Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pumpkin ale. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pumpkin ale. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 grudnia 2017

Browar Stu Mostów: ART13

ARTy to bardzo fajna seria, a pumpkin ale to bardzo sympatyczne piwa - połączeniu tych dwóch ciężko mi się więc było oprzeć, mimo że Halloween dawno za nami. Pumpkin ale z dodatkiem chleba, a raczej różnych chlebów wypiekanych przez przybrowarny Concept Stu Mostów.

Informacje ogólne:
Piwo: ART13
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 330 ml
Warka: pierwsza
Cena: brak danych

Opakowanie
Trochę za wesoła ta halloweenowa etykieta, ale Browar Stu Mostów widocznie musiał pozostać przy swojej grzecznej estetyce. 
8/10 


 
Barwa
Idealny pomarańcz, piękna.
5/5

Piana
Średnia.
3/5

Zapach
Fajny, intensywny, klimatyczny, zdominowany, ale nie stłamszony przez cynamon, goździki i ziele angielskie (w tej kolejności), z wyczuwalną bazą słodową i, na granicy autosugestii, dynią.
7,5/10

Smak
Dalej cynamon i ziele angielskie, wchodzi wyraźna chlebowość, ale poza tym jest średnio - jest pustawe, jest alkoholowe, jest gorzkie w taki szorstki, niezbyt przyjemny sposób. Pije się w porządku, z namiastką przyjemności, nic większego się nie da powiedzieć.
5,5/10

Tekstura
Odrobinę za dużo gazu.
4,5/5

5.5/10

Jedno z najmniej udanych piw BSM i jedno z najmniej udanych pumpkin ale, jakie piłem. Koncept był sensowny, ale jakieś za ciężkie i za puste wyszło to piwo w smaku. Chyba jedyny ART do całkowitego zapomnienia.

czwartek, 30 listopada 2017

Cascade Brewing: Pumpkin Smash

Cascade Brewing to browar założony już prawie 20 lat temu w Portland na północy Oregonu. Specjalizuje się od początku w piwach kwaśnych, a nawet ściśle w kwasach leżakowanych w beczkach - po winie, po whisky, po innych alkoholach. Właściwie to nawet nie produkuje on na dłuższą metę prawie żadnych innych piw. Parę miesięcy temu miałem okazję uczestniczyć w panelu degustacyjnym bodaj aż dziesięciu piw od nich i panel ten wygrał bez większej dyskusji Pumpkin Smash, piwo które trzymam przed sobą. Może powinienem zacząć od czegoś mniej petardowego, ale że mamy okolice halloween (mieliśmy, gdy pisałem recenzję), to skorzystam z okazji. Piwo jest wariacją na temat pumpkin ale - dynia owszem, przyprawy dyniowe owszem, ale poza tym to jest to bardzo mocny kwas leżakowany w beczkach po bourbonie i po brandy. Ot, piwo dyniowe podniesione do maksimum wykwintu.

Informacje ogólne:
Piwo: Pumpkin Smash
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oregon
Miasto: Portland
Browar: Cascade Brewing
Styl: imperialne kwaśne pumpkin ale (Bourbon & Brandy BA)
Alkohol: 11,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: 2014 project
Cena: 150 zł (100 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak wszystkie piwa z Cascade, tak i to jest w dużej, zakorkowanej butelce (korek firmowy). Etykieta jest prosta, ale sugestywna i klimatyczna.
8,5/10

 
Barwa
Oranż wpadający w czerwień, bardzo ładne.
4/5

Piana
Marniuchna, prawie się nie tworzy, a to co się tworzy szybko marnieje do cienkiego pierścienia.
1/5

Zapach
Złożony, piękny i intensywny. Złożony chyba przede wszystkim. Imbir, piernik, wanilia od beczki, drewno, suszone morele, trochę nawet taki susz owocowy, cynamon bardzo, przypieczona dynia, spód ciasta. I kwaśność, wyczuwalna już tutaj.
10/10

Smak
Specyficzne, ale dobrze grające połączenie smaku ciasta dyniowego z całą gamą charakterystycznych przypraw z bardzo, bardzo, bardzo intensywną kwaśnością. Charakter beczki był wyraźniejszy w aromacie. Alkohol ukryty znakomicie. Wyśmienite.
9/10

Tekstura
Nie zgłaszam zastrzeżeń.
5/5

9.0/10

Zaprawdę potężne i fascynujące piwo. W sumie mogłoby być wręcz genialne, gdyby pohamować kwaśność, która w smaku przysłania nieco jego niesamowitą złożoność. Skończyło się na genialnym aromacie. Bardzo osobliwa, ale możliwe, że i ostateczna wypowiedź w temacie pumpkin ale (trzeba przyznać, że jak najbardziej to wciąż jest pumpkin ale).

poniedziałek, 14 listopada 2016

Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht: Piotrek z Bagien Pumpkin Ale Halloween 2016

Bo listopad. Nie ciągnie mnie jakoś szałowo do piotrkowskiego Jana Olbrachta, ale miałem ochotę uczcić Halloween jakimś pumpkinem i jakoś nic ciekawszego nie znalazłem, czego bym jeszcze nie pił. W domu dopiero się zorientowałem, że to pumpkin ale na ostro (wędzone papryczki Chipotle i pieprz Guinea) i w sumie to bym go nie kupił, gdybym wiedział, bo unikam ostrych potraw i napojów, ale już trudno.

Informacje ogólne:
Piwo: Piotrek z Bagien Pumpkin Ale Halloween 2016
Kraj: Polska
Województwo: łódzkie
Miasto: Piotrków Trybunalski
Browar: Browar Rzemieślniczy Jan Olbracht
Styl: pumpkin ale
Dodatki: miąższ dyni Hokkaido, pieprz Guinea, imbir, kardamon, pestki dyni, wędzone papryczki Chipotle
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 500 ml
Warka: do 17.04.2017 r.
Cena: brak danych 
Opakowanie
Trochę bezpłciowa etykieta, ale całkiem spoko, przede wszystkim bardzo rzeczowy opis piwa i dokładny skład. Firmowy kapsel.
7/10  
 
Barwa
Głęboki bursztyn, lekkie zmętnienie, ładne.
3,5/5

Piana
Niezbyt obfita, dość gęsta, średnio trwała.
3/5

Zapach
Mnóstwo standardowych dyniowych przypraw, ale przede wszystkim - papryka! A właściwie taka salsa paprykowa, trochę kremowa, i faktycznie lekko wędzona. Jest też trochę dyni, niewiele, ale jest wyczuwalna ewidentnie. Nic oszałamiającego, ale oryginalny i przyjemny aromat.
7/10

Smak
Trochę normalniejszy bukiet, bardziej słodowy, acz dalej sporo przypraw. Nieprzeciętna ostrość od papryczek. Jak dla mnie za wysoka, ale i tak jest nieźle.
6/10

Tekstura
Trochę za mało gazu.
3,5/5

5.5/10

Sensowne piwo, bardzo oryginalne (najbardziej paprykowe piwo, jakie piłęm), połączenie pumpkin ale z papryczkami dało efekt wręcz zaskakująco spójny. Byłoby jeszcze lepiej, gdybym lubił pikantne klimaty. Nawet jednak nie biorąc tego pod uwagę, to jest sporo lepszych pumpkinów na rynku.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Brooklyn Brewery: Post Road Pumpkin Ale

Jakby się zastanowić, to chyba Nowy Jork należałoby uznać za najbardziej popularne miasto na ziemi (niestety). Brooklyn to z kolei jedna z jego najbardziej rozpoznawalnych dzielnic. Stąd właśnie pochodzi piwo, które dziś wypiję, więc degustacja jest naznaczona pewną istotnością, choć bynajmniej Brooklyn Brewery nie jest jedynym browarem w tej dzielnicy. Kolejne już, siódme, dyniowe ale na blogu - sporo mi się tego nazbierało jak ten niszowy raczej styl, póki co niedoścignionym wzorcem pozostaje Dyniamit z Pinty.

Informacje ogólne:
Piwo: Post Road Pumpkin Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Nowy Jork
Miasto: Nowy Jork
Browar: Brooklyn Brewery
Styl: pumpkin ale
Dodatki: dynia, gałka muszkatołowa
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: do 30.07.2015 r.
Cena: 16,55 zł (23,31 zł)

Opakowanie
Etykieta jest prosta, ale wyjątkowo urocza w swej prostocie. Sympatycznie narysowana dynia, ładna kolorystyka, ogólnie bardzo estetycznie. Na szyjce krótki opis piwa, ładny, dedykowany kapsel.
8,5/10
 
Barwa
Bardzo ładna, bursztynowa, chciałoby się powiedzieć - jesienna, do tego pełna klarowność.
4/5

Piana
Przyzwoicie obfita, bardzo gęsta, długo się utrzymuje, acz w końcu mocno poddaje.
3,5/5

Zapach
Jest przede wszystkim przyprawowy, ale nie tylko: poza gałką muszkatołową czuć też ewidentną dynię (im dalej od nalania, tym coraz mniej) i słodową aurę - aromat miły, ale mało intensywny.
6/10

Smak
Najpierw delikatne uderzenie gałką muszkatołową, a później zwyczajna, mało ekscytująca, jasna słodowość oraz niemała goryczka na koniec - cenię zarówno mocno przyprawowe wersje pumpkin ale, jak i bardziej zbalansowane, ale tutaj jest zdecydowanie za słabo w tej kwestii jak na styl, poza tym piwo jest najwyżej poprawne, jest w miarę smaczne, ale nieciekawe, przeciętne.
5/10

Tekstura
Za wysokie wysycenie, dość znacząco za wysokie, przeszkadza.
1,5/5

5.0/10

Pff. Najsłabsze piwo ze Stanów, jakie piłem poza California Lager z Anchor. Podobnież najkiepściejszy pumpkin ale. Takie wyblakłe jakieś, można je wypić i nic złego się nie stanie, ale nie ma po co. No i, oczywiście, nie za tę cenę, luudzie.

sobota, 30 maja 2015

BrewDog: Pumpkinhead

Znajdujemy się właściwie niemal w przeciwległym miejscu w roku w stosunku do Halloween, ale nic to - czas na pumpkin ale od BrewDoga. Mętny opis piwa zdradza, że ma to być inne pumpkin ale niż wszystkie, ale nie do końca wiadomo, dlaczego, jako że przyprawy nie są podane. Podobno jest pikantne. No to sprawdźmy.

Informacje ogólne:
Piwo: Pumpkinhead
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: pumpkin ale
Dodatki: dynia, przyprawy
Alkohol: 5,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 10.10.2015 r.
Cena: 10,50 zł (15,91 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykieta poza głównym nurtem BrewDoga, fajna, chociaż kolorystyka tła przypomina mi bardziej święta niż Halloween. Rzadko spotykany, szary kapsel BrewDoga.
8/10 
 
Barwa
Piękna, głęboko bursztynowa, przywodząca na myśl jesienne liście - przeszkadza osiągnąć doskonałość kłaczkowate zmętnienie.
4/5

Piana
Świetna, niezwykle gęsta, puszysta, bardzo obfita, osiada na szkle i utrzymuje się  prawie do samego końca.  
4,5/5

Zapach
Aromat dzielą na połowę dwie sfery - jedna z nich to wspaniały zapach piernika, na który składa się imbir, cynamon i karmel; druga to czyste, ostre wręcz goździki - kompozycja jest znakomita, tylko pachnie trochę za mało intensywnie.
8/10

Smak 
W smaku bardzo goździkowe, aż faktycznie pikantne lekko od tych goździków, fajnie się to komponuje z mniej natarczywym, ale wyraźnym, słodkim, imbirowo-cynamonowym obliczem, pozostawia przyjemny, karmelowy finisz ze szczyptą ziołowej goryczki, być może wkracza też skórka pomarańczowa - piwo bardzo udane, bardzo dopracowane, ale na kolana niczym nie rzuca.
7,5/10

Tekstura
Trochę brakuje gazu, ale jest dobrze.
3,5/5

6.5/10

Bardzo dobre, dopracowane pumpkin ale, ale nieco do zapomnienia. I ten styl, i BrewDoga stać na dużo więcej. Co gorsza, wbrew zapewnieniom browaru, piwo nic nowego nie wnosi do tematu, to dość klasyczne pumpkin ale. Szkoda pieniędzy (o ile to nie była jednorazowa warka, pewnie tak, więc ta porada i tak się już nie przyda), Dyniamit z Pinty (zwłaszcza) i Naked Mummy z AleBrowaru oferują ciekawsze i dwa razy tańsze doznania.

sobota, 7 lutego 2015

Kingpin (Zarzecze): Muerto

Upragniony powrót do Kingpina. Już trzecim piwem tego kontraktowca okazało się pumpkin ale, stworzone jednak nonkonformistycznie nie na modłę Halloween, a meksykańskiego jego odpowiednika, Dio de los Muertos (równie, a może nawet bardziej barwnego święta). Wyłamali się też jeśli chodzi o użyte przyprawy: jest oczywiście dynia, ale poza tym tylko rokitnik i belgijski cukier kandyzowany. I całkiem sporo alkoholu. Intrygująco.

Informacje ogólne:
Piwo: Muerto
Kraj: Polska   
Województwo: śląskie
Miasto: Zarzecze
Browar: Zarzecze (Kingpin)
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 12.05.2015 
Cena: 9,60 zł

Opakowanie
Jak zwykle etykieta bezbłędnej jakości, bardzo ładna i dobrze opisana. Kingpinowa świnia (?) tym razem z makijażem charakterystycznym dla Dio de los Muertos.
8,5/10

 
Barwa
Ładna, balansująca na granicy miedzi i jasnego brązu, wyraźnie zmętnione, bardzo dobrze się prezentuje. 
4/5

Piana
O dobrej obfitości, wybitnie gęsta, niestety trwałość pozostawia sporo do życzenia. 
3/5

Zapach
Dość mocno wyczuwalna dynia, jest też miejsce na znaczną dawkę amerykańskiego chmielu oraz nuty czekoladowe i melanoidynowe - bardzo dobra, intensywna i rześka kompozycja. 
8/10

Smak
W smaku do pewnego momentu podobnie, czyli dyniowo i melanoidynowo, dość słodko, zmienia się to po przełknięciu, kiedy wkracza ziołowa goryczka z dodatkiem cierpkości i kwaskowatości, być może to właśnie rola rokitnika - piwo jest dobre, nawet bardzo, ale ten finisz jest odrobinę za szorstki, chociaż z czasem można się przyzwyczaić i wtedy pije się już świetnie. 
7,5/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

6.5/10

Może za wcześnie się podpaliłem tym kontraktowcem. Muerto to piwo bezsprzecznie dobre, ale mam wrażenie, że miało być czymś więcej niż się stało - jest zaskakująco mało widowiskowe jak na styl. Pumpkin ale z Pinty, AleBrowaru i Anderson Valley zostawiły je w tyle.

środa, 28 stycznia 2015

Olimp (Wąsosz): Charon

Choć trzy piwa Olimpu, jakie piłem, zrobiły na mnie jak na rzemieślniczą półkę wrażenie wręcz bardzo marne, zapowiedziałem po trzecim kolejną szansę. Nie przewidziałem jednak aż takiego wysypu nowych i często ciekawszych browarów. Ostatnio Olimp jest jednak na fali wznoszącej, choć nie wiem, czy nie zawdzięcza tego w dużej mierze popularności swoich etykiet. Moją uwagę przywrócili natomiast stylem, na jaki się porwali - pumpkin ale, a w zasadzie belgijskim pumpkin ale. Lubię dyniowe piwa i kocham belgijskie ale, a takiego połączenia pewnie prędko nie będę miał okazji spróbować w innej wersji, więc wziąłem i liczę, że dzięki temu Olimp na powrót przykuje moją uwagę na kolejnych kilka piw.

Informacje ogólne:
Piwo: Charon
Kraj: Polska     
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Olimp)
Styl: belgijskie pumpkin ale
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml     
Warka: do 24.04.2015
Cena: 7,20 zł

Opakowanie
Istotnie, od strony wizerunku opakowań Olimp poprawił się wręcz setnie w porównaniu ze swymi początkami. Obtarte, grube butle (z których jedna ułamała mi się przy odkapslowywaniu) zastąpiły klasyczne dla piw rzemieślniczych, smukłe butelki, a przede wszystkim dużo lepsze stały się rysunkowe etykiety - powiedziałbym, że przestały trącić myszką. Nie wiem, czy dotyczy to wszystkich piw, ale części na pewno, w tym tego. Firmowego kapsla tylko brak, mogliby już o nim powoli myśleć. Dokładny skład zdradza, że będzie to bardzo nietypowe pumpkin ale - zamiast miąższu dyni mamy pestki, a za jedyną przyprawę ma służyć prażona cykoria - jest też prażone żyto na dodatek.
8,5/10

Barwa
Bardzo ciemne, wręcz czarne, dopiero mocne światło czyni je raczej ciemnobrązowym - ładne, ale mogłoby nieco bardziej zdecydowanie iść w stronę czerni lub brązu, ta niemrawość brązowych prześwitów jest w jakiś sposób przeszkadzająca. 
3,5/5

Piana
Marna, jakaś tam jest, ale mało obfita, niespecjalnie gęsta, zupełnie nietrwała - szybko opada do resztek i pierścienia, później zostaje sam cienki pierścień, by w końcu zniknąć zupełnie. 
1,5/5

Zapach
Ładny, stonowany raczej - trochę owoców, trochę dyniowego charakteru, trochę ciemnej słodowości, wszystko w zbyt małych ilościach do pełni szczęścia, jest po prostu za mało intensywny, a szkoda, bo kompozycja godna uwagi; jest też minimalny kwasek. 
6,5/10
Smak
W smaku pojawia się w końcu trochę tych akcentów belgijskich, acz nieprzesadnie wiele, dominuje lekko palony charakter ciemnych słodów, ogarnięte jest przez dobrze wyważoną, ciut czekoladową słodycz, do tego lekka kwaskowatość, znów odrobinę za wysoka; bardzo miły finisz, lekko korzenny, na którym wyczułem mglistą nutę pestek dyni; piwo jest dobre, poza odrobinę za wysoką kwaskowatością bez wad, ale za proste, nie ma w nim żadnego mocnego akcentu, nie ma, żeby tak to ująć, do czego wracać. 
7,5/10

Tekstura
Wysycenie trochę za wysokie, żyto nie nadało specjalnej gęstości.
4/5

6.5/10

No nic, stawiam na dłuższy czas kreskę na Olimpie. Nie z jakimś oburzeniem, ale to raczej nie przypadek, że cztery na cztery ich piwa nie spełniły "moich" rzemieślniczych standardów (Hades był co prawda bardzo dobrym piwem, ale od stoutów imperialnych wymagam niebezpodstawnie chyba najwięcej ze wszystkich stylów). Żonglowanie browarami nie pomogło, na pewno nie w tym rzecz, zwłaszcza jeśli chodzi o Wąsosz to Szałpiw przekonał mnie, że można tu warzyć piwa wybitne. To nie tak, że to są złe piwa - przeciwnie, dobre są, ale przy konkurencji wysiadają i do żadnego z nich nie chciałbym wrócić, bo nie ma w nich nic specjalnego. Gdybym jeszcze ograniczał się do piw polskich, to moglibyśmy rozmawiać, ale piwa polskie to u mnie mniej więcej jedna trzecia bloga. Co to za czasy, że trzeba skreślać browar warzący dobre piwa? No cóż - to są właśnie czasy dobre.

sobota, 22 listopada 2014

Anderson Valley: Fall Hornin'

Jest całkiem sporo stylów piwa tak w Polsce rzadkich, że gdy tylko widzę jakiegoś nowego reprezentanta na sklepowej półce, kupuję niemal bez zastanowienia. Jednym z nich jest bez wątpienia pumpkin ale, którego jak dotąd miałem okazję spróbować dwie sztuki, sztandarowe w Polsce Dyniamit z Pinty (wspaniałe piwo) i Naked Mummy z AleBrowaru (dużo mniej wspaniałe, ale nie mniej ciekawe). Niedawno trafiłem jednak na nową pozycję ze znanego mi już browaru z USA, Anderson Valley. Dwa z trzech ich piw, które piłem, były jednymi z kilku pierwszych moich zetknięć z piwowarstwem rzemieślniczym, mam więc do nich konkretną dozę sentymentu, mimo że ocen nie wystawiłem jakichś nieziemskich. Dziś dostaną swoją czwartą próbę, a ja zobaczę, jak prezentuje się dyniowe ale ze swojego ojczystego kraju w porównaniu z polskimi interpretacjami.

Informacje ogólne:
Piwo: Fall Hornin'
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: Boonville
Browar: Anderson Valley Brewing Company
Produkowane od: brak danych
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Bardzo udana, klimatyczna, halloweenowa etykieta, klasyczny motyw na etykietach AV w błyskotliwy sposób przerobiony na mroczny. Kapsel nie zmienił się przez ponad rok rozłąki.
9/10



Barwa
Zaskakująco ciemna, ale piękna barwa - klarowny, jasny do głębokiego brąz, elegancki, świetlisty - prezentuje się dość tajemniczo, ale bardzo korzystnie. 
4,5/5

Piana
O dobrej obfitości, dobrej gęstości i trwałości - bez wad, ale też nienadzwyczajna, no, może oblepianie szkła aspiruje do miana wybitnego. 
4/5

Zapach
Intensywny, bardzo ładny aromat, przywodzący na myśl piernik, gałkę muszkatołową, szczyptę imbiru - wyraźnie czułem też aromat dyniowy, choć raczej w tle i raczej na początku, później trochę się ulotnił; pałętają się też już zupełnie nieśmiało bardziej typowe dla piwa, słodowo-chmielowe akcenty - świetny, złożony aromat. 
8,5/10

Smak
W smaku dużo bardziej ale'owe, a mniej ciastowe, ale w ustach w dalszym ciągu prym wiedzie piernik posypany imbirem, korzenność, na finiszu natomiast małe zaskoczenie - dotychczasowa słodycz zostaje dość zdecydowanie przełamana solidną dawką goryczki - to dobry ruch, który nie pozwala piwu na mdłość, może minimalnie bym ją obniżył - bardzo smaczne. 
8/10

Tekstura
Trochę za wysokie wysycenie.
3,5/5

7.5/10

Pokrzepiająca wiadomość - zeszłoroczny rodzimy Dyniamit był piwem dużo, dużo lepszym niż to. Po raz kolejny potwierdza się więc teza, że nie mamy się czego wstydzić przed wielkim światem... no, a dokładniej to jednak przede wszystkim Pinta nie ma. W ogóle tutaj Amerykanie łagodniej podeszli do tematu, to piwo jest zdecydowanie mniej pumpkin, a bardziej ale niż Dyniamit i NM. Niektórym to bez wątpienia będzie bardzo odpowiadać, ja tam nie mam nic przeciwko konkretnemu dowaleniu przypraw do piwa w stylu wybitnie przyprawowym. Bardzo dobre, bardzo gładkie, przyjemne i spokojne mimo sporej goryczki piwo. Przyznam, że mam w sobie dość dużą dawkę entuzjazmu do tego branego trochę z przymrużeniem oka (przynajmniej w Polsce) stylu i postaram się zapolować na inne okazy.

sobota, 23 listopada 2013

AleBrowar (Gościszewo): Naked Mummy

No, nareszcie. Choć gdy tylko w "moim" sklepie z piwem pojawia się produkt AleBrowaru (między innymi), z którym jeszcze nie miałem do czynienia, od razu do owej placówki handlowej pędzę na złamanie karku, ostatnio piłem piwo warzone w Gościszewie cztery miesiące temu. Dziś w końcu dojechało do sklepu coś, czego jeszcze nie próbowałem - a nawet dwie takie rzeczy. Spóźnione o trzy tygodnie Naked Mummy i nowość sprzed tygodnia, Brown Foot. Na początek zobaczę, jak przedstawia się AleBrowarowa wersja pumpkin ale. Przypomnijmy, że Pintowa zdecydowanie podbiła moje serce i często będę tu chyba czynił do niej odwołania.

Informacje ogólne:
Piwo: Naked Mummy
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2012
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
W odróżnieniu od wariacji na etykietach Pinty, które zawsze znajduję mniej więcej równie dobrze, postacie z etykiet AleBrowaru raz mi się podobają, raz nie. Ta niezbyt, chociaż ogólnie style etykiet AB całkiem lubię. Oczywiście pełny skład. A przeczytawszy go, dowiemy się, że lista przypraw znacząco różni się od tej w Dyniamicie. Jest imbir i cynamon, ale zamiast goździków i mchu irlandzkiego - ziele angielskie, wanilia i gałka muszkatołowa. Ziele i wanilia z definicji mi średnio tu pasują, ale zobaczymy. Płaczę trochę nad goździkami, ale może ich brak odsłoni więcej dyni. 45 IBU.
7/10
 
Barwa
Bursztynowe, dość wyraźnie zmętnione, po nalaniu wszystkiego już zupełnie, ładne i dobrze koresponduje ze stylem, dynamicznie ulatujący gaz. 
4,5/5

Piana
Dość obfita, ale rzadka i dziurawa, już po chwili powstają dziury na tafli, a wkrótce znika do nędznych resztek. 
2/5

Zapach
Przyprawy walczą o prym z nutami słodowymi i chmielowymi; wygrywa imbir, wydaje mi się, że wyczuwam również wanilię i cynamon, ale w umiarkowanym stopniu; domagałbym się minimalnie większej intensywności. 
8/10

Smak
Znacząco się różni od zapachu, poza goryczką kompletnie zaczynają już rządzić przyprawy; wpada z impetem gałka muszkatołowa wraz z zielem angielskim, wspólnie przebijają nawet imbir; finisz jest arcyciekawy, wręcz pikantny, elektryzujący, jednocześnie bardzo świeży - pogłębia wspomnianą goryczkę, która dzięki pikantności wydaje się mocniejsza niż w rzeczywistości; bardzo smaczne, a jeszcze bardziej ciekawe niż smaczne; nut dyniowych nie stwierdziłem, choć może na siłę da się ich dopatrzyć. 
8,5/10

Tekstura
Zdecydowanie za wysokie wysycenie, które przyczynia się do średniej pijalności.
2/5

7.0/10

Znacznie inne doznanie od Dyniamitu; łączy je tylko dominacja imbiru i kiepska piana. A poza tym - wersja Pinty jest w tym porównaniu gładka i zmierzająca w stronę słodyczy korzennego ciastka - Naked Mummy to zaś piwo pikantne, ostre, agresywne. W Dyniamicie nuty dyniowe były obecne, tutaj przyprawy zupełnie wzięły górę. Nie spodziewałem się, że ziele angielskie odegra istotną albo nawet jakąkolwiek rolę, a okazało się wręcz kluczowe, tworząc naprawdę niepowtarzalny finisz. Zapamiętuję to piwo lepiej niż oceniam, bo było bardzo ciekawe, nawet ciekawsze od Dyniamitu, który je notabene znacznie przebił. Nie było jednak aż tak wyśmienite i aromatyczne, a poza tym zniszczyły je inne parametry. Minimalnie pod Amber Boyem, kończy jako najgorsze pite przeze mnie dotąd piwo AleBrowaru, ale podkreślam - jest jednym z najciekawszych i gorąco polecam spróbować chociaż ten jeden raz.

piątek, 1 listopada 2013

Pinta (Browar na Jurze): Dyniamit!

Kolejne piwo od Pinty. Spieszę się z nimi, by przed zapowiedzianą podwójną premierą piw żytnich mieć już za sobą wszystko, co do tej pory uwarzyli (poza tymi kilkoma, które przestały być warzone jeszcze zanim na tyle wgłębiłem się w piwo, by dotrzeć do Pinty). Drugi raz z rzędu zupełnie nowy dla mnie styl - pumpkin ale, czyli piwo dyniowe, uwarzone przez rzemieślników, jak rok temu, na Halloween. Względem pierwszej warki zmieniła się trochę receptura: więcej dyni, mniej przypraw na czele z goździkami, inne chmiele - mnie niestety nie dane ocenić, czy wpłynie to korzystnie na piwo. Jak zawsze przy wyrobach z tej stajni - z ekscytacją zaczynam degustację.

Informacje ogólne:
Piwo: Dyniamit!
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Wyjątkowo udana etykieta Pinty z wizerunkiem halloweenowej dyni. Jak zawsze bogata w informacje: zalecane szkło i temperatura serwowania, obietnica idealnego piwa na jesienno-zimowe wieczory, pełny skład. A w tym ostatnim, poza słodami, chmielami i drożdżami - pieczona dynia, goździki, imbir, cynamon i mech irlandzki.
9,5/10
 
Barwa
Bardzo ładny kolor, mocno zmętnione, bursztynowo-miedziane, ulatujący gaz: świetne. 
4,5/5

Piana
Niestety niska, mizerna, szybko redukuje się do niewielkich pozostałości, w końcu całkowicie znika. 
1/5

Zapach
Przepiękny i intensywny, oczywiście przyprawowy, prym zdaje się wieść imbir, trochę goździków, cynamon może gdzieś daleko w tle; to wszystko na bardzo przyjemnej podbudowie słodowo-chmielowej, dynia nie przemawia wprost, ale jej duch jest obecny - ogólnie coś obłędnego. 
10/10

Smak
Również dominacja goździków i imbiru, ale tym razem na korzyść tych pierwszych: goździki dostarczają wrażeń pochodnych od aromatu, imbir daje pikantność - to podsycone klasyczną ale'ową goryczką, bardzo delikatną, ale obecną; trochę słodkie; nie powala już aż tak bardzo jak w zapachu, jakieś tam mankamenty ma, ale tu również zdecydowanie wybitne; trochę triplowe.
9,5/10

Tekstura
Wysycenie bardzo wyraźnie za niskie, ale mimo to pijalność jest niesamowita.
2,5/5

8.5/10

Jedno z najlepszych piw Pinty, niemal na równi z trzecim "Jak w Dym", a przy piętnastu ocenionych piwach to już coś znaczy. Przegrało w szczegółach - pianie i teksturze - ale warto zauważyć, że we wrażeniach smakowo-zapachowych przebiło wszystko, nawet Atak Chmielu. Teraz już całkowicie napaliłem się na AleBrowarową wersję tego stylu, Naked Mummy, która ma się niebawem ukazać na półkach. A jeśli zostało jeszcze trochę Dyniamitu, chyba zaopatrzę się w mały zapas, bo może być ciężko bez niego wytrzymać do następnego Halloween.