niedziela, 12 kwietnia 2015

BrewDog & Victory Brewing: U-Boat

Kolejna z niekończących się kooperacji BrewDoga, tym razem zapowiadająca się wyjątkowo ekscytująca ze względu na styl uwarzonego piwa. Jest nim wędzony porter bałtycki. Porter wędzony z Alaskan Brewing, nie wiem czy lager, pozostaje jednym z kilku, może kilkunastu najlepszych piw, jakie w życiu piłem. Partnerował Szkotom browar również ze Stanów, ale nie z Alaski, a z Pensylwanii - ma on na koncie kilka wyśmienicie ocenionych na ratebeerze piw. A wracając do BrewDoga, piłem już od nich dawno temu jednego bałtyka, Alice Porter, znakomite piwo. Dużo sobie obiecuję.

Informacje ogólne: 
Piwo: U-Boat
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja) - warzone we współpracy z browarem ze Stanów Zjednoczonych
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog i Victory Brewing Company
Styl: wędzony porter bałtycki
Alkohol: 8,4%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: do 22.07.2017
Cena: 17,70 zł (26,82 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta jest rewelacyjna, świetny pomysł i świetne wykonanie, doprawdy wygląda jak łódź podwodna. Do tego bardzo dobrze napisana historyjka i czarny kapsel BrewDoga.
9,5/10

Barwa
Czarne, nieprzejrzyste - pięknie, ale jak na porter to trochę za ciemno. 
4,5/5

Piana
Fatalna, bardzo skromna powstaje i od razu redukuje się z sykiem niczym na lambiku, po dosłownie dwóch minutach pozostaje bardzo cienki pierścień, jeszcze parę chwil i nie ma już nic. 
0,5/5

Zapach
W aromacie głównie porterowa klasyka - dużo nut palonych, ale nie przepalonych, czekolada, lekki karmel, śliwki w czekoladzie, a dopiero na końcu leciutka, drzewna wędzonka, później trochę tradycyjnego chmielu - bardzo ładny zapach, ale nuty wędzone zbyt delikatne. 
8/10

Smak
W smaku podobnie, tylko lepiej - ciemne słody zaczynają pracować na najwyższych obrotach, tworząc słodką, ale nie mdłą mimo bardzo niskiej goryczki kompozycję czekolady, lukrecji, znowu czekolady, nut palonych i po raz trzeci czekolady - wędzonka na granicy wyczuwalności niestety, ale jest to wyśmienity porter bałtycki; bardzo pijalny, alkohol jest ukryty doprawdy perfekcyjnie. 
9/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie, ale za to cudownie oblepia usta.
4/5

8.0/10

Nie lubię się kłócić z producentami co do stylów, chyba że muszę, więc skoro jednak ewidentnie nuty wędzone wyczułem, to niech to będzie wędzony porter bałtycki, ale jest to przede wszystkim porter bałtycki, a gdzieś tam na końcu można dodać, że wędzony. I to porter, który zjada niejednego polskiego bałtyka, choć jednocześnie do tych najlepszych - cztery razy tańszych - się nie umywa ani nie oferuje żadnych niestandardowych doznań (jak obiecywana wędzonka), więc, no cóż, po prostu nie warto go kupować za tak wysoką cenę (teraz to już chyba i tak prawie niemożliwe). BrewDog nie pierwszy raz "zapomniał" o pianie, to największa i chyba jedyna poważna wada tego browaru, z którego miałem właśnie przyjemność wypić sześćdziesiąte pierwsze piwo.

piątek, 10 kwietnia 2015

Mikkeller (BrewDog): I Beat yoU

Można powiedzieć, że czekam na tę degustację od prawie dwóch lat. Do dziś najlepszym imperialnym IPA, jakie piłem, a przynajmniej tym, które najlepiej wspominam, pozostaje bowiem I Hardcore You - blend piw BrewDoga i Mikkellera dochmielony jeszcze na zimno. BrewDog dał od siebie Hardcore IPA, które piłem i mnie nie zachwyciło, a Mikkeller - właśnie to piwo, które poznam dzisiaj. Nawiasem mówiąc, warzone jest w BrewDogu - co za połączenie gwiazd.

Informacje ogólne:  
Piwo: I Beat yoU
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja) - warzone przez duński browar kontraktowy
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog (Mikkeller)
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 9,75%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: do 15.07.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Wyjątkowo solidnie jakościowo prezentuje się tu etykieta jak na Mikkellera, bo została naklejona w BrewDogu. Projekt graficzny natomiast nie powala, choć jest solidny. W składzie poza standardem znajdują się płatki owsiane. Pomysłowa nazwa - wielkie litery układają się w "IBU".
7,5/10
 
Barwa
Wspaniały, głęboki bursztyn, przechodzący wręcz w pomarańcz - byłoby idealnie, gdyby nie lekkie zmętnienie. 
4,5/5

Piana
Całkiem obfita, dość gęsta, umiarkowanie trwała, oblepia trochę szkło - dobra. 
3,5/5

Zapach
Ekstremalnie chmielowy - najbardziej przed szereg wysuwają się słodkie owoce tropikalne, ale nie dominują, jest też miejsce na ostrzejsze akcenty żywiczne oraz sporą ilość prostej, trochę szorstkiej, ziołowej chmielowości - bardzo ładny aromat, z czasem coraz bardziej zyskuje, choć nie staje się genialny. 
8,5/10

Smak
Jeszcze lepiej - zaczyna się od świetnego uderzenia słodowo-owocową słodyczą, w której owoce dużo ciekawiej prezentują się niż w zapachu, a następnie mamy bardzo stopniowe przejście w świat intensywnej, ale bardzo szlachetnej, ziołowej goryczki, która wprost majestatycznie rozciąga się powoli na genialnym finiszu; świetnie ukryty alkohol, choć jakiś tam jego akcent musi się pojawić - wspaniale zbalansowane IIPA, wyraziste jak przystało, ale w żaden sposób nie męczące, pijalność jak na taką moc jest bardzo niebezpieczna. 
9,5/10

Tekstura
Odrobinkę spuściłbym z wysycenia.
4,5/5

8.5/10

Fantastyczne IIPA, bez startu co prawda do I Hardcore You, ale wśród najlepszej 1/4 ze wszystkich, jakie piłem. Trochę przeciwieństwo 1000 IBU - jest dość łagodne jak na ten styl, bardzo wyważone i dzięki temu mocno pijalne jak na taką moc, co nie znaczy, że nie jest wyraziste.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Mikkeller (De Proef): Spontanelderflower

Wreszcie biorę pod lupę pierwsze piwo z serii, po której bardzo dużo sobie obiecuję - serii całkiem mocnych, starzonych w dębowych beczkach lambików/kwachów Mikkellera na bazie przeróżnych owoców, kwiatów, a nawet warzyw. Duński browar już wielokrotnie udowodnił umiejętność tworzenia wybitnych dzikusów i ekscytuję się niezwykle - mimo bardzo wysokich cen kupiłem w ciemno sześć różnych, a jak spełnią moje oczekiwania, to kupię i więcej. Na początek lambik na bazie kwiatu dzikiego bzu.

Informacje ogólne:
Piwo: Spontanelderflower
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia   

Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: lambik bzowy
Alkohol: 7,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: z 2013 roku (data przydatności rozmazana)
Cena: 49 zł (65,33 zł za 0,5 l)


Opakowanie
Wszystkie etykiety w serii są mniej więcej takie same, różnią się tylko kolorystyką i tym, co niesie na nich postać. Dość prosty motyw, ale całkiem przekonujący, zwłaszcza w grupie. Rocznik 2013, goły kapsel.
8/10
  
 
Barwa
Złote, lekko zmętnione - kolor jest niezbyt ekscytujący, nadrabia za to bardzo obficie ulatującym gazem, tworzącym świetny słup bąbelków.
3/5

Piana
Przyzwoita - w miarę obfita, gęsta, umiarkowanie trwała. 
2,5/5

Zapach
Totalna dominacja kwaśnych nut bakterii kwasu mlekowego, końskiej derki, do tego trochę akcentów cytrynowych - daleko w tle kryje się słodki akcent, który faktycznie przypomina zapach bzu, mógłby być bardziej nachalny, ale ogólnie znakomity, bezkompromisowy zapach; z butelki wyłaniają się spore ilości dębu, niestety w szkle prawie nieobecne. 
8,5/10

Smak
Kwaśno, ale nie ekstremalnie - jest bardziej cierpko niż kwaśno, zwłaszcza na wczesnym finiszu, na który jakby ktoś wrzucił wywrotkę skórki cytrynowej - wrażenie bliskie ekstremalnego, ale zdecydowanie w przyjemny sposób; do tego jeszcze trochę słodkiej, owocowej kontry i mamy świetne piwo, choć nie genialne, trochę za proste na geniusz, no i bzu praktycznie brak, za to totalnie ukrywa alkohol, nie zdziwiłbym się, gdyby miało 5%. 
8,5/10

Tekstura
Wysokie, pasujące do lambika nagazowanie, ale odrobinę jednak za duże.
4,5/5

7.5/10

Mój entuzjazm został trochę ostudzony - to bardzo dobry lambik, ale no na pewno niewart takiej wysokiej ceny. Dodatek dzikiego bzu też z lekka homeopatyczny. Mam nadzieję, że jedno i drugie rozczarowanie wynikło właśnie z nieśmiałego charakteru dzikiego bzu i pozostałe lambiki z tej serii będą i lepsze, i bardziej ukierunkowane na owoce, które do nich dodano, bo inaczej to nie będą najlepiej wydane pieniądze w moim życiu.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Raduga (Witnica): Metropolis

W trzecim podejściu do Radugi cofam się do ich debiutu, klasycznego amerykańskiego IPA. Wtedy chyba nie spotkało się z jakimś niebywale entuzjastycznym przyjęciem, ale dziś Raduga uznawana jest już za czołówkę polskiego craftu, więc może i nowe warki Metropolis powstają teraz świetne.

Informacje ogólne:
Piwo: Metropolis  
Kraj: Polska  
Województwo: lubuskie
Miasto: Witnica
Browar: Witnica (Raduga)
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: 14,1%
Objętość: 500 ml
Warka: do 05.07.2015
Cena: 7,90 zł

Opakowanie
Etykieta oczywiście znowu filmowa, ale znowu nie tak ładna jak na Sunset Blvd. Parametry, co ciekawe, identyczne jak w przypadku Nosferatu. Pięć odmian chmielu. Oczywiście goły kapsel.
8/10

 
Barwa
Bursztynowe, może jasnobursztynowe, całkiem klarowne, do tego trochę ulatującego gazu - bardzo przyjemne dla oka. 
4/5

Piana
Znakomita, nie tylko bardzo obfita, ale i idealnie gęsta, do tego ładnie oblepia szkło i utrzymuje się do samego końca - idealna. 
5/5

Zapach
W intensywnym aromacie rządzi amerykański chmiel, który prezentuje zdecydowanie żywiczne oblicze - zaczęło się bardzo ładnie, wręcz pięknie i czysto, niestety już po paru minutach wszedł witnicowy diacetyl, który mocno przykrył aromat - jego rządy potrwały kilkanaście minut, po czym mocno się rozrzedził, znów robiąc miejsce dla chmielu - po dolaniu drugiej porcji piwa znów wkroczył i znów trzeba było go przeczekać, na szczęście krócej - istny roller coaster, gdyby nie te przerwy na diacetyl, byłoby świetnie, a tak jest najwyżej solidnie.
6/10

Smak
W smaku wada niestety w dalszym ciągu jest obecna, znika natomiast wraz z każdym przełknięciem, wtedy bowiem wkracza bardzo mocna i bardzo przyjemna, chmielowa goryczka, stuprocentowo iglasta, żywiczna - naprawdę świetna i po niedługim czasie eliminuje diacetyl (albo, tak jak i w zapachu, eliminuje się on sam), nie jest też to piwo bardzo jednowymiarowe, na finiszu jest też miejsce dla bardzo zwiewnych co prawda akcentów jasnego słodu - piwo proste, ale bardzo przyjemne. 
8/10

Tekstura
Prawie idealna, minimalnie zwiększyłbym wysycenie. 
4,5/5

6.5/10

Bardzo podobne piwo do Nosferatu, tyle że jasne - te same parametry, i również tym razem diacetyl z Witnicy pozwolił sobie na jeszcze więcej, znów został szybko wyeliminowany w smaku. Póki co Raduga powala mnie tylko tym, że każde ich piwo miało jak dotąd idealną pianę, ale nie smakiem swoich piw. Trzymają (jeśli chodzi o smak, bo aromat tu i w Nosferatu niesatysfakcjonujący) bardzo wysoki poziom zdecydowanie godny rzemieślników, ale brakuje czegoś ekstra. Może w następnych piwach.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rodenbach (Palm): Rodenbach Grand Cru

Flamandzkie czerwone ale, runda trzecia. Po bardzo dobrym podstawowym Rodenbach i znakomitej Duchesse de Bourgogne czas na jedną z bardziej ekskluzywnych wersji tego pierwszego piwa. Przypomnę, że podstawka była mieszanką w 3/4 młodego piwa i w 1/4 leżakowanego przez dwa lata w dębowych beczkach. Tutaj proporcje robią się dużo bardziej ekscytujące - odpowiednio 1/3 i 2/3. 

Informacje ogólne:
Piwo: Rodenbach Grand Cru
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Rodenbach (Palm Breweries)
Styl: flamandzkie czerwone ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 21.01.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Ładna, klimatyczna etykieta z drewnem jako motywem głównym - dałoby się to lepiej wykonać, ale jest ładnie - niestety goły kapsel.
7,5/10


 
Barwa
W zależności od natężenia światła jasnobrązowe lub ciemnobrązowe, mocno zmętnione, pod mocnym światłem nieznaczne, rubinowe przebłyski - nie jest złe, ale trochę za bardzo matowe. 
3/5

Piana
Umiarkowanie obfita i gęsta, bardzo szybko redukuje się do grubego pierścienia, ten za to zachowuje swą okazałość niemal do samego końca - w porządku.
3/5

Zapach
Istotnie spore ilości dębu oraz piękna plejada słodkich i kwaskowatych owoców - wiśnie, jabłka, rodzynki, suszone śliwki, trochę karmelu, do tego akcenty winne - piękny, bogaty zapach. 
9/10

Smak
Na wejściu uderzenie dużą dawką orzeźwiającej, owocowej kwaśności, bardzo intensywnej, ale krótkiej, znikającej zaraz po przełknięciu, idealnie zbalansowanej ze słodyczą; na finiszu szczypta nut końskiej derki, znów różne owoce, zwłaszcza jabłka i wiśnie - znakomity trunek, bardzo pijalny i orzeźwiający, ale też elegancki. 
9/10

Tekstura
Doskonała - wysokie wysycenie, które pasuje do smaku.
5/5

8.5/10  

Wspaniałe piwo, wspaniałe. Rozłożyło się przed Księżną Burgundzką w aspektach wizualnych, ale aromat i smak dotrzymały jej kroku. Piękny jest ten styl, ze wszystkich kwachów flamandzkie ale wydaje mi się gatunkiem o największym potencjale, ale będzie trzeba to jeszcze zweryfikować. Póki co napalam się na kolejne wersje Rodenbach - sądząc po katalogu browaru i ocenach na ratebeerze, Grand Cru to ledwie preludium.

niedziela, 5 kwietnia 2015

Buxton: Axe Edge

Szóste piwo z wyśmienitego browaru rzemieślniczego z Anglii, Buxton Brewery. Pierwsze pięć były to piwa świetne, znakomite albo genialne i... czuję presję, jaka spoczywa na każdym następnym. Dziś amerykańskie IPA, ale nie takie zwyczajne - dość mocne i chmielone mieszanką chmielów północnoamerykańskich, europejskich i nowozelandzkich.

Informacje ogólne:
Piwo: Axe Edge
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)   
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 30.06.2015
Cena: 13,10 zł (19,85 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Kolejna etykieta z klasycznej serii Buxton, tym razem w szatach intensywnej, chmielowej zieleni.
8,5/10


 
Barwa
Złote, może z błyskiem bursztynu, zmętnione w idealny sposób, do tego burza ulatującego gazu - piękne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, ładnie oblepia szkło i utrzymuje się do samego końca, idealna. 
5/5

Zapach
Cudowny aromat amerykańskiego chmielu, nastawiony całkowicie na owoce - limonka, grejpfrut, liczi, może mango, może brzoskwinia, daleko w tle lekkie muśnięcie jasnego słodu - piękny i intensywny.
9/10

Smak
Jeszcze bardziej owocowe, wita nas wręcz słodyczą soku z jakichś słodkich cytrusów, następnie przechodzi w wytrawnego grejpfruta, by na finiszu zakończyć sprawę bardziej już ziołową goryczką - dobrze zbalansowane (chociaż nie obraziłbym się na odrobinę większą goryczkę, a mniejszą słodycz - mogłoby być wtedy genialne), bardzo barwne i smaczne, niebezpiecznie pijalne, może nie genialne, ale świetne, owocowe AIPA.
8,5/10

Tekstura
Dobra, ale trochę podwyższyłbym wysycenie.
4/5

8.0/10

Nie, Buxton znów nie zawodzi, kolejne piwo na bardzo wysokim poziomie, chociaż może po dotychczasowych wynikach liczyłem na troszkę więcej - niejedno lepsze AIPA piłem, w tym sporo polskich. Kompozycja aromatyczna znakomita, ale zabrakło trochę goryczki, jest po prostu słodkie jak na styl. Tak czy inaczej Buxton dołącza do niedługiej listy browarów, z których kupuję każdą nową propozycję.

sobota, 4 kwietnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Bacon

Ogromna ekscytacja. Piłem póki co tylko dwa, ale jestem już wielkim fanem serii kawowych stoutów owsianych Mikkellera pod szyldem "Beer Geek..." i jeszcze większym fanem piw wędzonych. Oto zaś połączenie: wędzona wersja znakomitego Beer Geek Breakfast. Znajduje się w dodatku na piątym miejscu rankingu piw wędzonych na ratebeer.com. Mam tak wysokie oczekiwania, że chyba nie ma szans na pozytywne zaskoczenie, mogę się tylko rozczarować, chociaż w sumie... połączenie kawy i wędzonki wbrew pozorom brzmi trochę ryzykownie.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Bacon
Kraj: Norwegia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Okręg: Rogaland    
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: wędzony kawowy stout owsiany
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 24.02.2019
Cena: brak danych

Opakowanie
Kontynuacja stylu całej serii, tutaj w bekonowej stylistyce, ładnie i z humorem.
9/10


 
Barwa
Nieprzenikliwie czarne. 
5/5

Piana
Tworzy się przyzwoita, ale nic ponadto, a w dodatku momentalnie redukuje się do pierścienia i marnych resztek, słabiutko. 
1,5/5

Zapach
Zdecydowanie dominuje kawowo-czekoladowa symfonia kawy i ciemnego słodu z solidną nutą kwiatową, a konkretniej lawendową (tak samo jak w poprzednich piwach z serii); wędzonka niestety bardzo delikatna, bardziej wyczuwalna z butelki niż ze szkła, o charakterze słono-szynkowo-drzewnym - zapach jest piękny, ale to zasługa kawy i słodu. 
8,5/10

Smak
Zupełnie inny, na początku co prawda mamy uderzenie kawowo-czekoladowe, ale trwa bardzo krótko, potem nagle robi się bardzo wytrawne, a za chwilę wchodzi bardzo słona wędzonka, jeszcze dodajmy ekstremalne nuty palone, lekki popiół i niemałą goryczkę chmielową - kompozycja piękna, ale jeszcze nie genialna - wędzonka mogłaby się objawiać po pierwsze mocniej, a po drugie bardziej aromatycznie, mniej w słoności, niemniej jest to piwo pyszne. 
8,5/10

Tekstura
Dobre wysycenie, natomiast jakoś bardzo mocno zabrakło mi gęstości, tekstura bardzo średnio współpracuje ze smakiem.
2,5/5

7.0/10

A jednak, spory, spory zawód. Stout przede wszystkim kawowy, po drugie owsiany, a dopiero na końcu wędzony - to raz, ale to jeszcze byłoby w porządku, gdyby w takiej formie był olśniewający - nie jest, jest tylko bardzo, bardzo dobry i z mankamentami w pianie i teksturze. Dużo mniej udane piwo niż poprzednie dwa Beer Geeki, natomiast jeśli chodzi o ranking piw wędzonych, to w moim skromnym rankingu dwudziestu czterech już teraz wędzonek ląduje jakoś na dwunastym miejscu; jaki tam światowy top, paaaanie... na znacznie więcej liczyłem. Odrobinę też mimo wszystko chyba za dużo tego było - aż tak intensywny udział kawy być może nie powinien iść w parze z wędzonką.

piątek, 3 kwietnia 2015

Browar Stu Mostów & Camba Bavaria: ART1

Szybko mi idą piwa z Browaru Stu Mostów, to już piąte. Póki co żadne mnie w sumie nie zachwyciło, ale też żadne nie było uwarzone w spektakularnym stylu. Dzisiaj jest okazja na pokazanie mistrzowskiej klasy - styl piwa został oznaczony jako... Doppel Weizenbock German IPA i odkąd to przeczytałem, ciągle myślę, jak ja to piwo zakwalifikuję. Wyjątkowo konfundujące. Już samo doppel weizenbock brzmi trochę skomplikowanie, a do tego jeszcze od czapy dochodzi to niemieckie IPA (które już samo w sobie jest raczej odmianą AIPA niż osobnym stylem). Może po prostu amerykański (w znaczeniu nowofalowy) weizenbock i tyle? Wypiję, osądzę. Ach, no i jeszcze jedno - zostało uwarzone we współpracy z niemieckim browarem rzemieślniczym Camba Bavaria. Zetknąłem się z nim raz i zawiodłem, ale ogólnie jest dobrze postrzegany, więc może miałem pecha.

Informacje ogólne:
Piwo: ART1
Kraj: Polska - warzone we współpracy z browarem z Niemiec
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: hybryda amerykańskie India Pale Ale + weizenbock
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 500 ml
Warka: do 21.05.2015
Cena: 9,90 zł


Opakowanie
Wrzucenie do grafiki koloru czerwonego w różnych odcieniach burzy mi trochę tę subtelność, jaką dawało połączenie bieli, żółci i czerni - poprzednie wyglądały lepiej, ale i tak jest bardzo dobrze.
8,5/10

 
Barwa
Piwo byłoby chyba mniej więcej ciemnozłote, ale jest totalnie mętne i przez to nie tyle bursztynowe, co po prostu pomarańczowe - nieczęsty i piękny widok. 
4,5/5

Piana
Dość obfita, umiarkowanie gęsta i umiarkowanie trwała, ale za to ładnie osadza się na szkle - dobra. 
3,5/5

Zapach
Na wierzchu bardzo intensywne nuty klasycznego weizena - spore ilości banana, trochę goździków i drożdży, natomiast pod spodem kryje się niebywale naturalny zapach mandarynki i pomarańczy, pochodzący od nowofalowego chmielu - połączenie jest bliskie geniuszu, zapach czysty, ale niezwykle dużo się w nim dzieje, prawie perfekcja. 
9,5/10


Smak
Ciężej, dużo ciężej, aromat był zdradliwie rześki - jeszcze więcej bananów niż w zapachu i są jeszcze bardziej naturalne, dochodzą lekkie akcenty karmelowe, zostaje trochę z wymienionych cytrusów, na przełyku mocne, ale przyjemne uderzenie szlachetnym, lekko pieprznym akcentem alkoholowym, a na finiszu rozpościera się spora, cytrusowo-ziołowa goryczka, która równoważy (i z czasem przeważa) weizenową słodycz - wyśmienite i niezwykle ciekawe, może tylko odrobinę za ciężkie. 
9/10

Tekstura
Minimalnie za niskie wysycenie.
4,5/5

8.5/10

Niedawno marakuja, teraz mandarynka - Browar Stu Mostów potrafi mistrzowsko wydobywać owocowy potencjał z nowofalowego chmielu (i nie ma mowy o autosugestii, dopiero po degustacji dowiedziałem się, że wśród chmieli znajduje się słynny chmiel Mandarina Bavaria). Tym razem piwo wybitne od BSM i jestem już pewien, że wiedzą tam, co robią. Uwarzyć tak ciekawe, zbalansowane piwo w skomplikowanym stylu na wybitnym poziomie - to wymaga umiejętności, nie tylko zapału, chociaż pozostaje zagadką, jaki w tym udział Niemców z Camby. Tak czy inaczej, polskiego piwa na tym poziomie nie piłem od listopada. I faktycznie jest to piwo hybrydowe, a nie tylko mocniej nachmielony weizenbock.

czwartek, 2 kwietnia 2015

BrewDog: Vote Sepp

Kolejne piwo-happening z BrewDoga. Póki co najsłynniejszym było Hello Ny Name Is Vladimir z Putinem na etykiecie, tym razem dostało się długoletniemu przewodniczącemu FIFA, Seppowi Blatterowi. Już od dłuższego czasu trudno spotkać interesującego się piłką człowieka, który miałby do pana Blattera stosunek pozytywny, akcja BrewDoga natomiast spowodowana była zarzutami korupcyjnym, jakie zostały wymierzone w organizację w związku z niejasnymi okolicznościami przyznania Katarowi organizacji Mistrzostw Świata w 2022 roku. Szkoci naigrywają się z Blattera i proponują organizację mundialu w Szkocji. Cała akcja opisana tutaj. A samo piwo? Ze znacznie mniejszym rozmachem - bardzo lekki (3,4%) witbier z hibiskusem. Czemu nie? BrewDog potrafił już raz uwarzyć piwo poniżej 4%, które było moim zdaniem genialne w dowolnej kategorii (Dead Pony Club).

Informacje ogólne:
Piwo: Vote Sepp
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: witbier
Alkohol: 3,4%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: do 25.06.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta, jaka jest, każdy widzi. Na twarzy każdego kibica powinna wywołać chociaż lekki uśmieszek. Kluczem jest natomiast skandalizująca historyjka, w której Blatter zostaje nazwany "niestrudzonym piłkarskim führerem". Fajne, ostre, ale subtelne wykonanie akcji.
9/10

Barwa
Ekstremalnie jasne, niemal przezroczyste, do tego kiepsko wyglądające zmętnienie - ratuje je trochę burzliwy gaz. 
1/5

Piana
Wybitnie obfita i wybitnie rzadka, może nie jak na coca-coli, ale coś w tym kierunku, błyskawicznie znika z sykiem - mimo wszystko obfitość trzeba docenić, choć po paru minutach jej już nie ma. 
1/5

Zapach
Całkiem miły zapach klasycznego, jasnosłodowo-cytrusowego witbiera z nieprzegapialnym dodatkiem hibiskusa - nie powalający, ale fajny, kwaskowato-słodki, mocno kwiatowy zapach. 
7,5/10
Smak
W smaku prosto i lekko, trochę mącznych akcentów jasnego słodu, trochę skórki pomarańczowej i trochę hibiskusa - zwłaszcza skórka pomarańczowa robi dobrą robotę, wprowadzając lekką cierpkość na finiszu, która trochę walczy z wodnistością - szału zdecydowanie nie robi, ale pije się miło i lekko, jest dobre. 
7/10

Tekstura
Trochę pomaga mocne wysycenie, które podbija pełnię, chociaż jest minimalnie za wysokie.
4,5/5

6.5/10

Nie ma mowy o porównaniach do Dead Pony Club, ale poza kwestiami wizualnymi jest naprawdę dobrze - hibiskus bardzo dobrze się wpasował, wyszło piwo lekkie i orzeźwiające, trochę wodniste, ale nie do przesady, jak na tak niską moc jest nawet bardzo dobrze. I dobrze się zachowało - zostało uwarzone w lecie i bałem się, że tak słabe piwo będzie już zepsute, ale Szkoci wiedzieli, co robią, gdy ustalali roczną datę przydatności, było świeże.