niedziela, 3 listopada 2013

Redwillow: Wreckless

Jak mówiłem, tak zrobiłem - oszołomiony imperialnym IPA z mikrobrowaru Redwillow sięgnąłem w sklepie po kolejne ich piwa. Na początek ich chyba najbardziej standardowy produkt, który opisują jako pale ale, z racji użytego chmielu kwalifikujący się do amerykańskiej wersji tego stylu. Jeśli będzie to znacznie lżejsze we wszystkich parametrach, ale utrzymane w tej samej konwencji aromatu ale, to będę wniebowzięty.

Informacje ogólne:
Piwo: Wreckless
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: North West England
Miasto: Macclesfield
Browar: Redwillow Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Etykieta bardzo podobna do tej z Ageless, minimalnie różniąca się kolorystycznie. Krótki opis zaleca je, jeśli "chce się otrzymać dużą dawkę amerykańskiego chmielu, ale nie spaść przy tym z krzesła". Co bardzo ciekawe - tak samo jak w IIPA w składzie figuruje słód pszeniczny! Nie wiadomo czemu, kapsel jest tu goły.
9/10

Barwa
Złote, zmętnione małymi kawałeczkami osadu w niezbyt elegancki sposób; nadrabia trochę ładnie ulatującym gazem, ale nie pozostawia najlepszego wrażenia.
1,5/5

Piana
Niska, mało obfita, szybko znika, choć jakieś resztki zostają do końca.
2/5

Zapach
Przepiękny, taki jak obiecywany: potężna dawka amerykańskiego chmielu, bardzo świeży i łagodny zapach liczi, melona, ananasa; do pełni szczęścia brakuje większej intensywności i złożoności, ale nie można mu się oprzeć. 
9/10

Smak
W smaku już nie tak wspaniale, trochę mało pełne, całość robi się bardzo grejpfrutowo-melonowa, goryczka dość niewyraźna; przenosi przy tym sporo pozytywnych wrażeń z zapachu i pije się jak najbardziej przyjemnie. 
7/10

Tekstura
Wysycenie mogłoby być odrobinę wyższe.
4,5/5

6.5/10

Niestety się rozczarowałem, to piwo nie ma startu to Ageless, a nawet do pozostałych czterech opisywanych tu amerykańskich pale ale; jest tylko jednym z wielu. Dobre, ale nie przy swojej cenie i takim wyborze, jaki jest w sklepach, w których to piwo dostaniemy. Z rozpędu kupiłem jeszcze dwa okazy z Redwillow i w niedalekiej przyszłości przekonam się, czy wyjątkiem jest Wreckless, czy Ageless.

sobota, 2 listopada 2013

Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak): Lwówek Wiedeński

Wreszcie dane mi spróbować piwa z odmienionego przez Marka Jakubiaka browaru w Lwówku Śląskim, chyba najbardziej chwalonego obok Kormorana i Ciechana browaru regionalnego w Polsce. Padło na lagera wiedeńskiego i będzie to dopiero drugie piwo w tym stylu, jakie zrecenzuję - po bardzo dobrej Odsieczy Wiedeńskiej z Pinty. To również pierwsze na blogu piwo z browaru dolnośląskiego. Jaki nie byłby wynik degustacji - trzeba na wstępie pochwalić podjęcie się próby interpretacji i wypuszczenie na rynek stylu tak niepopularnego i zapomnianego.

Informacje ogólne:
Piwo: Lwówek Wiedeński
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Lwówek Śląski
Browar: Lwówek (Browary Regionalne Jakubiak)
Produkowane od: 2012
Styl: lager wiedeński
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Zmiana etykiet zdecydowanie korzystna: nowe są w bezwzględnie bardziej subtelnym i klasowym stylu. Jak na browar regionalny bardzo bogata w informacje: styl, gatunki słodu i chmielu, do tego ładny, firmowy kapsel. Nie tylko rzemieślnikom lager wiedeński jednoznacznie kojarzy się z husarią.
8,5/10

Barwa
Bardzo ładne, po prostu bursztynowe, zmierzające nieśmiało w kierunku złota. 
4/5

Piana
Bardzo skromna, niska, nietrwała, zwyczajnie mizerna. 
1/5

Zapach
Dominuje dziwna, nie najładniejsza, ale i nie drażniąca kwaśność, która przykrywa solidne nuty chmielowo-karmelowe; umiarkowanie przyjemny zapach, nic specjalnego. 
5,5/10

Smak
Zdecydowanie lepiej, już po kilku łykach ujawnia się bardzo sympatyczna, karmelowa słodowość i wybitnie delikatna goryczka nadająca na tych samych falach; trochę brak mu szlachetności, przez co wkradają się akcenty nudy i mdłości, ale ogólnie jest przyjemne i dość pijalne. 
6,5/10

Tekstura
Wysycenie jest trochę za wysokie.
4/5

5.5/10

Niestety Lwówek Wiedeński z interpretacją stylu według Pinty może konkurować wyłącznie ceną. Piwo co najwyżej solidne, które na pewno stanowi świetną alternatywę dla koncernowej masówki i co ważne jest gatunkowo takim, za jakie się podaje, ale mało wykwintne, trochę nudne - pije się dość przyjemnie, jednak po skończeniu degustacji nie miałem ochoty na ani jednego łyka więcej.

piątek, 1 listopada 2013

Pinta (Browar na Jurze): Dyniamit!

Kolejne piwo od Pinty. Spieszę się z nimi, by przed zapowiedzianą podwójną premierą piw żytnich mieć już za sobą wszystko, co do tej pory uwarzyli (poza tymi kilkoma, które przestały być warzone jeszcze zanim na tyle wgłębiłem się w piwo, by dotrzeć do Pinty). Drugi raz z rzędu zupełnie nowy dla mnie styl - pumpkin ale, czyli piwo dyniowe, uwarzone przez rzemieślników, jak rok temu, na Halloween. Względem pierwszej warki zmieniła się trochę receptura: więcej dyni, mniej przypraw na czele z goździkami, inne chmiele - mnie niestety nie dane ocenić, czy wpłynie to korzystnie na piwo. Jak zawsze przy wyrobach z tej stajni - z ekscytacją zaczynam degustację.

Informacje ogólne:
Piwo: Dyniamit!
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: pumpkin ale
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Wyjątkowo udana etykieta Pinty z wizerunkiem halloweenowej dyni. Jak zawsze bogata w informacje: zalecane szkło i temperatura serwowania, obietnica idealnego piwa na jesienno-zimowe wieczory, pełny skład. A w tym ostatnim, poza słodami, chmielami i drożdżami - pieczona dynia, goździki, imbir, cynamon i mech irlandzki.
9,5/10
 
Barwa
Bardzo ładny kolor, mocno zmętnione, bursztynowo-miedziane, ulatujący gaz: świetne. 
4,5/5

Piana
Niestety niska, mizerna, szybko redukuje się do niewielkich pozostałości, w końcu całkowicie znika. 
1/5

Zapach
Przepiękny i intensywny, oczywiście przyprawowy, prym zdaje się wieść imbir, trochę goździków, cynamon może gdzieś daleko w tle; to wszystko na bardzo przyjemnej podbudowie słodowo-chmielowej, dynia nie przemawia wprost, ale jej duch jest obecny - ogólnie coś obłędnego. 
10/10

Smak
Również dominacja goździków i imbiru, ale tym razem na korzyść tych pierwszych: goździki dostarczają wrażeń pochodnych od aromatu, imbir daje pikantność - to podsycone klasyczną ale'ową goryczką, bardzo delikatną, ale obecną; trochę słodkie; nie powala już aż tak bardzo jak w zapachu, jakieś tam mankamenty ma, ale tu również zdecydowanie wybitne; trochę triplowe.
9,5/10

Tekstura
Wysycenie bardzo wyraźnie za niskie, ale mimo to pijalność jest niesamowita.
2,5/5

8.5/10

Jedno z najlepszych piw Pinty, niemal na równi z trzecim "Jak w Dym", a przy piętnastu ocenionych piwach to już coś znaczy. Przegrało w szczegółach - pianie i teksturze - ale warto zauważyć, że we wrażeniach smakowo-zapachowych przebiło wszystko, nawet Atak Chmielu. Teraz już całkowicie napaliłem się na AleBrowarową wersję tego stylu, Naked Mummy, która ma się niebawem ukazać na półkach. A jeśli zostało jeszcze trochę Dyniamitu, chyba zaopatrzę się w mały zapas, bo może być ciężko bez niego wytrzymać do następnego Halloween.

Redwillow: Ageless

Szybko wracam do Wielkiej Brytanii. Tym razem trafiłem na mikrobrowar z niedużego miasta w północno-zachodniej Anglii, który w lipcu świętował swoje trzecie urodziny. Z informacji na stronie browaru wynika, że jest on prowadzony zaledwie przez dwie osoby, w dodatku małżeństwo (nazwa browaru powstała z połączenia drugich imion dzieci tej pary); ogólnie bije z tego wszystkiego jakaś niezwykła swojskość i więź ze światem zwykłych ludzi, mimo że sporo już piw uwarzyli. Spróbujmy ich imperialnego IPA o dziwnie niskiej jak na ten styl zawartości alkoholu.

Informacje ogólne:
Piwo: Ageless
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: North West England
Miasto: Macclesfield
Browar: Redwillow Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie  
Nie ukrywam, że to potężna estetyka etykiety sprawiła, że sięgnąłem po to piwo z półki. Świetne, wypukłe logo, ogólnie siła symetrii, firmowy kapsel, choć z bliska okazuje się, że czegoś tam brakuje do ideału. Notka na temat piwa jest tak szczero-skromna, że aż dziwna: po prostu "jeśli lubisz silnie chmielone piwa z długim goryczkowym finiszem, to nasze piwo dla ciebie; jeśli nie, to prawdopodobnie nie". Dość niespotykane. W składzie słód pszeniczny.
9,5/10
 
Barwa
Przepiękny, bursztynowy kolor, dość mocno zmętnione z dynamicznie ulatującym gazem. 
5/5

Piana
Obłędnie obfita, gęsta, wysoka i osiadająca na szkle - wspaniała.
5/5

Zapach  
O niebywałej intensywności, na pierwszym planie cudowne cytrusy, zwłaszcza pomarańcze, w tle bardzo interesująca drożdżowość, przypominająca piwa pszeniczne; niezwykle świeży, genialny. 
10/10

Smak
Dominacja cudownego chmielu: w cytrusowości można się rozpłynąć, goryczka początkowo trochę się chowa, ale zaraz pokazuje swój potencjał, znakomicie wyważona słodycz; prawie bezbłędne. 
9,5/10

Tekstura
Minimalnie za niskie wysycenie.
4,5/5

9.0/10 

Wspaniałe odkrycie. I Hardcore You z BrewDoga nie przebiło, ale to jedno z najlepszych piw, jakie w życiu piłem (wdarło się na ostatnie miejsce na blogowym podium). Dopiero po degustacji dopatrzyłem się w składzie słodu pszenicznego i chyba faktycznie to IIPA jest trochę posmarowane weizenowym charakterem, co daje bardzo, bardzo ciekawy efekt. Jeśli tylko znajdę je na półce, w najbliższym czasie spróbuję kolejnych piw z niepozornego Redwillow.

czwartek, 31 października 2013

Lindemans: Gueuze Cuvée René

To dla mnie szokujące spostrzeżenie, ale archiwum nie kłamie: przez trzy i pół miesiąca nie wypiłem żadnego piwa z Belgii. Co więcej, ostatnio z tego kraju degustowałem standardowe Gueuze z Lindemans, a na dzisiejszy dzień zaplanowałem opisanie niejako wersji premium tego trunku. Owo Cuvée René to pierwszy lambik, którego piłem w życiu, w bardzo wczesnym etapie swojej przygody z piwem. Był to bez wątpienia największy szok, jakiego w jej trakcie doznałem. Teraz, gdy już niejednego lambika mam za sobą, zacieram ręce na myśl o tej butelce.

Informacje ogólne:
Piwo: Gueuze Cuvée René
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Vlezenbeek
Browar: Brouwerij Lindemans
Produkowane od: brak danych
Styl: gueuze
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Piękna, szampańska butelka z szampańską etykietą i korkiem, tak samo jak w przypadku krieka z tej edycji. Czysta elegancja, choć kriek przez kolorystykę robił trochę potężniejsze wrażenie. 
9,5/10



Barwa
Złote, bardzo mocno zmętnione, niebywale agresywnie ulatujący gaz, sporo mało ciekawie wyglądających kawałeczków drożdży; ogólnie jednak bardzo korzystne. 
4/5

Piana
Niemal natychmiast redukuje się do minimalnych pozostałości. 
0,5/5

Zapach
Bardzo kwaśny, wiejski - po prostu klasyka stylu, można się co najwyżej doczepić nieco do intensywności. 
9/10

Smak  
Odziwo dość ułożone, kwaśność oczywiście dominuje, ale nie jest przesadna; ma to swoje zalety, ale i wadę, bo pod spodem brakuje piwu trochę ciała. 
8,5/10

Tekstura
Ogromnie nagazowane, chociaż da się przeżyć.
2/5

7.5/10

Zdecydowanie lepsze, prawdziwsze gueuze od wersji standardowej, po prostu zgodne ze stylem. Chociaż nie jest dla mnie już tak ekstremalne, dla początkującego być musi, w związku z czym nie polecam tego piwa jako wprowadzenia do świata spontanicznej fermentacji - na pierwszy raz może lepiej zacząć z czymś dosładzanym.

wtorek, 29 października 2013

Pinta (Browar na Jurze): Ognie Szczęścia

By otrząsnąć się z niesmaku po degustacji Tyskiego, powracam po blisko miesiącu do źródła zaufanego jak żadne inne, czyli Pinty. Piłem dość znaczny czas temu Kilkenny, ale jedyne co pamiętam z tej konsumpcji to to, że się odbyła, więc traktuję Ognie Szczęścia jako moje pierwsze świadome zetknięcie się z Irish Red Ale.

Informacje ogólne:
Piwo: Ognie Szczęścia
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: irlandzkie red ale
Alkohol: 4,2%
Ekstrakt: 11,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta w kanonie Pinty, tu oczywiście agresywnie czerwona. Koncepcja trochę odmienionych etykiet, naklejonych prawie na całym obwodzie butelki, między innymi zalecających odpowiednie szkło, jak widać będzie dotyczyć nie tylko nowych piw; i bardzo dobrze.
9,5/10

Barwa
Przepiękne, głęboko brązowe, pod światłem niebywałe rubinowe prześwity; trochę tylko za ciemne jak na ten styl. 
4,5/5

Piana
Piękna, beżowa, gęsta i dość obfita, osiada na szkle, ale nie utrzymuje się dość długo w całości. 
4/5

Zapach
Dość słaby, sporo karmelu, świeżego chmielu, trochę paloności i słodowości - szkoda, że tak trudno się tego dopatrzeć, chociaż w trakcie konsumpcji trochę się intensyfikuje. 
6,5/10

Smak
Również bardzo delikatne, ale zdecydowanie korzystniejsze - karmel w bardzo przyjemny sposób walczy o prym z nutami palonymi, szalenie udane połączenie słodowej treści z lekko wytrawnym posmakiem; mimo wszystko odrobinę za wodniste, przydałaby się minimalnie większa goryczka i treściwość - tak czy inaczej cudownie pijalne. 
8/10

Tekstura
Wysycenie prawie idealne, ale jednak trochę bym obniżył.
4,5/5

7.0/10

Zdecydowanie dobre piwo, które przez ubogie nieco walory zapachowe zostaje jednak w tyle za prawie wszystkimi wyrobami Pinty. Nie wykluczam jednak, że kiedyś doń powrócę z uwagi na rzadkość stylu.

poniedziałek, 28 października 2013

Lech (Kompania Piwowarska): Tyskie Gronie

Tak, to się dzieje. Już za chwilę zdegustuję króla koncerniaków polskich, najlepiej sprzedające się piwo w kraju. Jest to dziełem przypadku, losowania w sklepie; nie miałem w głowie myśli pokroju "wypadałoby zrecenzować rynkowy numer jeden", bo tak nie uważam, ale skoro już pechowo trafiłem na klasycznego koncerniaka, cieszę się, że na takiego, który jest jakąś instytucją. O Tyskim myślę od jakiegoś czasu - bez weryfikacji - jako o ekstraklasie polskiej masówki i po cichu liczę, że nawet do 4/10 dobije.

Informacje ogólne:
Piwo: Tyskie Gronie
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Poznań
Browar: Lech Browary Wielkopolski (Kompania Piwowarska)
Produkowane od: brak danych
Styl: jasny lager
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Dość ładna, estetyczna etykieta, dedykowany kapsel, ale bez rewelacji. Adnotacja po konsumpcji: obniżam ocenę za opakowanie za kompletną niezgodność z rzeczywistością górnolotnych bzdur wypisywanych na etykiecie.
5/10


Barwa
Słomkowy, cienki kolor, naprawiony trochę przez ładnie ulatujący gaz. 
2/5

Piana
Mizerna, nie za gęsta ani wysoka piana, szybko opada do bardzo cienkiego pierścienia, w końcu poddaje się całkowicie. 
1/5

Zapach
Wyjątkowo nijaki, prawie go nie ma - to, co udaje się wyczuć, stanowi połączenie metaliczności z jakąś odległą, brudną słodowością: jedyną zaletą jest to, że nie śmierdzi, bo ciężko cokolwiek tu odnaleźć. 
0,5/10

Smak
Również pustka, zupełna pustka; próbuje się przebić ta nieszlachetna słodowość, ale wychodzi to marnie, po chwili spożycia atakuje pozostającym w ustach, nieprzyjemnym, alkoholowo-kartonowym posmakiem - jakby zatęchła woda gazowana, zero chmielu, zero goryczki, zero czegokolwiek przyjemnego, nawet na orzeźwienie kiepskie przez wspomniany posmak. 
0,5/10

Tekstura
Znacznie, znacznie za bardzo wysycone, co wychodzi zwłaszcza w żołądku.
0,5/5

1.5/10

Tsingtao Beer długo, bardzo długo, bo prawie od początku bloga dzierżyło tytuł najgorzej ocenionego tu piwa, ale właśnie zostało przebite i to nawet mocno. Katastrofa, wzdęcia, zgaga w kilkanaście minut i nieprzyjemny posmak w ustach to efekt tego brawurowego aktu, jakim jest picie Tyskiego. Całe szczęście, że trafiłem na małą butelkę. Degustacja była jednak potrzebna - po pierwsze przypomniałem sobie, jak dobre jest dobre piwo, a po drugie zostałem wyprowadzony z błędu, jakim było uważanie Tyskiego za przyzwoitego koncerniaka (opisywany tu fatalny przecież Carlsberg jest przy tym wynalazku po prostu smaczny). Nie rozumiem, jak tylu ludzi może dobrowolnie dawać sobie robić krzywdę i jeszcze za to płacić.

BrewDog: Jack Hammer

Dużo czasu i piwa nie musiało upłynąć, bym po długiej serii z piwami BrewDoga powrócił do szkockiego browaru. Dziś ocenię piwo, które miało się znaleźć wśród tamtych wielu, ale ostatecznie nie zdołałem go schwytać, nad czym bardzo ubolewałem, bo to klasyczne, ostro chmielowe amerykańskie IPA, czyli styl-ikona piwnej rewolucji, której w końcu sam BrewDog jest w Europie jakimś symbolem.

Informacje ogólne:
Piwo: Jack Hammer
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2012
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: 17,2%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Typowa etykieta BrewDoga, tu w kolorze trawiastym; jak dotąd wszystko rodzi skojarzenia z Rowing Jackiem. Piwo nazwane IPA zachodniego wybrzeża.
4,5/5



Barwa
Jasnozłote, lekko zmętnione; solidne.
3/5

Piana
Mizerna, niska, ale pierścień i resztki na środku utrzymują się dość długo. 
2/5

Zapach
Genialnie intensywny aromat amerykańskiego chmielu - cytrusy, głównie grejpfruty, pomarańcza, trochę ananasa - przepiękny. 
9,5/10

Smak
W smaku absolutna dominacja goryczki, odrobinę za duża, bo za mocno przykrywa przepiękne cytrusy, ale ogólnie świetne. Niezwykła pijalność mimo goryczki.
9/10 
Tekstura
Wysycenie mogłoby być minimalnie mniejsze.
4,5/5

8.5/10

Piwo piękne duszą; po prostu pyszne i istotnie potężnie chmielone. Ocenę zaniża średnia prezencja; które to już piwo z BrewDoga z marną pianą. Poza nią na każdym kroku ekstremalnie przypomina Rowing Jacka - gdyby zostało uwarzone wcześniej, zastanawiałbym się, czy to nie była inspiracja dla ekipy z Gościszewa.

sobota, 26 października 2013

Tucher (Radeberger Gruppe): Urfränkisch Dunkel

Wreszcie, po znacznej przerwie, powracam do Niemiec. Powracam, by po raz pierwszy na blogu zrecenzować styl, który, mimo że bardzo rzadko miałem z nim do czynienia, fascynuje mnie i przyciąga bardziej niż większość innych - monachijski dunkel. Miejmy nadzieję, że podreperuje dotychczasową, nie najlepszą średnią piw z Niemiec.

Informacje ogólne:
Piwo: Urfränkisch Dunkel
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Fürth
Browar: Tucher Bräu (Radeberger Gruppe)
Produkowane od: brak danych
Styl: monachijski dunkel
Alkohol: 5,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Solidna, ale trochę mdła i oklepana etykieta na zwyczajnej butelce z firmowym kapslem; niestarannie naklejona lub odklejona. Bez szału.
5/5




Barwa
Urzekająca: bez światła majestatyczny, ciemny brąz, pod światło jasny z przepięknymi miedzianymi prześwitami. 
4,5/5

Piana
Obłędnie gęsta, dość wysoka, ale niezbyt trwała. 
3,5/5

Zapach
Ciasto, ciasto, ciasto, ewentualnie ciasteczko z dżemem, trochę karmelu i kandyzowanych owoców - dość jednostronny, ale bardzo, bardzo ładny.
8/10

Smak
Niestety znacznie, znacznie gorzej - przede wszystkim bardzo płaskie, puste jak na przecież normalną zawartość alkoholu; czuć w zasadzie wyłącznie tę ciasteczkowo-karmelową słodycz, niczym nie sparowaną, jednowymiarową do bólu, przez to w końcu dość mdłą - nie można jednak powiedzieć, że pije się jakoś bardzo ciężko; nie jest raczej złe, w każdym razie nie za bardzo, tylko po prostu zupełnie nudne. 
3,5/10

Tekstura
Nie chce uratować sprawy; wysycenie znacznie za duże, ogólnie nieprzyjemna.
1/5

4.5/10

No nie, nie na to liczyłem. Kiepskie smakowo piwo, wynoszone na przeciętność przez zapach. Ja wiem, że to masówka, ale jednak więcej się spodziewałem po Niemczech, patrząc na te jedenaście dotychczasowo ocenionych piw.