sobota, 18 czerwca 2016

Malmgård: Emmer Tripel

Ledwo co wypiłem pierwsze piwo z Islandii, a już przede mną stoi pierwsze w moim życiu piwo z Finlandii, uwarzone w dodatku przez niebywale interesującego producenta. Malmgård to nie tylko browar, ale... przepiękna posiadłość, pałacyk właściwie, i 500 hektarów terenów uprawnych. Te włości od 1614 roku są w rękach rodziny Creutzów (posiadłość powstała w latach 1882-1885), obecnie posiada je Johan Creutz z dwunastego pokolenia (takie rzeczy często zdarzają się w świecie wina, ale w świecie piwa prawie nigdy). Jeśli dobrze rozumiem, Malmgård zajmuje się produkcją rozmaitych produktów zbożowych. No i prowadzeniem małego browaru o wybiciu 2 hektolitrów, który wyrabia swoje piwa z własnego zboża i wody. Mi trafiło się najmocniejsze piwo z tego browaru, tripel.

Informacje ogólne:
Piwo: Emmer Tripel
Kraj: Finlandia
Region: Uusimaa
Miasto: Malmgård
Browar: Malmgårdin Panimo
Styl: tripel
Alkohol: 8,3%
Ekstrakt: 18,5%
Objętość: 500 ml
Warka: do 16.03.2017 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Elegancka etykieta, firmowy kapsel - pełna klasa. Obfity tekst po fińsku, podany ekstrakt, EBU i EBC.
9/10


 
Barwa
Ciemne złoto, dzięki sporemu zmętnieniu przechodzące w bursztyn. Bardzo ładne, ale to bardzo.
4,5/5
 
Piana
Średnio obfita, dość gęsta, wybitnie trwała. Bardzo dobra.
4/5
 
Zapach
Słodki, zbożowy, niemal zacierowy, przypomniał mi trochę taką bardzo waniliową whisky. To jest bardzo ładne, natomiast strona belgijska jest trochę uboga, ledwo fenolowa; jest za to trochę za dużo alkoholu. Przyjemny, ale trochę niedopracowany.
7/10
 

Smak
Również słodki, zbożowy, cukrowy, zacierowy, chlebowy - bardzo przyjemny. Tu nuty belgijskie są dużo bardziej udane, pojawia się jakiś przebłysk cytrusów. Wciąż trochę zbyt nachalny alkohol. Jest dosyć rustykalne, brakuje tu elegancji największych belgijskich tripli, ale bardzo przyjemny i pełny smaku wywar to jest. Fajny finisz zbożowo-fenolowy.
7,5/10

Tekstura
Przyjemna pełnia i tylko odrobinę za wysokie wysycenie.
4,5/5

6.5/10

Finlandia zaprezentowała się dużo lepiej niż Islandia, ale jeśli skuszę się na jeszcze jedno piwo z tego browaru (raczej nie), to tylko dlatego, że prędko pewnie kolejny raz fińskiego piwa nie dostanę. Dobry tripel, ale po co pchać się do Finlandii, jak na półkach zalegają nieporównywalnie doskonalsze belgijskie wersje.

piątek, 17 czerwca 2016

Broughton: Dark Dunter

Jako szkotofil jestem chętny na każdy nowy szkocki browar na mojej drodze, zwłaszcza że póki co trafiłem tylko na trzy, w tym jeden to bardzo słaby Brewmeister, a drugi postmodernistyczny BrewDog, który jakoś bardzo ze Szkocją się nie identyfikuje (Brewmeister zresztą też, ale to akurat dobrze). Broughton dużo mocniej nawiązuje do tradycji lokalnych, choć jest to browar nazywający się rzemieślniczym. Powstał w 1979 roku w przerobionej na browar zagrody owiec (!) i mieni się pierwszym szkockim mikrobrowarem. Choć zwą się craftem, skupiają się niemal całkiem na tradycyjnych brytyjskich ale (jakieś tam AIPA w ofercie się przewija). Dark Dunter to piwo, które określają jako... "porter/stout", a które okazało się być stuprocentowym brown porterem. Dunter z kolei to goblin, który według legendy ma strzec zamków na pograniczu szkocko-angielskim.

Informacje ogólne:
Piwo: Dark Dunter
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Scottish Borders
Miasto: Broughton
Browar: Broughton Ales
Styl: brown porter
Alkohol: 4,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do lutego 2017 r.
Cena: 16,30 zł 

Opakowanie
Całkiem fajna etykieta z tytułowym goblinem i żłobiona butelka, goły kapsel. Nie jest to jakaś piękność, ale klimatyczne opakowanie. Duży props za dokładny skład.
8/10 

 
Barwa
Ciemnobrązowa do ciemnomiedzianej. Pod światłem piękna gra rubinów i miedzi. Bardzo ładne, klasyczny porter.
4,5/5

Piana
Wzorowa - bardzo obfita, doskonale gęsta i bardzo trwała.
5/5

Zapach
Karmel, jeszcze raz karmel, wiśnie, niezbyt aromatyczne ciasteczka z dżemem, trochę nut zbożowych i czekoladowych. Jest całkiem przyjemnie, ale też bardzo skromnie i brakuje intensywności.
6/10

Smak
Tak jak w zapachu - jest bardzo delikatne, słodowe, jak ciasteczka maślane z lekkim posmakiem orzechów i czekolady. Niezły finisz o ziemistym i chlebowym charakterze. W sumie fajne piwo, takie nieefektowne i w sumie dla samego smaku bez sensu je pić, ale przyjemnie wchodzi.
6,5/10

Tekstura
Wysycenie jest bardzo niskie, co normalnie mogłoby przeszkadzać, ale jednocześnie piwo jak na swoją moc jest wyjątkowo gęste, kremowo gęste, co odpowiada mi w połączeniu całkowicie.
5/5

6.0/10

Solidne piwo do wychylenia w pubie bez większej refleksji. Nie jestem usatysfakcjonowany, bo lubię refleksję, a za taką cenę to rozbój w biały dzień. Póki co Taddy Porter z angielskiego Samuela Smitha rozpieprza w pył wszystkie brown portery, jakie piłem w życiu.

środa, 15 czerwca 2016

Weird Beard: 貞子 [Sadako]

Z londyńskim Weird Beard miałem styczność tylko dwa razy, a chciałbym mieć dwadzieścia. Oba ich piwa, jakie miałem szczęście pić, były wyśmienite - niestety partia wyrobów tego browaru pojawiła się we wrocławskich sklepach chyba tylko raz i to ponad dwa lata temu. Z małym wyjątkiem - jeszcze w zeszłym roku wypatrzyłem na półce to cacko. Stout imperialny z dziesięciu różnych słodów i owsa z dodatkiem miodu, melasy i świeżych ziaren kawy, dojrzewający w browarze przez pół roku przed wypuszczeniem w świat. Nadzieje spore. Sadako, jakby ktoś był ciekawy, to imię żeńskie, w tym przypadku nawiązujące do postaci-potwora z nieco zbyt popularnego filmu The Ring.

Informacje ogólne:
Piwo: 貞子 [Sadako]
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Weird Beard Brew Co
Styl: stout imperialny
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: zabutelkowana w grudniu 2014 roku (do grudnia 2020 r.)
Cena: 22,25 zł (33,71 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Etykiety WB się nie zmieniły, tu natomiast mamy mniejszą butelkę (i bardzo dobrze) i obfity lak/gumę pokrywający szyjkę.
9/10


 
Barwa
Nieprzejrzyście czarne.
5/5

Piana
Bardzo obfita i drobna, o pięknej barwie i bliskiej ideału trwałości, choć w końcu trochę się poddaje.
4,5/5

Zapach
Genialny. Ciemny słód, w którym łączy się wspaniała kawa i wspaniała czekolada (gorzka, bardzo gorzka i mleczna). Nuty orzechowe, zbożowe, miodowe, palone, toffi, śliwki w czekoladzie. Olśniewający.
9,5/10

Smak
Cudownie złożone. Kawa, czekolada, zboże, orzechy, śliwki, nuty mocno palone, najsubtelniejsze wtrącenia alkoholowe, jakie są możliwe. Na finiszu subtelne akcenty popiołowe. Odrobinę zabrakło mi intensywności na finiszu - po przełknięciu nieco za szybko się wycisza, przydałoby się tu podkręcić słodycz lub goryczkę lub jedno i drugie.
9/10

Tekstura
Jest gęste i nisko wysycone. Wypada to niemal idealnie, ale ja bym tak odrobinę jeszcze podkręcił ciało - albo gęstością, albo gazem.
4,5/5

8.5/10

Wspaniały, złożony RIS, jeszcze jedno znakomite piwo z Weird Beard. Ta skuteczność jest powalająca i strasznie mi szkoda, że ich piw nie ma już za bardzo w Polsce. Być może byłby to jeden z dosłownie kilku moich ulubionych browarów na świecie, po trzech piwach niestety takiego wyroku nie mogę ogłosić. A co do dodatków - żaden się nie wychyla, w sumie nie wpadłbym na to, że jest tam coś poza słodem, ale myślę, że swoje zrobiły.

wtorek, 14 czerwca 2016

Pracownia Piwa: Dżok

Dałem Pracowni Piwa czas, żeby ogarnęli kwestię nagazowania butelkowanych piw, z którą po zainstalowaniu linii do butelkowania był spory problem, przynajmniej według moich doświadczeń. Czas ten na szczęście w końcu minął i pora nadrabiać zaległości. Na gładkie wejście wybrałem coś bardzo lekkiego, milda - dopiero trzecie piwo na blogu w tym niedocenianym stylu.

Informacje ogólne:
Piwo: Dżok
Kraj: Polska
Województwo: małopolskie
Miasto: Modlniczka
Browar: Pracownia Piwa
Styl: mild
Alkohol: 3,8%
Ekstrakt: 9,5%
Objętość: 330 ml
Warka: do 10.06.2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Standard Pracowni. Przez mały format etykiet, identyczną kolorystykę i kreskę, wszystkie wyglądają bardzo podobnie.
7/10

 

Barwa
Ciemnobrązowa z rubinowymi prześwitami, klasyka stylu.
4/5
 
Piana
Bardzo obfita, niezbyt gęsta, bardzo trwała.
4,5/5
 
Zapach
Klasyczne oblicze angielskiej, brązowej słodowości. Ziemistość, orzechy laskowe, nuty chlebowe o rozmaitych obliczach. Bardzo przyjemny i zachęcający aromat, choć taki prosty.
7,5/10
 
Smak
Mniej więcej to samo, co w zapachu, tylko bardzo nasilone i z wstawką czekoladową oraz popiołowo-chmielową. Bardzo udane połączenie lekkości z kombinacją słodyczy, kwaskowatości i delikatnej goryczki. Smak idealny dla piwa sesyjnego, bardzo smaczna rzecz. Podbiłbym tylko odrobinę goryczkę, poza tym świetne piwo.
8/10

Tekstura
Ups, bardzo przegazowane. Stanowi to tutaj niemały problem, odbiera walor sesyjności.
1/5

6.5/10

No i problemów z gazem nie koniec. Piwo najpierw zaczęło bardzo powoli wychodzić samo z butelki po odkapslowaniu, potem utworzyła się mimo dość delikatnego nalewania potężna piana, potem odczułem to w ustach, a potem podczas mieszania piwem w szkle w celu odgazowania potężna piana tworzyła się jeszcze raz, i jeszcze, i jeszcze. Zróbcie coś z tym, bo świetne są te piwa, a Dżok, gdyby miał takie wysycenie, jakie na milda przystało, byłby znakomitym potwierdzeniem, że mildy to bardzo niedoceniane piwa. Wspaniała parada orzechów, chleba żytniego, czekolady i brytyjskiej ziemistości/popiołowości. Jestem pod wrażeniem mimo katastrofy średnich rozmiarów na polu nagazowania.

czwartek, 9 czerwca 2016

Lindemans & Mikkeller: SpontanBasil

Ciężko mi było nie kupić piwa pod tytułem "Lindemans i Mikkeller łączą się, by stworzyć bazyliowego lambika". Z najbardziej popularnym, choć zdecydowanie nie najlepszym producentem lambików, który mnie i wiele innych osób wprowadził w świat spontanicznej fermentacji, nie miałem do czynienia już bardzo długo, bo przez ponad dwa i pół roku. Na nazwę Lindemans mimo wszystko zawsze będę patrzył z uśmiechem pełnym wspomnień, więc cieszę się z powrotu.

Informacje ogólne:
Piwo: SpontanBasil
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Vlezenbeek
Browar: Brouwerij Lindemans i Mikkeller
Styl: lambik bazyliowy
Alkohol: 6%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml
Warka: z lutego 2015 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Wspaniałe. Okazała, bardzo elegancka w kształcie butelka, piękny, malowany wzór i ta sugestywna kolorystyka od góry do dołu. Z niczym nie dałoby się go pomylić. 
9,5/10
 

Barwa
Jasnozłote, dość klarowne, pięknie pracujący gaz. Ładne.
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, o średniej gęstości. Utrzymuje się bardzo długo i genialnie oblepia szkło.
4,5/5
 
Zapach
Nie żartowali z tą bazylią, jest naprawdę intensywna, wręcz stanęła mi przed oczami dobra, włoska pizza. Drugi niuch i można już zauważyć, że jest tu i sporo charakteru lambika - klasyczna końska derka i wszelkie wiejskie tematy królują. Aromat jest bardzo specyficzny, ale połączenie okazuje się bardzo atrakcyjne, cholernie wyraziste. Burzliwe, a jednak dostojne.
9/10
Smak
Tu bazylia spuszcza z tonu i robi się z tego już bardziej klasyczny lambik z tłustą nutą tej przyprawy w tle. Kwas nie jest za mocny, wręcz delikatny, a już na pewno bardzo krótki, nie pozostaje go wiele na finiszu. Raczej stonowane jak na prawilnego lambika, ale nie zmienia to faktu, że bardzo przyjemne i ciekawe. Na finiszu trochę kwiatów.
8/10

Tekstura
Dość niskie jak na lambika wysycenie, co bardzo mi odpowiada, choć odrobinę bym go dodał.
4,5/5

7.5/10

Świetne i bardzo oryginalne piwo. Właściwie to trochę ciekawsze niż lepsze - jeśli chodzi o czystą przyjemność z picia to zdecydowanie nie warto płacić zań kilkudziesięciu złotych (i to bliżej stu niż dziesięciu), ale nietypowe doznania trochę to rekompensują.

środa, 8 czerwca 2016

Einstök (Viking): Icelandic Toasted Porter

Po sporym rozczarowaniu doppelbockiem czas na drugą i być może ostatnią szansę dla islandzkiego browaru Einstök. Porter górnofermentacyjny z niewielkim dodatkiem kawy wypalanej na Islandii.

Informacje ogólne:
Piwo: Icelandic Toasted Porter
Kraj: Islandia
Region: Norðurland eystra
Miasto: Akureyri
Browar: Viking Ölgerð (Einstök Ölgerð)
Styl: robust porter
Alkohol: 6%
Ekstrakt: 14,5%
Objętość: 330 ml
Warka: brak danych
Cena: brak danych
Opakowanie
Na tym samym wysokim poziomie co w przypadku koźlaka. Podobnie jak tam, tak i tu wprowadzony jest jednak zamęt informacyjny i ciężko stwierdzić, gdzie faktycznie warzone jest piwo.
7/10 

 
Barwa
Czerń z nieznacznymi brązowo-rubinowymi prześwitami po bokach, ładne.
4/5

Piana
Obfita, średnio gęsta, o niezłej trwałości.
3,5/5

Zapach
Słodowość, ale średnio ciemna - przypomina mi bardziej angielskie bittery, jest taka ziemista, surowa, lekko karmelowa. Z czasem rozwija się trochę w stronę biszkoptu i czekolady. Dość ładny aromat, ale bardzo bez szału i trochę brakuje intensywności.
6,5/10

Smak
Tu dopiero trochę więcej ciemnosłodowej pełni. Przyjemne, dość słodkie połączenie czekolady i kawy oraz orzechów laskowych, skontrowane nie taką małą goryczką. Problemem jest lekki metal i lekko aldehydowo-octowy (tak samo jak w koźlaku) posmak. Mimo tego całkiem dobre, pełne smaku piwo wyraźnie na modłę robust porteru.
7/10

Tekstura
Niezłe ciało i niby odpowiednia porcja gazu, który jednak jakoś nieco za bardzo rozdyma usta.
4/5

6.0/10

To już jest coś znacznie lepszego niż tamten koźlak. Zdecydowanie dobre piwo, które nie wnosi jednakże nic wielkiego poza miłą informacją, że na Islandii można się napić czegoś dobrego i lokalnego zarazem. Na więcej piw z tego browaru szkoda by mi jednak było czasu i żołądka, dopóki jestem w Polsce. No ale przyjemny robust porter. Aha, kawa nie wniosła chyba nic.

wtorek, 7 czerwca 2016

Sensolibero: Dubh

Przez ostatni rok do włoskiego piwowarstwa zajrzałem dosłownie cztery razy. Jestem zszokowany i trochę zażenowany tym faktem, bo wkład Włochów w europejski craft cenię sobie wybitnie i sporo fantastycznych piw z tego kraju już wypiłem. Faktem jest jednak, że ostatnio, przynajmniej we Wrocławiu, italiańskie wyroby pojawiają się w sklepach dużo rzadziej niż kiedyś. Revelation Cat, którego piwa w kilkunastu lub kilkudziesięciu nawet różnych egzemplarzach można było dostać w Polsce, przepadł kompletnie bez wieści i chyba przestał nawet istnieć dwa lata temu, patrząc na ratebeer. Z Baladin ustrzelić cokolwiek to spora sztuka, sporadycznie pojawi się coś z del Ducato, a z tych dwóch też było kiedyś sporo rzeczy do wyhaczenia.

Na szczęście pewien dobry człowiek przywiózł mi prosto z Mediolanu sześć reprezentantów włoskiego piwowarstwa rzemieślniczego. Dwa z nich to Baladiny, a aż cztery - piwa z Sensolibero, mikrusa z Cesate, miejscowości położonej w pobliżu stolicy Lombardii. Ciężko znaleźć szczegółowe informacje na jego temat, natomiast pierwsza recenzja piwa stamtąd pojawiła się na RB 1 sierpnia zeszłego roku. Sprawa wygląda o tyle ciekawie, że z kilku piw, jakie te browar posiada w ofercie, każde posiada na ratebeerze od zera do dwóch ocen. Będą to więc jedne z najbardziej undergroundowych trunków, jakie zrecenzowałem tu w całej historii bloga. Zaczynam od stoutu owsianego.

Informacje ogólne:
Piwo: Dubh
Kraj: Włochy
Region: Lombardia
Miasto: Cesate
Browar: Sensolibero
Styl: stout owsiany
Alkohol: 5,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do czerwca 2016 r.
Cena: brak danych

Opakowanie
Przepiękny, niespotykany kształt butelki - jak to często we włoskich piwach. Nie wiem, jakim cudem im się to opłaca, ale doceniam walory estetyczne. Etykieta raczej stonowana, ale solidna; firmowy kapsel.
8/10

Barwa
Czarne, nieprzejrzyste.
5/5

Piana
Niezbyt obfita, niezbyt gęsta i niezbyt trwała, bardzo słaba.
1,5/5

Zapach
Na wstępie nie do końca czysty (lekki metal), ale dość ładny aromat palonego słodu, kawy i czekolady. Brakuje intensywności. Wkrótce metal i inne wady (deemesik) dominują coraz mocniej, robi się wówczas wręcz przykry.
1,5/10

Smak
Bardzo słabo, wręcz fatalnie. Zamiast feerii palonego słodu mamy dużo drożdżowości, alkoholu, kwaskowatości. Brak goryczki, brak czegokolwiek. Złe piwo. Kawowy finisz nie może uratować sprawy.
1,5/5

Tekstura
Mimo niby niezłej gęstości jest niesamowicie płaskie przez brak gazu. Gwóźdź do trumny.
0,5/5

2.0/10

Zapamiętam ten browar na bardzo długo jako twórcę najgorszego stoutu, jaki piłem w całym życiu. Gratuluję. Najgorsze jest to, że mam jeszcze przed sobą trzy ich piwa.

niedziela, 5 czerwca 2016

Einstök (Viking): Icelandic Doppelbock

Ciężko byłoby mi nie kupić rzemieślniczego piwa z Islandii, jak już się pojawiło sklepie. Zwłaszcza jeśli jest to piwo w tak rzadkim niestety stylu jak koźlak dubeltowy. O Einstök Ölgerð ciężko znaleźć wiele informacji w sieci. Odpaliłem nawet degustację Tomka Kopyry, żeby sprawdzić, czy on nie dowiedział się czegoś więcej, ale odkrył dokładnie tyle samo co ja, a właściwie to nawet mniej. Choć na etykiecie ani na stronie Einstök nie ma o tym ani słowa, ratebeer twierdzi, iż jest to browar kontraktowy, który warzy w Viking Ölgerð. Ten z kolei browar w ogóle nie ma swojej strony, a odnośnik na ratebeerze prowadzi do witryny Vifilfell, islandzkiego franczyzobiorcy koncernu Coca-Coli (!). Klikając ślepo na tej stronie (wszystko jest po islandzku), dotarłem na podstronę, gdzie firma prezentuje sporą gamę piw, między innymi takich z Vikingiem w nazwie oraz piw Einstöka. Wciąż jednak ani słowa o jakimś fizycznym browarze. Po długich poszukiwaniach najbardziej prawdopodobna wydaje mi się wersja ratebeeru. Istnieje sobie browar Viking we władaniu firmy Vifilfell, a w nim powstają między innymi piwa pod marką Einstök.

Jezu, to chyba najbardziej zawiły przypadek, z jakim się spotkałem. No, to spróbujmy doppelbocka, a potem przyjdzie czas na porter kawowy.

Informacje ogólne:
Piwo: Icelandic Doppelbock
Kraj: Islandia
Region: Norðurland eystra
Miasto: Akureyri
Browar: Viking Ölgerð (Einstök Ölgerð)
Styl: koźlak dubeltowy
Alkohol: 6,7%
Ekstrakt: 16,3%
Objętość: 330 ml
Warka: do 07.11.2016 r.
Cena: 14,80 zł (22,42 zł za 0,5 l)

Opakowanie
Przyłożyli się do niego. Ma być bardzo islandzkie i jest bardzo islandzkie, a jednocześnie subtelne. Firmowy kapsel. Odejmuję trochę punktów za zamieszanie.
7/10

 
Barwa
Bardzo ładne połączenie miedzi i brązu. Całkowicie klarowne.
4,5/5

Piana
Wybitnie marna. Nieobfita, grubopęcherzykowa i marna warstwa, którą udało mi się wytworzyć, znika od razu do cienkiego pierścienia.
1/5
 
Zapach
Przypieczony karmel i sporo owoców - jabłka, śliwki, gruszki. Lekki aldehyd octowy i metal. Byłoby bardzo fajnie, gdyby nie te wady. Tak jest niezbyt fajnie, ale znośnie.
4,5/10
 
Smak
Bardzo słodkie, w smaku karmel naciera już bardzo mocno i właściwie przechodzi w mleczną czekoladę. Trochę popiołu na finiszu. Wciąż lekki metal i aldehyd, ale dużo mniej uciążliwe. Trochę za słodkie, ale solidne w smaku piwo.
6/10
Tekstura
Jest ogromnym problemem. Jest niemal wygazowane i bardzo brakuje mu ciała. Fatalna, katastrofalna, niszczy to piwo. 
0/5

4.5/10

Wybitnie przeciętne piwo. Można pić, a równie dobrze można go nie pić. Aldehyd octowy i fatalna tekstura niszczą jego i tak niezbyt okazały potencjał. Oby porter był dużo lepszy, bo nie o take Islandię walczyłem.

piątek, 3 czerwca 2016

Goose Island: Goose IPA

Goose Island to bardzo popularny browar amerykański, którego jednak piwa nie są w Polsce łatwo dostępne, o ile w ogóle są. Chicagowski przybytek zaczynał jako brewpub (skupiający się na lagerach) w 1988 roku, dziś jest bardzo dużym browarem we władaniu AB InBevu. Gęsia Wyspa poszczycić się może zwłaszcza prawdopodobnie pierwszym odnotowanym w historii wykorzystaniem beczek po destylatach do leżakowania piwa - dokonał tego Greg Hall w 1992 roku, do beczki po bourbonie wlewając stout imperialny. Najsłynniejszym piwem browaru pozostaje chyba jednak IPA, które mam przed sobą, przywiezione mi prosto ze Stanów. Goose IPA jest rozpoznawane mylnie jako AIPA - sam się na to nabrałem, no bo oldskulowe IPA ze Stanów to musi być przecież amerykańskie, a jednak jest to IPA w angielskim stylu, co odkryłem dopiero w trakcie degustacji.

Informacje ogólne:
Piwo: Goose IPA
Kraj: Stany Zjednoczone
Stan: Illinois
Miasto: Chicago
Browar: Goose Island Beer Co.
Styl: angielskie India Pale Ale
Alkohol: 5,9%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 473 ml
Warka: brak daty ważności
Cena: brak danych

Opakowanie
Nie wpadła w moje ręce klasyczna, wręcz kultowa butelka, a bardzo nowoczesna puszka. Nie będę wybrzydzał, zwłaszcza że to kolejne zapuszkowane piwo ze Stanów, które udowadnia mi, że z tym "nośnikiem" piwa można robić piękne rzeczy. Bardzo mi przypadła do gustu. 
8,5/10 

Barwa
Idealnie klarowne złoto. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem takiego klarownego IPA. Ładne, ale dziwnie się z tym czuję.
3,5/5

Piana
Bardzo obfita, niezbyt gęsta i całkiem trwała.
4/5
 
Zapach
Ładny, świeży, słodko-cytrusowy i kwiatowy chmiel miesza się z chmielem starym i niezbyt przyjemnym. Ten pierwszy wygrywa, ale ujma pozostaje. Poza tym sporo bardzo jasnolagerowej w odczuciu słodowości, która komponuje się z chmielem całkiem interesująco. Suma sumarum bardzo przyjemny, ale szału nie ma.
7/10
 
Smak
Bardzo podobnie jak w zapachu - trochę świeżej chmielowości, trochę starej chmielowości (tu już nieprzeszkadzającej raczej) i sporo słodu. Choć jakby ktoś mi powiedział, że to pilzner na nowofalowym chmielu, to bym nie protestował, to jest całkiem dobre. Fajna, nie za wysoka jak na styl, ale fajna, krótka goryczka i bardzo duża pijalność.
7,5/10

Tekstura
Brakuje nieco gazu.
4/5

6.5/10

Z EIPA można czynić cudowne rzeczy i parę razy się na takie cudowne rzeczy natknąłem. Nie tym razem. Goose IPA to piwo bardzo przyjemne, spokojne, ze starych czasów, ale nie pofatygowałbym się po nie nawet na drugi koniec miasta, a co dopiero do Stanów.