środa, 6 maja 2015

Browar Stu Mostów: Nigredo

Nie byłem na Beer Geek Madness 2, chociaż chciałem być. Ale jeszcze bardziej chciałem robić tego wieczora coś innego, no i te kilkanaście premierowych piw polskiego craftu przeleciało mi przed nosem. Przynajmniej tak myślałem, ale okazało się, że niejedno z nich pójdzie w butelki. Przykładem tego jest Nigredo z Browaru Stu Mostów, Foreign Extra Stout z miętą i czekoladą, drugie piwo z serii ART. Jakby ktoś nie wiedział, było ono częścią koncepcji Stu Mostów, Piwoteki, Masona i Kraftwerku, czterech piw "alchemicznych", uwarzonych oczywiście w jedynym fizycznym z tych czterech browarów specjalnie na BGM2. Pozostałych już chyba nie dostanę.

Informacje ogólne:
Piwo: Nigredo
Kraj: Polska   
Województwo: dolnośląskie  
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: czekoladowy Foreign Extra Stout
Dodatki: mięta czekoladowa, mięta pieprzowa, prażone ziarno kakowca
Alkohol: 6,1%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
Warka: do 03.06.2015
Cena: 8,35 zł

Opakowanie
Fajna, nastrojowa etykieta, odrobinę mniej bogata w treść w porównaniu z poprzednimi BSM. 
8,5/10

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne, piękne. 
5/5

Piana
Umiarkowanie, acz przyzwoicie obfita, o ładnej, ciemnobeżowej barwie, bardzo gęsta i niezbyt trwała, po kilkunastu minutach zostaje z niej tylko pierścień, po kolejnych kilkunastu znika i on. 
2/5

Zapach
Fantastycznie intensywne i czyste nuty palono-czekoladowe, przede wszystkim palone - kawa, czekolada mleczna, kakao, mocno przypalony karmel - mięta jest wyczuwalna, choć sam bym na nią chyba nie wpadł (chociaż intensyfikuje się z czasem), ale ta maestria ciemnego słodu z dodatkiem czekolady jest znakomita. 
9/10


Smak
Mniej łagodnie, dużo bardziej wytrawnie, ale jednocześnie bardziej czekoladowo - dominuje bardzo gorzka, bardzo intensywna czekolada i espresso, jest też subtelny, ale ewidentny akcent mięty, który nadaje trochę rześkości, na finiszu spora, spora goryczka, ale nie o chmielowym charakterze, a raczej właśnie jakby z bardzo mocnego espresso; cudowne piwo, nie genialne może, ale wybitne, czekolada nim rządzi, ale nie przykrywa słodowej części doznań, kunsztowne. 
9/10

Tekstura
Bez zastrzeżeń, przyjemne, średnie wysycenie i fajna aksamitność.
5/5

8.5/10

No cóż, kolejne rewelacyjne piwo z Browaru Stu Mostów. Przykładne użycie dodatków w piwie, a jednocześnie przykładny FES. Zaczynają szturmować czołówkę mojego rankingu polskich browarów.

Szałpiw (Wąsosz): Buba

Mówi dużo o polskiej scenie rzemieślniczej, że RIS i barleywine uwarzone przez bardziej popularny niż poważany browar kontraktowy, przez Doctora Brew, wywołały ekstazę (która trochę opadła, kiedy już je spróbowano), gdy tymczasem fakt uwarzenia quadrupla przez znamienity Szałpiw przeszedł trochę bez echa i pewnie jeszcze gdzieś stoi na półkach. Mnie dużo bardziej podekscytowała ta druga wiadomość - kocham klasykę belgijską, a bardzo mało jej na polskiej scenie. Jak zwykle stara się to naprawić Szałpiw, który uwarzył już parę świetnych Belgów na czele ze Szczunem, drugim najlepszym triplem (po Tripel Karmeliet), jakiego piłem w życiu. Czy quadrupel będzie chociaż niedaleko tamtego poziomu?

Informacje ogólne:
Piwo: Buba
Kraj: Polska  
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: quadrupel
Dodatki: kolendra
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: 19%
Objętość: 500 ml  
Warka: do 20.07.2015  
Cena: brak danych

Opakowanie
Powrót do pierwszych etykiet Szałpiwu, moich ulubionych. Okazuje się, że piwo było leżakowane z płatkami dębowymi, w składzie mamy kolendrę, a ekstrakt i poziom alkoholu są stosunkowo niskie.
8,5/10

Barwa
Świetna, od bardzo ciemnego brązu po całą plejadę rubinowych przebłysków, pod mocnym światłem właściwie całkiem rubinowe - przepiękne. 
5/5

Piana
Dość obfita, wybitnie gęsta, przepięknie firankuje szkło i utrzymuje się niemal do samego końca. 
4,5/5

Zapach
Przyjemny, aczkolwiek mocno zdominowany przez kolendrę, suszoną, zmieloną kolendrę; pod spodem ciepłe, lekko cukrowe nuty słodowe i belgijskie drożdże - aromat bardzo mocno przyprawowy, za bardzo. 
6,5/10

Smak
Niestety natarczywość kolendry pozostaje na co najmniej takim samym poziomie, a tutaj działa to już gorzej - daje dziwne odczucie, bardzo niezbalansowane, zmasowany atak kolendry i niezidentyfikowanej kwaśności na wejściu, następnie fala niemal tekturowej szorstkości, matowości smaku, a dopiero na zaawansowanym finiszu pojawiają się nuty typowego quadrupla - karmel, czekolada, rodzynki - i tu jest bardzo przyjemnie, ale generalnie piwo stoi tylko nieznacznie powyżej granicy dobra i zła, pije się z pewną przyjemnością, ale jest to przyjemność naznaczona lekkim cierpieniem, wynikającym z ciężkiej formy - przy czym nie chodzi o alkohol, tylko ociężałość spowodowaną nieumiarkowaniem w przyprawieniu i za wysoką kwaśnością. 
5,5/10

Tekstura
Nie jest bardzo zła, ale dobra też nie - chyba przyczynia się w jakiejś mierze do wrażenia ciężkości i szorstkości.
2/5

5.5/10

Quadrupel to zapewne jeden z najtrudniejszych stylów do uwarzenia, ale może i Szałom udało się go poskromić, tylko że przypadkiem obok kadzi przejeżdżała ciężarówka załadowana po brzegi kolendrą i... no, dalej już wiadomo. Aromat przy niektórych pociągnięciach nosem naprawdę był niemal identyczny z aromatem mojego moździerza, po tym jak ostatnio zmieliłem w nim suszoną kolendrę. Ciekawe, czym to piwo byłoby bez tego ładunku przyprawowego. Obawiam się, że czymś na bardzo wysokim poziomie - nuty słodowe, przebijające się spod kolendry, w zapachu i smaku, wydawały się świetne. No zawiódł mnie Szałpiw, drugi raz po Jasnym Dynksie.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Brodacz (Kościerzyna): Mózg

Czasy się zmieniają. Jeszcze chyba rok temu, może z hakiem, nie mógłbym nie dać szansy nowej inicjatywie rzemieślniczej, chociaż jednej szansy, a do pewnego czasu nawet dwóch. Teraz nie nadążam za nowymi rewolucjonistami, wielu z nich muszę sobie podarować, dokonując selekcji w sklepie. Są jednak sposoby, żeby mnie przyciągnąć bez zawahania - najlepiej działa metoda "na rzadki styl". Extra special bitter to oczywiście aż taki rzadki nie jest, ale jest rzadki na tyle, bym - bardzo, ale to bardzo go lubiąc - nie miał okazji wypić żadnego jego nowego reprezentanta od ponad półtora roku! Co prawda tak naprawdę nie wypić, a zrecenzować, bo na zeszłorocznym FDP piłem ESB z Artezana, ale i tak - rany, strasznie długo. I tu pojawia się browar kontraktowy Brodacz, warzący w browarze restauracyjnym w Kościerzynie, mieście położonym pomiędzy Wdzydzkim a Kaszubskim Parkiem Narodowym.

Informacje ogólne:
Piwo: Mózg
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Kościerzyna
Browar: Stary Browar Kościerzyna (Browar Brodacz)
Styl: extra special bitter
Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: 13,1%
Objętość: 500 ml

Warka: do 18.05.2015
Cena: 8,35 zł

Opakowanie
Etykiety na bardzo wysokim poziomie, bez uniesień co prawda, ale maksymalnie estetyczne i symetryczne. Pięknie wypisany skład (słód orkiszowy w zasypie), prosty, dobry opis i trochę dziwna metryczka ("słodycz - 20" jeszcze potrafię sobie wytłumaczyć, ale "aromat - 25"? hę?).
9/10
 
Barwa
Ciemne złoto vel. jasny bursztyn, dość znacząco zmętnione - bardzo proste, ale ładne. 
3,5/5

Piana
Umiarkowanie, choć przyzwoicie obfita, bardzo gęsta i o dobrej trwałości, dobra. 
3,5/5

Zapach
Zupełnie ogarnięty słodowością na czele z nutami biszkoptowymi, ciastkowymi, próbującymi przebić się w stronę karmelu - zapach miły, ale nieco za prosty, przydałby się jakiś chmielowy akcent; po jakimś czasie weszła dość znacząca, prostacka drożdżowość i ogólnie przestało pachnieć dobrze. 
6/10

Smak
Nadrabia ten niedobór chmielu, odrobinę przeginając w drugą stronę, ale jest ok - chmielowość nie jest jakaś niebiańsko szlachetna, ale przyjemna, konkretna, ziołowa, najfajniejsza na finiszu; słód natomiast daje zupełnie inne odczucie niż w aromacie, jest trochę ziemisty, w połączeniu z goryczką daje bardzo wytrawne piwo, proste, niemal prostackie, ale w miarę przyjemne w odbiorze, przynajmniej przez pierwszą połowę spożycia; wyczuwalne są niestety pierwsze, minimalne oznaki skwaśnienia. 
5,5/10

Tekstura
Wysycenie za wysokie, nie ma tragedii, ale przeszkadza ewidentnie.
1,5/5

5.0/10

Żegnam się z Browarem Brodacz do odwołania, chociaż dopiero co się przywitałem. Średniutka interpretacja ESB, piłem chyba same lepsze. Przez pierwszą połowę degustacji da się czerpać z tego piwa znaczną przyjemność, potem już tylko nieznaczną i trzeba się ku temu wysilać. Nie jest złe, ale zdecydowanie niewarte zachodu i swojej ceny.

niedziela, 26 kwietnia 2015

BrewDog: Abstrakt AB:16

Ponad rok po ostatnim razie, znów podchodzę do piwa z serii Abstrakt, ekskluzywnych i nietypowych, mocnych piw BrewDoga. Nr 15 mnie ominął, więc po ostatnim 14 przechodzę od razu do 16. A cóż to? Quadrupel warzony z kawą. Trochę dziwne połączenie, ale pozory mylą. To piwo mnie trochę olśniło - wypiłem już sześćdziesiąt trzy piwa z BrewDoga, a praktycznie nie było w nich nic belgijskiego poza luźnymi, amerykańskimi interpretacjami saisona i witbierem. BrewDog ogólnie warzy głównie w szkole amerykańskiej albo "ponadnarodowo nowofalowej", ale z rzadka wrzuci coś wyspiarskiego, jeszcze bardziej z rzadka pokombinuje z tradycyjnymi Czechami i Niemcami, a dubble, triple, quadruple - zero odzewu, aż do dzisiaj. Oczywiście dalej nie jest tradycyjnie, bo kawa, ale i tak ciekaw jestem bardzo.

Informacje ogólne:    
Piwo: Abstrakt AB:16
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire 
Miasto: Ellon  
Browar: BrewDog 
Styl: kawowy quadrupel
Dodatki: kawa 
Alkohol: 10,6%  
Ekstrakt: nieznany  
Objętość: 330 ml 
Warka: zabutelkowane 11.03.2014  
Cena: 56,55 zł (75,40 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak zwykle znakomicie opakowany Abstrakt. Trafiła mi się butelka nr 1767 spośród 16250 wypuszczonych. Magia liczb - zostało zabutelkowane dokładnie tego samego dnia, którego dodałem na bloga recenzję Abstrakta 14! To przy okazji oznacza, że mogło się już konkretnie zmienić w tej butelce.
10/10

Barwa
Piękna, brązowawo-miedziana, w ładny sposób zmętnione, świetna gra odblasków pod mocnym światłem. 
4,5/5

Piana
Fatalna, tworzy się cieniutki kożuszek, który od razu redukuje się do cienkiego pierścienia. 
0,5/5

Zapach
Połączenie belgijskich drożdży z kawą daje efekt niezwykle zbliżony do zapachu makowca, może bardziej makowca nasączonego likierem - trochę nut kawowo-czekoladowych, prażonych, makowych po prostu, trochę ciemnych owoców w likierze; bardzo ładny, niesztampowy zapach, ale jednak nie powalił mnie. 
8/10

Smak
Najpierw mocne natarcie kawy (już nie makowej), a następnie stopniowe przechodzenie w stronę nut czekoladowego słodu i lekko alkoholowych nut belgijskich; dobre jest, smaczne jest, ale jakieś mało esencjonalne, jak na taką moc to bardzo kiepsko z pełnią smaku - kompozycja najlepsza jest chyba na finiszu, gdzie kawa bardzo dobrze współpracuje ze słodem i szczyptą chmielu. 
7/10

Tekstura
Bardzo przeszkadza, zupełnie brak gęstości i wysycenie też znikome, co mocno pogłębia wrażenie płytkości smaku.
0,5/5

6.0/10

Zawód bardzo dużego kalibru. Może być, że BrewDog nigdy jeszcze mnie aż tak nie zawiódł. Tak, na pewno. Piłem parę gorszych piw z tego browaru (chociaż bardzo niewiele), ale wszystkie były dużo tańsze i pozycjonowane na dużo mniej ekskluzywne. To jest dobre piwo, bezwzględnie dobre, ale po pierwsze koncepcja chyba nie wypaliła (kawa potrafi genialnie wzbogacić stouty i portery, ale chyba nie powinna wychodzić poza te dwie rodziny), po drugie widać tutaj, dlaczego BrewDog nie warzy tych mocniejszych belgijskich stylów za często. Wychodzą im świetne RISy i style oparte na amerykańskim chmielu, wyszedł im ostatnio świetny pilzner, kiedyś porter bałtycki, genialny schwarzbier - nie można powiedzieć, żeby byli ograniczeni, ale jeśli chodzi o Belgię w ich wykonaniu, to szału ni ma. Jedyny duży plus to aromat, który nie przypominał niczego, co do tej pory piłem (mak!). A te 10,6% to może miało rok temu, ale tu mi coś nie gra - bardzo kiepska pełnia i bardzo słabo na mnie podziałało, a piłem je w stanie niemal wykończenia fizycznego w nagrodę po jednym z bardziej męczących tygodni w moim życiu, bardzo mało snu ostatnio miałem, a ledwie coś mi lekko zaszumiało w głowie i sobie poszło.

piątek, 24 kwietnia 2015

BrewDog: Russian Doll Pale Ale

Russian Doll to kolejny projekt BrewDoga, wypuszczony na świat we wrześniu zeszłego roku. Wykorzystując koncepcję matrioszki, uwarzyli cztery podobne piwa, oparte na prawie takim samym rodzaju zasypu i chmielenia, ale każde kolejne coraz "większe", coraz mocniejsze - APA, AIPA, IIPA (DIPA) i amerykańskie barleywine. Udało mi się dostać tylko pierwsze i trzecie, więc nie do końca odczuję koncepcję, ale mam nadzieję na kolejne świetne piwa od Szkotów.

Informacje ogólne:   
Piwo: Russian Doll Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 19.08.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Fajne etykiety przygotowane zostały na tę serię. Zwłaszcza w grupie czterech matrioszek wyglądają świetnie. Ciekawe, czy złowrogie twarze kryjące się pod każdą lalką to nawiązanie do tego, co przez ostatni rok działo się w Rosji i okolicach.
8,5/10
 
Barwa
Ładny, jasnobursztynowy kolor i pełna klarowność. 
3,5/5

Piana
Raczej nieobfita, choć akceptowalna, za to bardzo gęsta i ładnie oblepia szkło, dość długo się też utrzymuje. 
3/5

Zapach
Bardzo przyjemny, słodki, owocowy aromat chmielu, głównie mango, brzoskwinia i marakuja, do tego szczypta sosny - miły aromat, choć amerykański chmiel stać na więcej. 
7,5/10

Smak
W smaku mniej owocowo, trochę więcej nut żywicznych, ale przede wszystkim więcej słodu, dostarczającego trochę akcentów ziemistych, a trochę karmelowych - zwłaszcza początki finiszu są przyjemne, gdzie karmelowe nuty słodu się intensyfikują, a jednocześnie powracają owoce z zapachu; trochę niska goryczka; nie ma tu nic wybitnego, ale jest bardzo przyjemne w swej prostocie - bardzo dobre, lekkie, orzeźwiające, z ciekawą jak na APA stroną słodową. 
8/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
4/5

6.5/10

Jedno z mniej godnych uwagi piw BrewDoga, ale dalej na wysokim poziomie. Bardzo fajne, słodkawe, ale rześkie APA do chlupnięcia w całości w kilkanaście minut. Zadziwiająco intensywny finisz jak na tak słabą moc. Trochę do zapomnienia, ale uprzyjemni dzień.

Artezan: Cymbopogon

Drugie piwo (trzecie, licząc So Far, So Dark) z Artezana będzie jeszcze lżejsze niż pierwsze, ale mam nadzieję, że zaprezentuje się ciekawiej. Cóż to takiego? Pszeniczne ale chmielone nowozelandzkimi chmielami z dodatkiem trawy cytrynowej (Cymbopogon citratus to łacińska nazwa tej rośliny). Brzmi bardzo fajnie. Pierwszy raz z trawą cytrynową spotkałem się w niezłym Dim Sum Beer z Mikkellera, a ostatnio zapijam się świetną quasi-herbatą na bazie tej przyprawy, coraz bardziej ją lubię.

Informacje ogólne:
Piwo: Pacific Pale Ale
Kraj: Polska 
Województwo: mazowieckie
Miasto: Błonie
Browar: Artezan
Styl: przyprawowe
Dodatki: trawa cytrynowa
Alkohol: 4,3%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.05.2015
Cena: 8,25 zł 

Opakowanie
Niezwykle sympatyczna etykieta, nie aż tak dobra jak na Pacificu, ale bardzo mi się podoba - prosta, ale dobrze wykonana i z humorem. Tylko koszmarnie krzywo naklejona. Artezan boryka się jeszcze z równym rozlewem piwa do butelek i jestem dzisiaj beneficjentem tych trudności - mój egzemplarz jest wypełniony niemal po sam kapsel.
8,5/10

Barwa
Kolor jest trafiony w dziesiątkę - bardzo jasna barwa w połączeniu z mocnym zmętnieniem sprawia, że wygląda jak sok z cytryny, co świetnie koresponduje z koncepcją piwa. 
5/5

Piana
Średnio obfita, za to gęsta i trwała, ładnie oblepia szkło. 
4/5

Zapach
Na etapie zapachu doznałem małego szoku - pachnie bardzo świeżo, bardzo rześko, ale jednocześnie... bardzo skojarzył mi się z wiertłami mojego dentysty; kiedy się już otrząsnąłem i bardziej skupiłem, wyszła świetna, rześka kompozycja, w której dominuje trawa cytrynowa, a pod spodem kryje się słód.
8/10
Smak
Jeszcze lepiej, na początek intensywne uderzenie trawą cytrynową, na przełknięciu fajny ładunek nut słodowych, a finisz to połączenie fajnej, konkretnej goryczki z intensywną cytrynowością (przypomina na tym etapie zapach olejku odstraszającego komary - znalazłem później informację, że faktycznie olejek z trawy cytrynowej odstrasza komary) - znakomite, niezwykle orzeźwiające piwo, 
nieziemsko pijalne. 
8,5/10

Tekstura
Idealne, bo wysokie, ale nie przesadzone wysycenie.
5/5

7.5/10

Co za szalone piwo. Najpierw dentysta, potem olejek na komary i co najlepsze - wynik tego wszystkiego jest świetny. To jedno z najlepszych aromatyzowanych piw (chyba można je tak określić, trawa cytrynowa zdecydowanie nim rządzi), jakie w życiu piłem. Idealne piwo wakacyjne, idealne - leciutkie prawie jak grodziskie, orzeźwiające jak cholera i przepyszne.

wtorek, 21 kwietnia 2015

AleBrowar (Gościszewo): Hard Bride

To będzie pierwsze polskie barleywine, jakie wypiję. Niby chwila podniosła, ale jednak nie, bardziej oczekuję na wyrok - padło już bowiem sporo głosów, że podobnie jak Doctor Brew AleBrowar uwarzył kolejne imperialne IPA i nazwał je amerykańskim barleywine. Nie dowiem się na pewno, póki nie spróbuję, choć aż 110 IBU trochę potwierdza obawy.

Informacje ogólne:
Piwo: Hard Bride
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 9,8%
Ekstrakt: 24%
Objętość: 500 ml
Warka: do 31.05.2015
Cena: 10,50 zł

Opakowanie
Pierwszy raz spotykam się z "prześwitującą" etykietą AB, chociaż są już takie na wszystkich ich piwach od dłuższego czasu. Na zdjęciach wyglądało to tak sobie, ale muszę przyznać, że na żywo efekt jest świetny. Papierowe etykietki miały swój klimat, będziemy tęsknić i tak dalej, ale kurde, niebo a ziemia. I jedna z najbardziej udanych postaci AleBrowaru. Tylko mogliby to lać w mniejsze butelki.
9,5/10
 
Barwa
Wygląda wprost genialnie - bursztynowo-miedziana, w zależności od oświetlenia błyszcząca się na różne sposoby, bardzo cieszy oko, a lekkie zmętnienie nie przeszkadza, może jeszcze polepsza efekt. 
5/5

Piana
Świetna, bardzo obfita jak na tę moc i gęsta ponadprzeciętnie, pięknie firankuje szkło, utrzymuje się w sporej ilości aż do końca. 
4,5/5

Zapach
Niemal całkowicie chmielowy, ale piękny - bardzo słodki, bardzo owocowy; trochę rześkich cytrusów, trochę cięższych owoców, ewidentny arbuz i ewidentny ananas (oba występują rzadko, a co dopiero razem), wszystko przechodzi trochę w nuty landrynkowe, co można połączyć ze słodem, ale generalnie chmiel, chmiel, chmiel; po znakomitym początku zaczął wariować, a to czułem całkiem rozwinięte nuty słodowe, a to jakby robił się bardzo mało intensywny, ale zaraz wróciło do chmielu już na stałe. 
9/10

Smak
Piękne zderzenie kontrastów - w ustach jest słodkie, aż gęste od tej słodyczy (przy czym nie wiąże się to z rozwinięciem nut słodowych - jest po prostu słodko, ale czuć tylko owocowy chmiel), a wraz z przełknięciem nadchodzi niemal piorunująco wysoka goryczka, tu już bardziej zioła niż cytrusy, na głębokim finiszu trochę karmelu (najbardziej barleywine'owy moment) - bardzo długo, ale i bardzo przyjemnie, bo jest szlachetna, przetacza się po finiszu; bardzo nie w stylu, ale znakomite piwo, może odrobinę za ciężkie (co jest wynikiem ekstremalnego chmielenia i słodkiej pełni). 
8,5/10

Tekstura
Trochę za mocno wysycone.
3,5/5

8.0/10

No i co? No i rzeczywiście, to chyba bardziej IIPA niż ABW. Czy można to nazwać ABW? Jeśli jest się sędzią BJCP, to za żadne skarby nie. Jeśli nie jest się sędzią i bardzo się chce, to można, zwłaszcza za sprawą aromatu, gdzie po ogrzaniu słód w końcu przemawia (i tak znacznie za skromnie, ale jest), ale to jest zaklinanie rzeczywistości. Mam taką zasadę, że jeśli producent konkretnie określa styl piwa, to kwalifikuję je inaczej tylko w przypadku oczywistej i bezsprzecznej nietrafności, więc jednak wrzucę je do barleywine'ów, ale będę miał przez to koszmary. Ale, ale, druga sprawa - jaki by to nie był styl, to jest to świetne piwo! Najlepsze samodzielnie uwarzone przez AleBrowar, jakie piłem od prawie roku (czyli od Craze Mike'a, które było notabene jednak lepszym IIPA).

niedziela, 19 kwietnia 2015

Browar Stu Mostów: WRCLW Roggenbier

Półtora roku niebawem minie, odkąd zachwyciłem się Apetytem na Życie z Pinty (inna sprawa, że piłem inną warkę we wrześniu i nią bym się zdecydowanie nie zachwycił). Choć gorączkowo wypatruję od tamtej pory roggenbierów na półce, znalazłem tylko wędzoną wersję z Peruna, która okazała się koszmarnie nieudanym piwem. W końcu ktoś ten styl uwarzył i to Browar Stu Mostów z mojego miasta. No to zacieram ręce.

Informacje ogólne:
Piwo: WRCLW Roggenbier
Kraj: Polska 
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: roggenbier
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 11.05.2015
Cena: 8,40 zł


Opakowanie
Etykiety na piwach z serii WRCLW jednak będą się trochę od siebie różnić - na Pilsie był krasnal, tu mamy ratusz.
9/10


 
Barwa
Bursztynowo-czerwonawe, bardzo mocno zmętnione, ale mimo to widać burzę ulatującego gazu - genialnie się to prezentuje. 
5/5

Piana
Równie genialna, tworzy się niesamowicie gęsta i obfita czapa, doprawdy jak z reklamy, idealna, bardzo cieszy oko, oblepia szkło i utrzymuje bardzo grubą warstwę do samego końca - jedna z najlepszych kilku, jakie widziałem. 
5/5
Zapach
W bardzo intensywnym aromacie charakterystyczna burza fenolowa, zaczęło się goździkami i bananami, zwłaszcza goździkami, a potem zdominowała wszystko charakterystyczna słodko-przyprawowa nuta słodu żytniego; wszystko to w otoczce toffi, biszkoptów, maślanych ciastek - zapach bliski geniuszu, tak gęsty i intensywny, że można się nim najeść.
9,5/10

Smak
Podobny efekt - nie jest ociężałe, ale takie esencjonalne, niezwykle sycące, gęste od smaku; powtarza się właściwie wszystko co było w zapachu - może trochę mniej pięknie się komponuje, ale tylko trochę - tylko dochodzi kontra w postaci ziołowej goryczki, nie za wysokiej, ale wyraźnej: ja bym ją nawet obniżył, bo ta słodycz piwa jest ujmująca, w ogóle nie mdła - nie ma tu aż takich fajerwerków jak w aromacie (niewykluczone, że przez tę goryczkę, która średnio się wpasowuje do kompozycji, za bardzo dominuje finisz), ale jest pyszne.
8,5/10

Tekstura
Nieznacznie za wysokie wysycenie. 
4,5/5

8.0/10

Wspaniałe piwo, dopieszczone od początku do końca, każdy element od opakowania po smak stoi na co najmniej świetnym poziomie. Mniej więcej poziom pierwszej warki Apetytu na Życie, czyli poziom wybitny. Swoją drogą są dni, kiedy myślę, że ocenianie piany nie ma sensu, a potem dostaję coś takiego i zachwycam się jak dziełem sztuki. Praktycznie na starcie działalności uwarzyć tak udane, pozbawione choćby cienia wady piwo w tak rzadkim stylu - ręce same składają się do oklasków. Chyba oficjalnie mogę to powiedzieć: w moim mieście jest browar na wybitnym poziomie.

sobota, 18 kwietnia 2015

Buxton: Red Raspberry Rye

Drugie berliner weisse na blogu i zarazem drugie z Buxton Brewery. Pierwsze pozostało i chyba już pozostanie w mojej pamięci jako najbardziej orzeźwiające piwo, jakie w życiu piłem oraz piwo z najbardziej naturalnym efektem grejpfruta, z jakim się spotkałem. Oczekiwania są więc spore, chociaż koncepcja dużo inna - tam berliner był po prostu trochę podchmielony po amerykańsku, tutaj mamy spory dodatek malin (1/10) i słód żytni (trochę mi niepasujący, ale pozory mylą). Porównanie do oryginalnego Berliner Kindl z sokiem malinowym (niektórzy hejtują tę praktykę dolewania soku do surowego berlinera, ale jak dla mnie w ten sposób powstaje najlepsza oranżada świata) nasuwa się samo.

Informacje ogólne:
Piwo: Red Raspberry Rye
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Styl: malinowe berliner weisse
Dodatki: maliny
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 27.08.2015
Cena: 15,50 zł (23,48 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Kolejny kolor etykiety Buxton do kolekcji. Jak mówi opis, ma być orzeźwiająco, ale i ze smakiem złożonym i pełnym ciała dzięki żytu. To nie tak łatwo połączyć, ale kto jak nie Buxton?
8,5/10
 
Barwa
Świetna, prowadząca od jasnego brązu przez wszystkie możliwe odcienie miedziane.
4,5/5

Piana
Bardzo nieobfita i od razu się ulatnia, prawie jej nie ma.
0,5/5

Zapach
Nieznaczna kwaśność, na pierwszym planie ścisłe powiązanie czerwonych owoców z nutami karmelowymi, tostowymi, podpalanymi - w efekcie pachnie jak dżem, bardziej truskawkowy niż malinowy. Ładny i ciekawy, acz trochę wątły i za słodki. 
7/10
Smak
Dalej jak przetwory, ale już z malin - słodycz prawie znika, na jej miejsce wkracza kwaśność - nieprzegapialna, ale niczego nie wykręcająca, pochodząca chyba po części od malin, po części od samego piwa; bardzo przyjemne, rześkie (choć nie do przesady) piwo, natomiast trochę zbyt nieśmiałe, odrobinę wodniste - maliny mogłyby nieco bardziej się narzucać, kwaśność ewentualnie też. 
7,5/10

Tekstura
Adekwatne do smaku, wysokie wysycenie, tylko odrobinę za mocne.
4,5/5

6.5/10

Buxton pierwszy raz mnie lekko zawiódł - to zawsze w końcu musi nastąpić. Dobrze, że przy owocowym berliner weisse, a nie czymś konkretniejszym. Nie wiem, czy to przez żyto, ale piwo nie jest ani pełne, ani w połowie tak orzeźwiające jak Far Skyline. Może to sprawa sentymentu, ale z dwójki RRR z malinami - Berliner Kindl z (zapewne sztucznawym) sokiem malinowym wybrałbym to drugie piwo, żeby orzeźwić sobie dzień. Choć RRR to zdecydowanie dobra rzecz.