czwartek, 22 maja 2014

Carlow: O'Hara's Irish Stout

Wreszcie dostałem trzecie piwo z irlandzkiego browaru Carlow, który urzekł mnie rewelacyjnymi interpretacjami Foreign Extra Stoutu i Irish Red Ale. Tym razem drugi kardynalny styl irlandzki, dry stout. Jeśli będzie równie dobry, co dwa poprzednie piwa, to będę zachwycony, ale chętnie przyjmę coś jeszcze lepszego. W każdym razie zmiażdżenie Guinnessa nastąpić powinno.

Informacje ogólne:
Piwo: O'Hara's Irish Stout
Kraj: Irlandia
Prowincja: Leinster
Miasto: Carlow
Browar: Carlow Brewing Company
Produkowane od: brak danych
Styl: dry stout
Alkohol: 4,3%
Ekstrakt: 10,75%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Taka sama we wszystkim poza kolorami etykieta jak na poprzednich piwach. Tym razem kapsel firmowy, i to dedykowany, jest na miejscu. Na krawatce informacja o zdobyciu jakichś nagród i dosłownie trzy słowa o samym piwie. Bardzo ładna rzecz.
8/10

Barwa
Smoliście czarne jak każdy przyzwoity dry stout, żadne inne kolory nie mają miejsca. 
5/5

Piana
Piękna, ciemnobeżowa, bardzo obfita i gęsta, utrzymuje solidny kożuch do samego końca - bezbłędna. 
5/5

Zapach
Rewelacyjny, mocno zbożowy, czysty zapach palonego słodu z niewielkim dodatkiem kawy i gorzkiej czekolady; mocno przypieczona skórka od chleba, przypalone ciasto i inne wspaniałe melanoidyny; bliski ideału, po prostu klasyka stylu, mankamentem jest tylko to, że trochę traci na intensywności w miarę degustacji. 
9/10

Smak
Tu jest równie wspaniałe, mniej wyraziste niż w zapachu, ale dalej świetne; odchodzą na dalekie tło melanoidyny i już totalnie zaczyna dominować opcja palona, przez co piwo jest - zgodnie ze stylem - całkowicie wytrawne, jednocześnie przyjemna, palona goryczka nie jest zbyt nachalna; rewelacyjne jest w szczególności na przełyku, dostajemy wówczas istną bombę charakterystycznej, niepodrabialnej stoutowej paloności; pyszne i bardzo pijalne. 
9/10

Tekstura
Idealna - przyjemnie aksamitna, jednocześnie nie brakuje wysycenia jak w wielu stoutach.
5/5

8.5/10  

Ten browar naprawdę mnie zadziwia. Najpierw zrobili cuda z - wydawałoby się - prostym irish red ale, teraz z równie prostym dry stoutem robią cuda jeszcze większe. Doskonałość wyglądu i tekstury, wybitność smaku i zapachu i mamy piwo znakomite, wspaniale pijalne, które Guinnessa więcej niż miażdży. W ogóle jeden z kilku najlepszych stoutów jakie piłem, a przecież w tej rodzinie mieści się ogromna liczba różnych stylów.

Samuel Smith: Organic Chocolate Stout

Długo wyczekiwany powrót do browaru Samuel Smith. Choć browar ten jeszcze nie rozłożył mnie na łopatki, to jakoś bardzo pozytywnie do niego jestem nastawiony. Może dlatego, że koncepcja piwa, jakie dziś zdegustuję, jest mi bardzo bliska - stout czekoladowy to bardzo podobna rzecz do porteru czekoladowego, a takowy utrzymuje się w pierwszej dziesiątce piwa ocenionych na blogu. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, a oczekiwania mam naprawdę spore.

Informacje ogólne:
Piwo: Organic Chocolate Stout
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Yorkshire and the Humber
Miasto: Tadcaster
Browar: Samuel Smith Brewery
Produkowane od: brak danych
Styl: stout czekoladowy
Dodatki: ekstrakt kakaa
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 550 ml

Opakowanie
Rewelacyjne - grawerowana butelka o nietypowej objętości, jak zwykle w przypadku Samuela Smitha oldskulowa etykieta, ale tutaj wybitnie udana, niesamowicie pasująca do stylu. Na kontrze solidny opis piwa. Dedykowany kapsel. Jak się okazuje, czekoladowy efekt będzie uzyskany nie bezpośrednio przez czekoladę, a słód czekoladowy i ekstrakt kakaa.
10/10 

Barwa
Czarne z nieznacznymi, ciemnobrązowymi prześwitami - piękne, apetyczne.
5/5

Piana 
Bardzo obfita i niemal doskonale gęsta, w dodatku porządnie osiada na szkle i ma piękną, beżową barwę - bliska ideału, ale w końcu minimalnie się poddaje.
4,5/5

Zapach
Genialny - wszystko dominują niesamowicie intensywne nuty kakaa albo też bardzo szlachetnej czekolady; niesamowicie naturalne i wyraziste, słodkie, cudowne. Za tym wszystkim dość nieśmiało - odrobinę za bardzo - kryje się piwna, stoutowa natura. 
9,5/10

Smak
W smaku jest jeszcze lepiej, niemal doskonale - czekoladowość w dalszym ciągu jest niebywale wyrazista, przepyszna, ale czuć zdecydowanie więcej piwa; kakaowa, rozkoszna słodycz wspaniale ściera się z bardziej szorstkimi nutami palonego słodu, lekką goryczką i kwaskowatością. Fantastyczny, czekoladowo-palony finisz; pijalność jest po prostu obłędna, nie wiem, czy kiedykolwiek spotkałem się z większą; mimo wszystko odrobinę zbyt słodkie, przydałaby się nieco większa goryczka, ale bardzo blisko ideału. 
9,5/10

Tekstura
Przyczynia się do sukcesu, jest wspaniale aksamitne, jedynie wysycenie mogłoby być odrobinę wyższe.
4,5/5

9.0/10

Fenomenalne piwo. Poza opakowaniem i kolorem, które doskonałe są, ociera się o doskonałość w każdym aspekcie i tym samym wkracza na dziewiąte miejsce ogólnego rankingu piw, które w życiu piłem. Pozycja absolutnie obowiązkowa dla wszystkich miłośników czekolady i piwa, a w sumie to nawet miłośników tylko jednego z tych dwóch. Dobrze, że jest słabe, bo pijalność byłaby aż niebezpieczna.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 01.06.2017 r., warka do 05.2018 r.
 
Czarne, ale pod mocnym światłem rubinowe. Genialna piana. Cudownie przyjemny zapach mlecznej czekolady, może nie najbardziej wyrafinowany we wszechświecie, no i dość prosty, ale przyjemny cholernie. O ile w zapachu jednowymiarowa czekolada jest zbyt jednowymiarowa, o tyle w smaku już łączy się ze świetną, stoutową podbudową. Słodko, ale nie męcząco, bo jest odpowiednia goryczka. Rzeczywiście pijalność jest obłędna. Bliska ideału tekstura. Zdecydowanie nie jest to jakieś piwo genialne, jest w sumie proste, a ta czekolada - mimo moich spostrzeżeń sprzed trzech lat - wcale za szlachetna nie jest, ale wciąż wypada świetnie.




8.0/10

środa, 21 maja 2014

Hurbanovo (Heineken Slovensko): Zlatý Bažant

Gdy przechadzałem się po sklepie z piwem, wpadł mi w oko znany od dawna Złoty Bażant. Zapamiętałem go co prawda jako koncernowego, zwykłego, jasnego lagera, ale postanowiłem, że wezmę mniejszą wersję i dodam sobie Słowację do statystyk - innego piwa z tego kraju (poza ciemnym Złotym Bażantem) chyba ciężko u nas uświadczyć. Zobaczmy, może jednak da radę, skoro określany jest jednak nie zwykłym jasnym lagerem, a czeskim pilznerem. Niestety od długich lat macza w nim palce Heineken.

Informacje ogólne:
Piwo: Zlatý Bažant
Kraj: Słowacja
Kraj (admin.): nitrzański
Miasto: Hurbanovo
Browar: Pivovar Hurbanovo (Heineken Slovensko)
Produkowane od: 1969
Styl: czeski pilzner
Alkohol: 5%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Ładna butelka z grawerunkami tytułowego bażanta, solidna, choć nie rewelacyjna etykieta, mająca ewidentnie przypominać czeskiego Pilsnera Urquella. Nie dowiemy się z niej nic ciekawego, a nawet miejsca uwarzenia piwa - jak zwykle w przypadku Heinekena. Kapsel jest goły, ale przynajmniej przepasany krawatką. Gdyby nie brak informacji o miejscu uwarzenia, byłoby nieźle.
4/5

Barwa
Całkiem ładny, głęboko złoty, może trochę za jasny kolor i idealna klarowność - robi bardzo dobre, czyste wrażenie. 
3,5/5

Piana
Bardzo obfita i gęsta, naprawdę świetna, osiada co nieco na szkle, utrzymuje się do końca niemal w całości. 
4,5/5

Zapach
Ekstremalnie prosty, słodowy, ale całkiem ładny i przyjemny, nie ma w nim żadnych zanieczyszczeń, chociaż może nieco zdaje się skręcać w stronę niepożądanych w stylu estrów jabłkowych - zupełnie w porządku. 
6,5/10

Smak
Smak niestety już za nim nie nadąża - nie jest niepijalne, daleko mu nawet do tego, ale zdecydowanie za słodkie, nie ma tu miejsca na nic innego niż słodowość, goryczka ledwie zauważalna, chmielu niestety bardzo ciężko doznać, pojawia się go trochę dopiero na finiszu; jest też trochę puste i momentami można poczuć niewielkie dawki alkoholu; da się je pić bez nieprzyjemności, ale też przyjemności w tym specjalnej nie ma, choć orzeźwia całkiem skutecznie; ot, przeciętniak. 
5,5/10

Tekstura
Bardzo dobra, choć jednak wysycenie jest nieco za duże.
4/5

5.5/10

Ejże, całkiem w porządku. Smak co prawda tylko przeciętny z minimalnym plusem na zachętę, ale nigdy chyba nie widziałem koncernowego jasnego lagera z tak dobrą pianą czy zapachem. Oczywiście nie chciałbym się w dobie szalejącej u nas rewolucji zamieniać ze Słowacją na rynki piwa, ale gdyby nasze "naczelne" Żywce, Tyskie i Lechy prezentowały taki poziom jak naczelny u Słowaków Złoty Bażant, to żyłoby się w Polsce łatwiej, we wszystkich restauracjach można by bez wstydu zamawiać piwo do obiadu i solidne piwo dałoby się kupić nawet na stacji benzynowej. Oczywiście nie ma się nad czym rozpływać, wygrać z polskimi koncernówkami to żadna sztuka.

Revelation Cat (Ramsgate): Speed King

Imperator Bałtycki z Pinty pozostaje czwartym najlepszym piwem na blogu odkąd go spróbowałem, czyli od pięciu miesięcy. Był to jak dotąd jedyny porter imperialny, z jakim się zetknąłem i dzisiaj się to zmieni - oto przede mną najpotężniejsze piwo z Revelation Cata, jakie wpadło mi w ręce. Alex Liberati trochę dosadniej niż Pinta rozumie imperializm i nie tylko przekroczył dziesięć procent alkoholu, ale i dobił do czternastu. Jak dotąd aż tak mocne piwa trafiały mi się jedynie z BrewDoga, zobaczymy, jak ktoś inny radzi sobie z taką mocą.

Informacje ogólne:
Piwo: Speed King
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone przez włoski browar kontraktowy
Region: South East England
Miasto: Ramsgate
Browar: Ramsgate Brewery (Revelation Cat)
Produkowane od: 2013
Styl: porter imperialny
Alkohol: 14%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie  
Klasyczne opakowanie Revelation Cata. Piwo zaliczone oczywiście do serii "imperialnych". Etykieta informuje, że ma być maksymalnie goryczkowo i nie za słodko. Ciekawe - stouty imperialne z BrewDoga zwykle miały w sobie dość dużo słodyczy.
9/10

Barwa
Oczywiście całkowicie czarne i tym samym piękne, dostojne. 
5/5

Piana
Nalewa się niemalże bez piany, choć cieniutki kożuch udaje się wytworzyć, szybko jednak redukuje się on do pierścienia, ten przynajmniej trochę się utrzymuje - bardzo marnie pod tym względem.
1,5/5

Zapach
Jest bardzo intrygujący, trochę słodki, ale też w dużej mierze zdaje się wręcz pikantny, przyprawowy, dużo wanilii, lukrecji, a również czarnych i czerwonych owoców, nieco chmielu, wybitnie przyjemny, bardzo udany.
9/10

Smak
Niesamowicie złożone, na samym początku dostajemy trochę słodyczy, później powraca pikantność, na przełyku wkracza chmielowa, porządna goryczka. Pierwsze chwile finiszu to cudowne doznania z akcentami czekoladowymi w roli głównej - po chwili następuje przyjemne rozgrzanie w przełyku; jeśli nie trzymamy go w ustach zbyt długo, alkoholu doświadczymy jedynie poprzez to rozgrzanie; na dalszym finiszu nuty klasycznie chmielowe. Wyśmienite, choć jeszcze odrobinę brakuje do ideału.
9,5/10

Tekstura
Nie da się przyczepić - wysycenie jest niskie, a gęstość wysoka, co daje bezbłędny efekt w połączeniu ze smakiem.
5/5

8.5/10

To kolejne rewelacyjne piwo z tego browaru, blisko najlepszego - wyłożyło się na pianie, pozostałe elementy oceniłem identycznie jak w przypadku Death Star. Rewelacyjnie ukryty alkohol i bardzo dużo przyjemnych niuansów. Informacja na etykietach mija się jednak trochę z rzeczywistością - ani wcale tak gorzko nie było, ani słodycz nie była mała.

wtorek, 20 maja 2014

Corsendonk (Du Bocq): Corsendonk Pater

Czyli kolejne piwo z bardzo ciekawego notabene Brasserie Du Bocq, które udaje, że jest klasztorne. O ile jednak w przypadku St Benoit wątpliwości nie ma i wiadomo, że to produkt wyłącznie browaru, o tyle piwa spod marki Corsendonk nie występują w oficjalnej ofercie Du Bocq i trzeba trochę poszperać, żeby dowiedzieć się, iż faktycznie klasztor Corsendonk warzył dawno temu piwo, ale potem pod tą marką robił to już jakiś browar rodzinny, a po jego zamknięciu - ponad sześćdziesiąt lat temu - inne browary, obecnie monopol na produkcję tej marki ma właśnie Du Bocq, który warzy te piwa dla firmy handlowej, hucznie obwołującej się Browarem Corsendonk (relacja podobna do Dionizosa i Krajana z polskiej sceny). Mimo tej nieprzejrzystości i naciągania marketingowego, piwa pod marką Corsendonk zgarniają świetne opinie. Dziś chyba najsłynniejsze z nich, dubbel - styl, którego nie miałem w ustach od, o zgrozo, roku i kilku dni. Bardzo ciekawe, jak spisze się na tle trapistów.

Informacje ogólne:
Piwo: Corsendonk Pater
Kraj: Belgia
Prowincja: Namur
Miasto: Purnode
Browar: Brasserie du Bocq (Brouwerij Corsendonk)
Produkowane od: brak danych
Styl: dubbel
Alkohol: 7,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Bardzo udane opakowanie, butelka z nadrukowaną etykietą robi świetne wrażenie. Dla kolekcjonerów etykiet też coś jednak jest, krawatka jest już zrobiona w tradycyjnym, papierowym stylu, chociaż prawdę powiedziawszy znacznie lepiej wyglądałaby całość bez niej. Dedykowany, bardzo ładny kapsel. Niestety ani słowa o faktycznym miejscu uwarzenia piwa.
6/10  
Barwa
Piękna, ciemnobrązowa, mocno opalizuje, zachwyca jasnobrązowymi i miedzianymi przebłyskami - bardzo ładne.
4/5

Piana
Bardzo obfita, ciemnobeżowa, solidnie, choć nie wybitnie drobna, trwałość za to bliska ideału. 
4,5/5

Zapach
Bardzo ładny, bardzo rześki, mocno owocowy, mnóstwo klasycznej, belgijskiej drożdżowości, która przywodzi trochę na myśl cytryny, z drugiej strony nuty ciemne, kojarzące się z wiśniami, trochę śliwkami; jest też trochę landrynek. Bardzo przyjemny, mógłby być ciut bardziej intensywny.
8/10

Smak
W smaku trochę inaczej, mniej owocowo, dalej sporo drożdżowości, a cytryny i skórkę pomarańczową zastępuje przyjemna, zaokrąglona czekolada, dominująca zwłaszcza na finiszu; dość łagodne, lekka zaledwie goryczka, na pewno sprawia wrażenie mniej alkoholowego niż jest faktycznie; nie jest genialne, ale bardzo smaczne, wielowymiarowe. 
8,5/10

Tekstura
Trochę rozczarowuje - wysycenie dziwnie rozdyma piwo w ustach, mimo że na przełyku wydaje się już idealne.
2/5

7.0/10
 
Jednak rozczarowanie. Ale może to i dobrze, że zakamuflowany, niby-klasztorny produkt okazał się nie mieć startu zarówno do dubbela z La Trappe, jak i Chimay (które co prawda same nie są takie do końca klasztorne, ale jednak trapiści czuwają nad produkcją). Piwo oczywiście bardzo dobre, ale jak na Belgię i Du Bocq zupełnie nie zachwyca.

poniedziałek, 19 maja 2014

Thornbridge & S:t Eriks: Imperial Raspberry Stout

Trzecie piwo z Thornbridge to dzieło kolaboracji Anglików z rzemieślniczym browarem ze Szwecji, co sprawia, że w moich statystykach pojawi się nowy kraj. Po raz kolejny Thornbridge stawia przede mną piwo zapowiadające się wyjątkowo - tym razem stout imperialny warzony z dodatkiem dodatkiem dużej ilości malin oraz szczypty lukrecji i czekolady. Mam nadzieję na rewelacyjny rewanż za rozczarowujące Sour Brown.

Informacje ogólne:
Piwo: Imperial Raspberry Stout
Kraj: Wielka Brytania (Anglia) - warzone w kolaboracji z browarem ze Szwecji
Region: East Midlands
Miasto: Thornbridge Hall
Browar: Thornbridge Brewery & S:t Eriks Bryggeri
Produkowane od: 2013
Styl: malinowy stout imperialny
Alkohol: 10%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Bardzo ładnie, elegancko opakowane piwo, choć tym razem bez pudełka. Na kontrze zgrabny, krótki opis piwa oraz dokładnie wymienione słody i chmiele, a raczej chmiel. Na plus również informacja o roku uwarzenia i zabutelkowania. Firmowy kapsel Thornbridge.
9,5/10
 
Barwa
Perfekcyjna czerń, przepięknie się prezentuje, żadnych prześwitów. 
5/5

Piana
Bardzo obfita i bardzo gęsta, urzeka świetną, ciemnokremową barwą, nie jest niestety idealnie trwała, choć blisko ideału. 
4,5/5

Zapach
Genialny - na pierwszym planie znakomite, bardzo intensywne nuty czekolady i ciemnych słodów, szybko wyłania się spod nich owocowa kwaskowatość, w której szybko można rozpoznać maliny; bogaty i szlachetny, w zasadzie idealny. 
10/10

Smak
W smaku okazuje się, że kwaskowatość w zapachu była zupełnie nieprzypadkowa - teraz przechodzi w ewidentną kwaśność, która wyrównanie walczy o pole z akcentami typowymi dla stoutu imperialnego - palonością i czekoladą; malinowa kwaśność może odrobinę za bardzo wygrywa (dopiero na finiszu ustępuje czekoladzie), ale połączenie to jest naprawdę świetne; efekt jest bardzo łagodny, alkohol nie ma praktycznie nic do powiedzenia. 
9/10

Tekstura
Tekstura jest niesamowita, piwo jest aksamitne, ilość gazu doskonale koresponduje ze smakiem, jest dość niska, ale wyraźna i dzięki temu bezbłędna.
5/5

9.0/10

No i to jest to. Pomysł na dodanie malin do stoutu imperialnego okazał się strzałem w dziesiątkę - IRS przebił nieznacznie Old World RISa z BrewDoga i tym samym stał się najlepszym piwem w tym stylu, jakie w życiu piłem. Po prostu bezbłędne. Zadziwiająca jak na styl piana, genialny zapach, doskonała tekstura. Najwięcej do życzenia pozostawił co prawda smak, ale niewiele. Fantastyczne piwo, które sprawia, że Thornbridge wiele razy znajdzie się jeszcze na blogu; na piwa z S:t Eriks też będę polował, ale to chyba trudna sprawa. Na równi ze Szczunem dwunaste-trzynaste piwo w rankingu ogólnym.

niedziela, 18 maja 2014

Cornelius Porter

Po długim czasie nadszedł kolejny wieczór z tradycją, czyli z porterem bałtyckim z jednego z polskich browarów regionalnych. Za często się z nimi nie spotykam, bo ten będzie dopiero trzeci na blogu. Tym razem padło na Browar Cornelius z Piotrkowa Trybunalskiego. Fajerwerków się nie spodziewam, ale liczę po cichu, że chociaż przebije porter z Ciechana. Dość obiecujący jest fakt, że przy takiej samej zawartości alkoholu co w Grand Imperialu, jest dużo bardziej ekstraktywny, a przy takim samym ekstrakcie co w Ciechanie - mniej alkoholowy.

Informacje ogólne:
Piwo: Cornelius Porter
Kraj: Polska
Województwo: łódzkie
Miasto: Piotrków Trybunalski
Browar: Cornelius
Produkowane od: 2010
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 8%
Ekstrakt: 22%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Całkiem ładna, choć dość schematyczna etykieta. Dużym jej atutem jest kolorystyka, mroczna jak na porter bałtycki przystało. Na kontrze znajdziemy opis, balansujący na granicy mitologizacji, ale na szczęście jej nie przekraczający - całkiem w porządku. Dedykowany kapsel. Bardzo udane opakowanie.
8/10
 
Barwa
Czarne, niemal nieprzenikalne, ale jednak z bardzo subtelnymi, rubinowymi prześwitami - mogłyby być one nieco śmielsze, ale i tak jest bardzo ładne. 
4/5

Piana
Umiarkowanie obfita, dość gęsta, o ładnej, beżowej barwie, niestety bardzo nietrwała - już po paru minutach są dziury na tafli, a po parunastu nie ma już nawet pierścienia. 
1,5/5

Zapach
Na pierwszym planie dostajemy śliwki, niezwykle wyraziste, nawet niekoniecznie suszone; zaraz za nimi sporo karmelu i landrynek; nawet przy lekkim skupieniu zapachu pojawiają się nuty alkoholowe, ale na szczęście nie szturmują jakoś wyjątkowo nachalnie; akcenty ciemnych słodów raczej schowane; bardzo dobry, bardzo śliwkowy i przyjemny, odrobinę za słodki. 
7,5/10

Smak
Znacznie bardziej czekoladowe, a mniej śliwkowe, ale o dziwo słodycz robi się mniej nachalna, wciąż jest odrobinę za wysoka, ale tym razem znajduje kontrę; ciągle wyczuwalny jest alkohol, ciągle nie przesadza, ale mógłby być lepiej ukryty; dużo czekolady obecnej od początku do końca, trochę wanilii, na finiszu nawet odrobina paloności; bardzo, bardzo smaczne. 
8,5/10

Tekstura
Co nieco za wysokie wysycenie - ogólnie jest przeciętne, ale piwo jest gęste i dość ciężkie, pasowałoby więc bardziej obniżone, jest jednak dobrze pod względem tekstury.
4/5

7.0/10  

Nie jest to mistrzostwo świata, ale bardzo udany porter bałtycki, który faktycznie przebił Ciechana i to solidnie. Tym samym obecnie jest najlepszym polskim, jakiego próbowałem (poza imperialnym z Pinty, oczywiście). Wszyscy trąbią o jego niesamowitej słodyczy, która mi przeszkadzała tylko odrobinę i nieporównywalnie mniej niż w Grand Imperial Porterze z Ambera. Za tę cenę naprawdę warto.

sobota, 17 maja 2014

BrewDog: Belgian Trappist

Po pewnym odstępie czasu nadeszła pora na trzecie piwo z BrewDogowej serii Unleash The Yeast, której zadaniem jest skupienie wrażeń na pracy drożdży w piwie. Tym razem czas na drożdże belgijskie, grające dużą rolę w piwach w stylach okołotrapistycznych.

Informacje ogólne:
Piwo: Belgian Trappist
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2013
Styl: eksperymentalne
Alkohol: 6,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Takie samo jak na poprzednich piwach z serii, oczywiście w nieco innym kolorze.
9/10




Barwa
Głęboko złote, nie obezwładnia, ale całkiem niezłe, bardzo klarowne. 
3,5/5

Piana
Dość obfita i dość gęsta, ładnie oblepia szkło, bardzo, choć nie idealnie trwała. 
4/5

Zapach
Na pierwszym planie zdecydowanie owocowe nuty amerykańskiego chmielu, ale gdy już się wydaje, że znów BrewDog przechmielił piwo, z tła wyłaniają się klasyczne akcenty belgijskie, całkowicie nie do przegapienia, i z czasem zyskują sobie coraz więcej przestrzeni - ogólnie bardzo ładny i interesujący. 
8/10

Smak
W smaku aż do przełknięcia o chmielu zupełnie się zapomina, belgijskie drożdże całkowicie zaczynają dominować - efekt jest bardzo ciekawy, jednocześnie ewidentnie smakuje belgijsko, ale i inaczej niż wszystkie belgijskie piwa, jakie próbowałem z powodu zwyczajnego zasypu, nie aż tak intensywnie, w dodatku kończy się chmielową, wyraźną goryczką, choć przemieszaną ciągle z tym, czego dostarczają drożdże; dobre, choć nie do końca zbalansowane. 
7,5/10

Tekstura
Jest zarówno mocno wysycone, jak i dość gęste, w dodatku już smak jest dość esencjonalny, przez co w efekcie jest po prostu za ciężkie (choć bez tragedii).
2/5

6.5/10

Nie było to już aż tak ciekawe piwo jak Pilsen Lager, może dlatego, że rola drożdży w piwach belgijskich jest bardziej oczywista niż w pilznerach, jednocześnie zasyp i chmielenie serii Unleash The Yeast lepiej skomponowało się w tym pierwszym przypadku, wyszło po prostu smaczniejsze piwo. Znacznie lepiej jest tu jednak niż w przypadku drożdży do weizena. Pozostało już tylko American Ale.

wtorek, 13 maja 2014

Podróże Kormorana - Coffee Stout

Na szczęście w miarę szybko udało mi się zdobyć czwarte już z serii Podróże Kormorana, w której Browar Kormoran robi najciekawsze rzeczy, jakie kiedykolwiek działy się na polskiej scenie regionalnej. Tym razem porwali się na stout kawowy i ciężko mi nie być potwornie ciekawym rezultatu. Nie piłem jeszcze czystego stoutu kawowego - najbliżej była Hera z Olimpu, ale to jednak stout kawowo-mleczny. 

Informacje ogólne:
Piwo: Podróże Kormorana - Coffee Stout
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Produkowane od: 2013
Styl: stout kawowy
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Niezmiennie seria Podróże Kormorana prezentuje chyba najlepsze opakowania na polskim rynku. Wzorowy opis piwa w formie historyjki, dedykowany serii kapsel, numer warki, grawerowana butelka, ładna szata graficzna i w miarę dokładny skład. Ciekawe rzeczy się w nim dzieją, bo mamy aż cztery zboża - słód jęczmienny, żytni i pszeniczny oraz płatki owsiane. Do tego oczywiście kawa.
9,5/10

Barwa
Czarne, nieprzeniknione, chciałoby się rzec - kawowe, po prostu bezbłędnego koloru. 
5/5

Piana
Znakomita, po prostu obłędnie gęsta i niesamowicie obfita, jedyny szkopuł tkwi w niedoskonałej trwałości, która jednak też jest w porządku. 
4,5/5

Zapach
Rewelacyjny, niesamowicie intensywnie kawowy - piękniejszy niż w większości prawdziwych kaw, naprawdę urzekający i przede wszystkim bardzo intensywny; mimo wszystko mogłoby być więcej akcentów typowych dla piwa, ale i tak świetny. 
9,5/10

Smak
Zaskakuje dużą pełnią, jest wprost gęste, bardzo esencjonalne; w dalszym ciągu dominuje całkowicie kawa, ale tym razem pojawiają się też wyraźne akcenty słodów palonych, które przynoszą wraz ze sobą przyjemną, nieprzesadzoną kwaskowatość - przepyszne i naprawdę niesamowicie pijalne. 
9/10

Tekstura
Brakuje odrobinę gazu, ale niemal w zupełności nadrabia go wspomniana gęstość, bardzo przyjemna, aksamitna.
4,5/5

8.5/10

To już absolutna rewelacja ze strony Kormorana. Wprawdzie nie pobiło weizenbocka z tej samej serii pod względem smaku i aromatu, ale nadrobiło zaległości z piany i w ten oto sposób powstało najdoskonalsze piwo z browaru regionalnego, jakie w życiu piłem. Myślę, że lepszego szukać na chwilę obecną tylko wśród porterów bałtyckich, a i tu wątpię, że znalazłoby się coś lepszego. Serię Podróży stawiam od dziś praktycznie na równi z Pintą i AleBrowarem, w każdym razie w tej samej klasie. Szkoda tylko, że nowe piwa z niej pojawiają się mniej więcej raz na pół roku. No cóż, będę czekał niecierpliwie.

 



_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 01.06.2017 r., warka nr 27 do 10.06.2017 r.
 
Czarne, ale u nasady szkła już rubinowe. Genialna piana. Pachnie naprawdę obłędnie kawowo, świeżo zmielona kawa i to wcale nie jakiejś nędznej jakości. Przechodzi w piękną ziemistość i łączy z pysznymi akcentami czekoladowymi i palonymi. W smaku niestety nie jest już tak kosmicznie - tu to już po prostu bardzo dobry, ale prosty stout naładowany kawą. Nieco za mało gazu. Naprawdę świetne piwo, ale żadna tam wybitność wybitna.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

7.5/10