wtorek, 22 lipca 2014

Mikkeller (De Proef): U Alright?

Nie polubiłem się na razie z Mikkellerem, może czas to zmienić, sięgając po zupełnie nowy dla mnie styl. Wild ale to nowoczesna wizja piwa kwaśnego, nie lambikowa, nie flamandzka, nie berlińska - bodaj zwykłe ale, ale w trakcie procesu warzenia celowo zakażane rozmaitymi bakteriami (zwłaszcza kwasu mlekowego) i dzikimi drożdżami. Taka jest teoria - na czym konkretnie polega to piwo Mikkellera ciężko powiedzieć, bo jak zwykle trudno o szczegółowe informacje. No cóż, dawno nie piłem kwaśnego piwa, niech będzie fajne.

Informacje ogólne:
Piwo: U Alright?
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Produkowane od: 2013
Styl: wild ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Na etykiecie jakieś tam bohomazy Mikkellera, tu dość nieciekawe, choć w porządku, niezmiennie goły kapsel.
2,5/5




Barwa
Lekko mętne, w połączeniu z jasnozłotą barwą daje to efekt trochę niewyraźny, mało przekonujący, choć momentami urzeka to zupełną prostotą. 
2,5/5

Piana
Bardzo nieobfita, powstaje jedynie cienki kożuszek, na którym już po paru chwilach tworzą się prześwity, potem na szczęście jest już całkiem nieźle z trwałością.
2,5/5

Zapach
Dominują słodkie, owocowe, łagodne nuty amerykańskiego chmielu, w przyjemny przypominające ananasy, cytryny, ale chyba w największym stopniu brzoskwinie; trochę słodu i bardzo delikatna nuta kwaskowa, która wiąże się z tymi cytrynami - na pewno bez uprzedzenia nie widziałbym w niej nic dziwnego, zrzucił na aromatyczność amerykańskiego chmielu.
8/10

Smak
Sytuacja się zmienia - pierwszy łyk bierzemy w oczekiwaniu na amerykańskie pale ale, ale kwaśność, a raczej cierpkość faktycznie uderza, choć na pewno daleko jej do wykręcających kubki smakowe lambików, bardzo daleko; nie żeby było to wadą, całość naprawdę przyjemnie się komponuje, poza smakiem kwaśnym jest też spora, chmielowa goryczka i trochę owocowo-słodowej słodyczy; bardzo smaczne, lekkie, orzeźwiające piwo.
8/10

Tekstura
Jest niestety znacznie, znacznie przegazowane, przez co nie można się w pełni nacieszyć tym smakiem.
1/5

6.5/10

Tym razem bardzo dobre od strony smakowo-zapachowej piwo, ale wykończone przez parametry poboczne, zwłaszcza teksturę. Czwarte piwo Mikkellera za mną, a na razie tylko jedno zdołało przekroczyć nieznacznie granicę 8/10. Może degustowałem na razie głównie poboczne piwa z oferty Duńczyków, ale w sumie co mnie to obchodzi - przy takich cenach ten rezultat jest fatalny i tyle.

czwartek, 17 lipca 2014

Kormoran: Porter Warmiński

Czas się w końcu zmierzyć z najbardziej chyba docenianym obecnie porterem bałtyckim w Polsce (poza imperialną wersją Pinty). Tak zaszczytny tytuł należy do piwa Browaru Kormoran, moim zdaniem na ten moment niezaprzeczalnego numeru jeden w sektorze regionalnym. Oczekiwania więc spore, obawa przed zawodem również spora, bo w końcu jeśli to ma być najlepszy polski klasyczny porter bałtycki, to staję niejako przed zwieńczeniem rodzimego piwowarstwa nierewolucyjnego - jak Anglicy przed najlepszym ESB, Belgowie przed najlepszym trappistem, Czesi przed najlepszym pilznerem i tak dalej.

Informacje ogólne:
Piwo: Porter Warmiński
Kraj: Polska
Województwo: warmińsko-mazurskie
Miasto: Olsztyn
Browar: Kormoran
Produkowane od: 2009
Styl: porter bałtycki
Alkohol: 9%
Ekstrakt: 21%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Ładna, nastrojowa i mroczna jak na porter przystało etykieta, trochę przypominająca mi Grand Imperiala. Brak tylko jakiegokolwiek opisu piwa, ale przynajmniej w składzie są wyszczególnione rodzaje słodów. Dedykowany kapsel.
8/10


Barwa
Z pozoru znakomicie czarne, ale pod światłem urzeka subtelnymi i bardzo pięknymi rubinowymi przebłyskami - doskonałe.
5/5

Piana
Nieprzesadnie obfita, ale przyzwoita, gęsta, ciemnokremowa, niestety z trwałością ma spory problem, już po chwilach paru powstają pierwsze dziury na tafli. 
3/5

Zapach
Wspaniały, intensywny aromat, w którym przyjemne, kawowo-palone nuty ścierają się ze słodszym obliczem, na które składa się kakao, ciemna czekolada, szczypta suszonych śliwek i karmelu - urzekający, nie genialny może, ale bardzo dostojny, niesamowicie przyjemny. 
9/10
Smak
Jeszcze lepiej - to, co pierwsze się rzuca w kubki smakowe, to idealne wyważenie słodyczy, która jest bardzo przyjemna dzięki dobitnej kontrze goryczkowo-kawowej; ciemne słody sprawiają niezwykły festiwal i bardzo dobrze (choć nie idealnie) ukrywają alkohol, na pierwszym planie w dalszym ciągu kawa i czekolada (jedna i druga w różnych wydaniach), ale też sporo karmelu, nawet odrobina tytoniu; wspaniały, bogaty i długi finisz; o krok od smaku idealnego. 
9,5/10

Tekstura
Odjąłbym odrobinkę wysycenia, poza tym jest świetna, bardzo gładka.
4,5/5

9.0/10

Z bólem serca nie wystawiam dziesiątki za smak, ale jednak nie. Tak czy inaczej jestem zauroczony. Jeśli chodzi o smak, to być może to najlepszy porter, jakiego spotkałem, choć raczej mniej więcej na równi z Imperatorem i Gypsy Porterem. Dokładnie tak wspaniale zapamiętałem Grand Imperial Porter, moje pierwsze piwo niebędące koncernowym jasnym lagerem - okazało się (przynajmniej teraz) fatalne, ale Porter Warmiński przywraca mi wspomnienia. To chyba najlepsze szeroko dostępne piwo, jakie piłem. Must have.
 




_________________________________________________________________________________
 
 
 
Powtórka 29.08.2017 r., warka do 14.04.2018 r.

Barwa to klasyka porteru bałtyckiego, piana tak jak i przed laty nie przekonuje do końca. Bardzo intensywny aromat suszonej śliwki, czekolady, mocno przypalonego karmelu, nawet trochę cukru trzcinowego, mocno przypalonego zboża, czarnego chleba, pumpernikla - cudowny. Bardzo podobnie jest w smaku, właściwie musiałbym przepisać wszystko od nowa, dodam tylko że jest dość słodko, odrobinę nawet za słodko, ale tak czy inaczej rozkosznie. Nic się nie zmieniło, to jest wielkie piwo, najlepszy klasyczny porter bałtycki, z jakim obcowałem.
 
 
 
 
 
 

9.0/10

środa, 16 lipca 2014

Mikkeller (De Proef): Hoppy Lovin' Christmas

Kolejny powrót do świąt, tym razem świąt w wydaniu duńskiego Mikkellera. Jak wygląda piwo świąteczne w wersji Duńczyków? Jest ono imperialnym India Pale Ale, warzonym z dodatkiem imbiru i igieł sosnowych. Brzmi to bardzo, bardzo fajnie, ale efekt może być różny, zwłaszcza jeśli tych dodatków nie będzie za bardzo czuć.

Informacje ogólne:
Piwo: Hoppy Lovin' Christmas
Kraj: Belgia (warzone przez duński browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Mikkeller)
Produkowane od: 2011
Styl: imperialne India Pale Ale
Dodatki: imbir, igły sosnowe
Alkohol: 7,8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie 
Świąteczna etykieta Mikkellera jest umiarkowanie ładna, aczkolwiek jelonki zawsze i wszędzie są w porządku. Na kontrze wszystko po duńsku. Goły kapsel. Oryginalnie dość, ale bez szału.
6,5/10


Barwa
Bardzo wyrazista, bursztynowa, z całą masą ulatującego gazu i fajnie wyglądającym osadem - bardzo ładne. 
4/5

Piana
Obfita, raczej gęsta, ładnie osiada na szkle i utrzymuje się prawie w całości do końca degustacji. 
4,5/5

Zapach
Bardzo przyjemny, intensywnie chmielowy, amerykański chmiel dostarcza głównie wrażeń słodkich owoców, cytrusów, są też akcenty żywiczne i przyprawowe - poza tym wszystkim jest też jakaś nuta, którą można określić wątpliwą - przypomina trochę diacetyl, ale to raczej nie on, w każdym razie trochę osłabia dobre wrażenie. 
8/10
Smak
W smaku ta nuta na szczęście zanika, ale jest dużo, dużo słabiej - zostaje już sam chmiel, na początku jeszcze przewijają się słodkie owoce, ale później jest już piwo nietypowo jak na ten styl pozbawione słodyczy, mimo że goryczka nie jest piorunująca - jest ona zresztą zdecydowanie iglasta, może jest w tym jakaś rola igieł sosny, ale bez wiedzy o ich dodatku bym na to nie wpadł. Imbiru nie wyczuwam zupełnie; prawdę mówiąc trochę niewiele się dzieje jak na IIPA, chmielowość jest intensywna, ale mało aromatyczna, surowa; finisz też pozostawia wiele do życzenia; jest za to jak na swoją moc dość lekkie i orzeźwiające; solidne, nic więcej. 
6/10

Tekstura
Początkowo zdecydowanie zbyt wysokie wysycenie, później na szczęście znacznie odpuszcza.
3,5/5

6.0/10

Jedno z marniejszych IIPA, jakie w życiu piłem. Nie spodziewałem się za bardzo poczuć igieł, ale piernika już tak - zero. Oj, nie potrafi mnie do siebie Mikkeller na razie przekonać - to dopiero trzecie piwo co prawda, ale na razie nie ma startu do angielskich mikrobrowarów, nie mówiąc o jakimś BrewDogu, a to z nim jest Mikkeller porównywany.

niedziela, 13 lipca 2014

BrewDog: EXP 366

Po traumatycznej przygodzie z Omnipollo relaksuję się przy sprawdzonym, prawie nigdy niezawodzącym BrewDogu. Skończyłem niedawno serię Unleash the yeast poświęconą drożdżom, czas na kolejną porcję single hopów - prawie rok temu miałem niewątpliwą przyjemność przetestować cztery różne, z chmielami kolejno słoweńskim, amerykańskim, angielskim i nowozelandzkim, o ile pamięć mnie nie zawodzi. W tym roku BrewDog przygotował dwa amerykańskie, jednego z nowozelandzkim i jednego z niemieckim. Zaczynam od amerykańskiej, nowej, nienazwanej jeszcze odmiany, obecnie figurującej pod oznaczeniem EXP 366.

Informacje ogólne:
Piwo: EXP 366
Kraj: Wielka Brytania (Szkocja)
Hrabstwo: Aberdeenshire
Miasto: Ellon
Browar: BrewDog
Produkowane od: 2014
Styl: amerykańskie India Pale Ale
Alkohol: 7,2%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Kolejny BrewDogowy kolor do kolekcji etykiet. Zastanawiam się, czy czasem się powtarzają, czy jednak dbają Szkoci, żeby zawsze były przynajmniej minimalnie inne. Na etykiecie zgrabny opis serii, ale szkoda, że nie konkretnego piwa - znajdziemy go za to na stronie.
9/10

Barwa
Ładna, choć minimalnie nudna, złota - co się bardziej podoba, to niesamowita, idealna klarowność, która nadaje trochę animuszu, ogólnie bardzo ładnie. 
4/5

Piana
Średnio obfita, ale w porządku, dość gęsta, niestety już po paru chwilach od nalania na tafli pojawia się dziura. 
2,5/5

Zapach
Interesujący, bardzo ładny aromat - na początku raczej typowo amerykańskie słodkie owoce, głównie cytrusy, ale przy mocniejszym pociągnięciu nosem wychodzi nuta, której jeszcze w żadnym AIPA nie uświadczyłem - bardzo orzeźwiająca, kwaśno-owocowa, cytrynowa a może bardziej trawy cytrynowej; początkowo świetny, intensywny, chmielowy zapach, ale trochę na tej intensywności traci z upływem czasu. 
8/10
Smak
W smaku już dużo słabiej - chmiel jakby mocno odpuszcza, robi się naprawdę nieco bardziej słodowe niż chmielowe, a ta słodowość jest umiarkowanie szlachetna, przebijają się lekkie akcenty alkoholowe; lepiej na finiszu, dość prostym, ale bardzo przyjemnym, z odpowiednio wyważoną goryczką i chmielowymi posmakami; bardzo dobre piwo do picia, ale nic ponadto. 
7/10

Tekstura
Nieco przegazowane, ale za bardzo to nie przeszkadza.
4/5

6.5/10

Niestety znacznie gorzej od wszystkich IPA z zeszłorocznej serii. Czego dowiedziałem się o tym nienazwanym chmielu - ano tego, że w pojedynkę nie ma szans z klasykami, chociaż może wnieść ciekawą nutę do aromatu. Chyba, że po prostu BrewDog sypnął go za mało, co brzmi kuriozalnie.

sobota, 12 lipca 2014

Omnipollo (De Proef): Nathalius

Nie pamiętam już, czy to piwo przyciągnęło mnie niezwykle oryginalną etykietą, czy krajem pochodzenia - Szwecją, z której piwa jeszcze nie piłem. W gruncie rzeczy to po pierwsze zdążyłem już wypić piwo uwarzone przez Thornbridge we współpracy ze szwedzkim kontraktowcem, a i omawiane teraz piwo zostało uwarzone w Belgii, w De Proefbrouwerij, które warzy już między innymi dla Mikkellera. Piwo to imperialne India Pale Ale warzone z ryżem i kukurydzą.

Informacje ogólne:
Piwo: Nathalius
Kraj: Belgia (warzone przez szwedzki browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Omnipollo)
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Chyba pierwszy raz spotykam etykietę frontową bez żadnych napisów. Zamiast nich mamy abstrakcyjny obraz tudzież grafikę, całkiem fajny. Byłoby tylko dużo lepiej, gdyby na kontrze było cokolwiek ciekawego, niestety poza formalnościami podany jest tylko styl piwa. Goły kapsel.
7,5/10

Barwa
Złoto-bursztynowy kolor w towarzystwie bardzo dużej mętności daje ciekawy, przyjemny efekt.
4/5

Piana
Wyjątkowo obfita, bardzo gęsta, osiada na szkle i utrzymuje się na powierzchni do końca - bezbłędna. 
5/5

Zapach
Dominacja chmielu, bardzo owocowego - na czele tony pomarańczy, w tle nieco pikantności, ogólnie sprawia wrażenie bardzo ciężkiego, mimo że alkohol jest niewyczuwalny; byłby bardzo dobry, ale da się wyczuć nieznaczną stęchliznę. 
7/10

Smak
Jest jeszcze ciężej, od samego początku uderza nie tylko gęstością słodowej podbudowy i intensywnością skondensowanych chmielowych owoców, ale także ostrą goryczką, bardzo wysoką i bardzo nieszlachetną, trawiastą, wybitnie szorstką, zalegającą. Sprawę starają się ratować cytrusy, ale wychodzi i tak marnie, piwo mimo nie tak dużej zawartości alkoholu jest ledwo pijalne - poza goryczką smak jest całkiem przyjemny, ale ciężkość sprawia, że prawie nie da się tego piwa pić. 
2,5/10

Tekstura
Nie pomaga - jest potwornie gęste i bardzo mocno wysycone.
0,5/5

3.5/10  

Skandalicznie fatalne imperialne IPA, bez wątpienia najgorsze IPA w ogóle, jakie piłem w życiu (a to już pięćdziesiąte dziewiąte na samym blogu). Przed oceną naprawdę tragiczną uratowało się bezbłędną pianą i przyjemnym zapachem, ale smak i tekstura nie pozostawiły złudzeń. Będzie ciężko o drugą szansę dla Omnipollo.

Ninkasi (Kowal): N°11.C Northern English Brown Ale

Kolejny browar kontraktowy do kolekcji, tym razem w końcu przyszedł czas na Ninkasi, interesującego rzemieślnika, który zaczerpnął swą nazwę od imienia sumeryjskiej bogini piwa. Małżeństwo piwowarów-założycieli odcina się od rewolucji piwnej, stawiając, jak mówią, na ewolucję. Co jeszcze ciekawsze, hołduje w bezpośredni sposób klasyfikacji stylów BJCP, nazywając wszystkie swoje piwa numerem, pod jakim jego styl znajduje się w tej klasyfikacji oraz nazwą stylu. Dlaczego to tak dziwi - ano dlatego, że BJCP w środowisku jest bardzo często traktowane jako organizacja narzucająca kajdany tym swoim aptekarskim zestawieniem stylów (z czym się nie zgadzam, sądzę, że dużo dobrego zrobili swoją robotą). Miałem zresztą do wyboru parę różnych ich piw, a to konkretne wybrałem po pierwsze dlatego, że brązowe angielskie ale to rzadko spotykany styl, a po drugie że chyba nigdzie poza BJCP nie spotkałem się z podziałem tego stylu na północne i południowe. Otoczka fajna, ale niestety jeszcze piwo musi zdać egzamin.

Informacje ogólne:
Piwo: N°11.C Northern English Brown Ale
Kraj: Polska
Województwo: zachodniopomorskie
Miasto: Koszalin
Browar: Minibrowar Kowal (Browar Ninkasi)
Produkowane od: 2014
Styl: angielskie brown ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta przypomina ascetyzmem de Molena - i fajnie, chociaż Holendrzy jakiś bardziej klimatyczny, starodawny styl obrali. Tutaj całkiem ładnie, na pewno z gustem, choć minimalnie wieje nudą, ale minimalnie. Przede wszystkim etykieta jest jednak bogato i przejrzyście opisana. Mamy dwa zdania o piwie, jedno o łączeniu z jedzeniem, IBU, temperaturę serwowania i przede wszystkim dokładny skład. Jedyną wadą jest goły kapsel.
8,5/10

Barwa
Bez światła faktycznie piękny brąz, ale już pod światłem przechodzi bardziej w barwę miedzianą, nawet ciemnobursztynowe prześwity się pojawiają; całkiem ładne, trochę psują wizerunek fruwające resztki drożdży.
3,5/5

Piana
Urzeka bardzo wysoką gęstością, jest niezwykle puszysta, przy tym bardzo obfita, trwała i cudownie osiada na szkle. 
5/5

Zapach
Bardzo interesujące połączenie ziołowego, konserwatywnego chmielu z wyraźną orzechowością, po prostu niesamowicie bezpośrednio pachnie orzechami laskowymi, w tle nieco karmelu - nie rozwala nozdrzy, ale jest bardzo intrygujący, te orzechy są ewidentne; niestety z czasem traci na intensywności.
7,5/10

Smak
W smaku nie jest już tak różowo - jest... chmielowo-kwaśne, nie kwaskowate, ale po prostu kwaśne; robi to średnie wrażenie, ale na finiszu powracają akcenty orzechowe i karmelowe, skutkiem czego jest to piwo przyzwoite, ale nic ponadto. 
6/10

Tekstura
Dobra, wysycenie tylko trochę za duże.
4/5

6.0/10

No i niestety na otoczce się skończyło. Gdyby nie problem z kwaśnością, to jeszcze byłoby dobrze, ale kończy się - z pomocą bezbłędnej piany - tylko nieźle. Piwo jest w porządku, ale nie jak na sektor rzemieślniczy i jego ceny. Nie skreślam Ninkasi po jednym piwie, ale na drugą szansę będzie trzeba dość długo poczekać.

piątek, 11 lipca 2014

Widawa & Kopyra: Rhino

Jak dotąd z kolaboracji Widawy z Kopyrą piłem piwa zbliżone stylowo - stout amerykański i dwa ciemne IPA, w tym jedno klasyczne, jedno na polskim chmielu. Czas w końcu wyjść z tej ciemności i zobaczyć, jak kolaboranci poradzili sobie z bardzo egzotycznie brzmiącym wędzonym amerykańskim pale ale. Na wstępie trzeba pogratulować awangardowego podejścia - piwa wędzone kojarzą się ze stylami, w których nie odgrywa większej roli, na papierze wędzonka średnio mi pasuje do tego, co zazwyczaj oferuje chmiel amerykański. Ale miałem też wątpliwości co do wędzonego weizena, a wyszło piwo genialne - oby było tak samo tutaj.

Informacje ogólne:
Piwo: Rhino
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2013
Styl: wędzone amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 11,6%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Najmarniejsza z dotychczasowych etykiet, ale ujdzie. Co ciekawe, w szczegółowym składzie nie mamy konkretnych odmian chmielu, a "mieszankę odmian amerykańskich".
6,5/10



Barwa
Złote, lekko zmętnione - przyzwoite, ale jakieś takie niewyraźne, nudne. 
2,5/5

Piana
Obfita, dość gęsta, doskonale trwała - jak zwykle w piwach Kopyry, nie da się przyczepić. 
5/5

Zapach
W aromacie rządzi nieco maślana nuta wędzona, przy pierwszym zetknięciu wydaje się trochę nieokrzesana, ale gdy skupimy zapach jest bardzo przyjemna, bardzo dymna; w tle bardzo, bardzo nieśmiało kryje się amerykański chmiel - szkoda, że nie potrafi wyjść trochę bardziej z cienia, ale zapach i tak jest bardzo satysfakcjonujący, choć niczego nie urywa. 
7,5/10

Smak
W dalszym ciągu to słód wędzony rozdaje karty, nie ma mowy o chmielowej owocowości, przez co piwo jest pozbawione zarówno słodyczy, jak i kwaśności - jest totalnie wytrawne, choć jednocześnie goryczka jest zdecydowanie delikatna; niezłe, przyjemnie się pije, ale jest o dziwo mało ciekawe, płaskie po prostu - mam wrażenie, jakbym pił goryczkowe, trochę mocniejsze grodziskie. 
7/10

Tekstura
Wysycenie jest bardzo mocnym punktem piwa, choć odrobinę bym je obniżył.
4,5/5

6.5/10

Duży zawód, ale jak się okazało nie dlatego, że kontrowersyjne połączenie amerykańskiego chmielu i słodu wędzonego nie zdało egzaminu, tylko dlatego, że amerykański chmiel ujawnił się jedynie na poziomie goryczki. Po recenzji obejrzałem, co na temat piwa ma do powiedzenia sam autor, no i zgadza się, że to "grodziskie na sterydach". On oczywiście jest zadowolony, ja nie jestem, poprzednie trzy piwa W&K były znacznie lepsze.

Widawa & Kopyra: Orka

Trzecie piwo z kolaboracji Browaru Widawa z Tomaszem Kopyrą, trzecie (zapewne) czarne jak smoła, a drugie ciemne IPA (czy też cascadian dark ale, którą to nazwę forsuje Kopyra, powołując się na bezsens określenia black India Pale Ale - odpowiadam, że nie w każdym przedstawicielu tego stylu jest chmiel cascade) - tym razem nie polskie, a klasyczne, czyli, no, amerykańskie. Oby zachowali równą formę, a najlepiej wystrzelili z czymś wybitnym.

Informacje ogólne:
Piwo: Orka
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2013
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Tytułowa orka jest dość wyrazista, ale jednak poprzednie etykiety bardziej mi się podobały, nieco. Na plus niezmiennie dokładny skład (jak się okazuje, również w tym cascadian dark ale nie ma cascade), na minus goły kapsel. 
7/10


Barwa
Pozornie czarna, ale pod światłem pojawiają się prześwity nie tylko ciemnobrązowe, ale i jasnobrązowe - bardzo ładne. 
4/5

Piana
Obfita, uparcie gęsta, niemal zupełnie brak większych pęcherzyków, brudnokremowa i potwornie trwała - ideał. 
5/5

Zapach
Amarillo raczy nas pięknymi, wyrazistymi nutami żywicznymi, iglakowymi, na dalszy plan spychając przyjemne, słodkie leśne owoce - akcenty ciemne, w tym przypadku ewidentnie kawowe - na bardzo dalekim tle, ale są; nie genialny, ale piękny. 
9/10

Smak
Tu bardzo podobnie - totalnie iglaste, żywiczne, tu już nawet te owoce muszą się schować, o kawie nawet nie wspominając; jest jeden poważny mankament w postaci kwaśności w okolicach przełyku; goryczka jak zwykle w kolaboracji wysoka, ale jak na styl niekoniecznie - po prostu odpowiednia dla IPA, nie dałoby się raczej obrazić na trochę większą ani trochę mniejszą, niestety nieco zanieczyszczona tą kwaśnością; bardzo smaczne, bardzo pijalne, ale zapach obiecywał dużo więcej. 
7,5/10

Tekstura
Średnia, zaniża ocenę - nie dość że wysycenie jest zdecydowanie za niskie, to i piwo zdaje się nieco za pełne w ustach, za gęste, jakoś nie pasuje to do tego zwiewnego w smaku egzemplarza.
2,5/5

7.0/10

Niestety spore rozczarowanie, liczyłem na zdecydowanie najlepsze z dotychczasowych piw Kopyry, a dostałem zdecydowanie najgorsze. Swoją drogą ciekawa sprawa, że znacznie lepiej wyszło mu ciemne IPA na polskim chmielu niż na amerykańskim.

czwartek, 10 lipca 2014

Buxton: High Tor

Niespodziewanie szybko powracam do Buxton Brewery. Po fenomenalnym początku przygody z tym browarem nie mogłem sobie pozwolić na ominięcie innych ich piw w sklepie, ale spodziewałem się, że będą musiały trochę poczekać na swoją kolejkę. Wziąłem wszystkie - czyli dokładnie to jedno, jakie zdegustuję, więcej nie było - i okazało się, że tak jak na poprzednim nie ma daty ważności, tylko data zabutelkowania (styczeń) i napis "drink as fresh as possible". Black Rocks znakomicie wytrzymało taką próbę czasu, oby tu nie było inaczej - styl pokrewny, więc nadzieje są.

Informacje ogólne:
Piwo: High Tor
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Produkowane od: 2011
Styl: czerwone India Pale Ale
Alkohol: 6,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie Etykieta utrzymana w konwencji znanej z Black Rocks, niestety jak wspomniałem i tutaj brak daty ważności oraz firmowego kapsla.
8,5/10




Barwa
Nadspodziewanie ciemne, właściwie bardziej brązowe niż miedziane - jasny brąz w połączeniu z pięknymi rubinowymi przebłyskami i lekkim zmętnieniem daje efekt bardzo ładny.
4,5/5

Piana
Obfita, szalenie gęsta, o ładnej, beżowej barwie - niepokonana.
5/5

Zapach
Niemal zupełnie rządzi chmiel, choć zostaje też trochę miejsca dla karmelowej, przyjemnej słodowości - przede wszystkim mamy jednak owocową chmielowość, dość słodką, kojarzącą się z mango, marakują, ale chyba w największym stopniu z owocami leśnymi, jest też akcent ewidentnie pikantny. Rewelacyjna kompozycja, bardzo intensywna.
9/10

Smak
Bardzo podobnie do zapachu - również na pierwszym planie mamy bardzo przyjemny chmiel, łączący owoce z charakterystyczną pikanterią; goryczka jest dość łagodna, ale za to bardzo szlachetna, ziołowo-przyprawowa. W tle cały czas nieśmiało czai się słodowy karmel, co tworzy delikatne, ale pyszne zestawienie - nie powala na kolana, ale ciężko się do czegoś przyczepić.
9/10

Tekstura
Odciąga piwo od wybitności, a konkretniej czyni to za niskie wysycenie - nie ma z nim tragedii, ale dobrze nie jest.
2/5

8.0/10
 
Znacznie niżej niż Black Rocks, ale Buxton Brewery potwierdza, że warto przyjrzeć się im z bardzo bliska. Gdyby jeszcze tekstura dała radę... niestety kto wie, kiedy znowu natrafię na jakieś ich piwo, z Redwillow na przykład już się więcej nie pojawiły, z Meantime też bardzo kiepsko - a szkoda, wielka szkoda, Anglia mi wyrasta na kraj numer jeden w piwowarstwie.