czwartek, 19 czerwca 2014

Jan Olbracht: Bursztyn Toruński

Dziś dodaję sobie nowy polski browar... restauracyjny, o którym ostatnio bywa głośno nawet w kręgach rzemieślniczych. Browar Staromiejski Jan Olbracht mieści się w Toruniu i funkcjonuje od 2012 roku. Do pewnego czasu warzyli standardowe w Polsce piwa restauracyjne, ale w pewnym momencie zaczęli wdawać się w rewolucję. Ja trafiłem na niezbyt rewolucyjnego bursztynowego lagera.

Informacje ogólne:
Piwo: Bursztyn Toruński
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Toruń
Browar: Browar Staromiejski Jan Olbracht
Produkowane od: brak danych
Styl: polotmavé
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo ładna, porządna i schludna etykieta z wizerunkiem wiadomego króla Polski (u Matejki prezentował się nieco mniej męsko). O piwie dowiemy się tylko że jest niefiltrowane, pasteryzowane, a w grę wchodzą słody pszeniczne i jęczmienne. Bardzo fajny, wyrazisty firmowy kapsel. Bardzo ładna rzecz.
8/10

Barwa
Przepiękna, ciemnobursztynowa barwa, nawet lekko wpadająca w miedź i genialnie ulatujący, szturmujący wprost gaz - piękne.
5/5

Piana
Cudownie obfita i gęsta, kremowa, niemal doskonała, ale w końcu trochę robi prześwity.
4,5/5


Zapach
Intrygujący, karmelowo-owocowy; na pierwszym planie bardzo apetyczne, ewidentne jabłka i gruszki, zaraz za nimi przyjemna, bursztynowa słodowość w postaci lekko podpalonego karmelu; mocno kwaskowaty, bardzo ciekawy i przyjemny; orzeźwiający, ale bardzo zaokrąglony. 
8,5/10

Smak
Trzyma wysoki poziom, ale jest już bardziej słodowo, a mniej owocowo; na początku bardzo, ale to bardzo przyjemne uderzenie słodu karmelowego przemieszanego z odrobiną jabłek, na przełyku jakaś nietypowa nuta, która kojarzy mi się z... drewnem cedrowym, wysmarowanym na potrzeby humidora kadzidlanymi olejkami; finisz już niemal zupełnie karmelowy, bardzo fajny; piwo ma pewien poważny mankament, a na imię mu zerowa goryczka, przez co symfonia karmelu jest niezbalansowana i w efekcie mamy lekki efekt mdłości; bez tego byłoby naprawdę bliskie ideału, a tak musi pozostać jedynie bardzo dobre. 
8/10

Tekstura
Wysycenie przydałoby się zdecydowanie większe, ale jest dość dobre.
3,5/5

7.0/10
 
Nietypowe piwo, bardzo dużo owoców jak na lagera. Warto dać mu szansę, a ja chętnie dam szansę jakiejś innej propozycji Jana Olbrachta. A jak się kiedyś jakimś cudem przypałętam do Torunia, to na pewno odwiedzę progi browaru.

środa, 18 czerwca 2014

Doctor Brew (Bartek): American Witbier

Piąte piwo Doctora Brew stanowi początek nowofalowo-pszenicznej trylogii, z którą rozprawię się w krótkim odstępie czasu. Jako pierwszy idzie pod lupę American Witbier, czyli oczywiście witbier nachmielony po amerykańsku; piłem już jedno piwo w tym hybrydowym stylu, fenomenalną Viva la Witę z Pinty, która do dziś pozostaje jednym z najlepszych polskich i w ogóle wszystkich piw, jakie poznałem. Dużo więc sobie obiecuję.

Informacje ogólne:
Piwo: American Witbier
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: nowofalowy witbier
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Kolejna seryjna etykieta, kolejny kolorek do kolekcji. Patrząc na trójkę nowych pszenicznych piw DB, stwierdzam, że miałem rację - za mała powierzchnia na tych etykietach jest w tych indywidualnych kolorach, przez co już zaczynają się trochę zlewać. No, ale to pierdoły. Skład jest pełny, kapsla dalej nie ma, bełkot z tyłu powrócił. Dwa słody, płatki owsiane i pszeniczne, trzy amerykańskie chmiele i witbierowe dodatki.
9/10

Barwa
Klasyczny, słomkowy kolor witbiera z mocnym, choć nie jakoś nieprawdopodobnie mocnym zmętnieniem; ładny, również dzięki ulatującemu gazowi. 
3,5/5

Piana
Obfita, umiarkowanie gęsta, utrzymuje się do samego końca i ładnie oblepia szkło. 
4,5/5

Zapach
Ładne połączenie mlecznej cytrusowości witbierowej z bardzo subtelną dawką amerykańskiego chmielu; trochę kolendry; niestety trochę jednowymiarowy, po jakimś czasie amerykańskich chmieli jest już bardzo mało, a racja witbierowa też jakoś nie powala. 
6,5/10
Smak
Tu również jest to przede wszystkim witbier, lekki, dość mocno kremowy, orzeźwiający witbier; odrobinę zbyt wodnisty; chmiel objawia się jedynie w wysokiej goryczce, która byłaby nienormalna w zwykłym witbierze, aczkolwiek sama goryczka smakuje bardziej skórką pomarańczy i kolendrą niż chmielem; jest dobre, rześkie, ale nic ponadto. 
7,5/10

Tekstura
Strasznie przegięte wysycenie, które na szczęście w tak lekkim piwie jeszcze w miarę przejdzie.
1/5

6.0/10

Ech, a już było tak dobrze. Niestety jest to najmarniejsze piwo z Doctora Brew spośród dotychczasowych, a doktorzy śmiało mogą udać się do Zawiercia na pokaz warzenia Viva la Wity, żeby wziąć lekcję łączenia witbiera z amerykańskim chmielem. W ogóle rzecz niesamowita, ale jak bałem się przechmielenia, tak piwu można bez wątpienia zarzucić niedochmielenie, przynajmniej na aromat, goryczka radę daje. No nic, miejmy nadzieję że pozostałe pszenice będą dużo lepsze.

wtorek, 17 czerwca 2014

Redchurch: Great Eastern India Pale Ale

Kolejny, czwarty już browar z Londynu dodaję sobie do doświadczeń, jednocześnie żałując, że nie mam czasu na dokładniejszą eksploatację wcześniejszych trzech, bo wszystkie na razie jakimś trafem wypadają fantastycznie. Oby i tu nie było inaczej. Oczywiście zadałem sobie trud sprawdzenia, cóż to za browar. Strona internetowa mówi tyle, że to kolejny craft, tylko że z irytującą manierą niezaczynania zdań wielkimi literami. Dość lakoniczni - może i dobrze. Jeśli chodzi o piwo, to wziąłem je z półki jedynie dlatego, że w sklepie było podpisane jako angielskie IPA, czyli taki pradziadek rewolucji piwnej na banicji, którym dzisiaj nikt się za bardzo nie przejmuje. Ja się przejmuję każdym stylem, no to wziąłem, po czym okazuje się, że to jednak bezwzględne amerykańskie IPA. Ach te crafty. Liczę na coś pięknego. Co ciekawe, ma więcej procent alkoholu niż imperialne IPA z Redwillow (ale wg BJCP to Redwillow miało trochę za mało woltażu na swój styl, a nie Redchurch za dużo na swój).

Informacje ogólne:
Piwo: Great Eastern India Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Redchurch Brewery
Produkowane od: 2012
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Jedna z bardziej ascetycznych, uproszczonych etykiet, jakie widziałem. Niestety nie tylko graficznie (co daje efekt niezły), ale też merytorycznie - kompletnie nic się nie dowiemy o piwie. Jest jednak za to adres strony internetowej, gdzie coś tam się już dowiemy. Kapsel też oszczędny, bo goły.
7/10

Barwa
Głęboko złota, całkiem ładna, minimalna ilość ulatującego gazu, do tego nie najbrzydsze, ale też i nie najpiękniejsze zmętnienie; ładne, ale bez szału. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, umiarkowanie gęsta, ale utrzymuje się na powierzchni w całości do samego końca. 
4,5/5

Zapach
Piękne, słodkie akcenty amerykańskich chmieli z niemal całkowitym nastawieniem na owoce - pomarańcze, grejpfruty, ananasy, marakuję - i trochę wycofaną, ale ewidentną i coraz mocniejszą w miarę konsumpcji nutą żywicznej pikanterii, niemal przyprawowej. Intrygujący, bogaty, zadowalająco intensywny, wspaniały.
9/10
Smak
Niepozostawiająca złudzeń bomba chmielowa, kierująca doznania znacznie bardziej w kierunkach leśnych, a mniej owocowych; naprawdę bezwzględnie nachmielone, goryczkę czuć jeszcze przed finiszem, od razu po wzięciu piwa do ust. Świetna rzecz, najpierw bogactwo nut żywicznych, a potem uderzenie goryczką w kubki smakowe niczym obuchem w głowę; zaraz po przełknięciu dźga nas jakimś niestandardowym akcentem, którego nie udało mi się zidentyfikować, a który nadaje piwu bardzo odmiennego charakteru; nie jest jednak doskonałe, problemem jest nadmierna ciężkość, na którą składa się mimo wszystko nieco nieskontrowana goryczka i specyficzny, mocno przyprawowy, w zasadzie pikantny charakter piwa. 
9/10

Tekstura
Zupełnie nie chce tu pomóc, ciężkawa i ze zdecydowanie zbyt wysokim wysyceniem.
1,5/5

8.0/10

Co za odmiana w porównaniu z Ursą. Niedopracowane co prawda, ale uwarzone totalnie amerykańskie IPA, bez ogródek. Więcej go już nie wypiję, bo na samym krajowym podwórku jest mi znanych z pięć lepszych AIPA, ale chętnie skuszę się na coś innego z Redchurch.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Ursa Maior: Megaloman

Czas na obiecaną drugą szansę dla Ursy Maior. Nie żeby pierwsza zakończyła się katastrofą - bynajmniej, zakończyła się piwem bardzo dobrym - ale jak na sektor rzemieślniczy to za mało, bym poszedł do sklepu i wykupił wszystkie ich piwa. Na Megalomanie spoczywa dość duża odpowiedzialność, bo obok degustowanego Deszczu w Cisnej uważany jest dość zgodnie za najlepsze piwo UM. Jeśli nie przekroczy oceny 8/10 bardziej odważnie niż Deszcz, to na pewno dużo czasu upłynie, zanim Ursa znów się tu pojawi.

Informacje ogólne:
Piwo: Megaloman
Kraj: Polska
Województwo: podkarpackie
Miasto: Uherce Mineralne
Browar: Ursa Maior
Produkowane od: 2013
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 15%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Podobnie jak na Deszczu bardzo fajna, oryginalna etykieta, której tym razem motywem przewodnim jest dudek. Niefajny za to brak pełnego składu, do którego sektor rzemieślniczy przyzwyczaił, ale trudno. Firmowy kapsel. Dobry opis piwa i rekomendowane potrawy towarzyszące.
8,5/10

Barwa
Ładny kolor, balansujący pomiędzy jasnym bursztynem a ciemnym złotem; byłoby trochę ładniej, gdyby nie niezdecydowane zmętnienie.
3,5/5

Piana
Mało obfita, za to dość gęsta, utrzymuje się trochę w całości, po czym redukuje do pierścienia. 
3/5

Zapach
Słodki, słodowo-chmielowy, trochę niewyraźny; na początku czuć jeszcze całkiem sporo amerykańskiego chmielu w postaci przyjemnej owocowości, szybko jednak profil zmienia się na coraz bardziej słodowy, co w połączeniu z minimalnym diacetylem i marną intensywnością daje efekt daleki od dobrego - bardzo daleko również od odpychającego, ale ponad zupełną przeciętność wychodzi minimalnie. 
5,5/10

Smak
W smaku niestety bardzo podobnie, nawet gorzej - chmielu ledwo liźniemy, przede wszystkim przyzwoita, ale też nie powalająca słodowość, końcówka nawet trochę pilznerowa, goryczka bardzo skąpa i bardziej alkoholowa niż chmielowa - najlepsze, co o nim można powiedzieć, to że można je pić (niemal, bo wspomniany alkohol jednak jest niezaprzeczalny) bez nieprzyjemności; nic ponadto. 
5/10

Tekstura
Za niskie wysycenie, acz nieznacznie, to najlepszy element piwa.
4/5

4.5/10

No i stało się, chociaż aż tak złego scenariusza nie przewidywałem. Oto jest najmarniejsze India Pale Ale, jakie piłem, a to niestety znaczy bardzo wiele, bo piłem już włącznie z tym pięćdziesiąt dwa, w tym dziewiętnaście amerykańskich. Nie wykluczam, że Ursa jeszcze się kiedyś pojawi na blogu, ale myślę, że już na pewno nie w tym roku. Katastrofalna ocena dla piwa rzemieślniczego.

sobota, 14 czerwca 2014

AleBrowar (Gościszewo): Crazy Mike

Rozczarowuje mnie trochę w tym roku AleBrowar. Poza kolaboracyjnym piwem urodzinowym z Pintą (słabym jak na ten duet) i drugim wydaniem Ortodoxa, na które niestety nie udało mi się załapać (podobno słabym) aż do początków czerwca nie uwarzyli nic nowego. Ostatnią nową postacią w ofercie AB był chyba jesienny Golden Monk - niemal do lata trzeba było czekać na kolejną, Crazy Mike'a. W końcu AleBrowar dorobił się imperialnego India Pale Ale - stylu, który powinni pokazać światu już dawno, patrząc na ich umiłowanie amerykańskiego chmielu. Ciekawe, jak sobie dali radę, zwłaszcza że będzie to jedno z najmocniejszych IIPA, jakie piłem (nie licząc ekstremalnych, wykraczających trochę poza ramy stylu).

Informacje ogólne:
Piwo: Crazy Mike
Kraj: Polska
Województwo: pomorskie
Miasto: Gościszewo
Browar: Gościszewo (AleBrowar)
Produkowane od: 2014
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 20%
Objętość: 500 ml

Opakowanie  
Etykieta wyrazista nawet jak na AleBrowar, w amerykańskich barwach; całkiem fajna. AB z nieznanych przyczyn zmienił niedawno logo i dopisał sobie do nazwy "Hop Heads of Poland" i zaczął walić gdzie popadnie hashtagiem #jestemhopheadem. Nie wykryłem na razie, czemu ma to dokładnie służyć i mam wrażenie, że już nie wykryję. Mniejsza, ważne, że dokładny skład i firmowy kapsel jest na swoim miejscu. Wreszcie doczekałem się wielokrotnie obiecywanego już w innych piwach 100 IBU. Przynajmniej na etykiecie.
9/10

Barwa
Piękny, głęboki bursztyn o lekkim zmętnieniu; wygląda klasycznie, wzorowo, do tego trochę ulatującego gazu, naprawdę bardzo ładne. 
5/5

Piana
Obfita, bardzo gęsta, miejscowo wręcz niesamowicie, świetnie oblepia szkło, ale trwałość mogłaby być nieco większa. 
3,5/5

Zapach
Fantastyczny, bardzo intensywny aromat amerykańskiego chmielu; prawdziwa rewia owoców tropikalnych z istotnym dodatkiem żywicy; pierwsze skrzypce grają pomarańcze i grejpfruty; jest też trochę karmelu, przez co aromat ma profil zdecydowanie słodki; bardzo bliski ideału. 
9,5/10
Smak
W smaku równie dobrze - zupełnie nie czuć aż dziewięciu procent alkoholu, zaczyna się od zmasowanego ataku słodkich owoców znanych z zapachu, od przełknięcia jednak dużo pola zdobywają sobie iglaki, w których akompaniamencie roztacza się powoli przyjemna, szlachetna, choć prawdę mówiąc trochę za niska goryczka, na pewno nie stawiałbym na 100 IBU, choć może to wynik bardzo dużej słodowej kontry; mimo mocy jest lekkie i wprost orzeźwiające; rewelacja. 
9,5/10

Tekstura
Najsłabszy punkt - wysycenie jest niskie, co przy ciężkich IIPA byłoby pożądane, ale to piwo jest tak lekkie, że przydałby się gaz na normalnym poziomie; nie jest jednak źle.
3/5

8.5/10

AleBrowar powraca w wielkim stylu i znów warzy piwo cudowne. Zawiodły trochę poboczne kwestie, ale smak i zapach były wybitne, choć nie mogę przeboleć tej za niskiej goryczki. Tak czy inaczej, Imperium Pinty rozłożone na łopatki. Crazy Mike otarł się o dwa podia - jest czwartym najlepszym piwem z AleBrowaru, jakie piłem i również czwartym najlepszym imperialnym IPA. Świetna sprawa, mam nadzieję kiedyś powrócić.

 



_________________________________________________________________________________



Powtórka 21.07.2017 r., warka do 12.12.2017 r. - uwarzone w AleBrowarze w Lęborku

Piękny bursztyn i świetna piana. W zapachu owoce tropikalne muszą niestety walczyć z nutami zielonego, nawet odrobinę zwietrzałego chmielu; w dalszym ciągu jest wyraźny karmel, ale moim zdaniem zupełnie tu pasuje. Mimo że życzyłbym sobie większej świeżości, to jest bardzo dobrze. W smaku trochę bardziej intensywne słodkie owoce, sporo iglaków, bardzo fajna karmelowa baza i spora, ale szlachetna goryczka, przyjemnie ogarniająca podniebienie z każdym łykiem. Tekstura bez zarzutu. Bardzo dobre, niemal świetne piwo, ale moje zachwyty sprzed ponad trzech lat są grubo przesadzone.







7.5/10

Doctor Brew (Bartek): Kinky Ale

Z bardzo dużym entuzjazmem powracam do Doctora Brew, co jest oczywiście skutkiem znakomitego Cascade IPA pitego ostatnio. Doktorzy w zawrotnym tempie wypuszczają na rynek nowości - to już czwarte piwo od bodajże lutego, a przede mną już czekają kolejne trzy. Siedem różnych piw w pół roku to chyba jakiś rekord. Co robi się już trochę zabawne, siedem na siedem zachmielonych po amerykańsku (jedno australijskim chmielem, ale na to samo wychodzi chyba). Zabawne jednak nie oznacza od razu złe - patrząc tylko na Doctora to nuda straszliwa, ale nie oni jedni są na rynku, więc jeśli taką sobie wybrali specjalizację, to w porządku - byle tylko wszystko wychodziło im tak jak Cascade IPA, a nie dwa pierwsze piwa. Dzisiaj trzecie z rzędu IPA i drugi single hop, tym razem na nowym chmielu, który w dniu premiery nie miał jeszcze swojej nazwy, teraz zwie się już equinox.

Informacje ogólne:
Piwo: Kinky Ale
Kraj: Polska
Województwo: wielkopolskie
Miasto: Cieśle
Browar: Bartek (Doctor Brew)
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 500 ml
 
Opakowanie
Standardowa etykieta, tym razem kolor różowy do kolekcji. Kapsel dalej goły. Opis z tyłu znów dość grafomański, ale po jakimś czasie już bardziej to bawi niż żenuje. Oczywiście wyszczególniony skład. Identyczny ekstrakt i alkohol co przy American IPA - czyli tym gorszym niestety. Goryczka pomiędzy, 71. Zwraca uwagę różnica w zasypie - w AIPA mieliśmy trzy różne słody, w Cascade aż pięć, tutaj jedynie słód pale ale.
9/10

Barwa
Bardzo jasne, jasnozłote, aczkolwiek potężne zmętnienie nadaje mu trochę mocy i ciemności; zmętnienie jakieś wyjątkowo ładne, wręcz intrygujące, bardzo dużo tutaj dobrego robi. 
3,5/5

Piana
Dość obfita, niesamowicie gęsta, cudownie oblepia szkło i długo się utrzymuje. 
5/5

Zapach
Bardzo ładny, chmielowy aromat kwiatowo-owocowy; mnóstwo owoców egzotycznych - przede wszystkim grejpfrut i niebywałe ilości liczi; za tło robią kwiaty; piękny, są ładniejsze, ale piękny. 
9/10

Smak
Przenosi wrażenia z zapachu, dokłada trochę żywicy i oczywiście goryczkę, grejpfrutową z ciekawymi akcentami pikantnymi, wręcz pieprzowymi, bardzo miłą, nieprzesadzoną, świetnie komponującą się z ogólnie dość słodkim charakterem piwa; niezwykle lekkie i przez to bardzo, wręcz niebezpiecznie pijalne; jest zaprzeczeniem niezbalansowanych dwóch pierwszych piw Doctora Brew, wprost idealnie ułożone; pyszne. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie jest dość niskie, bardzo dobrze pasuje do smaku, ale odrobinę wyższe jednak mogłoby być.
4/5

8.5/10
 
Fenomenalna sprawa, strzał w dziesiątkę, kolejny rewelacyjny single hop. Wspaniałe, świetnie pijalne piwo z niemal doskonałą goryczką i finiszem. Sceptycyzm, jaki nosiłem w sobie do Doctora po pierwszych dwóch piwach wyparowuje, albo się szybko uczą, albo na lepsze pomysły zaczęli wpadać. Zacieram ręce na myśl o tych trzech piwach, które są przede mną.

piątek, 13 czerwca 2014

Rogue: XS Imperial Red Ale

Nadrabiam zaległości z kolejnego piekielnie popularnego browaru ze Stanów Zjednoczonych, tym razem Rogue Ales. Mając do wyboru butelki bardzo małe i bardzo duże wybrałem oczywiście format degustacyjny i trafiłem na "imperial red ale", piwo w stylu określanym jako amerykańskie mocne ale, trochę enigmatycznym i wrzucającym do jednego worka dość różne trunki.

Informacje ogólne:
Piwo: XS Imperial Red Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Oregon
Miasto: Newport
Browar: Rogue Ales
Produkowane od: 2007
Styl: imperialne amerykańskie red ale
Alkohol: 8,32%
Ekstrakt: 19,4%
Objętość: 207 ml

Opakowanie
Niepozorna, mała buteleczka okazała się chyba najlepiej oznaczoną, jaką w życiu widziałem. Mamy alkohol podany z dokładnością dwóch miejsc po przecinku, szczegółowy skład, stopnie plato, IBU (75) i inne współczynniki, o których pierwszy raz usłyszałem. Sam styl etykiet Rogue też jest bardzo udany. Do pełni szczęścia brakuje jakiegoś opisu piwa, mamy za to ładny firmowy kapsel.
9,5/10

Barwa
Brązowy kolor, momentami wpadający w ciemną miedź, ale przede wszystkim brąz; wydaje się bardzo zmętnione, ale ciężko to ocenić; całkiem ładne. 
3,5/5

Piana
Niezbyt obfita i już po chwili na tafli powstają dziury, jakkolwiek pozostałości i gruby pierścień utrzymują się dość długo. 
2/5

Zapach
Bardzo intensywny, wprost ciężki, ewidentnie owocowy zapach; dominują skoncentrowane truskawki i poziomki, dołącza się do nich odrobina jabłek; dużo chmielu, dużo słodu, sporo też niestety alkoholu, ale ładny i ciekawy. 
7,5/10


Smak
W smaku jest już wyraźnie odmiennie, owoce, które totalnie rządziły w zapachu, odchodzą na tło; najpierw mamy mocne, ale przyjemne uderzenie słodowe, na przełyku alkoholowe rozgrzanie, a finisz należy już w zupełności do chmielu, który dostarcza długiej i wysokiej goryczki; wybitnie pełne, co nie do końca działa na korzyść - jest zdecydowanie za ciężkie jak na swój woltaż, myślę, że dałbym mu ponad dziesięć procent alkoholu w ślepym teście; ogólnie bardzo dobre, ale do zachwytu daleko. 
8/10

Tekstura
Wysycenie jest w porządku, ale piwo jest niesamowicie gęste, co przyczynia się do nadmiernej ciężkości.
3/5

6.5/10

Spory zawód; choć to dobre piwo, to za tę cenę i od takiego browaru więcej się wymaga. Balans nie zadziałał, największym, głównym mankamentem tego trunku jest jego ociężałość - nie przyjemna, oleista pełnia, ale po prostu siermiężność, której nie musi być chyba w żadnym piwie (czego dobrą przesłanką jest Tokyo* z BrewDoga). 

Widawa & Kopyra: Czorny Miś

Szybciej niż się spodziewałem udało mi się dostać drugie piwo kolaboracji Browaru Widawa z Tomaszem Kopyrą, i to najnowsze. Czorny Miś, przez twórców określane stylowo jako śląskie ciemne ale, to ciekawa rzecz - wariacja na temat ciemnego IPA, w której zwariowane jest to, że chmielone było jedynie polskimi odmianami chmielu. Miś zwykły, uwarzony przeszło rok temu, był pierwszym polskim India Pale Ale w komercyjnej sprzedaży - teraz znów kolaboranci robią coś pierwsi. Bardzo jestem ciekaw.

Informacje ogólne:
Piwo: Czorny Miś
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2014
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Fajna, wyróżniająca się etykieta z tytułowym Misiem w górniczym uniformie na tle przemysłowego krajobrazu i herbem Śląska. Dokładnie wyszczególniony skład, z którego dowiemy się, że chmiele to Sybilla i Junga. Goły kapsel. Brak daty przydatności do spożycia, ale jestem pewien, że jeszcze jest dobre.
8/10

Barwa
Czarne jak węgiel, nie sposób dopatrzyć się jakichś prześwitów, bezbłędne. 
5/5

Piana
Bardzo obfita i szalenie gęsta, o bardzo ładnym, beżowym kolorze - trwała, oblepiająca szkło, zwyczajnie idealna. 
5/5

Zapach
Bardzo przyjemna kompozycja nut palonych - bardziej słodkich niż wytrawnych, lekko czekoladowych, może odrobinę melanoidynowych - z akcentami chmielowymi, bardzo świeżymi, ziołowymi - teoretycznie nie jest to jakieś połączenie genialne, ale jest niezwykle dobrze ułożone, proporcje nut ciemnych do chmielowych są idealne, zapach jest intensywny i rozkoszny. 
9/10
Smak
Chmiel wybija się na pierwszy plan, a paloność robi dla niego bogate tło - chmiel jest wyrazisty, ale nie agresywny, żywiczno-ziołowy; goryczka nie atakuje od razu, na początku finisz należy raczej do akcentów palonych, ale po kilku łykach ujawnia się na niezłym poziomie i jest bardzo apetyczna, niezalegająca; życzyłbym sobie jednak większej roli ciemnych akcentów, ale i tak jest pyszne i bardzo pijalne. 
8,5/10

Tekstura
Jedyny mankament - wysycenie jest na bardzo niskim poziomie.
2,5/5

7.5/10

Drugie piwo od kolaborantów i drugie na bardzo wysokim poziomie - ocena prawie identyczna jak w przypadku Kruka. Bez wątpienia bardzo dużo można zrobić z polskim chmielem, miałem wątpliwości co do konceptu "śląskiego ciemnego ale", ale jednak okazał się bardzo dobry. Czekam z niecierpliwością na okazję kupienia innych wypustów Widawy i Kopyry.

Port Brewing: Lost Abbey - Avant Garde Ale

Piwa z The Lost Abbey - oddziału znanego mi już Port Brewing Company, nastawionej (wbrew części zwanej po prostu Port Brewing) na piwa zainspirowane stylami belgijskimi - są jednymi z najsłynniejszych craftów na świecie. Przez to głównie, że dostępne są głównie w wielkich butelkach, które trochę nie sprzyjają degustacji, do dziś mnie omijały, ale w końcu musiałem po jakieś sięgnąć i robię to akurat dzisiaj, powracając po urlopie naukowym i jednocześnie świętując połowę trzeciej setki piw na blogu. To dopiero drugie (a może już drugie, patrząc na rzadkość tego stylu) Bière de Garde na blogu i w moim życiu po wersji Pinty. Na wstępie powiem, że jestem zachwycony ich stroną internetową - długaśne opisy i filmy do każdego piwa, ogólnie genialna szata graficzna, przejrzystość, koncepcja świątynnej stylizacji, rewelacja. Jeśli piwa będą równie dobre co oprawa, to wielkie butelki mnie nie zniechęcą do dalszych poznań.

Informacje ogólne:
Piwo: Lost Abbey - Avant Garde Ale
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Kalifornia
Miasto: San Marcos
Browar: Port Brewing Company (The Lost Abbey)
Produkowane od: 2006
Styl: Bière de Garde
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml

Opakowanie
Rewelacyjna, majestatyczna butelka z prawdziwym korkiem zabezpieczonym firmowym opięciem, świetna, elegancka i nastrojowa etykieta, która doskonale komponuje się z innymi z tego browaru. Bardzo udany opis piwa na kontrze. Piękna rzecz.
10/10


Barwa
Bardzo ładny, jasnobursztynowy kolor okraszony bardzo mocnym zmętnieniem i leniwie ulatującym gazem. 
4/5

Piana
Piękna, wybitnie obfita i szalenie gęsta piana, tworzy efektowne kształty, pięknie oblepia szkło, zostaje do końca - genialna. 
5/5

Zapach
Na początku przede wszystkim nuty owocowe, lekko witbierowe, pomarańczowo-cytrynowe i jabłkowe, ale szybko profil zmienia się na bardziej belgijsko drożdżowy, niemal przyprawowy, a później dochodzi do tego sympatyczna, słodka nuta niemal miodowa; bardzo ładny, dość intrygujący, strasznie złożony i rozwojowy, ale może trochę mało wyrazisty, za mało intensywny. 
8,5/10

Smak
Bardzo pełne, wręcz przyciężkie, zaskakująco goryczkowe - na początku trochę owocowo-belgijskiego orzeźwienia, na przełyku zupełnie ten profil zostaje pogrzebany poprzez naprawdę wysoką, niestety wyraźnie chropowatą i ściągającą goryczkę jakby od skórki cytrusów; niedoskonałość i zbytnia nachalność goryczki to największy mankament piwa, bez tego byłoby świetne, zwłaszcza że na głębokim finiszu znowu jest zupełnie przyjemnie, a tak jest tylko dobre. 
7/10

Tekstura
Wysycenie jest o stopień za wysokie jak na tak ciężki smak.
3,5/5

7.0/10

No zawiodłem się nieprzeciętnie. Może kwestia nastawienia - po zapoznaniu się z wersją Pinty stworzyłem sobie w głowie obraz Bière de Garde jako piwa bardzo łagodnego, przystępnego, a to tutaj było wyjątkowo agresywne. Pod względem alkoholu to jednak The Lost Abbey zmieściło się w standardach BJCP. Tak czy inaczej nie jest to piwo rewelacyjne i to już drugi poważny zawód z Port Brewing Company w roli głównej. Nie będę się palił, żeby dać im kolejną szansę - ładne butelki i świetne strony internetowe to za mało - aczkolwiek kiedyś to na pewno nastąpi biorąc pod uwagę ich renomę.