Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 18-19%. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 18-19%. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2015

Mikkeller (De Proef): 黑 [Black] (Tequila and Speyside Whisky Barrel Aged)

Czy chcę, czy nie chcę, powracam do Blacka z Mikkellera, który tak bardzo mnie rozczarował niedawno. Recenzja tego piwa - Blacka leżakowanego w beczkach po tequili i whisky ze Speyside (najgęściej usianego destylarniami regionu produkcji szkockiej - szkoda, że nigdzie nie da się znaleźć informacji, z której dokładnie destylarni te beczki) - nie pojawiłaby się tu na pewno po tej pierwszej degustacji, ale tak się złożyło, że kupiłem to piwo długo przed nią, ba, nawet przed kupieniem pierwotnej wersji. Trunek oczywiście bardzo drogi i dość unikalny, więc skoro już kupiłem, to degustacja musi być (pierwotna wersja była zresztą rozczarowująca, ale jednak było to piwo zdecydowanie dobre). To zapewne Black z innej warki niż tamten, więc jednak mam też spore oczekiwania. Alkohol jeszcze wyższy niż tam i wyższy również niż w Tokyo* z BrewDoga, więc piwo to będzie trzecim najmocniejszym, jakie w dotychczasowym życiu wypiję. Leżało już jednak u mnie przez solidnie ponad pół roku w oczekiwaniu na swoją kolej, więc może się trochę chociaż ugładziło.

Informacje ogólne:
Piwo: 黑 [Black] (Tequila and Speyside Whisky Barrel Aged)
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia    
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Styl: stout imperialny (tequila & whisky BA)
Alkohol: 18,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 06.06.2022
Cena: brak danych

Opakowanie
Chińskie słowo znaczące "czarny" zostało tu zapisane dużo mniejszą czcionką i zepchnięte do rogu - w przeciwległym rogu inne znaczki w czerwonym kolorze, zapewne mówiące, że to wersja leżakowana w beczkach po tym i tamtym. Skutkiem tego etykieta jest prawie całkiem czarna - wrażenie trochę słabsze niż na zwykłym Blacku, ale też bardzo dobre.
8,5/10

Barwa
O dziwo nie jest doskonale czarne - bez większego światła oczywiście tak, ale pod mocnym oświetleniem dostrzec można ewidentne, rubinowe i ciemnobrązowe prześwity - piękne, choć te prześwity mogłyby być śmielsze lub zupełnie zniknąć.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita jak na taką moc i beczki, nieszczególnie gęsta ani trwała (chociaż gruby pierścień utrzymał się prawie do końca), ale w kontekście bardzo imponująca, w dodatku ładnie oblepiła szkło.
4/5

Zapach
Beczki bardzo mocno dają się we znaki od samego początku - właściwie aromat jest połączeniem intensywnej, beczkowej wanilii i tak naturalnie pachnącej czekolady, że zacząłem sprawdzać, czy jej aby nie ma w składzie - doprawdy ciastko waniliowo-czekoladowe, odrobina orzechów, może gdzieś tam z tyłu nuty palone, z czasem wychodzi z ukrycia whisky; świetnie przykryty alkohol - piękny aromat. 
9,5/10

Smak
Niesamowita podróż - zaczyna się od tego, co było w zapachu, od raczej słodkiej kompozycji waniliowo-czekoladowej, natomiast od momentu przełknięcia bardzo intensyfikują się nuty palone, spalone wręcz, popiołowe, przechodzące powoli w niekoniecznie bardzo wysoką, ale bardzo wyrazistą, paloną goryczkę, która długo rozpościera się na finiszu. Pyszne, ekstremalnie intensywne i bardzo ciekawe; przy przełknięciu na chwilę pojawia się też duch jakiegoś mocniejszego alkoholu, jakiegoś destylatu. Poza tym, że odrobinę za ciężkie, to cudowna rzecz. 
9/10

Tekstura
Bardzo ciężko w ogóle zwrócić uwagę na teksturę przy takiej intensywności smaku, ale w końcu się udało - jest przyjemnie gęste i nieznacznie wysycone, co daje prawie ideał.
4,5/5

8.5/10

Ale miłe zaskoczenie. Absolutnie lepsze piwo od zwykłego Blacka - przynajmniej tego z tej warki, którą ja piłem. Pięknie skomponowane, a nie zdominowane przez agresywną goryczkę jak tam. Zasługa tego, że trzymałem je pół roku w domu? No chyba nie, taki czas by tak szybko sobie nie poradził z tak ogromną goryczką i takim alkoholem. Znakomity trunek, chociaż prawdę mówiąc mile zaskoczony jestem tylko dlatego, że zwykły Black był dużo słabszy - poza tym to jednak piłem niejednego lepszego RISa i za tę cenę (której nie pamiętam, ale na pewno była ogromniasta, skoro już pierwszy, nieleżakowany przecież w beczkach Black kosztował cztery dychy) nie jest to specjalnie dobry interes, można było za to pewnie kupić trzy inne RISy na co najmniej równie wysokim poziomie.

niedziela, 11 sierpnia 2013

BrewDog: Tokyo*

Dzisiejszy wpis to podróż bardzo daleka, bo zaprowadzi mnie w rejony zupełnie mi nieznane w świecie piwa - na ponad osiemnaście procent alkoholu. Jak dotąd najmocniejsze piwa, jakie miałem okazję próbować, miały 10,5% i i tak wydawały mi się ekstremalne. Do mocnego niczym słuszny likier Tokyo* podchodzę więc w zasadzie bez żadnych przewidywań, ale za to z szaloną ciekawością.

Informacje ogólne:
Piwo: Tokyo*
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2008
Styl: stout imperialny
Alkohol: 18,2%
Ekstrakt: 31,9%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Czarna etykieta wybijająca się trochę ponad inne Brewdoga, być może przez czerwone wypełnienie literki "o", sprawiające równie agresywne i ekstremalne wrażenie co oznaczenie wysokości alkoholu. Określa piwo jako, uwaga, "międzygalaktyczny fantastyczny starzony w dębie stout".
9,5/10

Barwa
Czarny, nieprzenikniony kolor, majestatyczne, dopiero gdy piwa zostaje już bardzo mało, pojawia się brąz. 
5/5

Piana
O różnej gęstości, nieregularna, ale przyzwoita, ładnej barwy, dość długo się utrzymuje. 
3,5/5

Zapach 
Piękny, czekoladowo-jaśminowo-owocowy, mocno naznaczony alkoholem, ale akceptowalnym, ekstremalnie intensywny. 
9/10

Smak
W smaku podobnie świetnie, żurawina jest już bardzo mocno wyczuwalna, do tego piękne nuty stoutowe, przyjemnie słodkie, alkohol ujawnia się dopiero na finiszu, na którym pojawia się również znak dodatku wiór dębowych; ogromnie przypomina szlachetny miód pitny. 
9,5/10

Tekstura
Gęstość oczywiście wysoka, ale z racji powolnego spożycia nie przeszkadza, wysycenie w porządku.
4,5/5

8.5/10

Nie spodziewałem się tego, ale to jak dotąd najlepsze piwo z Brewdoga. To moje pierwsze doświadczenie z tak ogromnym woltażem, ale powiedziałbym, że alkohol ukryty jest znakomicie. Gdybym nie znał dokładnej liczby, stawiałbym chyba raczej na około 13-14% (biorąc pod uwagę tylko odczucia na języku, bo w głowie sprawa ma się już bardziej adekwatnie).