Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witbier. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą witbier. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2016

Sensolibero: Amelie

Koniec przygody z włoskim browarem, który dał mi najgorszy stout w życiu, bardzo dobre APA i najlepsze golden ale w życiu. Kończę witbierem.

Informacje ogólne:
Piwo: Amelie
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: witbier
Dodatki: kolendra, skórka pomarańczy
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do sierpnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
O, tu już wpadli na to, żeby na jasnym tle nie dawać białej czcionki, tylko czarną.
8/10

 
Barwa
Klasyka witbiera - bardzo zmętnione, słomkowe, "mleczne".
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, trochę burzliwa, ale utrzymuje się bardzo długo.
4,5/5

Zapach
Bardzo duże ilości bardzo świeżej kolendry, jakby dopiero co ktoś rozbił i roztarł w palcach parę nasion. Dzięki podszyciu równie świeżym aromatem skórki pomarańczowej, właściwie to niemal soku pomarańczowego, efekt jest niezwykle barwny, bajeczny wręcz. Przepiękny aromat, ale mógłby być bardziej intensywny przez całą degustację.
8,5/10

Smak
Podobnie jak w zapachu - świeże aromaty kolendry i skórki pomarańczowej z przewagą kolendry, tutaj jeszcze na przyjemnym, nie za słodkim podkładzie słodowym. Smak jednak wypada jakoś mniej wyraziście od zapachu, przydałaby się mu przynajmniej lekka goryczka (nie ma prawie żadnej), ale wciąż jest świetnie.
8/10

Tekstura
Trochę za wysoki gaz.
3,5/5

7.0/10

Bardzo dobry wit, który przypomniał mi nawet jednego z moich ulubionych, Blanche de Namur. Ostatecznie przygodę z Sensolibero zapamiętam pozytywnie, mimo że zdarzyło się na samym jej początku coś bardzo przykrego. Mimo ogromnej wpadki to dobry browar, może nawet kiedyś jeszcze się spotkamy. 

niedziela, 3 lipca 2016

St. Bernardus: Wit

St. Bernardus może się pochwalić genialnym quadruplem, fantastycznym dubblem i świetnym triplem. Chyba tylko polskich browarów miałem okazję poznać (poprzez degustację piw) więcej niż belgijskich, miałem styczność pewnie z około pięćdziesięcioma belgijskimi warzelniami, a Brouwerij St. Bernardus to co najmniej top 6 wśród nich, przy czym walczy nawet o podium. Mam nadzieję, że ich witbier to kolejne znakomite piwo w kolejnym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Wit
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Watou
Browar: Brouwerij St. Bernardus
Styl: witbier
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 20.08.2017 r.
Cena: 8,60 zł (13,03 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta dość mocno wyróżniająca się wśród pozostałych piw St. Bernardusa, w przeciwieństwie do tamtych błyszcząca, srebrna, no ładna. Jeszcze jeden kapsel z tego browaru do kolekcji.
8/10

 
Barwa
Potężne zmętnienie, słomkowy kolor ocierający się faktycznie miejscami o mleczną biel, obficie ulatujący gaz. Klasyka, bardzo ładne, rustykalne.
4/5

Piana
Bardzo obfita, ale też bardzo grubopęcherzykowa i nietrwała - po minucie zostaje sam pierścień, wkrótce znika i on. Nędza straszna.
1,5/5

Zapach
Świetne, bardzo intensywne, rześkie i bardzo zachęcające do wypicia połączenie słodowej słodyczy, świeżej kolendry i pięknej skórki pomarańczowej. Fantastycznie się to komponuje.
9/10
Smak
Ze słodyczą miesza się tu jeszcze kwaskowatość i lekka cierpkość skórki cytrusowej. Dalej dużo pomarańczy, kolendry, a to wszystko na całkiem okazałej bazie słodowej. Wkradają się też takie nuty wiejskie, no niemalże brettowe. Wyrazisty, naostrzony witbier, może odrobinę za ciężki.
8/10

Tekstura
Jest w porządku, ale jednak wysycenie jest zdecydowanie za wysokie.
3/5

7.5/10

Bardzo dobry witbier, bez fajerwerków poza zapachem, ale w witbierach dość trudno o fajerwerki. Belgijskich witów mało piłem i znam tylko jednego lepszego, natomiast trochę więcej polskich. To piwo, choć bardzo dobre, raczej nie pomoże St. Bernardusowi w walce o czołówkę belgijskich browarów.

wtorek, 27 października 2015

Pracownia Piwa: Beer for Tap

Po konkretnym falstarcie z Hey Now podchodzę drugi raz do Pracowni z nadziejami na rekompensatę. Tym razem styl dający większe pole do popisu od American Wheata, nowofalowo chmielony witbier z podkręconym ekstraktem. Koncepcja, która już chyba zawsze będzie mi stawiać przed oczami wielką Viva la Witę.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer for Tap
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: nowofalowy witbier
Dodatki: curacao, kolendra, rumianek
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 330 ml
Warka: do 31.10.2015 r.
Cena: 7,10 zł (10,76 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Tak jak wspominałem wcześniej, za mało się te etykiety różnią od siebie. No ale ładne to, ładne.
7/10

 
Barwa
Jasnozłote, nieznacznie zamglone, trochę ulatującego gazu, ładnie.
3,5/5

Piana
Znakomita - gęstość, obfitość, trwałość na najwyższym poziomie, dodatkowo oblepia szkło.
5/5

Zapach
Świetny, bardzo rześki - dużo belgijskiej drożdżowości, bardzo dużo skórki pomarańczowej, niemało kolendry i nawet ten rumianek jest wyczuwalny; lekka słodowość, nie czuję tylko amerykańskiego chmielu, ale mógł się wtopić w klasyczną witbierową cytrusowość.
8,5/10

Smak
Nie zwalnia - wszystkie nuty z zapachu zostają powtórzone z dużą intensywnością, a następnie wchodzi do akcji chmiel z wysoką goryczką, która odczuwalna jest bardziej ziołowo niż chmielowo; bardzo rześkie i bardzo pełne smaku, wyraziste, jeśli się do czegoś przyczepiać, to do lekkiej narowistości goryczki, ale świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Trochę przegazowane, w witbierze na szczęście nie prowadzi to do tragedii. 
3/5

7.5/10

I to już jest poziom godny tak uznanego browaru, choć wciąż oczekiwałbym trochę więcej. No, w sumie byłbym w pełni usatysfakcjonowany, gdyby nie znowu zdecydowanie zbyt wysokie wysycenie. Jeden z czterech najlepszych witów, jakie piłem, o ile nie pomijam w pamięci jakiegoś próbowanego "w terenie".

wtorek, 20 października 2015

Pinta & Brasserie du Pays Flamande (Browar na Jurze): Król Lata / Roi de l'été

Po Księżniczce Wiosny przyszła pora na Króla Lata - drugie piwo kooperacyjne Pinty i Brasserie du Pays Flamande, tym razem uwarzone na polskim terenie w Browarze na Jurze. Stylistycznie jednak dalej okolice Francji, nowofalowy witbier. Viva la Wita pozostaje jednym z paru najlepszych moim zdaniem piw, jakie Pinta wymyśliła, ale Król Lata idzie w trochę inną, bo znacznie lżejszą stronę.

Informacje ogólne:
Piwo: Król Lata / Roi de l'été
Kraj: Polska - uwarzone w kooperacji z browarem z Francji
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta i Brasserie du Pays Flamande)
Styl: nowofalowy witbier
Dodatki: suszona skórka słodkiej pomarańczy, skórka świeżej pomarańczy, skórka gorzkiej pomarańczy Curaçao, kolendra
Alkohol: 4%
Ekstrakt: 11,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 29.12.2015 r.
Cena: 7,20 zł
Opakowanie
Nawet etykieta mocno podobna do Viva la Wity. Ciąg dalszy mojej tęsknoty do bardziej jednorodnych kolorystycznie etykiet Pinty.
9/10  
 
Barwa
Bardzo jasne, bardzo mocno zmętnione - witbierowa klasyka, byłby ideał, gdyby nie ciemne drobinki.
4,5/5

Piana
Niezbyt obfita, niezbyt gęsta, trochę lepiej z trwałością, a jeszcze lepiej z oblepianiem szkła, robi to w sposób iście artystyczny, ostatecznie zadowalająca.
3/5

Zapach
Witbierowa cytrusowość zdominowana tą przyjemniejszą twarzą diacetylu. Przyjemniejszą, no ale zdominowana i dominowana coraz bardziej z czasem, zapach nie jest odpychający, ale nie idzie ocenić go pozytywnie.
3/10
Smak
Diacetyl nie znika, acz mocno się przerzedza, a przede wszystkim ujawnia się potężna zaleta tego piwa - genialne połączenie ogromnej rześkości z ogromną pełnią smaku. Aromatycznie dominują cytrusy - ciężko nawet stwierdzić, czy pochodne skórki pomarańczowej, czy chmielu, bardziej chyba chmielu - acz są w smutny sposób stłamszone diacetylem. Znakomity jest natomiast balans słodyczy i goryczki, obu jest sporo, obie są szlachetne i świetnie się uzupełniają. Świetny, chmielowy finisz - mimo bardzo dużego problemu piwo jest dobre z plusem.
7,5/10

Tekstura
Trochę brakuje mu wysycenia, ale bezbłędna jest ta gładkość i gęstość, którą dał owies.
4/5

5.5/10

Duży zawód, jak sięgam pamięcią, to Pinta jeszcze nigdy takiej diacetylowej kaszany nie odwaliła (to znaczy jeśli chodzi o moje około pięćdziesiąt zetknięć z tym kontraktowcem). Ogromna szkoda, że coś poszło nie tak, bo piwo było genialnie pomyślane i bez diacetylu mogłoby może stawać w szranki z tą Viva la Witą. Na "Królową Jesieni" (?) nie będę czekał z napięciem, oba piwa uwarzone z Francuzami mnie zawiodły i były grubo poniżej przeciętnej jakości Pinty.

środa, 17 czerwca 2015

Kingpin (Zarzecze): Lunatic

Ostatnie echa Beer Geek Madness 2. Kingpin, w moim odczuciu jeden z kilku najciekawszych przedstawicieli sceny rzemieślniczej w Polsce, z okazji tej imprezy wziął się za najpopularniejszy u nas styl belgijski, czyli witbiera. Poza obligatoryjnym dodatkiem kolendry i skórki pomarańczy, dorzucił od siebie jak zwykle własne zdanie w postaci grillowanych i karmelizowanych cytryn oraz soku z granatu. Brzmi sensownie, o ile owoce za bardzo nie zdominują piwa. Żeby było zabawniej, użyte chmiele to Simcoe i Cascade (moje ulubione swoją drogą).

Informacje ogólne:
Piwo: Lunatic
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: witbier
Dodatki: skórka gorzkiej pomarańczy curaçao, kolendra, grillowane cytryny, naturalny sok z granatu
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml
Warka: 1 (do 08.10.2015 r.)
Cena: 7,99 zł

Opakowanie
Świnia Kingpina w stylistyce narkotycznego tripu. Jak zawsze bardzo ładna etykieta.
8,5/10
 
Barwa
Bardzo mocne zmętnienie sprawia, że złoty kolor wpada w bursztyn, prezentuje się to bardzo korzystnie.
4/5

Piana
Przeciętna - umiarkowanie obfita, gęsta, ale niezbyt trwała, kilkanaście minut i zostaje tylko cienki pierścień.
2,5/5

Zapach
W znakomicie orzeźwiającym aromacie ścierają się ze sobą dwie sfery: piwna pod postacią belgijskich drożdży i jasnego słodu oraz owocowa, przy czym dominuje skórka pomarańczowa i cytryna, granatu nie wyczuwam; świetny, konkretny, rześki do granic możliwości aromat.
8,5/10
Smak
W smaku mniej słodko i mniej owocowo, pierwsze skrzypce gra lekka kompozycja jasnego słodu podszytego belgijskimi drożdżami, pojawia się też szczypta kolendry; finisz już bardzo wytrawny - goryczka skórki pomarańczowej i charakterystyczna cierpkość, która musi pochodzić od granatu: piwo jest wręcz genialnie orzeźwiające, a przy tym bardzo smaczne, nawet jeśli nie chcemy koniecznie być orzeźwieni.
8/10

Tekstura
Idealnie nagazowane.
5/5

7.5/10

Jeden z lepszych witbierów, jakie piłem. Kwintesencja piwa orzeźwiającego, bo w przeciwieństwie do wielu witbierów nie popełnia błędu nadmiernej słodyczy. Kingpinowi różnie wychodzi z tymi dodatkami - bywało już ich za mało, by je wyczuć, bywało za dużo: tutaj trafili w dziesiątkę. Nie jest to piwo oszałamiające (niełatwo oszołomić witbierem), ale błyskotliwie pomyślane i rzetelnie wykonane.

czwartek, 2 kwietnia 2015

BrewDog: Vote Sepp

Kolejne piwo-happening z BrewDoga. Póki co najsłynniejszym było Hello Ny Name Is Vladimir z Putinem na etykiecie, tym razem dostało się długoletniemu przewodniczącemu FIFA, Seppowi Blatterowi. Już od dłuższego czasu trudno spotkać interesującego się piłką człowieka, który miałby do pana Blattera stosunek pozytywny, akcja BrewDoga natomiast spowodowana była zarzutami korupcyjnym, jakie zostały wymierzone w organizację w związku z niejasnymi okolicznościami przyznania Katarowi organizacji Mistrzostw Świata w 2022 roku. Szkoci naigrywają się z Blattera i proponują organizację mundialu w Szkocji. Cała akcja opisana tutaj. A samo piwo? Ze znacznie mniejszym rozmachem - bardzo lekki (3,4%) witbier z hibiskusem. Czemu nie? BrewDog potrafił już raz uwarzyć piwo poniżej 4%, które było moim zdaniem genialne w dowolnej kategorii (Dead Pony Club).

Informacje ogólne:
Piwo: Vote Sepp
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: witbier
Alkohol: 3,4%
Ekstrakt: brak danych
Objętość: 330 ml
Warka: do 25.06.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta, jaka jest, każdy widzi. Na twarzy każdego kibica powinna wywołać chociaż lekki uśmieszek. Kluczem jest natomiast skandalizująca historyjka, w której Blatter zostaje nazwany "niestrudzonym piłkarskim führerem". Fajne, ostre, ale subtelne wykonanie akcji.
9/10

Barwa
Ekstremalnie jasne, niemal przezroczyste, do tego kiepsko wyglądające zmętnienie - ratuje je trochę burzliwy gaz. 
1/5

Piana
Wybitnie obfita i wybitnie rzadka, może nie jak na coca-coli, ale coś w tym kierunku, błyskawicznie znika z sykiem - mimo wszystko obfitość trzeba docenić, choć po paru minutach jej już nie ma. 
1/5

Zapach
Całkiem miły zapach klasycznego, jasnosłodowo-cytrusowego witbiera z nieprzegapialnym dodatkiem hibiskusa - nie powalający, ale fajny, kwaskowato-słodki, mocno kwiatowy zapach. 
7,5/10
Smak
W smaku prosto i lekko, trochę mącznych akcentów jasnego słodu, trochę skórki pomarańczowej i trochę hibiskusa - zwłaszcza skórka pomarańczowa robi dobrą robotę, wprowadzając lekką cierpkość na finiszu, która trochę walczy z wodnistością - szału zdecydowanie nie robi, ale pije się miło i lekko, jest dobre. 
7/10

Tekstura
Trochę pomaga mocne wysycenie, które podbija pełnię, chociaż jest minimalnie za wysokie.
4,5/5

6.5/10

Nie ma mowy o porównaniach do Dead Pony Club, ale poza kwestiami wizualnymi jest naprawdę dobrze - hibiskus bardzo dobrze się wpasował, wyszło piwo lekkie i orzeźwiające, trochę wodniste, ale nie do przesady, jak na tak niską moc jest nawet bardzo dobrze. I dobrze się zachowało - zostało uwarzone w lecie i bałem się, że tak słabe piwo będzie już zepsute, ale Szkoci wiedzieli, co robią, gdy ustalali roczną datę przydatności, było świeże.

czwartek, 26 marca 2015

Browar Stu Mostów: Salamander Strong Witbier

Czwartym piwem z wrocławskiego browaru będzie Strong Witbier, który aż taki bardzo strong nie jest i można go chyba zakwalifikować do normalnych witbierów. Tak sobie przeglądam historię i widzę, że żaden witbier nie zachwycił mnie od czasu Blanche de Namur, które piłem ponad półtora roku temu, mimo że osiem różnych już od tamtej pory zdegustowałem. Mam nadzieję na przełamanie tej passy.

Informacje ogólne:
Piwo: Salamander Strong Witbier
Kraj: Polska 
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: witbier
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.05.2015
Cena: 7,85 zł

Opakowanie
Kolejna taka sama, Salamandrowa etykieta. W składzie poza standardową kolendrą i skórką pomarańczy mamy też rumianek, ciekawe.
9/10


 
Barwa
Złote, nawet jasnozłote, lekko zmętnione, byłoby trochę nudne gdyby nie dynamicznie ulatujący gaz.
3,5/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta - utrzymuje się w miarę długo w dobrej ilości, ale po parunastu minutach w jednym momencie zniknęła niemal całkiem.
3/5

Zapach
Bardzo intensywny i bardzo słodki, dominuje zdecydowanie skórka pomarańczowa, gdzieś tam w tle przewija się kolendra; ogólnie stoi gdzieś na przecięciu aromatu przyprawowego i owocowego, cytrusowego - jest dość orzeźwiający, ale i mocny, pełny; piękny, bardzo zachęca do wzięcia pierwszego łyka. 
8,5/10
Smak
Mocno udziela się słód pszeniczny, który łączy się jeszcze ze słodyczą owocową i w efekcie robi się bardzo słodko, natomiast na ratunek przybywa skórka gorzkiej pomarańczy, która wraz z chmielem zapewnia goryczkową kontrę i pozostawia przyjemny, słodko-gorzki finisz - rozkoszne, świetnie zbalansowane piwo, które orzeźwia i syci zarazem, z każdym łykiem smakuje coraz bardziej. 
9/10

Tekstura
Trochę za mało gazu.
4/5

8.0/10

Póki co to najlepsze piwo z Browaru Stu Mostów, jakie piłem, a co więcej - faktycznie najlepszy witbier na mojej drodze od wspomnianego Blanche de Namur i jeden z trzech najlepszych w ogóle, za owym belgijskim reprezentantem i Viva la Witą z Pinty. Do poziomu obu tych witbierów bardzo mu daleko, ale za to całą resztę zostawiło daleko w tyle.

czwartek, 11 grudnia 2014

Szałpiw (Wąsosz): Jasny Dynks

Kolejne piwo z Szałpiwu i kolejne w belgijskim stylu, ale nie tak ekscytującym jak poprzednie - witbier wszak, w przeciwieństwie do pozostałych, jest już w Polsce warzony dość często i gęsto. Również jedno z wczesnych dokonań tych rzemieślników - pamiętam, że debiutowało wraz z Ciemnym Dynksem, "czarnym witbierem", który okazał się kanalizacyjną porażką i stanowi sporą plamę na historii inicjatywy Szałów.

Informacje ogólne:
Piwo: Bździągwa
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: witbier
Alkohol: 5,3%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 01.02.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Najbrzydsza etykieta z dotychczasowych Szałpiwu - chłodna, kanciasta, jakby robiona w WordArcie (chociaż dobrze wykonana, jeśli chodzi o jakość materiału). W dodatku goły kapsel. Sytuację z bardzo kiepskiej na przeciętną podciąga dokładny skład, w którym mamy amerykańskie chmiele.
5/10

Barwa
Bardzo jasne, słomkowe, może ewentualnie jasnozłote - zmętnienie pogarsza sprawę, jest takie nieznaczne, niezdecydowane - lepiej, gdyby było mocne albo wcale; nie prezentuje się to piwo najlepiej, dopóki nie doleje się końcówki i mętność nie stanie się konkretna, wtedy jest już ładnie. 
2,5/5

Piana
Jeszcze gorsza - bardzo nieobfita, udaje się nalać zaledwie cienką warstewkę i już po chwilach paru mamy mało imponujący pierścień i resztki na tafli. 
1/5

Zapach
Dość ładny, mamy taką typową, kwiatowo-owocową rześkość na czele ze skórką pomarańczową, może jeszcze cytryną - problem w tym, że nie jest zbyt intensywny, a zdecydowanie zbyt nieśmiało poczyna sobie drożdżowość i kolendra (choć z czasem obie kwestię się odrobinę poprawiają) - ogólnie tylko dobry. 
7/10

Smak
W smaku nabiera trochę intensywności, ale z kolei pogarsza się bukiet i ostatecznie jest dużo gorzej niż w zapachu - przyprawy, owoce mocno odpuszczają, do głosu dochodzi mało ekscytująca słodowość, pojawia się nawet jakby anyżkowy alkohol - średnie piwo, jest bądź co bądź orzeźwiające i w miarę smaczne, ale zupełnie nie robi, że tak powiem, szału. 
5,5/10

Tekstura
Na początku trochę przegazowane, jednocześnie wysycenie spada tak szybko, że później jest nieco za niskie, ale cały czas obraca się wokół dobrego poziomu.
3,5/5

5.0/10

Po raz pierwszy Szałpiw mnie znacząco zawiódł. Piwo brzydkie od etykiety po pianę, i tylko trochę smaczne - jedynie zapach dał jakoś radę. Cóż, każdy z moich ulubionych rzemieślników w Polsce zaliczył chociaż raz taką wtopę, potraktuję to jako wypadek przy pracy. Co ciekawe, również w przypadku AleBrowaru to witbier był najbardziej schrzanionym piwem, jakie od nich dostałem (nie licząc Johna Cherry'ego, który wybuchł mi w pokoju i narobił bajzlu). A na marginesie, amerykańskie chmiele nie wyszły przed szereg, przez co traktuję to piwo jednak jako klasycznego witbiera.

wtorek, 22 lipca 2014

AleBrowar (Gościszewo): Lady Blanche

Sentymentalnie patrząc na czas sprzed roku, kiedy długimi, nieprzerwanymi seriami tłukłem piwa z Pinty i AleBrowaru, starając się jak najszybciej nadrobić braki w doświadczeniach z tymi genialnymi browarami kontraktowymi, postanowiłem jeszcze raz to przeżyć - nazbierało mi się trochę zaległości z ostatnich premier i postanowiłem wszystkie zaliczyć jednym ciągiem, na przemian sięgając po piwo AB i Pinty. To, od którego dziś zacznę, jako jedyne nie jest tak naprawdę piwem nowym - Lady Blanche to jedno z pierwszych piw AleBrowaru, dość szczególne, bo jako jedyne w historii zostało wycofane z oferty na stałe. Stało się tak, ponieważ piwowarzy (w dużej części również konsumenci) nie byli zadowoleni ze swojego witbiera, w końcu trochę ponad rok temu wylali całą warkę do ścieków i stwierdzili, że zawieszają produkcję tej marki aż do postawienia własnego browaru. Nie postawili jak na razie, ale mniej więcej rok po tym wydarzeniu zaczęli warzyć znowu - jak na rzemieślników to przerwa na tyle nieduża, że mogli w ogóle tego wycofania nie ogłaszać. To jedyne piwo AB, którego w zeszłe lato nie zdołałem spróbować właśnie z tego powodu (doszedł jakiś czas temu jeszcze Ortodox Mild, na którego pewnie sporo sobie poczekam) - w końcu mogę to nadrobić.

Informacje ogólne:
Piwo: Lady Blanche
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2012
Styl: witbier
Alkohol: 4,7%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Jakkolwiek może być trudno w to uwierzyć, ta etykieta powstała dwa lata przed wiadomym sukcesem austriackiego transwestyty na pewnym konkursie "muzycznym". I jest na pewno dużo ładniejsza od tego delikwenta, choć nie jest to na pewno moja ulubiona etykieta AleBrowaru, not even close.
8/10

Barwa
Słomkowa, bardzo jasna, ale jest też wyjątkowo mocno zmętnione, co sprawia, że wydaje się ciemniejsze, bardziej złote - ładne. 
3,5/5

Piana
Niezwykle mizerna, powstaje tylko bardzo cienki kożuszek, który niemal od razu redukuje się do pierścienia - fatalnie. 
1/5

Zapach
Nie jest raczej typowo witbierowy - zaczyna się przede wszystkim słodowo, nieco anyżkowo, dopiero na drugim planie klasyczne, cytrusowe nuty białego piwa; nie dość że kompozycja ta jest średnio wyszukana - choć w miarę przyjemna mimo czającego się gdzieś DMSu - to jeszcze niestety jest mało intensywna - efekt jest niewysoko ponad przeciętnością. 
5,5/10

Smak
Podobnie, dalej nic specjalnego - jest strasznie płaskie, jest troszkę słodowości, odrobina pomarańczy i to już koniec - brak goryczki, brak kwaskowatości, brak jakiejkolwiek wyrazistości, pałęta się też jakiś niepożądany posmak, na szczęście w małej ilości; jest dość orzeźwiające i to chyba najlepsze, co da się o nim powiedzieć - może jeszcze tyle, że nie jest niedobre. 
5,5/10

Tekstura
Wyraźnie przegazowane, ale trochę to naprawia płaski smak, więc ogólnie tekstura bardzo dobra.
4/5

5.0/10
 
Smutny dzień nastał. Liczyłem, że nie będę miał nigdy okazji wystawić AleBrowarowi tak nędznej oceny. Niestety to najgorszy witbier, jakiego w życiu piłem, a to już dziewiąty. Więcej, chyba najsłabsze ze wszystkich polskich rzemieślniczych. Pozostaje się pocieszać, że żadne z nich na razie nie okazało się piwem złym, to jest nie zeszło poniżej 5/10, a ich liczba przekroczyła już co najmniej 50.

piątek, 4 lipca 2014

Baladin: Isaac

Po dość długim czasie wreszcie zabieram się do recenzji kolejnego piwa z Birrificio Baladin, bodaj najsłynniejszego włoskiego browaru. Po świetnym początku, który wyznaczyło ekskluzywne, bardzo drogie barley wine leżakowane w beczkach po włoskim winie czerwonym, nadeszło lekkie rozczarowanie, gdy przyszło do spróbowania bardziej zwykłego piwa. Dzisiaj wystrzałowo znów nie będzie - po nietradycyjnym APA przychodzi czas na tradycyjnego witbiera - ale liczę na coś dużo lepszego.

Informacje ogólne:
Piwo: Isaac
Kraj: Włochy
Region: Piemont
Miasto: Piozzo
Browar: Birrificio Baladin
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12,7%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Piwo w przepięknej, grawerowanej butelce z etykietą spójną z resztą piw browaru. Ładny, firmowy kapsel, informacji o piwie nie za dużo, acz można wywnioskować, że to witibier bez odwiedzania strony internetowej browaru (napis "birra bianca" plus kolendra i skórka pomarańczowa w składzie).
9/10
 
Barwa
Piwo niezbyt ładnie się prezentuje - głębokie złoto byłoby w porządku (choć jak na witbiera zdecydowanie za ciemne), ale zmętnienie jest wprost koszmarne, mnóstwo nieregularnej wielkości kawałeczków osadu wygląda niezbyt estetycznie; sprawę próbuje ratować ładnie ulatujący gaz. 
1/5

Piana
Bardzo nieobfita, cienka, dość szybko na powierzchni pojawiają się już pierwsze dziury, ale ta cienka warstwa utrzymuje się przez trochę czasu. 
2/5

Zapach
Bardzo ładny, dominują nad resztą doznań bardzo świeży aromat skórki pomarańczowej z charakterystyczną, specyficzną, jakby anyżkową słodowością, znaną mi już z poprzedniego piwa Baladin; jest też miejsce na kolendrę, ogólnie bardzo dobrze, choć z nóg nie zwala, intensywnością również. 
8/10

Smak
Jest wybitnie przyjemne w ustach, gdzie od początku atakuje bardzo sympatyczną, lekką goryczką przemieszaną z aromatem skórki pomarańczowej; na przełyku jest już bardzo witbierowo, do cytrusowości dochodzi kolendra; problem jest jedynie na finiszu, na którym nuty witbiera wygasają, goryczka jest nieobecna i skutkiem tego pozostaje już sama słodycz, niczym nie skontrowana, trochę płaska - ogólnie jest jednak bardzo smaczne, orzeźwiające, ale pełne smaku. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie wysokie, odpowiednie do tego stylu, ale minimalnie jednak zbyt gryzące.
4,5/5

7.0/10

Cóż, kolejny witbier, którego przyjemnie się piło, ale do którego na pewno nie będę wracał. Jak dotąd w tej klasyfikacji nie do pobicia jest dwójka gigantów, którą opisywałem już dawno temu - amerykańsko chmielona Viva la Wita i tradycyjne Blanche de Namur. Ten tutaj zajął co prawda trzecie miejsce, ale Baladin musi się znacznie bardziej postarać, żebym rozważył uznanie go jednym z moich ulubionych browarów.

środa, 18 czerwca 2014

Doctor Brew (Bartek): American Witbier

Piąte piwo Doctora Brew stanowi początek nowofalowo-pszenicznej trylogii, z którą rozprawię się w krótkim odstępie czasu. Jako pierwszy idzie pod lupę American Witbier, czyli oczywiście witbier nachmielony po amerykańsku; piłem już jedno piwo w tym hybrydowym stylu, fenomenalną Viva la Witę z Pinty, która do dziś pozostaje jednym z najlepszych polskich i w ogóle wszystkich piw, jakie poznałem. Dużo więc sobie obiecuję.

Informacje ogólne:
Piwo: American Witbier
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: nowofalowy witbier
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Kolejna seryjna etykieta, kolejny kolorek do kolekcji. Patrząc na trójkę nowych pszenicznych piw DB, stwierdzam, że miałem rację - za mała powierzchnia na tych etykietach jest w tych indywidualnych kolorach, przez co już zaczynają się trochę zlewać. No, ale to pierdoły. Skład jest pełny, kapsla dalej nie ma, bełkot z tyłu powrócił. Dwa słody, płatki owsiane i pszeniczne, trzy amerykańskie chmiele i witbierowe dodatki.
9/10

Barwa
Klasyczny, słomkowy kolor witbiera z mocnym, choć nie jakoś nieprawdopodobnie mocnym zmętnieniem; ładny, również dzięki ulatującemu gazowi. 
3,5/5

Piana
Obfita, umiarkowanie gęsta, utrzymuje się do samego końca i ładnie oblepia szkło. 
4,5/5

Zapach
Ładne połączenie mlecznej cytrusowości witbierowej z bardzo subtelną dawką amerykańskiego chmielu; trochę kolendry; niestety trochę jednowymiarowy, po jakimś czasie amerykańskich chmieli jest już bardzo mało, a racja witbierowa też jakoś nie powala. 
6,5/10
Smak
Tu również jest to przede wszystkim witbier, lekki, dość mocno kremowy, orzeźwiający witbier; odrobinę zbyt wodnisty; chmiel objawia się jedynie w wysokiej goryczce, która byłaby nienormalna w zwykłym witbierze, aczkolwiek sama goryczka smakuje bardziej skórką pomarańczy i kolendrą niż chmielem; jest dobre, rześkie, ale nic ponadto. 
7,5/10

Tekstura
Strasznie przegięte wysycenie, które na szczęście w tak lekkim piwie jeszcze w miarę przejdzie.
1/5

6.0/10

Ech, a już było tak dobrze. Niestety jest to najmarniejsze piwo z Doctora Brew spośród dotychczasowych, a doktorzy śmiało mogą udać się do Zawiercia na pokaz warzenia Viva la Wity, żeby wziąć lekcję łączenia witbiera z amerykańskim chmielem. W ogóle rzecz niesamowita, ale jak bałem się przechmielenia, tak piwu można bez wątpienia zarzucić niedochmielenie, przynajmniej na aromat, goryczka radę daje. No nic, miejmy nadzieję że pozostałe pszenice będą dużo lepsze.

niedziela, 25 maja 2014

Hoegaarden (AB InBev): Hoegaarden

Niejednego witbiera już w życiu poznałem, ale ciągle jeszcze nie miałem okazji spróbować tego najbardziej znanego, tego, który dla świata witbierów jest tym, co Guinness dla dry stoutów. To w miejscowości Hoegaarden mleczarz-piwowar Pierre Celis wskrzesił w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku zapomniany dawno z powodu fali pilznerów styl, witbiera oczywiście. Rozwijał interes aż do lat osiemdziesiątych, kiedy jego browar spłonął i z braku ubezpieczenia musiał sprzedać firmę największemu - przynajmniej obecnie - koncernowi piwowarskiemu, InterBrew (dziś AB InBev), który odbudował browar. Celis wyjechał warzyć piwo do Stanów i zmarł trzy lata temu. O Hoegaardenie panuje mniej więcej taka sama opinia co o Guinnessie - klasyk, niegdyś wzór stylu, dziś co najwyżej niezłe piwo, rewelacyjne jedynie jak na koncernowe standardy. Przekonajmy się. Przynajmniej na obecne upały powinno być jak znalazł.

Informacje ogólne:
Piwo: Hoegaarden
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Hoegaarden
Browar: Brouwerij Hoegaarden (AB InBev)
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 250 ml

Opakowanie
Mała, urocza wręcz buteleczka z oszczędną, lecz łatwo rozpoznawalną etykietą. Na kontrze krótki opis piwa po francusku i holendersku, z którego dowiemy się, że piwo jest refermentowane w butelce (i widać to jeszcze przed przelaniem piwa do szklanki) i że witbiery warzone były od 1455 roku. Całkiem ładny, firmowy kapsel. Niezbyt potężne wrażenie, ale w porządku.
7/10
 
Barwa
Typowy kolor witbiera, ekstremalnie jasny, słomkowy - spore zmętnienie, choć nie totalne; dużo ulatującego gazu, ogólnie bardzo ładnie wygląda poza kawałkami fruwającego w nim osadu. 
3,5/5

Piana 
Obłędnie obfita i gęsta, śnieżnobiała, wygląda bardzo atrakcyjnie i jest prawie idealnie trwała.
4,5/5

Zapach
Dość klasyczny, witbierowy, daleki od ideału, ale przyjemny - rządzi skórka pomarańczowa i cytrynowość na tle delikatnej słodowości i to w zasadzie tyle; brakuje kolendry i intensywności. 
6/10
Smak
Również pozostawia dużo do życzenia, ale jest już zdecydowanie lepszy, bardziej wyrazisty; na początek dostajemy solidną dawkę cytrusów, na przełyku minimalną, ale przyjemną, pszeniczno-drożdżową goryczkę i do tego momentu jest bardzo fajnie, niestety to piwo praktycznie nie ma żadnego finiszu; niemniej jednak wybitnie pijalne i orzeźwiające. 
7/10

Tekstura
Wysycenie jest dość duże, co pozwala nadać piwu trochę ciała i odwodzi go od wodnistości; mimo wszystko odrobinę przesadzone.
4,5/5

6.5/10
 
Porównania do Guinnessa nie odpuszczają mnie do samego końca, bo ocena również wyszła bardzo podobna. Nawet lepsza. Uczciwy witbier, co prawda pijałem głównie lepsze, ale na przykład znacznie pobił niekoncernowe Blanche de Bruxelles. Nie jest to jakaś wielka rekomendacja, ale na upały jest Hoegaarden świetnym piwem. Może nawet sięgnę kiedyś po inne jego wersje.

czwartek, 3 kwietnia 2014

To Øl (De Proef): Cloud 9 Wit

Zajęło mi to trochę czasu, ale w końcu udało mi się powrócić do To Øl, duńskiego browaru kontraktowego, który w styczniu powalił mnie smakiem swojego quadrupla. Tym razem coś z przeciwnego bieguna, bo sesyjny witbier. Jak podają twórcy, warzony ze skórką pomarańczową (dlaczego podkreślają jeden z wyznaczników stylu, nie wiem) i, co już istotnie warte podkreślenia, mango. Brzmi jak bardzo udane połączenie, miejmy nadzieję, że w ogóle będzie wyczuwalne.

Informacje ogólne:
Piwo: Cloud 9 Wit
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (To Øl)
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 4,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
O ile estetyka etykiet Mikkellera nie jest moją estetyką, ale jednak jestem w stanie ją docenić, o tyle mam wrażenie, że zmysł grafików To Øl jest cokolwiek chybiony. Z pozoru ładnie, trochę bezpłciowo, tutaj jedno zdjęcie kończy się po lewej stronie etykiety, a zaczyna po prawej, tu fotka dwóch wąsaczy łowiących ryby, krawatka z bliżej nieokreślonymi plamami. Trudno się to nawet opisuje. Cóż, dadaizm również powinien być dadaizmem udanym - a może w szczególności, bo nieudany jest niczym więcej jak śmieciem. Albo przynajmniej mówić coś o piwie, poza wzmianką o mango nie dostajemy jednak żadnego opisu. No i goły kapsel.
4,5/10

Barwa
Bardzo jasne, słomkowe, zadziwiająco jak na styl klarowne - po dolaniu końcówki mętnieje już wyraźnie, choć wciąż jak na witbiera nienadzwyczajnie; lekką bezpłciowość polepsza dość dynamicznie ulatujący gaz.
3/5

Piana
Obfita i wysoka, bezbłędnie trwała, dość gęsta i w dodatku oblepiająca co nieco szkło. 
5/5

Zapach
Bardzo ładny, intensywny, zdominowany przez cytrusy: dużo cytryny, trochę pomarańczy; kolendra raczej nie ujawnia się we własnej osobie, ale być może ma duży wpływ na charakterystyczną świeżość, rześkość aromatu; dość słodki; nadzwyczaj przyjemny, ale jednak nie wybitny. 
8/10

Smak
Dość istotnie zmienia profil, robi się bardzo wytrawnie poprzez charakterystyczne, szorstkie nieco nuty pochodzącej od skórki pomarańczowej goryczki; jest całkiem atrakcyjna, zwłaszcza w połączeniu ze zmasowanym powrotem cytrusów na przełyku, ale za bardzo dominuje, przykrywając inne doznania - szkoda, bo wyraźnie mango jest wyczuwalne, nie można się nim jednak za długo nacieszyć. Smaczne, przyjemne i orzeźwiające, ale bez rewelacji. 
7/10

Tekstura
Bardzo, bardzo mocno wysycone, co generalnie jest do jakiegoś tam przyjęcia w tym piwie, ale niestety w połączeniu ze wspomnianą goryczką przyczynia się do przykrycia łagodniejszych akcentów.
1,5/5

6.5/10

Niestety nijak ma się to piwo do wspomnianego quadrupla. Jest oczywiście dobre, przyjemne, ale nic ponadto, a za cenę około 15 zł to wprost nieakceptowalne i karygodne. Za taką kwotę góry wszak można przenosić, jeśli chodzi o witbiery. Niedługo Duńczycy na pewno dostaną jeszcze jedną szansę, bo trzymam w zapasach drugie piwo z serii "Fuck Art...", miejmy nadzieję, że będzie mu blisko do pierwszego, inaczej czeka nas dłuższa rozłąka.

wtorek, 3 grudnia 2013

Lefebvre: Blanche de Bruxelles

Zaniedbuję Belgię. Po wsiąknięciu w pachnącą amerykańskimi chmielami krainę piwnej rewolucji ten kraj przestał mi się już jednoznacznie jawić jako niepodważalne centrum browarniczego wszechświata, ciągle jednak, jeśli miałbym wymienić tylko jeden kraj, który piwowarsko miłuję najbardziej, byłaby to Belgia. Dziwi mnie więc tak niski odsetek ichnich piw we wszystkich zdegustowanych na blogu. Z drugiej strony jednak cieszę się, że przede mną jeszcze tak wiele belgijskich klasyków. Dziś piwo mało ikoniczne; witbier z browaru, który kojarzę głównie z piwem Hopus, którego fascynującą otoczkę kiedyś tu opiszę. A teraz - białe brukselskie.

Informacje ogólne:
Piwo: Blanche de Bruxelles
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Walońska
Miasto: Quenast
Browar: Brasserie Lefebvre
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta to trochę pomyłka. Sikająca rzeźba w centrum etykiety jasnego piwa, naprawdę panowie? Nawet pomijając ten fakt, graficznie, kolorystycznie bardzo słabo. Kapsel dedykowany, ale trochę dziwny: zawiera po prostu napis "białe piwo" w czterech językach. W składzie widnieje cukier. Kiepskie wrażenie.
2,5/10
Barwa
Kolor ekstremalnie jasny, istotnie dążący ze słomkowości do bieli; mocno, choć nie totalnie zmętnione, ogółem klasyczny wygląd witbiera.
4/5

Piana
Gęsta i obfita, nie zdołała utrzymać się w całości, ale w większości owszem; oblepia nieco szkło. 
4/5

Zapach
Już tu wyczuwalny cukier; poza tym jak na gatunek dość prosto, kolendra i curacao praktycznie niewyczuwalne, zastępuje je owocowa kwaskowość, która przywodzi mi na myśl gueuze; dziwny, ale całkiem przyjemny.
6/10
Smak
Lepiej; choć kolendry ciągle brak, ujawnia się skórka pomarańczowa, nie tylko w samych odczuciach aromatycznych, ale i krótkiej, charakterystycznej, choć średnio przyjemnej goryczce; poza tym bardzo zwiewne, dzięki temu pijalne, aczkolwiek trochę za mało ma do zaoferowania i wydaje się nieco wodniste.
6,5/10

Tekstura
Początkowo idealne wysycenie, ale ekstremalnie szybko spada, co przyjmuje się z żalem, bo większe mogłoby podreperować brak pełni; pod koniec prawie zerowe.
2,5/5

5.5/10

Jakichś wielkich spodziewań nie miałem, ale i tak lekkie rozczarowanie; to w końcu Belgia. Jeden z mniej ciekawych witbierów, jakie w życiu piłem; dość płaski, dość mało aromatyczny, ogólnie zaledwie solidny. W sklepach, w których ten okaz można nabyć, zazwyczaj gdzieś obok na półce stoi wspaniałe Blanche de Namur - jeśli nie szukamy nowości, a jakości, wybór spośród tych dwóch może być tylko jeden, choć Blanche de Bruxelles jest piwem przyjemnym.

piątek, 8 listopada 2013

Podróże Kormorana - Witbier

Po czterech miesiącach od degustacji świetnego weizenbocka z serii Podróże Kormorana udało mi się dostać inny jej produkt. Piękna to zresztą inicjatywa, wynosząca w moich oczach browar z Olsztyna na wyżyny browarów regionalnych, stanowiąca pomost między tym sektorem a rzemieślnikami. Konkurencja w strefie witbierów na moim blogu nieobszerna, ale piekielnie mocna, zobaczymy, jak wypadnie Kormoran.

Informacje ogólne:
Piwo: Podróże Kormorana - Witbier
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Produkowane od: 2013
Styl: witbier
Alkohol: 4,6%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Jak już mówiłem przy Weizenbocku, piękne opakowanie; kapsel dedykowany dla serii, przewieszona na klimatycznym sznurku książeczka i znakomita etykieta z wypukłościami. Plus również za numerację warek; do tego przyjemna historyjka, opowiadająca trochę o stylu. Bogaty skład: poza standardem pszenica, słód pszeniczny, owies, orkisz, kolendra, skórki pomarańczy słodkich i curacao.
9,5/10

Barwa
Jasnozłote, początkowo bardzo mocno zmętnione, po dolaniu wszystkiego już wprost nieprzenikalne; niezłe. 
3,5/5

Piana
Dość niska i nieszczególnie trwała, ale ładna, gęsta i solidny pierścień zostawia do końca. 
2,5/5

Zapach
Zdecydowana dominacja skórki pomarańczowej z lekkim dodatkiem mleczności i bardzo niewyraźnej kolendry; przyjemny, dobry, ale bez szału, nie powala intensywnością, również dość jednowymiarowy, zwłaszcza jak na witbiera. 
7,5/10
Smak
Bardzo delikatne, orzeźwiające, dobre, ale trochę zbyt cytrusowe, choć wreszcie zaczynają się przebijać nuty drożdżowe; aksamitne, gładkie, z przyjemną, ekstremalnie zwiewną goryczką. 
8/10

Tekstura
Nieco za niskie wysycenie, ale piwo i tak strasznie pijalne.
4,5/5

7.5/10

Drugie podejście do Podróży już nie takie olśniewające; witbier z Olsztyna mogę nazwać co najwyżej, z lekkim naciągnięciem bardzo dobrym. Zasadniczo jak na browar regionalny to świetny wynik, ale byłby znacznie lepszy, gdyby na rynku nie było Viva la Wity! z Pinty, piwa zdecydowanie lepszego i porównywalnego cenowo. Jak na Weizenbocka chętnie się kiedyś skuszę, tak raczej mając standardowy wybór Witbiera już nie odwiedzę.

niedziela, 14 lipca 2013

Du Bocq: Blanche de Namur

Oto jest piwo, które zapamiętałem jako jedno z najlepszych przeze mnie pitych. Takie weryfikacje bardzo lubię.

Informacje ogólne:
Piwo: Blanche de Namur
Kraj: Belgia
Prowincja: Namur
Miasto: Purnode
Browar: Brasserie du Bocq
Produkowane od: brak danych
Styl: witbier
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Nie jest zbyt mocną stroną piwa. Etykieta jest w porządku, ale mało ciekawa, butelce przydałby się grawerunek. Dużo daje za to świetny, dedykowany kapsel.
7/10



Barwa
Ekstremalnie jasny kolor, solidne zmętnienie; rzeczywiście zbliża się do bieli i jako takie intrygujące, do tego szaleńczo pracuje gaz. 
5/5

Piana
Obłęd; nie pozwala nalać piwa, genialna, trzyma się w grubej warstwie do końca degustacji. 
5/5

Zapach
Skończona maestria: przepiękna drożdżowość, goździki, skórka pomarańczowa, kolendra, a to wszystko świetnie dopasowane i o wielkiej intensywności. 
10/10

Smak
Choć również fantastyczny, jednak zapachowi nie dorównuje; cytrynowe posmaki tak czy inaczej nie do przebicia, lekka goryczka i kwaskowatość, aksamitne, niezwykle orzeźwiające.
9/10

Tekstura
Wysycenie przydałoby się trochę wyższe, ogólna tekstura w porządku.
4/5

8.5/10

Podobne odczucia jak przy Gulden Draaku. Potwierdziła się znakomitość piwa, ale jednocześnie okazało się trochę mniej dobre niż je zapamiętałem. I... minimalnie przegrało z Viva la Wita! od Pinty, chociaż można powiedzieć, że opakowanie.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 20.08.2017 r., warka do 29.09.2018 r.
 
Prezencja jest na szóstkę z plusem. Aromat to dla mnie wzorcowy witbier - bardzo intensywna skórka pomarańczowa, rześka i piękna, nieco mniej, ale też bardzo dużo kolendry, trochę drożdżowości i przebłyski jasnego słodu. Jeśli chodzi o smak, to pełnia może nie być jego najmocniejszą stroną, ale ta lekkość jest urzekająca, a skórka pomarańczowa objawia się tu pod jednym z najpiękniejszych obliczy, jakie widziałem, przefajna jest też lekka pszeniczna zbożowość. Piwo do picia na litry i to w krótkim czasie, dość proste, ale wyśmienite i niesamowicie rześkie.
 
 
 

8.0/10