niedziela, 27 grudnia 2015

Kingpin (Zarzecze): Phantom

Świetny kontraktowiec Kingpin - jeden z nielicznych, od których biorę wszystko - zagościł w ciągu ostatniego pół roku na blogu tylko raz jedyny, tymczasem uwarzył trzy nowe piwa i narobił mi zaległości. Na początek daję szansę Phantomowi, białemu IPA, które poza witbierowymi dodatkami zostało jeszcze wzbogacone liśćmi limonki kaffir (jak twierdzi wikipedia, to potoczna nazwa rośliny zwanej papedą). Zobaczymy, jak wypadnie w starciu ze znakomitym Białym IPA z Artezana, które niedawno piłem.

Informacje ogólne:
Piwo: Phantom
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: białe India Pale Ale
Dodatki: gorzka skórka pomarańczy curaçao, kolendra, liście limonki kaffir
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 15,5%
Objętość: 500 ml
Warka: 2 (do 08.03.2016 r.)
Cena: 8,40 zł

Opakowanie
Standardowa, profesjonalna etykieta, nawiązująca do tytułowego bohatera jednego z najsłynniejszych horrorów kina niemego (i kilku następnych ekranizacji, jak i powieści poprzedzającej wszystkie). Miałem nawet okazję go obejrzeć - postarzał się mocno nawet jak na 1925 rok produkcji, ale warto się zapoznać, obraz z wielkim rozmachem.
8,5/10

Barwa
Złote, lekko zmętnione, trochę niemrawe i w sumie trochę ciemne jak na white IPA, ale w porządku.
3/5
 
Piana
Średnio obfita, dość gęsta, bardzo trwała.
3,5/5
 
Zapach
Naprawdę nie z tego świata - niespotykana fuzja owoców, kwiatów, chmielu; limonki, liczi, białe winogrona (bardzo duży udział), granaty, słodkie maliny, pomarańcze, róże (!). Nie wiem, czy to zasługa chmielu, czy dodatków (najpewniej połączenia obu), tak czy inaczej to niebiański, intensywny aromat, choć po parunastu minutach troszeczkę traci.
9,5/10
 
Smak
Pozostaje ta nieprawdopodobna kompozycja z zapachu, wkracza natomiast również mocna żywica i twarda, ale krótka, bardzo szlachetna goryczka, może umiarkowana jak na styl, ale mnie zadowalająca. Dobra podbudowa słodowa, genialny finisz, na którym wyraziście powracają winogrona i róże. Pyszne piwo, niezwykle rześkie i pijalne, cudowne.
9,5/10

Tekstura
Doskonałe, stonowane wysycenie, a w dodatku gładkość.
5/5

9.0/10

Tylko mniej więcej co trzecie piwo piję polskie, więc może nie powinienem takich rzeczy mówić, no ale jak dla mnie - polskie piwo roku, o ile jeszcze przez te ostatnie dni mnie coś nie zaskoczy. Akurat dodatki witbierowe były najmniej wyczuwalne, może tylko skórka pomarańczowa, ale nieznacznie, natomiast wierzę, że dołożyły się jakoś do kompozycji. Liście limonki natomiast chyba poprowadziły to piwo do sukcesu. Było to sto osiemnaste India Pale Ale, które zrecenzowałem i zajęło w tej kategorii miejsce dwunaste, co chyba mówi wszystko. Gdyby uznać je za AIPA, wylądowałoby na czwartej pozycji. Jaram się Kingpinem jak Pintą i AleBrowarem w 2013.

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Brunch Weasel BA Cognac

To dla mnie wybitnie istotna degustacja - Beer Geek Brunch Weasel, kawowy stout imperialny z najdroższą kawą świata o ciekawym rodowodzie, który wypiłem we wrześniu ubiegłego roku, pozostaje do dziś najlepszym piwem, z jakim zetknęły się moje kubki smakowe. Nie, zaraz, nie tylko piwem - ten trunek pobił każdy napój i każde danie, jakie piłem lub jadłem w życiu. Dziś trzymam przed sobą to samo piwo (tyle że pewnie z innej warki), ale leżakowane w beczkach po koniaku. To bardzo rzadko używany w piwotwórstwie rodzaj beczek - jedynym piwem z beczek po koniaku, jakie do tej pory wypiłem, był znakomity porter trochę skręcający w stronę piwa świątecznego, notabene też z Mikkellera i niemal równo rok temu. Oryginalne BGBW było tak genialne, że nawet nie mam za wysokich oczekiwań - nie chcę się rozczarować i zakładam z góry, że pierwowzór pozostanie niedościgniony. Przede wszystkim jest to dla mnie sentymentalna podróż wstecz do najwspanialszego smaku, jaki miałem okazję poznać w życiu.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Brunch Weasel BA Cognac
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: kawowy stout imperialny (cognac BA)
Dodatki: kawa
Alkohol: 10,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 47,85 zł (72,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Rzadki przypadek - etykieta jest identyczna jak na oryginalnym BGBW (jedynie "11.2 fl. oz." znalazło się w trochę innym miejscu). Nie ma tu jakiejkolwiek informacji, że to edycja leżakowana w beczkach po koniaku. Co odróżnia to opakowanie od oryginału, to zalakowana szyjka - gdyby jednak nie informacja od obsługi sklepu specjalistycznego, byłbym pewien, że to po prostu to samo piwo co wtedy i machnąłbym ręką. Lak ciągnie ocenę w górę, ale ta dezinformacja trochę słaba.
9/10

Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Lepsza niż na pierwowzorze, lecz i tak licha - tworzy się przyzwoity kożuch, który w minuty dwie redukuje się do cienkiego pierścienia i marnych pozostałości na środku.
2/5
 
Zapach
Symfoniczne połączenie kawy i ciemnego słodu; wspaniała, lekko kwiatowa, ale i mocno prażona kawa nadaje lekkości, a nuty zbożowe, palone, czekoladowe - obciążają aromat. Brakuje szczypty intensywności, zwłaszcza na początku. Beczki buchnęły na samym początku, potem odpuściły na jakiś czas, by jeszcze później konsekwentnie coraz bardziej przykrywać inne akcenty. Powiem więcej, czuć, że to nie jakiś tam mocny alkohol, ale konkretnie jakaś brandy, więc może koniak.
9/10
Smak
Jest, jest ten geniusz pierwowzoru, choć trochę pomniejszony; niesamowite, idealnie zbalansowane połączenie kawy, wspaniałej kawy, czekolady (od mlecznej po bardzo gorzką), prażonych orzechów, palonego jęczmienia, mocno spalonego karmelu, mocnej, ale nie przytłaczającej piwa goryczki. Dostojne. Czuć wyraźnie beczkę po mocniejszym alkoholu (niekoniecznie koniaku), ale niestety pełni lekko negatywną rolę - nie wnosi nic ciekawego, a wprowadza trochę zbyt oczywistą nutę alkoholową. Ale to kompletny szczegół, genialne piwo, idealny balans słodycz-goryczka, potężny i długi finisz (daleko, daleko niesamowite nuty chlebowo-słodowe). Dodajmy, że jest nieprawdopodobnie pijalne jak na taką moc - nie chce się czekać na kolejny łyk.
9,5/10
 
Tekstura
Genialnie, aksamitnie gęste; wysycenie natomiast w ogóle nie zwraca na siebie uwagi i bardzo dobrze.
5/5

9.0/10

Tak, tak, to piwo nie padło daleko od pierwowzoru, bardzo mnie to cieszy. Beczki i koniak - jak zresztą podejrzewałem - raczej narobiły malutkich szkód, niż wzniosły piwo jeszcze wyżej, ale nie odebrały mu boskiej iskry. Zarówno zapach, jak i smak są solidarnie na trochę niższym poziomie niż w przenajświętszym BGWB, ale to genialny RIS i da tej edycji znajdzie się osobne miejsce w mojej piwnicy.

piątek, 25 grudnia 2015

Brandmeier: Cadolzburger Roggen

Moja krótka wyprawa do Norymbergi zaowocowała w przywiezienie kilku piw z małych, raczej nieznanych i niedostępnych poza krajem, regionalnych browarów frankońskich. Na pierwszy ogień idzie roggenbier z Brauhaus Brandmeier, browaru z Cadolzburga, uroczego miasta tuż pod Norymbergą, z własnym zamkiem na wzgórzu i w ogóle. Browar jest takim skrzyżowaniem craftu i regionalizmu, powstał w 2013 roku, warzy trochę piw nowej fali, ale raczej okazjonalnie, skupiając się na niemieckiej tradycji. I jednym z jej wyrazów jest ten żytnio-pszeniczno-jęczmienny roggen.

Informacje ogólne:
Piwo: Cadolzburger Roggen
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Cadolzburg
Browar: Brauhaus Brandmeier
Styl: roggenbier
Alkohol: 5,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 09.01.2016 r.
Cena: 2 euro

Opakowanie
Połączenie jak zawsze urzekającej, rustykalnej butli z kabłąkowym zamknięciem i nowoczesnej etykiety, na której znajdziemy wieżę widokową z Cadolzburga. Prosto, ale bardzo ładnie, bardzo swojsko.
8,5/10
 
Barwa
Bardzo ładny, swojski, zmętniony brąz.
4,5/5

Piana
Genialna - potężnie obfita, kremowo gęsta, o zadziwiającej trwałości, tworzy piękną firankę na szkle.
5/5

Zapach
Goździki i inne fenole, typowa, masywna jakby-pikanteria słodu żytniego, a do tego urzekający podkład słodowy w postaci biszkoptu i karmelu; piękny aromat, niezwykle zachęcający, pewne zastrzeżenia mam natomiast do intensywności, z czasem bardzo maleje.
7,5/10

Smak
Przez mocne osłabienie typowych dla stylu nut drożdżowych i słodu żytniego na rzecz biszkoptu wypada bardzo lagerowo, co nie znaczy że źle; dobre piwo, pije się z dużą przyjemnością, tylko trochę proste.
7/10

Tekstura
Żyto nadało bardzo dużą, przyjemną gęstość - w jej obliczu opuściłbym jednak odrobinę wysycenie. 
4,5/5

6.5/10

Fajne, spokojne, przyjemne piwo, no ale ten - piłem dwa nieporównywalnie lepsze polskie roggenbiery. Brandmeier dostanie ode mnie jeszcze jedną szansę, może koźlak wyszedł im bardziej spektakularnie.

Brasserie du Pays Flamande: La Bracine Triple

Drugie piwo z Brasserie du Pays Flamande, francuskiego kooperanta Pinty, jakie zdobyłem, to tradycyjny tripel, który zdobył złoty medal na konkursie produktów agrokultury w Paryżu w 2009 roku. Oby był godny złota, bo jeśli nie będzie to piwo co najmniej świetne, to francuski browar może już nigdy nie dostać ode mnie szansy, poprzednie trzy piwa były dobre, ale nie miały błysku.

Informacje ogólne:
Piwo: La Bracine Triple
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 02.2016
Cena: 9,35 zł (14,17 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Daleka od brzydkiej, ale trochę bezpłciowa i schematyczna etykieta, brak informacji o piwie, goły kapsel. Średnio, w najlepszym razie.
5/10

 
Barwa
Piękne złoto, żeby nie powiedzieć cytryna - rustykalne zmętnienie trochę obniża elegancję, ale jest sympatyczne.
4,5/5
 
Piana
Zadowalająco obfita, generalnie gęsta, choć z paroma dużymi bąblami; średnio trwała, już po paru minutach są dziury na tafli, acz nieduże.
3/5
 
Zapach
Klasyka stylu: fenole belgijskich drożdży, bardzo intensywne i wyjątkowo naturalne cytryny oraz jasnosłodowa baza. Wszystko zmieszane w nienagannych proporcjach i dość intensywne, nie ma tu może czegoś super&ekstra, ale świetny, klasyczny aromat.
8,5/10

Smak
Podąża za zapachem, również bardzo soczysty, choć tu trzy dominujące składniki mieszają się trochę w jedno. Ale tak czy inaczej bardzo, bardzo smaczne piwo - rześkość cytrusów pozwala mu latać i przykrywa alkohol całkowicie, belgijskie drożdże wplatają typowe przyprawowe nuty, a słód zapewnia przyjemną, zbożową słodycz. Symbioza. Tripel bez jakichś niewiarygodnych uniesień, ale i w sumie bez zarzutu.
8,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10 

Jednak jest piwo świetne z tego browaru. Bardzo zacny tripel, bardzo - przebił dwa triple trapistów, Chimay i La Trappe. Cena też przyzwoita, polecam z całego serca. "Ukrywalność" alkoholu porównywalna do tej, którą reprezentuje arcygenialny Tripel Karmeliet. Innymi słowy, najlepsze francuskie piwo, jakie piłem.

czwartek, 24 grudnia 2015

Mikkeller (Lervig): Beer Geek Dessert

Kolejne piwo z serii Beer Geek, kolejny stout imperialny z tej serii, ale absolutnie po raz pierwszy - Beer Geek bez kawy. Jest za to kakao i wanilia i ma być słodko na całego, przynajmniej jak się popatrzy na etykietę, to tak się zapowiada sytuacja. Mam nadzieję, że spisze się lepiej niż Vanilla Shake.

Informacje ogólne:
Piwo: Beer Geek Dessert
Kraj: Norwegia - uwarzone przez duński browar kontraktowy
Okręg: Rogaland
Miasto: Stavanger
Browar: Lervig Aktiebryggeri (Mikkeller)
Styl: słodki stout imperialny
Dodatki: kakao i wanilia
Alkohol: 11%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.05.2025 r.
Cena: 28,95 zł (43,86 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Seria po raz pierwszy przełamana kolorystycznie i to radykalnie - "martwa natura" z przeróżnymi słodyczami w różowych odcieniach; bardzo sugestywna etykieta, choć trochę niewinna jak na woltaż.
8,5/10 
 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5
 
Piana
Średnio obfita, średnio gęsta, o kiepskiej raczej trwałości - słaba.
2/5
 
Zapach
Doprawdy deserowy: potęga stoutu imperialnego zaprzężona w dwa dorodne konie, którym na imię kakao i wanilia. Dodatki wypadają niezwykle ładnie i świetnie łączą się z ciemnosłodową pełnią, aczkolwiek trochę za bardzo dominują aromat i tym samym czynią go trochę za prostym.
8/10
 
Smak
I po deserze - w smaku robi się dużo bardziej wytrawne, strona słodowa odchodzi od czekolady w stronę kawy, wanilii pozostaje tylko szczypta, a przede wszystkim gigantyczną rolę odgrywa chmiel z bardzo wysoką, popiołową goryczką. Co tu dużo mówić, jest niezbalansowane, przeholowane w stronę chmielu, zupełnie nie daje tego, co obiecuje; w ogóle słodowość jakby robi się pusta, zanika, brak typowej RIS-owej gęstości smaku. Maskuje alkohol bardzo dobrze, ale nie wyciąga z niego konsekwencji. Finisz popiołowy, pusty, banalny. Nie jest tragiczne, o nie, ma swoje momenty, zwłaszcza w ustach jest jeszcze bardzo przyjemne, ale po przełknięciu znika chyba wszystko, co dobre, dopiero gdzieś tam daleko pojawiają się nuty zbożowe; nie jest bardzo złe, nie jest też dobre. Można sobie posiorbać, ale trochę nie widać w tym sensu.
4,5/10
 
Tekstura
Przy tak wysokiej gęstości wysycenie mogłoby być jeszcze mniejsze, choć i tak jest nie za wysokie. 
4/5

5.0/10

Rany, ale zawód, jeden z największych. Piwo zbiera tak znakomite noty, że obawiam się, że trafiłem na feralną warkę lub butelkę. Zakwalifikuję je tylko dlatego jako słodki stout imperialny - mój egzemplarz słodki był jedynie w zapachu (który mocno je ratuje i to on zachęca do brania kolejnych łyków), acz jak czytam recenzje, to normalnie jest to faktycznie bardzo słodkie piwo. Wyjątkowo cienko jak na ten browar, jak na tę serię, jak na ten styl. A już za tę cenę - to prawdziwy koszmar, choć pić się da, a wącha się bardzo przyjemnie.

niedziela, 20 grudnia 2015

Buxton & Oedipus & Rooie Dop: Ring Your Mother

Po nieprzyzwoicie długiej, bo prawie pięciomiesięcznej przerwie wracam do jednego z moich ulubionych browarów świata, Buxton Brewery. Anglicy uwarzyli we współpracy z dwoma holenderskimi craftami (od których jeszcze nic nie piłem) bardzo mocne piwo, które podpisali stylem "1832 XXXX Mild". O co tu chodzi? Związek z tym, co dziś rozumiemy pod pojęciem milda, będzie oczywiście czysto historyczny i nominalny - powstało na podstawie receptury browaru Truman's Brewery z 1832 roku, które było czymś dzisiaj niespotykanym - Imperial Mild Ale. Czy dowiemy się, jak smakowało tak dawne piwo? Ano niekoniecznie, bo craftowcy dołożyli od siebie amerykański chmiel.

Informacje ogólna:
Piwo: Ring Your Mother
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - we współpracy z browarami z Holandii
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery, Oedipus Brewing i Rooie Dop
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: z 24 lutego 2015 r.
Cena: 19,45 zł (29,47 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Klasyczna etykieta Buxton, Holendrzy nie dołożyli nic od siebie i dopóki nie sięgnąłem po to piwo - a stało sobie u mnie, przyznam, jakieś pół roku - byłem pewien, że to indywidualna robota Anglików. Bardzo ładnie.
8,5/10

Barwa
Bursztyn i bardzo nietypowe, drobinkowe zmętnienie - ładne, oryginalne.
3,5/5

Piana
Bez rewelacji; niezbyt obfita, średnio gęsta, najlepiej jest z trwałością, choć też daleko ideału.
3/5

Zapach
Tak daleko od milda, jak się da - przypomina coś pomiędzy amerykańskim barleywine a imperialnym IPA; najpierw dominuje skondensowany nowofalowy chmiel na potężnej słodyczą podbudowie słodowej. Odczucie chmielowe jest dalekie od ideału, trochę łodygowe, natomiast na słodowym tle wypada już nawet nieźle, a potem słodowość coraz bardziej przeważa, wprowadza efektowne nuty karmelowe i biszkoptowe i jest już świetnie. Daleki od doskonałego, ale bardzo fajny aromat.
8,5/10

Smak
W ustach słód ma swoje najbardziej aktywne pięć minut, choć co prawda jest dalej bardzo chmielowo, to nasila się słodycz; po przełknięciu natomiast wkracza nieustępliwa, bardzo przyjemna, wysoka goryczka i finisz jest już totalnie chmielowy. Ciut za bardzo alkoholowe jak na mniej niż 10%, ale bardzo przyjemne i dostojne, takie nieustanne przeciąganie liny przez słód i chmiel.
8/10

Tekstura
Bez zarzutu - wysoka, ale nie za wysoka gęstość i niskie, ale nie za niskie wysycenie idealnie współpracują ze smakiem.
5/5

7.5/10

Proszę mi tu nie mydlić oczu, za dużo piw w życiu wypiłem - nie wiem, jak smakowało piwo z 1832 roku, ale dzięki potężnej ilości nowofalowego chmielu (przypominam, że piwo było uwarzone dziesięć miesięcy temu i mimo to chmiel dominuje) ten twór wyszedł jak ewidentne amerykańskie barleywine. Piwo bardzo dobre z plusem, ale jak na ten wybitny styl i jak na tę cenę to takie tam, do machnięcia ręką. Z dziesięciu piw Buxton, które piłem do tej pory, przebiło tylko dwie interpretacje berliner weisse - przy takim ekstrakcie jest to trochę zawód.

czwartek, 17 grudnia 2015

Cantillon: Kriek 100% Lambic Bio

W przerwie między jednym a drugim Cantillon przywiezionymi z Brukseli, wypiję sobie to, które kupiłem w Polsce. Cantillon numer trzy, po gueuze i czystym lambiku czas sprawdzić krieka. Wykorzystuje się w nim 150 kg wiśni na 500 litrów piwa.

Informacje ogólne:
Piwo: Kriek 100% Lambic Bio
Kraj: Belgia
Miasto: Bruksela
Browar: Brasserie Cantillon
Styl: kriek 
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: zabutelkowana 11 lutego 2015 r.
Cena: 34,30 zł (45,73 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle w tym browarze bardzo subtelne i eleganckie. Dzieło Raymonda Coumans z 1989 roku.
8,5/10



 
Barwa
Przepiękna, rubinowa czerwień niczym w winie, do tego niezwykle subtelnie ulatujący gaz - strasznie elegancko wygląda.
5/5

Piana
Wybitnie obfita, ale w stylu szampańskim bardzo szybko się redukuje, potem utrzymuje gruby pierścień, a po jakimś czasie znika zupełnie.
2,5/5

Zapach
Niedużo wiśni, za to mnóstwo dębu i wiejskich akcentów dzikich drożdży i bakterii; ze wszystkich piw Cantillon, jakie do tej pory piłem, Kriek najbardziej pachnie samym browarem, wręcz poczułem się przeniesiony w przestrzeni; do wyjątkowo eleganckiej przy swojej ostrości strony dziko-kwaśnej wiśnie dokładają leciutką kontrę owocowej słodyczy i kwaskowatości; piękny aromat.
9/10 
Smak
Podobny do zapachu, wzbogacony tylko o dość umiarkowaną jak na prawowitego lambika kwaśność; wiśnie zdają się też dołączać do kwasu, w sumie jest ten kwas taki bardziej owocowy niż lambikowy. Jednocześnie nadają leciutkiej słodyczy. Znakomite piwo, wymagający, ale nie agresywny kriek.
9/10

Tekstura
Idealnie dopasowane do smaku, dość wysokie wysycenie.
5/5

8.5/10

Kriek wybitny, jeden z najlepszych, jakie piłem, jak i w ogóle jedno z maks dziesięciu najlepszych piw kwaśnych. Wspaniała jest też ta więź piwa z browarem - kriek pachnie doprawdy tak samo jak powietrze w Cantillon. Za tę wybitność trzeba jednak srogo zapłacić - mimo wszystko jest to piwo warte swojej ceny, bo lambiki to drogie cholerstwa.

De Halve Maan: Straffe Hendrik Wild

Przedostatnie piwo z najsłynniejszego browaru najpiękniejszego miasta świata będzie połączeniem, jakiego jeszcze nie próbowałem - wild tripel, czyli tripel na brettach. Tradycyjny tripel wypadł im gdzieś między bardzo dobrze a świetnie - mam nadzieję, że bretty wniosą coś ekstra i będzie jeszcze lepiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Wild
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: wild tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.03.2020 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na zwykłym triplu, tylko inna kolorystyka, która uszczupla elegancję. Jest za to rocznik.
8/10 


 
Barwa
Wyjątkowo ładne, głębokie złoto, całkowicie klarowne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, niezbyt gęsta, ładnie oblepia szkło, dość trwała.
3,5/5

Zapach
Dokładnie to, co zapowiada etykieta - tripel i bretty; ta pierwsza strona jest słodka, rześka, słodowo-cytrusowa; ta druga kwaskowa, wybitnie wiejska, dzika, końska derka gra pierwsze skrzypce. Bardzo dobrze się uzupełniają te dwa światy, przy czym drugiego jest zdecydowanie więcej. Świetny, intensywny aromat.
8,5/10

Smak
I tu również walka dwóch światów i również dominacja tego dzikiego; wyjątkowo rozedrgane, wybuchające na wszystkie strony bretty, których nie powstydziłby się nawet lambik. Aspekty triplowe trzeba sobie trochę wyławiać spod wiejskich akcentów, aczkolwiek w odbiorze czysto smakowym piwo jest bardzo triplowe - kwaśności tu nie ma, jest słodycz i chropowata goryczka a la skórka cytrynowa, typowa dla stylu. Bardzo dobre piwo, świetny pomysł.
8/10

Tekstura
Zdecydowanie za dużo gazu.
1,5/5

7.0/10

Bardzo udany eksperyment, choć nie aż tak, jak by się chciało. No i zwykły tripel jednak bardziej mi podszedł - to piwo natomiast zapamiętam dużo lepiej, bo piłem dużo lepszych tripli, ale żadnego na brettach. De Halve Maan robi same bardzo dobre piwa, ale póki co jedynym aspirującym do wybitności był świeży, niebutelkowany blond pity na miejscu. Niedługo ostatnia szansa na błyśnięcie czymś wielkim, quadrupel.

wtorek, 15 grudnia 2015

Pracownia Piwa: Andrus

Robię sobie przerwę od Pracowni Piwa, żeby dać im szansę na ogarnięcie sprawy wysycenia w butelkach, ale jedno piwo jeszcze mi się uchowało, zanim podjąłem tę decyzję. Jest to Nelson Rye IPA, czyli żytnie AIPA i single hop zarazem na nowozelandzkim chmielu Nelson Sauvin.

Informacje ogólne:
Piwo: Andrus
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: amerykańskie żytnie India Pale Ale
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 330 ml
Warka: do 10.01.2016 r.
Cena: 8,60 zł (13,03 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Standard Pracowni.
7/10


  
 
Barwa
Niezbyt ładne; połowiczne, niezdecydowane zmętnienie i brzydkie kawałeczki osadu tworzą brudny efekt, trochę polepsza sprawę ładnie ulatujący gaz.
1,5/5

Piana
Wybitnie obfita, gęsta, oblepia szkło, utrzymuje się na całej tafli do samego końca i to przy niezłej grubości.
5/5

Zapach
Intensywny aromat nowofalowego chmielu, ukierunkowany zarówno na owoce (cytrusy, liczi, mango, a nawet marakuja), jak i żywicę, znakomicie się tu uzupełniające; do tego leciutka podbudowa słodowa i mamy zapach rewelacyjny.
9,5/10

Smak
Tu dalej jest gdzieś pomiędzy owocami a żywicą, acz ta druga trochę zaczyna przeważać; wchodzi też ewidentnie słynna nuta naftowa; świetna kompozycja, do tego przyjemna goryczka na poziomie, który nikogo nie powali, ale i (prawie nikogo) nie rozczaruje; słód daje umiarkowaną kontrę słodyczy, wszystko jest piękne i zbalansowane.
9/10

Tekstura
Jest trochę przegazowane, ale w porównaniu z poprzednimi piwami z Pracowni to jest super.
4/5

8.5/10

Ze wszystkich ośmiu to najlepsze butelkowane piwo z Pracowni, jakie piłem i drugie już wybitne AIPA. Pierwszy raz piwo z PP miało bardzo dobry poziom wysycenia (problem z przegazowaniem dalej jest, sądząc po tym, że po otwarciu zaczęło sobie powoli wychodzić samo z butelki, ale tutaj chyba "poszło w pianę"). O take Pracownie walczyłem, coś czuję, że mój odpoczynek od ich piw nie potrwa długo. Tylko ta cena taka trochę niepoważna, co nie?