sobota, 12 lipca 2014

Omnipollo (De Proef): Nathalius

Nie pamiętam już, czy to piwo przyciągnęło mnie niezwykle oryginalną etykietą, czy krajem pochodzenia - Szwecją, z której piwa jeszcze nie piłem. W gruncie rzeczy to po pierwsze zdążyłem już wypić piwo uwarzone przez Thornbridge we współpracy ze szwedzkim kontraktowcem, a i omawiane teraz piwo zostało uwarzone w Belgii, w De Proefbrouwerij, które warzy już między innymi dla Mikkellera. Piwo to imperialne India Pale Ale warzone z ryżem i kukurydzą.

Informacje ogólne:
Piwo: Nathalius
Kraj: Belgia (warzone przez szwedzki browar kontraktowy)
Prowincja: Flandria Wschodnia
Miasto: Lochristi
Browar: De Proefbrouwerij (Omnipollo)
Produkowane od: 2013
Styl: imperialne India Pale Ale
Alkohol: 8%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Chyba pierwszy raz spotykam etykietę frontową bez żadnych napisów. Zamiast nich mamy abstrakcyjny obraz tudzież grafikę, całkiem fajny. Byłoby tylko dużo lepiej, gdyby na kontrze było cokolwiek ciekawego, niestety poza formalnościami podany jest tylko styl piwa. Goły kapsel.
7,5/10

Barwa
Złoto-bursztynowy kolor w towarzystwie bardzo dużej mętności daje ciekawy, przyjemny efekt.
4/5

Piana
Wyjątkowo obfita, bardzo gęsta, osiada na szkle i utrzymuje się na powierzchni do końca - bezbłędna. 
5/5

Zapach
Dominacja chmielu, bardzo owocowego - na czele tony pomarańczy, w tle nieco pikantności, ogólnie sprawia wrażenie bardzo ciężkiego, mimo że alkohol jest niewyczuwalny; byłby bardzo dobry, ale da się wyczuć nieznaczną stęchliznę. 
7/10

Smak
Jest jeszcze ciężej, od samego początku uderza nie tylko gęstością słodowej podbudowy i intensywnością skondensowanych chmielowych owoców, ale także ostrą goryczką, bardzo wysoką i bardzo nieszlachetną, trawiastą, wybitnie szorstką, zalegającą. Sprawę starają się ratować cytrusy, ale wychodzi i tak marnie, piwo mimo nie tak dużej zawartości alkoholu jest ledwo pijalne - poza goryczką smak jest całkiem przyjemny, ale ciężkość sprawia, że prawie nie da się tego piwa pić. 
2,5/10

Tekstura
Nie pomaga - jest potwornie gęste i bardzo mocno wysycone.
0,5/5

3.5/10  

Skandalicznie fatalne imperialne IPA, bez wątpienia najgorsze IPA w ogóle, jakie piłem w życiu (a to już pięćdziesiąte dziewiąte na samym blogu). Przed oceną naprawdę tragiczną uratowało się bezbłędną pianą i przyjemnym zapachem, ale smak i tekstura nie pozostawiły złudzeń. Będzie ciężko o drugą szansę dla Omnipollo.

Ninkasi (Kowal): N°11.C Northern English Brown Ale

Kolejny browar kontraktowy do kolekcji, tym razem w końcu przyszedł czas na Ninkasi, interesującego rzemieślnika, który zaczerpnął swą nazwę od imienia sumeryjskiej bogini piwa. Małżeństwo piwowarów-założycieli odcina się od rewolucji piwnej, stawiając, jak mówią, na ewolucję. Co jeszcze ciekawsze, hołduje w bezpośredni sposób klasyfikacji stylów BJCP, nazywając wszystkie swoje piwa numerem, pod jakim jego styl znajduje się w tej klasyfikacji oraz nazwą stylu. Dlaczego to tak dziwi - ano dlatego, że BJCP w środowisku jest bardzo często traktowane jako organizacja narzucająca kajdany tym swoim aptekarskim zestawieniem stylów (z czym się nie zgadzam, sądzę, że dużo dobrego zrobili swoją robotą). Miałem zresztą do wyboru parę różnych ich piw, a to konkretne wybrałem po pierwsze dlatego, że brązowe angielskie ale to rzadko spotykany styl, a po drugie że chyba nigdzie poza BJCP nie spotkałem się z podziałem tego stylu na północne i południowe. Otoczka fajna, ale niestety jeszcze piwo musi zdać egzamin.

Informacje ogólne:
Piwo: N°11.C Northern English Brown Ale
Kraj: Polska
Województwo: zachodniopomorskie
Miasto: Koszalin
Browar: Minibrowar Kowal (Browar Ninkasi)
Produkowane od: 2014
Styl: angielskie brown ale
Alkohol: 5,5%
Ekstrakt: 12%
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Etykieta przypomina ascetyzmem de Molena - i fajnie, chociaż Holendrzy jakiś bardziej klimatyczny, starodawny styl obrali. Tutaj całkiem ładnie, na pewno z gustem, choć minimalnie wieje nudą, ale minimalnie. Przede wszystkim etykieta jest jednak bogato i przejrzyście opisana. Mamy dwa zdania o piwie, jedno o łączeniu z jedzeniem, IBU, temperaturę serwowania i przede wszystkim dokładny skład. Jedyną wadą jest goły kapsel.
8,5/10

Barwa
Bez światła faktycznie piękny brąz, ale już pod światłem przechodzi bardziej w barwę miedzianą, nawet ciemnobursztynowe prześwity się pojawiają; całkiem ładne, trochę psują wizerunek fruwające resztki drożdży.
3,5/5

Piana
Urzeka bardzo wysoką gęstością, jest niezwykle puszysta, przy tym bardzo obfita, trwała i cudownie osiada na szkle. 
5/5

Zapach
Bardzo interesujące połączenie ziołowego, konserwatywnego chmielu z wyraźną orzechowością, po prostu niesamowicie bezpośrednio pachnie orzechami laskowymi, w tle nieco karmelu - nie rozwala nozdrzy, ale jest bardzo intrygujący, te orzechy są ewidentne; niestety z czasem traci na intensywności.
7,5/10

Smak
W smaku nie jest już tak różowo - jest... chmielowo-kwaśne, nie kwaskowate, ale po prostu kwaśne; robi to średnie wrażenie, ale na finiszu powracają akcenty orzechowe i karmelowe, skutkiem czego jest to piwo przyzwoite, ale nic ponadto. 
6/10

Tekstura
Dobra, wysycenie tylko trochę za duże.
4/5

6.0/10

No i niestety na otoczce się skończyło. Gdyby nie problem z kwaśnością, to jeszcze byłoby dobrze, ale kończy się - z pomocą bezbłędnej piany - tylko nieźle. Piwo jest w porządku, ale nie jak na sektor rzemieślniczy i jego ceny. Nie skreślam Ninkasi po jednym piwie, ale na drugą szansę będzie trzeba dość długo poczekać.

piątek, 11 lipca 2014

Widawa & Kopyra: Rhino

Jak dotąd z kolaboracji Widawy z Kopyrą piłem piwa zbliżone stylowo - stout amerykański i dwa ciemne IPA, w tym jedno klasyczne, jedno na polskim chmielu. Czas w końcu wyjść z tej ciemności i zobaczyć, jak kolaboranci poradzili sobie z bardzo egzotycznie brzmiącym wędzonym amerykańskim pale ale. Na wstępie trzeba pogratulować awangardowego podejścia - piwa wędzone kojarzą się ze stylami, w których nie odgrywa większej roli, na papierze wędzonka średnio mi pasuje do tego, co zazwyczaj oferuje chmiel amerykański. Ale miałem też wątpliwości co do wędzonego weizena, a wyszło piwo genialne - oby było tak samo tutaj.

Informacje ogólne:
Piwo: Rhino
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2013
Styl: wędzone amerykańskie pale ale
Alkohol: 4,5%
Ekstrakt: 11,6%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Najmarniejsza z dotychczasowych etykiet, ale ujdzie. Co ciekawe, w szczegółowym składzie nie mamy konkretnych odmian chmielu, a "mieszankę odmian amerykańskich".
6,5/10



Barwa
Złote, lekko zmętnione - przyzwoite, ale jakieś takie niewyraźne, nudne. 
2,5/5

Piana
Obfita, dość gęsta, doskonale trwała - jak zwykle w piwach Kopyry, nie da się przyczepić. 
5/5

Zapach
W aromacie rządzi nieco maślana nuta wędzona, przy pierwszym zetknięciu wydaje się trochę nieokrzesana, ale gdy skupimy zapach jest bardzo przyjemna, bardzo dymna; w tle bardzo, bardzo nieśmiało kryje się amerykański chmiel - szkoda, że nie potrafi wyjść trochę bardziej z cienia, ale zapach i tak jest bardzo satysfakcjonujący, choć niczego nie urywa. 
7,5/10

Smak
W dalszym ciągu to słód wędzony rozdaje karty, nie ma mowy o chmielowej owocowości, przez co piwo jest pozbawione zarówno słodyczy, jak i kwaśności - jest totalnie wytrawne, choć jednocześnie goryczka jest zdecydowanie delikatna; niezłe, przyjemnie się pije, ale jest o dziwo mało ciekawe, płaskie po prostu - mam wrażenie, jakbym pił goryczkowe, trochę mocniejsze grodziskie. 
7/10

Tekstura
Wysycenie jest bardzo mocnym punktem piwa, choć odrobinę bym je obniżył.
4,5/5

6.5/10

Duży zawód, ale jak się okazało nie dlatego, że kontrowersyjne połączenie amerykańskiego chmielu i słodu wędzonego nie zdało egzaminu, tylko dlatego, że amerykański chmiel ujawnił się jedynie na poziomie goryczki. Po recenzji obejrzałem, co na temat piwa ma do powiedzenia sam autor, no i zgadza się, że to "grodziskie na sterydach". On oczywiście jest zadowolony, ja nie jestem, poprzednie trzy piwa W&K były znacznie lepsze.

Widawa & Kopyra: Orka

Trzecie piwo z kolaboracji Browaru Widawa z Tomaszem Kopyrą, trzecie (zapewne) czarne jak smoła, a drugie ciemne IPA (czy też cascadian dark ale, którą to nazwę forsuje Kopyra, powołując się na bezsens określenia black India Pale Ale - odpowiadam, że nie w każdym przedstawicielu tego stylu jest chmiel cascade) - tym razem nie polskie, a klasyczne, czyli, no, amerykańskie. Oby zachowali równą formę, a najlepiej wystrzelili z czymś wybitnym.

Informacje ogólne:
Piwo: Orka
Kraj: Polska
Województwo: dolnośląskie
Miasto: Chrząstawa Mała
Browar: Widawa i Kopyra
Produkowane od: 2013
Styl: ciemne India Pale Ale
Alkohol: 6,2%
Ekstrakt: 16%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Tytułowa orka jest dość wyrazista, ale jednak poprzednie etykiety bardziej mi się podobały, nieco. Na plus niezmiennie dokładny skład (jak się okazuje, również w tym cascadian dark ale nie ma cascade), na minus goły kapsel. 
7/10


Barwa
Pozornie czarna, ale pod światłem pojawiają się prześwity nie tylko ciemnobrązowe, ale i jasnobrązowe - bardzo ładne. 
4/5

Piana
Obfita, uparcie gęsta, niemal zupełnie brak większych pęcherzyków, brudnokremowa i potwornie trwała - ideał. 
5/5

Zapach
Amarillo raczy nas pięknymi, wyrazistymi nutami żywicznymi, iglakowymi, na dalszy plan spychając przyjemne, słodkie leśne owoce - akcenty ciemne, w tym przypadku ewidentnie kawowe - na bardzo dalekim tle, ale są; nie genialny, ale piękny. 
9/10

Smak
Tu bardzo podobnie - totalnie iglaste, żywiczne, tu już nawet te owoce muszą się schować, o kawie nawet nie wspominając; jest jeden poważny mankament w postaci kwaśności w okolicach przełyku; goryczka jak zwykle w kolaboracji wysoka, ale jak na styl niekoniecznie - po prostu odpowiednia dla IPA, nie dałoby się raczej obrazić na trochę większą ani trochę mniejszą, niestety nieco zanieczyszczona tą kwaśnością; bardzo smaczne, bardzo pijalne, ale zapach obiecywał dużo więcej. 
7,5/10

Tekstura
Średnia, zaniża ocenę - nie dość że wysycenie jest zdecydowanie za niskie, to i piwo zdaje się nieco za pełne w ustach, za gęste, jakoś nie pasuje to do tego zwiewnego w smaku egzemplarza.
2,5/5

7.0/10

Niestety spore rozczarowanie, liczyłem na zdecydowanie najlepsze z dotychczasowych piw Kopyry, a dostałem zdecydowanie najgorsze. Swoją drogą ciekawa sprawa, że znacznie lepiej wyszło mu ciemne IPA na polskim chmielu niż na amerykańskim.

czwartek, 10 lipca 2014

Buxton: High Tor

Niespodziewanie szybko powracam do Buxton Brewery. Po fenomenalnym początku przygody z tym browarem nie mogłem sobie pozwolić na ominięcie innych ich piw w sklepie, ale spodziewałem się, że będą musiały trochę poczekać na swoją kolejkę. Wziąłem wszystkie - czyli dokładnie to jedno, jakie zdegustuję, więcej nie było - i okazało się, że tak jak na poprzednim nie ma daty ważności, tylko data zabutelkowania (styczeń) i napis "drink as fresh as possible". Black Rocks znakomicie wytrzymało taką próbę czasu, oby tu nie było inaczej - styl pokrewny, więc nadzieje są.

Informacje ogólne:
Piwo: High Tor
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: East Midlands
Miasto: Buxton
Browar: Buxton Brewery
Produkowane od: 2011
Styl: czerwone India Pale Ale
Alkohol: 6,3%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie Etykieta utrzymana w konwencji znanej z Black Rocks, niestety jak wspomniałem i tutaj brak daty ważności oraz firmowego kapsla.
8,5/10




Barwa
Nadspodziewanie ciemne, właściwie bardziej brązowe niż miedziane - jasny brąz w połączeniu z pięknymi rubinowymi przebłyskami i lekkim zmętnieniem daje efekt bardzo ładny.
4,5/5

Piana
Obfita, szalenie gęsta, o ładnej, beżowej barwie - niepokonana.
5/5

Zapach
Niemal zupełnie rządzi chmiel, choć zostaje też trochę miejsca dla karmelowej, przyjemnej słodowości - przede wszystkim mamy jednak owocową chmielowość, dość słodką, kojarzącą się z mango, marakują, ale chyba w największym stopniu z owocami leśnymi, jest też akcent ewidentnie pikantny. Rewelacyjna kompozycja, bardzo intensywna.
9/10

Smak
Bardzo podobnie do zapachu - również na pierwszym planie mamy bardzo przyjemny chmiel, łączący owoce z charakterystyczną pikanterią; goryczka jest dość łagodna, ale za to bardzo szlachetna, ziołowo-przyprawowa. W tle cały czas nieśmiało czai się słodowy karmel, co tworzy delikatne, ale pyszne zestawienie - nie powala na kolana, ale ciężko się do czegoś przyczepić.
9/10

Tekstura
Odciąga piwo od wybitności, a konkretniej czyni to za niskie wysycenie - nie ma z nim tragedii, ale dobrze nie jest.
2/5

8.0/10
 
Znacznie niżej niż Black Rocks, ale Buxton Brewery potwierdza, że warto przyjrzeć się im z bardzo bliska. Gdyby jeszcze tekstura dała radę... niestety kto wie, kiedy znowu natrafię na jakieś ich piwo, z Redwillow na przykład już się więcej nie pojawiły, z Meantime też bardzo kiepsko - a szkoda, wielka szkoda, Anglia mi wyrasta na kraj numer jeden w piwowarstwie.

Duvel

Odkrycie piwowarstwa rzemieślniczego i rozsmakowanie się w nim spowodowało, że zaniedbuję moją ukochaną krainę belgijskich klasyków. Ostatnio trochę się ogarnąłem i nabyłem kilka, ale też z racji długich terminów przydatności trochę trzeba będzie na nie poczekać. Dzisiaj jednak przedskoczek w postaci jednego z najsłynniejszych piw belgijskich, które zdefiniowało pojęcie belgijskiego złotego mocnego ale, znany i lubiany Duvel, czyli diabeł.

Informacje ogólne:
Piwo: Duvel
Kraj: Belgia
Prowincja: Antwerpia
Miasto: Breendonk
Browar: Brouwerij Duvel Moortgat
Produkowane od: 1923
Styl: belgijskie złote mocne ale
Alkohol: 8,5%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Elegancka, bardzo ładna, klasyczna etykieta z charakterystycznym czerwonym napisem na białym  tle. Na kontrze tekścik po francusku i holendersku, ale nic ciekawego nie opowiada. Bardzo ładny, dedykowany kapsel.
8,5/10

Barwa
Jasnozłoty, nawet wpadający w słomkowy kolor, ale zadziwiająco piękny - idealna klarowność i dynamicznie ulatujący gaz dają efekt zadziwiający pełny i świetlisty, świetnie się mieni. 
4,5/5

Piana
Niepowstrzymana, bardzo obfita, ale już nie aż tak gęsta; utrzymuje się jednak bardzo długo na powierzchni. 
4,5/5

Zapach
Połączenie klasycznych, bardzo intensywnych nut jasnosłodowych z dyskretnym akcentem drożdży belgijskich, nieco kwiatowości - mimo że na dalekim tle wyczułem nawet nutę lambikową i weizenową jest nieco zbyt zwyczajne, bardzo ułożone - życzyłbym sobie czegoś bardziej agresywnego od takiego mocnego piwa, ale nie można odmówić mu ogromnej przyjemności. 
8,5/10

Smak
Nieco lepiej, bo na znacznie większych obrotach zaczynają działać drożdże belgijskie, przez co robi się nieco przyprawowo, nieco cytrusowo - jest bardzo potężne, ale pełnia smaku nie do końca nadąża za tą potęgą, przez co wkrada się nieodwołalna nuta alkoholowa, choć dość szlachetna. Na finiszu lekka kwaskowatość, raczej przyjemna niż przeszkadzająca; w miarę degustacji coraz bardziej belgijsko, coraz przyjemniej, w zadziwiający sposób pijalność jest coraz większa; wybitne, choć są lepsze smaki. 
9/10

Tekstura
Na początku przeszkadza zbyt wysokie wysycenie, ale szybko na szczęście opada do bardziej pożądanych rozmiarów.
3,5/5

8.0/10
 
Szczerze mówiąc, nie pamiętam, czy piłem już kiedyś to piwo. Zbiory kapsli wskazują jednoznacznie, że to mój pierwszy raz, chociaż miałem wrażenie, że kiedyś się nim zachwyciłem. W każdym razie na początku degustacji poczułem ukłucie rozczarowania, ale we wspaniały sposób to piwo się rozwija, a jego pijalność zwiększa się. Ostatecznie obroniło się i śmiało może być zaliczane do grona klasyków belgijskich, aczkolwiek moim zdaniem daleko mu do najwyższej półki.

wtorek, 8 lipca 2014

De Molen: Bloed, Zweet & Tranen

Słynny holenderski De Molen ponad pół roku musiał czekać na drugą szansę ode mnie. Faktycznie pierwsze ich piwo jak na głośno brzmiący styl imperialny tripel nie powaliło mnie, a nawet odrobinę rozczarowało, ale nie obraziłem się bynajmniej na browar - tak wyszło. Dzisiaj okaz jeszcze ciekawszy, choć styl ciężko jasno określić - jest to na pewno piwo wędzone, przy czym dość mocne, a w jego składzie znalazł się podobno wędzony słód z Bambergu oraz słód whisky.

Informacje ogólne:
Piwo: Bloed, Zweet & Tranen
Kraj: Holandia
Prowincja: Holandia Południowa
Miasto: Bodegraven
Browar: Brouwerij de Molen
Produkowane od: 2008
Styl: stout wędzony
Alkohol: 8,2%
Ekstrakt: 18%
Objętość: 330 ml

Opakowanie
Tak jak mówiłem pół roku temu, etykiety De Molena (i kapsle) bardzo do mnie trafiają mimo skrajnej wręcz prostoty. Podobnie trafia do mnie pełny skład, który prezentuje niezwykłe bogactwo słodów. Data zabutelkowania pozwala przenieść się w piękne czasy młodości - ta butelka liczy sobie już prawie dwa lata, została napełniona pierwszego sierpnia mojego ulubionego roku. Chwila zastanowienia i przypominam sobie, że to był bardzo pamiętny dzień w moim życiu! Mogłaby postarzeć się jeszcze o co najmniej trzy, ale ciekawość mówi "otwieraj".
9,5/10

Barwa
Wspaniała, niczym niezmącona czerń, całkowicie nie do przejrzenia - majestatyczna. 
5/5

Piana
Obłędnie obfita, wysoka; nie doskonale, ale bardzo gęsta, pięknej ciemnobeżowej barwy, doskonale trwała. 
5/5

Zapach
Podzielony jest na trzy części - jedna z nich to klasyczna, faktycznie jakby bamberska wędzonka, piękna, szynkowo-ogniskowa; druga to bardziej brudne, torfowe, wręcz asfaltowe akcenty bez wątpienia będące pochodną słodu whisky; te dwa typy dymności występują na trzecim elemencie, bogatym aromacie ciemnych słodów, nieco czekoladowym - potwornie wyraziste, bliskie ideału przedstawienie. 
9/10

Smak
W smaku ani trochę nie spuszcza z tonu - w bogactwie przeróżnych wędzonek można się rozpłynąć; na początek dostajemy je wszystkie na przyjemnym, miękkim, słodkim tle słodowym z delikatnym muśnięciem wiśni; to, co się dzieje w okolicach przełyku, to skończona maestria - potężne uderzenie dymnej whisky i bamberskiej wędzonki; wyśmienite i bardzo bezpośrednie. 
9,5/10

Tekstura
Jedynym mankamentem piwa jest lekkie przegazowanie - niestety nadaje mu ciężkości, której przy niskim wysyceniu w ogóle by nie miało mimo wysokiego woltażu.
2,5/5

9.0/10

Raczej rzadko w ogóle mi się zdarza pić dwa piwa jednego dnia, a wystawienie dwóch dziesiątek za smak tego samego dnia to już istny cud. Fantastyczne piwo. Wdarło się na ostatnie miejsce blogowego top 10, przebijając między innymi wszystkie piwa ze Schlenkerli, co czyni je najlepszą wędzonką. Czas zacząć traktować de Molena z większą uwagą.

Andechs: Doppelbock Dunkel

No wreszcie przyszedł czas na jakieś piwo, które przywiozłem z opisywanej tu, majowej podróży do Bawarii. Kości wypadły tak, że jest to zarazem najciekawiej zapowiadające się ze wszystkich sześciu. Oj, jak ciekawie - przynajmniej bazując na ocenach ratebeeru. Uwarzone zostało bowiem w browarze klasztoru w Andechs - najlepiej ocenianym browarze w Niemczech - i jest zdecydowanie najlepiej i najczęściej ocenianym piwem z tego browaru. Trudniej już sprawdzić, jak stoi w rankingu piw niemieckich ogółem, ale wiem już, że nie na pierwszym miejscu - wyprzedza je minimalnie przynajmniej koźlak wędzony ze Schlenkerli. Myślę jednak, że byłby w ścisłej czołówce. Oczekiwania są więc nieprzeciętne, oby zostały spełnione.

Informacje ogólne:
Piwo: Doppelbock Dunkel
Kraj: Niemcy
Land: Bawaria
Miasto: Andechs
Browar: Klosterbrauerei Andechs
Produkowane od: brak danych
Styl: koźlak dubeltowy
Alkohol: 7,1%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 500 ml

Opakowanie
Ładna, choć dość konserwatywna etykieta spójna z całą serią piw z tego browaru; na frontowej etykiecie ukazany jest klasztor ze swoją charakterystyczną wieżą na szczycie wzgórza, nad którym widnieje napis, głoszący zadziwiająco zabawne jak na zakonników hasło "przyjemność dla ciała i duszy". O piwie nie dowiemy się niestety nic poza stylem i mocą. Jest za to ładny kapsel firmowy (czy też klasztorny).
8,5/10  

Barwa
Przepiękna - wydaje się ciemnobrązowe, ale już pod lekkim światłem okazuje fantastycznie miedziane - w połączeniu z idealną klarownością efekt jest cudowny. 
5/5

Piana
Bardzo obfita, wybitnie gęsta, o ładnej, kremowej barwie, niestety ma spore problemy z trwałością i po paru minutach pozostaje po niej już tylko pierścień. 
3/5

Zapach
Wspaniały festiwal suszonych owoców, zwłaszcza śliwek, jabłek, rodzynek, do tego nieco subtelnego karmelu - piękny, bardzo klasyczny, nieco może za mało powala, by uznać go doskonałym. 
8,5/10
Smak
Uderza pełnią od samego początku, który występuje pod znakiem suszonych śliwek i landrynek, a im dalej, tym smaczniej - na przełyku kondensuje się cała gama doznań koźlakowych - śliwki, karmel, mnóstwo melanoidynowych akcentów, nawet lekka paloność; to wszystko pozostaje obecne na obłędnym finiszu, bardzo długim i bardzo intensywnym; wyśmienite, w zasadzie doskonałe, nie wyobrażam sobie, by koźlak mógł smakować lepiej. 
10/10

Tekstura
Nie mogę się przyczepić, doskonale współpracuje ze smakiem.
5/5

9.0/10

Rzeczywiście nie lepsze od wędzonego koźlaka Schlenkerli - poddało się przy zapachu - ale fantastyczne, jedenasta dziesiątka za smak na blogu i najlepszy "normalny" koźlak, jakiego w życiu piłem - kto wie, czy kiedyś trafię jeszcze na równie wyśmienitego. Jeśli miałem jakiekolwiek wątpliwości, czy jeszcze odwiedzać klasztor w Andechs, to już nie mam najmniejszych. Wspaniałe piwo, wspaniały triumf bawarskiego piwowarstwa.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Meantime: India Pale Ale

O matko, nareszcie. Jeszcze trzy miesiące i minąłby rok, odkąd wypiłem drugie piwo z Meantime Brewery i odkąd z utęsknieniem czekam na spróbowanie trzeciego. Mimo tak ubogich - i już trochę dawnych - doświadczeń z tym londyńskim browarem ciągle ma on bardzo zacne miejsce w mojej pamięci dzięki znakomitym ocenom, trochę pewnie też dzięki niepodrabialnym butelkom i etykietom. Dziś ta butelka będzie trochę inna, bo dużo większa - niestety tego piwa Meantime nie sprzedaje w mniejszych rozmiarach, więc po prostu musiałem sięgnąć po taki kaliber. To drugie w bardzo niedużym odstępie czasu angielskie India Pale Ale - szkockiemu BrewDogowi ten tradycyjny styl wyszedł świetnie, ale mam nadzieję na coś jeszcze lepszego ze strony Anglików.

Informacje ogólne:
Piwo: India Pale Ale
Kraj: Wielka Brytania (Anglia)
Region: Wielki Londyn
Miasto: Londyn
Browar: Meantime Brewing Company
Produkowane od: 2005
Styl: angielskie India Pale Ale
Alkohol: 7,4%
Ekstrakt: nieznany
Objętość: 750 ml

Opakowanie
Butelka w dużym formacie traci na pięknym kształcie (choć tu też jest ciekawy) i tej kameralności, ale zyskuje na rozmachu i prawdziwym korku, wobec czego obniżę notę tylko odrobinę. Na kontrze zgrabna, mała lekcja historii i wiedzy o tym konkretnym piwie. Pozostaje zacząć.
9,5/10

Barwa
Bardzo ładna, jasnobursztynowa - nieprzegapialne, mocne zmętnienie nadaje charakteru, ciemności, pełni - blisko wybitności.
4/5

Piana
Monumentalna, choć gęstość nie powala, pięknie za to osiada na szkle i bardzo długo się utrzymuje.
4,5/5

Zapach
Piękny, łagodny, ale gęsty przy tym i wyrazisty - słodkie połączenie konserwatywnego, choć nieco owocowego chmielu z bardzo, ale to bardzo ładną, karmelowo-chlebową słodowością - chmiel mógłby się trochę bardziej dawać we znaki, ale jest wspaniale zbalansowany. 
9/10

Smak
Tu już ciężko narzekać na nieobecność chmielu - odczucie w ustach jest takie jak w zapachu, trochę owocowości chmielu, ale wciąż raczej słodowe, jednak goryczka naprawdę wysoka i to już od pierwszego łyku; rewelacyjna sprawa, piwo jest aż gęste od pełni smaku, smakowitości. Jakieś tam zastrzeżenia można mieć do szlachetności goryczki - nie jest nieapetyczna, ale trochę zbyt mało wyszukana, nawet minimalnie alkoholowa, (z drugiej strony woltaż nie jest mały, a to jedyny moment, kiedy czuć trochę mocy), choć głównie ziołowa - minimalnie zbyt łapczywie łapie za mordę. Bardzo fajny finisz, na którym goryczka łagodnie opada, a daleko pojawiają się nawet nuty miodowe; może ten smak nie będzie mi się śnił po nocach, ale jest pyszne. 
9/10

Tekstura
Jest mankamentem nieco za niskie wysycenie - na przełknięciu atakuje odpowiednio, ale w ustach wydaje się bardzo małe i trochę piwo przez to "mdleje".
3/5

8.0/10

Kolejny przykład, że angielskie IPA może być rewelacyjne i kolejne potwierdzenie wybitności browaru Meantime. Niestety od jakiegoś czasu nie widuję żadnego ich piwa w sklepach, a przynajmniej żadnego innego niż te trzy, które już piłem. Szkoda, wielka szkoda, ale będę czekał - jak się nie doczekam, to spotkamy się w Londynie.