sobota, 16 listopada 2013

Flying Dog: Raging Bitch

W listopadzie bogato rozszerzam swoje horyzonty stylowe - było pumpkin ale, porter i marcowe wędzone, sahti, Foreign Extra Stout, a dzisiaj wezmę do ust belgijskie IPA. To gatunek innowacyjny, hybrydowy i świeży, łączący cechy imperialnego (ewentualnie amerykańskiego) IPA i mocnego belgijskiego ale. Dziś trzymam w ręku jedno najbardziej popularnych piw w takim stylu na świecie, wersję z amerykańskiego browaru Flying Dog.

Informacje ogólne:
Piwo: Raging Bitch
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Maryland
Miasto: Frederick
Browar: Flying Dog Brewery
Produkowane od: 2009
Styl: imperialne belgijskie India Pale Ale
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml

Opakowanie
Etykieta z rysunkiem w stylu... no, nie moim. Doceniam wyrazistość i turpistyczną odwagę, ale preferuję na etykietach od piwa oglądać rzeczy ładne. Wykonanie etykiety jest niemniej porządne, znajdziemy parę zdań (choć dość abstrakcyjnych) o piwie, firmowy kapsel. Ostatecznie ujdzie.
4/10

Barwa
Jasnobursztynowe, bardzo klarowne; ładne, do tego niezły, ulatujący gaz. 
4/5

Piana
Dość wysoka, raczej gęsta (miejscami bardzo), ładna, trwała, choć nie udaje jej się utrzymać do końca na całej powierzchni - za to ładnie osiada na szkle. 
4,5/5

Zapach
Na pierwszym planie zdecydowane nuty klasyczne dla imperialnego IPA: potężna, chmielowa cytrusowość - głównie liczi, mango i pomarańcze, nuty belgijskie daleko, daleko w tle; za słabe, acz zapach przepiękny. 
9,5/10


Smak
W smaku stosunkowo łagodne, z przyjemną podbudową słodową, również potężnie owocowe, z wysoką, acz nie niemożliwą do udźwignięcia ziołowo-pomarańczową goryczką, minimalnie ściągającą; zarówno tutaj, jak i w zapachu świetnie ukrywa alkohol; nuty belgijskie również tutaj bardzo głęboko ukryte, przewijają się delikatnie głównie na finiszu. 
9/10

Tekstura
Idealne wysycenie na początku, pod koniec degustacji trochę za bardzo spada.
4,5/5

8.5/10

Piwo, choć znakomite, zawiodło mnie pod jednym względem - gdybym nie wiedział, że mam doszukiwać się nut belgijskiego ale, nie zauważyłbym ich i wziął piwo za klasyczne imperialne India Pale Ale. Zdecydowanie za bardzo po amerykańsku, za mało po belgijsku - a tyle mi się już ostatnio nazbierało wspaniałych IIPA, że do tego - mimo takiej oceny - ciężko mi będzie kiedyś wrócić. Może też kogoś zmylić otoczka, którą tworzy nazwa i etykieta - piwo jak na swój styl nie jest jakieś ekstremalne.

piątek, 15 listopada 2013

Coopers: Best Extra Stout

Wreszcie dodaję do swoich statystyk piwnych - blogowych, jak i życiowych - nowy kraj; ostatnio zdarzyło mi się to dość dawno. Dziś degustuję po raz pierwszy piwo z Australii, ale to nie koniec nowości - po raz pierwszy zetknę się ze stylem Foreign Extra Stout. Gatunek to trochę specyficzny i warzony przez raczej niewielu; gdy wpiszemy w wyszukiwarce to albo skrócone do "Foreign Stout" lub "Extra Stout" (zamienne nazwy) hasło, zalani zostaniemy wszelkimi informacjami o jednym, konkretnym piwie, któremu na imię Guinness Foreign Extra Stout, a które ten styl wygenerowało. Czym jest FES od strony organoleptycznej? Można powiedzieć, że to brakujące ogniwo między znacznie bardziej popularnymi dry stoutem i stoutem imperialnym; ma się do dry stoutu tak samo, jak IPA do pale ale: więcej chmielu, więcej alkoholu, które pozwalały przetrwać "export" właśnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Best Extra Stout
Kraj: Australia
Stan: Australia Południowa
Miasto: Adelaide
Browar: Coopers Brewery
Produkowane od: 1862
Styl: Foreign Extra Stout
Alkohol: 6,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml

Opakowanie
Ładna, grawerowana butelka, wyrazista etykieta, dedykowany kapsel. O samym piwie za wiele się nie dowiemy (składu nawet nie ma - ciekawe zwyczaje w tej Australii), poza tym że refermentuje w butelce. Browar chwali się jeszcze ukończeniem stu pięćdziesięciu lat, które świętował w zeszłym roku. Ta liczba zrobiłaby wrażenie zawsze, ale w przypadku browaru z Australii robi naprawdę spore.
8/10

Barwa
Po prostu czarne, świetne, żadnych prześwitów - byłby ideał, gdyby nie skromne, ale jednak burzące pełnię kawałeczki drożdży. 
4,5/5

Piana
Również bardzo ciemna, mocno zabrudzony, ciemny beż - gęsta, wysoka, trwała, pięknie osiada na szkle - nic dodać, nic ująć.
5/5

Zapach
Jako pierwsza atakuje przepiękna, czysta kawowość, a zaraz za nią stanowcze nuty palone, trochę czekolady, pojawia się nawet w oddali chmiel - piękny aromat, można wymagać tylko trochę większej intensywności. 
9/10

Smak
Przede wszystkim bardzo pełne, nie ma miejsca na jakąkolwiek wodnistość; można się rozpłynąć w kawowo-palonym koncercie - podbudowę słodu palonego w bezbłędny sposób uzupełnia wyrazista, acz nie przesadna goryczka; znakomity, palony finisz. Moc mogłaby być mniej nachalna, coś tam dałoby się dodać, ale wspaniałe. 
9/10

Tekstura
Wysycenie niskie, ale podwyższyłbym je tylko minimalnie, bo wysokie lub standardowe nadawałoby piwu za dużą ciężkość.
4,5/5

8.5/10

Znakomity początek przygody z Australią i nową odmianą stoutu. Piwo w niczym poza pianą nie doskonałe, ale też bez absolutnie żadnych punktów nieznakomitych. Pyszne. W ogóle rodzina stoutów wyrasta mi na królową wszystkich - każdy styl czymś urzeka. Żałuję, że FES jest tak rzadko spotykanym piwem, bo dla mnie może być idealnym pogodzeniem często zbyt wodnistego dry stoutu z często zbyt ciężkim stoutem imperialnym.

wtorek, 12 listopada 2013

Del Ducato: Chimera

Po raz trzeci już podchodzę do włoskiego browaru del Ducato. Pierwsza degustacja skończyła się sporym rozczarowaniem, ale druga ją zrekompensowała, więc dziś nie spodziewam się żadnej oceny. Jak piszą piwowarzy na swojej stronie, piwo można traktować jako belgijskie ciemne mocne ale, choć będzie to raczej swobodna interpretacja stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Chimera
Kraj: Włochy
Region: Emilia-Romania
Miasto: Roncole Verdi
Browar: Birrificio del Ducato
Produkowane od: brak danych
Styl: belgijskie ciemne mocne ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Przepiękna, mozaikowa etykieta na przepięknej butelce, do tego firmowy kapsel, polecana temperatura serwowania - czego chcieć więcej? Piwo chwali się tytułem piwa roku 2011 w jakimś konkursie i srebrnym medalem w kategorii belgijskiego mocnego ale za rok 2010 w innym. W składzie znajdziemy poza podstawą cukier karmelizowany.
10/10

Barwa
Czarne z ulotnymi brązowymi prześwitami, piękne. 
5/5

Piana
Przepięknej postaci, gęsta, dość obfita, osiadająca na szkle, jakkolwiek dość szybko na tafli robi się dziura. 
3,5/5

Zapach
Klasycznie belgijski, na pierwszym planie owoce kandyzowane i szlachetny alkohol, wiśnie i bardzo dostojna, pełna nuta czekoladowa; złożony i niezwykle przyjemny, może mógłby być odrobinę mniej alkoholowy. 
9,5/10

Smak
W smaku uwydatnia się wspomniana nuta czekoladowa, która przekłada się na czekoladową słodycz; ogromnie szlachetne, żadnego fałszywego tonu - ciągle jedynie trochę spuściłbym z alkoholowości jak na taki woltaż. 
9,5/10

Tekstura
Wysycenie minimalnie za niskie.
4,5/5

9.0/10

Wspaniałe piwo, wbiło się na dziewiąte miejsce w blogowym rankingu. Już prawie zapomniałem ten kiepski stosunek jakości do ceny przy Sally Brown z tego browaru, chociaż może to tylko belgijskie style tak Włochom wychodzą? W nich w każdym razie są mistrzowscy, a bezwzględnie nie odmówię sobie sprawdzenia innych w niedalekiej przyszłości.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Huyghe: Delirium Red

Wracam wspomnieniami do ścisłego początku nowej ery bloga, kiedy dzięki życzliwości kogoś niesamowitego zupełnie za darmo wszedłem w posiadanie niezapomnianego Delirium Nocturnum, ciemnego mocnego ale z Brouwerij Huyghe. Dziś próbuję owocowej, a dokładniej wiśniowej wersji pierwowzoru, Delirium Tremens.

Informacje ogólne:
Piwo: Delirium Red
Kraj: Belgia
Prowincja: Wschodnia Flandria
Miasto: Melle
Browar: Brouwerij Huyghe
Produkowane od: brak danych
Styl: wiśniowe
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Butelka ze sztucznej kamionki, etykieta przedstawiająca różowego słonia z kolczykami-wiśniami na srebrnym tle. No cóż, tak samo jak w przypadku Nocturnum - plus za oryginalność. W składzie poza standardem wiśnie, sok wiśniowy, sok z czarnego bzu, cukier, "aromatyzator" i słodzik. Bogato, zdecydowanie za bogato, patrząc na te dwa ostatnie.
5,5/10 
Barwa
Bardzo ciemne, bardziej czarne niż czerwone; pod światło w kolorze gęstego musu truskawkowego, ładne.
4/5

Piana
Dość niska, szybko redukuje się do pierścienia, ale ładnie oblepia szkło. 
2,5/5

Zapach
Dominują wiśnie, również całkiem wyraźny zapach bzu, do tego lekko przebijający się alkohol; ładny, choć nie do przesady, trochę sztuczny. 
7/10

Smak
Słabiej; zdecydowanie za słodkie, co nieco równoważy kwaskowatość; nuty wiśniowe trącą odrobinę sztucznością; trochę słabo ukryty alkohol, ogólnie jednak w porządku, w pewnym stopniu smaczne. 
6/10

Tekstura
Wysycenie na początku dobre, ale szybko spada, w dodatku piwo lepkie od cukru.
2/5

5.5/10

Solidne piwo, ale do zapomnienia. Trochę takie "do niczego": jako orzeźwiające piwo owocowe nie sprawdzi się ani trochę, bo jest za ciężkie i za słodkie, a do delektowania się jest po prostu zbyt ordynarne. Ot, ciekawostka na raz, choć i to niekoniecznie, zwłaszcza patrząc na cenę. Zdecydowanie lepiej sięgnąć po Nocturnum z tego browaru; nie jest droższe, a ciekawsze i szlachetniejsze.

niedziela, 10 listopada 2013

Dionizos (Krajan): Czarny Kot

Przypadkiem wpadły mi w ręce dwa zestawy piw od niesławnego Dionizosa. Choć odczuwam wątpliwą sympatię do browaru, który zleca warzenie piwa innym browarom i sprzedaje niemal jako swoje, postanowiłem skonsumować wszystkie sześć.

Informacje ogólne:
Piwo: Czarny Kot
Kraj: Polska
Województwo: kujawsko-pomorskie
Miasto: Trzeciewnica
Browar: Krajan (Dionizos)
Produkowane od: 2012
Styl: monachijski dunkel
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Prosta butelka z gołym kapslem i oszczędną, choć przyzwoitą etykietą. Ocenę mocno zaniża niepodanie miejsca uwarzenia; jest tylko informacja, że "uwarzono" dla Dionizosa. W składzie karmel i cukier, trochę się boję, brzmi jak typowa ulepkowata interpretacja ciemnego lagera.
3/10

Barwa
Piękne; z pozoru czarne, pod światłem momentalnie zmienia kolor na rubinowy lub brązowy, widać ładnie ulatujący gaz. 
4,5/5

Piana
Ładna, drobna, umiarkowanie obfita, szybko jednak redukuje się do pierścienia, później zupełnie znika. 
2/5

Zapach
Diacetyl przemieszany z lekką kwaśnością, nawet alkoholem i na szczęście karmelem, który jawi się tu jako ostoja wrażeń przyjemnych, a przynajmniej niedrażniących. 
2/10

Smak
A jakże, zdominowane przez karmelową słodycz, co być może wychodzi mu i tak na dobre, bo czuć pod spodem spore wady na czele z lekkim skwaśnieniem i wspomnianym diacetylem; zerowa goryczka; pić się jakoś wbrew pozorom da, ale się nie chce. 
2,5/10

Tekstura
Wysycenie bliskie ideału, ale piwo nieco kleiste.
3,5/5

2.5/10

Niestety dokładnie tak, jak się spodziewałem, gdy przeczytałem skład na etykiecie. Przesłodzony, bezpłciowy lager pełen wad, które nie przeszkadzają w bardzo dużym stopniu tylko dlatego, że wszystko jest przykryte karmelem. Jak to mówią, wypić i zapomnieć, choć ja zmęczyłem tylko połowę.

Pinta (Browar na Jurze): Koniec Świata

Zdążyłem. Podwójna premiera piw żytnich z Pinty w przyszłym tygodniu, a ja mam przed sobą ocieplający się po wyjęciu z lodówki Koniec Świata. To ostatnie piwo z pierwszego w Polsce rzemieślniczego browaru, którego jeszcze nie próbowałem (poza tymi kilkoma, które już nie są warzone). Siedemnaste. Na koniec zostawiłem sobie symbolicznie najbardziej egzotyczne, co Pinta stworzyła - piwo w fińskim stylu sahti, bo tak właśnie postrzegam ten browar - jako pioniera w odkrywaniu przed zacofaną piwnie Polską stylów, o jakich się tu nie śniło.

Informacje ogólne:
Piwo: Koniec Świata
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: sahti
Alkohol: 7,9%
Ekstrakt: 19,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Jak zawsze typowa etykieta Pinty, tu w fińskich, biało-niebieskich kolorach. Jak zawsze firmowy kapsel, pełny skład, a w tym, poza słodem jęczmiennym pale ale, słód żytni, słód wędzony, szyszki chmielu, owoce jałowca i drożdże piekarskie prasowane. 
9,5/10

Barwa
Złote wpadające w bursztyn, przyjemne, choć zmętnione w niezbyt estetyczny sposób małymi farfoclami. 
3,5/5

Piana
Prawie brak, co trochę usprawiedliwia styl. 
1/5

Zapach
Bardzo przyjemny i oryginalny - na początku dominuje dość weizenowa drożdżowosć, później ogarnia nas słodkość, by za chwilę przejść w nutę absolutnie specyficzną, jakby zbożową. 
8,5/10

Smak
Od razu rzucają się na nas słodycz i kompletny brak goryczki; wkracza też całkiem wyrazista bananowość, ogólnie bardzo łagodne, znakomicie ukrywające alkohol; bezwzględnie egzotyczne, ale czuć charakter piwa; trochę belgijskie, trochę za słodkie, ale bardzo smaczne.
8,5/10

Tekstura
Wysycenie niemal zerowe, całkiem pasuje do smaku, choć mogłoby być jednak trochę wyższe.
4/5

7.5/10

To jedno z gorzej odebranych przeze mnie piw Pinty, ale jak prawie zawsze w jej przypadku - bardzo dobre, a browarowi należą się brawa już za samą odwagę wypuszczenia go. Wybitnie niecodzienne, z pewnością znajdzie swoich amatorów, ja raczej będę się nim raczył dosłownie od święta, o ile nie znajdę lepszego sahti. Cóż napisać? Siedemnaście piw Pinty zapamiętam jako cudowne przeżycie, choć piwa cudowne były tylko dwa - niepobity do dziś pierwszy spróbowany Atak Chmielu i Viva la Wita.

sobota, 9 listopada 2013

Pinta (Browar na Jurze): Dymy Marcowe

Dawno nie piłem marcowego, praktycznie od początków bloga, a wędzonego marcowego - nigdy. Z ratunkiem przychodzi Pinta, jak często prezentująca styl, którego gdzie indziej próżno w naszym kraju szukać. Wędzone marcowe brzmi stosunkowo podobnie do wędzonego koźlaka, którego w wykonaniu rzemieślników już miałem okazję próbować i było to trzecie najlepsze piwo z Pinty, z jakim się spotkałem; jestem więc pełen nadziei.

Informacje ogólne:
Piwo: Dymy Marcowe
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Zawiercie
Browar: Browar na Jurze (Pinta)
Produkowane od: 2012
Styl: marcowe wędzone
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 13,1%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo udana nawet jak na Pintę etykieta w głębokim brązie, choć jeszcze ze starej serii, bez polecanego szkła i temperatury serwowania, ale oczywiście dokładny skład.
9,5/10



Barwa
Bardzo ładny kolor, ciemnobrązowy, pod światło ciekawe rubinowe prześwity. 
4,5/5

Piana
Niestety praktycznie nie ma piany; tworzy się bardzo cienka na sekundę, po której znika bezpowrotnie. 
0/5

Zapach
Bardzo ładny aromat zdominowany całkowicie przez karmelową dymność; jednowymiarowy, ale intensywny i wysoce przyjemny. 
8,5/10

Smak
W smaku jeszcze lepiej; nie rzuca na kolana jak najlepsze piwa świata, ale to znakomita kompozycja, bezbłędny balans miękkiej słodowości, wybitnie szlachetnej wędzonki i przepięknych nut czekoladowych; przepyszne i bardzo pijalne, może ciut za słodkie.
9/10

Tekstura
Odrobinę za bardzo wysycone, ale bliskie ideału.
4,5/5

8.0/10

Choć wypiłem właśnie pyszne piwo, jestem trochę smutny - nie spodziewałem się ani trochę, że pierwsze zero na blogu za pianę - więcej, pierwsze zero w ogóle - przypadnie na trunek mojej ukochanej Pinty. Tutaj szczególna szkoda, bo we wszystkich innych aspektach to piwo jest znakomite i z dobrą pianą ustępowałoby tylko wielkiej dwójce, Atakowi Chmielu i Viva la Wicie. Być może najlepszy przykład sesyjnego piwa ciemnego, z jakim się spotkałem. Piękne duchem.

piątek, 8 listopada 2013

Podróże Kormorana - Witbier

Po czterech miesiącach od degustacji świetnego weizenbocka z serii Podróże Kormorana udało mi się dostać inny jej produkt. Piękna to zresztą inicjatywa, wynosząca w moich oczach browar z Olsztyna na wyżyny browarów regionalnych, stanowiąca pomost między tym sektorem a rzemieślnikami. Konkurencja w strefie witbierów na moim blogu nieobszerna, ale piekielnie mocna, zobaczymy, jak wypadnie Kormoran.

Informacje ogólne:
Piwo: Podróże Kormorana - Witbier
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Produkowane od: 2013
Styl: witbier
Alkohol: 4,6%
Ekstrakt: 12,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Jak już mówiłem przy Weizenbocku, piękne opakowanie; kapsel dedykowany dla serii, przewieszona na klimatycznym sznurku książeczka i znakomita etykieta z wypukłościami. Plus również za numerację warek; do tego przyjemna historyjka, opowiadająca trochę o stylu. Bogaty skład: poza standardem pszenica, słód pszeniczny, owies, orkisz, kolendra, skórki pomarańczy słodkich i curacao.
9,5/10

Barwa
Jasnozłote, początkowo bardzo mocno zmętnione, po dolaniu wszystkiego już wprost nieprzenikalne; niezłe. 
3,5/5

Piana
Dość niska i nieszczególnie trwała, ale ładna, gęsta i solidny pierścień zostawia do końca. 
2,5/5

Zapach
Zdecydowana dominacja skórki pomarańczowej z lekkim dodatkiem mleczności i bardzo niewyraźnej kolendry; przyjemny, dobry, ale bez szału, nie powala intensywnością, również dość jednowymiarowy, zwłaszcza jak na witbiera. 
7,5/10
Smak
Bardzo delikatne, orzeźwiające, dobre, ale trochę zbyt cytrusowe, choć wreszcie zaczynają się przebijać nuty drożdżowe; aksamitne, gładkie, z przyjemną, ekstremalnie zwiewną goryczką. 
8/10

Tekstura
Nieco za niskie wysycenie, ale piwo i tak strasznie pijalne.
4,5/5

7.5/10

Drugie podejście do Podróży już nie takie olśniewające; witbier z Olsztyna mogę nazwać co najwyżej, z lekkim naciągnięciem bardzo dobrym. Zasadniczo jak na browar regionalny to świetny wynik, ale byłby znacznie lepszy, gdyby na rynku nie było Viva la Wity! z Pinty, piwa zdecydowanie lepszego i porównywalnego cenowo. Jak na Weizenbocka chętnie się kiedyś skuszę, tak raczej mając standardowy wybór Witbiera już nie odwiedzę.

środa, 6 listopada 2013

Redwillow: Smokeless

Kolejne, trzecie już piwo z Redwillow Brewery. Wydarzenia to niedawne, ale przypomnę: pierwsze, IIPA, powaliło mnie na kolana, drugie zaś - amerykańskie pale ale - "tylko" smakowało. Z tego, co wypiję dziś, właściciele zdają się być szczególnie dumni i liczę, że osiągnie mniej więcej taką ocenę jak Ageless. Porter wędzony - jeszcze takiego połączenia nie miałem w ustach, brzmi bardzo korzystnie.

Informacje ogólne:
Piwo: Smokeless
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: North West England
Miasto: Macclesfield
Browar: Redwillow Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: porter wędzony
Alkohol: 5,7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie  
Etykieta znów bardzo podobna do poprzednich dwóch, ale tu już wyraźnie ciemniejsza. Kapsel goły. W składzie po raz kolejny słód pszeniczny. Krótki opis piwa jak zwykle z nutką skromności: "really rather good". Właściciele twierdzą też, że gdyby musieli wybrać swoje sztandarowe piwo, prawdopodobnie byłby to właśnie ów porter.
9/10
Barwa
Ekstremalnie ciemne, praktycznie nieprzeniknione, bezbłędne. 
5/5

Piana
Bardzo wysoka i obfita, ale trochę dziurawa, o dobrej trwałości, osiadająca na szkle. 
4/5

Zapach
Wędzonka jest bardzo mocno związana z nutami porterowymi, palonymi, zbożowymi, czystego kakao; te drugie zdecydowanie przeważają. Dymność mogłaby być nieco wyższa, a cały zapach bardziej intensywny, ale jest bardzo przyjemny i zyskuje w miarę upływu czasu. 
8,5/10


Smak
W smaku trochę wzrasta nasilenie aspektu wędzonego, jest - zgodnie z opisem na etykiecie - bardzo aksamitne, odrobinę dryfuje w stronę bezpłciowości, ale w odpowiednim momencie przestaje dzięki dużej intensywności pochodnych aromatu i lekkiej goryczce; gładkie, a przy tym wyraziste, bardzo dobre. 
8/10

Tekstura
Wysycenie na początku trochę za wysokie, później się normuje, ale znów za chwilę robi się za niskie.
3,5/5

7.0/10

Bardzo dobry wędzony porter bez słabych punktów, zwłaszcza dla tych, którzy są fanami wędzonki wyraźnej, ale jednak delikatnej. Przypomniał mi trochę Cocoa Psycho z BrewDoga przez nasilenie nut zbożowych i kakaowych. Oceną umiejscowił się pomiędzy dwoma poprzednimi piwami z Redwillow i dość daleko od obu, choć niestety dalej od Ageless. Dalej nie mam więc klarownego obrazu tego browaru; może ostatnie jego piwo, jakie zdobyłem, trochę pomoże.