wtorek, 16 grudnia 2014

Samuel Smith: Imperial Stout

Po bardzo długiej, prawie półrocznej przerwie powracam do Samuela Smitha. Stout imperialny to zapewne jedna z ciekawszych propozycji tego browaru - jest dość rozpoznawalnym piwem w ogóle, a ponadto na ratebeer.com odstaje oceną od wszystkich piw poza stoutem owsianym. To jednocześnie dość osobliwy imperial stout, bo z zaledwie siedmioma procentami alkoholu. BJCP teoretycznie uznaje RISy dopiero od ośmiu procent, ale co ciekawe nie przeszkodziło im to w umieszczeniu tego właśnie piwa wśród reprezentantów stylu. Ciekaw jestem, co z tego wyjdzie. Brown porter i stout czekoladowy wyszły Samuelowi Smithowi odpowiednio świetnie i genialnie, więc nadzieje spore.

Informacje ogólne:
Piwo: Imperial Stout
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Yorkshire and the Humber
Miasto: Tadcaster
Browar: Samuel Smith Brewery
Styl: stout imperialny
Alkohol: 7%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 355 ml
Warka: do 01.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Bardzo, bardzo ładna, jak zwykle oldskulowa etykieta i grawerowana butelka. Długi opis piwa na kontrze - coś o historii, coś o piwie samym w sobie, coś o łączeniu z jedzeniem. Goły kapsel, ale cała szyjka obleczona złotkiem, które bardzo dobrze komponuje się z etykietą.
9,5/10

Barwa
Czarne, zupełnie nieprzejrzyste, bezbłędne.
5/5

Piana
Wspaniała i majestatyczna, bardzo obfita, miejscami o bardzo imponującej gęstości, pozostawia na szkle ładną mozaikę i bardzo długo się utrzymuje, prawie idealna. 
4,5/5

Zapach
Świetny, bogaty, z dużymi ilościami gorzkiej i mlecznej czekolady, kawy, szczyptą wiśni, a nawet wędzonki, również coś słodszego, być może lukrecja - złożony, bardzo ciekawy, piękny, mógłby być tylko trochę bardziej intensywny. 
8,5/10

Smak
W smaku dość podobnie, chociaż dużo większą rolę ma już kawa, a mniejszą (choć ciągle sporą) czekolada; w ustach jest wręcz genialne, finisz natomiast jest również dobry, ale trochę chaotyczny - wkraczają nuty palonego słodu i przynoszą ze sobą sporą dawkę kwaskowatości, jednocześnie wkracza odrobinę szorstka goryczka, co w obliczu usunięcia się w cień czekoladowej słodyczy jest kompozycją minimalnie niezbalansowaną. Poza tym jednym niedociągnięciem to jednak naprawdę świetne piwo.
8,5/10

Tekstura
Największym mankamentem jest wysycenie, jest w porządku, ale wyraźnie zbyt wysokie.
3,5/5

8.0/10

Zawód, jest zawód, bo wracając do porównania z brown porterem i stoutem czekoladowym, to Imperial Stout wypada najbladziej, a jest stylem najbardziej efektownym (nawet jeśli ma 7%). To świetne piwo i dowód klasy Samuela Smitha, ale moje wspomnienia rzadko do niego powrócą, piłem już bardzo wiele lepszych stoutów imperialnych. Chyba jednak ten styl powinien mieć chociaż te BJCP-owskie 8%, inaczej chyba łatwo o takie lekkie co prawda, ale jednak rozczarowanie.

Nøgne Ø: Brown Ale

Dopiero drugie samodzielne piwo z Nøgne Ø, choć wydaje mi się, że powinno być więcej, bo póki co każde (samodzielne czy nie) było świetne, wręcz znakomite. Tym razem z radością degustuję angielskie brown ale, styl raczej rzadko wybierany przez rzemieślników, bo tradycyjny i nieekstremalny za bardzo w niczym. Zawsze dobrze widzieć, że ktoś spod znaku rewolucji piwnej pielęgnuje takie gatunki, podczas gdy wielu wolałoby uwarzyć dziesięć różnych AIPA. Trzeba jednak jeszcze robić to dobrze, póki co nie recenzowałem jeszcze żadnego oszałamiającego ABA, choć już cztery różne się tu pojawiły.

Informacje ogólne:
Piwo: Brown Ale
Kraj: Norwegia
Okręg: Aust-Agder
Miasto: Grimstad
Browar: Nøgne Ø
Styl: angielskie brown ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 11%
Objętość: 500 ml
Warka: do 03.02.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta taka jest większość z tego browaru, nic specjalnie interesującego wizualnie, choć na pewno bardzo estetyczna i bardzo porządnie wykonana. Firmowy kapsel i bardzo konkretny, daleki od bajkopisarstwa opis piwa, brakuje tylko dokładnego składu. 
7,5/10  

Barwa
Bardzo przyjemna, brązowa do ciemnobrązowej barwa, dość przejrzyste, co pozwala zobaczyć piękne błyski - raczej stonowane, ale bardzo przyjemne dla oka. 
4,5/5

Piana
Bardzo obfita, dość gęsta, pięknie oblepia szkło, tworząc kształty przypominające walcowatą mapę jakiejś planety - bardzo trwała, prawie idealna. 
4,5/5

Zapach
Cudownie intensywny popis melanoidyn, rządzą i dzielą przede wszystkim orzechy ziemne i laskowe oraz chlebowość w każdym wydaniu - od świeżej, pszennej bułki po mocno przypieczoną skórkę od chleba, ba, nawet trochę ciemnej mąki; poza tymi dwoma elementami nic się tu za bardzo nie wychyla przed szereg, ale wystarczają one, żeby zrobić zapach wybitny w swojej łagodności i stonowaniu. 
9/10

Smak
W ustach trochę mniej orzechów, za to chyba jeszcze więcej chlebowości, wkracza zaś mocno przypalony karmel; przepyszne, choć tak łagodne i subtelne, na finiszu powracają orzechy i wchodzi minimalna chmielowa goryczka; jak na piwo o tak niskim ekstrakcie jest bardzo pełne smaku. 
8,5/10

Tekstura
Jak pozwalało przypuszczać piwo samo wydostające się z butelki, jest przegazowane, ale na szczęście tylko troszkę.
4/5

8.0/10

Wreszcie jakieś świetne angielskie brązowe ale. Nie jest to styl znacznie bardziej efektowny od pilznera czy lagera wiedeńskiego, więc taka ocena, choć ogólnie jeszcze nie wybitna, to w tym przypadku jest naprawdę zachwycająca. Jedyną wadą był gushing, ale taki tam, do zaakceptowania. Gdybym prowadził "Hall of fame piw sesyjnych", to na pewno by się w nim znalazło, mógłbym je cały wieczór pić w jakimś brytyjskim pubie, patrząc na deszcz za oknem. Nøgne Ø póki co jestem zachwycony, muszę ich obsypać kolejnymi szansami.

niedziela, 14 grudnia 2014

3 Fonteinen: Intense Red

Względnie niedawne są moje przygody z ekskluzywnymi kriekami Mikkellera (pozostała jeszcze trzecia i ostatnia), ale minęło już sporo czasu, odkąd miałem w ustach jakiegoś belgijskiego lambika, a zwłaszcza krieka. Dziś zetknę się z jednym najstarszych "lambikowych" browarów świata, a również najbardziej uznanych i prestiżowych. Gdy spojrzy się na przykład na ranking lambików owocowych na ratebeer.com, odnieść można wrażenie, że dwa browary miażdżą w tym temacie wszystkie inne - po pierwsze nieimportowane chyba do Polski Cantillon, a po drugie właśnie 3 Fonteinen. Intense Red, na wspaniałym, trzynastym miejscu w tym rankingu, jest w nim czwartym najlepszym kriekiem i ciężko mi nie mieć ogromnych oczekiwań - tym bardziej, że cena również delikatnie mówiąc do najniższych nie należała (dokładnej kwoty nie pamiętam, ale coś koło 100 zł za pół litra by chyba wyszło po przeliczeniu).

Informacje ogólne:
Piwo: Intense Red
Kraj: Belgia
Prowincja: Brabancja Flamandzka
Miasto: Beersel
Browar: 3 Fonteinen
Styl: kriek
Alkohol: 5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 375 ml
Warka: do 13.11.2017
Cena: brak danych

Opakowanie
Klasycznie elegancka butelka z korkiem (firmowym!), jak na belgijskiego lambika przystało, etykieta natomiast do tej elegancji niestety trochę nie pasuje - jest w porządku, ale odrobinę prostacka i odstaje od subtelnego kształtu butelki i korka, pasuje bardziej do wizerunku wiśniowego napoju orzeźwiającego. Z tyłu znajdziemy spory opis, z którego dowiemy się, że wiśnie stanowią aż 40% piwa. Zabutelkowane 13 listopada 2012 roku.
6,5/10

Barwa
Piękna, czerwona, krwista, zachowująca równowagę między pięknymi, jasnoczerwonymi przebłyskami i matową, winną czerwienią - bliska ideału.
4,5/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, o cudownej, kremowo-różowej barwie, całkiem trwała - bardzo dobra. 
4/5

Zapach
Intensywne, agresywne połączenie nut dzikich, końskiej derki, wiejskich z cierpkością czerwonego wina oraz owocową, wiśniową słodyczą - w wymienionej kolejności od najmocniejszego do najsłabszego akcentu, dzikość dominuje, słodyczy mamy zaś jeno szczyptę - fantastyczny zapach, bezkompromisowy i piękny. 
9,5/10

Smak
W pierwszym łyku pojawia się bardzo mocna (choć nie ekstremalna) i bardzo przyjemna kwaśność, której brakowało w aromacie, przytłacza ona nawet zapach końskiej derki, o słodyczy nie ma już raczej mowy - kwaśność jest intensywna, ale jednocześnie dość krótka, nie utrzymuje się na finiszu dłużej niż dziesięć sekund, a wtedy powraca na nim to, co znamy już z aromatu - wspaniałe piwo, lekkie i rześkie, ale i bardzo intensywne, niemniej jednak nie genialne.
9/10

Tekstura
Wysycenie wysokie jak na lambika przystało, pasuje do smaku prawie idealnie, odrobinę bym je jednak zmniejszył. 
4,5/5

8.5/10

Poza kriekami z Mikkellera jest to najlepszy lambik, jakiego piłem i po prostu jest to wspaniałe, wybitne piwo. W kontekście bardzo wysokiej ceny i pozycji w rankingu ratebeera nie jestem jednak w pełni usatysfakcjonowany, liczyłem na trochę większą bombę smakową. Będę dalej poszukiwał lambika idealnego, również w 3 Fonteinen. Już po degustacji wyczytałem, że najprawdopodobniej to piwo nie jest i nie będzie już produkowane, rocznik 2012 był chyba ostatni - załapałem się więc być może w ostatniej chwili.

piątek, 12 grudnia 2014

Podróże Kormorana - Rauchbock

Mniej więcej copółroczne premiery kolejnych odsłon serii Podróży Kormorana to w moim kalendarzu ważne wydarzenia. Nie tylko są to póki co piwa w większości świetne albo nawet wybitne, nie tylko pożądanie ich wzmaga długi czas oczekiwania, ale i Kormoran co rusz wybiera styl fascynujący, a przy tym raczej rzadki na polskiej scenie (wyjątkiem naturalnie AIPA). Jako piąte piwo warmiński browar przedstawia drugiego już koźlaka po pszenicznym (choć weizenbock to akurat raczej wariacja na temat weizena, nie na temat bocka) - tym razem koźlak wędzony. Styl ten, mimo że miałem póki co styczność tylko z dwoma reprezentantami (znakomity rauchbock z Pinty i absolutnie genialny ze Schlenkerli), zalicza się do tych, na których dźwięk moje serce mocniej przyśpiesza. Oczekiwania więc bardzo duże.

Informacje ogólne:
Piwo: Podróże Kormorana - Rauchbock
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Styl: koźlak wędzony
Alkohol: 6,5%
Ekstrakt: 16,5%
Objętość: 500 ml
Warka: nr 1 (do 02.02.2015)
Cena: 7,35 zł

Opakowanie
Jak zawsze w tej serii piwo cudownie opakowane - piękne grawerunki, świetny kapsel i etykieta, na której dostrzeżemy najsłynniejszy budynek Bambergu, stary ratusz. Jak zwykle rewelacyjna, jak zawsze powtarzam - wzorcowa historyjka-opis piwa.
9,5/10
 
Barwa
Genialna - pozornie może się wydać nawet czarne, nieco mocniejsze oświetlenie pokazuje je w odcieniu pięknego, głębokiego; bardzo mocne naświetlenie ujawnia zaś przebłyski miedziane, rubinowe, jasnobrązowe - piękno. 
5/5

Piana
Nieprzesadnie, acz przyzwoicie obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło; trwałość pozostawia wiele do życzenia, już po paru minutach na tafli mamy pierwsze, małe dziurki. 
3,5/5

Zapach
W znakomitym aromacie dominują nuty wędzonki drzewnej, zdecydowanie nie torfowej, bamberskiej, lekko słonej, przypominające mocno wędzoną szynkę, po prostu przepięknej - jednocześnie pozostaje miejsce na słodsze nuty koźlakowe na czele z karmelem i suszoną śliwką, przez co adekwatnym skojarzeniem wydaje mi się schab ze śliwką - cudowny, jedyną chyba wadą jest to, że z czasem jakby się rozrzedza, traci intensywność. 
9/10

Smak
W smaku nie jest już na pewno tak rewelacyjnie, acz dalej poziom bardzo wysoki - w ustach zdecydowane uderzenie znanej z aromatu, słonej wędzonki; odrobinę lepsza mogłaby być podbudowa słodowa, natomiast czegoś brakuje na finiszu i chyba tym czymś jest goryczka - finisz jest bowiem nieco za pusty i zaprzepaszcza szansę na piwo genialne, acz jest pyszne i niezwykle pijalne. 
8/10

Tekstura
Przyjemnie gęste, wysycenie natomiast minimalnie za wysokie.
4,5/5

7.5/10

Patrząc na to, że tylko witbier z tej serii był słabszy, a ze wszystkich pięciu rauchbock zapowiadał się najciekawiej, to jest to pewne rozczarowanie. Kormoran utrzymał poziom bardzo wysoki, ale nie wybitny. Szkoda, że na finiszu stało się to, co się stało. Bez porównania do rachubocka ze Schlenkerli, choć pierwsze pociągnięcia nosem zapowiadały, że porównanie może nastąpi.

czwartek, 11 grudnia 2014

BrewDog: Clown King

Moje dotychczasowe przygody z barley wine'ami są... różne. Jedno okazało się jednym z kilku najlepszych piw, jakie piłem, jeszcze jedno było znakomite, dwa zdecydowanie zawiodły jak na moc, dostojeństwo, elitarność i chyba zawsze wysoką cenę tego stylu. No i było jeszcze piąte, z BrewDoga, którego ani nie mogłem nazwać rozczarowaniem, ani piwem jak na barley wine w pełni satysfakcjonującym. Dziś druga próba w tym nurcie dla szkockiego browaru i po raz kolejny będzie to barley wine amerykańskie. Piwo kupiłem już jakiś czas temu, jakoś na początku marca, a BrewDog wypuścił je w połowie stycznia. Ma więc już prawie rok, aczkolwiek w przypadku barley wine, i to tak mocnego, nie jest to jakiś poważny okres leżakowania.

Informacje ogólne:
Piwo: Clown King
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: amerykańskie barleywine
Alkohol: 12%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 15.10.2018
Cena: brak danych

Opakowanie
Wyjątkowo dobrze dobrany kolor etykiety. Jak zwykle przyjemna, choć i odlatująca w kosmos historyjka na temat piwa. Rzadko spotykany, czarny kapsel BrewDoga. 
9/10


Barwa
Tak niezwykła, że ciężko ją sklasyfikować - pod mocnym światłem robi się z niej błyszcząca miedź albo nawet po prostu czerwień; bez światła natomiast trochę ma w sobie ciemnego bursztynu, trochę brązu, a trochę również czerwieni, ale zupełnie innej, bardziej matowej - niesamowite. 
5/5

Piana
Solidna jak na styl i moc, nalewa się całkiem wysoka i gęsta, po paru minutach jej sporo ubywa, ale pozostaje bardzo gruby pierścień i spore pozostałości na tafli. 
4/5

Zapach
Przepiękny, czarujący, magiczny - słodki, ciastowy - piernik, ciastka z marmoladą, mnóstwo rodzynek, winogron, śliwki suszone, wiśnie, a również spore dawki skondensowanego amerykańskiego chmielu... niebywała podróż przez meandry nieokiełznanej słodowości z pomocą chmielu, a w dodatku alkoholu w nim praktycznie brak - genialny zapach, jeden z najlepszych, jakie poznałem. 
10/10

Smak
Nie zawodzi - w ustach mamy mniej więcej to samo co w zapachu, ale finisz przynosi nowe doznania - ni z tego, ni z owego bombarduje intensywnymi nutami przypieczonej skórki od chleba i orzechów, a następnie w świetny sposób wkomponowuje w swój bukiet przyjemną, jakby lekko pikantną goryczkę, zaś jedyny moment, kiedy alkohol daje się we znaki, to przyjemne rozgrzanie przełyku - z bólem serca muszę mu odmówić najwyższej noty za smak, ale otarło się. 
9,5/10

Tekstura
Minimalnie za wysokie wysycenie, ogólnie jest wręcz niskie, ale do tego stylu pasuje bardzo niskie.
4,5/5

9.0/10

Piwo genialne, na pewno pierwsza dwudziestka ze wszystkich, które piłem (zarówno biorąc pod uwagę wrażenia estetyczne, jak i nie biorąc). W swojej klasie ustąpiło co prawda barley wine z włoskiego Baladin, ale w sumie tamto piwo było leżakowane w beczkach po winie, a to takiego podkręcenia smaku i aromatu nie zaznało, więc to nie do końca ta sama kategoria. Jeśli zaś chodzi o pozycję w rankingu piw z BrewDoga, to jest zaraz pod podium, a to już pięćdziesiąta szósta recenzja piwa z tego fantastycznego browaru - i utwierdza mnie w przekonaniu, że warto popełnić tych recenzji co najmniej drugie tyle. I tak porównując z ostatnimi przeżyciami, to choć jest o 2,5% mocniejsze od żywieckiego porteru, to w ślepym teście strzelałbym, że jest o co najmniej 2,5% słabsze. Genialny popis możliwości słodu z asystą amerykańskiego chmielu.

Szałpiw (Wąsosz): Jasny Dynks

Kolejne piwo z Szałpiwu i kolejne w belgijskim stylu, ale nie tak ekscytującym jak poprzednie - witbier wszak, w przeciwieństwie do pozostałych, jest już w Polsce warzony dość często i gęsto. Również jedno z wczesnych dokonań tych rzemieślników - pamiętam, że debiutowało wraz z Ciemnym Dynksem, "czarnym witbierem", który okazał się kanalizacyjną porażką i stanowi sporą plamę na historii inicjatywy Szałów.

Informacje ogólne:
Piwo: Bździągwa
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Wąsosz
Browar: Browary Regionalne Wąsosz (Szałpiw)
Styl: witbier
Alkohol: 5,3%
Ekstrakt: 13%
Objętość: 500 ml
Warka: do 01.02.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Najbrzydsza etykieta z dotychczasowych Szałpiwu - chłodna, kanciasta, jakby robiona w WordArcie (chociaż dobrze wykonana, jeśli chodzi o jakość materiału). W dodatku goły kapsel. Sytuację z bardzo kiepskiej na przeciętną podciąga dokładny skład, w którym mamy amerykańskie chmiele.
5/10

Barwa
Bardzo jasne, słomkowe, może ewentualnie jasnozłote - zmętnienie pogarsza sprawę, jest takie nieznaczne, niezdecydowane - lepiej, gdyby było mocne albo wcale; nie prezentuje się to piwo najlepiej, dopóki nie doleje się końcówki i mętność nie stanie się konkretna, wtedy jest już ładnie. 
2,5/5

Piana
Jeszcze gorsza - bardzo nieobfita, udaje się nalać zaledwie cienką warstewkę i już po chwilach paru mamy mało imponujący pierścień i resztki na tafli. 
1/5

Zapach
Dość ładny, mamy taką typową, kwiatowo-owocową rześkość na czele ze skórką pomarańczową, może jeszcze cytryną - problem w tym, że nie jest zbyt intensywny, a zdecydowanie zbyt nieśmiało poczyna sobie drożdżowość i kolendra (choć z czasem obie kwestię się odrobinę poprawiają) - ogólnie tylko dobry. 
7/10

Smak
W smaku nabiera trochę intensywności, ale z kolei pogarsza się bukiet i ostatecznie jest dużo gorzej niż w zapachu - przyprawy, owoce mocno odpuszczają, do głosu dochodzi mało ekscytująca słodowość, pojawia się nawet jakby anyżkowy alkohol - średnie piwo, jest bądź co bądź orzeźwiające i w miarę smaczne, ale zupełnie nie robi, że tak powiem, szału. 
5,5/10

Tekstura
Na początku trochę przegazowane, jednocześnie wysycenie spada tak szybko, że później jest nieco za niskie, ale cały czas obraca się wokół dobrego poziomu.
3,5/5

5.0/10

Po raz pierwszy Szałpiw mnie znacząco zawiódł. Piwo brzydkie od etykiety po pianę, i tylko trochę smaczne - jedynie zapach dał jakoś radę. Cóż, każdy z moich ulubionych rzemieślników w Polsce zaliczył chociaż raz taką wtopę, potraktuję to jako wypadek przy pracy. Co ciekawe, również w przypadku AleBrowaru to witbier był najbardziej schrzanionym piwem, jakie od nich dostałem (nie licząc Johna Cherry'ego, który wybuchł mi w pokoju i narobił bajzlu). A na marginesie, amerykańskie chmiele nie wyszły przed szereg, przez co traktuję to piwo jednak jako klasycznego witbiera.

środa, 10 grudnia 2014

Bracki Browar Zamkowy w Cieszynie (Grupa Żywiec): Żywiec Porter

Wloką się trochę moje spotkania z polskimi porterami bałtyckimi, chociaż może to i dobrze, bo nowe raczej często nie powstają i warto rozłożyć tę przyjemność w czasie. Dzisiaj porter bardzo istotny, przynajmniej do niedawna, choć raczej nie ze względu na swoją jakość na tle innych. Do niedawna bowiem żywiecki porter był postrzegany za jedyne piwo z polskiego koncernu, które prezentuje w miarę wysoki poziom (jak i jedyne w miarę szeroko dostępne). Sytuacja trochę się zmieniła, koncerny w swój budzący raczej politowanie niż uznanie sposób wychodzą ostatnio ze śmieć-lagerowego letargu, KP ma swoją serię Książecych (co prawda z tych, które piłem, tylko jedno jest niezłe, ale za to jest niezłe prawdziwie, co już znacznie polepsza sytuację w polskich restauracjach), GŻ sypnęło witbierem i koźlakiem (ten drugi to już nie taka świeża historia; jak go piłem jeszcze w poprzedniej epoce, to był nawet solidny), bo marcowe trochę ciężko liczyć, Perła pod Van Purem też bocka przemyciła, Carlsberg próbuje sił z serią piw sezonowych i ma swój porter (oczywiście we wszystkich przypadkach jakość stoi pod dużym znakiem zapytania - zwłaszcza dla mnie, bo prawie niczego z tych piw nie piłem). Żywiecki porter pozostaje jednak pewnym symbolem i warto się z nim zapoznać.

Informacje ogólne:
Piwo: Żywiec Porter
Kraj: Polska
Województwo: śląskie
Miasto: Cieszyn
Browar: Bracki Browar Zamkowy w Cieszynie (Grupa Żywiec)
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 9,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml
Warka: do 29.05.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Butelka jest naprawdę piękna, bogate grawerunki robią powalające wrażenie i nawet ten kojarzący się z paskudnym korpolagerem szyld "Żywiec" nie przeszkadza. Wyjątkowo gustowna etykieta jak na koncern i do tego świetny, dedykowany kapsel. Niestety muszę mocno obniżyć ocenę za nie tylko zatajenie miejsca uwarzenia, ale i sugerowanie, że jest to piwo warzone w Żywcu. Swoi wiedzą swoje, ale nie wierzę, że treść tej etykiety przypadkowemu człowiekowi nie wmówi czegoś takiego. Biją też po oczach jawne błędy językowe ("portera"!). Bynajmniej nie dostaję szału, jak ktoś w ten sposób odmieni to słowo, ale na etykiecie to już gruba, antywychowawcza przesada (a przecież, na bogów, nie warzą tego porteru od dziś).
6/10

Barwa
Bardzo ładne, choć odrobinę za ciemne na porter bałtycki - prześwity rubinowe są zbyt nieśmiałe, wręcz z trudem dostrzegalne. 
4/5

Piana
Świetna jak na wysoki alkohol, dość obfita, bajecznie gęsta, o pięknej, beżowej barwie, z trwałością już tak dobrze nie jest, ale nieźle. 
4/5

Zapach
Nastawiony na słodycz - śliwkową, również nieco czekoladową i likierowatą, nuty palone gdzieś z tyłu, wyprzedzają je alkoholowe - wkrótce robi się zdominowany taką cukrową, niewyszukaną słodyczą - do tego momentu jest bardzo dobrze, niemal świetnie, ale ten moment następuje szybko, więc ostatecznie ciężko nazwać zapach lepiej niż solidnym. 
6/10
Smak
Tu niestety jest gorzej - jest zadziwiająco płytkie jak na swoją potężną moc: mocno odczuwalny alkohol i spore dawki - tym razem - paloności oraz zadziwiająco ostre uderzenie chmielową goryczką - niestety to już wszystko, przez co smak jest trochę jałowy, słodycz zupełnie gdzieś przepada, przepada za bardzo, wytrawny charakter alkoholu, chmielu i nut palonych nie ma kontry - mimo wszystko pozostaje minimalnie przyjemne, ale nic więcej - przestałem mieć ochotę na picie gdzieś po wypiciu objętości małej butelki, więc może to jest sposób. 
5/10

Tekstura
Nieco za duży gaz, nie pogardziłbym też większą gęstością.
3,5/5

5.0/10

Taak... polski koncern pozostał polskim koncernem. Nieciekawe i dość prostackie piwo, bez tragedii, ale jak na możliwości, jakie daje porter bałtycki, to marność nad marnościami. Ciężko w sumie oczekiwać, żeby koncern poradził sobie z tak dużą zawartością alkoholu i solidnie ją przykrył, skoro nie udaje mu się to często nawet w piwach około pięciu procent. Zaskoczenie w postaci sporej goryczki, ale ona raczej przeszkodziła niż pomogła. Póki co tylko Grand Imperial Porter ze swoją słodyczą z piekła rodem zrobił na mnie gorsze wrażenie z porterów. Grzech pić takiego Żywca w kraju z takimi porterami, no chyba że trafiłem na felerną warkę, w co, czytając inne opinie, niezmiernie wątpię.

poniedziałek, 8 grudnia 2014

BrewDog: Comet

Ostatnie single hop IPA z tegorocznej serii BrewDoga prezentuje pierwotnie goryczkowy chmiel, uprawiany w Stanach Zjednoczonych czterdzieści lat temu. Odmiana ta została niedawno wskrzeszona w Niemczech i podobno teraz ma nas raczyć żywiczno-grejpfrutowymi nutami.

Informacje ogólne:
Piwo: Amarillo
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Cena: brak danych
Warka: do 17.03.2015

Opakowanie
Kolejny kolor BrewDogowej etykiety do kolekcji - jest ich już tak wiele za mną, że każdy kolejny przypomina mi jakiś poprzedni. Tutaj bardzo podobna barwa do 5 a.m. Saint, które piłem w zeszłym roku (acz z tego co widziałem na półkach, to piwo to zmieniło odcień na nieco ciemniejszą czerwień).
9/10
 
Barwa
Bardzo ładne, jasnobursztynowe, dość znacząco zmętnione, ale nadaje mu to raczej zalet niż wad. 
4/5

Piana
Obfita, dość gęsta, ładnie oblepia szkło, bardzo trwała, bliska ideału. 
4,5/5
 
Zapach
Wspaniały, intensywny, owocowy aromat chmielowy, w który przodują owoce raczej słodkie - marakuja, pomarańcza, mango, jest też trochę grejpfruta i limonki, a każde głębokie pociągnięcie nosem zakończone jest odrobiną przyprawowej żywiczności - przypomina mi trochę Amarillo, ale jest jeszcze doskonalszy, jeden z najlepszych chmielowych aromatów, jakie spotkałem. 
9,5/10


Smak
Smak nie jest już aż tak oszałamiający, ale pozostaje na bardzo wysokim poziomie - mamy trochę mniej owoców, a więcej żywicy niż w aromacie, robi się też miejsce dla akcentów słodowych; goryczka mogłaby być nieco większa, ale jest na dobrym poziomie, piwo jest pyszne, wybitnie pijalne i lekkie jak na niemałą przecież moc; na finiszu karmel i las iglasty - świetny trunek. 
8,5/10

Tekstura
Wysycenie na początku jest minimalnie za wysokie, później natomiast spada do minimalnie za niskiego.
4/5

8.0/10

Coś jak ulepszona wersja Amarillo. Wszystko nie tylko na bardzo podobnym poziomie, ale i dość zbliżone kompozycją, tyle że zapach jeszcze piękniejszy, tak jak pisałem - na niewiele lepszych chmielowych aromatów trafiłem, co bardzo szlachetnie świadczy o tej amerykańsko-niemieckiej odmianie. Chętnie nabędę zestaw single hopów BrewDoga na rok 2015 - nie tylko ciekawa przygoda, ale i po prostu w większości świetne piwa to są.

sobota, 6 grudnia 2014

BrewDog: Amarillo

Czas się w końcu ostatecznie rozprawić z tegoroczną serią IPA Is Dead z BrewDoga - zostały jeszcze dwa piwa i będą to moje dwie następne degustacje. Na pierwszy ogień zdecydowanie najpopularniejszy chmiel, jaki spotkałem w seriach single hopów szkockiego browaru w tym i zeszłym roku - znana i lubiana amerykańska odmiana Amarillo.

Informacje ogólne:
Piwo: Amarillo
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml
Warka: do 11.03.2015
Cena: brak danych

Opakowanie
Etykieta - oczywiście taka sama jak wszystkie inne z serii poza kolorem - przypomina mi kolorystycznie Hardcore IPA, moje pierwsze piwo z BrewDoga.
9/10

 
Barwa
Gdzieś między ciemnym złotem a jasnym bursztynem; jest dość klarowne, jakkolwiek chyba nie idealnie - tak czy inaczej bardzo ładne, również dzięki leniwie snującym się bąbelkom gazu. 
4/5

Piana
Dość obfita, bardzo gęsta, ładnie oblepia szkło i utrzymuje się na całej powierzchni niemal do końca. 
4,5/5

Zapach
W pięknym, chmielowym aromacie słodkie (i może odrobinę kwaskowate, ale wyłącznie w pozytywnym znaczeniu) nuty owocowe - morela, mandarynka, mango, marakuja, naprawdę piękny przemarsz - są przyprawione szczyptą akcentów żywicznych i daje to zapach bardzo, bardzo wysokich lotów, pełny i zachwycający. 
9/10
Smak
Chmielowa intensywność trochę spada, ale ciągle pozostaje na wysokim poziomie - jest dość słodkie, może to złudzenie wynikające z wciąż mocno narzucających się nut słodkich owoców, ale też jest ewidentny karmel, w każdym razie jest to słodycz bardzo przyjemna, nieprzesadzona; można się odrobinę przyczepić do w sumie niskiej jak na AIPA goryczki, która co prawda wystarcza do skontrowania słodkiego wymiaru słodowego, ale nie jest zbyt ekscytująca - jednocześnie może to dzięki temu piwo jest w smaku tak bogate, wielowymiarowe i po prostu wybitnie przyjemne w odbiorze. 
8,5/10

Tekstura
Występuje niewielki niedobór wysycenia.
4/5

8.0/10

A więc jednak stary (w wymiarze rewolucji), zasłużony chmiel z Ameryki bezwzględnie pokonał wynalazek EXP 366 i nowozelandzkie Kohatu. Amarillo robi robotę i pozwala się cieszyć jednym z piękniejszych chmielowych aromatów, jakie spotkałem w single hopach wszelakich. Spośród siedmiu single hopów z BrewDoga, jakie piłem, poddaje się tylko chmielowi El Dorado.