Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tripel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tripel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 czerwca 2016

Malmgård: Emmer Tripel

Ledwo co wypiłem pierwsze piwo z Islandii, a już przede mną stoi pierwsze w moim życiu piwo z Finlandii, uwarzone w dodatku przez niebywale interesującego producenta. Malmgård to nie tylko browar, ale... przepiękna posiadłość, pałacyk właściwie, i 500 hektarów terenów uprawnych. Te włości od 1614 roku są w rękach rodziny Creutzów (posiadłość powstała w latach 1882-1885), obecnie posiada je Johan Creutz z dwunastego pokolenia (takie rzeczy często zdarzają się w świecie wina, ale w świecie piwa prawie nigdy). Jeśli dobrze rozumiem, Malmgård zajmuje się produkcją rozmaitych produktów zbożowych. No i prowadzeniem małego browaru o wybiciu 2 hektolitrów, który wyrabia swoje piwa z własnego zboża i wody. Mi trafiło się najmocniejsze piwo z tego browaru, tripel.

Informacje ogólne:
Piwo: Emmer Tripel
Kraj: Finlandia
Region: Uusimaa
Miasto: Malmgård
Browar: Malmgårdin Panimo
Styl: tripel
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: 18,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 16.03.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Elegancka etykieta, firmowy kapsel - pełna klasa. Obfity tekst po fińsku, podany ekstrakt, EBU i EBC.
9/10


 
Barwa
Ciemne złoto, dzięki sporemu zmętnieniu przechodzące w bursztyn. Bardzo ładne, ale to bardzo.
4,5/5
 
Piana
Średnio obfita, dość gęsta, wybitnie trwała. Bardzo dobra.
4/5
 
Zapach
Słodki, zbożowy, niemal zacierowy, przypomniał mi trochę taką bardzo waniliową whisky. To jest bardzo ładne, natomiast strona belgijska jest trochę uboga, ledwo fenolowa; jest za to trochę za dużo alkoholu. Przyjemny, ale trochę niedopracowany.
7/10
 

Smak
Również słodki, zbożowy, cukrowy, zacierowy, chlebowy - bardzo przyjemny. Tu nuty belgijskie są dużo bardziej udane, pojawia się jakiś przebłysk cytrusów. Wciąż trochę zbyt nachalny alkohol. Jest dosyć rustykalne, brakuje tu elegancji największych belgijskich tripli, ale bardzo przyjemny i pełny smaku wywar to jest. Fajny finisz zbożowo-fenolowy.
7,5/10

Tekstura
Przyjemna pełnia i tylko odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

6.5/10

Finlandia zaprezentowała się dużo lepiej niż Islandia, ale jeśli skuszę się na jeszcze jedno piwo z tego browaru (raczej nie), to tylko dlatego, że prędko pewnie kolejny raz fińskiego piwa nie dostanę. Dobry tripel, ale po co pchać się do Finlandii, jak na półkach zalegają nieporównywalnie doskonalsze belgijskie wersje.

piątek, 25 grudnia 2015

Brasserie du Pays Flamande: La Bracine Triple

Drugie piwo z Brasserie du Pays Flamande, francuskiego kooperanta Pinty, jakie zdobyłem, to tradycyjny tripel, który zdobył złoty medal na konkursie produktów agrokultury w Paryżu w 2009 roku. Oby był godny złota, bo jeśli nie będzie to piwo co najmniej świetne, to francuski browar może już nigdy nie dostać ode mnie szansy, poprzednie trzy piwa były dobre, ale nie miały błysku.

Informacje ogólne:
Piwo: La Bracine Triple
Kraj: Francja
Region: Nord-Pas-de-Calais
Miasto: Blaringhem
Browar: Brasserie du Pays Flamande
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 02.2016
Cena: 9,35 zł (14,17 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Daleka od brzydkiej, ale trochę bezpłciowa i schematyczna etykieta, brak informacji o piwie, goły kapsel. Średnio, w najlepszym razie.
5/10

 
Barwa
Piękne złoto, żeby nie powiedzieć cytryna - rustykalne zmętnienie trochę obniża elegancję, ale jest sympatyczne.
4,5/5
 
Piana
Zadowalająco obfita, generalnie gęsta, choć z paroma dużymi bąblami; średnio trwała, już po paru minutach są dziury na tafli, acz nieduże.
3/5
 
Zapach
Klasyka stylu: fenole belgijskich drożdży, bardzo intensywne i wyjątkowo naturalne cytryny oraz jasnosłodowa baza. Wszystko zmieszane w nienagannych proporcjach i dość intensywne, nie ma tu może czegoś super&ekstra, ale świetny, klasyczny aromat.
8,5/10

Smak
Podąża za zapachem, również bardzo soczysty, choć tu trzy dominujące składniki mieszają się trochę w jedno. Ale tak czy inaczej bardzo, bardzo smaczne piwo - rześkość cytrusów pozwala mu latać i przykrywa alkohol całkowicie, belgijskie drożdże wplatają typowe przyprawowe nuty, a słód zapewnia przyjemną, zbożową słodycz. Symbioza. Tripel bez jakichś niewiarygodnych uniesień, ale i w sumie bez zarzutu.
8,5/10
 
Tekstura
Minimalnie za wysokie wysycenie.
4,5/5

7.5/10 

Jednak jest piwo świetne z tego browaru. Bardzo zacny tripel, bardzo - przebił dwa triple trapistów, Chimay i La Trappe. Cena też przyzwoita, polecam z całego serca. "Ukrywalność" alkoholu porównywalna do tej, którą reprezentuje arcygenialny Tripel Karmeliet. Innymi słowy, najlepsze francuskie piwo, jakie piłem.

czwartek, 17 grudnia 2015

De Halve Maan: Straffe Hendrik Wild

Przedostatnie piwo z najsłynniejszego browaru najpiękniejszego miasta świata będzie połączeniem, jakiego jeszcze nie próbowałem - wild tripel, czyli tripel na brettach. Tradycyjny tripel wypadł im gdzieś między bardzo dobrze a świetnie - mam nadzieję, że bretty wniosą coś ekstra i będzie jeszcze lepiej.

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Wild
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: wild tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.03.2020 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na zwykłym triplu, tylko inna kolorystyka, która uszczupla elegancję. Jest za to rocznik.
8/10 


 
Barwa
Wyjątkowo ładne, głębokie złoto, całkowicie klarowne.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, niezbyt gęsta, ładnie oblepia szkło, dość trwała.
3,5/5

Zapach
Dokładnie to, co zapowiada etykieta - tripel i bretty; ta pierwsza strona jest słodka, rześka, słodowo-cytrusowa; ta druga kwaskowa, wybitnie wiejska, dzika, końska derka gra pierwsze skrzypce. Bardzo dobrze się uzupełniają te dwa światy, przy czym drugiego jest zdecydowanie więcej. Świetny, intensywny aromat.
8,5/10

Smak
I tu również walka dwóch światów i również dominacja tego dzikiego; wyjątkowo rozedrgane, wybuchające na wszystkie strony bretty, których nie powstydziłby się nawet lambik. Aspekty triplowe trzeba sobie trochę wyławiać spod wiejskich akcentów, aczkolwiek w odbiorze czysto smakowym piwo jest bardzo triplowe - kwaśności tu nie ma, jest słodycz i chropowata goryczka a la skórka cytrynowa, typowa dla stylu. Bardzo dobre piwo, świetny pomysł.
8/10

Tekstura
Zdecydowanie za dużo gazu.
1,5/5

7.0/10

Bardzo udany eksperyment, choć nie aż tak, jak by się chciało. No i zwykły tripel jednak bardziej mi podszedł - to piwo natomiast zapamiętam dużo lepiej, bo piłem dużo lepszych tripli, ale żadnego na brettach. De Halve Maan robi same bardzo dobre piwa, ale póki co jedynym aspirującym do wybitności był świeży, niebutelkowany blond pity na miejscu. Niedługo ostatnia szansa na błyśnięcie czymś wielkim, quadrupel.

poniedziałek, 23 listopada 2015

De Halve Maan: Straffe Hendrik Brugs Tripel Bier

Po blondzie i dubblu z brugijskiego browaru przychodzi czas na tripla. Tripel objęty jest już inną marką niż dwa poprzednie piwa, wpisuje się w serię Straffe Hendrik. Warzony z sześciu różnych słodów z dodatkiem chmielów Saaz i Styrian, dość mocny, ale generalnie powinien to być bardzo klasyczny reprezentant stylu. Mocno mu kibicuję, bo naprawdę zakochałem się w Brugii i życzę jak najlepiej wszystkiemu, co z nią związane, z jej najsłynniejszym browarem na czele. Konkurencja wśród tripli jest jednak potężna.

Informacje ogólne:
Piwo: Straffe Hendrik Tripel
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Brugia
Browar: Brouwerij De Halve Maan
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 19,5%
Objętość: 330 ml
Warka: do 02.07.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykiety Straffe Hendrików prezentują się dużo lepiej niż Brugse Zot - eleganckie, bez fajerwerków, ale bardzo estetyczne, z ładnym logiem półksiężyca, również na dedykowanym kapslu. Zajmująca jest w przypadku tripla kolorystyka, subtelne połączenie złota, srebra i ciemnej zieleni.
8,5/10

Barwa
Głębokie, nawet lekko ciemne złoto, nieznaczne zmętnienie - bardzo sympatycznie wygląda.
4/5

Piana
Bardzo obfita, nienagannie gęsta, barokowo oblepia szkło i długo utrzymuje się w całości, acz w końcu pozostawia tylko pierścień.
4/5

Zapach
Intensywny, złożony, barwny, bardzo przyjemny; na czele wysuwa się typowa triplowa gra przypraw i owoców - kolendry, belgijskich fenoli, cytrusów, zwłaszcza pomarańczy. Za nią stoi pulchna, złożona słodowość, razem tworzą bardzo zgraną, dość słodką parę; świetny aromat.
8,5/10
Smak
Bardzo podobny do zapachu, tylko trochę groźniejszy - po pierwsze czuć nieobecną w zapachu moc (nuty alkoholowe są niemal całkowicie ukryte, ale ujawnia się gęstość smakowa piwa), a po drugie słodycz jest tu już kontrowana - i słusznie - nie taką małą jak na tripla goryczką. Nie jest wybitne, ale świetne, bardzo dopracowane.
8,5/10

Tekstura
Bardzo wysokie wysycenie, trochę za mocne nawet jak na tripla.
3/5

7.5/10

Coraz mocniej i coraz lepiej - tripel okazał się odrobinę lepszy od dubbla. Powoli jednak rodzi się spostrzeżenie, że De Halve Maan nie ma startu do właściwie żadnego browaru trapistów (można się pokusić o takie zestawienie, bo ma do nich podobny asortyment) i w obliczu świetnej dostępności tych drugich prezentuje się trochę... bezużytecznie. Najciekawsze być może jednak jeszcze przede mną.

piątek, 7 sierpnia 2015

St. Bernardus: Tripel

Sint Bernardus wygrał w temacie dubbli, czas sprawdzić, co ma do powiedzenia w temacie tripli. Tu w moim prywatnym rankingu konkurencja jest już znacznie większa i nawet dostanie się na podium to spore wyzwanie.

Informacje ogólne:
Piwo: Tripel
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Zachodnia
Miasto: Watou
Browar: Brouwerij St. Bernardus
Styl: tripel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 19.11.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta tym razem w zielonej odsłonie, najbardziej cieszy kolejny kapsel do zbioru, tym razem trochę różni się od poprzednich nie tylko kolorem, jako że tripel nie został ochrzczony żadnym numerkiem.
7,5/10

Barwa
Złote, mętne, kawałeczki drożdży, których nie udało się uniknąć mimo ostrożnego nalewania, odbierają mu trochę piękna.
3/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, dobra trwałość.
4/5

Zapach
Połączenie bardzo ciekawej strony słodowej, takiej mącznej, zacierowej, chlebowej, z typową Belgią - fenole, drożdże i słodkie cytrusy - zapach bogaty i rześki, trochę większa intensywność by nie zaszkodziła.
8,5/10

Smak
Nadrabia ewentualne niedobory intensywności w smaku, bardzo skoncentrowane, pełne, znakomicie miesza słodycz z belgijską pikanterią i triplową, lekką cierpkością a la skórka pomarańczowa, dalej bardzo przyjemna, "pierwotna" strona słodowa - znakomite piwo.
9/10

Tekstura
Nieprzesadnie przesadzone wysycenie.
4/5

8.0/10

Kolejny znakomity tripel, acz do ideałów mu daleko. Z istotniejszych belgijskich poddaje się w zestawieniu z Tripel Karmeliet, Westmalle i Achel, lepszy jest za to od wersji Chimay i La Trappe. No ale dobra, dobra, i tak wiemy, że wygrywa ten, kto ma najlepszego quadrupla, a reszta to takie tam zabawy, zatem do porównań wrócę przy degustacji Abt 12.

sobota, 13 czerwca 2015

Trappist Achel Blond 8%

Zakończyłem pierwsze pół tysiąca piw na blogu piwem trapistów i drugie pół tysiąca nim zacznę. Chciałem napisać, że to pożegnanie z trapistami na długi, długi czas, bo poza tymi, które już są na blogu, więcej w Polsce praktycznie nie da się dostać, ale przypomniałem sobie, że prawdopodobnie będę w tym roku w Belgii i pewnie upoluję coś jeszcze. Jeśli chodzi o piwo, to oczywiście nie jest to blond, tylko tripel. O ile nie będzie wybitne, to Achel będzie sporym outsiderem wśród browarów trapistów, bo dubbel mnie nie zachwycił, a wszystkie pozostałe sześć ma na swoim koncie co najmniej jedno wybitne piwo.

Informacje ogólne:
Piwo: Trappist Achel Blond 8%
Kraj: Belgia
Prowincja: Limburgia
Miasto: Hamont-Achel
Browar: Brouwerij der Trappistenabdij De Achelse Kluis
Styl: tripel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 13.01.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta jest identyczna jak na dubblu, nawet kolorystycznie nic się nie zmieniło, jedynie "bruin" i "brune" zastąpiło "blonde" i "blond" (bo nawet alkohol taki sam). Zmienił się za to kolor gołego kapsla, ze złotego na biały.
7,5/10
 
Barwa
Pięknie złociste i o dziwo całkowicie klarowne, bardzo, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Genialna, o nienagannej obfitości, gęstości i trwałości, śnieżnobiała, oblepia szkło, piękna.
5/5

Zapach
Dominuje barwna, belgijska przyprawowość, dość słodka, z dodatkiem pikantności, na drugim planie rześkość cytrusów, a raczej skórki cytrusów, trochę akcentów chlebowych - efekt to piękna, bardzo intensywna kompozycja, mocarna, ale nie ociężała, może odrobinę pohamowałbym przyprawy.
8,5/10


Smak
W smaku te same nuty, ale trochę inaczej rozłożone - w ustach dostajemy cios świeżości cytrusami, następnie w momencie przełknięcia falę przyprawowej słodyczy, by na rozgrzewającym finiszu nastąpiło przyjemne wyciszanie się w stronę nut chlebowych i znowu cytrusowych - znakomite piwo.
9/10

Tekstura
Odrobinę przesadzone wysycenie.
4,5/5

8.5/10

A jednak Achel również ma do zaoferowania coś wybitnego. Co prawda nie jest to tripel na poziomie Westmalle (a również na poziomie Tripel Karmeliet, bo warto o nim wspomnieć), ale deklasuje wersje Chimay i La Trappe. Miałem robić ranking trapistów, bo przerobiłem chyba wszystkie piwa dostępne w Polsce, ale pomyślałem, że byłby trochę niesprawiedliwy bez degustacji Achel Extra Bruin, quadrupla z tej stajni, a może zdobędę go niedługo w Belgii.

sobota, 9 maja 2015

Naparbier & Alvinne: Gentlelady

Powrót do hiszpańskiego browaru rzemieślniczego, który przykuł moją uwagę świetnym pilznerem. Tym razem we współpracy z mikrobrowarem z Belgii, Picobrouwerij Alvinne, który specjalizuje się w tradycyjnych belgijskich stylach, ale ma też na swoim koncie choćby stout imperialny. Owocem współpracy (która dokonała się na ziemi hiszpańskiej) jest tripel.

Informacje ogólne:
Piwo: Gentlelady
Kraj: Hiszpania - uwarzone we współpracy z browarem z Belgii
Wspólnota autonomiczna: Nawarra
Miasto: Noain
Browar: Naparbier i Picobrouwerij Alvinne
Styl: tripel
Dodatki: przyprawy (nieznane)
Alkohol: 9,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.08.2015
Cena: 14,85 zł (22,50 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Piękna etykieta, podobnie jak na pilsie, właściwie jeszcze lepsza, ciekawsza, z ujmującą kolorystyką.
9,5/10
 
 
Barwa
Klasyczne, triplowe złoto podszyte całkiem ładnym zmętnieniem - bardzo atrakcyjna. 
4/5

Piana
Dużo gorsza, niezbyt obfita i znika już po dwóch minutach do pierścienia i marnych resztek w środku, pierścień przynajmniej utrzymuje się przez kilkanaście minut.
1/5

Zapach
Bardzo cytrusowo-przyprawowy, przy czym nie są to raczej klasyczne, fenolowe przyprawy drożdży belgijskich, a bardziej korzenne, piernikowe, przywodzące trochę na myśl pumpkin ale; chyba trafiła tu gałka muszkatołowa albo imbir, może kolendra; zapach trochę poza stylem, ale bardzo przyjemny, intensywny, dobrze skomponowany. 
7,5/10
Smak
W smaku bardzo słodko z lekkim muśnięciem kwaskowatości, dalej dużo przypraw i coraz słodszych owoców (karmelizowane pomarańcze?); jest przyjemnie intensywne, ma fajne belgijskie nuty i genialnie maskuje alkohol, ale słodycz, która znajduje kontrę jedynie w leciutkiej goryczce a la skórka pomarańczowa, po pewnym czasie trochę przeszkadza, za bardzo oranżadowe się robi.
6,5/10

Tekstura
Znacząco za mocno wysycone, acz jeszcze w granicach przyzwoitości.
2,5/5

6.0/10

Tak sobie myślę, że może nazwa piwa nie jest przypadkowa. No doprawdy, smakuje jak tripel uwarzony mocno pod kobiety z tą swoją oranżadową słodyczą. Dopiero po pierwszych pociągnięciach nosem sprawdziłem skład i faktycznie okazało się, że są w nim przyprawy, ale niesprecyzowane. Przeszukałem sieć, ale browar chyba się nie pochwalił tą informacją. Dobre piwo, niekoniecznie dobry tripel, na pewno za słaby poziom jak na browar rzemieślniczy. Craft i style belgijskie to doprawdy ciężki związek. Niedawno Szałpiw skasował quadrupla toną kolendry, jeszcze wcześniej nietrafiony quadrupel kawowy z BrewDoga, tutaj również przesadzono z przyprawami. Cóż, tu przynajmniej było względnie niedrogo jak na bardzo mocne piwo z importowanego craftu.

niedziela, 15 lutego 2015

Sainte-Hélène: Gypsy Rose

Belgijski craft to zjawisko sprawiające na pierwszy rzut ucha równie egzotyczne wrażenie co craft niemiecki, a jednak również istnieje i daje sobie radę. Waloński przybytek Brasserie Sainte-Hélène może nie jest najlepszym przykładem, bo choć bez wątpienia nazwany by był rzemieślniczym, to nie rewolucyjnym - zachowuje wierność belgijskiej szkole piwowarstwa, zresztą po szesnastu latach swojego istnienia ma w ofercie zaledwie sześć różnych piw. Jednym z nich jest Gypsy Rose, tripel, i bardzo jestem ciekaw, jak wypadnie w porównaniu z triplami z większych i legendarnych browarów belgijskich.

Informacje ogólne:
Piwo: Gypsy Rose
Kraj: Belgia  
Prowincja: Luksemburg
Miasto: Ethe
Browar: Brasserie Sainte-Hélène
Styl: tripel
Alkohol: 9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do końca 02.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Dygresja - umieszczanie wizerunków kobiet na etykietach piwa - a tak robi ten browar - kojarzy mi się z najgorszymi na świecie etykietami na piwach smakowych jednego z najgorszych browarów na świecie EDI, które mogłyby robić za graficzną definicję bezguścia i żadne słowa nie byłyby już potrzebne. Tu na szczęście jest to zrobione zdecydowanie subtelniej i ładniej (choć kobieta na tym piwie zdecydowanie nie w moim typie), ale to skojarzenie mi boleśnie pozostaje. Ogólnie etykieta taka skromna, małą czcionką wszystko pisane, ot tak w porządku, ale bez polotu. Goły kapsel. Wychodzi samo z butelki, może nie w zastraszającym tempie, ale gdybym nie wpadł dość szczęśliwie na taką informację od innego degustatora i otworzył jak gdyby nigdy nic, to straciłbym sporo zawartości.
6,5/10

Barwa
Złote, głęboko złote, ale bardzo mocne zmętnienie mnóstwem sporych kawałeczków drożdży zaciemnia je do bursztynowego - strasznie dziki ten osad, ale nawet sympatyczny. 
3,5/5

Piana
Dość obfita, cudownie gęsta, bardzo trwała i pozostawiająca przepiękne ślady na szkle. 
4,5/5

Zapach
Słodkie owoce (truskawki na czele), belgijska drożdżowość, trochę chmielowych kwiatów i spore dawki chlebowości - bardzo łagodny, zresztą niespecjalnie intensywny, przyjemny, choć mocno nie w stylu. 
6,5/10

Smak
Bardziej triplowe, jest ta owocowa, niemal cytrusowa rześkość, poza tym jednak wciąż dużo posmaków ciemnych - nuty chlebowe i karmelowe robią sycącą podbudowę słodową, która jest nie tyle tłem, co partnerem dla akcentów przyprawowych, na finiszu całkiem przyjemna ziemistość połączona z ziołowym chmielem - kompozycja ładna, bardzo przyjemna, ale nieco za mało tu werwy, za mało intensywności jak na tak mocne piwo. 
7/10

Tekstura
Bardzo niskie wysycenie jest problemem, pogłębia uczucie za dużej "ospałości" piwa.
1,5/5

6.0/10

Cóż, porównywanie do tripli trapistów nie ma nawet sensu. Niezłe piwo, przyjemne, no ale jak na styl (chociaż można dyskutować nad jednoznacznym przyporządkowaniem go do tripli), jak na Belgię i w końcu jak na importowany craft to spory zawód. Raczej do Świętej Heleny nie powrócę, na pewno nie za szybko.

czwartek, 8 stycznia 2015

Westmalle Trappist Tripel

Drugie piwo od trapistów z Westmalle, tripel, ma również bardzo wysoką pozycję w rankingu swojej klasy, choć już nie aż tak jak dubbel - z browarów trapistów jednak najwyższą (na ratebeerze). Dopiero teraz zauważyłem, że mój ukochany Tripel Karmeliet z Bosteels wygrywa ranking tripli - i faktycznie, ciężko go będzie przebić, ale wersje Chimay i La Trappe nie są jakimiś genialnymi piwami i liczę, że Westmalle z nimi wygra. Będzie to zdecydowanie najmocniejszy tradycyjny tripel ze wszystkich dotychczasowych, jakie piłem. Trochę się tego boję, już znacznie słabszy dubbel miał minimalne problemy z alkoholem.

Informacje ogólne:
Piwo: Westmalle Trappist Tripel
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Malle
Browar: Brouwerij der Trapisten van Westmalle
Styl: tripel
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 03.03.2016
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta to inne barwy tego samego, co na dubblu. Z kapslem włącznie. Trochę słabiej wypada w tej kolorystyce.
8/10

 

Barwa
Piękna, złota, do tego charakterystyczny, drożdżowy osad - w triplach jakoś wyjątkowo dobrze się to komponuje. 
4,5/5

Piana
Cudowna, śnieżnobiała, doskonale obfita i gęsta, pięknie oblepia szkło. 
5/5

Zapach
Zwala z nóg swoją intensywnością, jest kwintesencją belgijskiej drożdżowości, która wybucha w nozdrzach mocą przeróżnych przypraw i orzeźwiających cytrusów - jest jednocześnie mocarny, jak i rześki, wspaniały, nie można się w nim nie zakochać. 
10/10


Smak
W ustach czuć już, że mamy do czynienia z piwem bardzo mocnym, ale nie przez nuty alkoholowe, które są świetnie ukryte, a ogólną intensywność, gęstość wręcz doznań smakowych. Tu już nie tak rześkie, choć cytrusy (a przede wszystkim skórka pomarańczowa) i przyprawy pokroju kolendry są obecne, robi się przyjemnie ciężkie, niezwykle potężne, na przełyku wręcz pikantne, szczypiące w język, finisz mocno wytrawny. Intensywność wrażeń jest wspaniała, ale doskonałości nie stwierdzam i to chyba przez nieco nadmierną ciężkość. 
9,5/10

Tekstura
Największym mankamentem jest przyzwoite, ale za wysokie wyraźnie wysycenie, które tę ciężkość podbija.
3/5

9.0/10

Tripel Karmeliet podtrzymał swą supremację, ale było naprawdę blisko. Wspaniałe, majestatyczne piwo, które w klasyfikacji ogólnej spośród piw trapistów przegrało tylko z Chimay Bleue i - minimalnie - Rochefort 10. Moim zdaniem dużo bardziej godne uwagi niż dubbel z tego browaru. Szkoda, że to już koniec ogólnodostępnej oferty Westmalle - jest jeszcze Westmalle Extra, lekkie piwo dla mnichów, ale nie wiem, czy można je dostać w Polsce, ja nigdy nie widziałem.
 




_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 29.08.2017 r., warka do 13.06.2019 r.

Piękne, mocno zmętnione złoto i genialna piana. Intensywny, bardzo fenolowy, drożdżowy aromat z ładnymi wstawkami cytrusów - potężny, ale nie zatracił typowej dla tripli świeżości i rześkości, piękny. Smak podobnie jak aromat jest potężny i długo się ciągnie, stanowi kwintesencję tripla w swoim połączeniu potężnego ciała słodowego z ogólnie dość wytrawnym charakterem. Alkoholowość jest nieco przesadna, ale nie ordynarna. Po latach stwierdzam, że to on, nie Tripel Karmeliet, jest triplem najlepszym - jest po prostu głębszy. I tak sobie myślę, że to może być najlepsze jasne (takie jasne-jasne) piwo powyżej 9% alkoholu, jakie istnieje... mega szlachetne.
 
 

9.0/10

poniedziałek, 24 marca 2014

Szałpiw (Bartek): Szczun

Nie zdążyłem jeszcze zapomnieć potężnej goryczki w American Brown Ale z Birbanta, a już zabieram się za piwo z kolejnego nowego dla mnie polskiego browaru kontraktowego. Szałpiw to jednak podmiot nie taki młody, bo powstały już prawie rok temu, warzący w Browarze Bartek (utorowali drogę Doctorowi Brew) - mimo to do tej pory wszelkie jego piwa jakoś mnie omijały. Na początek tej znajomości trafiło mi się jedno z trzech pierwszych, które uwarzyli - o niejednoznacznym stylu, ale najczęściej uznawane za połączenie tripla z India Pale Ale - coś, czym mniej więcej miał być pierwotnie Golden Monk z AleBrowaru.

Informacje ogólne:
Piwo: Szczun
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Szałpiw)
Produkowane od: 2013
Styl: nowofalowy tripel
Alkohol: 8,1%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo ładna i bardzo porządnie wykonana etykieta. Szałpiw przyjął trochę AleBrowarową koncepcję, zgodnie z którą każde piwo firmowane jest inną postacią - na trzech pierwszych piwach ta koncepcja się skończyła i zmieniła, a potem zmieniła jeszcze raz - trochę szkoda, bo z tego, co widzę, była najlepsza. Szczegółowy skład, poza tym z ciekawszych informacji tylko optymalna temperatura serwowania. Skrótowy, wręcz symboliczny "opis" piwa w gwarze poznańskiej. Firmowy kapsel z logiem browaru, co po niecałym roku funkcjonowania się ceni, ale strasznie kiepskiej jakości, jakby niedodrukowany.
8,5/10

Barwa
Ładny, choć nie zjawiskowy, ciemnozłoty kolor, nieśmiało kroczący w stronę bursztynu - na początku bardzo klarowne, po dolaniu końcówki całkowicie mętnieje, ciekawe; trochę ulatującego gazu. 
4/5

Piana
Niesamowita, bardzo obfita, bardzo gęsta, doskonale trwała i w dodatku osiadająca na szkle - czysta perfekcja, jedna z najlepszych, jakie w życiu spotkałem. 
5/5

Zapach
Świetny, szalenie intensywny, typowo belgijski - bardzo świeży, drożdżowy, trochę cytrynowy i przyprawowy; chmiel dopiero na dalekim etapie degustacji zdaje się przemawiać i to szeptem, ale jest naprawdę znakomity, orzeźwiający, niezwykle przyjemny. 
9,5/10

Smak
Dostajemy mniej więcej to samo, co w zapachu - belgijskie drożdże, zadziorna owocowość, dąży niemal do pikantności; jest przy tym naprawdę zadziwiająco lekkie; w smaku odznaczają się chociaż trochę amerykańskie chmiele, ale wyłącznie w postaci nietypowo dużej jak na tradycyjnego tripla goryczki; jest przepyszne i interesujące, świetnie równoważy słodycz z goryczką. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie jest spore, ale bardzo dobrze komponuje się z charakterem piwa, więc obniżyłbym je tylko nieznacznie; poza tym tekstura jest idealnie, przyjemnie pełna.
4,5/5

9.0/10

Zostałem w bardzo przyjemny sposób sprowadzony do parteru. Jeszcze niedawno cieszyłem się, że Birbant swoim debiutem nawiązał walkę z Pintą i AleBrowarem - to co powiedzieć teraz? Szczun przebił wszystkie piwa tych dwóch poza najlepszymi z każdego - odpowiednio Imperatorem Bałtyckim i Brown Foot i jak łatwo się domyślić, stanął na trzecim miejscu krajowego podium, zrzucając zeń podobnego koncepcyjnie Golden Monka (przy czym Brown Foot wyprzedził Szczuna o istne milimetry). Minimalnie przebił również czekoladowy porter z Meantime i tym samym uplasował się na dziesiątym miejscu w klasyfikacji ogólnej na blogu. Jako tripel - którym Szczun okazał się w znacznie większym stopniu niż India Pale Ale - przebił nawet Chimay, przegrał tylko z Tripel Karmeliet. Trzeba będzie nadrobić zaległości, narosłe w stosunku do tych kontraktowców.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Bosteels: Tripel Karmeliet

No i dotarłem do ostatniej recenzji w pierwszym roku blogowania. Do pierwszej rocznicy, czyli 13 lutego, zostało jeszcze sporo czasu, z dniem dzisiejszym jednak biorę urlop naukowy, który przeciągnie się właśnie aż do niej. O podsumowaniach w podsumowaniu - na razie skupię się na piwie, które nieprzypadkowo wybrałem na ten zamykający pierwszą rundę wpis. Jak zwykle w takich sytuacjach pokierowałem się sentymentem, powracając do ukochanej, a tak zaniedbywanej przeze mnie Belgii. Tripel Karmeliet to bowiem piwo, które miałem okazję wypić we wczesnym okresie swojego zainteresowania tym trunkiem i uznać za jedno z najlepszych na świecie, a dokładniej mówiąc - za najlepsze obok bądź zaraz za (raczej druga opcja) opisywanym już tu dość dawno Gulden Draakiem. To już chyba ostatni taki "gigant lat wczesnych" i w ostatnim poście pierwszego roku się pojawia. A co to za piwo? Jedno z zaledwie trzech warzonych przez Brouwerij Bosteels, obok umiarkowanie znanego Deusa i potwornie znanego Kwaka - jak się jednak okazuje, Tripel nie ustępuje mu popularnością, a nawet ma półtora raza więcej ocen na ratebeerze.

Informacje ogólne:
Piwo: Tripel Karmeliet
Kraj: Belgia
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Buggenhout
Browar: Browuerij Bosteels
Produkowane od: 1996
Styl: tripel
Alkohol: 8,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Bardzo ładna etykieta w średniowiecznej stylistyce, nie najpiękniejsza na świecie, ale ciesząca oko i wywołująca przyjemne odczucia. Wszędzie, zarówno na frontowej, kontrze, krawatce, a nawet kapslu, producenci chwalą się wykorzystaniem aż trzech zbóż - poza słodem jęczmiennym mamy też pszenicę i owies - nie ukrywam, że jako początkujący nie zadałem sobie trudu wczytania się w etykietę i do dziś żyłem bez świadomości tego faktu. Wspomnieć trzeba o genialnym, dedykowanym kapslu - jeden z najładniejszych, jakie widziałem.
8,5/10

Barwa
Przepiękne - złociste, ale bardzo ciekawe: świetnie zmętnione i z obłędną ilością bardzo szybko ulatującego gazu. 
4,5/5

Piana
Gigantyczna, potwornie obfita, jednak konsekwentnie opada, aż w końcu nawet na tafli powstają dziury. 
4/5

Zapach
Wspaniały, niesamowicie świeży i orzeźwiający, łączący majestat belgijskich drożdży z akcentami wybitnie cytrusowymi, przede wszystkim cytrynowymi, przypominającymi witbiera. Do tego trochę przyprawowości - daje to efekt jednocześnie lekki i bardzo pełny, zaokrąglony. 
9,5/10


Smak
Jeszcze większa maestria - jest po prostu wyśmienite, stanowi dość dokładne odbicie zapachu, ale uderza z jeszcze większą pełnią i intensywnością - nie ma tu najmniejszego miejsca na jakąś pustkę; od początku pierwsze skrzypce grają typowe posmaki belgijskie, triplowe, które stanowią jakby bazę dla pozostałych doznań; najpierw naciera znana z zapachu cytrusowość, która wiąże się pewną dawką słodyczy, ale szybko zaczyna się robić coraz bardziej wytrawne i przyprawowe, by dotrzeć do rozgrzewającego, bardzo przyjemnego, cytrynowo-przyprawowego finiszu z trochę drożdżową goryczką. Doskonale ukrywa alkohol, który obecność swą zaznacza jedynie w tym rozgrzaniu.
10/10

Tekstura
Jest dość mocno wysycone, ale bardzo dobrze komponuje się to z nietypową orzeźwiającą pełnią piwa; mimo wszystko mogłoby trochę spuścić z tonu.
4,5/5

9.5/10

Fenomenalne piwo. Bardzo podobna ocena i historia jak przy Gulden Draaku - Tripel Karmeliet to od dziś już oficjalnie jedno z moich ulubionych piw, ale jednak musi ustąpić paru jeszcze lepszym. Fakt, że zakochałem się w nim jeszcze będąc niemal zupełnym laikiem, mówi mi, że jest to jedno z tych piw, które powinny służyć do nawracania ludzi z koncernowego pogaństwa na naszą wiarę. Po cichu na to liczyłem i się ziściło - ostatnie piwo w pierwszym roku dołączyło do grona tych, które przebiły próg 9,5/10.


Czas na garść podsumowań. Pierwszy, piękny rok w praktyce dobiegł końca. Zdążyłem w nim wypić (nie zawsze w całości) okrągłe 170 piw, w którą to sympatyczną liczbę nawet nie celowałem. Gwoli ścisłości to było ich o dwa więcej, ale raz w trakcie degustacji okazało się, że piwo było przeterminowane (mam zaś zasadę, że oceniam tylko piwa przed terminem, chyba że specjalnie będę chciał zgłębić właściwości jakiegoś 20-letniego porteru; wtedy jednak to zaznaczę), a raz - że w trakcie robienia zdjęć w aparacie nie było karty pamięci. W obu przypadkach naturalnie nie zamieściłem wpisu. Szczęśliwie nie były to jakieś białe kruki stouty.

Wśród tych 170 znalazły się piwa uwarzone w 15 różnych krajach (i przez 16 różnych narodowości (Dania)). Najczęściej wybierałem piwo z Polski (stosując bardzo delikatne zaokrąglenie można powiedzieć, że co trzecie było z tego kraju), co wynika głównie z faktu, że rok temu nie znałem jeszcze w ogóle Pinty ni AleBrowaru. W całości (choć trochę rzutem na taśmę) udało mi się nadrobić zaległości w obu browarach - poznałem każde piwo, które obecnie znajduje się w portfolio jednych i drugich. Aż 31 z 56 ocenionych polskich piw, o ile system tagów dobrze działa, uwarzone zostało przez któryś (lub nawet w jednym przypadku - oba) z tych browarów kontraktowych. Następny rok będzie już Polsce znacznie trudniej wygrać. Już w tym nie było daleko, by zagregowane do Wielkiej Brytanii Anglia i Szkocja ją dogoniły - skończyły jednak z łączną liczbą 47 piw. Jeśli rozdzielić Zjednoczone Królestwo, druga w rankingu jest Szkocja, a w zasadzie... BrewDog, z którego oceniłem piorunującą liczbę 28 piw (a już teraz dużo nowych czeka w kolejce), co jednocześnie czyni go najczęściej wybieranym przeze mnie browarem. Następna jest Anglia - 19 piw, później Belgia - 16, a na końcu Stany Zjednoczone i Niemcy w zasadzie na równi, bo choć tagi pokazują, że USA ma jedno piwo więcej (14), to to jedno - Miller - zostało uwarzone tak naprawdę we Włoszech jako dokładna kopia czegoś, co oryginalnie produkuje się za oceanem. Za tą wielką szóstką/piątką reszta państw jest już dość daleko. W przyszłym roku życzyłbym sobie na pewno więcej piw ze Stanów, Belgii, może Włoch.

Nie będę liczył, ile stylów miałem okazję spróbować, bo ciężko dobrze to ująć. Patrząc jednak na te najszerzej ujęte style, najwięcej było zdecydowanie India Pale Ale (31 (ponad 18% wszystkich), w tym najwięcej amerykańskich odmian, które jednak nie zdominowały), stoutów (19, w tym najwięcej imperialnych), belgijskich ale (16, w tym aż 15 mocnych i jeden saison). Sporo też piw pszenicznych, pale ale, amerykańskiego ale, angielskiego ale, pilznerów i jasnych lagerów pilznerami niebędącymi.

Piłem piwa z czternastu jednopunktowych przedziałów zawartości alkoholu. Całkowicie zdominowały piwa z trzech takich przedziałów, w sumie od 4 do 7 procent alkoholu - łącznie stanowiły ponad 68% wszystkich wypitych. Wygrał środkowy przedział od 5 do 6 procent (częściej niż co czwarte piwo miało tyle mocy).

Jak łatwo się domyślić, objętości butelek, jakie wybierałem, zdecydowanie najczęściej wynosiły 500 lub 330 mililitrów (łącznie prawie 85% wszystkich). Walka między tymi dwoma była zacięta, ostatecznie jednak zwyciężyła ta większa liczba.

Bardzo przyjemnie prezentuje się dla mnie rozkład ocen. Zaledwie 17 piw, czyli dokładnie co dziesiąte dostawało ocenę poniżej granicy dobra i zła, 5/10, a i nawet tych poniżej 6/10 było niewiele. Niemal ex aequo wygrały przedziały 8-8.5 i 8.5-9 (odpowiednio 32 i 31 piw), co sprawiło, że wyraźnie ponad jedna trzecia piw znalazła się w bardzo wysokim przedziale 8/10-9/10. Najwyższy przedział, od 9.5 do 10/10, pozostał elitarny - zaledwie nieznacznie ponad 4% piw w nim wylądowało.

Trzy najgorzej ocenione piwa to (od najlepszego) Tsingtao, Rudy Kot i Tyskie Gronie. W przypadku tych dwóch ostatnich było blisko, ale ostatecznie żadne nie zjechało poniżej magicznej granicy 1/10.

Pierwsze miejsce w rankingu już od dawna okupuje Chimay Bleue, którego pozycja wydaje się raczej niezagrożona. Pozostałe dwa miejsca na podium to odpowiednio I Hardcore You (mieszanka piw BrewDoga i Mikkellera) oraz Ageless z angielskiego Redwillow. Tuż za tym ostatnim mamy polskie piwo - Imperatora Bałtyckiego Pinty, następnie dwa piwa mojej młodości - Gulden Draaka i Tripel Karmeliet, za chwilę kolejny wyrób BrewDoga - #Mashtag, dalej Brown Foot z AleBrowaru, Chocolate Porter z Meantime i na miejscu dziesiątym pierwsze rzemieślnicze piwo z Polski, jakie wypiłem - Atak Chmielu. Pierwszą dziesiątkę okupują więc trzy piwa z Belgii, trzy z Polski i cztery z Wielkiej Brytanii - dwa z Anglii i dwa ze Szkocji. Nietrudno zauważyć, że te cztery kraje były również przeze mnie najczęściej wybierane, co w dużej mierze sprawia, że tak zdominowały czołówkę. Najlepsze piwo z rzadziej wybieranego kraju to włoska Chimera na miejscu dwunastym.

Mógłbym tworzyć więcej statystyk, ale 170 piw to nie tak znowu dużo, by robić nie wiadomo jakie zestawienia. Na pierwszy rok starczy tyle. Widzimy się w połowie lutego i jedziemy dalej.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 28.08.2017 r., warka do 18.05.2019 r.
 
Jak zwykle przepiękne jasne zmętnione złoto i genialna piana. Fantastyczny aromat skórki cytrusowej, zboża, pomarańczy, cytryn i belgijskich fenoli. W smaku fajny kontrast słodowej pełni z ostrością belgijskich drożdży, już nieco mniej cytrusowo, ale pysznie, może minimalnie zbyt alkoholowo. Znakomity tripel, choć nie genialne piwo.
 
 
 
 





 
8.5/10

wtorek, 31 grudnia 2013

De Molen: Bitter & Zoet

Wreszcie na mojej drodze stanął tak często przytaczany przez polskich miłośników piwa holenderski browar de Molen. Sprawiający wrażenie dość kultowego, połączony z restauracją, mieszczący się w zabytkowym młynie De Arkduif, zbudowanym w 1697 roku. Wygląda na miejsce, w którym każdy poszukiwacz piwa, jedzenia i nie tylko bardzo chciałby się znaleźć - muszę przyznać, że wysoka świadomość kulinarna i piwna (specjalne pomieszczenie degustacyjne), która bije już ze strony internetowej, robi wrażenie i przyciąga. Ale jak jest z piwem? Na początek bomba, bo wysokoprocentowy, "imperialny tripel". Jest okazja do popisania się.

Informacje ogólne:
Piwo: Bitter & Zoet
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Produkowane od: 2013
Styl: tripel imperialny
Alkohol: 10%
Ekstrakt: 22,9%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Rzadko kiedy prostota i ascetyczność aż tak bardzo podbija moje serce, ale etykiety de Molena straszliwie do mnie trafiają - a że praktycznie się od siebie nie różnią, to ta również trafia. Ocenę utwierdzają szczegółowe informacje o składzie piwa i ładny firmowy kapsel. Goryczka nietypowo podana nie w IBU, a w EBU, wynosić ma 37 tych europejskich jednostek.
9,5/10

Barwa
Jasnobrązowe; bardzo mętne, co zaciemnia barwę - ładne, dość nietypowe, bez rewelacji, ale przyjemne. 
3,5/5

Piana
Bardzo gęsta i trwała, trzyma fason do samego końca, po drodze oblepiając szkło - bez zarzutu. 
5/5

Zapach
Połączenie klasycznych, dość znacząco przyprawowych nut belgijskich, triplowych z bardziej koźlakowymi, ciemnymi, ciemnych owoców na czele ze śliwkami i karmelowymi - w tle przecieki alkoholowe, ale bardzo szlachetne; piękny aromat, choć nie doskonały. 
9/10
Smak
W smaku już uwydatnia się moc, ale w dość miły sposób, alkohol jak na tak dużą zawartość jest dobrze ukryty; na pierwszym planie typowe belgijskie drożdże, za nimi wchodzą na scenę pochodne karmelowego słodu palonego, słodkie, pełne; na finiszu wyraźna goryczka miesza się z delikatnym alkoholem - bardzo, bardzo smaczne, mimo wszystko nieco przyciężkie. 
8/10

Tekstura
Wyraźnie za wysokie wysycenie, całość tekstury jednak przyjemnie pełna, nie za gęsta.
3,5/5

7.0/10  

Za dużego popisu nie było, ale przykuł de Molen moją uwagę. Mimo wszystko piwo nie poradziło sobie z wysokim alkoholem tak dobrze, jak to możliwe - chociażby nieznacznie słabszego, a bardziej ekstraktywnego Imperatora Bałtyckiego piło mi się niedawno nieporównywalnie lżej. Niemniej jednak było to ciekawe doznanie, a Holendrzy na pewno dostaną jeszcze niejedną szansę. Choć nie za prędko - kolejka jest długa.

sobota, 5 października 2013

Del Ducato: Winterlude

Dziś czynię drugie podejście do włoskiego browaru del Ducato, z którego miałem okazję próbować stoutu owsianego, który ze względu na cenę dość mocno mnie rozczarował. Tym razem tripel.

Informacje ogólne:
Piwo: Winterlude
Kraj: Włochy
Region: Emilia-Romania
Miasto: Roncole Verdi
Browar: Birrificio del Ducato
Produkowane od: brak danych
Styl: tripel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jak poprzednio piękna butelka z firmowym kapslem i ciekawą etykietą.
10/10




Barwa
Złociste, zmętnione w bardzo ciekawy sposób. 
4,5/5

Piana
Gęsta, biała, obfita. 
5/5

Zapach
Przepiękny, klasycznie belgijski, orzeźwiający zapach goździków i owoców, zwłaszcza cytryn. 
9,5/10

Smak
W smaku bardzo pełne, wyraziste, wręcz pikantne, bardzo dostojne; trochę za mocny alkohol. 
9/10

Tekstura
Przydałoby się solidnie obniżyć wysycenie, choć ogólnie tekstura niezła.
3,5/5

8.5/10

Znakomita rehabilitacja za wspominane rozczarowanie. Włoski tripel przebił i to zdecydowanie te w wykonaniu trapistów z Chimay i La Trappe.

piątek, 10 maja 2013

Brouwerij de Koningshoeven (Bavaria): La Trappe Tripel

Trzecie z serii La Trappe i znów pojedynek z wersją Chimay.

Informacje ogólne:
Piwo: La Trappe Tripel
Kraj: Holandia
Prowincja: Brabancja Północna
Miasto: Berkel-Enschot
Browar: Brouwerij de Koningshoeven (Bavaria)
Produkowane od: brak danych
Styl: tripel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
W identycznym stylu jak inne La Trappe'y, czyli prawie idealne.
9,5/10




Barwa  
Jasnobursztynowe, lekko mętne, z obłędnie pracującym dwutlenkiem węgla; znakomite. 
5/5

Piana
Bardzo gęsta, dość wysoka i bardzo trwała; doskonała. 
5/5

Zapach
Mocno chmielowy z bardzo znikomymi nutami cytrusowymi; trochę za mało intensywny, ale piękny i maskuje alkohol perfekcyjnie. 
8/10

Smak
W smaku już alkohol nadchodzi trochę zbyt nachalnie; ekstremalnie wytrawne, pozostawia na języku dość dużą goryczkę; wchodzi też słodowość i głęboko ukryta ziołowość oraz inne przyprawy. 
8/10

Tekstura
Jak na swą moc nie jest za to ciężkie; wysycenie mogłoby być nieco mniejsze, ale nie przeszkadza gęstością.
4,5/5

7.0/10

Piwo świetne, ale nie jest to jakość, jakiej można oczekiwać od trapistów. W porównaniu z tripelem z Chimay lekka przegrana. Na razie czuję lekkie rozczarowanie - może tak jak z Chimay, tak i tu wszystko odwróci się po ostatnim piwie.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Chimay Triple

Drugi z Chimay, tym razem trochę mocniejszy Triple. Oczekiwania rosną w miarę picia...

Informacje ogólne:
Piwo: Chimay Triple
Kraj: Belgia
Prowincja: Hainaut
Miasto: Chimay
Browar: Bières de Chimay
Produkowane od: 1968
Styl: tripel
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jak w innych Chimaya subtelna elegancja i dedykowany kapsel; żółty kolor etykiety i biały kapsel dają jednak odrobinę gorszy efekt od czerwieni dubbela.
9/10


Barwa
Bez światła gęste, miodowe, pod światło przepiękny ciemnozłoty kolor, kawałeczki drożdży tworzą niesamowite wrażenia wizualne, piwo wygląda jak usiane kawałeczkami egzotycznego piasku i zdaje się tętnić życiem; w kwestii koloru wychodzi poza skalę. 
5/5

Piana
Dość wysoka i bardzo trwała, może odrobinę zbyt grubopęcherzykowa, ale i tak świetna.
5/5





Zapach
Wyśmienity, mocno drożdżowy i owocowy, prawie idealnie maskuje wysoki alkohol; bliski doskonałości. 
9,5/10

Smak
Smak już tak dobrze alkoholu nie ukrywa, alkohol jest wprost jego istotnym czynnikiem; ostre, przyprawowe, delikatnie drożdżowe, spora goryczka, ogromnie wytrawne; przy tym bardzo kremowe w konsystencji; świetne, ale trochę zbyt ciężkie nawet jak na gatunek. 
8/10

Tekstura
Wysycenie nieco za wysokie nawet pod koniec.
3/5

7.5/10

Zabawne mówić o rozczarowaniu przy takiej ocenie, ale istotnie spodziewałem się zdecydowanie więcej. Triple okazał się wyraźnie gorszy od Rouge, które, jak mówiłem, już nie dorównywało sławie klasztoru. Tak, to negatywny opis wspaniałego piwa. Cała Belgia.