te włości od 1614 roku są w rękach rodziny Creutzów (posiadłość powstała w latach 1882-1885), obecnie posiada je Johan Creutz z dwunastego pokolenia (takie rzeczy często zdarzają się w świecie wina, ale w świecie piwa prawie nigdy). Jeśli dobrze rozumiem, Malmgård zajmuje się produkcją rozmaitych produktów zbożowych. No i prowadzeniem małego browaru o wybiciu 2 hektolitrów, który wyrabia swoje piwa z własnego zboża i wody. Mi trafiło się najmocniejsze piwo z tego browaru, tripel.

Informacje ogólne:
Piwo: Emmer Tripel
Kraj: Finlandia
Region: Uusimaa
Miasto: Malmgård
Browar: Malmgårdin Panimo
Styl: tripel
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: 18,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 16.03.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Elegancka etykieta, firmowy kapsel - pełna klasa. Obfity tekst po fińsku, podany ekstrakt, EBU i EBC.
9/10


 
Barwa
Ciemne złoto, dzięki sporemu zmętnieniu przechodzące w bursztyn. Bardzo ładne, ale to bardzo.
4,5/5
 
Piana
Średnio obfita, dość gęsta, wybitnie trwała. Bardzo dobra.
4/5
 
Zapach
Słodki, zbożowy, niemal zacierowy, przypomniał mi trochę taką bardzo waniliową whisky. To jest bardzo ładne, natomiast strona belgijska jest trochę uboga, ledwo fenolowa; jest za to trochę za dużo alkoholu. Przyjemny, ale trochę niedopracowany.
7/10
 

Smak
Również słodki, zbożowy, cukrowy, zacierowy, chlebowy - bardzo przyjemny. Tu nuty belgijskie są dużo bardziej udane, pojawia się jakiś przebłysk cytrusów. Wciąż trochę zbyt nachalny alkohol. Jest dosyć rustykalne, brakuje tu elegancji największych belgijskich tripli, ale bardzo przyjemny i pełny smaku wywar to jest. Fajny finisz zbożowo-fenolowy.
7,5/10

Tekstura
Przyjemna pełnia i tylko odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

6.5/10

Finlandia zaprezentowała się dużo lepiej niż Islandia, ale jeśli skuszę się na jeszcze jedno piwo z tego browaru (raczej nie), to tylko dlatego, że prędko pewnie kolejny raz fińskiego piwa nie dostanę. Dobry tripel, ale po co pchać się do Finlandii, jak na półkach zalegają nieporównywalnie doskonalsze belgijskie wersje.

poniedziałek, 16 maja 2016

Kiuchi: XH

Niedawno po raz pierwszy wprowadziłem Japonię na bloga - zresztą w atmosferze rozczarowania. Teraz czas na drugą szansę, ale dla innego browaru. Kiuchi Brewery, browar i... warzelnia sake, jeśli można tak powiedzieć, ma bardzo długą historię. Powstał w 1823 roku, ale do 1996 zajmował się jedynie produkcją sake, które wbrew często powtarzanej opinii nie jest wcale "ryżową wódką", a czymś pomiędzy ryżowym winem a... ryżowym piwem. Sake zawiera zwykle 18-20% alkoholu, o ile się go nie rozwodni, ale proces produkcji przypomina bardziej piwo niż wino - sake też się warzy, to znaczy gotuje przed fermentacją. Dodajmy jeszcze, że na początku obecnego stulecia Kiuchi zainwestowało w uprawę winorośli pod wino, a również w destylarnię (destylują sake), spełniając właściwie moje marzenie, by posiadać browar, winnicę i destylarnię w jednym. Zazdroszczę.

Piwo jest bardzo ciekawe, bo po pierwsze belgian brown strong ale (kategoria trochę dziwna, bo sporo belgian dark strong ale'i jest po prostu brązowych), a po drugie leżakowane w beczkach po destylacie z sake. Nie piłem nigdy samej sake, a co dopiero destylatu z sake, więc rzucam się trochę w to piwo jak w nieznane.

Informacje ogólne:
Piwo: XH
Kraj: Japonia
Region: Kantō
Miasto: Naka
Browar: Kiuchi Brewery
Styl: belgijskie bursztynowe mocne ale (sake BA)
Alkohol: 8%
Ekstrakt: 18,1%
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.2017 r.
Cena: 19,20 zł (29,09 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Niby wszystko na swoim miejscu - estetyczna etykieta, firmowy kapsel, grawerka, ale jakoś mnie całość nie porwała.
6,5/10 
 


Barwa
Brązowe to ono nie jest z żadnej strony - bursztynowe po prostu, i to nawet nie jest ciemny bursztyn. Ładne by było, gdyby nie bardzo nieestetyczny osad.
1,5/5
 
Piana
Słaba, ale jakaś tam jest.
2/5
 
Zapach
Połączenie estrów owocowych i słodu rzeczywiście trochę na modłę belgijską, acz brak jakichkolwiek fenoli. Czuć wyraźnie, że miało do czynienia z jakimś mocniejszym alkoholem - w sumie strona niepiwna jest tu przeważająca nad piwną. Bardzo brakuje intensywności. Wychodząca po ogrzaniu lekka nuta cebulowa nie polepsza sprawy.
4,5/10
 

Smak
Również nie dostarcza wrażeń zbyt intensywnych. Jest całkiem przyjemna i nasuwająca na myśl Belgię, ale też bardzo prosta, owocowa słodowość, jest miła goryczka, jest nietypowa dla piwa nuta, którą łatwo można wyjaśnić kontaktem z sake, ale która sama w sobie nie jest specjalnie udana. Co jest tu naprawdę udane, to balans słód-goryczka, dzięki czemu pije się to mimo wszystko przyjemnie, ale nudno. Udany jest też bardzo długi finisz, ciekawszy w sumie od tego, co dzieje się w ustach. Solidne.
5,5/10
 
Tekstura
Ciut za wysokie wysycenie, trochę brakuje ciała, ale ogólnie bardzo dobra.
4/5

5.0/10

No nie mam szczęścia do Japonii. Mimo wymyślnej koncepcji XH to piwo zupełnie przeciętne. Być może destylat z sake i piwo to nie najlepsza para, ale myślę, że tutaj zawiodła raczej strona słodowo-drożdżowa. Piwo, które bardzo próbuje być ciekawe i skomplikowane, ale w sumie to mu nie wychodzi i jest dość nijakie (mimo że nietypowe). Jak jeszcze dołożymy do tego cenę, to może rozboleć głowa.

środa, 30 grudnia 2015

De Halve Maan: Straffe Hendrik Quadrupel

To już ostatnie piwo z brugijskiego browaru Brouwerij De Halve Maan. Standardowo na koniec zostawiłem sobie to, z którym wiążę największe nadzieję i liczę, że chociaż jeden quadrupel okaże się piwem wybitnym. Póki co nie bardzo bowiem jest do czego wracać z asortymentu browaru, mimo że wszystkie piwa były bardzo dobre. 

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Quadrupel
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: quadrupel
Alkohol: 11%
Ekstrakt: 22%
Objętość: 330 ml
Warka: do 11.05.2018 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Gustowne, ciemne wydanie serii etykiet przeznaczonych dla Straffe Hendrików.
8,5/10 


 
Barwa
Genialna gra brązów i miedzi.
5/5

Piana
Wybitnie obfita, o kiepskiej natomiast gęstości i mało spektakularnej trwałości.
3/5

Zapach
Niezbyt intensywny, ale bardzo ładny - zboże, biszkopt, mocno spalony karmel, cukier kandyzowany, bardzo szlachetne nuty alkoholowe.
7,5/10

Smak
Nadrabia braki w intensywności z aromatu - zaczyna się zbożowo i chlebowo, potem przechodzi w czekoladę i szlachetnie alkoholową potęgę, a kończy się dość wysoką jak na styl goryczką. Mimo że alkohol jest w typowo belgijski sposób dostojny i przyjemny, to trochę za bardzo zagarnia wrażenia. Nadrabia za to znakomitym balansem słodycz-goryczka. 
8,5/10

Tekstura
Ciut za mocno wysycone. 
4,5/5

7.5/10

De Halve Maan na stałym poziomie: kolejne piwo bardzo dobre i bardzo dalekie od wybitności. W przypadku takiego stylu jak quadrupel, i to dość mocnego nawet jak na wysokie standardy tych piw, to już pachnie sporym rozczarowaniem. Wszystkie sześć piw z brugijskiego browaru było trunkami o bardzo zbliżonej jakości - najsłabsze, blond, dostało ode mnie 7.7/10, a najlepsze, tripel, 8.3. A najlepsze i jedyne wybitne było siódme - to, które piłem w Brugii: świeży, niebutelkowany blond. Oznacza to dużą rzetelność, ale i bezużyteczność - browar tak radzący sobie z belgijskimi stylami przydałby się w Polsce, ale w konkurencji z wieloma wybitnymi belgijskimi browarami nadaje się chyba tylko do zapomnienia. Szkoda, bo kocham doprawdy Brugię, ale zdaje się, że lepszy browar to ja mam pod nosem, we Wrocławiu, na Długosza.

piątek, 25 grudnia 2015

Brasserie du Pays Flamande: La Bracine Triple

Drugie piwo z Brasserie du Pays Flamande, francuskiego kooperanta Pinty, jakie zdobyłem, to tradycyjny tripel, który zdobył złoty medal na konkursie produktów agrokultury w Paryżu w 2009 roku. Oby był godny złota, bo jeśli nie będzie to piwo co najmniej świetne, to francuski browar może już nigdy nie dostać ode mnie szansy, poprzednie trzy piwa były dobre, ale nie miały błysku.

Informacje ogólne:
Piwo: La Bracine Triple
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 02.2016
Cena: 9,35 zł (14,17 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Daleka od brzydkiej, ale trochę bezpłciowa i schematyczna etykieta, brak informacji o piwie, goły kapsel. Średnio, w najlepszym razie.
5/10

 
Barwa
Piękne złoto, żeby nie powiedzieć cytryna - rustykalne zmętnienie trochę obniża elegancję, ale jest sympatyczne.
4,5/5
 
Piana
Zadowalająco obfita, generalnie gęsta, choć z paroma dużymi bąblami; średnio trwała, już po paru minutach są dziury na tafli, acz nieduże.
3/5
 
Zapach
Klasyka stylu: fenole belgijskich drożdży, bardzo intensywne i wyjątkowo naturalne cytryny oraz jasnosłodowa baza. Wszystko zmieszane w nienagannych proporcjach i dość intensywne, nie ma tu może czegoś super&ekstra, ale świetny, klasyczny aromat.
8,5/10

Smak
Podąża za zapachem, również bardzo soczysty, choć tu trzy dominujące składniki mieszają się trochę w jedno. Ale tak czy inaczej bardzo, bardzo smaczne piwo - rześkość cytrusów pozwala mu latać i przykrywa alkohol całkowicie, belgijskie drożdże wplatają typowe przyprawowe nuty, a słód zapewnia przyjemną, zbożową słodycz. Symbioza. Tripel bez jakichś niewiarygodnych uniesień, ale i w sumie bez zarzutu.
8,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10 

Jednak jest piwo świetne z tego browaru. Bardzo zacny tripel, bardzo - przebił dwa triple trapistów, Chimay i La Trappe. Cena też przyzwoita, polecam z całego serca. "Ukrywalność" alkoholu porównywalna do tej, którą reprezentuje arcygenialny Tripel Karmeliet. Innymi słowy, najlepsze francuskie piwo, jakie piłem.

czwartek, 17 grudnia 2015

De Halve Maan: Straffe Hendrik Wild

Przedostatnie piwo z najsłynniejszego browaru najpiękniejszego miasta świata będzie połączeniem, jakiego jeszcze nie próbowałem - wild tripel, czyli tripel na brettach. Tradycyjny tripel wypadł im gdzieś między bardzo dobrze a świetnie - mam nadzieję, że bretty wniosą coś ekstra i będzie jeszcze lepiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Wild
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: wild tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.03.2020 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na zwykłym triplu, tylko inna kolorystyka, która uszczupla elegancję. Jest za to rocznik.
8/10 


 
Barwa
Wyjątkowo ładne, głębokie złoto, całkowicie klarowne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, niezbyt gęsta, ładnie oblepia szkło, dość trwała.
3,5/5

Zapach
Dokładnie to, co zapowiada etykieta - tripel i bretty; ta pierwsza strona jest słodka, rześka, słodowo-cytrusowa; ta druga kwaskowa, wybitnie wiejska, dzika, końska derka gra pierwsze skrzypce. Bardzo dobrze się uzupełniają te dwa światy, przy czym drugiego jest zdecydowanie więcej. Świetny, intensywny aromat.
8,5/10

Smak
I tu również walka dwóch światów i również dominacja tego dzikiego; wyjątkowo rozedrgane, wybuchające na wszystkie strony bretty, których nie powstydziłby się nawet lambik. Aspekty triplowe trzeba sobie trochę wyławiać spod wiejskich akcentów, aczkolwiek w odbiorze czysto smakowym piwo jest bardzo triplowe - kwaśności tu nie ma, jest słodycz i chropowata goryczka a la skórka cytrynowa, typowa dla stylu. Bardzo dobre piwo, świetny pomysł.
8/10

Tekstura
Zdecydowanie za dużo gazu.
1,5/5

7.0/10

Bardzo udany eksperyment, choć nie aż tak, jak by się chciało. No i zwykły tripel jednak bardziej mi podszedł - to piwo natomiast zapamiętam dużo lepiej, bo piłem dużo lepszych tripli, ale żadnego na brettach. De Halve Maan robi same bardzo dobre piwa, ale póki co jedynym aspirującym do wybitności był świeży, niebutelkowany blond pity na miejscu. Niedługo ostatnia szansa na błyśnięcie czymś wielkim, quadrupel.

piątek, 4 grudnia 2015

De Halve Maan: Brugse Bok

Kolejne piwo, które kupiłem w brugijskim browarze, jest trochę konfundujące - browar przedstawia go jako koźlaka, jednocześnie przyznając wprost, że jest to piwo górnej fermentacji. Po recenzjach widzę też, że zachowało się w nim sporo charakteru belgijskiego. Belgijskie ale, koźlak, a może hybryda?

Informacje ogólne:
Piwo: Brugse Bok
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: dubbel
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.08.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Brugse Zot w wersji koźlakowej, tzn. tytułowy błazen z rogami. Mniej więcej to samo, ale fajna wariacja.
7/10


 
Barwa
Od jasnego brązu do bursztynu - byłoby przepięknie, gdyby nie zmętnienie. 
3/5
Piana
Świetna - tworzy się wspaniała czapa o może nie idealnej, ale bardzo dobrej gęstości i utrzymuje na całej tafli prawie do końca.
4,5/5
 
Zapach
Jest tu może trochę koźlaka - objawia się to w typowym dla stylu słodowym karmelu, właściwie toffi - acz dużo więcej jednak belgijskiego ale w postaci wyrazistych fenoli od belgijskich drożdży. Tak czy inaczej zapach bardzo przyjemny i intensywny, choć nie obezwładniający. Bardzo dubblowy. Trochę z czasem się przerzedza.
7,5/10
Smak
Tu już zdecydowanie Belgia i dalej mocno przypomina dubbla, tylko trochę słabszego i lżejszego od większości dubbli - przyjemne, karmelowo-czekoladowe nuty słodu, belgijskie drożdże, trochę estrów owocowych, szczypta chmielu na delikatną goryczkę - doprawdy świetne, z bardzo intensywnym i długim finiszem.
8,5/10
 
Tekstura
Przegazowane, ale bez tragedii.
2,5/5

7.0/10

Ta, koźlak, ehe. To jest belgijskie ale, a nawet ośmielę się stwierdzić, że po prostu lekki dubbel. Wręcz wydaje mi się to oczywiste. I bardzo dobry w dodatku, choć ten drugi z De Halve Maan, mocniejszy i oficjalnie nazywany dubblem, był trochę lepszy.

poniedziałek, 23 listopada 2015

De Halve Maan: Straffe Hendrik Brugs Tripel Bier

Po blondzie i dubblu z brugijskiego browaru przychodzi czas na tripla. Tripel objęty jest już inną marką niż dwa poprzednie piwa, wpisuje się w serię Straffe Hendrik. Warzony z sześciu różnych słodów z dodatkiem chmielów Saaz i Styrian, dość mocny, ale generalnie powinien to być bardzo klasyczny reprezentant stylu. Mocno mu kibicuję, bo naprawdę zakochałem się w Brugii i życzę jak najlepiej wszystkiemu, co z nią związane, z jej najsłynniejszym browarem na czele. Konkurencja wśród tripli jest jednak potężna.

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Tripel
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 19,5%
Objętość: 330 ml
Warka: do 02.07.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykiety Straffe Hendrików prezentują się dużo lepiej niż Brugse Zot - eleganckie, bez fajerwerków, ale bardzo estetyczne, z ładnym logiem półksiężyca, również na dedykowanym kapslu. Zajmująca jest w przypadku tripla kolorystyka, subtelne połączenie złota, srebra i ciemnej zieleni.
8,5/10

Barwa
Głębokie, nawet lekko ciemne złoto, nieznaczne zmętnienie - bardzo sympatycznie wygląda.
4/5

Piana
Bardzo obfita, nienagannie gęsta, barokowo oblepia szkło i długo utrzymuje się w całości, acz w końcu pozostawia tylko pierścień.
4/5

Zapach
Intensywny, złożony, barwny, bardzo przyjemny; na czele wysuwa się typowa triplowa gra przypraw i owoców - kolendry, belgijskich fenoli, cytrusów, zwłaszcza pomarańczy. Za nią stoi pulchna, złożona słodowość, razem tworzą bardzo zgraną, dość słodką parę; świetny aromat.
8,5/10
Smak
Bardzo podobny do zapachu, tylko trochę groźniejszy - po pierwsze czuć nieobecną w zapachu moc (nuty alkoholowe są niemal całkowicie ukryte, ale ujawnia się gęstość smakowa piwa), a po drugie słodycz jest tu już kontrowana - i słusznie - nie taką małą jak na tripla goryczką. Nie jest wybitne, ale świetne, bardzo dopracowane.
8,5/10

Tekstura
Bardzo wysokie wysycenie, trochę za mocne nawet jak na tripla.
3/5

7.5/10

Coraz mocniej i coraz lepiej - tripel okazał się odrobinę lepszy od dubbla. Powoli jednak rodzi się spostrzeżenie, że De Halve Maan nie ma startu do właściwie żadnego browaru trapistów (można się pokusić o takie zestawienie, bo ma do nich podobny asortyment) i w obliczu świetnej dostępności tych drugich prezentuje się trochę... bezużytecznie. Najciekawsze być może jednak jeszcze przede mną.