piątek, 15 stycznia 2016

Jedlinka: Marcowa Dama

Dzięki piwnej rewolucji obrodziło w końcu w fizyczne browary w województwie dolnośląskim i zacząłem powoli je zgłębiać. Miedzianka była na tyle mało imponująca (pod względem piwa, bo jedzenie jak na browar restauracyjny superanckie, a i miejsce przyjemne bardzo), że nie wziąłem nic na wynos (pewnie bym jednak wziął, gdybym nie wiedział, że we Wrocławiu ich piwa są łatwo dostępne). Jedlinka, która w Jedlinie Zdrój sąsiaduje sobie z ładnym dworkiem, też nie powaliła i przyniosła mi raczej wrażenie typowego polskiego browaru restauracyjnego (opinia nie dotyczy jedzenia, nie próbowałem) - dopatrzyłem się jednak w ich piwach już czegoś ciekawego i połasiłem na piwo na wynos, zwłaszcza że chyba poza browarem niedostępne. Na pierwszy ogień idzie marcowe, którego akurat na miejscu nie spróbowałem.

Informacje ogólne:
Piwo: Marcowa Dama
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Jedlina Zdrój
Browar: Jedlinka
Styl: marcowe
Alkohol: 6,1%
Ekstrakt: 13,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 15.01.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Zawsze miły dla oka bączek i zupełnie przyjemna etykieta, zwłaszcza jak na browar restauracyjny, dla którego butelki są chyba marginalną działalnością.
7,5/10

 
Barwa
Piękny, głęboki bursztyn i prawdziwa nawałnica ulatującego gazu.
5/5

Piana
Obfita i gęsta, bardzo trwała, prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Podszyty diacetylem, ale koniec końców w miarę przyjemny zapach słodowy z karmelem i biszkoptem na przedzie i bardzo delikatnym drewnem cedrowym z tyłu. Solidny, miły, ale nic ciekawego - no i z wadą.
5/10

Smak
Bardzo podobny do zapachu, ale trochę czystszy i trochę bardziej intensywny. Słodowy karmel, leciutkie drewno, minimalna goryczka. Solidne, ale zupełnie bez potencjału na coś więcej.
5,5/10

Tekstura
Nieco za wysokie wysycenie.
4/5

5.0/10

Przeciętność z plusikiem, niestety takie klasyczne oblicze polskich brostauracji. Lekka wada, poza tym poprawność i kompletnie bez animuszu, bez ambicji na coś więcej, piwo uwarzone pod szerokiego odbiorcę, czyli laika, który ma wypić jak najwięcej piwa jednego wieczora bez zbędnej refleksji nad bukietem smakowo-zapachowym. Czasem ten cel da się połączyć z piwem zachwycającym kogoś, kto piwem się interesuje - tu się nie udało, choć gdybym mieszkał w Jedlinie i nie miał Internetu do zamawiania piwa, to pewnie zachodziłbym po to marcowe do Browaru z braku laku.

wtorek, 12 stycznia 2016

Widawa & Kopyra: Shark

Miałem dać sobie spokój z piwami kolaboracji Kopyra & Widawa, bo zwykle prezentują niekorzystny stosunek ceny do jakości, ale gdy zobaczyłem na półce to dość legendarne piwo, nie mogłem odmówić możliwości obejrzenia go pod lupą po tylu latach. Shark to jedno z pierwszych piw z nowofalowym chmielem, jakie pojawiły się na polskim rynku (i chyba pierwsze APA w ogóle, choć z uwagi na chmielenie jest to mało klasyczny reprezentant stylu). Gdy wychodziło, w październiku 2012 roku (!), reklamowane było jako najmocniej nachmielone, najbardziej goryczkowe piwo w kraju (bynajmniej nie był to chwyt marketingowy, a prawda) z 98 IBU. Dzisiaj nie ma nawet większego znaczenia, czy zostało pobite, czy nie (zdaje się, że wielokrotnie) - rynek na szczęście trochę dojrzał przez te 3,5 roku i przekrzykiwanie się na IBU chyba mało kogo już interesuje. Jest to jednak istny zabytek polskiej rewolucji piwnej i bardzo chcę go mieć w historii degustacji, nawet jeśli to przecież nie-wiadomo-która warka.

Informacje ogólne:
Piwo: Shark
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: 11,6%
Objętość: 330 ml
Warka: do 31.01.2016 r.
Cena: 8 zł (12,12 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Jak na Widawę, to całkiem dobra etykieta, jest i dokładny skład.
7,5/10


 
Barwa
Sympatyczne, lekko zmętnione złoto i niezbyt estetyczne kawałeczki osadu.
3/5

Piana
Przyzwoicie obfita, wyśmienicie gęsta, pięknie oblepia szkło, trwałość prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Bardzo intensywny aromat chmielowy, agresywnie cytrusowo-tropikalny ze szczyptą żywicy. Byłoby wręcz znakomicie, gdyby nie lekka nuta... cebulowa. Z czasem niestety nie zanika, ale coraz więcej pola sobie zyskuje i wkrótce stanowi dobrą połowę aromatu.
5/10

Smak
Cebula znika i dzięki temu robi się świetnie. Lekkie, przyjemnie lekkie ciało słodowe kontrastuje z wysoką (ale zdecydowanie nie ekstremalną, nawet nie bardzo wysoką - może i dobrze) goryczką. Kwiatowe, owocowe i żywiczne jednocześnie piwo. Świetne, z lekkim i intensywnym zarazem, chmielowym finiszem.
8,5/10

Tekstura
Zdecydowanie brakuje wysycenia - przydałoby się tu do nadania piwu ciała, bez niego wypada nieco płytko.
2/5

6.5/10

Piwo z potencjałem na świetne, ale z dwiema usterkami - cebula w aromacie i niedobór wysycenia - które sprowadziły je do zaledwie dobrego. Krótko mówiąc, jeszcze jedno dobre piwo spod marki Widawa & Kopyra i kolejne kompletnie niewarte swojej ceny. Zaliczyłem legendarnego Sharka, który nawiasem mówiąc ekstremalną goryczką absolutnie nie dysponuje przynajmniej w tej warce, i mogę sobie z czystym sumieniem dać spokój z piwami tego duetu. Na siedem piw - zero wpadek, zero piw przeciętnych, dwa piwa świetne, ale aż pięć razy byłem nieusatysfakcjonowany (i to nie licząc nawet wysokich cen).

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Mikkeller (Montseny): Brian BA Bourbon

Porter imperialny z Mikkellera, tak trochę w nadziei na otrząśnięcie się po kiepskim RISie z Browaru Stu Mostów. To mocne nawet jak na swój styl piwo jest "bokserskim" nawiązaniem do pewnego stoutu imperialnego od duńskiego kontraktowca, George'a, z którym spotkałem się już niemały czas temu (wybitne piwo, niekoniecznie wybitny RIS). Tak jak i wtedy, tak i teraz natknąłem się na edycję specjalną, leżakowaną w beczkach po bourbonie. Ciekawostka jest taka, że Mikkeller uwarzył to piwo nie w De Proefbrouwerij, nie w Lervig Aktiebryggeri, nie w BrewDogu nawet, a w katalońskim browarze Montseny, który trudni się warzeniem bardzo przeciętnych według ocen ratebeer.com piw. Drogie cholerstwo, mam nadzieję, że nie zawiedzie.

Informacje ogólne:
Piwo: Brian BA Bourbon
Kraj: Hiszpania (uwarzone przez duński browar kontraktowy)
Wspólnota autonomiczna: Katalonia
Miasto: Sant Miquel De Balenyà
Browar: Companyia Cervesera del Montseny
Styl: porter imperialny (bourbon BA)
Alkohol: 12,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: 55,95 zł (84,77 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Nigdy nie przepadałem za boksem, ale George miał fajną kolorystykę - Brian ma średnią w najlepszym razie.
5,5/10


 
Barwa
Czarne jak smoła.
5/5

Piana
Umiarkowanie obfita, choć jak na tę moc i beczki nieźle, bardzo gęsta; trwałość zadowalająca.
3/5

Zapach
Genialny - na pierwszym planie dość pralinowa, słodka czekolada, wzbogacona jeszcze słodyczą bourbonu (czuć go dość wyraźnie), dalej trochę bardziej kawowo. Są też orzechy laskowe; całość bardzo zharmonizowana, intensywna, piękna.
9,5/10

Smak
Czuć, że to nie stout imperialny, a porter - jest zdecydowanie słodkie, czekoladowe, choć na pewno nie przesłodzone; znajdzie się i miejsce na kawową, wytrawną kontrę. Przewija się też coś w rodzaju lawendy, co znam już z RISów Mikkellera. Do tego bardzo wyraźny dąb i whiskey. Byłoby to genialne, intensywne piwo, ale jest niebagatelna wada - kwaskowatość, z czasem na szczęście się zacierająca.
8,5/10

Tekstura
Pięknie gęsta, gładkie, acz odrobinę więcej gazu by nie zawadziło wrzucić.
4,5/5

8.0/10

Gdyby nie kwaskowatość, to byłoby genialnie i mówiłbym o piwie wartym swojej ceny. Niestety warte jej nie jest, choć to wyśmienity trunek. Paradoksalnie pewnie byłoby lepsze bez beczek - tak chyba czasem bywa, że wprowadzają do piwa właśnie kwaśne nuty.

niedziela, 10 stycznia 2016

BrewDog: Candy Kaiser

BrewDog rzadko sięga po style z innych tradycji piwowarskich niż amerykańska i angielska. Tym bardziej ochoczo wyciągnąłem rękę po to piwo, gdy zobaczyłem, że jest klasycznym altbierem (Szkoci podkreślają nawet, że ograniczyli chmielenie na zimno do zera). Nie mówiąc o tym, jak rzadko można ten styl w Polsce spotkać. Szkoci podeszli do sprawy o tyle poważnie, że wypuścili nawet firmowe szkło do alta z oldskulowymi napisami, które w ogóle nie kojarzą się z tym browarem. Rok z BrewDogiem czas zacząć - oby był lepszy niż poprzedni.

Informacje ogólne:
Piwo: Candy Kaiser
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: altbier
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 03.09.2016 r.
Cena: 10,20 zł (15,45 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Nowy typ etykiet BrewDoga, trochę mniej ładny niż tradycyjny, ale przyjemny w dotyku, trójwymiarowy. Jakoś mi te neonowy kolory do klasycznego alta nie pasują, ale mniejsza z tym.
8,5/10

 
Barwa
Bardzo ładny, zbrązowiały bursztyn, całkowicie klarowne.
4/5
 
Piana
Wybitnie obfita, gęsta i niemal idealnie trwała.
4,5/5
 
Zapach
Bardzo klasyczny aromat bursztynowych słodów, mocno skręcający w stronę nut drewnianych. Do tego lekkie estry owocowe i mamy fajny, tradycyjny, spokojny aromat.
7,5/10
 
Smak
Wnosi trochę słodyczy, karmel i toffi są delikatne, ale fajnie przełamują trochę zbyt wytrawny zapach; bardzo ładnie się to wszystko ze sobą łączy - biszkoptowy słód z wtrąceniami przypalanymi, karmelowymi, drewnianymi; tradycyjny, nienachalny chmiel, który dostarcza tylko niezbędnej do skontrowania słodyczy goryczki; leciutkie estry owocowe, które nadają ejlowego charakteru. Balans idealny, niezwykle pijalne piwo.
8,5/10
 
Tekstura
Bez zarzutu - średnie wysycenie pasuje tu idealnie.
5/5

7.5/10

Tomek Kopyra najpewniej nazwałby je nudnym, a dla mnie jest świetne w swojej łagodności (bo wcale niekoniecznie prostocie, jest tylko pozornie proste). BrewDog znakomicie wywiązał się z bardzo nietypowej dla siebie roboty i uwarzył alta lepszego niż niejeden niemiecki browar. Jasny gwint, jakże potrzebuje takich piw nasz rynek. Bardzo polecam, zwłaszcza że i cena jest całkiem przyzwoita jak na importowany craft.

piątek, 8 stycznia 2016

Browar Stu Mostów: WRCLW Rye RIS

Przez polskie sklepy przelała się ostatnio fala RISów z polskich browarów. Gdyby ktoś przybył z 2013 roku i wpadł na tę informację, skoczyłby zapewne z radości, no ale jak wiadomo, w Polsce to nie jest takie proste. Fala RISów zamiast zachwytów wzbudziła - i podejrzewam, że słusznie, choć w tym wpisie zaczynam dopiero to sprawdzać na własnej skórze - falę krytyki ze strony blogerów i w ogóle konsumentów, utyskujących nawet nie tyle nad poziomem, co nad "prawdziwością" tych RISów - blisko im bowiem nierzadko do Foreign Extra Stoutów i ekstraktem, i - podobno - smakiem. Choć 8-9% to mimo wszystko jest już RIS (przynajmniej dopóki ktoś nie wprowadzi do klasyfikacji brakującego ogniwa między FESem a "RISem na całego"), to zobaczywszy 8% na etykiecie już po zakupie piwa reklamującego się jako stout imperialny, czułbym się rozczarowany - zdecydowana większość piw w tym stylu, jakie próbowałem, przebijała 10%. Z drugiej strony, jednym z najsłynniejszych stoutów imperialnych jest ten z Samuela Smitha, który ma zaledwie... 7% (a mimo to takie BJCP, według którego RIS zaczyna się od 8%, wymienia go wśród nielicznych komercyjnych reprezentantów stylu). Jestem nastawiony dość sceptycznie do polskiego piwowarstwa, ale ciekawi mnie bardzo, jak to faktycznie wygląda - w końcu RIS to kandydat na mój ulubiony styl piwa (przepraszam za mejnstrimowość). Nabyłem więc parę rodzimych sztuk.

Warto tu wspomnieć, że raz jedyny miałem już styczność z polskim stoutem imperialnym - jednym z pierwszych (pierwszym?), jakie pojawiły się u nas w sklepach, Hadesem z Olimpu. Było to co prawda bardzo dobre piwo, ale nie dorównujące większości RISów zagranicznych, jakie piłem.

Na pierwszy ogień idzie RIS z mojego miasta, żytni stout imperialny z Browaru Stu Mostów, który akurat bynajmniej nie może być posądzony o niedobory w ekstrakcie.

Informacje ogólne:
Piwo: WRCLW Rye RIS
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Browar Stu Mostów
Styl: stout imperialny
Alkohol: 10,2%
Ekstrakt: 23%
Objętość: 330 ml
Warka: do 09.12.2016 r.
Cena: 13 zł (19,70 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Standardowa etykieta BSM (choć pierwszy raz z wizerunkiem mostu, a nie salamandry/krasnala) na wysokim poziomie. Duży plus za ogarnięcie małych butelek. Dziwacznie krótka data ważności.
9/10 

 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Niezbyt obfita, dość gęsta, o solidnej trwałości.
3/5

Zapach
Bardzo mało intensywny biszkopt. I trochę alkoholu. Koniec. Tragedia jak na jakikolwiek styl, ale jak na RISa to skandal.
1/10

Smak
Dużo lepiej niż w zapachu, ale dalej bardzo rozczarowująco. Biszkoptowo-karmelowo-palona słodowość jest całkiem przyjemna, ale znacznie za mało intensywna jak na tak mocne piwo - i ma to oczywistą konsekwencję w niewybaczalnie mocnym odczuciu alkoholu. Jedyne, co się tu naprawdę udało, to mocny, chmielowo-palony finisz - mocno goryczkowy, ale nie walczący ze słodem, czyli idealny do tego stylu. On sprawia, że chce się pić dalej. No nie jest to piwo złe, jest średnie, ale jak na RISa - wiadomo.
5/10

Tekstura
Ona przynajmniej zachwyca - żyto wniosło niesamowitą gęstość i aksamitną gładkość, do tego stonowane wysycenie i jest naprawdę doskonale.
5/5

4.0/10

Na polskim, ubogim (przynajmniej do niedawna) w prawdziwe RISy rynku to piwo może przejść, ma pewne zalety stylu (rozgrzewanie, gęstość, intensywny finisz), ale ja wypiłem już jakieś 40 różnych stoutów imperialnych i nabrać się nie dam - to najgorszy przedstawiciel stylu, z jakim się spotkałem, karykatura. Nie przypuszczałem, że jednym z najnędzniej pachnących piw, z jakimi się spotkam, będzie RIS. Ogromne rozczarowanie, przeogromne, bo życzę z całego serca jak najlepiej wrocławskim browarom. Na dobitkę dodajmy, że tanio wcale nie było - dorzucić piątaka i można ruszać na poszukiwania wybitnego RISa z importu.

czwartek, 7 stycznia 2016

Eller: Birkacher Rotes

Kolejnym frankońskim piwem, które przywiozłem z Norymbergi, będzie bursztynowy lager (prawdopodobnie wiedeński) z Brauerei Eller, trochę bezimiennego regionalnego browaru z wyszynkiem, położonego na wsi Birkach am Forst. Bezimiennego, bo nie ma o nim za dużo informacji w internecie, ale z drugiej strony... założonego w 1822 roku. Ot, Niemcy.

Informacje ogólne:
Piwo: Birkacher Rotes
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Birkach am Forst
Browar: Brauerei Eller
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml
Warka: do 18.02.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo proste i zachowawcze, ale w porządku. Goły kapsel.
6/10



 
Barwa
Piękny, dość jasny bursztyn i dużo ulatującego gazu.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta i utrzymuje się prawie do końca.
4,5/5

Zapach
Spokojny, ale bardzo ładny aromat karmelowego słodu, z nutami toffi, biszkoptu i szczyptą chmielu. Prosty strasznie, przyjemny też nieprzeciętnie.
7,5/10

Smak
Również bardzo spokojny, ale bardziej intensywny niż zapach. Dalej karmel, biszkopt, przypieczone ciasto. Urzeka zwłaszcza finisz, tostowo-chlebowo-karmelowy, dość intensywny jak na lekkiego lagera. Ciche piwo, ale świetne w swojej prostocie.
8/10
Tekstura
Bezbłędna.
5/5

7.0/10

No, wreszcie coś! Lager wiedeński na bardzo wysokim poziomie. Wielu, wielu nazwałoby go piwem bardzo nudnym, a dla mnie jest to typ piwa bardzo potrzebnego naszemu rodzimemu rynkowi. Nie trawię maniery plucia na nową falę i wzdychania do utraconej krainy lagerów w stylu niektórych dinozaurów z browar.bizu (określenie odwołuje się do mentalności, nie wieku), ale zaprawdę,  przysiąść sobie czasem nad tradycyjnym i nienagannie uwarzonym lagerem w tym natłoku chmielu z każdej strony - to wielka przyjemność.

środa, 6 stycznia 2016

Dark Horse: One Oatmeal Stout

Trzecie podejście do Dark Horse, amerykańskiego browaru specjalizującego się w stoutach. Pierwsze zakończyło się jednym z najlepszych paru stoutów, jakie piłem w życiu, a drugie już nie aż tak, ale również wybitnie. Po stoucie z borówkami i stoucie wędzonym coś prostszego - stout owsiany (acz jak na styl bardzo mocny).

Informacje ogólne:
Piwo: One Oatmeal Stout
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Michigan
Miasto: Marshall
Browar: Dark Horse Brewing Co.
Styl: stout owsiany
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: brak daty ważności
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na poprzednich dwóch w trochę innym wydaniu. Takie solidne.
6,5/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Tradycyjnie już w przypadku tego browaru - fatalna, nalewa się cienki i niezbyt gęsty kożuch, który bardzo szybko redukuje się do pierścienia - ten przynajmniej za szybko się nie poddaje.
1,5/5

Zapach
Wspaniały aromat ciemnego słodu, nakierowany przede wszystkim na kawę i nuty palone, do tego szczypta dość słodkiej czekolady, bardzo ciemnego pieczywa, belgijskich pralin - aromat klasyczny, ale wybitnie dopracowany i intensywny, gęsty, aż chce się go ugryźć.
9/10

Smak
Niesamowicie intensywne doznanie ciemnosłodowe, gęstość smaku jest porównywalna do intensywności stoutu imperialnego. Idzie w stronę jeszcze bardziej palonych nut, dalej kawa, dalej ciemne pieczywo i szczypta słodkiej, pralinowej czekolady dla skontrowania; na końcu świetna, kawowo-chmielowo-popiołowo-palona goryczka. Cudowny, królewski stout, mimo że tak daleki alkoholowo od RISa.
9,5/10

Tekstura
Jest odrobinę przesycone, natomiast owies wniósł zachwycającą aksamitność.
4,5/5

8.5/10

To nie jest przypadek - Dark Horse specjalizuje się w stoutach i faktycznie jest mistrzem stoutów. Wręcz rzucę się na kolejne piwo z tego browaru, jakie zobaczę na półce sklepowej. Stout owsiany uplasował się pomiędzy genialnym borówkowym a wybitnym wędzonym. To jest ta Ameryka, o której słyszy się piwne legendy.

wtorek, 5 stycznia 2016

Port Brewing: Mongo India Pale Ale

Board Meeting pozostaje jednym z trzech najlepiej ocenionych przeze mnie piw w ciągu niecałych trzech lat blogowania. Piłem je już grubo ponad rok temu, dopiero niedawno zaś udało mi się dostać inne piwo z amerykańskiego Port Brewing, po którym oczywiście dużo sobie obiecuję. Piwo to imperialne IPA, uwarzone na cześć przerośniętego kota Mongo, który krzątał się swojego czasu po browarze, a który zdechł zaledwie po ośmiu miesiącach od narodzin. Piękny hołd!

Informacje ogólne:
Piwo: Mongo India Pale Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 828 ml
Warka: brak danych
Cena: 43,50 zł (26,27 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przerośnięta (jak kot) butelka ze świetną jak zwykle etykietą, ukazującą tytułowego bohatera na desce surfingowej.
9/10

 

Barwa
Przepiękny bursztyn, któremu mocne zmętnienie tylko pomaga.
5/5
 
Piana
Doskonale obfita i gęsta, bardzo dobra, choć już od ideału daleka trwałość.
4/5
 
Zapach
Bezkompromisowa, intensywna, owocowo-żywiczna lupulina; cytrusy (pomarańcze, grejpfruty) i inne owoce (mango przede wszystkim) wprowadzają element kwaskowo-słodki, a żywica równoważy to swoją pikanterią i wytrawnością. Początkowo rewelacja, ale z czasem trochę słabnie.
8,5/10
 

Smak
Co nieco przerzedza się to owocowe bogactwo z zapachu, piwo idzie mocno w stronę żywicy. Kontra słodowa też jest raczej umiarkowana, więc robi się bardzo wytrawnie, ale nie jest to bynajmniej piwo niezbalansowane. Brakuje natomiast tych cytrusów, jest po prostu trochę zbyt banalnie. Bardzo dobre i tylko tyle.
7,5/10
 
Tekstura
Odrobinę za niskie wysycenie.
4,5/5

7.0/10

Cóż, bardzo dobre IIPA i nic więcej, a od takiego browaru, od takich cen i od Stanów oczekuje się jednak więcej. Obawiam się, że mogła je spotkać przypadłość przygaszenia chmielowego efektu, właściwa dla mocno chmielonych piw sprowadzanych zza Atlantyku - główny problem to właśnie takie zmatowienie barwności smaku nowofalowego chmielu. Pozostało mimo to bardzo przyjemnym trunkiem i przypomniało, jak bardzo lubię ten styl, który w drugiej połowie 2015 roku zaledwie dwa razy zagościł na moim blogu.

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Persha (Oasis Beverages): Stare Misto

W Nowy Rok wchodzę niezbyt hucznie, bo jasnym lagerem z dużego browaru ze Lwowa - drugim z dwóch, które wspaniałomyślnie przywiózł mi kolega. Persha Privatna Brovarnia powstała w 2004 roku z inicjatywy lwowskiego przedsiębiorcy Andreia Macoli. Dziś spółka posiada już drugi browar w Radomyślu (tym ukraińskim), dzierży 10% udziału w ukraińskim rynku piwa, a sama wchodzi w skład koncernu Oasis Beverages, właściciela browarów także w Rosji, Kazachstanie i na Białorusi.

Informacje ogólne:
Piwo: Stare Misto
Kraj: Ukraina
Obwód: Lwowski
Miasto: Lwów
Browar: Persha Privatna Brovarnia (Oasis Beverages)
Styl: jasny lager
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 06.02.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Butelka o fajnym kształcie i ze świetnymi grawerunkami, etykieta w stylu koncernowym, ale w porządku - ogólnie nieźle. 
6,5/10 


 
Barwa
Klarowne, głębokie złoto i wyjątkowo dynamicznie wznoszący się słup dwutlenku węgla - bardzo ładne.
4,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, o przyzwoitej gęstości i średniej trwałości.
3,5/5
 
Zapach
Całkiem przyjemny, no może minimalnie podstarzały aromat jasnego słodu, podszyty niestety aldehydem octowym, który co prawda nieprzyjemny w tej ilości nie jest, ale zasłania te ładniejsze elementy zapachu. Bardzo intensywny, bez szału i z wadą, ale całkiem okej.
5/5
 
Smak
Nie tak okej jak zapach - jeszcze mocniej naciera aldehyd octowy, słód wydaje się jeszcze bardziej podstarzały, a do tego dochodzi żelazo. Z czasem trochę te wady się przerzedzają, ale na fajną stronę słodową zostaje wciąż trochę niewiele miejsca; nie jest to jakiś odrzucający smak i dla ugaszenia pragnienia dałoby się to wypić, ale słabo, tak po prostu to nie ma po co pić. Jest jednak raczej średnie niż złe, jeśli uznawać je za international lagera, to wygrywa z większością tych, które piłem.
4/5

Tekstura
Bezbłędne, średnio-wysokie wysycenie, które mocno podciąga smak w górę.
5/5

4.5/10

Nie było aż tak pozytywnego zaskoczenia, jak przy drugim lwowskim piwie, ale wciąż jest to pozytywne zaskoczenie. Spodziewałbym się czegoś znacznie gorszego po jasnym lagerze z browaru, który dzierży 10% ukraińskiego rynku piwa. Zupełnie znośne piwo, choć nie z gatunku piw do picia dla smaku.