sobota, 14 czerwca 2014

AleBrowar (Gościszewo): Crazy Mike

Rozczarowuje mnie trochę w tym roku AleBrowar. Poza kolaboracyjnym piwem urodzinowym z Pintą (słabym jak na ten duet) i drugim wydaniem Ortodoxa, na które niestety nie udało mi się załapać (podobno słabym) aż do początków czerwca nie uwarzyli nic nowego. Ostatnią nową postacią w ofercie AB był chyba jesienny Golden Monk - niemal do lata trzeba było czekać na kolejną, Crazy Mike'a. W końcu AleBrowar dorobił się imperialnego India Pale Ale - stylu, który powinni pokazać światu już dawno, patrząc na ich umiłowanie amerykańskiego chmielu. Ciekawe, jak sobie dali radę, zwłaszcza że będzie to jedno z najmocniejszych IIPA, jakie piłem (nie licząc ekstremalnych, wykraczających trochę poza ramy stylu).

Informacje ogólne:
Piwo: Crazy Mike
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2014
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 20%
Objętość: 500 ml

Opakowanie  
Etykieta wyrazista nawet jak na AleBrowar, w amerykańskich barwach; całkiem fajna. AB z nieznanych przyczyn zmienił niedawno logo i dopisał sobie do nazwy "Hop Heads of Poland" i zaczął walić gdzie popadnie hashtagiem #jestemhopheadem. Nie wykryłem na razie, czemu ma to dokładnie służyć i mam wrażenie, że już nie wykryję. Mniejsza, ważne, że dokładny skład i firmowy kapsel jest na swoim miejscu. Wreszcie doczekałem się wielokrotnie obiecywanego już w innych piwach 100 IBU. Przynajmniej na etykiecie.
9/10

Barwa
Piękny, głęboki bursztyn o lekkim zmętnieniu; wygląda klasycznie, wzorowo, do tego trochę ulatującego gazu, naprawdę bardzo ładne. 
5/5

Piana
Obfita, bardzo gęsta, miejscowo wręcz niesamowicie, świetnie oblepia szkło, ale trwałość mogłaby być nieco większa. 
3,5/5

Zapach
Fantastyczny, bardzo intensywny aromat amerykańskiego chmielu; prawdziwa rewia owoców tropikalnych z istotnym dodatkiem żywicy; pierwsze skrzypce grają pomarańcze i grejpfruty; jest też trochę karmelu, przez co aromat ma profil zdecydowanie słodki; bardzo bliski ideału. 
9,5/10
Smak
W smaku równie dobrze - zupełnie nie czuć aż dziewięciu procent alkoholu, zaczyna się od zmasowanego ataku słodkich owoców znanych z zapachu, od przełknięcia jednak dużo pola zdobywają sobie iglaki, w których akompaniamencie roztacza się powoli przyjemna, szlachetna, choć prawdę mówiąc trochę za niska goryczka, na pewno nie stawiałbym na 100 IBU, choć może to wynik bardzo dużej słodowej kontry; mimo mocy jest lekkie i wprost orzeźwiające; rewelacja. 
9,5/10

Tekstura
Najsłabszy punkt - wysycenie jest niskie, co przy ciężkich IIPA byłoby pożądane, ale to piwo jest tak lekkie, że przydałby się gaz na normalnym poziomie; nie jest jednak źle.
3/5

8.5/10

AleBrowar powraca w wielkim stylu i znów warzy piwo cudowne. Zawiodły trochę poboczne kwestie, ale smak i zapach były wybitne, choć nie mogę przeboleć tej za niskiej goryczki. Tak czy inaczej, Imperium Pinty rozłożone na łopatki. Crazy Mike otarł się o dwa podia - jest czwartym najlepszym piwem z AleBrowaru, jakie piłem i również czwartym najlepszym imperialnym IPA. Świetna sprawa, mam nadzieję kiedyś powrócić.

 



_________________________________________________________________________________



Powtórka 21.07.2017 r., warka do 12.12.2017 r. - uwarzone w AleBrowarze w Lęborku

Piękny bursztyn i świetna piana. W zapachu owoce tropikalne muszą niestety walczyć z nutami zielonego, nawet odrobinę zwietrzałego chmielu; w dalszym ciągu jest wyraźny karmel, ale moim zdaniem zupełnie tu pasuje. Mimo że życzyłbym sobie większej świeżości, to jest bardzo dobrze. W smaku trochę bardziej intensywne słodkie owoce, sporo iglaków, bardzo fajna karmelowa baza i spora, ale szlachetna goryczka, przyjemnie ogarniająca podniebienie z każdym łykiem. Tekstura bez zarzutu. Bardzo dobre, niemal świetne piwo, ale moje zachwyty sprzed ponad trzech lat są grubo przesadzone.







7.5/10

Doctor Brew (Bartek): Kinky Ale

Z bardzo dużym entuzjazmem powracam do Doctora Brew, co jest oczywiście skutkiem znakomitego Cascade IPA pitego ostatnio. Doktorzy w zawrotnym tempie wypuszczają na rynek nowości - to już czwarte piwo od bodajże lutego, a przede mną już czekają kolejne trzy. Siedem różnych piw w pół roku to chyba jakiś rekord. Co robi się już trochę zabawne, siedem na siedem zachmielonych po amerykańsku (jedno australijskim chmielem, ale na to samo wychodzi chyba). Zabawne jednak nie oznacza od razu złe - patrząc tylko na Doctora to nuda straszliwa, ale nie oni jedni są na rynku, więc jeśli taką sobie wybrali specjalizację, to w porządku - byle tylko wszystko wychodziło im tak jak Cascade IPA, a nie dwa pierwsze piwa. Dzisiaj trzecie z rzędu IPA i drugi single hop, tym razem na nowym chmielu, który w dniu premiery nie miał jeszcze swojej nazwy, teraz zwie się już equinox.

Informacje ogólne:
Piwo: Kinky Ale
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
 
Opakowanie
Standardowa etykieta, tym razem kolor różowy do kolekcji. Kapsel dalej goły. Opis z tyłu znów dość grafomański, ale po jakimś czasie już bardziej to bawi niż żenuje. Oczywiście wyszczególniony skład. Identyczny ekstrakt i alkohol co przy American IPA - czyli tym gorszym niestety. Goryczka pomiędzy, 71. Zwraca uwagę różnica w zasypie - w AIPA mieliśmy trzy różne słody, w Cascade aż pięć, tutaj jedynie słód pale ale.
9/10

Barwa
Bardzo jasne, jasnozłote, aczkolwiek potężne zmętnienie nadaje mu trochę mocy i ciemności; zmętnienie jakieś wyjątkowo ładne, wręcz intrygujące, bardzo dużo tutaj dobrego robi. 
3,5/5

Piana
Dość obfita, niesamowicie gęsta, cudownie oblepia szkło i długo się utrzymuje. 
5/5

Zapach
Bardzo ładny, chmielowy aromat kwiatowo-owocowy; mnóstwo owoców egzotycznych - przede wszystkim grejpfrut i niebywałe ilości liczi; za tło robią kwiaty; piękny, są ładniejsze, ale piękny. 
9/10

Smak
Przenosi wrażenia z zapachu, dokłada trochę żywicy i oczywiście goryczkę, grejpfrutową z ciekawymi akcentami pikantnymi, wręcz pieprzowymi, bardzo miłą, nieprzesadzoną, świetnie komponującą się z ogólnie dość słodkim charakterem piwa; niezwykle lekkie i przez to bardzo, wręcz niebezpiecznie pijalne; jest zaprzeczeniem niezbalansowanych dwóch pierwszych piw Doctora Brew, wprost idealnie ułożone; pyszne. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie jest dość niskie, bardzo dobrze pasuje do smaku, ale odrobinę wyższe jednak mogłoby być.
4/5

8.5/10
 
Fenomenalna sprawa, strzał w dziesiątkę, kolejny rewelacyjny single hop. Wspaniałe, świetnie pijalne piwo z niemal doskonałą goryczką i finiszem. Sceptycyzm, jaki nosiłem w sobie do Doctora po pierwszych dwóch piwach wyparowuje, albo się szybko uczą, albo na lepsze pomysły zaczęli wpadać. Zacieram ręce na myśl o tych trzech piwach, które są przede mną.

piątek, 13 czerwca 2014

Rogue: XS Imperial Red Ale

Nadrabiam zaległości z kolejnego piekielnie popularnego browaru ze Stanów Zjednoczonych, tym razem Rogue Ales. Mając do wyboru butelki bardzo małe i bardzo duże wybrałem oczywiście format degustacyjny i trafiłem na "imperial red ale", piwo w stylu określanym jako amerykańskie mocne ale, trochę enigmatycznym i wrzucającym do jednego worka dość różne trunki.

Informacje ogólne:
Piwo: XS Imperial Red Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oregon
Miasto: Newport
Browar: Rogue Ales
Produkowane od: 2007
Styl: imperialne amerykańskie red ale
Alkohol: 8,32%
Ekstrakt: 19,4%
Objętość: 207 ml

Opakowanie
Niepozorna, mała buteleczka okazała się chyba najlepiej oznaczoną, jaką w życiu widziałem. Mamy alkohol podany z dokładnością dwóch miejsc po przecinku, szczegółowy skład, stopnie plato, IBU (75) i inne współczynniki, o których pierwszy raz usłyszałem. Sam styl etykiet Rogue też jest bardzo udany. Do pełni szczęścia brakuje jakiegoś opisu piwa, mamy za to ładny firmowy kapsel.
9,5/10

Barwa
Brązowy kolor, momentami wpadający w ciemną miedź, ale przede wszystkim brąz; wydaje się bardzo zmętnione, ale ciężko to ocenić; całkiem ładne. 
3,5/5

Piana
Niezbyt obfita i już po chwili na tafli powstają dziury, jakkolwiek pozostałości i gruby pierścień utrzymują się dość długo. 
2/5

Zapach
Bardzo intensywny, wprost ciężki, ewidentnie owocowy zapach; dominują skoncentrowane truskawki i poziomki, dołącza się do nich odrobina jabłek; dużo chmielu, dużo słodu, sporo też niestety alkoholu, ale ładny i ciekawy. 
7,5/10


Smak
W smaku jest już wyraźnie odmiennie, owoce, które totalnie rządziły w zapachu, odchodzą na tło; najpierw mamy mocne, ale przyjemne uderzenie słodowe, na przełyku alkoholowe rozgrzanie, a finisz należy już w zupełności do chmielu, który dostarcza długiej i wysokiej goryczki; wybitnie pełne, co nie do końca działa na korzyść - jest zdecydowanie za ciężkie jak na swój woltaż, myślę, że dałbym mu ponad dziesięć procent alkoholu w ślepym teście; ogólnie bardzo dobre, ale do zachwytu daleko. 
8/10

Tekstura
Wysycenie jest w porządku, ale piwo jest niesamowicie gęste, co przyczynia się do nadmiernej ciężkości.
3/5

6.5/10

Spory zawód; choć to dobre piwo, to za tę cenę i od takiego browaru więcej się wymaga. Balans nie zadziałał, największym, głównym mankamentem tego trunku jest jego ociężałość - nie przyjemna, oleista pełnia, ale po prostu siermiężność, której nie musi być chyba w żadnym piwie (czego dobrą przesłanką jest Tokyo* z BrewDoga). 

Widawa & Kopyra: Czorny Miś

Szybciej niż się spodziewałem udało mi się dostać drugie piwo kolaboracji Browaru Widawa z Tomaszem Kopyrą, i to najnowsze. Czorny Miś, przez twórców określane stylowo jako śląskie ciemne ale, to ciekawa rzecz - wariacja na temat ciemnego IPA, w której zwariowane jest to, że chmielone było jedynie polskimi odmianami chmielu. Miś zwykły, uwarzony przeszło rok temu, był pierwszym polskim India Pale Ale w komercyjnej sprzedaży - teraz znów kolaboranci robią coś pierwsi. Bardzo jestem ciekaw.

Informacje ogólne:
Piwo: Czorny Miś
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2014
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Fajna, wyróżniająca się etykieta z tytułowym Misiem w górniczym uniformie na tle przemysłowego krajobrazu i herbem Śląska. Dokładnie wyszczególniony skład, z którego dowiemy się, że chmiele to Sybilla i Junga. Goły kapsel. Brak daty przydatności do spożycia, ale jestem pewien, że jeszcze jest dobre.
8/10

Barwa
Czarne jak węgiel, nie sposób dopatrzyć się jakichś prześwitów, bezbłędne. 
5/5

Piana
Bardzo obfita i szalenie gęsta, o bardzo ładnym, beżowym kolorze - trwała, oblepiająca szkło, zwyczajnie idealna. 
5/5

Zapach
Bardzo przyjemna kompozycja nut palonych - bardziej słodkich niż wytrawnych, lekko czekoladowych, może odrobinę melanoidynowych - z akcentami chmielowymi, bardzo świeżymi, ziołowymi - teoretycznie nie jest to jakieś połączenie genialne, ale jest niezwykle dobrze ułożone, proporcje nut ciemnych do chmielowych są idealne, zapach jest intensywny i rozkoszny. 
9/10
Smak
Chmiel wybija się na pierwszy plan, a paloność robi dla niego bogate tło - chmiel jest wyrazisty, ale nie agresywny, żywiczno-ziołowy; goryczka nie atakuje od razu, na początku finisz należy raczej do akcentów palonych, ale po kilku łykach ujawnia się na niezłym poziomie i jest bardzo apetyczna, niezalegająca; życzyłbym sobie jednak większej roli ciemnych akcentów, ale i tak jest pyszne i bardzo pijalne. 
8,5/10

Tekstura
Jedyny mankament - wysycenie jest na bardzo niskim poziomie.
2,5/5

7.5/10

Drugie piwo od kolaborantów i drugie na bardzo wysokim poziomie - ocena prawie identyczna jak w przypadku Kruka. Bez wątpienia bardzo dużo można zrobić z polskim chmielem, miałem wątpliwości co do konceptu "śląskiego ciemnego ale", ale jednak okazał się bardzo dobry. Czekam z niecierpliwością na okazję kupienia innych wypustów Widawy i Kopyry.

Port Brewing: Lost Abbey - Avant Garde Ale

Piwa z The Lost Abbey - oddziału znanego mi już Port Brewing Company, nastawionej (wbrew części zwanej po prostu Port Brewing) na piwa zainspirowane stylami belgijskimi - są jednymi z najsłynniejszych craftów na świecie. Przez to głównie, że dostępne są głównie w wielkich butelkach, które trochę nie sprzyjają degustacji, do dziś mnie omijały, ale w końcu musiałem po jakieś sięgnąć i robię to akurat dzisiaj, powracając po urlopie naukowym i jednocześnie świętując połowę trzeciej setki piw na blogu. To dopiero drugie (a może już drugie, patrząc na rzadkość tego stylu) Bière de Garde na blogu i w moim życiu po wersji Pinty. Na wstępie powiem, że jestem zachwycony ich stroną internetową - długaśne opisy i filmy do każdego piwa, ogólnie genialna szata graficzna, przejrzystość, koncepcja świątynnej stylizacji, rewelacja. Jeśli piwa będą równie dobre co oprawa, to wielkie butelki mnie nie zniechęcą do dalszych poznań.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Avant Garde Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company (The Lost Abbey)
Produkowane od: 2006
Styl: Bière de Garde
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml

Opakowanie
Rewelacyjna, majestatyczna butelka z prawdziwym korkiem zabezpieczonym firmowym opięciem, świetna, elegancka i nastrojowa etykieta, która doskonale komponuje się z innymi z tego browaru. Bardzo udany opis piwa na kontrze. Piękna rzecz.
10/10


Barwa
Bardzo ładny, jasnobursztynowy kolor okraszony bardzo mocnym zmętnieniem i leniwie ulatującym gazem. 
4/5

Piana
Piękna, wybitnie obfita i szalenie gęsta piana, tworzy efektowne kształty, pięknie oblepia szkło, zostaje do końca - genialna. 
5/5

Zapach
Na początku przede wszystkim nuty owocowe, lekko witbierowe, pomarańczowo-cytrynowe i jabłkowe, ale szybko profil zmienia się na bardziej belgijsko drożdżowy, niemal przyprawowy, a później dochodzi do tego sympatyczna, słodka nuta niemal miodowa; bardzo ładny, dość intrygujący, strasznie złożony i rozwojowy, ale może trochę mało wyrazisty, za mało intensywny. 
8,5/10

Smak
Bardzo pełne, wręcz przyciężkie, zaskakująco goryczkowe - na początku trochę owocowo-belgijskiego orzeźwienia, na przełyku zupełnie ten profil zostaje pogrzebany poprzez naprawdę wysoką, niestety wyraźnie chropowatą i ściągającą goryczkę jakby od skórki cytrusów; niedoskonałość i zbytnia nachalność goryczki to największy mankament piwa, bez tego byłoby świetne, zwłaszcza że na głębokim finiszu znowu jest zupełnie przyjemnie, a tak jest tylko dobre. 
7/10

Tekstura
Wysycenie jest o stopień za wysokie jak na tak ciężki smak.
3,5/5

7.0/10

No zawiodłem się nieprzeciętnie. Może kwestia nastawienia - po zapoznaniu się z wersją Pinty stworzyłem sobie w głowie obraz Bière de Garde jako piwa bardzo łagodnego, przystępnego, a to tutaj było wyjątkowo agresywne. Pod względem alkoholu to jednak The Lost Abbey zmieściło się w standardach BJCP. Tak czy inaczej nie jest to piwo rewelacyjne i to już drugi poważny zawód z Port Brewing Company w roli głównej. Nie będę się palił, żeby dać im kolejną szansę - ładne butelki i świetne strony internetowe to za mało - aczkolwiek kiedyś to na pewno nastąpi biorąc pod uwagę ich renomę.

sobota, 31 maja 2014

Szałpiw (Bartek): Śrup

Wreszcie udało mi się dostać drugie piwo z Szałpiwu - polowałem na nie bardziej niż na kolejne wypusty Pinty i AleBrowaru nawet, bo Szczun zupełnie rozłożył mnie na łopatki. Szałowie nie pozwalają się nudzić - po połączeniu tripla z India Pale Ale (które okazało się być przede wszystkim triplem, ale to sam w sobie piękny styl) czas na ciemne IPA. Ciężko mi nie mieć do tego stylu sentymentu, bo Black Hope z AleBrowaru było pierwszym piwem rzemieślniczym i pierwszym na amerykańskich chmielach (nie tylko z Polski), jakie w życiu próbowałem. Od tamtej pory w tej kategorii przebiło je tylko Libertine Black Ale z BrewDoga, które pozostaje do dziś niedoścignionym liderem. Po rewelacyjnym Szczunie niebezpodstawnie liczę, że Śrup je przebije.

Informacje ogólne:
Piwo: Śrup
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Szałpiw)
Produkowane od: 2013
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta takiego samego kroju, natomiast nieco innej grafiki niż na Szczunie. Fajna, wyrazista, bardzo porządnie wykonana, choć styl Szczuna odrobinę bardziej mi się podobał. Znów krótki opis w gwarze i znów szczegółowe informacje, z których można dowiedzieć się między innymi o obecności płatków owsianych w zasypie. Firmowy kapsel, co miłe - inny kolorystycznie niż na Szczunie.
8/10
 
Barwa
Czarne, ale z dużą dawką prześwitów pod światłem, ciemnobrązowych, a nawet zmierzających w stronę rubinowych - bardzo ładne. 
4/5

Piana
Nie jakaś kosmicznie (ale zadowalająco) obfita, natomiast nieprawdopodobnie gęsta i bardzo trwała, niezwykle bogato osadza się na szkle. 
4,5/5

Zapach
Zdominowany przez amerykański chmiel - trochę owocowości i żywicy, ale bardziej taki zielony, czysty, ziołowy chmiel, bardzo daleko w tle jakieś nuty palonego słodu; bezwzględnie powinien być bardziej intensywny.
7,5/10

Smak
Dużo lepiej - najpierw solidne uderzenie chmielowe, na przełyku spora dawka kwaskowatości, a już na samym początku finiszu wreszcie słodowość poważniej daje się we znaki, choć tutaj również przeważa chmiel, ale finisz to najciekawszy moment tego piwa; ma jeden mankament, kwaskowatość na zbyt wiele sobie pozwala, ale ogólnie wyśmienite; goryczka jak na IPA na pewno nie powala, natomiast jest bardzo apetyczna i przyjemnie rozpływa się w czasie, więc mimo umiarkowanej mocy można się nią nacieszyć; czas jest jego sprzymierzeńcem, piwo co ciekawe w ogóle się nie nudzi, a w miarę degustacji przyciąga coraz bardziej. 
9/10

Tekstura
Prawie bez zarzutu, odrobinę więcej wysycenia by jednak nie zaszkodziło.
4/5

7.5/10  

Do BrewDoga jednak daleko, do AleBrowaru kawałek, ale Szałpiw i tak potwierdza, że jest poważnym graczem. Wyśmienite piwo trochę zdradzone przez zapach, które sprawia, że poszukiwania innych propozycji tego browaru tylko się wzmogą. To jednak dopiero po urlopie naukowym, który rozpoczyna się teraz i potrwa co najmniej dwa tygodnie.

Widawa & Kopyra: Kruk

Tomek Kopyra jest jaki jest, w wielu kwestiach można się z nim nie zgadzać, w niektórych wręcz należy, ale ja obejrzałem, nie da się ukryć, mnóstwo jego nagrań (choć nie zawsze w całości), na początku mojej pasji piwnej wiele z nich bardzo mi się przydało, ułatwiło przyswajanie podstaw, no fajnie było momentami naprawdę. Do guru i wyroczni mu daleko, ale nawet lubię gościa. Jak dotąd nie udało mi się jednak spróbować ani jednego uwarzonego przez niego we współpracy z browarem Widawa piwa - w końcu trafiłem na Kruka, jedno z popularniejszych chyba. Jednocześnie to dla mnie powrót do stoutów amerykański - rozłąka z nimi trwała niewiele mniej niż rok, a przecież styl znakomity.

Informacje ogólne:
Piwo: Kruk
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2012
Styl: stout amerykański
Alkohol: 4,7%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Niezła, choć niewybitna etykieta, koszmarnie krzywo naklejona. Dużo ukłonów w stronę osób niewładających językiem polskim - zawsze w porządku, chociaż piw z tej kolaboracji brakuje i w Polsce, a co dopiero gdzieś indziej. Ocenę mocno podnosi szczegółowy skład. Jak się okazuje, z chmielu w grę wchodzi jedynie simcoe. Goły kapsel niestety.
7,5/10
 
Barwa
Świetna, nieprzenikniona, wzorcowa czerń, ideał. 
5/5

Piana
Również znakomita, bardzo obfita i niespotykanie drobna, gęsta, potężnie oblepia szkło - robi fenomenalne wrażenie, wzór. 
5/5

Zapach
Na pierwszym planie zdecydowanie słód palony, bardzo dużo słodu palonego - niezwykle zintensyfikowany, trochę idący w stronę kawy, trochę w stronę mocno przypieczonego ciasta; pod spodem, bardzo nieśmiało, kryje się chmielowość, która nie przebija, a co najwyżej dźga paloną pełnie powiewami bardzo odległej, owocowej świeżości - byłby bardzo blisko ideału, gdyby chmiel aż tak się nie krył (acz w miarę upływu czasu trochę odżywa). 
8,5/10

Smak
W smaku mamy więcej chmielu - w ustach dalej rządzi raczej paloność, choć tu też simcoe jest wyraźny, natomiast na przełyku mamy pół na pół, a na finiszu chmiel zupełnie odbija sobie bierność w zapachu - a to za sprawą bardzo zaskakująco mocnej goryczki, naprawdę mocarnej, nawet co nieco za dużej, ale mimo wszystko na zdecydowany plus. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie na początku jest trochę za wysokie, później spada nieco za nisko, ogólnie jednak trzyma się w pobliżu odpowiednich rejonów.
3,5/5

7.5/10

Potwierdziły się dwie rzeczy. Po pierwsze - Kopyra wie, jak uwarzyć (tudzież wymyślić) świetne piwo. Po drugie - skłonność Tomasza do mocnego chmielenia nie jest mitem i potrafi dać się we znaki. Z jednej strony uczyniło to piwo pamiętnym, bo mocna goryczka to mocna goryczka, ale z drugiej - trochę spuścić z tonu i byłoby może blisko ideału. Tak czy owak, chętnie sięgnę po następne piwo kolaboracji.

Ciechan (Browary Regionalne Jakubiak): Lagerowe

Musiało to w końcu nadejść, choć jakiegoś specjalnego pociągu do tego piwa nie czuję. To jednak jedna z legend polskiego piwowarstwa, jeden z pierwszy symboli rewolucji, jaka przeszła przez ten kraj, choć zupełnie inny niż Atak Chmielu – to w końcu tylko jasny lager. Albo aż. To, że odkąd się pojawił w 2011 roku w plebiscycie browar.bizu deklasuje wszystkich rywali z kategorii piw jasnych dolnej fermentacji to jeszcze nic – większą rewelacją jest fakt, że w 2011 roku w ogólnej klasyfikacji poddał się tylko Atakowi Chmielu, a w 2012 Rowing Jackowi i Black Hope, czyli pierwszym piwom, które urzekły polskiego konsumenta amerykańskim chmielem. Dziś słyszy się już mnóstwo narzekań na obniżenie jakości po świetnym początku, ale i tak sądzę, że muszę go spróbować.

Informacje ogólne:
Piwo: Lagerowe
Kraj: Polska
Województwo: Mazowieckie
Miasto: Ciechanów
Browar: Ciechan (Browary Regionalne Jakubiak)
Produkowane od: 2011
Styl: jasny lager
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Trochę inna od standardowej etykieta Ciechana, ale ogólnie w tym samym stylu, czyli estetyczna, jakkolwiek nie najbardziej wyszukana. Firmowy kapsel i minimalistyczny opis piwa na kontrze, a w zasadzie opis jego pochodzenia. Nieźle.
6,5/10


Barwa
Mimo ulatującego gazu nie wygląda dobrze - zmętnienie milionem drobinek osadu nie może się podobać, jasnozłoty kolor w połączeniu z nimi wypada średnio.
1/5

Piana
Bardzo ładna, gęsta i prawie idealnie trwała - bardzo, bardzo dobra.
4,5/5

Zapach
Na początku mocno przypomina weizena, ale szybko to złudzenie - lub też nie - odchodzi w dal i pojawiają się nuty klasycznie jasnolagerowe - mamy sporo słodowości, ale też zaskakująco niemało chmielu, co daje kompozycję całkiem ładną, ale po pierwsze niezrzucającą z siodła, po drugie zdecydowanie za mało intensywną, po trzecie okraszoną odrobinką diacetylu (to jednak praktycznie nie przeszkadza); w miarę ogrzewania robi się trochę kwaskowe.
5,5/10
Smak
Wpierw nieźle, ale ostatecznie kończy się na przyzwoitości - w dalszym ciągu dobrze balansują się chmiel i słód, dostajemy fajną, może nie najbardziej wyszukaną, ale zaskakująco wysoką goryczkę, ale to w dalszym ciągu nic oszałamiającego, a finisz jest wprost kiepski i coraz gorszy; również tutaj jest coraz gorzej wraz z ogrzewaniem się, na początku bardzo dobrze orzeźwia, potem robi się ciężkawe, a nawet alkoholowe.
5,5/10

Tekstura
Jest w porządku, trochę tylko zmniejszyłbym wysycenie.
3,5/10

5.0/10

Mimo nie za wysokich oczekiwań i tak się solidnie zawiodłem. Jeśli to piwo faktycznie kiedyś było tak świetne, żeby tak znakomicie radzić sobie w konkursie browar.bizu, to pogłoski, a raczej wołania o jadący w dół poziom Ciechana nie mogą być grupową halucynacją sensoryczną. Nie jest to piwo złe, ale wiele więcej dobrego się o nim nie da powiedzieć.

Revelation Cat (Ramsgate): Hop Animal Double Double IPA

Dziesiąte piwo z browaru kontraktowego (choć po prawdzie to nie tylko) Revelation Cat. Sporo. Nie odzwierciedla ta liczba mojej faktycznej fascynacji tym podmiotem, a z tego tylko wynika, że uwiodły mnie niemal bezkrytyczne rekomendacje takiego jednego pana, który to się generalnie zna i od razu wziąłem sporo tego. Po starcie zapowiadającym rzeczywiście coś rewelacyjnego nadeszło pasmo niedosytów i nawet rozczarowań. Dziś może przełamanie - na to piwo czekam najgoręcej ze wszystkich pozostałych, bo może być najbardziej goryczkowym, jakie w życiu piłem. Imperialne IPA o aż 13% zawartości alkoholu - pijałem już nawet mocniejsze, ale żadne nie było kategorycznie nastawione na goryczkę, chmielowość. To jest.

Informacje ogólne:
Piwo: Hop Animal Double Double IPA
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone przez włoski browar kontraktowy
Region: South East England
Miasto: Ramsgate
Browar: Ramsgate Brewery (Revelation Cat)
Produkowane od: 2012
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 13%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Wyjątkowo fajna etykieta z sugestywnym wizerunkiem chmielowego potwora-kałamarnicy. Revelation Cat mógł umieścić piwo równie dobrze w serii imperialnej, ale, co zrozumiałe, trafiło do chmielowej. Jak przekonuje etykieta, ilość IBU ma być poza wszelkimi wyobrażeniami. Mam nadzieję! Niestety goły kapsel, niecodzienność na butelkach RC z Anglii.
8,5/10

Barwa
Intrygująca, ciemnobursztynowa, bardzo mocne zmętnienie, a jednak pod mocnym światłem zdradza piwo przepiękne, rubinowo-miedziane przebłyski. 
4/5

Piana
Bardzo mało obfita i również z trwałością ma problemy, ale pierścień i resztki na tafli co nieco się utrzymują. 
1,5/5

Zapach
Typowy zapach mocnego IIPA, czyli całkowicie ogarnięty przez chmiel, który układa bukiet ciężki i owocowy; przede wszystkim ogrom truskawek, bardzo słodkich, do tego troszkę jagód, ale te truskawki zupełnie dominują; w małych ilościach intrygujący i zachęcający, ale przy zbytnim skupieniu wiązki zapachu zaczynają się dziać mało przyjemne rzeczy. Ogólnie solidny, ale jakby bardzo brakowało mu świeżości.
6/10

Smak
Na początku dostajemy fajną, słodką, owocową słodowość, a później już im dalej, tym bardziej chmielowo - nie da się jednak powiedzieć, żeby naprawdę miażdżąco. Goryczka jest oczywiście bardzo wysoka, ale nijak się ma do hucznych zapowiedzi; przyjemne, ale bez rewelacji, najciekawiej zaczyna się dziać na finiszu, łączącym typowy, ziołowy chmiel z akcentami karmelu; mimo wszystko za ciężkie, alkohol ukrywa przyzwoicie, ale ogólną ciężkość nie. 
6,5/10

Tekstura
Nie pomaga - wysycenie jest jeszcze w miarę, ale piwo jest nieprzyjemnie za gęste.
2,5/5

5.5/10
 
Jedno z największych, o ile nie największe rozczarowanie, odkąd prowadzę bloga (może poza zniszczonymi wspomnieniami o pierwszych minimalnie niesztampowych piwach, jakie piłem, koźlaku i porterze z Ambera). Piwo, którego nie nazwę co prawda złym, ale kompletnie nietrafionym. 6,18/10 w przypadku piwa z górnej półki cenowej stricte rzemieślniczego browaru to po prostu porażka. Może po prostu IPA nie jest stworzone do takiego woltażu, ale z drugiej strony prawie trzykrotnie mocniejsze Watt Dickie z BrewDoga znacznie lepiej się zaprezentowało. Revelation Cat ma szczęście, że ex ante uznałem go za jednostkę wybitną, bo po tym epizodzie chyba na jakiś czas bym się z nim rozstał, a tak cztery piwa jeszcze na pewno się pojawią, no bo je mam.