Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lombardia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lombardia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2016

Sensolibero: Amelie

Koniec przygody z włoskim browarem, który dał mi najgorszy stout w życiu, bardzo dobre APA i najlepsze golden ale w życiu. Kończę witbierem.

Informacje ogólne:
Piwo: Amelie
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: witbier
Dodatki: kolendra, skórka pomarańczy
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do sierpnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
O, tu już wpadli na to, żeby na jasnym tle nie dawać białej czcionki, tylko czarną.
8/10

 
Barwa
Klasyka witbiera - bardzo zmętnione, słomkowe, "mleczne".
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, trochę burzliwa, ale utrzymuje się bardzo długo.
4,5/5

Zapach
Bardzo duże ilości bardzo świeżej kolendry, jakby dopiero co ktoś rozbił i roztarł w palcach parę nasion. Dzięki podszyciu równie świeżym aromatem skórki pomarańczowej, właściwie to niemal soku pomarańczowego, efekt jest niezwykle barwny, bajeczny wręcz. Przepiękny aromat, ale mógłby być bardziej intensywny przez całą degustację.
8,5/10

Smak
Podobnie jak w zapachu - świeże aromaty kolendry i skórki pomarańczowej z przewagą kolendry, tutaj jeszcze na przyjemnym, nie za słodkim podkładzie słodowym. Smak jednak wypada jakoś mniej wyraziście od zapachu, przydałaby się mu przynajmniej lekka goryczka (nie ma prawie żadnej), ale wciąż jest świetnie.
8/10

Tekstura
Trochę za wysoki gaz.
3,5/5

7.0/10

Bardzo dobry wit, który przypomniał mi nawet jednego z moich ulubionych, Blanche de Namur. Ostatecznie przygodę z Sensolibero zapamiętam pozytywnie, mimo że zdarzyło się na samym jej początku coś bardzo przykrego. Mimo ogromnej wpadki to dobry browar, może nawet kiedyś jeszcze się spotkamy. 

czwartek, 11 sierpnia 2016

Sensolibero: Amarela

Trzecie podejście do niszowego włoskiego mikrusa Sensolibero. Pierwsze skończyło się najgorszym stoutem w moim życiu, drugie bardzo dobrym APA. Jak wyjdzie piwo w mało popularnym stylu golden ale?

Informacje ogólne:
Piwo: Amarela
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: angielskie golden ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do sierpnia 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
To samo co na pozostałych piwach, a jednak nie to samo. Biała czcionka na jasnożółtym tle, serio? 
7,5/10


 
Barwa
Bardzo ładne, lekko zmętnione złoto i ulatujący gaz.
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, prawie idealnie trwała.
4,5/5

Zapach
Połączenie trzech różnych wymiarów chmielu - kapka zalatujących nową falą cytrusów, trochę takiej czystej zieleniny jak po starciu w ręce świeżej szyszki, a najwięcej chyba kwiatowych nut chmielu angielskiego. Jest też lekka baza słodowa o profilu biszkoptowo-ziemistym. Bardzo ciekawy, świeży i ładny aromat.
8,5/10

Smak
W dalszym ciągu bardzo barwna plejada różnych oblicz chmielu jak w zapachu, tu natomiast zwiększa się udział strony słodowej, wraz z którą naciera brytyjska ziemistość, którą bardzo lubię. Połączenie ziołowej goryczki z ziemistą słodowością wypada na finiszu naprawdę obłędnie w swojej klasyczności. Świetne piwo, choć może za dużo w nim takiej czysto zielonej, granulatowej lupuliny jak na mój gust.
8/10

Tekstura
Minimalnie za duży gaz, ale to trochę czepialstwo. 
4,5/5

7.5/10

No, robi się interesująco. Browar, który uwarzył najgorszy stout w moim życiu, uwarzył też najlepsze golden ale w moim życiu. Jedno jest pewne - Sensolibero naprawdę dobrze sobie zapamiętam. Ale jeszcze witbier przede mną.

piątek, 8 lipca 2016

Sensolibero: Red Sbang

Sensolibero prawdopodobnie na długi czas utkwi w mojej pamięci jako browar-stwórca najgorszego stoutu, jaki piłem w życiu. Wciąż mam jednak do zdegustowania trzy inne ich piwa i z racji niszowości browaru nie zamierzam ich odtrącać. Każdy ostatecznie zasługuje na drugą szansę. Być może piwo w łatwiejszym stylu niż stout owsiany lepiej im wyszło. APA to chyba najtrudniejszy styl do spieprzenia, więc jeśli tu będzie źle, to będę załamany.

Informacje ogólne:
Piwo: Red Sbang
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: amerykańskie pale ale
Alkohol: 5,6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do lipca 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Identyczne jak w przypadku stoutu, tylko czerwień zamiast czerni.
8/10 



Barwa
Ciemne złoto wpadające w jasny bursztyn, bardzo mocne zmętnienie, trochę ulatującego gazu - niezłe, ale zmętnienie trochę przegięte.
3/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta i utrzymuje się do samego końca.
5/5

Zapach
Naprawdę świetny aromat chmielu ukierunkowanego na chmiel w wydaniu owoców tropikalnych ze szczyptą żywicy, do tego subtelne nuty słodowo-biszkoptowe.
8,5/10

Smak
Podobnie jak w zapachu - na pierwszym planie owocowo-żywiczny chmiel (tu tylko udział żywicy się zwiększa) oraz przyjemna baza słodowa. Goryczka na idealnym jak na APA poziomie, konkretna, ale jeszcze nie wysoka. Bardzo przyjemne piwo, choć nie ma tu jakiejś mistrzowskiej pełni smaku. Wydaje się lżejsze niż 5,6%.
7,5/10

Tekstura
Jest wyraźnie przegazowane, ale bez tragedii.
2,5/5

6.5/10

Nooo, a więc da się. Red Sbang to co prawda nie orgazm w ustach, ba, nie jest to nawet piwo w pełni satysfakcjonujące jak na standardy rzemieślnicze, ale jest naprawdę dobre, niemal bardzo dobre. Teraz pytanie, czy wypadkiem przy pracy był obrzydliwy stout, czy dobre APA. Odpowiedź poznamy w następnym odcinku, zostało mi jeszcze golden ale i witbier.

wtorek, 7 czerwca 2016

Sensolibero: Dubh

Przez ostatni rok do włoskiego piwowarstwa zajrzałem dosłownie cztery razy. Jestem zszokowany i trochę zażenowany tym faktem, bo wkład Włochów w europejski craft cenię sobie wybitnie i sporo fantastycznych piw z tego kraju już wypiłem. Faktem jest jednak, że ostatnio, przynajmniej we Wrocławiu, italiańskie wyroby pojawiają się w sklepach dużo rzadziej niż kiedyś. Revelation Cat, którego piwa w kilkunastu lub kilkudziesięciu nawet różnych egzemplarzach można było dostać w Polsce, przepadł kompletnie bez wieści i chyba przestał nawet istnieć dwa lata temu, patrząc na ratebeer. Z Baladin ustrzelić cokolwiek to spora sztuka, sporadycznie pojawi się coś z del Ducato, a z tych dwóch też było kiedyś sporo rzeczy do wyhaczenia.

Na szczęście pewien dobry człowiek przywiózł mi prosto z Mediolanu sześć reprezentantów włoskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Dwa z nich to Baladiny, a aż cztery - piwa z Sensolibero, mikrusa z Cesate, miejscowości położonej w pobliżu stolicy Lombardii. Ciężko znaleźć szczegółowe informacje na jego temat, natomiast pierwsza recenzja piwa stamtąd pojawiła się na RB 1 sierpnia zeszłego roku. Sprawa wygląda o tyle ciekawie, że z kilku piw, jakie te browar posiada w ofercie, każde posiada na ratebeerze od zera do dwóch ocen. Będą to więc jedne z najbardziej undergroundowych trunków, jakie zrecenzowałem tu w całej historii bloga. Zaczynam od stoutu owsianego.

Informacje ogólne:
Piwo: Dubh
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: stout owsiany
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do czerwca 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Przepiękny, niespotykany kształt butelki - jak to często we włoskich piwach. Nie wiem, jakim cudem im się to opłaca, ale doceniam walory estetyczne. Etykieta raczej stonowana, ale solidna; firmowy kapsel.
8/10

Barwa
Czarne, nieprzejrzyste.
5/5

Piana
Niezbyt obfita, niezbyt gęsta i niezbyt trwała, bardzo słaba.
1,5/5

Zapach
Na wstępie nie do końca czysty (lekki metal), ale dość ładny aromat palonego słodu, kawy i czekolady. Brakuje intensywności. Wkrótce metal i inne wady (deemesik) dominują coraz mocniej, robi się wówczas wręcz przykry.
1,5/10

Smak
Bardzo słabo, wręcz fatalnie. Zamiast feerii palonego słodu mamy dużo drożdżowości, alkoholu, kwaskowatości. Brak goryczki, brak czegokolwiek. Złe piwo. Kawowy finisz nie może uratować sprawy.
1,5/5

Tekstura
Mimo niby niezłej gęstości jest niesamowicie płaskie przez brak gazu. Gwóźdź do trumny.
0,5/5

2.0/10

Zapamiętam ten browar na bardzo długo jako twórcę najgorszego stoutu, jaki piłem w całym życiu. Gratuluję. Najgorsze jest to, że mam jeszcze przed sobą trzy ich piwa.

wtorek, 3 marca 2015

Elav: Dark Metal

Na koniec degustacji piw przywiezionych z Włoch zostawiłem to, po którym obiecuję sobie najwięcej, czyli oczywiście stout imperialny. Nie za mocny, o nie za wysokim ekstrakcie, ale jednak RIS. Elav póki co żadnym piwem nie wprawiło mnie w zachwyt, czas najwyższy.

Informacje ogólne:
Piwo: Dark Metal
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Bergamo
Browar: Birrificio Indipendente Elav
Styl: stout imperialny
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: 19,8%
Objętość: 330 ml
Warka: do 01.07.2019

Cena: 4,50 euro (6,82 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Wyrazista, mroczna, blackmetalowa etykieta, jedna z ładniejszych tego browaru - choć black metal to akurat jeden z niezbyt licznych gatunków muzyki, na który mam bardzo niską tolerancję, żeby nie powiedzieć żadną.
8/10

Barwa
Nieprzejrzyście czarne, mroczne i piękne. 
5/5

Piana
Nieprawdopodobna jak na stout imperialny, piekielnie obfita, gęsta, o cudownej, brudnobeżowej barwie, utrzymuje się do samego końca - po raz pierwszy spotykam się z doskonałą pianą w tym stylu! 
5/5

Zapach
W aromacie dużo czekolady, nut palonych oraz ciemnych, suszonych owoców, szczególnie owoce pozwalają sobie na sporo, efektem jest aromat bardzo przyjemny, choć trochę nieokrzesany, na moment wkrada się do niego coś niepożądanego, czego nie umiem nazwać, ale szybko na szczęście znika. 
8/10


Smak
W smaku już tego nie ma, wspaniale wybucha w ustach, najpierw intensywną, czekoladową słodyczą, ale szybko przechodzi w nuty wytrawne, zbożowe, kawowe i palone, by skończyć uderzeniem wysokiej, bez wątpienia pochodzącej od chmielu, choć sprawiającej wrażenie palonej goryczki - zacny stout imperialny, na pewno nie najlepszy, jaki piłem, ale jest to piwo wybitne; bardzo intensywny, doskonale zbalansowany, rozkoszny. 
9,5/10

Tekstura
Idealna - niskie, ale nie za niskie wysycenie i spora gęstość.
5/5

8.5/10

Tak, to najlepsze piwo z tej dziewiątki, choć mimo że ma za sobą potężny styl, ledwo wyprzedziło pierwsze degustowane, Ghisę. RISy stać na trochę więcej w zapachu, za to nadrabia doskonałą pianą, której się już nie spodziewałem w tym stylu zobaczyć. Ostatecznie jednak Birrificio Lambrate bardziej przykuło moją uwagę niż Elav - z tego drugiego browaru właściwie chciałbym wrócić tylko do Dark Metal, a mam przeczucie, że Imprial Ghisa, RIS z Lambrate, byłby jeszcze lepszy.

sobota, 28 lutego 2015

Elav: Sick & Tired

Przedostatnie piwo przywiezione z Włoch będzie nowym stylem na blogu, wee heavy, najmocniejszym szkockim ale. Ostatnia przygoda z Belhaven, mimo że nie do końca satysfakcjonująca, rozbudziła we mnie ciągoty do tradycyjnych szkockich stylów, ale czy będzie tak tradycyjnie, to nie wiem, bo w zasypie jest tu słód wędzony torfem. Wędzone wee heavy, czy jednak jego dodatek okaże się nieznaczny? Zobaczymy.

Informacje ogólne:
Piwo: Sick & Tired
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Bergamo
Browar: Birrificio Indipendente Elav
Styl: wędzone wee heavy
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml
Warka: do 15.07.2017
Cena: 4 euro (6,06 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Najładniejsza etykieta ze wszystkich browaru Elav. Nie wiem o co chodzi, ale czyż nadąsany mors, grający w szkockim nakryciu głowy na dudach, może nie wzbudzać sympatii? No i kolorystycznie pięknie.
8,5/10
 

Barwa
Piękna, rozpościerająca się od ciemnego bursztynu do jasnego brązu, przede wszystkim miedziana; podejrzewam, że byłaby doskonała, gdyby nie mocne zmętnienie. 
4/5

Piana
Nie jest imponująca, nie powala ani obfitością, ani gęstością, ani trwałością, choć z żadnym z nich nie jest też źle, solidny pierścień utrzymuje się do końca. 
3/5

Zapach
Piękny popis słodu, który stworzył połączenie intensywnej, lekko przypalanej chlebowości i karmelu z niesamowicie bogatymi estrami owocowymi - słodkie jabłka, czereśnie, dżem truskawkowy i inne; na początku bardzo subtelna nutka torfu, z czasem staje się coraz ważniejsza w bukiecie; aromat ten ma jeden problem, jest niezbyt intensywny, wielka szkoda. 
6,5/10 
Smak
W smaku bardziej wyraziście, może dlatego, że na znacznie, znacznie więcej pozwala sobie torf - jest tu jedną trzecią do połowy wrażenia, poza tym jest dość słodko, intensywne są nuty chlebowo-karmelowe, melanoidynowe, ciastkowe, a nawet czekoladowe, owoce trochę odchodzą na dalszy plan z korzyścią dla torfu, który podobnie jak w zapachu jest coraz mocniejszy, w końcu piwo robi się od tej wędzonki aż słone; całość stanowi kompozycję bardzo udaną, ale nie urywającą niczego. 
7,5/10

Tekstura
Ogromny problem, jest niemal kompletnie wygazowane, nadaje wrażenia wodnistości, zupełnie nieprzystającej do intensywnego smaku.
0,5/5

6.0/10

Napaliłem się, a to póki co najsłabsze piwo ze wszystkich przywiezionych z Włoch i prawdopodobnie nim zostanie, bo na koniec zostawiłem stout imperialny. Jest, nie da się ukryć, bardzo interesujące (sensowne połączenie szkockiego piwa i szkockiej whisky), a w samym smaku też po prostu bardzo dobre, ale mała intensywność aromatu i wodnista tekstura nie pozwalają wzbić mu się na wyżyny.

piątek, 27 lutego 2015

Elav: Indie Ale

Drugie i ostatnie spośród piw z Birrificio Elav, które miałem już okazję pić lane w Bergamo. Weizen trochę mnie rozczarował w wersji butelkowej, ale też we Włoszech smakował gorzej niż dziś opisywane amerykańskie amber ale. Jak pisałem w relacji z podróży, "Indie Ale było być może najlepszym AAA, jakie piłem (jedynym konkurentem jest Yakima Red z Meantime, ocenione na prawie 9/10) - pachniał obłędnie, kwiatowo i owocowo, oraz posiadał goryczkę o idealnej wysokości". Zobaczmy, w jakim stopniu pokryją się z tym dzisiejsze wrażenia.

Informacje ogólne:
Piwo: Indie Ale
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Bergamo
Browar: Birrificio Indipendente Elav
Styl: amerykańskie amber ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 330 ml
Warka: do 26.08.2016
Cena: 3,50 euro (5,30 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Do estetycznej etykiety dołączyła tym razem naklejka na szyjce, świadectwo srebrnego medalu na Brussels Beer Challenge w 2012 roku w kategorii amber ale. Rzuciłem przy okazji okiem na ten nowo brzmiący konkurs, wygląda na to, że ten srebrny medal faktycznie coś znaczy.
7,5/10
 
Barwa
Trochę za jasne jak na styl - chyba bardziej ciemne złoto niż jasny bursztyn, w każdym razie coś na granicy; lekkie zmętnienie i obfity gaz pomagają mu wyglądać nieco bardziej przebojowo, ładne. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, gęsta, puchowa, oblepia szkło i utrzymuje zadziwiająco grubą warstwę do samego końca - absolutnie bez zarzutu. 
5/5

Zapach
W pięknym, intensywnym aromacie znajdujemy słodsze oblicze amerykańskiego chmielu - szaleją owoce, ale nie cytrusy, bardziej truskawki, maliny, może skropione limonką, do tej słodyczy dołączony jest subtelny akcent żywiczny - cudny zapach, choć większe cuda spotykałem. 
8,5/10
Smak
W smaku następuje ukrócenie tej słodkiej sielanki, żywica przejmuje stery i robi się gorzko - doprawdy jedno z najbardziej nastawionych na nuty iglaste, żywiczne piwo, jakie piłem, las w płynie, niezwykły efekt; goryczka jest spora, zdaje się zdecydowanie wyższa niż zapowiadane 40 IBU, również żywiczna, sosnowa; poza tym świetnie komponujące się z tymi iglakami akcenty karmelowe, tostowe, wprowadzające minimalną słodycz, pozostaje też resztka malin z zapachu - wspaniałe, wyraziste piwo. 
9/10

Tekstura
Gaz jest zdecydowanie za duży, choć na poziomie jeszcze przyzwoitym.
2,5/5

7.5/10

Yakima Red jednak górą, chociaż biorąc pod uwagę smak i tylko smak, to faktycznie byłoby to najwyżej ocenione AAA na tym blogu (a nazbierało się już siedem). No, ale nie godzi się brać pod uwagę jeno smaku, tekstura pokpiła sprawę. Tak czy inaczej jest to świetne piwo, dla odmiany w porównaniu z weizenem zapamiętałem je co najwyżej odrobinę lepiej.

Elav: Beat Weizen Generation

Kolejne piwo z Birrificio Elav miałem już okazję pić w Bergamo. Na miejscu było bardzo dobre, żeby nie powiedzieć świetne, zobaczymy, jakie będzie z butelki. Jest to weizen z trochę ponadprogramowym dodatkiem chmielu.

Informacje ogólne:
Piwo: Beat Weizen Generation
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Bergamo
Browar: Birrificio Indipendente Elav
Styl: hefeweizen
Alkohol: 4,9%
Ekstrakt: 11,7%
Objętość: 330 ml
Warka: do 12.08.2016
Cena: 3,10 euro (4,70 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Fajna etykieta, choć nie tak dobra jak na bitterze. Trochę kojarzy mi się z piwem miodowym. 
7,5/10




Barwa
Bardzo jasne, słomkowe, również bardzo mocno zmętnione - klasyczny hefeweizen okraszony bardzo obficie snującym się ku górze gazem, piękne. 
4,5/5

Piana
Godna weizena, tak obfita, że długo nalewałem to małe piwo do sporej szklanki do weizena - majestatyczna, choć trwałość i gęstość pozostawiają odrobinę do życzenia. 
4/5

Zapach
Dominują nuty weizenowej drożdżowości, pojawiają się goździki, cytryny i banany, jest przyjemna podbudowa biszkoptowa, a na samym końcu lekkie smagnięcie kwiatowe - bardzo ładny i orzeźwiający zapach, gdyby jeszcze trochę mniejszy naciska kładł na nuty cytrynowe, cytrusowe, kwaskowate, byłoby wybitne, a tak musi pozostać bardzo dobrym. 
7,5/10

Smak
W pierwszych łykach jak na weizena dość intensywne, wręcz agresywne, chyba z powodu sporej, cytrynowej kwaskowatości znanej z zapachu, po przełknięciu jednak się uspokaja - finisz to przyjemny biszkopt w towarzystwie delikatnej drożdżowości, całość daje piwo bardzo dobre, choć na pewno nie wykorzystujące w pełni potencjału hefeweizena. 
8/10

Tekstura
Jest dość mocno nasycone, co przy weizenie jest w porządku, ale jednak gaz za mocno drapie jamę ustną. 
3,5/5

7.0/10

To bardzo dobry hefeweizen, ale za dużo znacznie lepszych, wyrazistszych weizenów w życiu wypiłem, by mnie jakoś bardzo zdobył. No i zapamiętałem go dużo lepiej. Piwo jak znalazł na włoskie upały, ale takie trochę bez historii, niczym się nie wyróżniło może poza wyjątkowo mocnymi nutami biszkoptowymi.

środa, 25 lutego 2015

Lambrate: Sant Ambroeus

Ostatnie już piwo z Lambrate, kupione również z powodu nazwy, która znaczy tyle co "święty Ambroży". Tak się składa, że ten pan jest moim tak zwanym patronem, co "duchowo" niezbyt obchodziło mnie już wtedy, gdy nim zostawał, a teraz nie obchodzi już zupełnie, ale jednocześnie jest to patron Mediolanu, a klub piłkarski, któremu mam (nie)przyjemność kibicować, przez pewien okres w historii nosił nazwę wziętą od jego imienia. No to wziąłem. Było już coś z brytyjskiej tradycji piwowarskiej (stout), było z niemieckiej (koźlaki), zobaczymy, jak Lambrate spisze się w przypadku stylu belgijskiego. Jak twierdzą, jest to belgijskie złote mocne ale, choć alkohol wskazuje raczej na blonda.

Informacje ogólne:
Piwo: Sant Ambroeus
Kraj: Włochy       
Region: Lombardia
Miasto: Mediolan
Browar: Birrificio Lambrate
Styl: belgijskie złote mocne ale 
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 660 ml
Warka: do 10.07.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Na etykiecie oczywista postać, trochę mniej przekonująco narysowana niż poprzednie, ale etykieta wciąż robi dobre wrażenie. 
7/10


 
Barwa
Przepiękne złoto - dzięki niebywale oryginalnemu, pięknemu zmętnieniu, a raczej zabrudzeniu osadem, wygląda niesamowicie, ulatujący szybko gaz dopełnia dzieła, cudowny wygląd. 
5/5

Piana
Nadąża za barwą bardzo obfita, śnieżnobiała piana, bardzo gęsta i cudownie oblepiająca szkło - jedynie trwałość nie jest idealna, choć jej bliska, do końca utrzymuje się na przynajmniej połowie tafli. 
4,5/5

Zapach
Nie jest bardzo belgijski, początkowo dominuje w nim dość prosta słodowość jasnego słodu, przypominająca mocno jasnego lagera - aż tak banalnie na szczęście się nie kończy, poza tym dostajemy trochę nut kwiatowych, jakby chmielowych... tak, to musi być chmiel, bo później dołącza ewidentny grejpfrut, jest też i belgijska drożdżowość, tyle że mocno schowana - z czasem coraz mocniej idzie w stronę chmielu i w końcu robi się niesamowicie przyjemnie, choć niezbyt zgodnie ze stylem. 
8/10

Smak
W smaku bardziej wyraziście, bardziej belgijsko, choć dalej nieprzesadnie, słodko-gorzko, mamy przyjemną pełnię słodową, a na przeciwległym biegunie chmiel, cytrusowo-kwiatowy chmiel, który dostarcza subtelnej goryczki; na finiszu mamy tę goryczkę w towarzystwie belgijskiej, lekko szorstkiej przyprawowości - całość rewelacyjnie się ze sobą komponuje, dając piwo lekkie, orzeźwiające w zasadzie, a jednocześnie wybitnie wyraziste. 
9/10

Tekstura
Doskonała, podbija lekkość.
5/5

8.0/10 

Piękne pożegnanie z mediolańskim browarem. Co prawda na cztery opisane tu piwa plus jedno pite w Mediolanie, Sant Ambroeus zajmuje zaledwie czwarte miejsce, ale mówi to tyle, że Lambrate to niesamowicie płodny brewpub. Na pewno kiedyś pojawią się tu jeszcze inne ich piwa. Znów lekko zamieszali mi w głowie co do klasyfikacji stylu, ale ostatecznie można to piwo nazwać belgijskim złotym mocnym ale - nic lepszego nie przychodzi mi do głowy.

poniedziałek, 23 lutego 2015

Lambrate

Kupując w pośpiechu piwa w Birrificio Lambrate kierowałem się w sumie przypadkiem i nazwą. Nie mogłem więc opuścić tego o nazwie... Lambrate. Jak ze zdumieniem odkryłem, jest to koźlak i to tradycyjny, styl przecież tragicznie niepopularny w dobie rewolucyjnego piwowarstwa - dotąd degustowałem tu zaledwie cztery piwa, które można pod ten styl podpiąć. Co ciekawe - żadne z nich nie mieściło się nawet w numerycznych widełkach narzucanych przez BJCP (dotyczących ekstraktu i alkoholu)! Być może to będzie więc najbardziej klasyczny dunkles bock, jakiego piłem w życiu, on się w końcu mieści. Zobaczymy, jak wypadnie w porównaniu z Porporą, koźlakiem podkręconym chmielowo i zresztą alkoholowo.

Informacje ogólne:
Piwo: Lambrate
Kraj: Włochy   
Region: Lombardia
Miasto: Mediolan
Browar: Birrificio Lambrate
Styl: koźlak 
Alkohol: 7%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 660 ml
Warka: do 26.06.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Tym razem na etykiecie jeden z wszędobylskich we Włoszech motocykli oraz charakterystyczny, mediolański, pomarańczowy tramwaj. Przy okazji wyjaśniam znaczenie nazwy - Lambrate to może nie pełnowymiarowa dzielnica, ale powiedzmy, że poddzielnica Mediolanu, w której oczywiście znajduje się brewpub.
8/10
 
Barwa
Kolor zaskakuje znacznie za dużą jak na styl jasnością, ale jest piękny - żywy bursztyn podkreślony przez spore zmętnienie. 
4/5

Piana
Niezbyt obfita, nieprzesadnie gęsta, ale nie jest też źle - cała warstwa nie utrzymuje się za długo, natomiast gruby pierścień i solidne pozostałości do samego końca. 
3/5

Zapach
Na wstępie zupełnie owocowy, są owoce wskazujące na obecność nowofalowego chmielu, takie jak lekko podkreślone żywicą cytrusy, pod spodem wiśnie, maliny, śliwki, do tego nieznaczne smagnięcie karmelem; potem karmel zdobywa dużo większy udział, wkracza też trochę ziołowego chmielu - ładna rzecz, wszystko jednak nieco nikłe, niewyraziste, co trochę poprawia się z czasem. 
6,5/10

Smak
Kiedy już mi się wydawało, że to będzie jakieś IIPA dla ubogich, w smaku w końcu zaczyna być koźlakiem i to dobrym, choć niewybitnym - przyjemna intensywność karmelowego słodu, dużo nut chlebowych, spora rola chmielu w postaci niskiej, ale wyraźnej goryczki, ziołowej, lekko żywicznej, nawet pieprznej - dość prosta, ale przyjemna bardzo kompozycja, dobry, a raczej bezbłędny balans słodyczy z goryczką, dobry trunek. 
7/10

Tekstura
Wysycenie dość spore, zbyt spore, ale w porządku jeszcze.
3/5

6.0/10

Dziwne piwo. Liczyłem na klasycznego koźlaka, dostałem jednego z bardziej nietypowych, jakie piłem, zwłaszcza w kolorze i aromacie. Piwo przyjemne, nawet bardzo, ale tak jakby nie załapałem jego koncepcji, mam wrażenie, że ktoś go trochę nie przemyślał. Pierwsze odstępstwo Lambrate od wybitności i od razu dość mocne - to nie jest poziom, jakiego oczekuję od browarów rzemieślniczych.

piątek, 20 lutego 2015

Lambrate: Porpora

Drugie piwo z Lambrate - najmocniejsze z przywiezionych, a więc spore oczekiwania. Jest to mocno chmielony koźlak, coś, co być może będę mógł nazwać koźlakiem amerykańskim. Ciężko powiedzieć, o co tu dokładnie chodzi, browar za dużo informacji nie ujawnia i nie wiem, czy chmielenie w ogóle jest nowofalowe, ale tak czy inaczej będzie to prawdopodobnie pierwszy na mojej drodze koźlak potraktowany eksperymentalnie - jakoś ten styl nie doczekuje zbyt wielu wariacji rewolucyjnych na swój temat.

Informacje ogólne:
Piwo: Porpora
Kraj: Włochy    
Region: Lombardia
Miasto: Mediolan
Browar: Birrificio Lambrate
Styl: nowofalowy koźlak
Alkohol: 8%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 660 ml
Warka: do 10.06.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta trochę konfundująca, przedstawia kobietę, która ma chyba przypominać jednocześnie prostytutkę i disnejowską syrenę Ariel, a przy tym ma trochę dziwną, muskularną budowę ciała, wygląda dość staro i prawie nie ma nosa. Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z Mediolanem i chyba mam nadzieję, że jednak nic, jako że regularnie tam bywam. No cóż, dalej fajna kreska, ale Ghisa budziła dużo lepsze odczucia.
7/10

Barwa
Bez światła ciemnobrązowe, pod światłem piękne prześwity miedziane, ciemnobursztynowe, rubinowe - mętność skutkująca matowością nie pozwala mu w pełni rozwinąć skrzydeł, a szkoda. 
4/5

Piana
Wybitnie obfita, bardzo gęsta i w ciekawy sposób osiada na szkle, bardzo trwała, bliska ideału. 
4,5/5

Zapach
Na wstępie naprawdę magiczny - główny składnik stanowią owoce, z jednej strony świeże, chmielowe, a la truskawki, banany, cytrusy, z drugiej koźlakowe - suszone i niesuszone śliwki oraz rodzynki, a do tego wszystkiego podbudowa karmelowa, chlebowa, melanoidynowa - genialnie złożony aromat, przepiękny, z czasem coraz mocniej zabiera głos ziołowy chmiel, w końcu trochę zanadto zaczyna dominować, a poza tym całość traci na intensywności. 
8,5/10

Smak
W smaku te ostatnie trzy wymienione nuty zdecydowanie przejmują dowodzenie, spory zwłaszcza poziom niesłodkiej chlebowości, ale ogólnie jest zdecydowanie słodko (karmel plus słodkie owoce) i nawet wyraźnie zawyżona jak na tradycyjnego koźlaka goryczka nie przeciwstawia się tej słodyczy jakoś specjalnie stanowczo, chmiel najmocniej ujawnia się na już dość zaawansowanym finiszu, gdzie łączy swoje ziołowe oblicze z tymi słodkościami - wyśmienite piwo, jest może tylko odrobinę za słodkie, ale pije się je coraz przyjemniej i przyjemniej. 
9/10

Tekstura
Niskie, ale konkretne wysycenie i spora gęstość dają idealną teksturę.
5/5

8.5/10

Kolejne znakomite piwo z Lambrate. Ciekawa interpretacja koźlaka, dość nietypowe piwo, ale niesamowicie przyjemne. Mimo jego dostojeństwa bardziej przekonała mnie jednak Ghisa, ale tak czy inaczej Lambrate póki co trzyma niesamowitą formę. 

czwartek, 19 lutego 2015

Elav: Punks Do It Bitter

Miałem najpierw zdegustować wszystkie przywiezione piwa z mediolańskiego Lambrate, a potem wszystkie z Elav z Bergamo, ale jednak je trochę przemieszam. I tak dzisiaj biorę na warsztat premium bittera z tego drugiego browaru. Rzadko jest okazja skosztować piwo w tym stylu z browaru rzemieślniczego (ESB jeszcze się czasem trafi), tym bardziej ciekaw jestem rezultatu.

Informacje ogólne:
Piwo: Punks Do It Bitter
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Bergamo
Browar: Birrificio Indipendente Elav
Styl: premium bitter
Alkohol: 4,3%
Ekstrakt: 10,8%
Objętość: 330 ml
Warka: do 03.08.2016
Cena: 3,10 euro (4,70 euro za 0,5 l)

Opakowanie
Browar przyjął koncepcję wiązania każdego nowego piwa z jakimś gatunkiem muzycznym (no, prawie zawsze), co całkiem trafia w mój gust i tworzy dobre, spójne etykiety. Tutaj padło na punk i kolorystykę flagi brytyjskiej, wyszło bardzo ładnie. Na etykiecie znajdziemy najbardziej podstawowy opis piwa. Na uwagę zasługuje bardzo ładny, firmowy kapsel.
8,5/10

Barwa
Jasnozłoty kolor, minimalne zmętnienie i żywo ulatujący gaz - ładnie, po dolaniu drugiej części mętnieje już bardzo mocno, ale dalej jest ładnie. 
3,5/5
 
Piana
Bardzo obfita, utrzymuje się do samego końca i bogato ozdabia szkło, bez zarzutu. 
5/5

Zapach
Kwiatowo-owocowy zapach chmielu, raczej amerykański niż angielski, ale mimo małej zgodności ze stylem bardzo ładny - dominuje grejpfrut, jest też cytryna, skórka pomarańczowa, no i kwiaty; intensywny, świeży, dobrze łączy słodycz z kwaskowatością, świetny w zasadzie aromat. 
8,5/10


Smak
Gdy już się wydaje, że będzie to APA, w smaku nagle ta owocowo-kwiatowa parada znika i dostajemy prostą, angielską słodowość z dodatkiem ziołowo-trawiastego chmielu (może jeszcze trochę kwiatów w nim zostaje), który dostarcza dość wysokiej jak na styl, bardzo przyjemnej w swej prostocie goryczki, ta opanowuje finisz w towarzystwie ziemistości - świetne, proste piwo sesyjne, można by je pić przez cały wieczór. 
8,5/10

Tekstura
Najbardziej można się przyczepić do wysycenia - najpierw było zdecydowanie za wysokie, po przyjęciu tylko odrobinę agresywniejszej techniki nalewania zrobiło się znowu zdecydowanie za niskie.
2/5

7.0/10

Świetne piwo z ciekawym zwrotem akcji. W aromacie to raczej APA, w smaku natomiast o dziwo zupełnie zgodne z sugerowanym stylem. Taką wariację to rozumiem, bo zdarza się, że browary rewolucyjne robią, jak sądzą, bittera, chmielą go mocno amerykańcami, ale zamiast wariacji wychodzi po prostu amerykańskie ale.

niedziela, 8 lutego 2015

Lambrate: Ghisa

W końcu ruszam z piwami, które przywiozłem z Włoch, a konkretniej z Mediolanu i Bergamo. Trochę jestem zły na siebie, że tyle z nimi czekałem, ale ciągle było coś pilniejszego, a podejrzewam, że Włosi wiedzą, co robią, ustalając tak odległe daty przydatności do spożycia. Na początek jedno, potem przerwa na parę pilniejszych piw, a następnie zrecenzuję pod rząd wszystkie pozostałe osiem. Zaczynam od mediolańskiego Birrificio Lambrate, malutkiego, ale bardzo popularnego brewpubu, który rozwalił mnie dwoma swoimi piwami, genialnymi niemal APA i stoutem wędzonym. To drugie piwo przywiozłem ze sobą w butelce i od niego zaczynam.

Informacje ogólne:
Piwo: Ghisa
Kraj: Włochy  
Region: Lombardia
Miasto: Mediolan
Browar: Birrificio Lambrate
Styl: stout wędzony
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 660 ml
Warka: do 21.05.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Duża butelka z dużą, wyrazistą etykietą. Lambrate w swoich grafikach nawiązuje chyba zawsze do jakichś symboli Mediolanu, tutaj mamy charakterystyczny motocykl policyjny wraz z policjantem. Ghisa to po włosku żeliwo - zapewne nawiązanie do stylu, piwo jest na słodzie wędzonym torfem, z tego co wyczułem na miejscu. Etykiety nie są jakieś piękne, ale takie bardzo konkretne, wyraziste, no i ładne. Firmowy kapsel.
8,5/10
 
Barwa
Czarne, z minimalnymi przebłyskami ciemnobrązowymi po brzegach. 
5/5

Piana
Wspaniale obfita, trwałość być może nie doskonała, ale bardzo dobra.
4,5/5

Zapach
Na początek zostajemy obsypani pięknym, wyrazistym, zupełnie nie agresywnym torfem, by z czasem a to coraz bardziej przenosić się w stronę kawy i czekolady, a nawet ciasta, a to z powrotem w stronę wędzonki - na początku rewelacyjny, na chwilę coś się trochę popsuło, stracił na intensywności, a i kompozycja stała się czymś lekko jakby przysłonięta, ale zaraz wróciło do znakomitej dyspozycji z początku i tak już zostało, dalej lawirując między czekoladą a torfem. 
9/10
Smak
W smaku już nic mu nie przeszkadza, jest dość mocno czekoladowe z subtelną nutą torfu, komponuje się to ze sobą wspaniale, a równie świetny jest intensywny finisz, gdzie gorzka czekolada bierze górę nad wędzonką, za to dołącza do niej trochę nut ziołowo-chmielowych i przyjemna goryczka... chociaż nie, zaraz, w innej fazie spożycia na finiszu dominuje już wędzonka - cudowny stout, niezwykle pijalny, a ta zmienność jest po prostu fascynująca. 
9,5/10

Tekstura
Jedynym mankamentem jest znaczne przegazowanie na początku, z czasem na szczęście znacznie spada.
2,5/5

8.5/10

Mniej więcej tak znakomite, jak je zapamiętałem, co znaczy, że upływ czasu nie zrobił na nim wrażenia. Rewelacyjny przykład wykorzystania słodu wędzonego torfem w piwie. Zapamiętam je też ze względu na tę zmienność, nigdy nie było wiadomo, jak będzie smakował następny łyk, raz przeważał torf, raz czekolada, raz chmiel. Nie jest to jeszcze stout mojego życia, ale gdyby miał ogarnięte wysycenie, to byłby jednym z trzech najlepszych nieimperialnych stoutów, jakie piłem.