Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bursztynowy lager. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bursztynowy lager. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 kwietnia 2017

Heller: Aecht Schlenkerla Rauchbier Fastenbier

Czekałem na tę degustację trzy lata. Trzy lata pod wpływem całkowitego zakochania się w Schlenkerli i uznania Brauerei Heller najlepszym niemieckim browarem (do dziś zdania nie zmieniam) próbowałem zdobyć Fastenbier, najlepiej oceniane na ratebeerze piwo z tego zakładu i jeszcze niedawno najlepiej oceniane wędzone piwo w ogóle (teraz jest ex aequo trzecie z imperialnym porterem wędzonym z USA, a przeskoczyły je dwa piwa z Polski, moim zresztą zdaniem dalekie od klasy Schlenkerli). Byłem już od tamtego czasu w Bambergu dwa albo trzy razy - piwa nie było, byłem w dwóch najlepszych sklepach z piwem w Niemczech - też nic. Nie znalazłem Fastenbiera, więc Fastenbier przyszedł do mnie - z miesiąc temu pojawił się w Polsce i to w sporych ilościach.

Rzadkość tego piwa wynika z faktu, że jest warzone sezonowo, tylko raz w roku (albo parę razy w krótkim okresie), a mianowicie na okres wielkiego postu ("fasten" to właśnie "post"). Piwo powinno być bliskim krewniakiem wędzonego marcowego Schlenkerli - jest odrobinę mocniejsze, niefiltrowane i z nieco jaśniejszym zasypem, prawdopodobnie też mocniej chmielone, bo to jedyne piwo poza hellesem, w przypadku którego opis na stronie browaru wspomina cokolwiek o chmielu. Jaram się jak nie wiem - po półtora roku przerwy, Schlenkerla powraca na mojego bloga.

Informacje ogólne:
Piwo: Aetcht Schlenkerla Rauchbier Fastenbier
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Bamberg
Browar: Brauerei Heller
Styl: rauchbier
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 11.2017 r.
Cena: 9,60 zł

Opakowanie
Klasyczna, klimatyczna jak diabli etykieta Schlenkerli, tutaj w barwach fioletowych, adekwatnych do wielkiego postu. 
9/10


 
Barwa
Przepiękny, głęboki bursztyn na granicy miedzi, świetna burza gazu.
5/5

Piana
Monumentalna, arcywspaniała.
5/5

Zapach
Typowa bamberska wędzonka, mocno kiełbasiana, ale chyba trochę bardziej dymna niż większość piw ze Schlenkerli, nawet minimalnie wchodząca w tytoń. Położona na miękkim podłożu słodowej pełni subtelnego karmelu, toffi, chleba, pumpernikla.
9/10  
Smak
Pyszność. Klasyczne bamberskie połączenie rozkosznej, intensywnej, szynkowo-dymnej wędzonki z niesamowitą słodową pełnią chleba, ciasta, karmelu, nawet orzechów. Można się nim najeść, a jednocześnie wchodzi bardzo szybko. Od innych piw Schlenkerli odróżnia je szczególnie całkiem spora jak na lagera goryczka, która kontruje słodycz słodu w bardzo dobrej proporcji. Znakomite.
9/10

Tekstura
Trochę za dużo gazu.
3/5

8.5/10

Moje oceny innych piw ze Schlenkerli mogą być trochę zdezaktualizowane, ale jeśli im wierzyć, to umieściłbym to piwo za Eiche, za Urbockiem i za Weiezenem, mniej więcej na równi z Maerzenem i nad Hellesem. Ośmieliłbym się powiedzieć, że Schlenkerla nie potrzebuje tak mocnej chmielowości, aczkolwiek głównym minusem jest tu przegazowanie, smak i aromat jak zawsze są mistrzowskie. A więc, patrząc na ratebeera, można by mówić o rozczarowaniu, ale słowo rozczarowanie nie pasuje do takiego piwa. Jest po prostu świetne, jak wszystko z tego browaru. 

czwartek, 30 marca 2017

Warsztat Piwowarski: Czereśniowy Dym

Dawno już nie piłem najklasyczniejszego z klasycznych piw wędzonych, czyli wędzonego drewnem bursztynowego lagera. Interpretacja Warsztatu Piwowarskiego nie jest jednak taka do końca klasyczna, bo piwo zostało uwarzone ze słodu wędzonego drewnem czereśniowym, a nie najpopularniejszym bukowym. Pierwszy raz spotykam się z takim wędzeniem i nieprzeciętnie mnie to ciekawi.

Informacje ogólne:
Piwo: Czereśniowy Dym
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Wrocław
Browar: Warsztat Piwowarski
Styl: marcowe wędzone
Alkohol: 5,4%
Ekstrakt: 14%
Objętość: 500 ml
Warka: do 11.07.2017 r.
Cena: 8,20 zł

Opakowanie
Standardzik WP.  
7,5/10




Barwa
Głęboki bursztyn, mocno mętne, fajne.
4,5/5

Piana
Bardzo dobra.
4,5/5
 
Zapach
Zbyt łagodna jak na mój gust wędzonka, położona na słodkim słodowym tle karmelowo-chlebowym. Prosty aromat, niestety zbrukany diacetylem.
4,5/10
 
Smak
Mniej więcej to samo co w aromacie, tylko bez diacetylu, wędzonka odrobinę bardziej intensywna, ale wciąż za niska. Typowo marzenowa strona słodowa jest natomiast całkiem fajna i przyjemnie skontrowana ponadprogramową jak na ten styl goryczką, jakkolwiek nie jest to goryczka zbyt wysokiej klasy. Ot takie piwo do picia bez refleksji nad smakiem.
6/10
 
Tekstura
Minimalnie za dużo gazu, ale ogólnie to najkorzystniejsza strona tego piwa.
4,5/5

5.0/10

Mój pierwszy zawód Warsztatem. Piwo przeciętne z minusem, grające trzy ligi niżej niż wędzonki ze Schlenkerli. A że ceny Schlenkerli w Polsce są porównywalne do cen Warsztatu, no to hej... być może czereśnia to nie najlepszy pomysł, a być może proporcje zasypu nietrafione.

piątek, 13 stycznia 2017

Hendrych: H13

Czechom chętnie dawałbym szanse częściej, ale po prostu od jakiegoś czasu nic nowego się na półkach z Czech u nas nie pojawia. Posiłkując się wsparciem zza granicy, mogę jednak dodać sobie wreszcie kolejny browar z tej uroczej krainy. We Vrchlabi, mieście górskim zwanym "Bramą Karkonoszy", położonym niedaleko Śnieżki, byłem już przejazdem za młodu (z 8-9 lat zanim wypiłem pierwsze piwo), gdy trochę bardziej na północ, w Szpindlerowym Młynie, uczyłem się jeździć na nartach. Zjadłem we Vrchlabi obiad w browarze restauracyjnym Pivovarská Bašta i jak tak sobie myślę, to bardzo prawdopodobne, że był to pierwszy browar, w którym się w życiu znalazłem. Dziś mam przed sobą trzy różne piwa przywiezione prosto z innego z co najmniej trzech browarów w tej miejscowości. Rodinný Pivovar Hendrych warzy piwo od 2012 roku i jak na regionalny czeski browar ma szeroką paletę produktów - poza czeskimi klasykami jest choćby stout, weizenbock, AIPA, rauchbier. Ja zdobyłem jasnego i bursztynowego lagera oraz AIPA. Zaczynam od polotmavégo, bo po prostu ma najkrótszy termin.

Informacje ogólne:
Piwo: H13
Kraj: Czechy
Kraj (adm.): hradecki
Miasto: Vrchlabi
Browar: Rodinný Pivovar Hendrych
Styl: polotmavé
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 330 ml
Warka: do 14.01.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Prosto, ale czytelnie i estetycznie.
6,5/10



 
Barwa 
Bursztyn, mętność, sporo ulatującego gazu, bardzo ładne.
4,5/5

Piana
Genialna.
5/5

Zapach
Dość prostolinijny, chlebowy, trochę biszkoptowy i minimalnie karmelowy, trochę niepotrzebnej kwaskowości, szczypta chmielu. Całkiem ładny.
6,5/10


Smak
Trochę toporny, ale mimo to bardzo przyjemny. Co się łatwo rzuca w oczy, to że jest wyjątkowo wytrawne jak na bursztynowego lagera, nawet czeskiego, goryczka jest naprawdę konkretna, na poziomie tych bardziej goryczkowych pilznerów - i bardzo fajnie, choć może to przez to strona słodowa nie jest aż tak rozwinięta, jakbym sobie tego życzył, choć jest dobra, chlebowa, minimalnie ciastkowa i karmelowa. Nie licząc sporego gazu, to bardzo pijalne. Dobry lager.
7/10

Tekstura
Nie powiedziałbym, że jest przegazowane, ale gazu jest jak dla mnie wyraźnie za wiele.
3,5/5

6.0/10

Niezobowiązujące, rzetelnie wykonane polotmavé z ponadprogramową goryczką, którego można by chyba wypić całkiem sporo, jakby w pobliżu nie było nic lepszego - chociaż kto wie, goryczka mogłaby w pewnym momencie przeciwstawić się pijalności. To mocne nachmielenie jest sporą zaletą, natomiast popracowałbym na pewno bardziej nad słodowością w tym piwie, jest za licha.

środa, 28 września 2016

Maryensztadt: Warszawsko-wiedeński

Dzięki mojej wspaniałej M. mam okazję zapoznać się z twórczością nieznanego mi dotąd browaru z Polski, a jednocześnie dodać do statystyk jeszcze jednego zawsze cennego, bo rzadkiego, lagera wiedeńskiego. Maryensztadt to bardzo młody browar z ciekawą historią. Zaczynał jako browar kontraktowy, zgodnie z nazwą przywiązany do Mariensztatu, części warszawskiego Śródmieścia, najstarszego osiedla stolicy. Właściciele marzyli o browarze restauracyjnym w tej dzielnicy, niestety przez brak przychylności urzędników nie dało rady i musieli zadowolić się browarem w Zwoleniu, małej miejscowości 100 kilometrów w linii prostej od Warszawy.

Informacje ogólne:
Piwo: Warszawsko-wiedeński
Kraj: Polska
Województwo: mazowieckie
Miasto: Zwoleń
Browar: Maryensztadt
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 30.10.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo gustowna, wręcz klimatyczna etykieta. 
8,5/10



 
Barwa
Piękny bursztyn, klarowne.
4,5/5

Piana
Dobra. Średnia gęstość, ale jest bardzo obfita i solidnie trwała.
3,5/5

Zapach
Najpierw buchnęło chyba najbardziej zacierowym aromatem, z jakim się spotkałem w gotowym piwie. Później zaczęło konsekwentnie dążyć w stronę nut klasycznego lagera wiedeńskiego - karmel, przypalenizna, owoce (czerwone jabłka), cukier, drewno cedrowe. Lekkie nuty chmielowe. Wcale ładny.
7,5/10

Smak
Podobny do zapachu, tylko bez zacieru. Bardzo przyjemne piwo, nastawione na słód ze szczyptą chmielu - karmelowe, przypalone, tostowe. Intensywny finisz jak na niezbyt mocnego lagera. Klasyczny, bardzo dobry lager wiedeński.
7,5/10

Tekstura
Nieco za niskie wysycenie.
4/5

7.0/10

Bardzo dobry lager wiedeński, bez fajerwerków, ale w tym stylu ciężko uzyskać fajerwerki, wiadomo. Za sam fakt, że browar podjął się tego niedocenianego stylu i zrobił to tak dobrze, chętnie dam mu kolejną szansę. 

niedziela, 20 marca 2016

Schroll Bräu: Nankendorfer Landbier

Dalszy ciąg moich niełatwych przygód z małymi frankońskimi browarami. Zbliżam się do końca i cieszę się z tego, bo póki co jest rozczarowująco, bardzo. To piwo przynajmniej po raz pierwszy da mi okazję do zdegustowania na blogu produktu nazwanego przez producenta landbierem. Landbier, przez niektórych mylnie postrzegany jako jakiś osobny styl piwa, to tak naprawdę puste słowo, które niemieckie browary wciskają na etykiety piw, bo ładnie brzmi (landbier to "wiejskie piwo", "lokalne piwo"). Jedynym, co oznacza, to że piwo jest łatwo pijalne i nie za mocno chmielone, i chyba nazywa się tak tylko lagery. Tylko że ta charakterystyka pasuje do prawie wszystkich niemieckich lagerów, więc to zupełne pustosłowie: są landbiery jasne i ciemne, filtrowane i niefiltrowane. W sumie nie wiadomo, czego się spodziewać po danej butelce.

Rodzinny browar restauracyjny Schroll Bräu mieści się w Nankendorfie, wiosce sąsiadującej z Breitenlesau, gdzie z kolei stoi browar Krug, z którego niedawno piłem piwo bożonarodzeniowe (beznadziejne zresztą). Piwa ze Schroll Bräu mają z kolei na etykietach baranka z czerwoną chorągwią, symbol Jezusa Zmartwychwstałego. Może Wielkanoc okaże się smaczniejsza niż Boże Narodzenie (potrawy wielkanocne są w każdym razie dużo smaczniejsze niż wigilijne).

Informacje ogólne:
Piwo: Nankendorfer Landbier
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Nankendorf
Browar: Schroll Bräu
Styl: marcowe
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 20.04.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo proste, tradycyjne, ani piękne, ani brzydkie. Skoro Golden Monk rozpętał wojnę, to i pewnie znalazłoby się sporo katolików oburzonych, że jak to tak baranek z chorągwią na piwie. Ojojoj. Fajny kapsel trochę wynagradza nudę na etykiecie.
5,5/10
 
Barwa
Jasny bursztyn. Bardzo ładne, i gaz ulatuje też ładnie.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita i rozkosznie gęsta, trwałość dobra.
4/5

Zapach
Spod przyjemnego, słodkiego, karmelowo-biszkoptowego słodu wygląda aldehyd octowy, ale w akceptowalnym wydaniu, z zielonego jabłka przechodzący raczej w jabłko czerwone i drewno cedrowe. Zbyt słodki i owocowy, ale dość przyjemny.
6/10
Smak
W dalszym ciągu trochę za słodkie i zbyt owocowe, ale ciut lepiej niż w zapachu. Po pierwsze aldehyd spuszcza z tonu i robi miejsce bardzo przyjemnej, biszkoptowej słodowości, a po drugie wreszcie pojawia się chmiel, który dostarcza jakiejś tam goryczki (która jest minimalnie kartonowa, ale do przeżycia). Uczciwe piwo, ale nic, czym można by się jarać.
6/10

Tekstura
Wysycenie odrobinę za wysokie.
4,5/5

5.5/10

No i było tak jak z prawie wszystkimi piwami, które przywiozłem z Norymbergi. Solidne, do wypicia dla wypicia, ale nie dla delektowania się; swojskie, ale z pałętającą się gdzieś tam małą wadą, trochę niezgrabne. Aha, i w tym przypadku landbier okazał się bursztynowym lagerem, moim zdaniem zupełnie podchodzącym pod piwo marcowe i tak je sobie zakwalifikuję.

niedziela, 17 stycznia 2016

Jedlinka: Czerwony Baron

Triduum Jedlińskie czas zakończyć. Czerwony Baron to drugie z dwóch piw z Jedlinki, które na miejscu oceniłbym pozytywnie. Po Marcowej Damie to już drugi bursztynowy lager.

Informacje ogólne:
Piwo: Czerwony Baron
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Jedlina Zdrój
Browar: Jedlinka
Styl: polotmavé
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12,2%
Objętość: 330 ml
Warka: do 25.01.2016 r.
Cena: brak danych
Opakowanie
Jedliński standard tym razem w czerwonej kolorystyce. Niestety błysnęło tu klasycznym brakiem logiki i konsekwencji browarów restauracyjnych w określaniu swoich piw stylami - Czerwony Baron to według producenta "lager" (tak w odróżnieniu od "marcowego" i "pilznera", jakie też mają w ofercie). Aha, lager, no to wszystko jasne, dzięki za info! 
7/10 

Barwa
Bursztynowo-czerwonawa, lekkie zmętnienie, sup ulatującego gazu; bardzo atrakcyjne.
4,5/5

Piana
Wybitnie obfita, ale kiepsko z gęstością i jeszcze gorzej z trwałością - mimo obfitości po dwóch minutach zostaje tylko grubopęcherzykowy pierścień.
1,5/5

Zapach
Początkowo taki typowy, słodowo-drożdżowy zapach przeciętnego lagera, ale szybko uwalnia bardzo przyjemne i niecodzienne nuty chlebowe, karmelowe, tostowe, nawet z lekka palone i nuty drewna. Jest lekki kwasek, ale do przeżycia. Z czasem niestety wraca do pierwszej wersji wydarzeń.
5/10


Smak
Już nie tak w porządku jak zapach - owszem, pozostają tu jeszcze jakieś reminiscencje z chlebowo-karmelowej złożoności zapachu, ale dużo mniej intensywne i przekonujące. Dochodzi natomiast leciutka kibloza i lekki alkohol, piwo wydaje się nieułożone. Poza tym jest dość nijakie - ani słodkie, ani gorzkie, ani słodko-gorzkie - cienko, niezbyt się chce to pić, choć można to robić bez narzekań. Najlepszy jest finisz, mimo że pojawia się na nim niepożądany akcent, który mi się kojarzy z Vibovitem.
4/10

Tekstura
Przegięte wysycenie nie ułatwia sprawy. 
1,5/5

4.0/10

No niestety, takie kiepskie polotmavé wyszło, wrażenie w browarze było lepsze (acz też nie jakoś znacznie lepsze). W Jedlince poradzili sobie z hefeweizenem, w trudniejszych lagerach wypadają dużo słabiej. Browar kończy z egzotycznym bilansem - jedno piwo kiepskie, jedno przeciętne i jedno świetne. Niestety jeśli będę wracał w myślach do Jedlinki, to nie dzięki piwu, a dzięki bardzo ładnej okolicy browaru, którą w dodatku miałem okazję oglądać w rewelacyjnej śnieżnej scenerii.

piątek, 15 stycznia 2016

Jedlinka: Marcowa Dama

Dzięki piwnej rewolucji obrodziło w końcu w fizyczne browary w województwie dolnośląskim i zacząłem powoli je zgłębiać. Miedzianka była na tyle mało imponująca (pod względem piwa, bo jedzenie jak na browar restauracyjny superanckie, a i miejsce przyjemne bardzo), że nie wziąłem nic na wynos (pewnie bym jednak wziął, gdybym nie wiedział, że we Wrocławiu ich piwa są łatwo dostępne). Jedlinka, która w Jedlinie Zdrój sąsiaduje sobie z ładnym dworkiem, też nie powaliła i przyniosła mi raczej wrażenie typowego polskiego browaru restauracyjnego (opinia nie dotyczy jedzenia, nie próbowałem) - dopatrzyłem się jednak w ich piwach już czegoś ciekawego i połasiłem na piwo na wynos, zwłaszcza że chyba poza browarem niedostępne. Na pierwszy ogień idzie marcowe, którego akurat na miejscu nie spróbowałem.

Informacje ogólne:
Piwo: Marcowa Dama
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Jedlina Zdrój
Browar: Jedlinka
Styl: marcowe
Alkohol: 6,1%
Ekstrakt: 13,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 15.01.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Zawsze miły dla oka bączek i zupełnie przyjemna etykieta, zwłaszcza jak na browar restauracyjny, dla którego butelki są chyba marginalną działalnością.
7,5/10

 
Barwa
Piękny, głęboki bursztyn i prawdziwa nawałnica ulatującego gazu.
5/5

Piana
Obfita i gęsta, bardzo trwała, prawie idealna.
4,5/5

Zapach
Podszyty diacetylem, ale koniec końców w miarę przyjemny zapach słodowy z karmelem i biszkoptem na przedzie i bardzo delikatnym drewnem cedrowym z tyłu. Solidny, miły, ale nic ciekawego - no i z wadą.
5/10

Smak
Bardzo podobny do zapachu, ale trochę czystszy i trochę bardziej intensywny. Słodowy karmel, leciutkie drewno, minimalna goryczka. Solidne, ale zupełnie bez potencjału na coś więcej.
5,5/10

Tekstura
Nieco za wysokie wysycenie.
4/5

5.0/10

Przeciętność z plusikiem, niestety takie klasyczne oblicze polskich brostauracji. Lekka wada, poza tym poprawność i kompletnie bez animuszu, bez ambicji na coś więcej, piwo uwarzone pod szerokiego odbiorcę, czyli laika, który ma wypić jak najwięcej piwa jednego wieczora bez zbędnej refleksji nad bukietem smakowo-zapachowym. Czasem ten cel da się połączyć z piwem zachwycającym kogoś, kto piwem się interesuje - tu się nie udało, choć gdybym mieszkał w Jedlinie i nie miał Internetu do zamawiania piwa, to pewnie zachodziłbym po to marcowe do Browaru z braku laku.

czwartek, 7 stycznia 2016

Eller: Birkacher Rotes

Kolejnym frankońskim piwem, które przywiozłem z Norymbergi, będzie bursztynowy lager (prawdopodobnie wiedeński) z Brauerei Eller, trochę bezimiennego regionalnego browaru z wyszynkiem, położonego na wsi Birkach am Forst. Bezimiennego, bo nie ma o nim za dużo informacji w internecie, ale z drugiej strony... założonego w 1822 roku. Ot, Niemcy.

Informacje ogólne:
Piwo: Birkacher Rotes
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Birkach am Forst
Browar: Brauerei Eller
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml
Warka: do 18.02.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo proste i zachowawcze, ale w porządku. Goły kapsel.
6/10



 
Barwa
Piękny, dość jasny bursztyn i dużo ulatującego gazu.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta i utrzymuje się prawie do końca.
4,5/5

Zapach
Spokojny, ale bardzo ładny aromat karmelowego słodu, z nutami toffi, biszkoptu i szczyptą chmielu. Prosty strasznie, przyjemny też nieprzeciętnie.
7,5/10

Smak
Również bardzo spokojny, ale bardziej intensywny niż zapach. Dalej karmel, biszkopt, przypieczone ciasto. Urzeka zwłaszcza finisz, tostowo-chlebowo-karmelowy, dość intensywny jak na lekkiego lagera. Ciche piwo, ale świetne w swojej prostocie.
8/10
Tekstura
Bezbłędna.
5/5

7.0/10

No, wreszcie coś! Lager wiedeński na bardzo wysokim poziomie. Wielu, wielu nazwałoby go piwem bardzo nudnym, a dla mnie jest to typ piwa bardzo potrzebnego naszemu rodzimemu rynkowi. Nie trawię maniery plucia na nową falę i wzdychania do utraconej krainy lagerów w stylu niektórych dinozaurów z browar.bizu (określenie odwołuje się do mentalności, nie wieku), ale zaprawdę,  przysiąść sobie czasem nad tradycyjnym i nienagannie uwarzonym lagerem w tym natłoku chmielu z każdej strony - to wielka przyjemność.

czwartek, 31 grudnia 2015

Wiethaler: Weihnachtsbier

No to jedziemy dalej z piwami, które przywiozłem z Norymbergi. Trafiłem tam w okresie przedświątecznym, więc i w sklepie z regionalnymi, frankońskimi trunkami trafiłem (bo trafić chciałem) na dwa piwa świąteczne. Brauerei Wiethaler to browar, restauracja i hotel, położony w miasteczku Neunhof, kilkanaście kilometrów na północny wschód od Norymbergi. Chwali się ponad pięćsetletnią historią (jeśli to prawda, to...) i warzy jedynie tradycyjne niemieckie piwa.

Informacje ogólne:
Piwo: Weihnachtsbier
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Neunhof
Browar: Brauerei Wiethaler
Styl: marcowe
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 30.03.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Sympatyczna, świąteczna etykieta, choć kolorystycznie taka sobie.
6,5/10


 
Barwa
Brązowo-miedziana, przy pełnej klarowności i sporej porcji gazu daje to bardzo ładny efekt.
4,5/5
 
Piana
Niezła obfitość, ale bardzo szybko redukuje się do pierścienia, nie jest też za gęsta - kiepsko.
2/5
 
Zapach
Zero świąt, sto procent bursztynowego lagera - słód karmelowy, szczypta aldehydu octowego (na początku, potem jest jej za dużo), fajne nuty chlebowo-miodowe; przyjemny, słodki, zaokrąglony aromat, choć mało wyrafinowany.
6/10
 
Smak
Podąża w dużej mierze za zapachem, choć jest jeszcze nudniejszy - ot, słód mocno skierowany w stronę karmelu i chleba, trochę drewna cedrowego, lekki, raczej niepożądany kwasek, iście symboliczna goryczka. Minimalny metal. Ta słodycz, choć niezbalansowana, jest w miarę przyjemna; słodowość, choć niewyszukana, również jest miła. Jest to jednak piwo raczej średnie niż dobre.
5/10

Tekstura
Bez zarzutu.
5/5

5.0/10

No i co to ma być? Bardzo średnie, no może średnie z plusem marcowe jako piwo na święta? W Brauerei Wiethaler chyba nie przepadają za Jezusem. Czuję się trochę wykiwany.

poniedziałek, 6 października 2014

Thornbridge: Kill Your Darlings

Szóste piwo z Thornbridge'a to już drugie po kölschu w stylu nudnym z punktu widzenia sporej przynajmniej części rewolucjonistów. I bardzo mnie to cieszy, bo style te fascynują mnie tak samo jak wszystkie inne, a wiele z nich rzadko można spotkać - to znaczy niekoniecznie rzadko, ale niewiele różnych. Do takich stylów zaliczają się bez wątpienia lagery wiedeńskie, których tylko trzy egzemplarze miałem na razie okazję próbować (w dodatku jeden kupiony poza Polską). Thornbridge dodał co prawda coś od siebie - chmielenie Amarillo i Tettnangerem - ale podobno tylko delikatne.

Informacje ogólne:
Piwo: Kill Your Darlings
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Thornbridge Hall
Browar: Thornbridge Brewery
Produkowane od: 2011
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta z nieznanych mi przyczyn inna niż na pozostałych piwach z Thornbridge - to znaczy takiego samego kroju, tak samo błyszcząca, ale na froncie tradycyjną grafikę zastąpiła inna, będąca w sumie tylko nazwą piwa w mało ekscytującej formie. Całość i tak prezentuje się ładnie, ale zdecydowanie wolę poprzednie etykiety. Długi opis piwa i firmowy kapsel jednak na miejscu.
8,5/10
 
Barwa
Wygląda obłędnie - cudowna barwa, lawirująca od jasnobursztynowej do jasnomiedzianej, której wiele daje całkowita klarowność, pozwalająca na wspaniałą paletę różnych przebłysków, a na domiar tego widzimy sympatyczny, leniwie snujący się ku górze gaz.
5/5

Piana
Barwie nie ustępuje - wybitnie obfita, gęsta, trwała i zdobiąca co nieco szkło, bez zarzutu. 
5/5

Zapach
Mimo amerykańskiego chmielu to klasyczny wiedeński lager - aromat zdominowany jest przez piękne, bardzo szlachetne nuty karmelowe, które kryją za sobą akcenty owocowe, zwłaszcza jabłkowe - w połączeniu karmelowej słodyczy z owocową kwaskowatością rodzi się zapach łagodny i spokojny, ale bardzo ładny. 
8,5/10
Smak
W smaku jest trochę słabiej, ale też bardzo dobrze - jest dość proste, niemal zupełnie słodowe - w ustach mamy charakterystyczne nuty słodowo-owocowe, na finiszu znów więcej ma do powiedzenia karmel i akcenty chlebowe - na finiszu też pojawia się chmiel w postaci niedużej, ale i tak trochę ponadprogramowej dla stylu goryczki. Mimo względnej prostoty ciekawe, można się w nim fajnie rozpłynąć; początkowo wydaje się, że może być trochę mdłe, ale ostatecznie nie męczy ani się nie nudzi w miarę upływu czasu, bardzo dobre.
8/10

Tekstura
Odrobinę za wysokie wysycenie. 
4,5/5

7.5/10

Za pomocą niemal doskonałych parametrów pobocznych Kill Your Darlings staje się najwyżej ocenionym lagerem wiedeńskim. Świetna rzecz i przyjemna, łagodna odmiana od bardziej spektakularnych stylów. Cieszy, że niektórzy rzemieślnicy nie pozwalają umrzeć temu nieciekawie potraktowanemu przez historię gatunkowi.

czwartek, 19 czerwca 2014

Jan Olbracht: Bursztyn Toruński

Dziś dodaję sobie nowy polski browar... restauracyjny, o którym ostatnio bywa głośno nawet w kręgach rzemieślniczych. Browar Staromiejski Jan Olbracht mieści się w Toruniu i funkcjonuje od 2012 roku. Do pewnego czasu warzyli standardowe w Polsce piwa restauracyjne, ale w pewnym momencie zaczęli wdawać się w rewolucję. Ja trafiłem na niezbyt rewolucyjnego bursztynowego lagera.

Informacje ogólne:
Piwo: Bursztyn Toruński
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Toruń
Browar: Browar Staromiejski Jan Olbracht
Produkowane od: brak danych
Styl: polotmavé
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo ładna, porządna i schludna etykieta z wizerunkiem wiadomego króla Polski (u Matejki prezentował się nieco mniej męsko). O piwie dowiemy się tylko że jest niefiltrowane, pasteryzowane, a w grę wchodzą słody pszeniczne i jęczmienne. Bardzo fajny, wyrazisty firmowy kapsel. Bardzo ładna rzecz.
8/10

Barwa
Przepiękna, ciemnobursztynowa barwa, nawet lekko wpadająca w miedź i genialnie ulatujący, szturmujący wprost gaz - piękne.
5/5

Piana
Cudownie obfita i gęsta, kremowa, niemal doskonała, ale w końcu trochę robi prześwity.
4,5/5


Zapach
Intrygujący, karmelowo-owocowy; na pierwszym planie bardzo apetyczne, ewidentne jabłka i gruszki, zaraz za nimi przyjemna, bursztynowa słodowość w postaci lekko podpalonego karmelu; mocno kwaskowaty, bardzo ciekawy i przyjemny; orzeźwiający, ale bardzo zaokrąglony. 
8,5/10

Smak
Trzyma wysoki poziom, ale jest już bardziej słodowo, a mniej owocowo; na początku bardzo, ale to bardzo przyjemne uderzenie słodu karmelowego przemieszanego z odrobiną jabłek, na przełyku jakaś nietypowa nuta, która kojarzy mi się z... drewnem cedrowym, wysmarowanym na potrzeby humidora kadzidlanymi olejkami; finisz już niemal zupełnie karmelowy, bardzo fajny; piwo ma pewien poważny mankament, a na imię mu zerowa goryczka, przez co symfonia karmelu jest niezbalansowana i w efekcie mamy lekki efekt mdłości; bez tego byłoby naprawdę bliskie ideału, a tak musi pozostać jedynie bardzo dobre. 
8/10

Tekstura
Wysycenie przydałoby się zdecydowanie większe, ale jest dość dobre.
3,5/5

7.0/10
 
Nietypowe piwo, bardzo dużo owoców jak na lagera. Warto dać mu szansę, a ja chętnie dam szansę jakiejś innej propozycji Jana Olbrachta. A jak się kiedyś jakimś cudem przypałętam do Torunia, to na pewno odwiedzę progi browaru.

poniedziałek, 12 maja 2014

Flying Dog: Dogtoberfest

Niemal okrągłe pół roku kazałem sobie czekać na degustację drugiego piwa z amerykańskiego browaru Flying Dog, choć przecież pierwsze było rewelacyjne. Grubo ponad rok natomiast nie miałem okazji zrecenzować drugiego na blogu klasycznego marcowego (w międzyczasie trafiły się dwa wędzone). Czekam więc na dzisiejszą degustację ze zniecierpliwieniem. Zobaczmy, jak za oceanem wychodzi warzenie stylu zupełnie nieamerykańskiego.

Informacje ogólne:
Piwo: Dogtoberfest
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Maryland
Miasto: Frederick
Browar: Flying Dog Brewery
Produkowane od: 2004
Styl: marcowe
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Przez te pół roku nie zdążyłem stać się fanem etykiet Flying Doga. Podobnie jak na Raging Bitch, tak i tutaj jest pstro i turpistycznie, chociaż przynajmniej oryginalnie, a etykieta porządnie wykonana, no i firmowy kapsel; to trochę ratuje po prostu brzydką wizję.
4/10

Barwa
Znakomity, ciemnobursztynowy kolor o pełnej klarowności, wpadający nieśmiało w jasną miedź, wspomagany przez burzę ulatującego gazu. 
5/5

Piana
Obfita, doskonale gęsta, ładnie osiada na szkle i niemal w całości utrzymuje się do końca degustacji - nic jej się nie da zarzucić. 
4,5/5
Zapach
Słodowe, trochę karmelowe, niemal cukrowe oblicze miesza się z nutami owocowymi na czele z jabłkiem; odrobinę za słodki, ale bardzo, bardzo przyjemny. 
8,5/10

Smak
W smaku bardzo podobnie - wybitnie przyjemna, słodowa pełnia, dużo karmelu, ale subtelnego, nie mdłego, ogólnie bardzo słodkie, lecz w jakiś sposób nie przeszkadza, choć trochę goryczki (która jest bliska zeru) by się jednak przydało; bardzo smaczne i pijalne; łagodny, rozkoszny, słodowo-karmelowy finisz. 
8/10

Tekstura
Wysycenie najpierw jest odrobinę za duże, a na koniec odrobinę zbyt niskie.
4/5

7.5/10

Bardzo przyjemny bursztynowy lager, mimo wszystko ciut za słodki, ale zrobił na mnie trochę lepsze wrażenie niż wersja z Bierhalle. Inna sprawa, że o ile dobrze pamiętam to cenowo nieporównywalnie gorsze. Bardzo smaczne, pijalne, na pewno Flying Dog prędzej czy później znów się tu pojawi.

piątek, 21 lutego 2014

U tří růží: Vienna Red

Po niemiłej niespodziance z piwem z U Medvidků, daję sobie z tym browarem na razie spokój i próbuję przywrócić równowagę psychiczną produktem z drugiego browaru restauracyjnego w Pradze, który notabene na miejscu wywarł na mnie znacznie lepsze wrażenie. Trzeci na blogu lager wiedeński. W gruncie rzeczy mocno podkręcony lager wiedeński, bo wystający ponad ramy BJCP tego stylu aż o 0,7% alkoholu i 2,1 stopni plato ekstraktu.

Informacje ogólne:
Piwo: Vienna Red
Kraj: Czechy
Miasto: Praga
Browar: U tří růží
Produkowane od: brak danych
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 300 ml

Opakowanie 
Bardzo, bardzo gustowna etykieta z porządnego materiału. Nie jest dziełem sztuki, ale daje duże poczucie estetyki. Minusem jest brak jakichkolwiek opisowych informacji o piwie, a także goły kapsel, ale w przypadku browaru restauracyjnego należy tę niedoskonałość traktować z rezerwą.
8/10


Barwa
Przepiękne: rewelacyjny, wpadający w miedź bursztyn, a do tego cała masa ulatującego gazu. 
5/5

Piana
Nie szalenie obfita, ale bardzo gęsta, kremowa, umiarkowanie trwała - po paru chwilach zostaje już tylko gruby pierścień i resztki na tafli.
3,5/5

Zapach
Stanowi przemieszanie delikatnej, nieco karmelowej słodowości z niewielkimi porcjami diacetylu, który jednak zachowuje się raczej niegroźnie - nie jest odpychający, szkoda tylko, że zasłania w pewnej mierze tę bardzo przyjemną, miękką, typową dla stylu słodowość. 
7,5/10

Smak
Diacetyl ustępuje i odsłania słodowo-karmelowy koncert, w którym naprawdę można się rozpłynąć; zadziwiająco lekkie i łagodne jak na nie tak mały woltaż; mimo że jest naprawdę słodkie, nie robi się mdłe, znajduje pewną kontrę w niewielkiej, jakby subtelnie palonej, przyjemnej goryczce; długi, karmelowy finisz. 
8,5/10

Tekstura
Odrobinę większe wysycenie byłoby pomocne, ale to, jakie jest, zadowala; niezwykle pijalne.
4/5

7.5/10
 
No i to jest zupełnie inna rozmowa. Bardzo dobry, klasyczny mimo wysokiej zawartości alkoholu lager wiedeński. Choć nawet lepszy w smaku od Odsieczy Wiedeńskiej, przez lekki diacetyl w zapachu musi uznać jej prymat - zdecydowanie jednak przebija wiedeńskie z Lwówka. Bardzo smaczne, łagodne, a jednocześnie wyraziste piwo i potwierdzenie, że U tří růží to wysokiej klasy browar.

piątek, 24 stycznia 2014

Heller: Aecht Schlenkerla Rauchbier Märzen

Po De Molenie i Samuelu Smithie przychodzi czas na kolejne miejsce-legendę, niemiecką Schlenkerlę. A w zasadzie piwo z browaru Heller w Bambergu, który powiązany jest ściśle z przesłynną szynkownią, której na imię Schlenkerla właśnie - nazwa browaru raczej nie jest bardzo kojarzona, ale już przybytek i piwa, które serwuje, to jedne z największych ikon świata piwnego w Niemczech i zresztą na całym świecie. Dość powiedzieć, że wszystkie piwa, jakie serwuje się w Schlenkerli, to piwa wędzone i jest ich aż osiem, co czyni z tego miejsca bezwzględną Mekkę, Watykan i Eldorado w jednym miłośników tego typu spojrzenia na piwo i obiekt pożądania prawie wszystkich głębiej zainteresowanych piwem ludzi - w tym mój. Na pierwszy ogień wziąłem chyba najbardziej podstawowe marcowe - styl, którego dymną interpretację miałem już okazję próbować dzięki niezastąpionej Pincie. Zupełny brak piany zniszczył ocenę piwa, ale było przepyszne i jeśli ktoś umie to robić lepiej, to drżę z podniecenia. Dla Niemiec to okazja do podreperowania jak dotąd nierewelacyjnego zestawu ocen.

Informacje ogólne:
Piwo: Aecht Schlenkerla Rauchbier Märzen
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Bamberg
Browar: Brauerei Heller
Produkowane od: brak danych
Styl: marcowe wędzone
Alkohol: 5,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Sympatyczna, klimatyczna etykieta, stylizowana na średniowieczny styl, bogato ozdobiona gotycką czcionką - ta stylistyka nieco tuszuje znaczne zmęczenie samej butelki. Na kontrze kilka zdań o browarze po niemiecku. Kolorystycznie dedykowany kapsel, ogólnie bardzo pozytywnie.
8/10

Barwa
Bardzo ciemne, może nawet wydać się czarne; pod światłem ujawnia ciemnobrązowe i rubinowe prześwity; bardzo ładne. 
4/5

Piana
Obfita i piekielnie gęsta, do tego bardzo trwała, choć jednak w końcu się trochę poddaje - prawie ideał.
4,5/5


Zapach
Bardzo intensywnie wędzony, bezkompromisowy, zdecydowanie w stylu - trochę za bardzo przykrywa jakiekolwiek inne doznania, tylko gdzieś daleko czuć słód i karmel, ale wędzonka - połączenie kulinarnych nut wędzonych z typowymi drewniano-dymnymi jest naprawdę piękne i szlachetne. 
8,5/10

Smak
Tu już na równych prawach ze świetną wędzonką występuje absolutnie przepyszna, ciemna, karmelowa słodowość, które łączą się w piwo lekkie, a jednocześnie bardzo wyraziste i charakterne, z przyjemnym, dymno-kwaskowatym finiszem - mankament stanowi minimalnie za duża słodycz, która obniża trochę - i tak jednak świetną - pijalność. 
9/10

Tekstura
Bliska doskonałości, ale jednak coś bym w niej poprawił - nieco podciągnął w górę wysycenie i ściągnął w dół gęstość.
4,5/5

8.0/10

Fantastyczne piwo, choć jednak po takiej legendzie spodziewałem się chociaż dobicia do dziewiątki. Ale być może przyjdzie na to czas, przede mną wszak jeszcze pozostałe siedem opcji z Bambergu, a bez wątpienia będę dążył do skosztowania wszystkich. Jeśli chodzi o Pintę - gdyby nie fatalna kwestia piany, nie miałaby się absolutnie czego wstydzić - w pozostałych parametrach Dymy Marcowe są równie dobre. Te dwa piwa są zresztą ekstremalnie podobne - założę się, że Polacy wzorowali się na wypitym właśnie przeze mnie piwie. I chyba słusznie, bo sprawdzam i w opisie Dymów Pinta przywołuje Schlenkerlę. Pogratulować wiernego odwzorowania, tylko nad tą pianą popracujcie.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 22.08.2017 r., warka do 10.2017 r.
 
Genialna barwa i piana. W zapachu rozkoszne połączenie typowej bamberskiej wędzonki kojarzącej się mocno z wędzoną szynką i w mniejszym stopniu z ogniskiem z pięknymi wtrąceniami słodowego karmelu i chleba. W smaku jest właściwie jeszcze lepiej, zalety najlepszej wędzonki świata nie zostają zatarte, a zwiększa się rola pięknej, okrągłej słodowości. Świetna jest też tekstura, jest takie rozkosznie puszyste. Rany boskie, jako wędzonkowy niemal-prawiczek 3,5 roku temu zaprawdę nie doceniłem tego wybitnego piwa. Prawie zawsze obniżam oceny piw, które oceniłem w swoich piwnych początkach, tutaj podwyższam i to mocno.
 
9.0/10

sobota, 9 listopada 2013

Pinta (Browar na Jurze): Dymy Marcowe

Dawno nie piłem marcowego, praktycznie od początków bloga, a wędzonego marcowego - nigdy. Z ratunkiem przychodzi Pinta, jak często prezentująca styl, którego gdzie indziej próżno w naszym kraju szukać. Wędzone marcowe brzmi stosunkowo podobnie do wędzonego koźlaka, którego w wykonaniu rzemieślników już miałem okazję próbować i było to trzecie najlepsze piwo z Pinty, z jakim się spotkałem; jestem więc pełen nadziei.

Informacje ogólne:
Piwo: Dymy Marcowe
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: marcowe wędzone
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 13,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo udana nawet jak na Pintę etykieta w głębokim brązie, choć jeszcze ze starej serii, bez polecanego szkła i temperatury serwowania, ale oczywiście dokładny skład.
9,5/10



Barwa
Bardzo ładny kolor, ciemnobrązowy, pod światło ciekawe rubinowe prześwity. 
4,5/5

Piana
Niestety praktycznie nie ma piany; tworzy się bardzo cienka na sekundę, po której znika bezpowrotnie. 
0/5

Zapach
Bardzo ładny aromat zdominowany całkowicie przez karmelową dymność; jednowymiarowy, ale intensywny i wysoce przyjemny. 
8,5/10

Smak
W smaku jeszcze lepiej; nie rzuca na kolana jak najlepsze piwa świata, ale to znakomita kompozycja, bezbłędny balans miękkiej słodowości, wybitnie szlachetnej wędzonki i przepięknych nut czekoladowych; przepyszne i bardzo pijalne, może ciut za słodkie.
9/10

Tekstura
Odrobinę za bardzo wysycone, ale bliskie ideału.
4,5/5

8.0/10

Choć wypiłem właśnie pyszne piwo, jestem trochę smutny - nie spodziewałem się ani trochę, że pierwsze zero na blogu za pianę - więcej, pierwsze zero w ogóle - przypadnie na trunek mojej ukochanej Pinty. Tutaj szczególna szkoda, bo we wszystkich innych aspektach to piwo jest znakomite i z dobrą pianą ustępowałoby tylko wielkiej dwójce, Atakowi Chmielu i Viva la Wicie. Być może najlepszy przykład sesyjnego piwa ciemnego, z jakim się spotkałem. Piękne duchem.

sobota, 2 listopada 2013

Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak): Lwówek Wiedeński

Wreszcie dane mi spróbować piwa z odmienionego przez Marka Jakubiaka browaru w Lwówku Śląskim, chyba najbardziej chwalonego obok Kormorana i Ciechana browaru regionalnego w Polsce. Padło na lagera wiedeńskiego i będzie to dopiero drugie piwo w tym stylu, jakie zrecenzuję - po bardzo dobrej Odsieczy Wiedeńskiej z Pinty. To również pierwsze na blogu piwo z browaru dolnośląskiego. Jaki nie byłby wynik degustacji - trzeba na wstępie pochwalić podjęcie się próby interpretacji i wypuszczenie na rynek stylu tak niepopularnego i zapomnianego.

Informacje ogólne:
Piwo: Lwówek Wiedeński
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Lwówek Śląski
Browar: Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak)
Produkowane od: 2012
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Zmiana etykiet zdecydowanie korzystna: nowe są w bezwzględnie bardziej subtelnym i klasowym stylu. Jak na browar regionalny bardzo bogata w informacje: styl, gatunki słodu i chmielu, do tego ładny, firmowy kapsel. Nie tylko rzemieślnikom lager wiedeński jednoznacznie kojarzy się z husarią.
8,5/10

Barwa
Bardzo ładne, po prostu bursztynowe, zmierzające nieśmiało w kierunku złota. 
4/5

Piana
Bardzo skromna, niska, nietrwała, zwyczajnie mizerna. 
1/5

Zapach
Dominuje dziwna, nie najładniejsza, ale i nie drażniąca kwaśność, która przykrywa solidne nuty chmielowo-karmelowe; umiarkowanie przyjemny zapach, nic specjalnego. 
5,5/10

Smak
Zdecydowanie lepiej, już po kilku łykach ujawnia się bardzo sympatyczna, karmelowa słodowość i wybitnie delikatna goryczka nadająca na tych samych falach; trochę brak mu szlachetności, przez co wkradają się akcenty nudy i mdłości, ale ogólnie jest przyjemne i dość pijalne. 
6,5/10

Tekstura
Wysycenie jest trochę za wysokie.
4/5

5.5/10

Niestety Lwówek Wiedeński z interpretacją stylu według Pinty może konkurować wyłącznie ceną. Piwo co najwyżej solidne, które na pewno stanowi świetną alternatywę dla koncernowej masówki i co ważne jest gatunkowo takim, za jakie się podaje, ale mało wykwintne, trochę nudne - pije się dość przyjemnie, jednak po skończeniu degustacji nie miałem ochoty na ani jednego łyka więcej.